„Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś
odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest
zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku
drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia,
czasem wbrew własnemu.”
Szła. Gęsty śnieg pokrywał już prawie całą ziemię. Było
zimno, niebo zasnute było ciemnymi chmurami. Jedno wykluczało
drugie. Nietypowa zima. Ale ona lubiła zimę.
Nogi grzęzły jej w metrowych zaspach, z trudnością stawiała
kolejne kroki. Próbowała zakryć dłonie rękawami kurtki. Wszystko
na nic. Palce zdrętwiały jej już z z zimna, przez głowę
przedzierał się koszmarny mróz. Ale ona się tym nie przejmowała.
Szła.
Drewniana ławka w środku lasu była jej celem. Jednak teraz wcale
nie było widać tej ciemnozielonej, w niektórych miejscach zdartej
farby. Była zasłonięta białym jak puch śniegiem.
Zgarnęła go jedną ręką na ziemię i usiadła. Zakryła twarz
bordowym szalikiem i przymknęła oczy. To miejsce było magiczne.
Uwielbiała je. Tutaj zapominała o wszystkich problemach, o
kłótniach swoich rodziców, o ich krzykach i wyzwiskach, których
musiała wysłuchiwać każdego dnia. Nie znosiła ich. Wiedziała,
że jej rodzice już się nie kochają, że nie chcą ze sobą być.
Mówili, że męczą się ze sobą dla niej. Chcieli, żeby miała
normalną rodzinę. Ale ona wcale nie miała normalnej rodziny. Nie w
tym domu.
- Myślałem, że tylko ja wiem o istnieniu tej ławki. - Na dźwięk
obcego głosu aż podskoczyła.
Obok niej usiadł wysoki brunet. Ubrany był w czarną kurtkę, na
rękach miał tego samego koloru rękawiczki. Camila nigdy w życiu
go tutaj nie widziała. Nie kojarzyła go.
- Kim jesteś? - spytała.
- O to samo mógłbym spytać ciebie. Widzę cię tutaj pierwszy raz.
- Chyba czytał jej w myślach.
- Nie wiedziałam, że ktoś oprócz mnie zna to miejsce. Pierwszy
raz kogoś tutaj spotykam.
- Tata mnie tu przyprowadził kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Często
tutaj przychodzisz?
- Ja sama znalazłam tą ławkę, równe dziesięć lat temu. I od
tamtej pory bywam tu codziennie. Ale przychodzę pod wieczór, kiedy
się już ściemnia, wtedy nikt mnie nie widzi. A ty?
Uśmiechnął się i przejechał ręką po włosach. - Ja też, ale
chyba wcześniej od ciebie. Musieliśmy się mijać. - Spojrzał na
jej zaczerwienione z mrozu ręce. - Nie jest ci zimno?
Jeszcze bardziej zakryła twarz cienkim szalikiem i wbiła wzrok w
swoje stare, zniszczone buty. Prawda była taka, że po prostu
zapomniała zabrać z domu rękawiczek i czapki zimowej. Wybiegła z
niego jak najszybciej, nie chcąc uczestniczyć w coraz bardziej
zaostrzającej się kłótni swoich rodziców. W końcu oni i tak nie
interesowali się, gdzie spędzała te długie godziny poza
mieszkaniem. Myśleli chyba, że odwiedza znajomych. Mylili się.
- Trochę tak - przyznała. - Jakoś dam radę. Nie przejmuj się.
Prychnął i spojrzał na nią uważnie. - Chyba żartujesz. Nie
pozwolę, żeby jakakolwiek dziewczyna przy mnie marzła. Wiesz,
jestem gentelmanem.
Uśmiechnęła się lekko. Ściągnął czarne rękawiczki. - Mogą
być trochę za duże. A nawet trochę bardzo za duże. - Wyciągnął
rękę w jej stronę. - Pozwolisz?
Nigdy; naprawdę nigdy nie doświadczyła takiej uprzejmości ze
strony chłopaka. Nikt nigdy nie był dla niej tak miły. Czuła
się... dziwnie. Ale podobało jej się to.
Założył na jej delikatne dłonie grube, wełniane rękawice. -
Lepiej?
Zacisnęła ręce w pięści. - Tak, o wiele. Dziękuję.
Czas z tym obcym chłopakiem leciał tak szybko... I nawet nie
wiedziała coraz gęściej spadającego śniegu, nieba coraz bardziej
zasnutego chmurami. Minuty upływały, a oni zagłębiali się w
rozmowie. Rozmawiali o wszystkim.
Spojrzała na porysowany wyświetlacz średniowiecznej komórki. -
Już tak późno? Boże... przepraszam cię, muszę iść. Rodzice
będą się martwić. - Co oczywiście wcale nie było prawdą. Oni
mieli gdzieś, co ona aktualnie robi. - Dziękuję, że ze mną
porozmawiałeś. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, wiesz? -
Podniosła się z niewygodnej ławki i strzepała śnieg z kolan. -
Do zobaczenia.
Odeszła. A on siedział jak kołek, i nawet się nie ruszył.
Dopiero, kiedy zniknęła gdzieś za którymś drzewem, zareagował.
- Poczekaj! - zawołał zrywając się na nogi. - Powiedz mi chociaż,
jak masz na imię! Ja jestem Andres, a ty?
Ale jej już nie było widać.
Teraz szła, zostawiając za sobą małe ślady stóp, które kilka
minut później i tak zginęły pod gęstym, puchowym śniegiem...
Łzy spływały ciurkiem po jej zaczerwienionych policzkach i
wsiąkały w bordowy szalik ściśnięty ciasno na jej szyi.
Zaciskała delikatne dłonie na twardej, zielonej ławce tak, że
czuła dokładnie z czego jest zrobiona.
Nigdy nie myślała, że jej ojciec byłby zdolny podnieść na nią
rękę. Nie sądziła, że mógłby ją uderzyć. Zawsze powtarzał,
że jest jego małą księżniczką, której nigdy nie pozwoli
skrzywdzić. Okłamał ją. I nie liczyło się nawet to, że był
wzburzony po ostrej awanturze ze swoją żoną, i poniosły go
emocje. Uderzył ją. Sprawił jej ból. A był jej ojcem.
Poczuła, jak ktoś kładzie jej rękę na ramieniu.
- Co się stało?
Odwróciła się w drugą stronę. Nie chciała żeby widział
więcej, niż jest to konieczne. I tak już za bardzo mu zaufała.
Powiedziała mu to, o czym nie powinna nikomu mówić.
- Powiedz mi, co się stało? - powtórzył. - Dlaczego płaczesz?
Nie wiedziała nawet jak ma na imię, a miała opowiadać mu o swoich
problemach? O tym, jak bardzo zranił ją jej własny ojciec?
- Nic - zaprzeczyła. - Przyszłam oddać ci rękawiczki. Zupełnie o
nich wczoraj zapomniałam, przepraszam.
- Przestań, nie przejmuj się rękawiczkami. Widzę, że coś się
stało... jak masz na imię?
Pociągnęła nosem i odgarnęła włosy lecące jej na twarz. -
Camila. A ty?
Jednym ruchem zakrył kapturem jej czerownej kurtki rude włosy i
przysunął się bliżej niej.
- Andres. Mówiłem ci wczoraj, ale chyba mnie nie usłyszałaś. Nie
zdążyłem nawet spytać, czy cię odprowadzić. Wracałaś sama,
było ciemno.
- Wracam tak sama od dziesięciu lat, nie masz się o co martwić.
Nikt nigdy mnie nie nie odprowadzał, jestem przyzwyczajona.
Zmarszczył czoło. - Rodzice ci na to pozwalają? Nie boją się o
ciebie?
I znów poczuła łzy wypływające z jej brązowych oczu.
Gdyby jej rodzice rzeczywiście się o nią bali, już dawno
spytaliby gdzie chodzi wieczorami. A gdyby jej ojciec naprawdę ją
kochał, nigdy by jej nie uderzył.
- Camila... - Chwycił ją za rękę. - Camila proszę cię, powiedz
mi co się stało? Ktoś ci coś zrobił?
Nawet nad sobą nie zapanowała. W jednej sekundzie odwróciła się
i przywarła do niego całym ciałem. Przytulała się do chłopaka,
którego widziała drugi raz w swoim życiu. Ale w tym momencie jej
to nie obchodziło.
- Spokojnie, Cami... - Pogłaskał ją po mokrej głowie. - Nic się
nie stało, nie płacz...
Otarła łzy wierzchem dłoni i przełknęła wielką gulę w gardle.
- Dlaczego on to zrobił...? - spytała. - Przecież zawsze mówił,
że nie da skrzywdzić swojej córki...
- O czym mówisz? - przerwał jej. - Camila, co się stało?
Oderwała się od niego i spojrzała w jego oczy. - Uderzył mnie...
rozumiesz to? Mój własny ojciec... uderzył mnie, Andres.
Nie wiedział, jak można być zdolnym do czegoś takiego. Nie
rozumiał jak można podnieść rękę na własne dziecko i
doprowadzić je do płaczu. A już szczególnie taką wyjątkową
dziewczynę, jak jest Camila.
Nic nie powiedział. Przytulił ją mocniej do siebie. Głaskał ją
po głowie i szeptał uspokajające słowa chcąc chociaż częściowo
załagodzić ból, która tak bardzo przeżywała.
- Zobacz. - Wyjął z kieszeni czerwony scyzoryk. Kucnął obok
ławki. - Chodź do mnie.
Klęknęła na ziemi obok niego. Położył jej rękę na nożyku i
przykrył ją swoją dłonią. - Zostawimy tutaj swój ślad. Jeśli
ktoś za sto lat odkryję tą ławkę będzie wiedział, do kogo ona
należała.
Mijały miesiące, a oni zaprzyjaźniali się coraz bardziej. Zaczęło
rodzić się między nimi coś więcej. Przychodzili tutaj codziennie
i spędzali razem długie godziny, wcale nie nudząc się w swoim
towarzystwie. Ale nigdy nie zrobili kroku na przód; zawsze spotykali
się przy Zielonej Ławce.
Kilka minut później im oczom ukazał się pięknie wystrugany
napis. Camila i Andres. Te dwa imiona mówiły tak wiele. A
jednocześnie tak mało.
- Dopiszemy coś? - spytała po chwili.
Spojrzał na nią uważnie. - Co chcesz dopisać? - Wzruszyła
ramionami. - Nie wiesz? Na pewno?
Uśmiechnął się, co ona odwzajemniła. - Albo wiesz co...? Nie
dopisujmy nic. Przecież nikt oprócz nas nie musi wiedzieć niczego
więcej, prawda?
Zamiast odpowiedzieć, przysunął się bliżej niej. Patrzył z
pożądaniem na jej bladoróżowe usta, a w jego myśli kłębiło
się tylko pytanie, jak mogą one smakować.
Nie spodziewał się, że jakakolwiek dziewczyna tak na niego
zadziała. Nie wiedział, że będzie wstanie którąś tak bardzo
pokochać.
I już się nie zastanawiał. Chwycił ją w talii i gwałtownie
przyciągnął ją do siebie, wbijając się w jej delikatne usta.
Całował ją zachłannie, ale i z uczuciem, a ona wcale się nie
sprzeciwiała; wręcz przeciwnie.
Już nie potrzebowali żadnych słów, były one zbędne. Wiedzieli,
że to co teraz robią, to niezaprzeczalny dowód ich rodzącej się
miłości.
Nie było go przez kilka dni. Czekała. Nie przychodził. Spędzała
długie godziny na Zielonej Ławce w parku, wpatrując się w drzewa,
które już nabierały kolorów. Świat budził się do życia, już
nawet słychać było ćwierkanie ptaków.
Ale jego nadal nie było.
Chciała się z nim skontaktować, ale nie wiedziała jak. Nie miała
jego numeru telefonu, nie miała pojęcia gdzie mieszka.
Czekała.
Minął tydzień. Przyszedł.
Usiadł obok niej. Przez chwilę na nią nie patrzył, jakby się
bał. W końcu przeniósł na nią swój wzrok. W jego brązowych
oczach jawiło się multum nie znanych jej emocji.
- Nie było cię - odezwała się w końcu.
Minął moment, zanim odpowiedział. - Tak. Nie mogłem przyjść,
przepraszam.
- Co się dzieje?
Przygryzła wargę. Denerwowała się. Bała się usłyszeć czego
strasznego, nie chciała tego słyszeć. Nie wiedziała jak na to
zareaguje.
- Muszę ci coś powiedzieć. - W tonie jego głosu można było
wyczuć przejmujący ból. Widocznie wcale nie było to dla niego
łatwe. Dla niej też nie. Cierpieli oboje, choć może nawet nie
zdawali sobie z tego sprawy. - Camila... wyjeżdżam. Opuszczam
Buenos Aires.
Na początku nie uwierzyła. Zdrętwiała. Nie odpowiedziała;
czekała na jego dalsze słowa.
- Przyszedłem się pożegnać - wydusił w końcu.
- Dlaczego? - spytała krótko.
Zszedł z ławki i kucnął obok niej.
- Muszę. Dbaj o siebie. Nie pozwól się skrzywdzić. - Ucałował
dokładnie jej filigranowe dłonie. - Kiedyś wrócę. Mam taką
nadzieję.
Odszedł.
Zostawił ją samą. Znów.
Poderwała się na nogi. Zaczęła biec; goniła go. Ale zniknął z
jej punktu widzenia. I już nie było go widać.
Krzyczała, błagała, żeby wrócił, żeby nie zostawiał jej
samej. Nie posłuchał jej.
Jej życie ponownie straciło swój blask. Stało się takie, jakim
było przed ich pierwszym, przypadkowym spotkaniem.
Wyjątkowym spotkaniem.
Na Zieloną Ławkę przychodziła codziennie. Codziennie na niej
siadała i patrzyła w kierunku, z którego zazwyczaj przychodził.
Jednak nigdy nie zauważyła go między drzewami. Nigdy nie zobaczyła
jego brązowych włosów i tego samego koloru oczu.
Odtąd to miejsce, stało się wyłącznie jej miejscem. Ale Zielona
Ławka była ich. Bo to właśnie przy niej narodziła się miłość,
której dowód już na zawsze zostanie na niej wyryty.
Zielona Ławka będzie rzeczą, której nigdy nie wymaże z pamięci.
Zielona Ławka będzie już zawsze. Razem z ich miłością.
Miał być jutro, ale zdecydowałam, że nic się nie stanie, jeśli dodam go dzisiaj :) Skończyłam go już w środę, bo tak mi się go szybko pisało, więc... no :D
Jak wszyscy
wiecie, ten part to podziękowanie za 100 (teraz już 104
obserwatorów). Powiem wam, że jak zakładałam tego bloga to nie
spodziewałam się, że tyle osiągnę, dlatego wam bardzo, ale to
bardzo dziękuję <3
Cares... no,
Cares :) Powiem wam, że jestem w miarę zadowolona z tego parta -
chociaż końcówkę schrzaniłam na maxa - i mam nadzieję, że wam
się on podobał. Oczywiście, nigdy nie dojdę do takiego poziomu z
tą parą, na jakim jest nasza Aga <3
A, no właśnie...
na pewno wiecie, przynajmniej większość z was, jak nie wszyscy, o
takiej nieprzyjemniej sytuacji na JSM. Każdy kto czyta tego bloga
wie, że ogłoszony został konkurs w którym nagrodą jest wstęp do
naszej załogi. I zaistniała taka sytuacja, że na maila przyszedł
part, słowo w słowo skopiowany z bloga Agi. Ja tego nie rozumiem.
Nie rozumiem, jak można się tak zachować, może nie powinnam tego
mówić, ale głupota ludzka nie zna granic.
I ja bardzo
proszę, żeby ten, kto wysłał tego parta, przeprosił. Nie
publicznie, to nie jest potrzebne, ale po prostu na mailu wysłać
jakieś przeprosiny. Afery nie będzie, a kultura tego wymaga.
A skoro już mowa
o konkursach, to przypominam o konkursie na One Parta na moim blogu.
Wczoraj został ogłoszony, a ogólne zasady zobaczycie klikając w
to cudne zdjęcie Lodo po lewo xD Piękne, nie? Zapraszam do udziału
:)
Jeszcze raz
dziękuję za to, że ze mną jesteście, jesteście wspaniali <3
Part o Naxi
pojawi się w piątek, jak to jest napisane na tablicy z boku, a
rozdział na drugim blogu powinien pojawić się w przyszłym
tygodniu :)
Kocham was bardzo
<3
Wasza Alexandra
;>

Zajmuję ♥
OdpowiedzUsuńAlexandro,
OdpowiedzUsuńPart jest naprawdę świetny. Piękny tytuł, świetne opisy u niecodzienna para – to wszystko składa się na tą pracę. Za każdym razem, gdy twoje dzieło się kończy czekam na kolejne i tak w kółko <3. Jesteś naprawdę pomysłową dziewczyną i wiesz jak to wykorzystać :*
Nie mogę się nadziwić jak wiele różnych talentów stworzył Bóg, naprawdę. Tak wiele utalentowanych dziewczyn, tak wiele różnych stylów pisania, tak wiele pomysłów – blogger jest cudnym miejscem.
Na twoim drugim blogu zostawię komentarz pod następnym dziełem. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale czas mnie goni i sama rozumiesz^^
W wolnej chwili zapraszam do siebie [our-love-is-eternal.blogspot.com]
Indila
PS A zdjęcie Lodo jest śliczne bo ona jest śliczna <3
Bardzo dziękuję :)
UsuńPiękny !
OdpowiedzUsuńJak zgadywałam o kim to będzie to nie wpadłam na Andresa :) Wymieniłam wtedy Ci chyba wszystkich i nic :* To było cudowne. Przyjazń, a w końcu miłość :D Myślałam, że jak wyjechał to za ileś tam wróci, a tu nic :( Szkoda mi Cami no, ale cóż ;) Czekam na rozdział i na Parta !
Kocham Cię <333
Dziękuję, też cię kocham <3
UsuńPS. Jesteś ciemna, no to nie wpadłaś, to oczywiste, nie? xD
Zajmuję !
OdpowiedzUsuńOkey :D
UsuńPrawdopodobnie nie uda mi się wrócić, jednak zajmuję sobie miejsce.
OdpowiedzUsuńByć może coś ulegnie zmianie?
Musisz jednak wiesz, że miniaturka była nieprawdopodobnie lekko napisana.
Julka.
Dziękuję :)
UsuńŚliczny part :*
OdpowiedzUsuńCares, ah Cares... zawsze wolałam ten paring od Bromi xD
cudnie napisałaś, i po prostu brak mi słów, kochana :)
całuję,
W.
Hyhy ja i tak wolę Bromilę :D
UsuńDziękuję <3
Wrócę ♥
OdpowiedzUsuńHej słońce <3
UsuńPrzepraszam, przepraszam za spóźnienie.
Miałam być wcześniej ale, uf, skleroza :(
Jestem idiotką, wiem.
Wybacz :***********
Skarbie, czy ty sobie zdajesz sprawę z tego, jakie to cudne?
Po prostu - O, Jezu!
To niesamowite, pierwsze spotkanie.
To rodzące się powoli uczucie.
Tych dwoje, kompletnie różnych ludzi.
Ten napis na ławce.
I ten smutny koniec...
Wiesz, pomimo, iż nie napisałaś, czy Andres wrócił.
To ja i tak mam nadzieję, ze nie zostawił jej na zawsze.
I, że miał jakiś powód, by ją opuścić.
A Camila?
To cudowna dziewczyna, która na niego zasługuje.
A on na nią.
I powinni być razem na wieki.
Jednak, tak się nie stało.
A szkoda...
Od pierwszego parta Agi na pewnym, niesamowitym blogu.
Kochałam tą parkę całą sobą.
Pomimo, iż wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że jest.
A ty... Ty nie masz wcale racji.
Już doszłaś do takiego poziomu, jak ona.
Obie macie wyjątkowy talent.
A wasze party łapią za serce, jak zawał.
Tyle w temacie :)
Już się wprost nie mogę doczekać OS'a o Naxi.
Mam dziwne przeczucie, że będzie cudny.
I taką również mam nadzieję ;)
An ;*
Bardzo dziękuję kochana <3
UsuńCześć,
OdpowiedzUsuńWspaniały part<3. Cares<3. Wiesz, miałaś bardzo oryginalny pomysł na tego oneshota. Początkowa znajomość, rodząca się z przyjażń i na końcu miłość :).
Part nie był długi, ale wydaje mi się, że jest to jego zaletą, bo czyta się bardzo lekko i przyjemnie.
Cares. Wspaniałe połączenie. Camila zawsze jakoś najbardziej pasowała mi do Andresa, nie przepadam ani za Bromi, ani za Semi, więc part idealnie wpadł w mój gust.
A będą jeszcze częściej takie niespodzianki? Będziesz jeszcze czasem pisala o innych parach. Bo świetnie Ci to wychodzi i jestem ciekawa :)
Powiem jeszcze raz : Cudo <333.
On nie miał być długi, właśnie o to chodziło :D
UsuńHmm no pewnie będę pisała xD Muszę teraz napisać Leonesce, złożyłam obietincę :)) Ale już mam nawet pomysł na nią... :D
Dziękuję <3
Wow :D
OdpowiedzUsuńCzekam. Wiesz na co? Kiedy wreszcie nauczę się tak pisać :O
W wolnych chwilach możesz do mnie wpaść :) Mam tyko 9 obserwatorów i z niecierpliwością czekam na kolejnego:http://vilu-como-quieres.blogspot.com/
Jeśli nie lubisz reklam - przepraszam :*
Dziękuję :) A na bloga postaram się wpaść :D
UsuńHej :)
OdpowiedzUsuńZawędrowałam na tego bloga już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz, korzystając z wolnego czasu, zaczęłam zaczytywać się w Twoich historiach. Aktualnie jestem na etapie pierwszej Bromili. Idzie mi to dość wolno, ponieważ staram się czytać z należytą uwagą, jaką powinno poświęcać się komuś, kto zamieszcza w Internecie coś wartego śledzenia. :) Ale postanowiłam również pokusić się o przeczytanie tego parta i zostawić swój ślad. Camila i Andres? Cóż, z Camilą mam pewien problem, a mianowicie nie potrafię dopasować jej żadnego konkretnego partnera z serialu. ;) Nie mam pojęcia, kto mógłby być tym jej zielonym punktem, a przyznam, że Cares jest bardzo ciekawą opcją, z którą chyba pierwszy raz się spotkałam.
Takie klimatyczne miejsca po prostu mają w sobie magię. I jeżeli zdarza się tak, że możemy je z kimś dzielić, to jeszcze lepiej. Przykro mi z powodu Camili i tego, co przytrafia jej się w życiu rodzinnym. Jest to bardzo poważny temat, ciężki do zrozumienia i tak naprawdę, jeżeli sami tego nie doświadczamy, to nie zrozumiemy go należycie. Nie dziwię się jej, że tak szybko zaufała Andresowi. Potrzebowała wsparcia, podpory, którą on mógł jej zapewnić.
Ale niestety happy endu nie było. A może to i dobrze? Przecież gdyby one były takie wszędobylskie, to powiałoby nudą. :) Camila z pewnością zachowa dobre wspomnienia i to miejsce już na zawsze pozostanie szczególnym. I chociaż nie było opisu odczuć Andresa, to mam nadzieję, że on również nie zapomni.
Co mogłabym jeszcze napisać? Jak na swój wiek piszesz naprawdę dobrze. Sto lat temu (no dobra, sześć) ja zaczęłam publikować swoje pierwsze opowiadania i chyba nie wypadało to tak... dojrzało? Cóż, lubię krytykować samą siebie :) W każdym razie rozwijaj się, ćwicz to pisanie, a z pewnością będzie jeszcze lepiej.
Postaram się zostawiać komentarze pod kolejnymi publikacjami, jednocześnie nawiązując do tych partów, które przeczytałam, bo uważam, że jak najbardziej Ci się to należy.
Pierwsza historia o Naxi wprowadziła mnie w refleksyjny nastrój. Sytuacja, w jakiej znalazła się Natalia jest nie do wyobrażenia. Po prostu nie da się myśleć o czymś takim. A przynajmniej ja nie potrafię, ponieważ od razu przechodzą mnie dreszcze. Stracić nagle trzy najważniejsze osoby w swoim życiu? Jedną to koszmar, a co dopiero trzy! Straszna tragedia.
Leonetta bez happy endu? Zaskoczenie! A jednocześnie zamiar przyjaciółek, by wyjechać razem z nią... cóż, to chyba zwą przyjaźnią. Tą prawdziwą. Zawsze i wszędzie razem. Piękna sprawa, którą trzeba docenić.
Mam nadzieję, że nie zasnęłaś czytając mój komentarz. A jeśli zasnęłaś, to przynajmniej mam nadzieję, że dobrze Ci się spało. ;)
Pozdrawiam, Aussie :)
Jezu, jaki gigantyczny komentarz <3
UsuńNie zasnęłam, komentarz był cudowny :D
Dziękuję :*
Piękne, Piękne, PIĘKNE!
OdpowiedzUsuńNigdy nie czytałam lepszej historii o Cares! Chociaż nie lubię tej pary to w Twoim wykonaniu jest nawet fajna;). Zawsze sobie mówię, że zajrzę na bloga w dzień opublikowania rozdziału, jeśli jest znany, ale i tak wchodzę codziennie, a co tam! Drugiego bloga też czytam i to ja jestem tym anonimkiem, który po trzynastu rozdziałach dopisał sobie zakończenie;)
A mój part na konkurs już się pisze!
A tak, pamiętam cię :D
UsuńNa parta oczywiście czekam :))
Dziękuję <3
Przeczytałam :D
OdpowiedzUsuńJeny, jakie to słodkie! ;D Ale jednocześnie smutne. W końcu to Ty to pisałaś, więc sielankowo być nie może ;d Ale mnie się podobało! :** Kocham Cię i przepraszam, że tak krótko, ale za chwilę wybywam, a nie chcę dłużej zwlekać, bo nie wiadomo jak potem z czasem.
Co do konkursu to wezmę udział. Chyba. Jak zdążę napisać coś nowego to wyślę coś nowego. 14 lipca o 23:59 dostaniesz pewnie pracę. Nową, albo starą, jeśli nic nie wymyślę innego ;P Skoro tak można ;)
Pozdrawiam, Słonko ;*
Candy.
Tak, ja zazwyczaj piszę smutne party :D
UsuńCzekam na pracę od ciebie ;)
Dziękuję <3
Wrócę jutro, dobrze? <3
OdpowiedzUsuńOczywiście <3
UsuńCares <3 Bosko <3
OdpowiedzUsuńUwielbiam ich ;)
Całkiem szczerze, ten OP jest jednym z najlepszych jaki czytałam o tej parze <3
Piękna historia, szkoda mi tylko Cami ;( Znowu sama :(
Czekam na Naxi :*
Ładny part. Krótki, lecz wszystko jest w nim zawarte, co potrzeba. Zauważyłam, że masz dużo pomysłów. Są one raczej oryginalne, inne- co jest twoim atutem.
OdpowiedzUsuńPołączenie. Niezwykłe, bardzo rzadko spotykane. Cares<3. Muszę przyznać, że pasują do siebie, idealnie się uzupełniają.
Nie ma szczęśliwego zakończenia? Coż, to na pewno nie odbiera historii uroku. Życie to nie bajka nie wszystko kończy się happy endem. To też plus, zwłaszcza, że takie zakończenia trudniej się pisze i trzeba się bardziej przy tym namęczyć.
Teraz taka mała sugestia:
Piszesz naprawdę bardzo dobrze. Jednak, gdybyś postarała się dawać więcej opisów miejsc, uczuć postaci- czegokolwiek. Myślę, że dałoby to jeszcze lepszy efekt końcowy :).
Brakuje mi na tym blogu Diego. Napisałabyś kiedyś parta z nim w roli głównej? Nieeważne z kim go połączysz, z jaką dziewczyną, ważne, że będzie on. Tak pytam, bo to mój ulubiony bohater<333.
Tak dużo pytań-wiem :). Hah, taka jestem denerwująca :D.
Więcej opisów miejsc i uczuć? Postaram się :)
UsuńPart z Diego kiedyś pewnie będzie - na przykład Diemila :D
Dziękuję <3
Hejo, Oluśka! <3
OdpowiedzUsuńJeśli bardzo się na mnie gniewasz to nie czytaj komenta :C
Ale musisz wiedzieć, że cudownie Ci wyszedł ten parcik. Po prostu perfekcyjnie w każdym calu! Co prawda, nie jestem zwolenniczką Cares, jakoś tak nie przepadam za nimi x_x Ale w twoim parcie są naprawdę cudowni.
Piękna historia miłosna. Widać w niej włożone calutkie twoje serducho, które emanuje empatią na wszystkie strony :))
Nie podoba mi się, że Andres podarował ją jak "panienkę lekkich obyczajów" i zostawił bez słowa jakiegokolwiek wyjaśnienia. Prawie jak każdy mężczyzna.
Wiedz, że czekam aż twój talent objawi się w parcie o Leóncesce, bo kocham tę parkę. Jest taka cudowna, ale przy tym także nierealna :c
Ostatnio nie mam nawet weny na komentarze. Przepraszam :(
Jak tylko dodasz pierwszą część parta o Naxi postaram się komentować regularnie, ale nie obiecuję, bo u mnie to różnie bywa xD
Kończę ten pozbawiony sensu komentarzyk i przesyłam buziaczki :**
Odwala mi już xd
Kocham,
Agata ^^
Bardzo dziękuję, kocham cię <3
UsuńOla <3 Piszę ten komentarz drugi raz, wcześniejszy pisałam godzinę ale blogger postanowił mi go skasować. Wściekłam się, był kiedyś onetblog i był spokój, wynaleźli bloggera... gdybym miała bloga to bym go przeniosła na inny serwis, naprawdę xD Dobra, nie zanudzam Cię tutaj, mamy długo wyczekiwaną niespodziankę, jest Cares, parring który ostatnio bardzo lubię, czytasz mi w myślach normalnie :D Jak to było? 'O czym piszesz? Bo ja ostatnio mam fazę na Cares' Haha. :D I przepraszam Cię jeszcze za opóźnienie, długo się zbierałam do napisania tego komentarza ale ostatnio nie umiem napisać ani rozdziału, ani shota, ani najzwyklejszego komentarza więc z góry uprzedzam, że to coś tutaj będzie porażką na całej linii xD Nie narzekam już, tylko przechodzę do shota. Mamy Camilę, pierwsze jej spotkanie z Andresem nastąpiło zimą, na ławce, dobrze im się rozmawiało, wyjątkowo nieźle się dogadywali ale jak to bywa - musieli się rozstać. Dalej okazuje się że dziewczyna nie ma łatwego życia, pobił ją jej własny ojciec, Andres okazuje jej wsparcie, zrozumienie, daje jej bezpieczeństwo. wyryli swoje imiona na drzewie, jeju... <3 Nie dopisali nic, hmm... nie wiem czy to dobrze czy źle... Wszystko toczy się między nimi tak szybko, chyba trochę za szybko ale miłość to w końcu miłość. A potem on jak gdyby nigdy nic oznajmia że musi wyjechać i ją zostawia, mówiąc zwykłe 'trzymaj się'? Facet to facet. Zrobił jej nadzieję, dał złudne poczucie bezpieczeńśtwa... eh ;/ Przychodziła na zieloną ławkę a on nie wrócił. Znaczy, że nie był wart jej miłości. Dla czegoś takiego nie ma usprawiedliwienia, zostawił ją na pastwę losu. Zakończenie jest piękne w swojej prostocie, nie wiem czemu Ci się nie podoba, smutne ale piękne. I przepraszam za spóźnienie, za beznadziejność tego komentarza - naprawdę gorzej ostatnio z moim pisaniem xD Mimo to wiedz że zawsze jestem, czytam i że Cię kocham :* Asia <3
OdpowiedzUsuńBlogger ma downa -.-
UsuńTaak, ta telepatia :D
Bardzo dziękuję, kocham <3
Rzeczywiście mogłabyś pisać o tej parze :D
OdpowiedzUsuńTak na stałe to nie :D
UsuńNo nie na stełe, ale tak raz na jakiś czas :D
UsuńRaz na jakiś czas, to może :P
UsuńWitaj,
OdpowiedzUsuńWczoraj nie zdążyłam przeczytać tego parta ale oczywiście powracam dzisiaj z kolejnym marnym komentarzem z mojej strony ;)
Coś pięknego ♥
Cares, połączenie które bardzo rzadko jest spotykane ale przypadło mi do gustu. Zielona ławka stała się symbolem uczucia, które narodziło się pomiędzy dwójką młodych ludzi. Ich historia na zawsze została wyryta w jej drewnie i będzie trwała wiecznie. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, jest smutne ale posiada w sobie urok. Taki koniec rodzi w głowie czytelnika pytania jaki był dalszy los bohaterów. Czy ścieżki Cami i Andresa ponownie skrzyżowały się przy zielonej ławce? Czy jednak odnaleźli inną miłość a symbol ich uczucia pozostał jedynie w głębi ich serc? Tego jedynie możemy się domyślać ;)
I jeszcze raz wspomnę, że part jest naprawdę piękny ;*
Pozdrawiam,
Rachel ;*
Bardzo dziękuję <333333
UsuńCaras <3 Camila i Andres :) Świetny Paring Chociaż wole Camile i Sebe to i tak Part jest genialny! Bardzo smutny ale to jest właśnie w twoich dziełach bardzo charakterystyczne :) Często czytając je płacze.A co do tego Parta jest BOSKI !!! Camila, biedna Camila.Tak mi jej szkoda, na myśl o tym wszystkim co musi przeżywać łzy same cisną się do oczu.
OdpowiedzUsuńCzekam Na OS o Naxi
PS.O jaką Age chodź i jej bloga bo bardzo chciałabym go przeczytać :)
Pozdrawiam
Karolcia:*
Bardzo dziękuję :*
UsuńA chodzi o Agę z tego bloga: http://esperanza-ultima.blogspot.com/
Przeczytaj, nie pożałujesz :))
Hej, Olu ♥
OdpowiedzUsuńwłaśnie w szlag wzięło mój poprzedni komentarz (drugi raz tego dnia -.- może to jakiś znak?), i naprawdę, nie mam już siły. Jestem na wyczerpaniu psychicznym. Jeszcze te literki na klawiaturze, takie małe. A Edzia chce spać. Epicko. No nic.
Przepraszam za spóźnienie, ale ostatnio nie było mnie w domu, a na serio - komentowanie z telefonu to dla mnie największa mordęga. Ale nie ważne, nie ważne.
Kochanie! Part niespodzianka oczywiście okazał się niespodzianką, i to jaką! Jestem szczerze zauroczona. Cares! Jezuuu, nawet nie wiesz, jak ostatnio uwielbiam tę parę. Jakoś mi do siebie pasują, mmm.
Co do samego parta: Genialny! Zbyt ogólnikowo? Może, ale ja uważam, że to zdanie wyraża więcej niż tysiąc innych, pojedynczych epitetów. Coś jeszcze? Magiczny, niezaprzeczalnie. Bardzo podoba mi się pomysł z ich wspólną, zieloną ławką, która nawet po rozstaniu - tu się popłakałam, przyznaje bez bicia!, nosi ślady ich wspólnej obecności. I mimo, że spotykali się tylko tam, poczuli do siebie coś więcej. Bo byli, tak po prostu.
Taki ten komentarz marny, że aż wstyd publikować, ale cóż... trzeba nadrobić zaległości, poza tym nie chcę kazać czekać Ci dłużej :) Więc wiedz, że przeczytałam i że zachwyciłam się. Bardzo, bardzo! No i że Cię kocham, i czekam... na co? A no na kolejny OP!,
Edyta ♥
PS: Gratuluję tylu obserwatorów. Oczywiście, Ty na to w pełni zasługujesz :) ♥
Bardzo dziękuję, kocham cię <33333
UsuńPrzeczytałam z wypiekami na twarzy ♥
OdpowiedzUsuńDałam przyjaciółkom przeczytać i też zachwycone i już o adres bloga pytały.
Masz talent.
Bardzo mi się podobało ♥ Jedyne zaskoczenie to Andres i Cami. Pierwszy raz chyba spotykam się z tą parą, ale brzmi całkiem dobrze :D
I jakby popatrzeć na to z bliska to nawet by pasowali do siebie ;3
Ach.. Skąd ty bierzesz te pomysły?
Kiedy ty czas na pisanie znajdujesz? xD
Bo ja go mam coraz mniej :/
Życzę duuużej ilości weny i wolnego czasu dla bloga i przyjaciół ;)
Buziaczki ;***