Uśmiechnięta przekroczyła próg szkoły. Wesołe krzyki i rozmowy jej rówieśników rozbrzmiewał wokoło. Uwielbiała to miejsce. Tutaj zamieniła się w kogoś zupełnie innego. Tutaj mogła robić to co kocha.
Była szczęśliwa, miała chłopaka i grupę przyjaciół. Wszyscy
stanowili nieodłączną całość siebie nawzajem. Nierozłączna
paczka ze Studia - tak o sobie mówili.
Często było ciężko, ale musiała walczyć. Nie chciała wrócić
na tarczy. Pomagała swojej rodzinie jak mogła. Rodzinie...
Nikt nie wiedział, że jej rodzice już od dobrych kilku lat nie
żyją. Nie chciała o tym mówić. Inni mieli wszystko - rodzinę,
pieniądze. Ona z bratem musiała walczyć tak naprawdę o każde
peso. Ich rodzinny bar nie przynosił praktycznie żadnych dochodów.
Był bardziej ciężarem, niż zyskiem. Ale rodzeństwo miało do
niego za duży sentyment, aby go zamknąć.
Udawała, udawała tak świetnie. Nikt nigdy nie zorientował się
jak naprawdę wygląda ich sytuacja finansowa. No cóż, wszyscy
myśleli, że jej rodzice prowadzą dobrze prosperującą firmę we
Włoszech i dlatego nigdy ich nie widują. To kłamstwo było tak
dobrze zaplanowane, że nikt nie mógł domyślić się prawdy.
Uśmiechnęła się, kiedy przy jednej z szafek zobaczyła swojego
chłopaka. Stał do niej tyłem, nie widział jej. Poprawiła włosy
i ruszyła w jego stronę. Stanęła za nim i położyła mu rękę
na ramieniu.
- Cześć, kochanie.
Odwrócił się w jej stronę. Jego twarz... wyrażała takie dziwne
uczucia. Nie znała ich. Widziała je po raz pierwszy. To był dla
niej mieszanka czegoś nieznanego.
- Marco, w porządku? - spytała trochę zdezorientowana.
Spojrzał na nią. W jego oczach widziała kolejne uczucia, których
nie kojarzyła. Nigdy na nią tak nie patrzył. W jego spojrzeniu nie
było już miłości, ale wstręt i nienawiść.
Zamknął z hukiem szafkę. Strącił jej rękę ze swojego ramienia.
- Nie dotykaj mnie - syknął.
Odwrócił się. Odszedł. Stała przez chwilę wmurowana na środku
korytarza, po czym ruszyła za nim.
- Marco, co jest? - Dogoniła go i stanęła przed nim. - Co się
dzieje?
Bez trudu wyminął ją i ruszył w stronę klasy. Nie wiedziała co
ma robić. On nigdy się tak nie zachowywał, nigdy jej nie
ignorował.
- Marco, nie zlewaj mnie! - zawołała za nim.
Ale on nie zareagował. Szedł przed siebie, jak gdyby nigdy nic.
Nie wiedziała skąd to wszystko. Dlaczego nie chciał z nią
rozmawiać? Dlaczego taki był? Nie miała zielonego pojęcia.
Przecież jeszcze wczoraj było wszystko dobrze, normalnie.
Rozmawiali, śmiali się, mówili jak bardzo się kochają.
Przetarła oczy. Jej chłopak zniknął z punktu widzenia.
W tym momencie zauważyła swoje przyjaciółki idące w jej
kierunku. One, co prawda jej nie widziały. Rozmawiały ze sobą,
szeptem, cicho... Może one wiedziały coś o dziwnym zachowaniu
Marco?
- Violetta, Camila - Podbiegła do nich. - Nie wiecie może...
- Śpieszymy się - przerwała jej Rudowłosa. - Musimy iść.
Francesca spojrzała na wielki zegar wiszący na ścianie naprzeciwko
jej.
- Zajęcia zaczynają się za piętnaście minut - zauważyła. -
Chciałam z wami porozmawiać.
- Powiedziałyśmy, że nie mamy czasu - odparła szorstko Violetta.
- Porozmawiaj sobie z kimś innym.
Odeszły.
Zachowywały się nie mniej dziwnie niż jej chłopak.
Jej dzień zaczął się niepokojąco.
Nie wiedziała jednak, że jego koniec będzie jeszcze gorszy.
Czasami wszystko nas przerasta. Nie potrafimy poradzić sobie ze
zwykłymi problemami. Nasze barki nie potrafią udźwignąć ciężaru,
jakim są nasze trudności. Nogi uginają się pod nimi. Serce
twardnieje i staje się odporne na jakiekolwiek prośby, jakąkolwiek
pomoc. Ludzie odpychają od siebie innych i nie dają przemówić
sobie do rozsądku. Popadają w depresję i odcinają się od
rzeczywistości, zatracając się w swoim ponurym świecie.
Ona wiedziała, że robi źle. Kłamała im wszystkim w żywe oczy
już od dwóch lat. Notorycznie okłamywała swoich przyjaciół,
chłopaka, brata. Nikt tak naprawdę nie wiedział co robi wtedy,
kiedy nie przebywa ani w domu, ani ze znajomymi. Nikt nie wiedział w
kogo zmienia się późnymi wieczorami, czasem także za dnia. Nikt
nie wiedział co musi robić, aby jakoś pomóc sobie i swojemu
bratu. Nikt.
Czasami czuła ogromne wyrzuty sumienia. Zżerały ją od środka i
nie pozwalały normalnie funkcjonować. Była taką świetną
aktorką...
- Wyjdę po dostawę - Usłyszała za sobą głos swojego brata. -
Pilnuj baru.
Pokiwała tylko głową nie przerywając czyszczenia kolejnego
talerza. Pustym wzrokiem wpatrywała się w stoliki, przy których
siedziało tylko kilka osób. W barze ziało pustkami, zresztą tak
samo jak od kilku już tygodni. Żadna zmiana.
Drzwi lokalu otworzyły się. Błyskawicznie odwróciła się w ich
stronę.
Do środka weszli jej przyjaciele. Czy to dobre słowo? Po tym jednym
dniu miała wrażenie, że chcą skończyć tą przyjaźń
pielęgnowaną od tylu lat. Ale dlaczego? Mogą się domyślać? Nie,
to niemożliwe. Ukrywała to wszystko tak dokładnie, że nie było
szans, aby ktokolwiek się o tym dowiedział.
Odłożyła naczynie na blat, a obok rzuciła ścierkę.
Najchętniej w ogóle by do nich nie podchodziła, nie chciała
pogarszać i tak już napiętej sytuacji. Ale w końcu musiała
zachować honory i ich obsłużyć, czy nie?
Wzięła do ręki notes i długopis, po czym niepewnym krokiem
skierowała się w stronę stolika.
- Co podać? - spytała wbijając spojrzenie w nieskazitelnie białą
kartkę, którą trzymała w ręku.
Minęła chwila, zanim usłyszała odpowiedź.
- Trzy koktajle truskawkowe, jeden bananowy i jeden malinowy.
Zapisała wszystko w notesie.
- Pięć minut - poinformowała, po czym odwróciła się i odeszła.
Chciała zrobić to jak najszybciej, mieć to już z głowy.
Przekroczyła próg kuchni i od razu podeszła do szafki. Wyjęła z
niej pięć szklanek, po czym wzięła się za przygotowywanie
koktajli.
Tak jak myślała, po pięciu minutach zamówienie było już gotowe.
Postawiła je na tacy, po czym wzięła ją do ręki i wyszła z
pomieszczenia.
Los widocznie sprzysiągł się tego dnia przeciwko niej. Zaledwie
znalazła się na środku baru, potknęła się. Taca wypadła jej z
rąk na ziemię, a razem z nią wszystkie naczynia. Szklanki rozbiły
się o podłogę z głośnym hukiem, rozpryskując się na wszystkie
strony.
Nikt nie pofatygował się, aby jej pomóc. Ci, których nazywała
przyjaciółmi, siedzieli przy stoliku i przypatrywali się tylko,
jak nieporadnie próbuje zebrać rozbite szklanki z podłogi.
Poczuła, jak ktoś chwyta ją za ramię. Odwróciła się i
zobaczyła swojego brata.
- Przepraszam, nie chciałam - wypaliła szybko.
Wiedziała, jak bardzo denerwuje się, gdy coś jej nie wychodzi. Nie
mogli pozwolić sobie na takie sytuacje. Bar tylko tracił tym w
oczach klientów.
Ale Luca widział, że coś jest z nią nie tak. Nie była na
zajęciach, w połowie pierwszej lekcji przyszła tutaj, tłumacząc
się złym samopoczuciem. Zdawał sobie sprawę, że coś jest na
rzeczy, Francesca nigdy nie była taka ponura i przygaszona, to do
niej nie pasowało. Znał ją w końcu od dziecka i wiedział, kiedy
wszystko jest w porządku, a kiedy nie.
- Idź na dwór, odpocznij trochę. Później odwiozę cie do domu.
Pokiwała lekko głową, po czym posłusznie opuściła bar.
Usiadła na jednej z drewnianych ławek przy chodniku, który
prowadził do jej szkoły. Zawsze siedziała tutaj ze swoimi
przyjaciółmi... Teraz ich nie było. Była sama. I nie wiedziała
dlaczego.
Los się do niej uśmiechnął. Uśmiechnął? Ponownie
pokazał swoje przebrzydłe oblicze kierując w jej stronę całą
jej paczkę. Nie chciał wskazać im innej drogi, musieli przejść
obok niej.
Zebrała się w sobie. Chciała wiedzieć, co się dzieje. Miała
szansę porozmawiać ze swoimi znajomymi. I nie mogła jej zmarnować.
Stanęła na nogi.
Chcieli przejść obok niej i nie zwrócić na nią uwagi, ale ona im
to uniemożliwiła. Musieli, po prostu musieli jej wysłuchać.
- Powiecie mi o co chodzi? - spytała płaczliwie. - Dlaczego się
tak zachowujecie?
Spojrzeli na nią z odrazą.
- Nie musisz już więcej udawać - rzekła szorstko niska,
ciemnowłosa dziewczyna stojąca obok jej przyjaciela. - Wszystko
wiemy.
Co wiedzą? Co wiedzą, do cholery?
Nie miała pojęcia. Domyślała się? Nie
chciała przyjąć tego do wiadomości.
- Uświadomcie mnie, chcę wiedzieć - poprosiła. - Co wam zrobiłam?
Może to o to chodzi? Może zrobiła
nienaumyślnie coś, co ich skrzywdziło? Może sprawiła im ból?
Zawiodła ich? Ale
czym?
- Długo udawałaś - odezwał się jej chłopak. - Łgałaś od
samego początku. Nie stanowiło to dla ciebie żadnego problemu,
prawda? Sprawiało ci to przyjemność. Cieszyłaś się, że możesz
nam to robić.
Zamrugała szybciej oczami.
- Ale...
- Myślałaś, że się nie dowiemy? - ciągnął. - Że zawsze
będziemy nabierać się na twoje bajeczki? Myśleliśmy, że jesteś
inna. Że jesteś dobra. Ale my cię nie znamy. Jesteś zupełnie
kimś innym.
Czuła, jak pod jej powiekami zbierają się łzy. Te słowa
sprawiały jej tyle bólu... Z każdym kolejnym igła wbijała się w
jej serce. Nie mogła tego wytrzymać.
- Kim jestem? - spytała trzęsącym się głosem.
Myślała, że tamte słowa raniły ją doszczętnie. Nie wiedziała,
jednak, że to, co za chwilę usłyszy, może zupełnie ją
zniszczyć.
- Dziwką.
Podniosła głowę.
To przerażające słowo wypłynęło z ust Leona. Tego Leona, który
był jednym z jej najlepszych przyjaciół. Tego Leona, który zawsze
ją pocieszał. Tego Leona, którego okłamała.
- Kim...?
- Nie zgrywaj się. - Violetta
wkroczyła do akcji. - Dobrze słyszałaś. Jesteś dziwką. Teraz
już wiemy, gdzie znikałaś wieczorami, kiedy to nie miałaś czasu
na nic. Wiemy, dlaczego nie chciałaś chodzić z nami na imprezy.
Bałaś się, że ktoś cię rozpozna, prawda? A wtedy straciłabyś
swoją pracę. O ile można to nazwać pracą.
Wiedzieli, wszystko wiedzieli. Ale skąd...? Nie miała pojęcia.
- Skąd wy...
- To jest teraz najważniejsze, tak? - przerwał jej Maxi. -
Najważniejsze jest to, skąd to wszystko wiemy? To cię teraz
obchodzi? Cóż, nie trudno nie zauważyć wymalowanej laluni
stojącej przy jednej z ulic w tej zapuszczonej dzielnicy, do której
przychodzą sami menele.
Zwiesiła głowę. Nie mogła spojrzeć im w oczy. Było jej wstyd.
Nienawidziła siebie za to, co robiła. Ale nie miała innego
wyjścia.
Nie wiedziała jednak, że kiedykolwiek będzie musiała ponieść
tego konsekwencje. Miała nadzieję, że nikt nigdy się o tym nie
dowie. Pomyliła się.
- To nie tak jak myślicie - wykrztusiła.
Ktoś zaśmiał się z ironią.
- A jak? - rozpoznała głos swojej rudej przyjaciółki. - Tego nie
da się wytłumaczyć, Francesca. Sama wybrałaś kim chcesz być.
Ale my nie mamy obowiązku się z tobą zadawać.
Zdrętwiała.
Chcieli ją zostawić? Po tylu latach tak po prostu odejść? Nie
wierzyła w to. Nie mogli tego zrobić. Przecież tak bardzo ich
kochała...
- Nie chcemy cię znać.
Te słowa jak miecz przebiły jej
serce na wylot. Zabolało.
Jak nigdy wcześniej.
Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Głos uwiązł jej w
gardle. Nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku.
Nie wiedzieli ile bólu sprawiają jej swoimi słowami. Nie wiedzieli
jak bardzo ją ranią. A ona nie chciała cierpieć. Jednak czy
będzie to teraz możliwe?
Odeszli zostawiając ją na środku chodnika. Nie odwróciła się,
nie wołała ich. Nie chciała ich zatrzymywać. Wiedziała, że to
tylko i wyłącznie jej wina. Ale ona chciała dobrze. Nie wiedziała,
że takie będą tego wszystkiego następstwa.
Poczuła jak zaczyna brakować jej powietrza. Zakręciło jej się w
głowie, kolana ugięły się pod jej ciężarem. Po zaczerwienionych
policzkach spłynęły słone łzy, które zaczęły się mieszać z
nagle padającym deszczem. Upadła na brukowany chodnik raniąc sobie
kolana. Czuła jak w jej skórę wbijają się drzazgi i kamienie,
ale nie przejęła się tym.
Wiedziała, że to koniec. Już nic nie będzie tak jak wcześniej.
Ci, na których zależało jej najbardziej znienawidzili ją i
odrzucili na bok. Nie interesowało ich co teraz czuje.
A ona... ona nie czuła już nic. Ostatnią rzeczą jaką
zarejestrował jej mózg, było wołanie jej brata, jego silny uścisk
na jej ramieniu i zimny deszcz opływający jej zmęczoną twarz.
Próbowała, starała się. Ale oni nie chcieli jej słuchać.
Ignorowali ją na wszystkie sposoby. Brzydzili się jej, nie chcieli
na nią spojrzeć. A ona tak ich kochała, tak jej na nich
zależało... Jej starania szły na marne. Oni już nigdy jej nie
wybaczą. Już nigdy się do niej nie zbliżą.
Przez pierwsze dni nie wiedziała, jak to powiedzieć swojemu bratu.
Musiała to zrobić, ale nie miała tyle odwagi. Bała się, że
odwróci się od niej, tak jak Oni.
Przemogła się. Wyznała mu wszystko, bez wyjątku. Na początku nie
uwierzył, zaczął się śmiać z jej „niezwykle udanego dowcipu”.
Jednak kiedy zobaczył jej wyraz twarzy upewnił się, że to
wszystko jest prawdą.
Nie wiedziała, co w niego wstąpiło. Zaczął wrzeszczeć, jakby
coś go opętało. Ona stała tylko ze spuszczoną głową i czekała.
Wiedziała, że na to zasłużyła.
Ale mimo wszystko nie myślała, że jest zdolny ją uderzyć. Nawet
nie zauważyła, kiedy podniósł rękę i uderzył ją w twarz.
Zdrętwiała. Przez chwilę panowała tylko cisza, podczas gdy
piekący ból rozchodził się po jej policzku. Po momencie poczuła,
jak Luca chwyta ją za ramiona.
- Przepraszam... - powiedział cicho.
W jej oczach zebrały się łzy. Uniósł jej podbródek do góry.
- Przepraszam - powtórzył. Dotknął dłonią jej policzka. - Nie
powinienem był.
Pokręciła przecząco głową.
- Zasłużyłam - szepnęła. - I na wiele więcej.
Przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno. Pocałował ją w
czubek głowy.
- Kocham cię - rzekł. - I zawsze będę kochał, siostrzyczko.
Taką, jaką jesteś.
Nie wierzył, że mogła być do tego zdolna. To do niej nie
pasowało. Przecież znał ją już tak długo, wiedział kim jest.
Cóż, widocznie jednak nie. Jak to możliwe, że jego Francesca,
jego wesoła, radosna, pyskata Francesca była prostytutką? To
słowo nawet do niej nie pasuje. Nie może się z nim utożsamić.
Kiedy zobaczył ją wtedy, przy drodze, nie mógł uwierzyć.
Wpatrywał się przez chwilę w średniego wzrostu szatynkę w
krótkiej spódniczce i bluzce odsłaniającej większą część
ciała, i wmawiał sobie, że to nie jest jego dziewczyna, że to
tylko ktoś łudząco do niej podobny.
A później ona podeszła do jednego z podstarzałych mężczyzn. Nie
mógł patrzeć, kiedy chodziła wokół niego, z tym swoim uwodzącym
uśmiechem na ustach. Dotykała go, chciała chwycić za rękę i
gdzieś zaciągnąć. Udało jej się. Po momencie zniknęli za
zakrętem.
Nie mógł nic powiedzieć. Razem ze swoim przyjacielem wpatrywał
się w miejsce, gdzie przed chwilą stała. Wyłączył silnik i
przeniósł wzrok na siedzącego obok Maxiego. Nie mogli uwierzyć.
Ale to była prawda. Szczera, szokująca prawda.
Wmawiał sobie, że nie chce jej już nigdy widzieć. Los nie był
tak łaskawy.
Wyszła z pokoju nauczycielskiego. W rękach trzymała plik papierów.
Szła ze spuszczoną głową. Włosy miała związane wysoko na
głowie, dlatego mógł dostrzec jej zmęczoną twarz. Przekonywał
sam siebie, że wcale nie jest mu jej żal.
Zauważyła ich. Wahała się przez chwilę, jednak ruszyła w ich
stronę.
- Nie zabiorę wam dużo czasu - powiedziała niepewnie. - Chcę wam
tylko powiedzieć, że raz na zawsze znikam z waszego życia. Nie
będę się z wami żegnać, bo na pewno tego nie chcecie. Wracam do
Włoch. Przepraszam... za wszystko.
Nie odpowiedzieli. Patrzyli tylko na nią bez słowa. W końcu
odwróciła i odeszła.
Po chwili zauważyli, jak wpada na kogoś. Potknęła się, jednak
utrzymała równowagę, za to wszystkie kartki, które trzymała w
rękach wypadły i rozsypały się po całej podłodze.
Próbowała je pozbierać, ale sama nie dawała rady.
Kątem oka zauważył, jak jeden z jego przyjaciół - Federico -
podchodzi do niej i pomaga jej pozbierać jej własność.
Wstał. Spojrzał na nią. Wyciągnął plik papierów w jej stronę.
- Via ora - powiedział.
Przygryzła dolną wargę i zacisnęła palce na pomarańczowej
teczce, którą trzymała w rękach.
- Scusi... - Spojrzała mu prosto w oczy.
- Via, Francesca.
Rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na resztę swoich przyjaciół.
Później odeszła.
Tak jak powiedziała - na zawsze.
Rzuciła torbę na podłogę.
- Spójrz na mnie - poprosiła. - Luca, nie ignoruj mnie, proszę
cię!
Wyprzedziła go i stanęła przed nim. Chwyciła go za ręce i
podniosła głowę do góry, aby spojrzeć na niego.
- Ja cię rozumiem - powiedziała. - Możesz się mnie brzydzić,
możesz nie chcieć na mnie patrzeć, możesz wszystko. Ale
nawrzeszcz na mnie, zwyzywaj mnie od najgorszych, tylko nie milcz
cały czas! Nie rób mi tego, proszę cię.
Wbiła paznokcie w jego skórę. Zacisnęła zęby chcąc pohamować
łzy cisnące jej się do oczu.
Nie odzywał się do niej przez cały lot. No, raz tylko przypomniał
jej żeby zapięła pasy, kiedy podchodzili do lądowania. Zdawało
jej się, że nie chce na nią spojrzeć nawet na moment. W sumie nie
dziwiła się mu. Ona sama zresztą chciała ukarać siebie jak
najbardziej. Nie wiedziała tylko jak.
- Nie brzydzę się ciebie - zaprzeczył. - Jesteś moją siostrą.
Tylko... nie rozumiem, jak mogłaś sypiać z jakimiś śmierdzącymi
facetami za kasę. Myślałem, że jesteś inna.
- Nie robiłam tego dla siebie - próbowała się wytłumaczyć. -
Robiłam to dla nas. Sam możesz przyznać, że nie było nam tak
ciężko, że było lepiej!
Wyrwał ręce z jej uścisku.
- Wolałbym mieszkać na ulicy, niż mieć siostrę dziwkę.
Słone łzy spłynęły po jej zaczerwienionych policzkach.
Dlaczego tak mówił? Nie chciała, żeby ją tak nazywał, choć
wiedziała, że zasłużyła. Ale to tak strasznie bolało...
- Przepraszam... - szepnęła.
- Już przestań. - Odgarnął jej włosy z twarzy. - Nie
przepraszaj. Przecież to i tak nic nie da. Już zapłaciłaś za to
wszystko.
Proste, że zapłaciła. Odwrócili się od niej wszyscy, których
kochała. Chyba nie mogło być gorzej.
- Skończysz z tym - dodał. - Zerwiesz wszystkie swoje znajomości z
tamtym światem. Rozumiesz?
Pokiwała powoli głową.
- Ale wybaczysz mi? - spytała cicho.
Westchnął lekko.
- Oczywiście.
Jakby mógł jej nie wybaczyć? W końcu kochał ją najbardziej na
świecie, była jego siostrą. Jedyną rodziną, która mu została.
Mieli tylko siebie. Nikogo więcej.
Zmieniła się. Przestała poznawać samą siebie. Działo się z nią
coś złego. Czuła to. Już nie była tą samą radosną Francescą.
Była kimś zupełnie innym.
Mało mówiła, praktycznie się nie odzywała. Przestała grać,
tańczyć i śpiewać. Nie dopuszczała do siebie praktycznie nikogo,
mały wyjątek stanowił tylko jej brat, który zresztą też nie
mógł za wiele.
Potrafiła całymi dniami siedzieć w swoim pokoju. Nie chciała
jeść, ani pić. Nie reagowała na żadne prośby. Zamknęła się w
sobie.
Nie chciała dużo. Chciała tylko móc cofnąć czas o te cholerne
dwa lata i zupełnie zmienić bieg wydarzeń. Nie spojrzałaby wtedy
na ten wielki budynek obok którego przechodziła, a który przecież
tak dobrze znała, i którego się brzydziła. Nie przekroczyłaby
progu tego burdelu, i nie zostałaby tam na dłużej.
Ale nie mogła. Teraz już nic nie miało sensu.
Mijały miesiące, a jej stan się pogarszał. Nie mogła patrzeć na
siebie i na swoje ciało. Unikała luster na wszelkie możliwe
sposoby, bała się swojego odbicia w szybie.
Wyrzucała z pamięci wszystkie wspomnienia o Nich. Chciała
zapomnieć wszystko, co miało z Nimi jakikolwiek związek. Chciała
nawet zapomnieć języka, którym porozumiewała się przez ostatnie
kilka; kilkanaście lat, ale to nie było możliwe. Chcąc nie chcąc
ten podły hiszpański nadal siedział w jej głowie, choć tak
bardzo chciała zatuszować go swoim ojczystym językiem. Nie
potrafiła. To było ponad nią.
Czasami marzyła tylko o jednym. Chciała ze sobą skończyć raz na
zawsze. Ale nawet na to nie miała odwagi.
Jej brat widział, co się z nią dzieje, ale nie mógł nic zrobić.
Był bezsilny. Mógł tylko patrzeć, jak jego ukochana, młodsza
siostrzyczka stacza się na samo dno. Nie umiał do niej dotrzeć,
choć próbował. Bał się o nią.
Wybaczył jej wszystko. Nie mógł się na nią gniewać. Nie miał
do niej żalu, że tak długo go okłamywała, że robiła to co
robiła. Chciał po prostu, aby wróciła ta dawna Francesca. Chciał
ponownie usłyszeć jej śmiech i zobaczyć ten błysk w piwnych
oczach.
Chciał tylko odzyskać swoją siostrę. A to przecież nie tak dużo,
prawda?
Zatrzasnęła drzwiczki szafki.
Zamknęła drzwi na klucz.
Usiadła na desce od sedesu. Z pojemniczka, którego trzymała w
dłoni, wysypała garść jasnoczerwonych tabletek.
Wiedziała, że są to silne tabletki nasenne. Po takiej dawce
praktycznie nie miała szans. I o to właśnie chodziło.
W końcu zdobyła się na odwagę, postanowiła raz na zawsze
zakończyć to wszystko. Już nie będzie dla nikogo ciężarem,
nikogo więcej nie skrzywdzi i nie sprawi mu bólu. Tam, na górze
będzie kimś innym. Na jakiej górze? Przecież trafi do
piekła. Spędzi tam całe swoje pozaziemskie życie, na nic innego
nie zasługuje. Musi odpokutować wszystkie grzechy, które uczyniła
tutaj.
Z szafki pod umywalką wyjęła dwie żyletki. Położyła je obok
siebie.
Połknęła wszystkie leki, jakie miała na ręce. Popiła je wodą z
kranu.
Usiadła na podłodze i oparła się plecami o ścianę. Wzięła do
ręki ostrze.
Delikatnie... bardzo delikatnie przejechała nimi po swoim
nadgarstku. Zabolało. Z rozcięcia poleciała krew. Dużo krwi.
Przejechała nią po drugim nadgarstku.
I znowu ta gęsta, czerwona ciecz.
Zamknęła oczy.
Zrobiła kolejne nacięcie. A później jeszcze kilka.
Spod jej powiek wypływały łzy. Ostatnie łzy, jakie wylała.
A później... Później nie czuła już nic. Nie widziała, nie
słyszała... Przynajmniej nie chciała słyszeć swojego brata
dobijającego się do drzwi łazienki.
Nie chciała czuć.
Nie chciała być.
Nie próbowała się z nim kontaktować. Z jednej strony go to
cieszyło, z drugiej nie. Nie musiał przynajmniej walczyć z samym
sobą. Ale przez to miał wrażenie, że o nim zapomniała.
A on tak naprawdę nie zapomniał.
Mimo tych wszystkich przykrych słów, mimo tych obelg, które rzucił
w jej kierunku, kochał ją. Tak cholernie mocno ją kochał i nie
mógł przestać, choćby chciał.
Nie tylko on żałował. Wszyscy czuli to samo.
Francesca była wśród nich od wieków, a kiedy zniknęła... nic
nie było takie samo. Świat stracił swój blask.
Nie obchodziło ich, że tak naprawdę była szmatą, że spała z
innymi za pieniądze. To był tylko chwilowy szok, który zniknął
po jej wyjeździe.
Zabrała ze sobą szczęście paczki ze Studia, radość i pogodę
ducha. Zabrała to wszystko do Włoch, wywiozła z Argentyny.
Bo ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwa miłość przetrwa
wszystko.
Nie wiedział jak prawdziwe są te słowa.
Usłyszał pukanie do drzwi.
Podniósł się z miękkiej sofy i ruszył w ich kierunku. Nacisnął
klamkę. I w pierwszej chwili nie uwierzył. Do świata rzeczywistego
przywołał go głos Jej brata.
- Ja tylko na moment - powiedział. - Mogę wejść?
Pokiwał z wahaniem głową i odsunął się z przejścia.
- Luca, czy ty nie powinieneś być we Włoszech? - spytał.
Spojrzał na niego.
- Powinienem - przyznał. - Przyleciałem tylko, żeby zadać ci
jedno pytanie.
Przyleciał do innego kraju po to, żeby zadać mu jedno pytanie? W
jakich czasach oni żyli?
- Kochasz moją siostrę?
Zdrętwiał.
Po co, co cholery, zadawał takie pytania? Odpowiedź na nie była
wprawdzie oczywista, ale on sam się jej bał, choć nie wiedział
dlaczego.
- Co?
- Pytam, czy kochasz Francesce - powtórzył. - Zależy ci na niej?
Potwierdził ruchem głowy.
- Tak... Kocham ją - wydusił z siebie całą prawdę. - Tęsknię
za nią.
- Więc lepiej się pośpiesz - rzekł. - Może nie przeżyć
dzisiejszej nocy.
Nerwowo przemierzał szpitalne korytarze. Wokół niego pałętała
się masa ludzi nawijających po włosku. Oczywiście nie rozumiał
ani słowa. Szedł obok brata Francesci, który zaczepiał po drodze
jakieś pielęgniarki, jakichś lekarzy, w swoim ojczystym języku.
- To tutaj. - Wskazał na białe drzwi po jego prawej stronie.
Spojrzał na nie z lękiem.
- Mogę tam wejść?
Luca pokiwał głową.
- Jest nieprzytomna - dodał. - Ale prawdopodobnie cię słyszy.
Prawdopodobnie - powtórzył. - I nie przestrasz się. Jest
zaintubowana. To nie jest przyjemny widok.
Nacisnął klamkę i przekroczył próg.
Leżała kilka metrów od niego, na białym łóżku, podłączona do
masy kroplówek. Z tego miejsca mógł zobaczyć białe bandaże na
jej nadgarstkach.
Najbardziej jednak w oczy rzucała się ta wielka, przezroczysta
rurka wychodząca z jej ust.
Była taka drobna i bezbronna. Leżała bez ruchu i nie mogła nic
zrobić. Było mu jej tak strasznie żal.
I wtedy zrozumiał, że nie może bez niej żyć. Że gdyby ona
umarła, on by nie wytrzymał.
Zegar wiszący na ścianie wskazywał godzinę dwunastą w nocy. Za
oknami panowała już ciemność. Pomieszczenie rozświetlała tylko
słaba lampka w rogu pokoju.
Podszedł do niej. Ukucnął przy łóżku i chwycił jej bladą
dłoń.
Oczy miała zamknięte, oddech nieregularny, pomimo połączenia z tą
wielką maszyną. Bał się o nią, tak bardzo się bał...
- Francesca... - szepnął. - Przepraszam... Kocham cię.
Chciał nadrobić te dwa miesiące bez niej. Ale teraz nie mógł.
Teraz musiała... po prostu przeżyć. Nic więcej.
Leżała sama w tej wielkiej sali.
Nie wiedziała co myśleć.
Kiedy pierwszy raz usłyszała jego głos... nie wiedziała wtedy co
się z nią dzieje. Znajdowała się wtedy w jakiejś wielkiej,
czarnej dziurze, z której nie mogła wyjść. Nie czuła swojego
ciała. Nie miała nad nim żadnej władzy. Nie mogła wykonać
żadnego ruchu. Nie mogła zrobić nic.
Z każdym kolejnym dniem jego słowa były coraz wyraźniejsze.
Nie wierzyła, że tutaj jest. Przyjechał do niej. Czy to znaczy, że
jej wybaczył? Powiedział, że ją kocha. Czy było to prawdą? Czy
po prostu poczuł litość?
Bo ona kochała go całą sobą. Każdą, nawet najmniejszą cząstką
swojego ciała. Te ponad sześćdziesiąt jeden dni spędzonych bez
niego było prawdziwą udręką. Za nic w świecie nie wytrzymałaby
tego drugi raz.
I wtedy drzwi się otworzyły. Wszedł on.
Przekręciła głowę w drugą stronę. Nie chciała na niego
patrzeć. Czuła tylko wstyd.
Podszedł do niej. Poczuła, jak kładzie rękę na jej dłoni.
Zacisnęła swoje długie, blade palce na śnieżnobiałej pościeli.
- Francesca.
Drgnęła, ale nie się nie odezwała.
Teraz słyszała jego głos dokładnie, bez żadnych zakłóceń.
- Dlaczego to zrobiłaś? - spytał. - Dlaczego, Francesca?
Powoli odwróciła głowę w jego kierunku.
Zobaczyła jego twarz.
Tak bardzo za nią tęskniła. Jego jasnobrązowe oczy i ciemne
włosy... To w nich się zakochała, to za nimi tęskniła. Ale nie
tylko. Tęskniła za... za całym nim. Za Marco.
- Po co tu przyjechałeś? - wyszeptała.
- Zadałem ci pytanie...
- Ja też - przerwała mu. - Odpowiedz mi. Przecież powiedziałeś...
że jestem dziwką i, że nie chcesz mnie znać.
Podrapał się po głowie. Chwycił mocno jej dłoń. Uniósł ją do
góry i ucałował ją.
- Wiem - przyznał. - To była najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek
zrobiłem. Bardzo tego żałuję.
Czuła, jak w jej oczach zbierają się łzy.
- Ale dlaczego chciałaś się... zabić?
Wbiła wzrok w biały sufit naprzeciwko niej. Przełknęła ślinę.
- Marco, już nic nie ma sensu - odparła cicho. - Ty i reszta się
ode mnie odwróciliście, Luca też nie zachowuje się tak jak
wcześniej. A ja... ja jestem...
Przyłożył jej palec do ust, nakazując być cicho.
- Nie - rzekł. - To nie jest prawda. Na początku rzeczywiście...
było źle. Ale kiedy tylko wyjechałaś, kiedy nas zostawiłaś,
zrozumieliśmy, że nie możemy cię nienawidzić. Po prostu nie
potrafimy. Jesteś dla nas zbyt ważna. Od razu ci wybaczyliśmy.
Francesca, chcemy... zacząć od nowa. Ale najpierw ty musisz
wybaczyć nam naszą głupotę.
Przymknęła oczy. Łzy spłynęły po jej policzkach. Poczuła, jak
on ociera je wierzchem swojej dłoni. Chwyciła jego rękę i
przytrzymała ją przy swojej twarzy.
- Ale... jak możecie chcieć zadawać się z kimś takim jak ja? -
spytała. - Wiecie co robiłam, wiecie jak długo...
- Pozostaje tylko jedno pytanie - wszedł jej w zdanie - dlaczego?
Na samo wspomnienie o swoich rodzicach, jej płacz stał się
głośniejszy. Szlochała całym głosem, krztusząc się własnymi
łzami.
Włożył swoją rękę pod jej plecy i podniósł ją. Przytulił
mocno do swojej piersi. Zarzuciła mu ręce na kark, a głowę oparła
o jego ramię, łzami mocząc jego ubranie.
- Spokojnie, kochanie - Pogłaskał ją po włosach. - Spokojnie...
Nabierała gwałtownie powietrza, próbując się uspokoić. Wbiła
paznokcie w jego skórę.
- Ja... ja tego nie robiłam dla siebie... - wyznała przez łzy. -
Ja... ja musiałam, naprawdę musiałam. Nie mieliśmy pieniędzy,
było tak ciężko...
Odsunął ją od siebie na długość swoich ramion.
- Jak to, nie mieliście pieniędzy? Przecież zawsze mówiłaś, że
wasi rodzice mają firmę we Włoszech, że tak dobrze zarabiają.
Pokręciła przecząco głową i wytarła łzy z policzków.
- Przepraszam...
- Za co?
Odgarnął jej włosy z twarzy. Wpatrywał się w nią z
wyczekiwaniem.
- Marco... moi rodzice nie żyją już od bardzo dawna. - Zwiesiła
głowę i zacisnęła rękę na jego dłoni. - Nie powiedziałam wam,
bo... bo wy wszyscy mieliście wszystko; rodziny, pieniądze... a ja
nie miałam nic... wstydziłam się, przepraszam.
Nie odpowiedział.
Dlaczego mu o tym nie powiedziała? Dlaczego nie powiedziała mu tak
ważnej rzeczy jak ta, że jest... sierotą? To słowo do niej
nie pasowało. Ale było odpowiednim określeniem.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz?
Pociągnęła nosem i nabrała powietrza w płuca.
- Marco, przepraszam... - Spojrzała na niego.
- Dlatego to robiłaś? - przerwał jej. - Dlatego sypiałaś z tymi
gachami? Tak chciałaś pomóc sobie i swojemu bratu? Mogłaś po
prostu kogoś poprosić...
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam. - Położyła rękę na jego
ramieniu. - Marco, przepraszam... proszę cię, wybacz mi. Błagam...
Ujął jej zaczerwienioną twarz w dłonie.
- Nie mam czego ci wybaczać - rzekł. - Kocham cię...
Przełknęła wielką gulę w gardle.
- Ja... też cię kocham, Marco. Najbardziej na świecie.
Miłość - uczucia
skierowane do innej osoby połączone z pragnieniem dobra i
szczęścia. Miłość może być także rozumiana jako zespół
emocji wywołanych poczuciem silnej więzi międzyludzkiej.
Definicje miłości
są zawiłe, a tak naprawdę żadne nie mówi prawdy. W końcu każdy
odczuwa to uczucie na swój własny sposób, prawda?
Oni pomimo przeszkód
i barier, dali radę.
Osiemnastoletnia
Włoszka zostawiła za sobą przeszłość pełną brudu i bólu.
Dziewiętnastoletni
Meksykanin pokazał jak bardzo ją kocha, przebaczając złe uczynki
z przeciągu dwóch lat.
Mieli siebie, swoją
obecność i troskę. Nie chcieli więcej, nie potrzebowali.
Marzyli tylko, aby
już nic nie weszło im w drogę.
Aby byli już zawsze
razem.
Ogólnie... coś mi się pochrzaniło, bo w rozpisce jest napisane, że dodam 15, a dzisiaj jest czwartek. Przepraszam za opóźnienie. Ale mniejsza o to... Tak, tak, ten part nie podoba mi się, ale to szczegół :) Taki jakiś głupi pomysł mi wpadł do głowy, no to przecież musiałam napisać, bo ja nie umiem inaczej.
Zapraszam jeszcze na rozdział na moim drugim blogu - KLIK. Mam nadzieję, że skomentujecie :) Już niedługo pojawi się part o Leonettcie, a tymczasem zapraszam do czytania tego wyżej, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił (ja zawsze czytam najpierw notki pod rozdziałami XD).
Kocham was <333
Ogólnie... coś mi się pochrzaniło, bo w rozpisce jest napisane, że dodam 15, a dzisiaj jest czwartek. Przepraszam za opóźnienie. Ale mniejsza o to... Tak, tak, ten part nie podoba mi się, ale to szczegół :) Taki jakiś głupi pomysł mi wpadł do głowy, no to przecież musiałam napisać, bo ja nie umiem inaczej.
Zapraszam jeszcze na rozdział na moim drugim blogu - KLIK. Mam nadzieję, że skomentujecie :) Już niedługo pojawi się part o Leonettcie, a tymczasem zapraszam do czytania tego wyżej, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił (ja zawsze czytam najpierw notki pod rozdziałami XD).
Kocham was <333

Hehehehe, jest, jest, jest ! Wrócę, bo jutro konturówka z Europy, a ją jeszcze nic umiem xD, a póki co z Geografii ma trzy szóstki i to jedyne oceny więc schrzanić nie chcę XD
OdpowiedzUsuńJeju, trzy szóstki, daj jedną :P Ja mam... chyba na razie nic, bo nie przyszłam na szkoły na kartkówkę :P
UsuńCzekam ;))
Moje ;*
OdpowiedzUsuńCzekam :*
UsuńBoziu, jaki piękny part, Olu ;*
UsuńWyszedł Ci naprawdę genialnie ;))
I Marcesca, i taki temat. Ale ty lubisz takie trudne, nie?
Powiem Ci, że chociaż uwielbiam Diecescę, to tęsknię za Marcescą, serio xD
Wybacz, że krótko, ale muszę coś jeszcze zrobić.
Kocham,
Wika
Oczywiście, ja uwielbiam trudne tematy ;))
UsuńEch... mnie też wzywa chemia.
Dziękuję, kocham <3
Cudeńko..
OdpowiedzUsuńDziekuję ;)
UsuńBoski!
OdpowiedzUsuńTak zaczęłam czytać i nagle dostałam olśnienia że już go czytałam bo mi wysłałaś xD Nie będę tu dużo mówiła bo ty wiesz że to jest cudowne jak zawsze zresztąta :D
Kocham Cię <333
Dziękuję, kocham <3
UsuńTeraz moja kolej :3
OdpowiedzUsuńWięc tak zacznę od tego , że przez ciebie chcę mi się płakać :'(
Ponieważ kiedy myślę o Marcesce to przypomina mi się fakt iż Xabiani odszedł :'(
I nie ma Marcesci ...
Może i nie byłam jej jakąmś fanką , ale no kurde fajną nawet byli parę , a teraz co -
Diecesca ... No lubię ją bardzo , ale to bardzo , ale nie ma Xabianiego :(
No cóż Part istna perełka ^^
Jak zapowiadałam bardzo , ale to bardzo mi się podoba *_*
A jeśli chodzi o czytanie notek pod rozdziałem to ja nwm czemu nigdy nie czytam notek pod partami , ale już pod rozdziałami zawsze XD
Dobra kończę już moje durne użalanie się , bo Xabi odszedł...
Czekam na next <3 !
Ja ich uwielbiam <33 A Xabiego osobiście zabiję.
UsuńBardzo dziękuję ;))
Super, z jakiego filmu ten gif?
OdpowiedzUsuńNie mam pojęcia, znalazłam na necie :D
UsuńSuper!!!!!
OdpowiedzUsuńOdebrało
mi
słowa!!!
Na prawdę... :)
Przepięknie <3
Oleńko, Tobie, Serduszko, oddam nawet trzy szóstki.
OdpowiedzUsuńPozwól, że w pierwszej kolejności, odniosę się na temat informacji zawartych pod postem. Kochanie, pomysł był fantastyczny, wykonanie również. Nie rozumiem sensu twojego niezadowolenia. Aczkolwiek takowy powstał, więc postaram się wbić Ci do głowy, fakt, że to jedna z lepszych miniaturek jakie przeczytałam w ostatnich dniach.
Wątek przez Ciebie poruszony jest częstym tematem "horrorów " - tak pieszczotliwe, mój tata nazywa programy typu - Ukryta Prawda, Szpital, Dlaczego ja itp. - To nie pretensja :)
Jestem oczarowana i zachwycona. Byłam ciekawa jak sprawdzisz się w takim temacie, i oczywiście, nie rozczarowałam się. Twój talent ponownie zabłyszczał i zmoncił moje spokojne myśli. Przez jakiś czas myślałam tylko o tym co Francesca czuła, podczas wykonywania pracy i jak Marcu się czuł, kiedy się dowiedział.
Kochaaaaaam o czekam na 1 część Parta <3
Ojeju no to dawaj te szóstki, mi są potrzebne :PP
UsuńStrasznie dziękuję, kocham <3
Olu, to jest po prostu przepiękne <3
OdpowiedzUsuńNaprawdę. Nie obchodzi mnie, że ci się nie podoba xd
Czekam na Parta o Leonetcie <3
Olu, napisałaś najpiękniejszą (jedną z najpiękniejszych) miniaturkę świata ;)
OdpowiedzUsuńJak zawsze musiał być trudny temat ;* Ale to dobrze bo part ma przesłanie, a to jest chyba ważne, c'nie?
Marcesca <3
Przepraszam, że krótko i dopiero teraz (szkoła xd)
Kocham <3
I kolejny raz - skąd ty bierzesz na to pomysły? xD
OdpowiedzUsuńI zawsze wiesz jak te pomysły wpleść w ciekawą fabułę...
Troszkę żałuję, że to miniaturka, ale cóż.. ♥
Po Fran bym się czegoś takiego nie spodziewała... serio...
No i mój Luca ♥
Prooooszę... Niech on pojawia się częściej ♥♥♥
Jedna z moich ulubionych postaci z pierwszego sezonu ♥
I jak cudnie śpiewał ♥
Dobra... może skończę o nim xD
To ja lecę do rozdziałów :3
Mam już dwa przeczytane, ale nie miałam jak skomentować :/
Buziaczki i życzę weny ♥