Zamknęła
oczy, próbując powstrzymać zawroty głowy. Usiadła na stojącym
obok krześle, jęknęła cicho. Usłyszała, jak ktoś wchodzi do
pokoju, nie spojrzała na niego. Po chwili ktoś usiadł obok niej.
-
Co dzisiaj jadłaś? - spytał krótko.
Ehm,
no cóż. Zależy jak na to patrzeć. Zważając na to, że poszła
spać dopiero o czwartej, a dwie godziny wcześniej zjadła kilka
kanapek - za co zresztą nazdała sama sobie, przecież to było tyle
kalorii! - i do tej pory, a dochodziła już siedemnasta, nie zjadła
nic, to jadła, oczywiście, że jadła. Chyba, że licząc od kiedy
wstała - czyli o szóstej, bo nie mogła spać - to nie jadła nic.
Kiedy
mu to wytłumaczyła, spojrzał na nią jak na chorą umysłowo.
-
Do kuchni, w tym momencie. - Podniósł rękę w kierunku owego
pomieszczenia.
Próbowała
zaprzeczyć, ale on chwycił ją za ramię i zaprowadził tam.
Posadził ją na krześle przy stole, a sam wyciągnął z lodówki
kilka produktów, zabierając się do szykowania jedzenia. Kolacji,
tak na marginesie.
-
Nie z margaryną - zaprzeczyła, kiedy wziął ją do ręki. -
Margaryna bardzo tuczy, weź masło, jeśli już musisz.
-
Doskonale wiem, że margaryna bardzo tuczy - zgodził się z nią. -
O to właśnie chodzi. Masz przytyć, nie schudnąć.
Dobre
sobie. Przytyć? Żeby wyglądać jeszcze gorzej niż wygląda teraz?
Nie, to wykluczone. Cały czas dąży do tego, żeby być szczupła -
głodzi się, katuje ćwiczeniami, pije litry wody, mało śpi.
Przecież teraz nie może patrzeć w lustro. Widzi w nim tylko
dziewczynę z nadwagą, z grubymi udami, szerokimi łydkami, biodrami
jak u jakiegoś mamuta, wystającym brzuchem i innymi tego typu
rzeczmi. Problem w tym, że nikt inny tego nie zauważa. Bo tego w
rzeczywistości nie ma.
Postawił
przed nią talerz z kanapkami, a sam usiadł naprzeciwko niej. - No,
jedz.
Spojrzała
z obrzydzeniem na trzy kromki - jasnego, o zgrozo! - chleba pokrytego
grubą warstwą margaryny z serem i szynką.
-
Nie ma mowy, nie zjem tego. - Odsunęła je od siebie.
-
A właśnie, że zjesz. - Przysunął talerz z powrotem. - Będziesz
jadła, kiedy ja tutaj jestem, jasne?
Chyba
nie wziął pod uwagę tego, że siedzi u niej praktycznie cały
czas. No, w końcu przyjaciółki nie zostawia się samej w
potrzebie. Z Violettą znał się od dziecka. Razem przechodzili
przez trudny okres dorastania, razem dojrzali i teraz są
nierozłączni. Ale to przyjaciele.
-
Wiesz ile taki ser ma kalorii? A ten chleb? Mogłeś chociaż wziąć
ten ciemny, on jest o wiele mniej tuczący! I do tego ta margaryna,
nie. Nie zjem tego, rozumiesz?
-
Violetta, nie kłóć się ze mną, bo i tak nic nie...
-
Będę się kłócić! - Przerwała mu. - Nie będę jadła tego,
czego mi każesz. Za kogo ty się w ogóle uważasz?
Spojrzał
na nią spod byka. - Za Leona, twojego przyjaciela. A co, mylę się?
-
Za przyjaciela, nie ojca!
Podniósł
się z krzesła. Zabrał talerz ze stołu i dosłownie rzucił go na
blat.
-
Jak uważasz. Nie chcesz, to nie jedz. Tylko, że to ty będziesz
miała później kłopoty, nie ja. Ty będziesz cierpieć, nie ja. I
ty będziesz żałować. Nie ja.
Wyszedł
z kuchni zostawiając ją samą. Patrzyła przez chwilę za nim,
czując jak w jej oczach zbierają się łzy.
-
Ja po prostu nie chcę być gruba... - szepnęła sama do siebie.
A
później buchnęła głośnym płaczem.
-
Ja proszę dwa kawałki murzynka i kawę rozpuszczalną mlekiem.
Mężczyzna
pokiwał głową. - A co dla pani? - Zwrócił się do Violetty.
Zajrzała
w kartę. Same wysokokaloryczne rzeczy, ciasta, drożdżówki i
pączki. No cóż, to w końcu była kawiarnia.
-
Wodę niegazowaną - odparła.
Kelner
odszedł zapisując zamówienie na kartce, a Francesca posłała
Violettcie wrogie spojrzenie.
-
Wyciągnęłam cię do kawiarni po to, żebyś kupiła sobie wodę
mineralną?
Wzruszyła
ramionami.
-
Nie mam ochoty na nic innego, to takie dziwne?
-
Dziwne nie jest, ale dobre też nie, doskonale o tym wiesz.
Oparła
się wygodnie plecami i zaczęła bawić się srebrną bransoletką
na nadgarstku, którą - nawiasem mówiąc - dostała od Leona na
szesnaste urodziny.
-
Nieważne, powiedz lepiej co u ciebie - zmieniła temat. - Jak z
Marco?
Na
twarzy Włoszki pojawił się szeroki uśmiech. - Świetnie -
zaświergotała rozpromieniona. - Zaczęliśmy już planować ślub,
jesteśmy w trakcie sporządzania listy gości. Wiesz, nie miałam
pojęcia, że on ma taką dużą rodzinę! Zaprasza prababcię, która
mieszka w Egipcie. W Egipcie, rozumiesz to? On ma rodzinę na całym
świecie chyba. Ma nawet jakąś ciotkę w Polsce i kuzyna w Estonii.
Światowy chłopak, nie ma co. Ja mam krewnych tylko we Włoszech,
no, babcia mieszka w Szwajcarii, ale to tyle. Powiem ci, że nie
nawet nie chce mi się liczyć ilu będziemy mieli tych gości. Ich
wszystkich jest multum! Salę mamy na maksymalnie dwieście osób,
mam nadzieję, że się zmieścimy. Nie patrz się tak na mnie,
przecież wszystkich musimy zaprosić, tak?
-
Nie no, tak, tak, oczywiście. - Pokiwała twierdząco głową. - A
dwieście osób, to wcale nie jest tak dużo, przecież...
-
Oj nie kłam, wiem, że to masakrycznie dużo, ale co ja poradzę? W
końcu nie zadzwonię do kuzynki i nie powiem „Wiesz co, nie
przyjeżdżajcie, bo za dużo was będzie”. Wyobraź sobie, że ona
ma męża i szóstkę dzieci, i ich wszystkich musimy zaprosić,
wiesz? Mi już się nic nie chce, a to dopiero początek.
Dziesięć
minut później nadal nawijała o swoim weselu, jednocześnie
zjadając murzynka, którego miała na talerzu. Mówiła z pełnymi
ustami nie zważając na zniesmaczone spojrzenia innych ludzi w
lokalu. Cóż, Francesca nigdy nie przejmowała się opiniami innych
ludzi.
-
Ale ty zdajesz sobie sprawę - ciągnęła dalej - że będziesz
druhną i na tym weselu będziesz musiała coś zjeść, nie? I wtedy
radzę ci wsadzić sobie gdzieś te wszystkie twoje ograniczenia i
kalorie.
-
To zależy. - Wzruszyła ramionami. - Jak nie będę miała ochoty to
nie będę nic jadła.
-
Tylko, że ty nigdy nie masz ochoty.
-
No to już masz odpowiedź.
Francesca
spojrzała na nią spod byka, odsuwając pusty już talerzyk i biorąc
do ręki filiżankę z kawą. - A z kim ty w ogóle przyjdziesz?
Westchnęła
cicho. Cóż, chłopaka nie miała, narzeczonego tym bardziej.
Najwyżej pójdzie sama, a co tam.
-
Nie wiem - odparła. - Leon ostatnio rozstał się z tą swoją
Clarą, więc może z nim. Chyba, że znajdzie sobie kogoś innego.
-
A rozmawialiście już o tym?
-
Nie.
Wbiła
wzrok w butelkę, która stała przed nią. Zaraz pewnie zacznie się kazanie na temat jej kłótni z Leonem. Bo niemożliwe, że
Francesca o tym nie wie. Ona była dziwnie nieobliczalna.
-
Pokłóciliście się, nie?
Nie
podniosła głowy.
-
Po co pytasz, skoro już wiesz?
-
O co poszło?
Westchnęła.
- Chciał we mnie wmusić kanapki. Z margaryną i serem, rozumiesz? I
to jeszcze z białego chleba.
-
Aha. - Pokiwała głową. - To rzeczywiście
niedopuszczalne.Współczuję ci z całego serca.
-
To wcale nie jest śmieszne! - Podniosła głos. - Nie chcę przytyć,
rozumiesz? Tobie łatwo mówić, ty jesteś szczupła, a ja?
Dziewczyna prychnęła. - Violka, proszę cię, jesteś o wiele szczuplejsza ode
mnie. Wmawiasz sobie rzeczy niemożliwe, zmień się w końcu, co?
Spojrzała
na nią spod byka, po czym zakręciła butelkę z wodą i stanęła
na nogi.
-
Jak schudnę, to porozmawiamy. Na razie nie ma tematu.
Później
wyszła z kawiarni zostawiając swoją przyjaciółkę samą.
Czepiała jej się każdego dnia - ba!, jeszcze wmawiała, że to dla
jej dobra. Miała to głęboko w poważaniu, bo szczupła chciała
być dla siebie, nie dla kogoś innego. To dla siebie robiła to
wszystko każdego dnia.
Nacisnął
przycisk przy jej nazwisku na domofonie. Usłyszał sygnał, ale jej
głosu już nie. Wyciągnął telefon i wybrał jej numer, jednak nie
odebrała. Znów gdzieś wyszła, nie wzięła telefonu i nikt nie
wie gdzie jest, na pewno.
Już
miał odchodzić, kiedy dostrzegł ją biegnącą truchtem w jego
stronę. Po chwili i ona go zauważyła.
-
Zrobię jeszcze jedno kółko i pójdziemy do mnie, poczekaj na ławce
- powiedziała, kiedy stanęła przy nim.
-
Najpierw to mi wytłumacz, po co biegasz. - Spojrzał na nią spod
byka.
-
Jak to po co? - zdziwiła się. - Żeby schudnąć, to oczywiste.
-
Z kości ani ze skóry nie da się schudnąć, chciałem cię
uświadomić.
-
Ale z tłuszczu tak, więc mnie przepuść i czekaj.
Chciała
odbiec, ale chwycił ją za kościste ramię; natychmiast się
skrzywił, nienawidził tego.
Odwróciła
się gwałtownie w jego stronę, zachwiała się niebezpiecznie.
Przymknęła na moment oczy. Leon chwycił ją w pasie, bo straciła
równowagę. Przyłożył rękę do jej czoła.
-
Przecież ty masz gorączkę, dziewczyno.
Potrząsnęła
głową. - Nie mam gorączki, po prostu się zmęczyłam bieganiem.
-
Umiem odróżnić gorączkę od zmęczenia, Violetta. Szybko, do
domu. I bez dyskusji.
Nie
sprzeciwiła się i dała mu zaprowadzić się do swojego mieszkania.
Mieszkała na drugim piętrze, w sześciopiętrowym bloku bez windy,
co jej się podobało, bo przynajmniej miała więcej ruchu.
-
Siadaj w salonie, zrobię ci coś do picia.
-
Ale bez cukru.
-
Dobrze, a ja będę papież. Czekaj tam.
Z
ciężkim westchnieniem położyła się na sofie w salonie, opierając
głowę o podłokietnik. Położyła dłoń na swoim płaskim - a
wręcz wklęsłym - brzuchu, który w jej mniemaniu nadal był... za
duży. Włożyła rękę pod bluzkę i przytknęła ją do
wystających żeber. Przejechała po nich palcami. Zupełnie nie
rozumiała, dlaczego Leon tak nie lubił na nie patrzeć. Przecież
one były idealne. Nie. Jeszcze nie były takie, ale niedużo
brakowało im do perfekcji. Kobieta powinna być szczupła, nie
spasiona jak świnia. Nie mogła patrzeć na otyłe kobiety, które w
każdym ubraniu wyglądały potwornie. Ona nie chciała taka być.
Nie chciała być gruba.
Długo
dążyła do tego, by wyglądać tak jak wygląda teraz. Przecież
nie zawsze była szczupła. Kiedyś była o wiele tęższa, miała o
wiele więcej problemów. Teraz była szczuplejsza, mimo że dla niej
to i tak było za mało. Chciała być idealna.
Do
pokoju wszedł Leon. Postawił kubek na ławie obok niej i usiadł na
skraju kanapy.
-
Błagam cię - Wyjął jej rękę spod bluzki - nie rób tak.
-
Niby dlaczego?
-
Po prostu tak nie rób.
Westchnęła
cicho. Podniosła głowę i położyła ją na jego kolanach.
-
Przepraszam - powiedziała cicho.
Zmarszczył
czoło. - Za co przepraszasz?
Przytuliła
twarz do jego torsu i odetchnęła głęboko. Położył rękę na
jej włosach i pogłaskał ją lekko.
-
Za to, co powiedziałam we wtorek. Nie powinnam, poniosło mnie.
Wiem, że się o mnie martwisz, ale... ale ja po prostu nie chcę być
gruba.
Odwrócił
jej twarz w swoją stronę. Spojrzał jej głęboko w oczy.
-
Nie jesteś gruba - rzekł. - Wmówiłaś sobie to. Jesteś szczupła,
nawet za szczupła.
-
Jestem za gruba, nie za szczupła - zaprzeczyła.
-
Nie okłamuj samej siebie, dobrze wiesz, że tak nie jest.
On
nie miał racji, oczywiście, że była gruba. Chciała być
szczuplejsza, i to dużo szczuplejsza. Chciała w końcu móc założyć
na siebie strój kąpielowy i bez wstydu pojechać nad wodę, ale w
takim stanie nie mogła. Dla niej wystające żebra i obojczyki nie
były dostatecznym dowodem tego, że jest chuda, ona potrzebowała
więcej.
Pomógł
jej podnieść się do pionu i podał jej do ręki czerwony kubek,
który dostała od niego na dzień kobiet.
-
Za słodkie - stwierdziła, upijając łyka.
-
Tylko dwie łyżeczki cukru - powiedział. - Wypij to, będziesz
miała więcej siły.
Spojrzała
na niego uważnie. - I nie będziesz we mnie już dzisiaj nic
wmuszał?
Co
z tego, że dochodziła już dziewiętnasta, a ona po szóstej nie
je? Znając Leona, nawet o godzinie jedenastej zamówiłby pizzę i
kazałby jej ją całą zjeść. Cóż, to w końcu był Leon. On był
nieobliczalny.
-
Nie będę, ale musisz to wypić.
Patrzył
z uwagą, jak przełyka kolejne łyki herbaty, przy każdym kolejnym
krzywiąc się coraz bardziej. Nie rozumiał jak mogła się
doprowadzić do takiego stanu. Kiedyś była zupełnie zdrową
dziewczyną, trochę przy kości, ale nikomu to nie przeszkadzało,
jej samej też nie. Dopóki nie dostała swojej wymarzonej pracy, bo
nie była dostatecznie szczupła. Od tamtej pory to wszystko się
zaczęło. Codzienne treningi, katowanie się różnymi dietami,
zresztą... tego nawet nie można było tak nazwać. To było
głodzenie się. Potrafiła nie jeść całymi dniami i pić tylko
wodę mineralną, żeby nie przytyć. I nikt nie mógł przemówić
jej do rozumu. Ani on, ani jej przyjaciółki, ani jej ojciec i
ciotka. Ci ostatni widocznie nie mieli siły na ciągłe
przekonywanie jej, bo wyjechali z Buenos Aires, każde w inne miejsce
i jak najdalej od Violetty. A ona bardzo to przeżyła; nie
zasługiwała na to. Anoreksja to choroba, którą trzeba pokonać,
a w pojedynkę wcale nie jest to proste.
-
Zostaniesz na noc? - spytała, odstawiając kubek.
Uśmiechnął
się i odgarnął jej włosy z twarzy. - Oczywiście, nie zostawię
cię samej w takim stanie. Ale najpierw skoczę do apteki po jakieś
leki przeciwgorączkowe. I podjadę do domu po jakieś rzeczy.
-
Twój dres i koszulka zostały tutaj ostatnio, nie musisz.
-
W takim razie, będę za dziesięć minut. - Pocałował ją w czoło.
- Czekaj na mnie.
Później
opuścił jej dom, zamykając za sobą drzwi. Westchnęła i zakryła
się kocem leżącym na podłodze.
Wiedziała,
że było z nią coraz gorzej. Ale ona nadal uważała, że była za
gruba. Wiedziała co to anoreksja, ale nie przyjmowała do wiadomości
tego, że to właśnie ją dopadła. Według siebie była po prostu
szczupła, choć niewystarczająco. Inni nie potrafili zrozumieć, że
ona nie czuje się dobrze w swoim ciele. Będzie odchudzać się do
tego stopnia, aż sama sobie będzie się podobać, aż będzie
zadowolona. W końcu robi to tylko dla siebie.
Obudziła
się, podniosła się gwałtownie do pionu. Z czoła spływał jej
zimny pot, oddychała głęboko. Po chwili drzwi jej sypialni
otworzyły się, a do środka wbiegł Leon. Doskoczył do niej i
kucnął obok jej łóżka, dotykając czule jej twarzy.
-
Co się stało? - spytał.
Starała
się uspokoić oddech, co niestety nie okazało się takim prostym
zadaniem.
Usiadł
na skraju jej łóżka i przyciągnął ją do siebie. Głaskał ją
po matowych głosach i szeptał uspokajające słowa.
-
Miałaś koszmar? - Pokiwała powoli głową. - Opowiedz o nim.
Nabrała
powietrza w płuca, aby po chwili wypuścić je z głośnym
świstem.
-
Śniło mi się, że jestem gruba... - szepnęła. - Śmiali się ze
mnie, krzyczeli, Leon...
-
Cichutko. To był tylko sen. To nie była prawda.
Miał
świadomość, że jeśli czegoś nie zrobi, to Violetta może już
nie wytrzymać. Z nią było coraz gorzej. Musiał jej pomóc, choćby
wbrew niej. Ale nie mógł patrzeć jak stacza się coraz głębiej.
Wiedział, że musi wyciągnąć ją z tego wszystkiego, bo niedługo
może być już za późno.
Stukała
nerwowo paznokciami o blat stolika. Spojrzała na zegarek. Spóźniał
się, a ona nie wygrała czasu na loterii. Umówiła się ze swoim
narzeczonym, że w końcu zabiorą się za wypisywanie tych
cholernych zaproszeń, bo czasu do wesela było coraz mniej. Jakoś
nie uśmiechało jej się adresować stu dziewięćdziesięciu ośmiu
kartek. Jakimś cudem zmieścili się w dwustu osobach. No, ale to
wszystko i tak dopiero się zaczynało.
W
pewnym momencie drzwi kawiarni otworzyły się, a ona zobaczyła
Leona. Pomachała w jego stronę i uśmiechnęła się, co on
odwzajemnił, a po chwili już stał obok jej stolika. Odsunął
krzesło i usiadł.
-
Umawialiśmy się na piątą, a jest wpół do szóstej - wytknęła
mu.
-
Wiem, wiem - westchnął. - Jakoś zupełnie wypadło mi z głowy.
-
Wypadło ci z głowy spotkanie związane z Violettą?
-
Właśnie z jej powodu o nim zapomniałem - mruknął.
Przecież
siedział z nią od rana, bo kiepsko się czuła. Nie jadła nic,
kompletnie nic, i dlatego ledwie poruszała się na nogach. Wmusił w
nią kromkę chleba, więcej mu się nie udało. Długo obmyślał
jakieś kłamstwo, aby nie zorientowała się, że musi wyjść
porozmawiać z Francescą. To brzmiało podejrzanie.
-
Znowu nie chciała jeść? - spytała.
Pokiwał potakująco głową. - Tak, dzień jak co dzień. Francesca, ona
naprawdę niedługo się wykończy. Przecież jej trzeba pomóc, i to
od razu.
-
Leon, myślisz, że ja o tym nie wiem? - prychnęła. - Wiem
doskonale, ale ja nic nie mogę zrobić, nie wepchnę w nią
jedzenia. Ona nie ma pięciu lat, wie co się stanie, jeśli nadal
nie będzie jadła.
-
Więc co proponujesz?
Posępiała.
Zwiesiła głowę i wbiła wzrok w swoje czarne baleriny. Bo to ona o
tym nie myślała? Oczywiście, że myślała, i to nie raz. Violetta
była w końcu jej przyjaciółką i chce dla niej jak najlepiej.
Problem w tym, że samym gadaniem nic nie wskóra, a nie ma pojęcia
jak może zadziałać. Bała się tylko myśli, że niedługo może
naprawdę stracić swoją przyjaciółkę.
-
Nie mam pojęcia. Próbowałam jej już przemówić do rozsądku, ale
ona mnie nie słucha, tylko ty możesz jej coś przetłumaczyć.
-
Bez obrazy, ale nie dziw się, że nie chce cię słuchać, skoro
wrzeszczysz na nią po włosku, a ona nic nie rozumie.
-
Nie moja wina, że jak się denerwuję, to nie ogarniam
hiszpańskiego, dobrze o tym wiesz. Poza tym co za różnica, czy po
hiszpańsku czy po włosku, skoro do niej ani tak, ani tak nic nie
dociera? Nie wiem, spróbuj migowego, albo alfabetu Morsa, podobno
trzeba szukać wyjścia z trudenj sytuacji.
-
Bardzo śmieszne.
-
To nie śmieszne, to prawdziwe. Ja już nie mam pomysłu co zrobić,
żeby jej pomóc. A pomocy ona potrzebuje, i oboje o tym wiemy.
-
Gdybym nie wiedział, to nie prosiłbym cię o to spotkanie. Mieliśmy
razem coś wymyślić.
Prychnęła.
- Ale ja nie mam już zielonego pojęcia. - Wstała do stołu. -
Wiem, że chcesz dobrze, i ja też tak chcę. Ale to ona musi w końcu
wziąć się za siebie, bo my za nią nic nie zrobimy.
Ruszyła
w kierunku wyjścia zostawiając go samego. Po kilku krokach jednak
odwróciła się. - Niedługo dostaniecie zaproszenia. Nie wiem
jednak, czy Violetta da radę zostać druhną w takim stanie.
Później
wyszła z kawiarni na ulicę tętniącą życiem.
Nikt
nie wiedział, że ona doskonale wiedziała przez co przechodzi
Violetta. Nikt - oprócz jej narzeczonego - nie miał pojęcia, że
ona kiedyś przeżywała to samo. Kilka lat temu również wpadła w
szpony anoreksji i dużo kosztowało ją, by się z nich wyrwać.
Tylko, że jej nie miał kto pomóc, ona nie miała wtedy przyjaciół,
a jej rodziców nie interesowało, w jakim jest stanie. Była zdana
sama na siebie. I w pewnym momencie podźwignęła się. Poszła na
terapię. Zmieniła się. Dzisiaj w ogóle nie widać po niej tego,
co stało się wtedy. Jest zupełnie inną dziewczyną, i mimo że
może i odstaje od ideału, to nie przeszkadza jej to. Sobie samej
się podoba, Marco każdego dnia ją komplementuje, co świadczy o
tym, że on również jest zadowolony. Niczego więcej jej do
szczęścia nie potrzeba.
I
mimo że bardzo chciała pomóc Violce, to wiedziała, że same chęci
nie wystarczą, bynajmniej nie jej. To Castillo musiała w końcu się
zmobilizować i zrozumieć, że nie może być taka, jaka jest teraz.
Bała się tylko tego, że zrozumieć to może za późno, a wtedy
już nikt ani nic nie będzie mogło jej pomóc.
Jestem
na czas. I jestem z siebie dumna, serio... myślałam, że zapomnę
:)
Ehm...
korzystając z okazji, chciałam o czymś napomnieć. Sytuacja na
moim drugim blogu - zapewne nikomu nieznana. Dwa anonimy, tak. Mają
trochę do mnie wąty. Wymuszam, komentarze, używam słownictwa
potocznego, za dużo dialogów, mało opisów i jestem niemiła -
cała ja. Z wymuszaniem komentarzy... nie nazwałabym tego tak. Jeśli
kogoś to uraża - przepraszam. Po prostu chcę wiedzieć, że piszę
dla kogoś, a nie dla samej siebie.
Wracając
do parta - jestem z niego nawet zadowolona, co jest dziwne...
naprawdę ;)) Ale... no musi być ten pierwszy raz :D Zapraszam więc
do czytania.
Znów
mam uczucie, że o czymś zapomniałam. Mam sklerozę... najwyżej
zaaktualizuję posta.
Kocham
was <33

Wrócę <3
OdpowiedzUsuńCzekam <3
UsuńTak jak mówiłam wróciłam aby wyrazić swoją opinię. Wybacz, że pojawiam się tak późno, ale brak czasu uniemożliwił mi wcześniejsze przybycie.
UsuńMuszę przyznać, że niedawno Leonetta sama w sobie nie podoba mi się ze względu na przewidzianą i przesłodzoną fabulę jednak wiem, że nie liczy się para tylko praca jaką autorka włożyła na napisanie zaistniałej publikacji. Chcę Ci powiedzieć szczerze, że w tej kwestii mnie nie zawiodłaś. Podoba mi się Twój styl pisania jak również i to, że poruszasz problemy prawdziwego życia co po przeczytaniu daje człowiekowi dużo do myślenia. Źyczę dalszego rozwijania swojej pasji jak i nieustannego pogladu na świat i problemy życia jaki masz teraz. <3
Bardzo dziekuję ;)
UsuńWrócę jutro ;*
OdpowiedzUsuńCzekam cwelu ;)
UsuńCudowny !
UsuńJak powiedziałam tak zrobiłam i oto jestem !
No jak zawsze part wyszedł Ci boski, a ty o tym dobrze wiesz ;)
Bardzo mi się podoba ! Nie uzasadnię tej odpowiedzi ponieważ wiesz, że tego nie potrafię, a i tak mnie męczysz czasami xD Moja Leonetta w końcu tyle na to czekałam i w końcu jest ! Wspominałam Ci, że ich kocham? Szkoda mi Violetty niedługo może być już za późno na pomoc, a ona jeszcze bardziej się głodzi i katuje. Leon chce jej pomóc, ale nie wie już jak :( No nie spodziewałam się tego, że Fran też przez takie coś przeszła. Ona była sama i jakoś się z tego podniosła, a ta nie chce i jeszcze pogarsza swoją sytuację ;( Mam nadzieję, że w końcu jakoś ją uratują i krok po kroku będzie dochodziła do siebie ;) Czekam na następną część ;*
Kocham Cię psychiatrycznie chora dziewojo xD <333
Psychicznaa <3
UsuńDziękować :D
Genialny One Shot
OdpowiedzUsuńWybrałaś naprawdę oryginalny i ciekawy temat
Nie przejmuj się tymi anonimami bo ta krytyka nie odnosi się do ciebie. Piszesz naprawdę niesamowicie, opisy są ciekawe a dialogi przemyślane.
Czekam na dalszą część One Shota
Pozdrawiam
Bardzo dziękuję ;)
UsuńWrócę skarbie *_*
OdpowiedzUsuńCzekaaam *.*
UsuńOlu kochana,
UsuńPo pierwsze, to najwspanialszy part jaki czytałam. Nawet nie przeszkadza mi, że to Leonetta.
Nie lubię ich jako pary, Fiolka mi przeszkadza ;))
Leon taki troskliwy, a Violetta taaaka głupia, jak ona tak może się katować, no ;(
Z niecierpliwością czekam na drugą część ;*
Kocham bardzo, bardzo mocno,
Cathy
Dziękuję, kocham <3
UsuńWow ;*
OdpowiedzUsuńKocham tego parta *_*
Dziękuję :*
Usuńwspaniałe <3
OdpowiedzUsuńOleczko, po raz kolejny zaskoczyłaś mnie mnie swoim talentem. Powinnam już przywyknąć, prawda ? Zawsze, wszystko co wydobyło się spod twojej dłoni zapiera dech w piersiach. Szczerze ? Nie jedna osoba pragnie być Tobą, oczywiście, ja zajmuje w tym gronie honorowe miejsce. Nie każdy może się cieszyć tak wysoką miarą umiejętności pisarskich, jak ty.
OdpowiedzUsuńAle może przejdźmy do konkretów wypowiedzi, bo wychwalać twój talent, mogłabym w nieskończoność.
Leonetta - połączenie, za którym nie przepada,. aczkolwiek twierdzę, że ich serialowa miłość jest na swój sposób piękna. Troszkę cukierkowa, ale to moja perspektywa. Gdyby na miejscu Leonetty pojawiła się Marcesca to stwierdziłabym, że Marco i Francesca mają zbyt mało miejsca w odcinkach. To wszystko jest chyba kwestią gustu. Teraz niestety nie będzie już tak kolorowo. Diesesca ? ;(Trudno...trzeba skupić się na innych ulubieńcach <3
Kocham Cię ! Olu, gwiazdeczko, temat, który poruszyłaś jest jednym z moich ulubionych ! Tutaj masz doprawdy szerokie pole do popisu. Zwłaszcza jeśli chodzi o perspektywę naszej bohaterki - Violetty. Mam gdzieś napisaną miniaturkę o anoreksji, podpórką jest para, którą zwiemy - Naxi. Wiem ile pracy trzeba włożyć w opisanie uczuć, ale efekt końcowy, prawie zawsze jest zadowalający.
Wracając do tematu, kochanie, jestem zachwycona. Podoba mi się podejście Leona, jego trwałość przy dziewczynie, którą kocha, argumentowanie poprawnych decyzji, krytykowanie tych złych....jednym słowem, genialne :)
Miśka, skończę już ten kompromitujący komentarz. Wiedz jeszcze, że Cię kocham i wyznaje jedną jedyną wiarę w - Olę ( Ciebie) żebyś w końcu w siebie uwierzyła, tak do końca <3
Bardzo dziękuję za przepiękny komentarz <3
UsuńMuszę przyznać, że początkowo nieco odrzucało mnie połączenie, które opisałaś, jednak szybko zdałam sobie sprawę z tego, że takowa postawa jest niewłaściwa. Najbardziej istotnym elementem opowiadań jest fabuła, natomiast postacie - odgrywają drugoplanową rolę. Cóż, zawsze mogę wyobrazić sobie na ich miejscu inną dwójkę. Zapewne dobrze wiesz, kogo mam na myśli, więc ten etap pominę. Do puenty - arcydzieło. Nawet wiecznie irytująca mnie Violetta posiada tu bardziej ludzie oblicze. Muszę przyznać, że pomimo słabego charakteru, polubiłam jej postać - w tej historii, oczywiście, serial to kompletnie inna bajka. A Leon? Niesamowity "przyjaciel". Tylko? Ha, szczerze w to wątpię. Cieszy mnie, że ich losy nie są przesłodzone, pełnie cukierkowatości. (?) Mam dosyć serialowej Leonetty, naprawdę. A ty? Piszesz wybitnie. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
UsuńCześć i czołem makaron z rosołem !
OdpowiedzUsuńChyba znowu co pomyliłam XD
Dobre mniejsza ...
Jestem spóźniona o 3 dni przynajmniej tak mi się wydaje XD
Więc anoreksja ...
Eh ...
Nie jest to coś z czego od razu można się wyleczyć trzeba dużo determinacji i najważniejsze-przełamać wszystkie bariery ... U mnie nikt nie chorował na anoreksje choć przyjaciółka idzie dobrą drogą ku temu ... Zresztą ... ciekawi mnie w jaki sposób Violetta się przełamie ... Może Leon przemówi jej do rozsądku (?) Pewnie tak .. .A jeśli chodzi o Leosia no cóż wspaniały przyjaciel <3 Nie mogę doczekać się następnej część , bo zżera mnie ciekawość i chciałabym myśleć o czymś innym niż o tym , że jutro mam sprawdzian z Anglika .... Eh no cóż czekam no kolejną część <3 Życzę weny !
Bardzo dziękuję <3
Usuńbtw. Ja mam lans - nie idę jutro do szkoły. Nasza dyrektorka to jednak dobry człowiek :))
miejsce :*
OdpowiedzUsuńojeeej :/
UsuńAnoreksja... szkoda gadać ... :(
jednym słowem to ŚMIERĆ ;(
opisujesz to tak prawdziwie :/
aż się łzy w oczach kręcą
biedna Violka, choć jej w serialu nie lubię a teraz jej współczuję
Leoś jak zawsze słodziak i pomocny <3
czekam na kolejne części <3
Pozdrawiam ;*
Panna Martin
Hejo...
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak z anonima, ale zapomniałam hasła na konto google
Tak czy siak... Bardzo mi się ta historia i mimo, że opowiada o czymś trudnym i z reguły bardzo ciężk. Po przeczytaniu tego mam tylko kilka pytań ... co będzie dalej, czy violka się opamięta, czy leon jej pomoże, czy będą parą i czy Violetta będzie druhną xD
Mam nadzieję, że wkrótce się o tym dowiem :*
Jak sb przypomnie hasło to w odpowiedzi dodam coś jeszcze :*
Bosko piszesz i masz fajny i przyjemny styl pisania
Sorki za błedy jestem na tel i cieżko się pisze
~Wiktoria Wiśniewska