niedziela, 26 października 2014

ONE PART LEONETTA - W sidłach anoreksji cz 1


Zamknęła oczy, próbując powstrzymać zawroty głowy. Usiadła na stojącym obok krześle, jęknęła cicho. Usłyszała, jak ktoś wchodzi do pokoju, nie spojrzała na niego. Po chwili ktoś usiadł obok niej.
- Co dzisiaj jadłaś? - spytał krótko.
Ehm, no cóż. Zależy jak na to patrzeć. Zważając na to, że poszła spać dopiero o czwartej, a dwie godziny wcześniej zjadła kilka kanapek - za co zresztą nazdała sama sobie, przecież to było tyle kalorii! - i do tej pory, a dochodziła już siedemnasta, nie zjadła nic, to jadła, oczywiście, że jadła. Chyba, że licząc od kiedy wstała - czyli o szóstej, bo nie mogła spać - to nie jadła nic.
Kiedy mu to wytłumaczyła, spojrzał na nią jak na chorą umysłowo.
- Do kuchni, w tym momencie. - Podniósł rękę w kierunku owego pomieszczenia.
Próbowała zaprzeczyć, ale on chwycił ją za ramię i zaprowadził tam. Posadził ją na krześle przy stole, a sam wyciągnął z lodówki kilka produktów, zabierając się do szykowania jedzenia. Kolacji, tak na marginesie.
- Nie z margaryną - zaprzeczyła, kiedy wziął ją do ręki. - Margaryna bardzo tuczy, weź masło, jeśli już musisz.
- Doskonale wiem, że margaryna bardzo tuczy - zgodził się z nią. - O to właśnie chodzi. Masz przytyć, nie schudnąć.
Dobre sobie. Przytyć? Żeby wyglądać jeszcze gorzej niż wygląda teraz? Nie, to wykluczone. Cały czas dąży do tego, żeby być szczupła - głodzi się, katuje ćwiczeniami, pije litry wody, mało śpi. Przecież teraz nie może patrzeć w lustro. Widzi w nim tylko dziewczynę z nadwagą, z grubymi udami, szerokimi łydkami, biodrami jak u jakiegoś mamuta, wystającym brzuchem i innymi tego typu rzeczmi. Problem w tym, że nikt inny tego nie zauważa. Bo tego w rzeczywistości nie ma.
Postawił przed nią talerz z kanapkami, a sam usiadł naprzeciwko niej. - No, jedz.
Spojrzała z obrzydzeniem na trzy kromki - jasnego, o zgrozo! - chleba pokrytego grubą warstwą margaryny z serem i szynką.
- Nie ma mowy, nie zjem tego. - Odsunęła je od siebie.
- A właśnie, że zjesz. - Przysunął talerz z powrotem. - Będziesz jadła, kiedy ja tutaj jestem, jasne?
Chyba nie wziął pod uwagę tego, że siedzi u niej praktycznie cały czas. No, w końcu przyjaciółki nie zostawia się samej w potrzebie. Z Violettą znał się od dziecka. Razem przechodzili przez trudny okres dorastania, razem dojrzali i teraz są nierozłączni. Ale to przyjaciele.
- Wiesz ile taki ser ma kalorii? A ten chleb? Mogłeś chociaż wziąć ten ciemny, on jest o wiele mniej tuczący! I do tego ta margaryna, nie. Nie zjem tego, rozumiesz?
- Violetta, nie kłóć się ze mną, bo i tak nic nie...
- Będę się kłócić! - Przerwała mu. - Nie będę jadła tego, czego mi każesz. Za kogo ty się w ogóle uważasz?
Spojrzał na nią spod byka. - Za Leona, twojego przyjaciela. A co, mylę się?
- Za przyjaciela, nie ojca!
Podniósł się z krzesła. Zabrał talerz ze stołu i dosłownie rzucił go na blat.
- Jak uważasz. Nie chcesz, to nie jedz. Tylko, że to ty będziesz miała później kłopoty, nie ja. Ty będziesz cierpieć, nie ja. I ty będziesz żałować. Nie ja.
Wyszedł z kuchni zostawiając ją samą. Patrzyła przez chwilę za nim, czując jak w jej oczach zbierają się łzy.
- Ja po prostu nie chcę być gruba... - szepnęła sama do siebie.
A później buchnęła głośnym płaczem.

- Ja proszę dwa kawałki murzynka i kawę rozpuszczalną mlekiem.
Mężczyzna pokiwał głową. - A co dla pani? - Zwrócił się do Violetty.
Zajrzała w kartę. Same wysokokaloryczne rzeczy, ciasta, drożdżówki i pączki. No cóż, to w końcu była kawiarnia.
- Wodę niegazowaną - odparła.
Kelner odszedł zapisując zamówienie na kartce, a Francesca posłała Violettcie wrogie spojrzenie.
- Wyciągnęłam cię do kawiarni po to, żebyś kupiła sobie wodę mineralną?
Wzruszyła ramionami.
- Nie mam ochoty na nic innego, to takie dziwne?
- Dziwne nie jest, ale dobre też nie, doskonale o tym wiesz.
Oparła się wygodnie plecami i zaczęła bawić się srebrną bransoletką na nadgarstku, którą - nawiasem mówiąc - dostała od Leona na szesnaste urodziny.
- Nieważne, powiedz lepiej co u ciebie - zmieniła temat. - Jak z Marco?
Na twarzy Włoszki pojawił się szeroki uśmiech. - Świetnie - zaświergotała rozpromieniona. - Zaczęliśmy już planować ślub, jesteśmy w trakcie sporządzania listy gości. Wiesz, nie miałam pojęcia, że on ma taką dużą rodzinę! Zaprasza prababcię, która mieszka w Egipcie. W Egipcie, rozumiesz to? On ma rodzinę na całym świecie chyba. Ma nawet jakąś ciotkę w Polsce i kuzyna w Estonii. Światowy chłopak, nie ma co. Ja mam krewnych tylko we Włoszech, no, babcia mieszka w Szwajcarii, ale to tyle. Powiem ci, że nie nawet nie chce mi się liczyć ilu będziemy mieli tych gości. Ich wszystkich jest multum! Salę mamy na maksymalnie dwieście osób, mam nadzieję, że się zmieścimy. Nie patrz się tak na mnie, przecież wszystkich musimy zaprosić, tak?
- Nie no, tak, tak, oczywiście. - Pokiwała twierdząco głową. - A dwieście osób, to wcale nie jest tak dużo, przecież...
- Oj nie kłam, wiem, że to masakrycznie dużo, ale co ja poradzę? W końcu nie zadzwonię do kuzynki i nie powiem „Wiesz co, nie przyjeżdżajcie, bo za dużo was będzie”. Wyobraź sobie, że ona ma męża i szóstkę dzieci, i ich wszystkich musimy zaprosić, wiesz? Mi już się nic nie chce, a to dopiero początek.
Dziesięć minut później nadal nawijała o swoim weselu, jednocześnie zjadając murzynka, którego miała na talerzu. Mówiła z pełnymi ustami nie zważając na zniesmaczone spojrzenia innych ludzi w lokalu. Cóż, Francesca nigdy nie przejmowała się opiniami innych ludzi.
- Ale ty zdajesz sobie sprawę - ciągnęła dalej - że będziesz druhną i na tym weselu będziesz musiała coś zjeść, nie? I wtedy radzę ci wsadzić sobie gdzieś te wszystkie twoje ograniczenia i kalorie.
- To zależy. - Wzruszyła ramionami. - Jak nie będę miała ochoty to nie będę nic jadła.
- Tylko, że ty nigdy nie masz ochoty.
- No to już masz odpowiedź.
Francesca spojrzała na nią spod byka, odsuwając pusty już talerzyk i biorąc do ręki filiżankę z kawą. - A z kim ty w ogóle przyjdziesz?
Westchnęła cicho. Cóż, chłopaka nie miała, narzeczonego tym bardziej. Najwyżej pójdzie sama, a co tam.
- Nie wiem - odparła. - Leon ostatnio rozstał się z tą swoją Clarą, więc może z nim. Chyba, że znajdzie sobie kogoś innego.
- A rozmawialiście już o tym?
- Nie.
Wbiła wzrok w butelkę, która stała przed nią. Zaraz pewnie zacznie się kazanie na temat jej kłótni z Leonem. Bo niemożliwe, że Francesca o tym nie wie. Ona była dziwnie nieobliczalna.
- Pokłóciliście się, nie?
Nie podniosła głowy.
- Po co pytasz, skoro już wiesz?
- O co poszło?
Westchnęła. - Chciał we mnie wmusić kanapki. Z margaryną i serem, rozumiesz? I to jeszcze z białego chleba.
- Aha. - Pokiwała głową. - To rzeczywiście niedopuszczalne.Współczuję ci z całego serca.
- To wcale nie jest śmieszne! - Podniosła głos. - Nie chcę przytyć, rozumiesz? Tobie łatwo mówić, ty jesteś szczupła, a ja?
Dziewczyna prychnęła. - Violka, proszę cię, jesteś o wiele szczuplejsza ode mnie. Wmawiasz sobie rzeczy niemożliwe, zmień się w końcu, co?
Spojrzała na nią spod byka, po czym zakręciła butelkę z wodą i stanęła na nogi.
- Jak schudnę, to porozmawiamy. Na razie nie ma tematu.
Później wyszła z kawiarni zostawiając swoją przyjaciółkę samą. Czepiała jej się każdego dnia - ba!, jeszcze wmawiała, że to dla jej dobra. Miała to głęboko w poważaniu, bo szczupła chciała być dla siebie, nie dla kogoś innego. To dla siebie robiła to wszystko każdego dnia.

Nacisnął przycisk przy jej nazwisku na domofonie. Usłyszał sygnał, ale jej głosu już nie. Wyciągnął telefon i wybrał jej numer, jednak nie odebrała. Znów gdzieś wyszła, nie wzięła telefonu i nikt nie wie gdzie jest, na pewno.
Już miał odchodzić, kiedy dostrzegł ją biegnącą truchtem w jego stronę. Po chwili i ona go zauważyła.
- Zrobię jeszcze jedno kółko i pójdziemy do mnie, poczekaj na ławce - powiedziała, kiedy stanęła przy nim.
- Najpierw to mi wytłumacz, po co biegasz. - Spojrzał na nią spod byka.
- Jak to po co? - zdziwiła się. - Żeby schudnąć, to oczywiste.
- Z kości ani ze skóry nie da się schudnąć, chciałem cię uświadomić.
- Ale z tłuszczu tak, więc mnie przepuść i czekaj.
Chciała odbiec, ale chwycił ją za kościste ramię; natychmiast się skrzywił, nienawidził tego.
Odwróciła się gwałtownie w jego stronę, zachwiała się niebezpiecznie. Przymknęła na moment oczy. Leon chwycił ją w pasie, bo straciła równowagę. Przyłożył rękę do jej czoła.
- Przecież ty masz gorączkę, dziewczyno.
Potrząsnęła głową. - Nie mam gorączki, po prostu się zmęczyłam bieganiem.
- Umiem odróżnić gorączkę od zmęczenia, Violetta. Szybko, do domu. I bez dyskusji.
Nie sprzeciwiła się i dała mu zaprowadzić się do swojego mieszkania. Mieszkała na drugim piętrze, w sześciopiętrowym bloku bez windy, co jej się podobało, bo przynajmniej miała więcej ruchu.
- Siadaj w salonie, zrobię ci coś do picia.
- Ale bez cukru.
- Dobrze, a ja będę papież. Czekaj tam.
Z ciężkim westchnieniem położyła się na sofie w salonie, opierając głowę o podłokietnik. Położyła dłoń na swoim płaskim - a wręcz wklęsłym - brzuchu, który w jej mniemaniu nadal był... za duży. Włożyła rękę pod bluzkę i przytknęła ją do wystających żeber. Przejechała po nich palcami. Zupełnie nie rozumiała, dlaczego Leon tak nie lubił na nie patrzeć. Przecież one były idealne. Nie. Jeszcze nie były takie, ale niedużo brakowało im do perfekcji. Kobieta powinna być szczupła, nie spasiona jak świnia. Nie mogła patrzeć na otyłe kobiety, które w każdym ubraniu wyglądały potwornie. Ona nie chciała taka być. Nie chciała być gruba.
Długo dążyła do tego, by wyglądać tak jak wygląda teraz. Przecież nie zawsze była szczupła. Kiedyś była o wiele tęższa, miała o wiele więcej problemów. Teraz była szczuplejsza, mimo że dla niej to i tak było za mało. Chciała być idealna.
Do pokoju wszedł Leon. Postawił kubek na ławie obok niej i usiadł na skraju kanapy.
- Błagam cię - Wyjął jej rękę spod bluzki - nie rób tak.
- Niby dlaczego?
- Po prostu tak nie rób.
Westchnęła cicho. Podniosła głowę i położyła ją na jego kolanach.
- Przepraszam - powiedziała cicho.
Zmarszczył czoło. - Za co przepraszasz?
Przytuliła twarz do jego torsu i odetchnęła głęboko. Położył rękę na jej włosach i pogłaskał ją lekko.
- Za to, co powiedziałam we wtorek. Nie powinnam, poniosło mnie. Wiem, że się o mnie martwisz, ale... ale ja po prostu nie chcę być gruba.
Odwrócił jej twarz w swoją stronę. Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Nie jesteś gruba - rzekł. - Wmówiłaś sobie to. Jesteś szczupła, nawet za szczupła.
- Jestem za gruba, nie za szczupła - zaprzeczyła.
- Nie okłamuj samej siebie, dobrze wiesz, że tak nie jest.
On nie miał racji, oczywiście, że była gruba. Chciała być szczuplejsza, i to dużo szczuplejsza. Chciała w końcu móc założyć na siebie strój kąpielowy i bez wstydu pojechać nad wodę, ale w takim stanie nie mogła. Dla niej wystające żebra i obojczyki nie były dostatecznym dowodem tego, że jest chuda, ona potrzebowała więcej.
Pomógł jej podnieść się do pionu i podał jej do ręki czerwony kubek, który dostała od niego na dzień kobiet.
- Za słodkie - stwierdziła, upijając łyka.
- Tylko dwie łyżeczki cukru - powiedział. - Wypij to, będziesz miała więcej siły.
Spojrzała na niego uważnie. - I nie będziesz we mnie już dzisiaj nic wmuszał?
Co z tego, że dochodziła już dziewiętnasta, a ona po szóstej nie je? Znając Leona, nawet o godzinie jedenastej zamówiłby pizzę i kazałby jej ją całą zjeść. Cóż, to w końcu był Leon. On był nieobliczalny.
- Nie będę, ale musisz to wypić.
Patrzył z uwagą, jak przełyka kolejne łyki herbaty, przy każdym kolejnym krzywiąc się coraz bardziej. Nie rozumiał jak mogła się doprowadzić do takiego stanu. Kiedyś była zupełnie zdrową dziewczyną, trochę przy kości, ale nikomu to nie przeszkadzało, jej samej też nie. Dopóki nie dostała swojej wymarzonej pracy, bo nie była dostatecznie szczupła. Od tamtej pory to wszystko się zaczęło. Codzienne treningi, katowanie się różnymi dietami, zresztą... tego nawet nie można było tak nazwać. To było głodzenie się. Potrafiła nie jeść całymi dniami i pić tylko wodę mineralną, żeby nie przytyć. I nikt nie mógł przemówić jej do rozumu. Ani on, ani jej przyjaciółki, ani jej ojciec i ciotka. Ci ostatni widocznie nie mieli siły na ciągłe przekonywanie jej, bo wyjechali z Buenos Aires, każde w inne miejsce i jak najdalej od Violetty. A ona bardzo to przeżyła; nie zasługiwała na to. Anoreksja to choroba, którą trzeba pokonać, a w pojedynkę wcale nie jest to proste.
- Zostaniesz na noc? - spytała, odstawiając kubek.
Uśmiechnął się i odgarnął jej włosy z twarzy. - Oczywiście, nie zostawię cię samej w takim stanie. Ale najpierw skoczę do apteki po jakieś leki przeciwgorączkowe. I podjadę do domu po jakieś rzeczy.
- Twój dres i koszulka zostały tutaj ostatnio, nie musisz.
- W takim razie, będę za dziesięć minut. - Pocałował ją w czoło. - Czekaj na mnie.
Później opuścił jej dom, zamykając za sobą drzwi. Westchnęła i zakryła się kocem leżącym na podłodze.
Wiedziała, że było z nią coraz gorzej. Ale ona nadal uważała, że była za gruba. Wiedziała co to anoreksja, ale nie przyjmowała do wiadomości tego, że to właśnie ją dopadła. Według siebie była po prostu szczupła, choć niewystarczająco. Inni nie potrafili zrozumieć, że ona nie czuje się dobrze w swoim ciele. Będzie odchudzać się do tego stopnia, aż sama sobie będzie się podobać, aż będzie zadowolona. W końcu robi to tylko dla siebie.

Obudziła się, podniosła się gwałtownie do pionu. Z czoła spływał jej zimny pot, oddychała głęboko. Po chwili drzwi jej sypialni otworzyły się, a do środka wbiegł Leon. Doskoczył do niej i kucnął obok jej łóżka, dotykając czule jej twarzy.
- Co się stało? - spytał.
Starała się uspokoić oddech, co niestety nie okazało się takim prostym zadaniem.
Usiadł na skraju jej łóżka i przyciągnął ją do siebie. Głaskał ją po matowych głosach i szeptał uspokajające słowa.
- Miałaś koszmar? - Pokiwała powoli głową. - Opowiedz o nim.
Nabrała powietrza w płuca, aby po chwili wypuścić je z głośnym świstem.
- Śniło mi się, że jestem gruba... - szepnęła. - Śmiali się ze mnie, krzyczeli, Leon...
- Cichutko. To był tylko sen. To nie była prawda.
Miał świadomość, że jeśli czegoś nie zrobi, to Violetta może już nie wytrzymać. Z nią było coraz gorzej. Musiał jej pomóc, choćby wbrew niej. Ale nie mógł patrzeć jak stacza się coraz głębiej. Wiedział, że musi wyciągnąć ją z tego wszystkiego, bo niedługo może być już za późno.

Stukała nerwowo paznokciami o blat stolika. Spojrzała na zegarek. Spóźniał się, a ona nie wygrała czasu na loterii. Umówiła się ze swoim narzeczonym, że w końcu zabiorą się za wypisywanie tych cholernych zaproszeń, bo czasu do wesela było coraz mniej. Jakoś nie uśmiechało jej się adresować stu dziewięćdziesięciu ośmiu kartek. Jakimś cudem zmieścili się w dwustu osobach. No, ale to wszystko i tak dopiero się zaczynało.
W pewnym momencie drzwi kawiarni otworzyły się, a ona zobaczyła Leona. Pomachała w jego stronę i uśmiechnęła się, co on odwzajemnił, a po chwili już stał obok jej stolika. Odsunął krzesło i usiadł.
- Umawialiśmy się na piątą, a jest wpół do szóstej - wytknęła mu.
- Wiem, wiem - westchnął. - Jakoś zupełnie wypadło mi z głowy.
- Wypadło ci z głowy spotkanie związane z Violettą?
- Właśnie z jej powodu o nim zapomniałem - mruknął.
Przecież siedział z nią od rana, bo kiepsko się czuła. Nie jadła nic, kompletnie nic, i dlatego ledwie poruszała się na nogach. Wmusił w nią kromkę chleba, więcej mu się nie udało. Długo obmyślał jakieś kłamstwo, aby nie zorientowała się, że musi wyjść porozmawiać z Francescą. To brzmiało podejrzanie.
- Znowu nie chciała jeść? - spytała.
Pokiwał potakująco głową. - Tak, dzień jak co dzień. Francesca, ona naprawdę niedługo się wykończy. Przecież jej trzeba pomóc, i to od razu.
- Leon, myślisz, że ja o tym nie wiem? - prychnęła. - Wiem doskonale, ale ja nic nie mogę zrobić, nie wepchnę w nią jedzenia. Ona nie ma pięciu lat, wie co się stanie, jeśli nadal nie będzie jadła.
- Więc co proponujesz?
Posępiała. Zwiesiła głowę i wbiła wzrok w swoje czarne baleriny. Bo to ona o tym nie myślała? Oczywiście, że myślała, i to nie raz. Violetta była w końcu jej przyjaciółką i chce dla niej jak najlepiej. Problem w tym, że samym gadaniem nic nie wskóra, a nie ma pojęcia jak może zadziałać. Bała się tylko myśli, że niedługo może naprawdę stracić swoją przyjaciółkę.
- Nie mam pojęcia. Próbowałam jej już przemówić do rozsądku, ale ona mnie nie słucha, tylko ty możesz jej coś przetłumaczyć.
- Bez obrazy, ale nie dziw się, że nie chce cię słuchać, skoro wrzeszczysz na nią po włosku, a ona nic nie rozumie.
- Nie moja wina, że jak się denerwuję, to nie ogarniam hiszpańskiego, dobrze o tym wiesz. Poza tym co za różnica, czy po hiszpańsku czy po włosku, skoro do niej ani tak, ani tak nic nie dociera? Nie wiem, spróbuj migowego, albo alfabetu Morsa, podobno trzeba szukać wyjścia z trudenj sytuacji.
- Bardzo śmieszne.
- To nie śmieszne, to prawdziwe. Ja już nie mam pomysłu co zrobić, żeby jej pomóc. A pomocy ona potrzebuje, i oboje o tym wiemy.
- Gdybym nie wiedział, to nie prosiłbym cię o to spotkanie. Mieliśmy razem coś wymyślić.
Prychnęła. - Ale ja nie mam już zielonego pojęcia. - Wstała do stołu. - Wiem, że chcesz dobrze, i ja też tak chcę. Ale to ona musi w końcu wziąć się za siebie, bo my za nią nic nie zrobimy.
Ruszyła w kierunku wyjścia zostawiając go samego. Po kilku krokach jednak odwróciła się. - Niedługo dostaniecie zaproszenia. Nie wiem jednak, czy Violetta da radę zostać druhną w takim stanie.
Później wyszła z kawiarni na ulicę tętniącą życiem.
Nikt nie wiedział, że ona doskonale wiedziała przez co przechodzi Violetta. Nikt - oprócz jej narzeczonego - nie miał pojęcia, że ona kiedyś przeżywała to samo. Kilka lat temu również wpadła w szpony anoreksji i dużo kosztowało ją, by się z nich wyrwać. Tylko, że jej nie miał kto pomóc, ona nie miała wtedy przyjaciół, a jej rodziców nie interesowało, w jakim jest stanie. Była zdana sama na siebie. I w pewnym momencie podźwignęła się. Poszła na terapię. Zmieniła się. Dzisiaj w ogóle nie widać po niej tego, co stało się wtedy. Jest zupełnie inną dziewczyną, i mimo że może i odstaje od ideału, to nie przeszkadza jej to. Sobie samej się podoba, Marco każdego dnia ją komplementuje, co świadczy o tym, że on również jest zadowolony. Niczego więcej jej do szczęścia nie potrzeba.
I mimo że bardzo chciała pomóc Violce, to wiedziała, że same chęci nie wystarczą, bynajmniej nie jej. To Castillo musiała w końcu się zmobilizować i zrozumieć, że nie może być taka, jaka jest teraz. Bała się tylko tego, że zrozumieć to może za późno, a wtedy już nikt ani nic nie będzie mogło jej pomóc.

Jestem na czas. I jestem z siebie dumna, serio... myślałam, że zapomnę :)
Ehm... korzystając z okazji, chciałam o czymś napomnieć. Sytuacja na moim drugim blogu - zapewne nikomu nieznana. Dwa anonimy, tak. Mają trochę do mnie wąty. Wymuszam, komentarze, używam słownictwa potocznego, za dużo dialogów, mało opisów i jestem niemiła - cała ja. Z wymuszaniem komentarzy... nie nazwałabym tego tak. Jeśli kogoś to uraża - przepraszam. Po prostu chcę wiedzieć, że piszę dla kogoś, a nie dla samej siebie.
Wracając do parta - jestem z niego nawet zadowolona, co jest dziwne... naprawdę ;)) Ale... no musi być ten pierwszy raz :D Zapraszam więc do czytania.
Znów mam uczucie, że o czymś zapomniałam. Mam sklerozę... najwyżej zaaktualizuję posta.
Kocham was <33

26 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Tak jak mówiłam wróciłam aby wyrazić swoją opinię. Wybacz, że pojawiam się tak późno, ale brak czasu uniemożliwił mi wcześniejsze przybycie.
      Muszę przyznać, że niedawno Leonetta sama w sobie nie podoba mi się ze względu na przewidzianą i przesłodzoną fabulę jednak wiem, że nie liczy się para tylko praca jaką autorka włożyła na napisanie zaistniałej publikacji. Chcę Ci powiedzieć szczerze, że w tej kwestii mnie nie zawiodłaś. Podoba mi się Twój styl pisania jak również i to, że poruszasz problemy prawdziwego życia co po przeczytaniu daje człowiekowi dużo do myślenia. Źyczę dalszego rozwijania swojej pasji jak i nieustannego pogladu na świat i problemy życia jaki masz teraz. <3

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cudowny !
      Jak powiedziałam tak zrobiłam i oto jestem !
      No jak zawsze part wyszedł Ci boski, a ty o tym dobrze wiesz ;)
      Bardzo mi się podoba ! Nie uzasadnię tej odpowiedzi ponieważ wiesz, że tego nie potrafię, a i tak mnie męczysz czasami xD Moja Leonetta w końcu tyle na to czekałam i w końcu jest ! Wspominałam Ci, że ich kocham? Szkoda mi Violetty niedługo może być już za późno na pomoc, a ona jeszcze bardziej się głodzi i katuje. Leon chce jej pomóc, ale nie wie już jak :( No nie spodziewałam się tego, że Fran też przez takie coś przeszła. Ona była sama i jakoś się z tego podniosła, a ta nie chce i jeszcze pogarsza swoją sytuację ;( Mam nadzieję, że w końcu jakoś ją uratują i krok po kroku będzie dochodziła do siebie ;) Czekam na następną część ;*
      Kocham Cię psychiatrycznie chora dziewojo xD <333

      Usuń
  3. Genialny One Shot
    Wybrałaś naprawdę oryginalny i ciekawy temat
    Nie przejmuj się tymi anonimami bo ta krytyka nie odnosi się do ciebie. Piszesz naprawdę niesamowicie, opisy są ciekawe a dialogi przemyślane.
    Czekam na dalszą część One Shota
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Olu kochana,
      Po pierwsze, to najwspanialszy part jaki czytałam. Nawet nie przeszkadza mi, że to Leonetta.
      Nie lubię ich jako pary, Fiolka mi przeszkadza ;))
      Leon taki troskliwy, a Violetta taaaka głupia, jak ona tak może się katować, no ;(
      Z niecierpliwością czekam na drugą część ;*
      Kocham bardzo, bardzo mocno,
      Cathy

      Usuń
  5. Oleczko, po raz kolejny zaskoczyłaś mnie mnie swoim talentem. Powinnam już przywyknąć, prawda ? Zawsze, wszystko co wydobyło się spod twojej dłoni zapiera dech w piersiach. Szczerze ? Nie jedna osoba pragnie być Tobą, oczywiście, ja zajmuje w tym gronie honorowe miejsce. Nie każdy może się cieszyć tak wysoką miarą umiejętności pisarskich, jak ty.
    Ale może przejdźmy do konkretów wypowiedzi, bo wychwalać twój talent, mogłabym w nieskończoność.
    Leonetta - połączenie, za którym nie przepada,. aczkolwiek twierdzę, że ich serialowa miłość jest na swój sposób piękna. Troszkę cukierkowa, ale to moja perspektywa. Gdyby na miejscu Leonetty pojawiła się Marcesca to stwierdziłabym, że Marco i Francesca mają zbyt mało miejsca w odcinkach. To wszystko jest chyba kwestią gustu. Teraz niestety nie będzie już tak kolorowo. Diesesca ? ;(Trudno...trzeba skupić się na innych ulubieńcach <3
    Kocham Cię ! Olu, gwiazdeczko, temat, który poruszyłaś jest jednym z moich ulubionych ! Tutaj masz doprawdy szerokie pole do popisu. Zwłaszcza jeśli chodzi o perspektywę naszej bohaterki - Violetty. Mam gdzieś napisaną miniaturkę o anoreksji, podpórką jest para, którą zwiemy - Naxi. Wiem ile pracy trzeba włożyć w opisanie uczuć, ale efekt końcowy, prawie zawsze jest zadowalający.
    Wracając do tematu, kochanie, jestem zachwycona. Podoba mi się podejście Leona, jego trwałość przy dziewczynie, którą kocha, argumentowanie poprawnych decyzji, krytykowanie tych złych....jednym słowem, genialne :)
    Miśka, skończę już ten kompromitujący komentarz. Wiedz jeszcze, że Cię kocham i wyznaje jedną jedyną wiarę w - Olę ( Ciebie) żebyś w końcu w siebie uwierzyła, tak do końca <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę przyznać, że początkowo nieco odrzucało mnie połączenie, które opisałaś, jednak szybko zdałam sobie sprawę z tego, że takowa postawa jest niewłaściwa. Najbardziej istotnym elementem opowiadań jest fabuła, natomiast postacie - odgrywają drugoplanową rolę. Cóż, zawsze mogę wyobrazić sobie na ich miejscu inną dwójkę. Zapewne dobrze wiesz, kogo mam na myśli, więc ten etap pominę. Do puenty - arcydzieło. Nawet wiecznie irytująca mnie Violetta posiada tu bardziej ludzie oblicze. Muszę przyznać, że pomimo słabego charakteru, polubiłam jej postać - w tej historii, oczywiście, serial to kompletnie inna bajka. A Leon? Niesamowity "przyjaciel". Tylko? Ha, szczerze w to wątpię. Cieszy mnie, że ich losy nie są przesłodzone, pełnie cukierkowatości. (?) Mam dosyć serialowej Leonetty, naprawdę. A ty? Piszesz wybitnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć i czołem makaron z rosołem !
    Chyba znowu co pomyliłam XD
    Dobre mniejsza ...
    Jestem spóźniona o 3 dni przynajmniej tak mi się wydaje XD
    Więc anoreksja ...
    Eh ...
    Nie jest to coś z czego od razu można się wyleczyć trzeba dużo determinacji i najważniejsze-przełamać wszystkie bariery ... U mnie nikt nie chorował na anoreksje choć przyjaciółka idzie dobrą drogą ku temu ... Zresztą ... ciekawi mnie w jaki sposób Violetta się przełamie ... Może Leon przemówi jej do rozsądku (?) Pewnie tak .. .A jeśli chodzi o Leosia no cóż wspaniały przyjaciel <3 Nie mogę doczekać się następnej część , bo zżera mnie ciekawość i chciałabym myśleć o czymś innym niż o tym , że jutro mam sprawdzian z Anglika .... Eh no cóż czekam no kolejną część <3 Życzę weny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję <3

      btw. Ja mam lans - nie idę jutro do szkoły. Nasza dyrektorka to jednak dobry człowiek :))

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. ojeeej :/
      Anoreksja... szkoda gadać ... :(
      jednym słowem to ŚMIERĆ ;(
      opisujesz to tak prawdziwie :/
      aż się łzy w oczach kręcą
      biedna Violka, choć jej w serialu nie lubię a teraz jej współczuję
      Leoś jak zawsze słodziak i pomocny <3
      czekam na kolejne części <3

      Pozdrawiam ;*

      Panna Martin

      Usuń
  9. Hejo...
    Przepraszam, że tak z anonima, ale zapomniałam hasła na konto google
    Tak czy siak... Bardzo mi się ta historia i mimo, że opowiada o czymś trudnym i z reguły bardzo ciężk. Po przeczytaniu tego mam tylko kilka pytań ... co będzie dalej, czy violka się opamięta, czy leon jej pomoże, czy będą parą i czy Violetta będzie druhną xD
    Mam nadzieję, że wkrótce się o tym dowiem :*
    Jak sb przypomnie hasło to w odpowiedzi dodam coś jeszcze :*
    Bosko piszesz i masz fajny i przyjemny styl pisania
    Sorki za błedy jestem na tel i cieżko się pisze
    ~Wiktoria Wiśniewska

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)