Niebo
było zachmurzone. Zbierało się na deszcz. Ale to nie nic dziwnego,
w końcu był już koniec października. Podniosła głowę i wbiła
wzrok w granatowe niebo. Ściemniało się. Spoglądnęła na
zegarek. Dochodziła już ósma. Przeniosła wzrok na granitowy
nagrobek.
-
Będzie padać - stwierdziła. - Ostatnio pada cały czas. Zalało
nam piwnicę, nie da się tam wejść. Na szczęście była pusta.
Martwa
cisza. O tej porze cmentarz ział pustkami. Nikomu nie chciało się
siedzieć na dworze, gdy wiał tak zimny wiatr, a chłodne powietrze
muskało twarz.
-
Pogoda ostatnio nie dopisuje - dodała. - Jeszcze niedawno było tak
ciepło. Teraz nie da się wyjść z domu bez czapki. Jest strasznie
zimno. Mam nadzieję, że chociaż tam u was jest znośnie.
Uśmiechnęła
się ponuro. Naciągnęła kaptur na głowę, bo wiatr jakby się
wzmocnił.
-
Strasznie za wami tęsknie - szepnęła. - Już się przyzwyczaiłam.
Ale bez was nie jest tak samo.
Nie
płacze. Dawno przestała płakać. Zrozumiała, że nie ma sensu.
Jej łzy nie pomogą. Już nic nie wróci im życia.
Kiedy
dowiedziała się o wszystkim... Poczuła się tak, jakby ktoś
wyrwał jej kawałek serca. Poczuła się tak, jakby ktoś
spoliczkował ją z całych sił. Poczuła się tak, jakby jakiś
obcy człowiek wbił jej najostrzejszy nóż w ciało. Nie wierzyła,
że da sobie radę. Była sama. Nikt nie mógł jej pomóc. Ktoś
zabrał jej cząstkę jej samej. Straciła wszelką chęć i zapał
do życia. Dopiero później zrozumiała, że Oni wcale by tego nie
chcieli. Woleliby, żeby była szczęśliwa.
Obiecała
sobie, że będzie silna, nawet bez nich.
Było
już ciemno, kiedy przechodził przez wysoką na trzy metry bramę. Z
szalikiem naciągniętym na twarz i rękami ukrytymi w kieszeniach
idzie szybko przed siebie, starając się nie zwracać uwagi na
świszczący przy swoich uszach wiatr.
-
O Jezu - Niespodziewanie na kogoś wpadł. Wyciągnął ręce przed
siebie, by zlokalizować tego kogoś, bowiem w tych ciemnościach
rozświetlanych tylko pojedynczymi zniczami stojącymi na kilku
nagrobkach nie było praktycznie nic widać. - Boże, przepraszam.
-
Nic się nie stało. - Do jego uszu dotarł kobiecy głos. - Moja
wina. Przepraszam. Do widzenia.
Zanim
zdążył odpowiedzieć, ona odeszła. Stał przez moment w miejscu,
nie bardzo wiedząc co robić, po chwili jednak otrząsnął się i
szybkim krokiem ruszył alejką. Za chwile też z wielkim trudem
dojrzał wysoki, ozdobny nagrobek.
Nie
miał żadnego znicza, żadnej symbolicznej wiązanki czy czegoś w
tym stylu, wiedział jednak, że im starczy tylko jego obecność,
nic więcej nie było potrzebne.
-
Dzisiaj jestem trochę później, niż zwykle - powiedział, siadając
na ławce. - Wiem, że nie lubisz jak się spóźniam, ale to była
wyjątkowa sytuacja, zajęcia się przedłużyły. Mam nadzieję, że
nie jesteście złe, starałem się przyjść jak najszybciej.
Zgarnął
ziemię z płyty na ziemię. Spojrzał czule na dwa zdjęcia.
-
Piękne, jak zawsze, moje dwie księżniczki.
Na
jednym widniała kobieta, dorosła, młodsza od niego. Miała czarne
włosy i oczy koloru zielonego, co tak wspaniale ze sobą
kontrastowało. Całość dopełniał szeroki uśmiech, który zamarł
już na zawsze. Drugie zdjęcie przedstawiało dziewczynkę, bardzo
małą, bardzo słabą, było to widać. Miała niecały rok. Tylko
rok życia.
Odeszły
tak szybko, jedna po drugiej. Jedna przez drugą. Został sam, nie
miał już nikogo. Jednak codziennie spotykał się z nimi,
rozmawiał, ciągle powtarzał, że kocha tylko je, były w końcu
jego królewnami, które powinny dostać wszystko co najlepsze. Już
nie mógł im tego dać, nie mógł ich dotknąć, pocałować, ale
mógł być. I tylko tyle mógł zrobić.
Dziesięć
minut później - już przemarznięty na kość, to wszystko przez
ten silny wiatr - podniósł się na nogi. Zaczął padać deszcz,
niosąc ze sobą ledwo słyszalny szum.
-
Przyjdę jutro - obiecał. - Opowiem wam co dzisiaj robiłem, dzisiaj
już nie ma czasu. Jest zimno.
Gdyby
ktoś go usłyszał, pomyślałby, że jest chory psychicznie - mówił
przecież do samego siebie. Przynajmniej tak powiedzieliby ludzie.
Ale nie. On mówił do Nich. Mówił do swoich dziewczynek, które
Bóg zabrał nawet nie spytawszy go o pozwolenie.
Na
pewno jednak wiedział co robi, w końcu On nigdy nie robi nic złego.
Może miał jakiś cel w tym, że tak szybko zawołał je do siebie.
Może tak właśnie musiało być.
-
Przepraszam bardzo, jak to nie ma tulipanów? - prychnęła oburzona.
Nie
zważając na tłumaczenia sprzedawczyni, zdenerwowana opuściła
kwiaciarnię.
Tulipany
były jego ulubionymi kwiatami, szczególnie te białe. Chciała
zanieść mu prezent, pokazać, jak bardzo go kocha, jednak los
sprzysiągł się przeciwko niej nakazując jej odwiedzić swoją
rodzinę z pustymi rękami.
-
Ramiro, mój drogi, bardzo przepraszam - zaczęła siadając na
mokrej ławce. - Wiem, że miałeś dziś dostać tulipany. Ale znasz
chyba tą młodą kobietę, która pracuje w kwiaciarni na rogu,
prawda? Oczywiście, że znasz, narzekałeś kiedyś, że na naszą
rocznicę przyszykowała nie te kwiaty. Widzisz, teraz też się
pomyliła. Jutro znajdę inną kwiaciarnię i kupię ci jeszcze
większy bukiet, zobaczysz. Ale mam coś dla ciebie, syneczku.
Z czarno-białego zdjęcia uśmiechał się do niej pięcioletni
chłopczyk z dosyć dużym, jasnym znamieniem na prawej stronie
twarzy. Miał wielkie, wyraziste oczy i jasne włosy sterczące na
wszystkie strony.
Wyciągnęła
z torebki mały, pomarańczowy samochodzik i postawiła go na
nagrobku.
-
Znalazłam go ostatnio pod twoim łóżkiem, skarbie. - Gardło jej
się ścisnęło. - Wiem, że to było twoje ulubione i bardzo
płakałeś, kiedy nie mogłeś go znaleźć. Dlatego ci go
przyniosłam.
Od
dnia ich śmierci ani razu nie weszła do jego pokoju. W szafkach w
dalszym ciągu leżały jego równo poskładane ubrania, na biurku
nieuporządkowane kartki z rysunkami i ćwiczeniami z przedszkola.
Nie miała odwagi tego dotknąć, aż do dnia wczorajszego, kiedy to
odsunęła na bok wszelkie obawy i przełamała najgorsze bariery.
-
Jest trochę porysowane, pamiętam, jak upuściłeś go ze schodów.
Pękł na pół, a... a tata go naprawił. A ty pamiętasz?
Zero odzewu. Jak zawsze.
Kątem
oka dostrzegła, jak do grobu obok podchodzi młody mężczyzna.
Znała go z widzenia, przychodził tutaj dosyć często. Nieraz
mijali się w bramie czy na ulicy, lub siedzieli na cmentarzu, w tym
samym czasie, nigdy jednak nie zamienili ze sobą ani jednego słowa.
Chłopak
poprawił wazon z kwiatami na nagrobku, po czym przeżegnał się i
zmówił cicho modlitwę.
-
Obiecałem, że będę wcześniej, to jestem - powiedział szeptem
tak, aby siedząca kilka metrów od niego kobieta nie usłyszała
zbyt wiele. - Leciałem jak idiota z pracy tutaj. Spóźniłem się
tylko pięć minut, ale to przecież niedużo. Wiem, miałem
przynieść ci bukiet tulipanów, ale wyobraź sobie, że jakaś
młoda kwiaciarka źle zapisała zamówienie i chciała mi wcisnąć
jakieś róże. Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy ich nie
wziąć, ale przecież ty nienawidzisz róży, szczególnie
czerwonych, uważasz je za takie pospolite.
Uśmiechnął
się do kobiety na zdjęciu, a później spojrzał na dziewczynkę
obok.
-
Moja królewna ma jutro urodziny - rzekł. - Przyjdę z samego rana,
przyniosę prezent. Jeszcze nie wiem co, ale znajdę coś
wyjątkowego, w końcu, słoneczko, miałabyś już dwa latka,
byłabyś taka duża. - Z trudem przełknął ślinę. - Kiedy się
urodziłaś, obiecałem, że będziesz miała wszystko co najlepsze.
Dotrzymam słowa, kochanie.
Jego
monolog przerwał dźwięk telefonu.
Siedząca
przy grobie obok brunetka wyciągnęła telefon.
-
Nie teraz, jestem na cmentarzu - mruknęła do słuchawki. - Nie mogę
teraz. Za dwadzieścia minut będę... - westchnęła. - Daj mi
dziesięć minut.
Podniosła
się ciężko z ławki.
-
Przyjdę wieczorem, teraz muszę już iść. Przepraszam, że tak
krótko. Do zobaczenia.
Później
odeszła, rzucając tylko wzrokiem na wpatrzonego w nią mężczyznę.
Kiedy zniknęła z punktu widzenia, spojrzał ponownie na nagrobek. -
Jest bardzo podobna do ciebie - powiedział. - Miałyście takie same
włosy. A myślałem, że tylko twoje są takie pokręcone. -
Przerwał na moment. Stanął na nogi i wychylił się w stronę
grobu obok. - To chyba jej mąż. I synek. Ta sama data śmierci.
Zginęli śmiercią tragiczną, prawie dwa lata temu. Biedna kobieta,
jest strasznie młoda. Widuję ją praktycznie codziennie, a jakoś
nigdy ani słowa nie zamieniliśmy. Nawet dzień dobry sobie nie
mówimy. Świat robi się coraz dziwniejszy.
Miał
rację. Świat zmieniał się. Na gorsze. O czym świadczyć mogły
chociażby te zaniedbane groby przy alejkach. Niektórzy chyba
myśleli, że jeśli ktoś odszedł, to już niczego nie potrzebuje.
Mylili się. Zmarli potrzebowali dużo więcej od ludzi żyjących.
Potrzebowali pamięci. I świadomości, że nie są obojętni.
Usłyszał
obcasy stukające o płytę przy grobie. Natychmiast podniósł
głowę. Czarnowłosa kobieta stała przed nagrobkiem przyglądając
się z niesmakiem swojej połamanej ławce.
-
Było już tak, jak tutaj przyszedłem - odezwał się. Napotkał jej
zdziwione spojrzenie. Cóż, w końcu powiedział do niej coś
pierwszy raz od... zawsze. Wstał i podszedł do niej. - Zostawiła
to pani wczoraj. - Wyciągnął w jej stronę czerwoną teczkę.
Kobieta
uśmiechnęła się lekko.
-
A zastanawiałam się, gdzie ją mam - odparła. - Bardzo panu
dziękuję, ona jest dla mnie bardzo ważna.
Odwzajemnił
uśmiech.
-
Jeśli pani chce, może pani usiąść ze mną. Myślę, że pani
ławka się do tego nie nadaje.
Oczywiście,
zgodziła się - bo jakżeby inaczej, przecież mu nie odmówi.
Usiedli na ładnej, rzeźbionej ławeczce, którą on specjalnie
zamówił. Zrobiłby w końcu dla nich wszystko.
-
Jestem Natalia.
-
Maxi, miło mi. - Uścisnął jej dłoń. - Jak widuję panią tutaj
od dwóch lat, tak dopiero teraz rozmawiamy pierwszy raz. Czy to nie
dziwne?
Wzruszyła
ramionami.
-
Dużo rzeczy jest dziwnych, przyzwyczaiłam się. - Przekrzywiła
głowę na bok. Spojrzała na jasny nagrobek. - Wybacz pytanie... to
twoja żona?
Minął
moment zanim odpowiedział. Skinął twierdząco głową.
-
Żona i córka.
Przeniosła
wzrok na niego, jakby czekając, aż powie coś więcej.
-
Manuela i ja byliśmy kilka miesięcy po ślubie, kiedy
dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży - dodał. - Nie wyobraża
sobie pani, jak bardzo się cieszyliśmy. Zawsze chcieliśmy założyć
rodzinę. - Przerwał. - Wszystko było w porządku, aż do porodu.
Manuela dostała wylewu i odeszła. Tak nagle. Ale wtedy na świecie
była już Nita... moja mała córeczka. Była słaba, bardzo słaba,
dostała tylko kilka punktów. Lekarze mówili, że nie przeżyje
doby, ale pomylili się. Nita żyła dłużej, choć może lepiej
byłoby dla niej, gdyby jej życie rzeczywiście skończyło się po
narodzinach, może wtedy by nie cierpiała. Chorowała na wiele
rzeczy, aż w końcu jej serce nie wytrzymało takiego obciążenia i
zatrzymało się. Miała niewiele ponad pół roku. Od tamtej pory
jestem sam. Ale one towarzyszą mi cały czas, patrzą na mnie z
góry. Wiem, jak to brzmi, ale...
Kobieta
zaprzeczyła ruchem głowy.
-
Brzmi całkiem normalnie - powiedziała. - Mam tak samo. Też wierzę,
że moja rodzina nade mną czuwa. Wiesz, to się zdarzyło tak
szybko... Eliseo miał urodziny, kończył już pięć lat. Ramiro
dużo wcześniej obiecał mu, że zabierze go na mecz piłki nożnej.
Mały tak się cieszył, że zobaczy to wszystko na żywo... Nie
dojechali na miejsce. Zginęli w wypadku na autostradzie. Od tamtego
dnia nie ma chwili, bym za nimi nie tęskniła, ale wiem, że teraz
są bezpieczni, że już nic im nie grozi. A skoro oni są
szczęśliwi, to dlaczego ja miałabym nie być? Problem w tym, że
pomimo upływu czasu i tak strasznie mi ich brakuje, ale to przecież
normalne. Na pewno masz tak samo, prawda?
-
Oczywiście. Czasami jest ciężko, ale takie chwile są człowiekowi
potrzebne.
-
Mówisz, jakbyś czytał w moich myślach - uśmiechnęła się. - Pierwszy raz rozmawiam z kimś kto wie, co to znaczy stracić kogoś
bliskiego. Wiesz, ludzie mówią, żebym się nie martwiła i tak
dalej, ale co oni mogą wiedzieć? Myślą, że to tak prosto. Wcale
nieprawda.
-
Ludzie potrafią być nieprzyjemni - stwierdził.
Rozmawiali
jeszcze długo. Nie zauważyli, kiedy zapadła całkowita ciemność
rozświetlana tylko zniczami stojącymi na nagrobkach.
Odeszli,
każde w swoją stronę, pogrążeni w swoich myślach i ze
świadomością, że znaleźli swoją bratnią duszę.
Mijały
dni. Widywali się codziennie. Siedzieli razem przy grobach swoich
rodzin i rozmawiali lub milczeli, modląc się w myślach. Nie
wiedzieli o sobie nic więcej. Znali tylko swoje imiona. Nie znali
swoich adresów, ale to im nie przeszkadzało. Wystarczało im tylko
to, o czym mieli jakiekolwiek pojęcie.
Wystarczała
im swoja obecność, choć może sami o tym, nie wiedzieli.
Było
ciemno. Naprawdę ciemno. Tylko na niektórych grobach paliły się
świeczki. Większość z nich pogrążona była w mroku.
Ludzie
byli okropni. Przynajmniej połowa zmarłych spędziła dzisiejszy
dzień samotnie. Nikt nie przyszedł ich odwiedzić. Byli zdani tylko
na siebie.
Nie
rozumiała tego. Jak można być tak bezdusznym? Ona nie wyobrażała
sobie, by w Święto Zmarłych nie odwiedzić swojego męża i synka.
Siedziała
na zimnej, mokrej ławce. Może to właśnie pogoda wszystkich
odstraszyła? Wiał zimny wiatr,
jej nos i policzki były już czerwone, ale nie przejmowała się
tym.
Już
z daleka dostrzegł młodą kobietę siedzącą przed jednym z
nagrobków. Uśmiechnął się. Ruszył szybkim krokiem w jej
kierunku. Stanął za nią i położył dłonie na jej ramionach. Nie odwróciła się. Usiadł na ławce obok niej. Dopiero teraz
dostrzegł coś, co w pewnym sensie go zszokowało.
-
Płaczesz? - spytał.
Nigdy
nie płakała, przynajmniej nie przy nim. Zawsze powtarzała, że
musi być silna, że oni by tego nie chcieli. Podziwiał jej siłę i
hart ducha.
Nie
odpowiedziała. Oparła głowę na jego ramieniu.
-
Wiesz, że pojutrze mija kolejna rocznica ich śmierci? - odezwała
się.
Westchnął.
-
Tak, wiem.
Nie
wiedział, co więcej może jej powiedzieć. Nie pocieszy jej, bo wie
z doświadczenia, że w takiej sytuacji nic nie zadziała. On sam
wiele razy przeżywał to samo.
Stanął
na nogi i wyciągnął do niej rękę. Spojrzała nań zdziwiona,
jednak chwyciła ją. Poprowadził ją na środek alejki, skąd mieli
widok na obydwa nagrobki. Usiadł na zimnej ziemi i zachęcił ją,
by zrobiła to samo. Trochę zdezorientowana, posłuchała go jednak,
a po chwili wpatrywali się uważnie w dwie, wielkie kamienne płyty.
-
Myślisz, że jak oni się czują, gdy widzą, że za nimi płaczesz?
- zapytał. - W pewnym sensie na pewno winią się, że to przez
nich. Nie możesz pozwolić, by tak to odebrali.
Spojrzała
na niego. - Nigdy tak nie miałeś? Nie tęskniłeś tak bardzo, że
przestawałeś nad sobą panować?
Skinął
głową.
-
Miałem. Szczególnie przed rocznicą ich śmierci. Ale Natalia -
Złapał ją za rękę - dzisiaj jest ich święto. Wszystkich
Świętych. Powinniśmy uczcić pamięć o nich, nie wypłakiwać łzy
nad ich grobami, nie sądzisz?
Przeniosła
wzrok w miejsce, gdzie spoczywała jego żona i córka.
-
Ile dziś miałaby lat?
Domyślił
się, o kogo jej chodzi.
-
Niewiele ponad dwa i pół. Uczyłaby się już mówić. - Głos mu
się załamał. - Już by chodziła. Zabierłabym ją ze sobą na
zajęcia taneczne.
Dał
się ponieść emocjom. Jedna wzmianka o jednej z najważniejszych
kobiet w jej życiu wywołała zbyt dużo emocji.
-
Eliseo zawsze chciał uczyć się tańczyć. - Otarła kciukiem łzy
z jego twarzy nie zwracając uwagi na to, że po jej własnej także
spłynęło kilka. - Tydzień po wypadku miał mieć pierwszą
lekcję.
Wybuchła
głośnym płaczem.
Przytulił
ją do siebie, wtulając twarz w jej włosy.
-
Kochają cię - wyszeptał.
-
Wiem. Twoja rodzina ciebie też kocha - odparła jeszcze ciszej.
Minęła
chwila, nim odpowiedział.
-
Pokażmy im, że to rozumiemy i spędźmy tą noc z nimi - rzekł. -
Możemy z nimi porozmawiać. Na pewno się ucieszą.
Resztę
nocy rzeczywiście spędzili przy dwóch nagrobkach. Ta noc była
nocą magiczną. Czuli obecność swoich rodzin jeszcze bardziej niż
zwykle. Nie byli tylko we dwójkę. Było ich sześcioro. Odbyli
razem długą rozmowę, o wszystkim. Zimny wiatr dmuchał im prosto w
twarze, ale oni się tym nie przejmowali. Ważna była tylko obecność
tych czterech ważnych osób, która czyniła świat lepszym.
Choć
może nierealne, jednak prawdziwe.
Szkoda
tylko, że niewielu ludzi wierzy w rozmowy ze zmarłymi. Szkoda, że
tak mało osób odwiedza teraz groby swoich bliskich. Szkoda, że
niektórzy zupełnie zapominają, że istnieje takie coś jak Święto Zmarłych. Szkoda, że mimo że kiedyś cmentarze w tym jednym dniu w
roku były tak zaludnione, teraz zieją pustkami.
Bóg
jednak pozostawił na ziemi takie wyjątki, które nie zapomną o
tych, którzy sprawiali, że życie było piękniejsze. Które
naprawdę pokazywały, że na świecie jednak jest prawdziwa miłość.
Miłość
wieczna.
Przedstawiam
wam z największą radością najgorszego parta w moim życiu, w
sumie to miniaturkę. Siedziałam nad tym jak idiotka, żeby zdążyć
przed ósmą, bo idę oglądać, a i tak się nie wyrobiłam i film mi
się chyba zaczął. Ale mniejsza o to.
Miało
być inaczej, wyszło jak wyszło. Mam nadzieję, że wam się choć
trochę spodoba :))
Dzisiaj
krótko, bo jak mówiłam, czas goni. Gdyby coś, to zaaktualizuję
notkę.
Kocham
waaas <33
Zapraszam na cover ;>

Miejsce dla Alexi Verdas :*
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo Olu, za zajęcie mi tego miejsca. Najlepsza miejscówka ever <3
UsuńJejku...ta miniaturka bardzo mi się podoba. Mylisz się, twierdząc, iż jest to najgorsza praca w Twoim życiu..Według mnie, jest to jedna z najlepszych prac. Przede wszystkim gratuluję bardzo ciekawego pomysłu. Niewiele osób wpadłoby na coś takiego. Zazdroszczę Ci, że tak dobrze umiesz przekazać uczucia towarzyszące ludziom. Widać, że umiesz się wczuć w ich emocje, w ich sytuację. Podziwiam Cię za to. Wspaniałe wykonanie miniaturki..serio. Łał, Alexi taka natchnięta. Oglądałam po raz drugi już, "Nad życie". Piękny film, jak to dobrze, że nie wszyscy zapominają o dniu Wszystkich Świętych. Czytając Twojego parta, pięć minut po filmie, moje emocje wzięły górę...Ale dobrze jest czasem się wzruszyć. To przykre, że coraz częściej zapominamy o naszych bliskich..to niesprawiedliwe. Oni nie zasłużyli sobie na taki los...
Wieczna miłość...Nasi bliscy z pewnością patrzą dziś na nas z góry i są wdzięczni za pamięć. Powinniśmy być świadomi tego, że my kiedyś też będziemy spoczywać na cmentarzu..Zastanówmy się..Czy my chcielibyśmy, aby wszyscy o nas zapomnieli? Oczywiście, że nie. Dlatego tak ważna jest pamięć..
Jeszcze raz, świetna miniaturka, Olu. Maxi i Naty to wspaniałe osoby..Pamiętają o bliskich. Chwała im za to! Wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe! ♥
Ściskam mocno, kocham ♥
Alexi
Ojeju, to ty też go oglądałaś? Ja dlatego jak idiotka kończyłam tego parta i wszystko, żeby zdążyć :D Ale nie no, popłakałam się, to piękny film... ;(
UsuńDziękuję, kocham <33
Moje <3
OdpowiedzUsuńOkej <3
UsuńDobrze, zacznę od tego-
Usuńnigdy nie waż się mówić, szczególnie przy mnie, że ta miniatura jest najgorszą publikacją w twoim życiu. Nie waż się i już. To kłamstwo, rozumiesz?
Ta miniaturka jest przepiękna.
Pełna emocji, smutku, miłości ale i nadzieji na lepsze jutro.
W pierwszych słowach tego tekstu, pomyślałam, że to Maxi i dzieci Natalki zginęli a ona ich opłakuje. Jednak nie. Obydwoje stracili swoje rodziny; osoby które kochali. Ona synka i męża a on żonę i córeczkę. To takie smutne, że takie młode osoby odchodzą. Szczególnie dzieci, drogie swoim rodzicom. To przygnębiające, szczególnie gdy jest święto zmarłych. To podwaja ten smutek
I rozpacz. Blogger rozdzielił mi komentarz ale to nic. Wracając-
UsuńPłakałam jak głupia, naprawdę zalewalam się łzami przy tej scenie z samochodzikiem. To było takie straszne. Biedna Naty.
Ale przynajmniej znalazła bratnia duszę, Maxi'ego. Kto wie, może po jakimś czasie, oni stworzyli by rodzinę, ale nie zapominając o bliskich którzy odeszli. Nie zapomnieli by o nich, jestem pewna. To naprawdę piękny, wzruszający tekst, jestem skłonna powiedzieć, ze to twoja najlepsza publikacja. Jestem dumna, ze znam tak wyjątkowo utalentowaną osobę, jaką jesteś.
Kocham xxx
Dziękuję :*
UsuńKocham cie <3333
Muszę niestety w tym miejscu się z Tobą niezgodzić, ponieważ uważam, że miniaturka wyszła Ci bardzo dobrze i co najważniejsze przekazała magię święta jakie przyszło nam obchodzić. Historia jaką opisałaś sama w sobie jest piękna. Gdy umrę również chciałabym aby najbliżsi o mnie pamiętali, aby często mnie odwiedzali chociaż wiem, że ja w tym nie sprawdzam się za bardzo, ponieważ pewne czynniki mi to uniemożliwiają.
OdpowiedzUsuńNa tym skończę moją jakże ''ciekawą'' wypowiedź i lecę skomentowac poprzenią publikację mając trochę czasu.
Dziękuję ;))
UsuńPiękna historia; pełna wzruszeń i miłości. Krótkie opowiadanie, które ukazuje prawdziwe nastawienie ludzi, odnośnie tak istotnych świąt. Przedstawiłaś to w sposób idealny, nawet nie potrafię wyrazić słowami tego, co czuję. Czytając, miałam łzy w oczach. Natalia i Maxi to wspaniałe postacie. Pamiętają o osobach, których nie ma już w ich życiu, nie pozostawiają ich samych, w tak wyjątkowym dniu. Jest to coś niebywałego; niestety wiele osób zapomina o swoich bliskich. Nie pojmuję tego. Ale to nie jest istotne. Olu, piszesz wybitne, uwierz.
OdpowiedzUsuńCo ja mogę powiedzieć ?
OdpowiedzUsuńTo było Naxi ^^
Ale co dziwne dostrzegłam w tym coś o wiele więcej niż tylko moja najukochańsza para ...
Ja osobiście nie lubię chodzić na cmentarz zbyt wielu ludzi z mojej rodziny tam jest ...
Każdy smutny przygnębiony , a ja nawet nie pamiętam tych co powinnam kochać ...
W Święto Zmarłych u mnie zawsze jest pełno ludzi wszyscy niby są , ale jakby ich nie było ...
Zapewne wspominają tych co już odeszli ja za bardzo nie mam kogo no może jednego dziadka , a tak to nikogo ...
Ale to nie ważne ...
Ważniejszy jest ta miniaturka ta cudowna miniaturka i masz rację wiele osób zapomina o swoich najbliższych którzy odeszli , ale oni nadal są , lecz nie ciałem , a duszą
No to pozostaje mi czekać na kolejną twoją perełkę <3 !
ryczę ryczę ryczę i raz jeszcze ryczę ... ;(
OdpowiedzUsuńczemu ? tak to pięknie opisałaś
A do tego moje kochane Naxi <3
omomom ;c czemu to musi być taki smutne i prawdziwe
oni powinni być przykładem dla wielu ludzi prawdziwym świecie :) !
strasznie ten OS mi się podoba !
KOCHAM GO normalnie <3 !!
Pozdrawiam :)
Panna Martin
Strasznie dziękuję <3
UsuńOjej, wrócę !
OdpowiedzUsuńCzekam!
UsuńOlu, ty nie masz pojęcia ile magii wniosłaś w mój dzisiejszy dzień.
UsuńZaraz po przebudzeniu, wcześnie rano, dostrzegłam, że opublikowałaś coś nowego. Już wtedy wiedziałam, że na długi czas zapadnie to w mojej pamięci, że uświadomi mi coś oczywistego, a jednocześnie niejasnego. Wiedziałam, że coś się zmieni. Oczywiście, nie pomyliłam się. W kwestiach tyczący się twojej osobie, zawsze mam rację.
Kochanie, Naxi <3 Nie było istotą opowiadania, dla mnie było tylko tłem. Ja skupiłam się na tych osobach nad chmurami. Nad roześmianymi dziećmi, szczęśliwymi, które wesoło przecinają puch chmur. I na rodzicach, opiekunach, doglądających ich bezpieczeństwa, z przyzwyczajenia, bo przecież tam u góry nic im nie groziło.
Podoba mi się rzucenie światła na wagę pamięci i cierpienia. Zabawne jest to, że jedno nie istnieje bez drugiego. Bo czym byłaby tęsknota bez bólu ? Wtedy by nie istniała, bo nie wywoływała by skrajnych uczuć. a coś co nie ma haczyków, którego chwytają się wartości, ginie w cieniach nocy.
Aniołku, uwielbiam Cię. Uwielbiam Cię, bo zmieniasz mety w naszych życiach, przesuwasz je dalej, barwiąc życie, nadając mu sens, przedłużając jego istnienie. Ratujesz nasze uczucia, wartościowe myśli, ujawniasz tajemnice życia, nie pozwalasz zginąć szczegółom, czasem mam wrażenie, że piszesz blaskiem gwiazd, które dają nadzieje, spełniają życzenia...
Kocham Cię <3333333
Bardzo dziękuję, kocham <33
UsuńCudowny !
OdpowiedzUsuńChyba pierwszy jaz jestem u Ciebie tak późno no, ale cóż takie uroki szkoły :(
Miniaturka boska, taka piękna i wzruszająca hehe ;)
Mi tam się bardzo podobała, a nie jak tobie.
"Spojrzała nań zdziwiona (...)" Jakie zdanie xD
Kocham Cię <333
Nie czepiaj się moich wytwornych wyrażeń ;>
UsuńChcesz, to mogę ci jutro o polityce - na przykład na religii - pogadać.
Kocham <3
Za szybko się skończyło xD
OdpowiedzUsuńTo moja pierwsza myśl po przeczytaniu XD
A druga to: skąd ona bierze te pomysły i kiedy znajduje czas na pisanie?
Może mi na to odpowiesz przy okazji ;)
Covery też słucham - może nie zawsze komentuję, ale wszystkie przesłuchałam :D
Buziaczki ;****
Cudo *-*
OdpowiedzUsuńMrs.Pasquarelli