sobota, 1 listopada 2014

Miniaturka Naxi "Cmentarz"


Niebo było zachmurzone. Zbierało się na deszcz. Ale to nie nic dziwnego, w końcu był już koniec października. Podniosła głowę i wbiła wzrok w granatowe niebo. Ściemniało się. Spoglądnęła na zegarek. Dochodziła już ósma. Przeniosła wzrok na granitowy nagrobek.
- Będzie padać - stwierdziła. - Ostatnio pada cały czas. Zalało nam piwnicę, nie da się tam wejść. Na szczęście była pusta.
Martwa cisza. O tej porze cmentarz ział pustkami. Nikomu nie chciało się siedzieć na dworze, gdy wiał tak zimny wiatr, a chłodne powietrze muskało twarz.
- Pogoda ostatnio nie dopisuje - dodała. - Jeszcze niedawno było tak ciepło. Teraz nie da się wyjść z domu bez czapki. Jest strasznie zimno. Mam nadzieję, że chociaż tam u was jest znośnie.
Uśmiechnęła się ponuro. Naciągnęła kaptur na głowę, bo wiatr jakby się wzmocnił.
- Strasznie za wami tęsknie - szepnęła. - Już się przyzwyczaiłam. Ale bez was nie jest tak samo.
Nie płacze. Dawno przestała płakać. Zrozumiała, że nie ma sensu. Jej łzy nie pomogą. Już nic nie wróci im życia.
Kiedy dowiedziała się o wszystkim... Poczuła się tak, jakby ktoś wyrwał jej kawałek serca. Poczuła się tak, jakby ktoś spoliczkował ją z całych sił. Poczuła się tak, jakby jakiś obcy człowiek wbił jej najostrzejszy nóż w ciało. Nie wierzyła, że da sobie radę. Była sama. Nikt nie mógł jej pomóc. Ktoś zabrał jej cząstkę jej samej. Straciła wszelką chęć i zapał do życia. Dopiero później zrozumiała, że Oni wcale by tego nie chcieli. Woleliby, żeby była szczęśliwa.
Obiecała sobie, że będzie silna, nawet bez nich.

Było już ciemno, kiedy przechodził przez wysoką na trzy metry bramę. Z szalikiem naciągniętym na twarz i rękami ukrytymi w kieszeniach idzie szybko przed siebie, starając się nie zwracać uwagi na świszczący przy swoich uszach wiatr.
- O Jezu - Niespodziewanie na kogoś wpadł. Wyciągnął ręce przed siebie, by zlokalizować tego kogoś, bowiem w tych ciemnościach rozświetlanych tylko pojedynczymi zniczami stojącymi na kilku nagrobkach nie było praktycznie nic widać. - Boże, przepraszam.
- Nic się nie stało. - Do jego uszu dotarł kobiecy głos. - Moja wina. Przepraszam. Do widzenia.
Zanim zdążył odpowiedzieć, ona odeszła. Stał przez moment w miejscu, nie bardzo wiedząc co robić, po chwili jednak otrząsnął się i szybkim krokiem ruszył alejką. Za chwile też z wielkim trudem dojrzał wysoki, ozdobny nagrobek.
Nie miał żadnego znicza, żadnej symbolicznej wiązanki czy czegoś w tym stylu, wiedział jednak, że im starczy tylko jego obecność, nic więcej nie było potrzebne.
- Dzisiaj jestem trochę później, niż zwykle - powiedział, siadając na ławce. - Wiem, że nie lubisz jak się spóźniam, ale to była wyjątkowa sytuacja, zajęcia się przedłużyły. Mam nadzieję, że nie jesteście złe, starałem się przyjść jak najszybciej.
Zgarnął ziemię z płyty na ziemię. Spojrzał czule na dwa zdjęcia.
- Piękne, jak zawsze, moje dwie księżniczki.
Na jednym widniała kobieta, dorosła, młodsza od niego. Miała czarne włosy i oczy koloru zielonego, co tak wspaniale ze sobą kontrastowało. Całość dopełniał szeroki uśmiech, który zamarł już na zawsze. Drugie zdjęcie przedstawiało dziewczynkę, bardzo małą, bardzo słabą, było to widać. Miała niecały rok. Tylko rok życia.
Odeszły tak szybko, jedna po drugiej. Jedna przez drugą. Został sam, nie miał już nikogo. Jednak codziennie spotykał się z nimi, rozmawiał, ciągle powtarzał, że kocha tylko je, były w końcu jego królewnami, które powinny dostać wszystko co najlepsze. Już nie mógł im tego dać, nie mógł ich dotknąć, pocałować, ale mógł być. I tylko tyle mógł zrobić.
Dziesięć minut później - już przemarznięty na kość, to wszystko przez ten silny wiatr - podniósł się na nogi. Zaczął padać deszcz, niosąc ze sobą ledwo słyszalny szum.
- Przyjdę jutro - obiecał. - Opowiem wam co dzisiaj robiłem, dzisiaj już nie ma czasu. Jest zimno.
Gdyby ktoś go usłyszał, pomyślałby, że jest chory psychicznie - mówił przecież do samego siebie. Przynajmniej tak powiedzieliby ludzie. Ale nie. On mówił do Nich. Mówił do swoich dziewczynek, które Bóg zabrał nawet nie spytawszy go o pozwolenie.
Na pewno jednak wiedział co robi, w końcu On nigdy nie robi nic złego. Może miał jakiś cel w tym, że tak szybko zawołał je do siebie. Może tak właśnie musiało być.

- Przepraszam bardzo, jak to nie ma tulipanów? - prychnęła oburzona.
Nie zważając na tłumaczenia sprzedawczyni, zdenerwowana opuściła kwiaciarnię.
Tulipany były jego ulubionymi kwiatami, szczególnie te białe. Chciała zanieść mu prezent, pokazać, jak bardzo go kocha, jednak los sprzysiągł się przeciwko niej nakazując jej odwiedzić swoją rodzinę z pustymi rękami.
- Ramiro, mój drogi, bardzo przepraszam - zaczęła siadając na mokrej ławce. - Wiem, że miałeś dziś dostać tulipany. Ale znasz chyba tą młodą kobietę, która pracuje w kwiaciarni na rogu, prawda? Oczywiście, że znasz, narzekałeś kiedyś, że na naszą rocznicę przyszykowała nie te kwiaty. Widzisz, teraz też się pomyliła. Jutro znajdę inną kwiaciarnię i kupię ci jeszcze większy bukiet, zobaczysz. Ale mam coś dla ciebie, syneczku.
Z czarno-białego zdjęcia uśmiechał się do niej pięcioletni chłopczyk z dosyć dużym, jasnym znamieniem na prawej stronie twarzy. Miał wielkie, wyraziste oczy i jasne włosy sterczące na wszystkie strony.
Wyciągnęła z torebki mały, pomarańczowy samochodzik i postawiła go na nagrobku.
- Znalazłam go ostatnio pod twoim łóżkiem, skarbie. - Gardło jej się ścisnęło. - Wiem, że to było twoje ulubione i bardzo płakałeś, kiedy nie mogłeś go znaleźć. Dlatego ci go przyniosłam.
Od dnia ich śmierci ani razu nie weszła do jego pokoju. W szafkach w dalszym ciągu leżały jego równo poskładane ubrania, na biurku nieuporządkowane kartki z rysunkami i ćwiczeniami z przedszkola. Nie miała odwagi tego dotknąć, aż do dnia wczorajszego, kiedy to odsunęła na bok wszelkie obawy i przełamała najgorsze bariery.
- Jest trochę porysowane, pamiętam, jak upuściłeś go ze schodów. Pękł na pół, a... a tata go naprawił. A ty pamiętasz?
Zero odzewu. Jak zawsze.
Kątem oka dostrzegła, jak do grobu obok podchodzi młody mężczyzna. Znała go z widzenia, przychodził tutaj dosyć często. Nieraz mijali się w bramie czy na ulicy, lub siedzieli na cmentarzu, w tym samym czasie, nigdy jednak nie zamienili ze sobą ani jednego słowa.
Chłopak poprawił wazon z kwiatami na nagrobku, po czym przeżegnał się i zmówił cicho modlitwę.
- Obiecałem, że będę wcześniej, to jestem - powiedział szeptem tak, aby siedząca kilka metrów od niego kobieta nie usłyszała zbyt wiele. - Leciałem jak idiota z pracy tutaj. Spóźniłem się tylko pięć minut, ale to przecież niedużo. Wiem, miałem przynieść ci bukiet tulipanów, ale wyobraź sobie, że jakaś młoda kwiaciarka źle zapisała zamówienie i chciała mi wcisnąć jakieś róże. Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy ich nie wziąć, ale przecież ty nienawidzisz róży, szczególnie czerwonych, uważasz je za takie pospolite.
Uśmiechnął się do kobiety na zdjęciu, a później spojrzał na dziewczynkę obok.
- Moja królewna ma jutro urodziny - rzekł. - Przyjdę z samego rana, przyniosę prezent. Jeszcze nie wiem co, ale znajdę coś wyjątkowego, w końcu, słoneczko, miałabyś już dwa latka, byłabyś taka duża. - Z trudem przełknął ślinę. - Kiedy się urodziłaś, obiecałem, że będziesz miała wszystko co najlepsze. Dotrzymam słowa, kochanie.
Jego monolog przerwał dźwięk telefonu.
Siedząca przy grobie obok brunetka wyciągnęła telefon.
- Nie teraz, jestem na cmentarzu - mruknęła do słuchawki. - Nie mogę teraz. Za dwadzieścia minut będę... - westchnęła. - Daj mi dziesięć minut.
Podniosła się ciężko z ławki.
- Przyjdę wieczorem, teraz muszę już iść. Przepraszam, że tak krótko. Do zobaczenia.
Później odeszła, rzucając tylko wzrokiem na wpatrzonego w nią mężczyznę. Kiedy zniknęła z punktu widzenia, spojrzał ponownie na nagrobek. - Jest bardzo podobna do ciebie - powiedział. - Miałyście takie same włosy. A myślałem, że tylko twoje są takie pokręcone. - Przerwał na moment. Stanął na nogi i wychylił się w stronę grobu obok. - To chyba jej mąż. I synek. Ta sama data śmierci. Zginęli śmiercią tragiczną, prawie dwa lata temu. Biedna kobieta, jest strasznie młoda. Widuję ją praktycznie codziennie, a jakoś nigdy ani słowa nie zamieniliśmy. Nawet dzień dobry sobie nie mówimy. Świat robi się coraz dziwniejszy.
Miał rację. Świat zmieniał się. Na gorsze. O czym świadczyć mogły chociażby te zaniedbane groby przy alejkach. Niektórzy chyba myśleli, że jeśli ktoś odszedł, to już niczego nie potrzebuje. Mylili się. Zmarli potrzebowali dużo więcej od ludzi żyjących. Potrzebowali pamięci. I świadomości, że nie są obojętni.

Usłyszał obcasy stukające o płytę przy grobie. Natychmiast podniósł głowę. Czarnowłosa kobieta stała przed nagrobkiem przyglądając się z niesmakiem swojej połamanej ławce.
- Było już tak, jak tutaj przyszedłem - odezwał się. Napotkał jej zdziwione spojrzenie. Cóż, w końcu powiedział do niej coś pierwszy raz od... zawsze. Wstał i podszedł do niej. - Zostawiła to pani wczoraj. - Wyciągnął w jej stronę czerwoną teczkę.
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- A zastanawiałam się, gdzie ją mam - odparła. - Bardzo panu dziękuję, ona jest dla mnie bardzo ważna.
Odwzajemnił uśmiech.
- Jeśli pani chce, może pani usiąść ze mną. Myślę, że pani ławka się do tego nie nadaje.
Oczywiście, zgodziła się - bo jakżeby inaczej, przecież mu nie odmówi. Usiedli na ładnej, rzeźbionej ławeczce, którą on specjalnie zamówił. Zrobiłby w końcu dla nich wszystko.
- Jestem Natalia.
- Maxi, miło mi. - Uścisnął jej dłoń. - Jak widuję panią tutaj od dwóch lat, tak dopiero teraz rozmawiamy pierwszy raz. Czy to nie dziwne?
Wzruszyła ramionami.
- Dużo rzeczy jest dziwnych, przyzwyczaiłam się. - Przekrzywiła głowę na bok. Spojrzała na jasny nagrobek. - Wybacz pytanie... to twoja żona?
Minął moment zanim odpowiedział. Skinął twierdząco głową.
- Żona i córka.
Przeniosła wzrok na niego, jakby czekając, aż powie coś więcej.
- Manuela i ja byliśmy kilka miesięcy po ślubie, kiedy dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży - dodał. - Nie wyobraża sobie pani, jak bardzo się cieszyliśmy. Zawsze chcieliśmy założyć rodzinę. - Przerwał. - Wszystko było w porządku, aż do porodu. Manuela dostała wylewu i odeszła. Tak nagle. Ale wtedy na świecie była już Nita... moja mała córeczka. Była słaba, bardzo słaba, dostała tylko kilka punktów. Lekarze mówili, że nie przeżyje doby, ale pomylili się. Nita żyła dłużej, choć może lepiej byłoby dla niej, gdyby jej życie rzeczywiście skończyło się po narodzinach, może wtedy by nie cierpiała. Chorowała na wiele rzeczy, aż w końcu jej serce nie wytrzymało takiego obciążenia i zatrzymało się. Miała niewiele ponad pół roku. Od tamtej pory jestem sam. Ale one towarzyszą mi cały czas, patrzą na mnie z góry. Wiem, jak to brzmi, ale...
Kobieta zaprzeczyła ruchem głowy.
- Brzmi całkiem normalnie - powiedziała. - Mam tak samo. Też wierzę, że moja rodzina nade mną czuwa. Wiesz, to się zdarzyło tak szybko... Eliseo miał urodziny, kończył już pięć lat. Ramiro dużo wcześniej obiecał mu, że zabierze go na mecz piłki nożnej. Mały tak się cieszył, że zobaczy to wszystko na żywo... Nie dojechali na miejsce. Zginęli w wypadku na autostradzie. Od tamtego dnia nie ma chwili, bym za nimi nie tęskniła, ale wiem, że teraz są bezpieczni, że już nic im nie grozi. A skoro oni są szczęśliwi, to dlaczego ja miałabym nie być? Problem w tym, że pomimo upływu czasu i tak strasznie mi ich brakuje, ale to przecież normalne. Na pewno masz tak samo, prawda?
- Oczywiście. Czasami jest ciężko, ale takie chwile są człowiekowi potrzebne.
- Mówisz, jakbyś czytał w moich myślach - uśmiechnęła się. - Pierwszy raz rozmawiam z kimś kto wie, co to znaczy stracić kogoś bliskiego. Wiesz, ludzie mówią, żebym się nie martwiła i tak dalej, ale co oni mogą wiedzieć? Myślą, że to tak prosto. Wcale nieprawda.
- Ludzie potrafią być nieprzyjemni - stwierdził.
Rozmawiali jeszcze długo. Nie zauważyli, kiedy zapadła całkowita ciemność rozświetlana tylko zniczami stojącymi na nagrobkach.
Odeszli, każde w swoją stronę, pogrążeni w swoich myślach i ze świadomością, że znaleźli swoją bratnią duszę.

Mijały dni. Widywali się codziennie. Siedzieli razem przy grobach swoich rodzin i rozmawiali lub milczeli, modląc się w myślach. Nie wiedzieli o sobie nic więcej. Znali tylko swoje imiona. Nie znali swoich adresów, ale to im nie przeszkadzało. Wystarczało im tylko to, o czym mieli jakiekolwiek pojęcie.
Wystarczała im swoja obecność, choć może sami o tym, nie wiedzieli.

Było ciemno. Naprawdę ciemno. Tylko na niektórych grobach paliły się świeczki. Większość z nich pogrążona była w mroku.
Ludzie byli okropni. Przynajmniej połowa zmarłych spędziła dzisiejszy dzień samotnie. Nikt nie przyszedł ich odwiedzić. Byli zdani tylko na siebie.
Nie rozumiała tego. Jak można być tak bezdusznym? Ona nie wyobrażała sobie, by w Święto Zmarłych nie odwiedzić swojego męża i synka.
Siedziała na zimnej, mokrej ławce. Może to właśnie pogoda wszystkich odstraszyła? Wiał zimny wiatr, jej nos i policzki były już czerwone, ale nie przejmowała się tym.

Już z daleka dostrzegł młodą kobietę siedzącą przed jednym z nagrobków. Uśmiechnął się. Ruszył szybkim krokiem w jej kierunku. Stanął za nią i położył dłonie na jej ramionach. Nie odwróciła się. Usiadł na ławce obok niej. Dopiero teraz dostrzegł coś, co w pewnym sensie go zszokowało.
- Płaczesz? - spytał.
Nigdy nie płakała, przynajmniej nie przy nim. Zawsze powtarzała, że musi być silna, że oni by tego nie chcieli. Podziwiał jej siłę i hart ducha.
Nie odpowiedziała. Oparła głowę na jego ramieniu.
- Wiesz, że pojutrze mija kolejna rocznica ich śmierci? - odezwała się.
Westchnął.
- Tak, wiem.
Nie wiedział, co więcej może jej powiedzieć. Nie pocieszy jej, bo wie z doświadczenia, że w takiej sytuacji nic nie zadziała. On sam wiele razy przeżywał to samo.
Stanął na nogi i wyciągnął do niej rękę. Spojrzała nań zdziwiona, jednak chwyciła ją. Poprowadził ją na środek alejki, skąd mieli widok na obydwa nagrobki. Usiadł na zimnej ziemi i zachęcił ją, by zrobiła to samo. Trochę zdezorientowana, posłuchała go jednak, a po chwili wpatrywali się uważnie w dwie, wielkie kamienne płyty.
- Myślisz, że jak oni się czują, gdy widzą, że za nimi płaczesz? - zapytał. - W pewnym sensie na pewno winią się, że to przez nich. Nie możesz pozwolić, by tak to odebrali.
Spojrzała na niego. - Nigdy tak nie miałeś? Nie tęskniłeś tak bardzo, że przestawałeś nad sobą panować?
Skinął głową.
- Miałem. Szczególnie przed rocznicą ich śmierci. Ale Natalia - Złapał ją za rękę - dzisiaj jest ich święto. Wszystkich Świętych. Powinniśmy uczcić pamięć o nich, nie wypłakiwać łzy nad ich grobami, nie sądzisz?
Przeniosła wzrok w miejsce, gdzie spoczywała jego żona i córka.
- Ile dziś miałaby lat?
Domyślił się, o kogo jej chodzi.
- Niewiele ponad dwa i pół. Uczyłaby się już mówić. - Głos mu się załamał. - Już by chodziła. Zabierłabym ją ze sobą na zajęcia taneczne.
Dał się ponieść emocjom. Jedna wzmianka o jednej z najważniejszych kobiet w jej życiu wywołała zbyt dużo emocji.
- Eliseo zawsze chciał uczyć się tańczyć. - Otarła kciukiem łzy z jego twarzy nie zwracając uwagi na to, że po jej własnej także spłynęło kilka. - Tydzień po wypadku miał mieć pierwszą lekcję.
Wybuchła głośnym płaczem.
Przytulił ją do siebie, wtulając twarz w jej włosy.
- Kochają cię - wyszeptał.
- Wiem. Twoja rodzina ciebie też kocha - odparła jeszcze ciszej.
Minęła chwila, nim odpowiedział.
- Pokażmy im, że to rozumiemy i spędźmy tą noc z nimi - rzekł. - Możemy z nimi porozmawiać. Na pewno się ucieszą.
Resztę nocy rzeczywiście spędzili przy dwóch nagrobkach. Ta noc była nocą magiczną. Czuli obecność swoich rodzin jeszcze bardziej niż zwykle. Nie byli tylko we dwójkę. Było ich sześcioro. Odbyli razem długą rozmowę, o wszystkim. Zimny wiatr dmuchał im prosto w twarze, ale oni się tym nie przejmowali. Ważna była tylko obecność tych czterech ważnych osób, która czyniła świat lepszym.
Choć może nierealne, jednak prawdziwe.
Szkoda tylko, że niewielu ludzi wierzy w rozmowy ze zmarłymi. Szkoda, że tak mało osób odwiedza teraz groby swoich bliskich. Szkoda, że niektórzy zupełnie zapominają, że istnieje takie coś jak Święto Zmarłych. Szkoda, że mimo że kiedyś cmentarze w tym jednym dniu w roku były tak zaludnione, teraz zieją pustkami.
Bóg jednak pozostawił na ziemi takie wyjątki, które nie zapomną o tych, którzy sprawiali, że życie było piękniejsze. Które naprawdę pokazywały, że na świecie jednak jest prawdziwa miłość.
Miłość wieczna.

Przedstawiam wam z największą radością najgorszego parta w moim życiu, w sumie to miniaturkę. Siedziałam nad tym jak idiotka, żeby zdążyć przed ósmą, bo idę oglądać, a i tak się nie wyrobiłam i film mi się chyba zaczął. Ale mniejsza o to.
Miało być inaczej, wyszło jak wyszło. Mam nadzieję, że wam się choć trochę spodoba :))
Dzisiaj krótko, bo jak mówiłam, czas goni. Gdyby coś, to zaaktualizuję notkę.
Kocham waaas <33

Zapraszam na cover ;>

22 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo Olu, za zajęcie mi tego miejsca. Najlepsza miejscówka ever <3
      Jejku...ta miniaturka bardzo mi się podoba. Mylisz się, twierdząc, iż jest to najgorsza praca w Twoim życiu..Według mnie, jest to jedna z najlepszych prac. Przede wszystkim gratuluję bardzo ciekawego pomysłu. Niewiele osób wpadłoby na coś takiego. Zazdroszczę Ci, że tak dobrze umiesz przekazać uczucia towarzyszące ludziom. Widać, że umiesz się wczuć w ich emocje, w ich sytuację. Podziwiam Cię za to. Wspaniałe wykonanie miniaturki..serio. Łał, Alexi taka natchnięta. Oglądałam po raz drugi już, "Nad życie". Piękny film, jak to dobrze, że nie wszyscy zapominają o dniu Wszystkich Świętych. Czytając Twojego parta, pięć minut po filmie, moje emocje wzięły górę...Ale dobrze jest czasem się wzruszyć. To przykre, że coraz częściej zapominamy o naszych bliskich..to niesprawiedliwe. Oni nie zasłużyli sobie na taki los...
      Wieczna miłość...Nasi bliscy z pewnością patrzą dziś na nas z góry i są wdzięczni za pamięć. Powinniśmy być świadomi tego, że my kiedyś też będziemy spoczywać na cmentarzu..Zastanówmy się..Czy my chcielibyśmy, aby wszyscy o nas zapomnieli? Oczywiście, że nie. Dlatego tak ważna jest pamięć..
      Jeszcze raz, świetna miniaturka, Olu. Maxi i Naty to wspaniałe osoby..Pamiętają o bliskich. Chwała im za to! Wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe! ♥
      Ściskam mocno, kocham ♥
      Alexi

      Usuń
    2. Ojeju, to ty też go oglądałaś? Ja dlatego jak idiotka kończyłam tego parta i wszystko, żeby zdążyć :D Ale nie no, popłakałam się, to piękny film... ;(
      Dziękuję, kocham <33

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dobrze, zacznę od tego-
      nigdy nie waż się mówić, szczególnie przy mnie, że ta miniatura jest najgorszą publikacją w twoim życiu. Nie waż się i już. To kłamstwo, rozumiesz?
      Ta miniaturka jest przepiękna.
      Pełna emocji, smutku, miłości ale i nadzieji na lepsze jutro.
      W pierwszych słowach tego tekstu, pomyślałam, że to Maxi i dzieci Natalki zginęli a ona ich opłakuje. Jednak nie. Obydwoje stracili swoje rodziny; osoby które kochali. Ona synka i męża a on żonę i córeczkę. To takie smutne, że takie młode osoby odchodzą. Szczególnie dzieci, drogie swoim rodzicom. To przygnębiające, szczególnie gdy jest święto zmarłych. To podwaja ten smutek

      Usuń
    2. I rozpacz. Blogger rozdzielił mi komentarz ale to nic. Wracając-
      Płakałam jak głupia, naprawdę zalewalam się łzami przy tej scenie z samochodzikiem. To było takie straszne. Biedna Naty.
      Ale przynajmniej znalazła bratnia duszę, Maxi'ego. Kto wie, może po jakimś czasie, oni stworzyli by rodzinę, ale nie zapominając o bliskich którzy odeszli. Nie zapomnieli by o nich, jestem pewna. To naprawdę piękny, wzruszający tekst, jestem skłonna powiedzieć, ze to twoja najlepsza publikacja. Jestem dumna, ze znam tak wyjątkowo utalentowaną osobę, jaką jesteś.
      Kocham xxx

      Usuń
  3. Muszę niestety w tym miejscu się z Tobą niezgodzić, ponieważ uważam, że miniaturka wyszła Ci bardzo dobrze i co najważniejsze przekazała magię święta jakie przyszło nam obchodzić. Historia jaką opisałaś sama w sobie jest piękna. Gdy umrę również chciałabym aby najbliżsi o mnie pamiętali, aby często mnie odwiedzali chociaż wiem, że ja w tym nie sprawdzam się za bardzo, ponieważ pewne czynniki mi to uniemożliwiają.
    Na tym skończę moją jakże ''ciekawą'' wypowiedź i lecę skomentowac poprzenią publikację mając trochę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna historia; pełna wzruszeń i miłości. Krótkie opowiadanie, które ukazuje prawdziwe nastawienie ludzi, odnośnie tak istotnych świąt. Przedstawiłaś to w sposób idealny, nawet nie potrafię wyrazić słowami tego, co czuję. Czytając, miałam łzy w oczach. Natalia i Maxi to wspaniałe postacie. Pamiętają o osobach, których nie ma już w ich życiu, nie pozostawiają ich samych, w tak wyjątkowym dniu. Jest to coś niebywałego; niestety wiele osób zapomina o swoich bliskich. Nie pojmuję tego. Ale to nie jest istotne. Olu, piszesz wybitne, uwierz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co ja mogę powiedzieć ?
    To było Naxi ^^
    Ale co dziwne dostrzegłam w tym coś o wiele więcej niż tylko moja najukochańsza para ...
    Ja osobiście nie lubię chodzić na cmentarz zbyt wielu ludzi z mojej rodziny tam jest ...
    Każdy smutny przygnębiony , a ja nawet nie pamiętam tych co powinnam kochać ...
    W Święto Zmarłych u mnie zawsze jest pełno ludzi wszyscy niby są , ale jakby ich nie było ...
    Zapewne wspominają tych co już odeszli ja za bardzo nie mam kogo no może jednego dziadka , a tak to nikogo ...
    Ale to nie ważne ...
    Ważniejszy jest ta miniaturka ta cudowna miniaturka i masz rację wiele osób zapomina o swoich najbliższych którzy odeszli , ale oni nadal są , lecz nie ciałem , a duszą
    No to pozostaje mi czekać na kolejną twoją perełkę <3 !

    OdpowiedzUsuń
  6. ryczę ryczę ryczę i raz jeszcze ryczę ... ;(
    czemu ? tak to pięknie opisałaś
    A do tego moje kochane Naxi <3
    omomom ;c czemu to musi być taki smutne i prawdziwe
    oni powinni być przykładem dla wielu ludzi prawdziwym świecie :) !
    strasznie ten OS mi się podoba !
    KOCHAM GO normalnie <3 !!

    Pozdrawiam :)

    Panna Martin

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Olu, ty nie masz pojęcia ile magii wniosłaś w mój dzisiejszy dzień.
      Zaraz po przebudzeniu, wcześnie rano, dostrzegłam, że opublikowałaś coś nowego. Już wtedy wiedziałam, że na długi czas zapadnie to w mojej pamięci, że uświadomi mi coś oczywistego, a jednocześnie niejasnego. Wiedziałam, że coś się zmieni. Oczywiście, nie pomyliłam się. W kwestiach tyczący się twojej osobie, zawsze mam rację.
      Kochanie, Naxi <3 Nie było istotą opowiadania, dla mnie było tylko tłem. Ja skupiłam się na tych osobach nad chmurami. Nad roześmianymi dziećmi, szczęśliwymi, które wesoło przecinają puch chmur. I na rodzicach, opiekunach, doglądających ich bezpieczeństwa, z przyzwyczajenia, bo przecież tam u góry nic im nie groziło.
      Podoba mi się rzucenie światła na wagę pamięci i cierpienia. Zabawne jest to, że jedno nie istnieje bez drugiego. Bo czym byłaby tęsknota bez bólu ? Wtedy by nie istniała, bo nie wywoływała by skrajnych uczuć. a coś co nie ma haczyków, którego chwytają się wartości, ginie w cieniach nocy.
      Aniołku, uwielbiam Cię. Uwielbiam Cię, bo zmieniasz mety w naszych życiach, przesuwasz je dalej, barwiąc życie, nadając mu sens, przedłużając jego istnienie. Ratujesz nasze uczucia, wartościowe myśli, ujawniasz tajemnice życia, nie pozwalasz zginąć szczegółom, czasem mam wrażenie, że piszesz blaskiem gwiazd, które dają nadzieje, spełniają życzenia...
      Kocham Cię <3333333

      Usuń
  8. Cudowny !
    Chyba pierwszy jaz jestem u Ciebie tak późno no, ale cóż takie uroki szkoły :(
    Miniaturka boska, taka piękna i wzruszająca hehe ;)
    Mi tam się bardzo podobała, a nie jak tobie.
    "Spojrzała nań zdziwiona (...)" Jakie zdanie xD
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czepiaj się moich wytwornych wyrażeń ;>
      Chcesz, to mogę ci jutro o polityce - na przykład na religii - pogadać.
      Kocham <3

      Usuń
  9. Za szybko się skończyło xD
    To moja pierwsza myśl po przeczytaniu XD
    A druga to: skąd ona bierze te pomysły i kiedy znajduje czas na pisanie?
    Może mi na to odpowiesz przy okazji ;)
    Covery też słucham - może nie zawsze komentuję, ale wszystkie przesłuchałam :D
    Buziaczki ;****

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudo *-*
    Mrs.Pasquarelli

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)