14/09/2014 22:29
Do: Francesca
Jutro o dziewiątej mam autobus, w Buenos będę koło pierwszej.
Ktoś z was wyjedzie po mnie na przystanek?
Z westchnieniem odłożyła telefon na stolik przy łóżku. Oparła
głowę na poduszce i przymknęła oczy.
Sama nie wiedziała, dlaczego jednak postanowiła wrócić i to po
niecałym miesiącu. Głównym tego powodem był na pewno stan w
jakim znajdywał się Leon; był w końcu jej przyjacielem, nie mogła
zignorować tego, co się z nim dzieje. Po telefonie Marco
zastanawiała się jeszcze kilka godzin, aż zdecydowała. Chciała
wrócić też dlatego, że... że tęskniła, tak po prostu.
14/09/2014 22:32
Od: Marco
Marco po ciebie wyjedzie, tylko daj znać. Nie pytaj, czemu piszę
z jego telefonu. Ten idiota zapomniał mi kupić doładowanie.
Zaśmiała się pod nosem. Dzisiaj idiota, jutro będzie jej
ukochanym Marco. Jak zawsze, zresztą.
14/09/2014 22:33
Do: Marco
Jasne, rozumiem :) Idę spać, do jutra.
A kiedy dostała esemesa z odpowiedzią, schowała telefon pod
poduszkę. Westchnęła cicho i zamknęła oczy, jednocześnie
zgaszając lampkę przy swoim łóżku. Pięć minut później
zasnęła, zupełnie nieświadoma niczego co dzieje się wokół
niej. Była w swoim świecie.
- Nie chcę z nikim rozmawiać! - Krzyknął, kiedy znowu usłyszał
tak zwane „błagania” Marco. Nie miał ochoty z nikim się
widzieć. Jeszcze bardziej potęgował to fakt, że dzisiaj był 15
września, czyli dzień, kiedy on i Violetta się poznali. Nigdy go
nie zapomni. - Odejdź stąd!
- Leon, człowieku, wyjdźże z tego pokoju, no bardzo cię proszę.
- Głos jego przyjaciela zupełnie go nie interesował, szczerze?
Miał to gdzieś.
Usłyszał stukanie szpilek o posadzkę. Podniósł głowę na
moment. - Jeśli to ty, Cauviglia, to natychmiast stąd zjeżdżaj.
Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia.
Przez chwilę nie było słychać nic.
- A może lepiej byłoby, gdybyś w końcu się na to zdecydował.
Zdębiał. Ten głos. Poznałby go wszędzie. O każdej porze dnia i
nocy. Żył z nim od tylu lat. Słyszał go codziennie. Był muzyką
dla jego uszu, orzeźwiał go. Nie słyszał go prawie miesiąc.
Tęsknił za nim. Umierał, bez niego.
Weszła do jego pokoju. Kilka sekund trwało, zanim naprawdę
uwierzył, że to ona. Patrzył na nią. Wyglądała jeszcze gorzej
niż ostatnio. Jej twarz wydawała się być bardziej poszarzała,
kości policzkowe bardziej wystające, oczy bardziej podkrążone.
Włosy, niegdyś tak puszyste, teraz oklapły, wyblakły. Tak
naprawdę, była już wrakiem człowieka.
Widział, jak chwieje się na wysokich obcasach. Długie, czarne
spodnie przylegające idealnie do jej nóg jeszcze bardziej
pokazywały to, jak bardzo szczupłe one są. A luźna, zielona
bluzka z szerokimi rękawami jak i całą resztą, powinna optycznie
poszerzać, jednak... jednak tak nie było. Co wydawało się dziwne.
Podszedł do niej. Nie przejmował się swoim wyglądem. Zdawał
sobie sprawę, że musi wyglądać idiotycznie, niechlujnie... Nie
golił się od dawna, w ogóle nie dbał o siebie. Nie miał po co.
Bo jej nie było. Teraz była. Wróciła.
- Violetta. - Dotknął dłonią jej policzka. Więcej nie powiedział
nic.
Spojrzała na niego z bólem. - Jak mogłeś doprowadzić się do
takiego stanu? - spytała cicho.
Nie odpowiedział. Chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie
mocno. Wdychał jej zapach. Ona wtuliła się w niego całą sobą, zaciskając chude palce na jego ramieniu.
- Kocham cię - wyszeptał do jej ucha.
Czuł łzy zbierające się w jego oczach. Ona zresztą również.
Nie mogli opanować emocji.
- Ja też cię kocham - odparła.
Była dumna, że w końcu to powiedziała. Że się nie bała.
Miała nadzieję, że teraz wszystko będzie dobrze. Nie przewidziała
jednak tego, co stanie się już niedługo.
Krzyknęła zdenerwowana i rzuciła komórkę na łóżko. No nie
miała już siły do tego wszystkiego. Jakiś czas temu zamówiła
sobie piękną, długą, śnieżnobiałą suknię ślubną z welonem
do samej ziemi. Wyglądała w niej jak księżniczka. Wspaniale
ukrywał jej wszystkie niedoskonałości, a jednocześnie podkreślała
to, czym w swojej figurze mogła się pochwalić. A teraz?
Właścicielka salonu sukien dzwoniła, powiedziała, że wystąpiło
jakiejś strasznie nieporozumienie i jej suknia została sprzedana
innej przyszłej pannie młodej, a że był to ostatni taki model -
nie mogła już nic zrobić. Oczywiście, zaoferowała jej jakąś
inną suknię i to za połowę ceny! Ale ona nie chciała innej.
Chciała tą, w której będzie wyglądać jak księżniczka.
- Spokojnie, złość piękności szkodzi.
Podniosła głowę i spojrzała na niego. Pierwszy raz od miesiąca
odezwał się do niej normalnie. Nie wrzeszczał, nie wyzywał ją od
najgorszych, nie ubliżał jej. To coś niesamowitego.
Chwyciła do ręki katalog sukien ślubnych, jakiegoś innego salonu.
Podciągnęła nogi pod brodę i przystąpiła do powolnego
kartkowania magazynu. Kątek oka widziała jak Leon siada niepewnie
obok niej.
- Chciałem cię przeprosić - powiedział.
- Po co, skoro to i tak nie zmienia faktu, że to przeze mnie
Violetta wyjechała? Możesz jeszcze dodać coś od siebie. Na
przykład, że jestem oszustką i krętaczką. Albo może coś
ostrzejszego. Czekaj... jak mnie ostatnio nazwałeś? A, to było coś
w stylu...
- Francesca, przestań, proszę cię. - Przerwał na moment, chciał
zebrać myśli i ubrać je w słowa. Doskonale wiedział, że
zachowywał się jak idiota w stosunku do swojej przyjaciółki i
bardzo tego żałował, bo domyślał się, jak bardzo musiało ją
to boleć. - Tak wiem, byłem chamski, głupi, byłem baranem. Nie
powinienem cię tak tak traktować.
Nie odpowiedziała. Zamknęła katalog i spojrzała na niego. Nie
odzywała się jednak w dalszym ciągu.
- Jesteś bardzo zła? - spytał po chwili.
- Nie jestem zła - odparła. - Jest mi po prostu przykro. Myślałam,
że jesteśmy przyjaciółmi. Twoje traktowanie mnie wcale nie było
przyjemne.
- Wiem, Fran, jasne, że wiem. Ja wcale nie chciałem, ale... musisz
mnie zrozumieć. Nie potrafiłem znieść tego, że nie ma jej przy
mnie. Zacząłem cię obwiniać dlatego, żebym nie myślał, że to
przeze mnie ona wyjechała.
Odgarnęła włosy z twarzy. Po momencie uśmiechnęła się lekko.
- Rozumiem. W porządku, jest dobrze.
Odwzajemnił uśmiech. Przysunął się do niej, chwycił ją za
ramiona i przyciągnął do siebie. Byli przyjaciółmi już tak
długo... Żadne z nich nie czuło się przyjemnie w ciągu tego
miesiąca, w końcu między nimi również źle się działo. Ale już
było po wszystkim. Pogodzili się.
- Marco mi powiedział.
Odsunęła się od niego i spojrzała na niego zdziwiona. - Co ci
powiedział?
- Nigdy nie wspominałaś, że chorowałaś na anoreksję.
Westchnęła ciężko.
- Nigdy nie pytaliście. Poza tym, to przeszłość, nie chcę o tym
myśleć.
- To dlatego zachowywałaś się tak w stosunku do Violetty?
- Wiem, przez co ona przechodzi - wytłumaczyła. - Czułam się tak
samo jak ona teraz. Od początku wiedziałam, że wmuszanie w nią
jedzenia i tak nic nie da.
Wiedziała, co mówi. Była w takiej samej sytuacji. Miała tylko
nadzieję, że Violetta szybciej weźmie się za siebie i doprowadzi
się do porządku z większą łatwością niż niegdyś ona. Ale -
przecież ona kiedyś była sama. A jej przyjaciółka ma tyle ludzi
wokół siebie...
Zapukał do drzwi. Cisza. Nikt mu nie otworzył. A przecież umawiał
się z nią, że do niej przyjdzie, że obejrzą jakiś film. Powinna
być w domu.
Zapukał drugi raz. Zero reakcji. Zaczął się niepokoić. Violetta
nigdy tak nie robiła. Zawsze czekała na niego z niecierpliwością.
Zapukał po raz trzeci. Nic. W jego głowie rodziły się same czarne
scenariusze. Wiedział, że stało się coś złego. To nie było w
jej stylu.
Nacisnął klamkę. Ustąpiła. Zamarł, bo ona nigdy nie zostawiała
drzwi otwartych. Ze strachem wszedł do środka.
- Violetta? - Odezwał się, jednak nie dostał żadnej odpowiedzi.
Wszedł głębiej.
- Violetta? - powtórzył, jednak i tym razem odpowiedziała mu
cisza.
Szybkim krokiem wbiegł po schodach na górę. Po drodze wołał ją,
jednak nadal nie było odzewu. Wszedł do jej sypialni.
To, co zobaczył, sparaliżowało go. Leżała na podłodze,
nieprzytomna. Obok niej rozbity kubek. Nie wiedział co robić.
Podbiegł do niej, kucnął obok. Zaczął nią potrząsać, chciał
ją obudzić, ale ona nie reagowała. Teraz zobaczy też, jak bardzo
choroba ją zniszczyła, jak słaba była. Szarawa skóra wydawała
się być niemal przezroczysta, policzki zapadnięte, a kręgi pod
oczami jeszcze większe niż ostatnio.
Nie chciała się obudzić.
Strach go sparaliżował.
Dopiero po chwili otrząsnął się na tyle, by wyciągnąć telefon
i zadzwonić na pogotowie.
Bał się, tak cholernie mocno się bał... nie wiedział, co może
się zdarzyć. W duchu modlił się tylko, by nie było to nic
poważnego. By Violetta była zdrowa. Choć wiedział, że ona już
od jakiegoś czasu nie jest zdrowa. Anoreksja to w końcu choroba.
Choroba, którą teraz przysiągł sobie pomóc jej ją zwalczyć.
- Jej organizm jest wyniszczony. - Ten lekarz mówił to, jakby to
była najzwyklejsza rzecz na świecie. On chyba w ogóle nie miał
uczuć. - Pacjentka jest niedożywiona i odwodniona. Najbliższa doba
będzie decydująca.
A później odszedł, zostawiając go samego. Nie licząc jakiejś
starszej pani popłakującej cicho w kącie.
Oparł się o ścianę i osunął po niej na ziemię. Ukrył twarz w
dłoniach. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Przecież mógł coś
zrobić. Mógł siłą wysłać go na tą cholerną terapię, i
nieważne, że byłaby na niego śmiertelnie obrażona. Przynajmniej
później nie znalazłaby się tutaj, nie walczyłaby o życie.
Gdzieś w oddali słyszał głosy swoich przyjaciół, widział
biegnących ich w jego stronę. Ale nie zwracał na to uwagi. Nie liczyło się to dla niego. Dramatycznym szeptem powtórzył im słowa
lekarza i zdążył jeszcze zauważyć łzy spływające po twarzy
Francesci, po czym schował się do swojego świata, gdzie wszystko
jest idealne. Przynajmniej dla niego.
Ściskał jej drobną dłoń podłączoną do miliona kroplówek i w
myślach modlił się, aby się obudziła. Patrzył na wielką
maszynę wiszącą nad jej łóżkiem i mimo że kompletnie nic nie
rozumiał z tych pikających kreseczek to miał przeczucie, że
jednak będzie dobrze, że wszystko idzie po ich myśli.
Nie zauważył, kiedy otworzyła oczy.
Nie usłyszał jej słabego głos wypowiadającego jego imię.
Dopiero za drugim razem dotarł on do jego uszu.
- Violetta - szepnął, przykładając dłoń do jej policzka. - Nie
mów nic. Spokojnie, kochanie.
Ponownie zamknęła powieki i zasnęła po raz drugi. Tym razem ze
świadomością, że ma przy sobie kogoś, kogo kocha nad życie.
- Ależ panienka musi zjeść obiad! - Starsza pani w uniformie
pielęgniarki spojrzała z oburzeniem na nietknięte jedzenie. - To
są takie dobre rzeczy! Ziemniaczki młode, mięsko takie
chudziutkie, i do tego najlepsze buraczki, jakie można sobie
wymarzyć. Panienka będzie miała tyle siły, że panienka będzie
skakać po oddziale, razem z innymi panienkami!
Innych może ta wypowiedź by rozbawiła, na niej jednak nie zrobiła
żadnego wrażenia. Ta pielęgniarka mogła gadać sobie co tylko
chciała, ona nie zamierzała jeść. Nie będą w nią niczego
wmuszać. Ona sama będzie o sobie decydować.
Wiedziała, do jakiego stanu się doprowadziła, jednak według
siebie nadal nie była dostatecznie szczupła. Do ideału brakowało
jej jeszcze sporo.
Tym bardziej nie będzie jadła szpitalnego jedzenia, które miało
zapewne tyle kalorii w jednej porcji, ile ona zjadała przez cały
tydzień. O nie, ona nie doprowadzi się do takiego stanu.
Do sali wszedł lekarz.
- O, dobrze, że doktor przyszedł. - Kobieta od razu zwróciła się
w jego stronę. - Panienka znów nie chce jeść. Panienka nie jadła
śniadania, a teraz nie chce obiadu.
Mężczyzna uśmiechnął się do niej. - Niech pani wraca do innych
pacjentów, ja muszę porozmawiać z panną Castillo.
Starsza kobieta opuściła pokój, a doktor z tym swoim sztucznym
uśmiechem na twarzy - którego Violetta nienawidziła, tak na
marginesie - usiadł obok jej łóżka.
- Wie pani, jak się sprawy mają - zaczął. - Nie będę owijał w
bawełnę. Jutro wychodzi pani ze szpitala, a od środy zaczyna pani
terapię, która pomoże pani wygrać z anoreksją.
Spojrzała na niego jak na idiotę. - Ale ja się nie zgadzam na
żadną terapię.
- Nie musi się pani zgadzać, bo w tym przypadku nie potrzebujemy
pani zgody. Stan pani zdrowia wymaga natychmiastowego leczenia i nie
tylko fizycznego, ale również psychicznego. Nie mam pani co
tłumaczyć. Jeśli będzie pani chciała dowiedzieć się czegoś
więcej, to proszę przyjść do mnie lub porozmawiać ze swoim partnerem, on zna wszystkie szczegóły.
Wstał i wyszedł z sali.
Z partnerem? Na pewno miał na myśli Leona. Byli partnerami? No, o
tym to ona akurat nie wiedziała. Leon nie spytał ją oficjalnie czy
będą razem, ale miała wrażenie, że już są w jakimś związku...
on powstał tak sam z siebie.
Ech, no ale o terapii nie chciała nawet słyszeć. Nie była przecież
wariatką, nie potrzebowała pomocy. Wiedziała co ma jeść i w
jakich ilościach, żeby jakoś wyglądać i czuć się dobrze. Tylko
tego jednego dnia trochę przesadziła i wyszło jak wyszło, ale to
tylko jednorazowy przypadek.
Ale przecież nie wytłumaczy tego nikomu. Wszyscy chcą tylko, żeby
zaczęła się leczyć.
W głębi serca wiedziała, że chcą tylko jej dobra.
Siedziała sama w sali, z głową opartą o dwie poduszki, wpatrywała
się w okno. Zerknęła na zegarek; za kilka minut miał przyjść
Leon, obiecał jej to.
Rzeczywiście, po kilku minutach drzwi otworzyły się i jej
przyjaciel (?) wszedł do środka. Uśmiechnął się i rzucił w jej
stronę „cześć” na co jednak nie odpowiedziała. Wpatrywała
się w niego podejrzliwie.
- Coś się stało? - spytał zdezorientowany.
- Tak - odburknęła odwracając głowę w drugą stronę.
Podszedł do jej łóżka i usiadł na jego brzegu. - Violu, dlaczego
jesteś zła?
Przez moment nie odpowiadała.
- Nie zmusicie mnie do żadnej cholernej terapii.
- Lekarz już ci powiedział?
Założyła ręce na piersi i spojrzała na niego spod byka.
- Nie, wyczytałam to w jego myślach - burknęła.
Nie skomentował jej niezbyt przyjemnej odpowiedzi. Westchnął i
chwycił ją za rękę. W pierwszym odruchu chciała ją odtrącić,
ale zrezygnowała z tego pomysłu.
- Violetta, zrozum, że to dla twojego dobra.
Prychnęła. - Tak, poczekaj. Dla mojego dobra chcecie mnie utuczyć
jak świnię.
- Nie chcemy cię utuczyć.
- A ja nie chcę być gruba, czy to takie trudne?
- Niech w końcu do ciebie dotrze, że nie jesteś gruba. Czy gdybyś
była gruba, wylądowałabyś w szpitalu z niedożywienia? Byłaś o
krok od śmierci, i nadal będziesz sobie wmawiać, że jesteś za
gruba?
Milczała. Osunęła się z poduszek i położyła całkowicie na łóżku, zakrywając się kołdrą. Poczuła rękę Leona na swoim
biodrze.
- Nikt nie chce dla ciebie źle - powiedział. - Możesz być
szczupła, ale nie w takim stopniu. Musisz przybrać do wagi, która
nie będzie zagrażać twojemu życiu.
Może i miał rację. Chyba oni wszyscy mieli rację. Sama wiedziała,
jak beznadziejnie się czuje i wcale nie było to przyjemne.
Pamiętała czasy, kiedy była zdrowa i może nie z idealną figurą,
ale przynajmniej była szczęśliwa. W tym momencie nie była
szczęśliwa. Wcale nie cieszyły ją te kilkugodzinne ćwiczenia i
tygodniowe głodówki.
A skoro Leon mówi, że nie musi być gruba... musi mu zaufać.
Ucieszyła się, kiedy na słowa „Kiedy mam zacząć tą terapię?”
na jego twarzy pojawił się uśmiech. W końcu najbardziej zależało
mu na jego szczęściu.
- To znaczy, że oficjalnie jesteśmy razem? - spytała.
- Tak - odparł. - Nasza przyjaźń przerodziła się w
najpiękniejszą miłość na świecie.
Jęknęła cicho zrezygnowana.
- Niemożliwe - powiedziała. - Musi się dosunąć. Weź mocniej.
- Violetta, nie chcę urwać tego zamka.
Już od dobrych kilku minut męczyły się z tym cholernym suwakiem.
Problem w tym, że Violetta rzeczywiście przybrała na wadze, i
teraz sukienka druhny kupiona kilka miesięcy temu za nim nie chciała
się zapiąć.
Francesca wygładziła swoją długą, białą suknię ślubną -
kupioną za połowę ceny ze względy na likwidację salonu, tak na
marginesie - i poprawiła welon.
- Zaraz coś wymyślimy - rzekła, a w jej głosie słychać było
zdenerwowanie. Przecież ślub zaczynał się za pół godziny,
wszystko miało być dobrze! Że też wcześniej nie mogły
sprawdzić, czy sukienka pasuje.
- Francesca co ty chcesz wymyślić? Nie mamy już czasu!
- Dam ci jakąś swoją sukienkę.
- Dziewczyno, ty nosisz zupełnie inny rozmiar!
Drzwi pokoju otworzyły się, a w progu stanął Leon. - Dziewczyny,
słychać was na dole. Wszystko w porządku?
Uśmiechnął się, z nadzieją, że to odwzajemnią, pomylił się
jednak. Na ich twarzach malowało się zrezygnowanie.
- Jeśli wyczarujesz mi w dwadzieścia minut nową sukienkę, będę
cię wielbić do końca życia.
- Z tą coś nie tak?
- Jest za mała, nie chce się zapiąć.
Podszedł do niej. Odwrócił ją do siebie tyłem. Chwycił za
suwak. Jednym, mocnym ruchem pociągnął go do góry i zasunął
sukienkę.
- Jesteś cudotwórcą - wyszeptała zdębiała panna młoda.
Leon zaśmiał się. - I po co było tyle nerwów?
Dziewczyna odwróciła się, pocałowała go w podziękowaniu w
policzek i już miała coś powiedzieć, kiedy jej wzrok przeniósł
się na Francesce.
- Co się stało z twoimi włosami? - zamarła.
Dziewczyna podniosła rękę do głowy. - Zepsuły się?
Nie czekając na odpowiedź wybiegła z pokoju, po drodze wołając
fryzjerkę, która prawdopodobnie jeszcze była w ich domu. Violetta
zdążyła tylko krzyknąć „Uważaj na schodach!”, a później
usłyszała rozpaczliwy głos Włoszki błagający kobietę na dole o
naprawienie jej włosów.
Zaśmiała się.
Po chwili poczuła usta Leona na swoich. Odwzajemniła pocałunek.
Ich miłość rosła z każdym dniem.
- Pięknie wygląda - szepnęła patrząc na swoją przyjaciółkę
wchodzącą u boku Marco do kościoła.
- Ślicznie, ale nie lepiej od ciebie - odparł, odgarniając kosmyk
jej włosów za ucho.
Wyobraziła sobie siebie na miejscu Francesci.
Widziała siebie kroczącą dumnym krokiem przed siebie. Obok niej,
oczywiście, Leon. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym. Cieszyła
się, że jej przyjaciółka jest szczęśliwa.
Cieszyła się, że ona sama jest szczęśliwa.
Kiedy
dwadzieścia minut później para młoda wypowiadała słowa
przysięgi - „Ślubuję Ci miłość, wierność i
uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do
śmierci.” - wiedziała, że to ona niedługo będzie tam stała.
W
końcu spotkała swoją prawdziwą miłość.
Była
pewna, że to najlepsze co ją w życiu spotkało.
Oto
kolejna część. Jak według mnie ona wypadła? No, bywało gorzej
;) Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona z tego parta, jak nigdy
chyba... to jakiś cud! :))
Szkoła
daje w kość, no i chyba nie tylko mi. Chemia dzisiaj wzywa, a mi
się tak nie chce, że no normalnie nie mogę. Umieram z każdym
dniem, a fizyka to jeszcze bardziej przyśpiesza, no serio... Ale
wiecie czym się pocieszam? A En vivo. En vivo, nie Violetta Live, bo
to głupio brzmi XD Moim darem przekonywania wysępiłam trochę kasy
od rodziców, trochę od siostry, wzięłam trochę ze swoich no i
jadę, tak, oczywiście! <3 Nie żebym się chwaliła, ale po
prostu tak bardzo się jaram, że... ;))
No
to chyba tyle z tego wszystkiego. Violka za niedługo leci, jeszcze
parę spraw mam... :)
Aa
co do Violetty. Zabiję Maxiego. Jak on traktował tą Naty? Cwel,
cep, i jeszcze bardziej, przepraszam za wyrażenia. No ale debil.
Niee, zabiję go O.o Ah, no i moja Marcesca się rozwala. Biedni moi
:'( Kocham ich całym sercem mimo że się kłócą. Ale okej. Niech
już se będą tymi przyjaciółmi. Zniosę to. Ciężej będzie z
Diecescą. Ale jakoś dam radę ;)
Kocham
was wszystkich, zapraszam gdzieś tak za dwa tygodnie na parta o
Bromili! <33

Zajmuję *-*
OdpowiedzUsuńOkej ;)
Usuńo co chodzi z tym zajmowaniem? widzę to pod każdym postem i nie kumam :(
UsuńBTW: zajebisty blog i one party :**
Ehm, dziewczyny zajmują sobie miejsca, żeby nikt im go nie zajął, jakos tak :D
UsuńDziękuję ;)
Moje *.*
OdpowiedzUsuńTwoje :*
UsuńNie lubię Leonetty, ale ten part jest cudowny. Taki piękny, prawdziwy, i mega wzruszający. Ty masz taaaki ogromny talent, no nie mogę. Jesteś naprawdę utalentowana. I ta przyjaźń Leona i Fran, rany. Pięknie to opisałaś.
UsuńPozdrawiam cieplutko,
kocham <333
Baardzo dziękuję <3
UsuńZajmuję !
OdpowiedzUsuńDobrzee ;)
UsuńPiękne, jak zwykle zresztą. Masz ogromny talent nie zmarnuj go!
OdpowiedzUsuńŚwietne
OdpowiedzUsuńCieszę się , że udało Ci się zmieścić w czasie :)
Czekam na "Miłość zamknięta w chorobie" :*
Dziękuję :*
UsuńCudowny !
OdpowiedzUsuńJak zawsze boski part, ale dziś jest jeszcze bardziej cudaśny bo jest o Leonettcie i zrobiłaś szczęśliwe zakończenie ! Wiesz, że Cię kocham? U Ciebie takie zakończenia to nie za często, a do tego jeszcze o mojej ulubionej parze :3 Kocham ich <3
Mi ta część podobała się bardzo bardzo. Violka w końcu wróciła i Leoś się opamiętał i wrócił do 'żywych'. Wyznali sobie miłość i to było piękne ;) I to jak on się o nią troszczył i opiekował i jak się z Fran w końcu pogodził. Jak pisałaś tam o sukni ślubnej myślałam, że to dla Violetty, a później się wyjaśniło, że to Frania wychodzi za mąż :D Vilu opamiętała się i w końcu wzięła się za siebie, bo już mi nawet jej się coraz bardziej szkoda robiło i jego też :( Dobra to teraz chcę Ci podziękować za szczęśliwe zakończenie i moją Leonettę ! Jeszcze raz boski ! Czekam na kolejny ;*
Ja tam się nie uczę na chemię mam pomoce naukowe xD Co do En Vivo ja już nie mogę się doczekać ! Wyobraź sobie, że taki Facu będzie skakał przed Tobą na scenie, bo jak ja sobie tak o Jorge pomyślę to nie mogę. Co do zabicia Maxiego też się przyłączę, ale ja jeszcze przy okazji ukatrupię Klemą i Gery XD
Kocham Cię <333
Taa, Violke bym od razu za mąż dało, chyba nie XD
UsuńJezu weź Klemą XD
Kochaam <3
Śliczne :)
OdpowiedzUsuńTo czekam na następne <3
Buziaczki :**********
Catherine :3
Dziękuję <3
UsuńŚwietny part
OdpowiedzUsuńNaprawdę świetnie piszesz
I tak historia...
Aww...
Mam nadzieję, że będzie jeszcze jakaś część
Ciesze się, że jedziesz na koncert
Takie koncerty to nie dla mnie
Mam pieniądze na to i wszystko co potrzebne
Ale jakoś ciężko mnie do tego przekonać
Pozdrawiam i czekam na next
Lucyy
To była ostatnia część. Dziękuję :)
UsuńSzkoda, że to ostatnia część :C
OdpowiedzUsuńJak zwykle genialna :D
Czekam na Bromile :3
Dziękuję ;)
UsuńWitaj ;*
OdpowiedzUsuńKompletnie nie pamiętam, kiedy ostatni raz pozostawiłam komentarz ;(
Główny powód - brak czasu ;(
Kolejny wspaniały part, o dość trudnej tematyce. Po raz kolejny udało Ci się stworzyć coś niesamowitego, życiowego. Lubię to, że nie boisz się poruszać problemów, z którymi muszą się borykać niektórzy ludzie, bowiem życie ludzkie wcale nie jest usłane różami, zawsze musimy walczyć o szczęście.
Anoreksja - dość poważny problem, który może skończyć się naprawdę tragicznie. Wystające kości, sylwetka przypominająca szkielet, taki widok mnie przeraża i przyprawia o zawroty głowy. Chyba nigdy do końca nie będę w stanie zrozumieć jak można dążyć do takiej "perfekcyjnej" figury. Smutne jest to, że tacy ludzie nie widzą, że jest im potrzebna pomoc, zapierają się z całych sił i twierdzą, iż wszystko jest w porządku - tak jak ukazałaś to doskonale w postawie Violetty. Najbliżsi próbowali jej pomóc, zwłaszcza Fran, która wiedziała jak ciężko jest uświadomić sobie, że odchudzanie stało się wręcz obsesją. Czytając parta bałam się trochę, były momenty w których myślałam - to nie skończy się dobrze, ale na szczęście obawy nie sprawdziły się ;) Dobrze, że Violka w końcu zgodziła się pójść na terapię.
Jesteś genialną pisarką ♥
Pozdrawiam,
Rachel ;*