czwartek, 27 listopada 2014

ONE PART LEONETTA - W sidłach anoreksji cz 3


14/09/2014 22:29
Do: Francesca
Jutro o dziewiątej mam autobus, w Buenos będę koło pierwszej. Ktoś z was wyjedzie po mnie na przystanek?

Z westchnieniem odłożyła telefon na stolik przy łóżku. Oparła głowę na poduszce i przymknęła oczy.
Sama nie wiedziała, dlaczego jednak postanowiła wrócić i to po niecałym miesiącu. Głównym tego powodem był na pewno stan w jakim znajdywał się Leon; był w końcu jej przyjacielem, nie mogła zignorować tego, co się z nim dzieje. Po telefonie Marco zastanawiała się jeszcze kilka godzin, aż zdecydowała. Chciała wrócić też dlatego, że... że tęskniła, tak po prostu.

14/09/2014 22:32
Od: Marco
Marco po ciebie wyjedzie, tylko daj znać. Nie pytaj, czemu piszę z jego telefonu. Ten idiota zapomniał mi kupić doładowanie.

Zaśmiała się pod nosem. Dzisiaj idiota, jutro będzie jej ukochanym Marco. Jak zawsze, zresztą.

14/09/2014 22:33
Do: Marco
Jasne, rozumiem :) Idę spać, do jutra.

A kiedy dostała esemesa z odpowiedzią, schowała telefon pod poduszkę. Westchnęła cicho i zamknęła oczy, jednocześnie zgaszając lampkę przy swoim łóżku. Pięć minut później zasnęła, zupełnie nieświadoma niczego co dzieje się wokół niej. Była w swoim świecie.

- Nie chcę z nikim rozmawiać! - Krzyknął, kiedy znowu usłyszał tak zwane „błagania” Marco. Nie miał ochoty z nikim się widzieć. Jeszcze bardziej potęgował to fakt, że dzisiaj był 15 września, czyli dzień, kiedy on i Violetta się poznali. Nigdy go nie zapomni. - Odejdź stąd!
- Leon, człowieku, wyjdźże z tego pokoju, no bardzo cię proszę. - Głos jego przyjaciela zupełnie go nie interesował, szczerze? Miał to gdzieś.
Usłyszał stukanie szpilek o posadzkę. Podniósł głowę na moment. - Jeśli to ty, Cauviglia, to natychmiast stąd zjeżdżaj. Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia.
Przez chwilę nie było słychać nic.
- A może lepiej byłoby, gdybyś w końcu się na to zdecydował.
Zdębiał. Ten głos. Poznałby go wszędzie. O każdej porze dnia i nocy. Żył z nim od tylu lat. Słyszał go codziennie. Był muzyką dla jego uszu, orzeźwiał go. Nie słyszał go prawie miesiąc. Tęsknił za nim. Umierał, bez niego.
Weszła do jego pokoju. Kilka sekund trwało, zanim naprawdę uwierzył, że to ona. Patrzył na nią. Wyglądała jeszcze gorzej niż ostatnio. Jej twarz wydawała się być bardziej poszarzała, kości policzkowe bardziej wystające, oczy bardziej podkrążone. Włosy, niegdyś tak puszyste, teraz oklapły, wyblakły. Tak naprawdę, była już wrakiem człowieka.
Widział, jak chwieje się na wysokich obcasach. Długie, czarne spodnie przylegające idealnie do jej nóg jeszcze bardziej pokazywały to, jak bardzo szczupłe one są. A luźna, zielona bluzka z szerokimi rękawami jak i całą resztą, powinna optycznie poszerzać, jednak... jednak tak nie było. Co wydawało się dziwne.
Podszedł do niej. Nie przejmował się swoim wyglądem. Zdawał sobie sprawę, że musi wyglądać idiotycznie, niechlujnie... Nie golił się od dawna, w ogóle nie dbał o siebie. Nie miał po co. Bo jej nie było. Teraz była. Wróciła.
- Violetta. - Dotknął dłonią jej policzka. Więcej nie powiedział nic.
Spojrzała na niego z bólem. - Jak mogłeś doprowadzić się do takiego stanu? - spytała cicho.
Nie odpowiedział. Chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie mocno. Wdychał jej zapach. Ona wtuliła się w niego całą sobą, zaciskając chude palce na jego ramieniu.
- Kocham cię - wyszeptał do jej ucha.
Czuł łzy zbierające się w jego oczach. Ona zresztą również. Nie mogli opanować emocji.
- Ja też cię kocham - odparła.
Była dumna, że w końcu to powiedziała. Że się nie bała.
Miała nadzieję, że teraz wszystko będzie dobrze. Nie przewidziała jednak tego, co stanie się już niedługo.

Krzyknęła zdenerwowana i rzuciła komórkę na łóżko. No nie miała już siły do tego wszystkiego. Jakiś czas temu zamówiła sobie piękną, długą, śnieżnobiałą suknię ślubną z welonem do samej ziemi. Wyglądała w niej jak księżniczka. Wspaniale ukrywał jej wszystkie niedoskonałości, a jednocześnie podkreślała to, czym w swojej figurze mogła się pochwalić. A teraz? Właścicielka salonu sukien dzwoniła, powiedziała, że wystąpiło jakiejś strasznie nieporozumienie i jej suknia została sprzedana innej przyszłej pannie młodej, a że był to ostatni taki model - nie mogła już nic zrobić. Oczywiście, zaoferowała jej jakąś inną suknię i to za połowę ceny! Ale ona nie chciała innej. Chciała tą, w której będzie wyglądać jak księżniczka.
- Spokojnie, złość piękności szkodzi.
Podniosła głowę i spojrzała na niego. Pierwszy raz od miesiąca odezwał się do niej normalnie. Nie wrzeszczał, nie wyzywał ją od najgorszych, nie ubliżał jej. To coś niesamowitego.
Chwyciła do ręki katalog sukien ślubnych, jakiegoś innego salonu. Podciągnęła nogi pod brodę i przystąpiła do powolnego kartkowania magazynu. Kątek oka widziała jak Leon siada niepewnie obok niej.
- Chciałem cię przeprosić - powiedział.
- Po co, skoro to i tak nie zmienia faktu, że to przeze mnie Violetta wyjechała? Możesz jeszcze dodać coś od siebie. Na przykład, że jestem oszustką i krętaczką. Albo może coś ostrzejszego. Czekaj... jak mnie ostatnio nazwałeś? A, to było coś w stylu...
- Francesca, przestań, proszę cię. - Przerwał na moment, chciał zebrać myśli i ubrać je w słowa. Doskonale wiedział, że zachowywał się jak idiota w stosunku do swojej przyjaciółki i bardzo tego żałował, bo domyślał się, jak bardzo musiało ją to boleć. - Tak wiem, byłem chamski, głupi, byłem baranem. Nie powinienem cię tak tak traktować.
Nie odpowiedziała. Zamknęła katalog i spojrzała na niego. Nie odzywała się jednak w dalszym ciągu.
- Jesteś bardzo zła? - spytał po chwili.
- Nie jestem zła - odparła. - Jest mi po prostu przykro. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Twoje traktowanie mnie wcale nie było przyjemne.
- Wiem, Fran, jasne, że wiem. Ja wcale nie chciałem, ale... musisz mnie zrozumieć. Nie potrafiłem znieść tego, że nie ma jej przy mnie. Zacząłem cię obwiniać dlatego, żebym nie myślał, że to przeze mnie ona wyjechała.
Odgarnęła włosy z twarzy. Po momencie uśmiechnęła się lekko.
- Rozumiem. W porządku, jest dobrze.
Odwzajemnił uśmiech. Przysunął się do niej, chwycił ją za ramiona i przyciągnął do siebie. Byli przyjaciółmi już tak długo... Żadne z nich nie czuło się przyjemnie w ciągu tego miesiąca, w końcu między nimi również źle się działo. Ale już było po wszystkim. Pogodzili się.
- Marco mi powiedział.
Odsunęła się od niego i spojrzała na niego zdziwiona. - Co ci powiedział?
- Nigdy nie wspominałaś, że chorowałaś na anoreksję.
Westchnęła ciężko.
- Nigdy nie pytaliście. Poza tym, to przeszłość, nie chcę o tym myśleć.
- To dlatego zachowywałaś się tak w stosunku do Violetty?
- Wiem, przez co ona przechodzi - wytłumaczyła. - Czułam się tak samo jak ona teraz. Od początku wiedziałam, że wmuszanie w nią jedzenia i tak nic nie da.
Wiedziała, co mówi. Była w takiej samej sytuacji. Miała tylko nadzieję, że Violetta szybciej weźmie się za siebie i doprowadzi się do porządku z większą łatwością niż niegdyś ona. Ale - przecież ona kiedyś była sama. A jej przyjaciółka ma tyle ludzi wokół siebie...

Zapukał do drzwi. Cisza. Nikt mu nie otworzył. A przecież umawiał się z nią, że do niej przyjdzie, że obejrzą jakiś film. Powinna być w domu.
Zapukał drugi raz. Zero reakcji. Zaczął się niepokoić. Violetta nigdy tak nie robiła. Zawsze czekała na niego z niecierpliwością.
Zapukał po raz trzeci. Nic. W jego głowie rodziły się same czarne scenariusze. Wiedział, że stało się coś złego. To nie było w jej stylu.
Nacisnął klamkę. Ustąpiła. Zamarł, bo ona nigdy nie zostawiała drzwi otwartych. Ze strachem wszedł do środka.
- Violetta? - Odezwał się, jednak nie dostał żadnej odpowiedzi.
Wszedł głębiej.
- Violetta? - powtórzył, jednak i tym razem odpowiedziała mu cisza.
Szybkim krokiem wbiegł po schodach na górę. Po drodze wołał ją, jednak nadal nie było odzewu. Wszedł do jej sypialni.
To, co zobaczył, sparaliżowało go. Leżała na podłodze, nieprzytomna. Obok niej rozbity kubek. Nie wiedział co robić.
Podbiegł do niej, kucnął obok. Zaczął nią potrząsać, chciał ją obudzić, ale ona nie reagowała. Teraz zobaczy też, jak bardzo choroba ją zniszczyła, jak słaba była. Szarawa skóra wydawała się być niemal przezroczysta, policzki zapadnięte, a kręgi pod oczami jeszcze większe niż ostatnio.
Nie chciała się obudzić.
Strach go sparaliżował.
Dopiero po chwili otrząsnął się na tyle, by wyciągnąć telefon i zadzwonić na pogotowie.
Bał się, tak cholernie mocno się bał... nie wiedział, co może się zdarzyć. W duchu modlił się tylko, by nie było to nic poważnego. By Violetta była zdrowa. Choć wiedział, że ona już od jakiegoś czasu nie jest zdrowa. Anoreksja to w końcu choroba.
Choroba, którą teraz przysiągł sobie pomóc jej ją zwalczyć.

- Jej organizm jest wyniszczony. - Ten lekarz mówił to, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. On chyba w ogóle nie miał uczuć. - Pacjentka jest niedożywiona i odwodniona. Najbliższa doba będzie decydująca.
A później odszedł, zostawiając go samego. Nie licząc jakiejś starszej pani popłakującej cicho w kącie.
Oparł się o ścianę i osunął po niej na ziemię. Ukrył twarz w dłoniach. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Przecież mógł coś zrobić. Mógł siłą wysłać go na tą cholerną terapię, i nieważne, że byłaby na niego śmiertelnie obrażona. Przynajmniej później nie znalazłaby się tutaj, nie walczyłaby o życie.
Gdzieś w oddali słyszał głosy swoich przyjaciół, widział biegnących ich w jego stronę. Ale nie zwracał na to uwagi. Nie liczyło się to dla niego. Dramatycznym szeptem powtórzył im słowa lekarza i zdążył jeszcze zauważyć łzy spływające po twarzy Francesci, po czym schował się do swojego świata, gdzie wszystko jest idealne. Przynajmniej dla niego.

Ściskał jej drobną dłoń podłączoną do miliona kroplówek i w myślach modlił się, aby się obudziła. Patrzył na wielką maszynę wiszącą nad jej łóżkiem i mimo że kompletnie nic nie rozumiał z tych pikających kreseczek to miał przeczucie, że jednak będzie dobrze, że wszystko idzie po ich myśli.
Nie zauważył, kiedy otworzyła oczy.
Nie usłyszał jej słabego głos wypowiadającego jego imię.
Dopiero za drugim razem dotarł on do jego uszu.
- Violetta - szepnął, przykładając dłoń do jej policzka. - Nie mów nic. Spokojnie, kochanie.
Ponownie zamknęła powieki i zasnęła po raz drugi. Tym razem ze świadomością, że ma przy sobie kogoś, kogo kocha nad życie.

- Ależ panienka musi zjeść obiad! - Starsza pani w uniformie pielęgniarki spojrzała z oburzeniem na nietknięte jedzenie. - To są takie dobre rzeczy! Ziemniaczki młode, mięsko takie chudziutkie, i do tego najlepsze buraczki, jakie można sobie wymarzyć. Panienka będzie miała tyle siły, że panienka będzie skakać po oddziale, razem z innymi panienkami!
Innych może ta wypowiedź by rozbawiła, na niej jednak nie zrobiła żadnego wrażenia. Ta pielęgniarka mogła gadać sobie co tylko chciała, ona nie zamierzała jeść. Nie będą w nią niczego wmuszać. Ona sama będzie o sobie decydować.
Wiedziała, do jakiego stanu się doprowadziła, jednak według siebie nadal nie była dostatecznie szczupła. Do ideału brakowało jej jeszcze sporo.
Tym bardziej nie będzie jadła szpitalnego jedzenia, które miało zapewne tyle kalorii w jednej porcji, ile ona zjadała przez cały tydzień. O nie, ona nie doprowadzi się do takiego stanu.
Do sali wszedł lekarz.
- O, dobrze, że doktor przyszedł. - Kobieta od razu zwróciła się w jego stronę. - Panienka znów nie chce jeść. Panienka nie jadła śniadania, a teraz nie chce obiadu.
Mężczyzna uśmiechnął się do niej. - Niech pani wraca do innych pacjentów, ja muszę porozmawiać z panną Castillo.
Starsza kobieta opuściła pokój, a doktor z tym swoim sztucznym uśmiechem na twarzy - którego Violetta nienawidziła, tak na marginesie - usiadł obok jej łóżka.
- Wie pani, jak się sprawy mają - zaczął. - Nie będę owijał w bawełnę. Jutro wychodzi pani ze szpitala, a od środy zaczyna pani terapię, która pomoże pani wygrać z anoreksją.
Spojrzała na niego jak na idiotę. - Ale ja się nie zgadzam na żadną terapię.
- Nie musi się pani zgadzać, bo w tym przypadku nie potrzebujemy pani zgody. Stan pani zdrowia wymaga natychmiastowego leczenia i nie tylko fizycznego, ale również psychicznego. Nie mam pani co tłumaczyć. Jeśli będzie pani chciała dowiedzieć się czegoś więcej, to proszę przyjść do mnie lub porozmawiać ze swoim partnerem, on zna wszystkie szczegóły.
Wstał i wyszedł z sali.
Z partnerem? Na pewno miał na myśli Leona. Byli partnerami? No, o tym to ona akurat nie wiedziała. Leon nie spytał ją oficjalnie czy będą razem, ale miała wrażenie, że już są w jakimś związku... on powstał tak sam z siebie.
Ech, no ale o terapii nie chciała nawet słyszeć. Nie była przecież wariatką, nie potrzebowała pomocy. Wiedziała co ma jeść i w jakich ilościach, żeby jakoś wyglądać i czuć się dobrze. Tylko tego jednego dnia trochę przesadziła i wyszło jak wyszło, ale to tylko jednorazowy przypadek.
Ale przecież nie wytłumaczy tego nikomu. Wszyscy chcą tylko, żeby zaczęła się leczyć.
W głębi serca wiedziała, że chcą tylko jej dobra.
Siedziała sama w sali, z głową opartą o dwie poduszki, wpatrywała się w okno. Zerknęła na zegarek; za kilka minut miał przyjść Leon, obiecał jej to.
Rzeczywiście, po kilku minutach drzwi otworzyły się i jej przyjaciel (?) wszedł do środka. Uśmiechnął się i rzucił w jej stronę „cześć” na co jednak nie odpowiedziała. Wpatrywała się w niego podejrzliwie.
- Coś się stało? - spytał zdezorientowany.
- Tak - odburknęła odwracając głowę w drugą stronę.
Podszedł do jej łóżka i usiadł na jego brzegu. - Violu, dlaczego jesteś zła?
Przez moment nie odpowiadała.
- Nie zmusicie mnie do żadnej cholernej terapii.
- Lekarz już ci powiedział?
Założyła ręce na piersi i spojrzała na niego spod byka.
- Nie, wyczytałam to w jego myślach - burknęła.
Nie skomentował jej niezbyt przyjemnej odpowiedzi. Westchnął i chwycił ją za rękę. W pierwszym odruchu chciała ją odtrącić, ale zrezygnowała z tego pomysłu.
- Violetta, zrozum, że to dla twojego dobra.
Prychnęła. - Tak, poczekaj. Dla mojego dobra chcecie mnie utuczyć jak świnię.
- Nie chcemy cię utuczyć.
- A ja nie chcę być gruba, czy to takie trudne?
- Niech w końcu do ciebie dotrze, że nie jesteś gruba. Czy gdybyś była gruba, wylądowałabyś w szpitalu z niedożywienia? Byłaś o krok od śmierci, i nadal będziesz sobie wmawiać, że jesteś za gruba?
Milczała. Osunęła się z poduszek i położyła całkowicie na łóżku, zakrywając się kołdrą. Poczuła rękę Leona na swoim biodrze.
- Nikt nie chce dla ciebie źle - powiedział. - Możesz być szczupła, ale nie w takim stopniu. Musisz przybrać do wagi, która nie będzie zagrażać twojemu życiu.
Może i miał rację. Chyba oni wszyscy mieli rację. Sama wiedziała, jak beznadziejnie się czuje i wcale nie było to przyjemne. Pamiętała czasy, kiedy była zdrowa i może nie z idealną figurą, ale przynajmniej była szczęśliwa. W tym momencie nie była szczęśliwa. Wcale nie cieszyły ją te kilkugodzinne ćwiczenia i tygodniowe głodówki.
A skoro Leon mówi, że nie musi być gruba... musi mu zaufać.
Ucieszyła się, kiedy na słowa „Kiedy mam zacząć tą terapię?” na jego twarzy pojawił się uśmiech. W końcu najbardziej zależało mu na jego szczęściu.

- To znaczy, że oficjalnie jesteśmy razem? - spytała.
- Tak - odparł. - Nasza przyjaźń przerodziła się w najpiękniejszą miłość na świecie.

Jęknęła cicho zrezygnowana.
- Niemożliwe - powiedziała. - Musi się dosunąć. Weź mocniej.
- Violetta, nie chcę urwać tego zamka.
Już od dobrych kilku minut męczyły się z tym cholernym suwakiem. Problem w tym, że Violetta rzeczywiście przybrała na wadze, i teraz sukienka druhny kupiona kilka miesięcy temu za nim nie chciała się zapiąć.
Francesca wygładziła swoją długą, białą suknię ślubną - kupioną za połowę ceny ze względy na likwidację salonu, tak na marginesie - i poprawiła welon.
- Zaraz coś wymyślimy - rzekła, a w jej głosie słychać było zdenerwowanie. Przecież ślub zaczynał się za pół godziny, wszystko miało być dobrze! Że też wcześniej nie mogły sprawdzić, czy sukienka pasuje.
- Francesca co ty chcesz wymyślić? Nie mamy już czasu!
- Dam ci jakąś swoją sukienkę.
- Dziewczyno, ty nosisz zupełnie inny rozmiar!
Drzwi pokoju otworzyły się, a w progu stanął Leon. - Dziewczyny, słychać was na dole. Wszystko w porządku?
Uśmiechnął się, z nadzieją, że to odwzajemnią, pomylił się jednak. Na ich twarzach malowało się zrezygnowanie.
- Jeśli wyczarujesz mi w dwadzieścia minut nową sukienkę, będę cię wielbić do końca życia.
- Z tą coś nie tak?
- Jest za mała, nie chce się zapiąć.
Podszedł do niej. Odwrócił ją do siebie tyłem. Chwycił za suwak. Jednym, mocnym ruchem pociągnął go do góry i zasunął sukienkę.
- Jesteś cudotwórcą - wyszeptała zdębiała panna młoda.
Leon zaśmiał się. - I po co było tyle nerwów?
Dziewczyna odwróciła się, pocałowała go w podziękowaniu w policzek i już miała coś powiedzieć, kiedy jej wzrok przeniósł się na Francesce.
- Co się stało z twoimi włosami? - zamarła.
Dziewczyna podniosła rękę do głowy. - Zepsuły się?
Nie czekając na odpowiedź wybiegła z pokoju, po drodze wołając fryzjerkę, która prawdopodobnie jeszcze była w ich domu. Violetta zdążyła tylko krzyknąć „Uważaj na schodach!”, a później usłyszała rozpaczliwy głos Włoszki błagający kobietę na dole o naprawienie jej włosów.
Zaśmiała się.
Po chwili poczuła usta Leona na swoich. Odwzajemniła pocałunek.
Ich miłość rosła z każdym dniem.

- Pięknie wygląda - szepnęła patrząc na swoją przyjaciółkę wchodzącą u boku Marco do kościoła.
- Ślicznie, ale nie lepiej od ciebie - odparł, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
Wyobraziła sobie siebie na miejscu Francesci.
Widziała siebie kroczącą dumnym krokiem przed siebie. Obok niej, oczywiście, Leon. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym. Cieszyła się, że jej przyjaciółka jest szczęśliwa.
Cieszyła się, że ona sama jest szczęśliwa.
Kiedy dwadzieścia minut później para młoda wypowiadała słowa przysięgi - „Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.” - wiedziała, że to ona niedługo będzie tam stała.
W końcu spotkała swoją prawdziwą miłość.
Była pewna, że to najlepsze co ją w życiu spotkało.
 
Oto kolejna część. Jak według mnie ona wypadła? No, bywało gorzej ;) Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona z tego parta, jak nigdy chyba... to jakiś cud! :))
Szkoła daje w kość, no i chyba nie tylko mi. Chemia dzisiaj wzywa, a mi się tak nie chce, że no normalnie nie mogę. Umieram z każdym dniem, a fizyka to jeszcze bardziej przyśpiesza, no serio... Ale wiecie czym się pocieszam? A En vivo. En vivo, nie Violetta Live, bo to głupio brzmi XD Moim darem przekonywania wysępiłam trochę kasy od rodziców, trochę od siostry, wzięłam trochę ze swoich no i jadę, tak, oczywiście! <3 Nie żebym się chwaliła, ale po prostu tak bardzo się jaram, że... ;))
No to chyba tyle z tego wszystkiego. Violka za niedługo leci, jeszcze parę spraw mam... :)
Aa co do Violetty. Zabiję Maxiego. Jak on traktował tą Naty? Cwel, cep, i jeszcze bardziej, przepraszam za wyrażenia. No ale debil. Niee, zabiję go O.o Ah, no i moja Marcesca się rozwala. Biedni moi :'( Kocham ich całym sercem mimo że się kłócą. Ale okej. Niech już se będą tymi przyjaciółmi. Zniosę to. Ciężej będzie z Diecescą. Ale jakoś dam radę ;)
Kocham was wszystkich, zapraszam gdzieś tak za dwa tygodnie na parta o Bromili! <33

22 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. o co chodzi z tym zajmowaniem? widzę to pod każdym postem i nie kumam :(

      BTW: zajebisty blog i one party :**

      Usuń
    2. Ehm, dziewczyny zajmują sobie miejsca, żeby nikt im go nie zajął, jakos tak :D
      Dziękuję ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Nie lubię Leonetty, ale ten part jest cudowny. Taki piękny, prawdziwy, i mega wzruszający. Ty masz taaaki ogromny talent, no nie mogę. Jesteś naprawdę utalentowana. I ta przyjaźń Leona i Fran, rany. Pięknie to opisałaś.
      Pozdrawiam cieplutko,
      kocham <333

      Usuń
  3. Piękne, jak zwykle zresztą. Masz ogromny talent nie zmarnuj go!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne
    Cieszę się , że udało Ci się zmieścić w czasie :)
    Czekam na "Miłość zamknięta w chorobie" :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny !
    Jak zawsze boski part, ale dziś jest jeszcze bardziej cudaśny bo jest o Leonettcie i zrobiłaś szczęśliwe zakończenie ! Wiesz, że Cię kocham? U Ciebie takie zakończenia to nie za często, a do tego jeszcze o mojej ulubionej parze :3 Kocham ich <3
    Mi ta część podobała się bardzo bardzo. Violka w końcu wróciła i Leoś się opamiętał i wrócił do 'żywych'. Wyznali sobie miłość i to było piękne ;) I to jak on się o nią troszczył i opiekował i jak się z Fran w końcu pogodził. Jak pisałaś tam o sukni ślubnej myślałam, że to dla Violetty, a później się wyjaśniło, że to Frania wychodzi za mąż :D Vilu opamiętała się i w końcu wzięła się za siebie, bo już mi nawet jej się coraz bardziej szkoda robiło i jego też :( Dobra to teraz chcę Ci podziękować za szczęśliwe zakończenie i moją Leonettę ! Jeszcze raz boski ! Czekam na kolejny ;*
    Ja tam się nie uczę na chemię mam pomoce naukowe xD Co do En Vivo ja już nie mogę się doczekać ! Wyobraź sobie, że taki Facu będzie skakał przed Tobą na scenie, bo jak ja sobie tak o Jorge pomyślę to nie mogę. Co do zabicia Maxiego też się przyłączę, ale ja jeszcze przy okazji ukatrupię Klemą i Gery XD
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, Violke bym od razu za mąż dało, chyba nie XD
      Jezu weź Klemą XD
      Kochaam <3

      Usuń
  6. Śliczne :)
    To czekam na następne <3
    Buziaczki :**********
    Catherine :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny part
    Naprawdę świetnie piszesz
    I tak historia...
    Aww...
    Mam nadzieję, że będzie jeszcze jakaś część
    Ciesze się, że jedziesz na koncert
    Takie koncerty to nie dla mnie
    Mam pieniądze na to i wszystko co potrzebne
    Ale jakoś ciężko mnie do tego przekonać
    Pozdrawiam i czekam na next
    Lucyy

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że to ostatnia część :C
    Jak zwykle genialna :D
    Czekam na Bromile :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj ;*
    Kompletnie nie pamiętam, kiedy ostatni raz pozostawiłam komentarz ;(
    Główny powód - brak czasu ;(
    Kolejny wspaniały part, o dość trudnej tematyce. Po raz kolejny udało Ci się stworzyć coś niesamowitego, życiowego. Lubię to, że nie boisz się poruszać problemów, z którymi muszą się borykać niektórzy ludzie, bowiem życie ludzkie wcale nie jest usłane różami, zawsze musimy walczyć o szczęście.
    Anoreksja - dość poważny problem, który może skończyć się naprawdę tragicznie. Wystające kości, sylwetka przypominająca szkielet, taki widok mnie przeraża i przyprawia o zawroty głowy. Chyba nigdy do końca nie będę w stanie zrozumieć jak można dążyć do takiej "perfekcyjnej" figury. Smutne jest to, że tacy ludzie nie widzą, że jest im potrzebna pomoc, zapierają się z całych sił i twierdzą, iż wszystko jest w porządku - tak jak ukazałaś to doskonale w postawie Violetty. Najbliżsi próbowali jej pomóc, zwłaszcza Fran, która wiedziała jak ciężko jest uświadomić sobie, że odchudzanie stało się wręcz obsesją. Czytając parta bałam się trochę, były momenty w których myślałam - to nie skończy się dobrze, ale na szczęście obawy nie sprawdziły się ;) Dobrze, że Violka w końcu zgodziła się pójść na terapię.
    Jesteś genialną pisarką ♥

    Pozdrawiam,
    Rachel ;*

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)