czwartek, 11 grudnia 2014

ONE PART BROMILA - Miłość zamknięta w chorobie cz 1


Co ty sobie wyobrażasz? - Podniosła głos. - Kazałam ci siedzieć w pokoju, powiedziałam, że myję podłogę!
Dziesięcioletnia dziewczynka spojrzała na swoją matkę ze strachem. Każdego dnia stawała się coraz bardziej nerwowa. To już nie była jej mama sprzed kilku lat.
- Szukałam taty... - usprawiedliwiła się.
Zdenerwowana trzydziestolatka już podnosiła rękę. Nie zastanawiała się nad tym, co robi, była zbyt wzburzona.
Ktoś w porę chwycił ją za nadgarstek. Odwróciła się i zobaczyła swojego męża. Spiorunował ją wzrokiem.
- Ava, idź do kuchni, obiad jest na stole.
Brunetka pokiwała głową i posłusznie oddaliła się w stronę kuchni. Mężczyzna spojrzał na rudowłosą.
- Zwariowałaś? - warknął. - Chciałaś ją uderzyć?
- Miała siedzieć u siebie, przed chwilą umyłam podłogę - odburknęła.
- To nie znaczy, że możesz podnosić na nią rękę, za kogo ty się uważasz?
- Za jej matkę, do cholery. Czy mi się wydaje?
Chwycił ją za ramię.
- Nikt nie ma prawa bić dziecka, nawet matka, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę.
Nie odpowiedziała. Wiedziała, że ma rację. Ale ostatnio była jakaś nerwowa, sama nawet nie wiedziała dlaczego.
- Chodź do kuchni.
Wyrwała się z jego uścisku i skierowała się do łazienki. Odkręciła wodę i chwyciła do ręki mydło. Zaczęła uporczywie szorować całe ręce, jakby chciała z nich zmyć wszelki brud, którego oczywiście nie było, bo w końcu myła je jakieś dziesięć minut temu.
- Wystarczy. - Jej partner zamknął kran i podał jej ręcznik.
Nie chciał, by kolejny raz wyszorowała skórę do krwi, jak to się już zdarzało.
Obsesyjnie dbała o porządek i czystość.
Poznali się trzynaście lat temu, w szkole, a dokładniej w Studio. Trzy lata później - mieli wtedy po dwadzieścia lat - na świat przyszła Ava. To stosunkowo wczesny czas jak na rodzicielstwo, ale żadne z nich nigdy nie żałowało. Ślub wzięli rok później. Było w porządku, kochali się, spędzali razem całe dnie. Jednak pewna tragedia zburzyła ich świat budowany tak dokładnie.
Wypadek samochodowy odebrał Camili rodziców. Miała wtedy dwadzieścia osiem lat. Była słaba, załamała się. Popadła w depresję i trochę trwało, zanim jej mąż i przyjaciele przywrócili ją znów do świata żywych. Przez pewien czas znów było jak dawniej. Po kilku miesiącach jednak zaczęło się to wszystko.
Od tej pory dla niej liczyło się tylko jedno. Wszystko miało być na swoim miejscu, miało być czyste, okna bez żadnej smugi, podłogi bez plamy po soku malinowym. Potrafiła brać prysznic po pięć razy dziennie, nakłaniała do tego swoją córkę, nie udało jej się to jednak, bo przecież Broduey nie mógł na to pozwolić.
Nie wiedzieli co to jest, dlaczego tak się dzieje. Ona wypierała się wszystkiego, nie chciała przyznać się, że coś jest nie tak, nie wierzyła w to. Po prostu lubiła ład. Nic więcej.
- Ava, myłaś ręce? - Spytała siadając przy stole.
- Myła, daj jej spokojnie zjeść - wtrącił Broduey, podając jej łyżkę.
Nie odpowiedziała. Napotkała spojrzenie swojej córki, jednak szybko odwróciła wzrok. Nie chciała widzieć tego dziwnego uczucia w jej oczach.
Jedli bez słowa, wpatrzeni w swoje talerze. Przynajmniej tak wydawało się Camili. W rzeczywistości między jej córką a mężem trwała zawzięta dyskusja na temat sprawdzianu z hiszpańskiego. Coś tam jeszcze mówili, że wypadałoby kontynuować lekcje portugalskiego, bo Ava chciała rozmawiać z tatą właśnie w tym języku.
Wesoły nastrój prysł jednak po kilku minutach.
Dziesięciolatka jak na złość przewróciła talerz z zupą, a cała jego zawartość wylądowała na nieskazitelnie białym obrusie.
Nie minęła nawet sekunda, a rudowłosa już poderwała się na nogi.
- Ava, idź do pokoju. - Mężczyzna widocznie chciał oszczędzić córce widoku sprzątającej matki.
Wróciła do jadalni ze ścierką w jednej ręce i szczotką w drugiej.
Broduey podszedł do niej. Chwycił ją za nadgarstki. - Camila, przestań.
- Nie przeszkadzaj mi, chcę to posprzątać.
Wyrwał jej rzeczy z rąk i przytrzymał. Spojrzał w jej oczy. Ale nie powiedział nic. Szarpała się jeszcze przez moment, w końcu jednak przestała. Rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie, po czym jej głowa opadła na jego ramię, a z ust wydobyło się głośne westchnięcie.
Przytulił ją do siebie. Szepnął do jej ucha, że wszystko będzie dobrze. Przynajmniej taką miał nadzieję, no a bez niej człowiek jest nikim.

Do salonu szybkim, nerwowym krokiem wkroczyła Violetta i Leon. Na ich twarzach widać było zdenerwowanie. Dziewczyna ściskała w rękach plik kartek.
- Siedzieliśmy trochę w internetach - Usiadła na kanapie obok Brazylijczyka - szukaliśmy na różnych forach, stronach i tak dalej. Gdzie Camila?
- W łazience - odparł, jednocześnie wskazując Leonowi fotel.
- Tym lepiej - mruknął chłopak. - Chcemy najpierw porozmawiać z tobą. Wydrukowaliśmy parę rzeczy.
Violetta wyjęła ze środka jedną z kartek i podała mu ją. Spojrzał na artykuł wydrukowany z Wikipedii.
- Nerwica natręctw? - zdziwił się. - Niemożliwe.
- Camila ma identyczne objawy - ciągnęła dziewczyna. - Drżenie rąk, nadmierna potliwość i obsesyjne dbanie o porządek i czystość. Tu masz wypowiedź jakieś dziewczyny z fora. „Zaczęło się niewinnie, po prostu myślałam, że mój chłopak polubił ład, ale z czasem to stawało się coraz bardziej niebezpieczne. Szorował ręce do krwi, potrafił pięć razy dziennie sprzątać ten sam pokój. Jedno wydarzenie, o którym nie chcę mówić, przesądziło o wszystkim. Zaczął się leczyć, i choć było ciężko, to dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.”
- To może być dziedziczone genetycznie lub spowodowane jakimś wstrząsem - wtrącił Leon. - Camila straciła rodziców, to by było tłumaczenie.
- Ale to jest choroba psychiczna - stwierdził cicho.
Violka przygryzła wargę i pokiwała twierdząco głową. - Ale możliwa do wyleczenia.
Pokręcił głową z niedowierzaniem. Przecież jego Camila nie mogła być chora. Jego Camila? Ta Ruda dziewczyna, którą znał już trzynaście lat? To nie mogła być prawda.
- Ja wiem, że ciężko w to uwierzyć - odezwał się Verdas - ale wszystko na to wskazuje.
Nie zdążył odpowiedzieć, bo usłyszał dźwięk otwieranych drzwi łazienki.
- Broduey? - I głos swojej żony. - Przyjdziesz do mnie?
Rzucił swoim przyjaciołom zaniepokojone spojrzenie i szybko podniósł się z sofy. Ruszył kierunku łazienki. Kiedy przekroczył jego próg, od razu zauważył Camilę stojącą przy umywalce ze wzrokiem wbitym w swoje ręce. Dopiero po chwili zauważył ciemnoczerwoną krew na śnieżnobiałym zlewie. Podszedł do niej. Jej ręce wyglądały naprawdę strasznie. Skóra zdarta do krwi, najpewniej od szorowania pumeksem.
- Camila, jeszcze tamte rany ci się nie zagoiły, a już zrobiłaś sobie następne? - Chwycił ją za nadgarstki i dokładniej przyjrzał się jej rękom.
- Były brudne, musiałam je umyć - wyjaśniła.
- One nie były brudne, wymyśliłaś to sobie - warknął.
Wziął do ręki ręcznik wiszący na wieszaku i zamoczył go w zimnej wodzie. Chwycił dziewczynę za ramię i pociągnął ją w swoją stronę, po czym przyłożył ręcznik do jednej jej ręki. Syknęła dosyć głośno i zwiesiła głowę, na co on nie zareagował. Cóż, przecież nie będzie jej pocieszał, że nic się nie stało, bo stało się, i to dużo, oczywiście znów z jej winy. Mimo wszystko.
- Bandaże się już skończyły - zauważyła. Spojrzał na nią. Przetarł jej ręce, a z jej ust wydobył się cichy krzyk. Zacisnęła zęby. - Już wystarczy.
- Chyba nie zamierzasz chodzić z zakrwawionymi rękami. Kolejny raz zachowałaś się jak małolata, więc teraz musisz jakoś to przeżyć.
- Nie zachowałam się jak małolata - zaprotestowała. - Nie będę chodzić uświniona, przecież musiałam się umyć!
Nie odpowiedział. Musiała się umyć - ciekawe z czego. Bał się, że obsesja Camili może kiedyś doprowadzić do czegoś gorszego, że kiedyś naprawdę może zrobić sobie krzywdę i będzie to coś więcej niż tylko skóra zdarta z rąk.
Kiedy wyciągnął z szafki nowe bandaże, zdziwiona spytała skąd je ma. Odpowiedział, że lepiej być przezornym. Poza tym, jakby przewidział, że zrobi coś podobnego.
Owinął jej ręce tym białym czymś i spojrzał na nią zmartwiony. Kosmyki mokrych włosów opadały na jej twarz. Zakrył bandaże brązowym szlafrokiem. - Violetta i Leon przyszli, idziesz do salonu?
Pokiwała głową. Założyła kapcie na nogi. Skrzyżowała ręce na piersiach i razem ze swoim partnerem wyszła z łazienki.
Kiedy tylko przekroczyła próg dużego pokoju, od razu napotkała na sobie zaniepokojone spojrzenia swoich przyjaciół. Rzuciła w ich stronę krótkie „cześć” i usiadła wygodnie na sofie. W jej oczy rzucił się plik kartek leżących na ławie. Sięgnęła do nich ręką, ubiegł ją jednak Broduey.
- Co to? - spytała zdziwiona.
- A tam, takie papiery - machnął lekceważąco ręką. - Nieważne.
- Camila, wszystko w porządku? - spytała zatroskana Violetta.
Spojrzała na nią z spod byka. - Dlaczego miałoby nie być? - Nie odpowiedziała. - Ja nie wiem, czy wy uważacie mnie za wariatkę, czy jak?
Leon odchrząknął.
- Nikt nie powiedział, że jesteś wariatką. Po prostu boimy się o ciebie.
Prychnęła.
- Wymyślacie sobie jakieś niestworzone historie. Nic mi nie jest, czuję się genialnie, moje słowa wam nie wystarczą?
Verdas wstał. Podszedł i usiadł obok niej na kanapie. Chwycił ją za dłonie.
- Camila, naprawdę chcemy ci pomóc. To nie jest normalne - Spojrzał na jej zabandażowane ręce - i ty też o tym wiesz.
- Ale co nie jest normalne? To, że dbam o przyszłość, tak? To jest dla was nienormalne? Może i lepiej byście się czuli, gdyby w domu był bajzel na kółkach, ale mnie do tego jakoś nie ciągnie i musicie to zrozumieć, przykro mi.
Zabrała swoje ręce, podniosła się z sofy i bez słowa wyszła z salonu.
Czy oni nie mogli normalnie z nią porozmawiać? Od kilku tygodni wszystko kręciło się wokół jednego - uważali, że zwariowała, bo sprząta. Od dziecka wychowywana była w czystym domu, jej matka uwielbiała sprzątać, ojciec musiał mieć wszystko dokładnie poukładane. Na ich przedpokoju nawet but nie mógł stać krzywo. Była pewna, że wyniosła to właśnie z domu. Zawsze lubiła porządek, ale przecież nie była jedyna.
Problem tylko w tym, że wszyscy byli przeciwko. Jej przyjaciele, nawet Broduey. Oni wszyscy sądzili, że coś z nią nie tak. Mylili się, oczywiście, ale ilekroć próbowała im to wytłumaczyć, jeszcze bardziej utwierdzali się w przekonaniu, że oszalała.
Nie chciała przyznać się sama przed sobą, że czasami ona też się siebie bała.

Ktoś zaszedł ją od tyłu, objął ramionami i oparł głowę na jej ramieniu. Uśmiechnęła się. Położyła dłonie na jego dłoniach.
- Nie za wcześnie? - spytała cicho.
Zaśmiał się. - Trzeba korzystać - zamruczał do jej ucha. - Ava jest u koleżanki, jutro znowu będzie spała w domu. A wtedy trzeba uważać podwójnie.
Zaczął całować ją po szyi. Odgarnął włosy z jej karku.
Odwrócił ją w swoją stronę. Spojrzała głęboko w jego oczy. On widział na jej twarzy... w większości ból. Cierpiała. Chociaż może sama o tym nie wiedziała.
- Kocham cię - szepnął zbliżając swoje usta do niej.
Położyła dłonie na jego ramionach i pocałowała go.
- Ja też cię kocham - odparła.
Wsunął ręce pod jej bluzkę. Zaczął masować jej plecy. Przeniósł wzrok na jej zabliźniałe ręce. Wpatrywał się w nie przez chwilę.
- Nie podobam ci się taka?- Do jego uszu dotarł jej głos.
Odgarnął jej kosmyk włosów z twarzy.
- W dalszym ciągu jesteś najpiękniejsza na świecie - odpowiedział.
Chwycił ją w pasie i przyciągnął gwałtownie do siebie. Kolejny raz wpił się w jej usta. Przesunął ręce na jej uda. Chwyciła róg jego koszulki i zdjęła ją z niego. Ponownie wsunął rękę pod jej bluzkę i jednym ruchem odpiął jej biustonosz. Pozbawił ją górnej części garderoby - stała przed nim naga.
Złapał ją w talii i podciął jej nogi.
Zaniósł ją do ich sypialni. Położył ją na łóżku. Ściągnął spodnie i usiadł na niej okrakiem. Nachylił się nad nią i trzeci już raz złożył na jej bladych ustach pocałunek.
Minutę później byli już zupełnie nadzy.
Dwie minuty później ich ciała złączyły się jedno.
Trzy minuty później po jej twarzy popłynęły łzy.
- Co się ze mną dzieje? - wyszeptała przymykając oczy.
Nie tylko ona chciała to wiedzieć. Zadawał sobie to pytanie od chwili pierwszych niepokojących objawów. Bał się o nią.
Cztery minuty później otarł łzy z jej policzków i pocałował ją delikatnie w jeden z nich.
- Będzie dobrze - odparł cicho. - Kocham cię - dodał.
- Nie zasługuję na to.
Chwycił jej nadgarstki i przytrzymał je po obu stronach jej głowy.
- Jesteś całym moim życiem - ciągnął. - Więc nie mów tak. Nie pozwalam ci na to. Słyszysz?
Pięć minut później to ona była górą. Choć po jej policzkach w dalszym ciągu spływały gorzkie łzy, pokazywała jak bardzo go kocha.
Godzinę później opadli na łóżko obok siebie. Objęli się ramionami i przywarli do siebie.
Półtorej godziny później zasnęli oboje, w dalszym ciągu w swoich objęciach i ze świadomością, że nic ich nie rozdzieli.

- Pojedziesz po Avę? - spytała podnosząc ich ubrania z podłogi.
Wstawił naczynia do zlewu.
- Jasne. - Rzucił ścierkę na blat. Zgromiła go wzrokiem. Z westchnieniem powiesił ją na haczyku. - Pójdę się ubrać.
Wychodząc z domu spojrzał na nią i chwycił ją za rękę.
- Nie sprzątaj, błagam cię.
- Daj spokój - mruknęła. - Jedź. Ava pewnie na ciebie czeka.

Coś złego działo się w jej głowie. Znów.
Nie wiedziała co w nią wstąpiło.
Na podłodze leżał rozbity wazon, a zaraz obok niego przewrócone wiadro z wodą.
Ściskała w ręce fioletową ścierkę i zawzięcie szorowała jedną z komód w salonie. Po rozgrzanej twarzy płynęło kilka łez, a sama nie wiedziała dlaczego.
To nie było normalne. Nawet ona to wiedziała.
Drzwi frontowe otworzyły się i usłyszała głosy swojego męża i córki. Nie obchodziło ją to, w jakim stanie mogą ją zobaczyć, a już szczególnie Ava. Nie dbała o to.
Umilkli, a za chwilę Broduey polecił córce wyjść na dwór. Sam za chwilę znalazł się w salonie.
Przez moment nie mówił nic, wpatrywał się tylko w cały ten straszny obraz. Ocknął się jednak i podbiegł do niej, chwytając ją od tyłu za ramiona.
- Zostaw mnie - warknęła wyrywając się.
Z całej siły kopnęła w wiadro. No trochę zabolało, ale nie przejęła się tym. Oddychała głośno nie mogąc złapać tchu.
- Camila, uspokój się. - Ponownie złapał ją za rękę. Pociągnął ją do tyłu. Chwycił ją za nadgarstki i odwrócił w swoją stronę. - Przestań - powiedział, starając się nie zauważyć tych łez spływających po jej policzkach.
Mimo, że po części było mu jej żal, to przecież nie mógł tego pokazać. Ta dziewczyna musiała zrozumieć, że z nią naprawdę jest coś nie tak.
Chwycił ją za kark i zmusił ją by spojrzała na niego.
- Jeśli w tym momencie się nie uciszysz - Wcale nie zwracał uwagi na jej pełne bólu oczy - to ostrzegam cię, że tego pożałujesz.
Chcąc się wyrwać, zaczęła uderzać pięściami w jego klatkę piersiową. Oczywiście - nie poczuł praktycznie nic.
Po kilku minutach bezowocnej walki w końcu poddała się. Jej ręce opadły, nogi ugięły się i zapewne zaliczyłaby bliskie spotkanie z podłogą, gdyby nie Broduey.
Posadził ją na sofie. Przytulił ją do siebie. Nie odezwał się ani słowem, nie wiedział z resztą co ma powiedzieć. Był zupełnie bezradny.

- Za pół godziny jedziemy do psychologa, szykuj się.
Wypuściła z ręki telefon, który spadł z głośnym łoskotem na ziemię.
- Do czego jedziemy?
- Do psychologa - powtórzył. - Nie próbuj zaprzeczać, bo i tak niczego nie osiągniesz.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Czy on chciał zrobić z niej wariatkę? Bo co? Bo lubiła sprzątać? Tylko dlatego?
- Nie jestem wariatką - warknęła mierząc go wzrokiem.
- To psycholog, nie psychiatra.
Zerwała się na nogi.
- Uważasz, że jestem nienormalna? - Podeszła do niego powoli. - Jaki masz w tym cel?
Zmierzył ją wzrokiem.
- Pomóc ci - odparł - bo nie chcę widzieć, jak jest z tobą coraz gorzej. Doskonale o tym wiesz.
Nawet jeśli próbowała zaprotestować, to nie dało to żadnych efektów, bo niedługo później siedziała już na przednim siedzeniu samochodu ze wzrokiem wbitym w szybę.
- Wiesz, że robię to wszystko dla ciebie?
Nie spojrzała na niego.
- Wsadź sobie to wszystko gdzieś.
Nie skomentował tego. Wolał nie dolewać oliwy do ognia. Bał się, jak Camila zareaguje na spotkanie z tą przemiłą panią psycholog, z którą rozmawiał kilka dni wcześniej. Szczegółowo opisał zachowanie swojej żony i poprosił o pomoc. Dostał bardzo szybki termin i niby wszystko miało być w porządku. Oczywiście liczył się z tym, jak może zachować się Camila - przeczuwał, że nie pobiegnie tam w podskokach.
Chwilę później zatrzymał się przed ośrodkiem. Wysiadł z samochodu, obszedł go i otworzył drzwi od strony rudowłosej.
- Nie pójdę tam - zapowiedziała zakładając ręce na piersi.
Patrzył na nią przez moment. - Wysiadaj.
Jej postawa jednak nie zapowiadała ani trochę, że ma zamiar ro zrobić.
- Camila, wysiadaj - powtórzył.
Kiedy nie odpowiedziała, chwycił ją za rękę i pociągnął w swoją stronę. Stanęła obok niego i nie bez oporów dała się zaprowadzić do ośrodka.
Zapowiadała się trudna godzina.

Brunetka postawiła przed nim kubek z kawą.
- To mówisz, że było źle? - spytała siadając obok Maxiego rozwalonego na sofie. Poprawiła włosy i położyła głowę na kolanach swojego narzeczonego.
- Na początku było w miarę w porządku, nie licząc tego, że musiałem ją siłą zaciągać do tego gabinetu - odpowiedział. - Nie chciała rozmawiać z tą psycholożką, nie odpowiadała na pytania. Później zdenerwowała się, podniosła głos, mówiła, że nie jest nienormalna, wiecie, poleciało trochę nieprzyjemnych słów. Powiedziała, że nie będzie rozmawiać z jaką durną babą, która zrobiła sobie studia z psychologii i teraz uważa, że pozjadała wszystkie umysły i najchętniej powsadzałaby wszystkich do czubków. Wyszła z gabinetu. No i nie pozostało mi nic innego jak tylko w biegu przeprosić tą kobietę i dogonić Camilę. Trochę się bałem, że zrobi coś głupiego.
Przez chwilę w salonie panowała cisza.
- Jestem beznadziejnym przyjacielem - odezwał się Maximiliano, bawiąc się włosami Natalii. - Zaniedbałem ją. Obiecałem jej, że zawsze przy niej będę. Znamy się przecież od dziecka, do cholery...
- Przecież jesteś przy niej - zaprzeczyła Hiszpanka.
- Właśnie nie. Zamiast jej pomóc, tylko przypatruję się temu wszystkiemu z boku.
- Chłopie, nie obwiniaj się - wtrącił Broduey. - To nie jest niczyja wina. Camila... dużo przeszła. To przez to, tylko i wyłącznie. Nie mogliśmy temu zapobiec.
Miał dziwne, wrażenie, że wmawia to sam sobie.

Przykryła rudowłosą swoją kołdrą i na palcach, tak, aby jej nie obudzić, wyszła z pokoju i zbiegła po schodach na dół, do salonu, gdzie ciemnoskóry chłopak, rozłożony wygodnie na kanapie, oglądał telewziję. Na jej widok podniósł się do pionu.
- Gdzie mama? - spytał zaniepokojony.
- Czytała mi książkę, i zasnęła. - Podeszła do niego i wdrapała się na jego kolana. - Nie chciałam jej budzić.
Mężczyzna uśmiechnął się i pocałował ją w czoło. Miał najwspanialszą córkę na świecie. Miała dopiero dziesięć lat, ale jak na swój wiek była bardzo, ale to bardzo mądra. Rozumiała wiele rzeczy, o których jej rówieśnicy nie mieli zielonego pojęcia.
- Tato? - Podniosła głowę i spojrzała na niego. - Mama jest chora?
Uśmiechnął się pocieszająco.
Ava doskonale wiedziała co się dzieje. Przecież dziwne zachowanie swojej matki obserwowała każdego dnia, nie była ślepa. Tylko... to trudne powiedzieć swojemu dziecku coś takiego.
- Mama potrzebuje pomocy, wiesz? - powiedział, zakładając kosmyk jej włosów za ucho.
- Dlaczego?
Milczał przez chwilę, układając w głowie co ma powiedzieć. Odchrząknął.
- Jesteś już duża, myślę, że zrozumiesz. Pamiętasz, jak babcia i dziadek zginęli w wypadku? - Dziewczynka pokiwała głową. - Mama bardzo ich kochała, była z nimi bardzo związana. Było jej bardzo ciężko. A później zaczęła bardzo dużo sprzątać. To nazywa się nerwica natręctw. Mama będzie musiała iść do lekarza, on jej pomoże.
- I będzie zdrowa?
- Jasne, że tak, słońce. - Dotknął ręką jej policzka. - Będzie taka jak wcześniej. - Zamilkł na moment. - Ale teraz dosyć rozmawiania. Jest już późno, zaprowadzę cię do łóżka.
Wyłączył telewizor, chwycił za rękę i razem ruszyli na górę. Weszli do ciemnego pokoju. Pomógł córce wdrapać się na bardzo wysokie, jednoosobowe łóżko. Pochylił się nad swoją żoną i potrząsnął nią lekko, próbując ją obudzić. Po chwili otworzyła oczy.
- Co... jest...? - mruknęła niemrawo.
- Wstań, pójdziemy do łóżka - powiedział chwytając ją za rękę.
Podniosła się z ociąganiem. Pocałowała jeszcze swoją córeczkę w czoło, po czym stanęła na nogi. Chwycił ją w pasie i poprowadził w kierunku drzwi. Wyszli na korytarz, a chwilę później znaleźli się już w swojej sypialni.
Opadła zmordowana na łóżko, naciągając na siebie kołdrę. Szybko zrzucił z siebie ubranie, zgasił światło i położył się obok niej. Przysunęła się w jego stronę i wtuliła się w jego klatkę piersiową. Objął ją ramieniem, a kilka minut później oboje zasnęli.
 
Przedstawiam wam moją kochaną Bromilę. Kocham ich prawie tak samo mocno jak Marcesce, jednak oni zawsze będą pierwsi, mimo że już nie są razem, moi <3
A parta to ja spieprzyłam po całej linii, wszystkie trzy części, które zobaczycie trochę później. No, ale przeczytajcie sobie, oceńcie, upewnijcie mnie ;))
Szczerze? Jestem trochę zawiedziona ilością komentarzy. Skomentowało dużo mniej osób niż zwykle. Nie wiem, czym jest to spowodowane - brakiem czasu, czy może tym, że tylko garstka osób czyta moje party? To samo tyczy się drugiego bloga, na którym w dodatku pojawiły się hejty pod ostatnim rozdziałem. Kolejny jednak postaram dodać się jeszcze dzisiaj lub ewentualnie jutro.
Dziękuję wam za wszystko, kocham was <33

35 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Przybyłam z małym opóźnieniem Cepowo :)
      Wiesz jakoś wcześniej nie miałam czasu, a później zapomniałam xD Ale liczy się, że już jestem i przeczytałam.
      Ogólnie to mi się ten One Part podoba bardzo, a nie tak jak Tobie. Może nie ubóstwiam jakoś Bromili, ale ta ich historia spodobała mi się. Tak szkoda mi tej Cami. Niby dla niej jest wszystko w porządku, a jest zupełnie inaczej. Jak czytałam to, że tak szoruje ręce, aż do krwi to minie ręce zabolały. Chociaż i tak mówiłaś mi już o tym kiedyś. Mają bardzo mądrą córeczkę i ładne imię Ava :) Spodobało mi się. Broduey też już nie wie jak sobie radzić i jego też mi szkoda, chociaż to nie wina Cami :( Razem muszą dać sobie radę. Zdanie Violetty 'Siedzieliśmy trochę w internetach' rozwaliłaś mnie tym :D Nie mogłam jak to przeczytałam, ale nie ważne. To chyba na dzisiaj tyle bo lecę czytać rozdział ;* KWP? XD
      Kocham Cię Cepowo!

      Usuń
    2. Deklu, nie dobijaj mnie :P KWP. Załamuję się.
      Łał... nie dałaś spacji przed wykrzyknikami i znakami zapytania. Jednak jestem dobrą nauczycielką ;>
      Kocham cie <3

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jeju, jaki wstyd. Nie wróciłam, ale jestem teraz. Wybaczysz?
      Okej, ja uwielbiam Cares. Generalnie, to nie toleruję Bromi, nie lubię ich i w ogóle. Ale dzięki tobie, to się zmieniło! Pokochałam Bromi prawie całym sercem. Oczywiście, nadal wolę Cares i Lemi ale oni też zajęli u mnie miejsce.
      Cała fabuła Twojego OP jest cudowna. Choroba psychiczna Cami, to coś strasznego ale Broduey wspaniale sobie z tym radzi. Jak na razie. Żal mi ich córeczki, Avy. Biedactwo.
      Czekam na kolejną część z ogromną niecierpliwością.
      Kocham <333

      Usuń
    2. Oj no nic się nie stało ;*
      Bardzo dziękuję, kocham <3

      Usuń
  3. Cudowny One Part! <3
    Spotkałam się już z podobnym przypadkiem w telewizji. Pewna młoda kobieta miała obsesję na punkcie sprzątania i czystości. Codziennie dwa razy myła okna, pięć razy podłogę, jeden pokój potrafiła sprzątnąć 10 razy ale i tak wydawał jej się brudny -.-
    Takie choroby trzeba leczyć, więc Broduey dobrze zrobił, że zaprowadził ją do psychologa. Szkoda tylko, że Camila nie miała ochoty porozmawiać z panią psycholog.
    Widać, że przyjaciele wspierają ich i bardzo chcą im pomóc. Przykre jest to, że Camila potrafi podnieść rękę na córkę tylko dlatego, że wyszła z pokoju na umytą niedawno podłogę. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się to dalej.
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  4. Super bardzo misię podobało.
    Czytam twoje opowiadania już dłuższy czas i piszesz najlepsze.
    Strasznie mi się podoba.

    czekam na następną część

    Przepraszam za błędy ale piszę na telefonie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejny świetny part. Wybierasz naprawdę wspaniałe tematy, do tego trudne, ale mimo to potrafisz je świetnie napisać. Takiego talentu, to tylko ci pozazdrościć. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Witaj <3
      Nie czytałam tego bloga, w sumie to jakoś tak tu wpadłam przypadkowo. Podziwiam cię za masę pomysłów. Nigdy nie wpadłabym na nerwicę natręctw :o Szacunek <3 Jeju, jestem już twoją fanką. *,* Dzięki temu OP polubiłam Bromilę ♥ Dziękuje. Genialne pomysły. ;*

      Usuń
    2. Cieszę się, że polubiłaś Bromilę :D
      Dziękuję :*

      Usuń
  7. Cześć, Olu <3
    Wracam na tego bloga, jednak musisz mi wybaczyć, mam tyle zaległości, że chyba nie zdążę nadrobić poprzedniego parta, W przeciwnym razie, musiałabyś długo czekać. Więc za pozwoleniem, zacznę już od Bromili, dobrze? ;)
    Jeśli chodzi o part, w ogóle o sam pomysł, bardzo przypadł mi do gustu. Swojego czasu bardzo interesowałam się nerwicą natręctw, to ten zapał i miłość do przyszłego (miejmy nadzieję) zawodu XD, i muszę przyznać, że całkiem zgrabnie to opisałaś. W dodatku ciekawie, z odrobiną romansu. W tym wszystkim to mi chyba najbardziej szkoda Avy, wiesz? No nic, czekam na kolejną część, i naprawdę żywię nadzieję, że Camila da się jednak przekonać. Ale zrobi to głównie dla siebie ;)
    Pozdrawiam,
    Edyta <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi się podoba, i to bardzo !!!
    Uwielbiam Twoje OS'y !!! Są najlepsze !!!
    Dzięki tej części bardziej polubiłam Bromilę ( bo wcześniej wolałam Leoecię i Fedemiłcię :*)
    Czekam na cz. II i na Świąteczną miniaturkę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą która dzięki temu partowi polubiła Bromilę :D
      Bardzo dziękuję ;*

      Usuń
  9. Kurcze kolejne cudeńko <333 Kocham Twoje Os'y i chciałabym móc tak pisać jak ty. Zazdroszczę Ci naprawdę. Podejmujesz się trudnych tematyk i fajnie się je czyta. Oby Cami dała się przekonać na tą terapię. Na pewno będzie dla niej to trudne, ale uda jej się to, musi <333
    Po za tym nominuję Ci do LBA na moim blogu ♥
    http://oneshotyvioletta.blogspot.com/2014/12/nominacja-do-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo podoba mi się ten One Part chociaż nie przepadam za tą parą. Świetnie opisałaś sytuację, w której znalazła się Camila. Dobrze, że ma przyjaciół i męża, którzy starają się jej pomóc. Czekam z niecierpliwością na kolejną część ♥

    Zapraszam także na mojego bloga. Nie jest on w prawdzie o Violi tylko o zwierzętach (konkretnie psach), ale może kogoś zainteresuje ;) www.przygody-tofika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję, ale nie bawię się w LBA :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudeńko.. Cudowne.. KOcham..

    OdpowiedzUsuń
  13. Genialny <3
    Tak jak ty bardzo lubię Bromile
    Przyznaje się! Nie skomentowałam ostatniego Parta! ;C
    Ale obiecuje poprawę
    Zaciekawił mnie ten Part
    I nie mów że ci nie wyszedł
    Bo jest cudowny
    Czekam na next!
    Wesołych Świąt! Pozdrawiam, Karolcia ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Przybywam z kolejnym komentarzem ;)
    Kolejny świetny part w Twoim wykonaniu ;*
    Można tylko podziwiać Twój talent, sposób w jaki opisujesz problemy bohaterów.
    Cami - szkoda mi jej ;( Ale nie trudno się dziwić, straciła osoby bliskie jej sercu i ciężko jest się pogodzić ze stratą. Na szczęście ma przy sobie przyjaciół, męża i córkę. Na pewno bliscy dołożą wszelkich starań, aby uporała się ze swoją chorobą. Tylko nic nie będą mogli zrobić na siłę, Camila musi uświadomić sobie, że potrzebuje pomocy.
    Czekam na kolejną część ;*
    Pozdrawiam,
    Rachel ♥

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)