Co ty sobie wyobrażasz? - Podniosła głos. - Kazałam ci siedzieć
w pokoju, powiedziałam, że myję podłogę!
Dziesięcioletnia
dziewczynka spojrzała na swoją matkę ze strachem. Każdego dnia
stawała się coraz bardziej nerwowa. To już nie była jej mama
sprzed kilku lat.
-
Szukałam taty... - usprawiedliwiła się.
Zdenerwowana
trzydziestolatka już podnosiła rękę. Nie zastanawiała się nad
tym, co robi, była zbyt wzburzona.
Ktoś
w porę chwycił ją za nadgarstek. Odwróciła się i zobaczyła
swojego męża. Spiorunował ją wzrokiem.
-
Ava, idź do kuchni, obiad jest na stole.
Brunetka
pokiwała głową i posłusznie oddaliła się w stronę kuchni.
Mężczyzna spojrzał na rudowłosą.
- Zwariowałaś? - warknął. - Chciałaś ją uderzyć?
-
Miała siedzieć u siebie, przed chwilą umyłam podłogę -
odburknęła.
-
To nie znaczy, że możesz podnosić na nią rękę, za kogo ty się
uważasz?
-
Za jej matkę, do cholery. Czy mi się wydaje?
Chwycił
ją za ramię.
-
Nikt nie ma prawa bić dziecka, nawet matka, nie wiem, czy zdajesz
sobie z tego sprawę.
Nie
odpowiedziała. Wiedziała, że ma rację. Ale ostatnio była jakaś
nerwowa, sama nawet nie wiedziała dlaczego.
-
Chodź do kuchni.
Wyrwała
się z jego uścisku i skierowała się do łazienki. Odkręciła
wodę i chwyciła do ręki mydło. Zaczęła uporczywie szorować
całe ręce, jakby chciała z nich zmyć wszelki brud, którego
oczywiście nie było, bo w końcu myła je jakieś dziesięć minut
temu.
-
Wystarczy. - Jej partner zamknął kran i podał jej ręcznik.
Nie
chciał, by kolejny raz wyszorowała skórę do krwi, jak to się już
zdarzało.
Obsesyjnie
dbała o porządek i czystość.
Poznali
się trzynaście lat temu, w szkole, a dokładniej w Studio. Trzy
lata później - mieli wtedy po dwadzieścia lat - na świat przyszła
Ava. To stosunkowo wczesny czas jak na rodzicielstwo, ale żadne z
nich nigdy nie żałowało. Ślub wzięli rok później. Było w
porządku, kochali się, spędzali razem całe dnie. Jednak pewna
tragedia zburzyła ich świat budowany tak dokładnie.
Wypadek
samochodowy odebrał Camili rodziców. Miała wtedy dwadzieścia
osiem lat. Była słaba, załamała się. Popadła w depresję i
trochę trwało, zanim jej mąż i przyjaciele przywrócili ją znów
do świata żywych. Przez pewien czas znów było jak dawniej. Po
kilku miesiącach jednak zaczęło się to wszystko.
Od
tej pory dla niej liczyło się tylko jedno. Wszystko miało być na
swoim miejscu, miało być czyste, okna bez żadnej smugi, podłogi
bez plamy po soku malinowym. Potrafiła brać prysznic po pięć razy
dziennie, nakłaniała do tego swoją córkę, nie udało jej się to
jednak, bo przecież Broduey nie mógł na to pozwolić.
Nie
wiedzieli co to jest, dlaczego tak się dzieje. Ona wypierała się
wszystkiego, nie chciała przyznać się, że coś jest nie tak, nie
wierzyła w to. Po prostu lubiła ład. Nic więcej.
-
Ava, myłaś ręce? - Spytała siadając przy stole.
-
Myła, daj jej spokojnie zjeść - wtrącił Broduey, podając jej
łyżkę.
Nie
odpowiedziała. Napotkała spojrzenie swojej córki, jednak szybko
odwróciła wzrok. Nie chciała widzieć tego dziwnego uczucia w jej
oczach.
Jedli
bez słowa, wpatrzeni w swoje talerze. Przynajmniej tak wydawało się
Camili. W rzeczywistości między jej córką a mężem trwała
zawzięta dyskusja na temat sprawdzianu z hiszpańskiego. Coś tam
jeszcze mówili, że wypadałoby kontynuować lekcje portugalskiego,
bo Ava chciała rozmawiać z tatą właśnie w tym języku.
Wesoły
nastrój prysł jednak po kilku minutach.
Dziesięciolatka
jak na złość przewróciła talerz z zupą, a cała jego zawartość
wylądowała na nieskazitelnie białym obrusie.
Nie
minęła nawet sekunda, a rudowłosa już poderwała się na nogi.
-
Ava, idź do pokoju. - Mężczyzna widocznie chciał oszczędzić
córce widoku sprzątającej matki.
Wróciła
do jadalni ze ścierką w jednej ręce i szczotką w drugiej.
Broduey
podszedł do niej. Chwycił ją za nadgarstki. - Camila, przestań.
-
Nie przeszkadzaj mi, chcę to posprzątać.
Wyrwał
jej rzeczy z rąk i przytrzymał. Spojrzał w jej oczy. Ale nie
powiedział nic. Szarpała się jeszcze przez moment, w końcu jednak
przestała. Rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie, po czym jej głowa
opadła na jego ramię, a z ust wydobyło się głośne westchnięcie.
Przytulił
ją do siebie. Szepnął do jej ucha, że wszystko będzie dobrze.
Przynajmniej taką miał nadzieję, no a bez niej człowiek jest
nikim.
Do
salonu szybkim, nerwowym krokiem wkroczyła Violetta i Leon. Na ich
twarzach widać było zdenerwowanie. Dziewczyna ściskała w rękach
plik kartek.
-
Siedzieliśmy trochę w internetach - Usiadła na kanapie obok
Brazylijczyka - szukaliśmy na różnych forach, stronach i tak
dalej. Gdzie Camila?
-
W łazience - odparł, jednocześnie wskazując Leonowi fotel.
-
Tym lepiej - mruknął chłopak. - Chcemy najpierw porozmawiać z
tobą. Wydrukowaliśmy parę rzeczy.
Violetta
wyjęła ze środka jedną z kartek i podała mu ją. Spojrzał na
artykuł wydrukowany z Wikipedii.
-
Nerwica natręctw? - zdziwił się. - Niemożliwe.
-
Camila ma identyczne objawy - ciągnęła dziewczyna. - Drżenie rąk,
nadmierna potliwość i obsesyjne dbanie o porządek i czystość. Tu
masz wypowiedź jakieś dziewczyny z fora. „Zaczęło się
niewinnie, po prostu myślałam, że mój chłopak polubił ład, ale
z czasem to stawało się coraz bardziej niebezpieczne. Szorował
ręce do krwi, potrafił pięć razy dziennie sprzątać ten sam
pokój. Jedno wydarzenie, o którym nie chcę mówić, przesądziło
o wszystkim. Zaczął się leczyć, i choć było ciężko, to dziś
jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.”
-
To może być dziedziczone genetycznie lub spowodowane jakimś
wstrząsem - wtrącił Leon. - Camila straciła rodziców, to by było
tłumaczenie.
-
Ale to jest choroba psychiczna - stwierdził cicho.
Violka
przygryzła wargę i pokiwała twierdząco głową. - Ale możliwa do
wyleczenia.
Pokręcił
głową z niedowierzaniem. Przecież jego Camila nie mogła być
chora. Jego Camila? Ta Ruda dziewczyna, którą znał już trzynaście
lat? To nie mogła być prawda.
-
Ja wiem, że ciężko w to uwierzyć - odezwał się Verdas - ale
wszystko na to wskazuje.
Nie
zdążył odpowiedzieć, bo usłyszał dźwięk otwieranych drzwi
łazienki.
-
Broduey? - I głos swojej żony. - Przyjdziesz do mnie?
Rzucił
swoim przyjaciołom zaniepokojone spojrzenie i szybko podniósł się
z sofy. Ruszył kierunku łazienki. Kiedy przekroczył jego próg, od
razu zauważył Camilę stojącą przy umywalce ze wzrokiem wbitym w
swoje ręce. Dopiero po chwili zauważył ciemnoczerwoną krew na
śnieżnobiałym zlewie. Podszedł do niej. Jej ręce wyglądały
naprawdę strasznie. Skóra zdarta do krwi, najpewniej od szorowania
pumeksem.
-
Camila, jeszcze tamte rany ci się nie zagoiły, a już zrobiłaś
sobie następne? - Chwycił ją za nadgarstki i dokładniej przyjrzał
się jej rękom.
-
Były brudne, musiałam je umyć - wyjaśniła.
-
One nie były brudne, wymyśliłaś to sobie - warknął.
Wziął
do ręki ręcznik wiszący na wieszaku i zamoczył go w zimnej
wodzie. Chwycił dziewczynę za ramię i pociągnął ją w swoją
stronę, po czym przyłożył ręcznik do jednej jej ręki. Syknęła
dosyć głośno i zwiesiła głowę, na co on nie zareagował. Cóż,
przecież nie będzie jej pocieszał, że nic się nie stało, bo
stało się, i to dużo, oczywiście znów z jej winy. Mimo wszystko.
-
Bandaże się już skończyły - zauważyła. Spojrzał na nią.
Przetarł jej ręce, a z jej ust wydobył się cichy krzyk. Zacisnęła
zęby. - Już wystarczy.
-
Chyba nie zamierzasz chodzić z zakrwawionymi rękami. Kolejny raz
zachowałaś się jak małolata, więc teraz musisz jakoś to
przeżyć.
-
Nie zachowałam się jak małolata - zaprotestowała. - Nie będę
chodzić uświniona, przecież musiałam się umyć!
Nie
odpowiedział. Musiała się umyć - ciekawe z czego. Bał się, że
obsesja Camili może kiedyś doprowadzić do czegoś gorszego, że
kiedyś naprawdę może zrobić sobie krzywdę i będzie to coś
więcej niż tylko skóra zdarta z rąk.
Kiedy
wyciągnął z szafki nowe bandaże, zdziwiona spytała skąd je ma.
Odpowiedział, że lepiej być przezornym. Poza tym, jakby
przewidział, że zrobi coś podobnego.
Owinął
jej ręce tym białym czymś i spojrzał na nią zmartwiony. Kosmyki
mokrych włosów opadały na jej twarz. Zakrył bandaże brązowym
szlafrokiem. - Violetta i Leon przyszli, idziesz do salonu?
Pokiwała
głową. Założyła kapcie na nogi. Skrzyżowała ręce na piersiach
i razem ze swoim partnerem wyszła z łazienki.
Kiedy
tylko przekroczyła próg dużego pokoju, od razu napotkała na sobie
zaniepokojone spojrzenia swoich przyjaciół. Rzuciła w ich stronę
krótkie „cześć” i usiadła wygodnie na sofie. W jej oczy
rzucił się plik kartek leżących na ławie. Sięgnęła do nich
ręką, ubiegł ją jednak Broduey.
-
Co to? - spytała zdziwiona.
-
A tam, takie papiery - machnął lekceważąco ręką. - Nieważne.
-
Camila, wszystko w porządku? - spytała zatroskana Violetta.
Spojrzała
na nią z spod byka. - Dlaczego miałoby nie być? - Nie
odpowiedziała. - Ja nie wiem, czy wy uważacie mnie za wariatkę,
czy jak?
Leon
odchrząknął.
-
Nikt nie powiedział, że jesteś wariatką. Po prostu boimy się o
ciebie.
Prychnęła.
-
Wymyślacie sobie jakieś niestworzone historie. Nic mi nie jest,
czuję się genialnie, moje słowa wam nie wystarczą?
Verdas
wstał. Podszedł i usiadł obok niej na kanapie. Chwycił ją za
dłonie.
-
Camila, naprawdę chcemy ci pomóc. To nie jest normalne - Spojrzał
na jej zabandażowane ręce - i ty też o tym wiesz.
-
Ale co nie jest normalne? To, że dbam o przyszłość, tak? To jest
dla was nienormalne? Może i lepiej byście się czuli, gdyby w domu
był bajzel na kółkach, ale mnie do tego jakoś nie ciągnie i
musicie to zrozumieć, przykro mi.
Zabrała
swoje ręce, podniosła się z sofy i bez słowa wyszła z salonu.
Czy
oni nie mogli normalnie z nią porozmawiać? Od kilku tygodni
wszystko kręciło się wokół jednego - uważali, że zwariowała,
bo sprząta. Od dziecka wychowywana była w czystym domu, jej matka
uwielbiała sprzątać, ojciec musiał mieć wszystko dokładnie
poukładane. Na ich przedpokoju nawet but nie mógł stać krzywo.
Była pewna, że wyniosła to właśnie z domu. Zawsze lubiła
porządek, ale przecież nie była jedyna.
Problem
tylko w tym, że wszyscy byli przeciwko. Jej przyjaciele, nawet
Broduey. Oni wszyscy sądzili, że coś z nią nie tak. Mylili się,
oczywiście, ale ilekroć próbowała im to wytłumaczyć, jeszcze
bardziej utwierdzali się w przekonaniu, że oszalała.
Nie
chciała przyznać się sama przed sobą, że czasami ona też się
siebie bała.
Ktoś
zaszedł ją od tyłu, objął ramionami i oparł głowę na jej
ramieniu. Uśmiechnęła się. Położyła dłonie na jego dłoniach.
-
Nie za wcześnie? - spytała cicho.
Zaśmiał
się. - Trzeba korzystać - zamruczał do jej ucha. - Ava jest u
koleżanki, jutro znowu będzie spała w domu. A wtedy trzeba uważać
podwójnie.
Zaczął
całować ją po szyi. Odgarnął włosy z jej karku.
Odwrócił
ją w swoją stronę. Spojrzała głęboko w jego oczy. On widział
na jej twarzy... w większości ból. Cierpiała. Chociaż może sama
o tym nie wiedziała.
-
Kocham cię - szepnął zbliżając swoje usta do niej.
Położyła
dłonie na jego ramionach i pocałowała go.
-
Ja też cię kocham - odparła.
Wsunął
ręce pod jej bluzkę. Zaczął masować jej plecy. Przeniósł wzrok
na jej zabliźniałe ręce. Wpatrywał się w nie przez chwilę.
-
Nie podobam ci się taka?- Do jego uszu dotarł jej głos.
Odgarnął
jej kosmyk włosów z twarzy.
-
W dalszym ciągu jesteś najpiękniejsza na świecie - odpowiedział.
Chwycił
ją w pasie i przyciągnął gwałtownie do siebie. Kolejny raz wpił
się w jej usta. Przesunął ręce na jej uda. Chwyciła róg jego
koszulki i zdjęła ją z niego. Ponownie wsunął rękę pod jej
bluzkę i jednym ruchem odpiął jej biustonosz. Pozbawił ją górnej
części garderoby - stała przed nim naga.
Złapał
ją w talii i podciął jej nogi.
Zaniósł
ją do ich sypialni. Położył ją na łóżku. Ściągnął spodnie
i usiadł na niej okrakiem. Nachylił się nad nią i trzeci już raz
złożył na jej bladych ustach pocałunek.
Minutę
później byli już zupełnie nadzy.
Dwie
minuty później ich ciała złączyły się jedno.
Trzy
minuty później po jej twarzy popłynęły łzy.
-
Co się ze mną dzieje? - wyszeptała przymykając oczy.
Nie
tylko ona chciała to wiedzieć. Zadawał sobie to pytanie od chwili
pierwszych niepokojących objawów. Bał się o nią.
Cztery
minuty później otarł łzy z jej policzków i pocałował ją
delikatnie w jeden z nich.
-
Będzie dobrze - odparł cicho. - Kocham cię - dodał.
-
Nie zasługuję na to.
Chwycił
jej nadgarstki i przytrzymał je po obu stronach jej głowy.
-
Jesteś całym moim życiem - ciągnął. - Więc nie mów tak. Nie
pozwalam ci na to. Słyszysz?
Pięć
minut później to ona była górą. Choć po jej policzkach w
dalszym ciągu spływały gorzkie łzy, pokazywała jak bardzo go
kocha.
Godzinę
później opadli na łóżko obok siebie. Objęli się ramionami i
przywarli do siebie.
Półtorej
godziny później zasnęli oboje, w dalszym ciągu w swoich objęciach
i ze świadomością, że nic ich nie rozdzieli.
-
Pojedziesz po Avę? - spytała podnosząc ich ubrania z podłogi.
Wstawił
naczynia do zlewu.
-
Jasne. - Rzucił ścierkę na blat. Zgromiła go wzrokiem. Z
westchnieniem powiesił ją na haczyku. - Pójdę się ubrać.
Wychodząc
z domu spojrzał na nią i chwycił ją za rękę.
-
Nie sprzątaj, błagam cię.
-
Daj spokój - mruknęła. - Jedź. Ava pewnie na ciebie czeka.
Coś
złego działo się w jej głowie. Znów.
Nie
wiedziała co w nią wstąpiło.
Na
podłodze leżał rozbity wazon, a zaraz obok niego przewrócone
wiadro z wodą.
Ściskała
w ręce fioletową ścierkę i zawzięcie szorowała jedną z komód
w salonie. Po rozgrzanej twarzy płynęło kilka łez, a sama nie
wiedziała dlaczego.
To
nie było normalne. Nawet ona to wiedziała.
Drzwi
frontowe otworzyły się i usłyszała głosy swojego męża i córki.
Nie obchodziło ją to, w jakim stanie mogą ją zobaczyć, a już
szczególnie Ava. Nie dbała o to.
Umilkli,
a za chwilę Broduey polecił córce wyjść na dwór. Sam za chwilę
znalazł się w salonie.
Przez
moment nie mówił nic, wpatrywał się tylko w cały ten straszny
obraz. Ocknął się jednak i podbiegł do niej, chwytając ją od
tyłu za ramiona.
-
Zostaw mnie - warknęła wyrywając się.
Z
całej siły kopnęła w wiadro. No trochę zabolało, ale nie
przejęła się tym. Oddychała głośno nie mogąc złapać tchu.
-
Camila, uspokój się. - Ponownie złapał ją za rękę. Pociągnął
ją do tyłu. Chwycił ją za nadgarstki i odwrócił w swoją
stronę. - Przestań - powiedział, starając się nie zauważyć
tych łez spływających po jej policzkach.
Mimo,
że po części było mu jej żal, to przecież nie mógł tego
pokazać. Ta dziewczyna musiała zrozumieć, że z nią naprawdę
jest coś nie tak.
Chwycił
ją za kark i zmusił ją by spojrzała na niego.
-
Jeśli w tym momencie się nie uciszysz - Wcale nie zwracał uwagi na
jej pełne bólu oczy - to ostrzegam cię, że tego pożałujesz.
Chcąc
się wyrwać, zaczęła uderzać pięściami w jego klatkę
piersiową. Oczywiście - nie poczuł praktycznie nic.
Po
kilku minutach bezowocnej walki w końcu poddała się. Jej ręce
opadły, nogi ugięły się i zapewne zaliczyłaby bliskie spotkanie
z podłogą, gdyby nie Broduey.
Posadził ją na sofie. Przytulił ją do siebie. Nie odezwał się ani słowem,
nie wiedział z resztą co ma powiedzieć. Był zupełnie bezradny.
-
Za pół godziny jedziemy do psychologa, szykuj się.
Wypuściła
z ręki telefon, który spadł z głośnym łoskotem na ziemię.
-
Do czego jedziemy?
-
Do psychologa - powtórzył. - Nie próbuj zaprzeczać, bo i tak
niczego nie osiągniesz.
Patrzyła
na niego z niedowierzaniem. Czy on chciał zrobić z niej wariatkę?
Bo co? Bo lubiła sprzątać? Tylko dlatego?
-
Nie jestem wariatką - warknęła mierząc go wzrokiem.
-
To psycholog, nie psychiatra.
Zerwała
się na nogi.
-
Uważasz, że jestem nienormalna? - Podeszła do niego powoli. - Jaki
masz w tym cel?
Zmierzył
ją wzrokiem.
-
Pomóc ci - odparł - bo nie chcę widzieć, jak jest z tobą coraz
gorzej. Doskonale o tym wiesz.
Nawet
jeśli próbowała zaprotestować, to nie dało to żadnych efektów,
bo niedługo później siedziała już na przednim siedzeniu
samochodu ze wzrokiem wbitym w szybę.
-
Wiesz, że robię to wszystko dla ciebie?
Nie
spojrzała na niego.
-
Wsadź sobie to wszystko gdzieś.
Nie
skomentował tego. Wolał nie dolewać oliwy do ognia. Bał się, jak
Camila zareaguje na spotkanie z tą przemiłą panią psycholog, z
którą rozmawiał kilka dni wcześniej. Szczegółowo opisał
zachowanie swojej żony i poprosił o pomoc. Dostał bardzo szybki
termin i niby wszystko miało być w porządku. Oczywiście liczył
się z tym, jak może zachować się Camila - przeczuwał, że nie
pobiegnie tam w podskokach.
Chwilę
później zatrzymał się przed ośrodkiem. Wysiadł z samochodu,
obszedł go i otworzył drzwi od strony rudowłosej.
-
Nie pójdę tam - zapowiedziała zakładając ręce na piersi.
Patrzył
na nią przez moment. - Wysiadaj.
Jej
postawa jednak nie zapowiadała ani trochę, że ma zamiar ro zrobić.
-
Camila, wysiadaj - powtórzył.
Kiedy
nie odpowiedziała, chwycił ją za rękę i pociągnął w swoją
stronę. Stanęła obok niego i nie bez oporów dała się
zaprowadzić do ośrodka.
Zapowiadała
się trudna godzina.
Brunetka
postawiła przed nim kubek z kawą.
-
To mówisz, że było źle? - spytała siadając obok Maxiego
rozwalonego na sofie. Poprawiła włosy i położyła głowę na
kolanach swojego narzeczonego.
-
Na początku było w miarę w porządku, nie licząc tego, że
musiałem ją siłą zaciągać do tego gabinetu - odpowiedział. -
Nie chciała rozmawiać z tą psycholożką, nie odpowiadała na
pytania. Później zdenerwowała się, podniosła głos, mówiła, że
nie jest nienormalna, wiecie, poleciało trochę nieprzyjemnych słów.
Powiedziała, że nie będzie rozmawiać z jaką durną babą, która
zrobiła sobie studia z psychologii i teraz uważa, że pozjadała
wszystkie umysły i najchętniej powsadzałaby wszystkich do czubków.
Wyszła z gabinetu. No i nie pozostało mi nic innego jak tylko w
biegu przeprosić tą kobietę i dogonić Camilę. Trochę się
bałem, że zrobi coś głupiego.
Przez chwilę w salonie panowała cisza.
-
Jestem beznadziejnym przyjacielem - odezwał się Maximiliano, bawiąc
się włosami Natalii. - Zaniedbałem ją. Obiecałem jej, że zawsze
przy niej będę. Znamy się przecież od dziecka, do cholery...
-
Przecież jesteś przy niej - zaprzeczyła Hiszpanka.
-
Właśnie nie. Zamiast jej pomóc, tylko przypatruję się temu
wszystkiemu z boku.
-
Chłopie, nie obwiniaj się - wtrącił Broduey. - To nie jest
niczyja wina. Camila... dużo przeszła. To przez to, tylko i
wyłącznie. Nie mogliśmy temu zapobiec.
Miał
dziwne, wrażenie, że wmawia to sam sobie.
Przykryła
rudowłosą swoją kołdrą i na palcach, tak, aby jej nie obudzić,
wyszła z pokoju i zbiegła po schodach na dół, do salonu, gdzie
ciemnoskóry chłopak, rozłożony wygodnie na kanapie, oglądał
telewziję. Na jej widok podniósł się do pionu.
-
Gdzie mama? - spytał zaniepokojony.
-
Czytała mi książkę, i zasnęła. - Podeszła do niego i wdrapała
się na jego kolana. - Nie chciałam jej budzić.
Mężczyzna
uśmiechnął się i pocałował ją w czoło. Miał najwspanialszą
córkę na świecie. Miała dopiero dziesięć lat, ale jak na swój
wiek była bardzo, ale to bardzo mądra. Rozumiała wiele rzeczy, o
których jej rówieśnicy nie mieli zielonego pojęcia.
-
Tato? - Podniosła głowę i spojrzała na niego. - Mama jest chora?
Uśmiechnął się pocieszająco.
Ava
doskonale wiedziała co się dzieje. Przecież dziwne zachowanie
swojej matki obserwowała każdego dnia, nie była ślepa. Tylko...
to trudne powiedzieć swojemu dziecku coś takiego.
-
Mama potrzebuje pomocy, wiesz? - powiedział, zakładając kosmyk jej
włosów za ucho.
-
Dlaczego?
Milczał
przez chwilę, układając w głowie co ma powiedzieć. Odchrząknął.
-
Jesteś już duża, myślę, że zrozumiesz. Pamiętasz, jak babcia i
dziadek zginęli w wypadku? - Dziewczynka pokiwała głową. - Mama
bardzo ich kochała, była z nimi bardzo związana. Było jej bardzo
ciężko. A później zaczęła bardzo dużo sprzątać. To nazywa
się nerwica natręctw. Mama będzie musiała iść do lekarza, on
jej pomoże.
-
I będzie zdrowa?
-
Jasne, że tak, słońce. - Dotknął ręką jej policzka. - Będzie
taka jak wcześniej. - Zamilkł na moment. - Ale teraz dosyć
rozmawiania. Jest już późno, zaprowadzę cię do łóżka.
Wyłączył
telewizor, chwycił za rękę i razem ruszyli na górę. Weszli do
ciemnego pokoju. Pomógł córce wdrapać się na bardzo wysokie,
jednoosobowe łóżko. Pochylił się nad swoją żoną i potrząsnął
nią lekko, próbując ją obudzić. Po chwili otworzyła oczy.
-
Co... jest...? - mruknęła niemrawo.
-
Wstań, pójdziemy do łóżka - powiedział chwytając ją za rękę.
Podniosła
się z ociąganiem. Pocałowała jeszcze swoją córeczkę w czoło,
po czym stanęła na nogi. Chwycił ją w pasie i poprowadził w
kierunku drzwi. Wyszli na korytarz, a chwilę później znaleźli się
już w swojej sypialni.
Opadła
zmordowana na łóżko, naciągając na siebie kołdrę. Szybko
zrzucił z siebie ubranie, zgasił światło i położył się obok
niej. Przysunęła się w jego stronę i wtuliła się w jego klatkę
piersiową. Objął ją ramieniem, a kilka minut później oboje
zasnęli.
Przedstawiam
wam moją kochaną Bromilę. Kocham ich prawie tak samo mocno jak
Marcesce, jednak oni zawsze będą pierwsi, mimo że już nie są
razem, moi <3
A
parta to ja spieprzyłam po całej linii, wszystkie trzy części,
które zobaczycie trochę później. No, ale przeczytajcie sobie,
oceńcie, upewnijcie mnie ;))
Szczerze?
Jestem trochę zawiedziona ilością komentarzy. Skomentowało dużo
mniej osób niż zwykle. Nie wiem, czym jest to spowodowane - brakiem
czasu, czy może tym, że tylko garstka osób czyta moje party? To
samo tyczy się drugiego bloga, na którym w dodatku pojawiły się
hejty pod ostatnim rozdziałem. Kolejny jednak postaram dodać się
jeszcze dzisiaj lub ewentualnie jutro.
Dziękuję
wam za wszystko, kocham was <33
Miejsce dla cepa <3
OdpowiedzUsuńPrzybyłam z małym opóźnieniem Cepowo :)
UsuńWiesz jakoś wcześniej nie miałam czasu, a później zapomniałam xD Ale liczy się, że już jestem i przeczytałam.
Ogólnie to mi się ten One Part podoba bardzo, a nie tak jak Tobie. Może nie ubóstwiam jakoś Bromili, ale ta ich historia spodobała mi się. Tak szkoda mi tej Cami. Niby dla niej jest wszystko w porządku, a jest zupełnie inaczej. Jak czytałam to, że tak szoruje ręce, aż do krwi to minie ręce zabolały. Chociaż i tak mówiłaś mi już o tym kiedyś. Mają bardzo mądrą córeczkę i ładne imię Ava :) Spodobało mi się. Broduey też już nie wie jak sobie radzić i jego też mi szkoda, chociaż to nie wina Cami :( Razem muszą dać sobie radę. Zdanie Violetty 'Siedzieliśmy trochę w internetach' rozwaliłaś mnie tym :D Nie mogłam jak to przeczytałam, ale nie ważne. To chyba na dzisiaj tyle bo lecę czytać rozdział ;* KWP? XD
Kocham Cię Cepowo!
Deklu, nie dobijaj mnie :P KWP. Załamuję się.
UsuńŁał... nie dałaś spacji przed wykrzyknikami i znakami zapytania. Jednak jestem dobrą nauczycielką ;>
Kocham cie <3
Zajmuję!
OdpowiedzUsuńOkeej ;)
UsuńMoje, słoneczko!
OdpowiedzUsuńDobrzee :*
UsuńJeju, jaki wstyd. Nie wróciłam, ale jestem teraz. Wybaczysz?
UsuńOkej, ja uwielbiam Cares. Generalnie, to nie toleruję Bromi, nie lubię ich i w ogóle. Ale dzięki tobie, to się zmieniło! Pokochałam Bromi prawie całym sercem. Oczywiście, nadal wolę Cares i Lemi ale oni też zajęli u mnie miejsce.
Cała fabuła Twojego OP jest cudowna. Choroba psychiczna Cami, to coś strasznego ale Broduey wspaniale sobie z tym radzi. Jak na razie. Żal mi ich córeczki, Avy. Biedactwo.
Czekam na kolejną część z ogromną niecierpliwością.
Kocham <333
Oj no nic się nie stało ;*
UsuńBardzo dziękuję, kocham <3
Zajmuję <333
OdpowiedzUsuńOkej <3
UsuńCudowny One Part! <3
OdpowiedzUsuńSpotkałam się już z podobnym przypadkiem w telewizji. Pewna młoda kobieta miała obsesję na punkcie sprzątania i czystości. Codziennie dwa razy myła okna, pięć razy podłogę, jeden pokój potrafiła sprzątnąć 10 razy ale i tak wydawał jej się brudny -.-
Takie choroby trzeba leczyć, więc Broduey dobrze zrobił, że zaprowadził ją do psychologa. Szkoda tylko, że Camila nie miała ochoty porozmawiać z panią psycholog.
Widać, że przyjaciele wspierają ich i bardzo chcą im pomóc. Przykre jest to, że Camila potrafi podnieść rękę na córkę tylko dlatego, że wyszła z pokoju na umytą niedawno podłogę. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się to dalej.
Klaudia
Bardzo dziękuję ;))
UsuńSuper bardzo misię podobało.
OdpowiedzUsuńCzytam twoje opowiadania już dłuższy czas i piszesz najlepsze.
Strasznie mi się podoba.
czekam na następną część
Przepraszam za błędy ale piszę na telefonie.
Bardzo dziekuję. :)
UsuńKolejny świetny part. Wybierasz naprawdę wspaniałe tematy, do tego trudne, ale mimo to potrafisz je świetnie napisać. Takiego talentu, to tylko ci pozazdrościć. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
OdpowiedzUsuńMoja miejscówka. <3
OdpowiedzUsuńOkk ;*
UsuńWitaj <3
UsuńNie czytałam tego bloga, w sumie to jakoś tak tu wpadłam przypadkowo. Podziwiam cię za masę pomysłów. Nigdy nie wpadłabym na nerwicę natręctw :o Szacunek <3 Jeju, jestem już twoją fanką. *,* Dzięki temu OP polubiłam Bromilę ♥ Dziękuje. Genialne pomysły. ;*
Cieszę się, że polubiłaś Bromilę :D
UsuńDziękuję :*
Cześć, Olu <3
OdpowiedzUsuńWracam na tego bloga, jednak musisz mi wybaczyć, mam tyle zaległości, że chyba nie zdążę nadrobić poprzedniego parta, W przeciwnym razie, musiałabyś długo czekać. Więc za pozwoleniem, zacznę już od Bromili, dobrze? ;)
Jeśli chodzi o part, w ogóle o sam pomysł, bardzo przypadł mi do gustu. Swojego czasu bardzo interesowałam się nerwicą natręctw, to ten zapał i miłość do przyszłego (miejmy nadzieję) zawodu XD, i muszę przyznać, że całkiem zgrabnie to opisałaś. W dodatku ciekawie, z odrobiną romansu. W tym wszystkim to mi chyba najbardziej szkoda Avy, wiesz? No nic, czekam na kolejną część, i naprawdę żywię nadzieję, że Camila da się jednak przekonać. Ale zrobi to głównie dla siebie ;)
Pozdrawiam,
Edyta <3
Jejuu, bardzo dziękuję <3
UsuńMi się podoba, i to bardzo !!!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje OS'y !!! Są najlepsze !!!
Dzięki tej części bardziej polubiłam Bromilę ( bo wcześniej wolałam Leoecię i Fedemiłcię :*)
Czekam na cz. II i na Świąteczną miniaturkę :*
Jesteś kolejną osobą która dzięki temu partowi polubiła Bromilę :D
UsuńBardzo dziękuję ;*
Kurcze kolejne cudeńko <333 Kocham Twoje Os'y i chciałabym móc tak pisać jak ty. Zazdroszczę Ci naprawdę. Podejmujesz się trudnych tematyk i fajnie się je czyta. Oby Cami dała się przekonać na tą terapię. Na pewno będzie dla niej to trudne, ale uda jej się to, musi <333
OdpowiedzUsuńPo za tym nominuję Ci do LBA na moim blogu ♥
http://oneshotyvioletta.blogspot.com/2014/12/nominacja-do-lba.html
Dziękuję <3
UsuńBardzo podoba mi się ten One Part chociaż nie przepadam za tą parą. Świetnie opisałaś sytuację, w której znalazła się Camila. Dobrze, że ma przyjaciół i męża, którzy starają się jej pomóc. Czekam z niecierpliwością na kolejną część ♥
OdpowiedzUsuńZapraszam także na mojego bloga. Nie jest on w prawdzie o Violi tylko o zwierzętach (konkretnie psach), ale może kogoś zainteresuje ;) www.przygody-tofika.blogspot.com
Dziękuję ;)
UsuńDziękuję, ale nie bawię się w LBA :)
OdpowiedzUsuńGenialne! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
UsuńCudeńko.. Cudowne.. KOcham..
OdpowiedzUsuńGenialny <3
OdpowiedzUsuńTak jak ty bardzo lubię Bromile
Przyznaje się! Nie skomentowałam ostatniego Parta! ;C
Ale obiecuje poprawę
Zaciekawił mnie ten Part
I nie mów że ci nie wyszedł
Bo jest cudowny
Czekam na next!
Wesołych Świąt! Pozdrawiam, Karolcia ;*
Przybywam z kolejnym komentarzem ;)
OdpowiedzUsuńKolejny świetny part w Twoim wykonaniu ;*
Można tylko podziwiać Twój talent, sposób w jaki opisujesz problemy bohaterów.
Cami - szkoda mi jej ;( Ale nie trudno się dziwić, straciła osoby bliskie jej sercu i ciężko jest się pogodzić ze stratą. Na szczęście ma przy sobie przyjaciół, męża i córkę. Na pewno bliscy dołożą wszelkich starań, aby uporała się ze swoją chorobą. Tylko nic nie będą mogli zrobić na siłę, Camila musi uświadomić sobie, że potrzebuje pomocy.
Czekam na kolejną część ;*
Pozdrawiam,
Rachel ♥
Piękny ^^
OdpowiedzUsuń