-
Wiem, że ją kochasz. Kochałeś ją od zawsze. Widziałem, jak
zmieniałeś przy niej swoje zachowanie. W jej obecności byłeś
inny. Zupełnie jak nie ty. Nie dało się nie zauważyć tej
różnicy, dobrze o tym wiesz. Wszyscy wiedzieli. Nikt tego nie
przeoczył. Cierpiałeś. Byliśmy przyjaciółmi, a ja nie mogłem
nic zrobić. Mieliśmy pecha. Zakochaliśmy się w tej samej
dziewczynie.
Na
parapecie za oknem osiadły płatki śniegu.
- Możesz mi nie wierzyć, ale na początku nie miałem o niczym
pojęcia. Milczałeś. Nawet teraz nie chcesz się do tego przyznać,
ale ja wiem, jak bardzo ją kochasz. Wiem, że przez całe życie
bolał cię widok nas dwojga. Cieszyłeś się, że jesteśmy
szczęśliwi, ale jednocześnie cierpiałeś, bo to ty chciałeś być
na moim miejscu. Problem w tym, że ona wybrała mnie.
Na
ciemnym niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy.
- Ona cię kocha. Może sobie zaprzeczać, ale taka jest prawda. Mnie
też kocha. A ja kocham ją. Kocham ją nad życie. Teraz muszę ją
zostawić. Ciężko mi się z nią rozstać, ale ja nie mam wyboru.
Powinienem odejść już dawno temu, przynajmniej nie przechodziłaby
przez to wszystko. Nie zasługuje na to. Wiem, że jestem dla niej
ważny, wiele razy mi to powtarzała.
Przez
okno słychać było dźwięki kolęd.
- Już niedługo to wszystko się skończy. Wiem, że będzie jej
ciężko. Jeszcze ciężej niż teraz. Ale ty jesteś jej
przyjacielem. A niedługo może kimś więcej. Musisz przy niej być,
musisz ja pocieszać, nie możesz dać jej się poddać. Ona musi być
silna, nie dla mnie, nie dla ciebie, ale dla siebie samej. Musisz
przekonać ją, że z moim odejściem świat się nie kończy. Ja już
nie zdążę tego zrobić.
W
domach ludzie zasiadali do Wigilinej kolacji.
- Nie boję się śmierci. Pogodziłem się z nią. Wiedziałem, że
przyjdzie ona szybciej, niż do ciebie czy do niej. Ale ona czuje
strach. Wiem to. Udaje przede mną, ale ja to widzę. Nie ukryje nic
przede mną, zbyt dobrze ją znam.
Gdzieś
w oddali mignęła spadająca gwiazda.
-
Doskonale pamiętam jak się
poznaliśmy. Ty też na pewno pamiętasz, w końcu to ty nas
zapoznałeś ze sobą. To była Wigilia. Nasi rodzice powyjeżdżali,
mieliśmy spędzić ją we dwójkę, jak tacy starzy przyjaciele.
Wtedy do ciebie zadzwoniła ona. Powiedziała, że plany jej się
pomieszały. Zaprosiłeś ją do nas, żeby nie spędzała świąt
sama w domu. Pamiętasz, że na początku byłem sceptycznie
nastawiony na to spotkanie? W ogóle jej nie znałem.
Świąteczne
lampki na korytarzu zaświeciły się.
- Przyszła niedługo później. Ubrana była w czarną sukienkę
przed kolano. Przy brzegach przyszyte miała takie ładne, białe
falbanki. Jej szpilki były chyba dziesięciocentymentrowe, ale i tak
była niższa ode mnie. Włosy miała rozpuszczone, od razu się w
nich zakochałem. Były takie długie, gęste, no i miały rudy
kolor, a ja mam do niego słabość, dobrze o tym wiesz. No jasne, że
wiesz, jesteś w końcu moim przyjacielem. A wracając do tematu...
Oczy. Jej oczy to była najpiękniejsza rzecz na świecie. Takie
ciemnobrązowe, głębokie, myślałem, że w nich utonę, serio. No
i uśmiechała się. Tak pięknie. Od razu mi się spodobała. Na
pewno to zauważyłeś. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
Pielęgniarki
zaczęły rozwozić kolację.
- Na początku była nieśmiała, wstydziła się. Mało się
odzywała, pamiętasz? Krępowała się, było to widać. A później,
gdy wyszła do toalety, powiedziałeś mi, że ona jest zupełnie
inna, pełna energii. To ja tak na nią działałem. Nie powiem,
pochlebiało mi to, sam wiesz jak to jest. Doszedłem do wniosku, że
skoro to tylko przy mnie się tak zachowuje, to znaczy, że nie
jestem jej obojętny i chociaż w małym stopniu się jej podobam.
Ajak jeszcze powiedziałeś, że nie ma chłopaka... no, chyba trochę
za dużo sobie wtedy wyobraziłem.
Rozległ
się dźwięk tłuczonego szkła; komuś upadł talerz.
- Mało zjadła. My nawpychaliśmy się jak świnie, pamiętasz?
Wszystkiego po trochu. No, może nie po trochu. Więcej. Ona zjadła
tylko barszcz z uszkami, powiedziała, że to jej ulubiony.
Zapamiętałem to i ugotowałem go, kiedy pierwszy raz ją do siebie
zaprosiłem. Nie, to nie była randka, ja wiem lepiej, to było
spotkanie. Na pierwszą randkę poszliśmy do kina. Pozwoliłem jej
wybrać film, już nawet pogodziłem się z myślą, że będę
męczył się przez dwie godziny na jakimś wyciskaczu łez, ale ona,
ku mojemu zdziwieniu, wybrała jakiś horror. Mi tam pasowało.
Wiesz, ona przez połowę filmy udawała taką twardą, że niby się
nie boi, ale jak jakiś zombie wyskoczył z szafy, to wydarła się
na pół sali i rzuciła się na mnie, przy okazji wywalając cały
popcorn. Trudno, liczyło się to, że się do mnie przytuliła.
Skądś
dobiegał krzyk pacjenta.
-
Później poszliśmy na
pasterkę. Oczywiście, spóźniliśmy się, bo cała droga była
zasypana tym śniegiem - tamtego roku zima była bardzo sroga, tak -
a ty jak ten debil zapomniałeś gdzie jest ta druga. Do kościoła
weszliśmy na pierwsze czytanie. Wszystkie ławki były zajęte, więc
stanęliśmy gdzieś z tyłu. Ona cały czas przestępywała z nogi
na nogę. Kazałeś jej usiąść na klęczniku, powiedziałeś mi,
że miała niedawno operację kolana i nie może długo stać. Wtedy
jakiś facet ustąpił jej miejsca, miły gest, nie ma co. A
pamiętasz jak się na nią patrzył? Jakby chciał ją wzrokiem
rozebrać.
Ktoś
na korytarzu wybuchł płaczem.
- Odprowadziliśmy ją do domu. Jeśli można to nazwać domem. Był
ogromny, chyba dwupiętrowy. Z tyłu był kort tenisowy i basen.
Trenowała tenisa. I pływała. A z przodu taki wielki ogród, nawet
mi się spodobał, mimo że to nie moje klimaty. Wtedy ona pożegnała
się z nami, wpisała kod przy furtce - która była dwa razy większa
od niej, metalowa, czarna - i weszła na podwórko. Powiedziałeś
mi, że jej rodzice oboje są lekarzami i zarabiają tyle, ile
przeciętny człowiek w rok. Ale nie mają też czasu dla niej. Na
świeta musieli wyjechać z kraju, bo gdzieś w Europie mieli jakąś
ważną operację, która miała być jakimś przełomem, czy czymś
w tym stylu. No, a ona została sama.
Dziecko
z pokoju obok zaczęło obijać piłką o ścianę.
- Następnego dnia kazałem zaprosić ci ją do no nas na obiad.
Myśl, że będzie musiała zjeść go sama w tym olbrzymim domu,
jakoś dziwnie na mnie działała. Przyszła, punktualnie. Tym razem
była inna, już nie taka cicha jak dzień wcześniej. Chyba się
oswoiła, jeśli można tak powiedzieć. Znalazłem z nią wspólny
język, rozmawialiśmy o wszystkim. W końcu musiała już iść,
było dosyć wcześnie. Kiedy wyszła, powiedziałeś mi, że coś do
niej czujesz. Coś więcej niż przyjaźń, jaką darzyliście się
od wielu lat. Kochałeś ją, nie jak tą przyjaciółkę, ale jak
dziewczynę. Problem tkwił w tym, że doskonale wiedziałeś, że
wszystko co ona może ci zaoferować, to rzeczywiście tylko
przyjaźń.
Do
pokoju weszła pielęgniarka. Zapaliła niebieskie lampki w oknie i
wyszła.
- I tak to wszystko się zaczęło. Od tamtej pory spotykaliśmy się
bardzo często, ja i ona. Potrafiliśmy rozmawiać całymi godzinami,
tematy nam się nie kończyły, było ich bardzo dużo. Wiesz, że na
początku nic nie zauważyłem? Nie widziałem, jak z zazdrością
patrzysz na naszą dwójkę. Nie zauważałem tego zimnego
spojrzenia, którym mnie, i przy okazji ją obdarzałeś. Nie
wiedziałem nic. Myślałem, że skoro jesteśmy przyjaciółmi, to
to zrozumiesz, ale się pomyliłem. Ty ją kochałeś. Kochałeś ją
całym sercem i nie mogłeś znieść jej widoku z innym mężczyzą,
nawet jeśli byłem nim ja.
Po
korytarzu przejechał wózek z jedzeniem.
- Pamiętam jak dzisiaj dzień, w którym poprosiłem cię o rozmowę.
O szczerą rozmowę. Powiedziałem ci wtedy, że bardzo ją kocham i
nie wyobrażam sobie życia bez niej. Stwierdziłeś, że zrobiłem
to specjalnie, bo doskonale wiedziałem co do niej czujesz. Ale ja
naprawdę nie chciałem. Ty dobrze wiesz, że miłość nie wybiera -
gdyby tak nie było, nie zakochałbyś się we własnej przyjaciółce.
Rozmawialiśmy kilka godzin, pamiętasz? W końcu zrozumiałeś, że
to stało się samo z siebie, a ja, choćbym niewiadomo jak chciał,
nie mogłem tego powstrzymać.
Na
korytarzu zrobiło się gwarno.
- Czas płynął. Kochałem ją coraz bardziej. I ty też. Ale ona
wybrała mnie. To ze mną chciała spędzić resztę życia. Ty byłeś
dla niej tylko bardzo dobrym przyjacielem. Wiedziałeś, że nie
mogłeś liczyć na nic więcej, ale już się z tym pogodziłeś.
Powiem ci, że dobrze zrobiłeś. Naprawdę, na twoim miejscu nie
chciałbym psuć tej przyjaźni, a robienie sobie nadziei w niczym by
nie pomogło.
Zza
przymkniętych drzwi oddziału dobiegał śmiech dzieci.
- Dokładnie rok później, 24 grudnia, powiedzieliśmy ci, że
bierzemy ślub. Wiem, minęło niedużo czasu od naszego pierwszego
spotkania, ale bardzo się kochaliśmy i chcieliśmy to
przypieczętować. Poprosiliśmy cię, żebyś został drużbą.
Oczywiście, zgodziłeś się, przecież nie mogłeś odmówić
swojemu najlepszemu przyjacielowi i swojej najlepszej przyjaciółce.
Ślub i wesele odbyło się sześć miesięcy później. To był
najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Do
pokoju wszedł mężczyzna i usiadł koło kobiety leżącej na
sąsiednim łóżku.
- Byliśmy szczęśliwi. Nikt nie mógł tego zepsuć. Kochaliśmy
się nad życie i nie widzieliśmy świata poza sobą. Dwójka
młodych, zakochanych ludzi. Nie mogło mnie spotkać nic lepszego.
Ona była kobietą mojego życia. Uczyniła je lepszym.
Mężczyzna
zapłakał.
- A dwa lata później nasz wspaniale uporządkowany świat runął w
gruzach. Dowiedziałem się, że jestem chory, i to w takim stopniu,
że szanse są naprawdę małe. Byłem idiotą od wielu lat nie
wykonując żadnych kontrolnych badań. Może wtedy nie doszłoby do
tego wszystkiego. Najbardziej nie było szkoda mi siebie, ale jej.
Widziałem jak jest jej ciężko. Ale zaczęła się działać. Jej
rodzice mieli znajomości, od razu zaczęto mnie leczyć. Każdy
jednak wiedział, że nie zostało mi wiele życia.
Przez okno wpadały do środka światła lampek świątecznych
porozwieszanych na drzewach.
- Dokładnie o dwudziestej czwartej odłączą mnie od
aparatury. Moje serce przestanie bić. Odejdę na zawsze. Ona wtedy
będzie potrzebowała kogoś, kto ją pocieszy, kto ją pokocha. Mnie
już wtedy nie będzie, ale będziesz ty. Może kiedyś pokocha cię
bardziej, niż jako przyjaciela. Może staniecie się dla siebie kimś
więcej. Nie myślcie o mnie. Ja chcę tylko, żebyście byli
szczęśliwi.
Drzwi sali uchyliły się, a do środka weszła rudowłosa
kobieta. Wolnym krokiem podeszła do jego łóżka. Kucnęła obok
niego, chwyciła go za rękę i przyłożyła ją sobie do twarzy.
- Obiecaj mi to. Diego, obiecaj mi.
Chłopak przełknął ślinę w gardle.
- Obiecuję.
Dziewczyna pocałowała go w dłoń.
- Kocham cię, Federico.
Z oka mężczyzny wypłynęła samotna łza.
- Kocham cię nad życie, Camilo.
Jestem zadowolona z
tej miniaturki, jak nigdy. Dedykuję ją wam wszystkim, za to, że
jesteście, i że mogę z wami spędzić kolejne już święta.
Bardzo dziękuję ;*
Okej, to może pora
na życzenia?
Więc tak. Każdy
marzy sobie o czym innym, więc ja życzę wam, aby te wszystkie
marzenia wasze się spełniły, żeby stały się prawdziwe. „Se
que puedo sonar” - niczym ten tekst z piosenki Violki. Wiem, że
mogę marzyć. Życzę wam, żeby to zdanie towarzyszyło wam nie
tylko przez święta, ale również później.
Prócz tego życzę
wam radosnych świąt w gronie rodziny, przyjaciół. Życzę,
abyście ten czas spędzili szczęśliwie, bez żadnych niepowodzeń.
Oczywiście, życzę dużo jedzenia na stole w Wigilię, bo wiecie...
jedzenie jest dobre, ja tam lubię jeść [zaraz będę robiła
makówki, jak ja je efheiwbcfejb <3]. Dużo prezentów, chociaż
to nie najważniejsze. No i wszystkiego dobrego na kolejny rok!
Za ten piękny szablon dziękuję Edytce ;*
Za ten piękny szablon dziękuję Edytce ;*
Czy mogę was
zaprosić na dwa covery? ;> Jeden mój, drugi w duecie. Proszę o
komentarze! ;))
Kocham was
wszystkich <3

Przepiękna miniaturka. Nietypowa para, aczkolwiek takie lubię najbardziej. Covery też oczywiście świetne. Wesołych Świat Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku, a także weny w 2015 i coraz piękniejszych opowiadań!
OdpowiedzUsuńCudeńkoo ta minaturka... I też ci życzę wesołych świąt.. No i najlepszego w tym nowym roku..
OdpowiedzUsuńZajebisty szablon. Piękny jest *o*
OdpowiedzUsuńWrócę <3
Mmm szablon boski ^_^
OdpowiedzUsuńMiniaturka no cóż
To było słodkie , ale i smutne ....
Po prostu mistrzystwo !
Wzajmnie ( zapraszam do mnie , a tam znajdziesz życzenia ;)
No to czekam na next i wesołych świąt <3 !!!
A i bym zapomniła super covery idzie ci coraz lepiej ^_^
Dziękuję <3
UsuńCudowna miniaturka!
OdpowiedzUsuńBoże i znowu się popłakałam się :( To było piękne i bardzo mi się podobało (ale to nie nowość) :D Fede i Camila <3 Nie wiedziałam, że wyjdzie Ci to tak wspaniale i cudownie i jkshsdjshdj! Kocham te twoje miniaturki zawsze są fantastyczne i urocze xD Też życzę Ci wesołych świąt, udanego Sylwestra, który prawdopodobnie spędzimy sobie razem (<3) i aby rok 2015 był jeszcze lepszy od tego! A teraz tak zupełnie z innej beczki piękny szablon ;*
Kocham Cię <3
Oo Wero się popłakała :')
UsuńDziękuję, kochaaam <3
1. Szablon ♥
OdpowiedzUsuń2. JEJ! O ile mogę tak napisać. Nie umiem zbytnio komentować, ale no nieważne... Bohaterowie (& paringi) osobiście mi się podobają, chyba dlatego, że zawsze jakoś mało Camili na blogach, które czytam, to samo z "formą" OS'a. Cała historia się już stała i zaczęła jednocześnie. Jeju, tak poetycko, a pewnie nie wiaodmo o co chodzi. Jak skończyłam czytać to przez chwilę rozkminiałam gdzie, kto był. Ale to przez moje roztargnięcie raczej, przeczytałam jeszcze raz końcówkę i chyba ogarnęłam (mam taka nadzieję xD).
Fede zostanie odłączony od aparatury (umrze), Diego jest przyjacielem, a Camila (to nie było trudne, genius ja xD) tą dziewczyną, którą oboje kochają? To jak nie pomyliłam to o co mi chodziło z tymi historiami - podobało mi się, że Federico opowiedział o historii Femi (Fede+Cami xD), a Diego i Camili to nie wiadomo, ale co będzie to będzie.
Jednak to juz nie wiadomo. Może skoro byli przyjaciółmi i tyle mogła mu dać Camila, to moze tak zostanie.
Żal, chyba strasznie pomieszałam, ale no nic. OS mi się podobał :D
3. Wesołych świąt, szczęścia, spełnienia marzeń! ^-^
Dobrze rozkminiłaś xd
UsuńDziękuję <3
Supcio szablon <3
OdpowiedzUsuńRyyyyyyyyyyyyyyyyyyyczę ;(
Świetna miniaturka
Czekam na "miłość zamknięta w chorobie" ;*
PS. Wesołych Świąt !!! :D
Dziękuję :**
UsuńUznajmy to za cud świąteczny, ponieważ bardzo, ale to bardzo dawno nie komentowałam.
OdpowiedzUsuńGdy dowiedziałam się, że jest to odskocznia, < Już wiesz w jakim sensie.>
czekałam cierpliwie kiedy zobaczę całą Miniaturkę.
Jednak, gdy zaczęłam czytać.
NIE MA ŻADNYCH WZMIANEK NA TEMAT DRUGIEJ POŁÓWKI CAMILI!
Toż przecie niedorzeczne.
Musiałam. Musiałam przewinąć do końca.
Mój telefon tak zamulał, że przeczytałam imię Federico. Potem znów na górę.
Czytam, czytam. Czyli jest Federico i Broduey. Okej.
Czytam, czytam. Nagle: "- Obiecaj mi to. Diego, obiecaj mi."
-WHAT?! Przeczytaj to jeszcze raz - powiedziałam do siebie na głos.
Zgadzało się. Kopara mi opadłam. Była to pełna odskocznia od OS.
Nie spodziewałam się, aż takiej mieszanki....
Miniaturka bardzo, bardzo, bardzo mi się podobała. Trzymała w napięciu, ale ja go sobie zepsułam.... Choć nie do końca, bo szkoda, że nie widziałaś mojej pełnej reakcji.
Nie wiem o czym mogłabym jeszcze tu napisać.
To co chciałam to chyba napisałam.
Jeszcze raz.
Miniaturka G-E-N-I-A-L-N-A.
♥♥♥
Tak, wiem, mieszanka, nie wiem, skąd przyszło mi to do głowy xd
UsuńBardzo dziękuję <3
Piękna miniaturka ;*
OdpowiedzUsuńNietypowa para.
Wyszło Ci to naprawdę wspaniale ;*
I z małym opóźnieniem, Wesołych Świąt! ;)
Dziękuję ;))
UsuńCześć, Olu!
OdpowiedzUsuńW końcu wracam - tak haniebnie spóźniona, ugh. Jak to w Święta: Wciąż jacyś goście -.-, nie żebym się nie cieszyła, jednak z czasem... Ale wracając do miniaturki, bardzo mi się spodobała (: Przepiękna była, nie ma co. I chociaż para jakoś mnie nie porwała, to jednak - zakręciła mi w głowie, nie ma co. Bardzo ciekawa, przemyślana forma. Zaskoczenie też było, zwłaszcza na końcu. I temat fajny, choć nieco smutny, zwłaszcza, że Święta powinny kojarzyć się z czymś dobrym, tą atmosferą... Ale, życie nie zawsze jest wspaniałe, prawda? ;>
Okej, wiem, że krótko, ale mam jeszcze kilka miejsc do obskoczenia.
Ściskam mocno, czekam na kolejną cześć parta,
Edyta <3
PS: Nie wierzę, że ten szablon aż tak się spodobał. Przecież ja nie umiem ich robić ;c Ale... Miła niespodzianka c;
Tak, święta, choć piękne i bardzo je lubię, to nieco męczące, bo dom pełen ludzi ;))
UsuńSzablon śliczny jest ;*
Dziękuję <33
To Diego jest chory czy Fede??? Świetna miniaturka szkoda że dopiero teraz to zobaczyłam
OdpowiedzUsuńChory jest Federico, Diego przyjaciel jest :)
UsuńDziękuję :)