wtorek, 15 września 2015

DIEMILA "Czekolada"



     Mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak mi się wydaje. Nietypowy, wiem, ale tak wyszło :3 Zapraszam do czytania i komentowania!


     Pamiętam, jak siedziałam sama w kawiarni. Dokoła mnie ludzie, niektórzy roześmiani, inni pogrążeni w rozmyślaniach, zatraceni w swoim świecie – zupełnie jak ja. Za oknami szalała burza śnieżna, ledwo widać było skurczone postaci mężczyzn i kobiet, po uszy owiniętych szalami, śpieszących do domu, do ciepła i do rodziny czekających na nich z gorącą czekoladą.

     - Czym, według ciebie, smakuje czekolada?
     - Ciepłem. Troską. Szczęściem. Radością. Miłością.
     - Nie jest po prostu czekoladą?
     - Jest.
     - Więc…?
     - Spytałaś o jej smak.
     - Ach.

     Pamiętasz, co mówiłeś za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy? Mówiłeś, że nigdy nie poznałeś kobiety tak młodej, a zarazem tak bardzo dojrzałej i świadomej otaczającego jej, złego, mrocznego, pełnego przeszkód świata, jednocześnie potrafiącej go zrozumieć i pokonać, jak ja. Ale to nie była prawda. Byłam po prostu Ludmiłą.
     To teraz nie jestem już sobą.

     - Widzisz ten płatek śniegu?
     - Za oknem jest ich wiele, Diego.
     - Tamten jest wyjątkowy. Osiadł na wystającej spod dachu drewnianej belce i nie zamierza opuścić miejsca, na którym się uplasował. Może jest mu tam wygodnie? Przecież nie wiesz, o czym myśli. Może po tylu dniach – możliwe, że przeżył ich naprawdę dużo – znalazł swoje miejsce na tym świecie? To nic, że niedługo zniknie na zawsze. Przynajmniej przez chwilę będzie szczęśliwy.
    - Czy mówisz o sobie?
     - Mówię o nim. Jest jednym z miliona, z biliona a nawet więcej śnieżnych płatków, i to on dostał szansę na zaznanie chwilowej euforii. Na pewno zastanawia się, dlaczego to jego Bóg wybrał. Może nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek zrobił coś, czym zaskarbił sobie u Niego przychylność.
     - … Chcesz czekoladę?
     - Tak, poproszę. Dziękuję, Ludmiło.

     Powinnam była liczyć, notować wszystkie momenty, podczas których cieszyłeś się najdrobniejszymi rzeczami i znajdywałeś wyjątkowe piękno w czymś zupełnie zwyczajnym. Wiele razy żałowałam, że nie potrafiłam cieszyć się z życia tak bardzo jak Ty. Ta żałość dopada mnie do tej pory. Nie pozwala normalnie funkcjonować.
     Zawsze powtarzałeś, że to ja jestem niesamowita. Nigdy nie zaprzeczałam; chyba po prostu pragnęłam słyszeć słowa, których przez całe lata nie dane mi było odebrać. A powinnam powiedzieć, że to Ty jesteś niesamowity. Bo to Ty z radością dziecka odkrywałeś świat i rozkoszowałeś się każdą rzeczą. Nawet czekoladą.  

     - Dlaczego akurat czekolada?
     - Czekolada smakuje dzieciństwem. Kiedy ją piję, przypominam sobie wszystkie radosne chwile sprzed kilkunastu lat. To były przepiękne lata.
     - W dzieciństwie piłeś tylko czekoladę?
     - Nie piłem jej w ogóle.
     - Nie rozumiem.
     - Czekolada smakuje dzieciństwem, którego nie zaznałem. To nie takie ciężkie do zrozumienia, Ludmiło.
     - Chyba jednak tak.
     - … Chcesz spróbować?
     - Nie, dziękuję. Jakoś za nią nie przepadam.

     Byłeś optymistą, może czasami nawet zbyt dużym. Przecież nie można ciągle patrzeć na świat przez różowe okulary. Podziwiałam cię za to. Twój zasób słownictwa był tak duży, bogaty, że pąsowiałam na twarzy podczas rozmowy z tobą. Potrafiłeś z niebywałą gracją opowiadać nawet o szklance wody. I, oczywiście, o czekoladzie.

     - Diego… bo tak się nazywasz, prawda?
     - Diego, tak.
     - Chciałabym poznać cię bliżej.
     - Poznajemy się każdego dnia coraz bardziej, Ludmiło.
     - Nie wiem nic prócz tego, jak masz na imię. I że kochasz czekoladę.
     - Wiesz, co najważniejsze o mnie. Poznałaś mnie i moje wnętrze. Czego więcej ci potrzeba?
     - Masz rację. Niczego. Proszę. To twoja czekolada.

     Tajemnicą zwało się Twoje drugie imię. Twój wizerunek owiany był sekretem, którego nie mogłam odkryć. Nie chciałeś rozmawiać o sobie. Pamiętasz dzień, w którym powiedziałeś mi, co do mnie czujesz? Ciężko było mi przyznać się, że czuję to samo.
     Ale niczym Ci nie dorównywałam. Przy tobie byłam zwykłą szarą myszką, mimo, że mówiłeś iż jest inaczej. Nie wierzyłam. To Ty byłeś wspaniały, nie ja.

     - Ludmiło… spróbuj czekolady.
     - Mówiłam, że za nią nie przepadam.
     - Nalegam. Gusta się zmieniają. Pokochasz ją. Gwarantuję.
     - Niech będzie. Dla Ciebie.

     Myślałam, że nie zasługuję na kogoś takiego jak Ty, a mimo to nadal przychodziłam do kawiarni. Za oknami nadal padał śnieg. W przytulnym wnętrzu rozbrzmiewała cicha, spokojna melodia. Wszystko było takie samo, jak podczas naszego pierwszego spotkania.
     Przecież mogłam po prostu przestać. Pewnego dnia nie pojawić się na naszym codziennym spotkaniu. Ale nie potrafiłam. Sama nie wiedziałam dlaczego. Może czułam do ciebie zbyt wiele.

     - Co jest dla Ciebie ważniejsze, kochać czy być kochanym?
     - Jedno i drugie jest tak samo ważne.
     - A gdybyś miał wybrać?
     - Wolałbym być kochanym. A ty?
     - Wolę kochać.
     - Napij się czekolady.

     Czasami nie potrafiłam Cię zrozumieć. Intrygowałeś mnie.

     - Wiesz, że niedługo będę musiał zniknąć?
     - Nie mów tak.
     - Lepiej pogodzić się z rzeczywistością, Ludmiło.
     - Dlaczego masz zniknąć?
     - Muszę. To konieczne.
     - … Kiedy?
     - Niedługo.

     A kiedy pytałam, o co chodzi z twoim rzekomym odejściem, nie chciałeś nic mówić. Zbywałeś mnie półsłówkami. Nie wiedziałeś, że z każdym takim w moje serca wbijają się miliony cierni. Ale nie chciałam Ci o tym mówić. Nie chciałam, aby bolało jeszcze bardziej.

     - Dzięki tobie naprawdę zakochałam się w czekoladzie.
     - Mówiłem, że tak będzie? Nie można przecież oprzeć się jej niesamowitemu smakowi.
     - Miałeś rację.

     Pamiętam jak wczoraj dzień, w którym widziałam Cię po raz ostatni. Tylko wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Zauważyłam, że byłeś dziwny. Zmieniony. Milczący. Jednak myślałam, że kiedy będziesz musiał odejść, powiesz mi o tym. Nie wspomniałeś ani słowem.

     - Dam ci radę na przyszłość. Zawsze, kiedy będziesz chciała mieć mnie przy sobie, weź do ręki kubek z czekoladą. I upij łyka. Będzie miała mój smak. Obiecuję.
     - Na pewno. Kocham Cię, Diego.
     - Ja Ciebie też, Ludmiło. Na zawsze.

     Był 17 stycznia, na dworze wciąż sypał śnieg, a temperatura spadła dużo poniżej zera. Jedynym marzeniem było schowanie się w jakimś ciepłym miejscu i przeczekanie śnieżnej zawiei. Zasiadłam, jak zwykle, przy naszym stoliku. Zamówiłam czekoladę. Dwa kubki. Dla Ciebie i dla mnie.
     Ale Ty nie przyszedłeś.
     Następnego dnia również.
     Nie zjawiłeś się też kolejnym razem.
     Nie zobaczyłam Cię już nigdy więcej.

     Skłamałeś.
     Czekolada nie smakowała Tobą.
     Czekolada już zawsze będzie miała smak samotności.

11 komentarzy:

  1. Zajmuję sobie miejsce - chcę być pierwsza, hah :D
    Wrócę tu, kochana ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny!
    Nie mogę się doczekać innych twoich perełek
    Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. ...
    Kocham czekoladę.
    A jak zrobi ją mamusia...miód marzenie.
    Ale w tej pracy czekolada to coś zupełnie innego.
    I choć nie potrafię teraz ubrać tego w słowa, to myślę, że mnie rozumiesz.

    Szkoła się zaczęła i coraz ciężej znaleść choć trochę wolnego czasu.
    Wkrótce przyjdzie zima, dni zrobią się krótsze a czasu ciągle będzie niewiele.
    Ale przecież zawsze można napić się czekolady (taką bez samotności poproszę).

    Uważaj na niemiłych nauczycieli, którzy dają trudne prace domowe.
    Pozdrawiam i przesyłam uściski.
    ~Anonim Juleśka ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyciele? Tsa, od 1 wrzenia zdążyłam już jeszcze bardziej ich znienawidzić.
      Dziękuję :33

      Usuń
  4. Cudny , świetny jeden z najlepszych ;*
    Zapraszam również do mnie :
    mojeoneshoty.blogspot.com/?m=1 ;* i
    giveyoumeheart.blogspot.com/?m=1 ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. http://juntos-somos-mas-oneshot.blogspot.com/2014/09/miejsce-pierwsze.html
    Ostatnie zdanie tamtego opowiadania i ostatnie zdanie tego
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzę. Praktycznie identyczne.
      Tak, czytałam tamtego parta, dosyć dawno już, bo w końcu byłam częścią JSM. Od tamtego czasu widocznie siedziało w mojej głowie. Jednak nie skojarzyłam tego z partem autorstwa Devinette.
      Bardzo, bardzo za to przepraszam, to nie było zamierzone.

      Usuń
  6. A ja dopiero co (jakieś dwie godzinki temu) wróciłam z integracyjnej, zmęczona jestem (do pierwszej nad ranem słuchałam muzyki [tak głośno ^^ xd] i czytałam książkę [ciekawscy, łapajcie - "Papierowe miasta"]. Co to za wujazd bez nieprzespanej nocy!)... A jednak piszę. To tak:
    Se siedziałam w autokarze, nudno mi było to se weszłam na bloggera i paczam. Posta dodały:
    - Gośka (ze szczerygosiak.blogspot.com)
    - Olka (stąd ^^)
    No i czytam. I jak ty mi śmiesz czekoladę obrażać! Zresztą, co się mieszam... Czekolada nie kest na pierwszym miejscu 'Lubianych przez Magdusię rzeczy'. Raczej zajęły je żelki (chociaż dzisaj w drodze do somu zjadłam całą paczkę i mam ich serdecznie dość).. i landrynki. Albo chipsy. Ale to już do słonych. Dobra, stop,bo biegam od tematu. Tak to jest jak się ma wenę, czerep pełen pomysłów i jeszcze się porusza ciekawey temat. A co do parta (weno, weno, chodź tu... może się w końcu na coś przydasz):
    Nawet niezłe. Wybacz mi, ale dzisiaj pluję szczerością na lewo i prawo. Podoba mi się srednio, może dlatego, że nie interesuję się "Violettą", a może, bo po prostu jestem zmęczona. O siódmej - wstać, bo śniadanie. Po śniadaniu do domków (mieszkaliśmy w domkach, w każdym swa pokoje a w nich po pięć łóżek), czas wolny. I NUDY. Potem jakieś konkurencje na boisku. Następnie - męczą biedne dzieci, co za ludzie! Do psychologa na zajęcia zapindalać, bo co. Dwie minuty w pokoju po czym znowu do tej przeklętej sali - robić plakat pamiątkowy. Do domków, CZAS WOLNY. ZA DUŻO CZASU WOLNEGO. I, dzieciaczki, zierqmy się na obiad. Potem na półgodziny wracamy się pakować (co się mnie nie tyczyło... Madzia jest taka mądra i prawie nic nie wyciągnęła [a to co wyjęła sprzątnęła rano]). I jadymy do domu! Nareszcie koniec pająków w kątach, jabłek spadających W NOCY na metalowy dach, robaków i kurzu.
    Znowu odbiegłam... No trudno, takie życi. Przyzwyczaić się trza, me komy zawsze tak wyglądały, wyglądają tetaz i wygladać będą za tysic pięćset ato dziewięćset lat. Ja się nie zmienię. POZDRO!

    OdpowiedzUsuń
  7. To piękne. Kocham opowiadania, w których mowa jest o zimnie, o śniegu a bohaterowiw nadają ciepło każdemu wersowi.
    Uwielbiam czytać takie shoty oparte na rozmowie i opisach. Zakochalam się w tym i dzięki tobie mam wene na kontynuowanie mojej pisarskiej pasji (dokonczenie starej historii i rozpoczescie nowej :)) ♥

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)