- Fran, może
jednak cię odprowadzę? – spytał po raz kolejny.
- Marco, jestem
już dużą dziewczynką – przypomniałam mu. – Mam osiemnaście
lat, nie boję się ciemności.
- Wiem, ale i tak
się o ciebie boję, nie chcę cię puszczać samej tak późno. –
Chwycił mnie za rękę.
- Wcale nie jest
tak późno, dochodzi dopiero dziesiąta. – Uśmiechnęłam się. –
Poza tym, świecą latarnie, a ja Buenos Aires znam jak własną
kieszeń, więc nie masz się o co martwić. Możesz mi zaufać.
- Ufam ci w stu
procentach, Francesca – westchnął. – Ale kocham cię tak bardzo
i nie chcę, żeby coś się stało.
- Ale co się ma
stać? – spytałam nie przestając się uśmiechać. – Luca czeka
na mnie w domu, ja spokojnie przejdę się spacerkiem. Zadzwonię do
ciebie, jak dojdę, dobrze?
- Dobrze… -
rzekł z ociąganiem. – Ale wiedz, że zgadzam się na to tylko
dlatego, żeby pokazać ci jak w ciebie wierzę, i jak ci ufam,
zrozumiano?
- Zrozumiano –
zaśmiałam się. – Może kiedy dojdę sama do domu, przestaniesz
mnie traktować jak sześcioletnie dziecko.
- Nigdy nie będę
traktować cię inaczej – zaprzeczył.
- Marco… -
westchnęłam.
- Nie, Francesca,
nie dyskutuj – przerwał mi. – Idź już, zanim się rozmyślę.
- Okey –
odparłam. – Dziękuję, Marco.
- Nie masz za co
dziękować. – Uśmiechnął się. – Widzimy się jutro?
- Tak, spotkamy
się w Resto – zaproponowałam.
- Zadzwoń jak
dojdziesz do domu, dobrze?
- Zadzwonię –
zapewniłam go. – Do zobaczenia.
Stanęłam na
palcach i pocałowałam go w policzek.
- Uważaj na
siebie i nie nadwyrężaj mojego zaufania – zastrzegł mnie.
- Oczywiście –
Zaśmiałam się.
Otworzył drzwi
wyjściowe i popchnął mnie lekko na zewnątrz. Pożegnałam się z
nim jeszcze raz i wyszłam na dwór.
Przeszłam przez
furtkę i znalazłam się na ulicy. Ruszyłam chodnikiem w stronę
mojej dzielnicy.
Chłodny wiatr
oblewał moją twarz. Czułam te świeże powietrze, które znaleźć
można było tylko w Buenos Aires. Kochałam to miasto tak samo
mocno, jak moje rodzinne Włochy.
Na ulicach było
pusto. Tylko pojedyncze latarnie oświetlały ciemne drogi, a na
wystawach sklepowych świeciły się pojedyncze lampy.
I wszystko mogłoby
być dobrze. Ale nie było.
Z naprzeciwka
nadjechał czarny samochód. Zaczął zwalniać. Zawsze niepokoiłam
się, gdy widziałam takie coś. Kojarzyło mi się to tylko z tymi
wszystkimi filmami, w których to porywane zostawały młode
dziewczyny… Później porywacze gwałcili je, zabijali… Nigdy nie
byłam fanką takich opowieści, zawsze mnie one przerażały.
Samochód
zatrzymał się. Zwolniłam kroku.
Ktoś wysiadł z
niego. Była to dość wysoka osoba, na głowie miała kaptur od
czarnej bluzy. Podbiegła ona do mnie. A ja nie wiedziałam
kompletnie co mam robić.
Ten ktoś złapał
mnie za nadgarstek. Nie miałam pojęcia jak mam się zachować.
Zaczęłam się wyrywać, ale on chwycił mnie mocno i przemocą
zaciągnął do samochodu.
Wepchnął mnie na
tylne siedzenie, a sam usiadł obok. Auto ruszyło.
Zaczęłam
krzyczeć, ale mężczyzna zatkał mi usta ręką.
- Zamknij się –
syknął. – Tylko spróbujesz się drzeć, a obiecuję ci, że miło
nie będzie.
Przerażona
pokiwałam szybko głową. Zabrał swoją dłoń, a ja natychmiastowo
zakryłam się rękami.
Co teraz będzie?
Moje serce waliło jak młotem, z oczu płynęły łzy, a czerwone
policzki piekły żywym ogniem. Słyszałam głosy rozmawiające ze
sobą, nie wiedziałam jednak jaki jest temat rozmowy.
Po kilku, a może
kilkunastu minutach samochód zatrzymał się. Nie poruszyłam się.
To wszystko
wyglądało jak scena żywcem wyjęta z jakiegoś kryminału,
dosłownie. Czułam się jak aktorka, która odgrywa swoją rolę.
Ktoś wysiadł z
auta i otworzył drzwi od mojej strony, a później złapał mnie za
włosy i wyciągnął na zewnątrz.
Nie stawiałam
oporu, kiedy brutalnie pchał mnie przed siebie. W końcu doszliśmy
do jakichś drzwi. Mężczyzna otworzył je i wrzucił mnie do
środka.
Leżałam na
lodowatej podłodze, kiedy podszedł do mnie.
- Będziesz
spokojna i posłuszna, to nic ci nie zrobimy – powiedział. – Ale
zrobisz tylko jeden fałszywy ruch… Obiecuję ci, że pożałujesz.
Puścił mnie i
opuścił to pomieszczenie, zostawiając mnie w nim samą. Jedynym
źródłem światła było małe okienko wpuszczające promienie
słońca.
Trzęsłam się ze
strachu, jak i z zimna. Próbowałam powstrzymać drżenie rąk, co
wcale nie było łatwe.
Nie wiedziałam co
mam robić. Próbować uciec? Nie dam rady, nie ma szans… To może
mam tutaj leżeć i czekać na rozwój sytuacji?
Co oni chcą mi
zrobić? Dlaczego mnie porwali? Jak mam się ratować? Czy przeżyję?
Multum pytań
nasuwało mi się na myśl, ale żadne nie dostawało odpowiedzi.
Byłam bezradna. Nie miałam już żadnych możliwości, choć tak
dużo nadziei…
Na zegarku
widniała godzina 22:30. Ja wciąż nie dostałem esemesa od
Francescy. Niemożliwe, żeby jeszcze nie dotarła do domu, przecież
mieszka dwie dzielnice dalej. Droga zajmuje jej zazwyczaj piętnaście
minut, a już minęło ponad pół godziny…
Po raz kolejny
wykręciłem numer mojej dziewczyny. Słyszałem sygnał, ale nic
więcej. Może po prostu zapomniała do mnie zadzwonić, a teraz
zostawiła telefon w torebce i nie słyszy jak dzwonię?
Odłożyłem
komórkę, kiedy ona nagle zadzwoniła. Podniosłem ją szybko z
nadzieją, że to Francesca, jednak na ekranie pojawił się jakiś
numer, a pod spodem napis – Luca.
- Halo? –
Przyłożyłem ją do ucha.
- Halo, Marco? –
Usłyszałem głos. – Luca z tej strony. Powiedz, długo jeszcze
Francesca zamierza u ciebie siedzieć? Miała być na dziesiątą,
jest już wpół do jedenastej, a jej ciągle nie ma. W dodatku nie
odbiera telefonów. Jak chciała dłużej zostać, to mogła chociaż
dać znać.
- To… -
zająknąłem się. – To jej jeszcze nie ma w domu?
- A ma być? –
zdziwił się. – Nie ma jej odkąd wyszła do ciebie. Czekam na nią
od pół godziny.
- Luca… -
rzekłem. – Ona wyszła ode mnie z domu za piętnaście dziesiąta…
Miała zadzwonić do mnie jak dojdzie do siebie, ale nie zrobiła
tego… Próbowałem się z nią skontaktować, ale nie odbiera,
myślałem, że po prostu nie słyszy…
- Co ty gadasz? –
spytał. – Nie odprowadziłeś jej? Człowieku, jest już ciemno!
- Chciałem ją
odprowadzić, ale się nie zgodziła, powiedziała, że sama da sobie
radę i żebym jej zaufał… - wyjaśniłem. – Pozwoliłem jej.
- W domu jej
jeszcze nie ma, a ode mnie też nie odbiera telefonu – odparł. –
Idę jej szukać, a tobie radzę zrobić to samo.
- Pójdę w stronę
waszego domu – zgodziłem się.
- Wychodź już. –
Po tych słowach się rozłączył.
Zbiegłem szybko
po schodach na dół. Wyjąłem z szafy bluzę, poinformowałem
rodziców, że wychodzę i opuściłem dom.
Szedłem po
ulicach Buenos Aires. Nie widziałem żywej duszy. Tylko czasem obok
przejechał jakiś samochód, jednak na to nie zwracałem uwagi.
I może szedłbym
tak dalej rozglądając się na boki. Mój wzrok jednak skierował
się na dół, gdzie dostrzegł coś leżącego na ziemi.
Schyliłem się i
podniosłem to.
I w tym momencie
zrozumiałem, że trzymam w ręce czerwoną opaskę z czarną
kokardą, należącą do Francesci…
- Róbcie coś! –
Luca nie wytrzymywał. – Szukajcie mojej siostry, do cholery!
- Proszę się
uspokoić – rzekł policjant. – Nerwy nic nie dadzą.
- Niech pan mi
tutaj nie gada, żebym się uspokoił! – Podniósł głos. – Moja
siostra została porwana! Może jakiś zboczeniec przetrzymuje ją w
śmierdzącej piwnicy, a wy nic nie robicie!
- Nie mamy
pewności, że pana siostra została porwana – odparł mężczyzna
ze stoickim spokojem.
Luca wyprostował
się, zamknął oczy i policzył do dziesięciu.
- Co pan sugeruje?
– spytał. – Myśli pan, że ona sama mogła uciec? Nie miała
powodu, znamy ją! Miała wrócić prosto do domu.
- Rozumiemy wasze
zdenerwowanie – do rozmowy wtrąciła się policjantka – ale
krzyki tutaj nic nie dadzą. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby
znaleźć tą dziewczynę.
- Więc nie
stójcie z założonymi rękami, tylko działajcie! – wtrąciłem
się.
- Jest godzina
dwunasta w nocy, od zaginięcia nie minęły dwadzieścia cztery
godziny, a zaginiona jest pełnoletnia, więc nie mamy żadnych
podstaw, aby w tym momencie zacząć poszukiwania.
- Ona ma tylko
dziewiętnaście lat! – wrzasnął Luca. – I żadnych powodów,
żeby nie wracać na noc do domu!
Mężczyzna oparł
głowę na ręce i spojrzał na brata mojej dziewczyny, a później
na mnie.
- Mówił pan, że
dziewczyna nie chciała, aby ją pan odprowadzał do domu –
zauważył. – Dlaczego?
W tym momencie się
zdenerwowałem.
- Czy pan
insynuuje, że ona to zrobiła specjalnie? – Podniosłem głos. –
Że specjalnie chciała wrócić sama, żeby po drodze wsiąść do
jakiegoś autobusu i wyjechać z Buenos Aires? To mądra dziewczyna,
w życiu nie zrobiłaby czegoś takiego, nie miała czemu tego robić!
W tym momencie
usłyszałem znajomy głos dochodzący z korytarza, a po chwili drzwi
otworzyły się i do środka wpadła rozczochrana Camila.
- Gdzie jest
Francesca? – spytała natychmiast.
- Co tu tutaj
robisz? – odezwał się Luca. Spojrzał na mnie. – Dzwoniłeś do
niej?
- No dzwoniłem,
myślałem, że może wie gdzie jest Fran – przyznałem. –
Camila, wracaj do domu. Albo nie, już późno. Zadzwonię do twoich
rodziców.
- Nie –
zaprotestowała. – Zostanę tutaj dopóki nie zobaczę Francescy.
Nie ruszę się stąd, rozumiecie?
- Camila, proszę
cię, nie rób cyrków. – Wyjąłem telefon z kieszeni. – Jest
środek nocy, powinnaś o tej porze być w domu.
- A ty to co? –
zdenerwowała się.
- Ale Francesca to
moja dziewczyna! – wybuchnąłem.
- I przy okazji
moja przyjaciółka!
Spojrzałem na nią
uważnie. Wyrwana ze snu wyglądała naprawdę nie najlepiej. Twarz
miała zaspaną, włosy potargane, a oczy mimowolnie jej się
zamykały. Widać było jednak, że mimo zmęczenia tak bardzo martwi
się o swoją przyjaciółkę.
- Dość –
uciąłem.
Wybrałem numer
mamy Camili, od której to czasami do mnie pisała kiedy nie miała
pieniędzy na koncie, a musiała mnie o czymś poinformować.
- Marco, nie
dzwoń!
Próbowała wyrwać
mi telefon z ręki, ale kiedy jej się to nie udało, odwróciła się
zrezygnowana w stronę brata Francesci, który rozmawiał
podniesionym głosem z policjantami.
- Luca, co się
dzieje? – wtrąciła się.
Mężczyzna
odwrócił się i spojrzał na nią.
- Camila, nic się
nie dzieje, powinnaś być w domu – odparł. – Marco dzwoni?
Świetnie, jest już późno.
- Nie spławiaj
mnie, nie mam siedmiu lat! – wrzasnęła. – Chyba mam prawo
wiedzieć co dzieje się z moją przyjaciółką!
- Ale czy ty
rozumiesz, że nikt nie ma o niczym pojęcia? – zdenerwował się.
– Myślisz, że gdybyśmy wiedzieli gdzie jest Fran, to
siedzielibyśmy o dwunastej w nocy na komendzie?
- Ale co się do
cholery stało? – kłóciła się z nim. – Tak po prostu
zniknęła?
- Tak, tak po
prostu poszła do domu i do niego nie doszła! – dodałem równie
zdenerwowany.
Spojrzała na mnie
z wściekłością, irytacją… przerażeniem?
- Nie
odprowadziłeś jej? – spytała. – Puściłeś ją do domu? Samą
o tej porze? Marco, czy ty w ogóle masz coś w tej wielkiej głowie?
Myślisz choć trochę?
- Camila, hamuj
się! – Podniosłem głos. – Przecież nie zrobiłem tego
specjalnie! Zaufałem jej! Sama tego chciała!
- Więc teraz
mówisz, że to jej wina? – odezwał się Luca. – A może ty też
sądzisz, że uciekła? To tylko i wyłącznie przez ciebie!
W tym momencie się
we mnie zagotowało. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni,
zupełnie zapominając o tym, że miałem zadzwonić do matki Camili.
- Więc tak
myślisz? – wysyczałem. – Wiesz co? Tak, masz rację. To ja
zorganizowałem to wszystko, to ja kazałem Francesce samej wracać
do domu i to ja zapłaciłem jakiejś mafii żeby porwali moją
dziewczynę. To wszystko był tylko mój pomysł, bo przecież tak
bardzo jej nienawidziłem, że chciałem aby znikła z mojego życia.
Tak, właśnie to zrobiłem. Jak mogłeś się tego domyślić?
Przecież mój plan był genialny.
Rzuciłem ostatnie
wściekłe spojrzenie bratu Fran, Cami i policjantom po czym bez
słowa opuściłem pomieszczenie.
Znajdę ją. Nie
pozwolę by coś jej się stało. Wróci do domu cała i zdrowa, a ja
już nigdy tak się nie zachowam.
Ale ona musi się
odnaleźć. Nie ma innej opcji.
Zajęcia w Studio
dłużyły się niemiłosiernie. Nie wiem jak ktokolwiek mógł
wytrzymać to jak Angie – oczywiście bez entuzjazmu – nawijała
o wokalizach. Nikt jej nie słuchał. Zapewne zdawała sobie sprawę,
że mówi do ściany, a nie do kilkunastu nastolatków znajdujących
się w klasie, jednak nadal kontynuowała swój nudny monolog.
- Eee… -
zamyśliła się w pewnym momencie. – Czy jest ktoś chętny do
zagrania nam czegoś na keyboardzie?
Chyba przewidziała
to, że nikt się nie zgłosi.
- No dobrze…
Violetta, ty nam coś zagrasz, chodź.
Dziewczyna
podniosła głowę i spojrzała na swoją ciotkę, po czym
westchnęła, wstała z krzesła i podeszła do instrumentu.
Zaczęła powoli
wygrywać melodię Hoy somos mas.
W tym momencie w
jej kieszeni zawibrował telefon.
- Mogę? –
Spojrzała pytająco na Angie.
Kobieta zgodziła
się.
Violetta wyjęła
komórkę i spojrzała na wyświetlacz.
- Francesca… -
szepnęła, po czym szybko przyłożyła sobie aparat do ucha. –
Halo?
Zdrętwiała.
Wszyscy popatrzyli na siebie z niepokojem.
- Nie… -
powiedziała cicho. – Nie! Zostawcie ją! Słyszycie? Kim wy
jesteście? Czego chcecie? Nie róbcie jej nic!
Jej ciotka
podeszła do niej i zabrała jej telefon z ręki. Włączyła
głośnik.
- Jutro o
dwunastej trzydzieści tysięcy w koszu na rogu Calle Lavalle i Calle
Florida. Nie próbujcie robić żadnych sztuczek. Macie być sami,
bez policji. Jeden fałszywy ruch, a wasza Włoska przyjaciółeczka
wróci do was w kawałkach. Skontaktujemy się z wami.
Maxi poderwał się
miejsca i wybiegł z klasy.
- Dajcie nam
dowód, że jest z wami – zażądała zdenerwowana Angie. –
Udowodnijcie to!
Przez chwilę po
drugiej stronie zapanowało zamieszanie.
Po kilku momentach
do naszych uszu dotarł ogłuszający wrzask, pełen bólu i
cierpienia.
Nie umiałem
zareagować. Sparaliżowało mnie jak nigdy wcześniej.
- Zostawcie ją! –
krzyknęła Camila. – Nie róbcie jej krzywdy!
Broduey chwycił
ją za rękę i posadził na krześle, a sam kucnął obok niej.
Do pomieszczenia
wrócił Maxi razem z dyrektorem Studia, który już trzymał w ręce
telefon.
- Jak sami
słyszycie, dziewczyna jeszcze żyje – ponownie odezwał się głos
porywacza. – Ale nie będziemy długo czekać. Lepiej pośpieszcie
się, jeśli chcecie zobaczyć ją żywą.
W słuchawce
rozbrzmiał odgłos przerwanego połączenia.
- Policja już
jedzie – odezwał się Antonio. – Na pewno będą musieli
zabezpieczyć telefon Violetty. Co tutaj się stało?
- Po prostu…
zadzwonili – wyjąkała przestraszona Violetta.
- Dlaczego akurat
do Violi? – spytała cicho Naty.
- Francesca ma
nasze numery na szybkim wybieraniu – odparła Camila. – Mój i
Violi.
W klasie na moment
zapanowała cisza.
- Co to było…?
– przerwałem ją. – Co oni jej robią?
Co ona musi tam
przeżywać? Jak oni ją traktują? Widać, że cierpi… Nie
chciałem myśleć o najgorszym, jednak to mimowolnie wkradało się
do mojej głowy.
- Marco –
usłyszałem czyjś głos. – Stary, ocknij się.
Dopiero wtedy
zorientowałem się, że zaciskam dłonie w pięści, a wszyscy
wpatrują się we mnie z niepokojem.
- W porządku? –
Obok mnie stał Federico.
- Tak… - Oparłem
głowę na ręce.
- Marco, nie
wyglądasz najlepiej – zauważyła Angie. – Może ktoś powinien
odprowadzić cię do domu?
- Nie ma takiej
potrzeby – zaprzeczyłem. – Gdzie ta policja?
- Już jedzie –
powtórzył Antonio. – Proszę, nich wszyscy tutaj zostaną, niech
nikt nie wychodzi. I trzeba zadzwonić do brata Francesci.
W całym domu
panowała napięta atmosfera. Policja chodziła od pokoju do pokoju.
Większość naszych znajomych siedziała w kuchni. Zdenerwowany Luca
ciągle przemierzał trasę z kuchni do salonu, a ja zrezygnowany
siedziałem na schodach prowadzących do góry.
- Założyliśmy
podsłuchy na wszystkie telefony w domu – oznajmił mundurowiec
wychodząc z pokoju. – Jednak musimy jeszcze założyć je na
komórki osób, z którymi porywacze mogą się skontaktować.
- Czyli na moją –
odezwał się Luca. – I Marco. I dziewczyn.
Podniosłem głowę.
Camila i Violetta
wyjęły swoje telefony i podały je mężczyźnie. Luca tak samo.
Nie pozostało mi nic innego, jak również przekazać mu swoją.
- Zabierzemy je
teraz na komisariat – powiedział chowając aparaty do torby
zawieszonej na ramieniu. – Jak już mówiłem, założymy na nie
podsłuchy, i na wszelki wypadek również zainstalujemy aplikację,
dzięki której będziemy mogli namierzyć telefon.
- Po co? –
spytałem zdziwiony.
- Lepiej zachować
wszelkie sposoby ostrożności.
A dosłownie
sekundę później w całym mieszkaniu rozbrzmiał donośny dźwięk
telefonu.
Wszyscy popatrzyli
na siebie ze zgrozą.
- Zapraszam pana
do salonu, musi pan odebrać telefon. – Policjant spojrzał na
brata Francescy.
Jego twarz
wyrażała strach. Nie dziwiłem się mu, sam też czułem się
przerażony.
Przeszliśmy
wszyscy do dużego pokoju i postawaliśmy gdzie tylko było miejsce.
Luca usiadł na krześle przy telefonie stacjonarnym.
- Na mój znak
proszę odebrać telefon. – Mundurowiec siedzący obok założył
na uszy słuchawki. – Proszę prowadzić rozmowę jak najdłużej
nie rozłączać się pierwszy, rozumie pan? – Nasz znajomy pokiwał
głową. – I… proszę podnieść słuchawkę.
Luca przełknął
ślinę i przyłożył telefon do ucha.
- Słucham? –
Powiedział twardo.
- Są tam psy? –
Rozległ się nieprzyjemny głos, ale inny niż ten kilka godzin
wcześniej w Studio.
- Nie – odparł
chłopak. – Czego chcecie? Zostawcie moją siostrę.
- Ach, więc to
twoja siostra… - Rozmarzył się porywacz. – No cóż… chyba ci
na niej bardzo zależy, prawda? Jest bardzo ładna. Mojemu koledze
też się podoba, ma na nią dużą chęć…
- Nie zbliżajcie
się do niej! – Luca podniósł głos. – Nie dotykajcie jej nawet
jednym palcem!
Na myśl, że ktoś
mógłby dobierać do Fran, robiło mi się słabo. Nie chciałem
nawet myśleć o czymś takim.
- Będziesz mógł
zadecydować o tym dopiero wtedy – odezwał się mężczyzna –
kiedy dostaniemy kasę. Zwiększamy kwotę. Chcemy siedemdziesiąt
tysięcy. Masz czas do jutra.
- Nie zdobędę w
kilka godzin tylu pieniędzy! – powiedział brat Fran.
- W takim razie
możesz pożegnać się z siostrą.
Po drugiej stronie
słuchawki odezwało się kilka głosów. Usłyszeliśmy również
zduszony jęk.
- Słyszysz
kochaniutka, twój braciszek nie zapłaci za ciebie – rzekł inny
głos. – Widocznie nie jesteś tego warta. Chcesz mu coś
powiedzieć?
Ktoś gwałtownie
nabrał powietrza.
- Luca… -
Tragiczny, ledwo słyszalny dziewczęcy szept jak miecz wdarł się
do mojej głowy. – Proszę cię…
- Francesca. –
Głos Luki zmienił się z ostrego w przerażony, pełen żalu i
miłości.
- Zabierz mnie
stąd…
- Wszystko będzie
dobrze – zapewnił ją jej brat. – Obiecuję ci.
Słychać było
odgłos uderzenia i ucięty krzyk.
- Przypominam. –
Porywacz znów się odezwał. – Jutro o dwunastej na rogu Calle
Lavalle i Calle Florida, w koszu na śmieci. A teraz zaprezentujemy
ci fragment tego, co może stać się twojej siostrzyczce, jeśli nie
zdecydujesz się zapłacić.
Drugi raz w ciągu
tego samego dnia usłyszałem jej krzyk. Drugi – a może trzeci lub
czwarty – raz w ciągu tego samego dnia tak strasznie cierpiała.
Nie wytrzymałem.
Gwałtownie
podniosłem się i wyszedłem z pokoju, a później z domu, nie
zważając na wołania moich przyjaciół.
Nie mogli zobaczyć
moich łez.
Otworzyłam oczy.
Pod powiekami czułam łzy. Uniosłam ociężałą głowę do góry.
Powoli podniosłam się na nogi.
I wtedy wszystko
sobie przypomniałam.
Przede mną
stanęła cała sytuacja dnia wczorajszego.
Zakręciło mi się
w głowie. Upadłam z powrotem na zimną ziemię, uderzając w nią
swoimi kolanami. Słone łzy popłynęły po moich policzkach.
Co tutaj się do
cholery dzieje? Gdzie ja jestem?
Nic. Wielka
pustka. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jeszcze kilka – a
może kilkanaście – godzin temu, spędzałam wspaniałe chwilę z
Marco, a teraz… teraz nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.
Gdybym wtedy się mu nie sprzeciwiła, gdybym pozwoliła się mu
odprowadzić, to teraz siedziałabym spokojnie w domu, z moim bratem.
Gdyby mój chłopak poszedł wtedy ze mną, to nic takiego by się
nie stało, przy nim byłabym bezpieczna.
Zebrałam w sobie
wszystkie siły i stanęłam na chwiejnych nogach.
Malutkie okienko
znajdujące się przy samym suficie tego wielkiego pomieszczenia,
wpuszczało do środka kilka promieni porannego słońca.
Rozejrzałam się
wokół.
Dostrzegłam
brązowe drzwi, praktycznie niezauważalne przy tego samego koloru
ścianach.
Podeszłam do
nich. Przyłożyłam ucho do nich, a kiedy nie usłyszałam za nimi
żadnego dźwięku, zaczęłam walić w nie swoimi obolałymi dłońmi.
- Pomocy! – Mój
słaby głos był ledwo słyszalny. – Pomocy!
Z każdym
wypowiedzianym słowem mój krzyk stawał się bardziej słyszalny.
Miałam nadzieję, że ktoś mnie usłyszy, że ktoś mi pomoże…
Łzy płynęły po
moich policzkach rozmazując wczorajszy makijaż. Bałam się, tak
cholernie mocno się bałam. Nie wiedziałam, co się teraz stanie.
To wszystko było jak sen na jawie.
I nagle usłyszałam
czyjś głos, tupot nóg.
Ledwo zdążyłam
odsunąć się od drzwi, gdy te otworzyły się z zamachem.
Do środka wpadł
młody mężczyzna. Jego twarz nie wyglądała na twarz kogoś, kto
chciałby mi pomóc.
Chwycił ręką
moją szyję i przycisnął mnie do ściany.
- Zamknij się –
warknął. – Nie próbuj więcej się drzeć. Chyba, że chcesz nas
zdenerwować.
Oddychałam
przyśpieszonym tempem, próbując pohamować łzy wypływające z
moich oczu.
- Czego wy
chcecie? – wyszeptałam. – Dlaczego akurat ja?
Zaśmiał się
szyderczo.
- Czego chcemy? –
powtórzył. – Kasy. A ty się świetnie do tego nadajesz. Masz
dzianych starych i braciszka, który zrobi wszystko, żeby znowu cię
zobaczyć. Ale nie będzie aż tak łatwo. Jesteś młoda, niczego
sobie…
Zaczęło mi
brakować powietrza, ponieważ on swoją ręką wciąż trzymał moje
gardło.
- Zostawcie mnie w
spokoju. – Spróbowałam podnieść głos, co średnio mi wyszło.
– Przecież ja wam nic nie zrobiłam.
- Och, oczywiście
piękna, że nic nam nie zrobiłaś. – Rozluźnił swój uścisk.
- Więc mnie
wypuście! – krzyknęłam, biorąc jednocześnie duży wdech.
Na jego twarzy
wymalowała się wściekłość. Zatkał mi usta dłonią.
- Nie drzyj się –
rozkazał. – Myśleliśmy, że jesteś mądrzejsza. Nie chcemy
ryzykować, że ktoś kiedyś cię usłyszy.
Popchnął mnie
tak, że znów upadłam na ziemię.
W tym momencie do
pomieszczenia wszedł drugi mężczyzna.
- Co, awanturuje
się?
- Chyba jeszcze
nie zrozumiała, co tutaj się dzieje – odparł. – Jak się ją
unieruchomi to będzie spokojniejsza.
Zamknęłam oczy.
Co mają na myśli?
Ktoś podszedł do
mnie, chwycił mnie za ramiona i posadził.
- Nikt nie mówił,
że będzie miło. – Rzekł ten sam mężczyzna. – Miałaś być
grzeczna.
Spojrzałam na
jego przebrzydłą twarz. Przebrzydłą nie ze względu na wygląd, a
raczej na uczucia na niej się malujące.
Złapał mnie
boleśnie za nadgarstki. Drugi z porywaczy podszedł do nas z białym,
grubym sznurem w dłoni. Skrępowali moje ręce przy przegubach i
łokciach. Już się nie broniłam, nie miałam na to siły.
Wiedziałam, że sama nic nie wskóram.
Moje nogi związali
na kolanach i kostkach. Więzy mocno wżynały się w moją skórę.
Bardzo bolało.
Jeden z mężczyzn
wyciągnął z kieszeni czarną taśmę.
- Nie… -
poprosiłam cicho.
Nie zważali na
moje słowa. Nie chciałam im na to pozwolić, jednak pierwszy
przytrzymał mi głowę, a drugi zakleił moje usta.
Po moich
policzkach spłynęły kolejne łzy.
- Nie maż się –
warknął porywacz. – To dopiero początek.
Poczułam mocne
kopnięcie w brzuch. Upadłam całym ciałem na ziemię i uderzyłam
głową w podłoże. Mój krzyk stłumiła jednak taśma.
- Działa –
stwierdził chłopak. – Teraz już nie będzie miała możliwości,
żeby uciec.
Kucnął obok mnie
i spojrzał w moje załzawione oczy.
- Dostaniemy kasę,
to nic ci nie zrobimy – powiedział. – Trochę się z tobą
zabawimy, a później nie będziesz nam już potrzebna.
Splunął na
ziemię obok mnie, po czym stanął na nogi. Rzucił mi jeszcze jedno
spojrzenie, a później wyszedł z pomieszczenia razem ze swoim
towarzyszem, zostawiając mnie samą.
Teraz nie miałam
już żadnych szans. Nie mogłam poruszyć się choćby o centymetr.
W moje nadgarstki i inne części gdzie byłam związana, wbijały
się boleśnie sznury.
Zalałam się
łzami. Straciłam już wszelką nadzieję.
A wszystko przez
to, że chciałam pokazać mojemu chłopakowi jaka to niby jestem
odważna, i jak potrafię o siebie zadbać.
Pomyliłam się.
I zjawiam się po
baaardzo długim czasie z jakże marnym partem o Marcesce. Oczywiście
pomysł Oli - porwanie, bo przecież nie mogło być zwykłe
spotkanie Marco i Fran w parku xD
Dodałabym go dużo wcześniej, gdyby nie to, że mojemu wrednemu laptopowi zachciało się zepsuć, o czym już zresztą wiecie :P
Przepraszam, bardzo przepraszam za to, że nie komentowałam waszych rozdziałów, ale jak już mówię - nie miałam komputera ani internetu. Wszystko przeczytam, ale nie obiecuję, że skomentuję, bo zaległości mam naprawdę duże.
Polecam posłuchać sobie pań z linku nad postem :) Fajnie się też ogląda xD Cudowne, Let it go w tylu językach! I ta duma, kiedy się słyszy polskie słowa xD Trzeba przyznać, że głos Kasi się wybija :)
I co, jeszcze coś? Chyba nie. Słucham sobie właśnie Are you ready for the ride? chłopaków xD To z płyty z En Vivo xD Szalona ja sobie zamówiła, a co :P
Bardzo was wszystkich kocham <3333 Dziękuję za 80 obserwatorów, za każdy komentarz i wyświetlenie <333
I zapraszam na mojego twittera :) https://twitter.com/AlexaPolonia
Wasza Ola <333
Dodałabym go dużo wcześniej, gdyby nie to, że mojemu wrednemu laptopowi zachciało się zepsuć, o czym już zresztą wiecie :P
Przepraszam, bardzo przepraszam za to, że nie komentowałam waszych rozdziałów, ale jak już mówię - nie miałam komputera ani internetu. Wszystko przeczytam, ale nie obiecuję, że skomentuję, bo zaległości mam naprawdę duże.
Polecam posłuchać sobie pań z linku nad postem :) Fajnie się też ogląda xD Cudowne, Let it go w tylu językach! I ta duma, kiedy się słyszy polskie słowa xD Trzeba przyznać, że głos Kasi się wybija :)
I co, jeszcze coś? Chyba nie. Słucham sobie właśnie Are you ready for the ride? chłopaków xD To z płyty z En Vivo xD Szalona ja sobie zamówiła, a co :P
Bardzo was wszystkich kocham <3333 Dziękuję za 80 obserwatorów, za każdy komentarz i wyświetlenie <333
I zapraszam na mojego twittera :) https://twitter.com/AlexaPolonia
Wasza Ola <333

No co ty narobiłaś! Taką krzywdę Fran wyrządzić :c Dobra, wierzę, że Marco-superbohater wpadnie tam i uratuje Francesce :P
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszą część ^^
Justynaa
Jestem zua xD
UsuńKocham <33333 I dziękuję :*
To miejsce należy do mnie! ♥
OdpowiedzUsuńOlu,
Usuńna chwilę obecną nie jestem w stanie nazwać tego, co czuję.
Zawsze uparcie powtarzałam ci, że posiadasz niesamowity talent, prawda?
Francesca jest jedną z moich ulubionych postaci, więc wieżę, że nic złego jej nie zrobisz. Bo ty również darzysz ją sympatią, prawda? ♥
Bardzo dziękuję <333
UsuńOczywiście, ja uwielbiam Fran i raczej nic złego się jej nie stanie :D
Śiwtny. :) Biedna Fran. Teraz wszyscy obwiniają Marco za to co się stało Fran, a to przecież to nie jego winna. Marco na pewno ją ratuję. Jestem tego pewna. Czekam na kolejną część.
OdpowiedzUsuńMoja biedna Marcesca....
OdpowiedzUsuńDomyślam się jak Marco musi się obwiniać.
A Francesca? Ma cudownego chłopaka, wspaniałego brata oraz kochających przyjaciół.
I musiało jà to spotkać???
Naprawdę boski i wspaniały.
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Przepraszam, że tak krótko...
Loffki
Nie szkodzi, że krótko, cieszy mnie każdy komentarz <3333
UsuńGracias <3333
Wiesz za co uwielbiam twojego bloga? Za to,że w swoich one partach nie wybierasz zwykłych i nudnych tematów. Historie są niezwykle zajmujące,poruszają problemy społeczeństwa i są bardzo ciekawe :)
OdpowiedzUsuńMarcessca to jedna z moich ulubionych par a one shot jak zwykle cudowny <3
Mam nadzieję,że nic złego nie stanie się Fran i Marco ją uratuje !
Nic na to nie poradzę,kocham szczęśliwe zakończenia.
buziaki i duuuuuuuuużo weny
kocham ♥
l.v
Bardzo dziękuję za piękny komentarz <333
UsuńKocham :********
Cudowny part, tak mnie wciągnął <3333
OdpowiedzUsuńDlaczego Fran, no dlaczego!? :'c
Zabiję tych porywaczy xo
Obiecałam sobie, że nie będę ryczeć jak coś czytam, ale to jest silniejsze ode mnie kiedy czyta się coś takiego
Nie mogę obejrzeć/posłuchać tego filmiku do którego dałaś link bo laptop mi strasznie zamula :c Głupie laptopy się uwzięły
Płyta En Vivo rządzi - też mam :D
Akurat teraz słucham A Los Cuatro Vientos
Czekam na next <33333333333
Boże, dziękuję <33333
UsuńTo jak ci przestanie zamulać, to sobie obejrzyj :D
Ja słucham Como Quieres :*
No i doczekałam się parta o Marcesce, nawet nie masz pojęcia jak się cieszę! <3
OdpowiedzUsuńBrakiem internetu się nie przejmuj - wiem sama po sobie że to duży dyskomfort ale w końcu kiedyś ludzie jakoś bez niego żyli, prawda? xD
Co do naszej Marcesci (chociaż jak dobrze wiesz bardziej kocham Leonescę, to ich też uwielbiam, a w Twoim wydaniu to już zwłaszcza :D), to Marco jaki opiekuńczy noo <3
Ale Fran chce pokazać że da sobie radę, nie dziwię się jej, w końcu jest już dorosła :D
No i niestety - nie wyszło tak jak powinno, obiecała Marco że ta sobie radę a tu proszę - porwanie.
Biedna Fran noo :(
Luca i Marco na szczęście są czujni, jestem pewna że nie dadzą jej skrzywdzić.
Na posterunku - wszyscy zdenerwowani, dramatycznie, a Cami jak to Cami zrobiła z tego niezłą komedię xD
Francesca ma niezłą obstawę, jestem pewna że ci porywacze dostaną za swoje.
Jej brat, chłopak, przyjaciółka, policja - wszyscy na baczność :D
Mimo to, Luca i Cami trochę przegięli, mogli tak nie naskakiwać na Marco, w końcu to nie jego wina, zresztą on i tak ma na pewno ogromne wyrzuty sumienia.
No i Violetta otrzymała telefon od Fran.
Dobrze, że w ogóle dali jakiś znak, przynajmniej cała nasza ekipa ma pewność, że Francesce nic nie jest.
Końcówka straszna, makabryczna wręcz, aż miałam dreszcze, biedna Fran noo :(
I jeszcze to, co powiedzieli Luce...
Jak on się musi z tym czuć, w końcu był za nią odpowiedzialny jako jej starszy brat, ehh...
I ciekawi mnie, kim są ci ludzie, zupełnie przypadkowi, czy może chodzi o coś więcej niż o kasę?
No cóż, okaże się, mam nadzieję że do tego czasu nic jej się nie stanie, jestem pewna że Marco, Luca, Vilu i Cami zrobią wszystko co w ich mocy.
Czekam na Twojego kolejnego parta i już nie mogę się doczekać bo urwałaś w takim momencie noo... Masz przeogromny talent, tylko pozazdrościć <3
Mam nadzieję że niebawem odzyskasz laptopa, a mi na razie nie pozostaje nic innego jak życzyć Ci dużo weny i cierpliwie czekać (choć z tym pewnie będzie problem :D), kocham! <3
Dziękuję za taki piękny komentarz <333
UsuńAle ja już odzyskałam laptopa :D
Kocham cię <33333
Nie wiem czemu , ale kiedy ty coś wstawisz włącza mi się leń XD
OdpowiedzUsuńBym już wczoraj skomentowała , ale jak już pewnie wiesz leniem jestem XD
Moja biedna Francesca zostawcie ją !!!!!!!!
Marco , Luca , Vilu , Cami jacy słodcy <333333
Cami zła zła , bo się biedaczka nie wyspała :D
Właśnie ja też mam zamiar zamówić a co mi szkodzi XD
Dzisiaj krótko , bo sobie zaległości na robiłam a to wina głupiego internetu cały czas się przycina !!!!
Zła zła technologia zła !!!!!!
No to klasycznie czekam na next :***
Też czasami mam lenia xD
UsuńA zamawiaj, co będziesz żałować? Ja żałuję, że się tak długo zastanawiałam :P
Dziękuję :*
Witaj, Olu ♥
OdpowiedzUsuńdopiero teraz, bo akurat znalazłam trochę czasu :)
I cóż, co ja mogę powiedzieć? Właśnie nic nie mogę, zabrakło mi słów. Ten OP (albo raczej jedna jego cześć) był WSPANIAŁY! Chociaż niezaprzeczalnie smutny, straszny, przerażający. Pokazujący, że na świecie nie wszystko jest piękne, że całe szczęście może się skończyć, życie może się skończyć - jednej nocy, przez jedną zbrodnie, w tym przypadku porwanie, bo nigdy nie wiemy, co nadejdzie. Czuję się prouszona, serce to chyba wyskoczyło mi z piersi. Biedna Francesca, biedny Luca, wszyscy, ale przede wszytskim Marco... Boże, nawet nie wyobrażam sobie, co on musi teraz czuć. To poczucie winy, jeszcze jego przyjaciele, Luca, którzy go oskarżają, a przecież... to on kocha ją najbardziej, on... Matko, patrz co się ze mną dzieje o.o Nie moge po prostu w to wszytsko uwierzyć. Czasem jednak wart skorzystać z pomocy, brawura nie raz może doprowadzić do tragedii, tak jak w tym przypadku. A ci porywacze? Bestie bez serca. Nie ma słów na takich ludzi. Jak myślę o bólu Francescki, o jej strachu, niepewności, to aż mam ochotę płakać. No nic... Czekam na kolejną część, tak bardzo! Muszę wiedzieć, co będzie dalej, no muszę! Mam nadzieje, że ją uratują, przecież muszą. Pytanie tylko jak? Nie ważne, wiem, że Marco i tak się nie podda :)
Kocham Cię, weny życzę,
Edyta ♥
Bardzo dziękuję za taki piękny komentarz <3333
UsuńKocham cię <3333
Jejuu <3 Dawaj szybciutko następną część, bo nie wytrzymam zaraz nooo. :')
OdpowiedzUsuńPart cudoowny jak zawsze. ♥
Marcesca *_*
Mój najukochańszy Marco. *.*
Zostawcie mu Francesce :(
Ona nic wam nie zrobiła noo. :'(
Marco, jaki biedny, a jescze Luca go oskarża :C
Mój Tavelli ma ją znaleźć i uratować jasne ?!:D
Szybciutko następny proszę. :*
Bardzo dziękuję <3333
UsuńOMG O_o
OdpowiedzUsuńBiedna Fran :///
Czemu to akurat ją spotkało ? To jest nie fair ! ://///
Marcesca <3333
Rozdział pełen bólu, cierpienia i smutku :////
Niech Marco ją uratuje ;*
Boże ja chcę już kolejną cześć :))
Na przyszłość Franuśka bd się słuchać Marco <3333
Panna Martin
Co za .O. ale super ,super ! Masz talent ale biedna Fran poskrzywdzona ;/ Zapraszam do mnie na opowiadania 3 sezonu xDDD
OdpowiedzUsuńhttp://violetta3historiapowraca.blogspot.com/
Jestem <3
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno :/
Marcesca :3 czekałam na ten OP ;)
Piszesz świetnie, potrafisz opisać wszystkich cierpienie tak realistycznie i ukazujesz jak każda osoba innaczej sobie z tym radzi; Fran, Cami, Luca, Macro <3
Biednym Marco się teraz obwinia o to :/
Jak ty się inspirujesz, że tak świetnie piszesz? O.o
Pięknie jest opisana więź między Marcescą ;)
Miałam nie płakać, a ja tutaj przez ciebie ryczę ;(
Czekam na drugą część i kocham :*
Już się nie mogę doczekać ;)
Bardzo dziękuję <3333
UsuńCudowny part *-* I nie dałaś mojego tytułu :( Hehe :) Ale, ale to jest piękne już słyszałam część jak Marco mówił, że to on wszystko zaplanował. Chciałam mieć niespodziankę, ale nie Olunia mi na gg wysłała :D Już mniejsza o to i wiesz co ci powiem, że to jest świetne i czekam na następną część ♥ KOCHAM ~Weronika~
OdpowiedzUsuńNie wysłałam ci na gg, tylko ci w szkole w bibliotece mówiłam! xD
UsuńWeź mnie nie osłabiał, ten tytuł jest beznadziejny, nie mogłam lepszego wymyślić :P
Kocham cię <33333
No i się poryczałam xD
OdpowiedzUsuńTam, tam, tam! Karinka się tu wreszcie pojawiła :P
Wszystko wcześniej już czytałam, ale nie znoszę komentować
pod pseudo "anonim"... a kompa nie miałam od miesiąca, więc wiesz.
Więc nie komentowałam. Psieplasiam... Wybaczysz mi???? :'(
Dobra, nie będę się już mazać.
Miałam chyba oceniać parta....
KURDE NOO! Twoja genialność mnie przerasta! :D
To było piękne... Smutaśne, ale PIĘKNE!!!!
Biedna Francesca.... :(
Marco to idiota -.-
Nie musi się zgadzać na każdą zachciankę swojej dziewczyny chyba ;P
Boniu, skąd Luka będzie miał tyle kasy? :O
Wiesz, aż się wzdrygłam na słowo "zabawimy"....
I to porządnie :/
Oby nic jej nie zrobili!!!
Oby nic jej nie zrobili!!
Oby nic jej nie zrobili!
Oby nic jej nie zrobili.
Oby nic jej nie zrobili...
I tak dalej :|
Bosz... A Marcuś ma ją znaleźć... Jak w tytule :)
Swoją drogą - bardzo fajnym tytule ;*
Już nie będę komentować reszty partów, ale musisz wiedzieć, że
serio bardzo mi się podobają :)
Ah, ty i ten twój talencik....
Weź się nim troszkę podziel z biednymi, coo?? ;D
Dobra, coś zaczynam bredzić xD
Wybacz, że cholernie bez sensu komentarz, ale mam jeszcze
gorączkę i nie czuje się najlepiej ;PP
Kończę, zanim się zanudzisz na śmierć
moim bezsensownym paplaniem ;)
Czekam z niecierpliwością na kolejnego parcika :)
Kocham <333333
Dawno cię nie widziałam :D
UsuńNo oczywiście, że wybaczę, jakbym mogła nie <33333
Dziękuję za piękny komentarz, kocham cię <33333
Kiedy next ?
OdpowiedzUsuńZ boku, z boku, z boku wszystko jest :D
UsuńSorki jestem n komórce i nie widziałam :-P
UsuńNie ma sprawy xD
UsuńMoja biedna Francesca :c
OdpowiedzUsuńDlaczego ona?
Ja chyba bym nie wytrzymała takiego porwania..
W sumie to raz coś podobnego przeszłam z bratem..
Pamiętam jak mama zadzwoniła do mnie, że Adama nie ma na treningu..
Zniknął. Zapadł się pod ziemię.
Zjeździliśmy całe miasto a go nigdzie nie było..
Ta bezradność była najgorsza.
Nie wiedzieliśmy co robić..
Po godzinie zadzwonił dziadek z domu
Okazało się, że Adam jest u jakiejś kobiety w domu - postanowił sam wrócić z treningu, bo mama się spóźniała..
Wszystkim kamień spadł z serca.
Ech.. Ta historia wszystko mi przypomniała :(
Biedna Fran :c
Nie wytrzymam dłużej...
Lecę czytać następną część
Buziaczki ;***
Właśnie najgorsza jest taka niepewność, ci powiem... ale dobrze, że z twoim bratem wszystko w porządku ;)
UsuńBardzo dziękuję <333333