środa, 16 kwietnia 2014

ONE PART MARCESCA - Zawsze cię znajdę cz 1


- Fran, może jednak cię odprowadzę? – spytał po raz kolejny.
- Marco, jestem już dużą dziewczynką – przypomniałam mu. – Mam osiemnaście lat, nie boję się ciemności.
- Wiem, ale i tak się o ciebie boję, nie chcę cię puszczać samej tak późno. – Chwycił mnie za rękę.
- Wcale nie jest tak późno, dochodzi dopiero dziesiąta. – Uśmiechnęłam się. – Poza tym, świecą latarnie, a ja Buenos Aires znam jak własną kieszeń, więc nie masz się o co martwić. Możesz mi zaufać.
- Ufam ci w stu procentach, Francesca – westchnął. – Ale kocham cię tak bardzo i nie chcę, żeby coś się stało.
- Ale co się ma stać? – spytałam nie przestając się uśmiechać. – Luca czeka na mnie w domu, ja spokojnie przejdę się spacerkiem. Zadzwonię do ciebie, jak dojdę, dobrze?
- Dobrze… - rzekł z ociąganiem. – Ale wiedz, że zgadzam się na to tylko dlatego, żeby pokazać ci jak w ciebie wierzę, i jak ci ufam, zrozumiano?
- Zrozumiano – zaśmiałam się. – Może kiedy dojdę sama do domu, przestaniesz mnie traktować jak sześcioletnie dziecko.
- Nigdy nie będę traktować cię inaczej – zaprzeczył.
- Marco… - westchnęłam.
- Nie, Francesca, nie dyskutuj – przerwał mi. – Idź już, zanim się rozmyślę.
- Okey – odparłam. – Dziękuję, Marco.
- Nie masz za co dziękować. – Uśmiechnął się. – Widzimy się jutro?
- Tak, spotkamy się w Resto – zaproponowałam.
- Zadzwoń jak dojdziesz do domu, dobrze?
- Zadzwonię – zapewniłam go. – Do zobaczenia.
Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek.
- Uważaj na siebie i nie nadwyrężaj mojego zaufania – zastrzegł mnie.
- Oczywiście – Zaśmiałam się.
Otworzył drzwi wyjściowe i popchnął mnie lekko na zewnątrz. Pożegnałam się z nim jeszcze raz i wyszłam na dwór.
Przeszłam przez furtkę i znalazłam się na ulicy. Ruszyłam chodnikiem w stronę mojej dzielnicy.
Chłodny wiatr oblewał moją twarz. Czułam te świeże powietrze, które znaleźć można było tylko w Buenos Aires. Kochałam to miasto tak samo mocno, jak moje rodzinne Włochy.
Na ulicach było pusto. Tylko pojedyncze latarnie oświetlały ciemne drogi, a na wystawach sklepowych świeciły się pojedyncze lampy.
I wszystko mogłoby być dobrze. Ale nie było.
Z naprzeciwka nadjechał czarny samochód. Zaczął zwalniać. Zawsze niepokoiłam się, gdy widziałam takie coś. Kojarzyło mi się to tylko z tymi wszystkimi filmami, w których to porywane zostawały młode dziewczyny… Później porywacze gwałcili je, zabijali… Nigdy nie byłam fanką takich opowieści, zawsze mnie one przerażały.
Samochód zatrzymał się. Zwolniłam kroku.
Ktoś wysiadł z niego. Była to dość wysoka osoba, na głowie miała kaptur od czarnej bluzy. Podbiegła ona do mnie. A ja nie wiedziałam kompletnie co mam robić.
Ten ktoś złapał mnie za nadgarstek. Nie miałam pojęcia jak mam się zachować. Zaczęłam się wyrywać, ale on chwycił mnie mocno i przemocą zaciągnął do samochodu.
Wepchnął mnie na tylne siedzenie, a sam usiadł obok. Auto ruszyło.
Zaczęłam krzyczeć, ale mężczyzna zatkał mi usta ręką.
- Zamknij się – syknął. – Tylko spróbujesz się drzeć, a obiecuję ci, że miło nie będzie.
Przerażona pokiwałam szybko głową. Zabrał swoją dłoń, a ja natychmiastowo zakryłam się rękami.
Co teraz będzie? Moje serce waliło jak młotem, z oczu płynęły łzy, a czerwone policzki piekły żywym ogniem. Słyszałam głosy rozmawiające ze sobą, nie wiedziałam jednak jaki jest temat rozmowy.
Po kilku, a może kilkunastu minutach samochód zatrzymał się. Nie poruszyłam się.
To wszystko wyglądało jak scena żywcem wyjęta z jakiegoś kryminału, dosłownie. Czułam się jak aktorka, która odgrywa swoją rolę.
Ktoś wysiadł z auta i otworzył drzwi od mojej strony, a później złapał mnie za włosy i wyciągnął na zewnątrz.
Nie stawiałam oporu, kiedy brutalnie pchał mnie przed siebie. W końcu doszliśmy do jakichś drzwi. Mężczyzna otworzył je i wrzucił mnie do środka.
Leżałam na lodowatej podłodze, kiedy podszedł do mnie.
- Będziesz spokojna i posłuszna, to nic ci nie zrobimy – powiedział. – Ale zrobisz tylko jeden fałszywy ruch… Obiecuję ci, że pożałujesz.
Puścił mnie i opuścił to pomieszczenie, zostawiając mnie w nim samą. Jedynym źródłem światła było małe okienko wpuszczające promienie słońca.
Trzęsłam się ze strachu, jak i z zimna. Próbowałam powstrzymać drżenie rąk, co wcale nie było łatwe.
Nie wiedziałam co mam robić. Próbować uciec? Nie dam rady, nie ma szans… To może mam tutaj leżeć i czekać na rozwój sytuacji?
Co oni chcą mi zrobić? Dlaczego mnie porwali? Jak mam się ratować? Czy przeżyję?
Multum pytań nasuwało mi się na myśl, ale żadne nie dostawało odpowiedzi. Byłam bezradna. Nie miałam już żadnych możliwości, choć tak dużo nadziei…

Na zegarku widniała godzina 22:30. Ja wciąż nie dostałem esemesa od Francescy. Niemożliwe, żeby jeszcze nie dotarła do domu, przecież mieszka dwie dzielnice dalej. Droga zajmuje jej zazwyczaj piętnaście minut, a już minęło ponad pół godziny…
Po raz kolejny wykręciłem numer mojej dziewczyny. Słyszałem sygnał, ale nic więcej. Może po prostu zapomniała do mnie zadzwonić, a teraz zostawiła telefon w torebce i nie słyszy jak dzwonię?
Odłożyłem komórkę, kiedy ona nagle zadzwoniła. Podniosłem ją szybko z nadzieją, że to Francesca, jednak na ekranie pojawił się jakiś numer, a pod spodem napis – Luca.
- Halo? – Przyłożyłem ją do ucha.
- Halo, Marco? – Usłyszałem głos. – Luca z tej strony. Powiedz, długo jeszcze Francesca zamierza u ciebie siedzieć? Miała być na dziesiątą, jest już wpół do jedenastej, a jej ciągle nie ma. W dodatku nie odbiera telefonów. Jak chciała dłużej zostać, to mogła chociaż dać znać.
- To… - zająknąłem się. – To jej jeszcze nie ma w domu?
- A ma być? – zdziwił się. – Nie ma jej odkąd wyszła do ciebie. Czekam na nią od pół godziny.
- Luca… - rzekłem. – Ona wyszła ode mnie z domu za piętnaście dziesiąta… Miała zadzwonić do mnie jak dojdzie do siebie, ale nie zrobiła tego… Próbowałem się z nią skontaktować, ale nie odbiera, myślałem, że po prostu nie słyszy…
- Co ty gadasz? – spytał. – Nie odprowadziłeś jej? Człowieku, jest już ciemno!
- Chciałem ją odprowadzić, ale się nie zgodziła, powiedziała, że sama da sobie radę i żebym jej zaufał… - wyjaśniłem. – Pozwoliłem jej.
- W domu jej jeszcze nie ma, a ode mnie też nie odbiera telefonu – odparł. – Idę jej szukać, a tobie radzę zrobić to samo.
- Pójdę w stronę waszego domu – zgodziłem się.
- Wychodź już. – Po tych słowach się rozłączył.
Zbiegłem szybko po schodach na dół. Wyjąłem z szafy bluzę, poinformowałem rodziców, że wychodzę i opuściłem dom.
Szedłem po ulicach Buenos Aires. Nie widziałem żywej duszy. Tylko czasem obok przejechał jakiś samochód, jednak na to nie zwracałem uwagi.
I może szedłbym tak dalej rozglądając się na boki. Mój wzrok jednak skierował się na dół, gdzie dostrzegł coś leżącego na ziemi.
Schyliłem się i podniosłem to.
I w tym momencie zrozumiałem, że trzymam w ręce czerwoną opaskę z czarną kokardą, należącą do Francesci…

- Róbcie coś! – Luca nie wytrzymywał. – Szukajcie mojej siostry, do cholery!
- Proszę się uspokoić – rzekł policjant. – Nerwy nic nie dadzą.
- Niech pan mi tutaj nie gada, żebym się uspokoił! – Podniósł głos. – Moja siostra została porwana! Może jakiś zboczeniec przetrzymuje ją w śmierdzącej piwnicy, a wy nic nie robicie!
- Nie mamy pewności, że pana siostra została porwana – odparł mężczyzna ze stoickim spokojem.
Luca wyprostował się, zamknął oczy i policzył do dziesięciu.
- Co pan sugeruje? – spytał. – Myśli pan, że ona sama mogła uciec? Nie miała powodu, znamy ją! Miała wrócić prosto do domu.
- Rozumiemy wasze zdenerwowanie – do rozmowy wtrąciła się policjantka – ale krzyki tutaj nic nie dadzą. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby znaleźć tą dziewczynę.
- Więc nie stójcie z założonymi rękami, tylko działajcie! – wtrąciłem się.
- Jest godzina dwunasta w nocy, od zaginięcia nie minęły dwadzieścia cztery godziny, a zaginiona jest pełnoletnia, więc nie mamy żadnych podstaw, aby w tym momencie zacząć poszukiwania.
- Ona ma tylko dziewiętnaście lat! – wrzasnął Luca. – I żadnych powodów, żeby nie wracać na noc do domu!
Mężczyzna oparł głowę na ręce i spojrzał na brata mojej dziewczyny, a później na mnie.
- Mówił pan, że dziewczyna nie chciała, aby ją pan odprowadzał do domu – zauważył. – Dlaczego?
W tym momencie się zdenerwowałem.
- Czy pan insynuuje, że ona to zrobiła specjalnie? – Podniosłem głos. – Że specjalnie chciała wrócić sama, żeby po drodze wsiąść do jakiegoś autobusu i wyjechać z Buenos Aires? To mądra dziewczyna, w życiu nie zrobiłaby czegoś takiego, nie miała czemu tego robić!
W tym momencie usłyszałem znajomy głos dochodzący z korytarza, a po chwili drzwi otworzyły się i do środka wpadła rozczochrana Camila.
- Gdzie jest Francesca? – spytała natychmiast.
- Co tu tutaj robisz? – odezwał się Luca. Spojrzał na mnie. – Dzwoniłeś do niej?
- No dzwoniłem, myślałem, że może wie gdzie jest Fran – przyznałem. – Camila, wracaj do domu. Albo nie, już późno. Zadzwonię do twoich rodziców.
- Nie – zaprotestowała. – Zostanę tutaj dopóki nie zobaczę Francescy. Nie ruszę się stąd, rozumiecie?
- Camila, proszę cię, nie rób cyrków. – Wyjąłem telefon z kieszeni. – Jest środek nocy, powinnaś o tej porze być w domu.
- A ty to co? – zdenerwowała się.
- Ale Francesca to moja dziewczyna! – wybuchnąłem.
- I przy okazji moja przyjaciółka!
Spojrzałem na nią uważnie. Wyrwana ze snu wyglądała naprawdę nie najlepiej. Twarz miała zaspaną, włosy potargane, a oczy mimowolnie jej się zamykały. Widać było jednak, że mimo zmęczenia tak bardzo martwi się o swoją przyjaciółkę.
- Dość – uciąłem.
Wybrałem numer mamy Camili, od której to czasami do mnie pisała kiedy nie miała pieniędzy na koncie, a musiała mnie o czymś poinformować.
- Marco, nie dzwoń!
Próbowała wyrwać mi telefon z ręki, ale kiedy jej się to nie udało, odwróciła się zrezygnowana w stronę brata Francesci, który rozmawiał podniesionym głosem z policjantami.
- Luca, co się dzieje? – wtrąciła się.
Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na nią.
- Camila, nic się nie dzieje, powinnaś być w domu – odparł. – Marco dzwoni? Świetnie, jest już późno.
- Nie spławiaj mnie, nie mam siedmiu lat! – wrzasnęła. – Chyba mam prawo wiedzieć co dzieje się z moją przyjaciółką!
- Ale czy ty rozumiesz, że nikt nie ma o niczym pojęcia? – zdenerwował się. – Myślisz, że gdybyśmy wiedzieli gdzie jest Fran, to siedzielibyśmy o dwunastej w nocy na komendzie?
- Ale co się do cholery stało? – kłóciła się z nim. – Tak po prostu zniknęła?
- Tak, tak po prostu poszła do domu i do niego nie doszła! – dodałem równie zdenerwowany.
Spojrzała na mnie z wściekłością, irytacją… przerażeniem?
- Nie odprowadziłeś jej? – spytała. – Puściłeś ją do domu? Samą o tej porze? Marco, czy ty w ogóle masz coś w tej wielkiej głowie? Myślisz choć trochę?
- Camila, hamuj się! – Podniosłem głos. – Przecież nie zrobiłem tego specjalnie! Zaufałem jej! Sama tego chciała!
- Więc teraz mówisz, że to jej wina? – odezwał się Luca. – A może ty też sądzisz, że uciekła? To tylko i wyłącznie przez ciebie!
W tym momencie się we mnie zagotowało. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni, zupełnie zapominając o tym, że miałem zadzwonić do matki Camili.
- Więc tak myślisz? – wysyczałem. – Wiesz co? Tak, masz rację. To ja zorganizowałem to wszystko, to ja kazałem Francesce samej wracać do domu i to ja zapłaciłem jakiejś mafii żeby porwali moją dziewczynę. To wszystko był tylko mój pomysł, bo przecież tak bardzo jej nienawidziłem, że chciałem aby znikła z mojego życia. Tak, właśnie to zrobiłem. Jak mogłeś się tego domyślić? Przecież mój plan był genialny.
Rzuciłem ostatnie wściekłe spojrzenie bratu Fran, Cami i policjantom po czym bez słowa opuściłem pomieszczenie.
Znajdę ją. Nie pozwolę by coś jej się stało. Wróci do domu cała i zdrowa, a ja już nigdy tak się nie zachowam.
Ale ona musi się odnaleźć. Nie ma innej opcji.

Zajęcia w Studio dłużyły się niemiłosiernie. Nie wiem jak ktokolwiek mógł wytrzymać to jak Angie – oczywiście bez entuzjazmu – nawijała o wokalizach. Nikt jej nie słuchał. Zapewne zdawała sobie sprawę, że mówi do ściany, a nie do kilkunastu nastolatków znajdujących się w klasie, jednak nadal kontynuowała swój nudny monolog.
- Eee… - zamyśliła się w pewnym momencie. – Czy jest ktoś chętny do zagrania nam czegoś na keyboardzie?
Chyba przewidziała to, że nikt się nie zgłosi.
- No dobrze… Violetta, ty nam coś zagrasz, chodź.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na swoją ciotkę, po czym westchnęła, wstała z krzesła i podeszła do instrumentu.
Zaczęła powoli wygrywać melodię Hoy somos mas.
W tym momencie w jej kieszeni zawibrował telefon.
- Mogę? – Spojrzała pytająco na Angie.
Kobieta zgodziła się.
Violetta wyjęła komórkę i spojrzała na wyświetlacz.
- Francesca… - szepnęła, po czym szybko przyłożyła sobie aparat do ucha. – Halo?
Zdrętwiała. Wszyscy popatrzyli na siebie z niepokojem.
- Nie… - powiedziała cicho. – Nie! Zostawcie ją! Słyszycie? Kim wy jesteście? Czego chcecie? Nie róbcie jej nic!
Jej ciotka podeszła do niej i zabrała jej telefon z ręki. Włączyła głośnik.
- Jutro o dwunastej trzydzieści tysięcy w koszu na rogu Calle Lavalle i Calle Florida. Nie próbujcie robić żadnych sztuczek. Macie być sami, bez policji. Jeden fałszywy ruch, a wasza Włoska przyjaciółeczka wróci do was w kawałkach. Skontaktujemy się z wami.
Maxi poderwał się miejsca i wybiegł z klasy.
- Dajcie nam dowód, że jest z wami – zażądała zdenerwowana Angie. – Udowodnijcie to!
Przez chwilę po drugiej stronie zapanowało zamieszanie.
Po kilku momentach do naszych uszu dotarł ogłuszający wrzask, pełen bólu i cierpienia.
Nie umiałem zareagować. Sparaliżowało mnie jak nigdy wcześniej.
- Zostawcie ją! – krzyknęła Camila. – Nie róbcie jej krzywdy!
Broduey chwycił ją za rękę i posadził na krześle, a sam kucnął obok niej.
Do pomieszczenia wrócił Maxi razem z dyrektorem Studia, który już trzymał w ręce telefon.
- Jak sami słyszycie, dziewczyna jeszcze żyje – ponownie odezwał się głos porywacza. – Ale nie będziemy długo czekać. Lepiej pośpieszcie się, jeśli chcecie zobaczyć ją żywą.
W słuchawce rozbrzmiał odgłos przerwanego połączenia.
- Policja już jedzie – odezwał się Antonio. – Na pewno będą musieli zabezpieczyć telefon Violetty. Co tutaj się stało?
- Po prostu… zadzwonili – wyjąkała przestraszona Violetta.
- Dlaczego akurat do Violi? – spytała cicho Naty.
- Francesca ma nasze numery na szybkim wybieraniu – odparła Camila. – Mój i Violi.
W klasie na moment zapanowała cisza.
- Co to było…? – przerwałem ją. – Co oni jej robią?
Co ona musi tam przeżywać? Jak oni ją traktują? Widać, że cierpi… Nie chciałem myśleć o najgorszym, jednak to mimowolnie wkradało się do mojej głowy.
- Marco – usłyszałem czyjś głos. – Stary, ocknij się.
Dopiero wtedy zorientowałem się, że zaciskam dłonie w pięści, a wszyscy wpatrują się we mnie z niepokojem.
- W porządku? – Obok mnie stał Federico.
- Tak… - Oparłem głowę na ręce.
- Marco, nie wyglądasz najlepiej – zauważyła Angie. – Może ktoś powinien odprowadzić cię do domu?
- Nie ma takiej potrzeby – zaprzeczyłem. – Gdzie ta policja?
- Już jedzie – powtórzył Antonio. – Proszę, nich wszyscy tutaj zostaną, niech nikt nie wychodzi. I trzeba zadzwonić do brata Francesci.

W całym domu panowała napięta atmosfera. Policja chodziła od pokoju do pokoju. Większość naszych znajomych siedziała w kuchni. Zdenerwowany Luca ciągle przemierzał trasę z kuchni do salonu, a ja zrezygnowany siedziałem na schodach prowadzących do góry.
- Założyliśmy podsłuchy na wszystkie telefony w domu – oznajmił mundurowiec wychodząc z pokoju. – Jednak musimy jeszcze założyć je na komórki osób, z którymi porywacze mogą się skontaktować.
- Czyli na moją – odezwał się Luca. – I Marco. I dziewczyn.
Podniosłem głowę.
Camila i Violetta wyjęły swoje telefony i podały je mężczyźnie. Luca tak samo. Nie pozostało mi nic innego, jak również przekazać mu swoją.
- Zabierzemy je teraz na komisariat – powiedział chowając aparaty do torby zawieszonej na ramieniu. – Jak już mówiłem, założymy na nie podsłuchy, i na wszelki wypadek również zainstalujemy aplikację, dzięki której będziemy mogli namierzyć telefon.
- Po co? – spytałem zdziwiony.
- Lepiej zachować wszelkie sposoby ostrożności.
A dosłownie sekundę później w całym mieszkaniu rozbrzmiał donośny dźwięk telefonu.
Wszyscy popatrzyli na siebie ze zgrozą.
- Zapraszam pana do salonu, musi pan odebrać telefon. – Policjant spojrzał na brata Francescy.
Jego twarz wyrażała strach. Nie dziwiłem się mu, sam też czułem się przerażony.
Przeszliśmy wszyscy do dużego pokoju i postawaliśmy gdzie tylko było miejsce. Luca usiadł na krześle przy telefonie stacjonarnym.
- Na mój znak proszę odebrać telefon. – Mundurowiec siedzący obok założył na uszy słuchawki. – Proszę prowadzić rozmowę jak najdłużej nie rozłączać się pierwszy, rozumie pan? – Nasz znajomy pokiwał głową. – I… proszę podnieść słuchawkę.
Luca przełknął ślinę i przyłożył telefon do ucha.
- Słucham? – Powiedział twardo.
- Są tam psy? – Rozległ się nieprzyjemny głos, ale inny niż ten kilka godzin wcześniej w Studio.
- Nie – odparł chłopak. – Czego chcecie? Zostawcie moją siostrę.
- Ach, więc to twoja siostra… - Rozmarzył się porywacz. – No cóż… chyba ci na niej bardzo zależy, prawda? Jest bardzo ładna. Mojemu koledze też się podoba, ma na nią dużą chęć…
- Nie zbliżajcie się do niej! – Luca podniósł głos. – Nie dotykajcie jej nawet jednym palcem!
Na myśl, że ktoś mógłby dobierać do Fran, robiło mi się słabo. Nie chciałem nawet myśleć o czymś takim.
- Będziesz mógł zadecydować o tym dopiero wtedy – odezwał się mężczyzna – kiedy dostaniemy kasę. Zwiększamy kwotę. Chcemy siedemdziesiąt tysięcy. Masz czas do jutra.
- Nie zdobędę w kilka godzin tylu pieniędzy! – powiedział brat Fran.
- W takim razie możesz pożegnać się z siostrą.
Po drugiej stronie słuchawki odezwało się kilka głosów. Usłyszeliśmy również zduszony jęk.
- Słyszysz kochaniutka, twój braciszek nie zapłaci za ciebie – rzekł inny głos. – Widocznie nie jesteś tego warta. Chcesz mu coś powiedzieć?
Ktoś gwałtownie nabrał powietrza.
- Luca… - Tragiczny, ledwo słyszalny dziewczęcy szept jak miecz wdarł się do mojej głowy. – Proszę cię…
- Francesca. – Głos Luki zmienił się z ostrego w przerażony, pełen żalu i miłości.
- Zabierz mnie stąd…
- Wszystko będzie dobrze – zapewnił ją jej brat. – Obiecuję ci.
Słychać było odgłos uderzenia i ucięty krzyk.
- Przypominam. – Porywacz znów się odezwał. – Jutro o dwunastej na rogu Calle Lavalle i Calle Florida, w koszu na śmieci. A teraz zaprezentujemy ci fragment tego, co może stać się twojej siostrzyczce, jeśli nie zdecydujesz się zapłacić.
Drugi raz w ciągu tego samego dnia usłyszałem jej krzyk. Drugi – a może trzeci lub czwarty – raz w ciągu tego samego dnia tak strasznie cierpiała.
Nie wytrzymałem.
Gwałtownie podniosłem się i wyszedłem z pokoju, a później z domu, nie zważając na wołania moich przyjaciół.
Nie mogli zobaczyć moich łez.

Otworzyłam oczy. Pod powiekami czułam łzy. Uniosłam ociężałą głowę do góry. Powoli podniosłam się na nogi.
I wtedy wszystko sobie przypomniałam.
Przede mną stanęła cała sytuacja dnia wczorajszego.
Zakręciło mi się w głowie. Upadłam z powrotem na zimną ziemię, uderzając w nią swoimi kolanami. Słone łzy popłynęły po moich policzkach.
Co tutaj się do cholery dzieje? Gdzie ja jestem?
Nic. Wielka pustka. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jeszcze kilka – a może kilkanaście – godzin temu, spędzałam wspaniałe chwilę z Marco, a teraz… teraz nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Gdybym wtedy się mu nie sprzeciwiła, gdybym pozwoliła się mu odprowadzić, to teraz siedziałabym spokojnie w domu, z moim bratem. Gdyby mój chłopak poszedł wtedy ze mną, to nic takiego by się nie stało, przy nim byłabym bezpieczna.
Zebrałam w sobie wszystkie siły i stanęłam na chwiejnych nogach.
Malutkie okienko znajdujące się przy samym suficie tego wielkiego pomieszczenia, wpuszczało do środka kilka promieni porannego słońca.
Rozejrzałam się wokół.
Dostrzegłam brązowe drzwi, praktycznie niezauważalne przy tego samego koloru ścianach.
Podeszłam do nich. Przyłożyłam ucho do nich, a kiedy nie usłyszałam za nimi żadnego dźwięku, zaczęłam walić w nie swoimi obolałymi dłońmi.
- Pomocy! – Mój słaby głos był ledwo słyszalny. – Pomocy!
Z każdym wypowiedzianym słowem mój krzyk stawał się bardziej słyszalny. Miałam nadzieję, że ktoś mnie usłyszy, że ktoś mi pomoże…
Łzy płynęły po moich policzkach rozmazując wczorajszy makijaż. Bałam się, tak cholernie mocno się bałam. Nie wiedziałam, co się teraz stanie. To wszystko było jak sen na jawie.
I nagle usłyszałam czyjś głos, tupot nóg.
Ledwo zdążyłam odsunąć się od drzwi, gdy te otworzyły się z zamachem.
Do środka wpadł młody mężczyzna. Jego twarz nie wyglądała na twarz kogoś, kto chciałby mi pomóc.
Chwycił ręką moją szyję i przycisnął mnie do ściany.
- Zamknij się – warknął. – Nie próbuj więcej się drzeć. Chyba, że chcesz nas zdenerwować.
Oddychałam przyśpieszonym tempem, próbując pohamować łzy wypływające z moich oczu.
- Czego wy chcecie? – wyszeptałam. – Dlaczego akurat ja?
Zaśmiał się szyderczo.
- Czego chcemy? – powtórzył. – Kasy. A ty się świetnie do tego nadajesz. Masz dzianych starych i braciszka, który zrobi wszystko, żeby znowu cię zobaczyć. Ale nie będzie aż tak łatwo. Jesteś młoda, niczego sobie…
Zaczęło mi brakować powietrza, ponieważ on swoją ręką wciąż trzymał moje gardło.
- Zostawcie mnie w spokoju. – Spróbowałam podnieść głos, co średnio mi wyszło. – Przecież ja wam nic nie zrobiłam.
- Och, oczywiście piękna, że nic nam nie zrobiłaś. – Rozluźnił swój uścisk.
- Więc mnie wypuście! – krzyknęłam, biorąc jednocześnie duży wdech.
Na jego twarzy wymalowała się wściekłość. Zatkał mi usta dłonią.
- Nie drzyj się – rozkazał. – Myśleliśmy, że jesteś mądrzejsza. Nie chcemy ryzykować, że ktoś kiedyś cię usłyszy.
Popchnął mnie tak, że znów upadłam na ziemię.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł drugi mężczyzna.
- Co, awanturuje się?
- Chyba jeszcze nie zrozumiała, co tutaj się dzieje – odparł. – Jak się ją unieruchomi to będzie spokojniejsza.
Zamknęłam oczy. Co mają na myśli?
Ktoś podszedł do mnie, chwycił mnie za ramiona i posadził.
- Nikt nie mówił, że będzie miło. – Rzekł ten sam mężczyzna. – Miałaś być grzeczna.
Spojrzałam na jego przebrzydłą twarz. Przebrzydłą nie ze względu na wygląd, a raczej na uczucia na niej się malujące.
Złapał mnie boleśnie za nadgarstki. Drugi z porywaczy podszedł do nas z białym, grubym sznurem w dłoni. Skrępowali moje ręce przy przegubach i łokciach. Już się nie broniłam, nie miałam na to siły. Wiedziałam, że sama nic nie wskóram.
Moje nogi związali na kolanach i kostkach. Więzy mocno wżynały się w moją skórę. Bardzo bolało.
Jeden z mężczyzn wyciągnął z kieszeni czarną taśmę.
- Nie… - poprosiłam cicho.
Nie zważali na moje słowa. Nie chciałam im na to pozwolić, jednak pierwszy przytrzymał mi głowę, a drugi zakleił moje usta.
Po moich policzkach spłynęły kolejne łzy.
- Nie maż się – warknął porywacz. – To dopiero początek.
Poczułam mocne kopnięcie w brzuch. Upadłam całym ciałem na ziemię i uderzyłam głową w podłoże. Mój krzyk stłumiła jednak taśma.
- Działa – stwierdził chłopak. – Teraz już nie będzie miała możliwości, żeby uciec.
Kucnął obok mnie i spojrzał w moje załzawione oczy.
- Dostaniemy kasę, to nic ci nie zrobimy – powiedział. – Trochę się z tobą zabawimy, a później nie będziesz nam już potrzebna.
Splunął na ziemię obok mnie, po czym stanął na nogi. Rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie, a później wyszedł z pomieszczenia razem ze swoim towarzyszem, zostawiając mnie samą.
Teraz nie miałam już żadnych szans. Nie mogłam poruszyć się choćby o centymetr. W moje nadgarstki i inne części gdzie byłam związana, wbijały się boleśnie sznury.
Zalałam się łzami. Straciłam już wszelką nadzieję.
A wszystko przez to, że chciałam pokazać mojemu chłopakowi jaka to niby jestem odważna, i jak potrafię o siebie zadbać.
Pomyliłam się.



I zjawiam się po baaardzo długim czasie z jakże marnym partem o Marcesce. Oczywiście pomysł Oli - porwanie, bo przecież nie mogło być zwykłe spotkanie Marco i Fran w parku xD
Dodałabym go dużo wcześniej, gdyby nie to, że mojemu wrednemu laptopowi zachciało się zepsuć, o czym już zresztą wiecie :P
Przepraszam, bardzo przepraszam za to, że nie komentowałam waszych rozdziałów, ale jak już mówię - nie miałam komputera ani internetu. Wszystko przeczytam, ale nie obiecuję, że skomentuję, bo zaległości mam naprawdę duże.
Polecam posłuchać sobie pań z linku nad postem :) Fajnie się też ogląda xD Cudowne, Let it go w tylu językach! I ta duma, kiedy się słyszy polskie słowa xD Trzeba przyznać, że głos Kasi się wybija :)
I co, jeszcze coś? Chyba nie. Słucham sobie właśnie Are you ready for the ride? chłopaków xD To z płyty z En Vivo xD Szalona ja sobie zamówiła, a co :P
Bardzo was wszystkich kocham <3333 Dziękuję za 80 obserwatorów, za każdy komentarz i wyświetlenie <333
I zapraszam na mojego twittera :) https://twitter.com/AlexaPolonia 
Wasza Ola <333

34 komentarze:

  1. No co ty narobiłaś! Taką krzywdę Fran wyrządzić :c Dobra, wierzę, że Marco-superbohater wpadnie tam i uratuje Francesce :P
    Czekam na dalszą część ^^
    Justynaa

    OdpowiedzUsuń
  2. To miejsce należy do mnie! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu,
      na chwilę obecną nie jestem w stanie nazwać tego, co czuję.
      Zawsze uparcie powtarzałam ci, że posiadasz niesamowity talent, prawda?
      Francesca jest jedną z moich ulubionych postaci, więc wieżę, że nic złego jej nie zrobisz. Bo ty również darzysz ją sympatią, prawda? ♥

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję <333
      Oczywiście, ja uwielbiam Fran i raczej nic złego się jej nie stanie :D

      Usuń
  3. Śiwtny. :) Biedna Fran. Teraz wszyscy obwiniają Marco za to co się stało Fran, a to przecież to nie jego winna. Marco na pewno ją ratuję. Jestem tego pewna. Czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja biedna Marcesca....
    Domyślam się jak Marco musi się obwiniać.
    A Francesca? Ma cudownego chłopaka, wspaniałego brata oraz kochających przyjaciół.
    I musiało jà to spotkać???
    Naprawdę boski i wspaniały.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Przepraszam, że tak krótko...
    Loffki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi, że krótko, cieszy mnie każdy komentarz <3333
      Gracias <3333

      Usuń
  5. Wiesz za co uwielbiam twojego bloga? Za to,że w swoich one partach nie wybierasz zwykłych i nudnych tematów. Historie są niezwykle zajmujące,poruszają problemy społeczeństwa i są bardzo ciekawe :)
    Marcessca to jedna z moich ulubionych par a one shot jak zwykle cudowny <3
    Mam nadzieję,że nic złego nie stanie się Fran i Marco ją uratuje !
    Nic na to nie poradzę,kocham szczęśliwe zakończenia.
    buziaki i duuuuuuuuużo weny
    kocham ♥
    l.v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za piękny komentarz <333
      Kocham :********

      Usuń
  6. Cudowny part, tak mnie wciągnął <3333
    Dlaczego Fran, no dlaczego!? :'c
    Zabiję tych porywaczy xo
    Obiecałam sobie, że nie będę ryczeć jak coś czytam, ale to jest silniejsze ode mnie kiedy czyta się coś takiego
    Nie mogę obejrzeć/posłuchać tego filmiku do którego dałaś link bo laptop mi strasznie zamula :c Głupie laptopy się uwzięły
    Płyta En Vivo rządzi - też mam :D
    Akurat teraz słucham A Los Cuatro Vientos
    Czekam na next <33333333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, dziękuję <33333
      To jak ci przestanie zamulać, to sobie obejrzyj :D
      Ja słucham Como Quieres :*

      Usuń
  7. No i doczekałam się parta o Marcesce, nawet nie masz pojęcia jak się cieszę! <3
    Brakiem internetu się nie przejmuj - wiem sama po sobie że to duży dyskomfort ale w końcu kiedyś ludzie jakoś bez niego żyli, prawda? xD

    Co do naszej Marcesci (chociaż jak dobrze wiesz bardziej kocham Leonescę, to ich też uwielbiam, a w Twoim wydaniu to już zwłaszcza :D), to Marco jaki opiekuńczy noo <3
    Ale Fran chce pokazać że da sobie radę, nie dziwię się jej, w końcu jest już dorosła :D
    No i niestety - nie wyszło tak jak powinno, obiecała Marco że ta sobie radę a tu proszę - porwanie.
    Biedna Fran noo :(
    Luca i Marco na szczęście są czujni, jestem pewna że nie dadzą jej skrzywdzić.
    Na posterunku - wszyscy zdenerwowani, dramatycznie, a Cami jak to Cami zrobiła z tego niezłą komedię xD
    Francesca ma niezłą obstawę, jestem pewna że ci porywacze dostaną za swoje.
    Jej brat, chłopak, przyjaciółka, policja - wszyscy na baczność :D
    Mimo to, Luca i Cami trochę przegięli, mogli tak nie naskakiwać na Marco, w końcu to nie jego wina, zresztą on i tak ma na pewno ogromne wyrzuty sumienia.
    No i Violetta otrzymała telefon od Fran.
    Dobrze, że w ogóle dali jakiś znak, przynajmniej cała nasza ekipa ma pewność, że Francesce nic nie jest.

    Końcówka straszna, makabryczna wręcz, aż miałam dreszcze, biedna Fran noo :(
    I jeszcze to, co powiedzieli Luce...
    Jak on się musi z tym czuć, w końcu był za nią odpowiedzialny jako jej starszy brat, ehh...
    I ciekawi mnie, kim są ci ludzie, zupełnie przypadkowi, czy może chodzi o coś więcej niż o kasę?
    No cóż, okaże się, mam nadzieję że do tego czasu nic jej się nie stanie, jestem pewna że Marco, Luca, Vilu i Cami zrobią wszystko co w ich mocy.

    Czekam na Twojego kolejnego parta i już nie mogę się doczekać bo urwałaś w takim momencie noo... Masz przeogromny talent, tylko pozazdrościć <3
    Mam nadzieję że niebawem odzyskasz laptopa, a mi na razie nie pozostaje nic innego jak życzyć Ci dużo weny i cierpliwie czekać (choć z tym pewnie będzie problem :D), kocham! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taki piękny komentarz <333
      Ale ja już odzyskałam laptopa :D
      Kocham cię <33333

      Usuń
  8. Nie wiem czemu , ale kiedy ty coś wstawisz włącza mi się leń XD
    Bym już wczoraj skomentowała , ale jak już pewnie wiesz leniem jestem XD
    Moja biedna Francesca zostawcie ją !!!!!!!!
    Marco , Luca , Vilu , Cami jacy słodcy <333333
    Cami zła zła , bo się biedaczka nie wyspała :D
    Właśnie ja też mam zamiar zamówić a co mi szkodzi XD
    Dzisiaj krótko , bo sobie zaległości na robiłam a to wina głupiego internetu cały czas się przycina !!!!
    Zła zła technologia zła !!!!!!
    No to klasycznie czekam na next :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czasami mam lenia xD
      A zamawiaj, co będziesz żałować? Ja żałuję, że się tak długo zastanawiałam :P
      Dziękuję :*

      Usuń
  9. Witaj, Olu ♥
    dopiero teraz, bo akurat znalazłam trochę czasu :)
    I cóż, co ja mogę powiedzieć? Właśnie nic nie mogę, zabrakło mi słów. Ten OP (albo raczej jedna jego cześć) był WSPANIAŁY! Chociaż niezaprzeczalnie smutny, straszny, przerażający. Pokazujący, że na świecie nie wszystko jest piękne, że całe szczęście może się skończyć, życie może się skończyć - jednej nocy, przez jedną zbrodnie, w tym przypadku porwanie, bo nigdy nie wiemy, co nadejdzie. Czuję się prouszona, serce to chyba wyskoczyło mi z piersi. Biedna Francesca, biedny Luca, wszyscy, ale przede wszytskim Marco... Boże, nawet nie wyobrażam sobie, co on musi teraz czuć. To poczucie winy, jeszcze jego przyjaciele, Luca, którzy go oskarżają, a przecież... to on kocha ją najbardziej, on... Matko, patrz co się ze mną dzieje o.o Nie moge po prostu w to wszytsko uwierzyć. Czasem jednak wart skorzystać z pomocy, brawura nie raz może doprowadzić do tragedii, tak jak w tym przypadku. A ci porywacze? Bestie bez serca. Nie ma słów na takich ludzi. Jak myślę o bólu Francescki, o jej strachu, niepewności, to aż mam ochotę płakać. No nic... Czekam na kolejną część, tak bardzo! Muszę wiedzieć, co będzie dalej, no muszę! Mam nadzieje, że ją uratują, przecież muszą. Pytanie tylko jak? Nie ważne, wiem, że Marco i tak się nie podda :)
    Kocham Cię, weny życzę,
    Edyta ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za taki piękny komentarz <3333
      Kocham cię <3333

      Usuń
  10. Jejuu <3 Dawaj szybciutko następną część, bo nie wytrzymam zaraz nooo. :')
    Part cudoowny jak zawsze. ♥
    Marcesca *_*
    Mój najukochańszy Marco. *.*
    Zostawcie mu Francesce :(
    Ona nic wam nie zrobiła noo. :'(
    Marco, jaki biedny, a jescze Luca go oskarża :C
    Mój Tavelli ma ją znaleźć i uratować jasne ?!:D
    Szybciutko następny proszę. :*

    OdpowiedzUsuń
  11. OMG O_o
    Biedna Fran :///
    Czemu to akurat ją spotkało ? To jest nie fair ! ://///
    Marcesca <3333
    Rozdział pełen bólu, cierpienia i smutku :////
    Niech Marco ją uratuje ;*
    Boże ja chcę już kolejną cześć :))
    Na przyszłość Franuśka bd się słuchać Marco <3333

    Panna Martin

    OdpowiedzUsuń
  12. Co za .O. ale super ,super ! Masz talent ale biedna Fran poskrzywdzona ;/ Zapraszam do mnie na opowiadania 3 sezonu xDDD
    http://violetta3historiapowraca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem <3
    Przepraszam, że tak późno :/
    Marcesca :3 czekałam na ten OP ;)
    Piszesz świetnie, potrafisz opisać wszystkich cierpienie tak realistycznie i ukazujesz jak każda osoba innaczej sobie z tym radzi; Fran, Cami, Luca, Macro <3
    Biednym Marco się teraz obwinia o to :/
    Jak ty się inspirujesz, że tak świetnie piszesz? O.o
    Pięknie jest opisana więź między Marcescą ;)
    Miałam nie płakać, a ja tutaj przez ciebie ryczę ;(
    Czekam na drugą część i kocham :*
    Już się nie mogę doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny part *-* I nie dałaś mojego tytułu :( Hehe :) Ale, ale to jest piękne już słyszałam część jak Marco mówił, że to on wszystko zaplanował. Chciałam mieć niespodziankę, ale nie Olunia mi na gg wysłała :D Już mniejsza o to i wiesz co ci powiem, że to jest świetne i czekam na następną część ♥ KOCHAM ~Weronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wysłałam ci na gg, tylko ci w szkole w bibliotece mówiłam! xD
      Weź mnie nie osłabiał, ten tytuł jest beznadziejny, nie mogłam lepszego wymyślić :P
      Kocham cię <33333

      Usuń
  15. No i się poryczałam xD
    Tam, tam, tam! Karinka się tu wreszcie pojawiła :P
    Wszystko wcześniej już czytałam, ale nie znoszę komentować
    pod pseudo "anonim"... a kompa nie miałam od miesiąca, więc wiesz.
    Więc nie komentowałam. Psieplasiam... Wybaczysz mi???? :'(
    Dobra, nie będę się już mazać.
    Miałam chyba oceniać parta....
    KURDE NOO! Twoja genialność mnie przerasta! :D
    To było piękne... Smutaśne, ale PIĘKNE!!!!
    Biedna Francesca.... :(
    Marco to idiota -.-
    Nie musi się zgadzać na każdą zachciankę swojej dziewczyny chyba ;P
    Boniu, skąd Luka będzie miał tyle kasy? :O
    Wiesz, aż się wzdrygłam na słowo "zabawimy"....
    I to porządnie :/
    Oby nic jej nie zrobili!!!
    Oby nic jej nie zrobili!!
    Oby nic jej nie zrobili!
    Oby nic jej nie zrobili.
    Oby nic jej nie zrobili...
    I tak dalej :|
    Bosz... A Marcuś ma ją znaleźć... Jak w tytule :)
    Swoją drogą - bardzo fajnym tytule ;*
    Już nie będę komentować reszty partów, ale musisz wiedzieć, że
    serio bardzo mi się podobają :)
    Ah, ty i ten twój talencik....
    Weź się nim troszkę podziel z biednymi, coo?? ;D
    Dobra, coś zaczynam bredzić xD
    Wybacz, że cholernie bez sensu komentarz, ale mam jeszcze
    gorączkę i nie czuje się najlepiej ;PP
    Kończę, zanim się zanudzisz na śmierć
    moim bezsensownym paplaniem ;)
    Czekam z niecierpliwością na kolejnego parcika :)
    Kocham <333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno cię nie widziałam :D
      No oczywiście, że wybaczę, jakbym mogła nie <33333
      Dziękuję za piękny komentarz, kocham cię <33333

      Usuń
  16. Moja biedna Francesca :c
    Dlaczego ona?
    Ja chyba bym nie wytrzymała takiego porwania..
    W sumie to raz coś podobnego przeszłam z bratem..
    Pamiętam jak mama zadzwoniła do mnie, że Adama nie ma na treningu..
    Zniknął. Zapadł się pod ziemię.
    Zjeździliśmy całe miasto a go nigdzie nie było..
    Ta bezradność była najgorsza.
    Nie wiedzieliśmy co robić..
    Po godzinie zadzwonił dziadek z domu
    Okazało się, że Adam jest u jakiejś kobiety w domu - postanowił sam wrócić z treningu, bo mama się spóźniała..
    Wszystkim kamień spadł z serca.
    Ech.. Ta historia wszystko mi przypomniała :(
    Biedna Fran :c
    Nie wytrzymam dłużej...
    Lecę czytać następną część
    Buziaczki ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najgorsza jest taka niepewność, ci powiem... ale dobrze, że z twoim bratem wszystko w porządku ;)
      Bardzo dziękuję <333333

      Usuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)