sobota, 2 sierpnia 2014

Miniaturka Leonesca - Ogień


Asi <3
Z okazji urodzin, wiem, że spóźnione.
Niemniej, chciałam ci życzyć wszystkiego najlepszego. 
Przepraszam, nie umiem składać życzeń ;)
Po prostu - czego sobie zamarzysz.
Ten part pisany jest z myślą o tobie.
Za to że jesteś, że czytasz i komentujesz to moje dziadostwo.
Twoje komentarze dodają mi skrzydeł i ty dobrze o tym wiesz <3
Kocham cię bardzo <333

[…] przewlekła choroba, którą można i trzeba leczyć. Należy do tak zwanych zaburzeń psychotycznych, czyli stanów charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości.

Podchodzi do niej. Kładzie jej rękę na ramieniu, a ona odwraca się i patrzy na niego swoimi zielonymi oczami, pełnymi ufności i miłości, a także i strachu jaki czuje każdego dnia.
- Jak się czujesz? - pyta czule, odgarniając kosmyk włosów z bladej twarzy.
Kąciki jej ust podnoszą się lekko ku górze, co od razu zmienia jej wizerunek; nadal jednak pozostaje dziewczyną bojącą rzeczy, które kreuje w swojej głowie, a później przenosi na jawę.
- W porządku - odpowiada, bo w końcu na tym mu zależy. - Ale boli mnie głowa. Dlaczego ta syrena już tak długo wyje?

Ogień, krzyk... Ból, który ogarnia całe jej ciało, mimo że gorące języki jeszcze się do niej nie zbliżyły. Ta cholerna bezradność, ona nie może nic zrobić. Stoi w kręgu ognia, a za sobą słyszy przeraźliwe wołania, swoje imię, Ich imiona, i nie wie co ma robić. Ryk syreny strażackiej to ostatnia rzecz, jaką rejestruje jej mózg.

Uśmiecha się pocieszająco i całuje jej delikatne dłonie, które tyle przeszły.
- Może jakiś poważniejszy wypadek. - Kłamie. Kłamie, bo nie słyszy żadnego wycia. Nikt tego nie słyszy, bo go w istocie nie ma. Rozbrzemia on wyłącznie w jej głowie. Tylko, że ona nie jest tego do końca świadoma. - Nie przejmuj się. Na pewno zaraz przestanie.
Na jej twarzy maluje się wdzięczność. Tylko on ją rozumie. Nie wmawia jej, że to tylko jej chora wyobraźnia, jak to robi większość ludzi, których zna.
- Leon?
- Tak, kochanie? - Dotyka jej policzka, z którego już tak dawno zniknęły kolory dziewczyny, którą znał jeszcze tak niedawno.
- Dlaczego niektórzy mówią, że jestem nienormalna? - Pyta, a na jej twarzy maluje się smutek. - Przecież ja taka nie jestem, prawda? Leon, mam rację?
Obejmuje ją w pasie i przyciąga do siebie mocno, przytulając z całej siły. Staje na palcach i opiera głowę na jego ramieniu.
- Oczywiście, że nie jesteś - przekonuje ją, bo przecież nie powie jej prawdy. - Jesteś taka jak inne dziewczyny. A nawet nie. Ty jesteś lepsza od nich. Jesteś wyjątkowa. Nigdy nie spotkałem kogoś takiego.
I w pewnym sensie jego słowa są prawdą, bo pierwszy raz ma do czynienia z taką dziewczyną. Jest inna, musi jej poświęcać więcej uwagi, ale kocha ją nad życie i nic nigdy tego nie zmieni.

Słyszy krzyk. Na moment drętwieje, po chwili jednak zrywa się na równe nogi i biegnie w kierunku, skąd on dobiega. Dopada drzwi łazienki, naciska na klamkę. Całe szczęście, że zabrał klucz z zamka - lekarz w szpitalu psychiatrycznym sam poliecił to zrobić. Wbiega do środka. Zatrzymuje się przed prysznicem, bez zastanowienia odsuwa drzwiczki.
Ona tam stoi, zupełnie naga, ale on nie zwraca na to uwagi. Na dnie głębokiego brodzika leży słuchawka prysznica, a z niej - jak z fontanny - na wszystkie strony tryska woda. Dziewczyna krzyczy, chce się cofnąć, ale już nie ma gdzie. Leon jednym ruchem zakręca kran, woda przestaje lecieć.
Wyciąga ręce w jej kierunku, chwyta ją pod pachy i wyciąga ze środka. Przyciska ją do siebie, nie przejmuje się tym, że moczy jego ubranie. Jedną ręką ściąga z wieszaka niebiesko - szary szlafrok i narzuca ją na nią. Ona nadal krzyczy, wbija paznokcie w jego skórę, płacze. Szarpie się, chce, aby ją puścił, ale on trzyma ją mocno.
Wybiega z łazienki, kieruje się do ich sypialni. Pomieszczenie rozświetla tylko mała lampka stojąca na komodzie w rogu pokoju.
Kładzie ją na łóżku, przykrywa jej nagie ciało kołdrą. Chwyta ją za nadgarstki, przytrzymuje po obu jej stronach. Ona nadal się wyrywa. Nachyla się nad nią, szepce jej do uszu uspokajające słowa. Serce kraje mu się kiedy widzi jak cierpi, nie może tego znieść, ale nie może też nic zrobić. Z jej oczu płyną łzy, nie potrafi opanować histerii.
- Kochanie, cichutko... - szepce, głaszcze ją po policzku, odgarnia mokre włosy na poduszkę. - Nie płacz, słoneczko.
Zachłystuje się powietrzem, zaczyna kasłać. Krztusi się własnymi łzami.
Podnosi ją do góry, przytula do siebie. Szlafrok i kołdra opadają, kładzie dłonie na jej nagich plecach.
Nabiera gwałtownie powietrza, już nie płacze; szlocha. Czując jego bliskość zaczyna się uspokojać, choć w swojej głowie nadal widzi i słyszy rzeczy, które nie istnieją.
- Wołają mnie... - Jej głos trzęsie się ze strachu. - Słyszę ich. Moi rodzice, oni mnie wołają, nie mogą wyjść, Leon... Krzyczą, dlaczego oni tak krzyczą? Trzeba im pomóc, słyszysz...?

Słyszy ich wrzaski. Proszą, aby im pomogła, ale ona nie może się ruszyć. Ogień otacza ją ze wszystkich stron, nie ma jak opuścić pokoju. Chce do nich biec, wyciągnąć do nich rękę, ale wie, że nie może, że nie da rady. Płomienie są coraz bliżej, cofa się, już dalej nie może. Płacze, nie panuje nad emocjami. Świadomość, że stoi tutaj, a Oni duszą się, umierają w pomieszczeniu obok jest przytłaczająca. Po nią już ktoś idzie, słyszy jego głos, zaraz ją stąd uwolni. A oni? Do nich nie da się dotrzeć, zostali na zawsze zamknięci w miejscu, gdzie rozpętało się prawdziwe piekło.

Przyciska ją do siebie, zanurza twarz w jej mokrych, splątanych włosach.
- Pomogą im, skarbie - przekonuje ją, choć znów nie jest to prawdą. Przecież im już nic nie może pomóc, ich już nie ma. - Francesca, nie płacz, proszę cię, nie płacz...
Już nie jest tak przerażona jak na początku, teraz wie, że on jest przy niej.
Ogień sprzed jej oczu ucieka, po chwili także nie ma go w jej głowie. Ale już na zawsze zostanie w środku niej. Nigdy nie zniknie.

Ściska mocno jej dłoń, spacerują. Idą przez długi korytarz galerii handlowej. Opiera głowę o jego ramię. Jest szczęśliwa, bo on jest razem z nią.
Ale Leon nie jest spokojny. Francesca jest chora, i to poważnie chora. A dzisiaj... przez cały dzień nie miała żadnego ataku. To nie jest normalne. Boi się, że coś stanie się tutaj, w otoczeniu innych ludzi. Nie chce, by uważali ją za nienormalną, mimo że to w pewnym sensie prawda. Modli się, aby doszli na czas do domu, aby to tam nastąpił wybuch. To byłoby lepsze dla niej.
Nie chce jej nic mówić, nie chce jej pośpieszać. Wtedy zdenerwuje się i będzie niespokojna. A kocha ją nad życie i nie chce sprawiać jej przykrości. Mimo, że może jest to konieczne.
W pewnym momencie ona zatrzymuje się. Zaciska rękę na jego nadgarstku, jej źrenice powiększają się. Robi krok do tyłu, zaczyna histeryzować. Znów widzi ogień, wysokie płomienie, które prawie ją dotykają, boi się ich.
Chwyta ją w pasie, przyciąga do siebie, ale ona nie reaguje. Zaczyna krzyczeć, przez co zwraca na siebie uwagę innych ludzi. Rzucają jej zniesmaczone spojrzenia; przecież jej nie znają.
Próbuje ją uspokoić, ale nie pozwala mu na to.
- Leon, ogień - mówi. - Widzisz to? Leon, oni nie mogą wyjść! - krzyczy. - Biegnij do nich, pomóż im, proszę...!

Upada na kolana. Z jej oczu płyną łzy, nie wie co ma robić. Czuje ciepło na swoim ciele, ogień jest coraz bliżej. Zaczyna tracić świadomość, obraz przed jej oczami rozmazuje się, ale ona nie chce. Przecież musi im pomóc, musi coś zrobić. Nie daje rady, pada na ziemię, a wszystko odchodzi. Mdleje i budzi się dopiero w szpitalu, już jest bezpieczna. Oni także są bezpieczni, już nic im nie grozi.

- Wariatka - rzuca ktoś przechodzący obok.
Nie wie, co ona przeżywa.
- Niech pan ją stąd zabierze, odstrasza ludzi. - Mężczyzna z ochrony zdaje się nie mieć uczuć, bez skrupułów wygania ich ze sklepu.
Nie ma pojęcia, jak ona bardzo chciałaby żyć normalnie.
Przytula ją do siebie, bierze na ręce i wybiega z galerii; ona nadal krzyczy. Krzyczy coś o ogniu, że jest coraz bliżej, że za chwilę zginą w gorących płomieniach. Prosi, aby uratował jej rodziców, on nie odpowiada. Próbuje ją uspokoić, nie zważa na innych ludzi.
Sadza ją na drewnianej ławce, gdzieś w parku, zdala od tamtego miejsca. Ona nadal panikuje, zaciska palce na jego ręce, chce, aby to się skończyło, nie potrafi wytrzymać.
W tym momencie podchodzi do nich jakaś kobieta. Podaje mu przezroczystą jednorazówkę z lekami - nie zauważył, kiedy ją zgubił. Uśmiecha się pocieszająco, klepie go po ramieniu i odchodzi. Woła jeszcze za nią, dziękuje jej, bo pierwszy raz spotkał kogoś, kto im pomógł, kto ich nie wyśmiał, kto nie szydził z Francesci. Przekonuje się, że na świecie istnieją jeszcze dobrzy ludzie.
- Te głosy mnie zabijają... - szepce po chwili dziewczyna, wtulając się w niego. Już tak bardzo nie wrzeszczy.
Głaszcze ją po włosach.
Ona czuje inne dłonie, które ją dotykają. Błądzą po całym jej ciele, już od kilku lat. Przyzwyczaiła się, ale nadal się boi. Są przy jej szyi, później przy ustach. Przejeżdżają swoim palcem po jej wardze, zaciska zęby.
- Nie zabiją - odpowiada, przytulając ją do siebie.
Nie stać go na nic więcej; i tak nic nie pomoże. Ona każdego dnia przeżywa koszmar, a on nie może nic na to poradzić. Wie, że nie daje już rady, że załamuje się. Niedługo zupełnie zniknie i nigdy nie wróci...

Zniknęła.
Stoi nad jej grobem, płacze, ale nie wstydzi się tego. Wpatruje się w jej zdjęcie, zrobione jeszcze przed tym wszystkim, przed chorobą, bo wtedy wyglądała inaczej, a on chce ją taką pamiętać.

Nie pomogła im, ma wyrzuty sumienia. Płacze, ilekroć przypomni sobie ich krzyki, ich wołania. Nie może nic zrobić, oni umierają. Odchodzą na zawsze z tego świata, bez pożegnania, bo teraz ich na to nie stać. Ostatnie co wypowiadają, to jej imię, a w ich głosie słyszy tyle ufności, tyle nadziei, że im pomoże, ale ona nie ma jak. Umierają ze świadomością, że ich córka nie zrobiła nic, co mogłoby ich uratować.

Już nie wytrzymuje. Wszystkie jej siły odchodzą, staje się jeszcze słabsza, niż była wcześniej. Nie chce żyć, bo jest to dla niej tylko udręką. Schizrofrenia ją wykańcza, a ona sama nie ma pojęcia, jak zdołała przeżyć tak prawie dziesięć lat; on też nie wie. Ona nie zastanawia się długo. Nie myśli jak on będzie się czuł, gdy ona odejdzie, gdy zniknie na zawsze, nie zważa na to, że zostanie wtedy sam. Kocha go, ale to za dużo.
Wchodzi w ogień. Tym razem jest prawdziwy, a nie tylko w jej głowie. Widzą go wszyscy, i wszyscy uciekają. Wszyscy, prócz niej. On traci ją na chwilę z oczu, odwraca się, a ona odbiega. Chce ich uratować, chce wyciągnąć stamtąd swoich rodziców, a nuż jeszcze żyją?
Ostatnią rzeczą, jaką widzi, jest fragment jej pomarańczowej sukienki znikający w płomieniach...

Rozpaliła w jego sercu ogień miłości. Wysokie płomienie połączyły ich. On nigdy nie będzie w stanie ugasić tego pożaru. Zginie razem z nim. A może przez niego...?
 
Znalazłam chwilę czasu, więc usiadłam, i napisałam ;) Mam nadzieję, że wam się spodoba, a już w szczególności Asi, bo to dla niej <3 Twoja Leonesca, jak chciałaś ;))
Nie będę się rozpisywać, bo nie mam za bardzo czasu - jak wiecie, rodzina XD - dlatego tylko zaproszę was do komentowania. Powiem wam, że bardzo fajnie mi się tego parta pisało... ;))
A kolejną część Naxi postaram się jak najszybciej ^^
Kocham was <3

38 komentarzy:

  1. Cudowny Part !
    Biedna Fran :( Leon się nią opiekował do konca i zawsze ją kochał *-* To było piękne ;) Jak już Ci dużo razy mówiłam masz wielki talent :* Czekam na parta o Naxi ;***
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiec od razu zacznę od tego , że jestem w szoku O.o
    To tak mi się tak przyjemnie i szybko czytało , a tu taki zakończenie ....
    No cudo po prostu cudo *_*
    Moja kochana Fran jak mi jej szkoda , ale chociaż miała Leośka ...
    No nie wiem co jeszcze napisać brak mi słów , żeby wyrazić moje zadowolenie ...
    No to napiszę boskie ....
    i Już tradycyjnie
    Czekam na next <3 !

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo. Żal mi Fran, musiała przeżywać istny koszmar. Ale miłości nikt i nic nie zniszczy. Tu jest piękny przykład.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny OS. Naprawdę piękny. Historia- niepowtarzalna. Napisany cudownie. Masz talent, ogromny talent Olu. Gratuluję Ci. I zazdroszczę Asi takiego prezentu ;)
    kocham <333,
    Wika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Asi się prezent spodoba XD
      Dziękuję, kocham <33

      Usuń
  5. PRZEPIĘKNE ;)
    Najpiękniejsza i najlepsza miniaturka, jaką czytałam <333
    Więcej takich cudnych miniaturek :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny miniaturka na prawdę ♥!
    Zakochałam się w nim...
    Taka choroba jest na prawdę okropna.
    Moja ciocia jest psychiatrą i pomogą takim ludziom...
    Radzą sobie ale to strasznie trudne :/
    Francesca na prawdę nie miala łatwo :C
    Dobrze ze miała Leona...
    Życzę weny ;)
    Buziaki-Nat♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Brak mi słów.
    Dziękuję, że nie boisz się tego, od czego inni uciekają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju, kochanie, bardzo dziękuję, wrócę tu jeszcze <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj, Olu, słoneczko ♥
    Powiem Ci, że bardzo spodobała mi się ta miniaturka, ba! Jestem nią zachwycona <3 Uwielbiam Cię za ten pomysł, no uwielbiam! Wykorzystanie schizofrenii, głosów, ognia i miłości... Wow. Możesz mnie teraz wziąć za dziwną czy "nienormalną", ale kocham tę tematykę - zawsze i w każdej postaci ♥ Lubię, gdy ktoś wariuję, słyszy coś, czego nie powinien, widzi nieistniejące rzeczy. Taki... fetysz? ;D
    W każdym razie, miniaturka bardzo udana, moja ulubiona perspektywa (♥), no i Leonesca. Nie wiem czemu, ale mam słabość do tej pary, jest cudowna. I bardzo się cieszę, że nasz Asiek dostał taki prezent, należy jej się <3
    Troszkę smutno mi było na końcu, przez samobójczą (?) śmierć Franceski, a także w momencie, gdy ludzie wytykali ich palcami... to niesprawiedliwe ;/ Ale Leon i tak był, mimo wszystko, a to, to... moja droga, było piękne. Najpiękniejsze ♥ Niby smutne zakończenie, a jednak płakałam ze wzruszenia. Dziękuje Ci za to.
    Czekam na kolejne Naxi, kocham,
    Edyta ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też lubię, jak jest coś... nienormalnego? W opowieściach tylko, oczywiście ;))
      Dziękuję za komentarz, kocham <333

      Usuń
  10. Jejku, dopiero wczoraj zaczelam czytac twojego bloga, ktory pochlonal mnie do reszty. Najpierw OS o Naxi, przy ktorym ja szczerze sie pobeczalam. Musialam wyjsc z pokoju by mama nie widziala moich lez. Miniaturka genialna. Przepiekna , naprawde.
    kocham twoje pomysl. Takie niepowtarzalne. Piszesz o zyciu. Prawdziwym zyciu. Nie o kolorowym, nieistniejacym swiecie. Opisujesz problemy ludzi.
    Pokochalam tego OS`a z jeszcze jednego powodu. W sensie Leonesca. Mam nadzieje, ze bedziesz czesciej pisala o tej niesamowitej parze ( tak wiem, nie ma takiej pary. To jest tylko w mojej nienormalnej gloweczce.).
    Przyznam, ze OS byl naprawde smutny. Nie tylko przez zakonczenie. Rowniez przez wytykanie palcami. Ludzie sa niesprawiedliwi. Nawet nie probuja poznac, nawet zrozumiec innych, a juz wyrabiaja sobie o innych zle zdanie. Ale uswiadomilas nam rowniez ze naswiecie sa male aniolki ktore zawsze nam pomoga.
    Pokazalas prawdziwa milosc. Leon byl prxy niej mimo wszystko. Jaki on kochany.
    MAM NADZIEJE ZE CZESCIEJ BEDZIESZ PISALA O TEJ O PARZE.
    Czekam na next o Naxi.
    naprawde.<3
    Zapraszam do mnie. http://one-shot-violetta.blogspot.com/
    Moj blog o OSiach o Violettcie, Pretty little liars i Tajemnic domu Anubisa.

    OdpowiedzUsuń
  11. I kolejny raz trudna tematyka, jejku, jak mi się to u Ciebie podoba. :) Leon i Francesca, czy się nad tym zastanawiam, czy nie, to dwójka moich ulubionych bohaterów serialu, więc... co prawda nigdy nie myślę o nich jako parze, ale czytać jak najbardziej mogę i to z chęcią. Szczególnie, jeśli jest to tak dobrze przedstawione, jak u Ciebie. I Francesca, która po prostu była chora psychicznie, no nie oszukujmy się, jak i Leon, który trwał przy niej zawsze i pomimo wszystko - ogrom przeżyć, jaki doświadczyli, złamałby niejednego człowieka. No i dotknął również Fran. W sumie często jest tak, że ludzie w jej stanie po prostu nie wytrzymują i zabijają się. To wstrząsające i smutne, że takie choroby istnieją i dotykają ludzi.Ale świat w ogóle jest niesprawiedliwy, więc z drugiej strony nie ma się czemu dziwić.
    A najgorsi byli ludzie, którzy z góry wytykali Fran palcami. Zero empatii. Zero. Zachowanie poniżej jakiegokolwiek poziomu. Aż mi się nie chce o nich pisać.
    Aussie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... Trudna tematyka to moja specjalność XD Choć i tak piszę beznadziejnie ;>
      Bardzo dziękuję za komentarz <333

      Usuń
  12. Super <3
    To było takie wstrząsające. Mam koleżankę, której ciocia ma schizofremię ;(
    Choroba jest straszna ;(
    Biedna Fran ale miała Leosia <3
    Zapraszam do mnie : takethisandeverythingwillbeadream.blogspot.com
    newstoryaboutlifexx.blogspot.com
    I love you <3
    Dziękuję, że piszesz tak cudownego bloga <3
    Może nie często komentuję ae czytam z telefonu i mam autokorektę, zacina się, i na tych Applach ciężko się pisze :/ :/
    Buziaczki :*****
    Caat :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam Leoncece <3 To taki, hmmm, zakazany owoc? Bo w końcu Leon jest chłopakiem najlepszej przyjaciółki Fran ;D
    Szczerze, to czytałam to chyba z trzy razy i wciąż nie mogłam dobrać odpowiednich słów. Francesca wciąż widziała swoich rodziców, którym nie może pomóc - to jak najgorszy koszmar, który powtarza się codziennie. I wydaje mi się, że z powodu jej choroby wszyscy się od niej odsunęli. No, nie do końca wszyscy. Został Leon <3 Który kocha ją, pomimo tego, co przeszła. Który stara się ją chronić, nie chce, żeby cierpiała. Który kłamie tylko dlatego, by dać jej poczucie, że jest taka jak wszyscy. To chyba najtrudniejsza sytuacja, z jaką przyszło mu się zmierzyć, a on jej mimo to nie zostawia. I widać, że ta miłość jest prawdziwa. Chyba każda dziewczyna marzy o takim Leonie.
    Zakochałam się w tym (jejku, ale słodzę - wybacz <3) i liczę na jeszcze jakiś leoncescowy part/miniaturkę w przyszłości ;*
    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem Kochanie, wybacz mi że tak późno ale naprawdę nie mogłam się ogarnąć i zmusić do napisania czegokolwiek sensownego a nie chce zostawiać byle czego :c xD
    No więc na samym początku powinnam Cię przeprosić że tyle nie komentowałam ale... nie umiem, mam jakąś cholerną blokadę od dłuższego czasu. Mimo to pamiętaj, że ja zawsze jestem, zawsze czytam i zawsze Cię podziwiam! <3 I jest moja Leonesca i to dla mnie, jejku <3 Dziękuję Ci bardzo, bardzo, naprawdę, nie spodziewałam się, życzenia są piękne, jak i cały part, moja ukochana para! <3 Ale to tego zaraz przejdę ;> Mamy tutaj Francescę która jest chora, zaburzenia psychotyczne to naprawdę poważna rzecz. Leon jest przy niej, czuwa cały czas. Kocha ją i nie przeszkadza mu w jakim stanie się znajduje, jest dla niego najważniejsza, nawet jeżeli żyje tylko w swoim własnym świecie, nie tym realnym. Ma zwidy a on stara się jej pomóc i cóż... musi jej wystarczyć sama jego obecność. Chciał ją ochronić przed całym światem ale... eh, tak się niestety nie da :c Nie wytrzymała, kochała go ale to ją przerosło i cóż - musiała od niego odejść. Zadając mu tym jeszcze większy ból. Kiedyś, gdzieś na pewno jeszcze się spotkają, w końcu taka miłość nie może zginąć <3 Podobało mi się oczywiście baardzo, jak wszystko co napiszesz, wiesz o tym dobrze, prawda? <3 I jeszcze raz dziękuję, jesteś kochana <3 Ja chcę przeczytać Marcundo w Twoim wydaniu, hyhy, wiesz że ich uwielbiam ;>
    Kocham Cię i czekam na parta o Naxi, dziękuję! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcundo? Hyhy, może kiedyś... XD
      Dziękuję, kocham cię <3333

      Usuń
  15. Super temat, styl pisania i wszystko w tym blogu!!!
    naprawdę.
    Jeżeli pozwolisz, chciałabym się zareklamować, ponieważ jestem nowa
    http://lubieleonaileonare.blogspot.com/
    dziękuję
    M.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój komentarz nie będzie zbyt długi i ładny tak jak te powyższe więc od razu za to przepraszam ;)
    Kurdde musisz pisać tak cudownie? Popadam w większe kompleksy bo piszę dosyć marnie ;p Nie no bardzo ciesze się, że istnieje Twój blog i mogę czytać coś co wywołuje we mnie tyle emocji podczas czytania.
    Kolejne arcydzieło, które umieściłaś na swoim blogu <3 Kiedy to czytałam łzy cisnęły mi się do oczu. Coś pięknego, naprawdę ;*
    Pozdrawiam,
    Rachel ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ładny part ;). Bardzo oryginalny pomysł - wykorzystanie schizofrenii. Chyba pierwszy raz czytam oneshota o takiej tematyce oO. Piszesz coraz lepiej, dajesz więcej opisów i dodajesz cytaty co jest bardzo fajne :D.

    OdpowiedzUsuń
  18. O boże piękne... Przepiękne
    Po prostu boskie.
    Skąd ty bierzesz te pomysły?
    Pod koniec się rozryczałam. a mnie do płaczu ciężko zmusić
    tylko ty to potrafisz.
    Super, Super

    OdpowiedzUsuń
  19. super blog <3
    miniaturka też extra :)
    czekam na następnego Parta :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeglądałam wypowiedzi twoich czytelników. Ku swojemu niemałemu zaskoczeniu, nie natknęłam się na swoją. Wybacz, naprawdę sądziłam, że dawno dałam o sobie tutaj znać, aczkolwiek musiało zajść drobne nieporozumienie. Nieistotne. Mam nadzieję, że darujesz mi tę drobną nieścisłość. Postaram się sprawnie nadrobić wszelkie zaległości. Tylko musisz mi dać chwileczkę. Przypomnę sobie, o czym tak dokładnie nam opowiadałaś.
    Jestem przygotowana. Moje myśli nadal błądzą po nieznanych dotąd terenach. Wciąż nie jestem pewna czy to, co napiszę będzie... stosowne? Aniołeczku, miniaturka mnie urzekła. Zawsze niezmiernie podobało mi się połączenie Francesci i Leona. W twoim wykonaniu tym bardziej. Nie spodziewałam się, że ich historię można przedstawić w tak dramatyczny sposób. Schizofrenia? To było mistrzowskie. Zwykle nie posługuję się tym słowem, ale w tym wypadku, nic innego nie przychodziło mi na myśl. A może... idealne?

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudne ♥
    Miniaturkę czytałam w szkole ;3
    A teraz komentuję :)))
    Co tu dodać... Piszesz pięknie i o tym wiesz ;)
    Nie doczytałam na początku, że jest to o Leonesce...
    Myślałam że o Leonetcie no i jakoś sobie Violę na początku wyobrażałam - chyba przez poprzedni OP o pożarze ;)
    Twoje opowiadania są piękne ♥
    Pisz dalej :D Weny życzę :***

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)