Asi <3
Z okazji urodzin, wiem, że spóźnione.
Niemniej, chciałam ci życzyć wszystkiego najlepszego.
Przepraszam, nie umiem składać życzeń ;)
Po prostu - czego sobie zamarzysz.
Ten part pisany jest z myślą o tobie.
Za to że jesteś, że czytasz i komentujesz to moje dziadostwo.
Twoje komentarze dodają mi skrzydeł i ty dobrze o tym wiesz <3
Kocham cię bardzo <333
[…] przewlekła choroba, którą można i trzeba leczyć. Należy
do tak zwanych zaburzeń psychotycznych, czyli stanów
charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym
postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości.
Podchodzi do niej. Kładzie jej rękę na ramieniu, a ona odwraca się
i patrzy na niego swoimi zielonymi oczami, pełnymi ufności i
miłości, a także i strachu jaki czuje każdego dnia.
- Jak się czujesz? - pyta czule, odgarniając kosmyk włosów z
bladej twarzy.
Kąciki jej ust podnoszą się lekko ku górze, co od razu zmienia
jej wizerunek; nadal jednak pozostaje dziewczyną bojącą rzeczy,
które kreuje w swojej głowie, a później przenosi na jawę.
- W porządku - odpowiada, bo w końcu na tym mu zależy. - Ale boli
mnie głowa. Dlaczego ta syrena już tak długo wyje?
Ogień, krzyk... Ból, który ogarnia całe jej ciało, mimo że
gorące języki jeszcze się do niej nie zbliżyły. Ta cholerna
bezradność, ona nie może nic zrobić. Stoi w kręgu ognia, a za
sobą słyszy przeraźliwe wołania, swoje imię, Ich imiona, i nie
wie co ma robić. Ryk syreny strażackiej to ostatnia rzecz, jaką
rejestruje jej mózg.
Uśmiecha się pocieszająco i całuje jej delikatne dłonie, które
tyle przeszły.
- Może jakiś poważniejszy wypadek. - Kłamie. Kłamie, bo nie
słyszy żadnego wycia. Nikt tego nie słyszy, bo go w istocie nie
ma. Rozbrzemia on wyłącznie w jej głowie. Tylko, że ona nie jest
tego do końca świadoma. - Nie przejmuj się. Na pewno zaraz
przestanie.
Na jej twarzy maluje się wdzięczność. Tylko on ją rozumie. Nie
wmawia jej, że to tylko jej chora wyobraźnia, jak to robi większość
ludzi, których zna.
- Leon?
- Tak, kochanie? - Dotyka jej policzka, z którego już tak dawno
zniknęły kolory dziewczyny, którą znał jeszcze tak niedawno.
- Dlaczego niektórzy mówią, że jestem nienormalna? - Pyta, a na
jej twarzy maluje się smutek. - Przecież ja taka nie jestem,
prawda? Leon, mam rację?
Obejmuje ją w pasie i przyciąga do siebie mocno, przytulając z
całej siły. Staje na palcach i opiera głowę na jego ramieniu.
- Oczywiście, że nie jesteś - przekonuje ją, bo przecież nie
powie jej prawdy. - Jesteś taka jak inne dziewczyny. A nawet nie. Ty
jesteś lepsza od nich. Jesteś wyjątkowa. Nigdy nie spotkałem
kogoś takiego.
I w pewnym sensie jego słowa są prawdą, bo pierwszy raz ma do
czynienia z taką dziewczyną. Jest inna, musi jej poświęcać
więcej uwagi, ale kocha ją nad życie i nic nigdy tego nie zmieni.
Słyszy krzyk. Na moment drętwieje, po chwili jednak zrywa się na
równe nogi i biegnie w kierunku, skąd on dobiega. Dopada drzwi
łazienki, naciska na klamkę. Całe szczęście, że zabrał klucz z
zamka - lekarz w szpitalu psychiatrycznym sam poliecił to zrobić.
Wbiega do środka. Zatrzymuje się przed prysznicem, bez
zastanowienia odsuwa drzwiczki.
Ona tam stoi, zupełnie naga, ale on nie zwraca na to uwagi. Na dnie
głębokiego brodzika leży słuchawka prysznica, a z niej - jak z
fontanny - na wszystkie strony tryska woda. Dziewczyna krzyczy, chce
się cofnąć, ale już nie ma gdzie. Leon jednym ruchem zakręca
kran, woda przestaje lecieć.
Wyciąga ręce w jej kierunku, chwyta ją pod pachy i wyciąga ze
środka. Przyciska ją do siebie, nie przejmuje się tym, że moczy
jego ubranie. Jedną ręką ściąga z wieszaka niebiesko - szary
szlafrok i narzuca ją na nią. Ona nadal krzyczy, wbija paznokcie w
jego skórę, płacze. Szarpie się, chce, aby ją puścił, ale on
trzyma ją mocno.
Wybiega z łazienki, kieruje się do ich sypialni. Pomieszczenie
rozświetla tylko mała lampka stojąca na komodzie w rogu pokoju.
Kładzie ją na łóżku, przykrywa jej nagie ciało kołdrą. Chwyta
ją za nadgarstki, przytrzymuje po obu jej stronach. Ona nadal się
wyrywa. Nachyla się nad nią, szepce jej do uszu uspokajające
słowa. Serce kraje mu się kiedy widzi jak cierpi, nie może tego
znieść, ale nie może też nic zrobić. Z jej oczu płyną łzy,
nie potrafi opanować histerii.
- Kochanie, cichutko... - szepce, głaszcze ją po policzku, odgarnia
mokre włosy na poduszkę. - Nie płacz, słoneczko.
Zachłystuje się powietrzem, zaczyna kasłać. Krztusi się własnymi
łzami.
Podnosi ją do góry, przytula do siebie. Szlafrok i kołdra opadają,
kładzie dłonie na jej nagich plecach.
Nabiera gwałtownie powietrza, już nie płacze; szlocha. Czując
jego bliskość zaczyna się uspokojać, choć w swojej głowie nadal
widzi i słyszy rzeczy, które nie istnieją.
- Wołają mnie... - Jej głos trzęsie się ze strachu. - Słyszę
ich. Moi rodzice, oni mnie wołają, nie mogą wyjść, Leon...
Krzyczą, dlaczego oni tak krzyczą? Trzeba im pomóc, słyszysz...?
Słyszy ich wrzaski. Proszą, aby im pomogła, ale ona nie może
się ruszyć. Ogień otacza ją ze wszystkich stron, nie ma jak
opuścić pokoju. Chce do nich biec, wyciągnąć do nich rękę, ale
wie, że nie może, że nie da rady. Płomienie są coraz bliżej,
cofa się, już dalej nie może. Płacze, nie panuje nad emocjami.
Świadomość, że stoi tutaj, a Oni duszą się, umierają w
pomieszczeniu obok jest przytłaczająca. Po nią już ktoś idzie,
słyszy jego głos, zaraz ją stąd uwolni. A oni? Do nich nie da się
dotrzeć, zostali na zawsze zamknięci w miejscu, gdzie rozpętało
się prawdziwe piekło.
Przyciska ją do siebie, zanurza twarz w jej mokrych, splątanych
włosach.
- Pomogą im, skarbie - przekonuje ją, choć znów nie jest to
prawdą. Przecież im już nic nie może pomóc, ich już nie ma. -
Francesca, nie płacz, proszę cię, nie płacz...
Już nie jest tak przerażona jak na początku, teraz wie, że on
jest przy niej.
Ogień sprzed jej oczu ucieka, po chwili także nie ma go w jej
głowie. Ale już na zawsze zostanie w środku niej. Nigdy nie
zniknie.
Ściska mocno jej dłoń, spacerują. Idą przez długi korytarz
galerii handlowej. Opiera głowę o jego ramię. Jest szczęśliwa,
bo on jest razem z nią.
Ale Leon nie jest spokojny. Francesca jest chora, i to poważnie
chora. A dzisiaj... przez cały dzień nie miała żadnego ataku. To
nie jest normalne. Boi się, że coś stanie się tutaj, w otoczeniu
innych ludzi. Nie chce, by uważali ją za nienormalną, mimo że to
w pewnym sensie prawda. Modli się, aby doszli na czas do domu, aby
to tam nastąpił wybuch. To byłoby lepsze dla niej.
Nie chce jej nic mówić, nie chce jej pośpieszać. Wtedy zdenerwuje
się i będzie niespokojna. A kocha ją nad życie i nie chce
sprawiać jej przykrości. Mimo, że może jest to konieczne.
W pewnym momencie ona zatrzymuje się. Zaciska rękę na jego
nadgarstku, jej źrenice powiększają się. Robi krok do tyłu,
zaczyna histeryzować. Znów widzi ogień, wysokie płomienie, które
prawie ją dotykają, boi się ich.
Chwyta ją w pasie, przyciąga do siebie, ale ona nie reaguje.
Zaczyna krzyczeć, przez co zwraca na siebie uwagę innych ludzi.
Rzucają jej zniesmaczone spojrzenia; przecież jej nie znają.
Próbuje ją uspokoić, ale nie pozwala mu na to.
- Leon, ogień - mówi. - Widzisz to? Leon, oni nie mogą wyjść! -
krzyczy. - Biegnij do nich, pomóż im, proszę...!
Upada na kolana. Z jej oczu płyną łzy, nie wie co ma robić.
Czuje ciepło na swoim ciele, ogień jest coraz bliżej. Zaczyna
tracić świadomość, obraz przed jej oczami rozmazuje się, ale ona
nie chce. Przecież musi im pomóc, musi coś zrobić. Nie daje rady,
pada na ziemię, a wszystko odchodzi. Mdleje i budzi się dopiero w
szpitalu, już jest bezpieczna. Oni także są bezpieczni, już nic
im nie grozi.
- Wariatka - rzuca ktoś przechodzący obok.
Nie wie, co ona przeżywa.
- Niech pan ją stąd zabierze, odstrasza ludzi. - Mężczyzna z
ochrony zdaje się nie mieć uczuć, bez skrupułów wygania ich ze
sklepu.
Nie ma pojęcia, jak ona bardzo chciałaby żyć normalnie.
Przytula ją do siebie, bierze na ręce i wybiega z galerii; ona
nadal krzyczy. Krzyczy coś o ogniu, że jest coraz bliżej, że za
chwilę zginą w gorących płomieniach. Prosi, aby uratował jej
rodziców, on nie odpowiada. Próbuje ją uspokoić, nie zważa na
innych ludzi.
Sadza ją na drewnianej ławce, gdzieś w parku, zdala od tamtego
miejsca. Ona nadal panikuje, zaciska palce na jego ręce, chce, aby
to się skończyło, nie potrafi wytrzymać.
W tym momencie podchodzi do nich jakaś kobieta. Podaje mu
przezroczystą jednorazówkę z lekami - nie zauważył, kiedy ją
zgubił. Uśmiecha się pocieszająco, klepie go po ramieniu i
odchodzi. Woła jeszcze za nią, dziękuje jej, bo pierwszy raz
spotkał kogoś, kto im pomógł, kto ich nie wyśmiał, kto nie
szydził z Francesci. Przekonuje się, że na świecie istnieją
jeszcze dobrzy ludzie.
- Te głosy mnie zabijają... - szepce po chwili dziewczyna, wtulając
się w niego. Już tak bardzo nie wrzeszczy.
Głaszcze ją po włosach.
Ona czuje inne dłonie, które ją dotykają. Błądzą po całym jej
ciele, już od kilku lat. Przyzwyczaiła się, ale nadal się boi. Są
przy jej szyi, później przy ustach. Przejeżdżają swoim palcem po
jej wardze, zaciska zęby.
- Nie zabiją - odpowiada, przytulając ją do siebie.
Nie stać go na nic więcej; i tak nic nie pomoże. Ona każdego dnia
przeżywa koszmar, a on nie może nic na to poradzić. Wie, że nie
daje już rady, że załamuje się. Niedługo zupełnie zniknie i
nigdy nie wróci...
Zniknęła.
Stoi nad jej grobem, płacze, ale nie wstydzi się tego. Wpatruje się
w jej zdjęcie, zrobione jeszcze przed tym wszystkim, przed chorobą,
bo wtedy wyglądała inaczej, a on chce ją taką pamiętać.
Nie pomogła im, ma wyrzuty sumienia. Płacze, ilekroć przypomni
sobie ich krzyki, ich wołania. Nie może nic zrobić, oni umierają.
Odchodzą na zawsze z tego świata, bez pożegnania, bo teraz ich na
to nie stać. Ostatnie co wypowiadają, to jej imię, a w ich głosie
słyszy tyle ufności, tyle nadziei, że im pomoże, ale ona nie ma
jak. Umierają ze świadomością, że ich córka nie zrobiła nic,
co mogłoby ich uratować.
Już nie wytrzymuje. Wszystkie jej siły odchodzą, staje się
jeszcze słabsza, niż była wcześniej. Nie chce żyć, bo jest to
dla niej tylko udręką. Schizrofrenia ją wykańcza, a ona sama nie
ma pojęcia, jak zdołała przeżyć tak prawie dziesięć lat; on
też nie wie. Ona nie zastanawia się długo. Nie myśli jak on
będzie się czuł, gdy ona odejdzie, gdy zniknie na zawsze, nie
zważa na to, że zostanie wtedy sam. Kocha go, ale to za dużo.
Wchodzi w ogień. Tym razem jest prawdziwy, a nie tylko w jej głowie.
Widzą go wszyscy, i wszyscy uciekają. Wszyscy, prócz niej. On
traci ją na chwilę z oczu, odwraca się, a ona odbiega. Chce ich
uratować, chce wyciągnąć stamtąd swoich rodziców, a nuż
jeszcze żyją?
Ostatnią rzeczą, jaką widzi, jest fragment jej pomarańczowej
sukienki znikający w płomieniach...
Rozpaliła w jego sercu ogień miłości. Wysokie płomienie
połączyły ich. On nigdy nie będzie w stanie ugasić tego pożaru.
Zginie razem z nim. A może przez niego...?
Znalazłam chwilę czasu, więc usiadłam, i napisałam ;) Mam
nadzieję, że wam się spodoba, a już w szczególności Asi, bo to
dla niej <3 Twoja Leonesca, jak chciałaś ;))
Nie będę się rozpisywać, bo nie mam za bardzo czasu - jak
wiecie, rodzina XD - dlatego tylko zaproszę was do komentowania.
Powiem wam, że bardzo fajnie mi się tego parta pisało... ;))
A kolejną część Naxi postaram się jak najszybciej ^^
Kocham was <3

Cudowny Part !
OdpowiedzUsuńBiedna Fran :( Leon się nią opiekował do konca i zawsze ją kochał *-* To było piękne ;) Jak już Ci dużo razy mówiłam masz wielki talent :* Czekam na parta o Naxi ;***
Kocham Cię <333
Dziękuję, kocham cię <3333
Usuńok
OdpowiedzUsuńSpk ;)
UsuńWiec od razu zacznę od tego , że jestem w szoku O.o
OdpowiedzUsuńTo tak mi się tak przyjemnie i szybko czytało , a tu taki zakończenie ....
No cudo po prostu cudo *_*
Moja kochana Fran jak mi jej szkoda , ale chociaż miała Leośka ...
No nie wiem co jeszcze napisać brak mi słów , żeby wyrazić moje zadowolenie ...
No to napiszę boskie ....
i Już tradycyjnie
Czekam na next <3 !
Ojej, bardzo dziękuję <3
UsuńCudo. Żal mi Fran, musiała przeżywać istny koszmar. Ale miłości nikt i nic nie zniszczy. Tu jest piękny przykład.
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
UsuńPrzepiękny OS. Naprawdę piękny. Historia- niepowtarzalna. Napisany cudownie. Masz talent, ogromny talent Olu. Gratuluję Ci. I zazdroszczę Asi takiego prezentu ;)
OdpowiedzUsuńkocham <333,
Wika
Mam nadzieję, że Asi się prezent spodoba XD
UsuńDziękuję, kocham <33
PRZEPIĘKNE ;)
OdpowiedzUsuńNajpiękniejsza i najlepsza miniaturka, jaką czytałam <333
Więcej takich cudnych miniaturek :*
Cudowny miniaturka na prawdę ♥!
OdpowiedzUsuńZakochałam się w nim...
Taka choroba jest na prawdę okropna.
Moja ciocia jest psychiatrą i pomogą takim ludziom...
Radzą sobie ale to strasznie trudne :/
Francesca na prawdę nie miala łatwo :C
Dobrze ze miała Leona...
Życzę weny ;)
Buziaki-Nat♥
Brak mi słów.
OdpowiedzUsuńDziękuję, że nie boisz się tego, od czego inni uciekają.
Strasznie dziękuję <3
UsuńJeju, kochanie, bardzo dziękuję, wrócę tu jeszcze <3
OdpowiedzUsuńWitaj, Olu, słoneczko ♥
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że bardzo spodobała mi się ta miniaturka, ba! Jestem nią zachwycona <3 Uwielbiam Cię za ten pomysł, no uwielbiam! Wykorzystanie schizofrenii, głosów, ognia i miłości... Wow. Możesz mnie teraz wziąć za dziwną czy "nienormalną", ale kocham tę tematykę - zawsze i w każdej postaci ♥ Lubię, gdy ktoś wariuję, słyszy coś, czego nie powinien, widzi nieistniejące rzeczy. Taki... fetysz? ;D
W każdym razie, miniaturka bardzo udana, moja ulubiona perspektywa (♥), no i Leonesca. Nie wiem czemu, ale mam słabość do tej pary, jest cudowna. I bardzo się cieszę, że nasz Asiek dostał taki prezent, należy jej się <3
Troszkę smutno mi było na końcu, przez samobójczą (?) śmierć Franceski, a także w momencie, gdy ludzie wytykali ich palcami... to niesprawiedliwe ;/ Ale Leon i tak był, mimo wszystko, a to, to... moja droga, było piękne. Najpiękniejsze ♥ Niby smutne zakończenie, a jednak płakałam ze wzruszenia. Dziękuje Ci za to.
Czekam na kolejne Naxi, kocham,
Edyta ♥
A wiesz, że ja też lubię, jak jest coś... nienormalnego? W opowieściach tylko, oczywiście ;))
UsuńDziękuję za komentarz, kocham <333
Jejku, dopiero wczoraj zaczelam czytac twojego bloga, ktory pochlonal mnie do reszty. Najpierw OS o Naxi, przy ktorym ja szczerze sie pobeczalam. Musialam wyjsc z pokoju by mama nie widziala moich lez. Miniaturka genialna. Przepiekna , naprawde.
OdpowiedzUsuńkocham twoje pomysl. Takie niepowtarzalne. Piszesz o zyciu. Prawdziwym zyciu. Nie o kolorowym, nieistniejacym swiecie. Opisujesz problemy ludzi.
Pokochalam tego OS`a z jeszcze jednego powodu. W sensie Leonesca. Mam nadzieje, ze bedziesz czesciej pisala o tej niesamowitej parze ( tak wiem, nie ma takiej pary. To jest tylko w mojej nienormalnej gloweczce.).
Przyznam, ze OS byl naprawde smutny. Nie tylko przez zakonczenie. Rowniez przez wytykanie palcami. Ludzie sa niesprawiedliwi. Nawet nie probuja poznac, nawet zrozumiec innych, a juz wyrabiaja sobie o innych zle zdanie. Ale uswiadomilas nam rowniez ze naswiecie sa male aniolki ktore zawsze nam pomoga.
Pokazalas prawdziwa milosc. Leon byl prxy niej mimo wszystko. Jaki on kochany.
MAM NADZIEJE ZE CZESCIEJ BEDZIESZ PISALA O TEJ O PARZE.
Czekam na next o Naxi.
naprawde.<3
Zapraszam do mnie. http://one-shot-violetta.blogspot.com/
Moj blog o OSiach o Violettcie, Pretty little liars i Tajemnic domu Anubisa.
I kolejny raz trudna tematyka, jejku, jak mi się to u Ciebie podoba. :) Leon i Francesca, czy się nad tym zastanawiam, czy nie, to dwójka moich ulubionych bohaterów serialu, więc... co prawda nigdy nie myślę o nich jako parze, ale czytać jak najbardziej mogę i to z chęcią. Szczególnie, jeśli jest to tak dobrze przedstawione, jak u Ciebie. I Francesca, która po prostu była chora psychicznie, no nie oszukujmy się, jak i Leon, który trwał przy niej zawsze i pomimo wszystko - ogrom przeżyć, jaki doświadczyli, złamałby niejednego człowieka. No i dotknął również Fran. W sumie często jest tak, że ludzie w jej stanie po prostu nie wytrzymują i zabijają się. To wstrząsające i smutne, że takie choroby istnieją i dotykają ludzi.Ale świat w ogóle jest niesprawiedliwy, więc z drugiej strony nie ma się czemu dziwić.
OdpowiedzUsuńA najgorsi byli ludzie, którzy z góry wytykali Fran palcami. Zero empatii. Zero. Zachowanie poniżej jakiegokolwiek poziomu. Aż mi się nie chce o nich pisać.
Aussie :)
Wiesz... Trudna tematyka to moja specjalność XD Choć i tak piszę beznadziejnie ;>
UsuńBardzo dziękuję za komentarz <333
Super <3
OdpowiedzUsuńTo było takie wstrząsające. Mam koleżankę, której ciocia ma schizofremię ;(
Choroba jest straszna ;(
Biedna Fran ale miała Leosia <3
Zapraszam do mnie : takethisandeverythingwillbeadream.blogspot.com
newstoryaboutlifexx.blogspot.com
I love you <3
Dziękuję, że piszesz tak cudownego bloga <3
Może nie często komentuję ae czytam z telefonu i mam autokorektę, zacina się, i na tych Applach ciężko się pisze :/ :/
Buziaczki :*****
Caat :3
Bardzo dziękuję ;))
UsuńUwielbiam Leoncece <3 To taki, hmmm, zakazany owoc? Bo w końcu Leon jest chłopakiem najlepszej przyjaciółki Fran ;D
OdpowiedzUsuńSzczerze, to czytałam to chyba z trzy razy i wciąż nie mogłam dobrać odpowiednich słów. Francesca wciąż widziała swoich rodziców, którym nie może pomóc - to jak najgorszy koszmar, który powtarza się codziennie. I wydaje mi się, że z powodu jej choroby wszyscy się od niej odsunęli. No, nie do końca wszyscy. Został Leon <3 Który kocha ją, pomimo tego, co przeszła. Który stara się ją chronić, nie chce, żeby cierpiała. Który kłamie tylko dlatego, by dać jej poczucie, że jest taka jak wszyscy. To chyba najtrudniejsza sytuacja, z jaką przyszło mu się zmierzyć, a on jej mimo to nie zostawia. I widać, że ta miłość jest prawdziwa. Chyba każda dziewczyna marzy o takim Leonie.
Zakochałam się w tym (jejku, ale słodzę - wybacz <3) i liczę na jeszcze jakiś leoncescowy part/miniaturkę w przyszłości ;*
Życzę weny :)
Bardzooo dziękuję ;>
UsuńJestem Kochanie, wybacz mi że tak późno ale naprawdę nie mogłam się ogarnąć i zmusić do napisania czegokolwiek sensownego a nie chce zostawiać byle czego :c xD
OdpowiedzUsuńNo więc na samym początku powinnam Cię przeprosić że tyle nie komentowałam ale... nie umiem, mam jakąś cholerną blokadę od dłuższego czasu. Mimo to pamiętaj, że ja zawsze jestem, zawsze czytam i zawsze Cię podziwiam! <3 I jest moja Leonesca i to dla mnie, jejku <3 Dziękuję Ci bardzo, bardzo, naprawdę, nie spodziewałam się, życzenia są piękne, jak i cały part, moja ukochana para! <3 Ale to tego zaraz przejdę ;> Mamy tutaj Francescę która jest chora, zaburzenia psychotyczne to naprawdę poważna rzecz. Leon jest przy niej, czuwa cały czas. Kocha ją i nie przeszkadza mu w jakim stanie się znajduje, jest dla niego najważniejsza, nawet jeżeli żyje tylko w swoim własnym świecie, nie tym realnym. Ma zwidy a on stara się jej pomóc i cóż... musi jej wystarczyć sama jego obecność. Chciał ją ochronić przed całym światem ale... eh, tak się niestety nie da :c Nie wytrzymała, kochała go ale to ją przerosło i cóż - musiała od niego odejść. Zadając mu tym jeszcze większy ból. Kiedyś, gdzieś na pewno jeszcze się spotkają, w końcu taka miłość nie może zginąć <3 Podobało mi się oczywiście baardzo, jak wszystko co napiszesz, wiesz o tym dobrze, prawda? <3 I jeszcze raz dziękuję, jesteś kochana <3 Ja chcę przeczytać Marcundo w Twoim wydaniu, hyhy, wiesz że ich uwielbiam ;>
Kocham Cię i czekam na parta o Naxi, dziękuję! <3 :*
Marcundo? Hyhy, może kiedyś... XD
UsuńDziękuję, kocham cię <3333
Super temat, styl pisania i wszystko w tym blogu!!!
OdpowiedzUsuńnaprawdę.
Jeżeli pozwolisz, chciałabym się zareklamować, ponieważ jestem nowa
http://lubieleonaileonare.blogspot.com/
dziękuję
M.
Dziękuję ;)
UsuńMój komentarz nie będzie zbyt długi i ładny tak jak te powyższe więc od razu za to przepraszam ;)
OdpowiedzUsuńKurdde musisz pisać tak cudownie? Popadam w większe kompleksy bo piszę dosyć marnie ;p Nie no bardzo ciesze się, że istnieje Twój blog i mogę czytać coś co wywołuje we mnie tyle emocji podczas czytania.
Kolejne arcydzieło, które umieściłaś na swoim blogu <3 Kiedy to czytałam łzy cisnęły mi się do oczu. Coś pięknego, naprawdę ;*
Pozdrawiam,
Rachel ;*
Bardzo dziękuję ;))
UsuńŁadny part ;). Bardzo oryginalny pomysł - wykorzystanie schizofrenii. Chyba pierwszy raz czytam oneshota o takiej tematyce oO. Piszesz coraz lepiej, dajesz więcej opisów i dodajesz cytaty co jest bardzo fajne :D.
OdpowiedzUsuńO boże piękne... Przepiękne
OdpowiedzUsuńPo prostu boskie.
Skąd ty bierzesz te pomysły?
Pod koniec się rozryczałam. a mnie do płaczu ciężko zmusić
tylko ty to potrafisz.
Super, Super
Pomysły same mi przychodzą ;))
UsuńBardzo dziękuję <3
super blog <3
OdpowiedzUsuńminiaturka też extra :)
czekam na następnego Parta :*
Dziekuję ;)
UsuńPrzeglądałam wypowiedzi twoich czytelników. Ku swojemu niemałemu zaskoczeniu, nie natknęłam się na swoją. Wybacz, naprawdę sądziłam, że dawno dałam o sobie tutaj znać, aczkolwiek musiało zajść drobne nieporozumienie. Nieistotne. Mam nadzieję, że darujesz mi tę drobną nieścisłość. Postaram się sprawnie nadrobić wszelkie zaległości. Tylko musisz mi dać chwileczkę. Przypomnę sobie, o czym tak dokładnie nam opowiadałaś.
OdpowiedzUsuńJestem przygotowana. Moje myśli nadal błądzą po nieznanych dotąd terenach. Wciąż nie jestem pewna czy to, co napiszę będzie... stosowne? Aniołeczku, miniaturka mnie urzekła. Zawsze niezmiernie podobało mi się połączenie Francesci i Leona. W twoim wykonaniu tym bardziej. Nie spodziewałam się, że ich historię można przedstawić w tak dramatyczny sposób. Schizofrenia? To było mistrzowskie. Zwykle nie posługuję się tym słowem, ale w tym wypadku, nic innego nie przychodziło mi na myśl. A może... idealne?
Nic się nie stało ;))
UsuńBardzo dziękuję <3
Cudne ♥
OdpowiedzUsuńMiniaturkę czytałam w szkole ;3
A teraz komentuję :)))
Co tu dodać... Piszesz pięknie i o tym wiesz ;)
Nie doczytałam na początku, że jest to o Leonesce...
Myślałam że o Leonetcie no i jakoś sobie Violę na początku wyobrażałam - chyba przez poprzedni OP o pożarze ;)
Twoje opowiadania są piękne ♥
Pisz dalej :D Weny życzę :***