- W co ty grasz? -
spytała zdenerwowana. - Maxi, nie wygłupiaj się, nie mam humoru.
Chcę iść do salonu, oddaj mi te kule i przyprowadź wózek.
Schował kule do
szafy, a wózek swojej dziewczyny zostawił na przedpokoju tak, że
nijak nie miała do niego dostępu. I o to właśnie chodziło.
- Siedź sobie tutaj
spokojnie i czekaj - rzekł. - O nic się nie bój. - Doskoczył do
niej i pocałował ją krótko w czoło. - Później ktoś po ciebie
przyjdzie.
Wyszedł z pokoju.
Krzyknęła jeszcze za nim, że jest idiotą i głąbem. Odkrzyknął,
że również bardzo ją kocha. Zdołała jeszcze wyciągnąć od
niego, kto ma do nich przyjechać, po czym chwyciła swoją komórkę
i szybko wystukała numer Camili. Dziewczyna odebrała po kilku
sygnałach.
- Natalia, siedź w
tym pokoju i nie wrzeszcz tak, słychać cię na ulicy. - Usłyszała
na wstępie. - Jestesmy już pod drzwiami, zaraz do ciebie przyjdę.
Nie dała jej dojść
do słowa, rozłączyła się. Natalia jęknęła głośno i rzuciła
telefon na łóżko. Nie miała pojęcia co się dzieje. Maxi od
samego rana biegał po całym domu i cieszył się jak dziecko. W
pewnym momencie po prostu chwycił ją na ręce - i to w samym środku
tej cudownej telenoweli lecącej w telewizji - i przyniósł tutaj,
nakazując siedzieć cicho i czekać. Nie wiedziała tylko na co, bo
o tym oczywiście jej nie poinformował. Typowy on.
Usłyszała dźwięk
otwieranych drzwi wejściowych, głosy Camili i Brodueya oraz swojego
chłopaka.
- No wrzeszczy,
wrzeszczy, że jestem pacanem - westchnął lekko, słyszała go
dobrze. - Już jej nawet nie chcę odpowiadać, bo i tak będzie
wrzeszczała. Idź tam Camila do niej i powiedz jej, żeby była
trochę ciszej, jasne?
- Ja wszystko
słyszę! - krzyknęła. - Nie jestem głupia, za kogo wy mnie macie?
Po chwili Camila już
stanęła w progu jej pokoju.
- Gardło ci
wysiądzie, trochę spokojniej, co? - Podeszła do niej. - Jak
chcesz, to się wyżyj na tej ścianie obok, ale nie wrzeszcz tak, bo
sąsiedzi dziwnie się patrzyli jak wchodziliśmy do środka.
- Co wy knujecie? -
spytała zdenerwowana. - Nie jestem idiotką, wiesz o tym?
- Doskonale zdaję
sobie z tego sprawę, ale fakt, że zedrzesz sobie gardło i nie
będziesz mogła nic powiedzieć, w niczym ci nie pomoże. Poczekaj z
piętnaście minut aż tamci przyjadą, to sobie legalnie pójdziesz
do salonu i zobaczysz co tam masz zobaczyć.
- A co mam zobaczyć?
- mruknęła.
Otworzyła usta, aby
coś powiedzieć, nie zdążyła jednak, bo ubiegł ją głos gdzieś
z innej części domu.
- Camila, cisza! -
Od razu rozpoznała głos Maxiego. - Chodź lepiej tutaj, bo jeszcze
jej coś wypaplasz, a tego ci nie daruję.
- Jak widzisz, mam
zakaz odzywania się. - Uniosła ręce w geście poddania. - A wolę
go nie denerwować, bo będzie na mnie wściekły. Wiesz, nie lubię
jak jest zły. Nie chce wtedy mi w niczym pomóc. - Wzruszyła
ramionami. - Także siedź sobie tutaj i czekaj na rozwój wypadków,
okej?
Później wyszła z
pokoju nie czekając na jej odpowiedź.
Natalia jęknęła
głośno i położyła się na plecach. Wbiła wzrok w sufit.
No... bała się.
Oni byli nieobliczalni, doskonale o tym wiedziała. Z ich dziwnego
zachowania mogli wnioskować, że szykują jej jakąś niespodziankę.
Ale z jakiej okazji? Urodzin raczej nie miała, imienin też. I z
tego co się orientowała, żadnego innego święta również nie
obchodziła.
Nie lubiła
niespodzianek. Wolała wiedzieć co ją czeka, niż zostać
zaskoczona. Cóż, taka już była. Podobno za to ją kochali.
Podobno. Tak jej mówili.
Do jej pokoju bez
ostrzeżenia wparowała Violetta z Leonem, zaraz za nimi szła
Ludmiła.
- Więcej was matka
nie miała? - jęknęła na ich widok i odwróciła się na bok.
- Reszta, jest w
salonie, nie marudź - odpowiedział Leon. - Zostawiam ci dziewczyny,
porozmawiajcie sobie, czy coś. Gdzieś tak... - Spojrzał na zegarek
- za piętnaście minut możecie przyjść do salonu, wszystko
powinno być gotowe. Poradzicie sobie?
- Nie Leon -
uśmiechnęła się ironicznie. - Nie dam rady wsiąść na wózek,
będziecie musieli mnie na rękach zanieść. Bo przecież jestem
taką kaleką, że nic nie potrafię zrobić.
Patrzył na nią
przez chwilę uważnie. - To najwyżej przyjdę po ciebie. Ale na
razie się tutaj nie produkuj, okej?
Wyszedł.
Violetta usiadła na
skraju jej łóżka.
- Uśmiechnij się
trochę, niespodzianka ci się spodoba.
- Wątpię -
mruknęła. - Wiecie co? Teraz marzę tylko o tym żeby pójść
spać. Poza tym plecy mnie bolą, nie...
- Plecy cię bolą?
- Ludmiła spojrzała na nią podejrzliwie mrużąc oczy. - Tamten
idiota pewnie zapomniał zrobić ci zastrzyk, tak?
- Biedny Maxi, za
bardzo się wszystkim przejął - zaśmiała się Violka. - Masz to
tutaj gdzieś?
- Tak, jest w
szafce, ale... - zamilkła na moment. - Jesteście pewne?
Kolejna osoba weszła
do pokoju.
- Jestem, już
jestem. - Maximiliano klęczał już przy jej łózku i otwierał
szafkę obok. - Przepraszam, jakoś mi wyleciało z głowy. Jest w
porządku?
Pokiwała powoli
głową. - Tylko... bądź ostrożny, dobrze?
Uśmiechnął się.
- Zawsze jestem.
Odwzajemniła
uśmiech i odwróciła się na brzuch. Podniósł jej bluzkę i
szybko wbił igłę, na co zareagowała głośnym sykiem, jak zawsze
zresztą. Położył jej rękę na karku uprzednio odgarniając z
niego jej włosy. - Jeszcze sekunda, skarbie. - Jednym ruchem wyjął
strzykawkę. - Już po wszystkim. - Chwycił ją za ramiona i
podniósł do pozycji siedzącej. - Widzisz? Byłaś super dzielna,
kochanie. - Pocałował ją w policzek.
Uśmiechnęła się
lekko.
- Jeśli myślisz,
że dzięki temu przestanę być na ciebie wściekła, to się mylisz
- rzekła cicho. - Długo to jeszcze potrwa?
Odgarnął jej włosy
z twarzy. - Jeszcze chwilę. Spodoba ci się.
-
Kochanie
nadszedł czas, abym pokazał, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym.
Mówiłem ci już, że cię kocham i że jesteś dla mnie
najważniejsza. Dzisiaj udowodnię i to w taki sposób, że nie
bedziesz miała żadnych wątpliwości. Czy przyjmiesz ode mnie ten
pierścionek i zostaniesz moją żoną?
Patrzyła
na niego oniemiała.
Czas
się zatrzymał.
On
naprawdę to zrobił. Naprawdę poprosił ją o rękę - ją, która
była niepełnosprawna, która wymagała ciągłej opieki. Zrobił to
bez względu na wszystko, nie patrzył na konsekwencje. Chciał
spędzić z nią resztę życia, był tego pewien.
Chyba
zbyt długo nie odpowiadała, bo wyraz jego twarzy zaczął się
zmieniać.
-
Jezu... Oczywiście... oczywiście, że tak.
Usmiechnął
się szeroko; chyba nigdy nie był szczęśliwszy. Założył jej
pierścionek na palec, po czym chwycił ją i ściągnął z wózka.
Przytulił ją do siebie i obkręcił kilka razy wokół własnej
osi, po czym postawił ją na ziemi, i mocno podtrzymując z obu
stron, pocałował ją namiętnie w usta.
W
tym momencie świat przestał istnieć. Nie docierały do nich
oklaski ich przyjaciół, gwizdy chłopaków i słowa dziewczyn
próbujących opanować swoich partenrów.
Teraz
byli tylko oni.
-
A wiesz co to znaczy?
Podniosła
głowę, aby móc na niego spojrzeć. - Ehm... to, że jestesmy
narzeczonymi?
-
Też. - Kucnął obok niej. - Ale teraz już nie masz wyboru. Musisz
wziąć ode mnie pieniądze na operację, w końcu niedługo będziemy
małżeństwem. I nie przyjmuję odmowy.
-
Ja ci już coś powiedziałam! - Wrzasnęła. - Nie chcę tych
pieniędzy, to jest za dużo!
-
Natalia, kiedy ty zrozumiesz, że już nie ma odwrotu? Poza tym,
wiem, że chcesz tej operacji, tylko po prostu wstydzisz się
powiedzieć, doskonale to wiem. - Usiadł obok niej. - I niech do
ciebie dotrze, że mogę wydać nawet wszystkie swoje pieniądze,
żebyś ty mogła chodzić, jasne?
Posłała
mu piorunujące spojrzenie. - A czy ty wziąłbyś ode mnie taką
kwotę? Mogę się założyć, że nie, więc dlaczego zmuszasz mnie,
żebym ja to zrobiła?
-
Bo chcę ci pomóc, wiesz? - Niezrażony jej wrogością nadal
wszystko spokojnie jej tłumaczył. - Bo jesteś dla mnie całym
światem i nie chcę, żebyś resztę zycia spędziła na wózku. Bo
liczysz się tylko ty i nic więcej.
Oparła
głowę o jego ramię.
-
Ale to za dużo - powtórzyła.
-
Jesteś warta o wiele więcej - odparł. - Więc pogódź się z tym
wszystkim, okej? Przecież wiesz, że wszystko będzie dobrze.
Nie
mogła uwierzyć, że spotkało ją takie szczęście. Po wypadku
myślała, że już zawsze będzie sama i nigdy nie spotka tego, kto
ją pokocha. A teraz? Po tym wszystkim co przeszła, wrócił on -
Maxi, jej dawna miłość jeszcze z czasów szkolnych, i choć na
początku nie wszystko szło w dobrym kierunku, z czasem jej życie
zupełnie się odmieniło.
-
Federico i Francesca wzięli sprawy w swoje ręce - oznajmił
wchodząc do salonu. - Cały dzień siedzieli przy telefonach i
dzwonili po wszystkich szpitalach, klinikach i lekarzach we Włoszech.
Dodzwonili się do jakiegoś doktora, Fede powołał się na swojego
wujka, Francesca wzięła go na litość, a on powiedział, że da
znać, ale chyba jest szansa przeprowadzenia operacji gdzieś w
Argentynie.
Uśmiechnęła
się. Wyciągnęła do niego rękę, a on podszedł bliżej. Ujął
jej dłoń.
-
To znaczy, że nie będziemy musieli nigdzie wyjeżdżać? - Pokręcił
przecząco głową. - Super. Cieszę się. Bardzo.
Odgarnął
jej włosy z twarzy. - Wiem, kochanie - powiedział. - W końcu
będziesz normalnie chodzić.
-
Jeśli operacja się uda, nie zapomnij o tym - mruknęła. Przytuliła
się do niego.
Pocałował
ją w głowę.
-
Oczywiście, że się uda, nie możesz myśleć inaczej.
-
Wiem, masz rację. - Zamilkła na chwilę. - Idziemy na spacer?
Odsunął
ją do siebie. Pomógł jej przesiąść się na wózek - co
oczywiście nie było konieczne, bo ona sama świetnie dałaby sobie
radę.
Na
dworze było chłodno, wiał wiatr. Naciągnęła rękawy na dłonie
i schowała ręce pod brązowy koc w kratę, który leżał na jej
kolanach.
-
Natalia - usłyszała głos Maxiego. - Myślałaś już coś o
ślubie?
Zaśmiała
się cicho. - Jeszcze nie. A co?
Wzruszył
ramionami.
-
Tak pytam. Może zaczniemy coś planować, jak już będziesz
samodzielnie się poruszała, co?
-
Wiesz, to chyba najlepsze wyjście. Nie uśmiecha mi się spędzić
swojego wesela na wózku.
-
Jesteś bardzo dowcipna, wiesz?
-
No wiem - potwierdziła. - I za to mnie kochasz, prawda?
-
Oczywiście. Kocham cię najbardziej na świecie.
A nawet bardziej
- dodał w myślach. Jeśli to
oczywiście było możliwe.
Zacisnęła dłoń
na jego ręce. Odgarnął jej włosy z twarzy.
- Nie bój się -
powiedział. - Wszystko będzie w porządku, tak?
Pokiwała twierdząco
głową. - Będziesz tutaj cały czas? Będziesz czekał?
- Oczywiście. Nie
ruszę się stąd. Reszta też zapowiedziała, że przyjedzie.
Będziemy tutaj wszyscy, nie zostawimy cię samej.
Do sali weszła
pielęgniarka. Uśmiechnęła się sztucznie oznajmiając
jednocześnie, że czas jechać na blok operacyjny. Po chwili
pojawiła się również druga kobieta i obie wyprowadziły wózek z
leżącą na nim Natalią na korytarz.
Dobiegł jeszcze do
niej, pocałował ją w czoło i powiedział, że ją kocha.
Chwilę później
zniknęła z jego punktu widzenia, wjeżdżając w plątaninę
korytarzy prowadzącą do nowego życia.
- Wszystko w
porządku. Operacja udała się.
- Będzie chodzić?
- Tak, ale czeka ją
naprawdę długa i ciężka droga pełna przeszkód. Musi być silna.
- Jest silna.
Przeszła dużo.
- To, przez co
będzie musiała przejść teraz, zapewne nie równa się z niczym co
przeszła do tej pory.
- Cztery tygodnie? -
Wyszeptała słabym głosem.
- Co najmniej. Może
dłużej. Trzy tygodnie tutaj, resztę w domu.
Nie opuszczał jej
na krok. Całymi dniami siedział przy jej łóżku, starając się
umilać jej czas spędzony w bezruchu. Nie mogła poruszyć niczym,
dosłownie. Była cała unieruchomiona, praktycznie nic nie czuła.
Nogi wydawały się ciężkie, szyja sztywna, a kręgosłup bolał
cały czas, bez przerwy, nawet przy oddychaniu. Każdy dzień był
ciężki, ale ona z kolejnymi chwilami robiła się coraz silniejsza,
była coraz bardziej stanowcza co do samej siebie. Obiecała sobie -
ale i nie tylko, bo swoim przyjaciołom również - że zrobi
wszystko, żeby znów stanąć na nogi. Nie miała tylko pojęcia,
jak trudne to będzie.
- Zobacz. - Założył
jej słuchawki na uszy. - Pamiętasz ten remix? To mój pierwszy.
Pablo wykorzystał go do przedstawienia.
Uśmiechnęła się.
Wspomienia wracały, i to te dobre. - Pamiętam. Ludmiła zrobiła
wtedy niezłą aferę, nie? Ehm, supernova.
-
Supernova, najjaśniejsza gwiazda, tak, coś w tym stylu - zaśmiał
się. - Zupełnie inna dziewczyna niż ta, którą znam teraz. -
Zamilkł na chwilę. - A to pamiętasz? Algo suena en mi,
Camila układała słowa.
- Jak mogłabym tego
nie pamiętać? Ta bitwa jej i Ludmiły genialna. Gdzieś to chyba
nawet nagrane jest.
- Możliwe, ostatnie
klasy łaziły wszędzie z kamerami.
- Ja też tak
robiłam, mam milion nagrań z ostatnich dwóch miesięcy. Szkoda
tylko, że na żadnym nie ma ciebie - spochmurniała.
Westchnął lekko.
Przyłożył rękę do jej policzka. - Nie mówmy o tym, dobra?
Pokiwała głową.
-
Ale - ciagnęła - rodzice specjalnie kupili mi nowy aparat. Czego to
ja nie nagrałam... gdzieś nawet są pierwszaki śpiewające nasze
Ven y canta. Oczywiście,
nie wyszło im to tak genialnie jak nam.
Zaśmiał się.
- Wiadomo. Nasz
rocznik był najlepszy.
- Z takim tancerzem
jak ty, to nic dziwnego.
- I z taką
piosenkarką jak ty, na dodatek.
Czas płynął
nieubłagalnie, mijały godziny i minuty, byli coraz bliżej
rozstania, które i tak musiało nastąpić, jak co dzień.
- Nie zakreślaliśmy
dzisiaj - przypomniał sobie. Sięgnął ręką do kawałka kartonu
stojącego obok szafki nocnej i chwycił marker. - Wiesz, który
dzisiaj jest?
- Dwudziesty
czwarty?
- Tak. - Postawił
na owym numerze czerwony krzyżyk. - Jutro mijają trzy tygodnie.
Wychodzisz do domu, a za tydzień przyjedzie lekarz i oceni czy
możesz zacząć rehabilitację.
Uśmiechnęła się
tak szeroko, jak tylko było ją stać.
Jej marzenia się
spełniały, choć jeszcze rok temu wyśmiałaby tego, kto
powiedziałby jej, że będzie normalnie chodzić.
Teraz wierzyła, że
wszystko jest możliwe.
Rehabilitacja?
Dawała efekty. Małe i ledwo widoczne, ale dawała i to było
najważniejsze. Odzysiwała władzę na nogami, potrafiła nimi
poruszyć. Częściej się nawet uśmiechała, ale to nie było
skutkiem operacji. A może jednak? W końcu to po niej zaczęła
bardziej cieszyć się z życia i odzyskała nadzieję na normalne
funkcjonowanie, bez tego mebla powszechnie zwanego wózkiem. Nie
pamiętała już dnia bez niego, a teraz? Mimo, że widziała go
każdego dnia to wiedziala, że już niedługo on zupełnie zniknie i
nie będzie go w ogóle potrzebować.
Na razie dawała z
siebie tyle ile tylko mogła. Ćwiczenia były ciężkie, nawet
bardzo, ale ona dzielnie szła przed siebie, z każdym dniem było
coraz lepiej. Wszyscy widzieli jej upór i determinację, które
narastały, aż w końcu urosły do gigantycznych rozmiarów.
Aby któregoś dnia
spaść do poziomu zerowego...
- Nie! - Krzyknęła.
- Nie dam rady!
Przycisnął jej
ramiona do podłogi, naparł na nią całym ciałem.
- Przestań! -
Rozkazał. - Masz ćwiczyć, słyszysz?
Robił wszystko, aby
doprowadzić ją do normalnego stanu, ale ona? Widocznie nie miała
już ochoty na dalszą walkę, poddała się w połowie.
- Nie! Nie będę
ćwiczyć, nie zmusisz mnie!
- Będziesz ćwiczyć
- warknął. - Będziesz, póki ja tutaj jestem! Nie obchodzą mnie
twoje łzy, możesz mazać się cały czas, ale ćwiczyć będziesz,
rozumiesz?
Łkała całym
głosem, jednocześnie wrzeszczała na całe gardło.
Drzwi pokoju
zamknęły się; widocznie Camila z Brodueyem, którzy przyszli w
odwiedziny woleli nie wtrącać się w ich sprawy i pozostawić ich
samym sobie.
- Chcesz normalnie
żyć? - Odwrócił ją w swoją stronę i spojrzał w jej oczy. -
Chcesz poruszać się jak każdy inny? Chcesz, czy nie? Pytam się
ciebie.
- Nie chcę! -
zaprzeczyła. - Nie takim kosztem, nie daję rady, do cholery! Nie
będę chodzić, nie chcę!
Puścił jej
ramiona. Wstał. Zostawił ją leżącą na szarej macie i wyszedł z
pokoju, zamykając drzwi. A ona? Leżała na podłodze i płakała,
miała gdzieś, jak musi wyglądać.
On nie rozumiał jak
ciężko jej było. To w końcu nie on musiał znosić te codzienne
katorgi zwane rehabilitacją, które zamiast motywować, tylko ją
osłabiały, zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Usłyszała ciche
kroki, po chwili ktoś klęknął tuż obok niej.
- Natalka. - Do jej
uszu dotarł głos Camili. - Spójrz na mnie.
Otworzyła oczy.
Chwyciła ją za rękę i przytuliła się do niej z całej siły, co
Ruda po chwili odwzajemniła.
- Jest za trudno -
załkała, mocząc jej pomarańczową koszulkę.
- Nikt nie
powiedział, że będzie łatwo - szepnęła dziewczyna. - Doskonale
wiedziałaś, co cię czeka. Obiecałaś być silna.
- Ale nie umiem, nie
mam siły...
- Masz więcej siły
niż myślisz, tylko jeszcze sama o tym nie wiesz.
Zaprzeczała jeszcze
długo, ale Camila nie pozwalała jej tak myśleć. Przez długie,
niekończące się minuty przekonywała ją, że da sobie radę, że
jest silna i twarda.
-
A on po prostu się o ciebie martwi. - Wiedziała, że ma na myśli
jej narzeczonego. - Chce, żebyś żyła normalnie. Nie chce
pozwolić, żebyś załamała się w połowie drogi, wiesz? Ruszyłaś
nią i pokonałaś tyle przeszkód, więc musisz nia przejść do
końca. A teraz będzie już tylko łatwiej, z czasem.
Może i miała
rację. Może trzeba było po prostu chcieć i działać. Ona
chciała, bardzo chciała, ale problem twkił w tym, że widocznie za
słabo działała...
- Przepraszam -
szepnęła, zwieszając głowę.
-
Mnie nie powinnaś przepraszać. - Klęknął obok niej. - Przeproś
samą siebie. Bo nie szkodzisz mi, a sobie. Powiem ci coś, Natalia.
Kalectwo nie tkwi w rękach, czy nogach ale w głowie.*
Wiedział co mówi,
doskonale wiedział. Ona też wiedziała. Obiecała sobie - kolejny
raz już, zresztą - że weźmie się za siebie. Zaprzysięgła
sobie, że nie będzie potrzebowała niczyjej łaski. Już niedługo
będzie samodzielnie się poruszać.
Kolejne dni,
tygodnie, miesiące. Kolejne wylane łzy i przekleństwa oraz
bluźnierstwa wykrzyczane w porywie emocji, tak bardzo częstym.
Kolejne godziny żmudnej rehabilitacji i ćwiczeń. Kolejne
motywacje, kolejne filmy o niepełnosprawnych, kolejne dokumenty to
wszystko potwierdzające. Kolejne prorocze sny, kolejne przeczucia.
Kolejne kroki postawione z czyjąś pomocą. Kolejne słowa otuchy i
kolejne nadzieje, że w końcu będzie tak jak kiedyś.
Chwyciła klamkę.
Nacisnęła ją. Pchnęła drzwi. Przekorczyła próg. Postawiła
krok. Zachwiała się. Odzyskała równowagę. Postawiła następny
krok. Zaparła się o komodę obok niej. Uśmiechnęła się szeroko.
Wolno; bardzo wolno
ruszyła w stronę kuchni. Chciała zrobić mu niespodziankę.
A może samej
sobie?
- Maxi? - zawołała
go. Czekała.
- Już do ciebie
idę, co chcesz?
O nie -
pomyślała - to ja idę do ciebie.
- A wiesz... w sumie
nic.
Przekorczyła próg
kuchni. Odwócił się w jej stronę. Zdębiał. Przez moment stał i
nic nie mówił, był zszokowany.
Dopiero po chwili
dotarło do niego, że Natalia sama chodzi.
Rzucił, wszystko,
podbiegł do niej. Chwycił ją mocno w pasie, w końcu w dalszym
ciągu niebezpiecznie się chwiała. Nie czekał, wpił się w jej
bladoróżowe usta ze zdwojoną siłą, jak gdyby mógł to zrobić
ostatni raz.
Kiedy w końcu się
od niej oderwał, na jej twarzy zobaczył łzy. Otarł je wierzchem
dłoni, jednak wtedy sam poczuł te gorzkie krople na swoich
policzkach.
- Ty też nie płacz
- poprosiła cicho, mimo że sama nie mogła się opanować.
- To ze szczęścia
- wyjaśnił przytulając ją do siebie.
W końcu dopięli
swego. Trud, ból i wyrzeczenia opłaciły się. Natalia była
dzisiaj zupełnie innym człowiekiem niż jeszcze pięć lat temu.
Dzisiaj była już
samodzielna. Ale wiedziała, że gdyby nie on, nie doszłaby do
czegoś takiego.
Podobno miłość
zwycięża wszystko.
Tak słyszała. I
jakoś nie miała ochoty w to wątpić.
*Słowa Bogadana
Meli, ojca Jaśka Meli. (Ogółem, cała sytuacja z kłótnią
Maxiego i Natalii podczas ćwiczeń wzorowana jest na filmie „Mój
biegun”. Jeśli ktoś nie oglądał, polecam obejrzeć, na pewno
nie pożałujecie. Ja na przykład płakałam w kilku momentach, no,
ale to ja).
No w sumie to się
wyrobiłam :) Byłby wczoraj, gdyby moja siostra nie zabrała
Internetu - dlatego nie mogłam dodać. Okej, nie żeby coś, ale
końcówkę to ja już na maxa spierniczyłam, ale to każdy wie :D
Zresztą jak całego parta, ale to już szczegół.
No to standardowo
proszę o opinię i ogólnie... ja nie chcę do szkoły. Ktoś chce?
No jak powie, że tak, to go chyba za idiotę uznam XD Zeszyty
dzisiaj kupowałam, aż nie mogę na nie patrzeć i w ogóle... no :P
Ehm, no i to
chyba tyle :) Wasze blogi, rozdziały, party nadrobię może dzisiaj,
ale sama nie wiem. No, jak tylko znajdę czas :D
Kolejny part o
Leonetcie, pomysł mam, wizję mam, ale jak to wyjdzie? Tego nie
wiem. Szczerze wątpię, bym wyrobiła się z tym do końca wakacji,
bo to tylko tydzień... kurde, za tydzień do szkoły -.- Tak wiem,
jestem upierdliwa, ale ja będę wam truła i w ogóle, bo mama już
nie chce mnie słuchać XD Ale wracając do tematu - nie wiem czy się
wyrobię, bo to tylko tydzień, a ja nawet nie zaczęłam :)
Kończę moją
durną wypowiedź, proszę o komentarze, kocham was <3333

Miejsce ♥
OdpowiedzUsuńCzekam <3
UsuńPierwsza. Yey !
UsuńGenialne. Nic nie zepsułaś..
Ja też nie chcę to tej szkoły..
Szkoda, że Leonetta...
A po Leonettcie, zrobisz Leonescę lub Fedemiłe ?
Mam nadzieję.
My też Cię mocno kochamy
Co do OS ...
Najlepszy <3
Moje najukochańsze Naxi <<3
Natalia chodzi !
Cud !
Kocham twoje Os, ze względu na to, że opisujesz sprawy życiowe. Sprawy dla nas wszystkich trudne ♥
Zapraszam do mnie na bloga o Fedemile
http://angel-del-amore-violetta.blogspot.com/
Całuję, Stevie ♥
Ehm, o Leonesce nie piszę regularnie, jak na razie pojawiła się na blogu jedna miniaturka, i nie przewiduję jak na razie więcej :)
UsuńFedemiła była przed Naxi, będzie dopiero po Marcesce.
Dziękuję <333
Cudowne zakończenie. Płakałam, gdy była ta scena z "Mój Biegun". Po prostu na maxa ryczałam. Ty, tylko ty, umiesz doprowadzić mnie to takiego stanu, no ;)
OdpowiedzUsuńOgółem, cały part wyszedł Ci super. Historia, moje Naxi i zakończenie... Oj tak, długo będę się nad tym rozpływać xD
Już czekam na Leonettkę <3333
Szkoła ?! Jak szkoła, ja nic nie wiem. Wg moich supertajnych informacji, to mamy jeszcze całe DWA miesiące wakacji ;D Heh, pośmiałaś się ze mnie? ;)
Ale tak mi się nie chce, no :/
Cały rok będę zapierniczać z nauką przed egzaminem gimnazjalnym.
Bo chcę się dostać do dobrego liceum na profil z Hiszpańskim ;)
Mój ukłon w stronę ukochanych aktorów z "Violetty".
A tam. Znowu nawijam o sobie. Cała ja.
Olu, kochanie moje ;*
Gratuluję takiego talentu, zazdroszczę Ci go bardzo. Oddaj trochę, co?
Czekam na następne ( żeby ich było dużo xD) party i shoty na JSM, twojej twórczości ^^
kocham <33333
Wika
Jezu, ja mam jeszcze dwa lata do egzaminów, jak się cieszę XD
UsuńBardzo dziękuję, kocham <333
Cudowny !
OdpowiedzUsuńMaxi oświadczył się Naty, a ona przyjęła jego oświadczyny :) I ta udana operacja. Tyle trudu i bólu się opłaciło. Miała wspaniałe wsparcie w przyjaciołach ;) Miała też wspaniałego chłopaka. W końcu zrobiła mu niespodziankę i sama do niego poszła :D Ja też nie chcę iść do szkoły ! Wakacje zleciały za szybko ;( Znowu wszystko się zacznie :( Ja tam nie uważam, że coś zepsułaś bo wyszło Ci jak zawsze cudownie :) Już czekam na następnego One Parta o Leonettcie ♥
Kocham Cię <333
Dziękuję, też cię kocham <333
UsuńO Boże... Trochę zaniemówiłam xd
OdpowiedzUsuńTak ogółem to cześć, Olusiu :* Dawno mnie tu nie było, za co bardzo przepraszam :c Wakacje wakacjami, a ja i nie miałam czasu. Ja również nie chcę wracać do szkoły, jak tylko przejeżdżam koło mojej szkoły to mam nadzieję, że spłonęła albo wyleciała w powietrze. Niestety stoi cały czas ;-;
Dobrze, teraz przechodzę do komplementowania Twojego parta.
Jest cudowny - jak zwykle zresztą. Pokazuje siłę i determinację jaką osoba niepełnosprawna ma w sobie, lecz czasem nadchodzi taki moment, że mamy ochotę się poddać. Ten moment przychodzi do osoby niepełnosprawnej jak i do całkiem zdrowej.
Natalia miała ogromne szczęście, że w jej przypadku możliwa była operacja, bo jest wiele osób, które przykute do wózka są na całe życie. Szczerze im współczuję, bo ja nie dałabym sobie rady - fizycznie i psychicznie.
Natalka teraz jest najszczęśliwszą osóbką na świecie i może spokojnie planować ślub z Maxim.
Ech, nie wiem co powiedzieć. Jakoś nie mam weny na pisanie komentarzy. Wybaczysz? :( Dodam jeszcze, że to jest naprawdę świetny parcik. Kocham go, kocham Ciebie. A teraz czekam na parta o mojej kochanej Leónetcie <3
Swoją drogą, dziś w nocy skończyłam pisać o nich parta i ryczałam. Tak, wiem jestem niezrównoważona psychicznie. Śmierć Leosia mnie tak bardzo porusza ;-;
Krótki ten komentarz i pozbawiony sensu, przepraszam.
Pod następnym partem postaram się bardziej rozpisać :*
Buziaczki, skarbie ♥
Agata :)
Nie ma sprawy, ważne, że jesteś <3
UsuńSpoko, ja też dużo razy ryczę XD
Dziękuję <333
Madzia !
OdpowiedzUsuńStandardowo, zacznę od końca.
UsuńSzkoła ? Do mnie to dociera, dzisiaj powtarzałam wzory z Fizyki i trochę materiału z chemii. Ogólnie te ostatnie dni wakacji powtarzam troszkę ze szkoły, ale nie chcę do niej iść. Nienawidzę tych lekcji angielskiego ! Angielski jest okropny ! To najgorszy przedmiot ! Niemiecki, polski, matematyka, biologia tak, ale angielski ;__;
Ale jak mój tata zobaczył mnie z podręcznikiem, dzisiaj rano to stwierdził, że jeszcze mam gorączkę.
Dobra, dobra, part....muszę przyznać, że Naxi mnie przekonało. Nie zaczęłam ich czcić, ale spokojnie mogę powiedzieć, że podbiło moje serce.
Zakończenie, takiego właśnie się spodziewałam. Nie spartaczyłaś, przestań wątpić w swój talent. OLA MYM BOGIEM, no.
A właśnie, Tobie też rodzice każą wcześnie wstawać, żeby się przestawić na pobódki do szkoły ? Czy tylko moi są tak zacofani ?
Nie wiem czemu, ale brak mi weny na komentowanie twoich prac, nie wiem co mam napisać. Jak obrać myśli w słowa. Plącze się we własnych wypowiedziach.
No, masz talent, który zamyka mi usta. Piszesz genialnie, nic dodać nic ująć.
Na "Mój Biegu" płakałam praktycznie nieustannie.
Kochaaam i czekam na następny <3333
Szczerze? W życiu nie dotknęłabym podręcznika w wakacje XD No może oprócz tego momentu, kiedy je kupuję, wtedy nie mam wyboru :P
UsuńNie, ja w sobotę spałam do 14 kurde XD Mogę spać ile chcę, moja mama twierdzi, że mam prawo wypocząć przed wstawaniem o 6 :D
Bardzo dziękuję, kocham <3
Wrócę ♥
OdpowiedzUsuńPrawie zapomniałam, taka genialna ja XD
UsuńCieszę się, ze Natka się nie poddała i w końcu wstała na nogi. Dobrze zrobiłeś, Maxi! Trzeba było tak od razu :3
Naty miała szczęście, że miała dookoła mnóstwo wspierających ją ludzi, no i oczywiście Maxiego.
Lubię szczęśliwe zakończenia. Cudowna historia ^^
Buziaczki, Justyna ♥
Piękny. W końcu Naty może chodzić, Maxi jest na prawdę kochany. Czekam a kolejnego Parta,
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
UsuńKochana, to było przecudowne!
OdpowiedzUsuńWspaniała historia, na prawdę i zresztą jak każda :))
Przepraszam, że tak długo nie komentowałam, bardzo przepraszam :(
Nie wiem jak mogłam nie komentować tak wspaniałych One Partów ;(
Brak czasu, teraz są wakacje, a jak będzie szkoła to już w ogóle będzie...Ale może jakoś damy radę :))
Jeszcze raz powtarzam, świetnie wymyśliłaś tą historię :** Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło :D
Zapraszam do siebie na rozdział! :)
Pozdrawiam,
Ania :))
Bardzo dziękuję <3
UsuńPrzeczytałam tę miniaturkę stosunkowo niedawno. Niestety, nie było mi dane wypowiedzieć się momentalnie. Wpłynęło na to kilka czynników, które na szczęście mnie opuściły.
OdpowiedzUsuńKochanie, ty doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że połączenie, które tym razem zdecydowałaś się opisać, jest moim ulubionym. Zawładnęło moim sercem na samym początku, odkąd dowiedziałam się, że takowe istnieje. Jeśli jesteśmy już w temacie par, to szczerze ci współczuję. Ja również lubiłam Marcescą, aczkolwiek nie znak nikogo, kto miał by na ich punkcie większego bzika, niż ty. Oczywiście - pozytywnie.
Miniaturka była jedną z najlepszych, jakie można tu przeczyć, co naprawdę jest ciężko. Może to zabrzmi nieco niespotykania, ale sama robisz sobie konkurencję. Dziwne, nie? Eh, dobra, nikt pewnie nie rozumie moich banalnych wypowiedzi. Wiedz, że wszystko mi się podobało. A zakończenie - poruszające.
Weź, ja kocham Marcesce całym sercem, wariuję na ich punkcie <33
UsuńDziękuję ;)
Hej, Olu ♥
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy ten komentarz będzie zbyt długi, bo troszkę mi się śpieszy, ale na pewno będzie szczery i pisany prosto z serca :) A jakże! Dobra, co my tu mamy? Ostatnią część (buuu ;c) parta o Naxi... Chwyciła mnie za serce, nie mogę zaprzeczyć ♥ A czym? Oświadczynami? Operacją, która się udała i na którą liczyłam? A może tym, że oboje się nie poddali, walczyli do samego końca, i przyniosło to efekty? Pierwsze kroki Natalki? Cóż, myślę, że wszystko po trochu. Po prostu, zakochałam się w tej historii - za wszystko, co tu przedstawiłaś. Zwłaszcza relację między Natalką a Maxim, tę wielką, nieskończoną miłość. Moje Naxi *O* A także wsparcie i oddanie przyjaciół. Jeśli ktoś, to również Cami odegrała tu kluczową rolę. A co do końcówki: Świetna jest, taki typowy, ale kochany happy end, co Ty chcesz? ;D Filmu przez Ciebie podanego nie oglądałam, ale słyszałam o nim już wcześniej, więc kto wie... ;> Może znajdę trochę więcej czasu i oglądnę. Teraz... Żegnam się, następny part - Leonetta? Będzie ciekawie ;>, pozdrawiam, kocham i weny życzę, czekam - też!,
Edyta ♥
Obejrzyj film, jest genialny <3
UsuńDziękuję, kochaam <33
Takie piękne <3
OdpowiedzUsuńTy nawet jeśli byś chciała zepsuć ten part to i tak by był boski ;>
Naxi, Naxi, NAXI <33333333333333
Co do szkoły to jak już pisałam mojej kochanej Naty Ponte:
NIE, DLACZEGO, JA NIE CHCĘ DO SZKOŁY, NIE CHCĘ DO PIERWSZEJ GIM, TYLKO NIE TO!!!!!!!!!!!
Przesadzam? Nie ;D
Czyli następna Leonetta? <3
P.S. Jak traktujesz Diecescę w 3 sezonie Violetty?
Bardziej tak: :D, czy bardziej tak: :c
Ja osobiście lubię i Diecescę i Marceskę ;)
Pff co to za pytanie XD Nie cierpię Diecesci, dla mnie tylko Marcesca <3
UsuńDziękuję ;))
Więc jestem :D
OdpowiedzUsuńChoć nie ma się z czego cieszyć , ale to szczegół XD
Ach może zacznę od notatki na dole także niewidzimi się , żeby za tydzień wybrać się do szkoły ...
A zwłaszcza , że wróciłam z gór ...
Ach ja chcę tam wrócić i już nigdy nie pójść do szkoły ...
Marzenie każdego ucznia , które się nigdy nie spełni ... XD
A więc co mogę rzec ?
To Naxi ....
A ja je kocham tak jak każdą rzecz związaną z nimi <3!
Kocham ich i może trochę Diecesce , ale pewnie dlatego , że uwielbiam Diego
Od samego początku odkąd pojawił się w serialu ...
Pewnie dlatego , że nie ubóstwiam głównej bohaterki i kocham sceny zazdrości , a on często takie prowokował ... XD
Matko ta historia mnie ujęła <3
Cudeńko <3!
A właśnie jeśli ci się nudzi i chcesz coś poczytać polecam ,, Morze spokoju ''
Ta książka mnie urzekła <3!
I sprawiła , że pokochałam główną parę co jest dziwne , bo mym sercem rządzi Naxi ...
Ale jak widać cuda się jednak zdarzają XD
No cóż ...
Czekam na next <3 !
Książkę przeczytam jak ją zdobędę :D
UsuńDziękuję ;))
Aż mnie zatkało o_O
OdpowiedzUsuńNo dobra zaczynam :
Witaj Oluś <3
Te twoje One Party i One Shoty zawsze są genialne. Akurat ten wspaniale oddawał uczucia. Ważną rolę w życiu Naty odgrywali tu wszyscy ale najważniejszą Maxi. Pomagał jej ćwiczyć i wspierał ją w walce z tą cholerną niepełnosprawnością. Moim zdaniem ludzie jeżdżący na wózkach strasznie cierpią. Niewyobrażam sobie gdybym to ja miała jeździć na wózku. Mimo, że nie przepadam za Naxi to ten OP mnie urzekł.
Tyle mogę powiedzieć w streszczeniu o tej przecudownej pracy.
Teraz temat szkoły :
Czemu szkoła nie może trwać 1 dzień, a reszta to wakacje??
Codziennie kiedy przechodzę koło niej modlę się żeby wyleciała w powietrze i już nigdy do nas nie wróciła. Niestety stoi twardo w ziemi :c Ja nie chcę iść do tej 6 klasy :(( Test szóstoklasisty jest trudny??
Matma, przynuda, historia, technika i niemiecki to najgorsze przedmioty na świecie. Po co nam wiedzieć ile centymetrów ma metr itp. ??!! Po co nam jakieś skomplikowane działania??!! Po co nam geometria??!!
I inne rzeczy...
Tak samo historia. Po co wracamy do przeszłości ??!! Po co nam wiedzieć kiedy była 1 wojna światowa??!! Powinniśmy zapominać o wszystkich złych wspomnieniach, a nie się ich uczyć!!
Kto wogóle wymyślił E-dziennik ;c
Też go masz??
Najprawdopodobniej ten kto to wymyślił nigdy nie był dzieckiem :(
Szkoła to zło i każdy o tym wie. Powinni ją spalić na stosie.
To moje skromne zdanie.
Myślę, że kom wyszedł długi :)
PS. Wpadnij do mnie :
newstoryaboutlifexx.blogspot.com
threemeterunderearth.blogspot.com
bracelestandlivewillbeadream.blogspot.com
Proszę ( oczka kota ze Shreka)
Zależy mi na opini dobrej bloggerki :)
Całuski :*****
Marika <3
Jaki długi komentarz, dziękuję bardzo <3
UsuńTyle tych pochwał, więc może teraz dla odmiany trochę krytyki?
OdpowiedzUsuńŻartuje oczywiście, nie ma nic o co można byłoby się czepiać ♥
Coś cudownego, zresztą jak każdy part w Twoim wykonaniu ;)
Naty i Maxi ;* Przedstawiłaś nieskończone i piękne uczucie pomiędzy tą dwójką ;*
Podczas czytania podziwiałam wytrwałość Naty, myślałam, że nic nie zdoła złamać jej dążenia do normalnego funkcjonowania. Ale niestety nadeszła chwila zwątpienia, która zdarza się nawet tym najsilniejszym. Dobrze, że miała przy sobie osoby, które wspierały ją w trudnych chwilach. Zwłaszcza Maxiego, gotowego zrobić wszystko, aby jego ukochana mogła znowu normalnie żyć.
Udało się, po przebyciu tej trudnej drogi, Naty stanęła o własnych siłach.
Cudowna historia, wzruszająca i ze szczęśliwym zakończeniem ;* Czego chcieć więcej? <3
Wspomnianego przez Ciebie filmu niestety nie oglądałam, ale może kiedy znajdę wolną chwile to obejrzę ;)
Ja też nie chce do szkoły ;( Czemu to co dobre, tak szybko się kończy? Niesprawiedliwość życia. Już się "cieszę" na te pięć dni w tyg. spędzanych w szkole ;( A najbardziej to chyba z ponownych męczarni na lekcjach matematyki ;( Hahaha, będą mnie musieli zaciągnąć siłą ;)
Całuje,
Rachel ;*
Jeju... jakim sposobem ja nie zauważyłam tego komentarza? O_o
UsuńDziękuję <3
Jakie to było piękne ♥
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że stanie! Wiedziałam, wiedziałam ♥
Pięknie napisane i ten cytat ♥
Nwm co mogę jeszcze dodać...
Sama wiesz.
Piszesz cudownie :)
to jest chyba mój najkrótszy komentarz :/
Usuń