niedziela, 17 sierpnia 2014

ONE PART NAXI - Zawieź mnie do niego cz 2

 
Oparł głowę o zagłówek i zrezygnowany wbił wzrok w sufit.

- Operacja jest możliwa?

Marco pokiwał głową. - Tak. Natalia miała ogromne szczęście, jeśli można tak powiedzieć. Nie wszystkie nerwy są uszkodzone. Ona ma czucie w nogach, ale nie może nimi poruszać, nie ma nad nimi władzy. Jest 99% szans, że operacja pozwoli jej normalnie chodzić. Ale ona nie jest refundowana, a jej koszt niski nie jest. Oczywiście, my jakoś uzbieralibyśmy te pieniądze, pożyczylibyśmy, zrzucilibyśmy się, ale Naty nawet nie chce o tym słyszeć. Powiedziała, że nigdy by ich od nas nie wzięła. Ona woli męczyć się z tym do końca życia, niż narażać nas na takie wydatki. Zupełnie jej nie rozumiem. To dla niej duża szansa.

Siedząca obok niego Francesca oparła głowę o jego ramię i przymknęła oczy. - Na początku, po wypadku, mieszkała w Argentynie razem z rodzicami i Leną. Później kazała im wracać do Hiszpanii, nie chciała, żeby byli przy niej tak uwiązani. Przez prawie sześć lat nauczyła się już takich podstawowych czynności; potrafi sama przesiąść się z wózka na łóżko, ubrać się, wykąpać, sam wiesz. Jakoś sobie radzi, choć czasami trzeba jej pomóc. Ale ona nie narzeka. Można powiedzieć, że już się... przyzwyczaiła.

Nie mieściło mu się to w głowie. Czyli jednak szansa była, to po prostu Natalia nie chciała jej wykorzystać. Z jednej strony ją rozumiał - on też nie chciałby, żeby jego przyjaciele płacili za jakąś głupią operację. Ale tutaj nie chodziło o niego, ale o nią; a ona była najważniejsza.

- Ode mnie też by nie wzięła tych pieniędzy, nie? - spytał, choć w środku już znał odpowiedź.

Francesca rzuciła Marco jedno z tych swoich spojrzeń i przeniosła wzrok z powrotem na niego.

- Jeśli chcesz znać moje zdanie, to myślę, że nie - odparła. - Tutaj już nie chodzi o to, że cię nie było. Sam wiesz, że ona cię kocha, ty kochasz ją... Nie byłaby zdolna przyjąć takiej dużej kwoty, chyba rozumiesz.

- To i tak w pewnym sensie cud, że cię nie odrzuciła. Nie dlatego, że ją zostawiłeś, ale dlatego, że ona jeździ na wózku. Po wypadku miała nawet wątpliwości czy nie wrócić do Hiszpanii żeby nas nie obciążać, ale skutecznie wybiliśmy jej ten pomysł z głowy.

Ile dałby za to, aby do wszystko okazało się tylko złym snem. Aby ta cała sprawa z wypadkiem, z wózkiem i z innymi takimi nie była prawdziwa. Ale wiedział, że to niemożliwe.

Obiecał sobie tylko, że ją przekona, i że zrobi wszystko co w jego mocy, aby ona znów normalnie chodziła. Żeby nie musiała być zdana na łaskę innych, bo w końcu tak to w niektórych momentach wyglądało.



Zaklęła cicho pod nosem. Zestawiła czerwony koszyk z kolan na podłogę, spięła się w sobie i za wszelką cenę spróbowała dosięgnąć litrowego opakowania mleka stojącego na piątej półce. Ale przecież to nie było takie proste, patrząc na jej stan.

Rozejrzała się wokół. Jak na złość, była sama w tym dziale. Nie mogła prosić nikogo o pomoc. Westchnęła ciężko.

- Natalia? - Usłyszała czyjś głos.

Odwróciła się w stronę, skąd on dochodził. Zauważyła Maxiego idącego w jej kierunku. - Jezu... jesteś moim wybawieniem. Pomożesz mi? Nie mogę... O jeju, a co ty masz?

Dopiero teraz dostrzegła coś małego, czarnego na rękach swojego chłopaka przyjaciela. Bo przecież... jeszcze nie mogła go nazwać swoim chłopakiem. Było za wcześnie. - Jaki słodziak... co to jest?

Mężczyzna zaśmiał się.

- Pies. Nie widać?

Prychnęła z irytacją, ale uśmiechnęła się lekko. - Przecież widzę, że pies. Ale jaka rasa?

- Chihuahua - odparł. - Podoba ci się? Chcesz potrzymać?

Pokiwała entuzjastycznie głową i wyciągnęła ręce w jego kierunku. Podał jej małą, puchatą kulkę. Przytuliła ją do siebie. - Jezu, jakie to jest cudowne. Skąd ty to masz? Ukradłeś komuś? - Spojrzała na niego podejrzliwie.

Ponownie się zaśmiał. - Kupiłem cztery lata temu.

- To ma cztery lata? Przecież to jest... no...

- Małe? - przerwał jej. - To miniaturka, już bardziej nie urośnie - przerwał na moment. - Pomóc ci w czymś?

Westchnęła ciężko i podrapała się z zakłopotaniem po głowie. Szczerze nie lubiła takich sytuacji. Chciała radzić sobie sama, ale wiedziała, ze to nigdy nie będzie do końca możliwe.

- Nie mogę dosięgnąć do mleka - wyjaśniła. - Zawsze stał na najniższej półce, a nagle zachciało im się go przenieść. Możesz mi go podać?

Uśmiechnął się.

- Nie ma problemu. Tylko mleko? Nie potrzebujesz jeszcze czegoś? - Zaprzeczyła ruchem głowy. - Mam pomysł. Wezmę twoje zakupy, a ty weź tego małego idiotę i poczekaj z nim przed sklepem. Ah, i nie pytaj mnie, jak się wabi, bo on nie ma imienia. To po prostu pies.

Zaśmiała się uroczo, ale zgodziła się z nim. Położyła sobie psa na kolanach, po czym odblokowała wózek i ruszyła w przeciwnym kierunku, niż Maximiliano poszedł z jej zakupami.

Przed budynkiem sklepu kręciło się mnóstwo ludzi. Zabiegani dorośli nie zwracali uwagi na świat wokół nich, a nastolatkowie spacerowali spokojnie, niczym się nie przejmując. Widziała ukradkowe spojrzenia rzucane w jej stronę, ale nie przejmowała się nimi; już się niemal przyzwyczaiła. To nie było dla niej nowością - tylko na początku stresowała się, wstydziła, kiedy ktoś popatrzył na nią dłużej niż to było konieczne, ale teraz... mało ją to obchodziło. Pogodziła się z tym, że już nigdy nie będzie chodzić, mimo że jest taka możliwość. Wiedziała, że resztę życia spędzi na wózku, ale już nie było jej tak ciężko i można powiedzieć, że... nie pamiętała czasu, kiedy mogła normalnie chodzić. Już nie wiedziała co to ból nóg, od pięciu lat nie miała zakwasów po wyczerpującym tańcu. Tęskniła za tym. I to bardzo.

- Nad czym tak rozmyślasz? - Do rzeczywistości przywrócił ją głos Maxiego. - Możemy iść?

- Nie jesteś samochodem?

Pokręcił przecząco głową. - Nie, odprowadzę cię. Ale tego kurdupla możesz postawić na ziemi, bo zaraz ci uśnie na kolanach. Chyba cię polubił.

Uśmiechnęła się i pogłaskała pieska.

- Niech śpi, jest taki słodki. On zostanie moim mężem. - Podniosła pieska na wysokość swojej twarzy. - Słyszysz? Będziesz moim mężem.

Maxi zaśmiał się.

- Z tego co pamiętam, to już w szkole wychodziłaś za wszystkie psy, które spotkałaś na swojej drodze. Wiesz może, ile małżeństw już zawarłaś?

- Przestałam liczyć po dwudziestym, ale co ja poradzę, że my i pieski tak się kochamy? Widzisz, Maxi, ty nigdy nie będziesz miał takiego powodzenia u dziewczyn, jakie ja mam u chłopaków. Wszyscy mnie kochają.

- A masz świadomość, że połowa tych twoich związków, to były związki homoseksualne? No, chyba, że zaglądałaś im wszystkim pod ogony.

Wzruszyła ramionami. - Daj spokój, i tak się kochamy.

Spojrzał na nią uważnie.

- Natalia, czy ty się na pewno dobrze czujesz?

- Czuję się genialnie - odparła. - Ale proszę cię, jeśli możesz, odwieź mnie do domu. Nie wzięłam tabletek, kręgosłup zaczyna mnie boleć.

- To normalne?

Pokiwała twierdząco głową.

- Po tym uszkodzeniu, które mam - oczywiście, że tak. Przecież reszta na pewno już ci wypaplała co i jak. Prawda?

- Nie do końca - przyznał. - Powiedzieli mi, że pewnie wolisz mi wszystko wyjaśnić sama.

- Jezu, nie poznaję ich.

Była pewna, że w najdrobiejszych szczegółach wyjaśnili mu wszystko co z nią związane. Kiedy wypadek, gdzie, o której, ile spędziła w szpitalu, i tak dalej. Cóż, pomyliła się, ale wcale nie czuła się z tym źle.

Cieszyła się, że będzie mogła sama mu o wszystkim powiedzieć, że dowie się tego od niej. Wiedziała, że już najwyższy czas, należą mu się wyjaśnienia.



- Otwarte!

Drzwi wejściowe otworzyły się, a ona od razu usłyszała jego głos witający ją już od progu. Siedziała na sofie i oglądała telewizror, w ręku ściskając kule, która była „tak na wszelki wypadek” gdyby nagle zachciało jej się wstać.

Kolejny raz przez jej ciało przeszły dreszcze. Była dzisiaj dziwnie zdenerwowana, choć sama nie wiedziała dlaczego, ale to nic takiego, każdy czasami ma gorszy dzień.

- Cześć, mała. - Wszedł do salonu.

- Nie jestem mała, Maxi...

- Oczywiście. Jak się czujesz, wszystko w porządku?

Usiadł na kanapie obok niej i położył rękę na jej kolanie. Zacisnął ją lekko, co ona oczywiście poczuła, jednak nie tak mocno, jak poczułby to zdrowy człowiek.

- W porządku - odparła. - A czemu pytasz?

- Dzwoniłem do ciebie kilka razy, ale włączała się poczta - wyjaśnił. - Nie chciałaś ze mną rozmawiać?

Przeniosła wzrok na ławę i z trudem sięgnęła po telefon na niej leżący. Pięć nieodebranych połączeń.

- Skąd, po prostu nie słyszałam. - Uśmiechnęła się do niego przepraszająco. - Co chciałeś?

Założył jej kosyk włosów za ucho. - Dowiedzieć się, co u ciebie. Wyszło na to, że przyjechałem tutaj. - Przyjrzał się uważnie. - Coś nie tak? - spytał. - Jesteś strasznie spięta.

Pokręciła przecząco głową.

- Wszystko dobrze. Po prostu jakoś dziwnie się dzisiaj czuję. - Wzruszyła ramionami. - Nie przejmuj się.

Prychnął. - Nie przejmuj się - powtórzył za nią. - Czy ty siebie słyszysz?

Podniósł się na nogi i stanął za nią. Odgarnął jej włosy z karku i położył na nim swoje dłonie. Krzyknęła cicho z bólu, kiedy po chwili mocno je zacisnął.

- Rozluźnij się - poradził jej.

Wzdrygnęła się. Poczuła jego rękę na swoim policzku. - Spokojnie, Natalia. Rób co mówię, poczujesz się lepiej.

Nacisnął na jej zdtrętwiałe mięśnie, a ona zacisnęła zęby.

- Wiesz, jak robi się takie masaże? - spytała z wątpliwością.

- Oczywiście - odparł. Zamilkł na chwilę. - Ojciec mnie nauczył.

Nie odpowiedziała. Wiedziała, że Maxi nie lubił wspominać, nie lubił rozmawiać o swoim ojcu. Nie po tym, co z jego winy przeżył. Przecież okłamał go, sprawił, że prawie stracił to, co było dla niego najważniejsze. Teraz czuł do niego jedynie wstręt i niewnawiść, i nie zwracał uwagi nawet na to, że już nie żyje, a o zmarłych powinno się mówić z szacunkiem. Zresztą... przestał szanować go już wtedy, kiedy dowiedział się prawdy.

- Dlaczego jesteś taka spięta? - spytał po chwili.

- Jak zawsze, co miesiąc, od jakichś piętnastu lat. Chyba wiesz o co chodzi - zaśmiała się, on również.

Ona już praktycznie zapomniała o tym, co zrobił. Juz nie myślała, że zostawił ją i wyjechał bez słowa. Znała tego powód; wybaczyła mu. Nawet... nawet znowu zostali parą. Poprosił ją o kolejną szansę któregoś wieczoru, kiedy znowu wspominali dawne lata; kiedy jeszcze normalnie chodziła.

Od tamtej pory byli zupełnie nierozłączni. Spędzali ze sobą całe dnie, często u siebie nocowali, ale jeszcze nie zdecydowali się na zamieszkanie razem.

- Boże, jak ty to genialnie robisz - jęknęła po chwili.

- Mogę robić ci takie masaże codziennie, jak chcesz - zaproponował. - Lubię takie coś.

- A ze stopami tak umiesz?

Zaśmiał się. Usiadł ponownie na sofie obok niej, ściągnął jej kapcie z nóg. Masował jej sztywne stopy zastanawiając się, jak ona musi się czuć nie mogąc nimi poruszyć.

- Maxi? - odezwała się. - Możesz trochę mocniej? Praktycznie nic nie czuję.

- Ograniczone czucie? - Potwierdziła skinieniem głowy. - Mam do ciebie pytanie.

Spojrzała na niego podejrzliwie. - Jakie?

Odchrząknął. Nie wiedział czy dobrze robi, chcąc ją o to spytać, ale w końcu żyje się raz, prawda?

- Opowieszmi trochę o... o tym wszystkim?

Przygryzła wargę.

- Należy ci się - przyznała.

Czekał przez moment.

- Ehm... Więc... to było mniej więcej tak...



Kolejne dni mijały tak szybko, a oni nie potrafili rozstać się nawetn na moment. Miesiąc później zamieszkali już razem. On co chwila obdarowywał ją pocałunkami, nie spuszczał jej z oka. Pomagał jej w najprostszych rzeczach, nawet w tych, z którymi świetnie dałaby sobie radę. Potrafiła przecież z pomocą kul przejść z wózka na łóżko, i on wcale nie musiał wtedy sterczeć nad nią gotów ją podtrzymać, gdyby staciła równowagę. Nie musiał chodzić za nią krok w krok i pomagać jej przejechać przez kilka milimetrów wyższy próg w łazience. Cóż, nie musiał, ale chciał.

- Wiesz, że mimo iż jestem kaleką, jakoś sobie radzę i nie musisz mnie traktować jak dziecko? - pytała często.

- Nie jesteś kaleką i nie traktuję cię jak dziecko - odpowiadał wtedy. - Traktuję cię jak osobę, którą kocham nad życie.

Ich miłość rosła z każdą minutą, nigdy nie była tak wielka. Byli już w końcu dojrzałymi ludźmi i wiedzieli czego chcą.

- Jesteś pewny, że chcesz spędzić ze mną resztę życia? - spytała kiedyś. - Przecież ja nigdy nie stanę na nogi.

- Jestem tego pewny jak niczego innego. I nie gadaj głupot, jeszcze będziesz normalnie chodzić. Obiecuję ci to.

Obiecywał, i obietnicy chciał dotrzymać, przyrzekl sobie, że to zrobi. Pieniędzy nie mógł jej co prawda wepchnąć siłą, ale już wszystko miał obmyślone, wiedział co zrobić, aby ona już nie miała wyboru.

Spędzali razem kolejny wieczór. Siedziała oparta o jego ramię, on głaskał ją po czarnej czuprynie. W telewizji leciał jakiś film, coś w stylu Gwiezdnych Wojen. Natalia oczywiście nie była nim jakoś zafascynowana, czego nie można powiedzieć o Maxim. Gapił się jak idiota w to pudło i nie zwracał uwagi na jej jęki, żeby w końcu się do niej odezwał.

- Maxi...

- Czekaj, czekaj. Najciekawszy moment.

- Maxi...

- Zaraz go zabije, chwila.

- Maxi...

- Nie wie jak uciec. Cholera.

- Maxi...

- Moment, wyciąga ten swój świecący miecz.

- Maxi...

- Ha! Ktoś zabił ją od tyłu, widziałaś? Wiedziałem, ja po prostu wiedziałem, że ten facet przeżyje.

Westchnęła. Puściła jego dłoń i sięgnęła po kulę opartą o stół przed nią.

- Gdzie idziesz?

Nie zaszczyciła go spojrzeniem.

- Jak najdalej od ciebie.

Chwycił ją za ramię i przyciągnął do siebie. - Nie obrażaj się, film mnie wciągnął.

Westchnęła kolejny raz. Film go wciągnął. Chyba za bardzo, bo nie zwracał na nią uwagi.

- Jesteś głupi. - Odwróciła się w jego stronę. - Jesteś głupi, nienormalny i tępy. Wcale mnie nie słuchasz, czuję się, jakbym gadała do ściany. Wiesz jak ten film się skończy? Ta laska zginie, bo będzie chciała uratować tego swojego przyjaciela, ale jego tez zabiją. I miecze im rozwalą, na dodatek. Oglądałam go po wypadku, w szpitalu. Widzisz? Zaspojlerowałam ci cały, więc nie masz po co go oglądać.

Przez chwilę patrzył na nią spod przymrużonych powiek, po chwili jednak uśmiechnął się tajemniczo.

Pisnęła, kiedy chwycił ją za nadgarstki i położył na sofie, przyciskając ją do niej.

- Zepsułaś mi całą przyjemność oglądania - zamruczał jej do ucha.

Nabrała powietrza w płuca.

- O to chodziło - odparła cicho.

Pocałował ją w usta, aż zabrakło im oboje tchu. - Mała intrygantka.

Złożył pocałunek na jej szyi, jęknęła lekko. Zawsze reagowała tak na jego bliskość. Onieśmielał ją.

- Sam jesteś mały.

- Większy od ciebie.

Położyła dłonie na jego karku. Znów pocałował ją w szyję. Później znów. I kolejny raz. Pokazywał jak bardzo ją kocha. Wiedziała to.

- Maxi - szepnęła.

Podparł się rękami po obu jej stronach. - Tak?

Spojrzała w jego oczy.

- Wiesz, że nie mogę tego zrobić, prawda?

Była przecież sparaliżowana od pasa w dół, jak mogła się z kimś kochać? Nie mogła, w tym tkwił problem.

Skinął głową.

- Wiem - potwierdził. - Ale to nie jest mi potrzebne. - Pocałował ją w policzek. - Wystarczy, że będziesz. Już zawsze, i tylko dla mnie. Obiecasz mi to?

Przymknęła oczy, kiedy ponownie złożył pocałunek na jej szyi.

- Obiecuję.



Oczy zamykały jej się, była zmęczona. Była dopiero ósma wieczorem, a ona już nie dawała rady. Do tego dochodził ten przeraźliwy ból w dole kręgosłupa... Ale przecież nie powie mu tego, nie chce, żeby się martwił.

- Chcesz spać? - Do jej uszu dotarł jego głos.

Pokiwała powoli głową. - Zaniesiesz mnie?

- No pewnie. - Pocałował ją w czubek głowy.

Wstał, po czym wziął ją na ręce i zaniósł do ich pokoju. Położył ją na dwuosobowym łóżku; nie pytał, dlaczego tak wcześnie zasypia.

- Kolorowych snów. - Tym razem pocałował ją w czoło, przykrył kołdrą i wyszedł z pokoju, zostawiając uchylone drzwi tak, że światło z przedpokoju wpadało do sypialni; nie lubiła ciemności.

Zasnęła.

Obudził ją jej własny krzyk. Krzyczała z bólu i ze strachu.

Znów. Znów miała ten sen, ten koszmar, który tak często jej się śnił. Widziała wielką ciężarówkę jadącą prosto na nią. Przypomniała sobie, jak gwałtownie skręca w prawo - jednak za późno. Szalony tir wpada prosto na nią, a ona odpływa...

Rozdzierający ból w kręgosłupie przywrócił ją do rzeczywistości. Otworzyła gwałtownie oczy, a nad sobą zobaczyła przerażoną twarz swojego chłopaka.

Dopiero teraz zorientowała się, że leży na podłodze, obok swojego łóżka.

- Natalia - szepnął. - Boże, słońce moje...

Podniósł ją, na co zareagowała głośnym jękiem, po czym położył ją na łóżku.

- Nie strasz mnie tak więcej. - Nachylił się nad nią. - Słyszysz?

Zacisneła zęby; myślała, że zaraz nie wytrzyma. Ból był w końcu nie do zniesienia...

- Maxi... - wysyczała. - Boli mnie...

Odgarnął jej włosy z twarzy. - Co cię boli, skarbie?

Nie wie, jakim sposobem zdołała mu odpowiedzieć. Pamięta jedynie tyle, że odwrócił ją na brzuch, i swoją ręką zaczął mocno masować dół jej kręgosłupa. Ból powoli odchodził, zaczęła się odprężać. On cały czas do niej mówił, szeptał, że wszystko będzie w porządku. W końcu, maksymalnie zmęczona, choć sama nie wiedziała czym, zasnęła.



- Nie chcę - jęknęła, kiedy podał jej kule i wyszedł z pokoju, aby za chwilę wrócić do niego z jej papierami. - Niepotrzebnie robisz z igły widły, Maxi. Nic mi nie jest.

Prychnął. Chwycił ją za ramię i pomógł przesiąść jej się z łóżka na wózek. - Domyślam się, że nie chcesz, ale musisz, bardzo mi przykro.

Westchnęła.

- Ale naprawdę wszystko jest w porządku, to tylko jednorazowe...

- Już nie dyskutuj - przerwał jej. - Wizyta jest umówiona, i pójdziemy tam, bez względu na to, co masz do powiedzenia.

Założyła ręce na piersi i wbiła wzrok w swoje stopy.

Nienawidziła chodzić do lekarza. Wtedy wszystkie wspomnienia wracały. Wypadek, szpital, nieudana operacja... Starała się od nich uciec, ale nie zawsze potrafiła. To było dosłownie błędne koło.

Podszedł do niej i kucnął przed nią. - Co się dzieje?

Spojrzała na niego uważnie.

- Nie lubię lekarzy - wyznała.

Westchnął i odgarnął jej włosy z twarzy. - Wiem, Francesca mi mówiła. Natalia, zrozum, że oni robili wszystko, żeby ta operacja się udała.

- Nieprawda - zaprzeczyła. - Na sali obok mnie leżała dziewczyna, też po jakimś wypadku. Miała być sparaliżowana, ale zrobili tak, że chodzi. I co? Jednak się da.

- W twoim przypadku się widocznie nie dało - rzekł twardo, już lekko zdenerwowany. - Naty, czuję się, jakbym tłumaczył coś dziecku. Ile ty masz lat? Muszę ci wykładać to, o czym sama doskonale powinnaś wiedzieć?

Zaśmiała się gorzko.

- Ty nic nie musisz - odparła. - Ty chcesz.

- A skąd wiesz, że chcę?

Spojrzała na niego spod byka. - Nie chcesz? To proszę bardzo - Podniosła rękę - idź. Tam są drzwi.

- Dobrze wiesz, że nie to mam na myśli.

- Już nie udawaj, wiem, że nie uśmiecha ci się do końca życia opiekować kaleką. Zastanów się dobrze co robisz, bo później możesz już nie mieć odwrotu.

Usiadł na podłodze i położył rękę na jej kolanie. Patrzyła na niego wyczekująco; chciała odpowiedzi. Cóż, może zmienił zdanie?

- Gdybym nie chciał się tobą opiekować, to bym nie wrócił i nie zamieszkał z tobą. Nie jechałbym teraz z tobą do lekarza. Nie robiłbym nic dla ciebie, rozumiesz to?

Odwróciła głowę w drugą stronę. Westchnął; kolejny raz. Chwycił jej podbródek i odwrócił ją w swoją stronę. Złożył na jej ustach pocałunek, co natychmiast - mimo wszystko - odwzajemniła. Oderwali się od siebie.

- Zawsze wiesz co zrobić, żebym nie była na ciebie zła - mruknęła z zażenowaniem czując, jak jej policzki czerwienieją.

Uśmiechnął się z wyższością.

- Po prostu wiem jak cię podejść. - Przerwał na moment. - Jesteś już gotowa? - Pokiwała głową. - Zbieraj się, jedziemy.

Wyszedł z pokoju. Westchnęła lekko i odblokowała wózek. Już miała odjechać, kiedy znów poczuła przeszywający ból w kręgosłupie. Spraraliżował ją na jakiś moment, zacisnęła zęby, żeby nie krzyknąć. Nie wiedziała, dlaczego tak cierpi - przecież jeszcze nigdy nie czuła czegoś takiego.

Przez chwilę zastanawiała się, czy to może nie jakiś znak. Zganiła się jednak w myślach. Jaki znowu znak? Była chyba nienormalna, jeśli myślała, że to może coś znaczyć.



- Nie, nie, nie. - Wyszarpnęła się z jego uścisku. - Nie chcę, nie chcę, rozumiesz? Dam radę bez tego, ale ja naprawdę nie chcę.

Objął ją ramieniem i przygarnął do siebie.

- Natalia, nie bój się - powiedział. - To nie będzie cię bolało, przysięgam, będę ostrożny.

- Nie chcę, nie chcę!

Czuła łzy spływające po jej policzkach. Bała się, panicznie bała się igieł. Dostawała histerii na ich widok, a tym bardziej kiedy wiedziała, że ktoś ma jej zrobić zastrzyk.

- Słoneczko, to ci pomoże - szepnął do jej ucha. - Jestem przy tobie, słyszysz?

Łkała głośno, szarpała się, nie chciała. Niestety, Maxi miał o wiele więcej siły od niej, dlatego nie miała szans się wyrwać i odejść. Tym bardziej, że siedziała na łóżku.

W tym momencie znów przeszył ją ból. Tym razem tak silny, że wydała się siebie głośny krzyk. Poczuła, jak jej chłopak przyciska ją mocniej do siebie i odkrywa jej plecy. Nie zdążyła zareagować, kiedy wbił igłę w dolną część jej pleców.

Zacisnęła palce na jego ramieniu.

- Widzisz, skarbie? - Pogłaskał ją po głowie. - Już po wszystkim. Spokojnie.

Swoimi łzami zmoczyła mu już cały rękaw koszulki, przytulała się do niego jednak coraz mocniej.

W końcu przy nim czuła się bezpieczna.
 
Po dwóch tygodniach od ostatniej publikacji, a jeszcze dłuższym czasie od pierwszej części, pojawia się druga część parta o Naxi ;)) Marna, marna, ja wiem, ale... ale jest, to chyba ważne :D

Kolejna część pojawi się, jak tylko ją napiszę. Postaram się wyrobić w tydzień, ale nic nie obiecuję ;)

Ah, i proszę o komentarze na moim drugi blogu, parę tam brakuje, żeby pojawił się kolejny rozdział, widzicie, ja to jestem zła XD

I jeszcze jedno ;) Pamiętacie mój cover z Dorotą? Teraz nagrałam sama, inny :) Brał on udział w Talentach VPL, niestety nie przeszedł, nie udało się :D Ale zapraszam na niego na YT, i proszę o komentarze :)) Wiem, że podkład za głośno, ale już tego nie zmienię, hyhy XD KILK

To już tyle, dziękuję za wszystko, kocham was <33333



(A, no i może pewne rzeczy w parcie się nie zgadzają, co do tego paraliżu, ale ja sobie tak wymyśliłam, a ja jestem normalnie genialna, także... ;))

33 komentarze:

  1. Cudo.. Cudo...
    Kocham Naxi.
    Cudna Naty
    Kochany Maxi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Więc od czego by tu zacząć ?
    Może od tego , że Naxi to moja ukochana para *_*
    Do tej pory myślę o tym pięknym zdaniu jakie Maxi powiedział Naty w 14 odcinku..
    Ach...
    To było z jego strony przesłodkie...
    No cóż ..
    Czas wypowiedzieć się na temat OP ^^
    No nie wiem co napisać urzekło mnie ...
    Kocham Naty , a ten parcik w każdym calu był idealny *_*
    I jeszcze o Naxi ... <3!
    Zdajesz sobie sprawę , że masz ogromny talent ?
    Ja wiem , że go nie zmarnujesz ^^
    Pisz o Naxi pisz ja chcę więcej !
    Dzięki tobie moja miłość do Naxi rośnie ...
    Jeśli wo gule może urosnąć
    Co chyba jest nie możliwe XD
    Part boski idealny wspaniały no kurde synonimów mi zabrakło , żeby określić jakie co cudowne *_*
    Nie wiem co by tu jeszcze .....
    No nic
    Czekam z utęsknieniem na next <3!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny !
    Natalia ma szansę na to, że będzie normalnie chodziła, ale nie chce przyjąć pieniędzy od nikogo, a sama nie ma :( Wybaczyła Maxiemu i są razem i nawet razem zamieszkali :D Maxi taki opiekuńczy i w ogóle ;) Bardzo ją kocha :) Mam nadzieję, że w nastęnej części wszystko się potoczy dobrze ;3 Dziś taki krótki kom, ale tak jakoś nie mam weny ;( Przypomniało mi się nasze nocowanie bez spania xD Tylko my tak potrafimy :D Za dwa tygodnie szkoła rozumiesz to ?! Ja nie chcę :( Już czekam na następny rozdział ;***
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam, chodź spać, bo się jasno robi, to ty nie XD
      Szkoła -.-
      Dziękuje, kocham <333

      Usuń
  4. Zajmuję miejsce, wrócę wieczorem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale :P
      Śliczny part, jeny, tak mi strasznie szkoda Naty. Musi tyle wycierpieć :(
      Czekam na kolejną część <3
      Ślicznie śpiewasz *-* Już słyszałam wcześniej, ale nie było okazji do napisania. Ja też się nie dostałam, ale trudno :P
      Czas mnie goni, bo zaraz goście przyjdą.
      Buziaki, Justyna <3

      Usuń
  5. Mimo, że miniaturka pojawiła się po dosyć długim oczekiwaniu, nie jestem zdenerwowana. Jak bym mogła? Sama nie dodaję niczego systematycznie, więc takie zachowanie byłoby zwyczajnie nie na miejscu. Ale to w tej chwili jest najmniej istotne. Tak. A co jest najważniejsze? Zawartość dzisiejszej publikacji. Chciałabym napisać coś, co choć w połowie oddawałoby moje uczucia, ale nie jestem w stanie. Tych emocji jest zbyt wiele. Zamiast tego napiszę jedynie, że historia mnie urzekła. Mam nadzieję, że Natalia da sobie pomóc. A może jest na to zbyt dumna? Eh, Naty!
    Jesteś niezastąpiona, Oleczko.

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest najlepszy part jaki w życiu czytałam. Serio. Przebija wszystko, oprócz tego o Marcesce, jak porwali Fran. No po prostu bomba. A Natka jest głupia, bo jej przyjaciele chcą jej pomóc a ona mówi NIE. Ale togo można się było po niej spodziewać ;)
    Z utęsknieniem czekam na ciąg dalszy. Wciągnęło mnie ^^
    A cover boski, ty to masz fantastyczny głos !
    kocham <3333
    Cathy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję bardzo, choć to nieprawda XD
      Kocham <3

      Usuń
  7. Ty genialnie piszesz, genialnie śpiewasz i na pewno robisz genialnie jeszcze wiele rzeczy :D
    Więcej coverów <3
    A co do parta...
    Cudo <3333
    Maxi taki kochany :*
    Naty taka uparta, ale i tak świetna
    Czekam na następną część ;D
    Ola = geniusz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, no ja jestem cała genialna (żart) XD
      Dziękuję <333

      Usuń
  8. Od poprzedniej publikacji, minęło troszkę czasu, ale pal licho. Ważne, że jest ! Ino myk, i do przodu xD
    Dobra, dobra, bo już w pierwszym komentarzu urzeknę Cię swoją głupotą .....
    Zacznę od twojego głosu. *-*
    Słuchałam tego cztery razy i za każdym kolejnym odsłuchaniem doszukiwałam się to bardziej istotnych, pięknych szczegółów twojego głosu. Ja śpiewam tylko w kuchni do wałka, albo pod prysznicem do słuchawki. Ale to prawie to samo hihihihi ta jasne.
    Tyle, że ty w odróżnieniu ode mnie potrafisz śpiewać, ja jak zacznę wyć to nie ma zlituj, głuchota gwarantowana.
    A teraz, parcik hyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhy
    NAXI <33333333
    Nie no, nie przepadam za nimi, ale opowiadania nie czyta się ze względu na wątki. Mam nadzieję, że mnie przekonasz do tego paringu, bo ja tak jakoś ich nie kocham, ale Madzia jest kochliwa, więc zadanie będzie łatwe.
    Mimo iż, Natalia jest cholernie uparta to jednak, Maxi potrafi przekonać jej do niektórych, drobnych postępków. Aczkolwiek obawiam się, że decyzja tycząca się operacji Naty, będzie zdecydowania trudniejsza dla Natalii, choć Maxi'emu też nie będzie łatwo przeciągnąć ją na swoją stronę i skłonić do przyjęcia potrzebnej kwoty, oraz zgody na operację.
    Olu, masz ogromny talent. To nie podlega dyskusji. Wiesz co i jak pisać, żeby czytelnik czuł się syty, ale nie pełny. Dzięki temu, najdłuższe choćby oczekiwanie na kolejną publikację opłaca się, a ludzie chętnie do Ciebie wracają.Czekam na kolejną część i na Parta o Leonttcie <33333333333
    Kocham Cię, mocnooooooooooo :***********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubisz Naxi? Zgiń marnie! XD
      Bardzo dziękuję <3

      Usuń
    2. Nie, nie lubię. Ja ich nie kocham :)

      Usuń
  9. Co tam że poprzedni part był dodany.... Nepamiętam kiedy xd
    Ważne że ten się w końcu pojawił :3
    jest po prostu genialny <3
    Proszę... Bardzo, ale to bardzo cię proszę...
    Oddaj mi trochę talentu :C
    Czekam na kolejnego genialnego parta ;)
    Życzę weny ;*
    Buziaki - Nat <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, Olu ♥
    jeju, kolejna część Naxi, nawet nie wiesz jak bardzo na to czekałam ♥ Ten pomysł ujął mnie już na wstępie, od początku do końca, a zmianę perspektywy na trzecioosobową biorę za plus, jakoś lepiej mi się czyta, nie pytaj czemu, bo nie wiem... Tak jakoś XD I to jest takie cudowne, wiesz? *O* Szkoda tylko, że Natalia nie chce zgodzić się na operację, ale z jednej strony... rozumiem ją. Chyba nikt nie chce być obiektem litości, łaski, w końcu dziwnym trafem, jakby w krwiobiegu, zapisane mamy, że chcemy być samodzielni. Jednak nie zawsze należy także odmawiać pomocy, nie ze wszystkim człowiek jest sobie w stanie poradzić sam... Bardzo mnie cieszy, że Maxi jest obok, przy niej ♥ Że odbudowali tę dawną wieź, zaufanie, że znowu są razem. Kocham ich, i będę kochać, nie ma w tym nic dziwnego, inaczej się nie da, prawda? Dwa promyczki ♥ Zastanawiają mnie te bóle kręgosłupa Natalii, czyżby to rzeczywiście był jakiś "znak"? Ale czego? Poprawy? Kto wie. Może choć raz, okazałby się czymś dobrym...
    No tak, to chyba wszystko, troszkę krótko, wybacz, ale śpieszę się :) W każdym razie, czekam na ciąg dalszy, weny życzę i kocham - bardzo, bardzo,
    Edyta ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie krótko, Edytka <333
      Bardzo dziękuję, ja kocham bardziej <333

      Usuń
  11. Twój blog został nominowany do Liebster Awards! Szczegóły na moim blogu - przeciwlegle-bieguny.blogspot.com w zakładce " Liebster Blog Award! " :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu!
    http://dorosle-zycie-violetty.blogspot.com/
    Gratulacje ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej !
    Bardzo fajny part ;). Podoba mi się tematyka, świetnie się czytało.
    A teraz ogólnie. Dzięki tobie nauczyłam się nie oceniać partów po parze. Z połączeń których historie nam ukazujesz tak naprawdę lubię jedynie Naxi. Inne pary są mi obojętne. Ale to treść, to o czym pisałaś sprawiło, że twoje historie bardzo polubiłam. Nadrobiłam wszystkie twoje party i teraz już jestem przekonana, że masz talent ;D. Wszystkie są ładne. Jednak najbardziej spodobał mi się ten o Marcesce : Już nikt nigdy Cię nie uderzy. A ja jestem całym sercem za Dieceską albo Diemiłą. Marceski nie znoszę, a mimo to ten part ma swoje miejsce w moim sercu <3 . Śliczny. Piszę tu o tym, bo szczerze wątpię byś tam jeszcze zaglądała.
    Gratuluję tak fajnego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A zapomniałabym. Tak samo jak ten wspomniany part o Marcesce tutaj, a może nawet bardziej uwielbiam twój oneshot na JSM " A on zawsze dotrzymuje obietnic " Kocham te klimaty. Jesteś jedną z nielicznych osób u których Marcesca ma to " coś" zazwyczaj jest bez wyrazu, dlatego Cię podziwiam. Pisz nam dalej tak wspaniale <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcesca ma u mnie 'to coś' jak to określiłaś może dlatego, że Marcescę kocham całym sercem XD
      Jeszcze raz dziękuję <3

      Usuń
  15. Przed przeczytaniem tego komentarza, skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż beznadziejność tego komentarza, może zagrażać Twojemu życiu lub zdrowiu ;)
    Kurcze nie mam już weny na komentarz ;(
    Napiszę tylko, że genialnie napisane ;*
    A Twój blog jest arcypiękny, boski, ciekawy, cudny, cudowny, zniewalający, doskonały, znakomity, fenomenalny, wspaniały, świetny, przepiękny, magiczny itp. <3

    Rachel ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. Z każdym kolejnym rozdziałem zaskakujesz mnie coraz bardziej.
    I to oczywiście pozytywnie :D
    Nie wiem, który z OP jest moim ulubionym.
    Przy większości z nich wylałam tyle łez..
    W sumie nie wiem dlaczego.
    A tu...
    Skąd ty wzięłaś to o psach? xD
    "Uśmiechnęła się i pogłaskała pieska.
    - Niech śpi, jest taki słodki. On zostanie moim mężem. - Podniosła pieska na wysokość swojej twarzy. - Słyszysz? Będziesz moim mężem.
    Maxi zaśmiał się.
    - Z tego co pamiętam, to już w szkole wychodziłaś za wszystkie psy, które spotkałaś na swojej drodze. Wiesz może, ile małżeństw już zawarłaś?
    - Przestałam liczyć po dwudziestym, ale co ja poradzę, że my i pieski tak się kochamy? Widzisz, Maxi, ty nigdy nie będziesz miał takiego powodzenia u dziewczyn, jakie ja mam u chłopaków. Wszyscy mnie kochają.
    - A masz świadomość, że połowa tych twoich związków, to były związki homoseksualne? No, chyba, że zaglądałaś im wszystkim pod ogony.
    Wzruszyła ramionami.
    - Daj spokój, i tak się kochamy.
    Spojrzał na nią uważnie.
    - Natalia, czy ty się na pewno dobrze czujesz?"
    Uwielbiam to ♥ biedny Olek z którym teraz piszę xD Musi znieść to że co chwilkę zarzucam go cytatami z tego opowiadania :D
    Albo to:
    Spędzali razem kolejny wieczór. Siedziała oparta o jego ramię, on głaskał ją po czarnej czuprynie. W telewizji leciał jakiś film, coś w stylu Gwiezdnych Wojen. Natalia oczywiście nie była nim jakoś zafascynowana, czego nie można powiedzieć o Maxim. Gapił się jak idiota w to pudło i nie zwracał uwagi na jej jęki, żeby w końcu się do niej odezwał.
    - Maxi...
    - Czekaj, czekaj. Najciekawszy moment.
    - Maxi...
    - Zaraz go zabije, chwila.
    - Maxi...
    - Nie wie jak uciec. Cholera.
    - Maxi...
    - Moment, wyciąga ten swój świecący miecz.
    - Maxi...
    - Ha! Ktoś zabił ją od tyłu, widziałaś? Wiedziałem, ja po prostu wiedziałem, że ten facet przeżyje.
    Westchnęła."
    Hahaha xD
    Genialna jesteś :D
    I ty dobrze o tym wiesz :D
    Lecę dalej ♥

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)