Oparł głowę o
zagłówek i zrezygnowany wbił wzrok w sufit.
- Operacja jest
możliwa?
Marco pokiwał
głową. - Tak. Natalia miała ogromne szczęście, jeśli można tak
powiedzieć. Nie wszystkie nerwy są uszkodzone. Ona ma czucie w
nogach, ale nie może nimi poruszać, nie ma nad nimi władzy. Jest
99% szans, że operacja pozwoli jej normalnie chodzić. Ale ona nie
jest refundowana, a jej koszt niski nie jest. Oczywiście, my jakoś
uzbieralibyśmy te pieniądze, pożyczylibyśmy, zrzucilibyśmy się,
ale Naty nawet nie chce o tym słyszeć. Powiedziała, że nigdy by
ich od nas nie wzięła. Ona woli męczyć się z tym do końca
życia, niż narażać nas na takie wydatki. Zupełnie jej nie
rozumiem. To dla niej duża szansa.
Siedząca obok niego
Francesca oparła głowę o jego ramię i przymknęła oczy. - Na
początku, po wypadku, mieszkała w Argentynie razem z rodzicami i
Leną. Później kazała im wracać do Hiszpanii, nie chciała, żeby
byli przy niej tak uwiązani. Przez prawie sześć lat nauczyła się
już takich podstawowych czynności; potrafi sama przesiąść się z
wózka na łóżko, ubrać się, wykąpać, sam wiesz. Jakoś sobie
radzi, choć czasami trzeba jej pomóc. Ale ona nie narzeka. Można
powiedzieć, że już się... przyzwyczaiła.
Nie mieściło mu
się to w głowie. Czyli jednak szansa była, to po prostu Natalia
nie chciała jej wykorzystać. Z jednej strony ją rozumiał - on też
nie chciałby, żeby jego przyjaciele płacili za jakąś głupią
operację. Ale tutaj nie chodziło o niego, ale o nią; a ona była
najważniejsza.
- Ode mnie też by
nie wzięła tych pieniędzy, nie? - spytał, choć w środku już
znał odpowiedź.
Francesca rzuciła
Marco jedno z tych swoich spojrzeń i przeniosła wzrok z powrotem na
niego.
- Jeśli chcesz znać
moje zdanie, to myślę, że nie - odparła. - Tutaj już nie chodzi
o to, że cię nie było. Sam wiesz, że ona cię kocha, ty kochasz
ją... Nie byłaby zdolna przyjąć takiej dużej kwoty, chyba
rozumiesz.
- To i tak w pewnym
sensie cud, że cię nie odrzuciła. Nie dlatego, że ją zostawiłeś,
ale dlatego, że ona jeździ na wózku. Po wypadku miała nawet
wątpliwości czy nie wrócić do Hiszpanii żeby nas nie obciążać,
ale skutecznie wybiliśmy jej ten pomysł z głowy.
Ile dałby za to,
aby do wszystko okazało się tylko złym snem. Aby ta cała sprawa z
wypadkiem, z wózkiem i z innymi takimi nie była prawdziwa. Ale
wiedział, że to niemożliwe.
Obiecał sobie
tylko, że ją przekona, i że zrobi wszystko co w jego mocy, aby ona
znów normalnie chodziła. Żeby nie musiała być zdana na łaskę
innych, bo w końcu tak to w niektórych momentach wyglądało.
Zaklęła cicho pod
nosem. Zestawiła czerwony koszyk z kolan na podłogę, spięła się
w sobie i za wszelką cenę spróbowała dosięgnąć litrowego
opakowania mleka stojącego na piątej półce. Ale przecież to nie
było takie proste, patrząc na jej stan.
Rozejrzała się
wokół. Jak na złość, była sama w tym dziale. Nie mogła prosić
nikogo o pomoc. Westchnęła ciężko.
- Natalia? -
Usłyszała czyjś głos.
Odwróciła się w
stronę, skąd on dochodził. Zauważyła Maxiego idącego w jej
kierunku. - Jezu... jesteś moim wybawieniem. Pomożesz mi? Nie
mogę... O jeju, a co ty masz?
Dopiero teraz
dostrzegła coś małego, czarnego na rękach swojego chłopaka
przyjaciela. Bo przecież... jeszcze nie mogła go nazwać swoim
chłopakiem. Było za wcześnie. - Jaki słodziak... co to jest?
Mężczyzna zaśmiał
się.
- Pies. Nie widać?
Prychnęła z
irytacją, ale uśmiechnęła się lekko. - Przecież widzę, że
pies. Ale jaka rasa?
-
Chihuahua
- odparł. - Podoba ci się? Chcesz potrzymać?
Pokiwała
entuzjastycznie głową i wyciągnęła ręce w jego kierunku. Podał
jej małą, puchatą kulkę. Przytuliła ją do siebie. - Jezu, jakie
to jest cudowne. Skąd ty to masz? Ukradłeś komuś? - Spojrzała na
niego podejrzliwie.
Ponownie się
zaśmiał. - Kupiłem cztery lata temu.
- To ma cztery lata?
Przecież to jest... no...
- Małe? - przerwał
jej. - To miniaturka, już bardziej nie urośnie - przerwał na
moment. - Pomóc ci w czymś?
Westchnęła ciężko
i podrapała się z zakłopotaniem po głowie. Szczerze nie lubiła
takich sytuacji. Chciała radzić sobie sama, ale wiedziała, ze to
nigdy nie będzie do końca możliwe.
- Nie mogę
dosięgnąć do mleka - wyjaśniła. - Zawsze stał na najniższej
półce, a nagle zachciało im się go przenieść. Możesz mi go
podać?
Uśmiechnął się.
- Nie ma problemu.
Tylko mleko? Nie potrzebujesz jeszcze czegoś? - Zaprzeczyła ruchem
głowy. - Mam pomysł. Wezmę twoje zakupy, a ty weź tego małego
idiotę i poczekaj z nim przed sklepem. Ah, i nie pytaj mnie, jak się
wabi, bo on nie ma imienia. To po prostu pies.
Zaśmiała się
uroczo, ale zgodziła się z nim. Położyła sobie psa na kolanach,
po czym odblokowała wózek i ruszyła w przeciwnym kierunku, niż
Maximiliano poszedł z jej zakupami.
Przed budynkiem
sklepu kręciło się mnóstwo ludzi. Zabiegani dorośli nie zwracali
uwagi na świat wokół nich, a nastolatkowie spacerowali spokojnie,
niczym się nie przejmując. Widziała ukradkowe spojrzenia rzucane w
jej stronę, ale nie przejmowała się nimi; już się niemal
przyzwyczaiła. To nie było dla niej nowością - tylko na początku
stresowała się, wstydziła, kiedy ktoś popatrzył na nią dłużej
niż to było konieczne, ale teraz... mało ją to obchodziło.
Pogodziła się z tym, że już nigdy nie będzie chodzić, mimo że
jest taka możliwość. Wiedziała, że resztę życia spędzi na
wózku, ale już nie było jej tak ciężko i można powiedzieć,
że... nie pamiętała czasu, kiedy mogła normalnie chodzić. Już
nie wiedziała co to ból nóg, od pięciu lat nie miała zakwasów
po wyczerpującym tańcu. Tęskniła za tym. I to bardzo.
- Nad czym tak
rozmyślasz? - Do rzeczywistości przywrócił ją głos Maxiego. -
Możemy iść?
- Nie jesteś
samochodem?
Pokręcił przecząco
głową. - Nie, odprowadzę cię. Ale tego kurdupla możesz postawić
na ziemi, bo zaraz ci uśnie na kolanach. Chyba cię polubił.
Uśmiechnęła się
i pogłaskała pieska.
- Niech śpi, jest
taki słodki. On zostanie moim mężem. - Podniosła pieska na
wysokość swojej twarzy. - Słyszysz? Będziesz moim mężem.
Maxi zaśmiał się.
- Z tego co
pamiętam, to już w szkole wychodziłaś za wszystkie psy, które
spotkałaś na swojej drodze. Wiesz może, ile małżeństw już
zawarłaś?
- Przestałam liczyć
po dwudziestym, ale co ja poradzę, że my i pieski tak się kochamy?
Widzisz, Maxi, ty nigdy nie będziesz miał takiego powodzenia u
dziewczyn, jakie ja mam u chłopaków. Wszyscy mnie kochają.
- A masz świadomość,
że połowa tych twoich związków, to były związki homoseksualne?
No, chyba, że zaglądałaś im wszystkim pod ogony.
Wzruszyła
ramionami. - Daj spokój, i tak się kochamy.
Spojrzał na nią
uważnie.
- Natalia, czy ty
się na pewno dobrze czujesz?
- Czuję
się genialnie - odparła. - Ale proszę cię, jeśli możesz, odwieź
mnie do domu. Nie wzięłam tabletek, kręgosłup zaczyna mnie boleć.
- To normalne?
Pokiwała twierdząco
głową.
- Po tym
uszkodzeniu, które mam - oczywiście, że tak. Przecież reszta na
pewno już ci wypaplała co i jak. Prawda?
- Nie
do końca - przyznał. - Powiedzieli mi, że pewnie wolisz mi
wszystko wyjaśnić sama.
- Jezu, nie poznaję
ich.
Była pewna, że w
najdrobiejszych szczegółach wyjaśnili mu wszystko co z nią
związane. Kiedy wypadek, gdzie, o której, ile spędziła w
szpitalu, i tak dalej. Cóż, pomyliła się, ale wcale nie czuła
się z tym źle.
Cieszyła się, że
będzie mogła sama mu o wszystkim powiedzieć, że dowie się tego
od niej. Wiedziała, że już najwyższy czas, należą mu się
wyjaśnienia.
- Otwarte!
Drzwi wejściowe
otworzyły się, a ona od razu usłyszała jego głos witający ją
już od progu. Siedziała na sofie i oglądała telewizror, w ręku
ściskając kule, która była „tak na wszelki wypadek” gdyby
nagle zachciało jej się wstać.
Kolejny raz przez
jej ciało przeszły dreszcze. Była dzisiaj dziwnie zdenerwowana,
choć sama nie wiedziała dlaczego, ale to nic takiego, każdy
czasami ma gorszy dzień.
- Cześć, mała. -
Wszedł do salonu.
- Nie jestem mała,
Maxi...
- Oczywiście. Jak
się czujesz, wszystko w porządku?
Usiadł na kanapie
obok niej i położył rękę na jej kolanie. Zacisnął ją lekko,
co ona oczywiście poczuła, jednak nie tak mocno, jak poczułby to
zdrowy człowiek.
- W porządku -
odparła. - A czemu pytasz?
- Dzwoniłem do
ciebie kilka razy, ale włączała się poczta - wyjaśnił. - Nie
chciałaś ze mną rozmawiać?
Przeniosła wzrok na
ławę i z trudem sięgnęła po telefon na niej leżący. Pięć
nieodebranych połączeń.
- Skąd, po prostu
nie słyszałam. - Uśmiechnęła się do niego przepraszająco. - Co
chciałeś?
Założył jej kosyk
włosów za ucho. - Dowiedzieć się, co u ciebie. Wyszło na to, że
przyjechałem tutaj. - Przyjrzał się uważnie. - Coś nie tak? -
spytał. - Jesteś strasznie spięta.
Pokręciła
przecząco głową.
- Wszystko dobrze.
Po prostu jakoś dziwnie się dzisiaj czuję. - Wzruszyła ramionami.
- Nie przejmuj się.
Prychnął. - Nie
przejmuj się - powtórzył za nią. - Czy ty siebie słyszysz?
Podniósł się na
nogi i stanął za nią. Odgarnął jej włosy z karku i położył
na nim swoje dłonie. Krzyknęła cicho z bólu, kiedy po chwili
mocno je zacisnął.
- Rozluźnij się -
poradził jej.
Wzdrygnęła się.
Poczuła jego rękę na swoim policzku. - Spokojnie, Natalia. Rób co
mówię, poczujesz się lepiej.
Nacisnął na jej
zdtrętwiałe mięśnie, a ona zacisnęła zęby.
- Wiesz, jak robi
się takie masaże? - spytała z wątpliwością.
- Oczywiście -
odparł. Zamilkł na chwilę. - Ojciec mnie nauczył.
Nie odpowiedziała.
Wiedziała, że Maxi nie lubił wspominać, nie lubił rozmawiać o
swoim ojcu. Nie po tym, co z jego winy przeżył. Przecież okłamał
go, sprawił, że prawie stracił to, co było dla niego
najważniejsze. Teraz czuł do niego jedynie wstręt i niewnawiść,
i nie zwracał uwagi nawet na to, że już nie żyje, a o zmarłych
powinno się mówić z szacunkiem. Zresztą... przestał szanować go
już wtedy, kiedy dowiedział się prawdy.
- Dlaczego jesteś
taka spięta? - spytał po chwili.
- Jak zawsze, co
miesiąc, od jakichś piętnastu lat. Chyba wiesz o co chodzi -
zaśmiała się, on również.
Ona już praktycznie
zapomniała o tym, co zrobił. Juz nie myślała, że zostawił ją i
wyjechał bez słowa. Znała tego powód; wybaczyła mu. Nawet...
nawet znowu zostali parą. Poprosił ją o kolejną szansę któregoś
wieczoru, kiedy znowu wspominali dawne lata; kiedy jeszcze normalnie
chodziła.
Od tamtej pory byli
zupełnie nierozłączni. Spędzali ze sobą całe dnie, często u
siebie nocowali, ale jeszcze nie zdecydowali się na zamieszkanie
razem.
- Boże, jak ty to
genialnie robisz - jęknęła po chwili.
- Mogę robić ci
takie masaże codziennie, jak chcesz - zaproponował. - Lubię takie
coś.
- A ze stopami tak
umiesz?
Zaśmiał się.
Usiadł ponownie na sofie obok niej, ściągnął jej kapcie z nóg.
Masował jej sztywne stopy zastanawiając się, jak ona musi się
czuć nie mogąc nimi poruszyć.
- Maxi? - odezwała
się. - Możesz trochę mocniej? Praktycznie nic nie czuję.
- Ograniczone
czucie? - Potwierdziła skinieniem głowy. - Mam do ciebie pytanie.
Spojrzała na niego
podejrzliwie. - Jakie?
Odchrząknął. Nie
wiedział czy dobrze robi, chcąc ją o to spytać, ale w końcu żyje
się raz, prawda?
- Opowieszmi trochę
o... o tym wszystkim?
Przygryzła wargę.
- Należy ci się -
przyznała.
Czekał przez
moment.
- Ehm... Więc... to
było mniej więcej tak...
Kolejne dni mijały
tak szybko, a oni nie potrafili rozstać się nawetn na moment.
Miesiąc później zamieszkali już razem. On co chwila obdarowywał
ją pocałunkami, nie spuszczał jej z oka. Pomagał jej w
najprostszych rzeczach, nawet w tych, z którymi świetnie dałaby
sobie radę. Potrafiła przecież z pomocą kul przejść z wózka na
łóżko, i on wcale nie musiał wtedy sterczeć nad nią gotów ją
podtrzymać, gdyby staciła równowagę. Nie musiał chodzić za nią
krok w krok i pomagać jej przejechać przez kilka milimetrów wyższy
próg w łazience. Cóż, nie musiał, ale chciał.
- Wiesz, że mimo iż
jestem kaleką, jakoś sobie radzę i nie musisz mnie traktować jak
dziecko? - pytała często.
- Nie jesteś kaleką
i nie traktuję cię jak dziecko - odpowiadał wtedy. - Traktuję cię
jak osobę, którą kocham nad życie.
Ich miłość rosła
z każdą minutą, nigdy nie była tak wielka. Byli już w końcu
dojrzałymi ludźmi i wiedzieli czego chcą.
- Jesteś pewny, że
chcesz spędzić ze mną resztę życia? - spytała kiedyś. -
Przecież ja nigdy nie stanę na nogi.
- Jestem tego pewny
jak niczego innego. I nie gadaj głupot, jeszcze będziesz normalnie
chodzić. Obiecuję ci to.
Obiecywał, i
obietnicy chciał dotrzymać, przyrzekl sobie, że to zrobi.
Pieniędzy nie mógł jej co prawda wepchnąć siłą, ale już
wszystko miał obmyślone, wiedział co zrobić, aby ona już nie
miała wyboru.
Spędzali razem
kolejny wieczór. Siedziała oparta o jego ramię, on głaskał ją
po czarnej czuprynie. W telewizji leciał jakiś film, coś w stylu
Gwiezdnych Wojen. Natalia oczywiście nie była nim jakoś
zafascynowana, czego nie można powiedzieć o Maxim. Gapił się jak
idiota w to pudło i nie zwracał uwagi na jej jęki, żeby w końcu
się do niej odezwał.
- Maxi...
- Czekaj, czekaj.
Najciekawszy moment.
- Maxi...
- Zaraz go zabije,
chwila.
- Maxi...
- Nie wie jak uciec.
Cholera.
- Maxi...
- Moment, wyciąga
ten swój świecący miecz.
- Maxi...
- Ha! Ktoś zabił
ją od tyłu, widziałaś? Wiedziałem, ja po prostu wiedziałem, że
ten facet przeżyje.
Westchnęła.
Puściła jego dłoń i sięgnęła po kulę opartą o stół przed
nią.
- Gdzie idziesz?
Nie zaszczyciła go
spojrzeniem.
- Jak najdalej od
ciebie.
Chwycił ją za
ramię i przyciągnął do siebie. - Nie obrażaj się, film mnie
wciągnął.
Westchnęła kolejny
raz. Film go wciągnął. Chyba za bardzo, bo nie zwracał na nią
uwagi.
- Jesteś głupi. -
Odwróciła się w jego stronę. - Jesteś głupi, nienormalny i
tępy. Wcale mnie nie słuchasz, czuję się, jakbym gadała do
ściany. Wiesz jak ten film się skończy? Ta laska zginie, bo będzie
chciała uratować tego swojego przyjaciela, ale jego tez zabiją. I
miecze im rozwalą, na dodatek. Oglądałam go po wypadku, w
szpitalu. Widzisz? Zaspojlerowałam ci cały, więc nie masz po co go
oglądać.
Przez chwilę
patrzył na nią spod przymrużonych powiek, po chwili jednak
uśmiechnął się tajemniczo.
Pisnęła, kiedy
chwycił ją za nadgarstki i położył na sofie, przyciskając ją
do niej.
- Zepsułaś mi całą
przyjemność oglądania - zamruczał jej do ucha.
Nabrała powietrza w
płuca.
- O to chodziło -
odparła cicho.
Pocałował ją w
usta, aż zabrakło im oboje tchu. - Mała intrygantka.
Złożył pocałunek
na jej szyi, jęknęła lekko. Zawsze reagowała tak na jego
bliskość. Onieśmielał ją.
- Sam jesteś mały.
- Większy od
ciebie.
Położyła dłonie
na jego karku. Znów pocałował ją w szyję. Później znów. I
kolejny raz. Pokazywał jak bardzo ją kocha. Wiedziała to.
- Maxi - szepnęła.
Podparł się rękami
po obu jej stronach. - Tak?
Spojrzała w jego
oczy.
- Wiesz, że nie
mogę tego zrobić, prawda?
Była przecież
sparaliżowana od pasa w dół, jak mogła się z kimś kochać?
Nie mogła, w tym tkwił problem.
Skinął głową.
- Wiem -
potwierdził. - Ale to nie jest mi potrzebne. - Pocałował ją w
policzek. - Wystarczy, że będziesz. Już zawsze, i tylko dla mnie.
Obiecasz mi to?
Przymknęła oczy,
kiedy ponownie złożył pocałunek na jej szyi.
- Obiecuję.
Oczy zamykały jej
się, była zmęczona. Była dopiero ósma wieczorem, a ona już nie
dawała rady. Do tego dochodził ten przeraźliwy ból w dole
kręgosłupa... Ale przecież nie powie mu tego, nie chce, żeby się
martwił.
- Chcesz spać? - Do
jej uszu dotarł jego głos.
Pokiwała powoli
głową. - Zaniesiesz mnie?
- No pewnie. -
Pocałował ją w czubek głowy.
Wstał, po czym
wziął ją na ręce i zaniósł do ich pokoju. Położył ją na
dwuosobowym łóżku; nie pytał, dlaczego tak wcześnie zasypia.
- Kolorowych snów.
- Tym razem pocałował ją w czoło, przykrył kołdrą i wyszedł z
pokoju, zostawiając uchylone drzwi tak, że światło z przedpokoju
wpadało do sypialni; nie lubiła ciemności.
Zasnęła.
Obudził ją jej
własny krzyk. Krzyczała z bólu i ze strachu.
Znów. Znów miała
ten sen, ten koszmar, który tak często jej się śnił. Widziała
wielką ciężarówkę jadącą prosto na nią. Przypomniała sobie,
jak gwałtownie skręca w prawo - jednak za późno. Szalony tir
wpada prosto na nią, a ona odpływa...
Rozdzierający ból
w kręgosłupie przywrócił ją do rzeczywistości. Otworzyła
gwałtownie oczy, a nad sobą zobaczyła przerażoną twarz swojego
chłopaka.
Dopiero teraz
zorientowała się, że leży na podłodze, obok swojego łóżka.
- Natalia - szepnął.
- Boże, słońce moje...
Podniósł ją, na
co zareagowała głośnym jękiem, po czym położył ją na łóżku.
- Nie strasz mnie
tak więcej. - Nachylił się nad nią. - Słyszysz?
Zacisneła zęby;
myślała, że zaraz nie wytrzyma. Ból był w końcu nie do
zniesienia...
- Maxi... -
wysyczała. - Boli mnie...
Odgarnął jej włosy
z twarzy. - Co cię boli, skarbie?
Nie wie, jakim
sposobem zdołała mu odpowiedzieć. Pamięta jedynie tyle, że
odwrócił ją na brzuch, i swoją ręką zaczął mocno masować dół
jej kręgosłupa. Ból powoli odchodził, zaczęła się odprężać.
On cały czas do niej mówił, szeptał, że wszystko będzie w
porządku. W końcu, maksymalnie zmęczona, choć sama nie wiedziała
czym, zasnęła.
- Nie chcę -
jęknęła, kiedy podał jej kule i wyszedł z pokoju, aby za chwilę
wrócić do niego z jej papierami. - Niepotrzebnie robisz z igły
widły, Maxi. Nic mi nie jest.
Prychnął. Chwycił
ją za ramię i pomógł przesiąść jej się z łóżka na wózek.
- Domyślam się, że nie chcesz, ale musisz, bardzo mi przykro.
Westchnęła.
- Ale naprawdę
wszystko jest w porządku, to tylko jednorazowe...
- Już nie dyskutuj
- przerwał jej. - Wizyta jest umówiona, i pójdziemy tam, bez
względu na to, co masz do powiedzenia.
Założyła ręce na
piersi i wbiła wzrok w swoje stopy.
Nienawidziła
chodzić do lekarza. Wtedy wszystkie wspomnienia wracały. Wypadek,
szpital, nieudana operacja... Starała się od nich uciec, ale nie
zawsze potrafiła. To było dosłownie błędne koło.
Podszedł do niej i
kucnął przed nią. - Co się dzieje?
Spojrzała na niego
uważnie.
- Nie lubię lekarzy
- wyznała.
Westchnął i
odgarnął jej włosy z twarzy. - Wiem, Francesca mi mówiła.
Natalia, zrozum, że oni robili wszystko, żeby ta operacja się
udała.
- Nieprawda -
zaprzeczyła. - Na sali obok mnie leżała dziewczyna, też po jakimś
wypadku. Miała być sparaliżowana, ale zrobili tak, że chodzi. I
co? Jednak się da.
- W twoim przypadku
się widocznie nie dało - rzekł twardo, już lekko zdenerwowany. -
Naty, czuję się, jakbym tłumaczył coś dziecku. Ile ty masz lat?
Muszę ci wykładać to, o czym sama doskonale powinnaś wiedzieć?
Zaśmiała się
gorzko.
- Ty nic nie musisz
- odparła. - Ty chcesz.
- A skąd wiesz, że
chcę?
Spojrzała na niego
spod byka. - Nie chcesz? To proszę bardzo - Podniosła rękę - idź.
Tam są drzwi.
- Dobrze wiesz, że
nie to mam na myśli.
- Już nie udawaj,
wiem, że nie uśmiecha ci się do końca życia opiekować kaleką.
Zastanów się dobrze co robisz, bo później możesz już nie mieć
odwrotu.
Usiadł na podłodze
i położył rękę na jej kolanie. Patrzyła na niego wyczekująco;
chciała odpowiedzi. Cóż, może zmienił zdanie?
- Gdybym nie chciał
się tobą opiekować, to bym nie wrócił i nie zamieszkał z tobą.
Nie jechałbym teraz z tobą do lekarza. Nie robiłbym nic dla
ciebie, rozumiesz to?
Odwróciła głowę
w drugą stronę. Westchnął; kolejny raz. Chwycił jej podbródek i
odwrócił ją w swoją stronę. Złożył na jej ustach pocałunek,
co natychmiast - mimo wszystko - odwzajemniła. Oderwali się od
siebie.
- Zawsze wiesz co
zrobić, żebym nie była na ciebie zła - mruknęła z zażenowaniem
czując, jak jej policzki czerwienieją.
Uśmiechnął się z
wyższością.
- Po prostu wiem jak
cię podejść. - Przerwał na moment. - Jesteś już gotowa? -
Pokiwała głową. - Zbieraj się, jedziemy.
Wyszedł z pokoju.
Westchnęła lekko i odblokowała wózek. Już miała odjechać,
kiedy znów poczuła przeszywający ból w kręgosłupie.
Spraraliżował ją na jakiś moment, zacisnęła zęby, żeby nie
krzyknąć. Nie wiedziała, dlaczego tak cierpi - przecież jeszcze
nigdy nie czuła czegoś takiego.
Przez chwilę
zastanawiała się, czy to może nie jakiś znak. Zganiła się
jednak w myślach. Jaki znowu znak? Była chyba nienormalna, jeśli
myślała, że to może coś znaczyć.
- Nie, nie, nie. -
Wyszarpnęła się z jego uścisku. - Nie chcę, nie chcę,
rozumiesz? Dam radę bez tego, ale ja naprawdę nie chcę.
Objął ją
ramieniem i przygarnął do siebie.
- Natalia, nie bój
się - powiedział. - To nie będzie cię bolało, przysięgam, będę
ostrożny.
- Nie chcę, nie
chcę!
Czuła łzy
spływające po jej policzkach. Bała się, panicznie bała się
igieł. Dostawała histerii na ich widok, a tym bardziej kiedy
wiedziała, że ktoś ma jej zrobić zastrzyk.
- Słoneczko, to ci
pomoże - szepnął do jej ucha. - Jestem przy tobie, słyszysz?
Łkała głośno,
szarpała się, nie chciała. Niestety, Maxi miał o wiele więcej
siły od niej, dlatego nie miała szans się wyrwać i odejść. Tym
bardziej, że siedziała na łóżku.
W tym momencie znów
przeszył ją ból. Tym razem tak silny, że wydała się siebie
głośny krzyk. Poczuła, jak jej chłopak przyciska ją mocniej do
siebie i odkrywa jej plecy. Nie zdążyła zareagować, kiedy wbił
igłę w dolną część jej pleców.
Zacisnęła palce na
jego ramieniu.
- Widzisz, skarbie?
- Pogłaskał ją po głowie. - Już po wszystkim. Spokojnie.
Swoimi łzami
zmoczyła mu już cały rękaw koszulki, przytulała się do niego
jednak coraz mocniej.
W końcu przy nim
czuła się bezpieczna.
Po
dwóch tygodniach od ostatniej publikacji, a jeszcze dłuższym
czasie od pierwszej części, pojawia się druga część parta o
Naxi ;)) Marna, marna, ja wiem, ale... ale jest, to chyba ważne :D
Kolejna część
pojawi się, jak tylko ją napiszę. Postaram się wyrobić w
tydzień, ale nic nie obiecuję ;)
Ah, i proszę o
komentarze na moim drugi blogu, parę tam brakuje, żeby pojawił się
kolejny rozdział, widzicie, ja to jestem zła XD
I
jeszcze jedno ;) Pamiętacie mój cover z Dorotą? Teraz nagrałam
sama, inny :) Brał on udział w Talentach VPL, niestety nie
przeszedł, nie udało się :D Ale zapraszam na niego na YT, i proszę
o komentarze :)) Wiem, że podkład za głośno, ale już tego nie
zmienię, hyhy XD KILK
To już tyle,
dziękuję za wszystko, kocham was <33333
(A, no i może
pewne rzeczy w parcie się nie zgadzają, co do tego paraliżu, ale
ja sobie tak wymyśliłam, a ja jestem normalnie genialna, także...
;))

Cudo.. Cudo...
OdpowiedzUsuńKocham Naxi.
Cudna Naty
Kochany Maxi...
Dziękuję ;)
UsuńWięc od czego by tu zacząć ?
OdpowiedzUsuńMoże od tego , że Naxi to moja ukochana para *_*
Do tej pory myślę o tym pięknym zdaniu jakie Maxi powiedział Naty w 14 odcinku..
Ach...
To było z jego strony przesłodkie...
No cóż ..
Czas wypowiedzieć się na temat OP ^^
No nie wiem co napisać urzekło mnie ...
Kocham Naty , a ten parcik w każdym calu był idealny *_*
I jeszcze o Naxi ... <3!
Zdajesz sobie sprawę , że masz ogromny talent ?
Ja wiem , że go nie zmarnujesz ^^
Pisz o Naxi pisz ja chcę więcej !
Dzięki tobie moja miłość do Naxi rośnie ...
Jeśli wo gule może urosnąć
Co chyba jest nie możliwe XD
Part boski idealny wspaniały no kurde synonimów mi zabrakło , żeby określić jakie co cudowne *_*
Nie wiem co by tu jeszcze .....
No nic
Czekam z utęsknieniem na next <3!
Cudowny !
OdpowiedzUsuńNatalia ma szansę na to, że będzie normalnie chodziła, ale nie chce przyjąć pieniędzy od nikogo, a sama nie ma :( Wybaczyła Maxiemu i są razem i nawet razem zamieszkali :D Maxi taki opiekuńczy i w ogóle ;) Bardzo ją kocha :) Mam nadzieję, że w nastęnej części wszystko się potoczy dobrze ;3 Dziś taki krótki kom, ale tak jakoś nie mam weny ;( Przypomniało mi się nasze nocowanie bez spania xD Tylko my tak potrafimy :D Za dwa tygodnie szkoła rozumiesz to ?! Ja nie chcę :( Już czekam na następny rozdział ;***
Kocham Cię <333
Mówiłam, chodź spać, bo się jasno robi, to ty nie XD
UsuńSzkoła -.-
Dziękuje, kocham <333
Zajmuję miejsce, wrócę wieczorem <3
OdpowiedzUsuńCzekam ;))
UsuńDobra, dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale :P
UsuńŚliczny part, jeny, tak mi strasznie szkoda Naty. Musi tyle wycierpieć :(
Czekam na kolejną część <3
Ślicznie śpiewasz *-* Już słyszałam wcześniej, ale nie było okazji do napisania. Ja też się nie dostałam, ale trudno :P
Czas mnie goni, bo zaraz goście przyjdą.
Buziaki, Justyna <3
Bardzo dziękuję, kocham <3
UsuńMimo, że miniaturka pojawiła się po dosyć długim oczekiwaniu, nie jestem zdenerwowana. Jak bym mogła? Sama nie dodaję niczego systematycznie, więc takie zachowanie byłoby zwyczajnie nie na miejscu. Ale to w tej chwili jest najmniej istotne. Tak. A co jest najważniejsze? Zawartość dzisiejszej publikacji. Chciałabym napisać coś, co choć w połowie oddawałoby moje uczucia, ale nie jestem w stanie. Tych emocji jest zbyt wiele. Zamiast tego napiszę jedynie, że historia mnie urzekła. Mam nadzieję, że Natalia da sobie pomóc. A może jest na to zbyt dumna? Eh, Naty!
OdpowiedzUsuńJesteś niezastąpiona, Oleczko.
Dziękuję Julcia <3
UsuńTo jest najlepszy part jaki w życiu czytałam. Serio. Przebija wszystko, oprócz tego o Marcesce, jak porwali Fran. No po prostu bomba. A Natka jest głupia, bo jej przyjaciele chcą jej pomóc a ona mówi NIE. Ale togo można się było po niej spodziewać ;)
OdpowiedzUsuńZ utęsknieniem czekam na ciąg dalszy. Wciągnęło mnie ^^
A cover boski, ty to masz fantastyczny głos !
kocham <3333
Cathy
Haha, dziękuję bardzo, choć to nieprawda XD
UsuńKocham <3
Ty genialnie piszesz, genialnie śpiewasz i na pewno robisz genialnie jeszcze wiele rzeczy :D
OdpowiedzUsuńWięcej coverów <3
A co do parta...
Cudo <3333
Maxi taki kochany :*
Naty taka uparta, ale i tak świetna
Czekam na następną część ;D
Ola = geniusz :)
Jezu, no ja jestem cała genialna (żart) XD
UsuńDziękuję <333
Od poprzedniej publikacji, minęło troszkę czasu, ale pal licho. Ważne, że jest ! Ino myk, i do przodu xD
OdpowiedzUsuńDobra, dobra, bo już w pierwszym komentarzu urzeknę Cię swoją głupotą .....
Zacznę od twojego głosu. *-*
Słuchałam tego cztery razy i za każdym kolejnym odsłuchaniem doszukiwałam się to bardziej istotnych, pięknych szczegółów twojego głosu. Ja śpiewam tylko w kuchni do wałka, albo pod prysznicem do słuchawki. Ale to prawie to samo hihihihi ta jasne.
Tyle, że ty w odróżnieniu ode mnie potrafisz śpiewać, ja jak zacznę wyć to nie ma zlituj, głuchota gwarantowana.
A teraz, parcik hyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhy
NAXI <33333333
Nie no, nie przepadam za nimi, ale opowiadania nie czyta się ze względu na wątki. Mam nadzieję, że mnie przekonasz do tego paringu, bo ja tak jakoś ich nie kocham, ale Madzia jest kochliwa, więc zadanie będzie łatwe.
Mimo iż, Natalia jest cholernie uparta to jednak, Maxi potrafi przekonać jej do niektórych, drobnych postępków. Aczkolwiek obawiam się, że decyzja tycząca się operacji Naty, będzie zdecydowania trudniejsza dla Natalii, choć Maxi'emu też nie będzie łatwo przeciągnąć ją na swoją stronę i skłonić do przyjęcia potrzebnej kwoty, oraz zgody na operację.
Olu, masz ogromny talent. To nie podlega dyskusji. Wiesz co i jak pisać, żeby czytelnik czuł się syty, ale nie pełny. Dzięki temu, najdłuższe choćby oczekiwanie na kolejną publikację opłaca się, a ludzie chętnie do Ciebie wracają.Czekam na kolejną część i na Parta o Leonttcie <33333333333
Kocham Cię, mocnooooooooooo :***********
Nie lubisz Naxi? Zgiń marnie! XD
UsuńBardzo dziękuję <3
Nie, nie lubię. Ja ich nie kocham :)
UsuńZnajdę cię, strzeż się XD
UsuńCo tam że poprzedni part był dodany.... Nepamiętam kiedy xd
OdpowiedzUsuńWażne że ten się w końcu pojawił :3
jest po prostu genialny <3
Proszę... Bardzo, ale to bardzo cię proszę...
Oddaj mi trochę talentu :C
Czekam na kolejnego genialnego parta ;)
Życzę weny ;*
Buziaki - Nat <3
Nie oddam ci talentu, bo go nie mam XD
UsuńDziękuję <3
Hej, Olu ♥
OdpowiedzUsuńjeju, kolejna część Naxi, nawet nie wiesz jak bardzo na to czekałam ♥ Ten pomysł ujął mnie już na wstępie, od początku do końca, a zmianę perspektywy na trzecioosobową biorę za plus, jakoś lepiej mi się czyta, nie pytaj czemu, bo nie wiem... Tak jakoś XD I to jest takie cudowne, wiesz? *O* Szkoda tylko, że Natalia nie chce zgodzić się na operację, ale z jednej strony... rozumiem ją. Chyba nikt nie chce być obiektem litości, łaski, w końcu dziwnym trafem, jakby w krwiobiegu, zapisane mamy, że chcemy być samodzielni. Jednak nie zawsze należy także odmawiać pomocy, nie ze wszystkim człowiek jest sobie w stanie poradzić sam... Bardzo mnie cieszy, że Maxi jest obok, przy niej ♥ Że odbudowali tę dawną wieź, zaufanie, że znowu są razem. Kocham ich, i będę kochać, nie ma w tym nic dziwnego, inaczej się nie da, prawda? Dwa promyczki ♥ Zastanawiają mnie te bóle kręgosłupa Natalii, czyżby to rzeczywiście był jakiś "znak"? Ale czego? Poprawy? Kto wie. Może choć raz, okazałby się czymś dobrym...
No tak, to chyba wszystko, troszkę krótko, wybacz, ale śpieszę się :) W każdym razie, czekam na ciąg dalszy, weny życzę i kocham - bardzo, bardzo,
Edyta ♥
Wcale nie krótko, Edytka <333
UsuńBardzo dziękuję, ja kocham bardziej <333
Twój blog został nominowany do Liebster Awards! Szczegóły na moim blogu - przeciwlegle-bieguny.blogspot.com w zakładce " Liebster Blog Award! " :)
OdpowiedzUsuńDziekuje ;)
UsuńZostałaś nominowana do LBA na moim blogu!
OdpowiedzUsuńhttp://dorosle-zycie-violetty.blogspot.com/
Gratulacje ♥
Dziękuję ;)
UsuńHej !
OdpowiedzUsuńBardzo fajny part ;). Podoba mi się tematyka, świetnie się czytało.
A teraz ogólnie. Dzięki tobie nauczyłam się nie oceniać partów po parze. Z połączeń których historie nam ukazujesz tak naprawdę lubię jedynie Naxi. Inne pary są mi obojętne. Ale to treść, to o czym pisałaś sprawiło, że twoje historie bardzo polubiłam. Nadrobiłam wszystkie twoje party i teraz już jestem przekonana, że masz talent ;D. Wszystkie są ładne. Jednak najbardziej spodobał mi się ten o Marcesce : Już nikt nigdy Cię nie uderzy. A ja jestem całym sercem za Dieceską albo Diemiłą. Marceski nie znoszę, a mimo to ten part ma swoje miejsce w moim sercu <3 . Śliczny. Piszę tu o tym, bo szczerze wątpię byś tam jeszcze zaglądała.
Gratuluję tak fajnego bloga ;)
Bardzo dziękuję <3
UsuńA zapomniałabym. Tak samo jak ten wspomniany part o Marcesce tutaj, a może nawet bardziej uwielbiam twój oneshot na JSM " A on zawsze dotrzymuje obietnic " Kocham te klimaty. Jesteś jedną z nielicznych osób u których Marcesca ma to " coś" zazwyczaj jest bez wyrazu, dlatego Cię podziwiam. Pisz nam dalej tak wspaniale <3.
OdpowiedzUsuńMarcesca ma u mnie 'to coś' jak to określiłaś może dlatego, że Marcescę kocham całym sercem XD
UsuńJeszcze raz dziękuję <3
Przed przeczytaniem tego komentarza, skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż beznadziejność tego komentarza, może zagrażać Twojemu życiu lub zdrowiu ;)
OdpowiedzUsuńKurcze nie mam już weny na komentarz ;(
Napiszę tylko, że genialnie napisane ;*
A Twój blog jest arcypiękny, boski, ciekawy, cudny, cudowny, zniewalający, doskonały, znakomity, fenomenalny, wspaniały, świetny, przepiękny, magiczny itp. <3
Rachel ;*
Z każdym kolejnym rozdziałem zaskakujesz mnie coraz bardziej.
OdpowiedzUsuńI to oczywiście pozytywnie :D
Nie wiem, który z OP jest moim ulubionym.
Przy większości z nich wylałam tyle łez..
W sumie nie wiem dlaczego.
A tu...
Skąd ty wzięłaś to o psach? xD
"Uśmiechnęła się i pogłaskała pieska.
- Niech śpi, jest taki słodki. On zostanie moim mężem. - Podniosła pieska na wysokość swojej twarzy. - Słyszysz? Będziesz moim mężem.
Maxi zaśmiał się.
- Z tego co pamiętam, to już w szkole wychodziłaś za wszystkie psy, które spotkałaś na swojej drodze. Wiesz może, ile małżeństw już zawarłaś?
- Przestałam liczyć po dwudziestym, ale co ja poradzę, że my i pieski tak się kochamy? Widzisz, Maxi, ty nigdy nie będziesz miał takiego powodzenia u dziewczyn, jakie ja mam u chłopaków. Wszyscy mnie kochają.
- A masz świadomość, że połowa tych twoich związków, to były związki homoseksualne? No, chyba, że zaglądałaś im wszystkim pod ogony.
Wzruszyła ramionami.
- Daj spokój, i tak się kochamy.
Spojrzał na nią uważnie.
- Natalia, czy ty się na pewno dobrze czujesz?"
Uwielbiam to ♥ biedny Olek z którym teraz piszę xD Musi znieść to że co chwilkę zarzucam go cytatami z tego opowiadania :D
Albo to:
Spędzali razem kolejny wieczór. Siedziała oparta o jego ramię, on głaskał ją po czarnej czuprynie. W telewizji leciał jakiś film, coś w stylu Gwiezdnych Wojen. Natalia oczywiście nie była nim jakoś zafascynowana, czego nie można powiedzieć o Maxim. Gapił się jak idiota w to pudło i nie zwracał uwagi na jej jęki, żeby w końcu się do niej odezwał.
- Maxi...
- Czekaj, czekaj. Najciekawszy moment.
- Maxi...
- Zaraz go zabije, chwila.
- Maxi...
- Nie wie jak uciec. Cholera.
- Maxi...
- Moment, wyciąga ten swój świecący miecz.
- Maxi...
- Ha! Ktoś zabił ją od tyłu, widziałaś? Wiedziałem, ja po prostu wiedziałem, że ten facet przeżyje.
Westchnęła."
Hahaha xD
Genialna jesteś :D
I ty dobrze o tym wiesz :D
Lecę dalej ♥