sobota, 7 lutego 2015

ONE PART MARCESCA - Niema miłość cz 3

 
Obudziło ją światło przebijające się przez drzwi do jej pokoju. Usiadła na łóżku i odruchowo sięgnęła w stronę szafki, po aparat, którego nie było. Przetarła oczy i stanęła na nogi. Wyszła z pokoju, zeszła powoli po schodach. W kuchni świeciło się światło. Skierowała się w jej stronę.
Jej brat stał przy blacie, opierając się o niego rękami. Głowę miał pochyloną, oddychał ciężko. Podeszła do niego zaniepokojona. Chwyciła go za ramię. Odwrócił się w jej stronę.
Dopiero wtedy zauważyła łzy na jego twarzy. Nigdy wcześniej nie widziała żeby płakał.
- Francesca - Odczytała z ruchu jego warg. - Francesca...
Przyciągnął ją do siebie, zanurzając twarz w jej włosach. Po chwili odsunęła się od niego, złapała go za ręce i spojrzała na niego; nie mogła nic powiedzieć.
- Śniło mi się... - wykrztusił. - Śniło mi się, że jesteś chora... że nie widzisz, nie mówisz, nie chodzisz, że nie czujesz...
W chwilach takich jak ta, jej największym marzeniem było móc się odezwać.
Dobrze wiedziała, przez co przeszli jej rodzice i brat. Kiedy się urodziła, lekarze na początku stwierdzili, że ma porażenie mózgowe i nie przeżyje. Kiedy po kilku dniach ona jednak w dalszym ciągu żyła, powiedzieli, że będzie rośliną - nie będzie mówić, słyszeć, widzieć, poruszać się. To był najcięższy okres w życiu tej rodziny. Federico był mały, ale rozumiał. Wiedział, że jego młodsza siostra nie będzie taka jak inne dzieci.
Jednak czas płynął, a diagnozy lekarzy, jedna po drugiej, nie sprawdzały się. Kilku tygodniowa Włoszka mrużyła powieki na widok światła; w wieku trzech miesięcy wodziła oczami wokoło; półroczna uśmiechała się na widok swojej mamy. Samodzielnie przekręcała się na brzuch, a kiedy skończyła półtora roku, nauczyła się samodzielnie chodzić - późno, ale jednak. To prawda, nie słyszała i nie mówiła, ale była samodzielna, nie zdana całkowicie na łaskę innych, a to było w końcu najważniejsze.
Ujęła jego twarz w dłonie. Spojrzała mu głęboko w oczy. W tym momencie chciała powiedzieć „Nie bój się, jestem tutaj, Federico, jestem, i jestem zdrowa, słyszysz?” jednak z jej ust nie wydobywał się żadnen dźwięk, mogła tylko stać i patrzeć. Nie chciała patrzeć jak cierpi, kochała go najbardziej na świecie.
Chwyciła go za rękę i pociągnęła do salonu. Pomogła mu położyć się na sofie, a sama ułożyła się zaraz obok niego. Przykryła ich kocem i przytuliła się do swojego brata. Oparł brodę i czubek jej głowy, przyciągnął ją mocno do siebie. Chwilę później zasnęli oboje, ze świadomością, że mają przy sobie osobę, która kocha i jest w stanie zrobić wszystko - brata.

Miał piękny sen - on i jego siostra, jako dzieci, biegli po zielonej łące. Śpiewali. Oboje. Często wyobrażał sobie, jak mógłby brzmieć jej głos, gdyby mogła mówić. Chciałby usłyszeć jak śpiewa. Potrafiła grać na gitarze, ale bez śpiewu nie brzmiało to tak ładnie. Ona sama, kiedy słyszała, jak Federico komponuje piosenki, zazdrościła mu, i to tak bardzo, że nieraz sama siebie za to nienawidziła.
Sen przerwał mu kaszel. Nie jego. Kaszlał ktoś inny, tak głośno, tak natarczywie, że otworzył oczy. Francesci nie było obok. Usiadł na sofie. Przetarł oczy. Kaszel nie ustawał. Stanął na nogi i ruszył w kierunku, skąd on dochodził. Otworzył drzwi łazienki.
Jego siostra klęczała na podłodze, jedną rękę trzymając na umywalce. Zasłaniała usta dłonią. Głowę miała pochyloną, a włosy zasłaniały jej twarz. Podbiegł do niej i kucnął obok niej. Chwycił ją za ramię i pociągnął do tyłu tak, że aż się zachwiała. Rzuciła krótkie spojrzenie w jego stronę, ale atak kaszlu był zbyt silny.
Federico wstał. Chwycił ją pod pachy i podniósł do góry. Przełożył sobie jej rękę przez ramię i złapał ją w talii. Pomógł jej dojść do salonu i posadził ją na fotelu. Próbował ją uspokoić, ale ona nie przestawała kaszleć. Z oczu wypływało kilka kropel łez z wysiłku, z nosa leciał katar.
Odszedł od niej na moment i pobiegł do swojego pokoju. Dopadł do szafki, wyciągnął z niej koszulkę, bluzę i spodnie, ubrał się. Skierował się do pokoju swojej siostry, wyjął z komody jej czarną bluzę i wrócił na dół. Założył ją na nią. Nie chcąc tracić czasu, chwycił ją na ręce i ruszył w kierunku drzwi.
Pięć minut później samochód zatrzymał się przed szpitalem. Włoch wysiadł z auta i otworzył drzwi od strony pasażera, wyciągnął ze środka swoją siostrę; kaszel w dalszym ciągu nie ustępował. Jej twarz zrobiła się już czerwona, nie mogła złapać oddechu.
Wbiegł na izbę przyjęć, prosząc o pomoc. Za chwilę też zjawił się przy nim lekarz. Zaprowadził go do sali, gdzie kazał położyć Francescę na łóżku.
- Czy pani mnie słyszy? - Uklęknął przed dziewczyną. - Czy może pani coś powiedzieć?
- Ona jest głuchoniema, doktorze - odezwał się Federico.
Mężczyzna pokiwał głową. - Podajemy tlen. Pan musi wyjść.
- Ale doktorze, ja muszę...
- Nie może pan tutaj przebywać, proszę poczekać na izbie przyjęć.
Mimo niechęci, musiał wyjść. Nie chciał zostawić swojej siostry samej, choć wiedział, że tam ma dobrą opiekę.
Ah, no oczywiście. Przecież gdyby go wczoraj posłuchała, to nie byłoby całej tej sytuacji. Ale nie, ona jest mądrzejsza. Może nie powinien jej teraz tego wytykać, ale taka była prawda.
Mimo to nie chciał, by coś jej się stało.

- No ja nie wiem gdzie ją położyli, przecież pojechałem do domu - mruknął. - Była na sali segregacji, nie dramatyzuj, zaraz ją znajdziemy. Ludmiła, chodź obok mnie.
Blondynka chwyciła go za rękę. - Spytaj na recepcji. Albo zaczep jakiegoś lekarza. Zobacz, tam idzie jakiś.
- Fede, Maxi pyta gdzie ma przyjść.
- Napisz mu, że wróżką to ja nie jestem i sam nie wiem gdzie iść. Odłóż ten telefon i pomóż mi szukać, bo ty najwięcej tu narzekasz i najwięcej też się obijasz. O, przepraszam pana - Zatrzymał mężczyznę w białym fartuchu, który w nocy im pomógł - szukam takiej dziewczyny, Francesca Cauviglia się nazywa, w nocy, ją przywiozłem...
- Sala numer pięćdziesiąt sześć, jeśli się nie mylę - odparł lekarz. - Tak, niech pan tam idzie, zdaje się, że pacjentka znów wymyśla. Może pan do niej przemówi. Przepraszam, muszę już iść.
Chłopak westchnął i potarł skronie. - O co jej znowu chodzi? Same problemy.
- Jeszcze nie wiesz o co chodzi, a już zakładasz, że to jej wina - odezwał się Marco. - Spuść trochę z tonu.
- Nie wiem, czy to jej wina, nic nie wiem. Napisała do mnie, żebym szybko przyjechał, więc jestem... to tutaj.
Jego siostra stała przy parapecie, odwrócona do nich tyłem. W pewnej odległości od niej, dwie pielęgniarki lamentowały o tym, jaka to „ta dziewczyna jest nieznośna, nie ma szacunku dla pracy innych, jest rozpieszczona i rozkapryszona, a to, że jest niepełnosprawna, nie daje jej prawa do takiego zachowania”.
- Przepraszam, o co chodzi? - Spytał przekraczając próg. - Dlaczego pani tak o niej mówi?
Kobiety zamilkły, patrząc na niego podejrzanie, i chyba o coś spytały, ale on nie zwrócił na nie uwagi, tylko podszedł do Francesci, położył jej ręke na ramieniu. Odwróciła się natychmiast, zarzuciła mu ręce na kark i przytuliła się do niego z całej siły. Czuł jej oddech na swojej szyi, olbrzymie ciepło bijące z jej rozpalonego czoła i lekkie drżenie, które ogarniało całe jej ciało. Po chwili odsunął ją od siebie. - Francesca, co się dzieje?
Jej twarz była blada, wargi mocno zaczerwienione.
- Bo oni wszyscy tak szybko mówią... i ja nic nie rozumiem, nie wiem co oni chcą, krzyczą coś, ale ja nie słyszę, Federico, ja nie chcę tutaj zostać, zabierz mnie stąd.
- Spokojnie, jestem przy tobie. Spokojnie. - Odwrócił się w stronę pielęgniarek. - Przepraszam bardzo, dlaczego tutaj nie ma tłumacza? Przecież ona go potrzebuje.
Marco podszedł do dziewczyny i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie. Chwyciła go za rękę.
- Tłumacz wczoraj wyjechał na urlop, proszę pana, więc niestety, musimy sobie jakoś radzi. Ale z tego, co się orientuję, to pana siostra nie potrzebuje tłumacza, żeby coś zjeść, prawda? A śniadania nie dotknęła, obiadu tak samo.
Spojrzał z powrotem na Francescę. - Dlaczego nie chciałaś jeść?
- Rano dali mi zupę mleczną, a ja przecież jestem ba nabiał uczulona... a na obiad była zupa pomidorowa, a na pomidory też jestem uczulona.
- Przepraszam bardzo, czy panie nie mają karty mojej siostry? Z tego co mi wiadomo, pielęgniarki mają obowiązek wiedzieć, na co uczulony jest pacjent. A tak się składa, że ona jest uczulona na nabiał, pomidory, czekoladę, jabłka i marchew. Czy panie naprawdę są profesjonalistkami, czy tylko udają?
Ludmiła podeszła do Włoszki i uniosła do góry kciuk, z zapytaniem na twarzy. Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechnęła się lekko.
- Proszę pana, nie życzymy sobie, by tak się pan do nas odzywał. Już wołam lekarza, proszę zaczekać.
Jedna z kobiet wyszła, aby po chwili wrócić z doktorem, który przyjmował w nocy Francescę.
- Och, bardzo dobrze, że pan jest, panie doktorze - odezwał się Federico. - Chciałbym złożyć skargę, jeśli można. Moja siostra jest źle traktowana w tym szpitalu.
- Tak, siostra oddziałowa już naświetliła mi sytuację. Proszę jednak zauważyć, że pacjentka sama mogła przekazać nam informację...
- Jak? - Przerwał mu. - Jest głuchoniema.
- Mogła poprosić o coś do pisania.
- Ona jest głuchoniema - podkreślił. - Powie mi pan jakim sposobem miała to zrobić?
Mężczyzna zmarszczył czoło. - Cóż, na pewno nie była to wina naszego personelu.
Marco drgnął, jakby chciał coś zrobić, ale zdezorientowana Francesca chwyciła go za ramię i oparła o nie głowę. Pogłaskał ją po włosach.
- Zapewniam pana, że moja siostra nie miałaby do czynienia z tym niczemu winnym personelem, gdyby nie fakt, że nie mogę jej teraz zabrać do domu.
- Przenieś ją do innego szpitala - podsunęła Ludmiła, szepcząc mu do ucha.
- Przecież jej nie przyjmą. Powiedzą, że tutaj ma odpowiednią opiekę.
- Do prywatnego - powiedział Marco.
- I zapłacę dobrym słowem, tak?
Brunet zamyślił się przez moment, jakby ważąc jego słowa. Po chwili odsunął od siebie dziewczynę, która spojrzała na niego zagubiona i wyszedł, rzucając, że zaraz wróci. Rzeczywiście, pojawił się po niecałej minucie.
- Proszę przygotować wypis - rzekł. - Wypis i całą dokumentację z jej pobytu tutaj. Wszystkie pomiary, począwszy od temperatury, skończywszy na ciśnieniu. Zabieramy ją do prywatnego szpitala.
- Że co? - Federico był wyraźnie zszokowany.
- Moi rodzice mają znajomości, załatwią jej miejsce, za pół godziny mamy tam być.
- Ale, Marco, ja nie mam...
- O pieniądze się nie martw. Nie będziecie musieli nic płacić. Zbieramy się. - Zwrócił się do lekarza. - Dziękujemy bardzo za tą niesamowitą opiekę, ale musimy już zrezygnować, niestety. Niech się pan nie boi, dopilnujemy, by nikt z naszych znajomych więcej nie przekroczył progu tego szpitala. Proszę przygotować wypis - powtórzył.
Podczas, gdy mężczyzna i pielęgniarki opuszczały salę, Ludmiła powtarzała powoli przyjaciółce to, co właśnie powiedział Marco.
- Stary... nie wiem jak ci dziękować - wykrztusił Federico.
- Nie ma sprawy, przecież też się o nią martwię. No, a tak w ogóle...
Nie mógł jednak skończyć, bo ucieszona Francesca zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się do niego, przy okazji tracąc równowagę, tak, że gdyby nie złapał jej w porę w pasie, najpewniej oboje wylądowaliby na ziemi.
- No spokojnie - zaśmiał się, odsuwając ją od siebie. - Robię to dla ciebie. Ale - Podniósł palec w ostrzegawczym geście - jeśli kolejnym razem, ten tam - Wskazał na Federico - który jest twoim bratem, będzie chciał zabrać do lekarza, bo będzie widział, że źle się czujesz, to masz go słuchać, jasne?
Pokiwała powoli głową. Uśmiechnęła się lekko. Spojrzał na jej niewyraźną twarz i przyłożył jej rękę do czoła.
- Zbieramy się, zawieziemy ją do szpitala i tam zbiją jej tą gorączkę - zwrócił się do chłopaka. - Idż po jej wypis. Daj mi kluczyki do samochodu, podjadę pod wejście. Ludmiła, pomóż Francesce. Matko, jak ja się rządzę. Dobra, mniejsza. Ruszamy, młodzieży.
Blondynka wybuchnęła śmiechem. Marco uśmiechnął się, a pół minuty później już opuszczał dumnym krokiem salę z kluczykami w ręku.
Pół godziny później samochód zatrzymał się przed Prywatnym Szpitalem numer 8 w Buenos Aires.

- Możesz iść, Federico, czuje się dobrze.
- Nie powinienem, wczoraj dopiero cie wypisali - zaprotestował. - Ludmiła, zostańmy w domu, obejrzymy jakiś film.
Brunetka pokręciła przecząco głową. - Idźcie na tą dyskotekę, nie jestem dzieckiem. - Chwyciła ich ręce, złączyła je i pokazała w stronę drzwi. - Federico, obrażę się.
- Nie chcę zostawiać cię samej, a jak zasłabniesz?
Westchnęła głośno i oparła się o framugę. Przymknęła oczy. - Zadzwoń do Marco, na pewno przyjdzie. Nie będę sama. Dzwoń.
Opuścili dom dopiero po piętnastu minutach, i to po obietnicy Marco, że będzie pilnował Francesci oraz po zapewnieniu Federico co do ich powrotu najwyżej o pierwszej. Włoszce w końcu udało się wypchać ich siłą za drzwi. Przekręciła zamek i odwróciła się w stronę chłopaka, jednocześnie poprawiając nowy aparat za uchem.
- Co będziemy robić? - spytał, uśmiechając się.
Wzruszyła ramionami. Złapała go za rękę i pociągnęła do salonu.
Spędzili dwie godziny oglądając jakieś romansidło.
Napisy końcowe. Oparła głowę o zagłówek i spojrzała na niego. Było dosyć ciemno, salon rozświetlał tylko - też zresztą ciemny - ekran telewizora. Przez moment zatracała się w jego ciemnobrązowych oczach, w końcu jednak otrząsnęła się. Chciała wstać, ale przytrzymał ją.
- Poczekaj - powiedział. - Muszę ci coś powiedzieć.
Zmarszczyła czoło czekając na kontynuację. Przez moment jakby się wahał, nie wiedział, czy powinien.
- Francesca - zaczął po chwili. - Wiesz, ja już do jakiegoś czasu się na to zbieram. Powinienem to zrobić dawno temu, ale... ale jakoś nie umiałem.
Modliła się w myślach, by to nie było to, o czym myślała.
- Zakochałem się w tobie - wyznał. - Już dawno. Na początku myślałem, że będziemy tylko przyjaciółmi, ale... Uwierz mi, nie planowałem tego. Nie chciałem. Ale to jest silniejsze ode mnie.
Spróbował złapać ją za rękę, ale cofnęła się.
Nie mogła uwierzyć. On nie mógł się w niej zakochać. Nie w niej. Przecież nie mogła zmarnować życia kolejnej osobie. Już wystarczyło, że jej brat nie chciał wyjść na dyskotekę, żeby nie zostawiać swojej kalekiej siostry samej w domu. Przyjaźń to jedno, miłość - drugie. Pogodziła się z myślą, że miłościi nigdy nie znajdzie. Taka już była. Chora. I samotna na zawsze.
A przynajmniej tak myślała. Dopóki nie pojawił się On.
Pokręciła przecząco głową. Poruszyła ustami w bezgłośnym „Obiecałeś”.
- Wiem - rzekł. - Ale ja nad tym nie panuję. Francesca, kocham cię. Kocham cię, i nie interesuje mnie, to że jesteś inna, ja cię po prostu kocham. Nie mogę przestać o tobie myśleć. Kocham cię.
Ponownie potrząsnęła głową. Nie chciała tego słuchać. Nie mogła.
Podniosła drżącą rękę, wskazując drzwi.
- Mam wyjść? - Skinęła głową. - Ale, Fran...
Zaprzeczyła ruchem głowy.
Chcąc nie chcąc, musiał opuścić jej dom. Ale nie żałował, że to powiedział. Nie mógł dłużej kryć się z uczuciami do niej.

A w nią coś wstąpiło.

Niszczyła wszystko co miało z nim jakikolwiek związek. Na podłodze leżała podarta książka, którą dał jej na urodziny. Kilka połamanych długopisów - również od niego - walało się na biurku. Płyta jej ulubionego zespołu wylądowała za oknem.
  Właśnie brała do ręki trzecią już ramkę z ich wspólnym zdjęciem, kiedy ktoś chwycił ją w pasie. Cisnęła ją na ziemię i zaczęła się szarpać.
- Przestań - usłyszała przy uchu głos swojego brata. - Spokój.
Ugięły się pod nią kolana. Upadła na ziemię. Federico oparł ją o ścianę, kucnął naprzeciw, podniósł jej podbródek do góry. - Co się stało?
Pociągnęła nosem. Chwyciła go za rękę. Zapłakała głośno. Patrzył na nią uważnie. Nie wiedział co robić.
- On nie może.
- Co się stało? - powtórzył. Chwila milczenia. - Francesca, do cholery, powiedz mi o co chodzi.
Załkała. - Nie może się we mnie zakochać, nie zasługuję na to... to niemożliwe.
- Powiedział, że cię kocha?
Pokiwała głową. Chciała coś powiedzieć, ale chwycił ją za dłonie. Przysunął je sobie do ust i pocałował. - Jesteś cudowną dziewczyną. A Marco to świetny chłopak. Zależy mu na tobie. Daj mu szansę.
Potrząsnęła głową. Zabrała swoje ręce. Schowała głowę między kolana i zaczęła kołysać się w przód i w tył. Federico jeszcze coś mówił, chciał, żeby go posłuchała, ale ona nie miała na to ochoty. Cierpiała.
- Federico. - Stanęła za nim Ludmiła. - Zostaw ją. Ja z nią porozmawiam.
- Ale Ludmiła...
- Dam radę. Jak kobieta z kobietą. Zejdź na dół.
Chwilę się wahał. W końcu jednak wstał z podłogi i wyszedł, zostawiając swoją siostrę i dziewczynę same.
Blondynka usiadła pod ścianą, zaraz obok Francesci. Nie mówiła nic. Po chwili dwudziestolatka oparła głowę o ramię swojej przyjaciółki.
- Miałaś kiedyś chłopaka? - zapytała Ferro. Dziewczyna potrząsnęła głową. - A chciałabyś mieć? - Zero reakcji. - Takiego, który zabierałby cię do kina, na spacery, w wakacje do innych krajów, na przykład do Egiptu... takiego, który by cię często przytulał i mówił, jak bardzo cię kocha, i jaka śliczna jesteś. Na którego mogłabyś się obrażać do woli, a on i tak robiłby wszystko co sobie zażyczysz, bo byłabyś jego ukochaną księżniczką? Chciałabyś? - Najpierw wzruszyła ramionami. Po momencie jednak skinęła głową. - Właśnie. Wiesz, ja też długo nie mogłam znaleźć chłopaka. Marzyłam o czułości i o kimś, kto będzie mnie kochał mimo wszystko. Dopiero, jak poznałam Federico, poczułam się naprawdę szczęśliwa. I wiesz, jestem pewna, że też o kimś takim marzysz. - Chwila milczenia. Ludmiła usiadła naprzeciw przyjaciółki i chwyciła ją za ręce. Spojrzała na jej twarz. - Spotkało cię niesamowite szczęście, kochanie. Spotkałaś chłopaka, który bardzo cię kocha i który jest w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Nie oszukuj samej siebie, Francesca. Doskonale widziałam jak Marco na ciebie patrzy, jak o tobie mówi. Jest wtedy inny. Nie zniszczysz mu życia, wiążąc się z nim. Życie zniszczysz mu, jeśli każesz mu odejść. Bo on tego nie przeżyje. Zbyt mocno cię kocha. Słońce, spójrz mi teraz w oczy. I odpowiedz szczerze. Kochasz go? - Wahała się. W głębi serca doskonale znała odpowiedź, wiedziała, co jest prawdą. Bała się jednak do tego przyznać. Pokiwała głową. - Jeśli go kochasz, to na pewno chcesz go uszczęśliwić. A zrobisz to tylko wtedy, kiedy wyznasz mu swoje uczucia. Chcesz to zrobić. I nie możesz się bać. Strach jest twoją największą przeszkodą do osiągnięcia szczęścia. Musisz go pokonać. A my ci w tym pomożemy.
Zacisnęła zęby, żeby się nie rozpłakać. Przytuliła się z całej siły do Ludmiły, wbijając palce w jej ramię.
Cóż. Ona miała rację. Tą cholerną rację.

- Napisz, jak będziesz chciała, żeby po ciebie przyjechać. Chyba, że on cię odwiezie. Ale nawet nie próbuj mi wracać samej po ciemku, jasne?
Pokiwała głową i zamknęła drzwi samochodu. Pomachała mu jeszcze, po czym stanęła przed furtką. Znów się zawahała. Po chwili jednak wzięła głęboki oddech, zganiła się w myślach za swoje tchórzostwo. Energicznym krokiem przeszła przez bramkę, pokonała kilka schodków i stanęła przed drzwiami. Zapukała. Otworzył jej po kilku sekundach.
- Francesca - powiedział. - Wejdź.
Przekroczyła próg, jednym ruchem zdjęła z nóg czarne buty.
- Napijesz się czegoś? - zapytał wchodząc do kuchni.
Potrząsnęła głową. Usiadła na krześle przy stole. Spojrzał na nią z wyczekiwaniem. Gestem poprosiła o kartkę i długopis. To, co chciała mu powiedzieć, nie było możliwe do przekazania ich łamanym migowym.
Marco - zaczęła pisać - wiem, że źle się wczoraj zachowałam. I strasznie głupio mi z tego powodu. Zachowałam się jak jakaś gówniara i żałuję tego, nawet nie wiesz jak bardzo, ale czasu nie cofnę. Ty wyznałeś mi swoje uczucia, a ja... cholernie mi wstyd, chyba jak nigdy wcześniej. Pewnie w tym momencie robię się czerwona jak burak, ale to nieistotne. Wiesz, dlaczego tak zareagowałam? Bo nie chciałam, żebyś przeze mnie zmarnował sobie życie. No bo życie z kaleką wcale nie jest proste, spytaj Federico. Jasne, zaczniesz mówić, żebym nie przesadzała, ale... taka jest prawda. Nie masz pojęcia ile razy wyrzucałam sobie to, że jestem jaka jestem i Federico musi się pode mnie podstostowywać, jak wiele razy płakałam po nocach, bo nie mogłam znieść tego, że nie mogę mówić. Zresztą to się nie zmieniło, nadal mam takie chwile słabości i wtedy mam ochotę wyżyć się na czymś, obwinić kogoś o to, że jestem niema, ale to nic nie daje, bo nie mogę nic zmienić. I nikt inny też nie może. Ty też nie będziesz mógł. Ja już na zawsze taka pozostanę, nigdy nie powiem żadnego słowa. Marco... ja cię kocham. Kocham cię, choć bałam się do tego przyznać przed samą sobą, bo przecież myślałam, ze jesteśmy tylko przyjaciółmi, nikim więcej, a ty nic do mnie nie czujesz, prócz właśnie tej przyjaźni. Kiedy wczoraj powiedziałeś mi, że mnie kochasz, to w pierwszym momencie nie chciałam ci wierzyć, ale ty mówiłeś to na poważnie, więc to co mi przyszło od razu do głowy, to właśnie to, że nie mogę zmarnować ci życia. Ale później doszłam do innego wniosku. Skoro oboje się kochamy, a ty chyba wiesz, że nie jestem jak inne dziewczyny i akceptujesz to... ja chcę z tobą być, Marco. Nie wiem tylko, czy ty po tym wszystkim chcesz być jeszcze ze mną.
Podniosła głowę znad kartki i podała mu ją. Zmierzył ją jeszcze wzrokiem, po czym oparł się o blat i zaczął czytać. Skończył po momencie. Zgiął papier na pół. Odłożył go na stół.
Wstała z krzesła. Założyła ręce na piersi. Zagryzła wargę czekając na to, co powie. Jednak on nie mówił nic.
Powoli skrzyżowała ręce i przycisnęła je do piersi, co w jej języku oznaczało „kocham cię”. Podszedł do niej. Ujął jej podbródek i uniósł go do góry. Złożył na jej ustach pocałunek. Pocałunek tak długi, że aż brakło jej oddechu. Kiedy oderwali się od siebie, spojrzała na niego, kładąc mu ręce na ramionach. Przyłożył jej rękę do policzka.
- Kocham cię - powiedział.
Później zatracili się w kolejnym pocałunku, głębszym, mocniejszym, który był przypieczętowaniem ich miłości.



         Ostatnia część parta o Marcesce, mam nadzieję, że się podoba. Kocham was <3

19 komentarzy:

  1. Cudo !!!
    Szkoda, że to koniec... ;-;
    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham, po prostu kocham tego parta! ❤❤
    A o kim bedzie kolejny?
    Szkoda mi tylko bo raczej nie napiszesz kolejnego o Marcesce ;-;
    Tak czy tak juz sie nie moge doczekac ;3
    Besos-Maja❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudeńko <3 słodka marcesca i wogle fajny pomysł. Mam pytanie a co z op o leonettcie? Czekam na odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehm, jak co z partem o Leonetcie? -,-

      Usuń
    2. Przepraszam za pomyłkę ;) op w sidłach anoreksji już dawno zakończony ! Wracając do tego ten jest wzruszający. Pokazuję akceptację i szczerą miłość!! Boski <3 jeszcze raz przepraszam za pomyłkę

      Usuń
  4. Postaram się tu wrócić jak najszybciej!
    Cudo *O*

    OdpowiedzUsuń
  5. Brak mi słów... Nie wiem jak Ty to robisz, ale zawsze jestem zachwycona Twoimi dziełami ♥
    Czysta perfekcja, dużo talentu, czego chcieć więcej? ;)
    Cudowny part ♥ Kolejna perełka do kolekcji *.*
    Aaa, taki słodki ten gif na samej górze *.* Trochę tęsknie za tą parą. Dobrze, że przynajmniej u Ciebie można poczytać o Marcesce ;)
    Jestem kompletnie zachwycona tym, w jaki sposób ukazałaś relacje Fran i Fede. Oprócz wyjątkowej miłości, która pojawiła się w życiu Fran, to relacje brat-siostra również przykuwają uwagę i zachwycają ;)
    Każdy na swojej drodze spotyka swoją drugą połówkę. Dla tej drugiej osoby mimo wszystko zawsze będziesz wyjątkowy. Ciesze się, że Fran posłuchała głosu serca i wyznała swoje uczucia.
    Nie męczę Cię więcej i kończę ten swój bezsensowny komentarz ;)

    Pozdrawiam,
    Rachel ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś pięknego ;*
    Rozumiem, że następny OP o Fedemiłce? ;)
    Naprawdę cały OP był tak dobrze napisany, lepiej niż nie jedna książka, serio ;)
    Czekam na Fedemiłkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Ponadrabiałam już część zaległości na tym oto boskim blogu :*

      Usuń
  7. Założyłam konto...w końcu :)
    Nie komentowałam tu, bo nie wiedziałam, że ten blog istnieje, tak się zajęłam tym drugim XD
    Przeczytałam wszystkie części i powiem tak:
    CUDA CUDA ty tu piszesz :*
    Takiego świetnego OS'a dawno nie czytałam...
    Na prawdę, przy tym jak Fran tak się bała związać z Marco aż łza mnie korciła w oku.
    Boskie <3 ♥
    Kochaaam :*
    ~Aileen

    OdpowiedzUsuń
  8. Super!!
    A tak po za tym, dlaczego wydaje mi się, że to już koniec? :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny, za Marcescą nie przepadam ale przeczytałam i jestem zachwycona!
    O kim będzie kolejny? :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)