Obudziło ją
światło przebijające się przez drzwi do jej pokoju. Usiadła na
łóżku i odruchowo sięgnęła w stronę szafki, po aparat, którego
nie było. Przetarła oczy i stanęła na nogi. Wyszła z pokoju,
zeszła powoli po schodach. W kuchni świeciło się światło.
Skierowała się w jej stronę.
Jej brat stał przy
blacie, opierając się o niego rękami. Głowę miał pochyloną,
oddychał ciężko. Podeszła do niego zaniepokojona. Chwyciła go za
ramię. Odwrócił się w jej stronę.
Dopiero wtedy
zauważyła łzy na jego twarzy. Nigdy wcześniej nie widziała żeby
płakał.
- Francesca -
Odczytała z ruchu jego warg. - Francesca...
Przyciągnął ją
do siebie, zanurzając twarz w jej włosach. Po chwili odsunęła się
od niego, złapała go za ręce i spojrzała na niego; nie mogła nic
powiedzieć.
- Śniło mi się...
- wykrztusił. - Śniło mi się, że jesteś chora... że nie
widzisz, nie mówisz, nie chodzisz, że nie czujesz...
W chwilach takich
jak ta, jej największym marzeniem było móc się odezwać.
Dobrze wiedziała,
przez co przeszli jej rodzice i brat. Kiedy się urodziła, lekarze
na początku stwierdzili, że ma porażenie mózgowe i nie przeżyje.
Kiedy po kilku dniach ona jednak w dalszym ciągu żyła,
powiedzieli, że będzie rośliną - nie będzie mówić, słyszeć,
widzieć, poruszać się. To był najcięższy okres w życiu tej
rodziny. Federico był mały, ale rozumiał. Wiedział, że jego
młodsza siostra nie będzie taka jak inne dzieci.
Jednak czas płynął,
a diagnozy lekarzy, jedna po drugiej, nie sprawdzały się. Kilku
tygodniowa Włoszka mrużyła powieki na widok światła; w wieku
trzech miesięcy wodziła oczami wokoło; półroczna uśmiechała
się na widok swojej mamy. Samodzielnie przekręcała się na brzuch,
a kiedy skończyła półtora roku, nauczyła się samodzielnie
chodzić - późno, ale jednak. To prawda, nie słyszała i nie
mówiła, ale była samodzielna, nie zdana całkowicie na łaskę
innych, a to było w końcu najważniejsze.
Ujęła jego twarz w
dłonie. Spojrzała mu głęboko w oczy. W tym momencie chciała
powiedzieć „Nie bój się, jestem tutaj, Federico, jestem, i
jestem zdrowa, słyszysz?” jednak z jej ust nie wydobywał się
żadnen dźwięk, mogła tylko stać i patrzeć. Nie chciała patrzeć
jak cierpi, kochała go najbardziej na świecie.
Chwyciła go za rękę
i pociągnęła do salonu. Pomogła mu położyć się na sofie, a
sama ułożyła się zaraz obok niego. Przykryła ich kocem i
przytuliła się do swojego brata. Oparł brodę i czubek jej głowy,
przyciągnął ją mocno do siebie. Chwilę później zasnęli oboje,
ze świadomością, że mają przy sobie osobę, która kocha i jest
w stanie zrobić wszystko - brata.
Miał piękny sen -
on i jego siostra, jako dzieci, biegli po zielonej łące. Śpiewali.
Oboje. Często wyobrażał sobie, jak mógłby brzmieć jej głos,
gdyby mogła mówić. Chciałby usłyszeć jak śpiewa. Potrafiła
grać na gitarze, ale bez śpiewu nie brzmiało to tak ładnie. Ona
sama, kiedy słyszała, jak Federico komponuje piosenki, zazdrościła
mu, i to tak bardzo, że nieraz sama siebie za to nienawidziła.
Sen przerwał mu
kaszel. Nie jego. Kaszlał ktoś inny, tak głośno, tak natarczywie,
że otworzył oczy. Francesci nie było obok. Usiadł na sofie.
Przetarł oczy. Kaszel nie ustawał. Stanął na nogi i ruszył w
kierunku, skąd on dochodził. Otworzył drzwi łazienki.
Jego siostra
klęczała na podłodze, jedną rękę trzymając na umywalce.
Zasłaniała usta dłonią. Głowę miała pochyloną, a włosy
zasłaniały jej twarz. Podbiegł do niej i kucnął obok niej.
Chwycił ją za ramię i pociągnął do tyłu tak, że aż się
zachwiała. Rzuciła krótkie spojrzenie w jego stronę, ale atak
kaszlu był zbyt silny.
Federico wstał.
Chwycił ją pod pachy i podniósł do góry. Przełożył sobie jej
rękę przez ramię i złapał ją w talii. Pomógł jej dojść do
salonu i posadził ją na fotelu. Próbował ją uspokoić, ale ona
nie przestawała kaszleć. Z oczu wypływało kilka kropel łez z
wysiłku, z nosa leciał katar.
Odszedł od niej na
moment i pobiegł do swojego pokoju. Dopadł do szafki, wyciągnął
z niej koszulkę, bluzę i spodnie, ubrał się. Skierował się do
pokoju swojej siostry, wyjął z komody jej czarną bluzę i wrócił
na dół. Założył ją na nią. Nie chcąc tracić czasu, chwycił
ją na ręce i ruszył w kierunku drzwi.
Pięć minut później
samochód zatrzymał się przed szpitalem. Włoch wysiadł z auta i
otworzył drzwi od strony pasażera, wyciągnął ze środka swoją siostrę; kaszel w dalszym ciągu nie ustępował. Jej twarz zrobiła
się już czerwona, nie mogła złapać oddechu.
Wbiegł na izbę
przyjęć, prosząc o pomoc. Za chwilę też zjawił się przy nim
lekarz. Zaprowadził go do sali, gdzie kazał położyć Francescę
na łóżku.
- Czy pani mnie
słyszy? - Uklęknął przed dziewczyną. - Czy może pani coś
powiedzieć?
- Ona jest
głuchoniema, doktorze - odezwał się Federico.
Mężczyzna pokiwał
głową. - Podajemy tlen. Pan musi wyjść.
- Ale doktorze, ja
muszę...
- Nie może pan
tutaj przebywać, proszę poczekać na izbie przyjęć.
Mimo niechęci,
musiał wyjść. Nie chciał zostawić swojej siostry samej, choć
wiedział, że tam ma dobrą opiekę.
Ah, no oczywiście.
Przecież gdyby go wczoraj posłuchała, to nie byłoby całej tej
sytuacji. Ale nie, ona jest mądrzejsza. Może nie powinien jej teraz
tego wytykać, ale taka była prawda.
Mimo to nie chciał,
by coś jej się stało.
- No ja nie wiem
gdzie ją położyli, przecież pojechałem do domu - mruknął. -
Była na sali segregacji, nie dramatyzuj, zaraz ją znajdziemy.
Ludmiła, chodź obok mnie.
Blondynka chwyciła
go za rękę. - Spytaj na recepcji. Albo zaczep jakiegoś lekarza.
Zobacz, tam idzie jakiś.
- Fede, Maxi pyta
gdzie ma przyjść.
- Napisz mu, że
wróżką to ja nie jestem i sam nie wiem gdzie iść. Odłóż ten
telefon i pomóż mi szukać, bo ty najwięcej tu narzekasz i
najwięcej też się obijasz. O, przepraszam pana - Zatrzymał
mężczyznę w białym fartuchu, który w nocy im pomógł - szukam
takiej dziewczyny, Francesca Cauviglia się nazywa, w nocy, ją
przywiozłem...
- Sala numer
pięćdziesiąt sześć, jeśli się nie mylę - odparł lekarz. -
Tak, niech pan tam idzie, zdaje się, że pacjentka znów wymyśla.
Może pan do niej przemówi. Przepraszam, muszę już iść.
Chłopak westchnął
i potarł skronie. - O co jej znowu chodzi? Same problemy.
- Jeszcze nie wiesz
o co chodzi, a już zakładasz, że to jej wina - odezwał się
Marco. - Spuść trochę z tonu.
- Nie wiem, czy to
jej wina, nic nie wiem. Napisała do mnie, żebym szybko przyjechał,
więc jestem... to tutaj.
Jego siostra stała
przy parapecie, odwrócona do nich tyłem. W pewnej odległości od
niej, dwie pielęgniarki lamentowały o tym, jaka to „ta dziewczyna
jest nieznośna, nie ma szacunku dla pracy innych, jest rozpieszczona
i rozkapryszona, a to, że jest niepełnosprawna, nie daje jej prawa
do takiego zachowania”.
- Przepraszam, o co
chodzi? - Spytał przekraczając próg. - Dlaczego pani tak o niej
mówi?
Kobiety zamilkły,
patrząc na niego podejrzanie, i chyba o coś spytały, ale on nie
zwrócił na nie uwagi, tylko podszedł do Francesci, położył jej
ręke na ramieniu. Odwróciła się natychmiast, zarzuciła mu ręce
na kark i przytuliła się do niego z całej siły. Czuł jej oddech
na swojej szyi, olbrzymie ciepło bijące z jej rozpalonego czoła i
lekkie drżenie, które ogarniało całe jej ciało. Po chwili
odsunął ją od siebie. - Francesca, co się dzieje?
Jej twarz była
blada, wargi mocno zaczerwienione.
- Bo oni wszyscy
tak szybko mówią... i ja nic nie rozumiem, nie wiem co oni chcą,
krzyczą coś, ale ja nie słyszę, Federico, ja nie chcę tutaj
zostać, zabierz mnie stąd.
- Spokojnie, jestem
przy tobie. Spokojnie. - Odwrócił się w stronę pielęgniarek. -
Przepraszam bardzo, dlaczego tutaj nie ma tłumacza? Przecież ona go
potrzebuje.
Marco podszedł do
dziewczyny i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie.
Chwyciła go za rękę.
- Tłumacz wczoraj
wyjechał na urlop, proszę pana, więc niestety, musimy sobie jakoś
radzi. Ale z tego, co się orientuję, to pana siostra nie potrzebuje
tłumacza, żeby coś zjeść, prawda? A śniadania nie dotknęła,
obiadu tak samo.
Spojrzał z powrotem
na Francescę. - Dlaczego nie chciałaś jeść?
- Rano dali mi
zupę mleczną, a ja przecież jestem ba nabiał uczulona... a na
obiad była zupa pomidorowa, a na pomidory też jestem uczulona.
- Przepraszam
bardzo, czy panie nie mają karty mojej siostry? Z tego co mi
wiadomo, pielęgniarki mają obowiązek wiedzieć, na co uczulony
jest pacjent. A tak się składa, że ona jest uczulona na nabiał,
pomidory, czekoladę, jabłka i marchew. Czy panie naprawdę są
profesjonalistkami, czy tylko udają?
Ludmiła podeszła
do Włoszki i uniosła do góry kciuk, z zapytaniem na twarzy.
Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechnęła się lekko.
- Proszę pana, nie
życzymy sobie, by tak się pan do nas odzywał. Już wołam lekarza,
proszę zaczekać.
Jedna z kobiet
wyszła, aby po chwili wrócić z doktorem, który przyjmował w nocy
Francescę.
- Och, bardzo
dobrze, że pan jest, panie doktorze - odezwał się Federico. -
Chciałbym złożyć skargę, jeśli można. Moja siostra jest źle
traktowana w tym szpitalu.
- Tak, siostra
oddziałowa już naświetliła mi sytuację. Proszę jednak zauważyć,
że pacjentka sama mogła przekazać nam informację...
- Jak? - Przerwał
mu. - Jest głuchoniema.
- Mogła poprosić o
coś do pisania.
- Ona jest
głuchoniema - podkreślił. - Powie mi pan jakim sposobem miała to
zrobić?
Mężczyzna
zmarszczył czoło. - Cóż, na pewno nie była to wina naszego
personelu.
Marco drgnął,
jakby chciał coś zrobić, ale zdezorientowana Francesca chwyciła
go za ramię i oparła o nie głowę. Pogłaskał ją po włosach.
- Zapewniam pana, że
moja siostra nie miałaby do czynienia z tym niczemu winnym
personelem, gdyby nie fakt, że nie mogę jej teraz zabrać do domu.
- Przenieś ją do
innego szpitala - podsunęła Ludmiła, szepcząc mu do ucha.
- Przecież jej nie
przyjmą. Powiedzą, że tutaj ma odpowiednią opiekę.
- Do prywatnego -
powiedział Marco.
- I zapłacę dobrym
słowem, tak?
Brunet zamyślił
się przez moment, jakby ważąc jego słowa. Po chwili odsunął od
siebie dziewczynę, która spojrzała na niego zagubiona i wyszedł,
rzucając, że zaraz wróci. Rzeczywiście, pojawił się po niecałej
minucie.
- Proszę
przygotować wypis - rzekł. - Wypis i całą dokumentację z jej
pobytu tutaj. Wszystkie pomiary, począwszy od temperatury,
skończywszy na ciśnieniu. Zabieramy ją do prywatnego szpitala.
- Że co? - Federico
był wyraźnie zszokowany.
- Moi rodzice mają
znajomości, załatwią jej miejsce, za pół godziny mamy tam być.
- Ale, Marco, ja nie
mam...
- O pieniądze się
nie martw. Nie będziecie musieli nic płacić. Zbieramy się. -
Zwrócił się do lekarza. - Dziękujemy bardzo za tą niesamowitą
opiekę, ale musimy już zrezygnować, niestety. Niech się pan nie
boi, dopilnujemy, by nikt z naszych znajomych więcej nie przekroczył
progu tego szpitala. Proszę przygotować wypis - powtórzył.
Podczas, gdy
mężczyzna i pielęgniarki opuszczały salę, Ludmiła powtarzała
powoli przyjaciółce to, co właśnie powiedział Marco.
- Stary... nie wiem
jak ci dziękować - wykrztusił Federico.
- Nie ma sprawy,
przecież też się o nią martwię. No, a tak w ogóle...
Nie mógł jednak
skończyć, bo ucieszona Francesca zarzuciła mu ręce na szyję i
przytuliła się do niego, przy okazji tracąc równowagę, tak, że
gdyby nie złapał jej w porę w pasie, najpewniej oboje wylądowaliby
na ziemi.
- No spokojnie -
zaśmiał się, odsuwając ją od siebie. - Robię to dla ciebie. Ale
- Podniósł palec w ostrzegawczym geście - jeśli kolejnym razem,
ten tam - Wskazał na Federico - który jest twoim bratem, będzie
chciał zabrać do lekarza, bo będzie widział, że źle się
czujesz, to masz go słuchać, jasne?
Pokiwała powoli
głową. Uśmiechnęła się lekko. Spojrzał na jej niewyraźną
twarz i przyłożył jej rękę do czoła.
- Zbieramy się,
zawieziemy ją do szpitala i tam zbiją jej tą gorączkę - zwrócił
się do chłopaka. - Idż po jej wypis. Daj mi kluczyki do samochodu,
podjadę pod wejście. Ludmiła, pomóż Francesce. Matko, jak ja się
rządzę. Dobra, mniejsza. Ruszamy, młodzieży.
Blondynka wybuchnęła
śmiechem. Marco uśmiechnął się, a pół minuty później już
opuszczał dumnym krokiem salę z kluczykami w ręku.
Pół godziny
później samochód zatrzymał się przed Prywatnym Szpitalem numer 8
w Buenos Aires.
- Możesz iść,
Federico, czuje się dobrze.
- Nie powinienem,
wczoraj dopiero cie wypisali - zaprotestował. - Ludmiła, zostańmy
w domu, obejrzymy jakiś film.
Brunetka pokręciła
przecząco głową. - Idźcie na tą dyskotekę, nie jestem
dzieckiem. - Chwyciła ich ręce, złączyła je i pokazała w
stronę drzwi. - Federico, obrażę się.
- Nie chcę
zostawiać cię samej, a jak zasłabniesz?
Westchnęła głośno
i oparła się o framugę. Przymknęła oczy. - Zadzwoń do Marco,
na pewno przyjdzie. Nie będę sama. Dzwoń.
Opuścili dom
dopiero po piętnastu minutach, i to po obietnicy Marco, że będzie
pilnował Francesci oraz po zapewnieniu Federico co do ich powrotu
najwyżej o pierwszej. Włoszce w końcu udało się wypchać ich
siłą za drzwi. Przekręciła zamek i odwróciła się w stronę
chłopaka, jednocześnie poprawiając nowy aparat za uchem.
- Co będziemy
robić? - spytał, uśmiechając się.
Wzruszyła
ramionami. Złapała go za rękę i pociągnęła do salonu.
Spędzili dwie
godziny oglądając jakieś romansidło.
Napisy końcowe.
Oparła głowę o zagłówek i spojrzała na niego. Było dosyć
ciemno, salon rozświetlał tylko - też zresztą ciemny - ekran
telewizora. Przez moment zatracała się w jego ciemnobrązowych
oczach, w końcu jednak otrząsnęła się. Chciała wstać, ale
przytrzymał ją.
- Poczekaj -
powiedział. - Muszę ci coś powiedzieć.
Zmarszczyła czoło
czekając na kontynuację. Przez moment jakby się wahał, nie
wiedział, czy powinien.
- Francesca - zaczął
po chwili. - Wiesz, ja już do jakiegoś czasu się na to zbieram.
Powinienem to zrobić dawno temu, ale... ale jakoś nie umiałem.
Modliła się w
myślach, by to nie było to, o czym myślała.
- Zakochałem się w
tobie - wyznał. - Już dawno. Na początku myślałem, że będziemy
tylko przyjaciółmi, ale... Uwierz mi, nie planowałem tego. Nie
chciałem. Ale to jest silniejsze ode mnie.
Spróbował złapać
ją za rękę, ale cofnęła się.
Nie mogła uwierzyć.
On nie mógł się w niej zakochać. Nie w niej. Przecież nie mogła
zmarnować życia kolejnej osobie. Już wystarczyło, że jej brat
nie chciał wyjść na dyskotekę, żeby nie zostawiać swojej
kalekiej siostry samej w domu. Przyjaźń to jedno, miłość -
drugie. Pogodziła się z myślą, że miłościi nigdy nie znajdzie.
Taka już była. Chora. I samotna na zawsze.
A przynajmniej tak
myślała. Dopóki nie pojawił się On.
Pokręciła
przecząco głową. Poruszyła ustami w bezgłośnym „Obiecałeś”.
- Wiem - rzekł. -
Ale ja nad tym nie panuję. Francesca, kocham cię. Kocham cię, i
nie interesuje mnie, to że jesteś inna, ja cię po prostu kocham.
Nie mogę przestać o tobie myśleć. Kocham cię.
Ponownie potrząsnęła
głową. Nie chciała tego słuchać. Nie mogła.
Podniosła drżącą
rękę, wskazując drzwi.
- Mam wyjść? -
Skinęła głową. - Ale, Fran...
Zaprzeczyła ruchem
głowy.
Chcąc nie chcąc,
musiał opuścić jej dom. Ale nie żałował, że to powiedział.
Nie mógł dłużej kryć się z uczuciami do niej.
A w nią coś
wstąpiło.
Niszczyła wszystko
co miało z nim jakikolwiek związek. Na podłodze leżała podarta
książka, którą dał jej na urodziny. Kilka połamanych długopisów
- również od niego - walało się na biurku. Płyta jej ulubionego
zespołu wylądowała za oknem.
Właśnie brała do
ręki trzecią już ramkę z ich wspólnym zdjęciem, kiedy ktoś
chwycił ją w pasie. Cisnęła ją na ziemię i zaczęła się
szarpać.
- Przestań - usłyszała przy uchu głos swojego brata. - Spokój.
Ugięły się pod
nią kolana. Upadła na ziemię. Federico oparł ją o ścianę,
kucnął naprzeciw, podniósł jej podbródek do góry. - Co się
stało?
Pociągnęła nosem.
Chwyciła go za rękę. Zapłakała głośno. Patrzył na nią
uważnie. Nie wiedział co robić.
- On nie może.
- Co się stało? -
powtórzył. Chwila milczenia. - Francesca, do cholery, powiedz mi o
co chodzi.
Załkała. - Nie
może się we mnie zakochać, nie zasługuję na to... to niemożliwe.
- Powiedział,
że cię kocha?
Pokiwała głową.
Chciała coś powiedzieć, ale chwycił ją za dłonie. Przysunął
je sobie do ust i pocałował. - Jesteś cudowną dziewczyną. A
Marco to świetny chłopak. Zależy mu na tobie. Daj mu szansę.
Potrząsnęła
głową. Zabrała swoje ręce. Schowała głowę między kolana i
zaczęła kołysać się w przód i w tył. Federico jeszcze coś
mówił, chciał, żeby go posłuchała, ale ona nie miała na to
ochoty. Cierpiała.
- Federico. -
Stanęła za nim Ludmiła. - Zostaw ją. Ja z nią porozmawiam.
- Ale Ludmiła...
- Dam radę. Jak
kobieta z kobietą. Zejdź na dół.
Chwilę się wahał.
W końcu jednak wstał z podłogi i wyszedł, zostawiając swoją
siostrę i dziewczynę same.
Blondynka usiadła
pod ścianą, zaraz obok Francesci. Nie mówiła nic. Po chwili
dwudziestolatka oparła głowę o ramię swojej przyjaciółki.
- Miałaś kiedyś
chłopaka? - zapytała Ferro. Dziewczyna potrząsnęła głową. - A
chciałabyś mieć? - Zero reakcji. - Takiego, który zabierałby cię
do kina, na spacery, w wakacje do innych krajów, na przykład do
Egiptu... takiego, który by cię często przytulał i mówił, jak
bardzo cię kocha, i jaka śliczna jesteś. Na którego mogłabyś
się obrażać do woli, a on i tak robiłby wszystko co sobie
zażyczysz, bo byłabyś jego ukochaną księżniczką? Chciałabyś?
- Najpierw wzruszyła ramionami. Po momencie jednak skinęła głową.
- Właśnie. Wiesz, ja też długo nie mogłam znaleźć chłopaka.
Marzyłam o czułości i o kimś, kto będzie mnie kochał mimo
wszystko. Dopiero, jak poznałam Federico, poczułam się naprawdę
szczęśliwa. I wiesz, jestem pewna, że też o kimś takim marzysz.
- Chwila milczenia. Ludmiła usiadła naprzeciw przyjaciółki i
chwyciła ją za ręce. Spojrzała na jej twarz. - Spotkało cię
niesamowite szczęście, kochanie. Spotkałaś chłopaka, który
bardzo cię kocha i który jest w stanie zrobić dla ciebie wszystko.
Nie oszukuj samej siebie, Francesca. Doskonale widziałam jak Marco
na ciebie patrzy, jak o tobie mówi. Jest wtedy inny. Nie zniszczysz
mu życia, wiążąc się z nim. Życie zniszczysz mu, jeśli każesz
mu odejść. Bo on tego nie przeżyje. Zbyt mocno cię kocha. Słońce,
spójrz mi teraz w oczy. I odpowiedz szczerze. Kochasz go? - Wahała
się. W głębi serca doskonale znała odpowiedź, wiedziała, co
jest prawdą. Bała się jednak do tego przyznać. Pokiwała głową.
- Jeśli go kochasz, to na pewno chcesz go uszczęśliwić. A zrobisz
to tylko wtedy, kiedy wyznasz mu swoje uczucia. Chcesz to zrobić. I
nie możesz się bać. Strach jest twoją największą przeszkodą do
osiągnięcia szczęścia. Musisz go pokonać. A my ci w tym
pomożemy.
Zacisnęła zęby,
żeby się nie rozpłakać. Przytuliła się z całej siły do
Ludmiły, wbijając palce w jej ramię.
Cóż. Ona miała
rację. Tą cholerną rację.
- Napisz, jak
będziesz chciała, żeby po ciebie przyjechać. Chyba, że on cię
odwiezie. Ale nawet nie próbuj mi wracać samej po ciemku, jasne?
Pokiwała głową i
zamknęła drzwi samochodu. Pomachała mu jeszcze, po czym stanęła
przed furtką. Znów się zawahała. Po chwili jednak wzięła
głęboki oddech, zganiła się w myślach za swoje tchórzostwo.
Energicznym krokiem przeszła przez bramkę, pokonała kilka schodków
i stanęła przed drzwiami. Zapukała. Otworzył jej po kilku
sekundach.
- Francesca -
powiedział. - Wejdź.
Przekroczyła próg,
jednym ruchem zdjęła z nóg czarne buty.
- Napijesz się
czegoś? - zapytał wchodząc do kuchni.
Potrząsnęła
głową. Usiadła na krześle przy stole. Spojrzał na nią z
wyczekiwaniem. Gestem poprosiła o kartkę i długopis. To, co
chciała mu powiedzieć, nie było możliwe do przekazania ich
łamanym migowym.
Marco - zaczęła
pisać - wiem, że źle się wczoraj zachowałam. I
strasznie głupio mi z tego powodu. Zachowałam się jak jakaś
gówniara i żałuję tego, nawet nie wiesz jak bardzo, ale czasu nie
cofnę. Ty wyznałeś mi swoje uczucia, a ja... cholernie mi wstyd,
chyba jak nigdy wcześniej. Pewnie w tym momencie robię się
czerwona jak burak, ale to nieistotne. Wiesz, dlaczego tak
zareagowałam? Bo nie chciałam, żebyś przeze mnie zmarnował sobie
życie. No bo życie z kaleką wcale nie jest proste, spytaj
Federico. Jasne, zaczniesz mówić, żebym nie przesadzała, ale...
taka jest prawda. Nie masz pojęcia ile razy wyrzucałam sobie to, że
jestem jaka jestem i Federico musi się pode mnie podstostowywać,
jak wiele razy płakałam po nocach, bo nie mogłam znieść tego, że
nie mogę mówić. Zresztą to się nie zmieniło, nadal mam takie
chwile słabości i wtedy mam ochotę wyżyć się na czymś, obwinić
kogoś o to, że jestem niema, ale to nic nie daje, bo nie mogę nic
zmienić. I nikt inny też nie może. Ty też nie będziesz mógł.
Ja już na zawsze taka pozostanę, nigdy nie powiem żadnego słowa.
Marco... ja cię kocham. Kocham cię, choć bałam się do tego
przyznać przed samą sobą, bo przecież myślałam, ze jesteśmy
tylko przyjaciółmi, nikim więcej, a ty nic do mnie nie czujesz,
prócz właśnie tej przyjaźni. Kiedy wczoraj powiedziałeś mi, że
mnie kochasz, to w pierwszym momencie nie chciałam ci wierzyć, ale
ty mówiłeś to na poważnie, więc to co mi przyszło od razu do
głowy, to właśnie to, że nie mogę zmarnować ci życia. Ale
później doszłam do innego wniosku. Skoro oboje się kochamy, a ty
chyba wiesz, że nie jestem jak inne dziewczyny i akceptujesz to...
ja chcę z tobą być, Marco. Nie wiem tylko, czy ty po tym wszystkim
chcesz być jeszcze ze mną.
Podniosła głowę
znad kartki i podała mu ją. Zmierzył ją jeszcze wzrokiem, po czym
oparł się o blat i zaczął czytać. Skończył po momencie. Zgiął
papier na pół. Odłożył go na stół.
Wstała z krzesła.
Założyła ręce na piersi. Zagryzła wargę czekając na to, co
powie. Jednak on nie mówił nic.
Powoli skrzyżowała
ręce i przycisnęła je do piersi, co w jej języku oznaczało
„kocham cię”. Podszedł do niej. Ujął jej podbródek i uniósł
go do góry. Złożył na jej ustach pocałunek. Pocałunek tak
długi, że aż brakło jej oddechu. Kiedy oderwali się od siebie,
spojrzała na niego, kładąc mu ręce na ramionach. Przyłożył jej
rękę do policzka.
- Kocham cię -
powiedział.
Później zatracili
się w kolejnym pocałunku, głębszym, mocniejszym, który był
przypieczętowaniem ich miłości.
Ostatnia część parta o Marcesce, mam nadzieję, że się podoba. Kocham was <3

<3
OdpowiedzUsuńwrócę.
Cudo !!!
OdpowiedzUsuńSzkoda, że to koniec... ;-;
Czekam na next :*
Kocham, po prostu kocham tego parta! ❤❤
OdpowiedzUsuńA o kim bedzie kolejny?
Szkoda mi tylko bo raczej nie napiszesz kolejnego o Marcesce ;-;
Tak czy tak juz sie nie moge doczekac ;3
Besos-Maja❤
Wszystko w notce. Dziękuję <3
UsuńCudeńko <3 słodka marcesca i wogle fajny pomysł. Mam pytanie a co z op o leonettcie? Czekam na odpowiedź :)
OdpowiedzUsuńEhm, jak co z partem o Leonetcie? -,-
UsuńPrzepraszam za pomyłkę ;) op w sidłach anoreksji już dawno zakończony ! Wracając do tego ten jest wzruszający. Pokazuję akceptację i szczerą miłość!! Boski <3 jeszcze raz przepraszam za pomyłkę
UsuńDziękuję.
UsuńPostaram się tu wrócić jak najszybciej!
OdpowiedzUsuńCudo *O*
Okkej :>
UsuńBrak mi słów... Nie wiem jak Ty to robisz, ale zawsze jestem zachwycona Twoimi dziełami ♥
OdpowiedzUsuńCzysta perfekcja, dużo talentu, czego chcieć więcej? ;)
Cudowny part ♥ Kolejna perełka do kolekcji *.*
Aaa, taki słodki ten gif na samej górze *.* Trochę tęsknie za tą parą. Dobrze, że przynajmniej u Ciebie można poczytać o Marcesce ;)
Jestem kompletnie zachwycona tym, w jaki sposób ukazałaś relacje Fran i Fede. Oprócz wyjątkowej miłości, która pojawiła się w życiu Fran, to relacje brat-siostra również przykuwają uwagę i zachwycają ;)
Każdy na swojej drodze spotyka swoją drugą połówkę. Dla tej drugiej osoby mimo wszystko zawsze będziesz wyjątkowy. Ciesze się, że Fran posłuchała głosu serca i wyznała swoje uczucia.
Nie męczę Cię więcej i kończę ten swój bezsensowny komentarz ;)
Pozdrawiam,
Rachel ;*
Bardzo dziękuję ;**
UsuńCoś pięknego ;*
OdpowiedzUsuńRozumiem, że następny OP o Fedemiłce? ;)
Naprawdę cały OP był tak dobrze napisany, lepiej niż nie jedna książka, serio ;)
Czekam na Fedemiłkę ;)
P.S. Ponadrabiałam już część zaległości na tym oto boskim blogu :*
UsuńDziękuję <3
UsuńZałożyłam konto...w końcu :)
OdpowiedzUsuńNie komentowałam tu, bo nie wiedziałam, że ten blog istnieje, tak się zajęłam tym drugim XD
Przeczytałam wszystkie części i powiem tak:
CUDA CUDA ty tu piszesz :*
Takiego świetnego OS'a dawno nie czytałam...
Na prawdę, przy tym jak Fran tak się bała związać z Marco aż łza mnie korciła w oku.
Boskie <3 ♥
Kochaaam :*
~Aileen
Super!!
OdpowiedzUsuńA tak po za tym, dlaczego wydaje mi się, że to już koniec? :(
Dziękuję :)
UsuńKoniec czego?
Cudowny, za Marcescą nie przepadam ale przeczytałam i jestem zachwycona!
OdpowiedzUsuńO kim będzie kolejny? :)