sobota, 31 stycznia 2015

ONE PART MARCESCA - Niema miłość cz 2


Federico: Powiem tak. Francesca jest moją młodszą siostrą i jest dla mnie najważniejsza na świecie.
Marco: Wiem, mówiła mi.
Federico: To świetnie. Widzę, jak się zachowuje, kiedy o tobie mówi. Widzę, że jest szczęśliwa, a to właśnie mi chodzi. Powiem ci tylko jedno. Ona jest głuchoniema. Jeśli masz zamiar zrobić jej nadzieję, a później zniknąć, to lepiej odejdź teraz.
Marco: Domyśliłem się po naszym pierwszym spotkaniu. Wiem, że nie jest taka jak inne dziewczyny. Gdybym miał zamiar uciec, nie pisałbym teraz z tobą.
Federico: Więc co masz zamiar zrobić?
Marco: Na razie nic. Francesca jest cudowną osobą, mimo wszystko. Dobrze mi się z nią rozmawia, jesteśmy do siebie podobni. Kiedyś może pomyślę o czymś więcej. Na razie wsytarczy mi przyjaźń.
Federico: Jednak nie jesteś takim debilem, za jakiego cię miałem. Okej. Spotykaj się z nią. Ale tylko spróbuj ją skrzywdzić. Obiecuję, że mnie popamiętasz.
Marco: Proste, stary.

- Francesca, drzwi otwórz! - wrzasnął.
Do salonu weszła jego siostra. Poprawiała coś w aparacie słuchowym za uchem. - Mówiłeś coś?
Spojrzał na nią. - Co jest?
Pokręciła przecząco głową. Skrzywiła się. Wyjęła aparat.
- Poczekaj chwilę, otworzę drzwi. - Tym razem również użył gestów; mogła nie usłyszeć.
Za drzwiami stał Marco. Już nie pierwszy raz - ten chłopak często do nich przychodził. Na początku Federico musiał siedzieć cały czas z nimi i tłumaczyć wszystko co mówiła Francesca, po jakimś jednak czasie zaczęli dogadywać się łamanym migowym. Dawali radę, chociaż nieraz było przy tym dużo śmiechu.
- Mamy mały problem - powiedział prowadząc go do salonu.
Włoszka uśmiechnęła się do chłopaka. Podeszła do niego i pocałowała go w policzek. Wyjęła aparat z ucha i podała go Federico.
- Co się stało? - zaniepokoił się Marco.
Francesca pokręciła przecząco głową i uspokoił go ruchem ręki.
- Jasne - mruknął Federico - kup najdroższy aparat. Najlepszy. Wysoka jakość dźwięku, słuch poprawiony do poziomu dobrego. A później się chrzani. Ja dziękuję za takie coś. - Popstrykał coś w aparacie. Oddał go siostrze. - Sprawdź teraz.
Dziewczyna założyła go na ucho. Zagryzła wargę. - W porządku.
Zmierzył ją wzrokiem.
- Na pewno?
Pokiwała głową i uśmiechnęła się, po czym złapała Marco za rękę i pociągnęła go za sobą na górę. Federico zdążył zawołać jeszcze „Pamiętajcie, że ja nadal jestem w domu” a później drzwi do jej pokoju się zamknęły.
- Fran, coś się stało? - spytał.
Uśmiechnęła się. Usiadła na łóżku, on obok niej. - Znowu dali mi jakieś badziewie, nic takiego.
Dopiero po kilku powtórzeniach zrozumiał o co jej chodzi.
- Ale działa? - Pokiwała głową. - A co, jak się do końca zepsuje?
Machnęła ręką z lekceważeniem. Chciał nadal ją wypytywać, ale ona - niespodziewanie - rzuciła poduszką prosto w jego twarz. Spojrzał na nią. Uśmiechnął się chytrze. - Nie, nie, koleżanko, tak się bawić nie będziemy.
Poderwała się na nogi; on zaraz za nią. Pokój był mały, zbyt wiele miejsca to tutaj nie było. Nie miała za dużo dróg ucieczki.
- Wiesz, że i tak cię złapię, prawda?
Stanęła za stołem. Marco po drugiej stronie. Oparł się o blat i pochylił w jej kierunku. Rzuciła wzrokiem za siebie. Stała praktycznie pod ścianą. Już ją miał.
Nawet nie zdążyła zauważyć, kiedy obiegł stół wokół, chwycił ją za ramiona i popchnął na łóżko. Pisnęła na tyle głośno, by było ją słychać piętro niżej. Złapał ją za nadgarstki i przycisnął do łóżka. - Nie piszcz, bo Federico pomyśli, że ci coś robię. - Jej wzrok w tym momencie mówił z ironią „Nie, rzeczywiście, nie robisz mi nic”. - Teraz możemy się potargować. Co mi dasz, żebym cię puścił? - Potrząsnęła głową, co miało oznaczać, że oczywiście nic za to nie dostanie. - Jesteś pewna? Może to jeszcze przemyśl. - Zmrużyła oczy i spoglądnęła na niego spod przymkniętych powiek. - Hm... wiesz co? Buziak wystarczy. No w policzek tylko. Co ty na to?
Przez moment wyglądała jakby się zastanawiała. W końcu podniosła głowę na tyle, by złożyć na jego policzku pocałunek. Później z powrotem położyła się na łóżku. Chwila zapomnienia, i wpatrywali się sobie w oczy. Otrząsnął się, puścił ją, a ona szybko sięgnęła po notes i długopis leżący na stoliku obok niej.
Przez moment skrobała coś na papierze. W końcu podała mu go, na śnieżnobiałej kartce czarnym długopisem zapisane było kilka słów, niekoniecznie czytelnym pismem.
Obiecaj, że się we mnie nie zakochasz.”
Spojrzał na nią. Przygryzała wargę. Czekała na jego odpowiedź.
- Tak - odezwał się. - Obiecuję.
Nie wiedział, czy to co mówi, jest prawdą. Już coś czuł do tej niepełnosprawnej dziewczyny. Dogadywał się z nią aż nazbyt dobrze. Wiedział doskonale, że gdyby kiedyś postanowił związać się z nią, jego życie zmieniłoby się - przecież do końca życia nie mogliby się dogadywać tak jak teraz. Ale jego to nie odstraszało. Jeśli ją pokocha, to bez względu na wszystko.
Miłość jest w końcu bezwarunkowa.

12/11/2014 14:02
Do: Francesca
Zejdź na dół, ile mogę cię wołać?

Po chwili usłyszał, jak jego siostra schodzi po schodach.
- Chodź do kuchni! - krzyknął.
  Przekroczyłapróg. Spojrzała na niego nieprzytomnie. Jej twarz wyglądała na zmęczoną, cała była blada. Federico zaniepokoił się w jednym momencie.
- Co się dzieje? - Podszedł do niej. Chwycił ją za ramię. Pokręciła przecząco głową. Uniósł jej podbródek do góry. - Źle się czujesz?
Spojrzała na niego. Już podnosiła ręce, żeby coś powiedzieć, kiedy poczuła, jak wielka gula podchodzi jej do gardła. Po chwili zwymiotowała na podłogę przed sobą. Zakrztusiła się powietrzem. Federico chwycił ją mocno w pasie. Pociągnął ją w stronę zlewu. Za moment zwymiotowała po raz kolejny.
- Już, spokojnie. - Odsunął ją od blatu i posadził na ziemi, a sam wyjął z szafki plastikową miskę i usiadł obok niej. Podstawił jej ją pod nos. Przyłożył rękę do jej czoła. - Nie masz gorączki. Już w porządku.
Pokiwała powoli głową. - Przepraszam, ja nie chciałam...
- Wiem, mała. - Odgarnął jej włosy z twarzy. - Nic się nie stało. Poczekaj tutaj.
Wstał z ziemi. Umył podłogę i wrócił do niej. Podał jej rękę i pomógł jej wstać.
- Mogę się założyć, że znowu łapie cię zapalenie płuc. Lepiej pojedziemy do lekarza.
W momencie odsunęła się do niego i spojrzała w jego stronę spod byka. Pokręciła przecząco głową. - Nie ma mowy.
- Nie będziesz o tym decydowała. Jak powiem, że pojedziemy, to pojedziemy.
- Nie. Będę decydowała sama za siebie.
- Francesca, nie dyskutuj. Nie będę jeździł z tobą po szpitalach, jak coś ci się stanie.
- Nie rób z igły wideł, przecież czuję się dobrze.
Zmierzył ją wzrokiem. - Idź do salonu, ja dzwonię do lekarza.
Coś się w niej zagotowało. Nie chciała. Nienawidziła lekarzy z całego serca. Miała ich dość, po tych wszystkich operacjach, które przeszła będąc jeszcze dzieckiem. Zraziła się do nich mając kilka lat.
- Nie jadę do żadnego lekarza!
- Przestań, nie utrudniaj tego, dobrze wiesz, że i tak pojedziesz.
- Nie pojadę! - W tym momencie chciała krzyczeć, krzyczeć z całych sił, ale nie mogła. - Nie będę robić tego, co mi każesz! - Zaczął coś mówić, ale uciszyła go ruchem ręki. - Pomyśl trochę o mnie!
- Myślę tylko i wyłącznie o tobie, i nie mów, mi że jest inaczej.
- Jest! Mówię, że nie chcę jechać, więc nie pojadę i nie zmusisz mnie! Myślisz tylko o sobie, ja cię nie obchodzę! Zastanów się trochę. Weź pod uwagę moje zdanie!
- Ja za ciebie odpowiadam, więc ja decyduję, to jest chyba jasne. A tobie radzę zastanowić się nad tym co mówisz, bo możesz tego pożałować.
Była tego świadoma, ale w tym momencie jej to nie interesowało. Wybuchła. Zaczęła wytykać mu błędy, których nie popełnił. Była na niego wściekła. Nie potrafiła się kontrolować. Miała ochotę się na kimś wyżyć. Na przykład na nim.
- Do pokoju - warknął, kiedy powiedziała za dużo. Chwycił ją za ramię i bez cienia delikatności popchnął w kierunku drzwi. - I nie pokazuj mi się na oczy.
Rzuciła jeszcze w jego stronę krótkie spojrzenie, po czym wyszła z kuchni z całej siły trzaskając drzwiami. Chciała odejść, ale w tym momencie one znów się otworzyły. Jej brat złapał ją za rękę i odwrócił gwałtownie w swoją stronę. Chwycił ją mocno za brodę.
- Nie trzaskaj tymi drzwiami, dobrze ci radzę, bo zaraz ja trzasnę ciebie.
Chciała cię wyrwać, ale on jej nie pozwolił. W tym momencie się przestraszyła.
- I następnym razem - Uderzył ją dosyć lekko w policzek - pomyśl zanim coś powiesz albo zrobisz. Szoruj do pokoju.
Popchnął ją w stronę schodów. Wbiegła na górę, potykając się o kilka stopni. Wpadła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. Zrezygnowana rzuciła się na łóżko. Za chwilę obok niej znalazł się wielki, biały pies - Lalo. Był jej najlepszym przyjacielem - prócz Federico, oczywiście - od dziecka. Rozumiał wiele gestów, był psem przewodnikiem. I może to dziwnie brzmiało, ale wspaniale się rozumieli.
Przygarnęła go ręką do siebie i wtuliła twarz w jego włosy. Pachniał. Nie wiedziała dokładnie czym, było to mieszanka karmy dla zwierząt i jeszcze czegoś innego, dało się również czuć płyn truskawkowy, w którym wykąpała go kilka dni wcześniej.
Niedługo później Federico wszedł do jej pokoju i głosem nieznoszącym sprzeciwu kazał jej zejść na obiad. Chciała powiedzieć, że nie jest głodna, ale on dosyć bardzo podniósł ton głosu, więc musiała zejść do kuchni. Jeszcze przy stole nawrzeszczał na nią, żeby nie rozgrzebywała jedzenia i siedziała jak człowiek. Nie odszczekiwała się, bo wiedziała, że cała ich kłótnia była tylko i wyłącznie z jej winy.
Wróciła na górę najszybciej jak tylko mogła.
Opadła na łóżko.
Poczucie winy wywołało kilka słonych łez.

Kiedy nie odpisywała na esemesy ani wiadomości na mailu, zaniepokoił się. Wiedział, że zawsze ma przy sobie telefon i rzadko kiedy gdzieś się bez niego rusza. Postanowił sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku.
Drzwi otworzył Federico. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Coś nie tak? - spytał.
- Wszystko jest nie tak - warknął chłopak.
Marco spojrzał na niego zdezorientowany. Federico usiadł na sofie i chwycił do ręki pilot.
- Co się stało? Gdzie jest Francesca?
- U siebie, i lepiej niech nie wychodzi. Tak tylko mówię.
- Pokłóciliście się? - zgadnął. - O co?
Włoch przez chwilę nie odpowiadał.
- Ta gówniara nie będzie się rządzić - odezwał się po chwili.
Spojrzał na niego z powątpiewaniem. - Ona się rządziła?
Stanął na nogi. - Skoro tak bardzo jej przeszkadzam, to niech radzi sobie sama. Dość, że wszystko jej pod nos podstawić, to jej jeszcze mało. Chcę jej pomóc a ona nie chce? - nie ma sprawy. Ale dzień dziecka się dzisiaj kończy. Na zbyt wiele rzeczy jej pozwalałem. Jest chora, okej, ja to rozumiem, ale to ja za nią odpowiadam i to ja będę decydował. A jak dalej się będzie tak zachowywać, to kiedyś może dostać w tej swój niewyparzony pysk. Lepiej dla niej będzie jak się trochę pohamuje.
- Ścisz trochę, bo może cię usłyszeć.
- Wątpię w to. A nawet jeśli? Bardzo dobrze, niech słyszy. Niech wie, że sobie nagrabiła. I niech nie ma do nikogo pretensji.
Odpowiedział dopiero po momencie. - Co zrobiła?
- Widzę, że się źle czuje. Zwymiotowała na podłogę, ale ona twierdzi, że wszystko jest w porządku. Za cholerę nie pojedzie do lekarza i na dodatek stwierdziła, że myślę tylko o sobie. Nie ma sprawy. Ale to ona będzie żałowała, nie ja.
- Pójdę do niej - odezwał się.
- A proszę cię bardzo, idź. Idź, pogłaskaj ją po główce, pociesz ją, bo przecież ja jestem takim okropnym bratem i nie potrafię nic innego prócz wydzierania się na nią. Tak, masz rację, idź.
Nie skomentował tego. Odwrócił się i ruszył do schodów. Wszedł na górę i skierował się do pokoju Francesci. Zapukał, ale nie usłyszał odpowiedzi. Nacisnął jednak klamkę i otworzył drzwi.
Siedziała na parapecie przy oknie, jedną ręką głaskając siedzącego na pudle obok psa. Chyba usłyszała jak wchodzi, bo odwróciła się w jego stronę, jednak nie ruszyła się z miejsca. Podszedł do niej. Nie uśmiechnął się, mimo że robił to zawsze. Patrzył na nią. Nie wyglądała dobrze. Była blada jak nigdy wcześniej, a na policzkach widział jeszcze ślady łez.
- Federico mi powiedział - rzekł. - Chcę teraz, żebyś mnie posłuchała.
Pokręciła przecząco głową i chyba chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej. - Masz mnie posłuchać. - Stanął przy niej i położył rękę na jej kolanie. - Twój brat wie, ja wiem, i ty też bardzo dobrze wiesz, że przesadziłaś. Nie będę prawił ci żadnych kazań, bo nie po to tutaj przyszedłem. Ale nie wierzę, że naprawdę myślisz tak, jak powiedziałaś. Mylę się? - Zagryzła wargę i zaprzeczyła ruchem głowy. - No właśnie. I chyba nie powiesz mi, że nie żałujesz? - Ponownie potrząsnęła głową. - Federico jest wściekły. Doskonale wiesz, że wszystko co robi, robi dla ciebie, i nawet nie próbuj temu zaprzeczać. A wiesz co powinnaś teraz zrobić? - Spojrzała na niego. - Iść do niego i go przeprosić, nieważne jak bardzo się boisz czy wstydzisz. Należy mu się. Rozumiemy się? - Pokiwała głową. - A teraz proszę o uśmiech. Nie lubię widzieć cię smutnej. - Kąciki jej ust uniosły się ku górze. - Bardzo dobrze. To co? Idziemy na dół?
Pokiwała głową. Chwyciła go za ramię i ciężko zeszła z parapetu. Lalo zaszczekał i skoczył ku niej. Uśmiechnęła się do niego i pogłaskała go po głowie.
Zeszli na dół. Marco popchnął Francescę w kierunku salonu, gdzie znajdował się jej brat, a sam skrył się za drzwiami.
Dziewczyna niepewnym krokiem podeszła Włocha. Siedział na sofie. Stanęła przed nim, założyła ręce na piersi, zagryzła wargę i wbiła wzrok w swoje stopy.
- Sprężaj się, bo zajęty jestem - rzucił chłopak, nie przerywając skakania po kanałach.
- Chciałam cię przeprosić.
- Przeprosić mnie chciałaś? Zmartwię cię. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- Ale Federico, ja naprawdę...
- No co naprawdę? - przerwał jej. - Przepraszam cię bardzo, Fran, ale nie dziw się, że nie chcę cię widzieć po tym co mi powiedziałaś. Wyjdź stąd.
Westchnęła. Przetarła oczy ręką. Kucnęła przy swoim bracie. Chwyciła go za rękę. Spojrzał na nią. - Przepraszam. Nie chciałam, poniosło mnie, wiesz, że ja tak nie myślę. Federico, przecież mnie znasz, ja taka nie jestem, ja cię kocham, wiem, że ty kochasz mnie, musisz mi uwierzyć. Przepraszam.
Przez chwilę patrzył tylko na nią, nic nie mówiąc. Złapał ją za ramię i pociągnął. - Usiądź tutaj.
Usadowiła się na sofie obok niego. Patrzyła na niego uważnie.
- Nie wiem dlaczego tak powiedziałaś - zaczął. - Ale miłe to nie było. - Chciała coś powiedzieć, ale uciszył ją. - Powinnaś wiedzieć, że ja chcę dla ciebie tylko dobrze. Zbyt często o tym zapomninasz, a ja mam na uwadze tylko i wyłącznie twoje dobro. A teraz - Odwrócił ją w swoją stronę. Chwycił ją za brodę - uważnie mnie posłuchaj. Jeszcze raz odstawisz coś takiego. Albo przynajmniej spróbujesz. Obiecuję ci, że nie będę się hamował. Dostaniesz, i to tak, że na długo tego pożałujesz. Rozumiemy się?
Pokiwała głową. Puścił ją i uśmiechnął się. - A teraz dawaj buziaka i postaram się zapomnieć.
Odwzajemniła uśmiech i pocałowała go w policzek. Cieszyła się. Nieważne, jak wiele rzeczy się teraz zmieni, ona była szczęśliwa, że jej brat jej wybaczył, bo równie dobrze mógł tego nie zrobić.
- Wyłaź zza tych drzwi idioto, bo jak myślisz, że cię nie widać, to się mylisz.
- Powinienem być niewidzialny, nie wiem co się zepsuło - odparł chłopak przekraczając próg salonu.
Usiadł w fotelu i przyjrzał się im uważnie. - Wiecie co? Nieraz chciałbym mieć rodzeństwo. To tak trochę głupio być samemu. Ale w sumie wiecie, to, że byłem jedynym dzieckiem, też miało swoje plusy. Tylko, że jak tak się patrzę na was, to żałuję, że nigdy nie miałem żadnego brata czy siostry.
- Ja czasami mam ochotę wyrzucić ją przez okno, więc nie wiem, czy coś straciłeś - odezwał się Federico.
Francesca spojrzała na niego z oburzeniem i uderzyła go w tył głowy. On tylko się zaśmiał. - Tak, też cię kocham, siostrzyczko.
Dziewczyna spojrzała na Marco i wykonała gesty, które jednoznacznie pokazywały, za jakiego idiotę go uważała.
- Udam, że tego nie widziałem - mruknął rzucając spojrzenie w jej stronę.
Uśmiechnęła się niewinnie.
Zaraz też uśmiech ten zniknął z jej twarzy.
W uszach usłyszała przeraźliwie głośny, wysoki pisk. Przedzierał się przez jej głowę, a ona miała wrażenie, że zaraz ją rozerwie. Przyłożyła ręce do uszu, zamknęła oczy i zacisnęła zęby.
Ktoś odciągnął jej rękę, był to Federico. Wyciągnął z jej ucha aparat. Pisk zelżał. Wyłączył urządzenie, bo po chwili umilkł on zupełnie. Wzięła głęboki oddech. Jej brat objął ją ramieniem.
- W porządku? - spytał
Pokiwała głową. Dopiero po chwili zauważyła kucającego obok niej Marco. Chwycił ją za rękę. Uśmiechnął się lekko.
- Co to było? - spytał.
- Tamto dziadostwo - odparł. - Zepsuło się do końca. Najgorsze jest to, że bez niego ona praktycznie nic nie słyszy.
- Jak to w ogóle jest z jej słuchem? - Nigdy o to nie pytał.
- Na prawe ucho słyszy w 30 procentach, na lewe nie słyszy wcale. Sam się domyśl, jak to może być. - Spojrzał na swoją siostrę. - Francesca - Spojrzała na niego. - Dasz sobie radę. Załatwię ci nowy aparat, ale musisz sobie poradzić do tego czasu. Tak?
Dziewczyna pokiwała głową.
- To ona cię w końcu słyszy czy nie? - zaciekawił się Marco.
Włoch spojrzał na niego jak na idiotę. - Ty serio jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Czyta z ruchu warg, geniuszu. Więc jak będziesz coś do niej mówił, to nie nawijaj jak katarynka, bo nic nie zrozumie. Idę zadzwonić, zaraz wracam. Pilnuj jej.
Podniosła głowę, kiedy wychodził. Potarła dłońmi skronie. Odetchnęła głęboko. Przeniosła wzrok na Marco i uśmiechnęła się lekko.
Usiadł na sofie i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie. Nachylił się nad jej uchem.
- Kocham cię - szepnął, pierwszy raz, myśląc, że Francesca tego nie słyszy.
Pomylił się. Szept był zbyt głośny. Słyszała. Doskonale go słyszała.
Choć wolała, żeby było inaczej.

         Kolejna część, mam nadzieję, że się spodoba :) Ostatnia za tydzień. Zapraszam na covery, kocham was <3

  
 

17 komentarzy:

  1. Cover- jak zwykle prześliczne. Utalentowana pisarka i jeszcze do tego głoś jak dzwon. Pięknie. <33
    I wreszcie moja Marcesca <3 Juhu!
    Zaraziłaś mnie tą parą, wiesz? Bardzo ich lubię, i aczkolwiek kocham Diego i bardzo lubię Diecescę, to brakuje mi Marco w serialu. Byli tak słodką parą ;*
    Co do parta, to WOW. Wspaniałe. Ta seria, z braku lepszej nazwy, jest jedną z moich ulubionych. Podoba mi się, jak prawie każda, bo wybierasz trudne tematy, głównie takie, o jakich nikt nie pisze. I to jest mega fajne. ;))
    Ta część była taka... słodka? Tak, była słodka XD
    Mimo kłótni, to naprawdę miło mi się ją czytało. <3
    Wiesz, jedno mnie tylko zastanawia, w twoich partach, to zawsze dziewczyną jest tą słabszą stroną potrzebującą pomocy itp., a facet ma za zadanie dźwigać ten ciężar i pomagać ukochanej. Może raz coś innego? Byłoby fajnie <33
    Czekam na trzecią część i na notkę organizacyjną. Mam tylko nadzieję, że to nic smutnego, tylko na przykład konkurs. ^^
    Trzymaj się ciepło, zbieraj wenę.
    ~Szerlotka (kiedyś C.Lambre)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej ja wiem, że zawsze robię z dziewczyny taką ofiarę, a chłopak to ten silny taki, ale mi tak pasuje :C Ale nie martw się, w części trzeciej będzie taki fragment, gdzie to Fran będzie w pewnym sensie tą silniejszą.
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. To fajnie, ale jakby raz panna dbała o swojego ukochanego...
      No cóż, prawo autora. <33

      Usuń
    3. Panna dba, ale żeby dbać, wcale tą silniejszą być nie musi.

      Usuń
  2. Świetny OS !!!
    Uwielbiam go
    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Cię po prostu uwielbiam...
    Te OS;y... Na dodatek teraz o Marcesce...
    Cudo po prostu cudo! <33333
    Kiedy przeczytałam, że Francesca powiedziała: ''obiecaj, że się we mnie nie zakochasz'' to aż mi się płakać zachciało ;-;
    Ta kłótnia między rodzeństwem... Najpierw byłam zła, że skłóciłaś mojego kochanego Fede i Fran, ale przecież sama co najmniej raz dzienne kłócę się ze swoją młodszą siostrą czy bratem więc... xd Normalka xd
    A te ostatnie słowa... ''Kocham Cię''... Aż się rozmarzyłam... A potem takie ''WTF on się miał nie zakochiwać! Chyba się nie udało xd''
    I ona to usłyszała... To takie słooodkie, a zarazem takie... Okrutne? Nie ważne.
    Dziękuję, że napisałaś coś takiego. Po prostu... Dziękuję :)
    Przepraszam za ten psychiczny komentarz tam na górze xd
    Już się nie mogę doczekać kolejnej części! <333
    Buziole - Maja<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Witaj ;*
      Co ja mogę napisać? Po prostu piękne, piękne jak zawsze ♥
      Zawsze jestem zachwycona tym co napiszesz ;*
      Fran i Fede ostro się pokłócili, ale nawet między kochającym się rodzeństwem zdarzają się sprzeczki. W złości czasem powiemy coś czego nie powinniśmy.
      Marco, mimo obietnicy, którą złożył Fran, zakochał się... Niestety głosu serca nie da się uciszyć. "Kocham Cię" tak piękne słowa, które jakimś cudem rozbrzmiały w jej uszach. Nieprawdopodobna może być siła miłości ;)
      Rewelka *.*

      Pozdrawiam,
      Rachel ;*

      Usuń
  5. Olu,
    jak zawsze pięknie!
    Niezbyt przepadam za Marcescą (choć wiem, że ty ją naprawdę kochasz..♥), ale ten OS..coś cudownego.
    Francesca taka biedulka...
    A Feduś? Jej cudowny braciszek <3
    I Marco! (nie lubię Go) Ale tu przedstawiłaś go...tak inaczej.
    Bynajmniej podobało mi się!
    Bardzo, skarbie!
    Czekam na kolejną część.
    Mam ogromną nadzieję, że wstawisz ją jak najszybciej!
    Kocham mocno!
    Pozdrawiam i całuję!



    xoxo



    Stevie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Olu, jak ty cudnie piszesz :*
    Nie myślałaś może, żeby pisać tylko o Marcesce? Naprawdę, twoje prace właśnie o tej parze są najpiękniejsze <3
    I wcale tego nie mówię, bo ja szaleję za nimi, nie. 100 razy bardziej wolę Fedemiłę, ale wiem, że ty ich bardzo lubisz, a pisanie o nich wychodzi Ci, według mnie, najlepiej ^^
    To czyta się tak lekko, tak przyjemnie.
    Więcej takich OS'ów ♥
    W tamtej części za bardzo nie rozumiałam o co chodzi ze słuchem Fran, ale w tym wszystko fajnie wytłumaczyłaś :*
    Federico jest kochany ^^
    Duuuuuuuuuuuuuuuużo weny!
    Pozdrawiam.

    xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za tą parą ale tutaj jest tak jakoś inaczej. Naprawdę świetnie !

    Ja tez postanowiłam wrócić do tego co zaczęłam jakiś czas temu.
    Zapraszam do mnie: http://fedemila-moja-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie <3
    Marco <33
    Federico <333
    Fran ma jednak trochę szczęścia ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)