Federico: Powiem tak. Francesca jest moją
młodszą siostrą i jest dla mnie najważniejsza na świecie.
Marco: Wiem, mówiła mi.
Federico: To świetnie. Widzę, jak się
zachowuje, kiedy o tobie mówi. Widzę, że jest szczęśliwa, a to
właśnie mi chodzi. Powiem ci tylko jedno. Ona jest głuchoniema.
Jeśli masz zamiar zrobić jej nadzieję, a później zniknąć, to
lepiej odejdź teraz.
Marco: Domyśliłem się po naszym pierwszym
spotkaniu. Wiem, że nie jest taka jak inne dziewczyny. Gdybym miał
zamiar uciec, nie pisałbym teraz z tobą.
Federico: Więc co masz zamiar zrobić?
Marco: Na razie nic. Francesca jest cudowną
osobą, mimo wszystko. Dobrze mi się z nią rozmawia, jesteśmy do
siebie podobni. Kiedyś może pomyślę o czymś więcej. Na razie
wsytarczy mi przyjaźń.
Federico: Jednak nie jesteś takim debilem, za
jakiego cię miałem. Okej. Spotykaj się z nią. Ale tylko spróbuj
ją skrzywdzić. Obiecuję, że mnie popamiętasz.
Marco: Proste, stary.
- Francesca, drzwi
otwórz! - wrzasnął.
Do salonu weszła
jego siostra. Poprawiała coś w aparacie słuchowym za uchem. -
Mówiłeś coś?
Spojrzał na nią. -
Co jest?
Pokręciła
przecząco głową. Skrzywiła się. Wyjęła aparat.
- Poczekaj chwilę,
otworzę drzwi. - Tym razem również użył gestów; mogła nie
usłyszeć.
Za drzwiami stał
Marco. Już nie pierwszy raz - ten chłopak często do nich
przychodził. Na początku Federico musiał siedzieć cały czas z
nimi i tłumaczyć wszystko co mówiła Francesca, po jakimś jednak
czasie zaczęli dogadywać się łamanym migowym. Dawali radę,
chociaż nieraz było przy tym dużo śmiechu.
- Mamy mały problem
- powiedział prowadząc go do salonu.
Włoszka uśmiechnęła
się do chłopaka. Podeszła do niego i pocałowała go w policzek.
Wyjęła aparat z ucha i podała go Federico.
- Co się stało? -
zaniepokoił się Marco.
Francesca pokręciła
przecząco głową i uspokoił go ruchem ręki.
- Jasne - mruknął
Federico - kup najdroższy aparat. Najlepszy. Wysoka jakość
dźwięku, słuch poprawiony do poziomu dobrego. A później się
chrzani. Ja dziękuję za takie coś. - Popstrykał coś w aparacie.
Oddał go siostrze. - Sprawdź teraz.
Dziewczyna założyła
go na ucho. Zagryzła wargę. - W porządku.
Zmierzył ją
wzrokiem.
- Na pewno?
Pokiwała głową i
uśmiechnęła się, po czym złapała Marco za rękę i pociągnęła
go za sobą na górę. Federico zdążył zawołać jeszcze
„Pamiętajcie, że ja nadal jestem w domu” a później drzwi do
jej pokoju się zamknęły.
- Fran, coś się
stało? - spytał.
Uśmiechnęła się.
Usiadła na łóżku, on obok niej. - Znowu dali mi jakieś
badziewie, nic takiego.
Dopiero po kilku
powtórzeniach zrozumiał o co jej chodzi.
- Ale działa? -
Pokiwała głową. - A co, jak się do końca zepsuje?
Machnęła ręką z
lekceważeniem. Chciał nadal ją wypytywać, ale ona -
niespodziewanie - rzuciła poduszką prosto w jego twarz. Spojrzał
na nią. Uśmiechnął się chytrze. - Nie, nie, koleżanko, tak się
bawić nie będziemy.
Poderwała się na
nogi; on zaraz za nią. Pokój był mały, zbyt wiele miejsca to
tutaj nie było. Nie miała za dużo dróg ucieczki.
- Wiesz, że i tak
cię złapię, prawda?
Stanęła za stołem.
Marco po drugiej stronie. Oparł się o blat i pochylił w jej
kierunku. Rzuciła wzrokiem za siebie. Stała praktycznie pod ścianą.
Już ją miał.
Nawet nie zdążyła
zauważyć, kiedy obiegł stół wokół, chwycił ją za ramiona i
popchnął na łóżko. Pisnęła na tyle głośno, by było ją
słychać piętro niżej. Złapał ją za nadgarstki i przycisnął
do łóżka. - Nie piszcz, bo Federico pomyśli, że ci coś robię.
- Jej wzrok w tym momencie mówił z ironią „Nie, rzeczywiście,
nie robisz mi nic”. - Teraz możemy się potargować. Co mi dasz,
żebym cię puścił? - Potrząsnęła głową, co miało oznaczać,
że oczywiście nic za to nie dostanie. - Jesteś pewna? Może to
jeszcze przemyśl. - Zmrużyła oczy i spoglądnęła na niego spod
przymkniętych powiek. - Hm... wiesz co? Buziak wystarczy. No w
policzek tylko. Co ty na to?
Przez moment
wyglądała jakby się zastanawiała. W końcu podniosła głowę na
tyle, by złożyć na jego policzku pocałunek. Później z powrotem
położyła się na łóżku. Chwila zapomnienia, i wpatrywali się
sobie w oczy. Otrząsnął się, puścił ją, a ona szybko sięgnęła
po notes i długopis leżący na stoliku obok niej.
Przez moment
skrobała coś na papierze. W końcu podała mu go, na śnieżnobiałej
kartce czarnym długopisem zapisane było kilka słów, niekoniecznie
czytelnym pismem.
„Obiecaj, że
się we mnie nie zakochasz.”
Spojrzał na nią.
Przygryzała wargę. Czekała na jego odpowiedź.
- Tak - odezwał
się. - Obiecuję.
Nie wiedział, czy
to co mówi, jest prawdą. Już coś czuł do tej niepełnosprawnej
dziewczyny. Dogadywał się z nią aż nazbyt dobrze. Wiedział
doskonale, że gdyby kiedyś postanowił związać się z nią, jego
życie zmieniłoby się - przecież do końca życia nie mogliby się
dogadywać tak jak teraz. Ale jego to nie odstraszało. Jeśli ją
pokocha, to bez względu na wszystko.
Miłość jest w
końcu bezwarunkowa.
12/11/2014 14:02
Do: Francesca
Zejdź na dół,
ile mogę cię wołać?
Po chwili usłyszał,
jak jego siostra schodzi po schodach.
- Chodź do kuchni!
- krzyknął.
Przekroczyłapróg.
Spojrzała na niego nieprzytomnie. Jej twarz wyglądała na zmęczoną,
cała była blada. Federico zaniepokoił się w jednym momencie.
- Co się dzieje? -
Podszedł do niej. Chwycił ją za ramię. Pokręciła przecząco
głową. Uniósł jej podbródek do góry. - Źle się czujesz?
Spojrzała na niego.
Już podnosiła ręce, żeby coś powiedzieć, kiedy poczuła, jak
wielka gula podchodzi jej do gardła. Po chwili zwymiotowała na
podłogę przed sobą. Zakrztusiła się powietrzem. Federico chwycił
ją mocno w pasie. Pociągnął ją w stronę zlewu. Za moment
zwymiotowała po raz kolejny.
- Już, spokojnie. -
Odsunął ją od blatu i posadził na ziemi, a sam wyjął z szafki
plastikową miskę i usiadł obok niej. Podstawił jej ją pod nos.
Przyłożył rękę do jej czoła. - Nie masz gorączki. Już w
porządku.
Pokiwała powoli
głową. - Przepraszam, ja nie chciałam...
- Wiem, mała. -
Odgarnął jej włosy z twarzy. - Nic się nie stało. Poczekaj
tutaj.
Wstał z ziemi. Umył
podłogę i wrócił do niej. Podał jej rękę i pomógł jej wstać.
- Mogę się
założyć, że znowu łapie cię zapalenie płuc. Lepiej pojedziemy
do lekarza.
W momencie odsunęła
się do niego i spojrzała w jego stronę spod byka. Pokręciła
przecząco głową. - Nie ma mowy.
- Nie będziesz o
tym decydowała. Jak powiem, że pojedziemy, to pojedziemy.
- Nie. Będę
decydowała sama za siebie.
- Francesca,
nie dyskutuj. Nie będę jeździł z tobą po szpitalach, jak coś ci
się stanie.
- Nie rób z igły
wideł, przecież czuję się dobrze.
Zmierzył ją
wzrokiem. - Idź do salonu, ja dzwonię do lekarza.
Coś się w niej
zagotowało. Nie chciała. Nienawidziła lekarzy z całego serca.
Miała ich dość, po tych wszystkich operacjach, które przeszła
będąc jeszcze dzieckiem. Zraziła się do nich mając kilka lat.
- Nie jadę do
żadnego lekarza!
- Przestań, nie
utrudniaj tego, dobrze wiesz, że i tak pojedziesz.
- Nie pojadę!
- W tym momencie chciała krzyczeć, krzyczeć z całych sił, ale
nie mogła. - Nie będę robić tego, co mi każesz! - Zaczął
coś mówić, ale uciszyła go ruchem ręki. - Pomyśl trochę o
mnie!
- Myślę tylko i
wyłącznie o tobie, i nie mów, mi że jest inaczej.
- Jest! Mówię,
że nie chcę jechać, więc nie pojadę i nie zmusisz mnie! Myślisz
tylko o sobie, ja cię nie obchodzę! Zastanów się trochę. Weź
pod uwagę moje zdanie!
- Ja za ciebie
odpowiadam, więc ja decyduję, to jest chyba jasne. A tobie radzę
zastanowić się nad tym co mówisz, bo możesz tego pożałować.
Była tego świadoma,
ale w tym momencie jej to nie interesowało. Wybuchła. Zaczęła
wytykać mu błędy, których nie popełnił. Była na niego
wściekła. Nie potrafiła się kontrolować. Miała ochotę się na
kimś wyżyć. Na przykład na nim.
- Do pokoju -
warknął, kiedy powiedziała za dużo. Chwycił ją za ramię i bez
cienia delikatności popchnął w kierunku drzwi. - I nie pokazuj mi
się na oczy.
Rzuciła jeszcze w
jego stronę krótkie spojrzenie, po czym wyszła z kuchni z całej
siły trzaskając drzwiami. Chciała odejść, ale w tym momencie
one znów się otworzyły. Jej brat złapał ją za rękę i odwrócił
gwałtownie w swoją stronę. Chwycił ją mocno za brodę.
- Nie trzaskaj tymi
drzwiami, dobrze ci radzę, bo zaraz ja trzasnę ciebie.
Chciała cię
wyrwać, ale on jej nie pozwolił. W tym momencie się przestraszyła.
- I następnym
razem - Uderzył ją dosyć lekko w policzek - pomyśl zanim coś
powiesz albo zrobisz. Szoruj do pokoju.
Popchnął ją w
stronę schodów. Wbiegła na górę, potykając się o kilka stopni.
Wpadła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. Zrezygnowana rzuciła
się na łóżko. Za chwilę obok niej znalazł się wielki, biały
pies - Lalo. Był jej najlepszym przyjacielem - prócz Federico,
oczywiście - od dziecka. Rozumiał wiele gestów, był psem
przewodnikiem. I może to dziwnie brzmiało, ale wspaniale się
rozumieli.
Przygarnęła go
ręką do siebie i wtuliła twarz w jego włosy. Pachniał. Nie
wiedziała dokładnie czym, było to mieszanka karmy dla zwierząt i
jeszcze czegoś innego, dało się również czuć płyn truskawkowy,
w którym wykąpała go kilka dni wcześniej.
Niedługo później
Federico wszedł do jej pokoju i głosem nieznoszącym sprzeciwu
kazał jej zejść na obiad. Chciała powiedzieć, że nie jest
głodna, ale on dosyć bardzo podniósł ton głosu, więc musiała
zejść do kuchni. Jeszcze przy stole nawrzeszczał na nią, żeby
nie rozgrzebywała jedzenia i siedziała jak człowiek. Nie
odszczekiwała się, bo wiedziała, że cała ich kłótnia była
tylko i wyłącznie z jej winy.
Wróciła na górę
najszybciej jak tylko mogła.
Opadła na łóżko.
Poczucie winy
wywołało kilka słonych łez.
Kiedy nie odpisywała
na esemesy ani wiadomości na mailu, zaniepokoił się. Wiedział, że
zawsze ma przy sobie telefon i rzadko kiedy gdzieś się bez niego
rusza. Postanowił sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku.
Drzwi otworzył
Federico. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Coś nie tak? -
spytał.
- Wszystko jest nie
tak - warknął chłopak.
Marco spojrzał na
niego zdezorientowany. Federico usiadł na sofie i chwycił do ręki
pilot.
- Co się stało?
Gdzie jest Francesca?
- U siebie, i lepiej
niech nie wychodzi. Tak tylko mówię.
- Pokłóciliście
się? - zgadnął. - O co?
Włoch przez chwilę
nie odpowiadał.
- Ta gówniara nie
będzie się rządzić - odezwał się po chwili.
Spojrzał na niego z
powątpiewaniem. - Ona się rządziła?
Stanął na nogi. -
Skoro tak bardzo jej przeszkadzam, to niech radzi sobie sama. Dość,
że wszystko jej pod nos podstawić, to jej jeszcze mało. Chcę jej
pomóc a ona nie chce? - nie ma sprawy. Ale dzień dziecka się
dzisiaj kończy. Na zbyt wiele rzeczy jej pozwalałem. Jest chora,
okej, ja to rozumiem, ale to ja za nią odpowiadam i to ja będę
decydował. A jak dalej się będzie tak zachowywać, to kiedyś może
dostać w tej swój niewyparzony pysk. Lepiej dla niej będzie jak
się trochę pohamuje.
- Ścisz trochę, bo
może cię usłyszeć.
- Wątpię w to. A
nawet jeśli? Bardzo dobrze, niech słyszy. Niech wie, że sobie
nagrabiła. I niech nie ma do nikogo pretensji.
Odpowiedział
dopiero po momencie. - Co zrobiła?
- Widzę, że się
źle czuje. Zwymiotowała na podłogę, ale ona twierdzi, że
wszystko jest w porządku. Za cholerę nie pojedzie do lekarza i na
dodatek stwierdziła, że myślę tylko o sobie. Nie ma sprawy. Ale
to ona będzie żałowała, nie ja.
- Pójdę do niej -
odezwał się.
- A proszę cię
bardzo, idź. Idź, pogłaskaj ją po główce, pociesz ją, bo
przecież ja jestem takim okropnym bratem i nie potrafię nic innego
prócz wydzierania się na nią. Tak, masz rację, idź.
Nie skomentował
tego. Odwrócił się i ruszył do schodów. Wszedł na górę i
skierował się do pokoju Francesci. Zapukał, ale nie usłyszał
odpowiedzi. Nacisnął jednak klamkę i otworzył drzwi.
Siedziała na
parapecie przy oknie, jedną ręką głaskając siedzącego na pudle
obok psa. Chyba usłyszała jak wchodzi, bo odwróciła się w jego
stronę, jednak nie ruszyła się z miejsca. Podszedł do niej. Nie
uśmiechnął się, mimo że robił to zawsze. Patrzył na nią. Nie
wyglądała dobrze. Była blada jak nigdy wcześniej, a na policzkach
widział jeszcze ślady łez.
- Federico mi
powiedział - rzekł. - Chcę teraz, żebyś mnie posłuchała.
Pokręciła
przecząco głową i chyba chciała coś powiedzieć, ale przerwał
jej. - Masz mnie posłuchać. - Stanął przy niej i położył rękę
na jej kolanie. - Twój brat wie, ja wiem, i ty też bardzo dobrze
wiesz, że przesadziłaś. Nie będę prawił ci żadnych kazań, bo
nie po to tutaj przyszedłem. Ale nie wierzę, że naprawdę myślisz
tak, jak powiedziałaś. Mylę się? - Zagryzła wargę i zaprzeczyła
ruchem głowy. - No właśnie. I chyba nie powiesz mi, że nie
żałujesz? - Ponownie potrząsnęła głową. - Federico jest
wściekły. Doskonale wiesz, że wszystko co robi, robi dla ciebie, i
nawet nie próbuj temu zaprzeczać. A wiesz co powinnaś teraz
zrobić? - Spojrzała na niego. - Iść do niego i go przeprosić,
nieważne jak bardzo się boisz czy wstydzisz. Należy mu się.
Rozumiemy się? - Pokiwała głową. - A teraz proszę o uśmiech.
Nie lubię widzieć cię smutnej. - Kąciki jej ust uniosły się ku
górze. - Bardzo dobrze. To co? Idziemy na dół?
Pokiwała głową.
Chwyciła go za ramię i ciężko zeszła z parapetu. Lalo zaszczekał
i skoczył ku niej. Uśmiechnęła się do niego i pogłaskała go po
głowie.
Zeszli na dół.
Marco popchnął Francescę w kierunku salonu, gdzie znajdował się
jej brat, a sam skrył się za drzwiami.
Dziewczyna niepewnym
krokiem podeszła Włocha. Siedział na sofie. Stanęła przed nim,
założyła ręce na piersi, zagryzła wargę i wbiła wzrok w swoje
stopy.
- Sprężaj się, bo
zajęty jestem - rzucił chłopak, nie przerywając skakania po
kanałach.
- Chciałam cię
przeprosić.
- Przeprosić mnie
chciałaś? Zmartwię cię. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-
Ale Federico, ja naprawdę...
- No
co naprawdę? - przerwał jej. - Przepraszam cię bardzo, Fran, ale
nie dziw się, że nie chcę cię widzieć po tym co mi powiedziałaś.
Wyjdź stąd.
Westchnęła.
Przetarła oczy ręką. Kucnęła przy swoim bracie. Chwyciła go za
rękę. Spojrzał na nią. - Przepraszam. Nie chciałam,
poniosło mnie, wiesz, że ja tak nie myślę. Federico, przecież
mnie znasz, ja taka nie jestem, ja cię kocham, wiem, że ty kochasz
mnie, musisz mi uwierzyć. Przepraszam.
Przez chwilę
patrzył tylko na nią, nic nie mówiąc. Złapał ją za ramię i
pociągnął. - Usiądź tutaj.
Usadowiła się na
sofie obok niego. Patrzyła na niego uważnie.
- Nie wiem dlaczego
tak powiedziałaś - zaczął. - Ale miłe to nie było. - Chciała
coś powiedzieć, ale uciszył ją. - Powinnaś wiedzieć, że ja
chcę dla ciebie tylko dobrze. Zbyt często o tym zapomninasz, a ja
mam na uwadze tylko i wyłącznie twoje dobro. A teraz - Odwrócił
ją w swoją stronę. Chwycił ją za brodę - uważnie mnie
posłuchaj. Jeszcze raz odstawisz coś takiego. Albo przynajmniej
spróbujesz. Obiecuję ci, że nie będę się hamował. Dostaniesz,
i to tak, że na długo tego pożałujesz. Rozumiemy się?
Pokiwała głową.
Puścił ją i uśmiechnął się. - A teraz dawaj buziaka i postaram
się zapomnieć.
Odwzajemniła
uśmiech i pocałowała go w policzek. Cieszyła się. Nieważne, jak
wiele rzeczy się teraz zmieni, ona była szczęśliwa, że jej brat
jej wybaczył, bo równie dobrze mógł tego nie zrobić.
- Wyłaź zza tych
drzwi idioto, bo jak myślisz, że cię nie widać, to się mylisz.
- Powinienem być
niewidzialny, nie wiem co się zepsuło - odparł chłopak
przekraczając próg salonu.
Usiadł w fotelu i
przyjrzał się im uważnie. - Wiecie co? Nieraz chciałbym mieć
rodzeństwo. To tak trochę głupio być samemu. Ale w sumie wiecie,
to, że byłem jedynym dzieckiem, też miało swoje plusy. Tylko, że
jak tak się patrzę na was, to żałuję, że nigdy nie miałem
żadnego brata czy siostry.
- Ja czasami mam
ochotę wyrzucić ją przez okno, więc nie wiem, czy coś straciłeś
- odezwał się Federico.
Francesca spojrzała
na niego z oburzeniem i uderzyła go w tył głowy. On tylko się
zaśmiał. - Tak, też cię kocham, siostrzyczko.
Dziewczyna spojrzała
na Marco i wykonała gesty, które jednoznacznie pokazywały, za
jakiego idiotę go uważała.
- Udam, że tego nie
widziałem - mruknął rzucając spojrzenie w jej stronę.
Uśmiechnęła się
niewinnie.
Zaraz też uśmiech
ten zniknął z jej twarzy.
W uszach usłyszała
przeraźliwie głośny, wysoki pisk. Przedzierał się przez jej
głowę, a ona miała wrażenie, że zaraz ją rozerwie. Przyłożyła
ręce do uszu, zamknęła oczy i zacisnęła zęby.
Ktoś odciągnął
jej rękę, był to Federico. Wyciągnął z jej ucha aparat. Pisk
zelżał. Wyłączył urządzenie, bo po chwili umilkł on zupełnie.
Wzięła głęboki oddech. Jej brat objął ją ramieniem.
- W porządku? -
spytał
Pokiwała głową.
Dopiero po chwili zauważyła kucającego obok niej Marco. Chwycił
ją za rękę. Uśmiechnął się lekko.
- Co to było? -
spytał.
- Tamto dziadostwo -
odparł. - Zepsuło się do końca. Najgorsze jest to, że bez niego
ona praktycznie nic nie słyszy.
- Jak to w ogóle
jest z jej słuchem? - Nigdy o to nie pytał.
- Na prawe ucho
słyszy w 30 procentach, na lewe nie słyszy wcale. Sam się domyśl,
jak to może być. - Spojrzał na swoją siostrę. - Francesca -
Spojrzała na niego. - Dasz sobie radę. Załatwię ci nowy aparat,
ale musisz sobie poradzić do tego czasu. Tak?
Dziewczyna pokiwała
głową.
- To ona cię w
końcu słyszy czy nie? - zaciekawił się Marco.
Włoch spojrzał na
niego jak na idiotę. - Ty serio jesteś taki głupi czy tylko
udajesz? Czyta z ruchu warg, geniuszu. Więc jak będziesz coś do
niej mówił, to nie nawijaj jak katarynka, bo nic nie zrozumie. Idę
zadzwonić, zaraz wracam. Pilnuj jej.
Podniosła głowę,
kiedy wychodził. Potarła dłońmi skronie. Odetchnęła głęboko.
Przeniosła wzrok na Marco i uśmiechnęła się lekko.
Usiadł na sofie i
objął ją ramieniem, przyciągając do siebie. Nachylił się nad
jej uchem.
- Kocham cię -
szepnął, pierwszy raz, myśląc, że Francesca tego nie słyszy.
Pomylił się. Szept
był zbyt głośny. Słyszała. Doskonale go słyszała.
Choć wolała, żeby
było inaczej.
Kolejna część, mam nadzieję, że się spodoba :) Ostatnia za tydzień. Zapraszam na covery, kocham was <3

Cover- jak zwykle prześliczne. Utalentowana pisarka i jeszcze do tego głoś jak dzwon. Pięknie. <33
OdpowiedzUsuńI wreszcie moja Marcesca <3 Juhu!
Zaraziłaś mnie tą parą, wiesz? Bardzo ich lubię, i aczkolwiek kocham Diego i bardzo lubię Diecescę, to brakuje mi Marco w serialu. Byli tak słodką parą ;*
Co do parta, to WOW. Wspaniałe. Ta seria, z braku lepszej nazwy, jest jedną z moich ulubionych. Podoba mi się, jak prawie każda, bo wybierasz trudne tematy, głównie takie, o jakich nikt nie pisze. I to jest mega fajne. ;))
Ta część była taka... słodka? Tak, była słodka XD
Mimo kłótni, to naprawdę miło mi się ją czytało. <3
Wiesz, jedno mnie tylko zastanawia, w twoich partach, to zawsze dziewczyną jest tą słabszą stroną potrzebującą pomocy itp., a facet ma za zadanie dźwigać ten ciężar i pomagać ukochanej. Może raz coś innego? Byłoby fajnie <33
Czekam na trzecią część i na notkę organizacyjną. Mam tylko nadzieję, że to nic smutnego, tylko na przykład konkurs. ^^
Trzymaj się ciepło, zbieraj wenę.
~Szerlotka (kiedyś C.Lambre)
Ej ja wiem, że zawsze robię z dziewczyny taką ofiarę, a chłopak to ten silny taki, ale mi tak pasuje :C Ale nie martw się, w części trzeciej będzie taki fragment, gdzie to Fran będzie w pewnym sensie tą silniejszą.
UsuńDziękuję <3
To fajnie, ale jakby raz panna dbała o swojego ukochanego...
UsuńNo cóż, prawo autora. <33
Panna dba, ale żeby dbać, wcale tą silniejszą być nie musi.
UsuńŚwietny OS !!!
OdpowiedzUsuńUwielbiam go
Czekam na next :*
Dziękuję ;)
UsuńJa Cię po prostu uwielbiam...
OdpowiedzUsuńTe OS;y... Na dodatek teraz o Marcesce...
Cudo po prostu cudo! <33333
Kiedy przeczytałam, że Francesca powiedziała: ''obiecaj, że się we mnie nie zakochasz'' to aż mi się płakać zachciało ;-;
Ta kłótnia między rodzeństwem... Najpierw byłam zła, że skłóciłaś mojego kochanego Fede i Fran, ale przecież sama co najmniej raz dzienne kłócę się ze swoją młodszą siostrą czy bratem więc... xd Normalka xd
A te ostatnie słowa... ''Kocham Cię''... Aż się rozmarzyłam... A potem takie ''WTF on się miał nie zakochiwać! Chyba się nie udało xd''
I ona to usłyszała... To takie słooodkie, a zarazem takie... Okrutne? Nie ważne.
Dziękuję, że napisałaś coś takiego. Po prostu... Dziękuję :)
Przepraszam za ten psychiczny komentarz tam na górze xd
Już się nie mogę doczekać kolejnej części! <333
Buziole - Maja<3
Dzięki ;)
OdpowiedzUsuńMiejsce Rachel ;*
OdpowiedzUsuńOkkej ;)
UsuńWitaj ;*
UsuńCo ja mogę napisać? Po prostu piękne, piękne jak zawsze ♥
Zawsze jestem zachwycona tym co napiszesz ;*
Fran i Fede ostro się pokłócili, ale nawet między kochającym się rodzeństwem zdarzają się sprzeczki. W złości czasem powiemy coś czego nie powinniśmy.
Marco, mimo obietnicy, którą złożył Fran, zakochał się... Niestety głosu serca nie da się uciszyć. "Kocham Cię" tak piękne słowa, które jakimś cudem rozbrzmiały w jej uszach. Nieprawdopodobna może być siła miłości ;)
Rewelka *.*
Pozdrawiam,
Rachel ;*
Olu,
OdpowiedzUsuńjak zawsze pięknie!
Niezbyt przepadam za Marcescą (choć wiem, że ty ją naprawdę kochasz..♥), ale ten OS..coś cudownego.
Francesca taka biedulka...
A Feduś? Jej cudowny braciszek <3
I Marco! (nie lubię Go) Ale tu przedstawiłaś go...tak inaczej.
Bynajmniej podobało mi się!
Bardzo, skarbie!
Czekam na kolejną część.
Mam ogromną nadzieję, że wstawisz ją jak najszybciej!
Kocham mocno!
Pozdrawiam i całuję!
xoxo
Stevie.
No kocham, kocham ich <3
UsuńDziekuję <33
Olu, jak ty cudnie piszesz :*
OdpowiedzUsuńNie myślałaś może, żeby pisać tylko o Marcesce? Naprawdę, twoje prace właśnie o tej parze są najpiękniejsze <3
I wcale tego nie mówię, bo ja szaleję za nimi, nie. 100 razy bardziej wolę Fedemiłę, ale wiem, że ty ich bardzo lubisz, a pisanie o nich wychodzi Ci, według mnie, najlepiej ^^
To czyta się tak lekko, tak przyjemnie.
Więcej takich OS'ów ♥
W tamtej części za bardzo nie rozumiałam o co chodzi ze słuchem Fran, ale w tym wszystko fajnie wytłumaczyłaś :*
Federico jest kochany ^^
Duuuuuuuuuuuuuuuużo weny!
Pozdrawiam.
xx
Dziękuuję ;**
UsuńNie przepadam za tą parą ale tutaj jest tak jakoś inaczej. Naprawdę świetnie !
OdpowiedzUsuńJa tez postanowiłam wrócić do tego co zaczęłam jakiś czas temu.
Zapraszam do mnie: http://fedemila-moja-historia.blogspot.com/
Pięknie <3
OdpowiedzUsuńMarco <33
Federico <333
Fran ma jednak trochę szczęścia ;)