Na ulicach Buenos
Aires pełno było ludzi, to śpieszących do pracy. Nie zwracali
uwagi na nic. Była w końcu dopiero dziewiąta rano.
Ciemnowłosy
chłopak szedł spokojnie w stronę centrum. Patrzył na chmury
wędrujące po niebie. Zatrzymał się gwałtownie, w odpowiedniej
chwili, by uniknąć stratowania osoby idącej z naprzeciwka.
- Przepraszam.
Przepraszam, nie zauważyłem cię. - Przed nim stała średniego
wzrostu brunetka z zielonymi oczami. - Wszystko w porządku? -
Odgarnęła włosy z twarzy. Uśmiechnęła się lekko i pokiwała
głową. - Jestem Marco. - Wyciągnął do niej rękę. Zrobiła to
samo, jednak nic nie powiedziała. - A ty?
W tym samym
momencie za jego plecami rozległo się wołanie.
- Francesca! - Był
to głos chłopaka, może mężczyzny. - Francesca! - Po kilku
sekundach znalazł się obok nich. Spojrzał na dziewczynę, jakby
z... troską? - Co się stało? Wszystko dobrze? - Brunetka znów
pokiwała głową. Chłopak przeniósł wzrok na winowajcę. - A ty
to kto?
- Marco -
odparłem. - Nie zauważyłem jej, głupio mi, przepraszam.
Spojrzał na niego
spod byka. - Więc następnym razem patrz gdzie idziesz.
- Tak, tak, wiem,
nie chciałem. - Jego wzrok powędrował na dziewczynę. - Jeszcze
raz przepraszam. Nic ci nie zrobiłem? - Zaprzeczyła ruchem głowy.
Chwyciła chłopaka za rękę. - Masz na imię Francesca? Piękne
imię.
Uśmiechnęła się
jeszcze szerzej, o ile w ogóle było to możliwe. Ale nie
odpowiedziała.
Na myśl nasuwało
mu się tylko jedno pytanie. Dlaczego ona nic nie mówi? Nie odezwała
się jeszcze ani razu. Było to dziwne. Bardzo dziwne.
- Musimy już iść
- odezwał się chłopak.
- Jeszcze raz
przepraszam.
- Lepiej staraj
się unikać takich wypadków. Jestem Federico.
Wyciągnął w
jego stronę rękę, którą uścisnął.
Później odeszli,
oboje. Wpatrywał się w nich przez chwilę. Dziewczyna, w butach na
wysokim obcasie, była niższa od chłopaka, z trudnością
dotrzymywała mu kroku. Widział, jak podniosła rękę, pokazując
coś przed sobą, a on pokręcił przecząco głową.
Dziwne spotkania
najczęściej niosą za sobą konsekwencje.
- Francesca! -
Dobiegło ją wołanie. - Chodź do mnie!
Wstała od
komputera i powoli wyszła z pokoju. Zeszła po schodach na dół. W
kuchni już czekał na nią Federico.
- Kim był ten
chłopak? - spytał od razu.
- Nie wiem.
- Nie wiesz? -
powtórzył z powątpiewaniem. - Jesteś pewna?
- Mówisz, że
kłamię?
- Nie -
zaprzeczył. - Nie powiedziałem tego. Po prostu... dobrze wiesz, że
cię o ciebie boję. - Westchnęła, ale uśmiechnęła się z
politowaniem, zakładając ręce na piersi. - Jesteś moją siostrą,
i chcę dbać o ciebie.
- Jesteś
najlepszym bratem na świecie. A ja mam dwadzieścia lat i umiem się
sobą zająć.
- No tak, ale… -
zastanowił się. - Ale sama wiesz, jak jest.
- Federico, to,
że jestem jaka jestem, wcale nie znaczy, że...
- Ale ja nie
miałem tego na myśli. Po prostu martwię się, że ktoś wykorzysta
twoją niepełnosprawność i skrzywdzi cię.
- Nie musisz
się o mnie bać, nie jestem już dzieckiem.
- Wiem. Ale to z
przyzwyczajenia, Francesca.
- Federico, to,
że nie mówię i nie słyszę, nic nie zmienia. - Podeszła
do niego. - Jestem taka sama jak inne dziewczyny w moim
wieku. No, może z tą jedną różnicą. Ale wcale nie czuję się
jakoś inaczej z tego powodu. Nie chcę, żebyś ty mnie jakoś
wyjątkowo traktował.
- Jesteś moją
siostrą, Francesca, więc chcąc, nie chcąc inaczej nie potrafię.
Dla ciebie nauczyłem się migowego i podstosowałem się pod ciebie.
Kocham cię najbardziej na świecie.
Przyciągnął ją
do siebie i przytulił z całej siły.
Miała
najcudowniejszego brata pod słońcem. On był przy niej zawsze. Od
dziecka byli niesamowicie zgodnym rodzeństwem. Był starszy o pięć
lat. Zajął się nią, kiedy ich rodzice zginęli w wypadku.
Wylądowali wtedy wprawdzie w domu dziecka, ale kiedy tylko Federico
osiągnął pełnoletność, zaczął walczyć o prawa do opieki nad
swoją siostrą. Sąd w końcu przyznał je mu stwierdzając, że to
dla wszystkich najlepsze wyjście.
Nigdy nie było
jej łatwo. Była w końcu inna. Na początku przejmowała się
innymi, ich zachowaniem, opiniami, i to bardzo, może aż za bardzo.
Wtedy Federico był przy niej i przekonywał ją, żeby nie zwracała
na to uwagi. Wspierał ją, kiedy to wszystko ją przerastało i nie
mogła normalnie funkcjonować.
Nie pozwalał,
żeby ktoś jej ubliżał. Była mu za to bardzo wdzięczna, bo mimo
wszystko z każdym kolejnym przezwiskiem czuła, jak jakaś igła
wbija się w moje serce.
Chciała mówić.
Chciała i to bardzo. Czasami miała już dość tego języka
migowego. Pamiętała, jak nie mogła zapamiętać kilku gestów…
To było naprawdę straszne nie móc się porozumieć z innymi. Lecz
mimo wszystko kochała to życie. Było inne niż reszty ludzi, ale
wcale nie gorsze. Wręcz przeciwnie - wyjątkowe. I choć dużo razy
marzyła, by je zmienić, to tak naprawdę nie wiedziała, czy
potrafiłaby sobie poradzić, gdyby mogła normalnie się
porozumiewać.
- Też cię
kocham, Federico. - Oderwała
się od niego. - Dzięki tobie potrafię dużo rzeczy,
których na pewno sama bym się nie nauczyła.
- Jestem od tego,
żeby ci pomagać. - Pocałował ją w czoło. - Dobra. Możesz iść
do siebie, zawołam cię na kolację.
Pokiwała głową.
Odwróciła się i miała wyjść już z kuchni. Odwróciła się
jednak w jego stronę.
- O co chodzi? -
spytał.
- Jest problem…
- Oparła się o framugę. -
Komputer się zawiesił.
Uśmiechnął
się pod nosem. - Zaraz zapytam się, co mu nie pasowało.
Popchnął ją
lekko w kierunku schodów. Rzuciła mu groźne spojrzenie.
Przynajmniej próbowała. Nie wyszło, a zamiast tego na jej twarzy
pojawił się szeroki uśmiech. Zaśmiał się. Z jej gardła również
wydobył się śmiech, inny, jakby zduszony. Jak zawsze.
- Francesca,
wystarczy już tych sklepów, serio.
Potrząsnęła
przecząco głową i pociągnęła go za rękę w stronę kolejnej
witryny. Ucieszona wskazała na fioletowy płaszcz na manekinie.
- Obiecałeś
mi go ostatnio. - Przypomniała
mu. Dźgnęła go palcem w pierś. - Powiedziałeś, że mi
go kupisz!
- Kupiłem ci dzisiaj już masę ciuchów, nie przesadzaj -
powiedział, chwytając ją za ramię i odciągając od szyby. - Nie
dostaniesz jedzenia przez miesiąc. Idziemy do domu. I nie - Opuścił
jej ręce, kiedy je podniosła - nie namówisz mnie.
- Ale
Fede -
błagała - ja cię
tak proszę... proszę, Fede.
-
Francesca, powiedziałem coś - uciął. - Idziemy.
Chwyciła go za ramię i jęknęła cicho. Spojrzała na niego
wielkimi oczami. Zawsze działało. Wiedziała co zrobić, aby uległ,
i mimo że nie zawsze działało, bo Federico był twardy, to
sprawdzało się jednak w większości przypadków.
- Zmywasz przez tydzień - mruknął.
Podskoczyła i pisnęła cicho. Złapała go za rękę i pociągnęła
w stronę wejścia do sklepu.
W środku pełno było ludzi. W większości, oczywiście, kobiet.
Stały przy półkach, wieszakach i przeglądały wszystkie ubrania.
- Przepraszam - zaczepił ekspedientkę. - Można przymierzyć ten
płaszcz z wystawy?
Kobieta spojrzała na niego, a później na dziewczynę stojącą
obok. - Oczywiście - odparła. - Na panią? Została nam ostatnia
sztuka, myślę, że będzie dobry.
Pięć minut później stał oparty o ścianę przy przymierzalni.
- Założyłaś go?
Z wnętrza kabiny dobiegło go głośne „mhm”. Odsunął zasłonę.
Zmierzył swoją siostrę wzrokiem. Spojrzała na niego wyczekująco.
Cóż tu ukrywać, wyglądała wspaniale. Płaszcz wspaniale
podkreślał jej zgrabną figurę.
- No ładnie - stwierdził po chwili.
Otworzyła z oburzenia usta i założyła ręce na piersi.
- No bardzo ładnie - poprawił się. - Pasuje na ciebie.
Odwrócił ją do siebie tyłem i wziął do ręki metkę. - Cena też
jest śliczna. - Przerwał na moment. - Dobra, niech będzie. Ściągaj
go, pójdziemy zapłacić.
Odwróciła się do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Przytuliła
się do niego. Pocałowała go w policzek. Zaśmiał się. - Tak, nie
ma za co. Rozbieraj się.
Zrzuciła z siebie płaszcz i podała mu go. Założyła na siebie
swoją kurtkę. Wyszli z przebieralni.
Kolejka do kasy nie była długa. Stanęli na jej końcu, a już po
chwili znaleźli się przy ladzie. Kasjerka wzięła do ręki
płaszcz.
- Idziemy teraz do domu?
Kobieta zmierzyła Francescę krytycznym spojrzeniem, co nie uszło
uwadze jej brata.
- Przepraszam, coś nie tak? - spytał oschle.
- Oczywiście, że nie - odparła, zatrzymując wzrok na aparacie
słuchowym za lewym uchem szatynki.
Na oko miała dwadzieścia kilka lat, była bardzo młoda. Ubrana w
krótką sukienkę, na wysokich obcasach co powinno być zmorą przy
kilkugodzinnym staniu za kasą. Włosy miała nieskazitelnie ułożone
na ramionach, każdy kosmyk. Na twarzy widać było tonę tapety.
Typowa lalunia.
- O co pani chodzi? - zdenerwował się, kiedy w dalszym ciągu
bezczelnie przyglądała się jego siostrze.
Przeniosła wzrok na niego.
- Czuję dyskomfort, obsługując osoby głuche. I do tego nieme.
Proszę mi wybaczyć.
Federico przez moment patrzył na nią z niedowierzaniem. Stojąca
obok Francesca chwyciła go za ramię i odwróciła się w drugą
stronę.
- Nie ma pani za grosz taktu - warknął po chwili. - Jest pani
bezczelna.
Kobieta próbowała zaprotestować, ale on nie zareagował. Chwycił
dziewczynę w pasie i pociągnął ją w stronę wyjścia. Kilkoro
ludzi obserwowało całą tą sytuację i również wyszło,
większość jednak została w sklepie.
Znaleźli się na zewnątrz. Dwudziestolatka założyła ręce na
piersi. Starała się nie patrzeć na swojego brata, nie chciała,
aby widział smutek, który malował się na jej twarzy.
Zabolało. Bolało za każdym razem, kiedy ktoś wypominał jej, że
jednak nie jest normalna, że naprawdę jest inna. Była
niepełnosprawna i wiedziała o tym, ale nie potrzebowała, by ktoś
jej to uświadamiał. Świadomość, że nie jest taka jak inni, była
przytłaczająca.
- Francesca. - Położył jej rękę na karku. - Mała, spójrz na
mnie.
Odwróciła się do niego. Podniosła głowę i spojrzała w jego
oczy.
- Nie przejmuj się, jasne? - Odgarnął jej włosy z twarzy. - Nie
słuchaj tej baby. Widziałaś jak wygląda. Na takich ludzi nie
zwraca się uwagi.
Pokiwała powoli głową.
- Wiesz co? W tym sklepie, co byliśmy wcześniej, widziałem taki
nawet podobny płaszcz, może trochę jaśniejszy. Możemy się tam
wrócić.
Potrząsnęła głową.
- To zacznij chociaż normalnie odpowiadać - powiedział spokojnie.
Westchnęła cicho. - Chodźmy do domu.
Objął ją ramieniem. Ruszyli w stronę swojej dzielnicy. Nie
odzywali się. Nie rozmawiali. Ona nie miała humoru, tamta kobieta w
sklepie skutecznie jej go zepsuła.
Pomyślała, że to zrządzenie losu, kiedy kolejny raz prawie
zderzyła się z tym samym chłopakiem, co kilka dni temu.
- Człowieku, gdzie ty masz oczy? - mruknął, już i tak
poddenerwowany Federico. - Patrz przed siebie jak idziesz, nie jesteś
na tej ulicy sam, nie wiem, czy o tym wiesz. Następnym razem...
Jego siostra połozyła mu rękę na ramieniu i pokiwała przecząco
głową. Nie była zła, no przecież każdemu może zdarzyć. Poza
tym, teraz nie miała ochoty na żadne kłótnie.
- Jezu, wiem,
przepraszam. - Do jej uszu dotarł głos Marco. - Zapatrzyłem się,
serio.
- Wiesz co, nie
obcho...
Francesca
szarpnęła go za ramię. Spojrzał na nią, a ona zgromiła go
wzrokiem. - Przestań. Powiedz mu, że nic się nie stało.
Marco przypatrywał się z uwagą, jak machała rękami na wszystkie
strony, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
- Niech patrzy jak lezie, przecież to jego wina - zaprotestował
Federico.
- Federico, daj spokój. Chcę iść do domu.
- Mogę o coś spytać? - wtrącił chłopak.
- Nie możesz.
- Przestań, niech pyta.
- Dlaczego ty nic nie mówisz?
Westchnęła.
Myślała, że się domyślił. Przecież widzieli się już drugi
raz, a ona nie odezwała się ani słowem - bo nie mogła, ale to tak
na marginesie. Poza tym, widział przed momentem jak mówi coś po
swojemy do Federico. Czy naprawdę tak ciężko było się
zorientować?
- Powiedz mu, że wyjaśnimy to kiedy indziej. Musimy iść.
- A mogę mu coś zrobić?
- Tylko spytałem - bronił się Marco.
- Nie możesz, Fede, chodź do domu.
- Dowiem się o co chodzi?
- Nie dowiesz się - zaprzeczył Włoch. - Jak kiedyś będziesz miał
szczęście, a ja humor, to może ci wyjaśnimy. Na razie musimy iść.
Do zobaczenia.
Pociągnął ją
mocno za rękę, tak, że aż się zachwiała. Odeszli, zostawiając
zdezorientowanego chłopaka na środku chodnika.
Chciała zwrócić
na siebie jego uwagę, ale on nie patrzył na nią. Nienawidziła
tego, on dobrze o tym wiedział. Nie lubiła być ignorowana, a już
szczególnie przez niego. Tym bardziej, że przecież nie zrobiła
nic złego.
Puścił ją
dopiero, kiedy przekroczyli próg domu. Odsunęła się od niego i
spojrzała nań zdenerwowana. - Jesteś okropny.
Ściągnął kurtkę i powiesił ją na wieszaku. - O co ci chodzi?
- Wiesz, że nie cierpię, kiedy to robisz - zarzuciła mu. -
Mówiłam ci, żebyś mnie więcej nie ignorował, ja nie mam
pięciu lat!
- Przestań, wcale cię nie ignorowałem.
- Ignorowałeś! - Miała ochotę krzyknąć. Ale nie mogła,
a zamiast tego z jej gardła wydobył się jakiś nieartykułowany
odgłos. - Postaw się na moim miejscu!
- Francesca, nie
przesadzaj. - Machnął lekceważąco ręką. - Sobota jest, trzeba
trochę ogarnąć, więc albo idź sprzątaj, albo gotuj obiad.
Spojrzała na
niego, jednocześnie zawiedziona, zdenerwowana i zaskoczona.
Nie mogła mówić,
i potrzebowała jego łaski, by w jakikolwiek sposób się
porozumieć. Szkoda, tylko, że on czasami tego nie rozumiał.
Zostawił ją
samą, wszedł dalej do domu. Zrobiło jej się gorąco,
prawdopodobnie z nerwów. Ruszyła za nim. Chwyciła go od tyłu za
ramię. Odwrócił się w jej stronę. - Francesca, uspokój się,
dobrze ci radzę, bo źle to się dla ciebie skończy.
- Jak możesz
się tak zachowywać? Pomijając to, że jesteś dla mnie strasznie
wredny. To jak potraktowałeś tamtego chłopaka, było okropne!
- Niech patrzy idiota jak idzie, to już drugi raz.
- Nie zrobił tego specjalnie!
- Przestań go tak bronić, nie wiesz nic prócz tego, jak ma na
imię. - Założyła ręce na piersi i spojrzała na niego spod byka.
Nie odpowiedziała. Po momencie odwróciła wzrok w drugą stronę.
Wiedziała, że jej brat będzie wściekły. Nie lubił, kiedy coś
przed nim ukrywała. - Francesca. Jeśli utrzymujesz z nim
jakiekolwiek kontakty, to lepiej dla ciebie będzie, jeśli powiesz
to teraz.
Odpowiedziała dopiero po momencie.
- Znalazł mnie na Internecie i napisał do mnie - wyjaśniła.
- Już jakiś czas temu. -
Podniosła gwałtownie głowę. - Nie możesz zabronić mi z nim
pisać, jestem już dorosła.
Patrzył na nią uważnie. - Nie zabronię ci. Myślałem tylko, że
powiesz mi, jak kiedyś poznasz jakiegoś chłopaka. W końcu jestem
twoim bratem.
Wbiła wzrok w
swoje stopy.
- Wiem,
przepraszam.
Przez chwilę panowała cisza.
- To... całowałaś się już z nim?
Podniosła głowę. Uśmiechał się do niej. Odwzajemniła uśmiech
i uderzyła go w ramię.
- Przestań. Jeszcze się nie spotkaliśmy.
- I nie pytał cię o... - Potrząsnęła głową. Uśmiechnął się
pod nosem. - Jednak może nie jest taki głupi jak sądziłem. To
idzie u niego na plus. Ale... jesteście tylko znajomymi, tak?
Spojrzała na niego spod byka. - Nie, jutro bierzemy ślub.
- To dobrze. Później porozmawiamy, teraz idź odkurzać, bo
później ma prądu nie być.
Zmierzył wzrokiem jej krótką spódnicę i koszulkę z głębokim
dekoltem. - Chyba jesteś głupia jeśli sądzisz, że tak wyjdziesz
z domu. Wyglądasz jak jakaś lafirynda. Idź się przebierz.
Spojrzała na niego zaskoczona. - Zawsze tak się ubieram, o co ci
chodzi?
- Ale teraz się tak nie ubierzesz. Albo pójdziesz się przebrać,
albo zostajesz w domu.
- Federico...
- Skończyłem.
Westchnęła z irytacją, ale odwróciła się i wróciła na górę.
Założyła na siebie czarne legginsy i zieloną tunikę, a
przeglądając się w lustrze stwierdziła, że tym razem jej brat
nie będzie miał się do czego doczepić. Lafirynda, dobre sobie.
Kiedy z powrotem zeszła na dół, ponownie zmierzył ją
spojrzeniem. - Teraz w porządku. Na szafce leżą pieniądze i
lista. Nie zapomnij telefonu, jakby coś się działo, to masz pisać.
Maxi jest chyba na zmianie, jak się nie mylę.
Pokiwała głową. Zgarnęła pieniądze do ręki, założyła buty
na nogi, pożegnała się i wyszła z domu. Skierowała się w stronę
jednego z supermarketów. Pracował tam jej przyjaciel - Maximiliano.
Poznali się niedługo po przeprowadzce do Argentyny. Maxi znał język
migowy; jego kuzynka była niema. To wiele ułatwiało. Był jedyną
osobą, z którą mogła porozmawiać bez tłumacza.
Weszła do sklepu. W środku nie było dużo ludzi. W końcu to był
środek tygodnia, środa rano, ludzie byli w większości w pracy.
Dla niej to było lepiej. Mniej tłoku, mniej wypadków.
Zbierała zakupy z półek i wrzucała je do koszyka. Sprawdzała na
kartce czy aby na pewno o niczym nie zapomniała.
Odwróciła się gwałtownie. Zahaczyła koszykiem o puszki z karmą
dla zwierząt poukładane równo w wieżę, która miała niedużo
więcej niż ona. Runęła z głośnym łoskotem na ziemię, co nawet
dla niej było dosyć słyszalne.
Spojrzała z przeprażeniem na puszki leżące na podłodze.
Większość poturlała się w sobie tylko znanych kierunkach.
Francesca zakryła usta ręką. Cała uwaga klientów była skupiona
teraz na niej.
Ktoś chwycił ją za ramię. Zobaczyła swojego przyjaciela. Zaczęła
się tłumaczyć, przynajmniej próbowała, bo w tym stanie wszystko
jej się mieszało i tylko machała rękami na wszystkie strony, co
do niczego nie prowadziło.
Maxi zabrał jej koszyk z ręki. - Idź przed sklep i czekaj, zaraz
przyniosę ci zakupy. Nie przejmuj się tym, idź.
Pokiwała głową. Odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Na
zewnątrz usiadła na drewnianej ławce i oparła się na swoich
kolanach.
Ona to jednak miała szczęście. Zawsze musiała zrobić coś nie
tak. Zastanawiała się, czy nic nie uszkodziła, bo jeśli tak, to
Federico nie byłby zbyt zadowolony, bo oczywiście musiałby za to
zapłacić.
Cóż. Niby była pełnoletnia. Niby nie musiała go słuchać -
choćby w tym przypadku, kiedy kazał jej się przebrać. Miała
przecież już dwadzieścia lat i sama mogła zdecydować w czym
będzie chodzić. Ale... kochała go. Kochała go najbardziej na
świecie, była mu wdzięczna za wszystko co dla niej robił, za to,
że tak się poświęcił. Dlatego w pewnym sensie czuła, że
musiała być mu posłuszna. Poza tym, on chciał dla niej tylko
dobrze. Może czasem i był trochę zbyt ostry, ale... był jej
starszym bratem, no, miał tą władzę. Niech się cieszy.
Po jakimś czasie drzwi sklepu otworzyły się. Maxi wyszedł ze
środka. Podszedł do niej. Podał jej reklamówkę z zakupami. -
Nie przejmuj się, nic się nie stało, wszystko działa. Idź do
domu, pieniądze oddasz mi kiedy indziej.
- On mi coś zrobi... - Zagryzła wargę.
- Dzwoniłem do niego, powiedziałem, że to był wypadek. Idź, bo
będzie się o ciebie bał, wiesz, że nie lubi, jak długo nie
wracasz. Wieczorem do was wpadnę.
- Przepraszam,
ja naprawdę nie chciałam.
- Przecież wiem - uśmiechnął się. - Leć już do domu.
Pocałowała go w policzek, podziękowała i szybkim krokiem oddaliła
się w stronę swojej dzielnicy. Szła szybko, a reklamówka obijała
jej się o nogi. Po kilku minutach stanęła przed swoim domem.
Weszła do środka i skierowała się do kuchni. Położyła zakupy
na stole. Federico odwrócił się w jej stronę.
- No i jak? - spytał podchodząc bliżej.
Spojrzała na niego. - Normalnie. A co?
Uniósł brew do góry. - Nie przyznasz się, nie?
Wzięła do ręki karton z sokiem i schowała go do szafki.
Odwróciła się i założyła ręce na piersi.
- Nie zrobiłam tego specjalnie.
- Wiem. Przyznałabyś się, gdyby Maxi sam mi o tym nie powiedział?
- Potrząsnęła głową. - Dlaczego?
Usiadła na blacie. Podparła się rękami po bokach.
- Nie lubię jak krzyczysz.
Przez chwilę nie mówił nic. - Dlaczego miałbym krzyczeć?
Wzruszyła ramionami. - Ostatnio często krzyczysz.
Podszedł do niej. Chwycił ją za dłoń. Spojrzał jej w oczy.
- Tak, wiem - potwierdził. - Ostatnio mam ciężki okres.
- Znowu kłócisz się z Ludmiłą? Przeze mnie?
- Nie, jasne, że nie. Dobrze wiesz, że ona cię uwielbia. I nie
kłocę się z nią - zamilkł na moment. - Przepraszam, mała.
Poprawię się.
Uśmiechnęła się lekko. Zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła
się do niego.
- Kocham cię - powiedział.
Przywarła do niego jeszcze mocniej i pokiwała głową, co miało
znaczyć „ja ciebie też”.
- Wiesz, że zawsze chciałem dla ciebie dobrze? - spytał. Ponownie
skinęła głową. - Może i zachowuję się jak twój ojciec, ale to wszystko przez to, że się o ciebie martwię.
Oczywiście, że to wiedziała. Federico był jej najbliższą osobą,
wszystko, co robił, robił dla niej. Takiego brata mogłaby jej
pozazdrościć każda dziewczyna.
Mam nadzieję, że się podobało :) Miło mi się pisało, bo kocham Marcesię. Sami wiecie. Nie mam nic do dodania ;) Zapraszam tylko na covery. Kocham was <33
Mam nadzieję, że się podobało :) Miło mi się pisało, bo kocham Marcesię. Sami wiecie. Nie mam nic do dodania ;) Zapraszam tylko na covery. Kocham was <33

Kocham to! ❤❤❤
OdpowiedzUsuńI jednym z powodów jest to, że głównym parringiem jest MARCESCA! ❤
Matko czemu ty tak piszesz? *o*
Ja już się nie mogę doczekac 2 części! ;3
Życzę weny ale i ogromu czasu!
Buziole-Maja❤
Dziękuję <3
UsuńSuper ci to wyszło, ale jedna rzecz mnie nurtuje... Dlaczego bratem Fran jest Fede, a nie Luca?
OdpowiedzUsuńPowiem szczerze, że chciałam wsadzić tutaj Lucę, ale jakoś mi trochę tak nie pasował, sama nie wiem czemu, więc pomyślałam, że czemu nie Federico, skoro też Włoch i pasuje na brata Francesci? Nawet podobni są. I tak już zostało ;)
UsuńŚwietny !!!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Marcescę dlatego też nie lubię 3 sezonu bo tam jest z Diego... ;-;
OS świetny i nie mogę się doczekać części II
Czekam na next :*
Olu,
OdpowiedzUsuńpostaram się wrócić.
Czekam. :)
UsuńCudowne piszesz te OS'y !!!
OdpowiedzUsuńDziękuje ;)
UsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńDziękujee. :))
UsuńHej!
OdpowiedzUsuńŚwietna część ;) Wszystko świetnie opisałaś.
Biedna Fran :c
Fede jako kochający braciszek jest meeegaaa! *,*
Czekam na kolejną część ;)
Buziaki ;***
Aggie
Dziękuję ;**
UsuńJejku, kolejna perełka *.*
OdpowiedzUsuńChyba lubisz podejmować ciężkie tematy, ale bez dwóch zdań, wychodzą Ci niesamowicie ♥ Umiesz wywołać we mnie mase uczuć, które zmieniają się wraz z akcją ;*
Przypadkowe spotkanie dwójki ludzi, ale los z jakiejś przyczyny postanowił skrzyżować ich drogi.
Nawet nie jestem w stanie, nie chcę nawet sobie wyobrażać, że mogłabym być pozbawiona słuchu i mowy. Niektórych ludzi niestety to spotyka. Życie wtedy nie jest łatwe. Dobrze, że Fran ma przy sobie osobę, która pragnie chronić ją przed złem świata ;* Troskliwy Fede jest uroczy ;* hehe ;* Ludzie czasami są naprawdę podli... Na człowieka, który jest inny patrzą krzywo i nie traktują go na równi. Nie zdarzają na krzywdę, którą mu wyrządzają. Przecież każdy człowiek ma uczucia, nawet taki, który musi funkcjonować w inny sposób.
Czekam na kolejną część ;*
Pozdrawiam,
Rachel ;*
Bardzo dziękuję ;**
UsuńPrzecudowne to opowiadanie
OdpowiedzUsuńAż brakuje mi słów.
Ekstra...
ViolettaOwczarek
Naprawdę genialny :)
OdpowiedzUsuńW prawdzie pokochałam teraz bardzo Diecescę, ale Marcescę też uwielbiam i to się nie zmieni ;**
Obiecaj, że kiedyś napiszesz książkę, ok? ;*
Jutro przeczytam i skomam 2 część;*
Kocham i życzę duuuużo weny, duuuużo czytelników i duuuużo fanów Twojej przyszłej książki ;*