niedziela, 19 kwietnia 2015

Leonesca "Nienawidzili sie"

Miałam taki fajny pomysł, a tak to spieprzyłam, że aż mi szkoda samej siebie :')
Mam jednak nadzieję, że wam się spodoba. Dziękuję wszystkim za komentarze, kocham was <3



     - A wy, zatańczycie razem.
     Otworzyła usta tak szeroko, że zdawało się, że jej szczęka zaraz dotknie ziemi.
     - Może pan powtórzyć?
     - Francesca i Leon, zatańczycie razem w parze. – Mężczyzna poprawił włosy.
     Chłopak wyprostował się. – Trenerze, to nie jest dobry pomysł.
     - Cauviglia, Verdas, już wybrałem. Koniec lekcji, możecie iść. Jutro o tej samej porze, do widzenia.
     Zgarnęła swoje rzeczy do torby i raz jeszcze podbiegła do nauczyciela.
     - Trenerze, błagam, wszyscy, tylko nie on. Przecież to łamaga, on kroku postawić nie umie, trener wie!
     - Ona obrotu nie potrafi, profesorze, ja z nią nie mogę tańczyć, niech trener pomyśli.
     - W każdej chwili możecie zrezygnować z lekcji. Jest pełno chętnych osób na wasze miejsce. Skończyłem, do zobaczenia.
     Wyszedł z Sali baletowej, zostawiając ich samych.
     - Za jakie grzechy, Boże święty!
     - Uwierz, mam gorzej.
     - Zamknij się, Verdas, nie pytam cię o zdanie. Poza tym, nie rozmawiam z żabami, mówimy w innych językach.
     - Zamknij swój niewyparzony pysk, Cauviglia, bo możesz pożałować.
     - O, ciebie to akurat mam gdzieś.
     - Żebyś się nie zdziwiła przypadkiem.
     - Nie umiesz poprawie formułować zdań. Wychodzę, nie zamierzam przebywać w towarzystwie osób, których iloraz inteligencji wynosi zero. Arrivederci, Verdas.
     Chciał podstawić jej nogę, ale nie wyszło. Z wyższością wyminęła go i opuściła salę, mrucząc pod nosem niekonieczne pochlebne słowa.
     Nienawidzili się.

     - Dość, że razem na zajęcia chodzimy, to jeszcze cię muszę znosić całymi dniami w szkole, w jednej klasie! – Stanęła naprzeciw niego. – Verdas, człowieku, wnerwiasz mnie!
     - Nie moja wina, że postanowiłaś się tutaj przenieść z tych swoich Włoch, Cauviglia, bardzo mi przykro.
     - Przeniosłam się tutaj dziesięć lat temu, a twój szpetny ryj zobaczyłam siedem lat później!
     - Wyobraź sobie, że pomyślałem to samo, kiedy cię zobaczyłem. Wierz czy nie, nie sprawia mi przyjemności, że cię muszę codziennie dotykać, a później ręce pumeksem szorować, to wcale nie jest przyjemne.
     - Verdas, ty sobie nie pozwalaj, bo pożałujesz.
     - Jak na razie, to ja jestem wyższy, większy, starszy i silniejszy, a ty, dziewczynko, nie masz ze mną szans, więc to ty sobie nie pozwalaj, bo może ci się coś stać.
     Wspięła się na palce tak, że jej twarz była mniej więcej na tym samym poziomie, co jego twarz.
     - Dzisiaj o siedemnastej próba. Nie spóźnij się – syknęła. – Na razie.
     Odsunął się na bok i przepuścił ją, nie spuszczając z niej wzroku, który gdyby mógł, zabiłby ją w jednej chwili.
     Nienawidzili się.

     Nauczyciel podszedł do nich.
     - Verdas, panna Cauviglia chyba nie ugryzie cię, jeśli trochę bardziej ją chwycisz. – Złapał go za nadgarstek i przeciągnął jego rękę bardziej w prawo tak, że chłopak obejmował teraz całą talię brunetki. – Masz ją trzymać, nie dotykać. Jesteś mężczyzną, a mężczyzna prowadzi w tańcu. Nie poprowadzisz, jeśli będziesz ją tylko muskał tymi palcami. Przyciągnij ją mocniej do siebie. Jeszcze. Verdas, czy ty masz siłę w tych rękach? Masz trzymać ją tak, żeby bez ciebie się ruszyć nie mogła. Może być. A ty, Cauviglia, co? Jak tą rękę mu trochę dalej na ramieniu położysz, to chyba mu krzywdy nie zrobisz. No, przynajmniej ty się słuchasz. Tańczyć, bo dobrze wam idzie. Tylko zmniejszcie ten dystans między sobą. Przynajmniej w tańcu.
     Odszedł do innej pary.
     - Powtarza nam to w kółko. Jeszcze niech nas na turniej wystawi.
     - Ja z tobą nie idę na żaden turniej, nie ma mowy.
     - Nie masz się o co bać, póki nie nauczysz się dobrze obracać, o turnieju możesz pomarzyć.
     - Dobrze się obracam, Verdas, nie denerwuj mnie nawet.
     - Tak sobie wmawiaj, dziewczynko.
     - Zamknij się już i tańcz, bo się zaraz do nas doczepi, a nie chcę zostawać znowu godzinę dłużej przez takiego debila jak ty.
     - Licz się ze słowami, Cauviglia, bo możesz oberwać.
     - Uderzyłbyś dziewczynę?
     - Dziewczyny nie. Ciebie, tak.
     - Cauviglia, Verdas, skończcie gadać i skupcie się! – Dotarł do nich głos nauczyciela.
     Zamiast odpowiedzieć chłopakowi jednym ze swoich tekstów, zbyt zraniona, bo mimo wszystko, zabolało – Wal się – mruknęła tylko.
     Nienawidzili się.

     W sali panowała cisza.
     - Za pół roku ogólnokrajowe zawody w młodzieżowym tańcu towarzyskim. Wybrałem już parę, która będzie reprezentowała naszą szkołę. Oczywiście, może się ona nie zgodzić, ale musi być świadoma, że w ten sposób zaszkodzi studio i zostanie wykluczona z kolejnych zawodów. – Zamilkł. – Osoby, które wyznaczyłem, to Francesca i Leon.
     Sok, który w tym momencie piła dziewczyna, wylądował na podłodze. Pijący wodę meksykanin zakrztusił się i jego kolega musiał poklepać go po plecach, aby odzyskał oddech.
     - Pan tak na serio? – Brunetka wytarła usta.
     - Oczywiście, że tak. Pomimo waszego… braku sympatii, że to tak delikatnie nazwę, jesteście najlepszą parą w grupie. Popracujecie przez te pół roku, a wasz poziom powinien wzrosnąć jeszcze bardziej. Zgadzacie się, mam rozumieć?
     Przeniosła wzrok na Leona. W tej samej chwili on spojrzał na nią. Zmrużyła oczy patrząc na jego twarz. I chyba skinął nieznacznie głową, bo – Zgadzamy się – powiedziała.
     Przyjęli jeszcze gratulacje znajomych z grupy, choć czuli też ich zazdrość. Wysłuchali długiego chyba na dziesięć stron przemówienia trenera, po czym zostali sami.
     - No i co? – mruknęła zakładając ręce na piersi.
     Wzruszył ramionami. – I tak cię nie polubię.
     - Przynajmniej w tym się zgadzamy. Ale teraz czeka nas więcej prób. Jeszcze więcej godzin w twoim towarzystwie. Boże, co ja takiego zrobiłam? – burknęła pod nosem wychodząc z sali.
     - Urodziłaś się, to już samo w sobie jest błędem – powiedział tak, że tego nie słyszała.
     Nienawidzili się.

     Rzuciła szybkie „dzień dobry” w stronę sprzątaczki i pognała do sali baletowej.
     - Sorry, nie mogłam wcześniej – wyjaśniła stawiając mokrą parasolkę w kącie i szybko zmieniając buty.
     - Zawsze tak mówisz.
     - Bo ja się przemieszczam komunikacją miejską, debilu, nie tak jak ty. Daj mi minutę.
     Ściągnęła z siebie mokrą kurtkę i powiesiła na wieszaku. Szybko związała włosy i podciągnęła rękawy do łokci. – Możemy zaczynać.
     - Rozgrzej się.
     - Jestem rozgrzana po tym biegu od przystanku, Verdas, daruj sobie.
     - Powiedziałem, że masz się rozgrzać, Cauviglia. Masz pięć minut.
     Chciała coś odpowiedzieć, ale wolała uniknąć kolejnej kłótni bez względu na to, jak bardzo go nienawidziła.
     Ćwiczyli razem już od trzech miesięcy, do zawodów zostało drugie tyle. Mieli zajęcia codziennie, tylko we dwójkę, dwa razy w tygodniu dodatkowo z całą grupą, a co tydzień z trenerem. Nie oszczędzał ich w ogóle, dawał im taki wycisk, że po powrocie do domu marzyła tylko o łóżku.
     - Już – mruknęła po chwili.
     - Pamiętasz wszystko?
     - Taka tępa nie jestem.
     - Pomyślałbym nad tym.
     - A to ty umiesz myśleć?
     - Zamknij się, Cauviglia. Najpierw te wczorajsze kroki. Później całość. Ustaw się.
     Stanęła na wyznaczonym miejscu. Chłopak włączył pilotem muzykę, schował go do kieszeni i stanął przed nią. Przybrali odpowiednie pozycje, a po dwóch taktach ruszyli.
     Nadszedł moment na krok, który z jednej strony uwielbiała, a z drugiej – nie znosiła.
     Leon chwycił ją za prawą nogę i uniósł do góry. Podniosła lewą, prostując ją wysoko w powietrzu.
     Nagle zakręciło jej się w głowie. Zrobiło jej się słabo, ciężar ciała przeważył, straciła równowagę i runęła do przodu. Zapewne zaliczyłaby bliskie spotkanie z parkietem, gdyby nie szybka reakcja chłopaka, który złapał ja praktycznie w ostatniej chwili.
     - Boże, co ty tworzysz? – spytał, mimo wszystko zaniepokojony, stawiając ją na nogach i pomagając usiąść na ławce.
     - Nic – mruknęła oddychając głęboko. – Możemy kontynuować.
     - Śmieszne. Wszystko okej? Co jadłaś na obiad?
     - Nic. – Potarła skronie.
     - A wcześniej?
     - Nic. – Poprawiła włosy. – Nie jadłam jeszcze dzisiaj.
     - A z głową twoją to w porządku wszystko?
     - Czego chcesz znowu od mojej głowy?
     - Już pomijając, że z nią całe życie jest coś nie tak - jak mogłaś przyjść na trening bez jedzenia?
     Westchnęła tylko i ukryła twarz w dłoniach.
     - Cauviglia, mówię do ciebie.
     - Daj mi spokój, Verdas.
     Usłyszała tylko jak chłopak podnosi się i odchodzi. Po chwili wrócił, ale nie podniosła głowy.
     - Trzymaj – powiedział.
     Spojrzała na niego. W ręce trzymał kanapkę zawiniętą w folię aluminiową. - Nie jestem głodna.
     - Nie denerwuj mnie. Masz.
     - Nie chce mi się jeść, czego w tym nie rozumiesz?
     Kucnął przed nią. – To chyba ty czegoś nie rozumiesz, małolato. Masz zjeść tą kanapkę, bo inaczej oberwiesz tak, że się nie pozbierasz.
     - Od kiedy to, Verdas, przejmujesz się tym, czy jem czy nie? – zarzuciła mu.
     - Od kiedy razem trenujemy, idiotko, nie będę świecił oczami przed trenerem, kiedy stracisz mi tutaj przytomność. Więc radzę ci się ogarnąć i zjeść tą kanapkę, póki jestem spokojny.
     Mrucząc coś pod nosem wzięła od niego kromkę. Odwinęła ją. Spojrzała podejrzanie na chleb z serem zastanawiając się, czy przypadkiem nie jest zatruty, ale przecież to Leon miał zjeść tą kanapkę, a sam siebie chyba by nie zabił.
     Chłopak usiadł na podłodze nie spuszczając z niej wzroku. Westchnęła i zaczęła powoli jeść.
     - Dobre w sumie – burknęła po chwili.
     - No i było tyle pyskować?
     - Nie mów do mnie jak do dziecka, deklu.
     - Mam prawo, jestem starszy.
     - Jesteśmy z tego samego rocznika, pacanie.
     - Tak. Tylko, że ja urodziłem się pierwszego stycznia. A ty? Weź mi przypomnij z którego grudnia jesteś? – Cisza. – No dawaj, Cauviglia, wyleciało mi z głowy.
     - Zamknij się – warknęła. Przełknęła kanapkę. – Dwudziesty dziewiąty.
     - No właśnie. Więc, smarkulo, jesteś młodsza cały rok prawie.
     - Verdas, zamknij się już, co? Chcę zjeść.
     - Udław się tym.
     Nienawidzili się.

     - Teraz dobrze. Nie dotykaj ich już. - Odłożyła na półkę lakier do włosów i grzebień. Chłopak podniósł rękę. – Nie dotykaj, powiedziałam!
     - Dzięki – odparł, przyglądając się sobie w lustrze.
     Wstał z krzesła. Wziął do ręki kubek z kawą i upił łyka. Spojrzał na zegarek. Mieli jeszcze piętnaście minut.
     - Zawiążesz mi to? – usłyszał pytanie dziewczyny.
     Przeniósł wzrok na nią. Stanęła do niego plecami, ręką podtrzymując przy szyi dwie wstążki.
     - Jak? – spytał, odsuwając jej ręce.
     - Tak, żeby nie spadło. Au, no nie aż tak. Wiem, że się nie lubimy, ale jak mnie udusisz, to nie będziesz miał z kim zatańczyć, Verdas.
     - Nie gadaj tyle – mruknął. – Już.
     - Dzięki. Mamy jeszcze chwilę, poćwiczymy jeszcze.
     - Lepiej nie. Wolę nie zapeszać, jeszcze coś się stanie.
     - Ale ja muszę jeszcze przećwiczyć ten obrót.
     - To chyba możesz sama zrobić, nie?
     Wzruszyła ramionami. – W sumie tak. Nie idź beze mnie.
     Usiadł z powrotem na krześle, biorąc w dłoń telefon. Dziewczyna przesunęła się na środek garderoby, odsuwając na bok krzesła i stolik. Nucąc pod nosem, zaczęła tańczyć.
     Usłyszał tylko jej krzyk i głośny huk.
     - Cauviglia, ale z ciebie pokraka – skwitował kucając obok niej. Chwycił ją za łokieć i podniósł do pozycji siedzącej. – Mówiłem, żebyś nic nie robiła. Wszystko okej? - Potrząsnęła przecząco głową i przyłożyła rękę do twarzy. - Ej, Cauviglia. Ej, no co jest? Coś nie tak?
     Podniosła głowę. W jej zielonych oczach już błyszczały łzy bólu. – Moja noga.
     Na jego twarz wkradł się strach. – Tylko mi nie gadaj, że ją złamałaś. - Podniósł jej sukienkę do góry, odsłaniając nogi. – Gdzie cię boli?
     Dotknęła ręką kostki i skrzywiła się z bólu. – Skręciłam.
     Usiadł na podłodze. Westchnął zdenerwowany.
     - Czy z ciebie, gówniaro, musi być taka łamaga? – spytał przez zęby.
     - Przecież nie chciałam.
     - Zdajesz sobie sprawę, że właśnie skreśliłaś nasze szanse?
     Przetarła oczy, przy okazji rozmazując cały tusz. – Nic nie skreśliłam. Pomóż mi wstać. – Spojrzał na nią zdziwiony. – No co się tak lampisz? Pomóż mi, muszę się doprowadzić do porządku. Verdas, ogarnij się, zaraz wychodzimy.
     Nadal nic nie mówiąc, stanął za nią, chwycił ją pod pachami i ostrożnie postawił na nogi. Syknęła głośno. Dokuśtykała do lustra. Chusteczką wytarła tusz, poprawiła makijaż i włosy.
     - Chcesz zatańczyć? – spytał zdezorientowany.
     - No tak. A widzisz jakiś inny wybór?
     - Nie możesz, masz skręconą kostkę, nie dasz rady.
     - Uwierz, odkąd tańczę, nie takie bóle wytrzymywałam.
     - Ale nigdy nie tańczyłaś ze zwichniętą kostką, Cauviglia. Pomyśl trochę, ona zaraz ci cała spuchnie, i jeszcze to pogorszysz.
     - Skończ już, idioto, zatańczę. – Odwróciła się w jego stronę. – Jestem wytrzymała.
     Postawiła krok do przodu. Z jej ust wydobył się cichy krzyk. Postawiła kolejny krok. Ostrożnie i powoli tak, że ból był do wytrzymania. Szkoda, że nie może tańczyć ostrożnie i powoli. No, ale cóż, taniec był najważniejszy.
     - Cauviglia…
     - Idziemy, Verdas. Tańczymy trzeci, wytrzymam. Chodź mi pomóż.
     Uczepiła się jego ramienia wcale nie zwracając uwagi, że to jest Ten Verdas. Ten, którego przecież nienawidzi. No, byli parą – w tańcu, oczywiście – i musieli się jakoś przełamać.
     - Nie wierzę, że to robisz – mruknął, obejmując ją ręką w pasie.
     - To uwierz. Nikt nie zauważy. Nie komentuj – powstrzymała go.
     I tak nadal nienawidzili się.

     Trzymał ją w talii tak mocno, że miała uczucie, że zaraz ją zmiażdży. Ona zaciskała rękę na jego dłoni z taką siłą – i przy okazji wbijała paznokcie w jego skórę, ale to przemilczał – że sama sobie się dziwiła.
     Ruszyli.
     Z każdym krokiem miała wrażenie, że jej nogę na wskroś przebija jakiś sztylet. Kostka pulsowała tępym bólem. Myślała, że nie wytrzyma.
     - Głowa do góry – mruknął po chwili, przypominając jej o prawidłowej postawie.
     Uniosła ją, przy okazji spoglądając w jego oczy. Jej całe już zaszły łzami, łzami bólu. Kilka spłynęło po jej policzkach. Nieważne, że jej największy wróg widział jak płacze. W tej chwili jej to nie obchodziło. Jej głowę zaprzątała tylko myśl, że choćby nie wiadomo co, musi wytrzymać do końca.
     Zapomniała się, straciła poczucie rytmu. Zdrowa noga przesunęła się w złą stronę, cały ciężar przeniosła na lewą i w jednej chwili oblał ją zimny pot.
     Chłopak okręcił ich w prawo, jednocześnie odrywając jej nogi od podłogi. Postawił ją z powrotem i odchylił do tyłu – czego przecież w układzie nie było. Nabrała gwałtownie powietrza w płuca i zdusiła w sobie jęk bólu.
     Na widowni chyba zawrzało, ale nie zwróciła na to zbytnio uwagi. Serce biło jej w podwójnym tempie.
     Chwilę później muzyka skończyła się. Otarła szybko łzy wierzchem dłoni. Ukłonili się, przywołała na twarz uśmiech. On znów chwycił ją ręką w pasie i pociągnął w stronę trenera. Szybko wysłuchali jego słów, zapewnień, że pomyłki wcale nie było widać, a wręcz przeciwnie – wspaniale to zatuszowali i sędziowie byli zachwyceni, widownia też, więc mogą liczyć na wysokie noty końcowe. Rzucili coś, że muszą iść do garderoby i szybko opuścili salę, przyjmując po drodze gratulacje oraz znosząc pełne zazdrości spojrzenia rywali.
     Znaleźli się na pustym korytarzu – nikogo nie było, wszyscy oglądali zawody. Garderoby były puste. Nie widzieli żywej duszy.
     Odczepiła się od niego.
     - Jestem beznadziejna! – buchnęła głośnym płaczem, kuśtykając do przodu. – Jestem okropna! Nie umiem tańczyć, jak ja mogłam tutaj przyjechać? Jak ja się mogłam pomylić?
     - Cauviglia, uspokój się, przecież…
     - Nie! – Odsunęła się od jego ręki, którą chciał ją przytrzymać. – Weź nic nie mów. Zepsułam cały układ. Ile ja, do cholery, tańczę, żeby się tak pomylić? – Znów jęknęła głośno, nadwyrężając nogę. – Trener już nigdy nie wystawi mnie do żadnych zawodów.
     - Sama słyszałaś co…
     - Nie pocieszaj mnie, Verdas! – wrzasnęła przez łzy, nadal kulejąc. – Nie umiem tańczyć, taka jest prawda. Byliśmy okropni! Ja bardziej nawet od ciebie. Będziemy ostatni, przegramy, i wywalą nas ze szkoły, bo…
     - Weź się…
     - Nie przerywaj mi! To twoja wina! Czemu mi pozwoliłeś ćwiczyć w tej głupiej garderobie? Zawsze taki stanowczy pan Verdas, a wtedy sobie magicznie odpuściłeś, i co? Gdyby nie ty, to…
     Doskoczył do niej, chwycił za kark i odwrócił w swoją stronę, drugą ręką trzymając ją w pasie, a chwilę później złączył ich usta ze sobą. Całował ją długo, zabierając cały oddech. Oderwali się od siebie dopiero po kilkunastu sekundach.
     - Zamkniesz się w końcu, smarkulo? – spytał.
     Patrzyła na niego z niedowierzaniem, po czym buchnęła jeszcze głośniejszym płaczem.
     - Nienawidzę cię! – krzyknęła, już cała we łzach. – Nienawidzę! Nienawidzę ciebie, nienawidzę siebie, nienawidzę wszystkich!
     Oparła się o ścianę i osunęła po niej na dół. Usiadł naprzeciw niej. Milczał. Niech się wykrzyczy, tak będzie najlepiej.
     - Słyszysz? – Już trochę ucichła. – Nienawidzę cię. Nienawidzę cię z całego serca, Verdas.
     Oparła głowę o jego ramię nadal zanosząc się płaczem.
     - Ja ciebie też, Cauviglia – odparł. – Też cię nienawidzę.
     Nienawidzili się?

     - Po coś mnie tu zaciągnął, przecież i tak nic nie zajmiemy – syknęła w jego stronę, zasłaniając usta dłonią.
     - Zamknij się już i słuchaj, idiotko – uciszył ją.
     Na podwyższenie wszedł grubszy staruszek o siwej brodzie i tego samego koloru włosach, w czarnej marynarce zapiętej tylko na jeden guzik, bo tylko na tyle pozwalał jego brzuch.
     Mimo woli, musiała wysłuchać, jak słodzi wszystkim zawodnikom, zapewnia, że mieli ciężki wybór, bo zawody odbyły się na bardzo wysokim poziomie, że jest zadziwiony umiejętnościami tak młodych ludzi i innych takich. Ze znużeniem znosiła nazwiska wyczytywane na kolejnych miejscach i krzyki radości tych, którym się udało.
     Ale serce jej zamarło, kiedy po słowach „A miejsce pierwsze zajęli…” usłyszała najpierw nazwisko swoje, a później tego, którego musiała nazywać swoim partnerem. Gdyby nie on, najpewniej nie dotarłaby na środek auli i nie przyjęła gratulacji oraz złotego pucharu, który był ich nagrodą.
     Rozbrzmiały wiwaty i oklaski, a najbardziej chyba słychać było ich trenera, który skakał z radości niedaleko nich.
     Dopiero po chwili zdołała wszystko zrozumieć. Nie panowała nad sobą, kiedy zarzuciła ręce na kark Leona i przytuliła go z całej siły, o czym kiedyś nawet nie chciała myśleć.
     Czy nienawidzili się?

    - Wiesz co, Cauviglia? – spytał, wychodząc za nią z klasy i pomagając założyć plecak na dwa ramiona. – Chyba się w tobie zakochałem.
    Odwróciła się w jego stronę i odgarnęła włosy z twarzy.
    - Coś ci się pomyliło, Verdas – odparła. – To ja zakochałam się w tobie.
     Uniósł brwi. – Nie, ja byłem pierwszy, małolato.
     - Nie, to ja byłam pierwsza.
     - Nie, Cauviglia, ja.
     - Verdas, ty sobie nie myśl, że będziesz ode mnie lepszy – prychnęła. – Ja pierwsza się w tobie zakochałam, zrozum to.
     - Nie wmówisz mi tego, dziewczynko.
     - Ja już powiedziałam, skarbie. – Ruszyła o kulach w stronę dziedzińca szkolnego. – Ja się w tobie zakochałam.
     Ruszył za nią dopiero po chwili.
     - Pierwsza, zaraz po mnie, tak? – zawołał za nią. – Bo to ja pierwszy się w tobie zakochałem, Cauviglia!
     Kilka osób spojrzało na nich z rozbawieniem. Nic dziwnego.
     - Verdas, przymknij się już. Ja byłam pierwsza.
     - Dobra. Ale ja pierwszy z tobą zerwę, gdyby coś.
     - Od kiedy jesteśmy razem, matole?
     - Wiem, że to marnowanie mojego cennego życia. – Stanął już przed nią. – Ale dla takiej idiotki jak ty warto je poświęcić.
     Podniosła głowę, wspierając się na kulach.
     - Serio? Nie jestem pewna, czy opłaca się wiązać z takim debilem jak ty. Jak sądzisz? Zaryzykować?
    Uśmiechnął się. Chwycił jej podbródek i zbliżył swoje usta do jej. – Możesz zaryzykować. Najwyżej będzie na ciebie, gówniaro.
     Ich wargi zerknęły się ze sobą w gorącym pocałunku. Parę osób zagwizdało, zaklaskało, coś powiedziało.
     - Ale i tak cię nienawidzę – mruknęła, odrywając się od niego.
     - Z wzajemnością, Cauviglia. – Dotknął jej policzka. – Z wzajemnością.
     Cóż.
     Jednak nadal nienawidzili się.

19 komentarzy:

  1. O BOŻE, BOŻE,BOŻE!!! <33333
    Jaki cudowny i to jeszcze o mojej ulubionej parze!! <333
    KOCHAM MOCNO! :***
    Musisz częściej o nich pisać :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomijając to, że uwielbiam pary które ciągle się wyzywają i biją (bo są takie UROCZE).
    Udało Ci się oddać emocje bohaterów w bardzo naturalny i prawdziwy sposób. Podobały mi się te "ataki" nienawiści i pyskowanie do siebie.
    No i też uwielbiam Leona i Fran.!!!
    Myślę, że miniaturka Ci się udała i czekam na kolejne.
    ~Anonim Juleśka ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowite. ♥
    Pomysł tak jak napisałaś fajny, bardzo fajny! ^^ Muszę się z Tobą nie zgodzić - niczego nie spieprzyłaś. Wręcz przeciwnie; nadałaś tej historii barwy, magię, harmonię. Wszystko jest idealne. *.* Leonesca, balet, aww. ♥ Pięknie, pięknie, pięknie. ^.^ Najpierw się nienawidzili, potem zakochali. ♥ A tak kłótnia na koniec była słodka. :') Co jeszcze mogę dodać? Bardzo mi się podoba. :>
    A tak przy okazji; szablon taki zkbczkbccb. *u*

    Dominika.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra.

    Zapraszam na mojego bloga.
    http://calaresztaniemaznaczenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny one shot <3
    Jeszcze z moją 1 ulubiona parą, która nie istnieje <3 :*
    Czekam na kolejną miniaturkę <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudo! Matko jak ja ci zazdroszczę talentu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiedziałam, że muszę skomentować cudowny OS o Leonesce, autorstwa najwspanialszej Oli? I to właśnie robię.

    Olu, co powiedzieć?
    To co pokazałaś na górze..nie da się opisać żadnymi słowami, wiesz? Czekam na inne prace o tej parze, bo są cudowni.<3 Ale TY i tak bardziej.<3 Zgodzę się z Dominiką, szablon przecudny *.* A z Tobą się nie zgadzam, Słoneczko! Bo nie zepsułaś tego Os, wyszedł Ci cudownie. Masz niesamowity talent (podzielisz się ze mną? Zrób mi prezent na dzień dziecka, który jest za miesiąc.), którego nie możesz zmarnować Olu. Czekam na kolejny OS, który mam nadzieję, pojawi się niebawem, prawda?
    Dziękuję jeszcze raz za to, że masz ochotę robić ten zwiastun.<3
    Kocham najmocniej na świecie.<3

    Stevie.♥

    OdpowiedzUsuń
  8. super ze wrocilas i super os

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć, Olu.
    Miałam być wcześniej, dużo wcześniej... Ale jakoś mi zeszło, mam nadzieję, że wybaczysz. Po pierwsze, bardzo - niezmiernie wręcz - cieszę się, że wróciłaś! Może nie będziesz już dodawać wieloczęściowych partów, ale... wszystko, od Ciebie, jest wspaniałe. A ja lubię miniaturki, etc. I muszę Ci powiedzieć, że ta z Dienaty niesamowicie mnie zauroczyła. Była taka... ach! Może troszkę w innym, niż wcześniej, stylu, ale... To nadało jakiejś świeżości. No i temat bardzo fajny, trafiony. Zakładam, że ktoś skrzywdził Natalię, tak? I musiała brać leki, dzwonić do terapeutki... Ale ona sama stwierdziła, że nie potrzebuje pomocy. Że sama da radę, nie podda się. Że nie jest 'jedną z wielu'... Po prostu, cudo, no. Myślę też, że dużo zasługa w jej 'wyzdrowieniu' przypadła Diego... który kochał ją, uważał za najpiękniejsza, wyjechał nawet - z Nią, tylko dla Niej. Aż się popłakałam ;')
    Następnie mamy 'Nienawidzili się'. I muszę Ci powiedzieć, że ten OS, również przypadł mi do gustu, i - uwierz - naprawdę go nie 'spieprzyłaś', nie... Pokazałaś jak cienka jest granica, oddzielająca miłość i nienawiść. A ten zabieg z powtarzaniem słów: 'Nienawidzili się', dodał jakieś spójności... Wszystko jest na swoim miejscu, piękne. Nic dodać, nic ując. A to, że wygrali, mimo kontuzji Fran, uważam za niezły sukces. Taaak ;'D I te ich kłótnie... nawet kiedy byli w związku. Uśmiałam się...
    No, to... pozostaje mi czekać na coś kolejnego. Czasu i weny życzyć... Uścisnąć...
    Więc ściskam mocno, miłego dnia,
    Edyta <3

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)