Mam jednak nadzieję, że wam się spodoba. Dziękuję wszystkim za komentarze, kocham was <3
Nienawidzili się?
- A wy,
zatańczycie razem.
Otworzyła
usta tak szeroko, że zdawało się, że jej szczęka zaraz dotknie ziemi.
- Może pan
powtórzyć?
-
Francesca i Leon, zatańczycie razem w parze. – Mężczyzna poprawił włosy.
Chłopak
wyprostował się. – Trenerze, to nie jest dobry pomysł.
-
Cauviglia, Verdas, już wybrałem. Koniec lekcji, możecie iść. Jutro o tej samej
porze, do widzenia.
Zgarnęła
swoje rzeczy do torby i raz jeszcze podbiegła do nauczyciela.
- Trenerze,
błagam, wszyscy, tylko nie on. Przecież to łamaga, on kroku postawić nie umie, trener
wie!
- Ona
obrotu nie potrafi, profesorze, ja z nią nie mogę tańczyć, niech trener
pomyśli.
- W każdej
chwili możecie zrezygnować z lekcji. Jest pełno chętnych osób na wasze miejsce.
Skończyłem, do zobaczenia.
Wyszedł z
Sali baletowej, zostawiając ich samych.
- Za jakie
grzechy, Boże święty!
- Uwierz,
mam gorzej.
- Zamknij
się, Verdas, nie pytam cię o zdanie. Poza tym, nie rozmawiam z żabami, mówimy w
innych językach.
- Zamknij
swój niewyparzony pysk, Cauviglia, bo możesz pożałować.
- O,
ciebie to akurat mam gdzieś.
- Żebyś
się nie zdziwiła przypadkiem.
- Nie
umiesz poprawie formułować zdań. Wychodzę, nie zamierzam przebywać w
towarzystwie osób, których iloraz inteligencji wynosi zero. Arrivederci,
Verdas.
Chciał
podstawić jej nogę, ale nie wyszło. Z wyższością wyminęła go i opuściła salę,
mrucząc pod nosem niekonieczne pochlebne słowa.
Nienawidzili się.
- Dość, że
razem na zajęcia chodzimy, to jeszcze cię muszę znosić całymi dniami w szkole,
w jednej klasie! – Stanęła naprzeciw niego. – Verdas, człowieku, wnerwiasz
mnie!
- Nie moja
wina, że postanowiłaś się tutaj przenieść z tych swoich Włoch, Cauviglia,
bardzo mi przykro.
-
Przeniosłam się tutaj dziesięć lat temu, a twój szpetny ryj zobaczyłam siedem
lat później!
- Wyobraź
sobie, że pomyślałem to samo, kiedy cię zobaczyłem. Wierz czy nie, nie sprawia
mi przyjemności, że cię muszę codziennie dotykać, a później ręce pumeksem
szorować, to wcale nie jest przyjemne.
- Verdas,
ty sobie nie pozwalaj, bo pożałujesz.
- Jak na
razie, to ja jestem wyższy, większy, starszy i silniejszy, a ty, dziewczynko,
nie masz ze mną szans, więc to ty sobie nie pozwalaj, bo może ci się coś stać.
Wspięła
się na palce tak, że jej twarz była mniej więcej na tym samym poziomie, co jego
twarz.
- Dzisiaj
o siedemnastej próba. Nie spóźnij się – syknęła. – Na razie.
Odsunął
się na bok i przepuścił ją, nie spuszczając z niej wzroku, który gdyby mógł,
zabiłby ją w jednej chwili.
Nienawidzili się.
Nauczyciel
podszedł do nich.
- Verdas,
panna Cauviglia chyba nie ugryzie cię, jeśli trochę bardziej ją chwycisz. –
Złapał go za nadgarstek i przeciągnął jego rękę bardziej w prawo tak, że
chłopak obejmował teraz całą talię brunetki. – Masz ją trzymać, nie dotykać.
Jesteś mężczyzną, a mężczyzna prowadzi w tańcu. Nie poprowadzisz, jeśli
będziesz ją tylko muskał tymi palcami. Przyciągnij ją mocniej do siebie.
Jeszcze. Verdas, czy ty masz siłę w tych rękach? Masz trzymać ją tak, żeby bez
ciebie się ruszyć nie mogła. Może być. A ty, Cauviglia, co? Jak tą rękę mu
trochę dalej na ramieniu położysz, to chyba mu krzywdy nie zrobisz. No,
przynajmniej ty się słuchasz. Tańczyć, bo dobrze wam idzie. Tylko zmniejszcie
ten dystans między sobą. Przynajmniej w tańcu.
Odszedł do
innej pary.
- Powtarza
nam to w kółko. Jeszcze niech nas na turniej wystawi.
- Ja z
tobą nie idę na żaden turniej, nie ma mowy.
- Nie masz
się o co bać, póki nie nauczysz się dobrze obracać, o turnieju możesz pomarzyć.
- Dobrze
się obracam, Verdas, nie denerwuj mnie nawet.
- Tak
sobie wmawiaj, dziewczynko.
- Zamknij
się już i tańcz, bo się zaraz do nas doczepi, a nie chcę zostawać znowu godzinę
dłużej przez takiego debila jak ty.
- Licz się
ze słowami, Cauviglia, bo możesz oberwać.
-
Uderzyłbyś dziewczynę?
-
Dziewczyny nie. Ciebie, tak.
-
Cauviglia, Verdas, skończcie gadać i skupcie się! – Dotarł do nich głos
nauczyciela.
Zamiast
odpowiedzieć chłopakowi jednym ze swoich tekstów, zbyt zraniona, bo mimo
wszystko, zabolało – Wal się – mruknęła tylko.
Nienawidzili się.
W sali
panowała cisza.
- Za pół
roku ogólnokrajowe zawody w młodzieżowym tańcu towarzyskim. Wybrałem już parę,
która będzie reprezentowała naszą szkołę. Oczywiście, może się ona nie zgodzić,
ale musi być świadoma, że w ten sposób zaszkodzi studio i zostanie wykluczona z
kolejnych zawodów. – Zamilkł. – Osoby, które wyznaczyłem, to Francesca i Leon.
Sok, który
w tym momencie piła dziewczyna, wylądował na podłodze. Pijący wodę meksykanin
zakrztusił się i jego kolega musiał poklepać go po plecach, aby odzyskał
oddech.
- Pan tak
na serio? – Brunetka wytarła usta.
-
Oczywiście, że tak. Pomimo waszego… braku sympatii, że to tak delikatnie nazwę,
jesteście najlepszą parą w grupie. Popracujecie przez te pół roku, a wasz
poziom powinien wzrosnąć jeszcze bardziej. Zgadzacie się, mam rozumieć?
Przeniosła
wzrok na Leona. W tej samej chwili on spojrzał na nią. Zmrużyła oczy patrząc na
jego twarz. I chyba skinął nieznacznie głową, bo – Zgadzamy się – powiedziała.
Przyjęli
jeszcze gratulacje znajomych z grupy, choć czuli też ich zazdrość. Wysłuchali
długiego chyba na dziesięć stron przemówienia trenera, po czym zostali sami.
- No i co?
– mruknęła zakładając ręce na piersi.
Wzruszył
ramionami. – I tak cię nie polubię.
-
Przynajmniej w tym się zgadzamy. Ale teraz czeka nas więcej prób. Jeszcze
więcej godzin w twoim towarzystwie. Boże, co ja takiego zrobiłam? – burknęła
pod nosem wychodząc z sali.
-
Urodziłaś się, to już samo w sobie jest błędem – powiedział tak, że tego nie
słyszała.
Nienawidzili się.
Rzuciła
szybkie „dzień dobry” w stronę sprzątaczki i pognała do sali baletowej.
- Sorry,
nie mogłam wcześniej – wyjaśniła stawiając mokrą parasolkę w kącie i szybko
zmieniając buty.
- Zawsze
tak mówisz.
- Bo ja
się przemieszczam komunikacją miejską, debilu, nie tak jak ty. Daj mi minutę.
Ściągnęła
z siebie mokrą kurtkę i powiesiła na wieszaku. Szybko związała włosy i
podciągnęła rękawy do łokci. – Możemy zaczynać.
- Rozgrzej
się.
- Jestem
rozgrzana po tym biegu od przystanku, Verdas, daruj sobie.
-
Powiedziałem, że masz się rozgrzać, Cauviglia. Masz pięć minut.
Chciała coś
odpowiedzieć, ale wolała uniknąć kolejnej kłótni bez względu na to, jak bardzo
go nienawidziła.
Ćwiczyli
razem już od trzech miesięcy, do zawodów zostało drugie tyle. Mieli zajęcia
codziennie, tylko we dwójkę, dwa razy w tygodniu dodatkowo z całą grupą, a co
tydzień z trenerem. Nie oszczędzał ich w ogóle, dawał im taki wycisk, że po
powrocie do domu marzyła tylko o łóżku.
- Już –
mruknęła po chwili.
-
Pamiętasz wszystko?
- Taka
tępa nie jestem.
-
Pomyślałbym nad tym.
- A to ty
umiesz myśleć?
- Zamknij
się, Cauviglia. Najpierw te wczorajsze kroki. Później całość. Ustaw się.
Stanęła na
wyznaczonym miejscu. Chłopak włączył pilotem muzykę, schował go do kieszeni i
stanął przed nią. Przybrali odpowiednie pozycje, a po dwóch taktach ruszyli.
Nadszedł
moment na krok, który z jednej strony uwielbiała, a z drugiej – nie znosiła.
Leon
chwycił ją za prawą nogę i uniósł do góry. Podniosła lewą, prostując ją wysoko
w powietrzu.
Nagle
zakręciło jej się w głowie. Zrobiło jej się słabo, ciężar ciała przeważył,
straciła równowagę i runęła do przodu. Zapewne zaliczyłaby bliskie spotkanie z
parkietem, gdyby nie szybka reakcja chłopaka, który złapał ja praktycznie w
ostatniej chwili.
- Boże, co
ty tworzysz? – spytał, mimo wszystko zaniepokojony, stawiając ją na nogach i
pomagając usiąść na ławce.
- Nic –
mruknęła oddychając głęboko. – Możemy kontynuować.
-
Śmieszne. Wszystko okej? Co jadłaś na obiad?
- Nic. –
Potarła skronie.
- A
wcześniej?
- Nic. –
Poprawiła włosy. – Nie jadłam jeszcze dzisiaj.
- A z
głową twoją to w porządku wszystko?
- Czego
chcesz znowu od mojej głowy?
- Już
pomijając, że z nią całe życie jest coś nie tak - jak mogłaś przyjść na trening
bez jedzenia?
Westchnęła
tylko i ukryła twarz w dłoniach.
-
Cauviglia, mówię do ciebie.
- Daj mi
spokój, Verdas.
Usłyszała
tylko jak chłopak podnosi się i odchodzi. Po chwili wrócił, ale nie podniosła
głowy.
- Trzymaj
– powiedział.
Spojrzała
na niego. W ręce trzymał kanapkę zawiniętą w folię aluminiową. - Nie jestem
głodna.
- Nie
denerwuj mnie. Masz.
- Nie chce
mi się jeść, czego w tym nie rozumiesz?
Kucnął
przed nią. – To chyba ty czegoś nie rozumiesz, małolato. Masz zjeść tą kanapkę,
bo inaczej oberwiesz tak, że się nie pozbierasz.
- Od kiedy
to, Verdas, przejmujesz się tym, czy jem czy nie? – zarzuciła mu.
- Od kiedy
razem trenujemy, idiotko, nie będę świecił oczami przed trenerem, kiedy
stracisz mi tutaj przytomność. Więc radzę ci się ogarnąć i zjeść tą kanapkę,
póki jestem spokojny.
Mrucząc
coś pod nosem wzięła od niego kromkę. Odwinęła ją. Spojrzała podejrzanie na
chleb z serem zastanawiając się, czy przypadkiem nie jest zatruty, ale przecież
to Leon miał zjeść tą kanapkę, a sam siebie chyba by nie zabił.
Chłopak
usiadł na podłodze nie spuszczając z niej wzroku. Westchnęła i zaczęła powoli
jeść.
- Dobre w
sumie – burknęła po chwili.
- No i
było tyle pyskować?
- Nie mów
do mnie jak do dziecka, deklu.
- Mam
prawo, jestem starszy.
- Jesteśmy
z tego samego rocznika, pacanie.
- Tak.
Tylko, że ja urodziłem się pierwszego stycznia. A ty? Weź mi przypomnij z
którego grudnia jesteś? – Cisza. – No dawaj, Cauviglia, wyleciało mi z głowy.
- Zamknij
się – warknęła. Przełknęła kanapkę. – Dwudziesty dziewiąty.
- No
właśnie. Więc, smarkulo, jesteś młodsza cały rok prawie.
- Verdas,
zamknij się już, co? Chcę zjeść.
- Udław
się tym.
Nienawidzili się.
- Teraz
dobrze. Nie dotykaj ich już. - Odłożyła na półkę lakier do włosów i grzebień.
Chłopak podniósł rękę. – Nie dotykaj, powiedziałam!
- Dzięki –
odparł, przyglądając się sobie w lustrze.
Wstał z
krzesła. Wziął do ręki kubek z kawą i upił łyka. Spojrzał na zegarek. Mieli
jeszcze piętnaście minut.
-
Zawiążesz mi to? – usłyszał pytanie dziewczyny.
Przeniósł
wzrok na nią. Stanęła do niego plecami, ręką podtrzymując przy szyi dwie
wstążki.
- Jak? –
spytał, odsuwając jej ręce.
- Tak,
żeby nie spadło. Au, no nie aż tak. Wiem, że się nie lubimy, ale jak mnie
udusisz, to nie będziesz miał z kim zatańczyć, Verdas.
- Nie
gadaj tyle – mruknął. – Już.
- Dzięki.
Mamy jeszcze chwilę, poćwiczymy jeszcze.
- Lepiej
nie. Wolę nie zapeszać, jeszcze coś się stanie.
- Ale ja
muszę jeszcze przećwiczyć ten obrót.
- To chyba
możesz sama zrobić, nie?
Wzruszyła
ramionami. – W sumie tak. Nie idź beze mnie.
Usiadł z
powrotem na krześle, biorąc w dłoń telefon. Dziewczyna przesunęła się na środek
garderoby, odsuwając na bok krzesła i stolik. Nucąc pod nosem, zaczęła tańczyć.
Usłyszał
tylko jej krzyk i głośny huk.
-
Cauviglia, ale z ciebie pokraka – skwitował kucając obok niej. Chwycił ją za
łokieć i podniósł do pozycji siedzącej. – Mówiłem, żebyś nic nie robiła.
Wszystko okej? - Potrząsnęła przecząco głową i przyłożyła rękę do twarzy. - Ej,
Cauviglia. Ej, no co jest? Coś nie tak?
Podniosła
głowę. W jej zielonych oczach już błyszczały łzy bólu. – Moja noga.
Na jego
twarz wkradł się strach. – Tylko mi nie gadaj, że ją złamałaś. - Podniósł jej
sukienkę do góry, odsłaniając nogi. – Gdzie cię boli?
Dotknęła
ręką kostki i skrzywiła się z bólu. – Skręciłam.
Usiadł na
podłodze. Westchnął zdenerwowany.
- Czy z
ciebie, gówniaro, musi być taka łamaga? – spytał przez zęby.
- Przecież
nie chciałam.
- Zdajesz
sobie sprawę, że właśnie skreśliłaś nasze szanse?
Przetarła
oczy, przy okazji rozmazując cały tusz. – Nic nie skreśliłam. Pomóż mi wstać. –
Spojrzał na nią zdziwiony. – No co się tak lampisz? Pomóż mi, muszę się
doprowadzić do porządku. Verdas, ogarnij się, zaraz wychodzimy.
Nadal nic
nie mówiąc, stanął za nią, chwycił ją pod pachami i ostrożnie postawił na nogi.
Syknęła głośno. Dokuśtykała do lustra. Chusteczką wytarła tusz, poprawiła
makijaż i włosy.
- Chcesz
zatańczyć? – spytał zdezorientowany.
- No tak.
A widzisz jakiś inny wybór?
- Nie
możesz, masz skręconą kostkę, nie dasz rady.
- Uwierz,
odkąd tańczę, nie takie bóle wytrzymywałam.
- Ale
nigdy nie tańczyłaś ze zwichniętą kostką, Cauviglia. Pomyśl trochę, ona zaraz
ci cała spuchnie, i jeszcze to pogorszysz.
- Skończ
już, idioto, zatańczę. – Odwróciła się w jego stronę. – Jestem wytrzymała.
Postawiła
krok do przodu. Z jej ust wydobył się cichy krzyk. Postawiła kolejny krok.
Ostrożnie i powoli tak, że ból był do wytrzymania. Szkoda, że nie może tańczyć
ostrożnie i powoli. No, ale cóż, taniec był najważniejszy.
-
Cauviglia…
- Idziemy,
Verdas. Tańczymy trzeci, wytrzymam. Chodź mi pomóż.
Uczepiła
się jego ramienia wcale nie zwracając uwagi, że to jest Ten Verdas. Ten,
którego przecież nienawidzi. No, byli parą – w tańcu, oczywiście – i musieli
się jakoś przełamać.
- Nie
wierzę, że to robisz – mruknął, obejmując ją ręką w pasie.
- To
uwierz. Nikt nie zauważy. Nie komentuj – powstrzymała go.
I tak
nadal nienawidzili się.
Trzymał ją
w talii tak mocno, że miała uczucie, że zaraz ją zmiażdży. Ona zaciskała rękę
na jego dłoni z taką siłą – i przy okazji wbijała paznokcie w jego skórę, ale
to przemilczał – że sama sobie się dziwiła.
Ruszyli.
Z każdym
krokiem miała wrażenie, że jej nogę na wskroś przebija jakiś sztylet. Kostka
pulsowała tępym bólem. Myślała, że nie wytrzyma.
- Głowa do
góry – mruknął po chwili, przypominając jej o prawidłowej postawie.
Uniosła
ją, przy okazji spoglądając w jego oczy. Jej całe już zaszły łzami, łzami bólu.
Kilka spłynęło po jej policzkach. Nieważne, że jej największy wróg widział jak
płacze. W tej chwili jej to nie obchodziło. Jej głowę zaprzątała tylko myśl, że
choćby nie wiadomo co, musi wytrzymać do końca.
Zapomniała
się, straciła poczucie rytmu. Zdrowa noga przesunęła się w złą stronę, cały
ciężar przeniosła na lewą i w jednej chwili oblał ją zimny pot.
Chłopak
okręcił ich w prawo, jednocześnie odrywając jej nogi od podłogi. Postawił ją z
powrotem i odchylił do tyłu – czego przecież w układzie nie było. Nabrała
gwałtownie powietrza w płuca i zdusiła w sobie jęk bólu.
Na widowni
chyba zawrzało, ale nie zwróciła na to zbytnio uwagi. Serce biło jej w
podwójnym tempie.
Chwilę
później muzyka skończyła się. Otarła szybko łzy wierzchem dłoni. Ukłonili się,
przywołała na twarz uśmiech. On znów chwycił ją ręką w pasie i pociągnął w
stronę trenera. Szybko wysłuchali jego słów, zapewnień, że pomyłki wcale nie
było widać, a wręcz przeciwnie – wspaniale to zatuszowali i sędziowie byli
zachwyceni, widownia też, więc mogą liczyć na wysokie noty końcowe. Rzucili
coś, że muszą iść do garderoby i szybko opuścili salę, przyjmując po drodze
gratulacje oraz znosząc pełne zazdrości spojrzenia rywali.
Znaleźli
się na pustym korytarzu – nikogo nie było, wszyscy oglądali zawody. Garderoby
były puste. Nie widzieli żywej duszy.
Odczepiła
się od niego.
- Jestem
beznadziejna! – buchnęła głośnym płaczem, kuśtykając do przodu. – Jestem
okropna! Nie umiem tańczyć, jak ja mogłam tutaj przyjechać? Jak ja się mogłam
pomylić?
-
Cauviglia, uspokój się, przecież…
- Nie! –
Odsunęła się od jego ręki, którą chciał ją przytrzymać. – Weź nic nie mów.
Zepsułam cały układ. Ile ja, do cholery, tańczę, żeby się tak pomylić? – Znów
jęknęła głośno, nadwyrężając nogę. – Trener już nigdy nie wystawi mnie do
żadnych zawodów.
- Sama
słyszałaś co…
- Nie
pocieszaj mnie, Verdas! – wrzasnęła przez łzy, nadal kulejąc. – Nie umiem
tańczyć, taka jest prawda. Byliśmy okropni! Ja bardziej nawet od ciebie.
Będziemy ostatni, przegramy, i wywalą nas ze szkoły, bo…
- Weź się…
- Nie
przerywaj mi! To twoja wina! Czemu mi pozwoliłeś ćwiczyć w tej głupiej
garderobie? Zawsze taki stanowczy pan Verdas, a wtedy sobie magicznie
odpuściłeś, i co? Gdyby nie ty, to…
Doskoczył
do niej, chwycił za kark i odwrócił w swoją stronę, drugą ręką trzymając ją w
pasie, a chwilę później złączył ich usta ze sobą. Całował ją długo, zabierając
cały oddech. Oderwali się od siebie dopiero po kilkunastu sekundach.
-
Zamkniesz się w końcu, smarkulo? – spytał.
Patrzyła
na niego z niedowierzaniem, po czym buchnęła jeszcze głośniejszym płaczem.
-
Nienawidzę cię! – krzyknęła, już cała we łzach. – Nienawidzę! Nienawidzę
ciebie, nienawidzę siebie, nienawidzę wszystkich!
Oparła się
o ścianę i osunęła po niej na dół. Usiadł naprzeciw niej. Milczał. Niech się
wykrzyczy, tak będzie najlepiej.
-
Słyszysz? – Już trochę ucichła. – Nienawidzę cię. Nienawidzę cię z całego
serca, Verdas.
Oparła
głowę o jego ramię nadal zanosząc się płaczem.
- Ja
ciebie też, Cauviglia – odparł. – Też cię nienawidzę.
- Po coś
mnie tu zaciągnął, przecież i tak nic nie zajmiemy – syknęła w jego stronę,
zasłaniając usta dłonią.
- Zamknij
się już i słuchaj, idiotko – uciszył ją.
Na
podwyższenie wszedł grubszy staruszek o siwej brodzie i tego samego koloru
włosach, w czarnej marynarce zapiętej tylko na jeden guzik, bo tylko na tyle
pozwalał jego brzuch.
Mimo woli,
musiała wysłuchać, jak słodzi wszystkim zawodnikom, zapewnia, że mieli ciężki
wybór, bo zawody odbyły się na bardzo wysokim poziomie, że jest zadziwiony
umiejętnościami tak młodych ludzi i innych takich. Ze znużeniem znosiła
nazwiska wyczytywane na kolejnych miejscach i krzyki radości tych, którym się
udało.
Ale serce
jej zamarło, kiedy po słowach „A miejsce pierwsze zajęli…” usłyszała najpierw
nazwisko swoje, a później tego, którego musiała nazywać swoim partnerem. Gdyby
nie on, najpewniej nie dotarłaby na środek auli i nie przyjęła gratulacji oraz
złotego pucharu, który był ich nagrodą.
Rozbrzmiały
wiwaty i oklaski, a najbardziej chyba słychać było ich trenera, który skakał z
radości niedaleko nich.
Dopiero po
chwili zdołała wszystko zrozumieć. Nie panowała nad sobą, kiedy zarzuciła ręce
na kark Leona i przytuliła go z całej siły, o czym kiedyś nawet nie chciała
myśleć.
Czy nienawidzili się?
- Wiesz
co, Cauviglia? – spytał, wychodząc za nią z klasy i pomagając założyć plecak na
dwa ramiona. – Chyba się w tobie zakochałem.
Odwróciła
się w jego stronę i odgarnęła włosy z twarzy.
- Coś ci
się pomyliło, Verdas – odparła. – To ja zakochałam się w tobie.
Uniósł
brwi. – Nie, ja byłem pierwszy, małolato.
- Nie, to
ja byłam pierwsza.
- Nie,
Cauviglia, ja.
- Verdas,
ty sobie nie myśl, że będziesz ode mnie lepszy – prychnęła. – Ja pierwsza się w
tobie zakochałam, zrozum to.
- Nie
wmówisz mi tego, dziewczynko.
- Ja już
powiedziałam, skarbie. – Ruszyła o kulach w stronę dziedzińca szkolnego. – Ja
się w tobie zakochałam.
Ruszył za
nią dopiero po chwili.
-
Pierwsza, zaraz po mnie, tak? – zawołał za nią. – Bo to ja pierwszy się w tobie
zakochałem, Cauviglia!
Kilka osób
spojrzało na nich z rozbawieniem. Nic dziwnego.
- Verdas,
przymknij się już. Ja byłam pierwsza.
- Dobra.
Ale ja pierwszy z tobą zerwę, gdyby coś.
- Od kiedy
jesteśmy razem, matole?
- Wiem, że
to marnowanie mojego cennego życia. – Stanął już przed nią. – Ale dla takiej
idiotki jak ty warto je poświęcić.
Podniosła
głowę, wspierając się na kulach.
- Serio?
Nie jestem pewna, czy opłaca się wiązać z takim debilem jak ty. Jak sądzisz?
Zaryzykować?
Uśmiechnął
się. Chwycił jej podbródek i zbliżył swoje usta do jej. – Możesz zaryzykować.
Najwyżej będzie na ciebie, gówniaro.
Ich wargi
zerknęły się ze sobą w gorącym pocałunku. Parę osób zagwizdało, zaklaskało, coś
powiedziało.
- Ale i
tak cię nienawidzę – mruknęła, odrywając się od niego.
- Z
wzajemnością, Cauviglia. – Dotknął jej policzka. – Z wzajemnością.
Cóż.
Jednak
nadal nienawidzili się.

Wspaniały One Shot <3
OdpowiedzUsuńDziękuję:)
UsuńO BOŻE, BOŻE,BOŻE!!! <33333
OdpowiedzUsuńJaki cudowny i to jeszcze o mojej ulubionej parze!! <333
KOCHAM MOCNO! :***
Musisz częściej o nich pisać :*
Postaram się xd
UsuńPomijając to, że uwielbiam pary które ciągle się wyzywają i biją (bo są takie UROCZE).
OdpowiedzUsuńUdało Ci się oddać emocje bohaterów w bardzo naturalny i prawdziwy sposób. Podobały mi się te "ataki" nienawiści i pyskowanie do siebie.
No i też uwielbiam Leona i Fran.!!!
Myślę, że miniaturka Ci się udała i czekam na kolejne.
~Anonim Juleśka ❤
Bardzo dziękuję ^^
UsuńNiesamowite. ♥
OdpowiedzUsuńPomysł tak jak napisałaś fajny, bardzo fajny! ^^ Muszę się z Tobą nie zgodzić - niczego nie spieprzyłaś. Wręcz przeciwnie; nadałaś tej historii barwy, magię, harmonię. Wszystko jest idealne. *.* Leonesca, balet, aww. ♥ Pięknie, pięknie, pięknie. ^.^ Najpierw się nienawidzili, potem zakochali. ♥ A tak kłótnia na koniec była słodka. :') Co jeszcze mogę dodać? Bardzo mi się podoba. :>
A tak przy okazji; szablon taki zkbczkbccb. *u*
Dominika.
Dziękuję :')
UsuńEkstra.
OdpowiedzUsuńZapraszam na mojego bloga.
http://calaresztaniemaznaczenia.blogspot.com/
Dziękuję.
UsuńCudny one shot <3
OdpowiedzUsuńJeszcze z moją 1 ulubiona parą, która nie istnieje <3 :*
Czekam na kolejną miniaturkę <3
Mam tak samo xd dziękuję!
UsuńCudo! Matko jak ja ci zazdroszczę talentu!
OdpowiedzUsuńStrasznie dziękuję *.*
UsuńPowiedziałam, że muszę skomentować cudowny OS o Leonesce, autorstwa najwspanialszej Oli? I to właśnie robię.
OdpowiedzUsuńOlu, co powiedzieć?
To co pokazałaś na górze..nie da się opisać żadnymi słowami, wiesz? Czekam na inne prace o tej parze, bo są cudowni.<3 Ale TY i tak bardziej.<3 Zgodzę się z Dominiką, szablon przecudny *.* A z Tobą się nie zgadzam, Słoneczko! Bo nie zepsułaś tego Os, wyszedł Ci cudownie. Masz niesamowity talent (podzielisz się ze mną? Zrób mi prezent na dzień dziecka, który jest za miesiąc.), którego nie możesz zmarnować Olu. Czekam na kolejny OS, który mam nadzieję, pojawi się niebawem, prawda?
Dziękuję jeszcze raz za to, że masz ochotę robić ten zwiastun.<3
Kocham najmocniej na świecie.<3
Stevie.♥
super ze wrocilas i super os
OdpowiedzUsuńDzięki ^^
UsuńCześć, Olu.
OdpowiedzUsuńMiałam być wcześniej, dużo wcześniej... Ale jakoś mi zeszło, mam nadzieję, że wybaczysz. Po pierwsze, bardzo - niezmiernie wręcz - cieszę się, że wróciłaś! Może nie będziesz już dodawać wieloczęściowych partów, ale... wszystko, od Ciebie, jest wspaniałe. A ja lubię miniaturki, etc. I muszę Ci powiedzieć, że ta z Dienaty niesamowicie mnie zauroczyła. Była taka... ach! Może troszkę w innym, niż wcześniej, stylu, ale... To nadało jakiejś świeżości. No i temat bardzo fajny, trafiony. Zakładam, że ktoś skrzywdził Natalię, tak? I musiała brać leki, dzwonić do terapeutki... Ale ona sama stwierdziła, że nie potrzebuje pomocy. Że sama da radę, nie podda się. Że nie jest 'jedną z wielu'... Po prostu, cudo, no. Myślę też, że dużo zasługa w jej 'wyzdrowieniu' przypadła Diego... który kochał ją, uważał za najpiękniejsza, wyjechał nawet - z Nią, tylko dla Niej. Aż się popłakałam ;')
Następnie mamy 'Nienawidzili się'. I muszę Ci powiedzieć, że ten OS, również przypadł mi do gustu, i - uwierz - naprawdę go nie 'spieprzyłaś', nie... Pokazałaś jak cienka jest granica, oddzielająca miłość i nienawiść. A ten zabieg z powtarzaniem słów: 'Nienawidzili się', dodał jakieś spójności... Wszystko jest na swoim miejscu, piękne. Nic dodać, nic ując. A to, że wygrali, mimo kontuzji Fran, uważam za niezły sukces. Taaak ;'D I te ich kłótnie... nawet kiedy byli w związku. Uśmiałam się...
No, to... pozostaje mi czekać na coś kolejnego. Czasu i weny życzyć... Uścisnąć...
Więc ściskam mocno, miłego dnia,
Edyta <3
Edytka!
UsuńBardzo dziękuję <33