Cisza,
która zakłócana była tylko uciążliwym bzyczeniem muchy zaraz koło jej ucha.
Milczenie, którego żadne z nich nie mogło i nie chciało przerwać. Słowa, które
kłębiły się w jej głowie, a którym nie pozwalała wydostać się na zewnątrz, bo
nie wiedziała, czy nie byłyby odpowiednie. Strach, który czuła już od kilku
miesięcy, bezustannie, każdego dnia. Nadzieja, która mimo wszystko była, choć
może lepiej byłoby, gdyby znikła, bo przecież była nadzieją złudną.
Usiadła
na sofie obok chłopaka. Jak zwykle, wpatrywał się w śnieżnobiałą ścianę
naprzeciw siebie. Nie zwrócił na nią uwagi. Nie poruszył się. Nie odezwał.
Nawet nie mrugnął. Zero reakcji. Jak zawsze, zresztą.
- Jak
się dzisiaj czujesz? – spytała. Nie odpowiedział. – Wyglądasz dobrze. Nic cię
nie boli? – Dotknęła jego dłoni. – Dzisiaj jest zimno. Nawet deszcz przed
chwilą zaczął padać. Chcesz zobaczyć? – Cisza. – Rozumiem. Może później. –
Podniosła rękę do jego policzka. – Pójdę do kuchni zrobić kolację. Gdyby coś
się działo, gdybyś źle się poczuł, to mnie wołaj, dobrze?
Czekała
jeszcze moment – miała nadzieję, że usłyszy jakieś słowo z jego ust, albo
choćby zobaczy jak twierdząco kiwa głową. Ale nie usłyszała. Nie zobaczyła.
Z bólem
podniosła się z sofy i rzucając w jego stronę ostatnie spojrzenie, wyszła z
salonu.
Postawiła
krzesło obok jego fotela bujanego i wzięła do ręki album ze zdjęciami.
-
Zobacz – powiedziała, otwierając go na pierwszej stronie. – To z naszych
pierwszych wakacji w Barcelonie. Pamiętasz? – Cisza. – Musisz pamiętać,
Federico. Tego nie mogłeś zapomnieć. – Przewróciła stronę. – A to ze ślubu
mojej matki. Ty mnie tam zaciągnąłeś. Wcale nie chciałam iść. – Wzruszyła
ramionami. – Tutaj jest ostatni występ w szkole. Są wszyscy, widzisz? – Jakby
zdawało jej się, że na moment spojrzał na zdjęcie. – Zupełnie wszyscy.
Przyjechali specjalnie, żebyśmy mogli się razem spotkać. Słyszysz? – Znów ta
przerażająca cisza i wzrok wbity w obraz za oknem. – Nie mogłeś tego zapomnieć
– już szepce. – Nie mogłeś, kochanie. Błagam, nie rób mi tego.
Ale on nie
odpowiada. Znów. A to boli. Tak strasznie mocno boli.
-
Obiecuję, że to wróci – ciągnie. – Przejdziemy przez to razem, skarbie. Będę
przy tobie.
Była
już od kilku miesięcy codziennie, niezmiennie, trwała przy nim cały czas.
Poświęciła dla niego wszystko. Bo go kochała. A dla miłości była w stanie
zrobić wiele. Jeśli nie wszystko.
- Jaki
chcesz smak? – Zajrzała przez szybkę. – Morelowy czy jagodowy? – Spojrzała na
niego. Spoglądał pustym wzrokiem w jakiś punkt gdzieś w oddali. Nie
odpowiedział. – Dwa morelowe proszę – zwróciła się do sprzedawcy.
Mężczyzna
uśmiechnął się, a po chwili podał jej dwa lody w rożku. Podziękowała, wsadziła
jednego w rękę chłopaka, chwyciła go pod ramię i pożegnawszy się, razem z nim
odeszła.
Zaprowadziła
go do parku, po drodze kilka razy poprawiając mu loda w ręce i nakłaniając do
jedzenia, co rzeczywiście robił.
Usiedli
na jednej z ławek. – Ale ciepło. Jedz szybciej, bo słońce grzeje i zaraz ci się
lód roztopi. – Podciągnęła kolana pod piersi i oparła głowę o jego ramię. – Fajnie
tutaj. Pamiętasz, jak przychodziliśmy tutaj codziennie? – Brak odzewu. – Aż nam
się znudziło. – Chyba był zbyt zajęty jedzeniem loda. – Musimy nadal tak robić.
Zamilkła.
Pogrążyła się we wspomnieniach. Kiedy wszystko było w porządku. Kiedy byli
kochającą się parą. Kiedy on był wszystkiego świadomy. Kiedy powtarzał jak ją
kocha. Kiedy było inaczej.
Poczuła
jak ktoś dotyka jej policzka. Ocknęła się. Przyłożył swoją rękę do jej twarzy.
Wyjął z kieszeni chusteczkę i wytarł jej usta brudne od deseru. Patrzyła ze
zdumieniem na jego rękę. Po chwili nachylił się nad nią i złożył pocałunek na
jej policzku.
-
Ludmiła – powiedział. Jego głos był cichy, drżący i jakby niepewny.
Później
znów odwrócił się w drugą stronę i wbił wzrok przed siebie.
Jego
głos był czymś pięknym. To była dla niej najlepsza nagroda, najlepszy prezent.
Imię, które wypłynęło z jego ust, wypowiedziane było z miłością, z czułością, z
wdzięcznością. Miała nadzieję, że kiedyś wypowie coś więcej.
Chociaż
te dwa głupie słowa, które kiedyś tak często powtarzał.
Zerkając
na kartkę, sprawdzała wszystkie opakowania leków. Liczyła tabletki i sprawdzała
z kalendarzem, na jak długo starczą. Spisywała w notesie te, które trzeba było
kupić. Chociaż i tak już mu nie pomogą.
-
Ludmiła, mówię do ciebie. – Znów usłyszała kobiecy głos. – Weź to odłóż na
moment i porozmawiaj ze mną, co?
- Nie
mogę teraz. Mam podzielną uwagę, kontynuuj.
-
Właśnie nie masz podzielnej uwagi, zupełnie nie wiesz o czym przez cały czas
mówiłam.
- To
powtórz.
Niespodziewanie
zgarnęła wszystkie leki na bok, mieszając to, co blondyna tak starannie przed
chwilą poukładała.
-
Zostaw to w końcu i mnie posłuchaj! – Podniosła głos. – Nie możesz tak,
Ludmiła, wykończysz się w końcu. Nie możesz tak funkcjonować, nie wytrzymasz!
Spojrzała
na nią spod byka. – Przestań, Natalia. Wiem co robię. Wiem, co muszę robić.
-
Powinnaś sobie odpuścić. Powinnaś odejść i ułożyć sobie życie na nowo, nikt nie
będzie miał ci tego za złe, wszyscy cię zrozumieją.
- Nie
mów tak. Jak mogę odejść? Nie mogę go zostawić. Kocham go, będę przy nim do
końca, rozumiesz?
-
Ludmiła, on jest chory, zrozum to w końcu. Ma uszkodzony mózg, on nic nie
pamięta, nie poznaje cię, nie wie kim jesteś! Jest w swoim świecie, a ciebie
tam nie ma. On nic nie rozumie, dociera to do ciebie?
-
Nieprawda! – buchnęła. – On mnie kocha! Nie mógł mnie zapomnieć, to niemożliwe.
Ostatnio znów powiedział moje imię, on mnie pamięta.
- To
tylko cholerne przebłyski, których niedługo nie będzie wcale. Dziewczyno,
ogarnij się. Jemu już nic nie pomoże. On już nigdy nie wypowie żadnego słowa,
dobrze o tym wiesz. On potrzebuje fachowej opieki, nie możesz się tak
poświęcać, to nie sensu!
- Nie
ma sensu? – powtórzyła. – Kocham go. Kocham go, Natalia. Ja wiem, że to wróci,
że znów będzie jak wcześniej, że…
- Nie
wróci! – przerwała jej. – Nie wróci, do cholery, nie będzie jak wcześniej,
rozumiesz? On jest rośliną, będzie tylko jadł, spał i oddychał. On nawet nie
wie, że przy nim jesteś, nie pomożesz mu w żaden możliwy sposób!
- Nie
mów tak! – W jej oczach zalśniły łzy. – Ja nie mogę go zostawić, nie mogę żyć
bez niego!
- Ale
jego życie to już nie jest życie, to tylko istnienie, Ludmiła. Zrozum to w
końcu. Nie możesz się obciążać, musisz ułożyć sobie życie na nowo. Bez niego.
On i tak nie wie co się dzieje. Wolałby, żebyś była szczęśliwa.
-
Jestem szczęśliwa – zniżyła głos do szeptu.
- Nie.
Nie jesteś. Wiem, że go kochasz. Ale ta miłość nie ma sensu. On już nie czuje,
Ludmiła. On nie wie, co to miłość. – Nie odpowiedziała. – Męczysz się. Nie poradzisz
sobie z opieką nad nim. Będzie coraz ciężej.
- Dam
radę.
-
Lepiej będzie i dla ciebie, i dla niego, jeśli sobie odpuścisz. On chciałby,
żebyś ułożyła sobie życie na nowo. Bez niego. A nim ma się kto zająć. Będzie
miał dobrą opiekę. Będzie szczęśliwy.
- Ze
mną też jest szczęśliwy, Natalia.
- Ale
nie potrafisz dać mu takiej opieki, jaka jest mu potrzebna. Rozumiesz?
- Nie.
Nie rozumiem.
Później
już tylko wrzasnęła, żeby wynosiła się z jej domu. Nie zważała na jej
tłumaczenia. Nie chciała jej słuchać. Zatrzasnęła za nią drzwi i chwiejnym
krokiem poczołgała się do pokoju. Położyła się na łóżku obok śpiącego Federico,
oparła głowę na jego piersi, i wymówiwszy ciche „Kocham cię” zaczęła gorzko
płakać.
-
Kocham cię – wyszeptała. – Kocham cię najbardziej na świecie. Jesteś moim
życiem, skarbie. Bez ciebie nic nie ma sensu. Kocham cię – powtórzyła. Nic nie
powiedział. – Chcę, żebyś był szczęśliwy. Chcę ci pomóc. Jesteś wszystkim co
mam, Federico.
I nic.
Tylko głucha cisza wdzierająca się do jej głowy.
Tak
będzie już zawsze.
-
Dobrze robisz, kochanie. – Kobieta odgarnęła jej włosy za ucho. – Musisz
pomyśleć teraz o sobie. Zapewniam cię, dobrze się nim zajmiemy. Damy mu
wszystko co najlepsze. Będzie szczęśliwy. I ty też będziesz szczęśliwa.
Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Dobiegająca
pięćdziesiątki kobieta uśmiechnęła się życzliwie. Federico był idealną kopią
swojej matki.
Ze
ściśniętym gardłem składała ostatni pocałunek na jego sztywnych, zdrętwiałych
ustach. Ze łzami w oczach patrzyła, jak jego ojciec pomaga mu wsiąść na tylne
siedzenie samochodu. Z mokrymi policzkami patrzyła, jak pojazd odjeżdża.
I chyba
tylko wydawało jej się, że jego usta poruszają się w bezgłośnym „Ludmiła” a w
oczach widzi prośbę, by go nie zostawiała.
Już
nigdy więcej go nie zobaczyła.
Do
końca żyła ze świadomością, że pozwoliła mu odejść.
I nigdy
sobie tego nie wybaczyła.

Moje :-)
OdpowiedzUsuńLepszego już się nie dało, napisać. Kilka łez mi poleciało, to takie wzruszające. Oj Naty ty się lepiej zastanów zanim coś powiesz... No cóż dramaty to ty piszesz najlepsze :-) Tylko Lusi mi szkoda :'-) Świetny One Shot (zresztą tak jak wszystkie twoje) Czekam na kolejnego.
UsuńBesos :-*
Dziękuję ;))
UsuńMoje. ♡
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się. Nawet kilka łez mi poleciało. No dobra, to było więcej niż kilka.
OdpowiedzUsuńCudo. Po prostu nie można tego inaczej określić. Pokochałam tą miniaturkę i na pewno jeszcze do niej wrócę.
Pozdrawiam :3
Bardzo dziękuję ^^
UsuńWrócę <3
OdpowiedzUsuńO, nowe cudeńko, jak miło.
OdpowiedzUsuńTak w ogóle - hej x
Bardzo mi się ta miniaturka spodobała, nawet, że to o Fedemile - bo ostatnio ją polubiłam, dziwne? Bynajmniej. Ale życie nie wybiera. I wiesz... wzruszyłam się niezmiernie. Łzy popłynęły po mojej twarzy... to musiało być dla Ludmiły tak trudne... straciła miłość swojego życia. Nie mogła liczyć na poprawę. Zostało jej tylko... pożegnać się, odejść? Ale czy dobrze zrobiła? Żałowała tego do końca życia, tak. Ale... myślę, że miała prawo, wiesz? Każdy zasługuje na szczęście... jak egoistycznie miałoby to nie zabrzmieć. A będąc przy Nim, kochając - a nie dostając tej miłości w zamian - cierpiała tylko bardziej. Jakby - odcięta. A te przebłyski... musiał być jeszcze bardziej bolesne. Dawały nadzieję - złudną. Niby... zawsze powinna istnieć, ale, czy... tak wybrakowana - jest do czegokolwiek przydatna?
Dobrze, kończąc - powiem, że czekam na kolejne dzieło, i dziękuje za to. Choć smutne i gorzkie, wniosło coś do moje serca. I - awh - my też Cię kochamy <3 I na pewno będzie Nas tylko więcej...
Edyta x
Dziekuuuje kochanie <33
UsuńNormalnie Cię nie lubię. :P
OdpowiedzUsuńCzytałam wieczorem, zanim skończyłam się w łóżeczku, zasypiając w głęboki sen (osiem godzin pracy dziennie, plus nauka, plus weekendowe zajęcia mnie wykańczają. Widać, nie?) Mniejsza. Dawno mnie tu nie było, dawno nie komentowałam i najwyraźniej wyszłam z wprawy, bo za żadne skarby nie wiem, co napisać. Normalnie się miotam. Nie potrafię skleić spójnego zdania, które ukaże, jak podoba mi się ten part.. No i w sumie mam jeszcze dużo do powiedzenia oprócz tego :D No to może od początku
Obiecywałam sobie, że skomentuję ten post, w którym pisałaś, że odchodzisz - wyszło, jak wyszło. Nie mniej, jakbym jednak napisała to wcale to nie byłby fajny komentarz. Byłam na Ciebie zła, było mi smutno, ale z drugiej jednak strony rozumiałam Cię. Prawda jest jednak taka, że nie przeszkadzało mi to oczekiwanie. Powiem więcej, nawet je lubiłam. Przynajmniej nie miałam za dużo do nadrabiania. A uwielbiam Twoją twórczość, o czym oczywiście dobrze wiesz.
Postanowiłaś jednak to, co postanowiłaś, a ja, chcąc czy nie musiałam to zaakceptować. Całe szczęście Ty jednak wysłuchałaś moich (i pewnie nie tylko moich) niemych próśb i do nas wróciłaś. Nie w takiej formie jak dotychczas, ale liczy się fakt. Niedługo wakacje i być może podczas nich uda Ci się naskrobać przynajmniej jednego parta, który będzie miał więcej niż jedną część. Bo kto wie? Może nawet teraz chodzi Ci taki po głowie? :D Pisać na kartkach można zawsze, nikt nie każe tego od razu udostępniać szerszej publiczności.
To tak chyba tyle, odnośnie przeszłości.
Parcik wspaniały, jak zawsze. Wgl nie powinnam tego pisać, bo to jest po prostu oczywiste. :D
Aaaa! Dlaczego Cię nie lubię? Bo przez Ciebie na koniec niemal płakałam. Oczy to miałam tak zaszklone, że masakra jakaś. Do końca miałam taką cichą nadzieję, że miłość Ludmiły go jednak uzdrowi, stanie się cud, albo po prostu pomylili się w diagnozie. Wiesz, takie rzeczy czasami się zdarzają. Do dziś pamiętam, jak lekarze nie dawali szans wujowi, a on jednak żyje. Udało mu się. I albo to był domniemany "cud', jak mawiają lekarze, albo chęć walki, aby powrócić do rodziny, albo po prostu czucie tej miłości, którą obdarzyła go żona, będąc tam niemal całymi dniami.
Niestety nie wszystko kończy się happy-endem. Ty tu to również pokazałaś, aczkolwiek sama sobie dopowiem, że rodzice zawieźli go do szpitala i z jego oczu płynęły łzy, że go zostawiła, został sam. I po jakimś czasie zacznie mu się poprawiać i stanie w jej drzwiach, kiedy ona będzie wychodziła na randkę ;D hahahaha
A tak poważnie, kocham Cię ;D :* <333
Hahaha dziękuję za piękny komentarz ^^ teeż Cię kocham <33
UsuńPierwsze co pomyślałam po przeczytaniu tej jakże udanej miniaturki.?
OdpowiedzUsuńNa pewno było mi smutno i ciężko, bo bardzo lubię Fedemiłę, a ty ich trochę (przepraszam za ten wyraz, który kompletnie tu nie pasuje) zepsułaś.
I nie chodzi mi o sposób napisania, o historię, o dialogi, o narrację, bo to wszystko było cudowne i świetnie się to czytało. Chodzi tylko o smutne zakończenie, które sprawiło, że moje serduszko zrobiło się cięższe. ;[
Oczywiście ono też było świetne, bo przecież współgrało z całością i nie ma się do czego przyczepić.
Może to po prostu moja wina, że komplikuje proste rzeczy czy sprawy, musisz mi to wybaczyć. Mam też nadzieję, że zrozumiałaś coś z mojego jakże długiego, (i w przeciwieństwie do Twojej pracy) nudnego, szarego i bezsensownego monologu.
Wyszłam na idiotkę.
To tylę, dziękuję.
Serdecznie pozdrawiam.
~Anonim Juleśka ❤
Nie wyszlas na idiotkę, dziękuję ;))
UsuńO Boże. O Boże JAKIE CUDO.
OdpowiedzUsuńMasz bardzo, bardzo, bardzo, bardzo (i tak tysiące razy) wielki talent.
Po prostu przepiękna ta miniaturka.
Jak ja ci zazdroszczę, że tak pięknie piszesz.
Zapraszam na mojego bloga:
http://calaresztaniemaznaczenia.blogspot.com/
Poryczałam się..naprawdę.
OdpowiedzUsuńW ostatnich trzech krótkich zdaniach po moim policzku spłynęła łza smutku, wzruszenia.
Postawiłam się na jej miejsce i to było okropne..
Sama teraz nie wiem co z sobą zrobić..
Chyba będę już do końca dnia o tym myśleć..
To jest prawdziwe dzieło..
Pozdrawiam ♥
Bardzoo dziękuję! <3
UsuńEh, znowu przypełzłam z przeprosinami. Jestem strasznie głupia, prawda? ;/
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam OS o Leonesce, ale byłam zbyt wyczerpana przez szkołę, że nie znalazłam ani chwili na skomentowanie Twojego dzieła. A było piękne, naprawdę ♥ Zaczynałam, przyznam, niechętnie, gdyż zawsze nienawidziłam tej pary. Taka głupia odraza, która pojawiła się znikąd. Jednak czytanie poszło mi wiele lżej, niż myślałam. Nawet przyłapałam się na tym, że mi się spodobało i to bardzo, zbyt bardzo. ♥
Oczywiście byłam na tyle okropna, że nie raczyłam się pojawić i wyrazić swojej pozytywnej opinii :) *uśmiech nienawiści skierowany w moją stronę*
Okay, wystarczy.
Tym razem dodałaś One Shot o jednej z moich ulubionych par ♥ Chociaż muszę napomknąć, że wszystko, co zostało napisane przez Ciebie, spodobałoby mi się. Nie wiem, jak to robisz, ale też chciałabym posiadać taką umiejętność ^^
Zrobiło mi się tak jakoś smutno. Już po przeczytaniu kilku linijek.
Do momentu, w którym Federico wymówił imię Ludmili, siedziałam ze łzami w oczach. Jednak wystarczyło jedno, niby tak banalne słowo, by na mojej twarzy wykwitł delikatny uśmiech.
Aż zabolało mnie serduszko, gdy zrozumiałam jak ważne są rzeczy, które na co dzień wydają nam się błahe. Dajmy na przykład to, że Federico tak często powtarzał Ludmili, że ją kocha, a ona, zapewne, zdążyła się już przyzwyczaić do tych dwóch, jakże niepozornych, wyrazów. Potem zdarzyło się coś strasznego i wszystko, co do tej pory znała, całkowicie się zmieniło i odwróciło jej świat do góry nogami. To, co mogła słyszeć codziennie stało się jej największym marzeniem.
Wiedziałam, że Natalia miała rację i Lu nie wytrzymałaby tego dłużej, jednak miałam cichą nadzieję na to, że jednak przy nim zostanie.
Coś we mnie pękło, gdy czytałam ostatnie linijki. Dlatego nie lubię smutnych zakończeń T^T Zbyt mocno je przeżywam..
*czas na ciche popłakanie w kącie*
Gdzieś kiedyś czytałam, że osoby, które potrafią wywoływać uczucia na czytelnikach "jedynie" przez pisanie, są czarodziejami. Jeśli to prawda, Ty jesteś mega potężną czarodziejką z ogromnymi pokładami mocy. Nie możesz jej ukrywać, bo przekazując ją światu, czynisz dobro ♥
Kocham Cię mocno, Słoneczko ♥
Jeju... aż się wzruszyłam. Mówiłam, że was wszystkich uwielbiam? Dziękuję ,33
UsuńHajo!
OdpowiedzUsuńDzięki tej, tam nade mną, co się tak rozczula, trafiłam na ten blog ^^
Mam tak, że zawsze najpierw czytam ostatnie zganie.
Smutne zakończenia są najlepsze, kocham je, a i jeszcze moja najukochańsza para ♥
Ok, lecę czytać i zaraz wracam :D
O kuffa, ryczę, Lilka nie histeryzowała, odwołuję.
UsuńZaraz wrócię, jak się opanuję.
Wrócę rano / czyt. koło 14 / bo już padam.
UsuńPrzepraszam.
Yhym,
Usuńto moje jutro : )
Super, świetnie -.- Jestem mega nieodpowiedzialna.
Przepraszaaam :<
Ej, ale Tobie to się powinno dostać. Popłakałam się - ja, zwolenniczka smutnych zakończeć, cierpienia, bólu, udręki i wszystkich możliwych negatywnych emocji, która prawie nigdy nie płacze, gdy umiera główny bohater, albo ktoś ważny, ani na filmach, ani w piśmie, ja, która wręcz lubi czytać o śmierci, tu, ryczałam jak bóbr.
To Twoja wina, wiesz?
Masz za dużo talentu, phi.
I mega żałuję, że teraz dopiero tu wpadłam, albo raczej wtedy, gdy pierwszy raz czytałam Twoje opo.
Nie mam za bardzo czasu na komentarz, bo idę zaraz spać.. tak, o 20 idę spać - to jest dopiero szokujące.
Wybacz,
do następnego :*
Dziękuję ;)
Usuń