Tym razem postanowiłam naskorbać coś o aktorach. A jako, że Falbę kocham... no, kocham - są więc oni. Mam nadzieję, że wam się spodoba, chociaż ja, jak to zwykle, nie jestem zadowolona xd Zapraszam do czytania i komentowania, kocham was!
Czasami
przyjaźń potrafi zmienić się w miłość. A wiesz co? Powstałe wtedy uczucie nie
może być przez nic zburzone. Związek, który buduje się – tak jak inne, ale
jednak inaczej – od podstaw, od zaufania, jest trwalszy. Silniejszy. Tym
bardziej, jeśli dodatkowo ugruntowany przez trudne wydarzenia.
Chcesz poznać
historię właśnie takiego związku? Związku, który wcale nie był taki kolorowy,
jakby się mogło wydawać?
Możemy zaczynać?
hay en mi corazon una inquietud
hoy te veo tan distante
- Wyglądasz
przepięknie – rzucił, kiedy podeszła bliżej.
Uniosła brwi. –
Jak zawsze. Nie podlizuj się.
- Oj, no taka
prawda. Masz niesamowity talent do… wiesz, do dopasowywania kolorów do siebie,
fasonów i tak dalej…
- Puknij się w
czoło, Facu. Przecież wiesz, że stylistki to wybierały. Mów lepiej, czego
chcesz.
Podrapał się po
głowie.
- Dobra. Masz
mnie. Potrzebuję chyba jeszcze jednej próby. Wiesz, nie chcę źle wypaść. A jak
mi źle pójdzie, to automatycznie tobie też. Znasz chyba tą zależność.
Zmarszczyła czoło
i zmrużyła oczy, spoglądając na niego podejrzliwie.
- Która scena?
- Aaa. No ta…
wiesz, zaraz po tym, jak Maxi i Naty się godzą. Pamiętasz, on wtedy przekręca
czapkę i tak do niej podchodzi…
Przymknęła powieki
i jęknęła ze zrezygnowaniem. – Facu. Kiedyś cię skrzywdzę, obiecuję.
- Ej no, ja po prostu nie chcę, żeby nam źle
poszło…
- Pójdzie nam
doskonale! – Przerwała mu. – Nie musimy ćwiczyć tej sceny pięćdziesiąt razy,
idioto. A znając życie, to i tak zrobisz coś źle, żeby tylko to powtarzać w
nieskończoność. Inni potrafią nakręcić pocałunek w dwóch, maksymalnie trzech
ujęciach, a my co najmniej dziesięć potrzebujemy. Brakuje ci całowania?
Przybliżył się do
niej. – No trochę. Czuję się taki niespełniony… No Alba, no.
- Aj, idź mi stąd.
Potrzebuję ciszy i spokoju. – Gniotła nerwowo w ręce kratkę ze scenariuszem. –
Nie umiem jeszcze swojej roli, więc nie zawracaj mi głowy całowaniem. O, chyba
cię wołają. Idź stąd już. No rusz się, Facu.
Spojrzał nad nią
spod byka. – Ale później mi to wynagrodzisz.
- Porozmawiamy o
tym. Idź sobie. Ej no, idź.
Pocałował ją w
policzek. – Nie wymigasz się. I idę tylko dlatego, że teraz moja kolej, jasne?
- Jasne, no idź
już. No już mnie całowałeś! Facu, idź.
- Zapamiętam to
sobie, mała.
- Nie jestem mała!
- Słyszałem to
już. Wiesz, niby wzrost się nie liczy, no ale…
- Facu! –
Popchnęła go. – Idź mi stąd. No idź!
- No dobra, idę,
księżniczko, już idę… nie denerwuj się tak.
Odszedł, zanim
zdążyła mu w tym pomóc.
hay algo que me
aleja de tu amor
de repente tu
cambiaste
hoy insegura estoy
el estar sin ti se
que me hara sufrir
- Czyli... nie jesteście już razem?
- A wyglądamy, jakbyśmy byli?
- Tylko spytałem, stary, ja…
- To nie pytaj. I najlepiej zostaw mnie w
spokoju.
Już od dłuższej
chwili siłowała się z drzwiami garderoby. Zatrzasnęły się – jak na złość. Ona
to jednak miała szczęście. Jęknęła zrezygnowana.
- Halo, czy ktoś
mnie słyszy? – Zawołała uderzając w drzwi. – No nie wierzę, że tutaj nikogo nie
ma, no!
Spojrzała na zegarek;
dokładnie za trzy… dwie i pół minuty miała być na planie. A reżyser nie znosił
spóźnień – co to, to nie!
- Alba? – Dobiegł
ją czyjś głoś zza drzwi.
O nie.
Nie on.
Znów jęknęła. –
Żywy człowiek, który otworzy te cholerne drzwi i ocali mnie przed śmiercią? –
spytała.
- Zatrzasnęłaś
się, czy co?
- Nie! Tak sobie
siedzę, bo nie mam nic ciekawszego do roboty. Wcale nie śpieszę się na plan,
nie, skądże. Ty też masz dzisiaj wolne?
- Poczekaj moment,
pójdę po kogoś…
- Ja mam dwie
minuty, dziesięć sekund! – zaprotestowała. – Otwórz to, proszę cię, nie bądź
taki!
Przez chwilę po
drugiej stronie panowała cisza.
- Odsuń się od
drzwi – powiedział po chwili.
- Co ty chcesz
zrobić?
- Alba, odsuń się,
mówię.
Stanęła bardziej z
boku. Zagryzając ze zdenerwowania wargi, kilkanaście minut wcześniej tak
perfekcyjnie umalowane przez makijażystki. Ale teraz miała to gdzieś. Tylko 90
sekund dzieliło ją od pewnej śmierci.
- Zabijesz się! – krzyknęła,
kiedy trzeci raz coś uderzyło w drzwi od drugiej strony.
- Czekaj, już
prawie.
I dopiero po
szóstym z kolei podejściu drzwi otworzyły się hukiem, a ona w ostatnim momencie
zdążyła się odsunąć. Przez moment stała jeszcze w miejscu przyglądając się
chłopakowi, który z grymasem rozmasowywał obolałe ramię.
W pierwszym
momencie miała ochotę podbiec do niego i rzucić mu się na szyję, ale… nie
mogła. Nie po tym wszystkim.
Mieli być dla
siebie obcy. Miało być tak, jakby nigdy nie byli razem, jakby to wszystko, co
było między nimi, było tylko pięknym zwykłym snem. Mieli się ignorować.
Już nigdy ze sobą nie rozmawiać – oczywiście jeśli nie było to konieczne.
- No dzięki –
rzuciła, poprawiając w biegu włosy. – Zamknij jak możesz. Dziesięć sekund… już
nie żyję.
Później wybiegła z
pokoju, nie obdarzając go ani jednym spojrzeniem.
Nie powinni.
Osobno było im
lepiej. Przynajmniej powinno. Nie krzywdzili się nawzajem. Nie sprawiali sobie
bólu.
Ale kochali za
mocno. ZBYT MOCNO.
anoche yo senti
que me besaste diferente
y me quede sin
saber que hacer
Każdy dzień spędzony z dala od niej był dla
niego udręką. Ale wiedział, że nie mogą być razem. Że nie są sobie pisani. Że
przeszłość jest nieistotna, a oni muszą żyć przyszłością, która jest najważniejsza.
Nie chciał myśleć o tym, że spędzi z nią cały przyszły rok – w prawdzie z nią,
ale jednocześnie i bez niej. Myśl, że nie będzie mógł do niej podejść,
przytulić jej, złożyć pocałunku na jej bladych ustach, była okropna.
To tak strasznie bolało.
Ktoś kiedyś powiedział, że miłość to
pojęcie nigdy niezdefiniowane. I wiesz co? Miał rację. Miał tą cholerną rację i
chyba stwierdził to na ich przykładzie. Bo kochali się. Kochali się, choć nie
mieli prawa być RAZEM.
Już szczerze wolał, aby ona do niego
niczego nie czuła. Żeby chociaż wiedział, że to niespełniona miłość, która
spotyka co drugą osobę. Ale tak nie było. Bo ona go KOCHAŁA.
A on kochał ją.
Choć to nie miało sensu.
yo te conozco y se
que algo no anda bien
ven dime la verdad
no quiero imaginar
que fue el beso
del final
Siedziała na
twardej kanapie w salonie, wpatrzona w telewizor w którym akurat leciał finał
jej ulubionego programu, pożerając przy okazji całą miskę czipsów i tabliczkę
czekolady. Nie chciała nawet myśleć ile to wszystko razem – nie licząc
dwulitrowej coli – miało kalorii. Tak, powinna dbać o figurę. Ale w tym
momencie miała to gdzieś.
Ktoś zapukał do
drzwi. Podniosła się leniwie z sofy i szurając nogami wyszła na przedpokój.
Otworzyła.
Stała przed NIM
nieuczesana, z włosami sterczącymi na wszystkie strony, nieumalowana – bo w
soboty wieczorem zazwyczaj nie miała takiej potrzeby – w szarym dresie
poplamionym lodami, które wcześniej zjadła i ze źle zawiniętym bandażem na
dłoni, który był dowodem na to, jak doskonale potrafi pokroić zwykły chleb.
- Facu –
stwierdziła, mierząc go wzrokiem od góry do dołu. – Co tu robisz?
- Chciałem
porozmawiać. Co, przyszedłem nie w porę?
- Sobota od
osiemnastej w dół to zawsze pora dla mnie nieodpowiednia, ale wejdź. – Odsunęła
się z wejścia.
Przekroczył –
jakby z wahaniem – próg i za jej znakiem przeszedł do salonu. Szybko zabrała z
fotela swoje ciuchy i rzuciła je na ziemię, po czym kazała mu usiąść, a sama
usadowiła się z powrotem na sofie. – Coś konkretnego?
Przeniósł wzrok na
nią. – Nie sądzisz, że powinniśmy jeszcze raz omówić to wszystko?
- Sądziłam, że
nasz temat to temat skończony – mruknęła podciągając kolana pod piersi.
Westchnął i nie
odpowiedział. Wpatrzył się w podłogę, jakby okruszki chrupek na niej leżące
były czymś niesamowicie fascynującym.
- Przecież wiesz,
że to nie ma sensu – dodała po chwili, tak cicho, że prawie nie było jej
słychać.
Podniósł głowę. –
Wiem.
- Więc po co to
wszystko?
Wzruszył
ramionami. – Bo nie wmówisz mi, że nic do mnie nie czujesz.
- Nigdy tak nie
mówiłam – zaprzeczyła.
- To dlaczego nie
możemy być razem? – zapytał.
Odgarnęła włosy z
twarzy.
- Bo nie jesteśmy
dla siebie. Nie pasujemy do siebie.
- Alba, słyszysz
ty siebie? – prychnął. – Jak po tym wszystkim możesz tak mówić? Przecież to, co
przeżyliśmy, było… było…
- Nieistotne –
przerwała mu. – Facu, ja nie podjęłam tej decyzji sama. Oboje stwierdziliśmy,
że to się nie uda.
- To były słowa
wypowiedziane w porywie emocji, to nie była prawda. Nie wyobrażasz sobie, jak tego
żałuję.
Przymknęła oczy.
Miała ochotę wstać
z sofy, podbiec do niego, przytulić go i powiedzieć jak bardzo go kocha. Ale
nie mogła. Oczywiście, że NIE MOGŁA.
Wstała.
- Nie będziemy tak
rozmawiać. Wyjdź stąd.
Za jej przykładem,
podniósł się.
- Nie rozumiem
cię. Myślałem, że ci zależy.
- Nie będziemy tak
rozmawiać – powtórzyła. – Nie chcę ciągnąć tego tematu.
- Ale powinnaś –
zaprotestował. – Oszukujemy siebie samych, przecież dobrze o tym wiesz.
Westchnęła.
- Przestań już, to
wszystko jest nieważne. Zapomniałeś, jak mieliśmy się traktować? Mieliśmy
udawać, że się nie zauważamy. Mieliśmy się ignorować. Miało być tak, jakby nic
nigdy się nie wydarzyło. Dlaczego to wszystko psujesz?
Zaśmiał
się gorzko. – Ja psuję? Psuję tym, że chcę wszystko naprawić?
-
Tak, właśnie o tym mówię. Czego w tym nie rozumiesz?
-
Wszystkiego. Ja zawsze starałem się zrobić wszystko, żeby było jak najlepiej.
To TY miałaś nasze sprawy gdzieś, Navarro.
Milczała
przez chwilę. – Zaczynasz mówić do mnie po nazwisku. Już ci nie zależy?
Zbliżył
się do niej.
-
Wiesz co? Zależy mi. Ale zależy mi na mojej Albie. A jej już nie ma. Zamiast
tego jesteś ty. I już nie mam pojęcia, co o tobie myśleć.
-
To nie myśl nic! – Podniosła głos. – Skoro już ci najwyraźniej przeszło, to po
co zaprzątać sobie głowę kimś tak bezwartościowym jak ja?
-
Myślisz, że tymi słowami wzbudzisz we mnie jakiekolwiek poczucie winy? Mylisz
się. Bo ja nie czuję się winny. Zawsze się starałem. ZAWSZE. Ale ty nie zauważałaś połowy tego, co dla
ciebie robiłem, ile dla ciebie poświęcałem.
Zaśmiała
się.
-
Więc mówisz mi, że to moja wina?
-
Tak, to właśnie powiedziałem.
-
A racji nie masz ani trochę. Możesz sobie gadać, ale prawda jest taka, że
widziałam jak się starasz… choć właściwie nie miałam na co patrzeć, bo to było
minimum jakiego wymaga związek. Podaj mi chociaż jeden przykład z tak wielu
twoich niesamowitych poświęceń. No słucham cię.
Prychnął.
-
Nie muszę podawać ci przykładów. Ty sama doskonale powinnaś to wiedzieć.
-
Ale nie wiem. Bardzo mi przykro.
-
Widocznie jesteś zbyt głupia, by to zrozumieć.
Zmrużyła
oczy. – Nie mów tak o mnie.
-
Bo co? Ty nie liczysz się ze mną, a ja mam liczyć się z tobą?
-
Przyszedłeś tutaj żeby się wykłócać, choć i tak dobrze wiesz, że ja mam rację?
W takim razie możesz już wyjść.
-
Przyszedłem tutaj, żeby się pogodzić, ale z tobą nie da się rozmawiać! –
Podniósł znacznie głos. – Jesteś głucha na wszystkie słowa. Nie jesteś pępkiem
świata dziewczyno! Nie jesteś najważniejsza, pogódź się z tym.
-
A ty nie jesteś żadnym pieprzonym królewiczem, któremu wszystkie dziewczyny
rzucają się do stóp przepraszając i błagając o przebaczenie! Uważasz się za nie
wiadomo kogo!
-
Ale przynajmniej się staram i nigdy nie zrobiłem niczego, czego miałbym teraz
żałować.
-
Nie zrobiłeś? – zaśmiała się. – A przez kogo to wszystko? Przez kogo teraz się
tak kłócimy?
-
Przez ciebie! Bo nie potrafisz zrozumieć, że nie wszystko kręci się wokół
ciebie. I nic do ciebie nie dociera!
Ruszył
w kierunku drzwi.
-
I po co tutaj w ogóle przyszedłeś? Jeżeli myślisz, że wskórasz cokolwiek, to
jesteś w wielkim błędzie!
-
Sam nie wiem. Ale to nie zmienia faktu, że to wszystko twoja wina! – Otworzył
drzwi. – Starałem się, ale nie będę wiecznie za tobą latał.
-
I nie lataj! – krzyknęła. – Wcale cię nie potrzebuję! Nigdy cię nie potrzebowałam!
Odwrócił
się w jej stronę.
-
Szkoda, że mówisz to tak późno. Może wtedy nie fatygowałbym się na drugi koniec
miasta praktycznie każdej nocy, kiedy zatęskniło ci się za domem. Może nie
siedziałbym przy tobie po kilka godzin i nie mówił tego wszystkiego, co
mówiłem. Może nie robiłbym nic. Może nawet bym się w tobie nie zakochał.
Czuła
jak w jej oczach zbierają się łzy. Ale nie mogła się rozkleić. Nie teraz, Nie
przy nim.
-
Jesteś najgorszą osobą, jaką w życiu poznałam – zarzuciła mu. – Idź stąd. Wynoś
się!
Odwrócił
się i odszedł, nawet na nią nie spoglądając.
Dopiero
kiedy zniknął za rogiem, coś w niej pękło. Wybuchła głośnym płaczem.
Ktoś
do niej podszedł.
-
Chodź do mnie. – Poznała głos Lodoviki, która mieszkała naprzeciw niej. – Nie
będziesz teraz sama. Zostaniesz u mnie. No chodź. – Wytarła jej łzy z policzków
i objęła ją ramieniem. – Wszystko będzie dobrze, nie płacz. Samu, zamknij jej
mieszkanie i przynieś mi klucze. Dzięki. Choć, Alba. Już spokojnie.
Zaprowadziła
ją do swojego mieszkania. Posadziła na kanapie i przykryła ją kocem, a sama
usiadła obok.
-
Dlaczego ja? – wyjąkała, przełykając łzy.
Patrzyła
na nią przez moment. Ale nie wiedziała co powiedzieć. Zamiast tego przyciągnęła
ją do siebie i przycisnęła do swojego ramienia, pozwalając, by jej najlepsza
przyjaciółka moczyła łzami jej nową koszulkę.
-
Jestem przy tobie – odezwała się w końcu. – Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Musicie dać sobie trochę czasu.
-
Nnie… ja… jja… nnie, ja…
-
Cichutko, Albitka. Żaden chłopak nie jest godny twoich łez. Uwierz mi, nie
warto wypłakiwać sobie oczu z jego powodu. Już, uspokój się.
Miała
przyjaciółkę. Osobę, której mogła powiedzieć WSZYSTKO. Która zawsze potrafiła
ją wysłuchać. Która nigdy niczego nie udawała.
Ale
potrzebowała JEGO.
Choć
nie mogła się do tego przyznać.
no se por que ha cambiado tu actitud
ojala que todo sea un error
NIKT
NIGDY NIE ZROZUMIE, JAK BARDZO GO KOCHA. NIKT NIE DOWIE SIĘ CO CZUJE, MUSZĄC
SPĘDZAĆ CZAS BEZ NIEGO I OSZUKIWAĆ SAMĄ SIEBIE, ŻE WCALE GO NIE POTRZEBUJE.
Dzieliło ich tylko kilka centymetrów.
Ich usta były tak blisko… Ich oczy się przyciągały, WOŁAŁY do siebie, ale to
nic nie dało. Już prawie mieli połączyć się w pocałunku. Brakowało już tak
niewiele.
Odsunęła się w ostatnim momencie.
- Cięcie. – Ciszę przerwał głos reżysera.
– Alba, co się z tobą dzieje? – Podszedł do niej zdenerwowany. – Przypominam,
że nie jesteście jedynymi, którzy dzisiaj mają coś zagrać, więc, z łaski
swojej, zrób to jak należy.
Spojrzała na niego i chciała coś
odpowiedzieć. Ale otworzyła tylko usta, a z jej ust nie wydobył się żaden
dźwięk. Nie miała na to siły. Zamiast tego tylko odwróciła się i odbiegła, nie
zważając na wołania jego, jak i reszty aktorów.
- Pokłóciliśmy się. Delikatnie mówiąc –
mruknął Facundo, pocierając ze zdenerwowaniem czoło.
- Bądźcie tak mili, i oddzielajcie
życie prywatne od zawodowego, co? Candelaria, Martina, Lodovica, przed kamery! Kręcimy
scenę w domu Violetty, pośpieszcie się, nie mamy całego dnia!
Wiesz, że chciał za nią iść? Chciał ją
przytulić i powiedzieć, że to, co w ostatnim czasie się między nimi działo,
jest nieważne, i że mogą zacząć zupełnie od nowa.
Ale nie mógł.
Bo to chyba zbyt bardzo bolało.
no quiero
comprobar que te perdi
ni que nuestro
amor se acabe
- Miłość jest głupia – stwierdził
wyrzucając niedopałek papierosa przez okno.
- Ty jesteś głupi.
- Dzięki. Od razu mi lepiej.
- Ma nie być ci lepiej. Masz czuć się
tak, jakbyś właśnie popełnił największy błąd w swoim życiu. Masz sobie
wyrzucać, że zaprzepaściłeś to wszystko, nawet jeśli to nie była tylko twoja
wina. Masz uważać siebie za największego debila na świecie, który nie robi nic,
żeby odzyskać dziewczynę, którą kocha całym sercem, i która kocha jego. Masz
żałować każdego złego słowa jakie do niej i o niej wypowiedziałeś. Masz
zachodzić w głowę co możesz zrobić, żeby ci wybaczyła. Masz pamiętać o tym, że
bez niej jesteś nikim i nic nie znaczysz, bo tylko ona nadaje twojemu życiu
sens.
- Robię to każdego dnia.
- A jakoś nie widać efektów. Bo nadal
jesteś idiotą, który myśli, że wszystko samo się zrobi. A tak nie będzie. Jak
się nie ogarniesz i nie ruszysz tyłka sprzed tego telewizora, to nic się nie
zmieni, a ty już do końca będziesz żył ze świadomością, że nie zrobiłeś
wszystkiego co tylko mogłeś, żeby ona do ciebie wróciła.
„jestem
największym debilem na świecie” wyrzuca z siebie
„wiem”
odpowiada
„ale
cię kocham”
„ostatnio
brzmiało to trochę inaczej”
„bo
byłem głupi”
„nadal
jesteś” przypomina mu
„wiem.
ale cię kocham” powtarza
„mam
wielkie prawo ci nie wybaczyć”
„no
masz. ale przemyśl to”
milczy
przez chwilę
„ale
nie chcę być z tobą”
„nie
wierzysz w to co mówisz”
„masz
rację. ale to nie ma sensu”
śmieje
się, jednak smutno
„w
to też nie wierzysz”
„zbyt
dobrze mnie znasz”
„wiem.
i zbyt bardzo cię kocham”
„nie
wpadłeś na to sam”
„ktoś
mi w tym pomógł”
„muszę
mu podziękować”
„co
to znaczy?”
znów
milczy
„sama
nie wiem”
„tak
czy nie?” pyta
dziwi
się
„co:
tak czy nie?”
„nie
udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi”
„mogę
nie wiedzieć. ostatnio powiedziałeś, że jestem głupia”
„wiesz,
że tak nie myślę”
„ty
w ogóle nie myślisz” zarzuca mu
„tylko
o tobie”
„twierdziłeś,
że jest inaczej”
„przestań.
tak czy nie?”
milczy
kolejny raz już
„niech
będzie”
„co:
niech będzie?”
„tak”
„tak?”
„przecież
mówię”
„kocham
cię”
„wiem”
„nie
odpowiesz, że ty mnie też?”
„musisz
odpokutować”
„dla
ciebie wszystko” już się zmienia
„słyszałam
już to. a później znów mówiłeś co innego”
„to
już nieważne. byłem głupi”
„nadal
jesteś” znów powtarza
„z
miłości do ciebie”
„nie
wiem czy to dobrze”
„jasne,
że tak”
„nie
zrób już nic głupiego”
„nie
zrobię” obiecuje
„mam
nadzieję”
„nadzieja…”
przerywa
mu
„nie
waż się nawet”
„przepraszam.
kocham cię”
„ja
ciebie też”
„już
odpokutowałem?” dziwi się
„jeszcze
nie. jestem po prostu dobra”
„najlepsza”
„wiem”
„kocham
cię”
„mówiłeś”
„wiem”
„skończmy
już”
uśmiecha
się
„dla
ciebie wszystko”
oigo una voz
que se onde en mi
que me vuelve a
repetir
lo que no
quiero oir
- Jesteście razem? – spytała Cande,
podchodząc do nich.
- Nie. Osobno. Nadal się nienawidzimy.
Prawda, skarbie?
- On ma rację, Cande. Jesteśmy największymi
wrogami.
- Powoli przestaję was rozumieć.
- Ich się NIE DA zrozumieć – odezwał
się Jorge, idąc w ich kierunku. – Po prostu się nie da.
- Już się przymknij, idioto.
- Ja się bardzo cieszę, że znów jesteście
razem. Wasza kłótnia była dołująca. No ale wiecie, każdy związek…
Już nie wysłuchał go do końca, ale
chwycił ją za rękę i odciągnął na bok, z dala od natarczywych spojrzeń swoich
przyjaciół.
- Wiesz, że cię kocham? – spytał, już
kolejny raz.
Uśmiechnęła się i dotknęła jego
policzka. – Wiem. Też cię kocham. Ale… - zamilkła na chwilę, nastawiając uszu –
reżyser nie sądzi tak samo. Musimy już iść. – Pociągnęła go za rękę. – Chodź.
- Nie chce mi się tam iść – mruknął.
- Mi też. Ale musimy. No chodź no.
Z jękiem dał się jej zaciągnąć przed
kamerę.
Ale, tak naprawdę, mógł za nią iść
wszędzie. Bo kochał ją najbardziej na świecie.
Już na zawsze.
hoy insegura
estoy
el estar sin
ti, se que me hara sufrir
Bo
miłość, która jest MIMO WSZYSTKO, jest miłością najpiękniejszą.
Wiedziałeś
o tym?
*piosenka wykorzystana w opowiadaniu to "El beso del final" Christiny Aguilery
* przepraszam, czcionka jest głupia i trochę zwariowała

Wrócę :-)
OdpowiedzUsuńZajmuję.
OdpowiedzUsuńBardzo przepraszam, że tak późno wróciłam.
UsuńCo do twojego opowiadania jest:
Ekstra
Przepiękne
Niesamowite
Nawet nie wiedziałam, że tak można (pięknie) napisać.
Przepraszam, że tak krótko ale się spieszę.
Buziaki.
Dziękuję :))
UsuńWrócę <3
OdpowiedzUsuń~Z góry przepraszam za wszystkie nieścisłości, które mogą się pojawić w komentarzu, ale miałam dziś zwariowany dzień i jeszcze nie doszłam do siebie.~
OdpowiedzUsuńSzczerze to...nie mam pojęcia co napisać. No bo to, że świetnie piszesz, masz ogromny talent, idealnie oddajesz emocje i bla, bla, bla sama dobrze wiesz, a jeśli nie to pewnie zaraz ktoś Cię w tym utwierdzi pisząc jakże cudowny i perfekcyjny w swej formie komentarz.
A ja chciałabym napisać coś innego.
Tylko tu teraz pojawia się problem: Czy ja tak potrafię.?
Mogłabym opisać, co czułam, gdy czytałam twoją (jakże wybitną) pracę.
Ale któż zrozumie, co kryje się w mojej głowie.?
To może napiszę, co mi się najbardziej podobało.?
Hmm...ale musiałabym strasznie dużo pisać, a ja jestem leniwa (i śpiąca).
A może napiszę, że forma twej pracy jest bardzo ciekawa.?
Ale z drugiej strony sama chyba to wiesz, skoro ją wybrałaś.
Ehhh, napisanie dobrego komentarza jest jednak trudne, nie ma co.
Chociaż...
Może powinnam Ci po prostu podziękować za to, że dzielisz się z nami swoimi miniaturkami, opowiadaniami i innymi, bo potrafią one przywołać jeszcze szerszy uśmiech na twarzy, chociaż wydawać by się mogło, że to jednak niemożliwe.
Ale ja myślę, że potrafisz jeszcze więcej, niż mi się wydaje, bo z każdym kolejnym postem na tym blogu zaskakujesz mnie coraz bardziej.
~To już koniec mojego (niezrozumiałego, dziwnego i głupiego) monologu. Mam nadzieję, że coś jednak tam zrozumiałaś.
Jeśli jednak nie, to nie przejmuj się, ja sama ledwo czytam to, co mi wpadnie do mej głowy.~
~Anonim Juleśka ❤
To twój komentarz wywołał uśmiech na mojej twarzy! Dziękuję <3
UsuńJej, strasznie dawno mnie tutaj nie było. No, ale jednak nie bez powodu mówi się, że nigdy nie jest za późno, czy coś takiego. To - jestem. Może nie jest to niczym szczególnym, ale lepiej się czuję, pisząc tę wypowiedź. Bo zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam skomentować coś twojego dawno. Cokolwiek i jakkolwiek. Choćby jednym słowem, ale powinnam. Czasu niestety nie cofnę. Za kilka minut (kiedy już zdam sobie sprawę z tego, że biologia sama się nie opanuje) będę żałować tych chwil, poświęconych na narzekania, więc przejdźmy do właściwego dla moich słów tematu - tej publikacji.
OdpowiedzUsuńA była ona wspaniała. Naprawdę; bardzo dawno nie czytałam czegoś, co napisałabyś właśnie ty i teraz okropnie żałuję. Jesteś świetną pisarką, niezastąpioną. Wszystko, co piszesz wydaje mi się (złe określenie, wiem) wspaniałe. Bo takie właśnie jest. A ja chciałabym, abyś wreszcie uwierzyła w swoje ogromne możliwości. Może kiedyś warto? Tak zwyczajnie: przeczytać jeszcze raz, powoli, to, co się napisało i stwierdzić, że jest genialne. Wow, fajnie by było, nie? Też bym tak czasem chciała, ale jeśli się praktycznie nic nie pisze, raczej się nie da. Trudno.
Nie wiem, jakim cudem udało ci się to osiągnąć, ale Alba mnie wkurzała. Przez prawie całą historię. To było coś nietypowego i lekko dziwnego. Ale na końcu ładnie wybrnęła, więc jej to wybaczam.
Okej - nie umiem kończyć wypowiedzi, więc napiszę tylko - pa.
Dobrze, że jesteś, Julcia, dziękuję <3
Usuń