Oficjalnie przedstawiam wam najgorszego parta w całym swoim życiu! Wiecie, ja to chyba NIGDY nie napiszę mojej ukochanej Marcesci jakoś porządnie. Jak się człowiek stara, to nie wychodzi, znacie to, nie? :') Niemniej zapraszam do czytania i komentowania i dziękuję Wam za wszystko, uwielbiam was! <3
Nikt nie wiedział co przeżywa każdego dnia, kiedy uświadamia
sobie, że to przez niego. Że to z jego winy jej już nie ma. Że nigdy nie wróci…
bo mógł wtedy coś zrobić. Przynajmniej spróbować ją uratować, może by się udało,
może wtedy jeszcze by żyła, ale on? Myślał o sobie, tylko o tym, aby jemu się
udało, aby to on przeżył. Nie pomyślał tylko, że życie bez niej nie będzie już
takie samo. Że może lepiej byłoby, gdyby zginął razem z nią. I wtedy już zawsze
byliby razem. Ale uświadomił to sobie zbyt późno. Nie mógł już cofnąć czasu.
Teraz musi żyć ze świadomością, że nie zrobił niczego by uratować osobę, która
była dla niego najważniejsza na świecie.
Budzi się w środku nocy, zlany potem, z sercem bijącym w
przyśpieszonym tempie. Siada na łóżku, urywając krzyk, który przedarł nocną
ciszę. Oddycha szybko.
Śpiąca obok niego dziewczyna otwiera gwałtownie oczy. Czym
prędzej podnosi się do pionu. Chwyta jego zapłakaną twarz w dłonie i odwraca go
w swoją stronę.
- Cichutko – mówi ocierając jego łzy, choć sama ma ochotę
dać upust emocjom. – Nie płacz, skarbie. Jestem przy tobie, wszystko dobrze.
Przełyka wielką gulę w gardle i w rozpaczliwym geście dotyka
jej policzka.
- Nie zostawiaj mnie… - szepcze drżącym głosem.
- Jestem tu – powtarza. – Zawsze będę. Rozumiesz mnie?
Kochanie, nie płacz, nie odejdę, nigdy.
Z jego gardła wydobywa się głośny szloch, ręce trzęsą się.
Pomaga mu się położyć, zakrywa go kołdrą. Przykłada rękę do jego piersi. –
Uspokój się, Marco. Proszę cię, musisz się uspokoić. Błagam cię, słońce.
Pochyla się nad nim, gładząc go po szorstkiej twarzy i dając
poczucie bezpieczeństwa. Przy niej jego oddech się uspokaja, płacz cichnie.
Kładzie się obok niego, obejmując go ramieniem. Przyciąga ją do siebie i opiera
jej głowę o swoją klatkę piersiową.
- Kocham cię – mówi cicho.
Jest wszystkim co ma. Żyje dzięki niej, żyje dla niej. Ona
nadaje jego życiu sens. Bez niej byłby nikim. Bez niej nie dałby rady. Bez niej już by go nie było.
Tak naprawdę, nie widział już sensu. Minęło już tyle czasu,
a on nadal nie potrafił powrócić do swojego dawnego życia. Bo bez niej już nic
nie było takie samo. Nauczył się żyć bez niej. Ale to nie dawało mu szczęścia.
Wyrzuty sumienia zżerały go od środka i nie pozwalały normalnie funkcjonować.
Drzwi pokoju otwierają się. W progu staje Francesca.
- Przestań! – woła, patrząc na niego. – Przestań, Marco,
przestań! – Podbiega do niego i klęka naprzeciw. – Przestań – powtarza, tym
razem ciszej. – Nie rób mi tego. Proszę cię, nie rób. Ja sobie bez ciebie nie
poradzę. Ja cię potrzebuję! Nie możesz tego zrobić. Błagam, zacznij żyć! Ja cię
kocham, kocham cię, słyszysz? Jesteś mi potrzebny. – Chwyta jego rękę i
przykłada ją do jego piersi. – Czujesz to? Ono bije, ono nadal bije! Ono chce,
żebyś ty żył, daje ci tą szansę, wykorzystaj ją! Zrób to dla siebie, zrób to
dla mnie, jesteś moim życiem, Marco! Nie możesz mnie tak skrzywdzić, nie możesz
mnie zostawić – jej głos zamienia się w szept.
Patrzy na nią zbolałym wzrokiem.
- Ono nie jest moje – odpowiada cicho. – Nie należy do mnie,
nie powinienem go mieć. To jej serce, tylko jej, nie powinienem go dostać,
należy do niej, tylko do niej.
- Nie! Ono teraz jest twoje, żyjesz dzięki niemu, zrozum to!
Masz w sobie cząstkę swojej siostry, ale należy do ciebie, służy tobie!
- Nie zasługuję na nie – szepcze.
- Nie mów tak. – Z jej oczu wypływają łzy. – Zasługujesz
bardziej niż ktokolwiek inny. Zrobiłeś wszystko co mogłeś, wszystko! To twoja
nagroda, możesz żyć, wykorzystaj to!
Nie odpowiada. Patrzy tylko na nią i kciukiem ociera łzy z
jej policzków. Zrezygnowana opiera czoło o jego pierś. I płacze głośno.
- Co mam zrobić? – pyta zrozpaczona. – Co mam zrobić, żeby
ci pomóc? Powiedz, a ja to zrobię. Wystarczy, że powiesz.
Nie spuszcza z niej wzroku. Tak bardzo nie chce żeby
cierpiała, bo przecież kocha ją nad życie. Ale to zbyt ciężkie. Otwiera usta,
chce coś powiedzieć, ale udaje mu się to dopiero za czwartym razem.
- Zniszcz go – mówi.
Patrzy na niego, nie rozumiejąc jego słów. – Zniszcz go? –
powtarza.
- Tego, który to zrobił – ciągnie. – Zniszcz go – powtarza.
– Zabij. Niech cierpi.
Zszokowana nie potrafi wypowiedzieć żadnego zdania. Nie wie
co robić. Nie potrafi zebrać myśli. Czuje się bezradna.
- Zrobisz to? – pyta, patrząc na nią z nadzieją.
Mija chwila, zanim odpowiada.
- Tak. – Kiwa głową. – Zrobię. Dla ciebie wszystko.
W życiu złożyła wiele obietnic. Kilka nic nieznaczących,
kilka ważniejszych, które musiała spełnić mimo wszystko. Czuła się dumna
wiedząc, że ludzie mogą na niej polegać. Że nigdy nie zawodzi ich zaufania. Że
zawsze robi to, co obiecuje.
Tym razem też miało tak być. Obiecała mu coś. I słowa
zamierzała dotrzymać. Bo w miłości nie ma granic.
Ale nie wiedziała jak to zrobić.
Do czasu.
Siedzi naprzeciw Niego. Ma przed sobą człowieka, który
zniszczył życie jej największej miłość i sprawił, że stoczyła się ona na samo
dno i nikt ani nic nie mogło jej pomóc.
Tak naprawdę, nie chciała tego robić. Ale musiała. Bo
obiecała.
Chwila nieuwagi podstarzałego strażnika przysypiającego na
stojąco po kilkunastu godzinach pracy wystarczyła, by mogła wstać z krzesła i w
nagłym przypływie adrenaliny rzucić się na skazańca, który niczego z jej strony
nie podejrzewając, wpatrywał się w ścianę.
Chwyta rękami jego szyję i z całej siły przyciska go do
podłogi, hamując dostęp do powietrza. Ktoś próbuje ją odciągnąć, ale nie
pozwala na to. Nie wie co w nią wstąpiło. Ale musi dokończyć to, co zaczęła.
Sprawiedliwości musi stać się zadość.
Ktoś chwyta ją za ramiona i ciągnie do tyłu tak, że upada na
ziemię. Podnosi głowę.
Leży na ziemi. Nie rusza się. Jego twarz jest sina, na szyi
widnieją ślady jej szczupłych palców.
Uśmiecha się. Dotrzymała obietnicy. Zabiła. Zabiła
człowieka. Ale wiesz co? Nie żałowała
Bo on już na zawsze zabił jej Marco.
- Kocham cię! – woła, próbując wyrwać się z uścisku tęgiego
mężczyzny. – Kocham cię, Marco, kocham cię!
Podbiegłby do niej, gdyby nie wysoka siatka oddzielająca
ich. Chwycił rękami grube druty, chcąc być najbliżej niej.
- Jesteś moim życiem, skarbie! – Chce teraz podbiec i
przytulić ją. Ale nie może. – Kocham cię! Zobaczysz, wszystko będzie dobrze!
Później jego też ktoś odciąga, i traci ją z oczu. Zanosi się
głośnym płaczem, głośnym, jak jeszcze nigdy, bo uświadamia sobie, że znów
stracił jedną z najważniejszych osób w swoim życiu, i znów ze swojej winy. Ale
tym razem mógł tego uniknąć.
Wpatruje się w niego z drugiego końca długiego stołu. Nie
płacze – chyba już zabrakło jej łez. Wie, że teraz musi ponieść karę. Że jej
życie już nigdy nie będzie takie jak wcześniej. Że odebrała życie żywemu człowiekowi.
Jeśli tego kogoś można nazwać człowiekiem. I choć czuje, że zrobiła dobrze, to
to boli. Rozrywa jej słabe serce na miliony kawałków. Bo już nic nie będzie jak
wcześniej. Nic.
Zrywa się z krzesła i biegnie do niego, zarzuca mu ręce na
szyję i przywiera do niego całym ciałem. Wybucha płaczem, moczy mu ubranie.
Przyciska ją do siebie z całej siły, chce uchronić ją przed całym złem tego
świata. Wie, że to nie jej wina. Że winny jest tylko on. Ona chciała dobrze.
Chciała mu pomóc. I pomogła. Ale przy okazji zaszkodziła samej sobie.
Upadają na ziemię, nie zważając na słowa strażnika, który
każe im się od siebie odsunąć. Płaczą oboje, pragnąc swojej bliskości. Tak
bardzo pragną tylko siebie.
- Francesca… - szepcze drżącym głosem. – Francesca… kocham
cię. Kocham cię, kocham cię – powtarza jak mantrę. – Kocham cię, kocham cię.
Dziękuje, kochanie. Kocham cię.
Patrzy na niego przez łzy i łączy ich usta w namiętnym
pocałunku dwojga nieszczęśliwych kochanków. Całują się długo, łapczywie, a
kiedy odsuwają się od siebie, ich oddechy są nierówne, szybkie, chcą więcej.
Ale wtedy ktoś ich rozdziela i wyprowadzają ją z ciemnego pokoju.
Wtedy żadne z nich jeszcze nie wie, że widzą się po raz ostatni.
Długo się nad tym zastanawiał. Nie miał już wątpliwości.
Wiedział co robić.
Ona mu pomogła. Skrzywdziła… pozbyła się osoby, która
zraniła jego. Która sprawiła, że cierpiał. Teraz on musi pomóc jej. On musi
odegrać się na osobie, przez którą cierpi ona, przez którą jest Tam, przez
którą dla niej już nic nie będzie takie jak wcześniej.
Musi zabić.
Siebie.
Och, to takie proste.
Nie waha się, bo przecież dlaczego? To jedyne rozsądne
wyjście z tej sytuacji, która już zaszła za daleko.
Bierze do ręki kilkanaście tabletek. Jest zbyt wielkim
tchórzem by zrobić to w sposób, na jaki zasługuje. Boi się. Boi się bólu. Woli
zrobić to inaczej.
A niedługo później już go nie było.
Zniknął.
Na zawsze.
Ona została sama.

Wrócę jutro *.*
OdpowiedzUsuńWrócę. :)
OdpowiedzUsuńOMG
UsuńO Boże!!
Nie no!! Nie wiem co powiedzieć...
Po raz pierwszy czytałam takie Opowiadanie.
Genialne
Ekstra
Niesamowite
Masz wielki talent. I nie możesz wątpić w swój wielki talent.
Ps: Zapraszam na mojego bloga
calaresztaniemaznaczenia.blogspot.com
I przepraszam, że wróciłam tak późno.
UsuńDziękuję :)
UsuńJa...nie wiem, co napisać.
OdpowiedzUsuńTo wszystko tam wyżej było niezwykłe.
Takie niebanalne.
Inne.
Wyjątkowe.
I moja Marceska, której tak bardzo mi brakuje.
I mimo, że wszystko było tak dopracowane to myślę, że twoja niewiara w siebie trochę to niszczy (to złe słowo, ale nie potrafię użyć innego).
Musisz starać się i mimo wszystko twierdzić, że to co piszesz jest dobre. Bo jest. I nie wmówisz mi że nie.
Owszem, jest pare niedociągnięć.
Niektóre sprawy można by rozwinąć, pozmieniać.
Ale to tylko DROBNOSTKI, które mogą wynikać ze zmęczenia cz rozproszenia.
A to że masz talent jest nie do ukrycia.
I nie uwieżę, że coś może Ci pójść nie tak.
Bo cokolwiek napiszesz, będzie miało w sobie cząstkę ciebie.
I będzie piękne.
Pozdrawiam.
~Anonim Juleśka ❤
Dziękuję <3
UsuńWyjątkowy , śliczny ... Masz wielki talent nie wątpij w to :*
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję ;*
UsuńTo było... Nie do opisania.
OdpowiedzUsuńCudownie napisane, perfekcyjne.
Więcej takich partów, ze smutnym zakończeniem, bo one wprawiają czytelnika w cudowny, nostalgiczny nastrój.
Życzę więcej tak cudnych pomysłów.
Jeju, bardzo dziękuję!
UsuńZaczynając od cudownej pary, poprzez niesamowity wątek pieczętując całokształt genialnym stylem pisania powstało powyższe cudo.
OdpowiedzUsuńJestem szczęśliwa, że w blogsferze istnieją takie osoby jak ty, opływające w całości oryginalnością i nieokrzesanym talentem. Istnieje takich perełek bardzo dużo, ale każda błyszczy inaczej, każda ma charakterystyczną iskrę w słowach.
Twoja jest jednolita, skrząca, obsypana kryształkami. Jeśli miałabym wyrazić się nieco jaśniej to ujęłabym to w taki sposób : Twój styl jest urzekający w prostocie, błyszczy jak woda w słońcu, nie mieni się, ale oślepia, piszesz łatwym językiem, słowami, które użytkujemy na co dzień, przez co interpretacja utworu jest łatwa i przyjemna. Skupiasz się na przeżyciach wewnętrznych w sposób bardzo powierzchowny, nie brniesz głębiej, wygrzebujesz wszystko co niezbędne z najbliższych warstw. To się ceni - ja definitywnie, gdyż takiej umiejętności nie posiadam, nie umiem stworzyć czegoś z niczego, muszę grzebać bardzo głęboko często raniąc dłonie, doszukuje się zbędnych informacji i wciskam je w zdania. Czuję się trochę upeśledzona.
Wracając, Olu - swoją drogą, bardzo ładne imię - uważam, że ten Shot jest na prawdę dobry, żałuję tylko, że nie mogłam dokładniej poznać tej historii, chciałabym dostać ją w postaci opasłej książki, aby poznać każdy, najdrobniejszy szczegół tego życia, ale nie można mieć wszystkiego, prawda ?
Cóż, inspiracji, Kochana.
Tak mi się ciepło na sercu zrobiło, kiedy przeczytałam twój komentarz. Przepiękny. Strasznie dziękuję <3
UsuńRety, Olu! Mnie tu jeszcze nie było, ale napisałam do ciebie maila. Nie mam dostępudo laptopa i pewnie do końca dnia nie będę miała. Prowadzisz jeszcze tego bloga? Mam nadzieję, że tak, bo dosłownie się w nim zakochałam. Błagam, odpisz mi na tego maila a ja kiedyś może go odbiorę :-). Ale na tego koma mi odpowiedz, bo jestem twoją wieeelką fanką. O! Bym zapomniała... Sorka, że przekręciłam nazwę twojego bloga. Z tego co się w jednej z notek dowiedziałam, lubisz Marcescę. To super, bo akurat sama o tym piszę i chciałabym wreszcie zobaczyć tam jakiegoś koma. I może obserwatora? Link masz w zakładce "Reklama". Co do tego cuda co właśnie je komentuję. Cuuuuuuudnie piszesz! Jeśli to jeszcze możliwe czekam na nexta i pozdrowionka!!!
OdpowiedzUsuńOdpisałam na mejla. A bloga prowadzę... ostatni post pojawił się cztery dni temu xd
UsuńDziękuje ;))
Hej, hej, heelooł. ♥
OdpowiedzUsuńNie było mnie tu od bardzo dawna, ale teraz postanowiłam dalej komentować i czytać blogi więc o to i jestem. ♥ Kojarzysz mnie? Pewnie nie, ale cóż.. teraz się ode mnie prawdopodobnie nie uwolnisz. ^_^ Czemu? Bo piszesz po prostu wspaniale. <3 Kocham, kocham, kocham. ♥ Piszesz tak wspaniale, że jak ktoś chciałby przeczytać tylko jedną miniaturkę.. cóż.. na jednej na pewno się nie skończy. Po tym co przeczytałam, chcę więcej, więcej i więcej. ♥ Dlatego życzę dużo weny, misia. <3 :*
Dziękuję <3
UsuńDobra, próbuję jakoś nadrobić te wszystkie blogi xD
OdpowiedzUsuńI dlatego tak późno dodaję koma... ehh ale cóż, jednak jest może być euforia!
Dobra, pomimo tego, że Marceske niezbyt lubię i tak bardzo spodobał mi się ten OP
czy OS... nie wiem, wyszłam z obiegu xD
Dobra, co by tu jeszcze powiedzieć??
Nie wiem co, więc jeszcze raz... Potrafisz naprawdę mega pisać nie zapominaj o tym xD
Weny beatiful xD
Dziękuję ^^
Usuń