czwartek, 11 czerwca 2015

Naxi "Nigdy"


To coś, co napisałam naprawdę daaaawno temu, chyba na jakiś konkurs na OP, który wygrałam, chyba xd Ten part został też przeze mnie wysłany na konkurs rzeczowy na którymś z blogów, i tam również zdobył pierwsze miejsce, więc... więc chyba jest dobry :)) Ja jestem z niego w miarę zadowolona, choć zawsze mogło być lepiej. Zapraszam do czytania!



- To nie jest tak jak myślisz.
Spojrzał na nią z odrazą. Nie wierzył jej.
- A jak? - spytał. - Jak chcesz mi to wytłumaczyć?
Spuściła głowę.
Nie chciała tego zrobić. Naprawdę nie chciała. Ale... to było silniejsze od niej. Nie mogła się powstrzymać. Zrobiła to. Pierwszy i ostatni raz.
- Myślałem, że jesteś inna. - W jego głosie słychać było zdenerwowanie i wściekłość, ale i żal. - Pomyliłem się. Kiedyś ci wierzyłem. Kiedyś ci ufałem.
- Zaufaj jeszcze raz...
Zaśmiał się gorzko.
- Sama nie wierzysz w to co mówisz. Nigdy ci nie zaufam. Nasz związek był błędem. Ty byłaś błędem. Nadal nim jesteś.
Zabolało. Poczuła, jak miliony igieł wbijają się w jej serce. Nigdy nawet nie myślała, że On mógłby wypowiedzieć coś takiego, że mógłby ja tak bardzo zranić. Ale to ona pierwsza zraniła jego.
Miał rację – była błędem. Do niczego się nie nadawała. Niszczyła wszystko i wszystkich. Sprawiała ból osobie, którą tak bardzo kochała, z którą chciała spędzić resztę swojego życia, z którą chciała dzielić wszystkie smutki i radości. Nie będzie jej to już dane. Niedługo cały świat się dowie o tym co zrobiła. Takie miała uczucie. Każdy będzie wiedział, że to jest „ta co zdradziła”. I nikt jej nie zechce. Była o tym przekonana.
- Dlaczego mi to robisz? - wyszeptała.
Z jego gardła znów wydobył się śmiech – ten, który sprawiał jej tyle bólu.
- A dlaczego ty mi to zrobiłaś?
Spojrzała na niego.
- Żałuję, że kiedykolwiek cię spotkałem.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i odszedł od niej. Zostawił ją samą w parku, w środku nocy, którą rozświetlał tylko jasny księżyc, jakby zawieszony na przezroczystych sznurkach na tle ciemnoniebieskiego nieba. Nieba, w które tak często wpatrywała się z Nim, pod którym spędzała wspólne wieczory z Nim, na którym wyszukiwała coraz to nowe kształty chmur. Z nim.
Upadła na kolana. Trawa mokra od deszczu muskała jej gołą skórę nóg, ale ona się tym nie przejmowała. Z jej oczu popłynęły słone łzy, które oddawały to, co w tej chwili czuła. Żałość wypełniała ją całą od środka, wiedziała, że to tylko jej wina, że to przez nią wszystko to się skończyło. Nie mogła zaprzeczyć.
Dzięki niej runęło wszystko.

Widział, jaki sprawiał jej ból. Widział jak cierpiała, a mimo to nie żałował. Nie żałował żadnego słowa, które wtedy wypowiedział, żadnej myśli. Uważał, że na to zasłużyła. Sama doprowadziła do tej sytuacji.
Myślał, że to miłość na całe życie. Ich związek przetrwał tyle wzlotów i upadków, że niemożliwym się zdawało nagłe jego zerwanie. Ale to się stało w jednym momencie.
Poza tym, wcale by się nie stało, gdyby nie ona, gdyby nie jej głupota. Przecież wszystko było dobrze. Wszystko. Jeszcze wczoraj siedzieli razem na sofie w jego salonie i oglądali horror. On się nie bał, wręcz przeciwnie – śmieszyły go niektóre sceny w tym filmie – za to ona wprost umierała ze strachu. Wtulała się w jego tors z całej siły szukając schronienia, a on obejmował ją swoimi silnymi ramionami, chroniąc przed potworami z telewizora. Zrobiłby dla niej wszystko, byleby była szczęśliwa.
A teraz?
Teraz życzył jej najgorszego. Nie obchodziło go jak bardzo cierpi słysząc jego słowa. Nie obchodziło go czuje osoba, którą kocha kochał.
W końcu gdy komuś na kimś zależy, nie robi tego, co zrobiła ona. On nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Nie zniżyłby się do tego poziomu. Nie skrzywdziłby jej tak.
Ale ona zadała mu ten ból. Zrobiła to, choć wiedziała, że prędzej czy później się o tym dowie i będzie cierpiał. Nie miała na uwadze jego uczuć.
Zdrada zawsze jest zdradą. Nawet jeśli jest jednorazowa.

Łzy wypływały z jej oczu i głośno skapywały na strony albumu. Albumu, w którym zawarte były wszystkie ich wspólne chwile. Chcieli wszystko uwiecznić na fotografii, aby nigdy nie zapomnieć. Teraz te zdjęcia sprawiały jej tylko ból. Z każdym kolejnym obrazem jej serce przeszywał jeszcze większy ból.
Maxi i Natalia, 20 lipca 2017, Rio de Janeiro.
Wciąż pamiętała miejsce, w którym wtedy się znajdowali. Ich pierwsze wspólne wakacje. Mieli wtedy po dwadzieścia jeden lat. Skończyli szkołę, rodzice opłacili im wspaniały miesiąc w tym niesamowitym mieście.
Pojedyncza łza kapnęła głośno i odbiła się od jego zastygłej, uśmiechniętej twarzy.
Przewróciła stronę.
26 czerwca 2014, zakończenie roku szkolnego.
Stała na scenie z mikrofonem w ręku. Głowa jej – wtedy jeszcze – chłopaka wystawała zza granatowej kotary. Mieli zaśpiewać w duecie, ale to do niej należała pierwsza zwrotka. To było jej pięć minut, ona miała pokazać swój talent, swój potencjał i niesamowity głos.
18 października 2020, Buenos Aires.
Zdjęcie przestawiało Jego. Ubrany był w jaskrawozielony dres, z takiego samego koloru czapką na głowie. Na jego szyi wisiał złoty medal z wygrawerowaną na nim cyfrą „1”, a on sam w ręce trzymał wielki, błyszczący puchar. Unosił go do góry pokazując go wszystkim obecnym an tym wielkim wydarzeniu.
Wtedy to zdobył mistrzostwo Argentyny w tańcu ulicznym. Miał wtedy dwadzieścia cztery lata. Pokonał doświadczonych, wieloletnich tancerzy. Był niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. W końcu, czego można się spodziewać po uczniu Studia On Beat?
Kolejna fotografia na zawsze uwieczniła Jego i Ją przytulających się na oczach wszystkich zgromadzonych. On w ręce nadal trzymał złoty puchar, Ona zabrała jego czapkę i założyła ja sobie na głowę. Na ich twarzach widniały szerokie uśmiechy.
Tak bardzo się kochali.
Ktoś zapukał do drzwi. Otarła zaczerwienione oczy i podniosła się z sofy. Wolnym krokiem udała się w stronę wejścia. Po drodze przelotnie spojrzała w lustro – nie wyglądała najlepiej, jednak to akurat stanowiło najmniejszy problem. Otworzyła drzwi. Zamarła.
Przed nią stał On. Żywy, prawdziwy. I choć przez chwilę zastanawiała się, czy nie jest to przypadkiem fatamorgana, to nie utwierdziła się w tym przekonaniu.
- Maxi... - szepnęła.
- Nie zabiorę ci dużo czasu - powiedział, a w jego głosie słychać i czuć było chłód. - Przyszedłem po pierścionek.
Spojrzała na niego zdezorientowana. Nie miała pojęcia o co mu chodziło.
- Przyszedłem po pierścionek - powtórzył. - Ten, który dałem ci na zaręczyny. Oddaj go.
Odruchowo dotknęła wspaniałego kamienia, który znajdował się na jej palcu. Ten pierścionek to dowód ich miłości. Te piękne zaręczyny nigdy nie opuszczą jej myśli. To była w końcu najlepsza rzecz, jaka ją w życiu spotkała.
- Maxi, proszę cię... - Po jej policzkach spłynęły łzy. - Nie niszcz tego.
Zaśmiał się z goryczą.
- Ja mam nie niszczyć? To ty wszystko zniszczyłaś. To nie ja wskoczyłem do łóżka obcej babie. Ty postanowiłaś wymienić mnie na inny model.
Zabolało.
Przecież żałowała, tak bardzo żałowała. Ale On tego nie rozumiał. Wiedział swoje. Nie mogła mu tego wytykać, miał do tego święte prawo. Na jego miejscu pewnie zrobiłaby to samo.
- To nie było tak...
- Przestań - przerwał jej. - Nie chcę słuchać twoich tłumaczeń, zachowaj swoje bajki dla kogoś innego. Może przydadzą ci się, kiedy będziesz chciała zabawić się z kimś innym. W końcu ten twój lovelas prędzej czy później też ci się znudzi.
- Nie mam żadnego lovelasa. - Chwyciła jego rękę. - To był tylko jeden raz, przysięgam. On nic nie znaczył, ja kocham tylko ciebie, Maxi!
Odtrącił jej dłoń. Nie chciał żeby go dotykała, nie chciał mieć z nią nic do czynienia. Nie po tym wszystkim.
- Właśnie pokazałaś jak bardzo mnie kochasz - mruknął. - Oddaj pierścionek.
Spojrzała na niego załzawionymi oczami, w których jawiło się tyle bólu i cierpienia.
- Maxi...
- Oddaj go. - Prawie że warknął. - Nie zasługujesz na to, żeby go nosić.
Spojrzała na swoją rękę. Na jej serdecznym palcu widniał duży, błyszczący pierścionek ze szlachetnym kamieniem. Lubiła na niego patrzeć, wręcz to uwielbiała. Dostała go w końcu od kogoś, kogo tak bardzo kochała...
Z lekkim wahaniem go zdjęła. Rzuciła na niego ostatnie spojrzenie, po czym podała go swojemu narzeczonemu Jemu.
- Przemyśl to - poprosiła cicho.
Spojrzał na nią wzrokiem pełnym drwiny.
- Nie mam takiego zamiaru - zapewnił ją.
Nie czekał, aż odpowie. Odwrócił się i odszedł zostawiając ją w progu. Ani razu się nie obejrzał. Szedł przed siebie bez zawahania.
Powoli zamknęła drzwi. Oparła się o nie plecami i zsunęła po nich na sam dół. Tak bardzo cierpiała, było jej tak ciężko. Nie miała już na kogo liczyć, była sama. Jej rodzice razem z siostrą mieszkali w jej rodzinnym kraju, przyjaciele ze Studia porozjeżdżali się po całym świecie, aby realizować swoje marzenia związane z muzyką i nie tylko. A jedyna osoba, której mogła się zwierzyć ze wszystkiego, znienawidziła ją.
Już nie wiedziała co ma robić.

Próbowała. Walczyła, Starała się. I wszystko poszło na nic.On nie chciał z nią rozmawiać. Nie chciał jej słuchać. Nie chciał jej widzieć. Sprawiał jej tym ból. Nie wiedziała, czy robi to specjalnie czy nie. Ale ona cierpiała. Cierpiała strasznie mocno, a najgorsze to, że nikt nie mógł jej ulżyć w tym bólu. Nikt nie mógł jej pomóc.
Całe dnie spędzała zamknięta w swoim domu. Jej mieszkanie zamieniło się w pobojowisko - wszędzie leżały porozbijane talerze, szklanki, wazony, podarte zdjęcia jej i Jego. Niszczyła wszystko, co miało jakikolwiek związek z Nim, chciała o nim zapomnieć. Chciała, ale nie umiała. On mimo wszystko ciągle nawiedzał jej myśli, pojawiał się w snach. W nocy budziła się ze łzami w oczach, ponieważ przyśniła mu się jego twarz. Nie mogła spać, bo w jej głowie ciągle siedział On.
Co mogła poradzić? Uzależniła się od niego. Był dla niej niczym narkotyk, jej własna odmiana heroiny. Nie mogła bez niego wytrzymać. Popadała w szał ilekroć pomyślała o ich wspólnych chwilach. Działo się z nią coś złego. Sama zdążyła to zauważyć. Powoli przestawała panować nad samą sobą. Przestawała rozumieć siebie i swoje myśli. Nie czuła się sobą. Nie poznawała się.

Zaczynał żałować. Minęły już cztery tygodnie od ich ostatniego spotkania. Zauważył jak bardzo był do niej przywiązany. Potrzebował jej jak tlenu. Zaczął ją doceniać ja tak naprawdę wtedy, kiedy wszystko runęło.
Nie widywał jej, nie dzwoniła do niego, nie dręczyła go esemesami. Zdziwiło go to. Nie myślał, że tak łatwo odpuści. Zdawało mu się, że jest zdeterminowana. To było do niej niepodobne.
I w końcu, bo tak długim czasie zdecydował, że nie może bez niej żyć. Chciał jej wybaczyć. Nie obchodziło go, czy zdradziła go raz, dwa razy czy dziesięć, to nie było ważne. Ważne były jego dobre intencje, jego chęć naprawienia wszystkich szkód, jego starania zbudowania ich związku na nowo.
Zebrał się w sobie. Poszedł do niej. Już stał przed drzwiami. Wahał się, czy zapukać czy jednak odejść. Może ona nie chciała go już widzieć? Może dała sobie spokój ze staraniami? Postanowiła przegrać z honorem i odejść tam, gdzie nikomu nie będzie przeszkadzać? Miał nadzieję, że tak nie było.
Zapukał. Czekał chwilę. Nikt mu nie otworzył. Wsłuchał się dokładniej. Usłyszał dźwięk dochodzący z telewizora. Czyli była w domu. Była, ale najzwyczajniej w świecie nie chciała mu otworzyć. Tylko skąd wiedziała, że to on? Czyżby zauważyła go przez okno?
Zapukał jeszcze raz. Nic. Zero oznak, że go słyszy.
- Natalia! - Zawołał. - Natalia, otwórz!
Cisza. Kobieta chyba nie kwapiła się do tego, aby mu otworzyć. Mogła chociaż dać mu znać, że wszystko z nią w porządku.
Westchnął. Położył rękę na klamce i nacisnął lekko, sam nie wiedział dlaczego - przecież ona nigdy nie zostawiała drzwi otwartych. Tym razem jednak ustąpiły one z zadziwiającą lekkością. Zdziwił się. Z wahaniem otworzył je szerzej i powoli wszedł do środka.
- Naty? - W jego głosie czaiła się niepewność.
Nikt mu nie odpowiedział.
Wzdrygnął się na widok stanu w jakim był dom. Cały zaśmiecony, zabałaganiony, widać było, że nikt w nim dawno nie sprzątał. Z salonu dobiegał dźwięk włączonego telewizora. Jednak w pomieszczeniu nikogo nie było. Zdezorientowany skierował się do kuchni. A to, co tam zobaczył, całkowicie nim wstrząsnęło.
Leżała na podłodze. Wokół niej walały się odłamki szkła. Na chwiejnych nogach podszedł bliżej. Upadł obok niej na kolana.
- Natalia... - wyszeptał.
Wtedy zauważył wielką kałużkę krwi wokół jej głowy. Podniósł wzrok. Krawędź stołu była tak blisko... Wszystko zrozumiał.
Podniósł jej głowę. Zauważył, skąd wypływała ta czerwona ciecz.
- Naty... - Chwycił jej zimną już rękę.
Powieki miała zamknięte, jakby spała. Na jej zastygłej twarzy błąkał się ból i cierpienie.
- Kochanie...
I mimo usilnych starań w z jego brązowych oczów wypłynęły łzy. Płakał nad swoją narzeczoną. Nad swoją nieżywą narzeczoną. Już jej tutaj nie było. Była w innym, w o wiele lepszym miejscu. W miejscu, w którym jest doceniania i szanowana. I kochana bardziej, niż on kochał ją.
Nie tylko ona zawiniła. On również wziął czynny udział w tym, co działo się w ciągu ostatniego miesiąca.
Ostatni raz dotknął jej zimnych ust. Wpił się w nie z taką siłą, że sam siebie zadziwił. Wiedział, że to ostatni raz. Wiedział, że ona już nigdy tego nie odwzajemni.
I już nigdy mu nie wybaczy.

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja płaczę :cc
      Czemu to zawsze musi tak wzruszać? ;c
      Natalia....
      Maxi....
      Ach.
      Mieli trudno.
      Ona musiała go zdradzić?
      Nie no a ta końcówka mnie rozwaliła..
      Czekam na kolejnego One Parta :D
      Roxita.

      Usuń
  2. Piękne. Na końcu się popłakałam, a rzadko mi się to zdarza.

    OdpowiedzUsuń
  3. To było...
    Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia jak to opisać.
    Zachowałaś świetny melancholijny nastrój, który ostatnio ciągle mi się udziela.
    Wszystko czytało się miło i przyjemnie.

    Wybacz mi, że dziś tak krótko, ale ta końcówka roku jest dobijająca.
    Mam nadzieje, że nie ponieważ się zbytnio.

    Ściskam mocno.
    ~Anonim Juleśka ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamietam ten part! Zawsze mi się podobał, taki smutny. Słowa ranią bardziej niż nóż. <3
    Czekam na coś kolejnego. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie zrozumiałam sensu komentarza, ale dziękuję ;)

      Usuń
  5. Haha Kriena powraca i daje kcika w górę xD Trochę późno ale jednak nie??
    Nie no nie mogę powiedzieć, dawno nie czytałam nic na blospocie i nie wchodziłam tu, ale nie mogę powiedzieć, że twój styl się nie zmienił! Ten OP jest mega xD haha
    Boże... jak mnie tu długo nie było xD
    Weny beatiful
    ~/Kriena

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra, zacznę od tego, że wcześnie wejść tu nie mogłam dlatego koma dodaję tak późno :-/. A ja znowu ryczę! Czemu ty zawsze doprowadzasz mnie tymi Partami do płaczu ja się pytam!!! Na początku jakoś wytrzymywałam, ale na końcu nie dałam rady. Musiałaś znowu zabić Naty? Moja kochana Naxi znowu rozdzielona! No jak ty tak możesz! Ale muszę przyznać, mimo to piszesz cudownie! Nie uduszę cię za Natalie, ale następnym razem oszczędź uczuć innych ludzi :-(. Dobra, to teraz podsumowanie. Komentarz nie jest długi, za co ogromne PRZEPRASZAM. No a pomijając fakt, że moka Naty conajmniej drugi raz umiera w twoich OP SUPER jest i tak trzymaj :-).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten one shot jest zjawiskowy :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż planowałam ówcześniej zająć sobie miejsce, ale ostatecznie z tego zrezygnowałam.
    Wyszczególniając pojedyncze etapy opowiadania, stwierdzam, że wątek końcowy jest wyposażony w pewnego rodzaju morał. Mówią, że lepiej późno niż wcale, aczkolwiek ty pokazałaś kompletną odwrotność tego stwierdzenia, uświadomiłaś czytelnikom, że na pewne kwestie w końcu będzie za późno.
    Mamy piękny przykład.
    Maxi jest zdruzgotany i niszczy Natalię zarówno słowami jak i gestami. Zdardziła go, faktycznie. Miał pełne prawo do zachowania, które przedstawiłaś. I w końcu zmienił zdanie, tyle, że nie było już czego ratować...
    Szkoda, ogromna szkoda, że zabrakło czasu.
    Ale tak bywa, nie można nic na to poradzić. Są fakty, które trzeba przyjąć, niezależnie od tego jak boleśnie uwierają w sercu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, hej, heloł. ♥
    Jejku, ten part jest po prostu cudowny. ♥ Bardzo mi się podobał i nie dziwię się, że pozajmowałaś pierwsze miejsca. ♥ Czytając ostatnie zdanie byłam po prostu zauroczona. Naxi się niestety nie udało być razem... Było za późno.. jejku, piszesz serio świetnie, pomysł też był genialny. ♥ Masz bardzo ładny styl pisania i czekam na coś nowego. :D Weny życzę. :*

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)