To coś, co napisałam naprawdę daaaawno temu, chyba na jakiś konkurs na OP, który wygrałam, chyba xd Ten part został też przeze mnie wysłany na konkurs rzeczowy na którymś z blogów, i tam również zdobył pierwsze miejsce, więc... więc chyba jest dobry :)) Ja jestem z niego w miarę zadowolona, choć zawsze mogło być lepiej. Zapraszam do czytania!
- To nie jest tak
jak myślisz.
Spojrzał na nią z
odrazą. Nie wierzył jej.
- A jak? -
spytał. - Jak chcesz mi to wytłumaczyć?
Spuściła głowę.
Nie chciała tego
zrobić. Naprawdę nie chciała. Ale... to było silniejsze od niej. Nie mogła się
powstrzymać. Zrobiła to. Pierwszy i ostatni raz.
- Myślałem, że
jesteś inna. - W jego głosie słychać było zdenerwowanie i wściekłość, ale i
żal. - Pomyliłem się. Kiedyś ci wierzyłem. Kiedyś ci ufałem.
- Zaufaj jeszcze
raz...
Zaśmiał się
gorzko.
- Sama nie
wierzysz w to co mówisz. Nigdy ci nie zaufam. Nasz związek był błędem. Ty byłaś
błędem. Nadal nim jesteś.
Zabolało.
Poczuła, jak miliony igieł wbijają się w jej serce. Nigdy nawet nie myślała, że
On mógłby wypowiedzieć coś takiego, że mógłby ja tak bardzo zranić. Ale to ona
pierwsza zraniła jego.
Miał rację – była
błędem. Do niczego się nie nadawała. Niszczyła wszystko i wszystkich. Sprawiała
ból osobie, którą tak bardzo kochała, z którą chciała spędzić resztę swojego
życia, z którą chciała dzielić wszystkie smutki i radości. Nie będzie jej to
już dane. Niedługo cały świat się dowie o tym co zrobiła. Takie miała uczucie.
Każdy będzie wiedział, że to jest „ta co zdradziła”. I nikt jej nie zechce. Była
o tym przekonana.
- Dlaczego mi to
robisz? - wyszeptała.
Z jego gardła
znów wydobył się śmiech – ten, który sprawiał jej tyle bólu.
- A dlaczego ty
mi to zrobiłaś?
Spojrzała na
niego.
- Żałuję, że
kiedykolwiek cię spotkałem.
Po tych słowach
odwrócił się na pięcie i odszedł od niej. Zostawił ją samą w parku, w środku
nocy, którą rozświetlał tylko jasny księżyc, jakby zawieszony na
przezroczystych sznurkach na tle ciemnoniebieskiego nieba. Nieba, w które tak
często wpatrywała się z Nim, pod którym spędzała wspólne wieczory z Nim, na
którym wyszukiwała coraz to nowe kształty chmur. Z nim.
Upadła na kolana.
Trawa mokra od deszczu muskała jej gołą skórę nóg, ale ona się tym nie
przejmowała. Z jej oczu popłynęły słone łzy, które oddawały to, co w tej chwili
czuła. Żałość wypełniała ją całą od środka, wiedziała, że to tylko jej wina, że
to przez nią wszystko to się skończyło. Nie mogła zaprzeczyć.
Dzięki niej
runęło wszystko.
Widział, jaki
sprawiał jej ból. Widział jak cierpiała, a mimo to nie żałował. Nie żałował żadnego
słowa, które wtedy wypowiedział, żadnej myśli. Uważał, że na to zasłużyła. Sama
doprowadziła do tej sytuacji.
Myślał, że to
miłość na całe życie. Ich związek przetrwał tyle wzlotów i upadków, że niemożliwym się zdawało nagłe jego zerwanie. Ale to się stało w jednym momencie.
Poza tym, wcale
by się nie stało, gdyby nie ona, gdyby nie jej głupota. Przecież wszystko było
dobrze. Wszystko. Jeszcze wczoraj siedzieli razem na sofie w jego salonie i
oglądali horror. On się nie bał, wręcz przeciwnie – śmieszyły go niektóre sceny
w tym filmie – za to ona wprost umierała ze strachu. Wtulała się w jego tors z
całej siły szukając schronienia, a on obejmował ją swoimi silnymi ramionami,
chroniąc przed potworami z telewizora. Zrobiłby dla niej wszystko, byleby była
szczęśliwa.
A teraz?
Teraz życzył jej
najgorszego. Nie obchodziło go jak bardzo cierpi słysząc jego słowa. Nie
obchodziło go czuje osoba, którą kocha kochał.
W końcu gdy komuś
na kimś zależy, nie robi tego, co zrobiła ona. On nigdy nie posunąłby się do czegoś
takiego. Nie zniżyłby się do tego poziomu. Nie skrzywdziłby jej tak.
Ale ona zadała mu
ten ból. Zrobiła to, choć wiedziała, że prędzej czy później się o tym dowie i
będzie cierpiał. Nie miała na uwadze jego uczuć.
Zdrada zawsze
jest zdradą. Nawet jeśli jest jednorazowa.
Łzy wypływały z
jej oczu i głośno skapywały na strony albumu. Albumu, w którym zawarte były
wszystkie ich wspólne chwile. Chcieli wszystko uwiecznić na fotografii, aby
nigdy nie zapomnieć. Teraz te zdjęcia sprawiały jej tylko ból. Z każdym
kolejnym obrazem jej serce przeszywał jeszcze większy ból.
Maxi i Natalia, 20 lipca 2017, Rio
de Janeiro.
Wciąż pamiętała
miejsce, w którym wtedy się znajdowali. Ich pierwsze wspólne wakacje. Mieli
wtedy po dwadzieścia jeden lat. Skończyli szkołę, rodzice opłacili im wspaniały
miesiąc w tym niesamowitym mieście.
Pojedyncza łza
kapnęła głośno i odbiła się od jego zastygłej, uśmiechniętej twarzy.
Przewróciła
stronę.
26 czerwca
2014, zakończenie roku szkolnego.
Stała na scenie z
mikrofonem w ręku. Głowa jej – wtedy jeszcze – chłopaka wystawała zza
granatowej kotary. Mieli zaśpiewać w duecie, ale to do niej należała pierwsza
zwrotka. To było jej pięć minut, ona miała pokazać swój talent, swój potencjał
i niesamowity głos.
18
października 2020, Buenos Aires.
Zdjęcie
przestawiało Jego. Ubrany był w jaskrawozielony dres, z takiego samego koloru
czapką na głowie. Na jego szyi wisiał złoty medal z wygrawerowaną na nim cyfrą
„1”, a on sam w ręce trzymał wielki, błyszczący puchar. Unosił go do góry
pokazując go wszystkim obecnym an tym wielkim wydarzeniu.
Wtedy to zdobył
mistrzostwo Argentyny w tańcu ulicznym. Miał wtedy dwadzieścia cztery lata.
Pokonał doświadczonych, wieloletnich tancerzy. Był niepowtarzalny i jedyny w
swoim rodzaju. W końcu, czego można się spodziewać po uczniu Studia On Beat?
Kolejna
fotografia na zawsze uwieczniła Jego i Ją przytulających się na oczach
wszystkich zgromadzonych. On w ręce nadal trzymał złoty puchar, Ona zabrała
jego czapkę i założyła ja sobie na głowę. Na ich twarzach widniały szerokie
uśmiechy.
Tak bardzo się
kochali.
Ktoś zapukał do
drzwi. Otarła zaczerwienione oczy i podniosła się z sofy. Wolnym krokiem udała
się w stronę wejścia. Po drodze przelotnie spojrzała w lustro – nie wyglądała
najlepiej, jednak to akurat stanowiło najmniejszy problem. Otworzyła drzwi.
Zamarła.
Przed nią stał
On. Żywy, prawdziwy. I choć przez chwilę zastanawiała się, czy nie jest to
przypadkiem fatamorgana, to nie utwierdziła się w tym przekonaniu.
- Maxi... -
szepnęła.
- Nie zabiorę ci
dużo czasu - powiedział, a w jego głosie słychać i czuć było chłód. -
Przyszedłem po pierścionek.
Spojrzała na
niego zdezorientowana. Nie miała pojęcia o co mu chodziło.
- Przyszedłem po
pierścionek - powtórzył. - Ten, który dałem ci na zaręczyny. Oddaj go.
Odruchowo dotknęła
wspaniałego kamienia, który znajdował się na jej palcu. Ten pierścionek to
dowód ich miłości. Te piękne zaręczyny nigdy nie opuszczą jej myśli. To była w
końcu najlepsza rzecz, jaka ją w życiu spotkała.
- Maxi, proszę
cię... - Po jej policzkach spłynęły łzy. - Nie niszcz tego.
Zaśmiał się z
goryczą.
- Ja mam nie
niszczyć? To ty wszystko zniszczyłaś. To nie ja wskoczyłem do łóżka obcej
babie. Ty postanowiłaś wymienić mnie na inny model.
Zabolało.
Przecież
żałowała, tak bardzo żałowała. Ale On tego nie rozumiał. Wiedział swoje. Nie
mogła mu tego wytykać, miał do tego święte prawo. Na jego miejscu pewnie
zrobiłaby to samo.
- To nie było
tak...
- Przestań -
przerwał jej. - Nie chcę słuchać twoich tłumaczeń, zachowaj swoje bajki dla
kogoś innego. Może przydadzą ci się, kiedy będziesz chciała zabawić się z kimś
innym. W końcu ten twój lovelas prędzej czy później też ci się znudzi.
- Nie mam żadnego
lovelasa. - Chwyciła jego rękę. - To był tylko jeden raz, przysięgam. On nic
nie znaczył, ja kocham tylko ciebie, Maxi!
Odtrącił jej
dłoń. Nie chciał żeby go dotykała, nie chciał mieć z nią nic do czynienia. Nie
po tym wszystkim.
- Właśnie
pokazałaś jak bardzo mnie kochasz - mruknął. - Oddaj pierścionek.
Spojrzała na
niego załzawionymi oczami, w których jawiło się tyle bólu i cierpienia.
- Maxi...
- Oddaj go. -
Prawie że warknął. - Nie zasługujesz na to, żeby go nosić.
Spojrzała na
swoją rękę. Na jej serdecznym palcu widniał duży, błyszczący pierścionek ze
szlachetnym kamieniem. Lubiła na niego patrzeć, wręcz to uwielbiała. Dostała go
w końcu od kogoś, kogo tak bardzo kochała...
Z lekkim wahaniem
go zdjęła. Rzuciła na niego ostatnie spojrzenie, po czym podała go swojemu
narzeczonemu Jemu.
- Przemyśl to -
poprosiła cicho.
Spojrzał na nią
wzrokiem pełnym drwiny.
- Nie mam takiego
zamiaru - zapewnił ją.
Nie czekał, aż
odpowie. Odwrócił się i odszedł zostawiając ją w progu. Ani razu się nie
obejrzał. Szedł przed siebie bez zawahania.
Powoli zamknęła
drzwi. Oparła się o nie plecami i zsunęła po nich na sam dół. Tak bardzo
cierpiała, było jej tak ciężko. Nie miała już na kogo liczyć, była sama. Jej
rodzice razem z siostrą mieszkali w jej rodzinnym kraju, przyjaciele ze Studia
porozjeżdżali się po całym świecie, aby realizować swoje marzenia związane z
muzyką i nie tylko. A jedyna osoba, której mogła się zwierzyć ze wszystkiego,
znienawidziła ją.
Już nie wiedziała
co ma robić.
Próbowała.
Walczyła, Starała się. I wszystko poszło na nic.On nie chciał z nią rozmawiać.
Nie chciał jej słuchać. Nie chciał jej widzieć. Sprawiał jej tym ból. Nie
wiedziała, czy robi to specjalnie czy nie. Ale ona cierpiała. Cierpiała
strasznie mocno, a najgorsze to, że nikt nie mógł jej ulżyć w tym bólu. Nikt
nie mógł jej pomóc.
Całe dnie
spędzała zamknięta w swoim domu. Jej mieszkanie zamieniło się w pobojowisko -
wszędzie leżały porozbijane talerze, szklanki, wazony, podarte zdjęcia jej i
Jego. Niszczyła wszystko, co miało jakikolwiek związek z Nim, chciała o nim
zapomnieć. Chciała, ale nie umiała. On mimo wszystko ciągle nawiedzał jej
myśli, pojawiał się w snach. W nocy budziła się ze łzami w oczach, ponieważ
przyśniła mu się jego twarz. Nie mogła spać, bo w jej głowie ciągle siedział
On.
Co mogła
poradzić? Uzależniła się od niego. Był dla niej niczym narkotyk, jej własna
odmiana heroiny. Nie mogła bez niego wytrzymać. Popadała w szał ilekroć
pomyślała o ich wspólnych chwilach. Działo się z nią coś złego. Sama zdążyła to
zauważyć. Powoli przestawała panować nad samą sobą. Przestawała rozumieć siebie
i swoje myśli. Nie czuła się sobą. Nie poznawała się.
Zaczynał żałować.
Minęły już cztery tygodnie od ich ostatniego spotkania. Zauważył jak bardzo był
do niej przywiązany. Potrzebował jej jak tlenu. Zaczął ją doceniać ja tak
naprawdę wtedy, kiedy wszystko runęło.
Nie widywał jej,
nie dzwoniła do niego, nie dręczyła go esemesami. Zdziwiło go to. Nie myślał,
że tak łatwo odpuści. Zdawało mu się, że jest zdeterminowana. To było do niej
niepodobne.
I w końcu, bo tak
długim czasie zdecydował, że nie może bez niej żyć. Chciał jej wybaczyć. Nie
obchodziło go, czy zdradziła go raz, dwa razy czy dziesięć, to nie było ważne.
Ważne były jego dobre intencje, jego chęć naprawienia wszystkich szkód, jego
starania zbudowania ich związku na nowo.
Zebrał się w
sobie. Poszedł do niej. Już stał przed drzwiami. Wahał się, czy zapukać czy
jednak odejść. Może ona nie chciała go już widzieć? Może dała sobie spokój ze
staraniami? Postanowiła przegrać z honorem i odejść tam, gdzie nikomu nie
będzie przeszkadzać? Miał nadzieję, że tak nie było.
Zapukał. Czekał
chwilę. Nikt mu nie otworzył. Wsłuchał się dokładniej. Usłyszał dźwięk
dochodzący z telewizora. Czyli była w domu. Była, ale najzwyczajniej w świecie
nie chciała mu otworzyć. Tylko skąd wiedziała, że to on? Czyżby zauważyła go
przez okno?
Zapukał jeszcze
raz. Nic. Zero oznak, że go słyszy.
- Natalia! -
Zawołał. - Natalia, otwórz!
Cisza. Kobieta
chyba nie kwapiła się do tego, aby mu otworzyć. Mogła chociaż dać mu znać, że
wszystko z nią w porządku.
Westchnął.
Położył rękę na klamce i nacisnął lekko, sam nie wiedział dlaczego - przecież
ona nigdy nie zostawiała drzwi otwartych. Tym razem jednak ustąpiły one z
zadziwiającą lekkością. Zdziwił się. Z wahaniem otworzył je szerzej i powoli
wszedł do środka.
- Naty? - W jego
głosie czaiła się niepewność.
Nikt mu nie
odpowiedział.
Wzdrygnął się na
widok stanu w jakim był dom. Cały zaśmiecony, zabałaganiony, widać było, że
nikt w nim dawno nie sprzątał. Z salonu dobiegał dźwięk włączonego telewizora.
Jednak w pomieszczeniu nikogo nie było. Zdezorientowany skierował się do
kuchni. A to, co tam zobaczył, całkowicie nim wstrząsnęło.
Leżała na
podłodze. Wokół niej walały się odłamki szkła. Na chwiejnych nogach podszedł
bliżej. Upadł obok niej na kolana.
- Natalia... -
wyszeptał.
Wtedy zauważył
wielką kałużkę krwi wokół jej głowy. Podniósł wzrok. Krawędź stołu była tak
blisko... Wszystko zrozumiał.
Podniósł jej
głowę. Zauważył, skąd wypływała ta czerwona ciecz.
- Naty... -
Chwycił jej zimną już rękę.
Powieki miała
zamknięte, jakby spała. Na jej zastygłej twarzy błąkał się ból i cierpienie.
- Kochanie...
I mimo usilnych
starań w z jego brązowych oczów wypłynęły łzy. Płakał nad swoją narzeczoną. Nad
swoją nieżywą narzeczoną. Już jej tutaj nie było. Była w innym, w o wiele
lepszym miejscu. W miejscu, w którym jest doceniania i szanowana. I kochana
bardziej, niż on kochał ją.
Nie tylko ona
zawiniła. On również wziął czynny udział w tym, co działo się w ciągu
ostatniego miesiąca.
Ostatni raz
dotknął jej zimnych ust. Wpił się w nie z taką siłą, że sam siebie zadziwił.
Wiedział, że to ostatni raz. Wiedział, że ona już nigdy tego nie odwzajemni.
I już nigdy mu
nie wybaczy.

Moje <3
OdpowiedzUsuńJa płaczę :cc
UsuńCzemu to zawsze musi tak wzruszać? ;c
Natalia....
Maxi....
Ach.
Mieli trudno.
Ona musiała go zdradzić?
Nie no a ta końcówka mnie rozwaliła..
Czekam na kolejnego One Parta :D
Roxita.
Dziękuję ;)
UsuńPiękne. Na końcu się popłakałam, a rzadko mi się to zdarza.
OdpowiedzUsuńTo było...
OdpowiedzUsuńNie wiem, naprawdę nie mam pojęcia jak to opisać.
Zachowałaś świetny melancholijny nastrój, który ostatnio ciągle mi się udziela.
Wszystko czytało się miło i przyjemnie.
Wybacz mi, że dziś tak krótko, ale ta końcówka roku jest dobijająca.
Mam nadzieje, że nie ponieważ się zbytnio.
Ściskam mocno.
~Anonim Juleśka ❤
Pamietam ten part! Zawsze mi się podobał, taki smutny. Słowa ranią bardziej niż nóż. <3
OdpowiedzUsuńCzekam na coś kolejnego. <3
Trochę nie zrozumiałam sensu komentarza, ale dziękuję ;)
UsuńMoje
OdpowiedzUsuńHaha Kriena powraca i daje kcika w górę xD Trochę późno ale jednak nie??
OdpowiedzUsuńNie no nie mogę powiedzieć, dawno nie czytałam nic na blospocie i nie wchodziłam tu, ale nie mogę powiedzieć, że twój styl się nie zmienił! Ten OP jest mega xD haha
Boże... jak mnie tu długo nie było xD
Weny beatiful
~/Kriena
Cieszę się, że wróciłaś :) Dziękuję <3
UsuńDobra, zacznę od tego, że wcześnie wejść tu nie mogłam dlatego koma dodaję tak późno :-/. A ja znowu ryczę! Czemu ty zawsze doprowadzasz mnie tymi Partami do płaczu ja się pytam!!! Na początku jakoś wytrzymywałam, ale na końcu nie dałam rady. Musiałaś znowu zabić Naty? Moja kochana Naxi znowu rozdzielona! No jak ty tak możesz! Ale muszę przyznać, mimo to piszesz cudownie! Nie uduszę cię za Natalie, ale następnym razem oszczędź uczuć innych ludzi :-(. Dobra, to teraz podsumowanie. Komentarz nie jest długi, za co ogromne PRZEPRASZAM. No a pomijając fakt, że moka Naty conajmniej drugi raz umiera w twoich OP SUPER jest i tak trzymaj :-).
OdpowiedzUsuńTen one shot jest zjawiskowy :*
OdpowiedzUsuńGrazie :*
UsuńCóż planowałam ówcześniej zająć sobie miejsce, ale ostatecznie z tego zrezygnowałam.
OdpowiedzUsuńWyszczególniając pojedyncze etapy opowiadania, stwierdzam, że wątek końcowy jest wyposażony w pewnego rodzaju morał. Mówią, że lepiej późno niż wcale, aczkolwiek ty pokazałaś kompletną odwrotność tego stwierdzenia, uświadomiłaś czytelnikom, że na pewne kwestie w końcu będzie za późno.
Mamy piękny przykład.
Maxi jest zdruzgotany i niszczy Natalię zarówno słowami jak i gestami. Zdardziła go, faktycznie. Miał pełne prawo do zachowania, które przedstawiłaś. I w końcu zmienił zdanie, tyle, że nie było już czego ratować...
Szkoda, ogromna szkoda, że zabrakło czasu.
Ale tak bywa, nie można nic na to poradzić. Są fakty, które trzeba przyjąć, niezależnie od tego jak boleśnie uwierają w sercu.
Hej, hej, heloł. ♥
OdpowiedzUsuńJejku, ten part jest po prostu cudowny. ♥ Bardzo mi się podobał i nie dziwię się, że pozajmowałaś pierwsze miejsca. ♥ Czytając ostatnie zdanie byłam po prostu zauroczona. Naxi się niestety nie udało być razem... Było za późno.. jejku, piszesz serio świetnie, pomysł też był genialny. ♥ Masz bardzo ładny styl pisania i czekam na coś nowego. :D Weny życzę. :*
Gracias ;))
Usuń