Okej, kochani. Tak na początek małe wyjaśnienie. Lubię, uwielbiam, kocham Marcescę i w ogóle, a napisałam miniaturkę o Diecesce. Głupie, nie? Ale już tłumaczę. Na samym początku miała być Diemila. Wiecie, Ludmiła z Diego. No to Diego był. Ale jak to pisałam, to za cholerę nie mogłam sobie wyobrazić Ludmiły na miejscu dziewczyny, cały czas widziałam Francescę. A wiecie, nie da się myśleć o jednym a pisać o drugim. Więc jak doszłam do wniosku, że to będzie jednak Francesca, a nie Ludmiła, to chciałam na miejsce Diego wstawić kogoś innego, nie wiem, Marco, Leona, kogokolwiek, byle nie Diego, no bo wiecie XD Ale myślicie, że to tak łatwo w połowie pisania zmienić postać? Odpowiem za was. Okropnie trudno, serio. Nie dałam rady, i cały czas widziałam Diego, więc... został Diego. Nie próbujcie mnie zrozumieć, nie uda wam się to.
Okej, skoro wszystko wiadomo, to zapraszam do czytania. Kolejny - nie wiem kiedy. Pojawi się, bynajmniej, bo już zaczęty, chyba że w międzyczasie napiszę coś innego, ale to wyjdzie w praniu. Kocham <3
PS. Szablon - jeśli można to tak nazwać - zrobiłam ja (mój pierwszy w życiu, zabawa z CSSem nie jest taka zła, ale ludzie, co ja przy tym przeżyłam, to wy wiedzieć nie chcecie...). Ale możliwe, że niedługo zostanie on zmieniony, także xd
Byłam więźniem swojego
własnego ciała. Czułam, jakby ono nie było częścią mnie. Jakbym ja była kimś
innym. Zupełnie bez władzy nad sobą nie mogłam nic zrobić. Nic. Wiesz, jakie to
uczucie? Chcieć, a nie móc? Czułam to od kilku miesięcy. Choć wolałam nie czuć
nic.
Poprawił poduszkę pod jej głową i podciągnął ją wyżej na
łóżku. Uśmiechnął się lekko i z czułością dotknął jej policzka. Przejechał
palcem po jej górnej wardze.
- Jesteś najpiękniejsza – szepnął. – Wiesz, jak bardzo cię
kocham? – Cisza. – Byłem dzisiaj w pracy. Te dzieciaki są genialne. Ja już za
nimi nie nadążam. Wymyślam im coraz trudniejsze układy, a im to nie sprawia
żadnego problemu. Niesamowite. – Zamilkł. – Czekam na dzień, kiedy wrócisz do
szkoły i znów będziesz ich zamęczać tymi głupimi wokalizami. One też na ciebie
czekają.
Zakrył jej stopy białą kołdrą. Spojrzał na monitor wiszący
nad jej łóżkiem, pełen jakichś kreseczek i linii, z których rozumiał tyle co
nic. Ale chyba było dobrze.
Do pokoju weszła pielęgniarka oznajmiając mu, że czas odwiedzin
już się kończy i musi iść do domu. Podniósł się z niechęcią. Pochylił się nad
ciemnowłosą dziewczyną i pocałował ją w idealnie gładkie czoło.
- Do zobaczenia jutro, skarbie – powiedział, dotykając
jeszcze jej ręki. – Dobrej nocy.
Wyszedł z sali rzucając w stronę przysadzistej przełożonej
pielęgniarek standardowe „do widzenia”.
Kiedyś próbowałam coś
powiedzieć. Zrezygnowałam po szóstym razie, kiedy wszystkie moje starania
poszły na nic. Później miałam kilka podejść ku poruszeniu się. Ale ręce były za
ciężkie, nie mówiąc już o nogach, które kompletnie mnie nie słuchały. Wszystko
szło na nic, więc przestałam próbować. I tak nic by to nie dało.
- Zawoła mnie pan, jak kroplówka się skończy, dobrze? –
Pielęgniarka uśmiechnęła się miło.
- Oczywiście – odwzajemnił uśmiech.
Kobieta wyszła, zostawiając ich samych. Westchnął cicho.
- Chciałbym cię stąd zabrać – wyznał, spoglądając na
Francescę. – Ale lekarz mówi, że to nie jest najlepszy pomysł. Wiem, że sam nie
dam sobie rady z opieką nad tobą, a prywatna pielęgniarka trochę kosztuje. Nie
stać mnie na to, kochanie, przepraszam. Prywatna klinika też nie wchodzi w grę.
Ale tutaj dobrze się tobą zajmują. Jesteś chyba szczęśliwa, prawda? Masz tutaj
doskonałą opiekę.
Przerwał na moment.
- Czekam na dzień, kiedy otworzysz oczy – kontynuował. –
Kiedy coś powiesz. Tak dawno nie słyszałem twojego głosu. Tęsknię za nim.
Tęsknię za tobą.
Oparł czoło o jej nieruchomą dłoń.
Nikt nie wiedział jak bardzo wyrzuca sobie, że pozwolił jej
pojechać wtedy tym samochodem. Że sam jej tam nie zawiózł, przecież padał
deszcz, wiał wiatr, bardzo ciężko było jechać. Może jemu udałoby się wyminąć
ten samochód. Ona nie miała tyle szczęścia.
Szkoda, że nie słyszał jej myśli, które wręcz błagały, by
przestał. By przestał się obwiniać. By sobie odpuścił, bo to przecież nie przez
niego.
Szkoda, że nie słyszał jej myśli, które wciąż powtarzały,
jak bardzo go kocha.
Przychodziło do mnie
trzech lekarzy – dwóch mężczyzn i kobieta – na zmianę. Pierwszy, mój
prowadzący, miał na imię Santiago. Miał dwadzieścia dwa lata, przynajmniej tak
mówiły pielęgniarki. Chodził tylko w trampkach, dlatego zawsze rozpoznawałam go
po denerwującym skrzypieniu gumy o podłogę. Drugi z lekarzy zawsze nosił w
kieszeni fartucha kanapkę z pomidorem i ogórkiem. Ten zapach wyczuwałam już w
progu drzwi. Pani doktor używała dużo kremu do rąk – czułam to, kiedy dotykała
mojej ręki czy czoła. Było też kilka pielęgniarek. Jedna z nich używała perfum
Katy Perry, więc nazywałam ją Katy. Druga była niemiłą kobietą, chyba mnie nie
lubiła, bo jej ton głosu był zimny, a w ruchach zero delikatności, czego tak
nienawidziłam. Czasami chwyciła mnie za mocno. Wtedy bolało. Ale nie mogłam nic
powiedzieć. Trzecia pielęgniarka nosiła na ręce bransoletkę z kilkunastoma
breloczkami, które cudownie brzęczały przy każdym poruszeniu. Czwarta chodziła
bardzo szybko, jakby biegła – kilka razy potknęła się o własne nogi.
Rozróżniałam każdego. Każdego potrafiłam rozpoznać. Nie mogłam ich zobaczyć,
dlatego tylko wyobrażałam sobie, jak mogą wyglądać. Ale powoli zaczynałam mieć
tego dość. To poleganie wyłącznie na słuchu i węchu było frustrujące… to
wszystko mnie wykańczało.
Podniósł oparcie jej łóżka, pomagając jej usiąść. Odchylił
ją lekko do przodu i ściągnął z niej koszulkę. Przebieraniem jej zazwyczaj
zajmowały się pielęgniarki, ale kiedy mógł, wolał on to zrobić. Przynajmniej
miał pewność, że zrobi to dobrze.
Założył na nią czystą bluzkę i podciągnął jej rękawy do
łokci. Dopiero wtedy w oczy rzucił mu się duży siniak na jej prawym przed
ramieniu. Zamarł na moment.
- Kochanie – Dotknął widocznego śladu – kto ci to zrobił?
Nie mogła odpowiedzieć. Ale doskonale go słyszała, choć nikt
nie zdawał sobie z tego sprawy.
Wyprostował się gwałtownie.
- Siostro! – krzyknął. Kiedy do Sali weszła pielęgniarka
przypominając o zachowaniu ciszy, przerwał jej wpół słowa. – Co to jest? –
Wskazał na siniaka na ręce swojej ukochanej.
Kobieta podeszła bliżej. Zmarszczyła czoło. – Nie mam
pojęcia. Możliwe, że któraś z pielęgniarek chwyciła za mocno przy myciu.
Parsknął z irytacją. – Chwyciła za mocno? – powtórzył. –
Nikt nie ma prawa chwycić jej za mocno, rozumie pani? To jest przemoc wobec
pacjentów. Ja gwarantuję pani, że tego tak nie zostawię. Chcę rozmawiać z pani
przełożonym.
Brunetka próbowała jeszcze coś powiedzieć, wyjaśnić, ale nie
chciał jej słuchać, więc wyszła z pokoju.
Pochylił się nad nieprzytomną i pocałował ją w czoło. W tym
samym momencie zauważył jedną łzę wypływającą spod jej zaciśniętej powieki. Słyszała.
Wszystko słyszała. Cały czas była świadoma tego, co się wokół niej działo.
Kiedy do Sali wszedł lekarz pytając uprzejmie, o co chodzi,
on zdołał tylko poprosić przez zaciśnięte gardło o wypis.
- Zabieram ją stąd.
W domu było zupełnie
inaczej. Czułam się lepiej. Diego był obok mnie częściej. Spędzaliśmy razem
więcej czasu. Wiedział już, że słyszę. Wiedział, że jestem świadoma. Mówił mi,
że rozmawiał z lekarzem. Płakał mówiąc, że nic nie da się zrobić. Przepraszał,
mówił, że to przez niego. Chciałam wtedy powiedzieć „to nie twoja wina,
kochanie, nie myśl tak” ale nie mogłam. Jedyne na co było mnie stać to kilka
łez świadczących, że rzeczywiście czuję.
- Pielęgniarka będzie przychodziła na kilka godzin dziennie
– powiedział, odgarniając jej włosy z twarzy. – Nie zostaniesz sama nawet na
moment.
Fortunę kosztowało opłacenie tych kilku godzin. Ale wolał
nie jeść niż pozwolić, by Francesce stała się krzywda. Kochał ją najbardziej na
świecie i chciał jej dać najlepszą opiekę, tym bardziej teraz, kiedy wiedział,
że ona wszystko słyszy.
- Poczytać ci coś? – spytał i podniósł się z jej łóżka.
Podszedł do półki z książkami. Po chwili wyjął jedną z nich. – Może to.
Usiadł z powrotem przy niej. Otworzył i zaczął czytać.
- Żyli sobie król i
królowa, którzy byli nieszczęśliwi, bo nie mieli dzieci. Pewnego dnia podczas
spaceru królowa zobaczyła na krzaku róży piękny kwiat i podeszła, by go zerwać.
Wówczas krzak dzikiej róży przemówił do niej i obiecał, że jeśli nie zerwie
różyczki, to królowa wkrótce doczeka się upragnionego dziecka. I rzeczywiście.
Nim upłynął rok, królowa urodziła córeczkę i postanowiła nazwać ją Różyczka.
Wyprawiono huczne chrzciny, na które – oprócz krewnych i znajomych – zostały
zaproszone wróżki. Król jednak zaprosił ich dwanaście, a trzynastej – nie, gdyż
miał tylko dwanaście złotych talerzy. Pod koniec uroczystości wróżki
podchodziły do kołyski i obdarowywały małą Różyczkę. W chwili, gdy dwunasta
wróżka miała złożyć swój dar, pojawiła się wśród grzmotów trzynasta wróżka.
Była obrażona, że nie zaproszono jej na ucztę i rzuciła klątwę na królewnę.
Powiedziała, iż Różyczka, gdy będzie miała szesnaście lat, ukłuje się
wrzecionem i umrze. Po tych słowach znikła tak szybko, jak się pojawiła. Król i
królowa byli zrozpaczeni. Wtedy dwunasta wróżka podeszła do kołyski, chcąc
złagodzić czar. Królewna miała nie umrzeć, lecz zasnąć na sto lat. Po tym
wydarzeniu król kazał spalić wszystkie wrzeciona w królestwie. Mijały lata.
Różyczka wyrosła na piękną i miłą panienkę i nikt już nie pamiętał o zaklęciu
złej wróżki. Pewnego razu, gdy rodzice wyjechali, Różyczka – już
szesnastoletnia – została sama w domu. Chodziła po zamku i z ciekawością
zaglądała we wszystkie zakamarki. Odkryła wówczas małe drzwiczki i schodki,
które prowadziły na wieżę. Królewna wyszła na górę do pokoiku nie odwiedzanego
przez wiele lat. Siedziała tam staruszka i przędła nici. Kiedy Różyczka
zobaczyła kołowrotek, bardzo ją on zaciekawił i zapragnęła spróbować sama
prząść. Niestety, ledwie dotknęła wrzeciona, ukłuła się w palec i zasnęła. Wraz
z nią zasnęło całe królestwo. Dookoła zamku wyrósł gęsty, różany żywopłot –
broniący dostępu do środka. Ludzie w okolicy zaczęli sobie opowiadać o uśpionej
wraz z całym dworem pięknej królewnie. Wielu śmiałków próbowało przedrzeć się
przez żywopłot, ale wszyscy ginęli, nie zdoławszy pokonać przeszkody. Po wielu
latach przybył do tego państwa królewicz, któremu pustelnik opowiedział o
wspaniałym zamku i śpiącej królewnie. Nie przestraszył się on trudności, chciał
koniecznie zobaczyć piękną Różyczkę. Właśnie wtedy, gdy próbował przebyć
żywopłot, minęło sto lat od chwili zaśnięcia królewny. Ostre gałęzie dzikiej
róży same usuwały się, by zrobić przejście dla młodzieńca. Królewicz rozejrzał
się po zamku, wszedł na wieżę i tam zobaczył Różyczkę. Zachwycony jej urodą,
pocałował ją. W tym momencie królewna obudziła się, a zaraz potem cały dwór.
Szczęśliwy król wyprawił córce i rycerzowi huczne wesele.*
Zamknął książkę. Spojrzał z czułością na swoją ukochaną,
nadal nieruchomą. Do jego oczu cisnęły się łzy.
- Może zadziała? – szepnął.
Nachylił się nad nią i złożył pocałunek na jej bladych
ustach. Tak dawno tego nie robił. I tak mu tego brakowało. Odsunął się od niej.
Miał nadzieję, że może rzeczywiście zadziała. Że będzie tak jak w tej głupiej
bajce, i że ona otworzy oczy. Ale nie zrobiła tego. Nie poruszyła się.
Po jego policzkach popłynęły łzy.
- Kiedyś się obudzisz – rzekł, starając się powstrzymać
drżenie głosu. – Obiecuję ci to.
Traciłam już wszelką
nadzieję. Wszystko, co chciałam zrobić, szło na marne. Nic się nie zmieniało. Nie mogłam powiedzieć Diego, jak bardzo go kocham, mimo, że tak strasznie mocno
tego chciałam. A on cierpiał. Cierpiał, widziałam to – a raczej słyszałam – a
ja nie mogłam nic zrobić.
Rzadko sypiał na swoim łóżku. Wolał położyć się obok niej,
chwycić ją za rękę i to przy niej spędzić noc. Tym razem było tak samo. Był
środek nocy, on pogrążony był w głębokim śnie, na tyle jednak czujnym, aby
wyczuć, jak leżąca obok dziewczyna drży niespokojnie.
- Skarbie – szepnął, podnosząc się na łokciu. Dotknął palcem
jej policzka. – Kochanie. Spokojnie, dziecinko. Jestem przy tobie. Nie bój się.
Przytknął wargi do jej czoła i głaskał ją delikatnie po
dłoni, próbując uspokoić. Pomogło dopiero po chwili, bo leżała już nieruchomo.
I wtedy pierwszy raz wydawało mu się, że się poruszyła. Wmówił
sobie jednak, że ten prawie niezauważalny ruch małego palca u ręki to odruch
bezwarunkowy.
Mylił się.
Udało się tylko raz.
Jeden cholerny raz, tak bardzo trudny. Starałam się jak nigdy wcześniej,
zebrałam wszystkie swoje siły, żeby to zrobić. I zrobiłam. Ale on tego nie
zauważył. Miałam ochotę wrzeszczeć na cały głos, płakać, przeklinać! Jednak
tego już zrobić nie potrafiłam.
- Daję dzisiaj pani wolny dzień. Może pani wrócić do domu.
Kobieta uśmiechnęła się. – Jest pan pewien?
- Oczywiście, poradzę sobie. Chcę zostać z nią sam. –
Również się uśmiechnął. – Odprowadzę panią do drzwi.
Kiedy pielęgniarka opuściła dom, wrócił do pokoju. Odsłonił
rolety w oknie.
- Ale ładna pogoda – stwierdził. Podszedł do Franceski. –
Chcesz iść na dwór? Wyjdziemy, posiedzimy trochę na huśtawce, ciepło jest.
Ściągnął z niej kołdrę. Podniósł ją i zarzucił jej koc na
plecy. Wziął ją w ramiona i opuścił pokój. Wyszedł na taras. Wiał lekki wiatr.
Usiadł na bujance i posadził ją sobie na kolanach. Westchnął cicho.
- Obiecałem ci, że w twoje urodziny zabiorę cię do ZOO –
powiedział. – Cóż, nie wyszło. Ale obiecuję ci, że jak tylko się obudzisz, to
wykupię najdroższe bilety, przewodnika i wszystko, co będziesz chciała. Tak,
dobrze słyszałaś, przewodnika. Sprowadzili tam masę nowych zwierząt z jakichś
krajów, o których nie słyszałem, i połowa ludzi ich nie zna. – Przerwał na
moment. – Ile ty już masz lat, co, skarbie? Dwadzieścia cztery? Ale się z
ciebie staruszka zrobiła. Przecież my się niedawno poznaliśmy. W Studio.
Pamiętasz? Czas szybko leci.
Rozejrzał się po ogrodzie.
- Pamiętam, jak się tutaj wprowadziliśmy. To podwórko
wyglądało jak… las. Pełno jakichś traw, chwastów. Ja mówiłem, mówiłem, że z
tego nic nie będzie. Ale kto się uparł? Ty, oczywiście. – Spojrzał z miłością
na jej nieruchomą twarz. Przejechał palcem po jej skroni. – Po tym, jak
zasnęłaś… przez moment zastanawiałem się, czy tego dla ciebie nie dokończyć.
Ale później stwierdziłem, że bardziej byś się wkurzyła niż ucieszyła, bo lubisz
robić wszystko sama. Więc zrobiłem tylko tą huśtawkę. Zżarłem przy tym
wszystkie nerwy, ale opłacało się. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Wiatr wzmógł się. Przytulił ją mocniej do siebie.
- Nie zimno ci? – spytał, choć wiedział, że nie uzyska
odpowiedzi. – Zaraz pójdziemy do domu.
Poprawił jej spadającą głowę i westchnął cicho.
Tak bardzo chciał, żeby wróciła tamta ona. Nie chciał
przyznać sam przed sobą, że on też tracił nadzieję. Minął już prawie rok i nic
nie wskazywało, że jego ukochana się obudzi. A tak bardzo tego pragnął. To było
jego najważniejsze marzenie. Znów zobaczyć jej oczy. Nie otworzyła ich od tak
dawna. Tęsknił za ich zielenią, która zawsze go uspokajała.
Ale przynajmniej nadal z nim była. Jej serce biło, mózg
pracował. I była zdrowa. Zdrowa jak ryba. Szkoda tylko, że to nie o to
chodziło. Że nie to było najważniejsze, i przy tym wszystkim tak naprawdę nie
znaczyło nic. Czuł się okropnie, myśląc w ten sposób. Przecież to, jak się
czuła, było priorytetem, nic innego. Był samolubem. Tylko, że jemu też było
ciężko. Tylko on widział, jak każdego dnia cierpi, będąc więźniem całego ciała,
na pewno chcąc coś powiedzieć, co nie było możliwe. I chyba tylko on starał się
jej jakoś pomóc – siedział przy niej kiedy tylko mógł, czytał książki, mówił do
niej, śpiewał dla niej, prosił, błagał, płakał, czasami krzyczał, aby się
obudziła – bo lekarze chyba spisali ją na straty.
Serce zabiło mu mocniej.
Poruszyła lekko nogą. Albo mu się zdawało. Zamarł. Znów to
samo.
Przeniósł wzrok na jej twarz. Wstrzymał oddech.
- Skarbie? – wyszeptał.
Powieki ciężkie,
niczym zrobione z ołowiu, w końcu zaczęły słuchać moich poleceń. Wciąż z
trudem, ale uniosłam je ku górze, a promienie słońca poraziły moje oczy.
A później zobaczyłam
jego.
- Francesca… - Jego głos trząsł się, a wielka gula w gardle
nie pozwalała na wypowiedzenie ani słowa więcej.
Otworzyła spierzchnięte usta.
- … Die… Diego.
Wybuchł głośnym płaczem. Łzy spływały po jego twarzy, a on
łkał spazmatycznie.
Opłaciło się. Największą nagrodą za rok męczarni, starań… za
rok BYCIA, był jej głos wypowiadający jego imię.
Podniosła zdrętwiałą rękę i otarła słone krople z jego
policzków. Przyciągnął ją do siebie z całej siły. Jego płacz stał się jeszcze
głośniejszy, kiedy ona położyła rękę na jego ramieniu.
- Wróciłaś… - Cały się trząsł, a przez ściśnięte gardło nie
mógł już wydusić ani słowa.
- Byłam… cały czas – odparła cicho, z trudem.
Chwycił ją za dłonie i ucałował je. – Moje słońce…
Patrzył na nią jak na największy cud świata. Bo była tym cudem.
Jego prywatnym, własnym, cudem. Jego uzależnieniem. Jego własną odmianą
heroiny.
- Kocham cię… - wyznał rozpaczliwym szeptem, patrzył na nią
przez łzy.
Wzięła głęboki oddech – a każdy był tak trudny, ale i
niesamowity, bo czuła, że naprawdę żyje.
- Kocham… kocham – szeptała, bo tylko na tyle było ją stać.
I znów zamknął ją w swoich ramionach, powtarzając, jak
bardzo ją kocha, i jak bardzo tęsknił.
- Moja Śpiąca Królewna …
Chciała mu powiedzieć, że nie zaśnie już nigdy. Że nie chce
już nigdy zamykać oczu. Ale teraz nie to się liczyło. Bo świat był dla niej
nowy. Jak dla dopiero narodzonego dziecka. Wszystko było niesamowite. A ona…
Byłam wolna.
*Streszczenie baśni "Śpiąca Królewna"

Wrócę.
OdpowiedzUsuńWitaj, Olu.
UsuńPrzybywam do Ciebie kolejnym komentarzem. Komentarzem, który będzie żałosny i pozbawiony sensu. Skompromituję się zapewne, ale wiem, że warto u Ciebie pozostawić ślad.
Kolejny Part i kolejny przypływ uczuć i wszelakich emocji. Lubię. Lubię do Ciebie przychodzić. Lubię to, co wychodzi spod Twoich palców. Każdy part, to taka dawka prawdziwych problemów. Zauważyłam, że każda Twoja historia niesie z sobą przesłanie. Opisujesz, problemy, te prawdziwe. I to w sposób piękny, prawdziwy, przejmujący, a nie byle jaki. A mnie właśnie w taki sposób, można kupić. Zaglądam tam, gdzie wiem, ze warto. A do Ciebie warto. A Twój diamencik, z każdym Partem szlifuje się coraz bardziej.
Nawiązanie do śpiącej Królewny. Uwielbiam tą bajkę. Kocham, jedna z moich ukochanych bajek Disneya. Para, za którą w V zbytnio nie przepadałam, ale ja za każdym razem piszę, że dla mnie nie liczy się połączenie, a przesłanie, jaką niesie z sobą, dana historia.
Co niesie Twoja ''Śpiąca Królewna'''?
Na pewno to, że miłość cierpliwa jest. To pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie, podczas czytania tego Parta.Gdyby ich miłość nie byłą cierpliwa, to Diego prawdopodobnie nie trwał by tyle czasu przy Fran, zostawił by ją i odszedł, a jedna był przy niej, nie tracąc wiary w to, że kiedyś otworzy oczy i przestanie być Śpiącą Królewną. Wiadomo, pojawiały się wątpliwości, ale później uciekały. Walczył, walczył, aby się obudziła. Fran również walczyła. Doskonały pomysł z przedstawieniem jej myśli. Dzięki temu, mogliśmy się dowiedzieć jak wiele kosztowało ją wrócenie do świata żywych. Po długiej walce, udało się, otworzyła oczy i nastąpiła chwila, na którą tak długo czekał Diego.Wtedy też już wiedział, że było warto tyle czekać, aż się obudzi. Tutaj też pojawia się myśl, że prawdziwa miłość pokona wszystkie przeszkody. Śpiączka Fran, była taką przeszkodą na drodze ich związku, ale jednak ją pokonali. I dlatego, to była prawdziwa miłość.
Olu, dziękuje za kolejną, niezapomnianą dawkę miłości.
Czekam na kolejne cudeńko.
Życzę dużo weny.
Całuję Cię mocno, L.
Twój komentarz nie jest żałosny ani pozbawiony sensu. Jest wspaniały, taki, jakie uwielbiam. Bardzo dziękuję <3
UsuńChciałam zobaczyć, czy to co mówiłaś jest prawdą i próbowałam sobie wyobrazić, że Fran to Ludmiła (Marcesca na zawsze w serduszku). I miałaś rację, było cholernie trudno.
OdpowiedzUsuńMoże było to też spowodowane tym, że według mnie Diego i Lu bardziej pasują do siebie jako przyjaciele niż para, ale nie jestem pewna.
W tym opowiadaniu mogła się pojawić tylko Fran i Diego.
I ciężko mi się do tego przyznać, ale dzięki tobie udało mi się ich troszeczkę polubić (ale tylko troszeczkę, bo jak już wcześniej wspomniałam: tylko Marcesca, ewentualnie Fedemiła).
Ahh, Śpiąca Królewna.
W dzieciństwie wolałam inne bajki, ale tą też lubiłam.
Po prostu wydawała mi się zbyt krótka.
Ale u ciebie pasuję wręcz idealnie.
I chociaż domyślałam się, że w Twojej pracy ktoś będzie w śpiączce, to nie zmienia faktu, że udało Ci się mnie zaskoczyć.
Nie będę już sztucznie przedłużać, dodam tylko, że jestem pod wrażeniem i już czekam na coś nowego.
Pozdrawiam zimniutko (jest za gorąco, żeby pozdrawiać cieplutko) i życzę przeyjemnego wypoczynku w wakacje.
Unikaj swetrów.
~Anonim Juleśka ❤
P.S. Cover z Ewelinką wyszedł cudownie.
Bardzo dziękuję <3
UsuńWrócę <3
OdpowiedzUsuńKochana Olu!
OdpowiedzUsuńPiękny Shot! Masz naprawdę niesamowity talent. Też nie przepadam za Diecescą, ale w tym opowiadaniu się do nich przekonałam. I to nawiązanie do bajki. No po prostu cudownie! Brak mi słów! Łezka zakręciła mi się w oku, ale jeśli chodzi o twojego bloga, to norma :) Każdy twój One Shot jest piękny i wzruszający.
Jestem pod wrażeniem! Dlaczego ja nie mam takiego talentu?
Pozdrawiam!
Nelson Beck
(dawny anonim)
Grazie <3
UsuńWrócę! :D
OdpowiedzUsuńCandy.
Lepiej późno niż wcale nie? Przez ten cholerny czas, którego mi notorycznie brakuje i który leci do przodu nieubłaganie zapomniałam już, co chciałam napisać! Dlatego nim się za to zabrałam musiałam przelecieć po całości wzrokiem, aby odszukać wątki do których chciałam się przyczepić :P
UsuńŻartuję, znaczy nie do końca, bo faktycznie przejrzałam to raz jeszcze, ale doczepić się nie ma czego.
Zaskoczyłaś mnie. Od samego początku myślałam, że to nie skończy się jak bajka. Sądziłam, że ona już się nie obudzi. A tu proszę! Nawet nie wiesz, jakie emocje wzbudził we mnie ten parcik. Zawsze mówiłam, że uwielbiam jak piszesz i chyba zawsze będę Ci to powtarzać. Jak kiedyś wydasz książkę to poproszę o wiadomość. Na pewno ją kupię i zajmie specjalne miejsce na mojej półce! Dziewczyno, Olu masz przeogromny talent. Bez urazy dla innych dziewczyn, ale żadna z nich nie umie tak przekazać emocji, jak Ty to robisz. U Ciebie można płakać, a za chwilę się śmiać. Przechodzisz z jednego w drugie tak gładko i naturalnie, że nikt chyba Cię w tym nie pobije. Nawet zawodowy pisarz.
Nie będę Ci już więcej zanudzać. Wciąż liczę na to, że wrócisz do częstszego pisania. Póki co musi mi wystarczyć to, co mam teraz.
Kocham Cię <3
Candy.
PS Nie wiem, czy wyczytałaś to między wierszami, więc napiszę to dosadnie :D Jednorazówka jest wręcz zniewalająca. Fantastyczna i nie wiem, co jeszcze mogę napisać! Znaczy wiem, ale to tylko epitety, które nie do końca wyrażają to, co chcę, aby wyraziły :D
Trzymaj się! ;*
Dziękuję bardzo <3
UsuńNooooooooo......dzień dobry XD
OdpowiedzUsuńTak mi się dzisiaj cholernie nudziło... i pomyślałam że poczytam sobie Twoje stare opowiadania. Wpisuję w google Alexandra Comello, wchodzę na twojego bloggera i przypadkowo weszłam w zły link, a potem.............. ka bum! Ola dodała nowego OS (podjarka) ♥
Przechodząc do shota....
1.Kocham Cię za tą Diecesce <3 Mimo, że Diego nie lubię to tą parę na prawdę kocham.
2.Ty bardzo lubisz pisać o chorobach, prawda? Wiem. A ja lubię czytać :)
3.Uwielbiam Twój styl pisania. Taki prosty, a zarazem piękny ♥
4.Jeju aż mi się smutno robiło czytając te opisy Fran i jak Diego płakał...takie słodkie.
5.A za to uśmiech wywołał u mnie ten fragment " Siostro! – krzyknął. Kiedy do Sali weszła pielęgniarka przypominając o zachowaniu ciszy, przerwał jej wpół słowa. – Co to jest? – Wskazał na siniaka na ręce swojej ukochanej.
Kobieta podeszła bliżej. Zmarszczyła czoło. – Nie mam pojęcia. Możliwe, że któraś z pielęgniarek chwyciła za mocno przy myciu.
Parsknął z irytacją. – Chwyciła za mocno? – powtórzył. – Nikt nie ma prawa chwycić jej za mocno, rozumie pani? [...] - Zabieram ją stąd." Taki zdeterminowany, pilnował żeby miała luksus, piękne :*
I to tyle?
Tak, jestem niegrzeczna, bo zawsze czytałam, a nigdy nie komentowałam xd Przepraszam za moje zachowanie XD
Lea Vázquez, nadal myślisz, że Twój komentarz jest żałosny?
~Paula
P.S.
Ten cover z Ewelinką cudowny + ładna jesteś zazdro XD
Dziękuję <3
UsuńNie jestem ładna, Boże XD
Ja już tam swoje wiem xD
UsuńZa chwilę wracam #.#
OdpowiedzUsuńJestem :-). Trochę później niż oczekiwałam, ale... no, ale jestem xd. A już się martwiłam co się dzieje, że tak długo nie dodajesz. Może twoja wena wyjechała na urlop? Ale jesteś. Szablon zobaczę na komputerze, teraz nie mogę. Ja osobiście też wolę Marcescę, a Dieceski - nienawidzę. Ale sama wiem jak to jest myśleć jedno, a pisać drugie. Sama kiedyś tak próbowałam. I co? Gówienko. Nie wyszło, a ja bezpowrotnie straciłam godzinę życia. Dlatego się nie gniewam :-). Jak próbowałam wymęczyć nagłówek też nie wyszło. Mało przez to wszystko nerwicy nie dostałam. Łączymy się w bólu... Nie będę zadawać pytań typu 'Kim jestem', powiem po prostu, że już drugi raz przechodzę metamorfozę. Ach, ta ja. Dobra, podsumowując to ci cudowne wyszło, ale! Diego, nie ciesz się, nadal cię nie lubię! Brak mi słów po prostu, takie to cudowne. I zgadzam się, ty strasznie lubisz pisać o chorobach :-). Pozdrowionka masz :#.
UsuńDziękuję ;**
UsuńNie wiem jak się do tego zabrać... Ten one shot... Ach... Cudowny. Aż się popłakałam nie jeden raz w trakcie czytania... Chyba tylko Ty (i jedna osoba) umiecie doprowadzić mnie do płaczu.. A trzeba przyznać łatwo nie płaczę. Co ja gadam... Becze gorzej jak bóbr! Diego i Francesca... + Niepełnosprawność po wypadku... Ale Fran się udało :3 A Diego z tym pocałunkiem... Miała się obudzić... No cóż, zycie to nie bajka... Ale i tak się obudziła :)
OdpowiedzUsuńTak wiem ten komentarz nie ma ładu, ani składu. No cóż. Nie zawsze wszystko się udaje.
Rox xy ;-*
Bardzo dziękuję <3
UsuńO jeny...
OdpowiedzUsuńPopłakałam się.
To było takie wzruszające, piękne, takie prawdziwe.
Nie wiem co powiedzieć, zaparło mi dech w piersiach.
Masz wielki, wielki, wielki talent.
Miało yć pięknie, ale zdarzył się wypadek i puf, czar prysł :( Już całkiem się rozkleiłam, gdy Diego przeczytał jej tę baśń i pocałował.... Kurcze <3 A potem jeszcze happy end ♥ Omg, chyba jeszcze nigdy nie płakałam na szczęśliwym zakończeniu.
Czytałam to podczas jazdy samochodem, z rodzicami. Patrzyli na mnie jak na idiotkę, na prawdę, hah.
Piękny OS ♥ Na dłuuugo zapadnie w mojej pamięcia..
Koffam :*
Jejciu, dziękuję :3
UsuńPrzepiękny. <3
OdpowiedzUsuńWielkie sorki, że tak tragicznie krótki kom. ale strasznie mi sie spieszy.
Kocham V.O.
Nie szkodzi, dziękuję <3
Usuń