Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 grudnia 2013

ŚWIĄTECZNY ONE PART NAXI - Dziewczynka z zapałkami


 "A gdy zabłyśnie gwiazda
W błękitnej dalekości.
Będziemy z sobą dzielić
Opłatek – chleb Miłości.

A łamiąc okruch biały,

Wśród nocy świętej ciszy,
Niechaj się serca nasze
Jak dzwony rozkołyszą.

Oto już cud się spełnia,

Już biją w niebo dzwony.
O witajże nam, Jezu,
W Betlejem narodzony.

Rozwarły się niebiosa,

Już kolęd płyną dźwięki:
O witajże nam, witaj,
Jezuniu malusieńki.

Ty, któryś jest Miłością

i Sercem tego świata,
Zagarnij serca nasze
I w Imię Swoje zbrataj.

Niechaj zamilkną swary,

Zawiści, ludzkie złości.
Noc święta, wigilijna...
Dzielmy – chleb miłości."

- Nie wracaj, póki nie sprzedasz wszystkiego. – Mężczyzna wypchnął dziewczynkę za próg. – Nie waż się przychodzić tutaj z pustymi rękami. – Zamknął jej drzwi przed nosem.
Stała tam przez chwilę, ze spuszczoną głową. Na ramieniu zawieszony miała duży karton pełen malutkich opakowań zapałek.
Ruszyła przed siebie. Jej połatane – w niektórych miejscach nawet dziurawe – łachmany nie dawały ani trochę ciepła. Pocierając ręką o rękę parła przed siebie, trzęsąc się z zimna. Za duże trzewiki spadały z jej drobnych, gołych stóp. Dotykała nimi mroźnego śniegu, przez co z każdą chwilą stawały się one coraz to bardziej sine.
Uparcie hamowała łzy zbierające się w jej oczach. Widziała czubek swojego zaczerwienionego nosa, czuła niewyobrażalne zimno na swoich policzkach. Ile dałaby w tym momencie za choć trochę ciepła… Ale nie mogła.
Jej rodzina była uboga. Miała jedynie matkę i ojca. Dzisiaj – zresztą, jak każdego dnia – jej zadaniem było sprzedanie jak największej ilości zapałek. Miała zarobić na jedzenie.
Na mieście znajdowało się wiele ludzi. Większość z nich czyniła ostatnie przygotowania do Wieczerzy Wigilijnej, od której dzieliło ich tylko kilka godzin.
Szła po chodniku, z ciekawością zaglądając przez okna do mieszkań. Widziała piękne choinki, a pod nimi prezenty. Widziała dzieci bawiące się z rodzicami przy kominku, dziadków, czytających im bajki. Ona nigdy nie zaznała takiego życia. Jej rodziców nigdy nie było stać na takie przywileje. Czasami nawet brakowało na chleb, a co tu dopiero mówić o porządnej kolacji…
- Przepraszam – odezwała się nieśmiało do kobiety przechodzącej obok niej. – Czy chciałaby Pani kupić pudełko zapałek?
Ta spojrzała ze złością na dziewczynkę.
- Nie mam czasu, dziecko – odparła. – Śpieszę się.
Po tych słowach odwróciła się do niej plecami i odeszła z dumnie uniesioną głową.
Zasmucona szesnastolatka ruszyła przed siebie. Mimo wszystko, miała nadzieję. W końcu była Wigilia… Dzień pojednania.
Szła tak bez celu przed siebie, próbując lekceważyć ten siarczysty mróz opływający jej drobne ciało. W tym momencie marzyła tylko o ciepłym łóżku, gorącej herbacie… Ale czy można marzyć o czymś, czego nigdy się nie doznało? Natalia była właśnie w takiej sytuacji.
W oddali widziała dzieci bawiące się w śniegu. Były szczęśliwe tak, jak ona nigdy nie była. Chciałaby poczuć szczęście.
Poruszyła skostniałymi palcami pokonując zimno. Starała się zakryć ręce tym co miała na sobie. Niestety, bez skutku.
Podniosła głowę. Dostrzegła kogoś idącego na wprost niej. Był to średniego wzrostu chłopak, z kapturem na głowie.
Nigdy nie zaczepiała ludzi wyglądających na niebezpiecznych. Ale tym razem nie miała wyboru – myślała, że już nikogo dzisiaj nie spotka. Zaryzykowała.
- Przepraszam – zaczęła. – Nie chciałbyś kupić ode mnie zapałek?
Chłopak zatrzymał się i skierował wzrok na nią, a później przeniósł go na karton, który miała na ramieniu.
- Nie masz pieniędzy? – spytał, nie zważając na jej słowa.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową. On przeleciał wzrokiem po jej ciele odzianym w dziurawe łachmany.
- Zimno ci? – odezwał się znów. Ona nie odpowiedziała. – Chodź ze mną do domu, ogrzejesz się – zaproponował bez wahania.
Natychmiast zaprzeczyła ruchem głowy. Nie mogłaby. Gdyby jej ojciec się o tym dowiedział, skatowałby ją na śmierć. Znała go, był do tego zdolny. Poza tym, ona sama nie miała śmiałości iść do obcych ludzi.
- Nie, ja… - zająknęła się. – Ja… Nie mogę… Przepraszam…
Zrobiła krok w tył i odwróciła się z zamiarem odejścia. Zatrzymał ją jednak głos chłopaka.
- Zaczekaj! – Z wahaniem zwróciła głowę w jego stronę. Podszedł do niej i wyciągnął coś z kieszeni. – Proszę. Nie mam przy sobie więcej. – Podał jej pieniądze.
Dziewczyna spojrzała na nie, a później podsunęła w stronę swojego towarzysza pudełko z zapałkami.
- Zostaw je dla siebie – powiedział. – Ja ich nie potrzebuję.
Nieśmiało wyciągnęła rękę po drobne, które trzymał w ręce. Przejęła je od niego i uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Dziękuję – rzekła cicho. – Naprawdę dziękuję. Ktoś ci to wynagrodzi…
Chłopak odwzajemnił uśmiech.
Natalia odwróciła się i odeszła wolnym krokiem, potykając się w za dużych trzewikach i odmrażając sobie stopy, które dotykały lodowatego śniegu.

Na ulicach było pusto. Wszyscy świętowali Wigilię Bożego Narodzenia, siedząc w domach, przy stołach, przy kominach. Wszyscy byli szczęśliwi.
Tylko jedna dziewczynka chodziła po oświetlonym słabymi latarniami mieście. Trzęsąc się z zimna, ocierając ręką o rękę, aby rozgrzać się choć trochę. Nie dawało to wiele. Wciąż czuła to okropne zimno przeszywające jej drobne ciało na wskroś, i nic nie mogła na to zaradzić.
Chodziła po ulicach już dobre trzy godziny. Miała nadzieję, że jednak sprzeda choć jedno pudełko, że ktoś jej pomoże…
Była wdzięczna temu, który dał jej pieniądze. Dzięki niemu jej rodzina będzie mogła zjeść jutro śniadanie. To prawda – będzie się ono składać jedynie z chleba. Ale nawet chlebem można się najeść. To w końcu najlepszy dar od Boga.
Nie wiedziała już, co ma robić. Jej głowę zaprzątała jedna myśl. Sprzedać zapałki. Sama jednak wiedziała, że ludzie nie będą chcieli ich kupić. A sami od siebie nie pomogą. Ludzie tacy nie są.
Zrezygnowana postanowiła sama zawalczyć o to, co jest jej potrzebne. Ruszyła w stronę jednej z dzielnic domów jednorodzinnych, na które zawsze tak lubiła patrzeć. Często przechodziła obok nich i wyobrażała sobie, że to właśnie ona je zamieszkuje, że jest szczęśliwa.
Zapukała do kilku domów. W każdym zamknięto jej drzwi przed nosem. Nikt nie chciał nawet widzieć na swojej posesji biednej dziewczynki w dziurawych łachmanach przepuszczających tyle zimna. Oni nie wiedzieli, jak bardzo Natalia cierpiała. Nie wiedzieli, że ledwo znajdowała w sobie siłę, aby iść dalej przed siebie, aby nie upaść na lodowaty śnieg, i nie umrzeć z przemarznięcia…
Doszła do ostatniego domu, na tej ulicy. W tym dużym, dwupiętrowym budynku mieszkała cała jej nadzieja.
Wolnym krokiem weszła na teren podwórka. Przez tą przerażającą ciemność nie mogła praktycznie nic dostrzec. Jedyne światło padało ze stojącej na ulicy latarni.
Z wahaniem weszła po schodach. Zapukała do drzwi.
Nie czekała długo, bo po chwili one otworzyły się, i stanęła w nich mała dziewczynka.
- Czego pani szuka? – spytała ze swoją dziecięcą ufnością.
- Mogłabym porozmawiać z kimś dorosłym? – Natalia odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Takie małe dziecko nie powinno mieć do czynienia ze sprawami przeznaczonymi dla starszych. Ta dziewczynka jeszcze nie wiedziała, co tak naprawdę znaczy zobaczyć przed progiem swojego domu młodą żebraczkę.
- Miranda, tyle razy mówiłem ci, żebyś nie otwierała sama drzwi! – Usłyszała czyjś głos.
Zamarła, kiedy rozpoznała w nim głos chłopaka, którego wcześniej spotkała na ulicy, i który podarował jej kilka drobnych.
- Ja już pójdę… - zwróciła się do dziewczynki.
Odwróciła się, chcąc zejść, po schodach, lecz ktoś złapał ją za ramię.
- To ty? – Mimo woli spojrzała na tego, który ją trzymał.
- Ja już idę… - wydukała zawstydzona.
Co on sobie mógł o niej pomyśleć? Nie dość, że zaczepiła go na ulicy, to jeszcze przychodzi do jego domu? Ale nie wiedziała, że on tutaj mieszka. Gdyby ktoś jej o tym powiedział, na pewno by jej tutaj nie było.
- Gdzie chcesz iść? – spytał. – Wejdź do środka, będzie ci cieplej.
- Nie – zaprzeczyła. – Nie mogę…
- Cały ten czas jesteś na dworze? – Nie czekał na jej odpowiedź. – To aż trzy godziny, tam jest okropnie zimno, pada śnieg, a ty jesteś praktycznie nieubrana. Chodź, nalegam.
- Ja muszę już iść. – Próbowała się wyrwać. – Muszę jeszcze coś zarobić… Zrozum, moja rodzina nie ma co jeść.
- O tej porze nic nie dostaniesz – uświadomił jej. – Jest Wigilia, ludzie są w domach, na ulicy nie ma żywej duszy. Dziewczyno, zamarzniesz, jeśli będziesz tam choć trochę dłużej.
- Nie zamarznę, proszę cię, puść mnie – rzekła cicho, chcąc stąd jak najszybciej odejść. – Naprawdę muszę iść.
Chłopak westchnął.
- Idź do domu, jeśli nie chcesz wejść do mnie – powiedział. – Jest naprawdę zimno.
Nastolatka pokiwała potakująco głową. Jednak tak naprawdę wcale nie miała zamiaru wracać do domu. Nie mogła przekroczyć jego progu z praktycznie pustymi rękami.
Puścił jej ramię. Ona odwróciła się z zamiarem opuszczenia posesji.
- Powiesz mi przynajmniej jak masz na imię? – Do jej uszu dotarło pytanie.
Z wahaniem zwróciła głowę w jego stronę.
- Natalia – odparła niepewnie.
- Ja jestem Maxi. – Uśmiechnął się lekko. – Gdyby coś, to już wiesz gdzie mnie szukać.
Skinęła głową i odeszła. Wyszła przez bramkę na ulicę.
Maximiliano stał w progu drzwi jeszcze jakiś czas. Jego wzrok wędrował za bezbronną brunetką o kręconych włosach, idącą odważnie przed siebie pomimo niesamowitego mrozu. On by tak nie potrafił.
On nie potrafiłby niczego, co umiała ona.
Nie umiałby wytrzymać kilku dni bez jedzenia. On zawsze miał trzy posiłki dziennie. Zawsze był najedzony, nigdy nie narzekał.
Nie umiałby spędzić nocy na twardej leżance, słysząc szum wiatru wdzierającego się do domu przez dziurawy dach. Zawsze spał w wielkim, ciepłym łóżku, w zupełnej ciszy i spokoju.
Nie potrafiłby chodzić po ulicy z pudełkiem pełnym zapałek i błagać o to, by ktoś kupił chociaż jedno opakowanie.
Nie potrafiłby przetrwać takiego mrozu jak Natalia.
W porównaniu do niej był słabeuszem, który dostawał w życiu wszystko co chciał. Jednak nigdy nie chciał wiele. Choć jego rodzice byli właścicielami dobrze prosperującej firmy, to nigdy nie chciał prosić ich o niestworzone rzeczy. Był dobrym chłopakiem i chciał tylko tego, aby inni mieli choć w połowie tak dobrze jak on.

Natalia oparła się plecami o zimną ścianę jednej z kamienic i osunęła się na ziemię. Kiedy usiadła na śniegu, poczuła jeszcze większy chłód, jednak już nie zwracała na niego uwagi.
Zdjęła trzewiki z nóg, aby zobaczyć w jakim stanie są jej stopy. Założyła je jednak z powrotem, kiedy dostrzegła, że są one całe sine, zmarznięte…
Drobne ciało szesnastolatki trzęsło się z zimna. Z każdą minutą była coraz słabsza.
Skostniałą ręką sięgnęła do kartonu i wyjęła z niego pudełeczko. Z jego środka wydobyła jedną z zapałek. Z wahaniem odpaliła ją. Pojawił się ogień…
Widziała choinkę, a pod nią kilka, a może kilkanaście prezentów. Wszystkie starannie zapakowane, jakby tylko czekały na to, aż ktoś je otworzy. W pobliżu nie było nikogo.
Rozejrzała się wokół. Znajdowała się w przestronnym pokoju, urządzonym w starym stylu. Na ścianach wisiały drogocenne obrazy przedstawiające znane osobistości. Natalia, jako niewykształcona dziewczyna, nie wiedziała jednak, kim owe postaci są. Jednak teraz nie to zaprzątało jej umysł.
Na chwiejnych krokach podeszła do zielonego drzewka i kucnęła przy nim. Już, już wyciągała rękę po pudełko w czerwonym opakowaniu…
Zapałka zgasła.
Spadła na śnieg, znikając w jego wnętrzu. Zdumiona nastolatka nie wierzyła w to, co przed chwilą się stało. Miała nadzieję, że nie było to tylko jej wyobrażeniem.
Zapaliła drugą zapałkę.
Przed nią pojawił się bogato zastawiony stół. Stały na nim takie potrawy, których Naty nie widziała w życiu na oczy. O niektórych słyszała – o innych nie miała bladego pojęcia.
Stanęła w miejscu wpatrując się w ten wspaniały widok. Ktoś powiedziałby, że to głupie – to dla niego codzienność.
Ale nie dla Naty. Dla niej to było jak spełnienie jej marzeń. Nawet to, że może oglądać takie niesamowite rzeczy były dla niej cudownym przeżyciem, oderwaniem od tej szarej rzeczywistości, w której uczestniczyła każdego dnia.
Powoli zbliżyła się do stołu. Odsunęła krzesło. Niepewnie usiadła na nim. Sięgnęła ręką po sztućce…
Płomień zgasł, odcinając tym samym jedyne źródło ciepła. Minimalnie rozgrzane dłonie Natalii sięgnęły po trzecią zapałkę. Przysięgła sobie, że to już ostatnia…
Odpaliła ją.
Nic.
Jednak płomień się pojawił. Dziewczynka rozglądnęła się wokół siebie. Nic się nie zmieniło. Ulice nadal puste, wiatr nadal tak porywisty, a mróz nadal siarczysty.
- Natalko – usłyszała czyjś głos.
Rozejrzała się wokół, chcąc zlokalizować źródło jego dochodzenia. Przestraszyła się.
- Tutaj jestem, Natalko.
Odwróciła się w prawo. Wytężyła swój uważny wzrok. Zdołała zauważyć przed sobą postać unoszącą się w powietrzu. Przerażona przesunęła się do tyłu, przez co śnieg okrył jej zaczerwienione z zimna nogi.
- Nie pamiętasz mnie, wnusiu? – spytała kobieta.
Nata zastanowiła się.
Zjawa miała długie, siwe włosy, błękitne oczy i lekki uśmiech na twarzy. Ubrana była w długą, brązową sukienkę.
- Babcia… - wyszeptała niepewnie dziewczynka.
- Tak, wnusiu. Twoja babcia – potwierdziła kobieta.
- Babciu, przecież ty… - zająknęła się szesnastolatka. – Przecież…
- Posłuchaj mnie wnusiu – przerwała jej. – Posłuchaj mnie uważnie. Proszę cię, wróć do domu. Zamarzniesz tutaj, dziecinko.
- Nie mogę wrócić – zaprzeczyła Naty. – Nie mogę wrócić z pustymi rękami.
- Więc co chcesz zrobić?
- Nie… - zatrzymała się. – Babciu, zabierz mnie ze sobą. Zabierz mnie tam, do góry.
- Natalko, to jeszcze nie twoja pora – kobieta zaprotestowała. – Jesteś jeszcze zbyt młoda.
- Ale babciu, ja nie mam po co żyć. – Zerwała się na nogi. Nie zważała już na zimno. – Nie mam dla kogo.
Staruszka uśmiechnęła się podejrzliwie.
- A jesteś pewna? – spytała.
Natalia zdziwiła się. O czym mówiła jej babcia.
Zamknęła oczy. Otworzyła je dopiero po kilkunastu sekundach. Jednak już nikogo nie zauważyła.
- Babciu… - rzekła cicho. – Babciu! – Podniosła głos. – Gdzie jesteś, babciu? Nie zostawiaj mnie! Proszę cię, zabierz mnie ze sobą! Nie chcę żyć babciu! Wróć do mnie! Proszę…
Po jej zmarzniętych policzkach popłynęły łzy.
Upadła na śnieg. Jej dziurawe łachmany już nic nie dawało. Za duże trzewiki spadły z drobnych stóp, z głowy zsunęła się porwana chusta, która przykrywała jej brudne, nieświeże włosy.
Nie mogła już poruszyć żadną częścią ciała. Wszystko zesztywniało z tego potwornego zimna. Natalia myślała, że to już koniec… Myślała, że jej babcia rozmyśliła się, i jednak po nią wróciła…
Poczuła, jak ktoś przykrywa czymś jej nogi i unosi jej ciężką głowę do góry. Podniosła powieki. Zobaczyła nad sobą twarz Tego chłopaka..
- Pamiętasz, co powiedziałaś mi przy naszym pierwszym spotkaniu? – spytał na wstępie.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową. Nie była nawet zdziwiona tak nagłym pojawieniem się tutaj Maxiego.
- Powiedziałaś, że ktoś mi to wynagrodzi – rzekł. – Już dostałem nagrodę. Bóg zesłał dla mnie na Ziemię wyjątkowego Anioła. Najcudowniejszego.
Od razu zrozumiała, że mówi o niej. Patrzył przecież w jej oczy z taką troską…
Wziął ją na ręce i stanął na nogi.
- A ten Anioł już nigdy ode mnie nie odleci – dokończył. – Nie pozwolę na to. Dam mu wszystko co najlepsze.
Odeszli.
Dziewczynka rzuciła ostatnie spojrzenie na zapałki rozrzucone po śniegu.
W dali dostrzegła kogoś machającego do niej. Swoją babcię.
Ta pomachała jej swoją bladą ręką, a później odfrunęła do góry. W tym momencie na ciemnoniebieskim niebie zabłysła pierwsza gwiazda…


Hej :)
Dodaję dzisiaj Świątecznego OP o Naxi :)
Tak szczerze? Jestem z niego zadowolona. Jak nigdy. Chciałam tak nawiązać do baśni "Dziewczynka z zapałkami" - co widać po tytule - która była moją ulubioną w dzieciństwie. Zresztą nadal uwielbiam ją czytać :)
Dobra, słuchajcie...
W Wigilię jechałam do brata. Zajeżdżamy pod jego dom, ja sobie wysiadam, z laptopem pod pachą... A tutaj jego syn do mnie: 'A po co ci laptop, jak tutaj nie ma Internetu?' a ja 'No co ty gadasz, jak nie ma?' a on 'No nie ma". No myślałam, że nie wytrzymam.
I tak przez całe święta gadałam do wszystkich: 'Dajcie mi WIFI!'. Ale mi nie dali. Dopiero przed chwilą przyjechałam do siostry i w końcu mam neta :) Radujcie się niebiosa!
Przepraszam was, że nie dodałam go we wtorek, ale sami rozumiecie :( Dodaję za to dzisiaj, mam więc nadzieję, że mi wybaczycie :)
Lecę nadrobić kilka blogów, na których pojawiły się nowe rozdziały i OP xD
Chciałam wam jeszcze złożyć spóźnione życzenia.
W Święta Bożego Narodzenia życzę wam wszystkiego co najlepsze. Życzę szczęścia, pomyślności. Życzę, by wszystko układało się po waszej myśli, by nic, ani nikt nie był przeciwko was.
Wszystkim blogerkom życzę sukcesów w dalszym pisaniu, w prowadzeniu bloga. Życzę weny, pomysłów i inspiracji na dalsze rozdziały czy One Party.
Życzenia takie krótkie, ale nie mam weny xD
Pod spodem możecie znaleźć pierwszą część OP o Marcesce. Jestem zaskoczona tyloma pozytywnymi komentarzami, na które muszę zresztą zaraz odpowiedzieć xD I dziękuję za kolejnych obserwatorów <3333
Kolejna część w niedzielę xD
Kocham was wszystkich <3333 Dziękuję za wszystko i całuję gorąco :*******