Poczułem wibracje telefonu w kieszeni. Wyciągnąłem go i
spojrzałem na wyświetlacz.
Od: 0054 5832 275196
20/06/2014 00:12
Miałam napisać, więc piszę ;) Przepraszam za porę.
Uśmiechnąłem się. Czyli jednak dobrze zrobiłem, zostawiając jej
swój numer.
Te prawie pięć godzin były chyba najlepszym okresem czasu od paru
tygodni. Poznałem Ludmiłę dokładniej. Nie mogłem tylko
zrozumieć, dlaczego ona wciąż przepraszała mnie za tą wylaną
kawę. Przecież nic się nie stało. Cóż, to świadczyło tylko o
jej dobrym wychowaniu.
Do: 0054 5832 275196
20/06/2014 00:14
Nie spodziewałem się, że napiszesz tak szybko :) A jeśli
chodzi o porę, to nic się nie stało. Chodzę spać o wiele później
:) Ale czy ty nie powinnaś już leżeć w łóżku?
Zaśmiałem się. Troszczyłem się o obcą kobietę. Czy to nie
trochę dziwne? Ale ja cały byłem dziwny. Tak mi mówili. Nie wiem
czy było to prawdą, ale ja się czułem z tym dobrze.
Zapisałem numer Ludmiły w książce telefonicznej, jednocześnie
ściszając dudniący telewizor.
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:17
Nie lubię chodzić spać tak wcześnie. Poza tym, po powrocie do
domu miałam jeszcze parę rzeczy do roboty ;)
Ten emotikon puszczający oczko był widocznie jej znakiem
rozpoznawczym. Zaśmiałem się, na samą moją głupią myśl i
szybko wystukałem na klawiaturze odpowiedź.
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:18
Jakie to parę rzeczy, mogę wiedzieć?
Wysłałem. Położyłem się na sofie i przykryłem jakimś kocem,
który znalazłem na ziemi. Spojrzałem na salon, przeklinając w
duchu samego siebie. Cóż, wzorem do naśladowania to ja nie byłem.
Ale co ja poradzę, że nie umiałem utrzymać miotły w ręce? Poza
tym, nie umiałem niczego znaleźć, jeśli wszystko było tak bardzo
uporządkowane. Tylko w bałaganie czułem się sobą.
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:22
Moja kotka się gdzieś zgubiła. Szukałam jej po całym domu,
okazało się, że jest w szafce z butami. Później musiałam ją
nakarmić. Trochę się rozgardiasz zrobił ;)
Ach, i znowu ta kotka. Swoją drogą, trochę dziwna była ta nasza
rozmowa o kotach i o alergiach. Coś w głowie podpowiadało mi, że
Ludmiła kłamała. Nie wiedziałem tylko dlaczego.
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:24
Rozumiem, czasami ciężko pomyśleć jak kot. Jak twój ma na
imię?
Wstałem z sofy i poszedłem do kuchni. Nalałem herbaty do kubka i
upiłem łyka, jednocześnie przypominając sobie twarz Ludmiły. Te
idealne rysy twarzy, duże oczy, wspaniałe usta... No i te piękne
włosy, które co chwila poprawiała. To była ide... zwykła
dziewczyna, do cholery!
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:25
Editta, pierwsze imię jakie wpadło mi do głowy ;)
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:26
Krótkie, proste i łatwe do zapamiętania :)
A później? Później długo nie odpisywała. Co chwila spoglądałem
na telefon sprawdzając, czy aby na pewno nic nie przyszło. Nawet go
wyłączyłem i włączyłem z nadzieją, że to tylko on nawala,
wiadomości jednak nadal nie było.
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:39
Przepraszam, że nie odpisywałam. Miałam małe zamieszanie w
domu.
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:40
Zamieszanie o godzinie za dwadzieścia pierwsza w nocy? :)
Nie rozumiem jak o tej porze można robić coś innego od leżenia
przed telewizorem.
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:43
Tak, wiesz, znajomi u mnie nocują. Z moją przyjaciółką nie
jest najlepiej, niedawno zginęli jej rodzice. Często miewa jakieś
koszmary. Wiesz, że jest Włoszką, jak ty?
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:45
Możesz jej przekazać, że zawsze mogę z nią porozmawiać po
Włosku :) Rozmowa w swoim języku jest zawsze łatwiejsza. Mam
nadzieję, że już się uspokoiła :)
Cóż, rzeczywiście chętnie bym z kimś porozmawiał po Włosku.
Tak dawno nie używałem swojego języka... No, tęskniłem za tym.
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:48
Na pewno przekażę ;) Tak, już jest lepiej, jej narzeczony przy
niej jest. Bardzo jej pomaga. A czy tobie nie chce się przypadkiem
spać? :D
Zaśmiałem się. Telepatia. Rzeczywiście, powieki powoli mi się
już zamykały.
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:50
Masz rację, zbliża się moja pora :) Ale korzystając z okazji
chciałbym cię co coś spytać. Dałabyś się namówić na kolejne
spotkanie?
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:52
Oczywiście, z chęcią ;) Ale kiedy i gdzie? Jutro odpada, muszę
załatwić parę rzeczy, sam rozumiesz ;)
Do: Ludmiła
20/06/2014 00:54
Nie ma sprawy, to może pojutrze? A jak dokładnie, to jeszcze
jutro się dogadamy :)
Od: Ludmiła
20/06/2014 00:57
Pojutrze jestem wolna :D Mi pasuje ;) Ale teraz lecę już spać,
dobranoc Federico :*
Do: Ludmiła 20/06/2014 00:59
Dobranoc Ludmiło :*
Wziąłem do ręki kubek i ruszyłem z powrotem do salonu. Rzuciłem
telefon na fotel, a sam położyłem się na kanapę, chwytając do
ręki pilot. Zacząłem skakać po wszystkich kanałach szukając
czegoś ciekawego, jednak o pierwszej w nocy trudno było coś
takiego znaleźć; wszystkie filmy już się kończyły, większość
programów spała, z zamiarem obudzenia się dopiero o szóstej rano.
Cieszyłem się jak dziecko z kolejnego spotkania z Ludmiłą. Miałem
ochotę śpiewać We are the champions, choć bardziej do tej
sytuacji pasowałoby I am the champion. Zachowywałem się jak
głupi nastolatek, ale nie mogłem nic na to poradzić.
Czułem wielką sympatię do rej uroczej blondynki z którą
spędziłem wczoraj tak wspaniałe chwile w tej małej kawiarence pod
starą kamienicą.
I miałem nadzieję, że nasze kolejne spotkanie będzie równie
udane.
- I co, jak się dzisiaj czujesz? - Spojrzałam na nią.
Spojrzała na mnie z politowaniem.
- Jak mam się czuć? Zaraz pójdę na łąkę i pozrywam kolorowe
kwiatki, zaniosę je Marco. Pójdziesz ze mną?
- Po prostu spytałam.
Schyliłam się i wzięłam moją córkę na ręce. Mimo swoich
jedenastu lat wcale nie była ciężka. Choć nie była też lekka.
Ale dawałam radę.
Zamknęłam drzwi wyjściowe.
- Przepraszam - mruknęła po chwili. - Nie mam humoru.
Zeszłyśmy po schodkach na dół. Stanęłyśmy na chodniku i
ruszyłyśmy w stronę furtki.
- Zdążyłam to zauważyć z samego rana, jak nawrzeszczałaś na
mnie i na Marco, że nie zwracamy na ciebie uwagi.
Katina spojrzała na mnie tymi swoimi wielkimi oczami.
- Postaw mnie - poprosiła krótko.
Uśmiechnęłam się do niej i odstawiłam ją na ziemię. Pierwsze
słowa, które dzisiaj wypowiedziała.
- Przepraszam - powtórzyła Francesca. - No co mogę więcej
powiedzieć? Przecież wiem, że źle zrobiłam.
- To bardzo dobrze, że wiesz.
Przed bramą czekał już na nas Marco. Włoszka podeszła do niego
ze zwieszoną głową. Spojrzał na nią uważnie.
Wiedziałam, że ją kochał, ale on również powoli miał dość
tych jej humorów. Wiedział, że jest jej ciężko, ale czasami
przesadzała. Wymyślała sobie niestworzone rzeczy.
Mimo wszystko objął ją ramieniem. Nie spojrzała na niego.
- Pójdziemy najpierw do tego supermarketu, bo mam już pustą
lodówkę - odezwałam się. - A później się zobaczy. Idziemy?
- Wy idźcie, ja lepiej zostanę w domu - odparła Francesca. - Nie
mam ochoty na zakupy.
- Idziesz z nami, nie wygłupiaj się. - Marco chwycił ją za rękę.
- Nie, nie chcę - zaprotestowała. - Spać mi się chce.
- Od spania to jest noc. - Spojrzał na nią. - Idziesz z nami do
sklepu, i nie dyskutuj.
Westchnęła cicho i wbiła wzrok w swoje nogi. Później przeniosła
go na Katinę.
- Chodź słoneczko ze mną. - Wyciągnęła do niej rękę i
uśmiechnęła się.
Moja córka ścisnęła moją dłoń.
- Idę z mamą - powiedziała. - Nie lubię cię.
Widziałam ból, który w jednym momencie wymalował się na twarzy
Fran. Choć wiedziała, że to zapewne kolejne grymasy Katiny,
zrobiło jej się przykro. Założyła ręce na piersi i zwiesiła
głowę.
- Kochanie, nie przejmuj się nią. - Marco uniósł jej podbródek
do góry. - Sama wiesz, jak jest.
- Nawet ona nie chce, żebym z wami szła. - Wzruszyła ramionami. -
Psuję atmosferę. Idźcie sami. Przecież nic mi się nie stanie.
- Nie - uciął jej narzeczony. - Idziesz z nami. I koniec tematu.
Przygryzła wargę i pokiwała głową. Mój przyjaciel rzucił mi
porozumiewawcze spojrzenie, po czym ponownie objął ją ramieniem.
Ruszyliśmy do sklepu.
- Podoba ci się chociaż ta sukienka?
Uśmiechnęła się i spojrzała na niego.
- Tak, jest piękna, dziękuję. - Pocałowała go w policzek.
Marco odetchnął z ulgą. - To dobrze. Już się bałem, że coś
będzie nie tak.
Czy ktokolwiek zna inny sposób na poprawienie kobiecie humoru, niż
podarowanie jej czegoś do ubrania? Marco widocznie nie znał,
dlatego kupił Francesce niebieską sukienkę. Ale dobrze, że byłam
wtedy przy nim, bo mało brakowało, a poszedłby do kasy z jakimś
brązowym workiem na kartofle. Co jak co, ale gustu to on nie ma
żadnego.
- Trochę mniej słodkości proszę, co? - zaśmiałam się.
Włoszka prychnęła.
- Zajmij się Katiną. - Uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech. - Gdzie idziemy?
Moja przyjaciółka ziewnęła szeroko.
- Chce mi się spać, mówiłam wam - powiedziała. - Chcę iść do
domu. Marco - Spojrzała na niego błagalnie.
Dotknął dłonią jej policzka.
- Jak tylko obiecasz mi, że zaśniesz i nie będziesz się budzić
przez koszmary - powiedział.
Francesca przygryzła wargę.
- Nie mogę ci tego obiecać.
Odgarnęła włosy z twarzy i przytuliła się do niego. Pocałował
ją w czubek głowy. Uśmiechnęłam się widząc ich szczęście i
to, jak się kochają.
- Mama, do domu? - Usłyszałam głos mojej córki.
Spojrzałam na nią.
- Chcesz iść do domu? - Pokiwała głową. - Ciocia też chce iść.
- Przeniosłam wzrok na moich przyjaciół. - To idziemy, co?
Francesca pokiwała głową i oderwała się od swojego narzeczonego.
Chwyciłam wygodniej rękę Katiny i poprawiłam jej włosy.
Uśmiechnęłam się do niej.
Ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Chłodne powietrze tak przyjemnie owiewało moją twarz, dając mi
wspaniałe orzeźwienie. Mogłabym spacerować tak całe dnie, całe
noce i podziwiać uroki pięknego Buenos Aires, w którym mieszkałam
od dziecka. Nigdy nie zamieniłabym tego miejsca na inne. To w tym
mieście wszystko się zaczęło, i tutaj miało się również
skończyć.
W tym momencie moje oczy dostrzegły wysokiego, przystojnego
mężczyznę zmierzającego w naszą stronę. Serce zaczęło mi
mocniej bić kiedy zorientowałam się, że to Federico we własnej
osobie. Przeniosłam spanikowany wzrok na swoich przyjaciół.
- To Federico - wypaliłam szybko. - Musicie mu pomóc. Powiecie mu,
że Katina to wasze dziecko, dobra? Powiedzcie mu tak.
Marco i Francesca spojrzeli na mnie zdezorientowani.
- Nasze dziecko? - powtórzyła Włoszka. - Dlaczego?
- On nie wie, że mam córkę, błagam was. - Podałam rękę Katiny
Marco. - Po prostu tak powiedzcie.
- Ludmiła, zachowujesz się bardzo...
- Nie pouczaj mnie teraz - przerwałam mu. - Proszę was tylko o
jedno, tak? Możecie to chyba zrobić.
Francesca zgromiła mnie wzrokiem.
A on był coraz bliżej.
W końcu nas zauważył. Uśmiechnął się i przyśpieszył kroku.
Po chwili stał tuż przede mną.
- Ludmiła. - Posłał mi czarujący uśmiech numer jeden. - Nie
spodziewałem się, że cię dzisiaj spotkam.
Odwzajemniłam uśmiech. - Tak, ja też się nie spodziewałam. -
Federico, poznaj moich przyjaciół.
Chłopak przeniósł na nich wzrok.
- Jestem Marco. - Meksykanin wyciągnął do niego rękę.
Federico uścisnął ją.
- A ja Francesca - przedstawiła się moja przyjaciółka.
- Ty pewnie jesteś tą Włoszką, o której wspomniała Ludmiła,
tak? - spytał.
Posłała mi rozbawione spojrzenie.
- Cóż, chyba nie zna innej Włoszki - zaśmiała się.
Wzrok Federico powędrował na dziewczynkę stojącą zaraz obok
Marco. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. O ile w ogóle było to
możliwe.
- O, a to co za księżniczka? - kucnął obok niej.
Katina schowała się za moim przyjacielem. On spojrzał na mnie z
wyrzutem.
Ciekawe jak Fede zareagowałby, gdybym mu powiedziała, że to moja -
w dodatku chora - córka...
- To Katina - odezwała się Francesca. - Nasza... nasza córka.
Ścisnęła mocniej rękę Marco.
- Jakie ładne imię - stwierdził chłopak. - No i śliczna
dziewczynka.
Stanął na nogi.
- Pójdziemy z małą na plac zabaw - odezwał się Marco - a wy
sobie porozmawiajcie.
Wziął moją córkę na ręce i całą trójką oddalili się w
przeciwnym kierunku.
Federico spojrzał na mnie. - Nasze jutrzejsze spotkanie nadal
aktualne, tak?
Uśmiechnęłam się. - Oczywiście. O której? I gdzie?
- A jak ci pasuje? - spytał. - Jutro mam wolny cały dzień.
Podrapałam się po głowie.
Ja również miałam jutro cały dzień wolny, ale przecież mu tego
nie powiem. Sama nie wiem dlaczego.
- Jakoś po południu - zaproponowałam. - O piętnastej?
- A może czternasta trzydzieści? - rzekł.
Pokiwałam entuzjastycznie głową. Federico zaśmiał się.
- Fajna ta mała - stwierdził po chwili, a mi serce zabiło mocniej.
- Udała im się córeczka, nie ma co. Pewnie daje im się nieźle we
znaki, nie? Wa takim wieku.
Przygryzłam wargę i podrapałam się po głowie.
- Nie - zaprzeczyłam. - Katina jest... inna.
Zmarszczył brwi. - Inna?
- Tak. Nie jest taka jak inne dzieci. - Poprawiłam torebkę. - Jest
wyjątkowa.
- W jakim sensie? - zaciekawił się.
Westchnęłam lekko. - Cierpi na coś w rodzaju autyzmu. Ale to nie
jest autyzm, tylko coś bardzo podobnego. Jednak lekarze nie wiedzą
co. Nikt nie wie.
Skinął ze zrozumieniem głową. - Rozumiem. Przykro mi. To co,
jutro, tak?
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Spotkamy się tam gdzie wczoraj?
I mijały kolejne dni, tygodnie, miesiące. Marco i Francesca
świetnie sprawdzili się w roli rzekomych rodziców. Na początku
narzekali, a później przywykli. Jednak ja miałam coraz większe
wyrzuty sumienia.
Dlaczego? Bo między mną a Federico zaczęła tworzyć się jakaś
gruba nić o wdzięcznej nazwie, a Katina potrzebowała kogoś, kto
ją zrozumie. Było mi wstyd, że robiłam takie coś. Co z tego, że
moja córka tego nie rozumiała? Co z tego, skoro sumienie nie
pozwalało mi spokojnie funkcjonować? Przecież kochałam ją
najbardziej na świecie, nie powinnam tego robić, ale nie widziałam
innego wyjścia.
Bo najpierw się bałam, że Federico jej nie zaakceptuje, że nie
będzie chciał się nią opiekować. Ale później, kiedy coraz
bardziej się z nim rozumiałam, kiedy zaczynałam coś do niego czuć
to przekonywałam się, że nie byłoby tak. Ten młody Włoch
zrobiłby wszystko, żeby innym było jak najlepiej. I nie raz mówił,
jak bardzo szkoda mu Katiny. Ale teraz było już za późno na
jakiekolwiek wyznania. Sprawy zabrnęły za daleko. I wiedziałam, że
w najbliższej przyszłości przyjdzie mi ponieść konsekwencje
mojego nieodpowiedzialnego zachowania.
- Ludmiła, musimy porozmawiać. - Do kuchni weszła Francesca. - To
się musi skończyć. Nie możesz go cały czas okłamywać.
Spojrzałam na nią uważnie.
- Nie odpowiada ci rola niańki, co?
Założyła ręce na piersi i oparła się o ścianę.
- Przestań, dobrze wiesz, że nie chodzi o to - zaprzeczyła. -
Widzę co dzieje się między tobą a Federico. I nie możesz
powiedzieć, że nic do niego nie czujesz. On również. Pomyśl jak
będzie się czuł, gdy dowie się, że Katina jest tak naprawdę
twoją córką, a nie moją i Marco?
- Francesca, właśnie w tym rzecz. Już jest za późno na to, żebym
powiedziała mu prawdę. On tego nie zrozumie. Dobrze jest tak jak
jest. I na razie nie muszę niczego zmieniać.
Włoszka zaśmiała się ironicznie. - Czy ty w ogóle siebie
słyszysz? - zapytała. - Nie musisz niczego zmieniać? Zastanów się
nad swoimi słowami! Krzywdzisz siebie, Katinę i przy okazji
Federico! A na prawdę nigdy nie jest za późno. Uwierz mi, wiem to
z doświadczenia.
Zdenerwowałam się.
Chyba nie będzie mi dyktować co mam robić. Między mną a Federico
powstało coś pięknego, coś magicznego. I choć nie chciałam się
przyznać przed samą sobą, że to prawda, to po prostu się w nim
zakochałam. A teraz nie mogę tego stracić przez jedno, głupie
kłamstwo.
- Tylko, że ty i twoi rodzice to była zupełnie inna historia! -
wybuchnęłam. - Straciłaś ich przez dużo większe, dużo gorsze
kłamstwo! I to tylko i wyłącznie z twojej winy! Nie patrzyłaś na
innych, tylko na siebie! A ja to robię dla nas, dla nich, rozumiesz?
Przez chwilę patrzyła na mnie zdrętwiała. Twarz jej stężała,
jakby usłyszała właśnie najgorszą rzecz jaką mogła. Oczywiście
to co powiedziałam nie było prawdą.
W tym samym momencie do kuchni wszedł Marco. Posłał mi wrogie
spojrzenie.
- To był cios poniżej pasa. - Cichy, pełen bólu głos Fran dotarł
do moich uszu.
Odwróciła się, wyminęła swojego narzeczonego i wyszła z kuchni.
- Następnym razem się hamuj - warknął Marco i wyszedł za nią.
Oparłam głowę na ręce.
Byłam beznadziejna. Raniłam wszystkich, którym na mnie zależało.
Nie potrafiłam docenić ich starań. A teraz wywołałam łzy na
twarzy mojej najlepszej przyjaciółki.
Byłam do niczego.
- Teraz pójdziemy do domu, tak? - Poprawiłam jej kapelusz. - Zjemy
obiad i pójdziemy na plac zabaw. Może być?
Moja córka pokiwała energicznie głową i wyrwała rękę z mojego
uścisku.
- Tylko nie odbiegaj daleko! - zawołałam za nią.
Uśmiechnęłam się.
Cieszyłam się, bo Francesca wybaczyła mi ten wybuch sprzed kilku
dni. Może nie było między nami jak dawniej, ale niewiele
brakowało. Marco chyba bardziej się na mnie zdenerwował. Ale z nim
też już rozmawiałam.
- Katina! - krzyknęłam. - Katina, stój!
Odwróciła się w moją stronę i w tym samym momencie potknęła
się o korzeń wystający z ziemi. Poleciała do przodu i upadła
prosto na kolana. Po chwili usłyszałam jej głośny płacz.
Od razu ruszyłam biegiem w jej stronę. Bałam się. Może nie tyle
o to, jak bardzo się poobijała, ale o to, jak będzie się czuła.
Była w końcu inna i wszystkie wypadki odbierała inaczej. Nie
wiedziałam czego mam się spodziewać.
Klęknęłam na ziemi obok niej i wzięłam ją na ręce.
- Spokojnie córeczko. - Zaczęłam głaskać ją po głowie. - Nic
się nie stało, kochanie. Już wszystko dobrze, nie płacz.
Zacisnęła drobne dłonie na moim ramieniu.
- Mama... mama... - łkała cicho. - Mama, boli... mama...
- Mama?
Odwróciłam się gwałtownie za siebie.
Przede mną stał on we własnej osobie. Stał i patrzył na mnie. W
jego wzorku widziała zdezorientowanie, niepewność, ale i
niepewność i złość.
Stanęłam na nogi, ciągle z Katiną na rękach.
- Federico... - zaczęłam. - Federico, to nie tak jak...
- To nie tak jak myślę? - przerwał mi. - A jak?
Przygryzłam wargę. - Ja ci to wszystko wyjaśnię - obiecałam.
Spojrzał uważnie najpierw na mnie, a później na dziewczynkę,
którą trzymałam w ramionach.
- Dlaczego ona nazwała cię mamą? - spytał. - Czyja to córka?
Posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Naprawdę, wszystko ci wytłumaczę...
- Czyja to córka? - powtórzył. - Francesci i Marco? To ich
dziecko?
Jedną ręką podrapałam się po głowie.
Wiedziałam, że prędzej czy później to wszystko się wyda.
Kłamstwo ma podobno krótkie nogi. Nie można nikogo oszukiwać w
nieskończoność. Nie Jego.
- Nie. To... to moja córka - wyznałam w końcu.
Patrzył na mnie przez chwilę. Jakby nie wiedział co powiedzieć.
Zdrętwiał, zamarł?, i nie mógł wydusić z siebie słowa.
- Okłamywałaś mnie. - To nie było pytanie, ale stwierdzenie. -
Przez tyle miesięcy?
- Przepraszam, to nie miało być tak...
- A jak? - Podniósł głos. - Zamierzałaś mi kiedykolwiek
powiedzieć, że masz dziecko? Czy chciałaś to ciągnąć już do
końca?
Nie odpowiedziałam. Przytuliłam Katinę mocniej do siebie jakby
licząc, że ona mnie uchroni, choć to ja powinnam chronić ją.
- Wiesz co? Myślałem, że jesteś inna. Nawet zacząłem ci ufać.
Te słowa tak strasznie mnie bolały, on nawet nie wiedział jak
bardzo. Ale sama sobie na to zasłużyłam.
- Przepraszam.
Zaśmiał się ponuro. - A czy to teraz coś zmieni?
I odszedł. Tak po prostu. Zostawił mnie na środku chodnika, ze
złamanym sercem i policzkami mokrymi od łez, które niezauważalnie
wypłynęły z moich oczu.
Dopiero teraz tak naprawdę zaczęłam żałować. Nie słuchałam
innych, kiedy dobrze mi radzili, kiedy mówili, żebym się
przyznała. A teraz? Teraz zostałam z niczym.
Wpatrywałam się ponuro w obraz za oknem. Nie interesowałam się ty
co dzieje się wokół mnie. Moją głowę zaprzątały tylko myśli
o jednej osobie. O Federico.
Ktoś postawił na stole kubek z parującym napojem. Obok mnie usiadł
Leon.
- I co? - odezwał się. - Warto było kłamać?
Spojrzałam na niego załzawionymi oczami. - Co mam ci powiedzieć?
Nie, nie warto. Ale czasu nie cofnę.
Skinął powoli głową.
- Masz rację, nie cofniesz - potwierdził. - Ale zamiast tak
siedzieć i się nad sobą użalać, powinnaś coś zrobić.
Stanął na nogi i chwycił mnie za rękę. Pociągnął mnie do góry
tak, że aż się zachwiałam. Chwycił mnie za ramiona i zaprowadził
na przedpokój.
- Leon, odbiło ci? - spytałam, kiedy stanęliśmy przed lustrem.
Chwycił mnie za rękę.
- Powiedz mi, kogo widzisz?
- Leon, nie baw się w żadne gry psychologiczne, przecież to i tak
nic nie da...
- Po prostu powiedz, kogo widzisz w lustrze.
Westchnęłam cicho. - Siebie? - Wzruszyłam ramionami.
- Tak - potwierdził. - Dziewczynę, która samotnie wychowuje córkę.
Chorą córkę. I która się nie załamała pomimo tylu
przeciwności. Pozwolisz teraz, żeby osoba, która jako jedna z
niewielu cię zrozumiała i zaakceptowała Katinę odeszła?
Oparłam głowę o jego ramię. - On już odszedł.
Zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie - powiedział. - On na pewno jeszcze myśli. A jeśli kocha, to
poczeka.
Spojrzałam na niego.
- A ja kocham?
- Na to pytanie już musisz odpowiedzieć sobie sama.
Obiecał, że przyjdzie. Ale nie wiedziałam, czy dotrzyma słowa.
Chciałam z nim porozmawiać. I to tak szczerze, już bez żadnych
kłamstw. Miał prawo wszystko wiedzieć.
Drzwi kawiarenki - tej samej, w którym spotkaliśmy się pierwszy
raz - otworzyły się i stanął w nich on. Rozejrzał się chwile po
wnętrzu, a kiedy jego wzrok padł na mój stolik, ruszył w moją
stronę.
- Cześć - mruknął siadając na krześle. - Przejdź od razu do
konkretów, jeśli możesz.
Oparłam się o blat. - Federico... przepraszam. To nie miało być
tak. Naprawdę, ja nie chciałam, żeby to się tak skończyło, ja
chciałam...
- To lepiej było mnie okłamywać, tak? - przerwał mi. - Wmawiać
mi, że to dziecko twoich przyjaciół? Tu już nie chodzi o mnie,
ale o twoją córkę, ona na to nie zasługuje.
- Fede, ty nie rozumiesz... wyjaśnię ci wszystko, ale mi nie
przerywaj, dobrze?
Skinął nieznacznie głową.
- Ja postąpiłabym inaczej - zaczęłam - gdybym wiedziała jak to
się potoczy. Federico, ja kiedyś się zakochałam, wiesz? Pierwszy
raz w życiu. I od razu przedstawiłam mu Katinę, bo ona jest dla
mnie najważniejsza. Wiesz co on zrobił? Uciekł. Uciekł jak
tchórz. A moja córka cierpiała, nawet nie wiesz jak bardzo.
Polubiła go, a on tak po prostu odszedł bez żadnego słowa. Nie
wiedziała co się dzieje. Federico, ona nie jest jak inne dzieci,
ona zupełnie inaczej wszystko odczuwa, odbiera inne bodźce,
wszystko. Poza tym... bałam się. Bałam się, że ty również mnie
zostawisz, że nie będziesz chciał brać na siebie takiego
obowiązku jakim jest opieka nad Katiną. Ona ma jedenaście lat, a
myśli jak pięciolatka, a nawet gorzej. Wychowywanie jej wcale nie
jest takie proste jakby się mogło wydawać. - W dalszym ciągu na
mnie patrzył, tym razem jednak zobaczyłam w jego oczach coś na
kształt zrozumienia. - Federico... możesz mnie uznać za głupią,
ale... ja... czuję coś do ciebie. Czuję do ciebie coś więcej.
Wiesz co? Zakochałam się w tobie. Zakochałam się jak głupia
nastolatka. Przed oczami mam cały czas twoją twarz, słyszę twój
głos, twój śmiech, Federico, śnisz mi się! Ja wiem, że jestem
nienormalna, ja...
A później zdrętwiałam. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazł się
tak blisko mnie, a jego usta złączyły się z moimi. Smakowałam
jego warg, czułam je, było tak dobrze... I nie przejmowałam się
nawet ludźmi wokół, bo dla mnie liczył się tylko on...
Oderwał się ode mnie i spojrzał głęboko w moje oczy.
- To znaczy, że mi wybaczasz? - spytałam cicho.
Uśmiechnął się. Dotknął dłonią mojego policzka.
- Wybaczam.
Patrzyłam rozbawiona na moją córkę i Federico. Nie mogłam
powstrzymać uśmiechu kiedy patrzyłam, jak dobrze się razem bawią.
- Dawaj mała! - zawołał mój przystojny Włoch. - Rzucaj piłkę!
Po chwili kolorowy balon wyleciał w górę. Federico rzucił się,
aby go złapać. I zrobiłby to bez trudu. Był jednak bardzo dobrym
aktorem.
Sekundę później leżał już na ziemi.
Zaśmiałam się i wstałam z krzesła. Podeszłam do nich powoli.
- Fede, gapa - stwierdziła Katina podnosząc piłkę z trawy.
- Tak, Federico to gapa. - Uśmiechnęłam się.
Podniósł się na łokciu i spojrzał na mnie uważnie. - Gapa?
Nie zdążyłam zareagować, kiedy on złapał mnie za ramiona i
przycisnął do ziemi. Jego twarz znajdowała się zaraz nad moją.
Złożył krótki pocałunek na moich ustach.
- Tylko tyle? - jęknęłam.
Uśmiechnął się czarująco.
- Kocham cię - powiedział.
Westchnęłam lekko. - Ja też cię kocham. Najbardziej na świecie,
Federico...
Ekhem
jest i część czwarta i ostatnia ;) Może nie uwierzycie, ale
napisaną miałam już ją w niedzielę, taki nagły przypływ weny
:D Mam nadzieję, że się nie przestraszycie.
Widzicie ten piękny szablon?
Oczywiście, znowu dzieło cudownej Marci, tylko jeszcze parę
szczegółów trzeba poprawić, ale tak to jest genialnie, nie?
Marciak ma talent ^^
Hmm wakacje ;)) Ale szczerze, to
tego nie czuję... Nie wiem czemu xD Ale w sumie dobrze, trochę
odpocznę...
Następny part o Naxi, nie wiem
kiedy się pojawi, za długo chyba nie będziecie musieli czekać :)
I mała zmiana - pisany w trzeciej osobie. Mam nadzieję, że to was
jakoś nie odstraszy :D
Już chyba nie mam nic więcej do
powiedzenia :)
Dziękuję, że jesteście, i
czytacie i wytrzymujecie ze mną :*
Zapraszam na mojego drugiego bloga
<<KLIK>>
mam nadzieję, że skomentujecie :*
Kocham was <3

