Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wózek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wózek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 lipca 2014

ONE PART NAXI - Zawieź mnie do niego cz 1



Julii <3
Bo jest od samego początku - a to już ponad osiem miesięcy.
Bo jest taką cudowną osobą, którą bardzo mocno kocham <3
Dziękuję :* 


Wysiadł z samolotu.
Od razu uderzył go powiew świeżego powietrza, które znaleźć można tylko w Buenos Aires.
Byłe naprawdę szczęśliwy, że mógł tutaj wrócić. Cieszył się, że jest znów w swoim rodzinnym mieście, w mieście, w którym się wychował i w którym spędził najlepsze lata swojego życia.
To właśnie tutaj poznał moich przyjaciół. Tutaj uczęszczał do Studio21 później Studio OnBeat gdzie rozwijał swoją miłość do muzyki.
Tutaj też przeżywał swoje pierwsze miłości. Tu zakochał się pierwszy, drugi, trzeci raz… Ale dopiero któryś związek z kolei był dla niego związkiem trafionym, odpowiednim.
Jego dziewczyną była wtedy Natalia Navarro. I zapewne byłaby nią dalej, gdyby nie musiał wyjechać.
Ktoś powiedziałby, że istnieje takie coś jak związek na odległość. Tak, istnieje…
Ale w ich przypadku to nie było takie proste.
Opuścił Buenos Aires nic nie mówiąc swoim przyjaciołom. Nie poinformował nikogo, nawet Jej. Nie mógł, miał ku temu swoje powody.
Odebrał bagaże, zadzwonił po taksówkę, która odwiozła go pod sam dom.

Spacerował właśnie po słonecznym Buenos Aires. Przypominał sobie wszystkie miejsca i wspomnienia z nimi związane. Wszystko, swoich przyjaciół…
Przyjaciół, których zostawił. Od których wyjechał bez słowa. Zdawał sobie sprawę z tego, że zrobił źle. Wielokrotnie próbował dodzwonić się do Camili, do Leona czy do samej Naty, ale nigdy żadne z nich nie odebrało telefonu. Nie dziwił się temu, sam sobie na to zasłużył.
Ale teraz wrócił, i chciał im wszystko wyjaśnić. Chciał powiedzieć im, co było powodem jego nagłego wyjazdu. Nie wiedział tylko, czy będą chcieli ze nim porozmawiać. Nie wiedział też, czy będą zdolni mu wybaczyć.
Czy Natalia będzie zdolna mu wybaczyć.
Kiedy tak chodził ulicami, uliczkami swojego rodzinnego miasta, przyglądał się wszystkim wokół. Widział szczęśliwych ludzi ze swoimi rodzinami, z dziećmi. Dużo było również nastolatków, którzy spacerowali trzymając się za ręce. Kilka lat temu, on chodził tak z Natalią…
Cóż, Łamaga miał na drugie imię. Kolejny dowód. Potknął się o kamień wystający z ziemi. Utrzymał równowagę, za to plastikowy kubek z colą, który trzymał w ręce wypadł mu z dłoni i poleciał do przodu. Usłyszał tylko cichy pisk jakiejś kobiety.
Odruchowo poprawił czapkę.
- O Boże... przepraszam - wyjąkał. - Jezu, przepraszam cię, ja...
Zamarł. Te czarne loki poznałby wszędzie. Te brązowe oczy śniły mu się co noc. Ta idealna twarz prześladowała go każdego dnia.
Natalia.
Ale coś było nie tak.
Nie stała. Siedziała. Na wózku. Takim dużym, z wielkimi kołami po bokach. A za nią stała jakaś para. Szybko rozpoznał Leona i Violettę. Nie mógł ich zapomnieć.
- Jezu...
Dziewczyna podniosła głowę. Patrzyła na niego przez chwilę. Potem twarz jej stężała.
- Zawieźcie mnie do domu, muszę się przebrać - powiedziała.
Napotkał przewiercający wzrok Leona i spojrzenie Violetty, pełne żalu.
- Słyszysz Leon? - Nie spuszczała wzroku ze sprawcy wypadku. - Zawieź mnie do domu.
Chłopak odchrząknął.
- Tak... już. Jedziemy.
Obdarzając mnie ostatnim spojrzeniem wykręcił wózek. Odeszli. Wszyscy.
A on stał jak drewniany kołek na środku chodnika i patrzył na nich. Zawołał jeszcze tylko „przepraszam” ale oni nie zwrócili na niego uwagi.
Dlaczego? Dlaczego Naty nie szła po prostu na nogach? Tak jak Violetta i Leon. Nie mogła?
Nie mieściło mu się to w głowie. A może to zwykła operacja na kręgosłup, po której trzeba przez jakiś czas jeździć na wózku? Przecież są takie zabiegi. Zdarzają się, i to bardzo często.
Tylko dlaczego właśnie jej?

Skręcił w boczną uliczkę. Pamiętał to miejsce. Często tutaj bywał, czasami aż za często, ale nie żałował, bo każde chwile tutaj spędzone, były chwilami wspaniałymi.
Już kilkanaście kroków przed odpowiednią bramą słyszał wesołe krzyki i nawoływania.
- Zaraz dostaniesz tą łopatą!
Uśmiechnął się pod nosem. Ten denerwujący głos o specyficznej barwie znał i pamiętał już od wielu lat. I nie mógł zapomnieć. Bo nie mógł zapomnieć jego właścicielki, była w końcu jego przyjaciółką.
Zobaczył dom, w którym ona mieszkała praktycznie od zawsze, odkąd pamiętał.
I zobaczył ją.
Cóż, nie wyglądała za ciekawie nawet z tej odległości. Włosy miała całe w ziemi, ubranie też nie wyglądało lepiej. Obok niej zauważył Brodueya. Znak, że ich związek przetrwał, pomimo tych kłótni i sporów.
Pewnym krokiem podszedł do furtki i nacisnął dzwonek się przy niej znajdujący.
Z otwartego domu dało się słyszeć krótkie „ding - dong”. Camila i Broduey odwrócili się w jego stronę, ale widocznie go nie rozpoznali. Dziewczyna rzuciła łopatę na bok, uderzyła Brazylijczyka w ramię i ruszyła w jego stronę.
- W czym mogę pomóc? - spytała uśmiechając się szeroko.
Odwzajemnił to.
Poprawił pomarańczową czapkę, którą miał na głowie. Specjalnie ją założył - dostał ją od Cami na siedemnaste urodziny.
- Hmm nie wiem czy dobrze trafiłem... - To udawanie miał perfekcyjnie wyćwiczone. - Szukam Camili Torres, taka młoda dziewczyna. Ruda podobno jest. Tak ludzie gadają.
Zmarszczyła czoło.
- Ludzie gadają... O Boże.
Przyłożyła rękę do twarzy. - Matko Boska... Maxi?
Zaśmiał się pod nosem. - Aż tak się zmieniłem?
Jej twarz wyrażała kompletny szok, nie wiedziała co się dzieje. Przyjaciel, którego nie widziała tyle lat, który wyjechał bez pożegnania i zerwał wszystkie kontakty, nagle wraca i staje przed nią jak gdyby nigdy nic.
Myślała, że nie będzie mogła mu tego wybaczyć, w tym momencie jednak uświadomiła sobie, że nie umiałaby tego zrobić, bo jest dla niej zbyt ważny i za bardzo go kocha, by tak po prostu z tym wszystkim skończyć.
- Ty idioto - Nawet nie zauważyła, kiedy po jej policzkach zaczęły płynąć łzy - gdzie ty byłeś? Tyle lat! Myślałam... myślałam... Boże...
Nie wytrzymała i rzuciła mu się na szyję. Trochę zaskoczony stracił równowagę, jednak odzyskawszy ją po chwili przytulił do siebie swoją przyjaciółkę.
- Camila, tylko mi tutaj nie płacz - poprosił. - Nie mogę patrzeć jak płaczesz.
- To ze szczęścia, baranie - mruknęła w jego ramię. - I nie mów na mnie Ruda, nie jestem ruda.
Odsunął ją od siebie na długość swoich ramion i przyjrzał jej się.
- Przefarbowałaś się? - spytał.
Uśmiechnęła się przez łzy.
- Wcale nie jesteś śmieszny. - Uderzyła go w ramię. - Gdzie ty byłeś? Gdzie ty byłeś tyle lat? Ty sobie nie wyobrażasz, przez co my przeszliśmy! Miałam w głowie same czarne scenariusze! Jesteś głupi, jesteś nierozsądny, dziecinny i...
Chwycił ją za rękę uniemożliwiając kolejne uderzenie.
- Musiałem wyjechać - przerwał jej. - Uwierz mi, naprawdę musiałem.
W tym momencie podszedł do nich Broduey. Stanął za Camilą i spojrzał uważnie na Maxiego. Cóż, nie skakał ze szczęścia z jego powrotu.
Ale oni najpierw musieli poznać całą prawdę, żeby zrozumieć i mu wybaczyć.
Chociaż Camila już to chyba zrobiła.
- Muszę wam wszystko wyjaśnić. - Spojrzał na Rudą, a później na jej partnera. - Mogę wejść?
Dziewczyna przygryzła wargę i rzuciła uważne spojrzenie Brodueyowi.
- Wchodź - powiedział w końcu.
Camila stanęła bliżej Brazylijczyka i przepuściła swojego przyjaciela.
A on wiedział, że teraz nie ma odwrotu. I musi im wszystko powiedzieć. A oni? Oni po prostu muszą mu wybaczyć. To na tym zależy mu najbardziej. Bo nic innego go nie obchodzi.

- Nie wiem, czy dobrze rozumiem... - zamyśliła się Camila. - Twój ojciec zadzwonił do ciebie i powiedział, że jest chory? I potrzebuje przeszczepu? Kazał ci przylecieć do Hiszpanii, ale nic nam nie mówić? A później to wszystko okazało się jedynie kłamstwem?
Skinął głową i westchnął. - Wiem, że to brzmi jak scena z jakiegoś dennego dramatu, ale to prawda. Mój ojciec uważał, że nie powinienem marnować się w Argentynie. Załatwił mi studia, wszystko. Chciał, żebym zerwał z wami kontakty, uniemożliwił mi je. Chciałem do was zadzwonić, uwierzcie mi, że chciałem, ale po prostu nie mogłem - zatrzymał się. - A niedawno... Całkiem niedawno, bo dwa tygodnie temu, mój ojciec zmarł. I może nie zabrzmi to najlepiej, ale poczułem wtedy ulgę. I od razu wróciłem tutaj.
Rudowłosa oparła głowę o ramię Brodueya. Ten wyciągnął jej grudki ziemi z włosów. Spojrzał na Maxiego. - Wiesz co? Nie wiem dlaczego tak szybko, ale wierzę ci. Nie sądzę, żebyś mógł tak kłamać.
Uśmiechnął się.
Odzyskał już jednego przyjaciela. Camilę zapewne też. I cieszył się bo to znaczy, że może wcale nie będzie tak ciężko jak się spodziewał.
- Kurde, no... no, ja też ci wierzę, idioto. Ale spróbujesz... Spróbujesz jeszcze raz zrobić mi takie coś...
- O nic się nie bój - przerwał jej. - Zostaję już na stałe w Buenos Aires i nigdzie się nie wybieram.
Rudowłosa odetchnęła z ulgą. Bardzo za nim tęskniła. Myślała, że zwariuje, kiedy tak nagle wyjechał, bez żadnego słowa. Był w końcu jej najlepszym przyjacielem od dziecka.
- Em... - zająknął się. - Spotkałem dzisiaj kogoś... Spotkałem Naty. Dlaczego...
Camila przygryzła wargę i spojrzała z niepokojem na Brodueya.
- Jeździ na wózku? - dokończył.
Maxi pokiwał twierdząco głową. - Coś się... stało? Miała jakąś operację? Kiedy będzie mogła normalnie chodzić? - dopytywał się.
Rudowłosa westchnęła i odgarnęła włosy z twarzy. - Natalia nie chodzi, bo kilka lat temu miała wypadek. I jest częściowo sparaliżowana od pasa w dół.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem. Uniósł brwi do góry. Przez chwilę nic nie mówił, nie mógł wydusić z siebie słowa.
- Żartujesz, prawda? Powiedz mi, że tylko żartujesz. Przecież... przecież to nie może być prawda.
- To jest prawda - potwierdził Broduey. - Jechała sama samochodem, padał deszcz, było ślisko. Wpadła w poślizg i zderzyła się z innym samochodem, on uderzył centralnie w drzwi, po których stronie siedziała. Wypadek jakich mało. A Naty miała wyjątkowo dużego pecha.
- Od tamtej pory jej życie jest zupełnie inne - dodała Camila. - Ale jakoś sobie radzi, nie chce, żeby się nad nią użalać.
Ukrył twarz w dłoniach.
Wierzył, że gdyby wtedy nie wyjechał, nic takiego by się nie wydarzyło. Na pewno nie puściłby ją samą samochodem w deszcz. Ale nie było go przy niej. Była sama.
Nie wiedział jak spojrzy jej w oczy. Nie wiedział też, czy będzie miał taką szansę, bo przecież ona może nie chcieć z nim rozmawiać.
Usłyszał głośne pukanie do drzwi. Podniósł głowę.
Broduey wstał z kanapy i ruszył do wiatrołapu. A po chwili dało się słyszeć czyjś głos.
- Wrócił do Buenos Aires. - To z pewnością był Leon. Poznał go. - Spotkaliśmy go na ulicy. Czego on chce? Przysięgam, że jeśli znowu skrzywdzi tak Naty, to...
Wszedł do salonu. Zatrzymał się w pół kroku. Zdrętwiał.
Maxi stanął na nogi. Po momencie zjawiła się przy nim Camila; położyła mu rękę na ramieniu i spojrzała na niego uważnie, po czym przeniosła wzrok na swojego przyjaciela.
- Leon, uspokój się - zastrzegła go.
Prychnął. - Jeszcze go bronisz? Po co on przyjechał? - Podszedł bliżej niego, i już dzieliło ich tylko kilka centymetrów. - Po co przyjechałeś?
Wiedział, że może nie powinien. Że może powinien zostać w tej cholernej Hiszpanii i już nigdy nie wracać, żeby nie przysparzać im wszystkim kłopotu. Ale musiał, wyrzuty sumienia zżerały go od środka i nie pozwalały normalnie funkcjonować.
- Musiałem - powiedział cicho. - Nie zrozumiesz.
- To zależy od tego, jak dobrze będziesz się tłumaczył.

Czuł się jak na przesłuchaniu. Ale powiedział im wszystko. Każdy szczegół. Swoje nagłe odejście wyjaśniał Violetcie, Leonowi, Francesce, Marco, Ludmile, Federico, Brodueyowi i Camili kolejny raz... Nie było tylko Jej. Brakowało jej w ich gronie. Chciał ją znów zobaczyć, spojrzeć na nią z miłością, podejść do niej, przytulić ją z całej siły, przeprosić za swoją głupotę, za ten wyjazd i powiedzieć jak bardzo ją kocha, że już jej nigdy nie opuści, że będzie przy niej, bez względu na wszystko... Ale bał się. Bał się tej cholernej konfrontacji między nim a Natalią, bo miał świadomość, że ona może mu nie wytłumaczyć czegoś takiego, że żal, który do niego czuje nigdy nie zniknie. Nie wiedział jak silny on jest, czy z każdym dniem potęguje na silne, czy wzrasta, czy może maleje... Ale wiedział, że jest i będzie mu naprawdę ciężko przekonać Naty, że tak szczerze żałuje i już nigdy tego nie zrobi...

Tak mijał kolejny dzień jej bezcelowego życia. Nie miała wątpliwości, że właśnie takie było, bo wiedziała, że przecież do niczego się już nie nadaje. Kiedyś, pięć lat temu, jej życie było zupełnie inne, takie, jak większości ludzi w jej wieku. Miała przyjaciół, miała pasje i marzenia, a teraz? Teraz miała tylko ten cholerny wózek, który nijak nie ułatwiał jej życia. Była już o tyle z siebie dumna, że udało jej się w miarę samodzielnie funkcjonować, bo w pierwszym roku po wypadku nie było to możliwe. Nie chciała nikogo obciążać, przecież tylko ona była winna temu, że teraz jest jak jest. W końcu to ona uparła się, żeby pojechać do tego sklepu, inni nie chcieli, spotkanie z okazji rocznicy ukończenia szkoły upływało doskonale i nie potrzeba było więcej jedzenia czy picia, ale ona i tak pojechała. I spotkała ją za to najgorsza kara. A przecież chciała tylko dobrze.
Usłyszała pukanie do drzwi. Westchnęła cicho i wytarła mokre ręce o ścierkę. Szybko wykręciła wózkiem i pojechała do wiatrołapu. Nacisnęła klamkę.
A na widok tego, kogo tam zobaczyła, zamarła.
Kiedy spotkała go na ulicy myślała, że to tylko przywidzenie. Wprawdzie Violetta i Leon mówili jej, że to był prawdziwy on, że to nie żadna fatamorgana, ale ona nie wierzyła. Była pewna, że jej oczy płatają jej figla.
Bo on nie mógł wrócić. Wyjechał do Hiszpanii, nie poinformował nikogo i przez prawie sześć lat nie dał znaku życia, dlaczego więc nagle miał wrócić? Przecież to nierealne.
Mimo wszystko, mimo tego, że wtedy ją zostawił, że nie pokazał, jak mu na niej zależy, to kochała go. Kochała go i nie mogła nic na to poradzić, choć chciała. Pragnęła przestać go kochać, przestać o nim myśleć. Nie chciała widzieć jego twarzy w swoich snach, bo wtedy coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że tak bardzo za nim tęskni.
A teraz? Teraz stał tutaj, żywy, prawdziwy.
Gdyby nie to, że był razem z Camilą - w końcu tak bardzo się przyjaźnili - nie uwierzyłaby, że to on. Przecież nie znał jej adresu, nie wiedział nic.
Chciała zamknąć drzwi, ale w swoim stanie mogła jedynie spróbować. On był szybszy. Postawił swoją nogę między nie a framugę, jedną ręką chwytając za klamkę.
- Tylko mnie wysłuchaj - poprosił.
Zacisnęła zęby. Jak on mógł ją o to prosić? Po tylu latach? Mimo, że go kochała, to nie mogła wybaczyć. To było za trudne.
- Nie mam takiego zamiaru.
- Natalia, on chce ci wszystko wytłumaczyć - wtrąciła się rudowłosa.
Dziewczyna rzuciła jej wrogie spojrzenie. - Nie broń go, nie zasługuje na to.
Spojrzał na nią z bólem. Dlaczego tak mówiła? Przecież ona nic nie wiedziała, nie miała pojęcia przez co musiał przechodzić.
- Naty, nie zrozumiesz, póki mnie nie wysłuchasz. - Praktycznie błagał. Mógł nawet przed nią uklęknąć. Byleby mu wybaczyła. Bo bez miłości, bez wybaczenia, człowiek jest nikim i on dobrze o tym wiedział. Chciał zobaczyć jak to jest. - Musisz mnie wysłuchać, ja ci wszystko opowiem, ale...
- Nie - przerwała mu. - Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia. Idź stąd. Idź stąd w tym momencie, rozumiesz? - Uparcie powstrzymywała łzy cisnące jej się do oczu. Nie chciała pokazać jaka jest słaba. Nie jemu. - Camila, zabierz go stąd.
Jej przyjaciółka położyła Ponte rękę na ramieniu. - Nie teraz.
- Ale, Natalia...
- Maxi, jedź do domu. Ona nie chce z tobą rozmawiać.
Spojrzał na nią wzrokiem przepełnionym bólem. Dlaczego nie chciała go wysłuchać? Przecież on tak bardzo ją kochał... Chciał to naprawić. Nie wiedział, czy będzie to możliwe.
Odszedł. Bez słowa. Kolejny raz. Ale tym razem na jej życzenie.
Przez chwilę patrzyła za nim.
- Przemyśl to. - Usłyszała głos Camili. - Daj mu jeszcze jedną szansę.
Nie odpowiedziała. I nie zaszczycając jej ani jednym spojrzeniem wycofała się do domu i zamknęła drzwi. Kiedy już nikt nie mógł jej zobaczyć, dała upust emocjom. Z jej oczu wypłynęły gorzkie łzy, które znała tak bardzo dobrze, bo przecież tyle razy miała okazję je wycierać...

- Weź tą szklankę. - Wskazała na blat. - Weź ją.
Spojrzał na nią zdezorientowany. - Po co?
- Po prostu ją weź.
Nie spuszczając z niej uważnego wzroku, posłusznie wziął szkło do ręki. Było takie leciutkie, delikatne... Musiał uważać na każdy, nawet najmniejszy ruch, aby go nie zniszczyć.
- Rzuć nią o podłogę. - Napotkała jego zaskoczony wzrok. - Nie patrz tak na mnie, rób co mówię. Rzuć nią.
Cisnął szklanką o podłogę. Rozprysła się na miliony kawałeczków, a każdy pobiegł w swoją stronę.
- A teraz przeproś. Poskłada się na nowo?
W jej oczach mógł dostrzec tyle bólu... Już nie widział tego chłodu i zimna, jak przy pierwszym spotkaniu. Już nie była taka bezwzględna. Teraz gubiła się w swoich myślach, nie wiedziała co ma robić.
A jemu nie przeszkadzał nawet ten mebel, z którym nie mogła się rozstać. Choćby chciała. Bo to była miłość bezwarunkowa, taka naprawdę szczera.
- Natalia, to co innego. Ja chcę naprawić swój błąd.
- Chcesz to zrobić po sześciu latach swojej nieobecności? Chyba trochę za późno, nie uważasz? Masz w ogóle szczęście, że wpuściłam cię do domu. Możesz podziękować Camili.
Przygryzła wargę.
Utrudniał. Utrudniał wszystko swoim uporem i chęcią pojednania. Jeszcze nie dała mu szansy wytłumaczyć całej tej sytuacji. Nie wiedziała, czy jest na to gotowa.
- Wiem, że jest ci ciężko - odezwał się po chwili. - Ale tylko spróbuj. Nadal nie możesz ze mną rozmawiać... Wiesz gdzie mieszkam. Przyjedź kiedyś, jeśli będziesz mogła. A jeśli nie, to po prostu zadzwoń, zostawiam ci twój numer. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
Nadzieję, która siedziała gdzieś tam w środku niego. Była taka maleńka i ledwo wyczuwalna, ale była, i to się liczyło. Bo bez nadziei człowiek jest nikim. Tak kiedyś powiedziała Natalia. Kiedyś. Ale wtedy byli jeszcze szczęśliwi. Razem.

Od: Natalia
01/07/2014 14:26
Gdzie mieszkasz? Podaj adres, przyjadę. Porozmawiamy.

Serce zabiło mu mocniej. Nabrał powietrza w płuca, aby za chwilę wypuścić je z głośnym świstem. A jednak się udało. Napisała do niego. Napisała, i chciała przyjechać, porozmawiać. Może w końcu mu wybaczy? Może będzie tak jak dawniej?
Zapomniał... Nic nie będzie jak dawniej. Nic. Natalia jeździ na wózku, jej życie jest teraz inne niż sześć lat temu. Tu już nie chodzi o niego, ale o nią, to jej jest ciężej. On będzie ją kochał, mimo wszystko. Zawsze ją kochał. To się nigdy nie zmieni.

Do: Natalia
01/07/2014 14:27
Tam gdzie wcześniej. Wyjść po ciebie?

Od: Natalia
01/07/2014 14:27
Dam radę.

Modlił się tylko, aby to wszystko się wyjaśniło, aby ona mu uwierzyła. Minęły dwa tygodnie od jego przyjazdu, a ona dopiero teraz zdecydowała się postawić krok na przód. Bała się, bała, on to wiedział i rozumiał. Bała się bólu, który czuła po jego wyjeździe, nie chciała przeżywać tego od nowa. Ale on już nie miał zamiaru wyjeżdżać. Chciał tutaj zostać na zawsze. Ze swoimi przyjaciółmi, z nimi chciał zostać. Chciał zostać z nią.

Patrzyła na niego uważnie. Przygryzała wargę, na której pojawiło się już kilka kropel krwi, ale ona się tym nie przejęła; nawet ich nie czuła.
A Maxi myślał, że zaraz nie wytrzyma. Naty nie odzywała się już od kilku minut - widocznie nadal analizowała jego wypowiedź. Opowiedział jej wszystko, nawet te szczegóły, o których nie wspominał swoim przyjaciołom. Ona miała prawo wszystko wiedzieć, ona musiała to wiedzieć. Jej należała się cała, caluteńka prawda. Nie chciał nic ukrywać. Nawet tych nic nieznaczących rzeczy.
- Długo obmyślałeś to kłamstwo? - spytała w końcu.
Zamrugał szybciej oczami. Nie uwierzyła mu. Sądziła, że łże. A on nie mógłby tego zrobić.
- To nie jest kłamstwo - zaprzeczył. - Powiedziałem ci teraz całą prawdę, Naty...
- Maxi, powiedz mi, jak mogę ci uwierzyć po sześciu latach? To wcale nie jest takie proste, wiesz? Nie wyobrażasz sobie, co ja przeżywałam kiedy wyjechałeś, przez co przechodziłam. Nie masz pojęcia jak się czułam. Ja tak bardzo cię kochałam, a ty to zignorowałeś, wyjechałeś sobie bez słowa do innego kraju, myślisz, że było mi łatwo?
Wziął głęboki oddech i ukrył twarz w dłoniach. Był głupi. Myślał, że tak szybko wybaczy mu takie coś. A na to przecież potrzeba czasu. Ale Maxi da jej go tyle, ile ona potrzebuje. Będzie czekać całą wieczność, jeśli tylko ona mu wybaczy.
Nie wytrzymał. Nie mógł znieść myśli, że ona może uważać, że zrobił to specjalnie, że celowo wyjechał. Dał upust emocjom. I wiesz co? Popłakał się. Popłakał się jak dziecko.
Podniósł głowę i spojrzał na nią. Nie odezwał się.
Zdrętwiała, kiedy zobaczyła łzy w jego oczach. Maxi nie mógł być tak dobrym aktorem.
- Maxi, czy ty...
- Natalia, ja cię kocham - przerwał jej. - Kocham się najbardziej na świecie, ty mi musisz uwierzyć...
Ponownie przygryzła wargę. Odblokowała wózek i podjechała do niego. Położyła dłoń na jego dłoni. - Nie chciałam, żebyś płakał... - Spojrzała w jego brązowe oczy, w których szkliły się łzy. Widziała w nich tyle miłości, tyle nadziei... Sama również nie wytrzymała. Po jej policzkach spływały już te słone krople, które tak często roniła po jego wyjeździe. Teraz płakała znowu przez niego, ale... Ale teraz miała nadzieję, że wszystko może być dobrze. - Maxi... Wierzę ci. Wierzę.

Buenos Aires, 3 lipca 2014 rok
Drogi Maxi,
piszę ten list, sama nie wiem dlaczego. Wiem, że to staromodne, jakby wycięte z jakiegoś dennego średniowiecznego romansu. Wiem, że mogłam wysłać Ci maila, esemesa lub po prostu powiedzieć Ci to wprost, ale nie umiałam. Chcę, żebyś potraktował to serio.
Wiesz, że nigdy nie przestałam Cię kochać? Nigdy. Zawsze o Tobie myślałam, nawet jeśli nie chciałam tego robić. Po prostu nie mogłam przestać. Teraz, gdy wróciłeś, w pierwszym momencie pomyślałam, że znowu wszystko będzie jak dawniej. Ale Ty dobrze wiesz, że nigdy nie będzie. Jestem kaleką i nie radzę sobie tak jak zdrowe dziewczyny w moim wieku. Nie chcę obciążać Cię moimi problemami. Dlatego uważam, że lepiej będzie, jeśli zostaniemy przyjaciółmi. Lepiej dla nas obojga. Proszę, odpisz cokolwiek,
Natalia.

Buenos Aires, 4 lipca 2014 rok
Natalia,
nie wiem dziewczyno, skąd Ci to przyszło do głowy. Chyba najpierw pisałaś, a dopiero później myślałaś. Cóż, zawsze tak robiłaś, odkąd pamiętam. Ale nie martw się, wybaczam Ci tą pomyłkę. Przecież każdemu może się zdarzyć. A w miłości podobno wybacza się wszystko, prawda?
Już powiedziałem Ci, że twój wózek mi w niczym nie przeszkadza. Kocham Cię za twoje serce, za twój charakter, a nie za wygląd, choć też jest wspaniały.
Tak, wiem, że chcesz mnie ukarać za to, że wcześniej Cię zostawiłem, ale jeśli zostaniemy przyjaciółmi, to będzie chyba przesada. Nie sądzisz chyba, że mógłbym to jakoś przeżyć, nie? Więc proszę Cię, Naty, nie pisz mi już więcej takich listów (inne możesz pisać, nie ma sprawy, lubię listy), bo nie mogę ich czytać. Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochać,
Maxi.

Siedzieli uśmiechnięci przy oknie; każde w swoim domu. Patrzyli na ten sam księżyc, świecący na ciemnoniebieskim niebie. Liczyli te same gwiazdy. W ręku trzymali list; on inny, ona również. On w kółko czytał jedno i to samo zdanie: „Wiesz, że nigdy nie przestałam Cię kochać? Nigdy.” a ona cały list, z każdym kolejnym razem przekonując się, że „prawdziwa miłość nigdy nie umiera.
Choć zakochani od siebie odejdą.”

Tak oto prezentuje się długo wyczekiwany (taak, wmawiaj sobie. Ciekawe kto go wyczekiwał, pff) part o Naxi. Powiem wam, że jestem z niego zadowolona. Hmm może to przez to, że zmieniłam perspektywę? Ale cóż, chyba każdy, kto zaczyna pisać - a przynajmniej większość, jak zauważyłam xD, - pisze w narracji pierwszoosobowej. Dopiero później się człowiek przestawia na trzecioosobową. I tak jest lepiej :)
Jak wam mijają wakacje? Ja byłam na tydzień u rodziny, teraz siedzę w domu :P Wycieczka jakaś się szykuje, ale ja tam jeszcze mało wiem, tak w ogóle xD Cóż, ale to w końcu ja.
Nie będę wam tutaj ględzić i tak dalej, bo nawet nie mam o czym. Zapraszam do czytania, a jak już przeczytaliście, to do komentowania ;)
I zapraszam też do udziału w konkursie na parta :D
Kocham was <3333