Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyjazd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyjazd. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 lipca 2014

ONE PART NAXI - Zawieź mnie do niego cz 1



Julii <3
Bo jest od samego początku - a to już ponad osiem miesięcy.
Bo jest taką cudowną osobą, którą bardzo mocno kocham <3
Dziękuję :* 


Wysiadł z samolotu.
Od razu uderzył go powiew świeżego powietrza, które znaleźć można tylko w Buenos Aires.
Byłe naprawdę szczęśliwy, że mógł tutaj wrócić. Cieszył się, że jest znów w swoim rodzinnym mieście, w mieście, w którym się wychował i w którym spędził najlepsze lata swojego życia.
To właśnie tutaj poznał moich przyjaciół. Tutaj uczęszczał do Studio21 później Studio OnBeat gdzie rozwijał swoją miłość do muzyki.
Tutaj też przeżywał swoje pierwsze miłości. Tu zakochał się pierwszy, drugi, trzeci raz… Ale dopiero któryś związek z kolei był dla niego związkiem trafionym, odpowiednim.
Jego dziewczyną była wtedy Natalia Navarro. I zapewne byłaby nią dalej, gdyby nie musiał wyjechać.
Ktoś powiedziałby, że istnieje takie coś jak związek na odległość. Tak, istnieje…
Ale w ich przypadku to nie było takie proste.
Opuścił Buenos Aires nic nie mówiąc swoim przyjaciołom. Nie poinformował nikogo, nawet Jej. Nie mógł, miał ku temu swoje powody.
Odebrał bagaże, zadzwonił po taksówkę, która odwiozła go pod sam dom.

Spacerował właśnie po słonecznym Buenos Aires. Przypominał sobie wszystkie miejsca i wspomnienia z nimi związane. Wszystko, swoich przyjaciół…
Przyjaciół, których zostawił. Od których wyjechał bez słowa. Zdawał sobie sprawę z tego, że zrobił źle. Wielokrotnie próbował dodzwonić się do Camili, do Leona czy do samej Naty, ale nigdy żadne z nich nie odebrało telefonu. Nie dziwił się temu, sam sobie na to zasłużył.
Ale teraz wrócił, i chciał im wszystko wyjaśnić. Chciał powiedzieć im, co było powodem jego nagłego wyjazdu. Nie wiedział tylko, czy będą chcieli ze nim porozmawiać. Nie wiedział też, czy będą zdolni mu wybaczyć.
Czy Natalia będzie zdolna mu wybaczyć.
Kiedy tak chodził ulicami, uliczkami swojego rodzinnego miasta, przyglądał się wszystkim wokół. Widział szczęśliwych ludzi ze swoimi rodzinami, z dziećmi. Dużo było również nastolatków, którzy spacerowali trzymając się za ręce. Kilka lat temu, on chodził tak z Natalią…
Cóż, Łamaga miał na drugie imię. Kolejny dowód. Potknął się o kamień wystający z ziemi. Utrzymał równowagę, za to plastikowy kubek z colą, który trzymał w ręce wypadł mu z dłoni i poleciał do przodu. Usłyszał tylko cichy pisk jakiejś kobiety.
Odruchowo poprawił czapkę.
- O Boże... przepraszam - wyjąkał. - Jezu, przepraszam cię, ja...
Zamarł. Te czarne loki poznałby wszędzie. Te brązowe oczy śniły mu się co noc. Ta idealna twarz prześladowała go każdego dnia.
Natalia.
Ale coś było nie tak.
Nie stała. Siedziała. Na wózku. Takim dużym, z wielkimi kołami po bokach. A za nią stała jakaś para. Szybko rozpoznał Leona i Violettę. Nie mógł ich zapomnieć.
- Jezu...
Dziewczyna podniosła głowę. Patrzyła na niego przez chwilę. Potem twarz jej stężała.
- Zawieźcie mnie do domu, muszę się przebrać - powiedziała.
Napotkał przewiercający wzrok Leona i spojrzenie Violetty, pełne żalu.
- Słyszysz Leon? - Nie spuszczała wzroku ze sprawcy wypadku. - Zawieź mnie do domu.
Chłopak odchrząknął.
- Tak... już. Jedziemy.
Obdarzając mnie ostatnim spojrzeniem wykręcił wózek. Odeszli. Wszyscy.
A on stał jak drewniany kołek na środku chodnika i patrzył na nich. Zawołał jeszcze tylko „przepraszam” ale oni nie zwrócili na niego uwagi.
Dlaczego? Dlaczego Naty nie szła po prostu na nogach? Tak jak Violetta i Leon. Nie mogła?
Nie mieściło mu się to w głowie. A może to zwykła operacja na kręgosłup, po której trzeba przez jakiś czas jeździć na wózku? Przecież są takie zabiegi. Zdarzają się, i to bardzo często.
Tylko dlaczego właśnie jej?

Skręcił w boczną uliczkę. Pamiętał to miejsce. Często tutaj bywał, czasami aż za często, ale nie żałował, bo każde chwile tutaj spędzone, były chwilami wspaniałymi.
Już kilkanaście kroków przed odpowiednią bramą słyszał wesołe krzyki i nawoływania.
- Zaraz dostaniesz tą łopatą!
Uśmiechnął się pod nosem. Ten denerwujący głos o specyficznej barwie znał i pamiętał już od wielu lat. I nie mógł zapomnieć. Bo nie mógł zapomnieć jego właścicielki, była w końcu jego przyjaciółką.
Zobaczył dom, w którym ona mieszkała praktycznie od zawsze, odkąd pamiętał.
I zobaczył ją.
Cóż, nie wyglądała za ciekawie nawet z tej odległości. Włosy miała całe w ziemi, ubranie też nie wyglądało lepiej. Obok niej zauważył Brodueya. Znak, że ich związek przetrwał, pomimo tych kłótni i sporów.
Pewnym krokiem podszedł do furtki i nacisnął dzwonek się przy niej znajdujący.
Z otwartego domu dało się słyszeć krótkie „ding - dong”. Camila i Broduey odwrócili się w jego stronę, ale widocznie go nie rozpoznali. Dziewczyna rzuciła łopatę na bok, uderzyła Brazylijczyka w ramię i ruszyła w jego stronę.
- W czym mogę pomóc? - spytała uśmiechając się szeroko.
Odwzajemnił to.
Poprawił pomarańczową czapkę, którą miał na głowie. Specjalnie ją założył - dostał ją od Cami na siedemnaste urodziny.
- Hmm nie wiem czy dobrze trafiłem... - To udawanie miał perfekcyjnie wyćwiczone. - Szukam Camili Torres, taka młoda dziewczyna. Ruda podobno jest. Tak ludzie gadają.
Zmarszczyła czoło.
- Ludzie gadają... O Boże.
Przyłożyła rękę do twarzy. - Matko Boska... Maxi?
Zaśmiał się pod nosem. - Aż tak się zmieniłem?
Jej twarz wyrażała kompletny szok, nie wiedziała co się dzieje. Przyjaciel, którego nie widziała tyle lat, który wyjechał bez pożegnania i zerwał wszystkie kontakty, nagle wraca i staje przed nią jak gdyby nigdy nic.
Myślała, że nie będzie mogła mu tego wybaczyć, w tym momencie jednak uświadomiła sobie, że nie umiałaby tego zrobić, bo jest dla niej zbyt ważny i za bardzo go kocha, by tak po prostu z tym wszystkim skończyć.
- Ty idioto - Nawet nie zauważyła, kiedy po jej policzkach zaczęły płynąć łzy - gdzie ty byłeś? Tyle lat! Myślałam... myślałam... Boże...
Nie wytrzymała i rzuciła mu się na szyję. Trochę zaskoczony stracił równowagę, jednak odzyskawszy ją po chwili przytulił do siebie swoją przyjaciółkę.
- Camila, tylko mi tutaj nie płacz - poprosił. - Nie mogę patrzeć jak płaczesz.
- To ze szczęścia, baranie - mruknęła w jego ramię. - I nie mów na mnie Ruda, nie jestem ruda.
Odsunął ją od siebie na długość swoich ramion i przyjrzał jej się.
- Przefarbowałaś się? - spytał.
Uśmiechnęła się przez łzy.
- Wcale nie jesteś śmieszny. - Uderzyła go w ramię. - Gdzie ty byłeś? Gdzie ty byłeś tyle lat? Ty sobie nie wyobrażasz, przez co my przeszliśmy! Miałam w głowie same czarne scenariusze! Jesteś głupi, jesteś nierozsądny, dziecinny i...
Chwycił ją za rękę uniemożliwiając kolejne uderzenie.
- Musiałem wyjechać - przerwał jej. - Uwierz mi, naprawdę musiałem.
W tym momencie podszedł do nich Broduey. Stanął za Camilą i spojrzał uważnie na Maxiego. Cóż, nie skakał ze szczęścia z jego powrotu.
Ale oni najpierw musieli poznać całą prawdę, żeby zrozumieć i mu wybaczyć.
Chociaż Camila już to chyba zrobiła.
- Muszę wam wszystko wyjaśnić. - Spojrzał na Rudą, a później na jej partnera. - Mogę wejść?
Dziewczyna przygryzła wargę i rzuciła uważne spojrzenie Brodueyowi.
- Wchodź - powiedział w końcu.
Camila stanęła bliżej Brazylijczyka i przepuściła swojego przyjaciela.
A on wiedział, że teraz nie ma odwrotu. I musi im wszystko powiedzieć. A oni? Oni po prostu muszą mu wybaczyć. To na tym zależy mu najbardziej. Bo nic innego go nie obchodzi.

- Nie wiem, czy dobrze rozumiem... - zamyśliła się Camila. - Twój ojciec zadzwonił do ciebie i powiedział, że jest chory? I potrzebuje przeszczepu? Kazał ci przylecieć do Hiszpanii, ale nic nam nie mówić? A później to wszystko okazało się jedynie kłamstwem?
Skinął głową i westchnął. - Wiem, że to brzmi jak scena z jakiegoś dennego dramatu, ale to prawda. Mój ojciec uważał, że nie powinienem marnować się w Argentynie. Załatwił mi studia, wszystko. Chciał, żebym zerwał z wami kontakty, uniemożliwił mi je. Chciałem do was zadzwonić, uwierzcie mi, że chciałem, ale po prostu nie mogłem - zatrzymał się. - A niedawno... Całkiem niedawno, bo dwa tygodnie temu, mój ojciec zmarł. I może nie zabrzmi to najlepiej, ale poczułem wtedy ulgę. I od razu wróciłem tutaj.
Rudowłosa oparła głowę o ramię Brodueya. Ten wyciągnął jej grudki ziemi z włosów. Spojrzał na Maxiego. - Wiesz co? Nie wiem dlaczego tak szybko, ale wierzę ci. Nie sądzę, żebyś mógł tak kłamać.
Uśmiechnął się.
Odzyskał już jednego przyjaciela. Camilę zapewne też. I cieszył się bo to znaczy, że może wcale nie będzie tak ciężko jak się spodziewał.
- Kurde, no... no, ja też ci wierzę, idioto. Ale spróbujesz... Spróbujesz jeszcze raz zrobić mi takie coś...
- O nic się nie bój - przerwał jej. - Zostaję już na stałe w Buenos Aires i nigdzie się nie wybieram.
Rudowłosa odetchnęła z ulgą. Bardzo za nim tęskniła. Myślała, że zwariuje, kiedy tak nagle wyjechał, bez żadnego słowa. Był w końcu jej najlepszym przyjacielem od dziecka.
- Em... - zająknął się. - Spotkałem dzisiaj kogoś... Spotkałem Naty. Dlaczego...
Camila przygryzła wargę i spojrzała z niepokojem na Brodueya.
- Jeździ na wózku? - dokończył.
Maxi pokiwał twierdząco głową. - Coś się... stało? Miała jakąś operację? Kiedy będzie mogła normalnie chodzić? - dopytywał się.
Rudowłosa westchnęła i odgarnęła włosy z twarzy. - Natalia nie chodzi, bo kilka lat temu miała wypadek. I jest częściowo sparaliżowana od pasa w dół.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem. Uniósł brwi do góry. Przez chwilę nic nie mówił, nie mógł wydusić z siebie słowa.
- Żartujesz, prawda? Powiedz mi, że tylko żartujesz. Przecież... przecież to nie może być prawda.
- To jest prawda - potwierdził Broduey. - Jechała sama samochodem, padał deszcz, było ślisko. Wpadła w poślizg i zderzyła się z innym samochodem, on uderzył centralnie w drzwi, po których stronie siedziała. Wypadek jakich mało. A Naty miała wyjątkowo dużego pecha.
- Od tamtej pory jej życie jest zupełnie inne - dodała Camila. - Ale jakoś sobie radzi, nie chce, żeby się nad nią użalać.
Ukrył twarz w dłoniach.
Wierzył, że gdyby wtedy nie wyjechał, nic takiego by się nie wydarzyło. Na pewno nie puściłby ją samą samochodem w deszcz. Ale nie było go przy niej. Była sama.
Nie wiedział jak spojrzy jej w oczy. Nie wiedział też, czy będzie miał taką szansę, bo przecież ona może nie chcieć z nim rozmawiać.
Usłyszał głośne pukanie do drzwi. Podniósł głowę.
Broduey wstał z kanapy i ruszył do wiatrołapu. A po chwili dało się słyszeć czyjś głos.
- Wrócił do Buenos Aires. - To z pewnością był Leon. Poznał go. - Spotkaliśmy go na ulicy. Czego on chce? Przysięgam, że jeśli znowu skrzywdzi tak Naty, to...
Wszedł do salonu. Zatrzymał się w pół kroku. Zdrętwiał.
Maxi stanął na nogi. Po momencie zjawiła się przy nim Camila; położyła mu rękę na ramieniu i spojrzała na niego uważnie, po czym przeniosła wzrok na swojego przyjaciela.
- Leon, uspokój się - zastrzegła go.
Prychnął. - Jeszcze go bronisz? Po co on przyjechał? - Podszedł bliżej niego, i już dzieliło ich tylko kilka centymetrów. - Po co przyjechałeś?
Wiedział, że może nie powinien. Że może powinien zostać w tej cholernej Hiszpanii i już nigdy nie wracać, żeby nie przysparzać im wszystkim kłopotu. Ale musiał, wyrzuty sumienia zżerały go od środka i nie pozwalały normalnie funkcjonować.
- Musiałem - powiedział cicho. - Nie zrozumiesz.
- To zależy od tego, jak dobrze będziesz się tłumaczył.

Czuł się jak na przesłuchaniu. Ale powiedział im wszystko. Każdy szczegół. Swoje nagłe odejście wyjaśniał Violetcie, Leonowi, Francesce, Marco, Ludmile, Federico, Brodueyowi i Camili kolejny raz... Nie było tylko Jej. Brakowało jej w ich gronie. Chciał ją znów zobaczyć, spojrzeć na nią z miłością, podejść do niej, przytulić ją z całej siły, przeprosić za swoją głupotę, za ten wyjazd i powiedzieć jak bardzo ją kocha, że już jej nigdy nie opuści, że będzie przy niej, bez względu na wszystko... Ale bał się. Bał się tej cholernej konfrontacji między nim a Natalią, bo miał świadomość, że ona może mu nie wytłumaczyć czegoś takiego, że żal, który do niego czuje nigdy nie zniknie. Nie wiedział jak silny on jest, czy z każdym dniem potęguje na silne, czy wzrasta, czy może maleje... Ale wiedział, że jest i będzie mu naprawdę ciężko przekonać Naty, że tak szczerze żałuje i już nigdy tego nie zrobi...

Tak mijał kolejny dzień jej bezcelowego życia. Nie miała wątpliwości, że właśnie takie było, bo wiedziała, że przecież do niczego się już nie nadaje. Kiedyś, pięć lat temu, jej życie było zupełnie inne, takie, jak większości ludzi w jej wieku. Miała przyjaciół, miała pasje i marzenia, a teraz? Teraz miała tylko ten cholerny wózek, który nijak nie ułatwiał jej życia. Była już o tyle z siebie dumna, że udało jej się w miarę samodzielnie funkcjonować, bo w pierwszym roku po wypadku nie było to możliwe. Nie chciała nikogo obciążać, przecież tylko ona była winna temu, że teraz jest jak jest. W końcu to ona uparła się, żeby pojechać do tego sklepu, inni nie chcieli, spotkanie z okazji rocznicy ukończenia szkoły upływało doskonale i nie potrzeba było więcej jedzenia czy picia, ale ona i tak pojechała. I spotkała ją za to najgorsza kara. A przecież chciała tylko dobrze.
Usłyszała pukanie do drzwi. Westchnęła cicho i wytarła mokre ręce o ścierkę. Szybko wykręciła wózkiem i pojechała do wiatrołapu. Nacisnęła klamkę.
A na widok tego, kogo tam zobaczyła, zamarła.
Kiedy spotkała go na ulicy myślała, że to tylko przywidzenie. Wprawdzie Violetta i Leon mówili jej, że to był prawdziwy on, że to nie żadna fatamorgana, ale ona nie wierzyła. Była pewna, że jej oczy płatają jej figla.
Bo on nie mógł wrócić. Wyjechał do Hiszpanii, nie poinformował nikogo i przez prawie sześć lat nie dał znaku życia, dlaczego więc nagle miał wrócić? Przecież to nierealne.
Mimo wszystko, mimo tego, że wtedy ją zostawił, że nie pokazał, jak mu na niej zależy, to kochała go. Kochała go i nie mogła nic na to poradzić, choć chciała. Pragnęła przestać go kochać, przestać o nim myśleć. Nie chciała widzieć jego twarzy w swoich snach, bo wtedy coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że tak bardzo za nim tęskni.
A teraz? Teraz stał tutaj, żywy, prawdziwy.
Gdyby nie to, że był razem z Camilą - w końcu tak bardzo się przyjaźnili - nie uwierzyłaby, że to on. Przecież nie znał jej adresu, nie wiedział nic.
Chciała zamknąć drzwi, ale w swoim stanie mogła jedynie spróbować. On był szybszy. Postawił swoją nogę między nie a framugę, jedną ręką chwytając za klamkę.
- Tylko mnie wysłuchaj - poprosił.
Zacisnęła zęby. Jak on mógł ją o to prosić? Po tylu latach? Mimo, że go kochała, to nie mogła wybaczyć. To było za trudne.
- Nie mam takiego zamiaru.
- Natalia, on chce ci wszystko wytłumaczyć - wtrąciła się rudowłosa.
Dziewczyna rzuciła jej wrogie spojrzenie. - Nie broń go, nie zasługuje na to.
Spojrzał na nią z bólem. Dlaczego tak mówiła? Przecież ona nic nie wiedziała, nie miała pojęcia przez co musiał przechodzić.
- Naty, nie zrozumiesz, póki mnie nie wysłuchasz. - Praktycznie błagał. Mógł nawet przed nią uklęknąć. Byleby mu wybaczyła. Bo bez miłości, bez wybaczenia, człowiek jest nikim i on dobrze o tym wiedział. Chciał zobaczyć jak to jest. - Musisz mnie wysłuchać, ja ci wszystko opowiem, ale...
- Nie - przerwała mu. - Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia. Idź stąd. Idź stąd w tym momencie, rozumiesz? - Uparcie powstrzymywała łzy cisnące jej się do oczu. Nie chciała pokazać jaka jest słaba. Nie jemu. - Camila, zabierz go stąd.
Jej przyjaciółka położyła Ponte rękę na ramieniu. - Nie teraz.
- Ale, Natalia...
- Maxi, jedź do domu. Ona nie chce z tobą rozmawiać.
Spojrzał na nią wzrokiem przepełnionym bólem. Dlaczego nie chciała go wysłuchać? Przecież on tak bardzo ją kochał... Chciał to naprawić. Nie wiedział, czy będzie to możliwe.
Odszedł. Bez słowa. Kolejny raz. Ale tym razem na jej życzenie.
Przez chwilę patrzyła za nim.
- Przemyśl to. - Usłyszała głos Camili. - Daj mu jeszcze jedną szansę.
Nie odpowiedziała. I nie zaszczycając jej ani jednym spojrzeniem wycofała się do domu i zamknęła drzwi. Kiedy już nikt nie mógł jej zobaczyć, dała upust emocjom. Z jej oczu wypłynęły gorzkie łzy, które znała tak bardzo dobrze, bo przecież tyle razy miała okazję je wycierać...

- Weź tą szklankę. - Wskazała na blat. - Weź ją.
Spojrzał na nią zdezorientowany. - Po co?
- Po prostu ją weź.
Nie spuszczając z niej uważnego wzroku, posłusznie wziął szkło do ręki. Było takie leciutkie, delikatne... Musiał uważać na każdy, nawet najmniejszy ruch, aby go nie zniszczyć.
- Rzuć nią o podłogę. - Napotkała jego zaskoczony wzrok. - Nie patrz tak na mnie, rób co mówię. Rzuć nią.
Cisnął szklanką o podłogę. Rozprysła się na miliony kawałeczków, a każdy pobiegł w swoją stronę.
- A teraz przeproś. Poskłada się na nowo?
W jej oczach mógł dostrzec tyle bólu... Już nie widział tego chłodu i zimna, jak przy pierwszym spotkaniu. Już nie była taka bezwzględna. Teraz gubiła się w swoich myślach, nie wiedziała co ma robić.
A jemu nie przeszkadzał nawet ten mebel, z którym nie mogła się rozstać. Choćby chciała. Bo to była miłość bezwarunkowa, taka naprawdę szczera.
- Natalia, to co innego. Ja chcę naprawić swój błąd.
- Chcesz to zrobić po sześciu latach swojej nieobecności? Chyba trochę za późno, nie uważasz? Masz w ogóle szczęście, że wpuściłam cię do domu. Możesz podziękować Camili.
Przygryzła wargę.
Utrudniał. Utrudniał wszystko swoim uporem i chęcią pojednania. Jeszcze nie dała mu szansy wytłumaczyć całej tej sytuacji. Nie wiedziała, czy jest na to gotowa.
- Wiem, że jest ci ciężko - odezwał się po chwili. - Ale tylko spróbuj. Nadal nie możesz ze mną rozmawiać... Wiesz gdzie mieszkam. Przyjedź kiedyś, jeśli będziesz mogła. A jeśli nie, to po prostu zadzwoń, zostawiam ci twój numer. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
Nadzieję, która siedziała gdzieś tam w środku niego. Była taka maleńka i ledwo wyczuwalna, ale była, i to się liczyło. Bo bez nadziei człowiek jest nikim. Tak kiedyś powiedziała Natalia. Kiedyś. Ale wtedy byli jeszcze szczęśliwi. Razem.

Od: Natalia
01/07/2014 14:26
Gdzie mieszkasz? Podaj adres, przyjadę. Porozmawiamy.

Serce zabiło mu mocniej. Nabrał powietrza w płuca, aby za chwilę wypuścić je z głośnym świstem. A jednak się udało. Napisała do niego. Napisała, i chciała przyjechać, porozmawiać. Może w końcu mu wybaczy? Może będzie tak jak dawniej?
Zapomniał... Nic nie będzie jak dawniej. Nic. Natalia jeździ na wózku, jej życie jest teraz inne niż sześć lat temu. Tu już nie chodzi o niego, ale o nią, to jej jest ciężej. On będzie ją kochał, mimo wszystko. Zawsze ją kochał. To się nigdy nie zmieni.

Do: Natalia
01/07/2014 14:27
Tam gdzie wcześniej. Wyjść po ciebie?

Od: Natalia
01/07/2014 14:27
Dam radę.

Modlił się tylko, aby to wszystko się wyjaśniło, aby ona mu uwierzyła. Minęły dwa tygodnie od jego przyjazdu, a ona dopiero teraz zdecydowała się postawić krok na przód. Bała się, bała, on to wiedział i rozumiał. Bała się bólu, który czuła po jego wyjeździe, nie chciała przeżywać tego od nowa. Ale on już nie miał zamiaru wyjeżdżać. Chciał tutaj zostać na zawsze. Ze swoimi przyjaciółmi, z nimi chciał zostać. Chciał zostać z nią.

Patrzyła na niego uważnie. Przygryzała wargę, na której pojawiło się już kilka kropel krwi, ale ona się tym nie przejęła; nawet ich nie czuła.
A Maxi myślał, że zaraz nie wytrzyma. Naty nie odzywała się już od kilku minut - widocznie nadal analizowała jego wypowiedź. Opowiedział jej wszystko, nawet te szczegóły, o których nie wspominał swoim przyjaciołom. Ona miała prawo wszystko wiedzieć, ona musiała to wiedzieć. Jej należała się cała, caluteńka prawda. Nie chciał nic ukrywać. Nawet tych nic nieznaczących rzeczy.
- Długo obmyślałeś to kłamstwo? - spytała w końcu.
Zamrugał szybciej oczami. Nie uwierzyła mu. Sądziła, że łże. A on nie mógłby tego zrobić.
- To nie jest kłamstwo - zaprzeczył. - Powiedziałem ci teraz całą prawdę, Naty...
- Maxi, powiedz mi, jak mogę ci uwierzyć po sześciu latach? To wcale nie jest takie proste, wiesz? Nie wyobrażasz sobie, co ja przeżywałam kiedy wyjechałeś, przez co przechodziłam. Nie masz pojęcia jak się czułam. Ja tak bardzo cię kochałam, a ty to zignorowałeś, wyjechałeś sobie bez słowa do innego kraju, myślisz, że było mi łatwo?
Wziął głęboki oddech i ukrył twarz w dłoniach. Był głupi. Myślał, że tak szybko wybaczy mu takie coś. A na to przecież potrzeba czasu. Ale Maxi da jej go tyle, ile ona potrzebuje. Będzie czekać całą wieczność, jeśli tylko ona mu wybaczy.
Nie wytrzymał. Nie mógł znieść myśli, że ona może uważać, że zrobił to specjalnie, że celowo wyjechał. Dał upust emocjom. I wiesz co? Popłakał się. Popłakał się jak dziecko.
Podniósł głowę i spojrzał na nią. Nie odezwał się.
Zdrętwiała, kiedy zobaczyła łzy w jego oczach. Maxi nie mógł być tak dobrym aktorem.
- Maxi, czy ty...
- Natalia, ja cię kocham - przerwał jej. - Kocham się najbardziej na świecie, ty mi musisz uwierzyć...
Ponownie przygryzła wargę. Odblokowała wózek i podjechała do niego. Położyła dłoń na jego dłoni. - Nie chciałam, żebyś płakał... - Spojrzała w jego brązowe oczy, w których szkliły się łzy. Widziała w nich tyle miłości, tyle nadziei... Sama również nie wytrzymała. Po jej policzkach spływały już te słone krople, które tak często roniła po jego wyjeździe. Teraz płakała znowu przez niego, ale... Ale teraz miała nadzieję, że wszystko może być dobrze. - Maxi... Wierzę ci. Wierzę.

Buenos Aires, 3 lipca 2014 rok
Drogi Maxi,
piszę ten list, sama nie wiem dlaczego. Wiem, że to staromodne, jakby wycięte z jakiegoś dennego średniowiecznego romansu. Wiem, że mogłam wysłać Ci maila, esemesa lub po prostu powiedzieć Ci to wprost, ale nie umiałam. Chcę, żebyś potraktował to serio.
Wiesz, że nigdy nie przestałam Cię kochać? Nigdy. Zawsze o Tobie myślałam, nawet jeśli nie chciałam tego robić. Po prostu nie mogłam przestać. Teraz, gdy wróciłeś, w pierwszym momencie pomyślałam, że znowu wszystko będzie jak dawniej. Ale Ty dobrze wiesz, że nigdy nie będzie. Jestem kaleką i nie radzę sobie tak jak zdrowe dziewczyny w moim wieku. Nie chcę obciążać Cię moimi problemami. Dlatego uważam, że lepiej będzie, jeśli zostaniemy przyjaciółmi. Lepiej dla nas obojga. Proszę, odpisz cokolwiek,
Natalia.

Buenos Aires, 4 lipca 2014 rok
Natalia,
nie wiem dziewczyno, skąd Ci to przyszło do głowy. Chyba najpierw pisałaś, a dopiero później myślałaś. Cóż, zawsze tak robiłaś, odkąd pamiętam. Ale nie martw się, wybaczam Ci tą pomyłkę. Przecież każdemu może się zdarzyć. A w miłości podobno wybacza się wszystko, prawda?
Już powiedziałem Ci, że twój wózek mi w niczym nie przeszkadza. Kocham Cię za twoje serce, za twój charakter, a nie za wygląd, choć też jest wspaniały.
Tak, wiem, że chcesz mnie ukarać za to, że wcześniej Cię zostawiłem, ale jeśli zostaniemy przyjaciółmi, to będzie chyba przesada. Nie sądzisz chyba, że mógłbym to jakoś przeżyć, nie? Więc proszę Cię, Naty, nie pisz mi już więcej takich listów (inne możesz pisać, nie ma sprawy, lubię listy), bo nie mogę ich czytać. Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochać,
Maxi.

Siedzieli uśmiechnięci przy oknie; każde w swoim domu. Patrzyli na ten sam księżyc, świecący na ciemnoniebieskim niebie. Liczyli te same gwiazdy. W ręku trzymali list; on inny, ona również. On w kółko czytał jedno i to samo zdanie: „Wiesz, że nigdy nie przestałam Cię kochać? Nigdy.” a ona cały list, z każdym kolejnym razem przekonując się, że „prawdziwa miłość nigdy nie umiera.
Choć zakochani od siebie odejdą.”

Tak oto prezentuje się długo wyczekiwany (taak, wmawiaj sobie. Ciekawe kto go wyczekiwał, pff) part o Naxi. Powiem wam, że jestem z niego zadowolona. Hmm może to przez to, że zmieniłam perspektywę? Ale cóż, chyba każdy, kto zaczyna pisać - a przynajmniej większość, jak zauważyłam xD, - pisze w narracji pierwszoosobowej. Dopiero później się człowiek przestawia na trzecioosobową. I tak jest lepiej :)
Jak wam mijają wakacje? Ja byłam na tydzień u rodziny, teraz siedzę w domu :P Wycieczka jakaś się szykuje, ale ja tam jeszcze mało wiem, tak w ogóle xD Cóż, ale to w końcu ja.
Nie będę wam tutaj ględzić i tak dalej, bo nawet nie mam o czym. Zapraszam do czytania, a jak już przeczytaliście, to do komentowania ;)
I zapraszam też do udziału w konkursie na parta :D
Kocham was <3333

czwartek, 3 kwietnia 2014

ONE PART BROMILA - Wrócę do ciebie cz 3

Dziewczyny, prawdę mówiąc… Podstawówkę wspominam jako najgorszy okres w moim życiu. Nie wiecie, przez co ja wtedy przeszłam. Zacznijmy od tego, że nie byłam lubiana w szkole. Nikt nie miał jakiegoś specjalnego powodu – po prostu mnie nie lubili i tyle. Uważana byłam za odludka, za dziwadło… - Spojrzałam w okno. – W sumie, to doszłam do wniosku, że traktowali mnie tak, ponieważ kochałam muzykę. Od zawsze śpiewałam na apelach, akademiach i innych spotkaniach. Wprawdzie nikt nigdy nie powiedział nic dobrego, ale nie przejmowałam się tym. Za to wiele razy usłyszałam krytyczne uwagi…
Był też taki czas, kiedy byłam… szykanowana. Wyśmiewano mnie dosłownie ze wszystkiego. Za to jak chodzę, jak rozmawiam, jak się zachowuję… Byłam wykluczana ze wszelkich zabaw i zawsze odsuwano mnie na bok…
Byłam wtedy dzieckiem, miałam słabą psychikę. Zresztą, nadal mam, ale to nieistotne. Ważne jest to, że w tamtym czasie całe życie mnie przerastało. Pamiętam jak pewnego razu… - W moich oczach zebrały się łzy. – Wracałam wtedy ze szkoły. Sama, jak zawsze. Przechodziłam obok ślepego zaułka, kiedy ktoś wciągnął mnie za murek. Było to kilkoro uczniów z mojej szkoły, których znałam z widzenia. Wtedy… To było straszne… - Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. – Zwyzywali mnie od najgorszych, później pobili i zostawili na wpół przytomną. Do tej pory mam ślady… - Podwinęłam rękaw bluzy i pokazałam im wielką, jasną szramę ciągnącą się od nadgarstka, przez całą rękę, aż do ramienia. – Nie tylko te fizyczne. Moja psychika też się trochę zmieniła.
Po tym całym wydarzeniu popadłam w depresję. Miałam wtedy trzynaście lat… Razem z rodzicami przeprowadziliśmy się tutaj – do Buenos Aires. Jakoś się pozbierałam, choć nie do końca. I wtedy znalazłam Studio. Takie miejsce, o którym marzyłam zawsze, oraz takich przyjaciół, o jakich nawet nie pomyślałam. To chyba wszystko – zakończyłam i spojrzałam na dziewczyny.
Widziałam, jak powstrzymują się, żeby się nie rozpłakać.
- Jezu, Cami, ja nie wiedziałam… - powiedziała Francesca i przytuliła mnie z całej siły. – Wiedziałam tyle o ile, ale nie wiedziałam, że to było takie straszne.
- Ja też nic nie wiedziałam – rzekła cicho Violetta, a po jej twarzy zaczęły płynąć łzy.
- Ani ja – dodała Natalia. – Nic, kompletnie nic.
- Nie było widać – przyznałam. – Bo jakoś się pozbierałam. Dzięki wam. Naty, nawet to, że wtedy trzymałaś się z Ludmiłą, też mi pomogło. Przynajmniej nie rozpamiętywałam tamtych chwil, tylko myślałam o was.
Francesca oderwała się ode mnie i spojrzała na moją twarz.
- Przepraszam Camila – powiedziała. – Przepraszam… Powinnam była to wcześniej z ciebie wyciągnąć… Przez tyle czasu nie wiedziałam… Co ze mnie za przyjaciółka?
- Fran, nie mów tak – poprosiłam. – Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. Gdyby nie ty, Maxi i inni, to nadal żyłabym w depresji. Możliwe, że nadal byłabym wyśmiewana. Ja ci powinnam podziękować za to, że jesteś. Tylko za to.
- O Jezus Maria – usłyszeliśmy głos Violetty. Odwróciliśmy głowy w jej stronę.
- Co się stało? – spytałam.
- Chyba lody się roztopiły. – Uśmiechnęła się przez łzy.
- A ja miałam na nie ochotę… - westchnęłam również się uśmiechając. – Zaniesiemy je do zamrażalki, okey? Chodźcie ze mną, to weźmiemy od razu coś do picia.
- Pewnie, chodźmy – zgodziły się dziewczyny.
Wzięłam reklamówkę z lodami do ręki i wyszłam z pokoju, a moje przyjaciółki za mną. Zeszłyśmy po schodach i ruszyłyśmy do kuchni.
Wrzuciłam reklamówkę razem z lodami do zamrażalki.
- Dobra, to chcecie do picia? – zapytałam. – Jest woda, sok, herbata… Mogę jeszcze coś zrobić.
- Nie, ja poproszę wodę – wybrała Naty.
- Ja tak samo – dodała Violetta.
- Mi możesz nalać soku – powiedziała Fran.
- Okey, sekunda.
Wyciągnęłam z szafki cztery szklanki i plastikową tacę.
- Może weźmiemy to na górę? – zaproponowałam. – Tam będzie lepiej.
- No pewnie – zgodziły się dziewczyny.
Postawiłam szklanki na tacy i wzięłam ją do rąk.
- Możecie wziąć sok i wodę? – zapytałam.
- Jasne – odpowiedziała Violetta. Wzięła dwie dwulitrowe butelki i jedną podała Natalii.
Weszłyśmy po schodach na górę. Szłam uważnie, żeby nie zrzucić szklanek z tacy. Kiedy znalazłyśmy się w pokoju, postawiłam ją na biurku, wzięłam butelki od dziewczyn i nalałam do każdej szklanki picie.
- Dobra… - rzekłam. – Tu jest woda – Podałam jedną szklankę Naty. – Tutaj też – Drugą podałam Violetcie. – I tutaj sok. – Trzecią podałam Fran. –A tutaj dla mnie – Wzięłam ostatnią. – Okey, siadamy na łóżku.
To powiedziawszy, razem z dziewczynami podeszłyśmy do łóżka i usadowiłyśmy się na nim.
- Ale tym razem bez zrzucania – zastrzegła Violetta.
- Dokładnie – dodałam. – Raz wystarczy.
- Nie, nie zrzucimy was. – Uśmiechnęła się Nata. – Okey, o czym pogadamy?
- W sumie to nie wiem – zaśmiałam się. – Niby tyle tematów, a nie ma o czym rozmawiać.
- Jak zawsze – zgodziła się Francesca.
- No dobra… - zastanowiłam się. – Słuchajcie, mam pomysł… Zostaniecie na noc?
Spojrzałam na wszystkie dziewczyny po kolei. Twarze Naty i Violetty wyrażały radość, jednak moja najlepsza przyjaciółka trochę się skrzywiła.
- Coś nie tak, Fran? – zapytała. – Jeśli nie chcesz, to wcale nie musisz zostawać…
- Nie, nie chodzi o to – zaprzeczyła. – Tylko… Pokłóciłam się wczoraj z Luką… i nie wiem czy mi pozwoli.
- Pokłóciłaś się… - powiedziałam. – A o co poszło?
- Nie, po prostu… - westchnęła. – Zabronił mi wczoraj wieczorem wyjść z Marco.
- Jak to ci zabronił? – zdziwiła się Natalia.
- Normalnie. – Włoszka wzruszyła ramionami. – Powiedział, że jest za późno i za ciemno.
- Aaa… - odezwała się Viola. – To znaczy, zabronił ci, bo się po prostu o ciebie bał, a nie, bo nie chciał, żebyś wyszła z Marco.
- W sumie… - zastanowiła się dziewczyna. – chyba tak… Okey, mniejsza o to. Ważne, że się na niego zdenerwowałam i trochę mu nagadałam… Pokłóciliśmy się, a on wściekł się na mnie i powiedział, żebym go o nic więcej nie prosiła, bo na nic się nie zgodzi…
- No to ciężko… - stwierdziłam. – A może spróbuj zadzwonić? Może się jednak zgodzi?
- Właśnie – zgodziła się Naty. – Spróbować nigdy nie zaszkodzi.
- No… - Fran nie mogła się zdecydować. – Okey. Chi non sta cercando, questo perde.
- Okey – rzekłam. – Ale na przyszłość mów po hiszpańsku, dobra?
- Jasne, przepraszam – powiedziała dziewczyna. – No to dzwonię, ale jakby próbował mnie zabić przez telefon to interweniujcie, okey?
- Pewnie, nie martw się. – Zaśmiałam się. – Dawaj, dzwoń.
- Trzymajcie kciuki. – Włoszka odstawiła szklankę i wyjęła z kieszeni telefon i zaczęła w nim coś pstrykać. – Dam na głośnik.
Pokiwałyśmy głowami. Francesca nacisnęła zieloną słuchawkę, a po chwili usłyszałyśmy dźwięk sygnału. Po kilku sekundach odezwał się brat naszej przyjaciółki.
- Słucham?
- Luca? – spytała Włoszka. – Francesca z tej strony.
- Wiem, zauważyłem – powiedział ponuro, a dziewczyna spojrzała na nas ze wzrokiem „A nie mówiłam?” – Co chcesz?
- No, chciałam się zapytać… - zaczęła niepewnie Fran. – Bo…
- Możesz przejść do konkretów? – zapytał Luca. – Czy chcesz mnie zdenerwować jeszcze bardziej niż wczoraj?
- Okey… - westchnęła czarnowłosa. – Luca… mogę zostać na noc u Camili?
- A jak myślisz, co ci odpowiem? – odezwał się chłopak.
- No… - zająknęła się Francesca. – Że nie.
- I dobrze myślisz – przyznał głos po drugiej stronie.
- Ale Luca… - jęknęła dziewczyna.
- Nie jęcz mi tam – przerwał jej brat – bo i tak mnie nie przekonasz. Co, już nie pamiętasz co mi wczoraj powiedziałaś? Zapomniałaś?
- Nie Luca, tylko…
- No właśnie. Więc nie mamy o czym rozmawiać. O dziewiątej najpóźniej widzę cię w domu.
- Luca – odezwała się Włoszka. – Proszę cię!
- Wiem, że mnie prosisz, ale ja też ci coś wczoraj powiedziałem. Przypomnieć ci? Powiedziałem ci, żebyś mnie więcej o nic nie prosiła, bo i tak się nie zgodzę. I masz przykład.
- Luca, ale mi naprawdę zależy! – błagała dziewczyna.
- Trzeba było pomyśleć o tym wczoraj – powiedział obojętnym tonem chłopak. – A nie teraz przez telefon urządzać mi tutaj jakieś litanie.
- Okey, Luca… Wiem, że wczoraj źle zrobiłam, ale naprawdę, uwierz mi, poniosło mnie!
- Ja wiem, że cię poniosło – zgodził się Luca. – Ale musisz ponieść tego konsekwencje. Może następnym razem będziesz się hamować.
- Ja wiem, Luca, rozumiem, ale proszę cię! Możesz zrobić wszystko, możesz kazać mi sprzątać cały dom przez dwa tygodnie, zmywać codziennie, cokolwiek! Ale proszę cię, pozwól mi dzisiaj zostać u Cami!
- Co ci tak zależy? – zdziwił się.
- Luca, wszystkie dziewczyny dzisiaj tutaj nocują – powiedziała. – Znaczy wszystkie… Violetta i Naty… I wiesz… Ja też bym chciała… - dodała niepewnie.
- Francesca… - westchnął jej brat. – Ty mnie kiedyś wykończysz… Okey, możesz zostać u Camili.
- Naprawdę? – zapytała niedowierzając Francesca. – Luca, jesteś najlepszym bratem na świecie! Il migliore! Grazie, Luca! Ti amo!
- Per favore – odparł Włoch, a ja usłyszałam, jak się śmieje. – Tylko przyjdź jutro przed zajęciami do Resto, okey?
- Si, si, io verro! – powiedziała szczęśliwa dziewczyna. – Grazie! Ciao, Luca!
- Ciao, Francesca! – odparł chłopak, a po chwili usłyszeliśmy w słuchawce tylko sygnał przerwanego połączenia.
Włoszka spojrzała na nas wesołymi oczami.
- Ha accettato! – krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.
- Fran, zaraz wylejesz mi picie – zaśmiałam się.
- Spiacente – rzekła odsuwając się ode mnie. – Spiacente, Cami. Sono cosi felice!
- Oo, powoli Francesca – odezwała się Violetta. – Mów po hiszpańsku, bo cię nie rozumiemy.
- Jezu, tak, zapomniałam – przyznała dziewczyna. – Zapędziłam się.
- I widzisz – wtrąciłam. – Mówiłam, że się zgodzi.
- Tak, ale na początku ta rozmowa wyglądała trochę groźnie – dodała Natalia.
- Bo było groźnie – zgodziła się Włoszka. – Już po jego tonie poznałam jaki jest na mnie zły. Naprawdę, myślałam, że mnie zamorduje przez ten telefon!
- Ale cię nie zamordował – zaśmiałam się. – Więc się ciesz.
- No pewnie, że się cieszę! – krzyknęła dziewczyna. – Nawet nie wiesz jak bardzo! Mam najlepszego brata na świecie! Il migliore!
- A co to znaczy? – zaciekawiła się Violetta.
- Il migliore? – zapytała Francesca odwracając się w jej stronę. Viola pokiwała głową. – Najlepszy! Bo jest najlepszy!
- Okey, okey rozumiemy. – Uśmiechnęła się Naty. – A tak w ogóle, to ja nie wiem, czy moja mama pozwoli mi zostać.
- I mój tata tak samo – dodała Violetta. – Muszę zadzwonić.

Dziesięć minut później wszystkie dziewczyny dostały zgodę od rodziców. Moi również się zgodzili. Francesca, Naty i Violetta poszły do swoich domów po rzeczy im niezbędne, a ja uszykowałam miejsca do spania. Ubrałam tylko nowe poszewki na poduszki, bo każda miała przynieść swój śpiwór. Nie wiedziałam, gdzie dziewczyny będą chciały spać, więc w razie czego położyłam na ziemi gruby pled (czy jakoś tak) i nakryłam go kocem.
Później zeszłam do kuchni, żeby uszykować coś do jedzenia. Zrobiłam popcorn, tosty oraz frytki. Nigdy nie jadłam tak obficie, ale jak się bawić, to się bawić.
Kiedy już jedzenie było gotowe, postawiłam je na stoliku obok schodów. Następnie udałam się do salonu i wyciągnęłam z szuflady wszystkie płyty z filmami, jakie posiadałam. Planowałam, żebyśmy obejrzały je na górze, u mnie w pokoju na komputerze.
Kiedy tak siedziałam na podłodze i próbowałam coś wybrać, ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to moje przyjaciółki.
- Dobrze, że jesteście tak szybko – powiedziałam wpuszczając je do salonu. – Bo ja kompletnie nie wiem jaki film mam wybrać.
- Okey, pomożemy ci – zaoferowała się Viola. – Co masz?
- Wszystko – westchnęłam. – I w tym właśnie problem, za dużo tego jest. Są komedie, romanse, horrory, dramaty, thrillery i wszystko co możliwe.
- Rzeczywiście, dużo tego – przyznała Francesca siadając na podłodze obok tego wszystkiego. – Ale tak… Romanse odpadają, nie?
- Oczywiście – przyznałyśmy wszystkie na raz.
- Komedie?
- Nie za bardzo – odpowiedziała Natalia.
- Horrory?
- Bez chłopaków to tak nudno… - stwierdziła Violetta.
- O dramaty nawet nie pytam… - Uśmiechnęłyśmy się. – No to zostają nam thrillery.
- To chyba najlepsze – odezwałam się. – Tam jest ich kilka.
- Może „Supermarket”? – zapytała Włoszka. – Oglądałyście?
- Ja nie – rzekłam. – Leży tak, ale nigdy nie widziałam.
- Ja słyszałam, że niezły – rzekła Violetta.
- Ja nic o nim nie słyszałam, ale się zgadzam. – Uśmiechnęła się Naty.
- To co, mamy wybrany? – powiedziała Fran.
- Tak – powiedziałyśmy równocześnie.
- Okey… - Czarnowłosa podała nam płytę. – Trzymajcie. Gdzie schować resztę? – zwróciła się do mnie.
- A wiesz co… - Podeszłam do niej. – Pomóż mi to wrzucić gdzieś tam. – Wskazałam ręką szufladę.
Włożyłyśmy wszystko do niej, a potem wzięłyśmy jedzenie i udałyśmy się do mojego pokoju. Zadzwoniłyśmy jeszcze do Ludmiły z pytaniem, czy chce do nas dołączyć, ale okazało się, że pojechała w odwiedziny do swojej babci.

Spędziłyśmy razem szalony wieczór. Bawiłyśmy, śmiałyśmy, obejrzałyśmy super film, porobiłyśmy sobie świetne zdjęcia i zjadłyśmy tyle, ile tylko mogłyśmy – w tym lody czekoladowe. Zupełnie zapomniałam o tym, ze Broduey wyjechał na tam długo. Zapomniałam też o historii, którą opowiedziałam moim przyjaciółką. Po prostu świetnie się bawiłam. Siedziałybyśmy tak dłużej, gdyby o drugiej w nocy nie przypomniało się nam, że rano musimy iść na zajęcia do Studia.

Minęło już dokładnie dwadzieścia jeden dni, odkąd mój chłopak wyjechał do Brazylii. Tęskniłam za nim bardzo. Był moim tlenem, dzięki któremu łapałam życie. Dzięki niemu chodziłam wesoła, radosna, uśmiechnięta. On potrafił mnie rozweselić nawet wtedy, kiedy kompletnie nie miałam humoru. Kochałam go całą sobą i ogromnie cierpiałam, kiedy nie słyszałam jego głosu.
Dzwonił do mnie kilka razy dziennie. Pytał jak się trzymam i pocieszał mnie, że już niedługo wróci. Z niecierpliwością odliczałam dni, jakie zostały do jego powrotu. Chciałam, żeby ta chwila nadeszła jak najszybciej, żebym znowu mogła go zobaczyć, przytulić go, pocałować… Żebym mogła mu powiedzieć, jak bardzo go kocham i jak bardzo tęskniłam.
Na początku oczywiście płakałam bardzo często. W nocy wylewałam łzy w poduszkę, a w dzień starałam się jakoś trzymać, choć gdy wracałam domu zamykałam się w swoim pokoju, i nie raz kilka łez spływało po moich policzkach.
Moi przyjaciele pocieszali mnie jak tylko mogli. Byli przy mnie cały czas. Nie tylko dziewczyny – chłopcy też. Maxi, Andres, Leon, Diego i inni. Mówili miłe słowa, nie pozwalali, żebym chodziła smutna – wręcz zmuszali mnie do uśmiechu. Kochałam ich za to.

Z Camilą było już lepiej. Wiedziałam co prawda, że często płakała, ale rozumiałam to.
Nie wiedziałam, że moja przyjaciółka miała tak ciężko w życiu… Ten czas, kiedy chodziła do podstawówki… Z jej opowieści wynikało, że było naprawdę strasznie. Jestem pełna podziwu dla niej, że potrafiła się pozbierać i żyć dalej z taką wesołością i optymizmem, jak nikt inny.
Widziałam jej twarz, kiedy rozmawiała przez telefon z Brodueyem. Widziałam jej radość, która niestety szybko znikała po tym, jak połączenie się kończyło.
Kolejny dzień mijał nam bardzo wolno. Mieliśmy właśnie przerwę przed lekcjami z Angie.
Ja spędzałam tą przerwę w łazience, poprawiając włosy. Moi znajomi siedzieli pod klasą, ale ja koniecznie musiałam przyjść tutaj. Powodem był fakt, że na zajęciach z tańca kilkakrotnie powtarzałam krok, w którym trzeba było zrobić podwójną gwiazdę i na końcu szpagat. Efektem tych ćwiczeń były moje splątane włosy, które trudno było rozczesać.
Właśnie siłowałam się z kolejnym kołtunem, kiedy mój telefon zaczął wibrować mi w kieszeni.
Położyłam szczotkę na umywalce i wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Zdziwiłam się, kiedy na wyświetlaczu zobaczyłam imię chłopaka mojej przyjaciółki.
- Słucham? – Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo Fran? – odezwał się Broduey. – Dzwonię, bo mam sprawę. Nie przeszkadzam, nie masz zajęć?
- Nie, nie przeszkadzasz, na razie przerwa – odparłam. – O co chodzi?
- W sumie, to mam dobre wiadomości – rzekł chłopak.
- No, no, dawaj – popędziłam go. – Ja dobre, to szybko mów.
- Okey… - zastanowił się. – Wracam wcześniej do Argentyny.
Znieruchomiałam, kiedy usłyszałam te słowa.
- Co? – zapytałam po chwili. – To świetnie Broduey! Naprawdę! Nawet nie wiesz jak Camila się ucieszy, gdy jej to powiem…
- Nie, nie, nie! – przerwał mi. – Ona nie może się dowiedzieć.
- Jak to? – zdziwiłam się. – Jak nie może wiedzieć?
- Chcę jej zrobić niespodziankę – wytłumaczył mi. – A gdybyś jej powiedziała, to niespodzianki by nie było.
- Aa, rozumiem! – Uśmiechnęłam. – Okey, nie powiem jej. A kiedy wracasz?
- Wylatuję jutro z samego rana – powiedział.
- To szybko – stwierdziłam.
- Tak, mój tata ma znajomości – zaśmiał się. – A w Argentynie będę gdzieś przed południem. W Studiu powinienem być przed trzynastą.
- No to świetnie – ucieszyłam się. – My będziemy jak zawsze całą paczką siedzieć na murku przy parku.
- Okey – odparł. – Ja przyjdę, jak wy już tam będziecie.
- Jasne – rzekłam. – A…
Przerwałam, ponieważ w tym momencie do łazienki weszła Camila.
- Fran, już był dzwonek – powiedziała.
- Już? – zapytałam. – Chwila, skończę rozmawiać. No to na czym skończyliśmy…. Aha… Tak, tak, możesz zrobić spaghetti na kolację.
- Camila przyszła? – zaśmiał się Broduey.
- Oczywiście, bracie, dla mnie bez mięsa – powiedziałam.
- Dobra, Fran, to jutro o trzynastej na murku przy parku, okey? – zapytał chłopak.
- Pewnie, pewnie, sos pomidorowy – odparłam. – Przepraszam, ale muszę iść na lekcje. Do zobaczenia!
- Cześć, Francesca, do jutra – pożegnał się Broduey.
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i schowałam telefon do kieszeni.
- Nie za szybko ten dzwonek? – zapytałam.
- Nie, jak zawsze – zaprzeczyła Cami. – Jeszcze się nie rozczesałaś?
- Właśnie nie… - Wzięłam do ręki szczotkę. – Pomożesz mi?
- Pewnie. – Podeszła do mnie, wzięła szczotkę i zaczęła czesać moje włosy z tyłu. – Fran… Nie, żebym była wścibska, ale… Z kim rozmawiałaś?
- Z Luką – odparłam niepewnie. – A co?
- Nie, nic… - zastanowiła się. – Ale na pewno z nim?
- Ttak… - zająknęłam się. Nie umiałam dobrze kłamać. – Zadzwonił zapytać się, czy będę jadła spaghetti na kolację.
- Nigdy ci się tak nie pytał – zwątpiła ruda. – A nawet jeśli, to nigdy nie dzwonił do ciebie.
- Ostatnio… - Próbowałam coś wymyślić. – Ostatnio była taka sytuacja, że zrobił coś do jedzenia, a ja tego nie chciałam… I dzisiaj wolał się upewnić, więc zadzwonił, bo… Bo nie był pewny czy się zobaczymy do wieczora i wiesz… Taka rzecz.
- Okey… I tak ci nie wierzę, Francesca – rzekła Camila. – Ale nie będę wnikać. Dobra, już ci rozczesałam.
Odwróciłam się i wzięłam od niej szczotkę. Schowałam ją do torby, a torbę zarzuciłam na ramię.
- Idziemy już? – zapytałam.
- Tak, już po dzwonku.

Tak, widziałam, że Fran łgała. Chociaż ciekawiło mnie dlaczego, to nie wypytywałam jej. Jak będzie chciała to powie, jest moją przyjaciółką i ufam jej.
Minął kolejny dzień nauki w Studio, i kolejny dzień pobytu mojego chłopaka w Brazylii. Po zajęciach poszłam z moją paczką do Resto. Wypiliśmy po koktajlu, a później poszłam do domu.
Ten dzień chciałam spędzić sama. Nigdzie nie byłam, a mnie też nikt nie odwiedził, ponieważ prosiłam o to.
Do wieczora siedziałam u siebie. Czytałam książkę, grałam na keyboardzie, śpiewałam, a później zmęczona położyłam się spać…

Następnego dnia wstałam wypoczęta. Powoli, nie śpiesząc się, spakowałam torbę do Studia, ubrałam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu.
Szłam spacerem przez ulice Buenos Aires. Mijałam kolejne ulice i osiedla. Wybrałam dłuższą drogę, ponieważ miałam jeszcze prawie pół godziny do rozpoczęcia lekcji.
Kiedy byłam już w połowie drogi, usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam idących za mną Francescę i Maxiego. Zatrzymałam się i poczekałam na nich.
- Hej – powiedziała Fran, kiedy mnie dogonili. – Co ty dzisiaj tak wcześnie?
- Poszłam spać o siódmej, więc już się wyspałam. – Uśmiechnęłam się.
- No to ci zazdroszczę – odezwał się Maxi. – Ja mógłbym zasnąć na stojąco.
- A trzeba było tyle siedzieć na tym komputerze? – zaśmiałam się. – To teraz widzisz skutki tego twojego nocnego surfowania.
- Widzę, widzę… - westchnął. – Bóg też widzi i nie grzmi! – Uniósł ręce do góry. – Dlaczego nie grzmisz?!
- Bo nie może zrozumieć twojej głupoty – wtrąciła Francesca.
- Wiesz co? – prychnął chłopak.
- Nie no, żartuję – uspokoiła go Włoszka.
- Masz szczęście. – Uśmiechnął się Maxi.
- Okey, chodźcie do Studia – przerwałam im. – Możemy być trochę wcześniej.

Na pierwszej lekcji mieliśmy zajęcia taneczne. Gregorio – jak to on – ponarzekał, nawrzeszczał, że wszystko robimy źle i pokazał nam nowy układ.
Następną godzinę spędziliśmy z Angie, a jeszcze kolejną z Pablo.
Na długiej przerwie – koło trzynastej – wyszliśmy na dwór.
- Gdzie idziemy? – spytałam.
- Tam gdzie zawsze – odparła Fran. – Na murek przy parku.
Całą paczką udaliśmy się tam. Było to nasze ulubione miejsce, to właśnie tam najlepiej nam się siedziało i rozmawiało.
Chłopaki wyjęli jakieś kartki i zaczęli coś mówić. Coś, że napisali nową piosenkę dla zespołu. Szczerze mówiąc, to nie słuchałam ich, tylko wpatrywałam się w swoje buty. Znów myślałam o Brodueyu… Że muszę jeszcze tyle czekać, żeby się z nim spotkać.
- Camila – Usłyszałam głos Leona, dlatego podniosłam głowę. – Camila, słuchasz nas?
- Co…? – zapytałam. – Nie, nie, przepraszam, zamyśliłam się. Co chcecie?
- Pytaliśmy, co sądzisz o naszej piosence – odezwał się Maxi.
- O piosence… - Powtórzyłam, a Leon podał mi kartkę z nutami i z tekstem. Przyjrzałam się, przeczytałam i pokiwałam głową. – Świetna. – Uśmiechnęłam się. – Zresztą jak wszystko co piszecie.
- Okey, Cami, nie musisz udawać – zaśmiał się Marco.
- Ja wcale nie udaję – zaprzeczyłam. – To jest naprawdę świetne!
- Nie w tej sprawie – odezwał się Diego. – Nie musisz udawać, że jesteś wesoła. Widzimy, jaka jesteś przygnębiona.
- Wcale nie jestem – rzekłam. – Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor.
- Tak, na pewno – odezwała się Ludmiła. – Nas nie oszukasz.
- Nie martw się, Cami – rzekła Francesca. – Broduey wróci.
- Szybciej niż myślisz… - wtrąciła cicho Violetta.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nią zdziwiona. Leon powiedział jej coś na ucho i przyciągnął do siebie ramieniem.
Przeleciałam wzrokiem po twarzach moich przyjaciół. Wszyscy szeroko się uśmiechali. Nie wiedziałam kompletnie o co im chodzi.
- Okey… - powiedziałam niepewnie. – Nie będę pytać.
W tym momencie ktoś zasłonił mi oczy rękami.
- A może jednak? – usłyszałam najpiękniejszy głos na świecie.
Po tych słowach zesztywniałam. Na mojej twarzy zapewne pojawiło się zdziwienie. Moje serce zatrzymało się, żeby po chwili zacząć bić jeszcze szybciej. Nie mogłam uwierzyć w to, co się teraz dzieje.
Ściągnęłam ręce z moich oczu. Jednak bałam się odwrócić…

Wróciłem wcześniej do Argentyny, ponieważ nie mogłem już wytrzymać bez Camili. Rozmowy nie wystarczały.
Kiedy opowiedziałem o całej sytuacji mojej siostrze, ta natychmiast kazała mi wracać. Widziała, jak bardzo zależy mi na Cami i jak jest mi bez niej ciężko.
Samolot wylądował. Na lotnisku czekał już na mnie mój ojciec, który mieszkał ze mną tutaj (moja siostra mieszkała z naszą matką) razem z samochodem. Zapakowałem do niego bagaże i ruszyliśmy.
Ja wysiadłem koło Studia, a on pojechał do domu.
Kiedy szedłem w stronę murku przy parku, gdzie umówiłem się telefonicznie z Fran, z daleka zobaczyłem moją dziewczynę.
Jej rudawe włosy opadały gładko na plecy. Siedziała pochylona i czytała coś, co było na kartce.
Później rozmawiała z naszymi przyjaciółmi. Wtedy podszedłem bliżej. Oni zauważyli mnie i zaczęli się uśmiechać, jednak Cami mnie nie widziała, ponieważ siedziała do mnie tyłem.
Podszedłem jeszcze bliżej. Starałem się być cicho, żeby mnie nie usłyszała.
Zakryłem jej oczy rękami.
- A może jednak? – odezwałem się nawiązując do jej poprzedniej wypowiedzi.
Przez chwilę się nie ruszała. Cała zesztywniała. Później jednak zdjęła powoli moje dłonie ze swoich oczu i równie wolno odwróciła się w moją stronę.
- Broduey…? – powiedziała cicho, niedowierzając.
Nie odezwałem się, tylko stałem i czekałem na jej dalszą reakcję.
- Broduey! – krzyknęła, wstała z murku, podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję.
Przytuliłem ją do siebie z całej siły. Odsunęła się i spojrzała na mnie swoimi czarnymi oczami.
- Nie wierzę… - szepnęła. – Nie wierzę…
- To uwierz. – Uśmiechnąłem się. – Jestem tutaj. Stoję przy tobie, jestem prawdziwy.
Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Łzy szczęścia. Zbliżyłem swoją twarz do jej i pocałowałem ją. Pierwszy raz od miesiąca. Tak tęskniłem… Tęskniłem za jej obecnością, za jej twarzą, za jej cudownymi włosami, za fenomenalnym głosem i za tymi czarnymi jak węgiel oczami, które nie wyrażały nic.
Przytuliłem ją raz jeszcze.
- Kocham cię – szepnęła.
- Ja też cię kocham – odparłem. – Najbardziej na świecie. I już nigdy cię nie zostawię.
- Przysięgasz? – zapytała patrząc na mnie oczami mokrymi od łez.
- Przysięgam – potwierdziłem. – Na wszystko co mam. Jesteś dla mnie najważniejsza.
Ponownie zagłębiliśmy się w pocałunku.
Kiedy nasze usta się stykały, nie liczyło się nic.
Cały świat przestawał dla nas istnieć.
Była tylko Ona i Ja.
Ja i Ona.
Byliśmy tylko My…
   
Tatatatam, oto Bromila cz 3 by Ola. I jak? Wieeeem, beznadzieja, ale ja wciąż tłumaczę się tym, że pisałam to ponad pół roku temu :D
Wiem, jestem szczera, ale chce mi się śmiać z tego fragmentu o Fran xD Ze spaghetti :P Czy tylko mi? :D
Więc wszyscy zgadzamy się co do tego, że ten part był beznadziejny, a teraz przejdźmy do czegoś innego. Chcecie tłumaczenie wypowiedzi z włoskiego? Raczej tak, wszyscy tu chyba Polacy, a włoskiego rzadko w szkołach uczą, a wielka szkoda, bo taki piękny język <3333 No dobrze, oto tłumaczenia:
 
Chi non sta cercando, questo perde – Kto nie próbuje, ten traci
Il migliore – Najlepszy
Grazie – Dziękuję
Ti amo – Kocham cię
Si, si io verro – Tak, tak, przyjdę
Ciao – Cześć
Ha accettato – Zgodził się
Spaciente – Przepraszam
Sono cosi felice – Jestem taka szczęśliwa

Oczywiście, tłumaczyć mi pomagał mój ukochany wujek tłumacz google, więc jak coś jest źle, to do niego pretensje, nie do mnie, bo ja włoskiego nie umiem :D

 Wiecie co? Zakochałam się:


        Oczywiście, Camila - "No, noooo" do Fran xD Marco tak cudownie śpiewa, a jeszcze jak chłopaki wskoczyli do niego na refren, to myślałam, że telewizor zacznę całować :D
        Ale nie zapominajmy o psychicznej Anie, która musiała okłamać Francesce i powiedzieć jej, że Marco każdą dziewczynę tak wyrywa. Czy tylko ja jej nie lubię?

        I jeszcze to:





        Bo przecież nie można zapomnieć o wściekłej Francesce, Camili, która trzyma ją, żeby nie zeszła ze sceny, i oczywiście, znów o psychicznej Anie, która się na nią wkurza, Bóg wie czemu :D 

        Ale jak Fran zaczęła śpiewać to to normalnie piękne było, chociaż dziwnie na początku zaśpiewała :D

        Koniec mojego ględzenia o Violettcie xD

   
        Przypominam, że rozdział na moim drugim blogu pojawi się, gdy piętnaście osób skomentuje rozdział. Na razie skomentowało dwanaście osób, więc jeszcze czekam xD

         I co tu jeszcze napisać? 

        Disney znowu robi przerwę w Violettcie, a później jeszcze tylko 15 odcinków i koniec sezonu, ja nie wytrzymam :P
        Niechże się pośpieszą z kręceniem Violetta 3 noooo xD
   
        Miałam coś jeszcze dodać? Wiem, że o czymś zapomniałam, czuję to :D

        Aha :P W zakładce "Opis bloga i zwiastun" możecie zobaczyć.... opis bloga i zwiastun! Dziwne, nie? xD Dobra, wariuję :P Wiecie, całe życie myślałam, że nie można zrobić zwiastuna na blog z OP, ale jak zaczęłam, to się okazało, ze to wcale nie takie trudne xD

        Kolejny part - o Marcesce - pojawi się w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że temat was zaciekawi, i wgl :D

        Okey, teraz to chyba już wszystko :D


        Dziękuję za komentarze, wyświetlenia i wgl:**** Kocham was <333333