Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bromila. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bromila. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

ONE PART BROMILA - Wrócę do ciebie cz 3

Dziewczyny, prawdę mówiąc… Podstawówkę wspominam jako najgorszy okres w moim życiu. Nie wiecie, przez co ja wtedy przeszłam. Zacznijmy od tego, że nie byłam lubiana w szkole. Nikt nie miał jakiegoś specjalnego powodu – po prostu mnie nie lubili i tyle. Uważana byłam za odludka, za dziwadło… - Spojrzałam w okno. – W sumie, to doszłam do wniosku, że traktowali mnie tak, ponieważ kochałam muzykę. Od zawsze śpiewałam na apelach, akademiach i innych spotkaniach. Wprawdzie nikt nigdy nie powiedział nic dobrego, ale nie przejmowałam się tym. Za to wiele razy usłyszałam krytyczne uwagi…
Był też taki czas, kiedy byłam… szykanowana. Wyśmiewano mnie dosłownie ze wszystkiego. Za to jak chodzę, jak rozmawiam, jak się zachowuję… Byłam wykluczana ze wszelkich zabaw i zawsze odsuwano mnie na bok…
Byłam wtedy dzieckiem, miałam słabą psychikę. Zresztą, nadal mam, ale to nieistotne. Ważne jest to, że w tamtym czasie całe życie mnie przerastało. Pamiętam jak pewnego razu… - W moich oczach zebrały się łzy. – Wracałam wtedy ze szkoły. Sama, jak zawsze. Przechodziłam obok ślepego zaułka, kiedy ktoś wciągnął mnie za murek. Było to kilkoro uczniów z mojej szkoły, których znałam z widzenia. Wtedy… To było straszne… - Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. – Zwyzywali mnie od najgorszych, później pobili i zostawili na wpół przytomną. Do tej pory mam ślady… - Podwinęłam rękaw bluzy i pokazałam im wielką, jasną szramę ciągnącą się od nadgarstka, przez całą rękę, aż do ramienia. – Nie tylko te fizyczne. Moja psychika też się trochę zmieniła.
Po tym całym wydarzeniu popadłam w depresję. Miałam wtedy trzynaście lat… Razem z rodzicami przeprowadziliśmy się tutaj – do Buenos Aires. Jakoś się pozbierałam, choć nie do końca. I wtedy znalazłam Studio. Takie miejsce, o którym marzyłam zawsze, oraz takich przyjaciół, o jakich nawet nie pomyślałam. To chyba wszystko – zakończyłam i spojrzałam na dziewczyny.
Widziałam, jak powstrzymują się, żeby się nie rozpłakać.
- Jezu, Cami, ja nie wiedziałam… - powiedziała Francesca i przytuliła mnie z całej siły. – Wiedziałam tyle o ile, ale nie wiedziałam, że to było takie straszne.
- Ja też nic nie wiedziałam – rzekła cicho Violetta, a po jej twarzy zaczęły płynąć łzy.
- Ani ja – dodała Natalia. – Nic, kompletnie nic.
- Nie było widać – przyznałam. – Bo jakoś się pozbierałam. Dzięki wam. Naty, nawet to, że wtedy trzymałaś się z Ludmiłą, też mi pomogło. Przynajmniej nie rozpamiętywałam tamtych chwil, tylko myślałam o was.
Francesca oderwała się ode mnie i spojrzała na moją twarz.
- Przepraszam Camila – powiedziała. – Przepraszam… Powinnam była to wcześniej z ciebie wyciągnąć… Przez tyle czasu nie wiedziałam… Co ze mnie za przyjaciółka?
- Fran, nie mów tak – poprosiłam. – Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. Gdyby nie ty, Maxi i inni, to nadal żyłabym w depresji. Możliwe, że nadal byłabym wyśmiewana. Ja ci powinnam podziękować za to, że jesteś. Tylko za to.
- O Jezus Maria – usłyszeliśmy głos Violetty. Odwróciliśmy głowy w jej stronę.
- Co się stało? – spytałam.
- Chyba lody się roztopiły. – Uśmiechnęła się przez łzy.
- A ja miałam na nie ochotę… - westchnęłam również się uśmiechając. – Zaniesiemy je do zamrażalki, okey? Chodźcie ze mną, to weźmiemy od razu coś do picia.
- Pewnie, chodźmy – zgodziły się dziewczyny.
Wzięłam reklamówkę z lodami do ręki i wyszłam z pokoju, a moje przyjaciółki za mną. Zeszłyśmy po schodach i ruszyłyśmy do kuchni.
Wrzuciłam reklamówkę razem z lodami do zamrażalki.
- Dobra, to chcecie do picia? – zapytałam. – Jest woda, sok, herbata… Mogę jeszcze coś zrobić.
- Nie, ja poproszę wodę – wybrała Naty.
- Ja tak samo – dodała Violetta.
- Mi możesz nalać soku – powiedziała Fran.
- Okey, sekunda.
Wyciągnęłam z szafki cztery szklanki i plastikową tacę.
- Może weźmiemy to na górę? – zaproponowałam. – Tam będzie lepiej.
- No pewnie – zgodziły się dziewczyny.
Postawiłam szklanki na tacy i wzięłam ją do rąk.
- Możecie wziąć sok i wodę? – zapytałam.
- Jasne – odpowiedziała Violetta. Wzięła dwie dwulitrowe butelki i jedną podała Natalii.
Weszłyśmy po schodach na górę. Szłam uważnie, żeby nie zrzucić szklanek z tacy. Kiedy znalazłyśmy się w pokoju, postawiłam ją na biurku, wzięłam butelki od dziewczyn i nalałam do każdej szklanki picie.
- Dobra… - rzekłam. – Tu jest woda – Podałam jedną szklankę Naty. – Tutaj też – Drugą podałam Violetcie. – I tutaj sok. – Trzecią podałam Fran. –A tutaj dla mnie – Wzięłam ostatnią. – Okey, siadamy na łóżku.
To powiedziawszy, razem z dziewczynami podeszłyśmy do łóżka i usadowiłyśmy się na nim.
- Ale tym razem bez zrzucania – zastrzegła Violetta.
- Dokładnie – dodałam. – Raz wystarczy.
- Nie, nie zrzucimy was. – Uśmiechnęła się Nata. – Okey, o czym pogadamy?
- W sumie to nie wiem – zaśmiałam się. – Niby tyle tematów, a nie ma o czym rozmawiać.
- Jak zawsze – zgodziła się Francesca.
- No dobra… - zastanowiłam się. – Słuchajcie, mam pomysł… Zostaniecie na noc?
Spojrzałam na wszystkie dziewczyny po kolei. Twarze Naty i Violetty wyrażały radość, jednak moja najlepsza przyjaciółka trochę się skrzywiła.
- Coś nie tak, Fran? – zapytała. – Jeśli nie chcesz, to wcale nie musisz zostawać…
- Nie, nie chodzi o to – zaprzeczyła. – Tylko… Pokłóciłam się wczoraj z Luką… i nie wiem czy mi pozwoli.
- Pokłóciłaś się… - powiedziałam. – A o co poszło?
- Nie, po prostu… - westchnęła. – Zabronił mi wczoraj wieczorem wyjść z Marco.
- Jak to ci zabronił? – zdziwiła się Natalia.
- Normalnie. – Włoszka wzruszyła ramionami. – Powiedział, że jest za późno i za ciemno.
- Aaa… - odezwała się Viola. – To znaczy, zabronił ci, bo się po prostu o ciebie bał, a nie, bo nie chciał, żebyś wyszła z Marco.
- W sumie… - zastanowiła się dziewczyna. – chyba tak… Okey, mniejsza o to. Ważne, że się na niego zdenerwowałam i trochę mu nagadałam… Pokłóciliśmy się, a on wściekł się na mnie i powiedział, żebym go o nic więcej nie prosiła, bo na nic się nie zgodzi…
- No to ciężko… - stwierdziłam. – A może spróbuj zadzwonić? Może się jednak zgodzi?
- Właśnie – zgodziła się Naty. – Spróbować nigdy nie zaszkodzi.
- No… - Fran nie mogła się zdecydować. – Okey. Chi non sta cercando, questo perde.
- Okey – rzekłam. – Ale na przyszłość mów po hiszpańsku, dobra?
- Jasne, przepraszam – powiedziała dziewczyna. – No to dzwonię, ale jakby próbował mnie zabić przez telefon to interweniujcie, okey?
- Pewnie, nie martw się. – Zaśmiałam się. – Dawaj, dzwoń.
- Trzymajcie kciuki. – Włoszka odstawiła szklankę i wyjęła z kieszeni telefon i zaczęła w nim coś pstrykać. – Dam na głośnik.
Pokiwałyśmy głowami. Francesca nacisnęła zieloną słuchawkę, a po chwili usłyszałyśmy dźwięk sygnału. Po kilku sekundach odezwał się brat naszej przyjaciółki.
- Słucham?
- Luca? – spytała Włoszka. – Francesca z tej strony.
- Wiem, zauważyłem – powiedział ponuro, a dziewczyna spojrzała na nas ze wzrokiem „A nie mówiłam?” – Co chcesz?
- No, chciałam się zapytać… - zaczęła niepewnie Fran. – Bo…
- Możesz przejść do konkretów? – zapytał Luca. – Czy chcesz mnie zdenerwować jeszcze bardziej niż wczoraj?
- Okey… - westchnęła czarnowłosa. – Luca… mogę zostać na noc u Camili?
- A jak myślisz, co ci odpowiem? – odezwał się chłopak.
- No… - zająknęła się Francesca. – Że nie.
- I dobrze myślisz – przyznał głos po drugiej stronie.
- Ale Luca… - jęknęła dziewczyna.
- Nie jęcz mi tam – przerwał jej brat – bo i tak mnie nie przekonasz. Co, już nie pamiętasz co mi wczoraj powiedziałaś? Zapomniałaś?
- Nie Luca, tylko…
- No właśnie. Więc nie mamy o czym rozmawiać. O dziewiątej najpóźniej widzę cię w domu.
- Luca – odezwała się Włoszka. – Proszę cię!
- Wiem, że mnie prosisz, ale ja też ci coś wczoraj powiedziałem. Przypomnieć ci? Powiedziałem ci, żebyś mnie więcej o nic nie prosiła, bo i tak się nie zgodzę. I masz przykład.
- Luca, ale mi naprawdę zależy! – błagała dziewczyna.
- Trzeba było pomyśleć o tym wczoraj – powiedział obojętnym tonem chłopak. – A nie teraz przez telefon urządzać mi tutaj jakieś litanie.
- Okey, Luca… Wiem, że wczoraj źle zrobiłam, ale naprawdę, uwierz mi, poniosło mnie!
- Ja wiem, że cię poniosło – zgodził się Luca. – Ale musisz ponieść tego konsekwencje. Może następnym razem będziesz się hamować.
- Ja wiem, Luca, rozumiem, ale proszę cię! Możesz zrobić wszystko, możesz kazać mi sprzątać cały dom przez dwa tygodnie, zmywać codziennie, cokolwiek! Ale proszę cię, pozwól mi dzisiaj zostać u Cami!
- Co ci tak zależy? – zdziwił się.
- Luca, wszystkie dziewczyny dzisiaj tutaj nocują – powiedziała. – Znaczy wszystkie… Violetta i Naty… I wiesz… Ja też bym chciała… - dodała niepewnie.
- Francesca… - westchnął jej brat. – Ty mnie kiedyś wykończysz… Okey, możesz zostać u Camili.
- Naprawdę? – zapytała niedowierzając Francesca. – Luca, jesteś najlepszym bratem na świecie! Il migliore! Grazie, Luca! Ti amo!
- Per favore – odparł Włoch, a ja usłyszałam, jak się śmieje. – Tylko przyjdź jutro przed zajęciami do Resto, okey?
- Si, si, io verro! – powiedziała szczęśliwa dziewczyna. – Grazie! Ciao, Luca!
- Ciao, Francesca! – odparł chłopak, a po chwili usłyszeliśmy w słuchawce tylko sygnał przerwanego połączenia.
Włoszka spojrzała na nas wesołymi oczami.
- Ha accettato! – krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.
- Fran, zaraz wylejesz mi picie – zaśmiałam się.
- Spiacente – rzekła odsuwając się ode mnie. – Spiacente, Cami. Sono cosi felice!
- Oo, powoli Francesca – odezwała się Violetta. – Mów po hiszpańsku, bo cię nie rozumiemy.
- Jezu, tak, zapomniałam – przyznała dziewczyna. – Zapędziłam się.
- I widzisz – wtrąciłam. – Mówiłam, że się zgodzi.
- Tak, ale na początku ta rozmowa wyglądała trochę groźnie – dodała Natalia.
- Bo było groźnie – zgodziła się Włoszka. – Już po jego tonie poznałam jaki jest na mnie zły. Naprawdę, myślałam, że mnie zamorduje przez ten telefon!
- Ale cię nie zamordował – zaśmiałam się. – Więc się ciesz.
- No pewnie, że się cieszę! – krzyknęła dziewczyna. – Nawet nie wiesz jak bardzo! Mam najlepszego brata na świecie! Il migliore!
- A co to znaczy? – zaciekawiła się Violetta.
- Il migliore? – zapytała Francesca odwracając się w jej stronę. Viola pokiwała głową. – Najlepszy! Bo jest najlepszy!
- Okey, okey rozumiemy. – Uśmiechnęła się Naty. – A tak w ogóle, to ja nie wiem, czy moja mama pozwoli mi zostać.
- I mój tata tak samo – dodała Violetta. – Muszę zadzwonić.

Dziesięć minut później wszystkie dziewczyny dostały zgodę od rodziców. Moi również się zgodzili. Francesca, Naty i Violetta poszły do swoich domów po rzeczy im niezbędne, a ja uszykowałam miejsca do spania. Ubrałam tylko nowe poszewki na poduszki, bo każda miała przynieść swój śpiwór. Nie wiedziałam, gdzie dziewczyny będą chciały spać, więc w razie czego położyłam na ziemi gruby pled (czy jakoś tak) i nakryłam go kocem.
Później zeszłam do kuchni, żeby uszykować coś do jedzenia. Zrobiłam popcorn, tosty oraz frytki. Nigdy nie jadłam tak obficie, ale jak się bawić, to się bawić.
Kiedy już jedzenie było gotowe, postawiłam je na stoliku obok schodów. Następnie udałam się do salonu i wyciągnęłam z szuflady wszystkie płyty z filmami, jakie posiadałam. Planowałam, żebyśmy obejrzały je na górze, u mnie w pokoju na komputerze.
Kiedy tak siedziałam na podłodze i próbowałam coś wybrać, ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to moje przyjaciółki.
- Dobrze, że jesteście tak szybko – powiedziałam wpuszczając je do salonu. – Bo ja kompletnie nie wiem jaki film mam wybrać.
- Okey, pomożemy ci – zaoferowała się Viola. – Co masz?
- Wszystko – westchnęłam. – I w tym właśnie problem, za dużo tego jest. Są komedie, romanse, horrory, dramaty, thrillery i wszystko co możliwe.
- Rzeczywiście, dużo tego – przyznała Francesca siadając na podłodze obok tego wszystkiego. – Ale tak… Romanse odpadają, nie?
- Oczywiście – przyznałyśmy wszystkie na raz.
- Komedie?
- Nie za bardzo – odpowiedziała Natalia.
- Horrory?
- Bez chłopaków to tak nudno… - stwierdziła Violetta.
- O dramaty nawet nie pytam… - Uśmiechnęłyśmy się. – No to zostają nam thrillery.
- To chyba najlepsze – odezwałam się. – Tam jest ich kilka.
- Może „Supermarket”? – zapytała Włoszka. – Oglądałyście?
- Ja nie – rzekłam. – Leży tak, ale nigdy nie widziałam.
- Ja słyszałam, że niezły – rzekła Violetta.
- Ja nic o nim nie słyszałam, ale się zgadzam. – Uśmiechnęła się Naty.
- To co, mamy wybrany? – powiedziała Fran.
- Tak – powiedziałyśmy równocześnie.
- Okey… - Czarnowłosa podała nam płytę. – Trzymajcie. Gdzie schować resztę? – zwróciła się do mnie.
- A wiesz co… - Podeszłam do niej. – Pomóż mi to wrzucić gdzieś tam. – Wskazałam ręką szufladę.
Włożyłyśmy wszystko do niej, a potem wzięłyśmy jedzenie i udałyśmy się do mojego pokoju. Zadzwoniłyśmy jeszcze do Ludmiły z pytaniem, czy chce do nas dołączyć, ale okazało się, że pojechała w odwiedziny do swojej babci.

Spędziłyśmy razem szalony wieczór. Bawiłyśmy, śmiałyśmy, obejrzałyśmy super film, porobiłyśmy sobie świetne zdjęcia i zjadłyśmy tyle, ile tylko mogłyśmy – w tym lody czekoladowe. Zupełnie zapomniałam o tym, ze Broduey wyjechał na tam długo. Zapomniałam też o historii, którą opowiedziałam moim przyjaciółką. Po prostu świetnie się bawiłam. Siedziałybyśmy tak dłużej, gdyby o drugiej w nocy nie przypomniało się nam, że rano musimy iść na zajęcia do Studia.

Minęło już dokładnie dwadzieścia jeden dni, odkąd mój chłopak wyjechał do Brazylii. Tęskniłam za nim bardzo. Był moim tlenem, dzięki któremu łapałam życie. Dzięki niemu chodziłam wesoła, radosna, uśmiechnięta. On potrafił mnie rozweselić nawet wtedy, kiedy kompletnie nie miałam humoru. Kochałam go całą sobą i ogromnie cierpiałam, kiedy nie słyszałam jego głosu.
Dzwonił do mnie kilka razy dziennie. Pytał jak się trzymam i pocieszał mnie, że już niedługo wróci. Z niecierpliwością odliczałam dni, jakie zostały do jego powrotu. Chciałam, żeby ta chwila nadeszła jak najszybciej, żebym znowu mogła go zobaczyć, przytulić go, pocałować… Żebym mogła mu powiedzieć, jak bardzo go kocham i jak bardzo tęskniłam.
Na początku oczywiście płakałam bardzo często. W nocy wylewałam łzy w poduszkę, a w dzień starałam się jakoś trzymać, choć gdy wracałam domu zamykałam się w swoim pokoju, i nie raz kilka łez spływało po moich policzkach.
Moi przyjaciele pocieszali mnie jak tylko mogli. Byli przy mnie cały czas. Nie tylko dziewczyny – chłopcy też. Maxi, Andres, Leon, Diego i inni. Mówili miłe słowa, nie pozwalali, żebym chodziła smutna – wręcz zmuszali mnie do uśmiechu. Kochałam ich za to.

Z Camilą było już lepiej. Wiedziałam co prawda, że często płakała, ale rozumiałam to.
Nie wiedziałam, że moja przyjaciółka miała tak ciężko w życiu… Ten czas, kiedy chodziła do podstawówki… Z jej opowieści wynikało, że było naprawdę strasznie. Jestem pełna podziwu dla niej, że potrafiła się pozbierać i żyć dalej z taką wesołością i optymizmem, jak nikt inny.
Widziałam jej twarz, kiedy rozmawiała przez telefon z Brodueyem. Widziałam jej radość, która niestety szybko znikała po tym, jak połączenie się kończyło.
Kolejny dzień mijał nam bardzo wolno. Mieliśmy właśnie przerwę przed lekcjami z Angie.
Ja spędzałam tą przerwę w łazience, poprawiając włosy. Moi znajomi siedzieli pod klasą, ale ja koniecznie musiałam przyjść tutaj. Powodem był fakt, że na zajęciach z tańca kilkakrotnie powtarzałam krok, w którym trzeba było zrobić podwójną gwiazdę i na końcu szpagat. Efektem tych ćwiczeń były moje splątane włosy, które trudno było rozczesać.
Właśnie siłowałam się z kolejnym kołtunem, kiedy mój telefon zaczął wibrować mi w kieszeni.
Położyłam szczotkę na umywalce i wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Zdziwiłam się, kiedy na wyświetlaczu zobaczyłam imię chłopaka mojej przyjaciółki.
- Słucham? – Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo Fran? – odezwał się Broduey. – Dzwonię, bo mam sprawę. Nie przeszkadzam, nie masz zajęć?
- Nie, nie przeszkadzasz, na razie przerwa – odparłam. – O co chodzi?
- W sumie, to mam dobre wiadomości – rzekł chłopak.
- No, no, dawaj – popędziłam go. – Ja dobre, to szybko mów.
- Okey… - zastanowił się. – Wracam wcześniej do Argentyny.
Znieruchomiałam, kiedy usłyszałam te słowa.
- Co? – zapytałam po chwili. – To świetnie Broduey! Naprawdę! Nawet nie wiesz jak Camila się ucieszy, gdy jej to powiem…
- Nie, nie, nie! – przerwał mi. – Ona nie może się dowiedzieć.
- Jak to? – zdziwiłam się. – Jak nie może wiedzieć?
- Chcę jej zrobić niespodziankę – wytłumaczył mi. – A gdybyś jej powiedziała, to niespodzianki by nie było.
- Aa, rozumiem! – Uśmiechnęłam. – Okey, nie powiem jej. A kiedy wracasz?
- Wylatuję jutro z samego rana – powiedział.
- To szybko – stwierdziłam.
- Tak, mój tata ma znajomości – zaśmiał się. – A w Argentynie będę gdzieś przed południem. W Studiu powinienem być przed trzynastą.
- No to świetnie – ucieszyłam się. – My będziemy jak zawsze całą paczką siedzieć na murku przy parku.
- Okey – odparł. – Ja przyjdę, jak wy już tam będziecie.
- Jasne – rzekłam. – A…
Przerwałam, ponieważ w tym momencie do łazienki weszła Camila.
- Fran, już był dzwonek – powiedziała.
- Już? – zapytałam. – Chwila, skończę rozmawiać. No to na czym skończyliśmy…. Aha… Tak, tak, możesz zrobić spaghetti na kolację.
- Camila przyszła? – zaśmiał się Broduey.
- Oczywiście, bracie, dla mnie bez mięsa – powiedziałam.
- Dobra, Fran, to jutro o trzynastej na murku przy parku, okey? – zapytał chłopak.
- Pewnie, pewnie, sos pomidorowy – odparłam. – Przepraszam, ale muszę iść na lekcje. Do zobaczenia!
- Cześć, Francesca, do jutra – pożegnał się Broduey.
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i schowałam telefon do kieszeni.
- Nie za szybko ten dzwonek? – zapytałam.
- Nie, jak zawsze – zaprzeczyła Cami. – Jeszcze się nie rozczesałaś?
- Właśnie nie… - Wzięłam do ręki szczotkę. – Pomożesz mi?
- Pewnie. – Podeszła do mnie, wzięła szczotkę i zaczęła czesać moje włosy z tyłu. – Fran… Nie, żebym była wścibska, ale… Z kim rozmawiałaś?
- Z Luką – odparłam niepewnie. – A co?
- Nie, nic… - zastanowiła się. – Ale na pewno z nim?
- Ttak… - zająknęłam się. Nie umiałam dobrze kłamać. – Zadzwonił zapytać się, czy będę jadła spaghetti na kolację.
- Nigdy ci się tak nie pytał – zwątpiła ruda. – A nawet jeśli, to nigdy nie dzwonił do ciebie.
- Ostatnio… - Próbowałam coś wymyślić. – Ostatnio była taka sytuacja, że zrobił coś do jedzenia, a ja tego nie chciałam… I dzisiaj wolał się upewnić, więc zadzwonił, bo… Bo nie był pewny czy się zobaczymy do wieczora i wiesz… Taka rzecz.
- Okey… I tak ci nie wierzę, Francesca – rzekła Camila. – Ale nie będę wnikać. Dobra, już ci rozczesałam.
Odwróciłam się i wzięłam od niej szczotkę. Schowałam ją do torby, a torbę zarzuciłam na ramię.
- Idziemy już? – zapytałam.
- Tak, już po dzwonku.

Tak, widziałam, że Fran łgała. Chociaż ciekawiło mnie dlaczego, to nie wypytywałam jej. Jak będzie chciała to powie, jest moją przyjaciółką i ufam jej.
Minął kolejny dzień nauki w Studio, i kolejny dzień pobytu mojego chłopaka w Brazylii. Po zajęciach poszłam z moją paczką do Resto. Wypiliśmy po koktajlu, a później poszłam do domu.
Ten dzień chciałam spędzić sama. Nigdzie nie byłam, a mnie też nikt nie odwiedził, ponieważ prosiłam o to.
Do wieczora siedziałam u siebie. Czytałam książkę, grałam na keyboardzie, śpiewałam, a później zmęczona położyłam się spać…

Następnego dnia wstałam wypoczęta. Powoli, nie śpiesząc się, spakowałam torbę do Studia, ubrałam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu.
Szłam spacerem przez ulice Buenos Aires. Mijałam kolejne ulice i osiedla. Wybrałam dłuższą drogę, ponieważ miałam jeszcze prawie pół godziny do rozpoczęcia lekcji.
Kiedy byłam już w połowie drogi, usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam idących za mną Francescę i Maxiego. Zatrzymałam się i poczekałam na nich.
- Hej – powiedziała Fran, kiedy mnie dogonili. – Co ty dzisiaj tak wcześnie?
- Poszłam spać o siódmej, więc już się wyspałam. – Uśmiechnęłam się.
- No to ci zazdroszczę – odezwał się Maxi. – Ja mógłbym zasnąć na stojąco.
- A trzeba było tyle siedzieć na tym komputerze? – zaśmiałam się. – To teraz widzisz skutki tego twojego nocnego surfowania.
- Widzę, widzę… - westchnął. – Bóg też widzi i nie grzmi! – Uniósł ręce do góry. – Dlaczego nie grzmisz?!
- Bo nie może zrozumieć twojej głupoty – wtrąciła Francesca.
- Wiesz co? – prychnął chłopak.
- Nie no, żartuję – uspokoiła go Włoszka.
- Masz szczęście. – Uśmiechnął się Maxi.
- Okey, chodźcie do Studia – przerwałam im. – Możemy być trochę wcześniej.

Na pierwszej lekcji mieliśmy zajęcia taneczne. Gregorio – jak to on – ponarzekał, nawrzeszczał, że wszystko robimy źle i pokazał nam nowy układ.
Następną godzinę spędziliśmy z Angie, a jeszcze kolejną z Pablo.
Na długiej przerwie – koło trzynastej – wyszliśmy na dwór.
- Gdzie idziemy? – spytałam.
- Tam gdzie zawsze – odparła Fran. – Na murek przy parku.
Całą paczką udaliśmy się tam. Było to nasze ulubione miejsce, to właśnie tam najlepiej nam się siedziało i rozmawiało.
Chłopaki wyjęli jakieś kartki i zaczęli coś mówić. Coś, że napisali nową piosenkę dla zespołu. Szczerze mówiąc, to nie słuchałam ich, tylko wpatrywałam się w swoje buty. Znów myślałam o Brodueyu… Że muszę jeszcze tyle czekać, żeby się z nim spotkać.
- Camila – Usłyszałam głos Leona, dlatego podniosłam głowę. – Camila, słuchasz nas?
- Co…? – zapytałam. – Nie, nie, przepraszam, zamyśliłam się. Co chcecie?
- Pytaliśmy, co sądzisz o naszej piosence – odezwał się Maxi.
- O piosence… - Powtórzyłam, a Leon podał mi kartkę z nutami i z tekstem. Przyjrzałam się, przeczytałam i pokiwałam głową. – Świetna. – Uśmiechnęłam się. – Zresztą jak wszystko co piszecie.
- Okey, Cami, nie musisz udawać – zaśmiał się Marco.
- Ja wcale nie udaję – zaprzeczyłam. – To jest naprawdę świetne!
- Nie w tej sprawie – odezwał się Diego. – Nie musisz udawać, że jesteś wesoła. Widzimy, jaka jesteś przygnębiona.
- Wcale nie jestem – rzekłam. – Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor.
- Tak, na pewno – odezwała się Ludmiła. – Nas nie oszukasz.
- Nie martw się, Cami – rzekła Francesca. – Broduey wróci.
- Szybciej niż myślisz… - wtrąciła cicho Violetta.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nią zdziwiona. Leon powiedział jej coś na ucho i przyciągnął do siebie ramieniem.
Przeleciałam wzrokiem po twarzach moich przyjaciół. Wszyscy szeroko się uśmiechali. Nie wiedziałam kompletnie o co im chodzi.
- Okey… - powiedziałam niepewnie. – Nie będę pytać.
W tym momencie ktoś zasłonił mi oczy rękami.
- A może jednak? – usłyszałam najpiękniejszy głos na świecie.
Po tych słowach zesztywniałam. Na mojej twarzy zapewne pojawiło się zdziwienie. Moje serce zatrzymało się, żeby po chwili zacząć bić jeszcze szybciej. Nie mogłam uwierzyć w to, co się teraz dzieje.
Ściągnęłam ręce z moich oczu. Jednak bałam się odwrócić…

Wróciłem wcześniej do Argentyny, ponieważ nie mogłem już wytrzymać bez Camili. Rozmowy nie wystarczały.
Kiedy opowiedziałem o całej sytuacji mojej siostrze, ta natychmiast kazała mi wracać. Widziała, jak bardzo zależy mi na Cami i jak jest mi bez niej ciężko.
Samolot wylądował. Na lotnisku czekał już na mnie mój ojciec, który mieszkał ze mną tutaj (moja siostra mieszkała z naszą matką) razem z samochodem. Zapakowałem do niego bagaże i ruszyliśmy.
Ja wysiadłem koło Studia, a on pojechał do domu.
Kiedy szedłem w stronę murku przy parku, gdzie umówiłem się telefonicznie z Fran, z daleka zobaczyłem moją dziewczynę.
Jej rudawe włosy opadały gładko na plecy. Siedziała pochylona i czytała coś, co było na kartce.
Później rozmawiała z naszymi przyjaciółmi. Wtedy podszedłem bliżej. Oni zauważyli mnie i zaczęli się uśmiechać, jednak Cami mnie nie widziała, ponieważ siedziała do mnie tyłem.
Podszedłem jeszcze bliżej. Starałem się być cicho, żeby mnie nie usłyszała.
Zakryłem jej oczy rękami.
- A może jednak? – odezwałem się nawiązując do jej poprzedniej wypowiedzi.
Przez chwilę się nie ruszała. Cała zesztywniała. Później jednak zdjęła powoli moje dłonie ze swoich oczu i równie wolno odwróciła się w moją stronę.
- Broduey…? – powiedziała cicho, niedowierzając.
Nie odezwałem się, tylko stałem i czekałem na jej dalszą reakcję.
- Broduey! – krzyknęła, wstała z murku, podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję.
Przytuliłem ją do siebie z całej siły. Odsunęła się i spojrzała na mnie swoimi czarnymi oczami.
- Nie wierzę… - szepnęła. – Nie wierzę…
- To uwierz. – Uśmiechnąłem się. – Jestem tutaj. Stoję przy tobie, jestem prawdziwy.
Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Łzy szczęścia. Zbliżyłem swoją twarz do jej i pocałowałem ją. Pierwszy raz od miesiąca. Tak tęskniłem… Tęskniłem za jej obecnością, za jej twarzą, za jej cudownymi włosami, za fenomenalnym głosem i za tymi czarnymi jak węgiel oczami, które nie wyrażały nic.
Przytuliłem ją raz jeszcze.
- Kocham cię – szepnęła.
- Ja też cię kocham – odparłem. – Najbardziej na świecie. I już nigdy cię nie zostawię.
- Przysięgasz? – zapytała patrząc na mnie oczami mokrymi od łez.
- Przysięgam – potwierdziłem. – Na wszystko co mam. Jesteś dla mnie najważniejsza.
Ponownie zagłębiliśmy się w pocałunku.
Kiedy nasze usta się stykały, nie liczyło się nic.
Cały świat przestawał dla nas istnieć.
Była tylko Ona i Ja.
Ja i Ona.
Byliśmy tylko My…
   
Tatatatam, oto Bromila cz 3 by Ola. I jak? Wieeeem, beznadzieja, ale ja wciąż tłumaczę się tym, że pisałam to ponad pół roku temu :D
Wiem, jestem szczera, ale chce mi się śmiać z tego fragmentu o Fran xD Ze spaghetti :P Czy tylko mi? :D
Więc wszyscy zgadzamy się co do tego, że ten part był beznadziejny, a teraz przejdźmy do czegoś innego. Chcecie tłumaczenie wypowiedzi z włoskiego? Raczej tak, wszyscy tu chyba Polacy, a włoskiego rzadko w szkołach uczą, a wielka szkoda, bo taki piękny język <3333 No dobrze, oto tłumaczenia:
 
Chi non sta cercando, questo perde – Kto nie próbuje, ten traci
Il migliore – Najlepszy
Grazie – Dziękuję
Ti amo – Kocham cię
Si, si io verro – Tak, tak, przyjdę
Ciao – Cześć
Ha accettato – Zgodził się
Spaciente – Przepraszam
Sono cosi felice – Jestem taka szczęśliwa

Oczywiście, tłumaczyć mi pomagał mój ukochany wujek tłumacz google, więc jak coś jest źle, to do niego pretensje, nie do mnie, bo ja włoskiego nie umiem :D

 Wiecie co? Zakochałam się:


        Oczywiście, Camila - "No, noooo" do Fran xD Marco tak cudownie śpiewa, a jeszcze jak chłopaki wskoczyli do niego na refren, to myślałam, że telewizor zacznę całować :D
        Ale nie zapominajmy o psychicznej Anie, która musiała okłamać Francesce i powiedzieć jej, że Marco każdą dziewczynę tak wyrywa. Czy tylko ja jej nie lubię?

        I jeszcze to:





        Bo przecież nie można zapomnieć o wściekłej Francesce, Camili, która trzyma ją, żeby nie zeszła ze sceny, i oczywiście, znów o psychicznej Anie, która się na nią wkurza, Bóg wie czemu :D 

        Ale jak Fran zaczęła śpiewać to to normalnie piękne było, chociaż dziwnie na początku zaśpiewała :D

        Koniec mojego ględzenia o Violettcie xD

   
        Przypominam, że rozdział na moim drugim blogu pojawi się, gdy piętnaście osób skomentuje rozdział. Na razie skomentowało dwanaście osób, więc jeszcze czekam xD

         I co tu jeszcze napisać? 

        Disney znowu robi przerwę w Violettcie, a później jeszcze tylko 15 odcinków i koniec sezonu, ja nie wytrzymam :P
        Niechże się pośpieszą z kręceniem Violetta 3 noooo xD
   
        Miałam coś jeszcze dodać? Wiem, że o czymś zapomniałam, czuję to :D

        Aha :P W zakładce "Opis bloga i zwiastun" możecie zobaczyć.... opis bloga i zwiastun! Dziwne, nie? xD Dobra, wariuję :P Wiecie, całe życie myślałam, że nie można zrobić zwiastuna na blog z OP, ale jak zaczęłam, to się okazało, ze to wcale nie takie trudne xD

        Kolejny part - o Marcesce - pojawi się w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że temat was zaciekawi, i wgl :D

        Okey, teraz to chyba już wszystko :D


        Dziękuję za komentarze, wyświetlenia i wgl:**** Kocham was <333333

czwartek, 27 marca 2014

ONE PART BROMILA - Wrócę do ciebie cz 2

To już dzisiaj. Dzisiaj Broduey wyjeżdża na dwa miesiące do swojego kraju, do Brazylii. Cały weekend spędziliśmy razem. Byliśmy w kinie, na basenie, na długim romantycznym spacerze. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dwa razy podziwialiśmy zachód słońca i gwiazdy na niebie.
Kiedy pomyślę, że będziemy mogli to powtórzyć dopiero za dwa miesiące, robi mi się strasznie smutno, a do oczu napływają mi łzy. Kocham Brodueya tak bardzo, jak żadnego innego chłopaka wcześniej – a miałam ich już dwóch. Może nie jest to jakaś wielka liczba, ale nie jestem typem dziewczyny, która leci na każdego nowopoznanego.
A Broduey był wyjątkowy. Niby na początku „kłóciłam” się o niego z Fran, ale… Właściwie nie wiem co. Liczy się to, że kocham go najbardziej na świecie. Nie wiem jak wytrzymam te dwa miesiące bez niego. Będzie ciężko, naprawdę ciężko…
Antonio zorganizował w piątek na ostatniej lekcji apel. Na nim wszyscy pożegnaliśmy się z Brodueyem.
Teraz cała nasza paczka – czyli Leon z Violettą, Francesca z Marco, Ludmiła z Diego, Maxi z Naty, Andres, ja i Broduey czekaliśmy, aż przyjedzie po niego samochód, który miał zawieźć go na lotnisko.
Siedzieliśmy na murku przed szkołą. Dołączyli do nas nauczyciele – Antonio, Pablo, Angie, a nawet Gregorio.
W końcu podjechał czarny samochód. Wszyscy skierowali wzrok na Brodueya, który wstał. Poszliśmy w jego ślady.
- No to chyba trzeba się pożegnać… - powiedział.
- Dobra, stary… - Leon podszedł do niego. Przybili sobie piątkę i uścisnęli po przyjacielsku.
Tak Broduey pożegnał się ze wszystkimi chłopakami. Teraz przeszedł do dziewczyn.
- Broduey… - Pierwsza odezwała się Natalia.
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją. Później pożegnał się z Violettą, Francescą i Ludmiłą.
Później przyszła kolej na nauczycieli. Najpierw Angie, później Pablo, Antonio i na końcu Gregorio. Ku zdziwieniu wszystkich, odezwał się naprawdę miło.
- Udanej podróży ci życzę – powiedział. – Będziemy czekać wszyscy z niecierpliwością, aż wrócisz z powrotem do naszego Studio.
- Dzięki, Gregorio – odparł chłopak.
Odwrócił się w moją stronę. Patrzyliśmy przez chwilę na siebie, a później on podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie. Mimo, że cały czas próbowałam się powstrzymać, z moich oczu popłynęły łzy. Nie byłam zdolna, żeby je zahamować. Nawet nie próbowałam.
Broduey odsunął mnie od siebie i spojrzał na moją twarz.
- Nie płacz – powiedział ścierając mi łzy z policzków. – Camila, musisz mi obiecać, że nie będziesz płakać.
Ale jak ja mogłam mu to obiecać, skoro nie potrafiłam przestać płakać? Nie mogłam spokojnie przyjąć wiadomości, że osoba, którą tak bardzo kocham, teraz wyjeżdża na tak długi okres czasu.
- Słyszysz Camila? – zapytał. – Musisz mi to obiecać.
Odetchnęłam głęboko i pokiwałam potakująco głową.
Broduey uśmiechnął się lekko, po czym zbliżył swoją twarz do mojej.
Nasze usta złączyły się w pełnym uczucia pocałunku. Nie zważaliśmy na znajomych, którzy stoją obok. Nie przejmowaliśmy się nawet czwórką nauczycieli, którzy znając życie również się nam przypatrywali.
W końcu oderwaliśmy się od siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. U mojego chłopaka zobaczyłam wielką miłość. On zawsze powtarzał, że z moich czarnych jak dwa węgle oczów nigdy nie dało się nic wyczytać.
- Muszę jechać, Cami – powiedział smutno.
Ponownie pokiwałam głową.
- Zadzwoń jak dolecisz – poprosiłam.
- Zadzwonię – obiecał.
Później pocałował mnie w czoło i puścił moją rękę. Odwrócił się jeszcze w stronę pozostałych, uśmiechnął się smutno i ruszył w stronę samochodu.
Kiedy już usiadł w środku, pomachał nam przez okno. Każdy podniósł rękę i zrobił to samo.
Broduey powiedział coś do kierowcy, a po chwili czarny samochód odjechał.
Wtedy kolejny raz uświadomiłam sobie, że nie zobaczę mojego chłopaka przez dwa miesiące.
- Czy któraś z dziewcząt może pójść z Camilą do łazienki? – zapytała Angie.
- Tak, ja pójdę – odezwała się od razu Francesca.
- I postarajcie się przyjść na zajęcia – dodała nauczycielka.
- Przyjdziemy – zapewniłam spoglądając na nią, na co ona uśmiechnęła się.
Fran złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w kierunku Studia. Szybkim krokiem weszłyśmy do środka i udałyśmy się do łazienki.
Podeszłam do lustra i przyjrzałam się sobie.
Ujrzałam siedemnastoletnią dziewczynę o długich, lekko rudych włosach. Miała smutny wyraz twarzy i oczy zaczerwienione od płaczu.
Kiedy przyjrzałam się dokładniej zobaczyłam, że po jej policzkach spływają łzy.
Znowu płakała.
Ja płakałam.
Moja przyjaciółka podeszła od tyłu do mnie, odwróciła mnie w swoją stronę i złapała za ramiona.
- Camila, ogarnij się! – rozkazała stanowczo. – Weź się w garść! Obiecałaś Brodueyowi, że nie będziesz płakać!
- Wiem… - odparłam cicho.
- Więc dotrzymaj słowa – powiedziała. – Camila… - Trochę spuściła z tonu. – Broduey nie wyjechał na koniec świata. I nie na zawsze.
- Wiem, Fran – rzekłam. – Ale nie wiesz, jak mi jest ciężko. Przecież ja tak bardzo go kocham… Pomyśl, gdyby Marco miał wyjechać, co byś zrobiła?
Włoszka spojrzała na mnie ze współczuciem, po czym przytuliła mnie do siebie.
- Pewnie nie zachowywałabym się inaczej – przyznała. – Ale ty robiłabyś na pewno to, co ja teraz. Pocieszałabyś mnie i nie pozwoliłabyś mi płakać. To należy do obowiązków przyjaciółki, a my jesteśmy przyjaciółkami. Nie mogę patrzeć jak ty się zamartwiasz. Owszem, wiem, jak ci ciężko, wyobrażam sobie co czujesz. Chłopak, którego kochasz całą sobą wyjechał na dwa miesiące. Tylko Camila, pomyśl… Niektórzy wyjeżdżają na zawsze i to znacznie dalej niż jest z Argentyny do Brazylii. Poza tym sama mówiłaś w piątek, że są telefony, jest internet… Myślałam, że już ochłonęłaś, że przyzwyczaiłaś się do myśli, że Broduey wyjechał na jakiś czas. Spędziłaś z nim wspaniały weekend, więc nie powinnaś się zamartwiać.
- To nie tak, Francesca – odezwałam się. – Niby się przyzwyczaiłam. Miałam na to czas od piątku, ale… Ale jest mi tak smutno… Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Do tej pory nie było dnia, żebym nie spotkała się z Brodueyem, a teraz najwcześniej zobaczymy się za dwa miesiące. To dziwnie tak z dnia na dzień wszystko zmienić.
- Wiem, ale przecież nikt nie każe ci zmieniać wszystkiego – rzekła dziewczyna. – Owszem, zmieni się trochę rzeczy, bo kontaktować się z nim będziesz mogła tylko przez komórkę i laptopa, ale… wiesz co? – Odsunęła się ode mnie. – Ja myślę, że ty kochasz go tak bardzo, że nawet jeśli nie będzie go przy tobie, to z tobą będzie zawsze. Będzie przy tobie myślami. A ty będziesz w ten sam sposób przy nim. Jemu też jest na pewno ciężko, bo też jesteś dla niego jedną z najważniejszych osób. Jednak sama wiesz, że to jest chłopak, więc nie przyzna się, że ma ochotę się rozpłakać. My, dziewczyny, mamy prościej. Tak już się przyjęło, że to kobieta jest tą słabszą, która ma prawo ulżyć swoim emocjom. No bo sama przyznaj, widziałaś kiedyś, jak jakikolwiek chłopak, czy mężczyzna płacze? Widziałaś swojego tatę płaczącego? Bo ja na przykład nie. Co prawda ja często się z tatą nie widuję, skoro mieszka we Włoszech, ale… Ale weźmy chociaż mojego brata – Lukę. Tyle lat już z nim mieszkam, bo od dziecka, a jeszcze ani razu nie widziałam jak płacze. Owszem, kilka razy widziałam go przygnębionego, widziałam jak ma ochotę coś rozwalić, wyżyć się na czymś. Czułam to, kiedy denerwował się na mnie o byle co, kiedy czasami nie pozwalał mi nic powiedzieć, kiedy krzyczał na mnie, czy sprawiał mi przykrość… Ale tak naprawdę, to nigdy nie byłam na niego o to zła, a wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, że wiedziałam, że nie robi tego specjalnie. Po prostu ponosiły go emocje, a ja to rozumiałam. A gdyby tak pomyśleć, to każdy chłopak ma swój sposób, żeby uwolnić emocje, a tak rzadko jest to właśnie ten naturalny sposób. Po prostu od bardzo dawna uważa się, że mężczyzna musi być silny, a jego zadaniem jest bronienie i pocieszanie kobiety. Rozumiesz, co mam na myśli?
Pokiwałam potakująco głową. Monolog mojej przyjaciółki był naprawdę pomocny.
- Tak, rozumiem – powiedziałam. – Dziękuję Fran, że to powiedziałaś. Trochę pomogło.
- Trochę? – spytała z lekkim uśmiechem.
- Trochę… - przyznałam. – Bo nie całkiem.
- Dobra, chociaż tyle – westchnęła, nie przestając się uśmiechać. – To idź się odśwież i lecimy na lekcje.
Podeszłam do umywalki, podłożyłam ręce pod kran, a z niego zaczęła lecieć letnia woda. Obmyłam twarz i wytarłam ją ręcznikiem.
- Możemy iść – powiedziałam uśmiechając się.
- No to raz. – Fran odwzajemniła uśmiech i wskazała mi drzwi.
Otworzyłam je i wyszłam na korytarz. Było na nim cicho jak makiem zasiał – wszyscy byli na zajęciach. Razem z moją przyjaciółką skierowaliśmy się do klasy Angie, gdzie teraz mieliśmy lekcję.
Zapukałam i otworzyłam drzwi.
- O, dziewczynki, jesteście. – Uśmiechnęła się nauczycielka. – Bardzo dobrze, usiądźcie.
Pokiwałyśmy głowami. Usiadłam obok Leona, a on posłał mi pocieszający uśmiech. Obok niego siedziała Violetta, która również się do mnie uśmiechnęła, a ja to odwzajemniłam.
Francesca usiadła przy mnie, zaraz obok swojego chłopaka – Marco.
Podciągnęłam kolana pod brodę i wsłuchałam się w to, co mówi. Jednak słuchałam jej tylko jednym uchem. Tak naprawdę, cały czas myślałam o Brodueyu.
Myślałam o tym weekendzie, który spędziliśmy wspólnie. O tych kilkunastu wyznaniach miłości, które wypowiedzieliśmy sobie przez dwa dni.
Musiałam wyglądać na naprawdę zamyśloną, bo poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Leona.
Kiedy przypomnę sobie jaki był jeszcze niecałe dwa lata temu… Kiedy trzymał się z Ludmiłą, zanim w Studio pojawiła się Violetta, był zupełnie inny. Nie miał szacunku do innych i uważał się za najlepszego. Uważał, że wszystko wie najlepiej i to jego trzeba słuchać.
A kiedy Violetta się zjawiła, on zakochał się i stał się inny.
Violetta go zmieniła.
A mnie zmienił Broduey. Może nie tak bardzo jak Viola Leona, ale zmienił mnie. Sprawił, że w pewnym sensie stałam się pokorniejsza.
- Nie zamartwiaj się – powiedział cicho chłopak.
- Nie zamartwiam się – odparłam. – Przypominam sobie co robiłam z Brodueyem w weekend.
Nie odpowiedział nic, tylko się uśmiechnął. Później odwrócił się ode mnie i szepnął coś na ucho Violetcie. Ona również uśmiechnęła się i spojrzała ukradkiem na mnie, po czym pokiwała głową.
Tak minęła mi kolejna godzina lekcyjna.

- Okey, ja idę do domu – powiedziałam, kiedy skończyły się ostatnie zajęcia.
- Nie idziesz z nami do Resto? – zapytał Maxi.
- Nie, jakoś nie mam ochoty – odparłam.
- Ale pamiętaj co obiecałaś Brodueyowi – przypomniała mi Violetta.
- Pamiętam, nie martw się. – Uśmiechnęłam się. – Dobra, idę. Cześć wam.
- Cześć Cami – odpowiedzieli moi przyjaciele.
Odwróciłam się i szybkim krokiem udałam się w stronę dzielnicy Buenos Aires, w której mieszkałam.
Kiedy znalazłam się przed swoim domem, zamieniłam marsz w bieg i szybko weszłam do środka.
- Jestem! – krzyknęłam kiedy tylko przekroczyłam próg.
Zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Moi rodzice siedzieli przy stole i pili kawę.
- Cześć córeczko – powiedział tata. – Jak w szkole?
- Dobrze – odparłam i usiadłam na krześle obok niego. – Bez zmian.
- Broduey wyjechał? – zapytała z wahaniem mama.
- Taaaak – rzekłam przeciągając drugą literę. Oparłam łokcie o stół. – Wyjechał.
- Nie martw się – powiedziała. – Wróci za dwa miesiące.
- To długo – stwierdziłam po raz kolejny.
Czułam, że zaraz znów się rozpłaczę.
- Idę do siebie. – Podniosłam się z krzesła.
- A obiad? – spytała mama.
- Nie jestem głodna – westchnęłam i ruszyłam w stronę schodów.
Weszłam na górę i poszłam do swojego pokoju. Torbę rzuciłam w kąt, telefon położyłam na szafce, a sama położyłam się na łóżku.
Dałam upust emocjom, a za moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie próbowałam ich powstrzymać, musiałam się wypłakać.
Nawet nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam…

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Nie otwierając oczu wymacałam telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham? – powiedziałam zaspanym głosem.
- Camila, gdzie ty jesteś? – usłyszałam dziewczęcy głos.
- A kto mówi? – zapytałam nadal na wpół śpiąc.
- No jak kto, Camila? – głos po drugiej stronie bardzo się zdziwił. – Nie patrzysz na wyświetlacz?
Odsunęłam komórkę od ucha i otworzyłam oczy. Spojrzałam na wyświetlacz. Zobaczyłam imię mojej przyjaciółki.
- A, Fran – odparłam z powrotem przykładając telefon do ucha. – Coś się stało?
- Tak, Cami, stało się – westchnęła. – Stoję z dziewczynami od dziesięciu minut u ciebie pod drzwiami, dzwonimy jak głupie na dzwonek i wysłałyśmy ci masę SMS – ów. Gdzie ty jesteś?
- W domu, przepraszam was, zasnęłam i musiałam nie słyszeć – wytłumaczyłam się. – Ale rodzice powinni być…
- Może gdzieś wyszli, bo nikt nam nie otwiera, ani nikogo nie słychać – powiedziała włoszka.
- Może… - rzekłam. – Okey, idę wam otworzyć, sekunda.
- Jasne, czekamy – powiedziała Fran.
Rozłączyłam się i podniosłam się z łóżka. Podeszłam do lustra. Moje włosy były w kompletnym nieładzie, a całą twarz miałam zaspaną.
Ziewnęłam szeroko wychodząc z pokoju. Zeszłam powoli po schodach i ruszyłam do wiatrołapu.
- No nareszcie – rzekła Francesca kiedy otworzyłam drzwi.
- Przepraszam, zasnęłam – wytłumaczyłam się drugi raz.
- Dobra, nic się nie stało. – Dziewczyna machnęła ręką. – Nie masz za co przepraszać.
- Wejdźcie. – Odsunęłam się i zrobiłam im przejście.
Francesca, Violetta i Natalia weszły do środka i od razu udały się do salonu.
Zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i poszłam za nimi.
- Siadajcie – powiedziałam i sama usadowiłam się w jednym z foteli.
- I od której tak śpisz? – zapytała Violetta.
- Jak wróciłam ze Studia, to od razu się położyłam – odparłam. – Która jest godzina w ogóle?
- Wpół do szóstej – poinformowała mnie Naty patrząc na zegarek. – To sobie długo pospałaś.
- I tak jeszcze mi się chce – westchnęłam.
- Okey, Cami – odezwała się Fran. – Przyszłyśmy cię rozweselić. Przyniosłyśmy cztery opakowania lodów czekoladowych i zamierzamy wszystkie zjeść!
- Kochane jesteście. – Uśmiechnęłam się. – Nie wiecie jak ja uwielbiam lody. I to w dodatku czekoladowe.
- Właśnie wiemy, dlatego je przyniosłyśmy. – Zaśmiała się Violetta. – To co, jest ktoś w końcu u ciebie?
- W sumie, to ja sama nie wiem – odparłam. – Jak szłam do siebie to rodzice siedzieli przy stole i pili kawę. Chwila, może zostawili jakąś kartkę.
Wstałam z fotela i ruszyłam do kuchni. Podeszłam do lodówki, na której wisiała jakaś kartka przypięta magnesem.
Zdjęłam ją i przeczytałam wiadomość:

Camila,
Wyszliśmy z tatą na miasto, do sklepu i załatwić jeszcze kilka spraw. Nie budziliśmy cię, bo widzieliśmy, że jesteś zmęczona. Nie wiemy o której będziemy, bo chcemy jeszcze wstąpić do znajomych.
Mama

- Wyszli na miasto – powiedziałam wchodząc z powrotem do salonu.
- To co, masz wolną chatę – stwierdziła Francesca.
- Przynajmniej raz w życiu – zaśmiałam się.
- Humor dopisuje? – zapytała z uśmiechem Natalia.
- Tak, jest lepiej – przyznałam. – Jak się wypłakałam, to mi ulżyło. Trzeba dać w końcu upust emocjom.
- Dokładnie – zgodziła się Violetta. – Nie trzyma się w sobie wszystkich emocji.
- Wiem coś o tym. – Uśmiechnęłam się. – Okey dziewczyny, chodźcie do mojego pokoju, co?
- Tak, możemy iść – powiedziała się Fran. – Violu, weźmiesz te lody?
- Pewnie, przecież ich nie zostawię – zaśmiała się brunetka.
Podniosła z podłogi pomarańczową reklamówkę i wstała z sofy. To samo zrobiły Naty i Francesca.
- Wchodźcie. – Pokazałam ręką na schody.
Dziewczyny uśmiechnęły się i szybkim krokiem weszły po stopniach i skierowały się do mojego pokoju.
- Siadajcie na łóżku – powiedziałam. – Zmieścimy się wszystkie.
- Ale zazdroszczę ci takiego dużego łóżka – westchnęła Nata. – Ja mam taki zwykłe.
- Mhm, ja też. – Fran kiwnęła głową. – I nigdy nie mogę się porządnie rozłożyć w nocy.
- A ja nie zazdroszczę. – Violetta wzruszyła ramionami. – Mam takie samo. No, Cami, przybij piątkę!
Podniosła dłoń do góry. Zaśmiałam się i przybiłam z nią piątkę.
- No wiecie co? – prychnęła Francesca. – Wredne jesteście!
- Dokładnie! – zgodziła się Natalia. – Wrednoty jedne!
- Nie, nie jesteśmy takie wredne – zaprzeczyłam. – I właśnie dlatego pozwolimy wam powylegiwać się na moim łóżku.
- Fran, skoro nam pozwalają... – Naty udała, że się zastanawia. – To czemu by nie skorzystać?
- Masz rację, Naty. – Francesca kiwnęła głową. – Trzeba brać, co ci dają.
Spojrzały na siebie i uśmiechnęły się.
A ja i Violetta nie ściągałyśmy z nich podejrzliwego wzroku.
- Dobra, to ja się kładę – powiedziała nagle Francesca i rozłożyła się na łóżku, strącając mnie z jego brzegu.
Krzyknęłam i z hukiem upadłam na podłogę.
Po chwili usłyszałam jeszcze jedno łupnięcie.
- Zamorduję! – I głos Violetty.
- I kto tutaj jest wredny? – zapytałam rozmasowując obolałe ramię i siadając tak, że widziałam Fran i Naty, które siedziały na łóżku i uśmiechały się szeroko.
- Przecież my was nie zrzuciłyśmy! – broniła się włoszka.
- Nie, Duch Święty – powiedziałam z ironią.
- Gdyby jeszcze istniał… - rzekła Naty z lekkim grymasem na twarzy.
- Istnieje – rzekła Violetta podnosząc się z podłogi. – Tak jak Bóg i wszyscy inni.
- Gdyby istniał, nie pozwoliłby mojemu tacie umrzeć! – zaprzeczyła zdenerwowana Natalia.
Tak, nie wspomniałam o tym. Dwa lata temu zmarł ojciec Naty. Chorował przez jakiś czas, aż w końcu odszedł. Od tego czasu Natalia – zawsze bardzo religijna – nie modli się, nie chodzi do kościoła i mówi, że Boga nie ma. Wszyscy próbują ją przekonać, że jednak istnieje – mama, siostra, Maxi i cała nasza paczka. Bo wszyscy wierzą.
- Mniejsza o to – westchnęła po chwili. – Okey, kontynuujmy.
- Jasne – zgodziła się Fran. – Dobra, to na czym my… A tak. Przecież my was nie zrzuciłyśmy! – krzyknęła.
- A kto? – zapytała Violetta uśmiechając się.
- Same spadłyście. – Włoszka wzruszyła ramionami.
- Na bank… - westchnęłam. – Okey, to co robimy?
- Dawajcie lody! – zaproponowała Natalia. – Bo się roztopią.
- Okey, to ja zejdę na dół po łyżeczki – powiedziałam podnosząc się z ziemi. – Talerzyki niepotrzebne?
- Nie, zjemy z pudełek. – Fran machnęła ręką. – Dobra, leć po te łyżeczki.
Wyszłam z pokoju i szybko zbiegłam po schodach. Mama tyle razy mówiła mi, żebym schodziła wolniej, bo kiedyś spadnę, ale ja nie potrafiłam wolniej.
Wbiegłam do kuchni. Dopadłam do szuflady i wyciągnęłam z niej cztery łyżeczki.
W tym samym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Camila, telefon! – krzyknęła Francesca.
- Możecie odebrać? – zapytałam.
- A gdzie jest?
Żebym jeszcze ja to wiedziała… Najpewniej tam, gdzie go zostawiłam, ale gdzie…
- Chwila, już biegnę! – odparłam.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Szybko wbiegłam po schodach na górę i do swojego pokoju.
- Pomożecie mi go poszukać? – zapytałam moich przyjaciółek. – Mam przeczucie, że dzwoni Broduey.
- Pewnie – odparła Viola. – To gdzie ostatnio widziałaś?
- Jak zadzwoniła Fran i później gdzieś go położyłam…
- Tu jest! – krzyknęła Naty. – Trzymaj.
Podała mi komórkę, a ja podziękowałam. Spojrzałam na wyświetlacz. Widniało na nim imię: „Broduey”. Uśmiechnęłam się do dziewczyn i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham? – powiedziałam.
- Cześć Cami. – Usłyszałam najcudowniejszy głos na świecie. – Broduey z tej strony.
- Hej, Broduey. – Uśmiechnęłam się, mimo, że mnie nie widział.
- Wylądowałem pół godziny temu – poinformował. – Jestem już w domu.
- Świetnie – odparłam. – I jak ci minął lot?
- Bardzo dobrze – rzekł. – Siedziałem koło takiej ładnej dziewczyny…
- Mam być zazdrosna? – spytałam z uśmiechem.
- Nie, raczej nie – zaśmiał się. – Miała z dziesięć lat. Ale wiesz dlaczego ją polubiłem?
- Dlaczego?
- Bo miała na imię tak samo jak ty – rzekł. – Camila.
- To chyba ładnie? – zapytałam niepewnie.
- Oczywiście, że tak – potwierdził. – Najładniej na świecie. Okey, powiedz lepiej co porabiasz?
- Więc tak… - zastanowiłam się. – Przyszłam ze Studia, położyłam się na łóżku i zasnęłam… a piętnaście minut temu przyszły Violetta, Francesca i Naty i mnie obudziły – zaśmiałam się. – Ale mają szczęście, że przyniosły lody czekoladowe.
- Moje ulubione – jęknął. – Zazdroszczę wam.
- I masz czego, Broduey – przyznałam za śmiechem. – Masz czego.
- Ech, jesteś wredna – powiedział.
- No, ale i tak mnie kochasz. – Wzruszyłam ramionami.
- Najbardziej na świecie – dodał.
- I ja ciebie też – przyznałam. – Okey, a co u twojej siostry? Co to za wypadek?
- Wypadek w sumie niegroźny – powiedział. – Miała pecha, potrącił ją samochód. Ogólnie, to ma złamaną nogę, rękę i jest trochę potłuczona.
- Przykro mi – odparłam. – Pozdrów ją ode mnie.
Wtedy dziewczyny zaczęły dawać mi jakieś znaki. Zorientowałam się, pokiwałam głową i dodałam:
- I od Violetty, Fran i Naty też.
- Okey, pozdrowię, dzięki – rzekł. – To co, chyba będziemy się już żegnać? Nie będę wam zabierał czasu. Zadzwonię jutro, dobrze?
- Dobrze – zgodziłam się.
- Pozdrów całą resztę – powiedział. – Trzymajcie się. Tęsknię za wami, szczególnie za tobą.
- Nawet nie wiesz, jak ja tęsknię za tobą – rzekłam smutno.
- Wytrzymasz Cami – pocieszył mnie. – To tylko dwa miesiące.
- To aż dwa miesiące – poprawiłam go. – Dobra, nie przynudzam. Do usłyszenia, Broduey.
- Tak, do usłyszenia, Camila – odparł.
Odsunęłam telefon od ucha i rozłączyłam się.
Nie chciałam płakać. Nie chciałam, ale to było silniejsze ode mnie.
Nie panowałam nad łzami, które zaczęły spływać po moich policzkach. Dopóki rozmawiałam z Brodueyem, byłam szczęśliwa, ponieważ go słyszałam. Kiedy skończyliśmy rozmowę powrócił cały ten smutek.
Poczułam, jak ktoś przytula mnie do siebie. Tym razem była to Natalia.
- Wszystko będzie dobrze – powiedziała. – Nie płacz.
- Tak się nie da… - rzekłam cicho.
- Da się, wszystko się da – odezwała się Violetta.
- Ale pomyślcie… - zaczęłam. – Gdyby tak wyjechali wasi chłopcy. Leon, Maxi, albo Marco. Co byście zrobiły?
- Byłoby ciężko – przyznała Natalia. – Ale dałybyśmy radę. I ty też dasz, musisz tylko w to uwierzyć.
- Jest ciężko – rzekłam. – Bardzo ciężko.
- Wiemy – odparła Francesca. – Domyślamy się.
Przytuliłam się mocniej do Naty. Wzięłam kilka oddechów.
- Okey, koniec załamki – stwierdziłam odważnie odsuwając się od niej.
- Tak trzymaj, Cami. – Uśmiechnęła się dziewczyna. – I tak przez te dwa miesiące.
- Dasz radę, jesteś silna – odezwała się Violetta.
- A my i chłopaki ci pomożemy – dodała Fran. – Nie zostawimy cię samej.
- Jesteście najlepszymi przyjaciółmi na świecie – przyznałam i przytuliłam wszystkie dziewczyny po kolei. – Naprawdę, nigdy nie miałam lepszych.
- Cami… - zaczęła niepewnie Francesca. – Możesz… możesz nam opowiedzieć o tym, co działo się zanim trafiłaś do Studia?
Co się działo? Działo się dużo. Dużo złego. Nigdy nikomu o tym nie opowiadałam.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł… - powiedziałam cicho.
- Może jednak? – odezwała się Natalia. – Nie lepiej tego z siebie wyrzucić?
- Może lepiej. – Wzruszyłam ramionami. – No dobrze, powiem wam. Może trochę nieskładnie, bo nikomu o tym nigdy nie opowiadałam, ale… Słuchajcie…

Więc przybywam do was z kolejną częścią parta
Jak wam się podoba? Bo mi w ogóle, ale to już szczegół. Ja wiem, że piszę źle, ale to jak pisałam we wrześniu, to po prostu masakra. Czytać tego normalnie nie mogę, ale dodaję, bo serio nie mam za dużo czasu na pisanie, teraz obmyślam parta o Marcesce, wszystkie szczegóły i plany, wiecie, takie tam :D
No dobra.
Od poniedziałku w sumie mam rekolekcje, więc trochę więcej czasu, ale to w końcu tylko trzy dni, a od czwartku znowu to coś zwane szkołą. Lubić to to lubię, ale lekcje po co w niej są, to tego chyba nigdy nie zrozumiem.
Kolejna część... Nie wiem :D Gdzieś pewnie w przyszłym tygodniu, znając mnie :P
I znowu taka krótka jak na mnie ta notka, ale jakoś nie mam o czym pisać :D
Tak wgl. to piszcie do mnie na gadu jak jestem dostępna, bo się serio nudzę! xD
Kocham was <33333333