To już dzisiaj.
Dzisiaj Broduey wyjeżdża na dwa miesiące do swojego kraju, do
Brazylii. Cały weekend spędziliśmy razem. Byliśmy w kinie, na
basenie, na długim romantycznym spacerze. Rozmawialiśmy o wszystkim
i o niczym. Dwa razy podziwialiśmy zachód słońca i gwiazdy na
niebie.
Kiedy pomyślę, że
będziemy mogli to powtórzyć dopiero za dwa miesiące, robi mi się
strasznie smutno, a do oczu napływają mi łzy. Kocham Brodueya tak
bardzo, jak żadnego innego chłopaka wcześniej – a miałam ich
już dwóch. Może nie jest to jakaś wielka liczba, ale nie jestem
typem dziewczyny, która leci na każdego nowopoznanego.
A Broduey był
wyjątkowy. Niby na początku „kłóciłam” się o niego z Fran,
ale… Właściwie nie wiem co. Liczy się to, że kocham go
najbardziej na świecie. Nie wiem jak wytrzymam te dwa miesiące bez
niego. Będzie ciężko, naprawdę ciężko…
Antonio zorganizował
w piątek na ostatniej lekcji apel. Na nim wszyscy pożegnaliśmy się
z Brodueyem.
Teraz cała nasza
paczka – czyli Leon z Violettą, Francesca z Marco, Ludmiła z
Diego, Maxi z Naty, Andres, ja i Broduey czekaliśmy, aż przyjedzie
po niego samochód, który miał zawieźć go na lotnisko.
Siedzieliśmy na
murku przed szkołą. Dołączyli do nas nauczyciele – Antonio,
Pablo, Angie, a nawet Gregorio.
W końcu podjechał
czarny samochód. Wszyscy skierowali wzrok na Brodueya, który wstał.
Poszliśmy w jego ślady.
- No to chyba trzeba
się pożegnać… - powiedział.
- Dobra, stary… -
Leon podszedł do niego. Przybili sobie piątkę i uścisnęli po
przyjacielsku.
Tak Broduey pożegnał
się ze wszystkimi chłopakami. Teraz przeszedł do dziewczyn.
- Broduey… -
Pierwsza odezwała się Natalia.
Chłopak podszedł
do niej i przytulił ją. Później pożegnał się z Violettą,
Francescą i Ludmiłą.
Później przyszła
kolej na nauczycieli. Najpierw Angie, później Pablo, Antonio i na
końcu Gregorio. Ku zdziwieniu wszystkich, odezwał się naprawdę
miło.
- Udanej podróży
ci życzę – powiedział. – Będziemy czekać wszyscy z
niecierpliwością, aż wrócisz z powrotem do naszego Studio.
- Dzięki, Gregorio
– odparł chłopak.
Odwrócił się w
moją stronę. Patrzyliśmy przez chwilę na siebie, a później on
podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie. Mimo, że cały czas
próbowałam się powstrzymać, z moich oczu popłynęły łzy. Nie
byłam zdolna, żeby je zahamować. Nawet nie próbowałam.
Broduey odsunął
mnie od siebie i spojrzał na moją twarz.
- Nie płacz –
powiedział ścierając mi łzy z policzków. – Camila, musisz mi
obiecać, że nie będziesz płakać.
Ale jak ja mogłam
mu to obiecać, skoro nie potrafiłam przestać płakać? Nie mogłam
spokojnie przyjąć wiadomości, że osoba, którą tak bardzo
kocham, teraz wyjeżdża na tak długi okres czasu.
- Słyszysz Camila?
– zapytał. – Musisz mi to obiecać.
Odetchnęłam
głęboko i pokiwałam potakująco głową.
Broduey uśmiechnął
się lekko, po czym zbliżył swoją twarz do mojej.
Nasze usta złączyły
się w pełnym uczucia pocałunku. Nie zważaliśmy na znajomych,
którzy stoją obok. Nie przejmowaliśmy się nawet czwórką
nauczycieli, którzy znając życie również się nam przypatrywali.
W końcu oderwaliśmy
się od siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. U mojego chłopaka
zobaczyłam wielką miłość. On zawsze powtarzał, że z moich
czarnych jak dwa węgle oczów nigdy nie dało się nic wyczytać.
- Muszę jechać,
Cami – powiedział smutno.
Ponownie pokiwałam
głową.
- Zadzwoń jak
dolecisz – poprosiłam.
- Zadzwonię –
obiecał.
Później pocałował
mnie w czoło i puścił moją rękę. Odwrócił się jeszcze w
stronę pozostałych, uśmiechnął się smutno i ruszył w stronę
samochodu.
Kiedy już usiadł w
środku, pomachał nam przez okno. Każdy podniósł rękę i zrobił
to samo.
Broduey powiedział
coś do kierowcy, a po chwili czarny samochód odjechał.
Wtedy kolejny raz
uświadomiłam sobie, że nie zobaczę mojego chłopaka przez dwa
miesiące.
- Czy któraś z
dziewcząt może pójść z Camilą do łazienki? – zapytała
Angie.
- Tak, ja pójdę –
odezwała się od razu Francesca.
- I postarajcie się
przyjść na zajęcia – dodała nauczycielka.
- Przyjdziemy –
zapewniłam spoglądając na nią, na co ona uśmiechnęła się.
Fran złapała mnie
za nadgarstek i pociągnęła w kierunku Studia. Szybkim krokiem
weszłyśmy do środka i udałyśmy się do łazienki.
Podeszłam do lustra
i przyjrzałam się sobie.
Ujrzałam
siedemnastoletnią dziewczynę o długich, lekko rudych włosach.
Miała smutny wyraz twarzy i oczy zaczerwienione od płaczu.
Kiedy przyjrzałam
się dokładniej zobaczyłam, że po jej policzkach spływają łzy.
Znowu płakała.
Ja płakałam.
Moja przyjaciółka
podeszła od tyłu do mnie, odwróciła mnie w swoją stronę i
złapała za ramiona.
- Camila, ogarnij
się! – rozkazała stanowczo. – Weź się w garść! Obiecałaś
Brodueyowi, że nie będziesz płakać!
- Wiem… - odparłam
cicho.
- Więc dotrzymaj
słowa – powiedziała. – Camila… - Trochę spuściła z tonu. –
Broduey nie wyjechał na koniec świata. I nie na zawsze.
- Wiem, Fran –
rzekłam. – Ale nie wiesz, jak mi jest ciężko. Przecież ja tak
bardzo go kocham… Pomyśl, gdyby Marco miał wyjechać, co byś
zrobiła?
Włoszka spojrzała
na mnie ze współczuciem, po czym przytuliła mnie do siebie.
- Pewnie nie
zachowywałabym się inaczej – przyznała. – Ale ty robiłabyś
na pewno to, co ja teraz. Pocieszałabyś mnie i nie pozwoliłabyś
mi płakać. To należy do obowiązków przyjaciółki, a my jesteśmy
przyjaciółkami. Nie mogę patrzeć jak ty się zamartwiasz. Owszem,
wiem, jak ci ciężko, wyobrażam sobie co czujesz. Chłopak, którego
kochasz całą sobą wyjechał na dwa miesiące. Tylko Camila,
pomyśl… Niektórzy wyjeżdżają na zawsze i to znacznie dalej niż
jest z Argentyny do Brazylii. Poza tym sama mówiłaś w piątek, że
są telefony, jest internet… Myślałam, że już ochłonęłaś,
że przyzwyczaiłaś się do myśli, że Broduey wyjechał na jakiś
czas. Spędziłaś z nim wspaniały weekend, więc nie powinnaś się
zamartwiać.
- To nie tak,
Francesca – odezwałam się. – Niby się przyzwyczaiłam. Miałam
na to czas od piątku, ale… Ale jest mi tak smutno… Nie wiem co
mam ze sobą zrobić. Do tej pory nie było dnia, żebym nie spotkała
się z Brodueyem, a teraz najwcześniej zobaczymy się za dwa
miesiące. To dziwnie tak z dnia na dzień wszystko zmienić.
- Wiem, ale przecież
nikt nie każe ci zmieniać wszystkiego – rzekła dziewczyna. –
Owszem, zmieni się trochę rzeczy, bo kontaktować się z nim
będziesz mogła tylko przez komórkę i laptopa, ale… wiesz co? –
Odsunęła się ode mnie. – Ja myślę, że ty kochasz go tak
bardzo, że nawet jeśli nie będzie go przy tobie, to z tobą będzie
zawsze. Będzie przy tobie myślami. A ty będziesz w ten sam sposób
przy nim. Jemu też jest na pewno ciężko, bo też jesteś dla niego
jedną z najważniejszych osób. Jednak sama wiesz, że to jest
chłopak, więc nie przyzna się, że ma ochotę się rozpłakać.
My, dziewczyny, mamy prościej. Tak już się przyjęło, że to
kobieta jest tą słabszą, która ma prawo ulżyć swoim emocjom. No
bo sama przyznaj, widziałaś kiedyś, jak jakikolwiek chłopak, czy
mężczyzna płacze? Widziałaś swojego tatę płaczącego? Bo ja na
przykład nie. Co prawda ja często się z tatą nie widuję, skoro
mieszka we Włoszech, ale… Ale weźmy chociaż mojego brata –
Lukę. Tyle lat już z nim mieszkam, bo od dziecka, a jeszcze ani
razu nie widziałam jak płacze. Owszem, kilka razy widziałam go
przygnębionego, widziałam jak ma ochotę coś rozwalić, wyżyć
się na czymś. Czułam to, kiedy denerwował się na mnie o byle co,
kiedy czasami nie pozwalał mi nic powiedzieć, kiedy krzyczał na
mnie, czy sprawiał mi przykrość… Ale tak naprawdę, to nigdy nie
byłam na niego o to zła, a wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, że
wiedziałam, że nie robi tego specjalnie. Po prostu ponosiły go
emocje, a ja to rozumiałam. A gdyby tak pomyśleć, to każdy
chłopak ma swój sposób, żeby uwolnić emocje, a tak rzadko jest
to właśnie ten naturalny sposób. Po prostu od bardzo dawna uważa
się, że mężczyzna musi być silny, a jego zadaniem jest bronienie
i pocieszanie kobiety. Rozumiesz, co mam na myśli?
Pokiwałam
potakująco głową. Monolog mojej przyjaciółki był naprawdę
pomocny.
- Tak, rozumiem –
powiedziałam. – Dziękuję Fran, że to powiedziałaś. Trochę
pomogło.
- Trochę? –
spytała z lekkim uśmiechem.
- Trochę… -
przyznałam. – Bo nie całkiem.
- Dobra, chociaż
tyle – westchnęła, nie przestając się uśmiechać. – To idź
się odśwież i lecimy na lekcje.
Podeszłam do
umywalki, podłożyłam ręce pod kran, a z niego zaczęła lecieć
letnia woda. Obmyłam twarz i wytarłam ją ręcznikiem.
- Możemy iść –
powiedziałam uśmiechając się.
- No to raz. –
Fran odwzajemniła uśmiech i wskazała mi drzwi.
Otworzyłam je i
wyszłam na korytarz. Było na nim cicho jak makiem zasiał –
wszyscy byli na zajęciach. Razem z moją przyjaciółką
skierowaliśmy się do klasy Angie, gdzie teraz mieliśmy lekcję.
Zapukałam i
otworzyłam drzwi.
- O, dziewczynki,
jesteście. – Uśmiechnęła się nauczycielka. – Bardzo dobrze,
usiądźcie.
Pokiwałyśmy
głowami. Usiadłam obok Leona, a on posłał mi pocieszający
uśmiech. Obok niego siedziała Violetta, która również się do
mnie uśmiechnęła, a ja to odwzajemniłam.
Francesca usiadła
przy mnie, zaraz obok swojego chłopaka – Marco.
Podciągnęłam
kolana pod brodę i wsłuchałam się w to, co mówi. Jednak
słuchałam jej tylko jednym uchem. Tak naprawdę, cały czas
myślałam o Brodueyu.
Myślałam o tym
weekendzie, który spędziliśmy wspólnie. O tych kilkunastu
wyznaniach miłości, które wypowiedzieliśmy sobie przez dwa dni.
Musiałam wyglądać
na naprawdę zamyśloną, bo poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
Odwróciłam się i zobaczyłam Leona.
Kiedy przypomnę
sobie jaki był jeszcze niecałe dwa lata temu… Kiedy trzymał się
z Ludmiłą, zanim w Studio pojawiła się Violetta, był zupełnie
inny. Nie miał szacunku do innych i uważał się za najlepszego.
Uważał, że wszystko wie najlepiej i to jego trzeba słuchać.
A kiedy Violetta się
zjawiła, on zakochał się i stał się inny.
Violetta go
zmieniła.
A mnie zmienił
Broduey. Może nie tak bardzo jak Viola Leona, ale zmienił mnie.
Sprawił, że w pewnym sensie stałam się pokorniejsza.
- Nie zamartwiaj się
– powiedział cicho chłopak.
- Nie zamartwiam się
– odparłam. – Przypominam sobie co robiłam z Brodueyem w
weekend.
Nie odpowiedział
nic, tylko się uśmiechnął. Później odwrócił się ode mnie i
szepnął coś na ucho Violetcie. Ona również uśmiechnęła się i
spojrzała ukradkiem na mnie, po czym pokiwała głową.
Tak minęła mi
kolejna godzina lekcyjna.
- Okey, ja idę do
domu – powiedziałam, kiedy skończyły się ostatnie zajęcia.
- Nie idziesz z nami
do Resto? – zapytał Maxi.
- Nie, jakoś nie
mam ochoty – odparłam.
- Ale pamiętaj co
obiecałaś Brodueyowi – przypomniała mi Violetta.
- Pamiętam, nie
martw się. – Uśmiechnęłam się. – Dobra, idę. Cześć wam.
- Cześć Cami –
odpowiedzieli moi przyjaciele.
Odwróciłam się i
szybkim krokiem udałam się w stronę dzielnicy Buenos Aires, w
której mieszkałam.
Kiedy znalazłam się
przed swoim domem, zamieniłam marsz w bieg i szybko weszłam do
środka.
- Jestem! –
krzyknęłam kiedy tylko przekroczyłam próg.
Zdjęłam buty i
poszłam do kuchni. Moi rodzice siedzieli przy stole i pili kawę.
- Cześć córeczko
– powiedział tata. – Jak w szkole?
- Dobrze –
odparłam i usiadłam na krześle obok niego. – Bez zmian.
- Broduey wyjechał?
– zapytała z wahaniem mama.
- Taaaak – rzekłam
przeciągając drugą literę. Oparłam łokcie o stół. –
Wyjechał.
- Nie martw się –
powiedziała. – Wróci za dwa miesiące.
- To długo –
stwierdziłam po raz kolejny.
Czułam, że zaraz
znów się rozpłaczę.
- Idę do siebie. –
Podniosłam się z krzesła.
- A obiad? –
spytała mama.
- Nie jestem głodna
– westchnęłam i ruszyłam w stronę schodów.
Weszłam na górę i
poszłam do swojego pokoju. Torbę rzuciłam w kąt, telefon
położyłam na szafce, a sama położyłam się na łóżku.
Dałam upust
emocjom, a za moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie próbowałam
ich powstrzymać, musiałam się wypłakać.
Nawet nie
zorientowałam się, kiedy zasnęłam…
Obudził mnie
dzwonek mojego telefonu. Nie otwierając oczu wymacałam telefon i
nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham? –
powiedziałam zaspanym głosem.
- Camila, gdzie ty
jesteś? – usłyszałam dziewczęcy głos.
- A kto mówi? –
zapytałam nadal na wpół śpiąc.
- No jak kto,
Camila? – głos po drugiej stronie bardzo się zdziwił. – Nie
patrzysz na wyświetlacz?
Odsunęłam komórkę
od ucha i otworzyłam oczy. Spojrzałam na wyświetlacz. Zobaczyłam
imię mojej przyjaciółki.
- A, Fran –
odparłam z powrotem przykładając telefon do ucha. – Coś się
stało?
- Tak, Cami, stało
się – westchnęła. – Stoję z dziewczynami od dziesięciu minut
u ciebie pod drzwiami, dzwonimy jak głupie na dzwonek i wysłałyśmy
ci masę SMS – ów. Gdzie ty jesteś?
- W domu,
przepraszam was, zasnęłam i musiałam nie słyszeć –
wytłumaczyłam się. – Ale rodzice powinni być…
- Może gdzieś
wyszli, bo nikt nam nie otwiera, ani nikogo nie słychać –
powiedziała włoszka.
- Może… -
rzekłam. – Okey, idę wam otworzyć, sekunda.
- Jasne, czekamy –
powiedziała Fran.
Rozłączyłam się
i podniosłam się z łóżka. Podeszłam do lustra. Moje włosy były
w kompletnym nieładzie, a całą twarz miałam zaspaną.
Ziewnęłam szeroko
wychodząc z pokoju. Zeszłam powoli po schodach i ruszyłam do
wiatrołapu.
- No nareszcie –
rzekła Francesca kiedy otworzyłam drzwi.
- Przepraszam,
zasnęłam – wytłumaczyłam się drugi raz.
- Dobra, nic się
nie stało. – Dziewczyna machnęła ręką. – Nie masz za co
przepraszać.
- Wejdźcie. –
Odsunęłam się i zrobiłam im przejście.
Francesca, Violetta
i Natalia weszły do środka i od razu udały się do salonu.
Zamknęłam drzwi,
przekręciłam klucz i poszłam za nimi.
- Siadajcie –
powiedziałam i sama usadowiłam się w jednym z foteli.
- I od której tak
śpisz? – zapytała Violetta.
- Jak wróciłam ze
Studia, to od razu się położyłam – odparłam. – Która jest
godzina w ogóle?
- Wpół do szóstej
– poinformowała mnie Naty patrząc na zegarek. – To sobie długo
pospałaś.
- I tak jeszcze mi
się chce – westchnęłam.
- Okey, Cami –
odezwała się Fran. – Przyszłyśmy cię rozweselić.
Przyniosłyśmy cztery opakowania lodów czekoladowych i zamierzamy
wszystkie zjeść!
- Kochane jesteście.
– Uśmiechnęłam się. – Nie wiecie jak ja uwielbiam lody. I to
w dodatku czekoladowe.
- Właśnie wiemy,
dlatego je przyniosłyśmy. – Zaśmiała się Violetta. – To co,
jest ktoś w końcu u ciebie?
- W sumie, to ja
sama nie wiem – odparłam. – Jak szłam do siebie to rodzice
siedzieli przy stole i pili kawę. Chwila, może zostawili jakąś
kartkę.
Wstałam z fotela i
ruszyłam do kuchni. Podeszłam do lodówki, na której wisiała
jakaś kartka przypięta magnesem.
Zdjęłam ją i
przeczytałam wiadomość:
Camila,
Wyszliśmy z tatą
na miasto, do sklepu i załatwić jeszcze kilka spraw. Nie budziliśmy
cię, bo widzieliśmy, że jesteś zmęczona. Nie wiemy o której
będziemy, bo chcemy jeszcze wstąpić do znajomych.
Mama
- Wyszli na miasto –
powiedziałam wchodząc z powrotem do salonu.
- To co, masz wolną
chatę – stwierdziła Francesca.
- Przynajmniej raz w
życiu – zaśmiałam się.
- Humor dopisuje? –
zapytała z uśmiechem Natalia.
- Tak, jest lepiej –
przyznałam. – Jak się wypłakałam, to mi ulżyło. Trzeba dać w
końcu upust emocjom.
- Dokładnie –
zgodziła się Violetta. – Nie trzyma się w sobie wszystkich
emocji.
- Wiem coś o tym. –
Uśmiechnęłam się. – Okey dziewczyny, chodźcie do mojego
pokoju, co?
- Tak, możemy iść
– powiedziała się Fran. – Violu, weźmiesz te lody?
- Pewnie, przecież
ich nie zostawię – zaśmiała się brunetka.
Podniosła z podłogi
pomarańczową reklamówkę i wstała z sofy. To samo zrobiły Naty i
Francesca.
- Wchodźcie. –
Pokazałam ręką na schody.
Dziewczyny
uśmiechnęły się i szybkim krokiem weszły po stopniach i
skierowały się do mojego pokoju.
- Siadajcie na łóżku
– powiedziałam. – Zmieścimy się wszystkie.
- Ale zazdroszczę
ci takiego dużego łóżka – westchnęła Nata. – Ja mam taki
zwykłe.
- Mhm, ja też. –
Fran kiwnęła głową. – I nigdy nie mogę się porządnie
rozłożyć w nocy.
- A ja nie
zazdroszczę. – Violetta wzruszyła ramionami. – Mam takie samo.
No, Cami, przybij piątkę!
Podniosła dłoń do
góry. Zaśmiałam się i przybiłam z nią piątkę.
- No wiecie co? –
prychnęła Francesca. – Wredne jesteście!
- Dokładnie! –
zgodziła się Natalia. – Wrednoty jedne!
- Nie, nie jesteśmy
takie wredne – zaprzeczyłam. – I właśnie dlatego pozwolimy wam
powylegiwać się na moim łóżku.
- Fran, skoro nam
pozwalają... – Naty udała, że się zastanawia. – To czemu by
nie skorzystać?
- Masz rację, Naty.
– Francesca kiwnęła głową. – Trzeba brać, co ci dają.
Spojrzały na siebie
i uśmiechnęły się.
A ja i Violetta nie
ściągałyśmy z nich podejrzliwego wzroku.
- Dobra, to ja się
kładę – powiedziała nagle Francesca i rozłożyła się na
łóżku, strącając mnie z jego brzegu.
Krzyknęłam i z
hukiem upadłam na podłogę.
Po chwili usłyszałam
jeszcze jedno łupnięcie.
- Zamorduję! – I
głos Violetty.
- I kto tutaj jest
wredny? – zapytałam rozmasowując obolałe ramię i siadając tak,
że widziałam Fran i Naty, które siedziały na łóżku i
uśmiechały się szeroko.
- Przecież my was
nie zrzuciłyśmy! – broniła się włoszka.
- Nie, Duch Święty
– powiedziałam z ironią.
- Gdyby jeszcze
istniał… - rzekła Naty z lekkim grymasem na twarzy.
- Istnieje –
rzekła Violetta podnosząc się z podłogi. – Tak jak Bóg i
wszyscy inni.
- Gdyby istniał,
nie pozwoliłby mojemu tacie umrzeć! – zaprzeczyła zdenerwowana
Natalia.
Tak, nie wspomniałam
o tym. Dwa lata temu zmarł ojciec Naty. Chorował przez jakiś czas,
aż w końcu odszedł. Od tego czasu Natalia – zawsze bardzo
religijna – nie modli się, nie chodzi do kościoła i mówi, że
Boga nie ma. Wszyscy próbują ją przekonać, że jednak istnieje –
mama, siostra, Maxi i cała nasza paczka. Bo wszyscy wierzą.
- Mniejsza o to –
westchnęła po chwili. – Okey, kontynuujmy.
- Jasne – zgodziła
się Fran. – Dobra, to na czym my… A tak. Przecież my was nie
zrzuciłyśmy! – krzyknęła.
- A kto? –
zapytała Violetta uśmiechając się.
- Same spadłyście.
– Włoszka wzruszyła ramionami.
- Na bank… -
westchnęłam. – Okey, to co robimy?
- Dawajcie lody! –
zaproponowała Natalia. – Bo się roztopią.
- Okey, to ja zejdę
na dół po łyżeczki – powiedziałam podnosząc się z ziemi. –
Talerzyki niepotrzebne?
- Nie, zjemy z
pudełek. – Fran machnęła ręką. – Dobra, leć po te łyżeczki.
Wyszłam z pokoju i
szybko zbiegłam po schodach. Mama tyle razy mówiła mi, żebym
schodziła wolniej, bo kiedyś spadnę, ale ja nie potrafiłam
wolniej.
Wbiegłam do kuchni.
Dopadłam do szuflady i wyciągnęłam z niej cztery łyżeczki.
W tym samym momencie
usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Camila, telefon! –
krzyknęła Francesca.
- Możecie odebrać?
– zapytałam.
- A gdzie jest?
Żebym jeszcze ja to
wiedziała… Najpewniej tam, gdzie go zostawiłam, ale gdzie…
- Chwila, już
biegnę! – odparłam.
Jak powiedziałam,
tak zrobiłam. Szybko wbiegłam po schodach na górę i do swojego
pokoju.
- Pomożecie mi go
poszukać? – zapytałam moich przyjaciółek. – Mam przeczucie,
że dzwoni Broduey.
- Pewnie – odparła
Viola. – To gdzie ostatnio widziałaś?
- Jak zadzwoniła
Fran i później gdzieś go położyłam…
- Tu jest! –
krzyknęła Naty. – Trzymaj.
Podała mi komórkę,
a ja podziękowałam. Spojrzałam na wyświetlacz. Widniało na nim
imię: „Broduey”. Uśmiechnęłam się do dziewczyn i nacisnęłam
zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham? –
powiedziałam.
- Cześć Cami. –
Usłyszałam najcudowniejszy głos na świecie. – Broduey z tej
strony.
- Hej, Broduey. –
Uśmiechnęłam się, mimo, że mnie nie widział.
- Wylądowałem pół
godziny temu – poinformował. – Jestem już w domu.
- Świetnie –
odparłam. – I jak ci minął lot?
- Bardzo dobrze –
rzekł. – Siedziałem koło takiej ładnej dziewczyny…
- Mam być
zazdrosna? – spytałam z uśmiechem.
- Nie, raczej nie –
zaśmiał się. – Miała z dziesięć lat. Ale wiesz dlaczego ją
polubiłem?
- Dlaczego?
- Bo miała na imię
tak samo jak ty – rzekł. – Camila.
- To chyba ładnie?
– zapytałam niepewnie.
- Oczywiście, że
tak – potwierdził. – Najładniej na świecie. Okey, powiedz
lepiej co porabiasz?
- Więc tak… -
zastanowiłam się. – Przyszłam ze Studia, położyłam się na
łóżku i zasnęłam… a piętnaście minut temu przyszły
Violetta, Francesca i Naty i mnie obudziły – zaśmiałam się. –
Ale mają szczęście, że przyniosły lody czekoladowe.
- Moje ulubione –
jęknął. – Zazdroszczę wam.
- I masz czego,
Broduey – przyznałam za śmiechem. – Masz czego.
- Ech, jesteś
wredna – powiedział.
- No, ale i tak mnie
kochasz. – Wzruszyłam ramionami.
- Najbardziej na
świecie – dodał.
- I ja ciebie też –
przyznałam. – Okey, a co u twojej siostry? Co to za wypadek?
- Wypadek w sumie
niegroźny – powiedział. – Miała pecha, potrącił ją
samochód. Ogólnie, to ma złamaną nogę, rękę i jest trochę
potłuczona.
- Przykro mi –
odparłam. – Pozdrów ją ode mnie.
Wtedy dziewczyny
zaczęły dawać mi jakieś znaki. Zorientowałam się, pokiwałam
głową i dodałam:
- I od Violetty,
Fran i Naty też.
- Okey, pozdrowię,
dzięki – rzekł. – To co, chyba będziemy się już żegnać?
Nie będę wam zabierał czasu. Zadzwonię jutro, dobrze?
- Dobrze –
zgodziłam się.
- Pozdrów całą
resztę – powiedział. – Trzymajcie się. Tęsknię za wami,
szczególnie za tobą.
- Nawet nie wiesz,
jak ja tęsknię za tobą – rzekłam smutno.
- Wytrzymasz Cami –
pocieszył mnie. – To tylko dwa miesiące.
- To aż dwa
miesiące – poprawiłam go. – Dobra, nie przynudzam. Do
usłyszenia, Broduey.
- Tak, do
usłyszenia, Camila – odparł.
Odsunęłam telefon
od ucha i rozłączyłam się.
Nie chciałam
płakać. Nie chciałam, ale to było silniejsze ode mnie.
Nie panowałam nad
łzami, które zaczęły spływać po moich policzkach. Dopóki
rozmawiałam z Brodueyem, byłam szczęśliwa, ponieważ go
słyszałam. Kiedy skończyliśmy rozmowę powrócił cały ten
smutek.
Poczułam, jak ktoś
przytula mnie do siebie. Tym razem była to Natalia.
- Wszystko będzie
dobrze – powiedziała. – Nie płacz.
- Tak się nie da…
- rzekłam cicho.
- Da się, wszystko
się da – odezwała się Violetta.
- Ale pomyślcie…
- zaczęłam. – Gdyby tak wyjechali wasi chłopcy. Leon, Maxi, albo
Marco. Co byście zrobiły?
- Byłoby ciężko –
przyznała Natalia. – Ale dałybyśmy radę. I ty też dasz, musisz
tylko w to uwierzyć.
- Jest ciężko –
rzekłam. – Bardzo ciężko.
- Wiemy – odparła
Francesca. – Domyślamy się.
Przytuliłam się
mocniej do Naty. Wzięłam kilka oddechów.
- Okey, koniec
załamki – stwierdziłam odważnie odsuwając się od niej.
- Tak trzymaj, Cami.
– Uśmiechnęła się dziewczyna. – I tak przez te dwa miesiące.
- Dasz radę, jesteś
silna – odezwała się Violetta.
- A my i chłopaki
ci pomożemy – dodała Fran. – Nie zostawimy cię samej.
- Jesteście
najlepszymi przyjaciółmi na świecie – przyznałam i przytuliłam
wszystkie dziewczyny po kolei. – Naprawdę, nigdy nie miałam
lepszych.
- Cami… - zaczęła
niepewnie Francesca. – Możesz… możesz nam opowiedzieć o tym,
co działo się zanim trafiłaś do Studia?
Co się działo?
Działo się dużo. Dużo złego. Nigdy nikomu o tym nie opowiadałam.
- Nie wiem, czy to
dobry pomysł… - powiedziałam cicho.
- Może jednak? –
odezwała się Natalia. – Nie lepiej tego z siebie wyrzucić?
- Może lepiej. –
Wzruszyłam ramionami. – No dobrze, powiem wam. Może trochę
nieskładnie, bo nikomu o tym nigdy nie opowiadałam, ale…
Słuchajcie…
Więc
przybywam do was z kolejną częścią parta
Jak
wam się podoba? Bo mi w ogóle, ale to już szczegół. Ja wiem, że
piszę źle, ale to jak pisałam we wrześniu, to po prostu masakra.
Czytać tego normalnie nie mogę, ale dodaję, bo serio nie mam za
dużo czasu na pisanie, teraz obmyślam parta o Marcesce, wszystkie
szczegóły i plany, wiecie, takie tam :D
No
dobra.
Od
poniedziałku w sumie mam rekolekcje, więc trochę więcej czasu,
ale to w końcu tylko trzy dni, a od czwartku znowu to coś zwane
szkołą. Lubić to to lubię, ale lekcje po co w niej są, to tego
chyba nigdy nie zrozumiem.
Kolejna
część... Nie wiem :D Gdzieś pewnie w przyszłym tygodniu, znając
mnie :P
I
znowu taka krótka jak na mnie ta notka, ale jakoś nie mam o czym
pisać :D
Tak
wgl. to piszcie do mnie na gadu jak jestem dostępna, bo się serio
nudzę! xD
Kocham
was <33333333
Świetny i nie pisz, że jest katastroficzny. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next. :)
Teraz też się tak zastanawiałam co bym zrobiła, gdy mój chłopak tak wyjechał, oczywiście, gdyby go miała. :D
Napisze jakiegoś One parta o Sami?
Spoko, ja też nie mam chłopaka, żółwik :D
UsuńOP o Semi? Hm, pomyślę, może kiedyś na jakiś konkurs xD
Gracias <333
Napisałabyś OP o cares ( Camila + Andres ) ?
OdpowiedzUsuńTo też jest do przemyślenia, odpowiedź jak tak wyżej :D
UsuńNo wiesz Ty co?!
OdpowiedzUsuńPrzerywać mi w takim momencie!
Jak Cię spotkam to Cię zabiję!
Albo nie kto by wtedy pisał takie genialne party?
Jejku jaki piękny Part!! Śliczny!!
Czemu masz tyle talentu co?!
Cudowny Part normalnie oderwałaś mnie od rzeczywistości!
przyjaźń dziewczyn awww
Te łóżko skąd ja to znam?
Pewnie miałaś tak w praktyce prawda?
Ha ha ha a jo mom rekolekcje od środy ha ha ha
Ale nudne jak nigdy! Rok temu było fajnie ksiądz rapował.
A teraz nawija o jakimś Madagaskarze xD
Hihi i w końcu nie zjadły tych lodów ;)
No więc czekam na następną część i historię Camili
Ja wiem, zua Ola buduje napięcie xD
UsuńTaaak, ja mam w sumie duże łóżko, mogę się rozwalać w nocy :D
Ja się boję rekolekcji xD
Zjedzą lody, jeszcze mają na to całą trzecią część :D
Gracias <3
Cudowny OP<3333333
OdpowiedzUsuńCzekam na next!
Wybacz, że krótki, ale nie mam weny na długie XD
Całuję;************
|Nikita|
Ajajajaj!
OdpowiedzUsuńCudeńko *.*
Brodway wyjechał :-(
Lody Czekoladowe <3
Co się stało z Camilą? Muszę wiedzieć!
Skomentuję więcej przy ostatniej części ;-)
Dziękuję :****
UsuńPrzepraszam, ale mój dzisiejszy komentarz będzie zwyczajnie beznadziejny. Niedawno miałam szczepienie i nadal jest mi słabo. Czym sobie na to zasłużyłam? ^.^
OdpowiedzUsuńDlaczego masz tak niską samoocenę, kochanie?
Piszesz naprawdę niesamowicie, wiesz o tym.
A jeśli dotychczas nie zdawałaś sobie z tego sprawy, to ci to uświadamiam. ♥
Nienawidzę szczepionek -.- Więc współczuję xD
UsuńGracias <33333
Więc skomentowałabym już wczoraj ale oglądałam Harrego Pottera <33333
OdpowiedzUsuńDlatego możesz go winić za spóźniony i krótki komentarz.....
Krótki bo już we wtorek sprawdzian szóstoklasisty....Więc trzeba się uczyć !!!!!
Brodwey wyjechał :(
No cóż......
Twój blog jest jednym z najlepszych <333 i piszę ci to osoba , której często coś się nie podoba XD a u ciebie nie mam nic do zarzucenia <333333
Mam nadzieje , że nigdy a (przynajmniej przez kilka następnych lat ) nie odejdziesz z Blogerra tego bym nie przeżyła........
Pięknie piszesz......
Czekam na next :****
A ucz się, ucz, chociaż ja się nie uczyłam a miałam 36/40, najwięcej z całej szkoły :D Dziewczyny stały przed salą z zeszytami do matmy :D
UsuńGracias <3333
Piękny OS .
OdpowiedzUsuńSzkoda , że Broadway wyjechał :(
Smutek .
Masz talent !
Całuje :***
E.V.P
czym jest życie bez opowiadań mojej kochanej Oli?
OdpowiedzUsuńJest pustką, cholerną pustką.
Więc ogromnie się cieszę, że jesteś, i że dzielisz się z nami swoją pasją i talentem <3
Na sam początek powiem, że po raz kolejny Twoja Bromila podbiła moje serce <3
Ten part jest niesamowity, a historia?
Coś nie do opisania.
Teraz się trochę potłumaczę... nie piszę na gadu, bo mnie prawie na nim nie ma ;c
Niestety... A jak jestem, to Ciebie nie ma ;c
Ale mam nadzieję, że prędzej czy później uda nam się spiknąć w rozmowie ;)
kocham i życzę weny !
Nikoletta ;)
Coś mi się kojarzy, że często siedzisz na niewidocznym, więc no xD Ja tez w sumie często na niewidoku jestem :D
UsuńDobra.
Gracias za komentarz <3333
Ola tym razem wrócę szybciej. XD
OdpowiedzUsuńSkomentuje poprzednią część (przecież obiecałam c'nie? :D ) I wracam. <3333333333333
No więc czekam :D
UsuńJestem. :D
UsuńPod tamtą częścią zapomniałam Cię pochwalić ze Diemiłe. XD Uwaga teraz hejty polecą, sobie nie przepadam za Fedemiłą. Ale to nic. Taka moja osobista antypatia, więc naprawdę jestem rada, że ktoś chodziarz w jednym zdaniu wspomniał o nich. Mam ich niedosyt, ale nie użalajmy się nade mną. XD
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że do Bromili przekonałam się dzięki Tobie, jednak wciąż nie należą do moich faworytów. Mimo tego dziękuję Ci, że choć trochę ich polubiłam. Zawsze coś. :D
Wszystko ładnie i pięknie, ale ta końcówka? Musiałaś pozostawić nas w takiej niepewności? Ale znając ciebie pozytywnie nas zaskoczysz. <3333333
A teraz mykam do łóżka. trzeba się wychorować c'nie?
Kocham, Soph ♥
Jesteś kolejną osobą, która dzięki mnie polubiła Bromilę xD
UsuńZdrowiej tam :*
Gracias <3333
Part wcale nie jest słaby, mi się tam bardzo podoba! <3
OdpowiedzUsuńNo i kolejny o Marcesce - bardzo lubię tę parę w Twoim wydaniu, ostatnie opowiadanie o nich dodałaś chyba w grudniu, dobrze pamiętam? :D
Tak czy tak, nie mogę się doczekać już kolejnego.
Co do rozdziału, to początek świetny, cała paczka czekająca na Broduey'a na lotnisku, uwielbiam ich, zgrani przyjaciele, sama chciałabym mieć takie pożegnanie! <3 :D
No i Angie, Pablo, a zwłaszcza GREGORIO! :D
Pocałunek Bromi piękny i strasznie smutny :(
Muszą to jakoś przeczekać, kochają się a to jest najważniejsze!
Dobrze, że Cami ma przy sobie dziewczyny, Fran to najukochańsza przyjaciółka na świecie!
Wsparła ją i wiedziała co powiedzieć w takiej sytuacji, idealnie jej to wyjaśniła - faceci są inni. Nie płaczą, co nie oznacza że nie przeżywają.
Fran, Vilu, Naty i lody czekoladowe - Cami nie może się już dalej smucić, ma taką ekipę wsparcia! :D
Biedna Naty :(
Od zabawy zeszło do dalej! :Dpoważnych tematów - tak to często jest na babskich imprezach.
Ważne, że może się szczerze dziewczynom wygadać.
I zjeść z nimi lody! :D
Broduey jest słodki.
Od razu do niej zadzwonił, kochany! <3 :D
No i końcówka... Jak mogłaś w takim momencie urwać noo? :D
O czym nigdy nikomu nie mówiła?
Chcę wiedzieć co będzie
Kocham <3
Ale mega długi komentarz *.*
UsuńUwielbiam <333
Tak Marcesca, była w grudniu, to trochę długo, ale już niedługo kolejny part o nich :D
Gracias <3333
Droga Alexandro!
OdpowiedzUsuńNa wstępie powinnam się gęsto tłumaczyć, wiem. Nie skomentowałam tamtej cudownej części tego wspaniałego parta, przepraszam Cię. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina XD
Pozwolisz, że pochwalę Cię za całokształt tego parta tutaj?
Ty doskonale wiesz, że ja naprawdę podziwiam Cię i to, co robisz. Bo wiesz, prawda? Piszesz świetnie. I nie są to tylko puste słowa, ja rzeczywiście tak uważam. Taka jest prawda. Nie mówię Ci tego, ponieważ chcę być miła. To czy ktoś mnie lubi czy nie to jego sprawa. Nie staram się być lubiana na siłę. Dlatego zawsze piszę to, co naprawdę uważam NIGDY nie chwalę bez powodów. A uwierz mi, u Ciebie - w każdej historii, którą nam przedstawiasz, nieważne czy tu, czy na Twym drugim, równie dobrym blogu, - są dzięsiątki, setki powodów żeby Cię pochwalić.
TALENT. Masz go niesamowicie dużo i proszę mi nie zaprzeczać, bo ja wiem lepiej. XD
Jesteś jedną z tych osób, do których uwielbiam wchodzić i wiem, że się na nich nie zawiodę. Nigdy. Za każdym razem zaskakujesz mnie. Oczywiście pozytywnie. To, co nam za każdym razem opowiadasz jest godne wiele uwagi. Są to wspaniałe historie tak naprawde z życia wzięte. A Ty opisujesz je jeszcze tak dobrze... Tylko pozazdrościć talentu, który niewątpliwie posiadasz.
Orginalność jest również jedną z wielu zalet Twego bloga. Bromila jest bardzo orgonalną parą. Niby występuje w serialu, ale z blogów, które czytam o nich piszesz tylko Ty. Nigdy nie darzyłam tej pary jakąś sympatią, choć też nic do nich nie mam. Natomiast u Ciebie mogłabym o nich czytać ciągle, naprawdę. Trudno się dziwić, gdy ktoś pisze tak niesamowicie jak Ty.
Będę już kończyć. Przepraszam, że tak krótko i bez sensu, ale mam poważne zaległości w komentarzach (m.in. też na drugim Twoim blogu) i muszę to nadrobić. Dlatego będę już uciekać, wybacz. Weny, kochana, dużo dużo weny. I więcej fantastycznych pomysłów. Niecierpliwie wyczekuję kolejnych owoców Twej pracy. No, będę już uciekać.
Kocham
Dulce
* wielkiej uwagi
UsuńPS: Diemiła <3333 XD
Jak ty możesz pisać tak piękne komentarze? Niesamowite <33333
UsuńGracias, bardzo gracias <3333
Droga Olu ♥
OdpowiedzUsuńW końcu jestem - pokonałam lenistwo, juhuu! Normalnie niemożliwe ;D Ale dobrze, przecież ja nie o tym...
Część druga była przecudowna, naprawdę ♥ Jak w ogóle możesz sądzić inaczej? Aż trudno uwierzyć, że napisałaś ją tak dawno. Wielkie brawa! ;)
A co my tutaj mamy?
Broduey wyjechał. Wszyscy go żegnają, są smutni, ale jednak najbardziej - cierpi Camila, w końcu to jej największa i jedyna miłość wyjeżdża. Smutno mi, gdy ona płakała, ja miałam ochotę płakać :( Ale on wróci!
Na szczęście ma wspaniałe przyjaciółki, które zawsze będę przy niej. Aww, czekoladowe lody najlepsze na wszystko ♥ Sama kiedyś sprawdzałam XD
Jestem ciekawa, co takiego wydarzyło się wcześniej w życiu Camili, dlatego z niecierpliwością oczekuje kolejnej części ♥
Wiesz, nigdy za bardzo nie lubiłam Bromili, a teraz - kurcze, chyba trochę zmieniłam nastawienie ;D
Na koniec, pozchwycam się Diemilą *_* Kilka słów o nich było, kij z tym - ważne, że byli XD To już zakrawa pod obsesję, nie? o.o
Kocham Cię, weny życzę,
Edyta ♥
I kolejna osoba, która zmienia nastawienie do Bromili, dzięki moim partom :D Ale mi miło xD
UsuńGracias <3333
I też cię kocham :****
Na początek bardzo cię przepraszam, że znów piszę troszkę później ale tym razem to przez test szóstoklasisty :(
OdpowiedzUsuńBoskie <3333333333333
Biedna Cami, myślę, że na jej miejscu zachowałabym się podobnie
Fran jak zawsze cudowna pomimo, że zrzuciła Vilu i Cami z łóżka ale to szczegół ;P
Dzięki, teraz mam smaka na lody czekoladowe :D
Broduey masz szczęści, że dzwonisz bo bym cię zabiła jak byś tego nie zrobił
Dlaczego przerwałaś w takim momencie no?
Przynajmniej będę czekać jeszcze bardziej nie cierpliwie niż normalnie :D
A na koniec może zepsuje ci humor, może nie ale miałam w tym tygodniu rekolekcję i jakoś mi się nudziło więc wymyśliłam, że... jeśli się wgl zgodzisz... to twoje fanki mogą nazywać się Olanators, błagam nie bij, wiem zepsułam ci humor
Czekam na next <333
Test szóstoklasisty, pamiętam jeszcze ten ból z zeszłego roku xD
UsuńOlanators? xD Ludzie, ja nie mam fanek przecież! :D
Gracias <3333
Dobra, z góry przepraszam za opóźnienia.
OdpowiedzUsuńCo ja ci mogę powiedzieć?
Świetnie piszesz, choć bardzo mi się nie podoba moment, w którym przerwałaś...Kurde, teraz będę myśleć tylko i wyłącznie o tym...
To, co jest niezwykłe, to to, że potrafisz z pary, której nie znoszę, zrobić coś pięknego...
I na koniec pozdrowię i po chamsku zaproszę do siebie: http://i-n-s-i-d-e-and-o-u-t-s-i-d-e.blogspot.com/
Pozdrawiam,
M.
Nie ma sprawy :)
UsuńGracias <3
No ok w końcu przeczytałam :) Cudowny part nie mam nic do Bromili, ale za bardzo nie interesuje mnie ich para :( Nie mam nic złośliwego na myśli :) Świetnie napisane i już ide czytać następnego :D Te amo mucho hermosa <3 ~Weronika~
OdpowiedzUsuńNie szpanuj hiszpańskim, Wero, bo ci to nie wychodzi xD
UsuńDziękuję, kocham <3
I wyjechał drań jeden...
OdpowiedzUsuńHm.. nie orientujesz się może ile ja już dziś siedzę u ciebie?
Będą już 3 godziny? xD
Nie wiem czy dam radę przeczytać i nadrobić wszystko..
Chyba to mnie lekko przerośnie..
Dobrze, że są wakacje ♥♥♥
Mam więcej czasu na wszystko :D
A w poniedziałek 3 rozdział u mnie.. Pamiętasz o czym był? xD
Oczywiście jesteś zaproszona ;)
Ech.. co by tu jeszcze?
Rozdział jak zwykle świetny - mimo, że byłaś jeszcze niedoświadczona ;)
Myślałaś nad wydaniem książki o tytule np. "W każdej sytuacji znajdzie się czas na miłość"?
Zamieściłabyś w niej wszystkie OP - gwarantuję, że sprzedawałaby się szybko - jak ciepłe bułeczki :D
A jak nie to ja bym wszystkie kupiła i znalazłyby się na liście bestsellerów xD
Buziaczki ;***
Lecę - może dam radę przeczytać jeszcze jeden rozdział..
btw. Zauważyłaś, że zaczęłam się rozpisywać w komentarzach? Ale czad xD
Oczywiście, czekam na rozdział ;)
UsuńNie, nie myślałam nad wydaniem książki, i tego nie zrobię xD
Bardzo dziękuję <333
cudo :)
OdpowiedzUsuń