czwartek, 27 marca 2014

ONE PART BROMILA - Wrócę do ciebie cz 2

To już dzisiaj. Dzisiaj Broduey wyjeżdża na dwa miesiące do swojego kraju, do Brazylii. Cały weekend spędziliśmy razem. Byliśmy w kinie, na basenie, na długim romantycznym spacerze. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dwa razy podziwialiśmy zachód słońca i gwiazdy na niebie.
Kiedy pomyślę, że będziemy mogli to powtórzyć dopiero za dwa miesiące, robi mi się strasznie smutno, a do oczu napływają mi łzy. Kocham Brodueya tak bardzo, jak żadnego innego chłopaka wcześniej – a miałam ich już dwóch. Może nie jest to jakaś wielka liczba, ale nie jestem typem dziewczyny, która leci na każdego nowopoznanego.
A Broduey był wyjątkowy. Niby na początku „kłóciłam” się o niego z Fran, ale… Właściwie nie wiem co. Liczy się to, że kocham go najbardziej na świecie. Nie wiem jak wytrzymam te dwa miesiące bez niego. Będzie ciężko, naprawdę ciężko…
Antonio zorganizował w piątek na ostatniej lekcji apel. Na nim wszyscy pożegnaliśmy się z Brodueyem.
Teraz cała nasza paczka – czyli Leon z Violettą, Francesca z Marco, Ludmiła z Diego, Maxi z Naty, Andres, ja i Broduey czekaliśmy, aż przyjedzie po niego samochód, który miał zawieźć go na lotnisko.
Siedzieliśmy na murku przed szkołą. Dołączyli do nas nauczyciele – Antonio, Pablo, Angie, a nawet Gregorio.
W końcu podjechał czarny samochód. Wszyscy skierowali wzrok na Brodueya, który wstał. Poszliśmy w jego ślady.
- No to chyba trzeba się pożegnać… - powiedział.
- Dobra, stary… - Leon podszedł do niego. Przybili sobie piątkę i uścisnęli po przyjacielsku.
Tak Broduey pożegnał się ze wszystkimi chłopakami. Teraz przeszedł do dziewczyn.
- Broduey… - Pierwsza odezwała się Natalia.
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją. Później pożegnał się z Violettą, Francescą i Ludmiłą.
Później przyszła kolej na nauczycieli. Najpierw Angie, później Pablo, Antonio i na końcu Gregorio. Ku zdziwieniu wszystkich, odezwał się naprawdę miło.
- Udanej podróży ci życzę – powiedział. – Będziemy czekać wszyscy z niecierpliwością, aż wrócisz z powrotem do naszego Studio.
- Dzięki, Gregorio – odparł chłopak.
Odwrócił się w moją stronę. Patrzyliśmy przez chwilę na siebie, a później on podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie. Mimo, że cały czas próbowałam się powstrzymać, z moich oczu popłynęły łzy. Nie byłam zdolna, żeby je zahamować. Nawet nie próbowałam.
Broduey odsunął mnie od siebie i spojrzał na moją twarz.
- Nie płacz – powiedział ścierając mi łzy z policzków. – Camila, musisz mi obiecać, że nie będziesz płakać.
Ale jak ja mogłam mu to obiecać, skoro nie potrafiłam przestać płakać? Nie mogłam spokojnie przyjąć wiadomości, że osoba, którą tak bardzo kocham, teraz wyjeżdża na tak długi okres czasu.
- Słyszysz Camila? – zapytał. – Musisz mi to obiecać.
Odetchnęłam głęboko i pokiwałam potakująco głową.
Broduey uśmiechnął się lekko, po czym zbliżył swoją twarz do mojej.
Nasze usta złączyły się w pełnym uczucia pocałunku. Nie zważaliśmy na znajomych, którzy stoją obok. Nie przejmowaliśmy się nawet czwórką nauczycieli, którzy znając życie również się nam przypatrywali.
W końcu oderwaliśmy się od siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. U mojego chłopaka zobaczyłam wielką miłość. On zawsze powtarzał, że z moich czarnych jak dwa węgle oczów nigdy nie dało się nic wyczytać.
- Muszę jechać, Cami – powiedział smutno.
Ponownie pokiwałam głową.
- Zadzwoń jak dolecisz – poprosiłam.
- Zadzwonię – obiecał.
Później pocałował mnie w czoło i puścił moją rękę. Odwrócił się jeszcze w stronę pozostałych, uśmiechnął się smutno i ruszył w stronę samochodu.
Kiedy już usiadł w środku, pomachał nam przez okno. Każdy podniósł rękę i zrobił to samo.
Broduey powiedział coś do kierowcy, a po chwili czarny samochód odjechał.
Wtedy kolejny raz uświadomiłam sobie, że nie zobaczę mojego chłopaka przez dwa miesiące.
- Czy któraś z dziewcząt może pójść z Camilą do łazienki? – zapytała Angie.
- Tak, ja pójdę – odezwała się od razu Francesca.
- I postarajcie się przyjść na zajęcia – dodała nauczycielka.
- Przyjdziemy – zapewniłam spoglądając na nią, na co ona uśmiechnęła się.
Fran złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w kierunku Studia. Szybkim krokiem weszłyśmy do środka i udałyśmy się do łazienki.
Podeszłam do lustra i przyjrzałam się sobie.
Ujrzałam siedemnastoletnią dziewczynę o długich, lekko rudych włosach. Miała smutny wyraz twarzy i oczy zaczerwienione od płaczu.
Kiedy przyjrzałam się dokładniej zobaczyłam, że po jej policzkach spływają łzy.
Znowu płakała.
Ja płakałam.
Moja przyjaciółka podeszła od tyłu do mnie, odwróciła mnie w swoją stronę i złapała za ramiona.
- Camila, ogarnij się! – rozkazała stanowczo. – Weź się w garść! Obiecałaś Brodueyowi, że nie będziesz płakać!
- Wiem… - odparłam cicho.
- Więc dotrzymaj słowa – powiedziała. – Camila… - Trochę spuściła z tonu. – Broduey nie wyjechał na koniec świata. I nie na zawsze.
- Wiem, Fran – rzekłam. – Ale nie wiesz, jak mi jest ciężko. Przecież ja tak bardzo go kocham… Pomyśl, gdyby Marco miał wyjechać, co byś zrobiła?
Włoszka spojrzała na mnie ze współczuciem, po czym przytuliła mnie do siebie.
- Pewnie nie zachowywałabym się inaczej – przyznała. – Ale ty robiłabyś na pewno to, co ja teraz. Pocieszałabyś mnie i nie pozwoliłabyś mi płakać. To należy do obowiązków przyjaciółki, a my jesteśmy przyjaciółkami. Nie mogę patrzeć jak ty się zamartwiasz. Owszem, wiem, jak ci ciężko, wyobrażam sobie co czujesz. Chłopak, którego kochasz całą sobą wyjechał na dwa miesiące. Tylko Camila, pomyśl… Niektórzy wyjeżdżają na zawsze i to znacznie dalej niż jest z Argentyny do Brazylii. Poza tym sama mówiłaś w piątek, że są telefony, jest internet… Myślałam, że już ochłonęłaś, że przyzwyczaiłaś się do myśli, że Broduey wyjechał na jakiś czas. Spędziłaś z nim wspaniały weekend, więc nie powinnaś się zamartwiać.
- To nie tak, Francesca – odezwałam się. – Niby się przyzwyczaiłam. Miałam na to czas od piątku, ale… Ale jest mi tak smutno… Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Do tej pory nie było dnia, żebym nie spotkała się z Brodueyem, a teraz najwcześniej zobaczymy się za dwa miesiące. To dziwnie tak z dnia na dzień wszystko zmienić.
- Wiem, ale przecież nikt nie każe ci zmieniać wszystkiego – rzekła dziewczyna. – Owszem, zmieni się trochę rzeczy, bo kontaktować się z nim będziesz mogła tylko przez komórkę i laptopa, ale… wiesz co? – Odsunęła się ode mnie. – Ja myślę, że ty kochasz go tak bardzo, że nawet jeśli nie będzie go przy tobie, to z tobą będzie zawsze. Będzie przy tobie myślami. A ty będziesz w ten sam sposób przy nim. Jemu też jest na pewno ciężko, bo też jesteś dla niego jedną z najważniejszych osób. Jednak sama wiesz, że to jest chłopak, więc nie przyzna się, że ma ochotę się rozpłakać. My, dziewczyny, mamy prościej. Tak już się przyjęło, że to kobieta jest tą słabszą, która ma prawo ulżyć swoim emocjom. No bo sama przyznaj, widziałaś kiedyś, jak jakikolwiek chłopak, czy mężczyzna płacze? Widziałaś swojego tatę płaczącego? Bo ja na przykład nie. Co prawda ja często się z tatą nie widuję, skoro mieszka we Włoszech, ale… Ale weźmy chociaż mojego brata – Lukę. Tyle lat już z nim mieszkam, bo od dziecka, a jeszcze ani razu nie widziałam jak płacze. Owszem, kilka razy widziałam go przygnębionego, widziałam jak ma ochotę coś rozwalić, wyżyć się na czymś. Czułam to, kiedy denerwował się na mnie o byle co, kiedy czasami nie pozwalał mi nic powiedzieć, kiedy krzyczał na mnie, czy sprawiał mi przykrość… Ale tak naprawdę, to nigdy nie byłam na niego o to zła, a wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, że wiedziałam, że nie robi tego specjalnie. Po prostu ponosiły go emocje, a ja to rozumiałam. A gdyby tak pomyśleć, to każdy chłopak ma swój sposób, żeby uwolnić emocje, a tak rzadko jest to właśnie ten naturalny sposób. Po prostu od bardzo dawna uważa się, że mężczyzna musi być silny, a jego zadaniem jest bronienie i pocieszanie kobiety. Rozumiesz, co mam na myśli?
Pokiwałam potakująco głową. Monolog mojej przyjaciółki był naprawdę pomocny.
- Tak, rozumiem – powiedziałam. – Dziękuję Fran, że to powiedziałaś. Trochę pomogło.
- Trochę? – spytała z lekkim uśmiechem.
- Trochę… - przyznałam. – Bo nie całkiem.
- Dobra, chociaż tyle – westchnęła, nie przestając się uśmiechać. – To idź się odśwież i lecimy na lekcje.
Podeszłam do umywalki, podłożyłam ręce pod kran, a z niego zaczęła lecieć letnia woda. Obmyłam twarz i wytarłam ją ręcznikiem.
- Możemy iść – powiedziałam uśmiechając się.
- No to raz. – Fran odwzajemniła uśmiech i wskazała mi drzwi.
Otworzyłam je i wyszłam na korytarz. Było na nim cicho jak makiem zasiał – wszyscy byli na zajęciach. Razem z moją przyjaciółką skierowaliśmy się do klasy Angie, gdzie teraz mieliśmy lekcję.
Zapukałam i otworzyłam drzwi.
- O, dziewczynki, jesteście. – Uśmiechnęła się nauczycielka. – Bardzo dobrze, usiądźcie.
Pokiwałyśmy głowami. Usiadłam obok Leona, a on posłał mi pocieszający uśmiech. Obok niego siedziała Violetta, która również się do mnie uśmiechnęła, a ja to odwzajemniłam.
Francesca usiadła przy mnie, zaraz obok swojego chłopaka – Marco.
Podciągnęłam kolana pod brodę i wsłuchałam się w to, co mówi. Jednak słuchałam jej tylko jednym uchem. Tak naprawdę, cały czas myślałam o Brodueyu.
Myślałam o tym weekendzie, który spędziliśmy wspólnie. O tych kilkunastu wyznaniach miłości, które wypowiedzieliśmy sobie przez dwa dni.
Musiałam wyglądać na naprawdę zamyśloną, bo poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Leona.
Kiedy przypomnę sobie jaki był jeszcze niecałe dwa lata temu… Kiedy trzymał się z Ludmiłą, zanim w Studio pojawiła się Violetta, był zupełnie inny. Nie miał szacunku do innych i uważał się za najlepszego. Uważał, że wszystko wie najlepiej i to jego trzeba słuchać.
A kiedy Violetta się zjawiła, on zakochał się i stał się inny.
Violetta go zmieniła.
A mnie zmienił Broduey. Może nie tak bardzo jak Viola Leona, ale zmienił mnie. Sprawił, że w pewnym sensie stałam się pokorniejsza.
- Nie zamartwiaj się – powiedział cicho chłopak.
- Nie zamartwiam się – odparłam. – Przypominam sobie co robiłam z Brodueyem w weekend.
Nie odpowiedział nic, tylko się uśmiechnął. Później odwrócił się ode mnie i szepnął coś na ucho Violetcie. Ona również uśmiechnęła się i spojrzała ukradkiem na mnie, po czym pokiwała głową.
Tak minęła mi kolejna godzina lekcyjna.

- Okey, ja idę do domu – powiedziałam, kiedy skończyły się ostatnie zajęcia.
- Nie idziesz z nami do Resto? – zapytał Maxi.
- Nie, jakoś nie mam ochoty – odparłam.
- Ale pamiętaj co obiecałaś Brodueyowi – przypomniała mi Violetta.
- Pamiętam, nie martw się. – Uśmiechnęłam się. – Dobra, idę. Cześć wam.
- Cześć Cami – odpowiedzieli moi przyjaciele.
Odwróciłam się i szybkim krokiem udałam się w stronę dzielnicy Buenos Aires, w której mieszkałam.
Kiedy znalazłam się przed swoim domem, zamieniłam marsz w bieg i szybko weszłam do środka.
- Jestem! – krzyknęłam kiedy tylko przekroczyłam próg.
Zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Moi rodzice siedzieli przy stole i pili kawę.
- Cześć córeczko – powiedział tata. – Jak w szkole?
- Dobrze – odparłam i usiadłam na krześle obok niego. – Bez zmian.
- Broduey wyjechał? – zapytała z wahaniem mama.
- Taaaak – rzekłam przeciągając drugą literę. Oparłam łokcie o stół. – Wyjechał.
- Nie martw się – powiedziała. – Wróci za dwa miesiące.
- To długo – stwierdziłam po raz kolejny.
Czułam, że zaraz znów się rozpłaczę.
- Idę do siebie. – Podniosłam się z krzesła.
- A obiad? – spytała mama.
- Nie jestem głodna – westchnęłam i ruszyłam w stronę schodów.
Weszłam na górę i poszłam do swojego pokoju. Torbę rzuciłam w kąt, telefon położyłam na szafce, a sama położyłam się na łóżku.
Dałam upust emocjom, a za moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie próbowałam ich powstrzymać, musiałam się wypłakać.
Nawet nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam…

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Nie otwierając oczu wymacałam telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham? – powiedziałam zaspanym głosem.
- Camila, gdzie ty jesteś? – usłyszałam dziewczęcy głos.
- A kto mówi? – zapytałam nadal na wpół śpiąc.
- No jak kto, Camila? – głos po drugiej stronie bardzo się zdziwił. – Nie patrzysz na wyświetlacz?
Odsunęłam komórkę od ucha i otworzyłam oczy. Spojrzałam na wyświetlacz. Zobaczyłam imię mojej przyjaciółki.
- A, Fran – odparłam z powrotem przykładając telefon do ucha. – Coś się stało?
- Tak, Cami, stało się – westchnęła. – Stoję z dziewczynami od dziesięciu minut u ciebie pod drzwiami, dzwonimy jak głupie na dzwonek i wysłałyśmy ci masę SMS – ów. Gdzie ty jesteś?
- W domu, przepraszam was, zasnęłam i musiałam nie słyszeć – wytłumaczyłam się. – Ale rodzice powinni być…
- Może gdzieś wyszli, bo nikt nam nie otwiera, ani nikogo nie słychać – powiedziała włoszka.
- Może… - rzekłam. – Okey, idę wam otworzyć, sekunda.
- Jasne, czekamy – powiedziała Fran.
Rozłączyłam się i podniosłam się z łóżka. Podeszłam do lustra. Moje włosy były w kompletnym nieładzie, a całą twarz miałam zaspaną.
Ziewnęłam szeroko wychodząc z pokoju. Zeszłam powoli po schodach i ruszyłam do wiatrołapu.
- No nareszcie – rzekła Francesca kiedy otworzyłam drzwi.
- Przepraszam, zasnęłam – wytłumaczyłam się drugi raz.
- Dobra, nic się nie stało. – Dziewczyna machnęła ręką. – Nie masz za co przepraszać.
- Wejdźcie. – Odsunęłam się i zrobiłam im przejście.
Francesca, Violetta i Natalia weszły do środka i od razu udały się do salonu.
Zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i poszłam za nimi.
- Siadajcie – powiedziałam i sama usadowiłam się w jednym z foteli.
- I od której tak śpisz? – zapytała Violetta.
- Jak wróciłam ze Studia, to od razu się położyłam – odparłam. – Która jest godzina w ogóle?
- Wpół do szóstej – poinformowała mnie Naty patrząc na zegarek. – To sobie długo pospałaś.
- I tak jeszcze mi się chce – westchnęłam.
- Okey, Cami – odezwała się Fran. – Przyszłyśmy cię rozweselić. Przyniosłyśmy cztery opakowania lodów czekoladowych i zamierzamy wszystkie zjeść!
- Kochane jesteście. – Uśmiechnęłam się. – Nie wiecie jak ja uwielbiam lody. I to w dodatku czekoladowe.
- Właśnie wiemy, dlatego je przyniosłyśmy. – Zaśmiała się Violetta. – To co, jest ktoś w końcu u ciebie?
- W sumie, to ja sama nie wiem – odparłam. – Jak szłam do siebie to rodzice siedzieli przy stole i pili kawę. Chwila, może zostawili jakąś kartkę.
Wstałam z fotela i ruszyłam do kuchni. Podeszłam do lodówki, na której wisiała jakaś kartka przypięta magnesem.
Zdjęłam ją i przeczytałam wiadomość:

Camila,
Wyszliśmy z tatą na miasto, do sklepu i załatwić jeszcze kilka spraw. Nie budziliśmy cię, bo widzieliśmy, że jesteś zmęczona. Nie wiemy o której będziemy, bo chcemy jeszcze wstąpić do znajomych.
Mama

- Wyszli na miasto – powiedziałam wchodząc z powrotem do salonu.
- To co, masz wolną chatę – stwierdziła Francesca.
- Przynajmniej raz w życiu – zaśmiałam się.
- Humor dopisuje? – zapytała z uśmiechem Natalia.
- Tak, jest lepiej – przyznałam. – Jak się wypłakałam, to mi ulżyło. Trzeba dać w końcu upust emocjom.
- Dokładnie – zgodziła się Violetta. – Nie trzyma się w sobie wszystkich emocji.
- Wiem coś o tym. – Uśmiechnęłam się. – Okey dziewczyny, chodźcie do mojego pokoju, co?
- Tak, możemy iść – powiedziała się Fran. – Violu, weźmiesz te lody?
- Pewnie, przecież ich nie zostawię – zaśmiała się brunetka.
Podniosła z podłogi pomarańczową reklamówkę i wstała z sofy. To samo zrobiły Naty i Francesca.
- Wchodźcie. – Pokazałam ręką na schody.
Dziewczyny uśmiechnęły się i szybkim krokiem weszły po stopniach i skierowały się do mojego pokoju.
- Siadajcie na łóżku – powiedziałam. – Zmieścimy się wszystkie.
- Ale zazdroszczę ci takiego dużego łóżka – westchnęła Nata. – Ja mam taki zwykłe.
- Mhm, ja też. – Fran kiwnęła głową. – I nigdy nie mogę się porządnie rozłożyć w nocy.
- A ja nie zazdroszczę. – Violetta wzruszyła ramionami. – Mam takie samo. No, Cami, przybij piątkę!
Podniosła dłoń do góry. Zaśmiałam się i przybiłam z nią piątkę.
- No wiecie co? – prychnęła Francesca. – Wredne jesteście!
- Dokładnie! – zgodziła się Natalia. – Wrednoty jedne!
- Nie, nie jesteśmy takie wredne – zaprzeczyłam. – I właśnie dlatego pozwolimy wam powylegiwać się na moim łóżku.
- Fran, skoro nam pozwalają... – Naty udała, że się zastanawia. – To czemu by nie skorzystać?
- Masz rację, Naty. – Francesca kiwnęła głową. – Trzeba brać, co ci dają.
Spojrzały na siebie i uśmiechnęły się.
A ja i Violetta nie ściągałyśmy z nich podejrzliwego wzroku.
- Dobra, to ja się kładę – powiedziała nagle Francesca i rozłożyła się na łóżku, strącając mnie z jego brzegu.
Krzyknęłam i z hukiem upadłam na podłogę.
Po chwili usłyszałam jeszcze jedno łupnięcie.
- Zamorduję! – I głos Violetty.
- I kto tutaj jest wredny? – zapytałam rozmasowując obolałe ramię i siadając tak, że widziałam Fran i Naty, które siedziały na łóżku i uśmiechały się szeroko.
- Przecież my was nie zrzuciłyśmy! – broniła się włoszka.
- Nie, Duch Święty – powiedziałam z ironią.
- Gdyby jeszcze istniał… - rzekła Naty z lekkim grymasem na twarzy.
- Istnieje – rzekła Violetta podnosząc się z podłogi. – Tak jak Bóg i wszyscy inni.
- Gdyby istniał, nie pozwoliłby mojemu tacie umrzeć! – zaprzeczyła zdenerwowana Natalia.
Tak, nie wspomniałam o tym. Dwa lata temu zmarł ojciec Naty. Chorował przez jakiś czas, aż w końcu odszedł. Od tego czasu Natalia – zawsze bardzo religijna – nie modli się, nie chodzi do kościoła i mówi, że Boga nie ma. Wszyscy próbują ją przekonać, że jednak istnieje – mama, siostra, Maxi i cała nasza paczka. Bo wszyscy wierzą.
- Mniejsza o to – westchnęła po chwili. – Okey, kontynuujmy.
- Jasne – zgodziła się Fran. – Dobra, to na czym my… A tak. Przecież my was nie zrzuciłyśmy! – krzyknęła.
- A kto? – zapytała Violetta uśmiechając się.
- Same spadłyście. – Włoszka wzruszyła ramionami.
- Na bank… - westchnęłam. – Okey, to co robimy?
- Dawajcie lody! – zaproponowała Natalia. – Bo się roztopią.
- Okey, to ja zejdę na dół po łyżeczki – powiedziałam podnosząc się z ziemi. – Talerzyki niepotrzebne?
- Nie, zjemy z pudełek. – Fran machnęła ręką. – Dobra, leć po te łyżeczki.
Wyszłam z pokoju i szybko zbiegłam po schodach. Mama tyle razy mówiła mi, żebym schodziła wolniej, bo kiedyś spadnę, ale ja nie potrafiłam wolniej.
Wbiegłam do kuchni. Dopadłam do szuflady i wyciągnęłam z niej cztery łyżeczki.
W tym samym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Camila, telefon! – krzyknęła Francesca.
- Możecie odebrać? – zapytałam.
- A gdzie jest?
Żebym jeszcze ja to wiedziała… Najpewniej tam, gdzie go zostawiłam, ale gdzie…
- Chwila, już biegnę! – odparłam.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Szybko wbiegłam po schodach na górę i do swojego pokoju.
- Pomożecie mi go poszukać? – zapytałam moich przyjaciółek. – Mam przeczucie, że dzwoni Broduey.
- Pewnie – odparła Viola. – To gdzie ostatnio widziałaś?
- Jak zadzwoniła Fran i później gdzieś go położyłam…
- Tu jest! – krzyknęła Naty. – Trzymaj.
Podała mi komórkę, a ja podziękowałam. Spojrzałam na wyświetlacz. Widniało na nim imię: „Broduey”. Uśmiechnęłam się do dziewczyn i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham? – powiedziałam.
- Cześć Cami. – Usłyszałam najcudowniejszy głos na świecie. – Broduey z tej strony.
- Hej, Broduey. – Uśmiechnęłam się, mimo, że mnie nie widział.
- Wylądowałem pół godziny temu – poinformował. – Jestem już w domu.
- Świetnie – odparłam. – I jak ci minął lot?
- Bardzo dobrze – rzekł. – Siedziałem koło takiej ładnej dziewczyny…
- Mam być zazdrosna? – spytałam z uśmiechem.
- Nie, raczej nie – zaśmiał się. – Miała z dziesięć lat. Ale wiesz dlaczego ją polubiłem?
- Dlaczego?
- Bo miała na imię tak samo jak ty – rzekł. – Camila.
- To chyba ładnie? – zapytałam niepewnie.
- Oczywiście, że tak – potwierdził. – Najładniej na świecie. Okey, powiedz lepiej co porabiasz?
- Więc tak… - zastanowiłam się. – Przyszłam ze Studia, położyłam się na łóżku i zasnęłam… a piętnaście minut temu przyszły Violetta, Francesca i Naty i mnie obudziły – zaśmiałam się. – Ale mają szczęście, że przyniosły lody czekoladowe.
- Moje ulubione – jęknął. – Zazdroszczę wam.
- I masz czego, Broduey – przyznałam za śmiechem. – Masz czego.
- Ech, jesteś wredna – powiedział.
- No, ale i tak mnie kochasz. – Wzruszyłam ramionami.
- Najbardziej na świecie – dodał.
- I ja ciebie też – przyznałam. – Okey, a co u twojej siostry? Co to za wypadek?
- Wypadek w sumie niegroźny – powiedział. – Miała pecha, potrącił ją samochód. Ogólnie, to ma złamaną nogę, rękę i jest trochę potłuczona.
- Przykro mi – odparłam. – Pozdrów ją ode mnie.
Wtedy dziewczyny zaczęły dawać mi jakieś znaki. Zorientowałam się, pokiwałam głową i dodałam:
- I od Violetty, Fran i Naty też.
- Okey, pozdrowię, dzięki – rzekł. – To co, chyba będziemy się już żegnać? Nie będę wam zabierał czasu. Zadzwonię jutro, dobrze?
- Dobrze – zgodziłam się.
- Pozdrów całą resztę – powiedział. – Trzymajcie się. Tęsknię za wami, szczególnie za tobą.
- Nawet nie wiesz, jak ja tęsknię za tobą – rzekłam smutno.
- Wytrzymasz Cami – pocieszył mnie. – To tylko dwa miesiące.
- To aż dwa miesiące – poprawiłam go. – Dobra, nie przynudzam. Do usłyszenia, Broduey.
- Tak, do usłyszenia, Camila – odparł.
Odsunęłam telefon od ucha i rozłączyłam się.
Nie chciałam płakać. Nie chciałam, ale to było silniejsze ode mnie.
Nie panowałam nad łzami, które zaczęły spływać po moich policzkach. Dopóki rozmawiałam z Brodueyem, byłam szczęśliwa, ponieważ go słyszałam. Kiedy skończyliśmy rozmowę powrócił cały ten smutek.
Poczułam, jak ktoś przytula mnie do siebie. Tym razem była to Natalia.
- Wszystko będzie dobrze – powiedziała. – Nie płacz.
- Tak się nie da… - rzekłam cicho.
- Da się, wszystko się da – odezwała się Violetta.
- Ale pomyślcie… - zaczęłam. – Gdyby tak wyjechali wasi chłopcy. Leon, Maxi, albo Marco. Co byście zrobiły?
- Byłoby ciężko – przyznała Natalia. – Ale dałybyśmy radę. I ty też dasz, musisz tylko w to uwierzyć.
- Jest ciężko – rzekłam. – Bardzo ciężko.
- Wiemy – odparła Francesca. – Domyślamy się.
Przytuliłam się mocniej do Naty. Wzięłam kilka oddechów.
- Okey, koniec załamki – stwierdziłam odważnie odsuwając się od niej.
- Tak trzymaj, Cami. – Uśmiechnęła się dziewczyna. – I tak przez te dwa miesiące.
- Dasz radę, jesteś silna – odezwała się Violetta.
- A my i chłopaki ci pomożemy – dodała Fran. – Nie zostawimy cię samej.
- Jesteście najlepszymi przyjaciółmi na świecie – przyznałam i przytuliłam wszystkie dziewczyny po kolei. – Naprawdę, nigdy nie miałam lepszych.
- Cami… - zaczęła niepewnie Francesca. – Możesz… możesz nam opowiedzieć o tym, co działo się zanim trafiłaś do Studia?
Co się działo? Działo się dużo. Dużo złego. Nigdy nikomu o tym nie opowiadałam.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł… - powiedziałam cicho.
- Może jednak? – odezwała się Natalia. – Nie lepiej tego z siebie wyrzucić?
- Może lepiej. – Wzruszyłam ramionami. – No dobrze, powiem wam. Może trochę nieskładnie, bo nikomu o tym nigdy nie opowiadałam, ale… Słuchajcie…

Więc przybywam do was z kolejną częścią parta
Jak wam się podoba? Bo mi w ogóle, ale to już szczegół. Ja wiem, że piszę źle, ale to jak pisałam we wrześniu, to po prostu masakra. Czytać tego normalnie nie mogę, ale dodaję, bo serio nie mam za dużo czasu na pisanie, teraz obmyślam parta o Marcesce, wszystkie szczegóły i plany, wiecie, takie tam :D
No dobra.
Od poniedziałku w sumie mam rekolekcje, więc trochę więcej czasu, ale to w końcu tylko trzy dni, a od czwartku znowu to coś zwane szkołą. Lubić to to lubię, ale lekcje po co w niej są, to tego chyba nigdy nie zrozumiem.
Kolejna część... Nie wiem :D Gdzieś pewnie w przyszłym tygodniu, znając mnie :P
I znowu taka krótka jak na mnie ta notka, ale jakoś nie mam o czym pisać :D
Tak wgl. to piszcie do mnie na gadu jak jestem dostępna, bo się serio nudzę! xD
Kocham was <33333333

36 komentarzy:

  1. Świetny i nie pisz, że jest katastroficzny. :)
    Czekam na next. :)
    Teraz też się tak zastanawiałam co bym zrobiła, gdy mój chłopak tak wyjechał, oczywiście, gdyby go miała. :D
    Napisze jakiegoś One parta o Sami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, ja też nie mam chłopaka, żółwik :D
      OP o Semi? Hm, pomyślę, może kiedyś na jakiś konkurs xD
      Gracias <333

      Usuń
  2. Napisałabyś OP o cares ( Camila + Andres ) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest do przemyślenia, odpowiedź jak tak wyżej :D

      Usuń
  3. No wiesz Ty co?!
    Przerywać mi w takim momencie!
    Jak Cię spotkam to Cię zabiję!
    Albo nie kto by wtedy pisał takie genialne party?
    Jejku jaki piękny Part!! Śliczny!!
    Czemu masz tyle talentu co?!
    Cudowny Part normalnie oderwałaś mnie od rzeczywistości!
    przyjaźń dziewczyn awww
    Te łóżko skąd ja to znam?
    Pewnie miałaś tak w praktyce prawda?
    Ha ha ha a jo mom rekolekcje od środy ha ha ha
    Ale nudne jak nigdy! Rok temu było fajnie ksiądz rapował.
    A teraz nawija o jakimś Madagaskarze xD
    Hihi i w końcu nie zjadły tych lodów ;)
    No więc czekam na następną część i historię Camili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, zua Ola buduje napięcie xD
      Taaak, ja mam w sumie duże łóżko, mogę się rozwalać w nocy :D
      Ja się boję rekolekcji xD
      Zjedzą lody, jeszcze mają na to całą trzecią część :D
      Gracias <3

      Usuń
  4. Cudowny OP<3333333
    Czekam na next!
    Wybacz, że krótki, ale nie mam weny na długie XD
    Całuję;************

    |Nikita|

    OdpowiedzUsuń
  5. Ajajajaj!
    Cudeńko *.*
    Brodway wyjechał :-(
    Lody Czekoladowe <3
    Co się stało z Camilą? Muszę wiedzieć!
    Skomentuję więcej przy ostatniej części ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, ale mój dzisiejszy komentarz będzie zwyczajnie beznadziejny. Niedawno miałam szczepienie i nadal jest mi słabo. Czym sobie na to zasłużyłam? ^.^
    Dlaczego masz tak niską samoocenę, kochanie?
    Piszesz naprawdę niesamowicie, wiesz o tym.
    A jeśli dotychczas nie zdawałaś sobie z tego sprawy, to ci to uświadamiam. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienawidzę szczepionek -.- Więc współczuję xD
      Gracias <33333

      Usuń
  7. Więc skomentowałabym już wczoraj ale oglądałam Harrego Pottera <33333
    Dlatego możesz go winić za spóźniony i krótki komentarz.....
    Krótki bo już we wtorek sprawdzian szóstoklasisty....Więc trzeba się uczyć !!!!!
    Brodwey wyjechał :(
    No cóż......
    Twój blog jest jednym z najlepszych <333 i piszę ci to osoba , której często coś się nie podoba XD a u ciebie nie mam nic do zarzucenia <333333
    Mam nadzieje , że nigdy a (przynajmniej przez kilka następnych lat ) nie odejdziesz z Blogerra tego bym nie przeżyła........
    Pięknie piszesz......
    Czekam na next :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ucz się, ucz, chociaż ja się nie uczyłam a miałam 36/40, najwięcej z całej szkoły :D Dziewczyny stały przed salą z zeszytami do matmy :D
      Gracias <3333

      Usuń
  8. Piękny OS .
    Szkoda , że Broadway wyjechał :(
    Smutek .
    Masz talent !

    Całuje :***

    E.V.P

    OdpowiedzUsuń
  9. czym jest życie bez opowiadań mojej kochanej Oli?
    Jest pustką, cholerną pustką.
    Więc ogromnie się cieszę, że jesteś, i że dzielisz się z nami swoją pasją i talentem <3
    Na sam początek powiem, że po raz kolejny Twoja Bromila podbiła moje serce <3
    Ten part jest niesamowity, a historia?
    Coś nie do opisania.
    Teraz się trochę potłumaczę... nie piszę na gadu, bo mnie prawie na nim nie ma ;c
    Niestety... A jak jestem, to Ciebie nie ma ;c
    Ale mam nadzieję, że prędzej czy później uda nam się spiknąć w rozmowie ;)
    kocham i życzę weny !

    Nikoletta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się kojarzy, że często siedzisz na niewidocznym, więc no xD Ja tez w sumie często na niewidoku jestem :D
      Dobra.
      Gracias za komentarz <3333

      Usuń
  10. Ola tym razem wrócę szybciej. XD
    Skomentuje poprzednią część (przecież obiecałam c'nie? :D ) I wracam. <3333333333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem. :D
      Pod tamtą częścią zapomniałam Cię pochwalić ze Diemiłe. XD Uwaga teraz hejty polecą, sobie nie przepadam za Fedemiłą. Ale to nic. Taka moja osobista antypatia, więc naprawdę jestem rada, że ktoś chodziarz w jednym zdaniu wspomniał o nich. Mam ich niedosyt, ale nie użalajmy się nade mną. XD
      Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że do Bromili przekonałam się dzięki Tobie, jednak wciąż nie należą do moich faworytów. Mimo tego dziękuję Ci, że choć trochę ich polubiłam. Zawsze coś. :D
      Wszystko ładnie i pięknie, ale ta końcówka? Musiałaś pozostawić nas w takiej niepewności? Ale znając ciebie pozytywnie nas zaskoczysz. <3333333
      A teraz mykam do łóżka. trzeba się wychorować c'nie?
      Kocham, Soph ♥

      Usuń
    2. Jesteś kolejną osobą, która dzięki mnie polubiła Bromilę xD
      Zdrowiej tam :*
      Gracias <3333

      Usuń
  11. Part wcale nie jest słaby, mi się tam bardzo podoba! <3
    No i kolejny o Marcesce - bardzo lubię tę parę w Twoim wydaniu, ostatnie opowiadanie o nich dodałaś chyba w grudniu, dobrze pamiętam? :D
    Tak czy tak, nie mogę się doczekać już kolejnego.

    Co do rozdziału, to początek świetny, cała paczka czekająca na Broduey'a na lotnisku, uwielbiam ich, zgrani przyjaciele, sama chciałabym mieć takie pożegnanie! <3 :D
    No i Angie, Pablo, a zwłaszcza GREGORIO! :D

    Pocałunek Bromi piękny i strasznie smutny :(
    Muszą to jakoś przeczekać, kochają się a to jest najważniejsze!

    Dobrze, że Cami ma przy sobie dziewczyny, Fran to najukochańsza przyjaciółka na świecie!
    Wsparła ją i wiedziała co powiedzieć w takiej sytuacji, idealnie jej to wyjaśniła - faceci są inni. Nie płaczą, co nie oznacza że nie przeżywają.

    Fran, Vilu, Naty i lody czekoladowe - Cami nie może się już dalej smucić, ma taką ekipę wsparcia! :D

    Biedna Naty :(
    Od zabawy zeszło do dalej! :Dpoważnych tematów - tak to często jest na babskich imprezach.
    Ważne, że może się szczerze dziewczynom wygadać.
    I zjeść z nimi lody! :D

    Broduey jest słodki.
    Od razu do niej zadzwonił, kochany! <3 :D

    No i końcówka... Jak mogłaś w takim momencie urwać noo? :D
    O czym nigdy nikomu nie mówiła?
    Chcę wiedzieć co będzie

    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mega długi komentarz *.*
      Uwielbiam <333
      Tak Marcesca, była w grudniu, to trochę długo, ale już niedługo kolejny part o nich :D
      Gracias <3333

      Usuń
  12. Droga Alexandro!

    Na wstępie powinnam się gęsto tłumaczyć, wiem. Nie skomentowałam tamtej cudownej części tego wspaniałego parta, przepraszam Cię. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina XD
    Pozwolisz, że pochwalę Cię za całokształt tego parta tutaj?

    Ty doskonale wiesz, że ja naprawdę podziwiam Cię i to, co robisz. Bo wiesz, prawda? Piszesz świetnie. I nie są to tylko puste słowa, ja rzeczywiście tak uważam. Taka jest prawda. Nie mówię Ci tego, ponieważ chcę być miła. To czy ktoś mnie lubi czy nie to jego sprawa. Nie staram się być lubiana na siłę. Dlatego zawsze piszę to, co naprawdę uważam NIGDY nie chwalę bez powodów. A uwierz mi, u Ciebie - w każdej historii, którą nam przedstawiasz, nieważne czy tu, czy na Twym drugim, równie dobrym blogu, - są dzięsiątki, setki powodów żeby Cię pochwalić.

    TALENT. Masz go niesamowicie dużo i proszę mi nie zaprzeczać, bo ja wiem lepiej. XD
    Jesteś jedną z tych osób, do których uwielbiam wchodzić i wiem, że się na nich nie zawiodę. Nigdy. Za każdym razem zaskakujesz mnie. Oczywiście pozytywnie. To, co nam za każdym razem opowiadasz jest godne wiele uwagi. Są to wspaniałe historie tak naprawde z życia wzięte. A Ty opisujesz je jeszcze tak dobrze... Tylko pozazdrościć talentu, który niewątpliwie posiadasz.

    Orginalność jest również jedną z wielu zalet Twego bloga. Bromila jest bardzo orgonalną parą. Niby występuje w serialu, ale z blogów, które czytam o nich piszesz tylko Ty. Nigdy nie darzyłam tej pary jakąś sympatią, choć też nic do nich nie mam. Natomiast u Ciebie mogłabym o nich czytać ciągle, naprawdę. Trudno się dziwić, gdy ktoś pisze tak niesamowicie jak Ty.

    Będę już kończyć. Przepraszam, że tak krótko i bez sensu, ale mam poważne zaległości w komentarzach (m.in. też na drugim Twoim blogu) i muszę to nadrobić. Dlatego będę już uciekać, wybacz. Weny, kochana, dużo dużo weny. I więcej fantastycznych pomysłów. Niecierpliwie wyczekuję kolejnych owoców Twej pracy. No, będę już uciekać.


    Kocham
    Dulce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * wielkiej uwagi



      PS: Diemiła <3333 XD

      Usuń
    2. Jak ty możesz pisać tak piękne komentarze? Niesamowite <33333
      Gracias, bardzo gracias <3333

      Usuń
  13. Droga Olu ♥
    W końcu jestem - pokonałam lenistwo, juhuu! Normalnie niemożliwe ;D Ale dobrze, przecież ja nie o tym...
    Część druga była przecudowna, naprawdę ♥ Jak w ogóle możesz sądzić inaczej? Aż trudno uwierzyć, że napisałaś ją tak dawno. Wielkie brawa! ;)
    A co my tutaj mamy?
    Broduey wyjechał. Wszyscy go żegnają, są smutni, ale jednak najbardziej - cierpi Camila, w końcu to jej największa i jedyna miłość wyjeżdża. Smutno mi, gdy ona płakała, ja miałam ochotę płakać :( Ale on wróci!
    Na szczęście ma wspaniałe przyjaciółki, które zawsze będę przy niej. Aww, czekoladowe lody najlepsze na wszystko ♥ Sama kiedyś sprawdzałam XD
    Jestem ciekawa, co takiego wydarzyło się wcześniej w życiu Camili, dlatego z niecierpliwością oczekuje kolejnej części ♥
    Wiesz, nigdy za bardzo nie lubiłam Bromili, a teraz - kurcze, chyba trochę zmieniłam nastawienie ;D
    Na koniec, pozchwycam się Diemilą *_* Kilka słów o nich było, kij z tym - ważne, że byli XD To już zakrawa pod obsesję, nie? o.o
    Kocham Cię, weny życzę,
    Edyta ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejna osoba, która zmienia nastawienie do Bromili, dzięki moim partom :D Ale mi miło xD
      Gracias <3333
      I też cię kocham :****

      Usuń
  14. Na początek bardzo cię przepraszam, że znów piszę troszkę później ale tym razem to przez test szóstoklasisty :(

    Boskie <3333333333333
    Biedna Cami, myślę, że na jej miejscu zachowałabym się podobnie
    Fran jak zawsze cudowna pomimo, że zrzuciła Vilu i Cami z łóżka ale to szczegół ;P
    Dzięki, teraz mam smaka na lody czekoladowe :D
    Broduey masz szczęści, że dzwonisz bo bym cię zabiła jak byś tego nie zrobił

    Dlaczego przerwałaś w takim momencie no?
    Przynajmniej będę czekać jeszcze bardziej nie cierpliwie niż normalnie :D
    A na koniec może zepsuje ci humor, może nie ale miałam w tym tygodniu rekolekcję i jakoś mi się nudziło więc wymyśliłam, że... jeśli się wgl zgodzisz... to twoje fanki mogą nazywać się Olanators, błagam nie bij, wiem zepsułam ci humor

    Czekam na next <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Test szóstoklasisty, pamiętam jeszcze ten ból z zeszłego roku xD
      Olanators? xD Ludzie, ja nie mam fanek przecież! :D
      Gracias <3333

      Usuń
  15. Dobra, z góry przepraszam za opóźnienia.
    Co ja ci mogę powiedzieć?
    Świetnie piszesz, choć bardzo mi się nie podoba moment, w którym przerwałaś...Kurde, teraz będę myśleć tylko i wyłącznie o tym...
    To, co jest niezwykłe, to to, że potrafisz z pary, której nie znoszę, zrobić coś pięknego...
    I na koniec pozdrowię i po chamsku zaproszę do siebie: http://i-n-s-i-d-e-and-o-u-t-s-i-d-e.blogspot.com/
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  16. No ok w końcu przeczytałam :) Cudowny part nie mam nic do Bromili, ale za bardzo nie interesuje mnie ich para :( Nie mam nic złośliwego na myśli :) Świetnie napisane i już ide czytać następnego :D Te amo mucho hermosa <3 ~Weronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szpanuj hiszpańskim, Wero, bo ci to nie wychodzi xD
      Dziękuję, kocham <3

      Usuń
  17. I wyjechał drań jeden...
    Hm.. nie orientujesz się może ile ja już dziś siedzę u ciebie?
    Będą już 3 godziny? xD
    Nie wiem czy dam radę przeczytać i nadrobić wszystko..
    Chyba to mnie lekko przerośnie..
    Dobrze, że są wakacje ♥♥♥
    Mam więcej czasu na wszystko :D
    A w poniedziałek 3 rozdział u mnie.. Pamiętasz o czym był? xD
    Oczywiście jesteś zaproszona ;)
    Ech.. co by tu jeszcze?
    Rozdział jak zwykle świetny - mimo, że byłaś jeszcze niedoświadczona ;)
    Myślałaś nad wydaniem książki o tytule np. "W każdej sytuacji znajdzie się czas na miłość"?
    Zamieściłabyś w niej wszystkie OP - gwarantuję, że sprzedawałaby się szybko - jak ciepłe bułeczki :D
    A jak nie to ja bym wszystkie kupiła i znalazłyby się na liście bestsellerów xD
    Buziaczki ;***
    Lecę - może dam radę przeczytać jeszcze jeden rozdział..
    btw. Zauważyłaś, że zaczęłam się rozpisywać w komentarzach? Ale czad xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, czekam na rozdział ;)
      Nie, nie myślałam nad wydaniem książki, i tego nie zrobię xD
      Bardzo dziękuję <333

      Usuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)