czwartek, 20 marca 2014

ONE PART BROMILA - Wrócę do ciebie cz 1


Miłość – uczucia skierowane do innej osoby połączone z pragnieniem dobra i szczęścia. Miłość może być także rozumiana jako zespół emocji wywołanych poczuciem silnej więzi międzyludzkiej.
Tak, można to tak rozumieć. Jednak każdy ma swoją definicję na temat słowa „miłość”. Ja również.
Miłość – najlepszy stan w całym życiu. Uczucie, które powiązuje z drogą osobą, sprawia, że nic innego się nie liczy. Utwierdza w przekonaniu, że istnieje takie coś jak szczęście i pozwala go doświadczyć.
Czy doświadczyłam miłości? Tak, doświadczyłam. Spotkałam osobę, która mnie zmieniła. Uczyniła mnie jeszcze bardziej szczęśliwą, niż byłam do tej pory. Do tego czasu miałam tylko przyjaciół i muzykę, a później pojawił się On.
Przyjechał na wymianę uczniowską. Został, bo nauczyciele zauważyli jak dobrze tańczy. Na początku był dla mnie tylko kolegą. Później powoli zaczął się stawać przyjacielem. Niedługo później zaczęliśmy darzyć się tym samym uczuciem, aż w końcu zapytał, czy chcę być jego dziewczyną.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Lubię do niego wracać, tak samo jak w tej chwili…

Siedziałam na ławce. Nagle ktoś podszedł i usadowił się obok mnie. Kiedy odwróciłam się, zobaczyłam właśnie Jego. Patrzył na mnie i uśmiechał się. Kochałam ten uśmiech, bo właśnie on sprawiał, że robiłam się radośniejsza. Co wieczór zasypiałam mając przed oczami jego twarz, czasami również mi się śniła.
- Hej Cami – powiedział.
- Cześć – odparłam nieśmiało.
Tak, czasami byłam nieśmiała. Wszyscy znali mnie jako pewną siebie dziewczynę, jednak gdzieś w głębi duszy siedziała we mnie taka mała dziewczynka, która potrzebuje miłości. Taka, która czasami potrzebuje się komuś wyżalić, ale musi też posiedzieć w samotności i pomyśleć nad swoim życiem.
- Sama tutaj jesteś? – zapytał.
- Tak, sama. – Pokiwałam głową. – A ty?
- Też sam – odpowiedział.
Cały czas patrzył na moją twarz, teraz jednak spojrzał głęboko w moje oczy. Trwaliśmy tak chwilę, jednak potem spuściłam głowę na dół.
- Przepraszam, chyba muszę iść… - rzekłam i podniosłam się, jednak On złapał mnie za rękę.
- Nie, poczekaj chwilę – poprosił. – Usiądź, muszę ci coś powiedzieć.
Posłusznie usiadłam obok niego i ponownie spojrzałam w jego oczy. Zauważyłam w nich niepewność, jednak nadal cierpliwie czekałam na to, co ma do powiedzenia.
- Cami, nie wiem jak ci to powiedzieć… - zaczął.
- Może po kolei – zaproponowałam i uśmiechnęłam się. – Tak chyba będzie najlepiej.
- Masz rację – odwzajemnił uśmiech. – Cami, dużo ostatnio myślałem…
Nadal patrzyłam w jego oczy. On patrzył w moje, i wciąż nie puszczał mojej ręki.
- Myślałem i doszedłem do pewnego wniosku – rzekł. – Jakkolwiek to zabrzmi, to wiedz, że wszystko co teraz powiem, jest prawdą.
Na mojej twarzy zapewne wtedy pojawił się strach. Nigdy nie lubiłam takich poważnych rozmów, spraw ani niczego innego.
- Camila, możesz wziąć mnie za jakiegoś idiotę, ale… - zatrzymał się na moment. – Ale muszę ci to wyznać. Camila, czuję coś do ciebie… Nie przyjaźń, tylko coś więcej. Cami… Ja cię po prostu kocham. Zakochałem się w tobie.
Patrzył na mnie, a ja teraz zauważyłam – w jego twarzy, w jego oczach – nadzieję. Miał nadzieję, że go nie odrzucę.
- Rozumiem Cami, widocznie nie czujesz tego samego. – Puścił moją rękę. – Przepraszam, niepotrzebnie zająłem ci czas. Ja już pójdę.
Wstał z ławki, a ja dopiero po chwili zorientowałam się, że nie siedzi już obok mnie.
- Nie, Broduey! – zawołałam, wstałam i podbiegłam do niego. – Nie, nie, to nie tak. Chodź, usiądźmy, wyjaśnię ci wszystko.
Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę ławki. Z powrotem usiedliśmy, teraz jednak to ja zaczęłam mówić.
- Broduey, źle mnie zrozumiałeś – rzekłam. – Ale powiedz… naprawdę mnie kochasz? Powtórz to jeszcze raz, proszę cię.
- Tak, naprawdę Camila – powiedział. – Naprawdę cię kocham. Kocham cię najbardziej na świecie.
- Broduey, bo chodzi o to, że… Że ja też cię kocham – rzekłam nieśmiało. – Już od jakiegoś czasu. Bałam się ci to powiedzieć, bo myślałam, że ty nie czujesz tego samego.
- Oboje się baliśmy – odparł. – Nawet nie wiesz, ile ja zbierałem się na odwagę, żeby dzisiaj tu do ciebie przyjść i ci to powiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niego. On ujął moje dłonie w swoje ręce i spojrzał mi jak mógł najgłębiej w oczy.
- Cami… - zaczął. – Chciałem cię spytać… Chciałem cię spytać, czy zostaniesz moją dziewczyną?
Najpierw nie zareagowałam. Dopiero po chwili na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Tak… Oczywiście, że tak, Broduey – powiedziałam.
On również uśmiechnął się i przytulił mnie do siebie.

Mimo, że było to już jakiś czas temu, ja nadal pamiętam to jak wczorajszy dzień. To był dzień, kiedy Broduey zapytał czy zostanę jego dziewczyną. Najszczęśliwsza chwila w moim życiu.
Siedziałam właśnie na tej samej ławce, co wtedy. Zamknęłam oczy i podniosłam głowę do góry. Czułam, jak ciepłe promienie słoneczne oświetlają moją twarz.
Lubiłam siedzieć tak beztrosko. Nie przejmując się niczym, nie myśląc o przeszłości, ani o przyszłości. Żyć chwilą i być sobą.
Usłyszałam, jak ktoś podszedł i usiadł obok mnie. Nawet bez otwierania oczu wiedziałam kim jest ta osoba. Uśmiechnęłam się, jednak nadal pozostałam w niezmienionej pozycji.
- Cami, wiem, że wiesz, że tutaj jestem. – Usłyszałam najwspanialszy głos na świecie.
- Ja też wiem – odparłam.
- A może mogłabyś otworzyć oczy i spojrzeć na mnie? – zapytał.
- A coś na zachętę? – podpuściłam go.
Po chwili poczułam, jak całuje mnie w policzek. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- Tylko tyle? – spytałam
Uśmiechnął się, po czym ujął moją twarz w dłonie i złożył na moich ustach pocałunek.
- Zdecydowanie lepiej – stwierdziłam, kiedy się od siebie oderwaliśmy.
- To dobrze – odpowiedział. – Zrobię wszystko, żebyś była zadowolona.
- Wystarczy, że będziesz przy mnie – rzekłam.
- Będę zawsze – potwierdził. – Nigdy cię nie opuszczę.
Przytuliłam się do niego. Objął mnie swoimi silnymi ramionami i przyciągnął mocno do siebie. Czułam, jak chowa twarz w moich włosach.
Trwaliśmy tak kilka minut. Po tym czasie niechętnie odsunęłam się od niego.
- Przepraszam Broduey, ale muszę już iść. Obiecałam pomóc mamie w porządkach – powiedziałam.
- Jasne, rozumiem. – Uśmiechnął się. – Odprowadzić cię?
- Nie, nie trzeba. – Odwzajemniłam uśmiech. – Chyba miałeś mieć próbę z chłopakami, tak?
- Rzeczywiście – przypomniał sobie. – No dobra, to leć. Do jutra. – Pocałował mnie w policzek.
- Cześć Broduey – powiedziałam, wstałam z ławki i ruszyłam w stronę domu.

Szybko ubrałam się, w biegu zjadłam śniadanie i umyłam zęby. Chwyciłam torbę, zarzuciłam ją na ramię i zaczęłam zakładać buty.
- Biegnę, mamo! – krzyknęłam. Usłyszałam jej odpowiedź i jak torpeda wypadłam z domu.
Znowu zaspałam. Ale nie dziwię się. Poprzedniego wieczoru do północy siedziałam przy komputerze, a później nie mogłam zasnąć. Kiedy mi się to udało, było już koło drugiej.
Na zajęcia byłam już spóźniona. Lekcje z Gregorio zaczęły się już ponad pięć minut temu, a ja do studia miałam niecałe dziesięć. Oczywiście biegnąc, zejdzie mi szybciej.
Więc biegłam najszybciej jak umiałam. Co chwila poprawiałam torbę, która spadała mi z ramienia.
W pewnym momencie dobiłam do jakiegoś mężczyzny. Wyglądał na około czterdzieści lat.
- Uważaj jak łazisz – warknął.
- Przepraszam, śpieszę się – wyjaśniłam i pobiegłam dalej.
A mówią, że to młodzież jest niewychowana, podczas gdy dorośli ludzie tak odzywają się do innych.
W końcu zziajana znalazłam się przed Studiem. Szybko wbiegłam do budynku i ruszyłam w kierunku sali tańca.
Dopadłam drzwi i weszłam do środka. Moi przyjaciele właśnie tańczyli układ, który poznaliśmy na poprzedniej lekcji. Kiedy weszłam, Gregorio spojrzał na mnie.
- Na swoje miejsce, złapać rytm i tańczyć z innymi! – krzyknął.
Pokiwałam głową, rzuciłam torbę pod ścianę i wbiegłam na swoje miejsce, które znajdowało się obok Violetty.
Szybko złapałam rytm i po chwili zapomniałam, że dopiero przed momentem zaczęłam tańczyć.
W końcu piosenka się skończyła, a wraz z nią nasz układ. Gregorio wyłączył odtwarzacz i podszedł do mnie.
- Dlaczego się spóźniłaś? – zapytał gniewnie patrząc na mnie z góry.
- Yyy… Zaspałam? – powiedziałam pytająco.
- Zaspałaś? – powtórzył. – Masz szczęście, że jestem dzisiaj w dobrym humorze. Dziesięć minut przerwy! – zarządził.
To powiedziawszy, wyszedł z klasy, a ja podeszłam do Brodueya.
- Gregorio ma dobry humor? – zapytałam uśmiechając się.
- Na to wygląda – odparł, jednak nie odwzajemnił uśmiechu.
- Hej, co się stało? – odezwałam się niepewnie. – Powiedziałam coś nie tak?
- Nie, nie Cami – zaprzeczył. – Wszystko okey.
- Na pewno? – upewniałam się. – Jesteś jakiś taki nie w sosie.
- Wstałem lewą nogą. – Wzruszył ramionami. – Mam gorszy dzień.
- Aha. – Skinęłam nadal niepewna głową. – Ale nie możesz się uśmiechnąć?
Spojrzał na mnie i po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. Widać było jednak, że nieszczery. Nie chciałam drążyć tego tematu, ale wiedziałam już, że coś jest nie tak.

Była właśnie przerwa, a po niej mieliśmy mieć lekcje z Angie. Stałam przy swojej szafce i porządkowałam wszystkie papiery, jakie w niej trzymałam. Znalazłam tam między innymi kilka piosenek, których szukałam już od dawna i nie mogłam przypomnieć sobie gdzie je położyłam.
Poukładałam wszystkie kartki, a później ruszyłam w kierunku klasy Angie. Wiedziałam, że będą tam wszyscy moi przyjaciele. Angie zawsze otwiera nam salę na początku przerwy, żebyśmy mogli w niej posiedzieć i ewentualnie poćwiczyć.
Weszłam do pomieszczenia. Byli tam już Maxi z Naty, Francesca z Marco, Violetta z Leonem, Broduey oraz kilka innych osób.
Podeszłam bliżej i usiadłam obok mojego chłopaka.
- Broduey, mam do ciebie prośbę – zaczęłam. – Zostałbyś ze mną po lekcjach? Chciałabym przećwiczyć piosenkę na zaliczenie u Pablo.
Ale on nadal siedział i patrzył na swoje buty.
- Broduey – powtórzyłam, jednak on nie zareagował, na co ja westchnęłam.
Maxi siedzący obok niego szturchnął go w ramię. Chłopak podniósł głowę i dopiero wtedy zauważył mnie.
- O, Camila – odezwał się trochę zaskoczony. – Nie zauważyłem cię. Mówiłaś coś?
- Tak i owszem, Broduey, mówiłam – potwierdziłam.
- Przepraszam, zamyśliłem się – wyjaśnił. – Możesz powtórzyć?
- Nie, Broduey, nie mogę – odparłam lekko zdenerwowana. – Co się z tobą dzieje? Od rana chodzisz jakiś przygaszony i nie da się z tobą porozmawiać. I nie zmyślaj nic, bo przecież widać, że jest z tobą coś nie tak.
- Wydaje ci się, Cami – zaprzeczył. – Zachowuję się tak, jak zawsze.
- Broduey, Camila ma rację – wtrąciła Francesca. – Wszyscy zauważyliśmy, że dzisiaj z tobą jest coś nie tak.
- Właśnie – zgodził się Maxi. – Więc nie zaprzeczaj.
- No i co, wy też się na mnie uwzięliście? – westchnął mój chłopak.
- Nikt się nie uwziął, po prostu mówimy prawdę – odezwała się Violetta.
- Widzisz, Broduey? – zwróciłam się do niego. – Więc teraz nie wymyślaj i powiedz, co się stało.
- Nawet jeśli coś się stało – upierał się. – To wy nie musicie o tym wiedzieć.
- Dobra, stary – powiedział Leon. – My może nie musimy wiedzieć, ale Camila tak. W końcu jest twoją dziewczyną i zasługuje na wyjaśnienia.
Broduey westchnął i skierował wzrok na mnie.

- Broduey, proszę cię, powiedz mi – poprosiła.
Nie chciałem jej mówić. Nie chciałem jej ranić, po prostu nie chciałem, żeby cierpiała. A znając ją, będzie cierpieć. Kocham ją nad życie, i nie chcę, żeby była smutna, ale skoro i ona i wszyscy inni chcą wiedzieć, to przecież nie mogę ich okłamywać.
- Naprawdę chcecie wiedzieć? – zapytałem, na co wszyscy pokiwali głowami.
Westchnąłem i oparłem łokcie o kolana.
- Chodzi o to… - zacząłem. – Chodzi o to, że wczoraj dostałem telefon. Muszę wyjechać do Brazylii.
Spojrzałem po twarzach moich przyjaciół. Nie mogłem nic z nich wyczytać. Widziałem tylko smutek na twarzach dziewczyn. Ale chłopaki nie dali po sobie nic poznać.
Skierowałem wzrok na Camilę. Ona także ukrywała emocje.
- Na ile? – zapytała cicho.
- Najprawdopodobniej na dwa miesiące – odparłem przygnębiony. – Ale może się przedłużyć.
Widziałem, jak w oczach mojej dziewczyny zbierają się łzy. Nagle wstała i bez słowa wybiegła z klasy.
- Camila! – krzyknąłem i wybiegłem za nią.
Na korytarzu już jej nie było widać. Wyszedłem szybkim krokiem ze Studia.
Zobaczyłem ją kilka metrów dalej. Biegła przed siebie, a jej gęste włosy zasłaniały całą jej twarz.
Bez trudu ją dogoniłem i złapałem ją od tyłu za ramiona.
- Camila, spokojnie – powiedziałem. – Chodź, usiądziemy.
Nie protestowała, kiedy zaprowadziłem ją na ławkę i posadziłem na niej. Nie odezwała się, ani nie podniosła głowy. Słyszałem tylko jak cicho szlocha.
- Camila… - rzekłem i przytuliłem ją do siebie.
Siedzieliśmy tak przez chwilę. W końcu Cami odezwała się cicho.
- Nie możesz wyjechać… - rzekła.
- Cami, muszę – odparłem. – Moja siostra miała jakiś wypadek. Nie wiem dokładnie jaki, ale poprosiła, żebym do niej przyjechał.
Moja dziewczyna oderwała się ode mnie.
- Pamiętasz co mówiłeś wczoraj? – zapytała przez łzy, patrząc na mnie. – Powiedziałeś, że będziesz przy mnie zawsze, i że nigdy mnie nie opuścisz.
- Wiem, Camila – powiedziałem smutno. – Wiem, ale to nagła sytuacja. Uwierz mi, ja wcale nie chcę wyjeżdżać.
Nadal patrząc na mnie, wytarła łzy ręką.
- Co… Co się stało twojej siostrze? – odezwała się.
- Cami, powiedziałem, że nie wiem – odrzekłem łapiąc ją za rękę. – Podobno jakiś wypadek, ale nie mam większych informacji. Manuela prosiła mnie, żebym przyjechał.
- Rozumiem… - Kiwnęła głową. – Ale Broduey, ja nie wytrzymam bez ciebie.
- Camila, mi też jest ciężko. – Znów ją do siebie przytuliłem.
Ponownie siedzieliśmy tak kilka minut, ale w końcu usłyszałem głos mojej dziewczyny.
- Kiedy wyjeżdżasz? – spytała.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedziałem. – Musiałbym zadzwonić do ojca.
Camila odsunęła się ode mnie.
- To dzwoń – rzekła.
- Teraz? – zdziwiłem się.
- Tak, teraz – potwierdziła. – Chcę wiedzieć od razu.
- No dobrze. – Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer ojca.
W słuchawce usłyszałem sygnał. Objąłem Cami ramieniem i przyciągnąłem ją do siebie. W końcu, po kilku sekundach mój rodziciel odebrał telefon.
- Cześć tato – przywitałem się.
- Witaj synu – odparł. – Zdecydowałeś się?
- Tak, tak – westchnąłem. – Zdecydowałem się. Dzwonię, żeby się spytać kiedy mam wylot.
- Najlepiej gdybyś wyleciał w poniedziałek – rzekł. – Synu, przepraszam, że musisz zostawiać przyjaciół na tyle czasu, ale sam rozumiesz…
- Wiem tato – potwierdziłem. – Nie twoja wina. Poza tym, Manuela jest moją siostrą.
- Skoro tak uważasz – odparł. – No dobrze, to pasuje ci poniedziałek po południu?
- Po południu, czyli o której dokładnie?
- Gdzieś w okolicach trzynastej – powiedział. – Czyli nie tak bardzo po południu.
- Okey, rozumiem – odrzekłem.
- Zadzwonię ci później, o której dokładnie będziesz miał samolot. Zarezerwuję bilety.
- Jasne tato – zgodziłem się. – To do usłyszenia!
- Do usłyszenia, synu!
Odjąłem telefon od ucha i rozłączyłem się. Spojrzałem na Camilę.
- I? – spytała.
- Poniedziałek po południu – odparłem.
- To za trzy dni… - powiedziała cicho. – Tak szybko…? – Przyłożyła rękę do twarzy.
- Camila, błagam, nie płacz – poprosiłem. – Zobaczysz, te dwa miesiące szybko przeminą.
- Nie, Broduey… - rzekła. – Nie mogę nie płakać w takim momencie.
- Wcale nie, Camila – zaprzeczyłem. – Ty w ogóle nie powinnaś płakać.
Nie odpowiedziała, tylko mocniej się do mnie przytuliła.
Po chwili usłyszeliśmy dzwonek. Dziwne, czy mogliśmy siedzieć tutaj czterdzieści pięć minut?
Spojrzałem na wyświetlacz. Rzeczywiście, właśnie minęła jedna godzina lekcyjna.
- Idziemy? – zapytałem.
- Tak, pewnie – odparła Camila i oderwała się ode mnie.
- Poczekaj – powiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni chusteczki, po czym podałem jej jedną.
Wzięła ją ode mnie i wytarła nią łzy. Widać było, że płakała, było mi jej żal.
- Dobra, chodźmy – odezwała się w końcu.
Wstaliśmy z ławki i złapaliśmy się za ręce, ruszając w stronę Studia. Weszliśmy do budynku. Wypatrzyliśmy naszych znajomych i podeszliśmy do nich. Rozmawiali ze sobą, ale kiedy podeszliśmy, ucichli.
Francesca spojrzała na moją dziewczynę.
- Chodź Camila, pójdziemy do łazienki – powiedziała, na co ta pokiwała głową.
- Violetta, Naty, idźcie z dziewczynami – odezwał się Leon.
Dziewczyny pokiwały głowami i oderwały się od swoich chłopaków. Ja puściłem rękę Camili. Ta spojrzała na mnie, a później razem z Francescą, Violettą i Naty poszła do łazienki.
Kiedy zniknęły za drzwiami, odwróciłem się w stronę chłopaków – Leona, Maxiego, Marco, Andresa i Diego.
- Stary… - zaczął Leon. – Weź nam to jakoś wyjaśnij.
- Tu nie ma nic do wyjaśniania – westchnąłem. – Słyszeliście, co wcześniej powiedziałem.
- Broduey, ale jak to wyjeżdżasz? – zapytał Maxi.
- Chłopaki… - zacząłem, ale przerwałem, bo zza rogu wyszła Ludmiła.
Ludmiła się zmieniła. Już nie była taką zadufaną w sobie laleczką. Teraz stała się miła, pomocna i życzliwa. Dowiedzieliśmy się trochę o jej dzieciństwie i domyśliliśmy się, że brak rodziców tak na nią wpłynął.
Teraz razem z Diego – który też stał się zupełnie inny – tworzyli idealną parę. Widać było, jak bardzo się kochali.
- Wyjeżdżasz? – zapytała zdziwiona patrząc na mnie.
- Ludmiła – powiedział Diego. – Możesz iść do dziewczyn do łazienki? One ci wszystko wyjaśnią.
- Dobrze. – Blondynka pokiwała niepewnie głową i szybkim krokiem udała się w kierunku łazienki.
Chłopaki ponownie spojrzeli na mnie.
- To jak to w końcu jest? – odezwał się Marco.
- Wyjeżdżasz? – dodał Andres.
- Tak, chłopaki, wyjeżdżam – odpowiedziałem smutno. – Muszę wyjechać.
- Co się stało? – wtrącił Leon.
- Moja siostra miała wypadek – wytłumaczyłem. – Niby niegroźny, ale chciała, żebym przyjechał. Dawno się nie widzieliśmy. Ale problem w tym, że tak kocham Camilę, że naprawdę ciężko mi wyjechać.
- Jej też jest pewnie ciężko – zauważył Diego. – Rozmawiałeś z nią?
- Rozmawiałem – potwierdziłem. – Chyba już zaczyna to do niej docierać. W sumie, to nawet zgodziła się, żebym wyjechał. Powiedziała, że będzie tęsknić, ale że mam jechać.
Chłopaki tylko pokiwali ze zrozumieniem głowami.
- To… Kiedy jedziesz? – spytał Leon.
- W poniedziałek po południu – odparłem.
- Szybko – stwierdził cicho Maxi, a ja tylko kiwnąłem głową.
- Będzie nam ciebie brakować przez te dwa miesiące – odezwał się Marco.
- Mi was też, chłopaki – odpowiedziałem. – Was i dziewczyn… I Camili.
- Dobra… - wtrącił Andres. – Chłopaki, jeszcze trzy dni. Nie załamywać się, tylko wykorzystać ten czas!
- Tak, Andres ma rację – przyznał Diego.

Francesca chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę łazienki. Za nami szły Violetta z Natalią.
Kiedy znalazłyśmy się w środku, moja przyjaciółka bez słowa przytuliła mnie do siebie. Kochałam ją, bo była zawsze, kiedy tego potrzebowałam. Wiedziała co powiedzieć i jak się zachować. Oczywiście inne dziewczyny też bardzo kochałam, ale z Fran znałam się od dziecka i to wszystko zmieniało. Ona znała mnie bardziej niż ja samą siebie. Znała wszystkie moje słabości, wiedziała w czym jestem dobra, a w czym nie najlepsza. Wiedziała też, że pomimo, że na zewnątrz udaję twardą, to w środku jestem słaba. Wiedziała wszystko.
- Nie płacz, Camila – powiedziała mi do ucha. – Wszystko, tylko nie płacz.
Odsunęła mnie od siebie na długość swoich ramion. Nie płakałam tak bardzo jak wcześniej, ale mimo to łzy znów płynęły mi z oczu po policzkach.
- Spójrz na mnie – rzekła Fran, a ja zrobiłam to co mi kazała. – Cami, nie płacz. Nie płacz, nie możesz płakać. Zaraz ja zacznę, proszę cię!
Pokiwałam głową i ręką otarłam łzy. Violetta podeszła do mnie i podała mi kawałek ręcznika papierowego. Wytarłam nim twarz i wyrzuciłam go do kosza na śmieci.
W tym samym momencie do łazienki weszła Ludmiła. Spojrzała na nas niepewnie, i trochę ze zdziwieniem.
- Słyszałam… - zaczęła równie niepewnie. – Słyszałam, że Broduey wyjeżdża… To prawda?
Pokiwałam głową. Nabrałam dużo powietrza w płuca i odetchnęłam głośno.
- Dokładnie, Cami – odezwała się Violetta. – Głęboki oddech i ani jednej łzy.
- Właśnie, właśnie – zgodziła się Natalia. – Całkowita racja.
Podniosłam głowę i spojrzałam na moje przyjaciółki. One również patrzyły na mnie.
- Możecie mi wyjaśnić całą sprawę? – poprosiła Ludmiła. – Nie za bardzo wiem o co chodzi.
- Może Camila powie? – zaproponowała Francesca.
Tak, jej motto, którego używa w każdej sprawie – „Terapia wstrząsowa jest najlepsza”.
- Siostra Brodueya podobno miała jakiś niegroźny wypadek – powiedziałam. – Broduey wraca na dwa miesiące do Brazylii. Wyjeżdża w poniedziałek po południu.
- Już? – odezwała się Natalia.
- Tak, dzwonił przed chwilą do ojca – wytłumaczyłam. – Zarezerwuje mu bilet.
- Camila…- Ludmiła podeszła do mnie i przytuliła do siebie. – Wiem, że ci ciężko, ale dasz radę.
- Wiem, wiem… - Pokiwałam głową. – Bo w końcu Broduey nie wyjeżdża na koniec świata. I nie na zawsze. Po za tym są telefony, internet…
- I tak trzymaj, Cami – powiedziały wszystkie trzy na raz, na co ja się uśmiechnęłam lekko.
Podeszłam do umywalki i obmyłam twarz zimną wodą, a później wytarłam się ręcznikiem.
- Ochłonęłaś? – spytała Francesca.
- Tak, już tak – westchnęłam. – Za ile dzwonek?
- Już powinien być – odparł Naty spoglądając na zegarek.
W tym samym momencie usłyszeliśmy dzwonek. Wyszłyśmy z łazienki i poszłyśmy pod klasę.
Stali tam już chłopcy. Podeszłam do Brodueya. On objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
Po chwili przyszedł Pablo, otworzył nam klasę i wpuścił nas do środka.
Weszliśmy i usiedliśmy na scenie. Oparłam głowę o ramię mojego chłopaka. Zaczęła się lekcja.

- Mówiłeś już Antoniowi i reszcie nauczycieli? – zapytałam, kiedy wychodziliśmy z klasy.
- Właśnie muszę iść – odpowiedział Broduey. – Poczekasz tutaj z resztą?
- Tak, pewnie. – Uśmiechnęłam się.
Wtedy podeszła do nas cała nasza paczka.
- Idziecie do Resto? – zapytał Leon.
- Camila z wami pójdzie – odparł mój chłopak. – Ja muszę powiedzieć o wszystkim Antoniowi.
- Okey – odezwał się Maxi. – Chodź Cami. – Wyciągnął do mnie rękę.
- Tak, idę – odparłam i puściłam dłoń Brodueya. – Spotkamy się na następnej lekcji, tak?
- Tak – potwierdził. – Idź i się nie zamartwiaj.
Spojrzał na naszych przyjaciół.
- Zróbcie coś, żeby nie była taka przygnębiona, okey? – powiedział.
- Pewnie. – Uśmiechnęła się Francesca.
 
I jest One Part Bromila xD
Jest to mój pierwszy part, a wstawiam go, bo nie mam za bardzo czasu, żeby coś na razie pisać :D Będą jeszcze dwie części :) Napisałam go we wrześniu, więc nie zwracajcie uwagi na słabą jakość, multum dialogów, bezsensowne wypowiedzi i takie tam głupie rzeczy :D
Aha. Rozwaliła Fedemiłę itp, ale to dlatego, że we wrześniu byłam jeszcze niedoinformowana i nie wiedziałam, że istnieje takie coś jak Fedemiła xD 
 Miałam niby wstawić go jutro, ale jest dzisiaj, bo jestem mega szczęśliwa :D Niektórzy mogą się domyślać dlaczego :D A właśnie dlatego:


         Żałujcie że nie widzieliście jak biegłam po schodach na dół jak usłyszałam listonosza :D Prawie zleciałam, ale to już szczegół xD Co, chyba widać że ze mnie normalnie walnięta Lodofanatica? xD
   
         No tak, więc to chyba tyle xD
        Dziękuję za komentarze, wyświetlenia itd. Kocham was <333333333333333333

28 komentarzy:

  1. Part jest super !!! (Jak zwykle zresztą). Piszę Ci to pewnie jako setna osoba, ale masz niesamowity talent ... Twoje opowiadania są super <3
    Jak przeczytałam, że Ludmiła jest z Diego, to prawie zemdlałam. Oni razem !!!??? No ale się usprawiedliwiłaś , więc jest dobrze :)
    Part boski :*
    Zosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rozwaliłam Fedemiłe i nie chciało mi się tego poprawiać więc Ludmiła jest z Diego xD
      Gracias <333

      Usuń
  2. Cudo ♥
    Żadko widuje się opowiadania o Bromile i to jest błąd!
    Wspaniały paring;-)
    Wyjazd, wyjazd, wyjazd......
    Nienawidzę ich :-\
    A jeszcze bardziej rozstań.
    Przeżyję :-P
    Też kocham Lodo ♡♥♡
    Niestety, u mnie w mieście jeszcze Universo nie ma :-[
    Czekam na płytę i ciąg dalszy :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to za miasto, że jeszcze Universo nie ma? xD
      Gracias <333333

      Usuń
  3. Nie spodziewałam się, że zastanę coś tak niezwykłego. Owszem, zawsze wiedziałam, że drzemie w tobie ogromnej wielkości potencjał, który z każdą publikacją ogląda światło dzienne, aczkolwiek nie sądziłam, że stworzysz coś tak idealnego. Przepraszam. Jestem niedowiarkiem, ale taka już moja natura. Twój styl pisania jest dla mnie czymś nieosiągalnym. Od zawsze tak było, czas wreszcie to przyznać. Kocham cię niezwykle mocno! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski. :)
    Nigdy nie przepadałam za Bromilą, ale ten part jest tak piękny, że w ogóle mi to nie przeszkadzało, a mój komputer jest normalnie taki inteligentny, że do danego tekstu była świetnie dopasowana piosenka. Wspaniały.
    Czytam twojego bloga już od dłuszego czasu, ale nie miałam weny, a ni czasu komentować, ale od dzisiaj to się zmieni. :)
    Zapraszam do mnie http://marcescastory.blogspot.com/ oczywiście, jeśli chcesz.
    Czekam na kolejną część. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jakiego masz mądrego kompa xD
      Postaram się wpaść, jak znajdę czas :)
      Gracias <3333

      Usuń
  5. Olcia, sobie tu miejsce zaklepuje. XD
    Wrócę, ale nie wiem kiedy. Postaram się jak najszybciej. :)
    Kooocham ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, powiem tak. Na pewno widać różnice po między tym Partem a pracą np. O Naxi, czy Fedemile. Od samego początku miałaś talent, który stopniowo się rozwija i rozwija, dzięki czemu z każdym Partem piszesz coraz lepiej (o ile w ogóle to możliwe). Jak dla mnie uczyniłaś ogromne postępy. To niezwykłe być świadkiem Twoich postępów. Powiedziałabym wręcz, że prawdziwy zaszczyt. <3333
      Wracając do pracy. :D
      Naprawdę spora ilość dialogów. Co-o dziwo-wcale mnie nie zniechęciło. Wręcz przeciwnie. Miło widzieć, że ktoś potrafi stworzyć spójną całość, opierając się na nich. Zresztą z Twoim talentem? Nie ma chyba rzeczy prostszej.
      Ale nie przynudzam lecę dalej. XD
      Zapomniałam napisać, że OP wyszedł świetnie. :D

      Całuję, Soph ♥

      Usuń
    2. Ja wiem, że masakra z tymi dialogami xD Ale byłam niedoświadczona, więc no :D
      Gracias <3333

      Usuń
  6. SUPER.
    Jak ja dawno tu nie byłam.
    Ale to się zmieni.
    Zapraszam na mojego bloga na kilka inf. czekam na twoje zdanie.

    Pozdrawiam.
    Tyna :**

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzisiaj się nie rospisze....
    Wiesz szósta klasa to nie przelefki....
    Napiszę tylko tyle Cudo ,piękny...
    Nie jestem fanką Bromi , ale w twoim wykonaniu jest tak wspaniała <3333
    Zapraszam do siebie :
    http://nie-wierz-w-przypadki.blogspot.com/
    Możesz się spodziewać Leonesci <33333
    Czekam na kolejną część :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przepadam za bardzo za Bromi, ale jestem zachwycona :)
    Mam takie pytanko: Jak nazywa się twoje grono fanów?
    W sumie to nie ważne jak się nazywa, ale na 100% do niech należę :*
    Biedna Cami :(
    Fran, boże jaka ona jest cudowna <3333333
    Znów się uśmiecham dzięki temu OP i przede wszystkim Tobie <3333
    Taaaaaak, mam Universo, jaram się;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grono moich fanów? xD Ludzie, ja w ogóle na to nie zasługuję xD
      To ja się jaram razem z tobą Universo xD
      Gracias <333333

      Usuń
  9. Przede wszystkim Kochana przepraszam, że tak zaniedbałam Twoje blogi - i jeden i drugi ale miałam taki natłok nauki, że nawet nie zwróciłam uwagi że coś dodałaś, nie ma nic gorszego na świecie niż liceum ;/
    A wracając do tematu, to rzadko kiedy spotykam się z OP o Bromili i choć średnio przepadam za tą parą, to jak zawsze cenię sobie Twoją oryginalność i Twój part bardzo ale to bardzo mi się podoba (to nic nowego zresztą) <3
    Wyjątkowo piękny początek.
    Definicja miłości, słowa Camili... cudowne <3
    Przyjaźń Vilu, Lu, Fran, Cami, Naty - tak, wiem że powtarzam to zawsze ale nie mogę się powstrzymać - jest idealna, bardzo mi się podobało jak opisałaś rozmowy dziewczyn <3
    Co do Broduey'a - jechać musi, siostra to siostra, jakoś wytrzymają, nie ma opcji <3
    I znowu nowy nagłówek, jeszcze lepszy niż poprzedni, są wszystkie dziewczyny, wszystkie ślicznie wyszły, zwłaszcza Fran :D
    A wracając do parta, to jest też mój Leosiek - jak zawsze kochany, pomocny i najlepszy! <3
    Wspomniałam Ci już, że go kocham? xD Jego i Fran! :D
    Femiły nie ma ale jest Diemiła, też całkiem ich lubię, może nie tak jak Femiłę ale w tym parcie akurat pasuje :)
    Płyta Lodovici?
    Kurcze, a ja głupia jak na razie słyszałam tylko jej jedną piosenkę noo xD
    Jak znajdę czas będę musiała to nadrobić :D

    Co więcej? Jeszcze raz przepraszam za moje opóźnienie, jeszcze tylko ponad dwa miesiące i wszystko wróci do normy xD
    Taak, oby do wakacji :D
    A teraz lecę na Twojego drugiego bloga czytać kolejny rozdział, kocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać, w końcu liceum to nie podstawówka czy moje gimnazjum xD
      Nagłówek zrobiłam jak mi się nudziło, miało być tak tylko dla jaj, ale dodałam jeszcze napis i ustawiłam na bloga :D
      Tak, wiem, że kochasz Leośka xD
      Tylko jedną piosenkę Lodo? To leć w tej chwili na YT i słuchaj wszystkich po kolei! xD
      Gracias :*
      Kocham <3333

      Usuń
  10. Alexandro ! ♥
    Witam Cię i na wstępie pragnę przeprosić, bo nie będzie to zbyt długi komentarz :< jest już późno, czas goni i takie tam. Ale nie ważne, przejdźmy do kolejnego OS.
    Naprawdę mi się podobał, wiesz? Bardzo, bardzo ♡ Jestem pod głębokim wrażeniem twojego talentu, który z historii na historię, jest coraz większy. Podoba mi się, jak budujesz dialogii, zdania. Ujmujesz wszystko tak pięknie przy pomocy zwykłych słów. Wow ;) Bromila, nigdy jakoś nie lubiłam tej pary, jakoś specjalnie, ale muszę powiedzieć, że przyjemnie mi się czytało. A teraz część nad którą się pozachwycam (i to bardzo xd): DIEMILA ♥ Tak, to jest obsesja, ja wiem. Ale naprawdę nie widziałaś mojej miny, gdy przeczytałam fragment o nich, jako parze. Tyle radości ♥
    Czekam na kolejną część :)
    I dziękuje, nawet nie wiesz jak nieświadomie poprawiłaś mi humor <3
    Kocham, Eda ♥
    P.S: Przepraszam za błędy, jestem na tablecie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, też nie piszę długich komentarzy :D
      Nie szkodzi, nie ma błędów xD
      Gracias :***
      Kocham <333333

      Usuń
  11. Fajny Part :D
    Ślicznie napisane :) Kocham Violette i Leona i jak czytałam to z uśmiechem :D Wracając do Bromili super jak zawsze :D Ty prawie zleciałaś ze schodów jak ci przyszło Universo, a mi mama dała jak jadłam obiad więc jak ty to powiedziałaś " Na deser " :D
    Kocham Cię bardzooo <3 ~Weronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cię kocham idiotko, ale mi odpisuj na GG jak do cb piszę!
      Gracias :****

      Usuń
  12. Uff..
    Spodziewałam się innej tematyki..
    No wiesz.. Wypadek samochodowy podczas burzy, nieudany przeszczep...
    xD
    Tak.. Szczera jestem xD
    Jak na twojego pierwszego OP to nieźle :D
    Ciekawa jestem jak to dalej rozegrałaś..
    Wstyd mi się przyznać, ale nie mam jeszcze płyty Lodo..
    Jakoś nie potrafię jej kupić..
    Nie potrafię poprosić o to rodziców.. Bo z mojej skarbonki jak 20zł uzbieram to będzie cud największy xD
    Ech.. Może do listopada jeszcze będzie w sprzedaży :3
    Lecę dalej, chociaż czuję już dziwne zmęczenie..
    Siedzenie przed kompem nie działa za dobrze na mnie..
    A może to przez tą pogodę?
    Cóż...
    Buziaczki ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyno, nie mieć płyty Lodo to zbrodnia! xD Nie no, żartuję ;) Do listopada na pewno będzie, mogę się założyć, że jakbyś chciała kupić ją za 10 lat, to dalej by na pierwszej półce stała :D Nie no, przesadzam :P
      Dziękuję <3

      Usuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)