- Amanda, masz może
jakieś drobne? – Wychyliłam się przez drzwiczki w stronę mojej
współpracowniczki.
Kobieta odwróciła
się w moją stronę.
- Nie, Violetta,
zaraz nie będę miała z czego wydawać – odpowiedziała.
Westchnęłam i
odwróciłam się z powrotem w stronę klientki.
- Przepraszam panią
bardzo, ale nie mam pani wydać – rzekłam. – Może ma pani
cztery peso?
Na oko
czterdziestolatka zajrzała do swojego zielonego portfela.
- Może mam… -
zaczęła. – Ale bardzo drobno…
- Nie szkodzi –
zaprzeczyłam od razu. – Im drobniej, tym lepiej.
Kolejne kilka minut
zajęło mi żmudne liczenie pieniędzy, które wyłożyła kobieta.
- Dziękujemy pani
bardzo, zapraszamy ponownie i życzymy miłego dnia. – Położyłam
przed nią sporej długości paragon.
Odgarnęłam włosy
spadające mi na twarz i założyłam je za ucho w momencie, w którym
stanął przede mną kolejny klient.
- Dzień dobry, czy
chce pan skorzystać z naszej oferty specjalnej? – Wyrecytowałam
formułkę, którą znałam już na pamięć.
Mężczyzna
uśmiechnął się lekko.
- Nie, dziękuję.
Zabrałam się do
kasowania produktów. Zręcznie przesuwałam kolejne przedmioty nad
czytnikiem sprawiając, że kwota na ekranie powiększała się.
Odłożyłam ostatni
zakup na bok.
- Kartą czy
gotówką?
- Kartą.
Odwróciłam w jego
stronę czytnik, do którego włożył żółtą kartę z czarnym
logo jakiegoś banku.
- Pin, zielony.
Mężczyzna nacisnął
pięć przycisków. Odwróciłam urządzenie z powrotem do siebie.
- Przykro mi, nie ma
pan środków na koncie.
Na jego twarzy
pojawiło się zdziwienie, a zarazem zakłopotanie.
- Niemożliwe –
odparł. – Proszę spróbować jeszcze raz.
Kolejny pajac,
który przychodzi do sklepu bez pieniędzy – pomyślałam.
Ponownie skierowałam
czytnik do niego pozwalając mu na ponowne wstukanie kodu.
- Konto jest puste –
powtórzyłam. – Proszę spojrzeć.
Przekręciłam
monitor w jego stronę. Spojrzał zaciekawiony na wynik transakcji i
skrzywił się.
- Ma pan przy sobie
gotówkę? – spytałam.
- Nie, niestety nie.
– Podrapał się po głowie.
Rzuciłam
zniecierpliwione spojrzenie na jego zakupy leżące po mojej lewej
stronie.
- Chyba będzie pan
musiał coś załatwić – poradziłam mu. – I to jak najszybciej.
Skinęłam głową
na kolejkę ludzi, która z każdą chwilą coraz bardziej się
powiększała.
- Bo wie pani… -
zaczął niepewnie – chodzi o to, że muszę jak najszybciej
zanieść te zakupy mojej mamie.
I co ja miałam
zrobić? Przecież nie jestem tutaj szefem, nie mogę tak po prostu
odpuścić mu zapłaty. Poza tym kwota była dość duża.
Nie miałam pojęcia
jak mam się zachować. Dużo razy obsługiwałam takich klientów i
zawsze miałam ten sam problem.
Ludzie w kolejce
zaczęli się niecierpliwić. Ktoś mówił, że poskarży się
właścicielowi na obsługę, ktoś, że ten sklep jest w ogóle nie
zorganizowany, a jeszcze ktoś inny, że już więcej tu nie
przyjdzie.
- No… - zamyśliłam
się. Spojrzałam na godzinę w rogu monitora. – Proszę poczekać,
za pięć minut mam przerwę, ja… Pożyczę panu te pieniądze.
Proszę stanąć gdzieś z boku.
Mężczyzna
uśmiechnął się z wdzięcznością i posłusznie usunął się pod
ścianę.
- Dzień dobry, czy
chce pani skorzystać z naszej oferty specjalnej?
Przez te krótkie
pięć minut zdążyłam skasować masę ludzi. Jaką dziewczynkę,
która przyszła po lizaka, starszą panią, która nie mogła
dostrzec jakie pieniądze ma w portfelu, młodego mężczyznę, który
narzekał, że nie ma jego ulubionych papierosów i jeszcze kilkoro
klientów. Zaschło mi w gardle od ciągłego powtarzania: „Dzień
dobry”, „Dziękujemy za zakup”, „Miłego dnia”, „Proszę
resztę” i innych podobnych formułek.
W końcu na
monitorze wyświetliła się godzina, podczas której schodziłam na
przerwę. Postawiłam przed – na oko – dwudziestoletnią kobietą
tabliczkę z napisem „Kasa zamknięta”.
- Zapraszam do kasy
obok. – Uśmiechnęłam się.
Wstałam z krzesła
obrotowego i otworzyłam drzwiczki, przez które wyszłam poza obręb
kasy.
Rozglądnęłam się
szukając wzrokiem mężczyzny, który miał na mnie czekać.
Dostrzegłam go stojącego obok stoiska z gazetami i zajmującego się
swoim telefonem. Podeszłam do niego. Podniósł głowę i schował
komórkę do kieszeni.
- Proszę na mnie
zaczekać, przyniosę swój portfel.
Skinął głową, a
ja poszłam na zaplecze, aby po chwili wrócić z brązowym portfelem
w ręce.
- Ile tam pan
potrzebuje? – spytałam. Powiedział odpowiednią kwotę, a ja
wyjęłam ją i podałam mu. – Pana zakupy są skasowane, proszę
iść do sąsiedniej kasy i zapłacić.
- Nie wiem, jak się
pani odwdzięczę. – Wziął do ręki banknoty. – Mam u pani
dług. Może da się pani zaprosić na kawę?
Uśmiechnęłam się.
- Nie, dziękuję,
ja jestem w pracy – odparłam.
- To może po pracy?
– zaproponował. – Naprawdę, muszę się pani jakoś odpłacić.
Zastanowiłam się
przez chwilę.
- No… Dobrze –
zgodziłam się w końcu. – Kończę o siedemnastej.
- Wspaniale. –
Uśmiechnął się. – Przyjdę do panią i pójdziemy do jakiejś
kawiarni, może być?
- Może być. –
Skinęłam głową.
- To w takim razie,
do zobaczenia.
Pożegnałam się z
nim i ruszyłam na zaplecze. Tam zaparzyłam sobie herbatę i
usiadłam przy stole.
Czy dobrze zrobiłam?
Zgodziłam się wyjść gdzieś z mężczyzną, którego imienia
nawet nie znałam. Nie wiedziałam jaki jest, czym się zajmuje, był
mi zupełnie obcy. Nie miałam pojęcia, czego mogę się po nim
spodziewać, byłam zupełnie nieświadoma tego wszystkiego.
Ale jak to spotkanie
miało się potoczyć, dowiem się za kilka godzin. Nie wiem,
najwyżej będę tego żałować. Zobaczy się.
Założyłam torbę
na ramię, rzuciłam krótkie „cześć” moim koleżankom z pracy
i wyszłam z budynku. Ruszyłam przed sklep pamiętając, że miał
tam na mnie czekać mężczyzna, któremu pożyczyłam pieniądze.
Nie myliłam się.
- Dzień dobry –
zawołałam i podeszłam do niego.
- Dzień dobry. –
Wyciągnął do mnie rękę.
Podałam mu swoją.
Uścisnęliśmy sobie dłonie. Poczułam, jak dotyka jej wewnętrznej
części, która była tak bardzo poparzona. Wzdrygnęłam się, ale
chyba tego nie zauważył.
- Tak jak obiecałem,
zabieram panią na kawę – rzekł.
Uśmiechnęłam się.
Ruszyliśmy w stronę
centrum Buenos Aires. Szliśmy zatłoczonymi uliczka tego pięknego
miasta starając się na nikogo nie wpaść.
Zastanawiałam się
jak przebiegnie nasze spotkanie, czy znajdziemy jakieś wspólne
tematy do rozmowy. Najbardziej jednak bałam się tego, że ten
mężczyzna jakimś sposobem dostrzeże ślady oparzeń na mojej
twarzy i rękach. Tego nie umiałabym wytłumaczyć.
Znaleźliśmy się
pod małą, przytulną knajpką. On otworzył drzwi i przepuścił
mnie przed sobą. Znaleźliśmy się w środku. Usiedliśmy przy
jednym ze stolików przy oknie. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
- Coś podać? –
spytała uprzejmie.
- Dla mnie kawę
czarną – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Dla mnie tak samo.
Kobieta odeszła, a
ja przeniosłam wzrok na mężczyznę siedzącego przede mną.
- Więc… -
zaczęłam. – Może spytam, czym się pan zajmuje?
On zaśmiał się.
- Jestem Leon. –
Znów wyciągnął rękę, którą uścisnęłam. – Żaden pan.
- Violetta.
- Bardzo ładne imię
– stwierdził. – I rzadko spotykane.
- Moi rodzice mieli
skłonność do odmiennych imion. – Uśmiechnęłam się.
- Tak, moi tak samo
– zaśmiał się ponownie. – Na ulicy rzadko można spotkać
jakiegoś Leona. `
- Właśnie jest
pan… jesteś pierwszą osobą z takim imieniem, jaką poznałam –
poprawiłam się szybko.
Po pięcie minutach
rozmowy kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Postawiła je na
stoliku przed nami. Wzięłam filiżankę do ręki.
- Wybacz pytanie,
ale… - zaczął – jesteś w związku? Masz męża?
Uśmiechnęłam się.
- Nie, nie mam męża
– Odstawiłam kawę na blat – ani chłopaka. Jestem singielką.
Na razie… na razie wolę się z nikim nie wiązać.
- Dlaczego?
Przygryzłam wargę
i naciągnęłam rękawy na dłonie.
- To nie jest za
przyjemny temat do rozmowy – mruknęłam.
- Przepraszam. –
Wyraźnie się speszył.
- Nie szkodzi. –
Założyłam włosy za ucho. – Nie wiedziałeś. Więc… czym się
interesujesz?
Uśmiechnął się.
- Muzyką –
odparł. – I wszystkim co z nią związane. Wiesz… śpiewam,
tańczę, gram na gitarze i keyboardzie. Tak samo jak ty jestem
singlem, dlatego mam na to dużo czasu.
Odwzajemniłam
uśmiech.
- Twoja pasja jest
dla ciebie bardzo ważna – stwierdziłam.
- Najważniejsza –
potwierdził. – A ty? Czym się interesujesz?
- W sumie… to
niczym – zaśmiałam się. – Nie mam jakiegoś konkretnego hobby.
To była prawda. Do
niczego mnie nie ciągnęło tak jak do tego, by pilnować, żeby
nikt nie zauważył tego co mam na twarzy i rękach. To za mocno by
bolało. Nie chciałam wysłuchiwać kpin docierających ze
wszystkich stron i raniących moje uszy.
- Nie masz żadnego
hobby? Niemożliwe – rzekł.
- Ale to prawda. –
Wzruszyłam ramionami obracając w rękach filiżankę. – Nie mam
jakichś szczególnych zainteresowań. Czasami lubię sobie tylko
pośpiewać, albo ponaciskać klawisze pianina – zaśmiałam się.
- Czyli muzyka. –
Uśmiechnął się.
- Wiesz, śpiewać
to mogę sobie tylko pod prysznicem – sprostowałam – a zagrać
to umiem gamę, albo te pioseneczki, co dzieci śpiewają w
przedszkolu.
- Zawsze coś –
zaśmiał się. – Niektórzy nawet gamy nie umieją zagrać.
- Niektórzy nawet
nie wiedzą co to jest – dodałam.
Z Leonem rozmawiało
mi się bardzo miło i przyjemnie. Mieliśmy wiele wspólnych
tematów. Nie miałam czasu na rozmyślanie o swoim wyglądzie i o
tym, czy przypadkiem czegoś nie zauważył.
Nawet nie
spostrzegliśmy się, kiedy na dworze się ściemniło, a kawiarenka
zaczęła pustoszeć.
Spojrzałam na
zegarek, który miałam na ręce.
- To już ta
godzina? – zdziwiłam się.
Mężczyzna
skierował wzrok na tarczę zegara wiszącą na ścianie.
- Rzeczywiście –
potwierdził. – Szybko nam zleciało tych kilka godzin.
- Przepraszam cię,
ale ja już muszę iść – rzekłam. – Mam jeszcze kilka rzeczy
do zrobienia.
- Tak, mnie też
wypadałoby się zbierać – uśmiechnął się.
Wstałam od stołu.
Zrobił to samo.
- Moglibyśmy się
jeszcze kiedyś spotkać? – spytał.
Teraz i ja się
uśmiechnęłam.
- Oczywiście –
odpowiedziałam. – Wiesz, gdzie mnie szukać.
Obudził mnie
nieustanny dźwięk dzwonka do drzwi i uporczywy dźwięk mojej
komórki. Nie wiedząc co się dzieje, podniosłam się z łóżka i
wzięłam telefon do ręki. Na ekranie widniały czarne litery
tworzące imię mojej przyjaciółki.
- Francesca? –
Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Violetta, może
byś nam łaskawie otworzyła drzwi, co? – W słuchawce usłyszałam
zniecierpliwiony głos Włoszki. – Jesteś oczywiście w domu, tak?
- Tak – rzekłam
powstrzymując głośne ziewnięcie. – Obudziłaś mnie.
- Dziewczyno, jest
pierwsza po południu – prychnęła. – O której poszłaś spać?
Albo nie, nie odpowiadaj. Wpuść nas do domu, wtedy nam powiesz.
Pośpiesz się, Violetta!
- Fran, sobota jest,
ja jeszcze śpię. – Powoli stanęłam na nogi kierując się w
stronę wyjścia z pokoju.
- To się lepiej
obudź – poradziła mi. – Nie wygrałam czasu na losowaniu, nie
wiem czy wiesz… Oj, cicho Camila!
- Na loterii, Fran,
na loterii… - westchnęłam.
- Następna –
rzekła zdenerwowana. – Nie wiem o co wam chodzi z tą loterią,
ale mniejsza o to. Otwórz te drzwi!
- Już spokojnie,
idę – mruknęłam.
- Pośpiesz się. –
Po tych słowach rozłączyła się, a w moim uchu zabrzmiał
denerwujący sygnał przerwanego połączenia.
Przyśpieszyłam
tempa i po chwili schodziłam już po drewnianych schodach na dół.
Przechodząc obok wielkiego, kryształowego lustra wiszącego na
ścianie starałam nie patrzeć się na swoje odbicie, jednak kątem
oka i tak dostrzegłam oparzenia, które tym razem nie przykrywała
gruba warstwa makijażu.
Przekroczyłam próg
wiatrołapu i podeszłam do drzwi. Sprawnym ruchem przekręciłam
klucz w drzwiach i odsunęłam się na bok zapobiegając stratowaniu
mnie przez nadpobudliwą Francescę.
- Minęło dokładnie
szesnaście minut odkąd tutaj przyszłyśmy – powiedziała stając
przede mną. – Tak, to bardzo miłe, że nam tak szybko otworzyłaś.
- Cześć Violu. –
Stojąca obok niej rudowłosa pomachała mi. – Nie zwracaj na nią
uwagi – Wskazała na Włoszkę, która nerwowym krokiem ruszyła w
głąb domu – Pokłóciła się o coś z Marco, nie wiem o co, ale
się do niego nie odzywa. Jest wściekła.
- Zauważyłam –
uśmiechnęłam się sennie. – No i usłyszałam. Wcześniej, przez
telefon. Wchodź, Cami.
Posłusznie
skierowała się do salonu gdzie zastała już siedzącą wygodnie w
fotelu Francescę.
- Tak jak mówiłam,
dopiero wstałam – odezwałam się. – Idę sobie zrobić coś do
picia. Zrobić wam?
- Tak, ja poproszę
herbatę, jakbyś mogła – rzekła Ruda. – A ty, Fran?
- Nie mam humoru na
żadne herbaty – mruknęła dziewczyna zakładając ręce na
piersi.
- Zaparz jej melisy,
jeśli masz – wtrąciła Camila nie zwracając uwagi na mordercze
spojrzenie przyjaciółki. – Albo pójdziemy wszystkie do kuchni,
co?
Czarnowłosa
odburknęła coś pod nosem, ale wstała i wszystkie trzy wyszłyśmy
z pokoju.
Nalałam wody do
czajnika i włączyłam go. Z szafki wyjęłam trzy kubki. Do dwóch
z nich wrzuciłam herbatę owocową, a do trzeciego – tak jak
poradziła Cami – torebkę melisy.
- Violetta, nie
wygłupiaj się, zrób mi normalną herbatę, jak już musisz.
- Nie – ucięłam.
– Widzę, że jesteś zdenerwowana, a to ci dobrze zrobi. Powiedz
nam lepiej o co się pokłóciłaś z Marco.
- Nie pokłóciłam
się – zaprzeczyła siadając na krześle. – Wymieniliśmy
zdania.
- Wiesz, jak ja z
Brodueyem wymieniam zdania, to zazwyczaj później normalnie ze sobą
rozmawiamy – zauważyła Camila.
Włoszka założyła
ręce na piersi i wbiła wzrok w swoje stopy.
- Więc? –
spytałam zalewając wrzątkiem torebki z herbatami i z melisą.
- Śmiał się ze
mnie – odparła ponuro.
Wymieniłyśmy z
Cami zdziwione spojrzenia.
- Śmiał się z
ciebie? – powtórzyła rudowłosa. – Dlaczego?
- Tak, powiem wam, i
wy też będziecie się ze mnie nabijać. – Uśmiechnęła się
ironicznie. – Nie, dziękuję za taką propozycję.
- Francesca, my
miałybyśmy się z ciebie śmiać? – Postawiłam przed nimi kubki
z herbatą. – Jesteśmy przecież twoimi przyjaciółkami.
- Przyjaźń
przyjaźnią, ale jak wam powiem to zapomnicie o tym co przed chwilą
powiedziałyście – prychnęła biorąc pomarańczowe naczynie do
ręki.
- Nie wymyślaj
wymówek, tylko gadaj – rzekła stanowczo Camila. – Prędzej czy
później i tak to z ciebie wyciągniemy, a im szybciej tym lepiej
dla ciebie.
Dziewczyna
westchnęła odstawiając kubek na stół.
- Wiecie, że mam
problemy z lunatykowaniem, prawda?
- Mhm, wiemy –
potwierdziła Ruda biorąc łyk herbaty. – Widziałyśmy parę
razy. A co?
- Właśnie to –
mruknęła. – Dzisiaj w nocy podobno znowu wstałam z łóżka.
Marco akurat się obudził i próbował mnie zaciągnąć z powrotem
do pokoju, nie umiał mnie obudzić i takie tam, wiecie… Oczywiście
rano nic nie pamiętałam, a on śmiał się, bo podobno nawijałam
po włosku, a że on włoski umie, to zrozumiał.
- A co mówiłaś? –
zaciekawiłam się.
- Nie wiem, przecież
spałam – jęknęła. – A on mi nie chciał powiedzieć.
Zdenerwowałam się na niego.
- Tak, to
zauważyłyśmy – uśmiechnęłam się do niej. – Nie sądzisz,
że zareagowałaś trochę za ostro?
- Nie – spojrzała
na mnie. – Należało mu się.
Camila westchnęła
demonstracyjnie, jednocześnie unikając wrogiego wzroku swojej
przyjaciółki.
- A ty – Francesca
wskazała na mnie – dlaczego wczoraj nie odbierałaś telefonu?
Podrapałam się po
głowie.
- A dzwoniłyście?
– Zrobiłam łyk herbaty.
Włoszka zamknęła
oczy i nabrała powietrza w płuca.
- Uno, due, tre…
– policzyła cicho w swoim ojczystym języku. Później podniosła
powieki i znów utkwiła swoje spojrzenie we mnie. – Sprawdź
telefon. – Poprosiła przesłodzonym głosem, z uśmiechem na
twarzy.
Popatrzyłam na nią
jak na wariatkę, ale wzięłam do ręki moją srebrną komórkę. Na
wyświetlaczu od razu pojawiło się powiadomienie o nieodebranych
połączeniach.
- Tylko dwadzieścia
osiem od ciebie i dwadzieścia od Cami. – Machnęłam ręką i
odłożyłam ją z powrotem na blat stołu.
- O, tylko! –
żachnęła się Francesca. – Faktycznie! Prawda, Camila? –
zwróciła się do niej. – Przecież to tylko czterdzieści osiem
nieodebranych połączeń! I to jeszcze od kogo? Od nic nieważnych,
nic nieznaczących, najlepszych przyjaciółek na świecie! I czym tu
się przejmować? Przecież…
- Przestań
Francesca. – Camila złapała ją za ręce, którymi ta zawzięcie
gestykulowała. – Napij się tej melisy, bo jeszcze ani łyka nie
zrobiłaś. I daj Violetcie coś powiedzieć.
Włoszka mruknęła
coś pod nosem po włosku, wyrwała się z uścisku przyjaciółki i
posłusznie wzięła do ręki brązowy kubek z napojem. Wbiła we
mnie swój niecierpliwy wzrok.
- To co, powiesz nam
dlaczego nie odbierałaś? – spytała Camila z uśmiechem na
twarzy.
- Musiałam nie
słyszeć. – Ogarnęłam włosy za ucho.
Rudowłosa spojrzała
na mnie uważnie, po czym wycelowała we mnie swoim długim palcem.
- Kłamiesz –
stwierdziła krótko. – Gadaj gdzie byłaś, przed nami nic nie
ukryjesz.
Westchnęłam i
podniosłam szklankę do ust, aby się napić.
- Serio, chyba nie
słyszałam – powtórzyłam. – Przecież nie kłamię.
- No nie wiem,
Violetta. – Dziewczyna oparła głowę na ręce. – Widzę to w
twoich oczach. Wiesz, że ja łatwo dowiaduję się takich rzeczy.
Pochyliła się nad
stołem w moim kierunku. Jej rude włosy opadły gładko na drewniany
blat.
- Wiedziałam –
powiedziała cofając się gwałtownie do tyłu. – Nic nie
odpowiadasz. A to coś znaczy. Chcę w tej chwili wiedzieć gdzie i z
kim byłaś. – Uśmiechnęła się sprytnie. – Teraz już nie
masz wyboru, gadaj.
Zaczęłam obracać
kubek z herbatą w rękach.
- No… - zaczęłam.
- Viola, sprężaj
się. – Fran znów się wtrąciła. – Już ci mówiłam, że nie
wygrałam czasu na losowaniu.
- Francesca, mówi
się na loterii – odezwała się mocno zdenerwowana Camila. – Na
loterii, nie na losowaniu! Ile razy mogę ci to powtarzać? Loteria,
nie losowanie!
Dziewczyna spojrzała
na nią jak na idiotkę.
- Znowu mi gadasz o
jakiejś loterii? – spytała. – Może mi najpierw wytłumaczysz o
co z nią chodzi? Jestem jakaś niedoinformowana, czy jak?
Rudowłosa ukryła
twarz w dłoniach mamrocząc coś sama do siebie. Po chwili jednak
spojrzała na mnie zrezygnowana.
- Violu, proszę,
wytłumacz jej to. – W jej głosie słychać było nadzieję. –
Próbuję jej to przetłumaczyć z hiszpańskiego na nasz, ale ona
nic nie pojmuje.
- Camila, ja siedzę
obok, nie mów jakby mnie tu nie było – zirytowała się Włoszka.
Hamowałam w sobie
chęć wybuchnięcia śmiechem, co wcale nie było proste.
Przynajmniej uwaga moich przyjaciółek odbiegła od tematu, jakim
była moja wczorajsza nieobecność, a skierowała się na inny tor.
- Jeszcze chwila i
zaczniecie mi się tutaj kłócić. – Zaśmiałam się. – Dobra,
Fran… - zwróciłam się do Włoszki. – Chodzi o to, że znowu
przekręcasz te podstawowe powiedzenia. Mówi się „nie wygrałam
czegoś tam na loterii”, a nie losowaniu, rozumiesz?
Dziewczyna
westchnęła i upiła łyka gorącej melisy.
- Nie ważne –
mruknęła wyraźnie zażenowana zapewne tym faktem, że muszę
tłumaczyć jej takie rzeczy, jak dziecku. – A ty się nie
wykręcaj. Gdzie wczoraj byłaś?
Z mojej twarzy znikł
uśmiech. Podniosłam kubek do ust.
- Spacerowałam po
mieście – odparłam.
- Sama? – spytała
Camila.
Pokiwałam
potakująco głową, przykładając rękę do szorstkiego czoła.
- A możesz nam
powiedzieć, kiedy ty ostatnio byłaś gdziekolwiek sama? Oprócz
pracy, oczywiście.
- Wczoraj –
powtórzyłam. – Byłam na mieście.
- Z kim? –
odezwała się Francesca.
- Sama – uparłam
się. – Sama, a z kim miałam iść?
W tym momencie mój
telefon zawibrował. Już chciałam wziąć go do ręki, ale
uprzedziła mnie Camila, która zrobiła to szybciej.
- Zostaw –
jęknęłam widząc, jak otwiera wiadomość.
Czytała z
zaciekawieniem przez chwilę, a później podała komórkę
Francesce.
- Leon? –
Uśmiechnęła się porozumiewawczo. – Co to za Leon, który pyta
czy podobało ci się wczorajsze spotkanie i proponuje kolejne?
Westchnęłam ciężko
i położyłam głowę na blacie zakrywając ją rękami.
- Nie urządzajcie
mi przesłuchania, proszę was… - wymamrotałam.
- O, nie, nie –
zaprzeczyła Francesca. – Oczywiście, że przesłuchanie będzie.
Dobrze, czekamy na informacje gdzie i jak go poznałaś, gdzie cię
zabrał i o czym rozmawialiście. Chcemy wszystko wiedzieć. Trzymaj
ten telefon.
Podniosłam głowę
i wzięłam z jej ręki moją komórkę.
- No, to jak się
poznaliście? – W głosie Włoszki wyraźnie czuć było
podekscytowanie.
Spojrzałam na nie
uważnie.
- Na pewno nie w tak
romantycznym momencie jak wy poznałyście się z chłopakami –
odparłam.
- No to jak? –
Camila również się niecierpliwiła.
Westchnęłam.
- W sklepie –
rzekłam. – Siedziałam na kasie, on kupował, chciał zapłacić
kartą, ale miał puste konto, nie miał przy sobie pieniędzy, więc
zaproponowałam, że mu pożyczę, a on żeby się odwdzięczyć,
zaprosił mnie na kawę.
Dziewczyny
uśmiechnęły się do siebie.
- A co stało się
na tej kawie? – spytała uśmiechnięta Francesca.
- Wypiliśmy kawę.
Dziewczyna spojrzała
na swoją przyjaciółkę zasłaniając usta dłonią w teatralnym
geście wyrażającym zdziwienie.
- Słyszałaś,
Cami? – zniżyła głos do demonstracyjnego szeptu. – Oni wypili
kawę w kawiarni…
- Słyszałam –
potwierdziła tamta tym samym tonem głosu. – Czy nie uważasz tego
za dziwne? W końcu wypić kawę w kawiarni, to nie jest normalne.
Spojrzałam na nie
jak na idiotki.
- Ale wy jesteście
głupie – zaśmiałam się. – Naprawdę.
- Ty za to jesteś
bardzo miła dla swoich przyjaciółek. – Francesca podniosła
palec w ostrzegawczym geście. – Serio, bardzo miła.
- Wiem. –
Uśmiechnęłam się ironicznie.
- Znowu się wykręca
– zauważyła Camila. – Nie, teraz koniec. Mów!
- Ale co? –
próbowałam udać głupią.
- Co zrobiliście,
jak już wypiliście tą kawę, co przecież było tak dziwne? –
spytała rudowłosa.
Oparłam głowę na
ręce.
- Nic – rzekłam.
– Rozmawialiśmy. Dziewczyny nie insynuujcie nic, ja go dopiero
wczoraj poznałam.
- Ale to nie ma
znaczenia. – Francesca machnęła lekceważąco ręką. – Ale
ładny chociaż był?
Westchnęłam. Czy
był ładny? Sama nie wiedziałam. Przypomniałam sobie jego wygląd…
Ciemnozielone oczy o głębokim spojrzeniu, brązowe włosy, wzrost
niczego sobie…
- Nawet ładny –
potwierdziłam przeciągając ostatnią literę. – Ale to nie ma
znaczenia.
Spojrzały na mnie
zdziwione.
- Dlaczego? – Z
ust Camili wypłynęło pytanie. – Przecież zaprosił cię znowu
na spotkanie.
- Ponieważ widział
mnie w makijażu – wyjaśniłam. – Teraz rozumiecie?
Ruda założyła
włosy za ucho, a Fran westchnęła głośno.
- Nie –
zaprzeczyła. – Violetta, nie możesz być taką pesymistką.
- Nie jestem
pesymistką – odparłam. – Jestem realistką. Pomyślcie,
racjonalnie. Przecież gdyby zobaczył mnie na przykład teraz –
Wskazałam ręką na swoją twarz – to spotkanie na pewno by
odwołał.
- Przestań –
rozkazała ostro Camila. – Nieprawda.
- Musicie to w końcu
przyznać. – Położyłam ręce na stole. – Nie musicie udawać.
Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądam, ja…
- Violka, przestań
do cholery! – wrzasnęła zdenerwowana Francesca. – Mam dość,
mam tego serdecznie dość! – Spojrzałam na nią zdezorientowana,
a ona ciągnęła. – Ciągle się nad sobą użalasz, nie robisz
nic, żeby twoja sytuacja się polepszyła! Jesteś już dorosłą
kobietą, Violetta! A zachowujesz się jak nastolatka, która cały
czas narzeka na swój wygląd. – Uderzyła otwartą dłonią w
stół. – Ciągle powtarzasz, jaka to jesteś okropna i straszna,
myślisz, że to ci coś da?
Cami położyła jej
rękę na ramieniu i najwyraźniej chciała coś powiedzieć, ale
Włoszka nie dała jej dojść do słowa.
- Nie wiem jak długo
jeszcze będziemy cię przekonywać, że wygląd tu nic nie znaczy –
kontynuowała – ale mimo naszych najszczerszych chęci nic się nie
uda, jeśli ty nie będziesz chciała. A my chcemy ci pomóc, bo
jesteś naszą przyjaciółką i ciężko nam patrzyć, jak się tak
męczysz, rozumiesz?
Schyliła głowę, a
włosy opadły jej na twarz. Mimo to mogłam dostrzec łzy spływające
po jej policzkach. Ale czego to były łzy? Współczucia i żalu,
czy może wściekłości i bezradności?
Nagle podniosła się
z krzesła i szybkim krokiem wyszła z kuchni.
Chciałam iść za
nią, ale Camila pochyliła się nad stołem i chwyciła mnie za
rękę.
- Nie – rzekła. –
Ona nie lubi, jak ktoś widzi gdy płacze.
Spojrzałam tylko
zrezygnowana na drzwi, za którymi zniknęła moja przyjaciółka.
Byłam naprawdę
beznadziejna. Doprowadzałam do rozpaczy osoby, które tak kochałam,
dla których chciałam jak najlepiej…
No.
Więc macie Violettę pracującą na kasie, nadpobudliwą Francescę
i całą masę dialogów. Cieszycie się? No pewnie że nie :P
Ogólnie
to nie wiedziałam czy to dodam, bo mój mega szybki najlepszy
internet mnie rozwala -.- Nowy transfer mam dopiero od dziewiątego,
więc jeszcze tydzień muszę się męczyć.
I
właśnie dlatego też znów nie komentowałam waszych blogów, ani
nie odpowiedziałam na komentarze pod ostatnim partem. Przeczytałam
wszystko, oczywiście. A od dziewiątego postaram sie wszystko
komentować na bieżąco, teraz to mi się nawet facebook nie chce
włączyć :/
Ale
mniejsza o to xD
Muszę
się wam pochwalić :D Pisałam ostatnio że mam konkurs wiedzy o
krajach niemieckojęzycznych i się muszę pochwalić, że się
dostałam do finału, znaczy że będę z trzema innymi osobami
reprezentować szkołę xD A to konkurs powiatowy jest więc wiecie
:) Powiat opoczyński, niektórzy kojarzą :D
16
punktów na 20 chyba, mądra ja :D
Nie
wiem kiedy rozdział na drugim blogu. Strasznie mało tam komentarzy,
a i ja nie wiem czy dam radę dodać tam rozdział.
Okey
:)
Jezus
Maria, ja chcę już Universo, ileż można czekać noooo???
Dobra
:P
Dziękuję
wam za komentarze odwiedziny itp :)
Kocham
was <33333

Pierwsze spotkanie Violci i Leośka <33
OdpowiedzUsuńLunatykująca Fran XD
Po prostu nic dodać nic ująć
Cudo cudo i jeszcze raz cudo
Gratulacje z powodu konkursu :*
A wiesz , że jesteś jedyną blogerką , którą czytam nie zaprosiłam do siebie ? (Oczywiście w prócz zakładki zapraszajcie do siebie )
Dlatego trzeba do to zmienić
Więc klasyczne Zapraszam do mła :
http://skrywany-smutek.blogspot.com/
A wgl Pierwsza ! :D
Życze weny i czasu :*
Pozdrawiam kiedyś Marysia teraz Marka :D
Gracias <3333
UsuńA do ciebie postaram się wpaść w wolnej chwili, obiecuję :)
Alexandro!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak ucieszyłam sie, gdy przypadkiem, zauważyłam, że dodałaś nowy rozdział. Radochę z tego powodu mam do tej pory :D Ale nie o tym XD
Jeśli czytałaś moj komentarz pod tamta częścią, to chyba nie muszę powtarzać, że masz ogromny talent i zdolności. Powinnaś dalej pisać, bo naprawdę to potrafisz. Każdy kolejny part wychodzący spod Twych palców jest godny pochwał. K a ż d y.
Podziwiam Cię za wspaniały, lekki styl pisania. Ale także za to, że nie boisz się poruszać trudnych tematów. Za co byś się nie zabrała, robisz to niesamowicie dobre i jak najbardziej jest godne uwagi.
Co do samej drugiej części tego parta...
Jest cudowna. Wiedziałam, czułam po prostu, że ten mężczyzna to będzie Leon. I nie pomyliłam się. Uważam, że poznali sie w bardzo ciekawy sposób. Niby tak banalny, w ogóle nie romantyczny, a jednak tak orginalny. Szybko złapali wspólny temat. Jestem nieopisanie ciekawa jak to dalej rozwiniesz, na pewno sposób jaki wybierzesz bardzo mi się spodoba. Tak... jak tu ujęłaś nadpobudliwa Francesca. Jestem w stanie zrozumieć, że może mieć już trochę dość jej użalania się nad sobą, ale sama tego nie przeszła, nie wie jak to jest. Dlatego powinna bardziej wczuć się w jej sytuacje. Do czego zmierzam? Do tego, że po prostu Cię kocham, choćby za to, że oprócz pięknych historii miłosnych, ukazujesz nam też takie wspaniałe uczucia jak prawdziwa przyjaźń. Widać, że Cami i Fran, choć wiadomo nie są w stanie tak naprawdę jej zrozumieć, są dla niej oparciem.
Oczywiście urzekłaś mnie postacią Leona, jakby inaczej. Wszystkie postacie, za które się bierzesz zawsze są ciekawe. Nie ma czegoś takiego jak nudna lub płytka postać. Nie u Ciebie. Świetnie wymyśliłaś całego parta. Jedynka, zarówna jak ta tutaj dwójka są cudowne. Wciągają. Zaczynasz czytać, nie możesz się oderwać i nie wiesz nawet kiedy dochodzisz do końca...
Gratuluję awansu w konkursie niemieckojęzycznym. Jest to nie lada wyczyn, wiem co mówię, bo sama się niemieckiego blisko dziewięć lat uczę i wiem, że nie jest to prosty język, a jego nauka nie pzychodzi prosto.
Czekam na kolejną niezwykłą część tego parta oraz na piąteczkę na tamtym blogu. Bardzo zaintrygowałaś mnie tamtym opowiadaniem i wciąż czekam na kolejny rozdział, który mam nadzieję niedługo się tam pojawi.
Z mojej strony życzę Ci jeszcze bardzo dużo weny, zarówno na kolejną, trzecią część tego parta, jak i na kolejny, piąty rozdział na tamtym blogu.
Ściskam mocno i pozdrawiam
Dulce
Gracias za taaaaki długi komentarz <33333
UsuńJa tam uważam że niemiecki wcale nie jest taki trudny :P Dopiero pierwszy rok się go uczę, ale na pewno wolę jego niż angielski xD
Kocham <3333
Kurczee, nie wyświetliło mi ze dodałaś posta, zaglądam tak z ciekawości żeby sprawdzić co się dzieje a tu proszę <3
OdpowiedzUsuńVilu pracująca na kasie, jejuu, nigdy bym się tego nie spodziewała po niej, ciekawy pomysł! <3
I mój najukochańszy na świecie Leosiek, jak zawsze dżentelmen i w ogóle, nie dziwię się że Violetta zgodziła się wyjść z nim na spacer :D
Fran, Cami i Vilu - uwielbiam je, u Ciebie są jeszcze lepsze niż w serialu, taka prawdziwa przyjaźń ponad wszystko.
Wymienianie zdań? Ma rację, kłótnia to za mocne słowo xD
Jak Marco mógł się z niej śmiać noo? Wyobraziłam sobie lunatykującą Fran, to musiałoby być genialne! :D
Rozdział oczywiście świetny, zresztą, czekałam na niego przez cały tydzień.
Kolejnego też już się nie mogę doczekać <3
Kocham :*
Taak, Vilu na kasie xD
UsuńGracias za komentarz, kocham te od ciebie <3333
Zaskoczyłaś mnie, muszę się przyznać bez bicia, że myślałam raczej o tym, że nasz Leosiek zabawi się w psychologa, potem się zakocha i takie tam. Ale wymyśliłaś to lepiej, zdecydowanie. Nie wiem co napisać. Domyślam się, że na 3 część muszę czekać tydzień. Nie wiem czy wytrzymam. Ehh.
OdpowiedzUsuńOP jest naprawdę super, pierwsza część też była. Jest inny od tych wszystkich, które do tej pory czytałam, no i jest o Leonettce. :D
Mam nadzieję, że Vila się przełamie, a Leoś nie okaże kompletnym idiotą.
Pozdrawiam.
Candy.
Dziękuję :)
UsuńRównież pozdrawiam :*
Cudo <3333333
OdpowiedzUsuńLeonek i Violka się spotkali <3
-Oni wypili kawę w kawiarni O.O :D
Haha Fran jak zawsze mnie rozwaliła :D
I znów mamy przykład prawdziwej przyjaźni ;)
Gratuluję ci z całego serduszka dostania się do finału z tego konkursu <3
O matko teraz czekam na Universo, teledysk do Otro dia Mas, na wakacje itd.
Pewnie nie tylko ja :P
Ahh i jeszcze na następną część parta :*
Taak, wypili kawę w kawiarni O.o xD
UsuńJa się pocieszam tym, że Universo za dziewięć dni :D
Gracias <33333
Alexandro!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak mi głupio z powodu tego, iż nie skomentowała ostatniej publikacji. Nie mam nic na swoją obronę, mam tylko nadzieję, że wybaczysz mi to niedopatrzenie ;)
Nowa historia, nowy temat - jak zwykle trudny i poruszający. Skąd ty bierzesz te pomysły, co? ;D A wykonanie? Wszystko idealne, nic dodać, nic ująć ♥ Nie przepadam za Leonettą, a czytałam z zapartym tchem, wiesz? Tyle piękna, smutku, uczuć. No i Leoś ♥ Czego chcieć więcej?
A tak, kolejnej części ;) Czekam.
Przepraszam, że tak krótko, jak i za błędy (jeśli takowe są), ale pisze z telefonu.
Pod koleją częścią, napisze coś dłuższego ;)
Pozdrawiam,
Edyta ♥
A tam, nie ma za co być ci głupio, nie szkodzi :***
UsuńSkąd biorę pomysły? Same jakoś przychodzą xD
Gracias <33333
Aleksandro, Olu, Oleczko, Oleńko!
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że niezwykle podoba mi się Twoje imię, ale to chyba wywnioskowałaś po tym wszystkich odmianach, prawda? Swoją drogą, moja siostra również się tak nazywa. Przypadek? Nie sądzę. Przepraszam, to przez nią.
Nie mam pojęcia dlaczego, aczkolwiek nie wyświetliło mi się, że dodałaś kolejną publikację. Cieszę się, że mnie o niej poinformowałaś, ponieważ w przeciwnym razie zapewne bym tutaj nie dotarła. To byłaby ogromna strata.
Rozwijasz się, moja droga. Robisz to z każdą, nowo dodaną miniaturkę. Widzę to, uwierz. Jak mogłabym tego nie dostrzec?
Zawsze pisałaś genialnie, tyle w tym temacie. ♥
A mi się nie podoba moje imię :P Głupie jest xD
UsuńAaa pozdrów siostrę xD
Dziękuję :*
Jestem, w końcu mi się udało. :D
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że taj jak Juli nie wyświetliło mi się, że dodałaś. Ach ten blogger. xD
Na szczęście, powiadomiłaś mnie o tym. ^^ Byłaby to wielka strata gdybym przegapiła Twoje arcydzieło.
Spodobał mi się pomysł ich poznania. Nie ma w tym nic wymuszonego. Widać, że cieszą się ze swojego towarzystwa. Uważam, że świetnie zapoczątkowałaś ich znajomość.
Zachwycania ciąg dalszy. :D Po raz kolejny dajesz nam piękny przekaz. Po raz kolejny udowadniasz, że piszesz wspaniale. Po raz kolejny dajesz nam chwile oderwania się od rzeczywistości. Za, co ci serdecznie dziękuję. ♥
Nikomu się nie wyświetliło że dodałam -.- Głupi blogger xD
UsuńGracias za komentarz <33333
Sposób w który poznałaś Leona i Violę jest prosty ale bardzo romantyczny. Ja też przeczuwałam , że to on będzie tym chłopakiem. Spotkanie było na prawdę normalne i nie wymuszało żadnych odczuc u bohaterów.
OdpowiedzUsuńKolejny przekaz twojego OP jest wspaniały.
Nie mogę się doczekac następnego ;)
+ A twój blog zapisałam u siebie w czytanych ♥
Gracias <3333
UsuńDobrze, że dałaś mi znać, bo blogger się nie zaktualizował -.- '
OdpowiedzUsuńmastko... a ja tak czekałam na 2 cz ;c
Była doskonała ;)/
cudowna, wielbię Twoją Fran <33333
Leon bez centa? O co kaman ? O.o
hahahaha kocham, kocham, kocham <333
Boże, jaka Ty jesteś utalentowana <3
zgiń ;p
nie no, przeżyj, musisz napisać kolejne części <3. :D
Jeju, widzisz ile tam tych serduszek? tak bardzo cię kocham :*
mamo, mówiłam już, że to doskonnałe? :D
Jest fenomanlne ♥
Nikoletta
Boże, ja też cię kocham, i wcale nie jestem utalentowana xD
UsuńDziękuję za serduszka, ja też ci dam <33333333333333333333
Kocham, gracias <3333333333333
Super! Gratuluję "awansu" ;)
OdpowiedzUsuńKiedy mogę się spodziewać 3 części?
Pozdrawiam i życzę weny.
Dziękuję :*
UsuńTrzecia część? Postaram dodać się ją w tym tygodniu, ale niczego nie obiecuję, bo szkoła zajmuje mi dużo czasu -.-
Również pozdrawiam <333
Moja kochana Alexandro!
OdpowiedzUsuńNa wstępie chcę Cię przeprosić za to,że tak dawno u ciebie nie byłam.
Napisałaś jak zwykle cudownego One Parta<333333333
Dziewczyno jaki jest twój przepis na tak cudowne opowiadania?!
Z każdą kolejną publikacją utrzymuję się w przekonaniu,że masz niezwykły talent do pisania.
Czekam na next
Całuję i ściskam gorąco ;******
|Nikita|
Nie masz za co przepraszać :)
UsuńNie mam żadnego przepisu xD
Gracias :*
Violetta i Leon ♥
OdpowiedzUsuńPiękny part ! Naprawdę cudnie napisany :D
Już nie mogę się doczekać jak Leon ją bez makijażu zobaczy <3
Ja to wiem jak się skończy więc nie muszę się martwić i zastanawiać nad końcówką :)
Jeszcze raz cudowny !!!
Kocham Cię ~Weronika~
Wero, no jak ty byś mogła nie wiedzieć? Ty znasz wszystkie moje pomysły na party :P A jutro będziemy obgadywać w szkole Violettę, przygotuj się :D
UsuńKocham cię <3333
cudowny jak zawsze ;*
OdpowiedzUsuńspotkanie Leonetty <3 świetnie xD
Fran lunatykuje ;p padłam ;)
idę czytać następną część xD przepraszam, że komentuję go dzisiaj dopiero, ale mi się wcześniej nie wyświetliło, że coś dodałaś kochana :* mam nadzieję, że wybaczysz xD
//Nati
Gracias :)
UsuńNie szkodzi, chyba nikomu się nie wyświetliło :D
Poznali się w ciekawy sposób :3
OdpowiedzUsuńI już wiem dlaczego taki tytuł OP xD
Ta.. Mądra ja xD
rozwaliło mnie to z melisą i loterią xD
Ja chyba bym nie umiała - nie wiedziała w ogóle jak nałożyć taki makijaż..
To musiałoby być straszne...
A rozdział cudowny ♥♥♥
48 nieodebranych połączeń xD
Tak jakbym widziała siebie gdy jestem w sklepie a tata do mnie wydzwania xD
Lecę dalej ♥
W sumie to nawet dobrze mieć zaległości - przynajmniej nie muszę czekać całego tygodnia na nowy rozdział xD
Oczywiście żartuję ;)
Buziaczki ;***
Dziękuję <33333333
Usuń