Są ludzie, którzy
w jednej chwili potrafią zniszczyć nasze życie. Ale powody
niektórych są tak błahe… Nieodwzajemniona miłość… Między
innymi właśnie to. Spotkać może każdego człowieka, a niejeden
nie potrafi się z tym pogodzić. Niektórzy kończą ze sobą, bo
wolą cierpieć sami, niż skazać na ból osobę, którą mimo
wszystko kochają. Ale niektórzy mimo domniemanej miłości ranią
drugiego człowieka… Czasami w tak drastyczny sposób…
Usłyszałam pukanie
do drzwi. Zestawiłam patelnię z ognia, wytarłam ręce o ścierkę
i ruszyłam, aby je otworzyć. Przede mną stały moje przyjaciółki
– Camila i Francesca.
Przekroczyły próg
mojego domu.
- Zmyj to –
rozkazała stanowczo Fran. – W tej chwili.
- Nie… - Zrobiłam
krok do tyłu chcąc się wycofać, jednak druga z dziewczyn złapała
mnie za rękę.
- Violetta,
natychmiast do łazienki – rzekła.
- Nie, dziewczyny,
proszę… - próbowałam się wyrwać. – Nie…
Nie zwracały uwagi
na moje prośby. Ruda zaciągnęła mnie do łazienki. Weszły razem
ze mną do środka i zamknęły drzwi na klucz.
- Raz, dwa,
Violetta. – Francesca popchnęła mnie w stronę umywalki i
odkręciła kran.
Zrezygnowana
zamoczyłam ręce i zaczęłam myć nimi twarz. Po moich policzkach
spływały tony podkładów, fluidów, korektorów. Odsłaniały one
coraz więcej blizn, plam… Ukazywały moją przeszłość,
zdarzenie sprzed kilku lat, które tak drastycznie mnie zmieniło…
Wyciągnęłam rękę
w stronę wieszaka, chcąc zdjąć z niego ręcznik. Uprzedziła mnie
jednak Camila, która wzięła go pierwsza i podała mi go.
Wytarłam nim twarz.
Spojrzałam w
lustro. Od razu tego pożałowałam. Znów dostrzegłam na mojej
twarzy ślady po oparzeniu.
Oparłam się rękami
o umywalkę tak, że włosy przesłaniały mi cały widok. Zamknęłam
oczy.
- Violetta, spójrz
na nas.
Westchnęłam i
wyprostowałam się, jednocześnie odwracając się do moich
przyjaciółek.
- Po co się
malowałaś? – spytała Camila.
- Bo nie mogłam na
siebie patrzeć – mruknęłam zakładając ręce na piersi.
Dziewczyny spojrzały
na siebie ze zrezygnowaniem.
Odwróciłam się,
otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki. Od razu skierowałam się
do salonu, gdzie usiadłam w jednym z foteli odwracając głowę w
stronę okna.
Camila i Francesca
usiadły na sofie.
- W kuchni jest sok,
nalejcie sobie, jeśli chce wam się pić – odezwałam się.
- Teraz mamy
ważniejsze sprawy.
- Jestem ciekawa
jakie – burknęłam pod nosem.
Podciągnęłam
kolana pod brodę i schowałam między nie głowę. Wczepiłam ręce
w swoje włosy.
Usłyszałam, jak
ktoś wstaje, podchodzi do mnie i kuca obok fotela.
- Violetta… - Do
moich uszu dotarł głos Franceski. – Viola, podnieś głowę.
Słyszysz?
Zrobiłam to, o co
mnie prosiła. Spojrzałam na nią.
Jej twarz wyrażała
wielkie współczucie i żal, ale i troskę.
Kochałam ją.
Kochałam ją jak rodzoną siostrę. Ją i Camilę. Były najlepszymi
przyjaciółkami pod słońcem. One były przy mnie, kiedy zaczęłam
popadać w depresję, i to one pomogły mi wrócić z powrotem do
ludzi. Wręcz zmusiły mnie, abym po tym wszystkim wyszła z domu, w
którym zamknęłam się na kilka tygodni. Uczyły mnie na nowo
spoglądać w lustro. Było to dla mnie dużym wysiłkiem i nawet po
tylu latach trudno było mi to zrobić. Ale starałam się, a gdyby
ich nie było przy mnie, na pewno bym tego nie robiła.
- Obiecałaś, że
nie będziesz się malowała, jeśli siedzisz w domu. – Dotknęła
mojego poparzonego policzka.
Odsunęłam się do
niej. Zrezygnowana opuściła rękę i położyła ją na swoim
kolanie.
- Obiecałaś –
powtórzyła.
- Czy zawsze wszyscy
dotrzymują obietnic?
Włoszka westchnęła.
Spojrzała znacząco na Camilę, a ta wstała i podeszła do nas.
- Ale ty obiecałaś.
– Zaakcentowała mocno drugie słowo. – Violetta, ty.
- To wyobraźcie
sobie, że tej obietnicy nie było. – Oparłam głowę o zagłówek.
– W takim wypadku nie zrobiłam niczego, co mi zabroniłyście.
Mogłam się pomalować.
- Nie –
zaprzeczyła Francesca. – Obietnica była.
- Bardzo mi przykro,
dziewczyny, teraz musicie o niej zapomnieć.
Wbiłam wzrok w
biały sufit, na którym nie widziałam ani jednej rysy, pęknięcia.
Był niesowicie gładki, jakby ktoś go dosłownie wyszlifował.
Chciałabym, by właśnie tak wyglądała twarz. By była taka jak
wcześniej. Zanim jeden człowiek oszpecił ją na zawsze.
- Prędzej konie
zaczną latać. – Włoszka zmusiła mnie, bym na nią spojrzała.
- Mówi się świnie
– mruknęłam.
Dziewczyna zdziwiła
się. Spojrzała na Rudą ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Nie łap mnie za
słówka. – Machnęła ręką, kiedy zrozumiała o co mi chodziło.
– Mogłabyś już wziąć się za siebie Violetta, naprawdę.
- Właśnie –
Camila zgodziła się z nią. – Siedzisz zamknięta w czterech
ścianach, tak nie może być.
- Nieprawda –
zaprzeczyłam. – Wychodzę do pracy, odwiedzam was…
- A przed wyjściem
nakładasz na siebie tonę makijażu. Trzy rodzaje fluidu, cztery
rodzaje pudru, cienie do powiek i niezliczoną ilość korektorów.
Zapomniałam o czymś?
Ukryłam twarz w
dłoniach, nie chcąc na nie patrzeć. Miały rację. Ale co z tego?
Nie wiedziały co ja czuję. Nie znały myśli, które zaprzątały
moją głową codziennie po przebudzeniu i uświadomieniu sobie, że
znów muszę spędzić kolejny dzień ukrywając wszystkie swoje
niedoskonałości. Im było dużo prościej. Naprawdę dużo
prościej.
- Violetta, nie
możesz się tak zachowywać. – Moje rozmyślania przerwał
stanowczy głos Franceski. – Nie żyj przeszłością, proszę cię.
- Jak mogę nie żyć
przeszłością? – Spojrzałam na nią, a w moich oczach zebrały
się łzy. – Jak mogę nie żyć przeszłością z tym, co mam na
twarzy? Myślisz, że wszystko jest takie proste? Że nie czuję na
sobie wzroków tych wszystkich ludzi, których codziennie mijam na
ulicy? Myślisz, że nie wiem, że się mnie brzydzą? Wyglądam jak
potwór. Gorzej niż potwór. Nie mogę na siebie patrzyć, nie
potrafię dotknąć tego wszystkiego. Mam dość, rozumiecie? Dość
siebie i swojego wyglądu.
Nie wyglądały na
zaskoczone. Nie dziwiłam im się. Powtarzałam to samo już od kilku
lat. Jednak właśnie to najlepiej oddawało moje uczucia. To
wszystko bolało… Nie fizycznie, lecz psychicznie. Ból fizyczny
trwał tylko kilkanaście miesięcy, a ten psychiczny zostanie ze mną
już na zawsze. Byłam tego pewna.
- Przestań tak
mówić – rozkazała Camila. – Wiele razy powtarzamy ci, że to
nieprawda.
- Kłamiecie –
stwierdziłam. – Wiem, że na początku nawet wy nie mogłyście na
mnie spojrzeć. Robiło wam się niedobrze na mój widok, zdaję
sobie z tego sprawę.
- Nieprawda! –
zaprzeczyła gwałtownie Fran. – Nigdy tego nie czułyśmy! Nigdy
się tobą nie brzydziłyśmy!
- Od zawsze cię
wspierałyśmy, Violetta – odezwała się Ruda. – Przykro nam, że
tak uważasz. Jesteś naszą przyjaciółką, kochamy cię.
Zamknęłam oczy i
pozwoliłam łzom spływać po moich zranionych policzkach.
Odgarnęłam włosy, które spadły na moją twarz.
- Ja… - szepnęłam.
– Po prostu… Jest mi tak ciężko, dziewczyny… Naprawdę.
Przez chwilę w
pokoju panowała cisza. Francesca objęła mnie delikatnie ramieniem.
- Jesteśmy przy
tobie, Violu – rzekła. – Nigdy nie zostawimy cię samej.
Przytuliłam się do
niej naciągając rękawy mojej bluzki na dłonie.
- Przepraszam. –
Zamknęłam oczy. – Przepraszam, że w was zwątpiłam.
W pomieszczeniu
rozległ się Jego śmiech. Ranił on moje uszy, które już nie
mogły tego wytrzymać. Było mi słabo od gorąca, które czułam na
całym swoim ciele. Nie wiedziałam co się dzieje.
Odwróciłam się za
siebie. Zrobiłam krok w tył widząc to, co znajdowało się przede
mną. Wysokie płomienie ognia otaczały mnie już praktycznie ze
wszystkich stron.
Odgarnęłam włosy
klejące mi się do twarzy i szybko ruszyłam w kierunku drzwi.
Dopadłam do nich i nacisnęłam klamkę. Były zamknięte. Zaczęłam
walić w nie z całej siły, jaką miałam w rękach. Krzyczałam
najgłośniej jak potrafiłam, jednak nie przynosiło to żadnego
rezultatu.
- Jeśli nie chcesz
być ze mną, nie będziesz z nikim.
Na dźwięk tego
głosu pod moimi powiekami zebrały się gorzkie łzy. Zebrałam
wszystkie siły i ponownie zaczęłam dobijać się do drzwi.
Prosiłam, błagałam, aby mnie wypuścił. Byłam gotowa nawet
wrócić do niego, bylebym tylko mogła żyć.
Odszedł. Słyszałam
jego kroki schodzące po drewnianych schodach.
Odwróciłam się w
stronę ognia. Był coraz bliżej. Nie miałam już którędy uciec.
Obraz przed moimi
oczami zamazywał się. Czułam jak gorące płomienie smagają moją
twarz. Czułam niewyobrażalny ból, którego nie byłam w stanie
zahamować.
Zaczęłam krzyczeć.
Z cierpienia, ze strachu, z bezradności. Wiedziałam, że to koniec.
Już nie przeżyję. A wszystko to za słowa „Nie chcę już z tobą
być”. Sześć słów, a wywołały tyle złego.
Osunęłam się na
ziemię. Ogień otaczał mnie ze wszystkich stron. Nie miałam siły
wołać o pomoc. Wiedziałam, że na nic się to nie zda.
Ostatnim
wspomnieniem z tego koszmarnego wieczora było pieczenie rozchodzące
się po całej mojej twarzy, i dźwięk syren gdzieś w tle…
I nagle wszystko
znikło. Poderwałam się do pozycji siedzącej. Zrozumiałam, że to
wszystko było tylko snem.
Otarłam pot z
czoła, jednocześnie przejeżdżając ręką po jednym z
największych oparzeń. Wzdrygnęłam się, kiedy go dotknęłam.
Podniosłam się z
łóżka i po omacku doszłam do stolika, na którym stała szklanka
z piciem. Zrobiłam łyka i odstawiłam ją z powrotem. Podeszłam do
okna, za którym rozpościerał się widok jednej z ulic Buenos Aires
pogrążonej we śnie. W szybie widziałam swoje słabe odbicie. I
mimo, że było tak ciemno, to moje oczy dostrzegały wszystkie
oparzenia.
Ten koszmar śnił
mi się każdej nocy już od kilku lat. Nie mogłam wyrzucić z głowy
wydarzeń z tamtego wieczora. Wciąż je sobie przypominałam, bez
przerwy. Było to męczące.
Moje życie było
piękne. Nie żyłam w przepychu, nie miałam tego, co chciałam, ale
podobało mi się. Nie mogłam narzekać. Zewsząd otaczali mnie
wspaniali ludzie, których mogłam prosić o pomoc w każdym
przypadku, a oni nigdy mi nie odmówili. Byłam szczęśliwa,
dogadywałam się ze wszystkimi, nie miałam żadnych problemów.
Życie towarzyskie też mi się układało – już któryś rok
spędzałam u boku mojego partnera, Nicolasa.
Ale w pewnym
momencie zrozumiałam, że nie kocham go już tak bardzo jak na
początku. To uczucie, które żywiłam do niego gdy miałam
dwadzieścia lat, po prostu wygasło, a ja nie mogłam go na nowo
rozpalić. Nie chcąc go ranić, postanowiłam zakończyć nasz
związek.
Jednak on nie chciał
na to pozwolić. Nie chciał abym od niego odeszła. Miałam być
jego własnością już na zawsze. Wtedy, kiedy przyszłam do niego,
aby powiedzieć mu to wszystko, wpadł w szał. Nie wiedziałam co
się dzieje, kiedy nagle wepchnął mnie do jednego z pokoi,
wcześniej wrzucając do środka kilka zapalonych zapałek, który na
moje nieszczęście nie zauważyłam.
A później…
Później wszystko działo się tak szybko. Ogień, żar buchający w
moja stronę, mój strach, krzyk i przerażenie, Jego śmiech i
ostatnie słowa, które od niego usłyszałam, a potem wycie syren i
ta wszechogarniająca ciemność.
Odwróciłam się od
okna. Oparłam się o ścianę i nabrałam powietrza w płuca.
Zrobiłam jeszcze łyk soku, który znajdował się w kubku i wolnym
krokiem wróciłam do łóżka. Rzuciłam się na pomarańczową
pościel, zrzucając przy okazji wazon stojący na szafce obok.
Usłyszałam głośny dźwięk tłuczonego szkła, jednak nie
przejęłam się nim za bardzo. Zamknęłam oczy i prawie
natychmiast, przeniosłam się znów w krainę Morfeusza.
Do moich uszu
dotarła uporczywa melodyjka wydobywająca się z czerwonego budzika.
Wyciągnęłam prawą rękę i nacisnęłam przycisk, a piosenka
ustała. Westchnęłam głośno i z jękiem stoczyłam się z łóżka
na podłogę. Podniosłam się z zimnych paneli i na chwiejnych
nogach wyszłam z pokoju.
W domu panowała
cisza, jak każdego ranka. Zeszłam po schodach na dół i spojrzałam
na zegar wiszący w przedpokoju. Wskazywał on godzinę siódmą.
Moja praca zaczynała się o dziesiątej, ale potrzebowałam nieco
więcej czasu niż inni, na przygotowanie się do niej.
Skierowałam się do
łazienki, gdzie codziennie spędzałam kilka godzin. Weszłam do
środka i od razu zdjęłam z półki wszystkie rzeczy, których
potrzebowałam.
Stanęłam przed
lustrem i zaczęłam robić obowiązkowy makijaż. Nałożyłam na
twarz pierwszy podkład. Drugi znalazł się na miejscach najbardziej
poparzonych. Trzeci pokrył całą powierzchnię, która miała
styczność z ogniem.
Kolejne korektory
tuszowały wszelkie niedoskonałości, które i tak w dalszym ciągu
były widoczne. Nawet niezliczona ilość pudru nie ukryła ich
całkowicie.
Kiedy zakończyłam
make – up, na zegarku elektronicznym stojącym na toaletce widniała
już godzina ósma trzydzieści. Półtorej godziny poświęcone na
robieniu makijażu nie było dla mnie niczym nowym. Tą czynność
powtarzałam każdego dnia od kilku lat i wiedziałam, że raczej
nigdy już się to nie zmieni. Już do końca życia będę zmuszona
do codziennego ukrywania tych wszystkich plam na mojej twarzy.
Rzuciłam ostatnie
spojrzenie na swoje odbicie i opuściłam łazienkę, swoje kroki
kierując w stronę garderoby. Wyciągnęłam z niej spodnie i
bluzkę, które szybko założyłam na siebie. Włosy rozczesałam i
zostawiłam rozpuszczone. Zjadłam lekkie śniadanie i ani się
spostrzegłam, a już nadeszła godzina mojego wyjścia z domu.
Zamknęłam więc
drzwi na klucz i szybkim krokiem udałam się w stronę, gdzie
znajdowało się miejsce mojej pracy.
No więc no, jest
i part o Leonetcie :D
I chyba nie
jesteście zdziwieni, że znowu temat taki a nie inny, no bo w końcu
ja to pisałam, a ja zawsze takie dołujące rzeczy biorę :D Ale do
rzeczy.
Ta część
średnio mi się podoba , ale chyba nie jest najgorsza :D Ujdzie w
tłumie.
I znowu
przepraszam, że nie skomentowałam kilku rozdziałów czy partów,
ale szkoła daje sie we znaki -.- W piątek mam jakiś tam konkurs o
krajach niemieckojęzycznych, do tego jeszcze tam kartkówki jakieś.
Sami rozumiecie. Ale ja czytam, czytam wszystko, czasami z
opóźnieniem, ale czytam, tylko nie zawsze komentuję :)
Nie wiem, kiedy
kolejny rozdział na drugim blogu. Jest was tam jakoś mało. Ale nie
będę narzekać :P
Kolejna część
w przyszłym tygodniu :P
Kocham was <33333

Moja kochana Olu! ♥
OdpowiedzUsuńNie mam pojęcia, co mogłabym napisać, naprawdę.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że moje komentarze nie sa najlepszego, aczkolwiek bardzo się staram.
Nic jednak nie jest w stanie oddać twojego talentu.
Jesteś niesamowita pisarką. Udowadniasz nam to z każdym, nowo dodanym rozdziałem. Zaskakujesz mnie za każdym razem.
Zawsze będziesz moją idolką! ♥
Przede wszystkim,kochana wybacz,że nie skomentowałam ostatniej części OP o Naxi, To było zupełnie nie zamierzone,ale tak wyszło. Przepraszam.
OdpowiedzUsuńNie wiem co mogę powiedzieć. Po raz kolejny mam się powtarzać?
Wspaniałe,niezwykłe arcydzieło.
Podoba mi się Twój pomysł na całego bloga. Nie piszesz bzdurnych historii miłosnych,ale warte przemyśleń prace,które z całą pewnością zasługują na szacunek i uznanie. Nic dodać,nic ująć.
Widać i to doskonale,że pisanie sprawia Ci przyjemność. Do tego wychodzi Ci to świetnie. Czy można chcieć czegoś więcej?
Jak już pisałam wyżej. Historia dosyć trudna,lecz piękna.
Część pierwsza bez chłopaków. I dobrze. Niech wiedzą,że przyjaciółki również są ważne. W końcu to dzięki nim Violetta wzięła się w garść,stara się normalnie funkcjonować. Jest jej ciężko,one to wiedzą. Przez tyle lat nie opuściły jej i na pewno tego nie zrobią.
Przyjaźń to piękna rzecz. Jedna z najwspanialszych na świecie.
Idealnie,po prostu.
koooocham Soph ♥
Nie masz za co przepraszać <333333
UsuńTak, bez chłopaków :D
Gracias :*
TAKI WYCISKACZ ŁEZ PO PROSTU NIE NO NIE PŁAKAŁAM ALE SMUTNY CZEKAM NA NEXT!!! :-*
OdpowiedzUsuńDotarłam i to nie jako ostatnia :D Sukces po prostu ;3
OdpowiedzUsuńNie rozpiszę się, bom trochę zmęczona po szkole xD Taaa, jest sobota, a ja 5 godzin spędzam na zajęciach dodatkowych -.- No nie ważne, w sumie to nawet te zajęcia lubię :P
Ok, przechodzę do tej właściwej części komentarza ^^
Part się zaczyna cudaśnie ;D Ma taki fajny klimat, taki jakby tajemniczy i no nie wiem, nie jestem dobra w wyrażaniu swoich myśli ;P W każdym razie bardzo mi się podoba ;3
Em, co tam jeszcze... Motyw przyjaźni, tak ładnie zarysowany i taki no jakby szczery (?) *-* Szkoda mi Violi :/ Nie miała lekko, zresztą jak chyba wszyscy na tym blogu ;) No ale ma Franceskę i Camilę. Takie przyjaciółki to skarb ^^
Czekam niecierpliwie na kolejną część ;*
Dobra, to chyba tyle :)
Kocham i pozdrawiam <33333
Nom, sukces xD
UsuńSzacun, ja bym w sobotę w szkole nie wyrobiła xD
Gracias <3333
Kochana, najważniejsze, żebyś pisała . ;)
OdpowiedzUsuńResztę jakoś przeboleję . ;*
A co do parta, to nie wpadłabym na pomysł oszpecenia Violki ;p.
Szkoda mi jej nawet...
I nigdy bym nie pomyślała, że będziesz pisała o Leonettcie. ;p
O nie, nie , nie .
Co dalej?
Kurde, to, że jesteś zjawiskowa wiesz, więc no .
Ahh i uwielbiam wystrój Twojego bloga ;*
Zastanawia mnie tylko kto mógłby zrobić taką krzywdę drugiemu człowiekowi,...
No i kiedy pojawi się Leoś? ;p
Hah,. <3
Dziękuję, że mimo napiętego grafiku o mnie pamiętasz.
Masz w sobie od groma pasji, więc wykorzystój ją i pisz. :*
kocham mocno <333
Nikoletta
Gracias <3333
UsuńAlexandro!
OdpowiedzUsuńI powiedz mi co ja mam Ci tu napisać? Kochana, to było przecudowne zresztą jak zawsze. Nie mogłam się oderwać od lektury tego wspaniałego dzieła Twego. Naprawdę. Najpierw niesamowicie ucieszyłam się widząc, że dodałaś nowy part. Gdy spostrzegawcza ja, dostrzegłam, że jest o Leonetcie, radościom nie było końca.
Kocham Cię po prostu <3
Ubóstwiam bloga Twego m.in. właśnie za styl pisania, który jest niesamowity. Ale także za tematy przez Ciebie poruszane. Zgadzam się w zupełności z Sophie. Nie są to kolejne bzdurne historie 'o miłości', bo wiele choć niby o niej traktuje, to nie mają z nią wiele wspólnego. Ale nie u Ciebie. Poruszasz ważne tematy, dajesz czytelnikowi do myślenia. Bardzo, ale to bardzo podobała mi się ta część i już z niecierpliwością czekam na kolejną.
Ujdzie w tłumie? Naprawdę? Aż tak nie wierzysz w swoje możliwości? Nie wiem co może być tego powodem, nie rozumiem tego. Albo wiesz co? Masz racje- ujdzie. Ale nie 'ujdzie' nie zauważone. Jest warte uwagi i lektury. Komentarza również.
I choć nie wiem dlaczego komentuję, bo nie jestem w tym dobra i chyba nigdy nie będę, a poźniej ktoś będzie musiał tego 'wysłuchiwać', to robię to.
Dlaczego? Bo zasługujesz na komentarz. To dzieło na nie zasługuje. Chcę żebyś wiedziała, że przeczytałam i jestem mile zaskoczona, bo choć tytuł mnie zaintrygował, to nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Ale od dziś zasada nr 1 brzmi: bloggerki, ktore czytam, m.in. Ty NIE umieją źle pisać. Każda z was trafia do mego serca, żadna nigdy mnie nie zawodzi. Nie czytam wielu blogów, w porównaniu do Ciebie za co Cię podziwiam, bo ja nie dałabym rady tego ogarnąc i w ogóle, czytam tylko kilka. Jest to ścisła grupa bloggerek, których talent, zdolności pisarskie i twórczość podziwiam. Niewielkie grona, którego dzieła czytam i wytrwale komentuje, bo wiem, że naprawdę na to zasługują. Jak najbardziej oba Twe blogi zaliczają się do tego grona.
Dziękuję, że obdarowałaś nas tym pięknym partem. A właściwie jego pierwszą częścią, która opowiada o wspaniałej relacji Vilu-Fran-Cami. O prawdziwej przyjaźni.
Wszystko w niej cieszy oko. I tyle, nie potrzeba żadnych poprawek.
Takie jest moje skromne zdanie.
Twoja wierna czytelniczka
Dulce
Pragnę jeszcze zaznaczyć, że nie jestem ostatnia, jak to zwykle było- moje dzisiejsze osiągnięcie, z którego jestem dumna ^^
Usuń***
Zmieniłaś tło bloga, czy mi się wydaje? XD
Tak, czy inaczej wygląd bloga bardzo ładny. I cudowny tytuł :
"Ty jesteś słońcem, ja jestem księżycem, ale przeciwieństwa się przyciągają"
-dobrze przetłumaczyłam? xD Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać <3
Dobra idę, nie marnuję już Twego cennego czasu...
Pozdrawiam ;>
Gracias za taaaki długi komentarz <3333
UsuńTak, zmieniłam tło, ale i tak muszę znowu zmienić bo mi się nie poodba xD
Taaaak, dobrze przetłumaczyłaś :*
Jest i Leonetta! :D
OdpowiedzUsuńMoże i ostatnio za nimi nie przepadam (z wiadomych powodów - Leonesca i Dieletta <3) ale wiesz że każdą Twoją historię uwielbiam, nawet tą parę jestem pewna że przedstawisz pięknie!
No ale zacznijmy od początku.
Strasznie szkoda mi Violetty. To musi być ogromna trauma i straszne przeżycie, nie dziwię się jej że zachowywała się tak, jak się zachowywała.
Fran jest jak zwykle najcudowniejszą przyjaciółką na ziemi.
Dlaczego musiała trafić na takiego frajera? Eh, biedna Vilu...
Ale ma Fran, ma Cami, one ją kochają i zawsze kochały, jestem też pewna że zawsze kochać będą i na pewno niedługo pojawi się w jej życiu Leon, który wszystko odmieni.
Czekam z niecierpliwością na kolejny part, kocham <3
Gracias <3333
UsuńA co do Twojego drugiego bloga to mam nadzieję, że mniejsza ilość czytelników Cię nie zrazi, na pewno jest garstka osób która była i zawsze będzie! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa :*
Usuńgenialnie i cudownie to opisałaś jak zawsze ;*
OdpowiedzUsuńbiedna Viola :( współczuję jej... na szczęście ma przyjaciół, na których może polegać... i to jest cudowne. Dlaczego trafiła akurat na takiego debila? biedna...
czekam na kolejną część xD pozdrawiam. ;**
//Nati
Dziękuję, również pozdrawiam :*
UsuńCudownie, jak zawsze Alexandro, kochana!
OdpowiedzUsuńNie wiem, co ja teraz mam napisać, taka jestem wzruszona.
To może tak od początku: jak zawsze pięknie, jak zawsze cudwonie i wspaniale i w ogóle.
Jak zawsze Twoje party dają coś do myślenia są bardzo takie z pzresłaniem, o!
I tak pięknie opisałaś tą przyjaźń.
Nie chodzi o tą konkretnie, ale ogólnie,
to, jak przyjaciele się wspierają, są, cokolwiek by się nie wydarzyło i pomagają żyć, tak jak trzeba.
Dobrze, że Vilu ma taką Camilę i Francescę, które nie pozwalają się jej dołować.
Ale na temat przyjaźni to nie będę się lepiej wypowiadać...
W sumie to nigdy bym nie wpadła na pomysł takiego parta, aczkolwiek zapowiada ( w sumie to jest) się bardzo ciekawie.
Violetta ma tyle blizn po pożarze i to wszystko przez to, że już tego debila nie kochała.
No, tak trochę szkoda mi tej Violki,
ale nie o tym...
Pięknie to wszystko opisałaś i czekam na kolejną część, mimo, że w serialu nie przepadam za Leonettą. Tutaj jednak, wiem, że to będzie cudowna rzecz i warto przeczytać, bo na pewno też ten part coś ukaże i nauczy.
Dobra nie rozpisuję się i powtórzę:
PISZ I NIE PODDAWAJ SIĘ, BO MASZ NIESPOTYKANY TALENT I TYLE OSÓB CIĘ PODZIWIA! jA CI TAK ZAZDROSZCZĘ... CHCIAŁABYM BYĆ CHOĆ W POŁOWIE TAK UTALENTOWANA, JAK TY!
mASZ TALENT, CUDOWNIE PISZESZ!!!!
Kocham Cię...
Julie W.
Matko, jaki piękny i długi komentarz <333333
UsuńDziękuję za tak miłe slowa, one naprawdę bardzo pomagają :*
Kocham <3333
Długi ale piękny!
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się twój styl pisania.
Chciałabym miec takie przyjaciółki jak Fran i Cami. Są cudowne!
Viola jest biedna :( Na pewno jej ciężko...
Czekam na Leonettę i pozdrawiam!
http://violletta-fanfiction.blogspot.com/
Jak zawsze cudowny OP :**
OdpowiedzUsuńLeonetta <333
Jesu, biedna Viola, co za lama z tego całego Nicolasa, czy on był chory psychicznie ? A z resztą nie ważne
Podziwiam za chęć nakładania tej jej tapety tak codziennie o.o
Camila i Fran, no po prostu są prawdziwymi przyjaciółkami <3
Czekam na next :D
A co do twojego drugiego bloga to jak znajdę więcej czasu to nadrobię te zaległości, czyli rozdział 4 i 5 ;)
Wiesz, że masz prawdziwy talent, co nie ?
Oczywiście, że wiesz :D
Obiecaj mi tylko, że nie przejmiesz się aż tak tym, że nie masz na razie jakoś okropnie dużo wyświetleń, pisz dla tych co to dzieło ( dzieło bo twoje ) uwielbiają czytać
Gracias :*
Usuńkocham <3333
I cóż...
OdpowiedzUsuńja też jestem i nie mogę nic powiedzieć. Wydusić z siebie słowa.
Kocham to.
Wystarczy ci? Bo nie mogę... Nic. :(
To takie trudne.
Ach.......... :(
Matko, Xenia, nawet ty.
UsuńKocham cię <3333
Świetny :-) Nareszcie Leonetta - moja ulubiona para !!!!:)
OdpowiedzUsuńPodjęłaś się trudnego tematu, ale wyszło Ci doskonale ;-) Cudownie oddalaś uczucia Violi ;-) Biedna dziewczyna :-( Jedno zdanie, a jakie konsekwencje :-( A z tego Nicolasa to debil, jakich mało !!!
Mam nadzieję, że wkrótce na drodze Violetty pojawi się Leon i pokaże jej, że nie potrzebuje tych wszystkich ulepszaczy wyglądu, bo to ona sama w sobie jest piękna ;)
Z niecierpliwością czekam na nexta :)
Dziękuję <33333
UsuńWspaniały part!
OdpowiedzUsuńLeonetta, jeej! *.*
Biedna Violetta :'(
Brak słów na tego Nicolasa...
Czekam na następną część ;))
Gracias <3333
UsuńPrzepraszam , że dopiero teraz komentuje ale czytałam już wczoraj ale musiałam uczyć się na sprawdzian z matmy i kartkówkę z Niemca , dzisiaj jakimś cudem znalazłam czas żeby skomentować :"(
OdpowiedzUsuńA co do One Parta to cudowny , bajeczny , bardzo smutny :)
Ten Nicolas to zwykły zazdrosny d*pek XD
Biedna Viola :(
Czekam z niecierpliwością na część drugą :*
Nie szkodzi, szkoła to zło :P
UsuńGracias <3333
Wspaniały :*
OdpowiedzUsuńJesteś chyba pierwszą osobą, która wymyśliła oryginalny pomysł na One Parta.
Dziękuję :*
UsuńCudowny :D
OdpowiedzUsuńŚwietny part, ja to czekam jak oni się spotkają w końcu już wiem jak to się stanie bo z tobą to wymyślałam hehe :*
Ogólnie świetny, cudny :)
Kocham ~Weronika~
Hmm nie zauważyłam tego komentarza... xD
UsuńDziękuję, kocham <3
Ta tematyka zupełnie mnie nie zdziwiła - w końcu jestem na Twoim blogu ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam twój sposób pisania ♥♥♥
Mi jakoś nie udaje się pisać w czasie przeszłym xD
Zawsze tylko teraźniejszy, a później główkuję jak to ubrać w słowa xD
Hm.. Lecę dalej ♥
Może dziś nadrobię wszystkie rozdziały :D
Ale chyba aż tak szybko czytać nie umiem...
Buziaczki ;***
Haha, a ja nie umiem pisać w czasie teraźniejszym, takie dziwne to xD
UsuńDziękuję :*