sobota, 22 lutego 2014

ONE PART LEONETTA - Spalone szczęście cz 1

Są ludzie, którzy w jednej chwili potrafią zniszczyć nasze życie. Ale powody niektórych są tak błahe… Nieodwzajemniona miłość… Między innymi właśnie to. Spotkać może każdego człowieka, a niejeden nie potrafi się z tym pogodzić. Niektórzy kończą ze sobą, bo wolą cierpieć sami, niż skazać na ból osobę, którą mimo wszystko kochają. Ale niektórzy mimo domniemanej miłości ranią drugiego człowieka… Czasami w tak drastyczny sposób…

Usłyszałam pukanie do drzwi. Zestawiłam patelnię z ognia, wytarłam ręce o ścierkę i ruszyłam, aby je otworzyć. Przede mną stały moje przyjaciółki – Camila i Francesca.
Przekroczyły próg mojego domu.
- Zmyj to – rozkazała stanowczo Fran. – W tej chwili.
- Nie… - Zrobiłam krok do tyłu chcąc się wycofać, jednak druga z dziewczyn złapała mnie za rękę.
- Violetta, natychmiast do łazienki – rzekła.
- Nie, dziewczyny, proszę… - próbowałam się wyrwać. – Nie…
Nie zwracały uwagi na moje prośby. Ruda zaciągnęła mnie do łazienki. Weszły razem ze mną do środka i zamknęły drzwi na klucz.
- Raz, dwa, Violetta. – Francesca popchnęła mnie w stronę umywalki i odkręciła kran.
Zrezygnowana zamoczyłam ręce i zaczęłam myć nimi twarz. Po moich policzkach spływały tony podkładów, fluidów, korektorów. Odsłaniały one coraz więcej blizn, plam… Ukazywały moją przeszłość, zdarzenie sprzed kilku lat, które tak drastycznie mnie zmieniło…
Wyciągnęłam rękę w stronę wieszaka, chcąc zdjąć z niego ręcznik. Uprzedziła mnie jednak Camila, która wzięła go pierwsza i podała mi go.
Wytarłam nim twarz.
Spojrzałam w lustro. Od razu tego pożałowałam. Znów dostrzegłam na mojej twarzy ślady po oparzeniu.
Oparłam się rękami o umywalkę tak, że włosy przesłaniały mi cały widok. Zamknęłam oczy.
- Violetta, spójrz na nas.
Westchnęłam i wyprostowałam się, jednocześnie odwracając się do moich przyjaciółek.
- Po co się malowałaś? – spytała Camila.
- Bo nie mogłam na siebie patrzeć – mruknęłam zakładając ręce na piersi.
Dziewczyny spojrzały na siebie ze zrezygnowaniem.
Odwróciłam się, otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki. Od razu skierowałam się do salonu, gdzie usiadłam w jednym z foteli odwracając głowę w stronę okna.
Camila i Francesca usiadły na sofie.
- W kuchni jest sok, nalejcie sobie, jeśli chce wam się pić – odezwałam się.
- Teraz mamy ważniejsze sprawy.
- Jestem ciekawa jakie – burknęłam pod nosem.
Podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam między nie głowę. Wczepiłam ręce w swoje włosy.
Usłyszałam, jak ktoś wstaje, podchodzi do mnie i kuca obok fotela.
- Violetta… - Do moich uszu dotarł głos Franceski. – Viola, podnieś głowę. Słyszysz?
Zrobiłam to, o co mnie prosiła. Spojrzałam na nią.
Jej twarz wyrażała wielkie współczucie i żal, ale i troskę.
Kochałam ją. Kochałam ją jak rodzoną siostrę. Ją i Camilę. Były najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem. One były przy mnie, kiedy zaczęłam popadać w depresję, i to one pomogły mi wrócić z powrotem do ludzi. Wręcz zmusiły mnie, abym po tym wszystkim wyszła z domu, w którym zamknęłam się na kilka tygodni. Uczyły mnie na nowo spoglądać w lustro. Było to dla mnie dużym wysiłkiem i nawet po tylu latach trudno było mi to zrobić. Ale starałam się, a gdyby ich nie było przy mnie, na pewno bym tego nie robiła.
- Obiecałaś, że nie będziesz się malowała, jeśli siedzisz w domu. – Dotknęła mojego poparzonego policzka.
Odsunęłam się do niej. Zrezygnowana opuściła rękę i położyła ją na swoim kolanie.
- Obiecałaś – powtórzyła.
- Czy zawsze wszyscy dotrzymują obietnic?
Włoszka westchnęła. Spojrzała znacząco na Camilę, a ta wstała i podeszła do nas.
- Ale ty obiecałaś. – Zaakcentowała mocno drugie słowo. – Violetta, ty.
- To wyobraźcie sobie, że tej obietnicy nie było. – Oparłam głowę o zagłówek. – W takim wypadku nie zrobiłam niczego, co mi zabroniłyście. Mogłam się pomalować.
- Nie – zaprzeczyła Francesca. – Obietnica była.
- Bardzo mi przykro, dziewczyny, teraz musicie o niej zapomnieć.
Wbiłam wzrok w biały sufit, na którym nie widziałam ani jednej rysy, pęknięcia. Był niesowicie gładki, jakby ktoś go dosłownie wyszlifował. Chciałabym, by właśnie tak wyglądała twarz. By była taka jak wcześniej. Zanim jeden człowiek oszpecił ją na zawsze.
- Prędzej konie zaczną latać. – Włoszka zmusiła mnie, bym na nią spojrzała.
- Mówi się świnie – mruknęłam.
Dziewczyna zdziwiła się. Spojrzała na Rudą ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Nie łap mnie za słówka. – Machnęła ręką, kiedy zrozumiała o co mi chodziło. – Mogłabyś już wziąć się za siebie Violetta, naprawdę.
- Właśnie – Camila zgodziła się z nią. – Siedzisz zamknięta w czterech ścianach, tak nie może być.
- Nieprawda – zaprzeczyłam. – Wychodzę do pracy, odwiedzam was…
- A przed wyjściem nakładasz na siebie tonę makijażu. Trzy rodzaje fluidu, cztery rodzaje pudru, cienie do powiek i niezliczoną ilość korektorów. Zapomniałam o czymś?
Ukryłam twarz w dłoniach, nie chcąc na nie patrzeć. Miały rację. Ale co z tego? Nie wiedziały co ja czuję. Nie znały myśli, które zaprzątały moją głową codziennie po przebudzeniu i uświadomieniu sobie, że znów muszę spędzić kolejny dzień ukrywając wszystkie swoje niedoskonałości. Im było dużo prościej. Naprawdę dużo prościej.
- Violetta, nie możesz się tak zachowywać. – Moje rozmyślania przerwał stanowczy głos Franceski. – Nie żyj przeszłością, proszę cię.
- Jak mogę nie żyć przeszłością? – Spojrzałam na nią, a w moich oczach zebrały się łzy. – Jak mogę nie żyć przeszłością z tym, co mam na twarzy? Myślisz, że wszystko jest takie proste? Że nie czuję na sobie wzroków tych wszystkich ludzi, których codziennie mijam na ulicy? Myślisz, że nie wiem, że się mnie brzydzą? Wyglądam jak potwór. Gorzej niż potwór. Nie mogę na siebie patrzyć, nie potrafię dotknąć tego wszystkiego. Mam dość, rozumiecie? Dość siebie i swojego wyglądu.
Nie wyglądały na zaskoczone. Nie dziwiłam im się. Powtarzałam to samo już od kilku lat. Jednak właśnie to najlepiej oddawało moje uczucia. To wszystko bolało… Nie fizycznie, lecz psychicznie. Ból fizyczny trwał tylko kilkanaście miesięcy, a ten psychiczny zostanie ze mną już na zawsze. Byłam tego pewna.
- Przestań tak mówić – rozkazała Camila. – Wiele razy powtarzamy ci, że to nieprawda.
- Kłamiecie – stwierdziłam. – Wiem, że na początku nawet wy nie mogłyście na mnie spojrzeć. Robiło wam się niedobrze na mój widok, zdaję sobie z tego sprawę.
- Nieprawda! – zaprzeczyła gwałtownie Fran. – Nigdy tego nie czułyśmy! Nigdy się tobą nie brzydziłyśmy!
- Od zawsze cię wspierałyśmy, Violetta – odezwała się Ruda. – Przykro nam, że tak uważasz. Jesteś naszą przyjaciółką, kochamy cię.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam łzom spływać po moich zranionych policzkach. Odgarnęłam włosy, które spadły na moją twarz.
- Ja… - szepnęłam. – Po prostu… Jest mi tak ciężko, dziewczyny… Naprawdę.
Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Francesca objęła mnie delikatnie ramieniem.
- Jesteśmy przy tobie, Violu – rzekła. – Nigdy nie zostawimy cię samej.
Przytuliłam się do niej naciągając rękawy mojej bluzki na dłonie.
- Przepraszam. – Zamknęłam oczy. – Przepraszam, że w was zwątpiłam.

W pomieszczeniu rozległ się Jego śmiech. Ranił on moje uszy, które już nie mogły tego wytrzymać. Było mi słabo od gorąca, które czułam na całym swoim ciele. Nie wiedziałam co się dzieje.
Odwróciłam się za siebie. Zrobiłam krok w tył widząc to, co znajdowało się przede mną. Wysokie płomienie ognia otaczały mnie już praktycznie ze wszystkich stron.
Odgarnęłam włosy klejące mi się do twarzy i szybko ruszyłam w kierunku drzwi. Dopadłam do nich i nacisnęłam klamkę. Były zamknięte. Zaczęłam walić w nie z całej siły, jaką miałam w rękach. Krzyczałam najgłośniej jak potrafiłam, jednak nie przynosiło to żadnego rezultatu.
- Jeśli nie chcesz być ze mną, nie będziesz z nikim.
Na dźwięk tego głosu pod moimi powiekami zebrały się gorzkie łzy. Zebrałam wszystkie siły i ponownie zaczęłam dobijać się do drzwi. Prosiłam, błagałam, aby mnie wypuścił. Byłam gotowa nawet wrócić do niego, bylebym tylko mogła żyć.
Odszedł. Słyszałam jego kroki schodzące po drewnianych schodach.
Odwróciłam się w stronę ognia. Był coraz bliżej. Nie miałam już którędy uciec.
Obraz przed moimi oczami zamazywał się. Czułam jak gorące płomienie smagają moją twarz. Czułam niewyobrażalny ból, którego nie byłam w stanie zahamować.
Zaczęłam krzyczeć. Z cierpienia, ze strachu, z bezradności. Wiedziałam, że to koniec. Już nie przeżyję. A wszystko to za słowa „Nie chcę już z tobą być”. Sześć słów, a wywołały tyle złego.
Osunęłam się na ziemię. Ogień otaczał mnie ze wszystkich stron. Nie miałam siły wołać o pomoc. Wiedziałam, że na nic się to nie zda.
Ostatnim wspomnieniem z tego koszmarnego wieczora było pieczenie rozchodzące się po całej mojej twarzy, i dźwięk syren gdzieś w tle…
I nagle wszystko znikło. Poderwałam się do pozycji siedzącej. Zrozumiałam, że to wszystko było tylko snem.
Otarłam pot z czoła, jednocześnie przejeżdżając ręką po jednym z największych oparzeń. Wzdrygnęłam się, kiedy go dotknęłam.
Podniosłam się z łóżka i po omacku doszłam do stolika, na którym stała szklanka z piciem. Zrobiłam łyka i odstawiłam ją z powrotem. Podeszłam do okna, za którym rozpościerał się widok jednej z ulic Buenos Aires pogrążonej we śnie. W szybie widziałam swoje słabe odbicie. I mimo, że było tak ciemno, to moje oczy dostrzegały wszystkie oparzenia.
Ten koszmar śnił mi się każdej nocy już od kilku lat. Nie mogłam wyrzucić z głowy wydarzeń z tamtego wieczora. Wciąż je sobie przypominałam, bez przerwy. Było to męczące.
Moje życie było piękne. Nie żyłam w przepychu, nie miałam tego, co chciałam, ale podobało mi się. Nie mogłam narzekać. Zewsząd otaczali mnie wspaniali ludzie, których mogłam prosić o pomoc w każdym przypadku, a oni nigdy mi nie odmówili. Byłam szczęśliwa, dogadywałam się ze wszystkimi, nie miałam żadnych problemów. Życie towarzyskie też mi się układało – już któryś rok spędzałam u boku mojego partnera, Nicolasa.
Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że nie kocham go już tak bardzo jak na początku. To uczucie, które żywiłam do niego gdy miałam dwadzieścia lat, po prostu wygasło, a ja nie mogłam go na nowo rozpalić. Nie chcąc go ranić, postanowiłam zakończyć nasz związek.
Jednak on nie chciał na to pozwolić. Nie chciał abym od niego odeszła. Miałam być jego własnością już na zawsze. Wtedy, kiedy przyszłam do niego, aby powiedzieć mu to wszystko, wpadł w szał. Nie wiedziałam co się dzieje, kiedy nagle wepchnął mnie do jednego z pokoi, wcześniej wrzucając do środka kilka zapalonych zapałek, który na moje nieszczęście nie zauważyłam.
A później… Później wszystko działo się tak szybko. Ogień, żar buchający w moja stronę, mój strach, krzyk i przerażenie, Jego śmiech i ostatnie słowa, które od niego usłyszałam, a potem wycie syren i ta wszechogarniająca ciemność.
Odwróciłam się od okna. Oparłam się o ścianę i nabrałam powietrza w płuca. Zrobiłam jeszcze łyk soku, który znajdował się w kubku i wolnym krokiem wróciłam do łóżka. Rzuciłam się na pomarańczową pościel, zrzucając przy okazji wazon stojący na szafce obok. Usłyszałam głośny dźwięk tłuczonego szkła, jednak nie przejęłam się nim za bardzo. Zamknęłam oczy i prawie natychmiast, przeniosłam się znów w krainę Morfeusza.

Do moich uszu dotarła uporczywa melodyjka wydobywająca się z czerwonego budzika. Wyciągnęłam prawą rękę i nacisnęłam przycisk, a piosenka ustała. Westchnęłam głośno i z jękiem stoczyłam się z łóżka na podłogę. Podniosłam się z zimnych paneli i na chwiejnych nogach wyszłam z pokoju.
W domu panowała cisza, jak każdego ranka. Zeszłam po schodach na dół i spojrzałam na zegar wiszący w przedpokoju. Wskazywał on godzinę siódmą. Moja praca zaczynała się o dziesiątej, ale potrzebowałam nieco więcej czasu niż inni, na przygotowanie się do niej.
Skierowałam się do łazienki, gdzie codziennie spędzałam kilka godzin. Weszłam do środka i od razu zdjęłam z półki wszystkie rzeczy, których potrzebowałam.
Stanęłam przed lustrem i zaczęłam robić obowiązkowy makijaż. Nałożyłam na twarz pierwszy podkład. Drugi znalazł się na miejscach najbardziej poparzonych. Trzeci pokrył całą powierzchnię, która miała styczność z ogniem.
Kolejne korektory tuszowały wszelkie niedoskonałości, które i tak w dalszym ciągu były widoczne. Nawet niezliczona ilość pudru nie ukryła ich całkowicie.
Kiedy zakończyłam make – up, na zegarku elektronicznym stojącym na toaletce widniała już godzina ósma trzydzieści. Półtorej godziny poświęcone na robieniu makijażu nie było dla mnie niczym nowym. Tą czynność powtarzałam każdego dnia od kilku lat i wiedziałam, że raczej nigdy już się to nie zmieni. Już do końca życia będę zmuszona do codziennego ukrywania tych wszystkich plam na mojej twarzy.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie na swoje odbicie i opuściłam łazienkę, swoje kroki kierując w stronę garderoby. Wyciągnęłam z niej spodnie i bluzkę, które szybko założyłam na siebie. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Zjadłam lekkie śniadanie i ani się spostrzegłam, a już nadeszła godzina mojego wyjścia z domu.
Zamknęłam więc drzwi na klucz i szybkim krokiem udałam się w stronę, gdzie znajdowało się miejsce mojej pracy.

No więc no, jest i part o Leonetcie :D
I chyba nie jesteście zdziwieni, że znowu temat taki a nie inny, no bo w końcu ja to pisałam, a ja zawsze takie dołujące rzeczy biorę :D Ale do rzeczy.
Ta część średnio mi się podoba , ale chyba nie jest najgorsza :D Ujdzie w tłumie.
I znowu przepraszam, że nie skomentowałam kilku rozdziałów czy partów, ale szkoła daje sie we znaki -.- W piątek mam jakiś tam konkurs o krajach niemieckojęzycznych, do tego jeszcze tam kartkówki jakieś. Sami rozumiecie. Ale ja czytam, czytam wszystko, czasami z opóźnieniem, ale czytam, tylko nie zawsze komentuję :)

Nie wiem, kiedy kolejny rozdział na drugim blogu. Jest was tam jakoś mało. Ale nie będę narzekać :P

Kolejna część w przyszłym tygodniu :P
Kocham was <33333

36 komentarzy:

  1. Moja kochana Olu! ♥
    Nie mam pojęcia, co mogłabym napisać, naprawdę.
    Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że moje komentarze nie sa najlepszego, aczkolwiek bardzo się staram.
    Nic jednak nie jest w stanie oddać twojego talentu.
    Jesteś niesamowita pisarką. Udowadniasz nam to z każdym, nowo dodanym rozdziałem. Zaskakujesz mnie za każdym razem.
    Zawsze będziesz moją idolką! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim,kochana wybacz,że nie skomentowałam ostatniej części OP o Naxi, To było zupełnie nie zamierzone,ale tak wyszło. Przepraszam.

    Nie wiem co mogę powiedzieć. Po raz kolejny mam się powtarzać?
    Wspaniałe,niezwykłe arcydzieło.
    Podoba mi się Twój pomysł na całego bloga. Nie piszesz bzdurnych historii miłosnych,ale warte przemyśleń prace,które z całą pewnością zasługują na szacunek i uznanie. Nic dodać,nic ująć.
    Widać i to doskonale,że pisanie sprawia Ci przyjemność. Do tego wychodzi Ci to świetnie. Czy można chcieć czegoś więcej?

    Jak już pisałam wyżej. Historia dosyć trudna,lecz piękna.
    Część pierwsza bez chłopaków. I dobrze. Niech wiedzą,że przyjaciółki również są ważne. W końcu to dzięki nim Violetta wzięła się w garść,stara się normalnie funkcjonować. Jest jej ciężko,one to wiedzą. Przez tyle lat nie opuściły jej i na pewno tego nie zrobią.
    Przyjaźń to piękna rzecz. Jedna z najwspanialszych na świecie.
    Idealnie,po prostu.
    koooocham Soph ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać <333333
      Tak, bez chłopaków :D
      Gracias :*

      Usuń
  3. TAKI WYCISKACZ ŁEZ PO PROSTU NIE NO NIE PŁAKAŁAM ALE SMUTNY CZEKAM NA NEXT!!! :-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dotarłam i to nie jako ostatnia :D Sukces po prostu ;3
    Nie rozpiszę się, bom trochę zmęczona po szkole xD Taaa, jest sobota, a ja 5 godzin spędzam na zajęciach dodatkowych -.- No nie ważne, w sumie to nawet te zajęcia lubię :P
    Ok, przechodzę do tej właściwej części komentarza ^^
    Part się zaczyna cudaśnie ;D Ma taki fajny klimat, taki jakby tajemniczy i no nie wiem, nie jestem dobra w wyrażaniu swoich myśli ;P W każdym razie bardzo mi się podoba ;3
    Em, co tam jeszcze... Motyw przyjaźni, tak ładnie zarysowany i taki no jakby szczery (?) *-* Szkoda mi Violi :/ Nie miała lekko, zresztą jak chyba wszyscy na tym blogu ;) No ale ma Franceskę i Camilę. Takie przyjaciółki to skarb ^^
    Czekam niecierpliwie na kolejną część ;*
    Dobra, to chyba tyle :)
    Kocham i pozdrawiam <33333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, sukces xD
      Szacun, ja bym w sobotę w szkole nie wyrobiła xD
      Gracias <3333

      Usuń
  5. Kochana, najważniejsze, żebyś pisała . ;)
    Resztę jakoś przeboleję . ;*
    A co do parta, to nie wpadłabym na pomysł oszpecenia Violki ;p.
    Szkoda mi jej nawet...
    I nigdy bym nie pomyślała, że będziesz pisała o Leonettcie. ;p
    O nie, nie , nie .
    Co dalej?
    Kurde, to, że jesteś zjawiskowa wiesz, więc no .
    Ahh i uwielbiam wystrój Twojego bloga ;*
    Zastanawia mnie tylko kto mógłby zrobić taką krzywdę drugiemu człowiekowi,...
    No i kiedy pojawi się Leoś? ;p
    Hah,. <3
    Dziękuję, że mimo napiętego grafiku o mnie pamiętasz.
    Masz w sobie od groma pasji, więc wykorzystój ją i pisz. :*
    kocham mocno <333

    Nikoletta

    OdpowiedzUsuń
  6. Alexandro!
    I powiedz mi co ja mam Ci tu napisać? Kochana, to było przecudowne zresztą jak zawsze. Nie mogłam się oderwać od lektury tego wspaniałego dzieła Twego. Naprawdę. Najpierw niesamowicie ucieszyłam się widząc, że dodałaś nowy part. Gdy spostrzegawcza ja, dostrzegłam, że jest o Leonetcie, radościom nie było końca.
    Kocham Cię po prostu <3
    Ubóstwiam bloga Twego m.in. właśnie za styl pisania, który jest niesamowity. Ale także za tematy przez Ciebie poruszane. Zgadzam się w zupełności z Sophie. Nie są to kolejne bzdurne historie 'o miłości', bo wiele choć niby o niej traktuje, to nie mają z nią wiele wspólnego. Ale nie u Ciebie. Poruszasz ważne tematy, dajesz czytelnikowi do myślenia. Bardzo, ale to bardzo podobała mi się ta część i już z niecierpliwością czekam na kolejną.
    Ujdzie w tłumie? Naprawdę? Aż tak nie wierzysz w swoje możliwości? Nie wiem co może być tego powodem, nie rozumiem tego. Albo wiesz co? Masz racje- ujdzie. Ale nie 'ujdzie' nie zauważone. Jest warte uwagi i lektury. Komentarza również.
    I choć nie wiem dlaczego komentuję, bo nie jestem w tym dobra i chyba nigdy nie będę, a poźniej ktoś będzie musiał tego 'wysłuchiwać', to robię to.
    Dlaczego? Bo zasługujesz na komentarz. To dzieło na nie zasługuje. Chcę żebyś wiedziała, że przeczytałam i jestem mile zaskoczona, bo choć tytuł mnie zaintrygował, to nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Ale od dziś zasada nr 1 brzmi: bloggerki, ktore czytam, m.in. Ty NIE umieją źle pisać. Każda z was trafia do mego serca, żadna nigdy mnie nie zawodzi. Nie czytam wielu blogów, w porównaniu do Ciebie za co Cię podziwiam, bo ja nie dałabym rady tego ogarnąc i w ogóle, czytam tylko kilka. Jest to ścisła grupa bloggerek, których talent, zdolności pisarskie i twórczość podziwiam. Niewielkie grona, którego dzieła czytam i wytrwale komentuje, bo wiem, że naprawdę na to zasługują. Jak najbardziej oba Twe blogi zaliczają się do tego grona.
    Dziękuję, że obdarowałaś nas tym pięknym partem. A właściwie jego pierwszą częścią, która opowiada o wspaniałej relacji Vilu-Fran-Cami. O prawdziwej przyjaźni.
    Wszystko w niej cieszy oko. I tyle, nie potrzeba żadnych poprawek.
    Takie jest moje skromne zdanie.

    Twoja wierna czytelniczka
    Dulce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pragnę jeszcze zaznaczyć, że nie jestem ostatnia, jak to zwykle było- moje dzisiejsze osiągnięcie, z którego jestem dumna ^^
      ***
      Zmieniłaś tło bloga, czy mi się wydaje? XD
      Tak, czy inaczej wygląd bloga bardzo ładny. I cudowny tytuł :
      "Ty jesteś słońcem, ja jestem księżycem, ale przeciwieństwa się przyciągają"
      -dobrze przetłumaczyłam? xD Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać <3

      Dobra idę, nie marnuję już Twego cennego czasu...
      Pozdrawiam ;>

      Usuń
    2. Gracias za taaaki długi komentarz <3333
      Tak, zmieniłam tło, ale i tak muszę znowu zmienić bo mi się nie poodba xD
      Taaaak, dobrze przetłumaczyłaś :*

      Usuń
  7. Jest i Leonetta! :D
    Może i ostatnio za nimi nie przepadam (z wiadomych powodów - Leonesca i Dieletta <3) ale wiesz że każdą Twoją historię uwielbiam, nawet tą parę jestem pewna że przedstawisz pięknie!
    No ale zacznijmy od początku.
    Strasznie szkoda mi Violetty. To musi być ogromna trauma i straszne przeżycie, nie dziwię się jej że zachowywała się tak, jak się zachowywała.
    Fran jest jak zwykle najcudowniejszą przyjaciółką na ziemi.
    Dlaczego musiała trafić na takiego frajera? Eh, biedna Vilu...
    Ale ma Fran, ma Cami, one ją kochają i zawsze kochały, jestem też pewna że zawsze kochać będą i na pewno niedługo pojawi się w jej życiu Leon, który wszystko odmieni.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny part, kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  8. A co do Twojego drugiego bloga to mam nadzieję, że mniejsza ilość czytelników Cię nie zrazi, na pewno jest garstka osób która była i zawsze będzie! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. genialnie i cudownie to opisałaś jak zawsze ;*
    biedna Viola :( współczuję jej... na szczęście ma przyjaciół, na których może polegać... i to jest cudowne. Dlaczego trafiła akurat na takiego debila? biedna...
    czekam na kolejną część xD pozdrawiam. ;**

    //Nati

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudownie, jak zawsze Alexandro, kochana!
    Nie wiem, co ja teraz mam napisać, taka jestem wzruszona.
    To może tak od początku: jak zawsze pięknie, jak zawsze cudwonie i wspaniale i w ogóle.
    Jak zawsze Twoje party dają coś do myślenia są bardzo takie z pzresłaniem, o!
    I tak pięknie opisałaś tą przyjaźń.
    Nie chodzi o tą konkretnie, ale ogólnie,
    to, jak przyjaciele się wspierają, są, cokolwiek by się nie wydarzyło i pomagają żyć, tak jak trzeba.
    Dobrze, że Vilu ma taką Camilę i Francescę, które nie pozwalają się jej dołować.
    Ale na temat przyjaźni to nie będę się lepiej wypowiadać...
    W sumie to nigdy bym nie wpadła na pomysł takiego parta, aczkolwiek zapowiada ( w sumie to jest) się bardzo ciekawie.
    Violetta ma tyle blizn po pożarze i to wszystko przez to, że już tego debila nie kochała.
    No, tak trochę szkoda mi tej Violki,
    ale nie o tym...
    Pięknie to wszystko opisałaś i czekam na kolejną część, mimo, że w serialu nie przepadam za Leonettą. Tutaj jednak, wiem, że to będzie cudowna rzecz i warto przeczytać, bo na pewno też ten part coś ukaże i nauczy.
    Dobra nie rozpisuję się i powtórzę:
    PISZ I NIE PODDAWAJ SIĘ, BO MASZ NIESPOTYKANY TALENT I TYLE OSÓB CIĘ PODZIWIA! jA CI TAK ZAZDROSZCZĘ... CHCIAŁABYM BYĆ CHOĆ W POŁOWIE TAK UTALENTOWANA, JAK TY!
    mASZ TALENT, CUDOWNIE PISZESZ!!!!
    Kocham Cię...

    Julie W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, jaki piękny i długi komentarz <333333
      Dziękuję za tak miłe slowa, one naprawdę bardzo pomagają :*
      Kocham <3333

      Usuń
  11. Długi ale piękny!
    Bardzo podoba mi się twój styl pisania.
    Chciałabym miec takie przyjaciółki jak Fran i Cami. Są cudowne!
    Viola jest biedna :( Na pewno jej ciężko...
    Czekam na Leonettę i pozdrawiam!
    http://violletta-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zawsze cudowny OP :**
    Leonetta <333
    Jesu, biedna Viola, co za lama z tego całego Nicolasa, czy on był chory psychicznie ? A z resztą nie ważne
    Podziwiam za chęć nakładania tej jej tapety tak codziennie o.o
    Camila i Fran, no po prostu są prawdziwymi przyjaciółkami <3
    Czekam na next :D
    A co do twojego drugiego bloga to jak znajdę więcej czasu to nadrobię te zaległości, czyli rozdział 4 i 5 ;)
    Wiesz, że masz prawdziwy talent, co nie ?
    Oczywiście, że wiesz :D
    Obiecaj mi tylko, że nie przejmiesz się aż tak tym, że nie masz na razie jakoś okropnie dużo wyświetleń, pisz dla tych co to dzieło ( dzieło bo twoje ) uwielbiają czytać

    OdpowiedzUsuń
  13. I cóż...
    ja też jestem i nie mogę nic powiedzieć. Wydusić z siebie słowa.
    Kocham to.
    Wystarczy ci? Bo nie mogę... Nic. :(
    To takie trudne.
    Ach.......... :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny :-) Nareszcie Leonetta - moja ulubiona para !!!!:)
    Podjęłaś się trudnego tematu, ale wyszło Ci doskonale ;-) Cudownie oddalaś uczucia Violi ;-) Biedna dziewczyna :-( Jedno zdanie, a jakie konsekwencje :-( A z tego Nicolasa to debil, jakich mało !!!
    Mam nadzieję, że wkrótce na drodze Violetty pojawi się Leon i pokaże jej, że nie potrzebuje tych wszystkich ulepszaczy wyglądu, bo to ona sama w sobie jest piękna ;)
    Z niecierpliwością czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniały part!
    Leonetta, jeej! *.*
    Biedna Violetta :'(
    Brak słów na tego Nicolasa...
    Czekam na następną część ;))

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszam , że dopiero teraz komentuje ale czytałam już wczoraj ale musiałam uczyć się na sprawdzian z matmy i kartkówkę z Niemca , dzisiaj jakimś cudem znalazłam czas żeby skomentować :"(
    A co do One Parta to cudowny , bajeczny , bardzo smutny :)
    Ten Nicolas to zwykły zazdrosny d*pek XD
    Biedna Viola :(
    Czekam z niecierpliwością na część drugą :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspaniały :*
    Jesteś chyba pierwszą osobą, która wymyśliła oryginalny pomysł na One Parta.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowny :D
    Świetny part, ja to czekam jak oni się spotkają w końcu już wiem jak to się stanie bo z tobą to wymyślałam hehe :*
    Ogólnie świetny, cudny :)
    Kocham ~Weronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm nie zauważyłam tego komentarza... xD
      Dziękuję, kocham <3

      Usuń
  19. Ta tematyka zupełnie mnie nie zdziwiła - w końcu jestem na Twoim blogu ;)
    Uwielbiam twój sposób pisania ♥♥♥
    Mi jakoś nie udaje się pisać w czasie przeszłym xD
    Zawsze tylko teraźniejszy, a później główkuję jak to ubrać w słowa xD
    Hm.. Lecę dalej ♥
    Może dziś nadrobię wszystkie rozdziały :D
    Ale chyba aż tak szybko czytać nie umiem...
    Buziaczki ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a ja nie umiem pisać w czasie teraźniejszym, takie dziwne to xD
      Dziękuję :*

      Usuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)