Tą część, jak i dwie kolejne, dedykuję Nikoletcie. Ona wie za co <3
- Nie zostawiaj
mnie… - wyszeptałam ściskając mocniej jej rękę. – Mamo,
potrzebuję Cię…
- Córeczko… - Jej
głos był słaby, ledwo słyszalny. – Pamiętaj, że zawsze będę
Cię kochać… Zawsze będę przy tobie, nie zapominaj o tym…
Zamknęła swoje
szare oczy, które do samego końca przepełnione były miłością
do mnie, do jedynego dziecka, jedynej rodziny…
- Kocham Cię, mamo…
- Z moich oczu popłynęły łzy, mocząc moje zaczerwienione
policzki.
- Ja też Cię
kocham, skarbie… - Po tych słowach jej serce przestało bić.
Głośny pisk
aparatury rozległ się po całym pomieszczeniu. Dotarł także do
moich uszu.
Z boku stali
lekarze, pielęgniarki… Nie robili nic, bo wiedzieli, że dla mojej
mamy nie ma już nadziei. Musiała odejść, nawet ja byłam tego
świadoma.
Ale to tak strasznie
bolało…
Poczułam czyjąś
rękę na moim ramieniu. Wiedziałam do kogo ona należy. Nie
podniosłam głowy. Ten ktoś klęknął obok krzesła, na którym
siedziałam.
- Pożegnaj się z
nią – rzekł cicho.
Pochyliłam głowę
i czołem dotknęłam zimnej ręki mojej rodzicielki. Kobiety, która
dała mi życie, która wychowała mnie tak, że wyrosłam na
porządnego człowieka.
- Chodź. – Mój
chłopak klęczący obok chwycił mnie za dłoń.
Pociągnął mnie do
góry tak, że stanęłam na nogi. Objął mnie ramieniem.
Wyszliśmy z sali.
On podtrzymywał mnie tak, żebym nie upadła.
- Nie mam już
nikogo… - wyszeptałam.
- Masz mnie –
odparł. – Będę przy tobie zawsze…
Dzisiaj mijał
kolejny tydzień. Kolejny tydzień od jej śmierci, kolejny tydzień
bez niej. Nie mogłam się pogodzić z jej stratą. Była dla mnie
wszystkim, a teraz… teraz jej już nie ma. Znikła, zabierając ze
sobą cząstkę mnie i sprawiając, że kawałek mojego serca
odleciał i poturlał się po ziemi na samo dno czarnej otchłani, do
której było mi tak blisko.
- Natalia – Do
pokoju wszedł mój chłopak – jak się czujesz?
Usiadł obok mnie.
Nadal wpatrywałam się tępo w ścianę. Nie zwróciłam na niego
uwagi. Po co? On nie wiedział przez co przechodzę.
- Spytałem o coś –
powtórzył. – Możesz na mnie spojrzeć?
Powoli zwróciłam
się w jego stronę. Zobaczyłam jego twarz – smutną, cierpiącą…
Cierpiał razem ze mną. Zdawałam sobie z tego sprawę.
- Jak się czujesz?
– spytał ponownie.
- A jak mam się
czuć? – rzekłam cicho. – Zaraz idę poskakać po łące za
domem i pozrywać kwiatki. Pójdziesz ze mną? Będziesz mógł
zobaczyć, jak udaję szczęśliwą.
Ponownie wbiłam
wzrok przed siebie.
- Przestań –
powiedział. – Nie mów tak, proszę cię.
- Kiedy to prawda.
Nie zadawaj takich pytań, Maxi. Sam wiesz jak jest.
Oparłam głowę o
ścianę.
- Wiesz… Tęsknię…
Tęsknie za tymi dniami, kiedy wszystko było tak cholernie proste.
Ale one już nie wrócą. Całe moje życie się schrzaniło. Teraz
nie jest już nic warte.
Z moich oczu
popłynęły słone łzy. Spływały po moich policzkach, a potem
skapywały głośno na mój szary dres, w którym chodziłam już od
tygodnia.
- Nieprawda… -
Chwycił mnie za rękę. – Jest warte więcej, niż ci się wydaje.
Zdaję sobie sprawę, że jest ci ciężko. Nawet bardzo ciężko.
Ale Naty, jej już nie ma. Pora się z nią pożegnać. Najwyższy
czas.
- Nie… Nigdy nie
będę na to gotowa. Nigdy nie powiem „Do widzenia, mamo”. To za
trudne. Dla mnie za trudne.
Mój chłopak
przybliżył się do mnie. Objął mnie ramieniem i przyciągnął do
siebie. Potrzebowałam teraz jego bliskości. Chciałam czuć się
bezpieczna.
Chwyciłam mocno
jego rękę, jakbym nie miała jej już nigdy puścić. Był dla mnie
niebem. Słońcem, które nigdy nie zachodzi. Całym moim światem,
dla którego jeszcze żyłam. Inaczej nie miałabym już po co
walczyć. On dawał mi siłę, aby każdego dnia otworzyć oczy i żyć
z myślą, że nigdy nie zobaczę już mojej mamy… I choć minęło
tak dużo czasu, to ja wciąż nie mogłam pogodzić się z myślą,
że nie ma jej przy mnie. Słyszałam jej głos przemawiający do
mnie, widziałam jej oczy, które patrzyły na mnie z taką miłością,
dłonie codziennie rano przygotowujące śniadanie dla mnie.
Wiedziałam, ze to już nigdy się nie wydarzy. To już było. I nie
wróci więcej. Lecz choć tyle się zdarzyło, to wciąż do przodu
wyrywa głupie serce. I choć to już było i znikło gdzieś za
nami, a w papierach lat przybyło, to tak naprawdę wciąż jesteśmy
tacy sami.
- Jestem za słaba –
rzekłam cicho. – Za słaba, żeby zrobić cokolwiek.
Otarł łzy
spływające po moich policzkach i jeszcze mocniej mnie do siebie
przytulił.
- Ja ci pomogę –
odparł. – Razem przez to przejdziemy. Nie zostawię cię samej,
będę przy tobie cały czas. Za parę tygodni nie będzie ci już
tak ciężko, obiecuję ci to…
- Maxi… -
Spojrzałam na niego z wahaniem. – Czy… Czy ty mnie jeszcze
kochasz?
Na jego twarzy
pojawiło się zdumienie. Czyżbym powiedziała coś nie tak?
- Co to za pytanie?
– Pogładził mój policzek. – Oczywiście, że cię kocham,
Naty. Najbardziej na świecie.
- Ja też cię
kocham…
Wtuliłam twarz w
jego tors i zamknęłam oczy. Wdychałam jego zapach i nawet nie
zorientowałam się, kiedy zmęczenie mnie przerosło a ja zasnęłam,
oddając się w objęcia Morfeusza.
Wolnym krokiem
zeszłam po schodach. Chwiałam się na nogach, jednak i tak szłam
dzielnie przed siebie. Pokonałam ostatni stopień i stanęłam na
ziemi.
- Naty? –
Usłyszałam głos mojego chłopaka.
Po chwili zobaczyłam
go wychodzącego z kuchni. Podszedł do mnie od razu, złapał mnie
za ramię i pomógł dojść do krzesła.
- Jak się czujesz?
– spytał.
- Jak zwykle… -
rzekłam. – Równie beznadziejnie… Maxi…? Moglibyśmy dzisiaj
iść odebrać rzeczy… ma… - zająknęłam się – mamy ze
szpitala?
Uśmiechnął się
lekko do mnie.
- Oczywiście, że
możemy – odparł. – Ale najpierw coś zjesz.
- To… To ja już
lepiej pójdę na górę…
Chciałam się
podnieść, jednak zatrzymała mnie ręka Maxiego.
- Nie –
zaprzeczył. – Zjesz coś, a później pojedziemy do szpitala.
- Nie będę nic
jadła – powiedziałam. – Nie jestem głodna, nie mam ochoty…
- Natalia, od pięciu
dni nie miałaś w ustach nic prócz kromki chleba, którą w ciebie
dosłownie wmusiłem. – Jego głos był stanowczy. – Teraz już
nie odpuszczę.
- Nie chcę…
- Tutaj nie chodzi o
to czy chcesz, czy nie. Zjesz obiad. I bez dyskusji.
Widziałam, że nie
żartuje. Po części miał rację. Wiedziałam, że muszę jeść,
ale najzwyczajniej w świecie nie miałam na to ochoty. Nie chciałam
w siebie nic wmuszać.
Schyliłam głowę i
założyłam ręce na piersi. Wbiłam wzrok w swoje stopy.
- Słyszysz mnie?
- Nie.
Westchnął.
Przysunął się bliżej mnie i podniósł mój podbródek do góry.
- To dla twojego
dobra – rzekł. – Musisz jeść, jeśli chcesz mieć siłę.
Niedługo nie będziesz mogła podnieść się z łóżka. Już teraz
ledwo chodzisz.
- Wiem.
Spojrzał na mnie z
tą czułością, którą tak uwielbiałam. Utonęłam w jego
brązowych oczach, w których widziałam tyle miłości i troski…
- To jak będzie? –
spytał. – Zgodzisz się sama, czy znów mam cię do tego zmusić?
Posłał mi
delikatny uśmiech.
- Jeśli –
zaczęłam – chcesz, żebym coś zjadła, to… To zrób ulubione
danie mojej mamy…
- A możesz mi
powiedzieć, jakie było ulubione danie twojej mamy?
- Tortilla.
- Tortilla? –
powtórzył. Pokiwałam głową. – Dobrze… Zrobię tortillę. Ale
obiecujesz, że zjesz wszystko?
- Obiecuję –
rzekłam niepewnie.
Ponownie się
uśmiechnął, tym razem szerzej. Z wahaniem odwzajemniłam uśmiech.
- Idę na górę.
Podniosłam się z
pomocą mojego chłopaka.
- Przyjdę do ciebie
później i przyniosę ci jedzenie – rzekł odprowadzając mnie pod
schody. – Czekaj na mnie.
- Dobrze –
zgodziłam się.
Odwróciłam się do
niego tyłem i weszłam powoli po stopniach na górę. Udałam się
do sypialni, którą dzieliłam z Maxim. Przeprowadził się do mnie,
kiedy zabrakło mojej mamy. Nie miałam już na świecie nikogo,
prócz niego i moich przyjaciół. Choć miałam niewiele ponad
dwadzieścia lat to wiedziałam, że moje życie już nigdy nie
będzie takie samo…
Samochód zatrzymał
się po wielkim, jasnym budynkiem, w którym jeszcze miesiąc temu
przesiadywałam całymi dniami i nocami, w którym ostatnie swojego
życia spędzała moja mama… Dlaczego właśnie ona? Dlaczego to
ona musiała zachorować? Przecież niczym nie zawiniła, zawsze była
taka dobra… Pomagała innym i przez to nie zauważyła, że z nią
samą się coś dzieje. Ja też tego nie widziałam. Nie widział
nikt oprócz lekarza, który na wizycie kontrolnej przeprowadził jej
ponadpodstawowe badania. I wtedy wszystko legło w gruzach. Całe
życie. I moje, i jej. Od tamtego dnia już nic nie było takie samo.
Żadna rzecz nie układała się po naszej myśli. Było inaczej.
Zupełnie inaczej.
Wysiadłam z
samochodu i chwyciłam za rękę swojego chłopaka. Ruszyliśmy
powoli w stronę wejścia do szpitala.
W środku panował
gwar. Masa ludzi chodziła w tę i z powrotem czekając na swoją
kolej. Podeszliśmy do recepcji.
- Przepraszam –
odezwał się Maxi. – Możemy o coś spytać?
Jedna z kobiet
odwróciła się naszą stronę.
- Tak? O co chodzi?
- Chcielibyśmy
porozmawiać z doktorem Caramena. Gdzie możemy go znaleźć?
Pielęgniarka
wyciągnęła jakiś zeszyt, po czym szybko go przejrzała.
Zatrzymała się na jednej ze stron.
- Z tego co mi
wiadomo, to ma on teraz obchód – odparła. – Znajduje się na
oddziale chorób nowotworowych. Proszę go tam szukać, jeśli będą
mieli państwo szczęście, to go państwo spotkają.
Odeszliśmy od lady
i skierowaliśmy się na wskazany oddział. Przechodziliśmy obok
tych wszystkich sal i widzieliśmy masę kobiet lub mężczyzn
leżących bez sił na łóżkach. Doszliśmy akurat do sali, gdzie
kilka tygodni wcześniej leżała moja mama, gdy nagle wyszedł z
niej doktor, który prowadził moją rodzicielkę.
- Dzień dobry –
przywitaliśmy się.
- Ach, to państwo –
Uśmiechnął się. – Dzień dobry. Przyszli państwo po rzeczy
naszej pacjentki? Myślałem, że już państwa nie zobaczę.
- Nie byłam
wcześniej w stanie tutaj przyjść – wyjaśniłam.
- Rozumiem –
powiedział. – Ubrania można odebrać w dyżurce pielęgniarek.
Wiedzą państwo, gdzie to jest. Później zapraszam do mnie, muszę
z państwem porozmawiać.
Pokiwaliśmy głowami
i udaliśmy się we właściwym kierunku. Kiedy zapukaliśmy do drzwi
dyżurki, otworzyła nam wysoka brunetka o zielonych oczach.
Odebraliśmy rzeczy należące do mojej nieżyjącej matki,
zamieniliśmy z nią kilka słów i poszliśmy do gabinetu lekarza
Carameny. Weszliśmy do środka.
- Proszę usiąść.
– Mężczyzna wskazał krzesła stojące przy biurku.
Sam zajął wysokie
krzesło obrotowe.
- Mam tutaj całą
dokumentację dotyczącą pani Dolores – rzekł. – Oczywiście,
przekażę je państwu. Jednak chciałem porozmawiać o innej, równie
istotnej rzeczy.
- Słuchamy –
odezwałam się.
Lekarz westchnął,
po czym spojrzał na mnie uważnie.
- Pani mama zmarła
na raka piersi – zaczął – a jak wszyscy wiemy, jest on
dziedziczny. Jako, że jest pani córką, istnieje zagrożenia
zachorowania na niego przez panią.
- Niemożliwe –
stwierdziłam krótko.
- Nie mówię, że
tak jest – odparł. – Jednak dla pewności chciałbym
przeprowadzić podstawowe badania na obecność nowotworu w
organizmie.
Co on w ogóle
wygadywał? Jak ja mogłabym być chora? Nie ma takiej opcji. To, że
moja mama zmarła na raka piersi, wcale nie znaczy, że ja będę
musiała przechodzić przez to samo. Nie chcę. Jestem zdrowa. To
pewne.
- Nie ma takiej
potrzeby – rzekłam chłodno. – Ja jestem zdrowa, nie potrzebuję
żadnych potwierdzeń.
- Ja nie twierdzę,
że jest pani chora – odparł. – Ale chciałbym to zrobić tylko
po to, aby się upewnić.
- Pan to sobie może
chcieć – zdenerwowałam się. – Ja nie mam na to ochoty.
Poczułam, jak ktoś
kładzie rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam
Maxiego.
- Oczywiście, że
przyjdziemy – zwrócił się do lekarza. – Kiedy mamy się
stawić?
Chciałam
zaprotestować, jednak on gestem ręki nakazał mi być cicho.
Mruknęłam coś pod nosem, po czym założyłam ręce na piersi i
wbiłam wzrok w swoje stopy.
- Jutro lub pojutrze
na godzinę dziesiątą – odparł doktor. – Ja będę w swoim
gabinecie, proszę udać się do mnie.
- Dobrze, rozumiemy.
Chwycił mnie za
rękę i pomógł mi wstać. Pożegnaliśmy się z mężczyzną i
opuściliśmy pomieszczenie. Ledwie przekroczyłyśmy jego próg i
zamknęliśmy drzwi, usłyszałam pretensjonalny głos Maxiego.
- Co ty sobie
wyobrażasz? – spytał. – Natalia, czy ty myślisz choć trochę?
Spojrzałam na
niego, lekko zdziwiona.
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi? –
powtórzył. – Ty mnie pytasz o co mi chodzi?
Pokiwałam głową,
nadal za bardzo nie będąc zorientowaną.
- Chodzi mi o to, że
pomimo takiego ryzyka, ty nawet nie chcesz przyjść na głupie
badania.
- Jakiego zaś
ryzyka? – rzekłam zdenerwowana. – Nie ma żadnego ryzyka.
- Owszem, jest –
zaprzeczył. – I ty dobrze o tym wiesz. Twoja mama zmarła na raka,
i tobie grozi to samo.
- Ja nie jestem
chora – uparłam się. – Moja mama to nie ja, ja jestem zdrowa.
- A co ty możesz
wiedzieć? – Podniósł lekko głos. – Nie jesteś żadnym
specjalistą, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak poważna może być
sytuacja.
- Ale…
- Nie – przerwał
mi. – Żadnego „ale”. Przyjdę tutaj jutro razem z tobą na
badania. Zrobisz je, i dopiero wtedy będziesz mogła powiedzieć, że
nic ci nie jest.
- Nie, ja…
- Natalia, nie
sprzeczaj się – wtrącił. – Robię to tylko dla twojego dobra.
Dlatego, że cię kocham. Nie zniósłbym myśli, że mogę cię
stracić.
Podniosłam głowę.
Jego twarz nie wyrażała już złości czy zdenerwowania, ale troskę
i miłość.
- I nie stracisz.
Patrzył na mnie
przez chwilę, po czym zrobił krok w moją stronę i przytulił mnie
do siebie.
- Mam nadzieję…
- Na pewno chcesz
zostać sama w domu? – Po raz kolejny usłyszałam to samo pytanie.
– Wcale nie muszę jechać…
- Maxi –
przerwałam mu i uśmiechnęłam się lekko. – Czuję się już
lepiej, nic mi nie jest. Musisz jechać do sklepu, mamy już pustą
lodówkę. Wiesz, że pojechałabym z tobą, ale nie mam jeszcze tyle
siły. Zostanę, nie bój się o mnie.
Chwyciłam go za
rękę spoglądając w jego brązowe oczy. Odwzajemnił mój uśmiech.
- Jesteś pewna?
- Na sto procent. –
Kiwnęłam głową. – Jestem już dużą dziewczynką, Maxi.
Naprawdę.
Rzeczywiście,
ostatnio było coraz lepiej. Już nie siedziałam całymi dniami i
nie wylewałam łez, wpatrując się bezczynnie w szarą ścianę.
Ale to wcale nie znaczy, że było łatwo. Wciąż płakałam.
Szczególnie w nocy, kiedy nie mogłam spać, a na myśl przychodziły
mi wszystkie wspomnienia związane z moją mamą. Wiele razy śniły
mi się koszmary, w których ona oddala się, a ja nie mogę do niej
podejść. Budziłam się wtedy zlana potem, a przed moimi
załzawionymi oczami widziałam obraz mojej rodzicielki, której tak
naprawdę już nie było. Za to miałam obok siebie Maxiego, który
próbował mnie uspokoić. Czasami było to naprawdę trudne – ja
sama nie mogłam nad sobą zapanować. Nie miałam władzy nad moimi
trzęsącymi się rękoma i drżącym głosem. I choć – zazwyczaj
– po półgodzinie zasypiałam ponownie wtulona w swojego chłopaka,
to ciągle miałam obawy, że ten sen znów wróci…
W końcu, po wielu
namowach mój partner opuścił dom. Wsiadł do samochodu i wyjechał
z podwórka akurat w tym momencie, w którym do naszej furtki
podszedł listonosz. Zanim włożyłam na nogi buty, a na ramiona
zarzuciłam bluzę, już go nie było. Wyszłam przed dom i doszłam
chodnikiem do bramy, a następnie wyjęłam ze skrzynki cały stos
listów. Wracając z powrotem do mieszkania przeglądałam je,
orientując się, które od kogo i do kogo są. Większość to były
rachunki z prąd, gaz, światło czy wodę, różne wezwania do
zapłat i takie tam.
Ale jedna z kopert
przykuła moją uwagę.
Zatrzymałam się w
miejscu, aby po chwili znów ruszyć przed siebie, tym razem
szybciej.
Weszłam do domu i
zamknęłam drzwi, opierając się o nie. Położyłam korespondencję
na szafce, jednak w ręce nadal trzymałam tą nieskazitelnie białą
kopertę zaadresowaną do mnie. Czarnym drukiem podany był nadawca:
Szpital publiczny numer 158 im. José Cura W Buenos Aires.
Drżącymi rękami
rozerwałam papier i wyciągnęłam ze środka równie białą
kartkę. Oczami zaczęłam wodzić po zdaniach zapisanych maczkiem,
chcąc od razu znaleźć ten najważniejszy fragment.
Jest. Znalazłam.
Badania na 99,9 %
potwierdzają nowotwór piersi.
Zesztywniałam.
Jeszcze raz
przeczytałam te słowa. Później kolejny. I znów. Jednak nawet po
tylu próbach, nie docierał do mnie jego sens. To było po prostu
niemożliwe.
Na pewno się
pomylili. Włożyli do koperty nie te wyniki. Przeniosłam wzrok na
samą górę listu.
Natalia Navarro,
lat dwadzieścia pięć.
To nie była
pomyłka. Nie dzisiaj, nie teraz. Była to najprawdziwsza prawda,
której mimo wszystko nie potrafiłam przyjąć do wiadomości.
Osunęłam się na
ziemię. Z moich oczu popłynęły łzy, które rozmazały mój
makijaż.
Czułam się tak
samo jak w dniu, w którym zobaczyłam wyniki mojej mamy. Dokładnie
takie same. Wtedy moje życie się zepsuło, zmieniło się.
Teraz straciło
wszelki sens.
Po raz kolejny
napotkałam na sobie podejrzliwe spojrzenie Maxiego.
- Naty? – zaczął.
– Przyszły już wyniki badań?
Na moment
zdrętwiałam, jednak po chwili się opanowałam. Nie mogłam dać po
sobie niczego poznać. On o niczym nie wiedział i tak miało zostać.
- Nie, jeszcze nie –
zaprzeczyłam.
- Nie sądzisz, że
za długo im to schodzi? – spytał. – Lekarz powiedział, że
powinnaś je dostać do dwóch tygodni, a minęły już prawie trzy.
- Wiem – zgodziłam
się z nim. – Widocznie wszystko jest w porządku. Zadzwonię
później i dowiem się, dlaczego jeszcze nic nie wiemy.
Pokiwał głową i
wrócił do dalszego myszkowania po Internecie. Wzięłam do ręki
pilot i zaczęłam skakać po kanałach w poszukiwaniu czegoś
ciekawego.
Nie wiem, jak to
robiłam. Nie mam pojęcia jakim sposobem byłam w stanie ukryć
przed Maxim moją chorobę. Może dlatego, że byłam już
doświadczona? Gdy dowiedziałam się o nowotworze mojej mamy,
chciałam być silna. Nie chciałam pokazać jej, jak mi ciężko,
jak nie umiem sobie z tym poradzić. Musiałam spróbować być
szczęśliwa dla niej. Nie mogła zauważyć jaka jestem słaba.
Teraz było tak samo. Z jedną różnicą – to ja byłam chora.
Poczułam jak ktoś
obejmuje mnie ramieniem. Podniosłam głowę i zobaczyłam mojego
chłopaka.
- Zamyśliłaś się
– rzekł. – Co teraz chodzi ci po głowie?
- Nic – skłamałam.
– Wszystko jest w porządku.
- Na pewno?
- Oczywiście –
odparłam. – Po prostu na myśl przychodzi mi milion spraw. Mówiłeś
coś do mnie?
- Nie –
zaprzeczył. – Naty… Martwię się o ciebie. Od tygodnia jesteś
znów taka nieobecna, jakbyś się czegoś bała.
Od tygodnia? Czyli
od dnia, w którym dostałam wyniki. Zauważył to. Zawsze musiał
zauważać takie rzeczy.
- Wydaje ci się –
stwierdziłam. – Jestem taka jak zawsze.
- Widzę, że coś
jest nie tak. – Pogłaskał mnie po policzku. – Co się dzieje?
- Maxi, naprawdę. –
Dotknęłam jego ręki. – Nie masz się o co bać. Dobrze się
czuję.
Na razie –
dodałam w myślach.
Siedzieliśmy tak
jeszcze przez chwilę. Nagle zadzwonił telefon mojego partnera.
- Halo? –
Przyłożył go do ucha. – Tak… Mhm… Serio, teraz? No dobra…
Przyjedzie? Świetnie… Czekam, okey.
Rozłączył się.
Spojrzałam na niego pytająco.
- Dzwonił Federico
– wyjaśnił. – Muszę pojechać z nim do sklepu remontowego.
Będą odnawiać sypialnię. Nie chcę cię zostawiać samej, ale
Fede powiedział, że przywiezie Ludmiłę. Może tak być?
Uśmiechnęłam się.
- Pewnie –
zgodziłam się. – Nie musisz się mną aż tak przejmować, Maxi.
Dam sobie radę.
- Oczywiście, że
muszę się tobą przejmować – zaprzeczył. – Jesteśmy w końcu
parą.
- Wiem.
Odwzajemnił uśmiech
i przytulił mnie do siebie ponownie. Poczułam, jak całuje mnie we
włosy. Uwielbiałam to.
Uwielbiałam
wszystko, co miało z nim styczność.
Uwielbiałam jego.
No
i jest. Macie OP Naxi by Alexandra. I zaś ciężki temat, ale to w
końcu ja. Mam nadzieję, ze wam
się spodoba :D
Dziękuję za
sześćdziesięciu obserwatorów, kocham was <333 I gracias
za 91 taków w ankiecie :)
Ludzie, ferie się jak dla mnie
kończą, a w poniedziałek do szkoły -.- Komu mogę się poużalać?
xD Aha i mam sprawę :D Pilnie szukam jakiejś strony z nutami do
piosenek z Violetty na keyboard :D Jak ktoś coś wie, to proszę
żeby mnie informował :D
No, to chyba
tyle. Część druga w przyszłym tygodniu. I
do zobaczenia :D
Zapraszam na
rozdział trzeci KLIK.
Proszę was, wchodźcie i czytajcie, może wam się spodoba, a jeśli
się spodoba to komentujcie, to naprawdę wiele daje <333

My to mamy wyczucie xD Nie ma to jak opublikować posty prawie w tym samym momencie :P
OdpowiedzUsuńCześć tak w ogóle. Nawet nie wiesz jak się cieszę,ze jest już to Naxi *,* Muaaahahahaha ;3
A teraz oficjalnie MOGĘ CIĘ UBIĆ! Naty?! Naty?! Nie, brak mi słów. Jak możes? Maxi taki uroczy, a ty...
Nie, nie, nie! Pięknie piszesz, ale jak mi Naty zbaijesz to nie wybaczę :P
Dobra, idę sobie, bo zaraz mnie coś trafi
Ale to było piękne :3
Buziaki,
Carmen E.
Noo telepatia jakaś normalnie xD
UsuńA tak jakoś mi przyszło do głowy i Naty no... xD
Gracias za komentarz <3
Olu!
OdpowiedzUsuńDziś po raz drugi komentuję twoją publikację. Jak ty to robisz? :D
Wszystko, co czuję jest zawarte w komentarzu na drugim blogu. ♥
Dodam tylko, że kocham Naxi! <3
A jakoś tak xD
UsuńGracias za komentarz, tak, ja też ich kocham <3
Czytałam ściskając z nerwów pudełko żelek.
OdpowiedzUsuńTy mi nie możesz tego zrobić! :( Naty przeżyje, prawda? Ja w to baaaardzo wierzę.
Ech, idę, bo muszę zrobić gazetkę, napisać parta do końca itd. Niby mam ferie, ale wszystko akurat dziś trzeba zrobić ._.
Czekam na więcej. Pozdrawiam, Justyna c;
Nie wiem czy Naty przeżyje, dowiesz się w kolejnych częściach :D
UsuńNo to ci współczuję, ja tam nienawidzę robić gazetek -.-
Gracias za komentarz <3
O bosz :c Czemu Naty, czemu Naty?
OdpowiedzUsuńNie no, piszesz genialnie, serio <3
Wiesz że cię uwielbiam prawda? :)
Mam nadzieję że Naty przeżyję..Ohh ten Maxi, wspaniały i opiekuńczy <333
Tylko czemu nie powiedziała mu o wynikach badań??
Hmm nie spodziewałam się takiego cudeńka <3
Czy ty na prawdę chcesz abym się rozpłakała?? :)
Ok, pędzę na twojego drugiego bloga czytać rozdział <333
Kochaaaaam i pozdrawia <3 :)
Ania
Weeeź, nie chcę żebyś się rozpłakała no :D
UsuńGracias <333
O rany...
OdpowiedzUsuńBiedna Naty.
Najpierw jej matka, a teraz ona.
Czemu nie powie Maxiemu??
Czekam z niecierpliwościa na next.
A poużalać to się możesz mi, bo mi też sie kończą ferie i ide w poniedziałek do szkoły.
DLACZEGO!!!!!! : ((
Haha.
Pozdrawiam.
Tyna :**
Weeź, ja w te dwa tygodnie się nawet nie wyspałam -.-
UsuńAle przynajmniej się ze znajomymi spotkam :D
Gracias za koemntarz <3
A więc jestem i komentuję tego wspaniałego parta ♥
OdpowiedzUsuńKoniec ferii- wiem coś o tym... Nie zdążyłam nic zrobić ;c Całe ferie miałam się uczyć i poodrabiać lekcje, ale wyszło tak, że wszystko zrobię jutro xd
Temat wybrałaś trudny (jak zawsze xd), ale wiem, że dasz radę♥
Rozumiem postępowanie Naty. Ja też bym nie powiedziała o wynikach...
DLACZEGO ona ma te 99,9%? Nie mogła mieć 0%? Maxi będzie smutny, jak się dowie, a zgaduję, że dowie się, gdy ta wyląduje w szpitalu. Chyba, że w magiczny sposób, uratujesz ją :)
Czekam na następną część parta, która na pewno będzie tak wspaniała jak ta, a może i jeszcze lepsza ♥♥♥
Pozdrawiam
Za krótkie ferie :/
UsuńCo tam się będzie działo z Naty, to się dowiesz w kolejnych częściach :D
Gracias <3
Jeju! Masz rację temat trudny. Serio 99,9%? Nie może być jakiś np. 5%? A jak ona wyjaśni to Maxiemu? A co do ferii, zgadzam się. Miałam się uczyć do testu z histori i za każdym razem ktoś mówił "Ucz się, ucz!" A ja na to "za chwilę" i ta chwila trwała 2 tygodnie. Ja też w pon. Do szkoły:-(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Tamara Ferro
Trzeba iść lekcje odrobić :D
UsuńGracias za komentarz <3
Doczekałam się u Ciebie dwóch nowych notek, tak! Zabieram się za czytanie <3
OdpowiedzUsuńZacznę od tego, że z notki na notkę coraz bardziej zachwycam się Twoim talentem, i coraz to kolejny OP wychodzi Ci lepszy <3
Normalnie nie mogę w to uwierzyć i naprawdę zaczynam popadać w kompleksy, dlaczego ja tak nie umiem?
Już przy pierwszej części zbierało mi się na płacz i myślałam, że niczym nie dam się już zaskoczyć, a tu proszę - Naty ma raka?
Nie no, dlaczego? :(
Nie dość, że straciła matkę, to teraz ona...
Pożegnanie jej i jej mamy było zarazem piękne i tragiczne. Naprawdę, nie wiedziałam czym dam radę przez to przebrnąć. Moim zdaniem nie ma nic gorszego niż utrata rodzica...
Do tego Maxi jest taki kochany, cały czas przy niej... Gdyby nie on na pewno by się załamała.
Czyli można stwierdzić, że w tym całym nieszczęściu dziewczyna ma szczęście.
Kocham, kocham, kocham Cię i czekam na kolejną część (już mi się dłuży, no)!
<3 <3 :*
Taaa, ty nie umiesz??? Piszesz dużo lepiej ode mnie! <33333
UsuńGracias za komentarz, ja też cie kocham <333
Nie wiem co napisać .-. Muszę się wypłakać ;-;
OdpowiedzUsuńRzeczywiście zabrałaś się za mega trudny temat... :(
Moja babcia umarła na raka piersi, boję się, że moja mama też może zachorować ;/ Istnieją duże szanse, że wnuczka może to odziedziczyć... Nie zniosłabym tego, że przez tego cholernego raka mogłabym umrzeć, albo któraś z moich sióstr ;'(
Dosyć tych moich wyżaleń, przecież muszę Cię pochwalić ;)
Kolejna zwalająca z nóg historia i smutna :c
Z niecierpliwością czekam na kolejną część ;3
Besos ;*
Współczuję ci :(
UsuńNie wiem co napisać, jak odpowiedzieć na twój komentarz. Ale bardzo mi przykro ;(
Gracias za komentarz :)
Kocham <3
fantastico <3
OdpowiedzUsuńDlaczego Naty ukrywa przed Maxim, że też jest chora.
mam nadzieję, że mi nie uśmiercisz Naty...
temat trudny, ale ty sobie z nim wspaniale radzisz...
OP jest cudowny ;** czekam na kolejną część tego cudnego Parta xD
//Nati
Się zobaczy, czy nie uśmiercę :D
UsuńGracias <3
Cudowny OP <3333
OdpowiedzUsuńBiedna Naty :c
Ale przynajmniej ma Maxiego, a Maxi jest najukochańszym i najtroskliwszym chłopakiem świata <333333333333
Eh, ferie mi się też kończą :( i znów będzie szkoła, a ja tak nienawidze matematyki
No cóż, przynajmniej pocieszają mnie 2 rzeczy:
Już nie długo Universo w Polsce i kolejne OP twojego autorstwa :D
Czekam <333
Matematyka nie najgorsza, gorsza fizyka, chemia, geografia i biologia -.-
UsuńTaaak Universo <333
Gracias <333
Nareszcie się doczekałam one parta o mojej kochanej Naxi <33
OdpowiedzUsuńCiekawe jak Naty powie Maxiemu o nowotworze
Czekam z niecierpliwością na część 2 :)
Gracias <333
UsuńŚwietny part !
OdpowiedzUsuńOczywiście, że mi możesz sie poużalać :)
Porozmawiamy sobie w szkole w poniedziałek :D
Nie dodałaś jeszcze drugiej części, a ja już wiem jak to się wszystko skończy, ale i tak czekam na drugi rozdział :D
Kocham Cię ~Weronika~
Part super tak samo jak autorka ;)
Weeeź mnie nie dobijaj :P
UsuńTak, a ja w poniedziałek jeszcze na 7:30 na chemię -.-
Cichooo nie gadaj XD
Gracias <333
Wow Ola to jest piękne.
OdpowiedzUsuńNaxi jedna z moich ulubionych par lalala <3
Maxi o Boże genialny !
A Naty przecódowna !
Jesteś aniołem chyba bo ten shot jest jakby z nieba xD
Dobra ja i moje beznadziejne teksty xD
Pozdrawiam Jenna <3
U mnie Naxi jest druga :D
UsuńGracias za komentarz, ale aniołem nie jestem xD
No wiesz ty co...
OdpowiedzUsuńPrzez ciebie nie wiem co napisać. To było takie... Jeju jak to określić? Głębokie?
Kolejny trudny temat a ty oczywiście wspaniale sobie z nim radzisz. Jak ty to robisz?
Zaryzykowałabym stwierdzeniem,że piszesz coraz lepiej ale. Jedno głupie ale. Czy to jest w ogóle możliwe?
Naty,Naty,Naty... Niech się biedactwo weźmie w garść bo sama tam wpadnę i wbije jej co nie co do główki. xD
A Maxi,jak tu go nie kochać? :3
Zatkało mnie po prostu piękne.
Boże, dziękuję <3333
UsuńJa kocham maxiego jest taki slodki !!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńI wspanialy rozdzial
Nie wiem czy to nuty do keyboardu, ale tylko to znalazłam:
OdpowiedzUsuńhttp://leoska-pisze.blogspot.com/p/blog-page_28.html
Tak, to nuty na keyboard :D
UsuńW sumie chodziło mi o te zwykłe, nie literowe, ale i tak dziękuję <3
To po pierwsze:
OdpowiedzUsuńDlaczego ja nie zauważyłam, że dodałaś parta? ;/
A po drugie:
WOW *·*
Istny cudziak <33333
Pięknyyyy ^^
Ojej, biedna Naty '·'
Nie może umrzeć, ja nie wyrażam zgody xD
Uff, ja mam na szczęście jeszcze tydzień ferii ·-·
Em, no to chyba by było na tyle :P
Nie potrafię się rozpisywać niestety ;)
Pozdrawiam ;****
Też czasem jestem ślepa xD
UsuńZazdroszczę ci tych ferii :D
Gracias <3
dziękuje za dedykację, ale nie wiem dlaczego akurat ja *-*.
OdpowiedzUsuńŻartuje, wiem :D.
I powiem Ci, że rozmowa z Tobą mi bardzo pomogła ;*
na tamtym blogu było krótko z powodu szkoły, ale tym razem mam w dupie fizykę i się rozpiszę ;).
Kochana, tematyka jak zwykle bardzo trudna i poważna.
Pamiętasz jak Ci napisałam, że nie Cierpie opowiadań z nowotworem, mimo iz sama takie pisałam?
Ponieważ to właśnie one mnie najbardziej wzruszają i sprawiają, że mi ciężko na sercu.
Jednak to, co Ty tutaj napisałaś dało odwrotny efekt.
fakt, jestem wzruszona, ale... Nie wiem, wierzę, że z każdej sytuacji jest wyjście.
Niestety, ale nie jestem odporna na ludzki ból, a to co przekazałaś nam tutaj, było nim własnie przepełnione.
Ponoć uczucie po straceniu rodzica jest czymś potwornym. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi u współczuje tym, którzy się z tym zmagają.
Ale historia Naty a tym się nie kończy. Ona dodatkowo sama jest ofiarą choroby.
To straszne, w jak piękny sposób ukazujesz tak ważne aspekty.
Twoje party są dla mnie lekcją. Lekcją życia.
Dziękuję, bardzo dziękuję. ;*
Mimo, że w pewnym sensie zdradziłaś mi koniec tego opowiadania, dalej czekam na kolejną część.
Dalej będę wypatrywała na bloggerze powiadomienia o nim.
Zasługujesz na uwagę, na komentarze, wejścia i wszystko co najlepsze.
Co do piosenek, to wpisz w googlach "Violetta nuty na keybord" , powinno być. ;))
No i no.... Kochana, czekam na dalsze losy. :* dzięki Tobie pokochałam Naxi. ;)
Masz to coś, co mnie przekonuje nawet to najbardziej znielubionych postaci.
Kocham bardzo, bardzo, bardzo Mocno :*
Nikoletta.
To dobrze że wiesz dlaczego ty :D
UsuńMi też rozmowa z tobą pomogła <3333
Co do tych nut, to wpisywałam tak i to dużooo razy i nic -.-
Gracias za komentarz <3333
Przewspaniały rozdział!
OdpowiedzUsuńRozdział mnie wzruszył, na prawdę!
One Part był serio lekcją życia. Coś wspaniałego!
Współczuję Naty, jest to mega smutne ale także....
Nie mogę, smutno mi :(((((((((
http://violletta-fanfiction.blogspot.com/
Gracias <3
UsuńNa początek przepraszam za opóźnienie, ale sama rozumiesz, korki były ;P
OdpowiedzUsuńA tak poważnie to spodziewałam się Twojego parta dopiero dzisiaj. Czyli jak rozumiem zasada dodawania partów tylko w niedziele zniesiona?
Jeśli tak, to się cieszę ^.^
No więc tak xD
Part ci wyszedł genialnie (szok, prawda? :P) <3
Naxi, jakoś nie przepadam za tą parą ;)
Mam na nich (jak to mawia Zuzka) włączonego dislike'a ;P
No ale to wszystko czego nie lubię w serialu nie znajduje u ciebie odzwierciedlenia. Piszesz tak pięknie, że nie sposób się tu przyczepić do paringu, nie mówiąc już o tym, że to nie on w opowiadaniu jest najważniejszy ^.^
Pewnie nawet gdybyś napisała o takiej parze jak Caxi czy Diemiła i tak wyszło by ci to cudnie ;*
Co tam dużo gadać - jesteś megatalenciarą (znowu słówko Zuzki, zacznynam się o siebie bać O.o xD).
Czekam na c.d. i mam nadzieję, że nie będzie smutnego zakończenia. Chociaż dawno takiego nie było xD
Dobra, kończę ^.^
Pozdrowienia od Oli dla Oli :***
Gracias za komentarz <3333
UsuńTak, ta zasada zniesiona :D
Kocham <3
Matko ! To jest GENIALNE. Staje się fanka twoich opowiadań :)) czytam, czytam i raz jeszcze czytam i nie mogę przestać. Biedna Naty ://// Naxi to moja ulubiona PARA :D
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejną część :))
Panna Martin
Super, cieszę się, że ci się podoba :D
UsuńGracias <3
Piękny part *.*
OdpowiedzUsuńBiedna Naty. Nowotwór w takim młodym wieku - a na pewno przed trzydziestką - to straszne :(
Całe szczęście że ma Maxiego. Mam nadzieję, że opowie mu o wszystkim zanim on się o tym dowie przez przypadek :/
Naxi to jedna z moich ulubionych par <333 Może nie ubóstwiam ich jak Marcescę czy Fedemiłę, ale to nie zmienia faktu, że bardzo ich lubię :)
A na koniec zapytam jeszcze: Jak tam pierwszy dzień w szkole po przerwie? :D
Czy lepiej nie pytać? :P
Gracias <3
UsuńTeż uwielbiam Naxi, ale Marcesce chyba bardziej :D
Wiesz, dzisiaj było względnie, bo dopiero pierwszy po feriach, od jutra nauczyciele się rozkręcają xD
Alexandro,
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że wybaczysz mi, że komentuję dopiero teraz. Jestem okropna, tak. Zwłaszcza, że piszesz tak pięknie! Cudownie, naprawdę. Ja nie żartuje <3
Naxi, cudowne to było,a zarazem takie smutne. Biedna Natalia, tyle wycierpiała, ale dobrze, że ma przy sobie kogoś takiego jak Maxi, który dba o nią, jest przy niej, na dobre i na złe <3 Piękne ♥
No i końcówka, sprawiła, że prawie się popłakałam ;< Moja Natalia ;< Jezu, to takie smutne. Ale takie prawdziwe, w końcu w życiu dzieją się i takie rzeczy. Nie wszystko, zawsze musi być dobre. Dobrze, że bierzesz się za takie trudne tematy, zwłaszcza, gdy tak dobrze ci to wychodzi ;)
Czekam na pozostałe części ;)
Pozdrawiam, Eddie ; *
Przepraszam, że tak krótko ;<
P.S: Za niedługo postaram się skomentować twojego drugiego bloga ;)
Gracias za komentarz, wcale nie jest krótki :D
UsuńOMG To jest po prostu aaaaa poryczałam się!!
OdpowiedzUsuńCzemu to spotkało akurat moje kochanie?
Naty tyle wycierpiała.Śmierć Matki teraz to ;/
Mam nadzieję, że coś wymyślisz i Natalia przeżyje!
Zapraszam również na mojego bloga
http://naxi-te-amo.blogspot.com/
Pozdrawiam i czekam na next!
Trixie Verdass
Gracias <3
UsuńPostaram się wpaść :)
Cześć !!! Jakoś dawno mnie tu nie było za co przepraszam <3 Obiecuję wszystko nadrobić. A ty cały czas tak cudownie piszesz :) Naxi <3 Ślicznie i czekam na kolejną część !!!
OdpowiedzUsuńKosmitka Zuzia
SZLAK! Jestem na końcu, ale to w końcu ja, of course ^,^
OdpowiedzUsuńTak, więc ... OS C-U-D-O-W-N-Y ! Taaak, wiem. Naty ma raka piersi, a ja mówię, że cudowny. Ale wiesz o co mi chodzi xD No,nie? xd
Przepraszam, że tak późno komnetuję. Jestem potworem ;_; Wybaczysz?
Ale teraz przejdźmy do konkretów, z myślą że mi wybaczyłaś. ;D
ALE TY MASZ TALENT! Co raz więcej kompleksów ;P
Maxi taki kochany, Naty uparciuch.
Mama jej zginęła, ja ją rozumiem ;-;
Ale żeby nie powiedzieć o swojej chorobie? ;//
Ale będzie dobrze? Coś mi się zdaje, że jednak będzie sad end ;/
Kasiu, przygotuj się na najgorsze!
mimo to part mi się podobał <3
KOOCHAM ♥
~Kath. ♥
Oczywiście że wybaczę <33333
UsuńGracias za komentarz :*
Plakusiam i to bardzo :'(:'(:'(:'(:'(
OdpowiedzUsuńTo bylo cudne , w 2 dni przeczytalam tego bloga i jest przecudowny
Bedna Naty mam nadzieje ze w magiczny sposob ja uratujesz , ale jak jej nie uratujesz to i tak cie bede uwielbiala ;-);-);-);-);-)
Bede zawsze czytala twoje opowiadania, jesli chcesz ;-)
Masz talent po prostu
Czekam z niecierpliwoscia na next
Pozdrawiam <3
Kara
Gracias <3
UsuńOczywiście, że chcę xD
Nowa czytelniczka ^^
Cudo <3
OdpowiedzUsuńMasz naprawde talent ale tego ci chyba pisać nie muszę XD
Dobrze więc przejdę do rozdziału.
Tak mi szkoda Naty. Mam nadzieję że w jakiś magiczny sposób ja uzdrowisz :-C. Wydaje mi się że Naty niestety nie powie Maxiemu o jej chorobie.... NIE NATY NIE MOŻE UMRZEĆ! Nie wiem dlaczego wszystkich wzięło na usmiercanie akurat Naty :/No cóż. Co do Maxiego to twoja wersja jego bardzo mi się podoba. Jest taki opiekuńczy i słodki że aż chce się go przytulić ;* Mam nadzieję że nie usmiercisz Naty. Wdpominalam że płacze jak małe dziecko? :D Z niecierpliwością czekam na naxta. I bardzo chciał cie przeprosić za to że dopiero teraz komentuje rozdział. I przepraszam za błędy ale komentuje z telefonu + jest prawie 1 w nocy więc wszystkich błędów nie widzę xd
Trochę się rozpisalam xd woow to chyba mój najdłuższy komentarz jaki dodalam pod jakim kolwiek blogiem. Heheszki wiem mam podniete XD dobra wiem że ten kom jest bezsensowny ale ciii...
Pozdrawiam <3
Nika :*
http://violettamojedrugieja.blogspot.com/2014/01/zapomniaam-dodac-ze.html?m=1#comment-form
OdpowiedzUsuńChyba powinnaś coś tu zobaczyć :/
Już przeczytałam. Jak tylko to zobaczyłam, to zrobiło mi się gorąco.
UsuńTo nie ja. Naprawdę nie ja, nie wiem, jak ktoś mógł zrobić coś takiego ;(
Ja ci wierze, że to nie ty. Właśnie po to cię postanowiłam poinformować, żebyś mogła wyjaśnić tą sprawę :)
UsuńNo i kolejne cudeńko. Przepraszam, że tak krótko, ale jestem na maksa już zmęczona.
OdpowiedzUsuńNadrobiłam dzisiaj całe Twoje dwa blogi. Wszystko przeczytałam.
Skomentowałam każdy part w ostatniej części.
Chciałam żebyś wiedziała, że dotrwałam.
Masz ogromny talent. Pisz dalej, bo to Twoje powołanie, a ja dalej zachwycać się będę
Twoim geniuszem i każdym następnym dziełem.
Czekam już z niecierpliwością na kolejne części.
Dulce
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKocham, kocham, kocham :D
OdpowiedzUsuńBiedna Naty :'(
Nie wyobrażam sobie bólu po stracie matki...
Part jak zwykle wspaniały, boski itd :D
Pozdrawiam :*
Szybki zapłon mam :D
UsuńDziękuję ;)
Ja mnie tu dawno nie było!
OdpowiedzUsuńA tyle się zmieniło!
Wygląd jest mega <3333
Podoba mi się ta kolorystyka ^.^
A co do OP...
Podejrzewam, że w następnej części uronię kilka łez...
Jak zwykle zresztą.
Temat bardzo trudny jak zresztą każdy poprzedni.
Nie wiem skąd bierzesz te pomysły.
Oj! Zapomniałabym =(
Muszę dokończyć ten twój mail...
Ech.. mam nadzieję, że jutro będę mieć czas na przetłumaczenie go.
Przepraszam, że tak długo musisz czekać.
buziaczki ;****
wow
OdpowiedzUsuńszkoda mi naty
ciekawe czy powie maxiemu
oby nie umarła
jestem tu pierwszy raz bo szukam jakiś opowiadań o naxi
a to jest przecudne