Proszę was, przeczytajcie notkę pod partem, szczególnie ten zaznaczony fragment.
- Dobra, dziewczyny…
- Federico spojrzał na zegarek. – Będziemy za jakieś półtorej
godziny. Przynajmniej powinniśmy.
- Możecie robić
wszystko – dodał Maxi. – Wszystko, oprócz imprez, tak?
Spojrzał na nas
uważnie.
- Czy ty sądzisz,
że w niecałe dwie godziny zorganizowałybyśmy imprezę? –
zaśmiałam się.
- Wy jesteście
zdolne do wszystkiego – rzekł Włoch. – Więc… już wszystko
wiecie?
- Obyłoby się bez
tej dziesięciominutowej gadki – mruknęła Ludmiła.
- To bardzo dobrze.
– Jej partner nie zwracał uwagi na jej słowa. – Możemy już
iść?
- Możecie iść od
dwudziestu minut – przypomniałam mu.
- I właśnie teraz
pójdziemy.
Maxi podszedł do
mnie i pocałował mnie w policzek, a Fede pożegnał się z
blondynką.
Później wyszli
zamykając za sobą drzwi. Chwilę później usłyszeliśmy warkot
samochodu wyjeżdżającego z podwórka.
Ruszyłyśmy do
salonu.
- To co? –
Usiadłam wygodnie na fotelu. – Co będziemy robić?
- A co proponujesz?
– Uśmiechnęła się. – Ty tutaj jesteś gospodynią.
- Gospodynią? –
zaśmiałam się. – Jak chcesz. Ale naprawdę nie wiem… Nie ma
żadnego ciekawego zajęcia. Możemy co najwyżej pooglądać
telewizję.
- Niech będzie –
westchnęła, biorąc do ręki pilota.
Włączyła
telewizor i naciskając po kolei wszystkie przyciski, szukała czegoś
odpowiedniego. Jednak nic nie było. Tu jakieś romanse, tu komedie,
albo teleturnieje… Nic.
- Chyba, że
obejrzymy jakiś film z płyty – odezwałam się.
- A macie cos?
- Coś jest… -
mruknęłam. – Poszukaj w szufladzie, a ja pójdę nam zrobić coś
do picia, okey?
Po otrzymaniu jej
zgody ruszyłam do kuchni.
Wyciągnęłam z
szafki dwie szklanki i nalałam do nich soku. Wzięłam dodatkowo
jakieś chipsy, które znalazłam w szafce i wróciłam do salonu.
- Znalazłaś coś?
– Postawiłam to wszystko na stole.
- Jeszcze nie…
Spojrzałam na nią.
Kiedy tylko nasze oczy się spotkały, ona wstała i podeszła do
mnie z jakąś kartką w ręce.
- Co to jest? –
spytała.
Chciałam wziąć ją
od niej, jednak odsunęła ją od siebie tak, że nie mogłam do niej
sięgnąć.
- Nie powiem ci co
to jest, póki tego nie zobaczę – powiedziałam patrząc na nią
jak na głupią.
- Nie wiesz co to
jest? – Pokręciłam przecząco głową. – To ja ci powiem. –
To są wyniki ze szpitala.
Zamarłam.
Moje wyniki? Jak
ona… Ach tak… Oczywiście mądra ja musiała zostawić je w tej
szufladzie… Jak ja mogłam być taka nieuważna? Przecież Maxi w
każdej chwili mógł ją otworzyć i zobaczyć…
Ale skoro nie on,
musiał to zrobić ktoś inny. W tym przypadku Ludmiła.
- Oddaj to. –
Wyciągnęłam w jej kierunku rękę. – Ludmiła, powiedziałam
oddaj.
- Nie, dopóki mi
nie powiesz dlaczego ja o niczym nie wiem.
W jej oczach
widziałam smutek. Ból. Cierpienie.
Przeczytała.
Zdążyła.
- To nie jest moje –
próbowałam wybrnąć z sytuacji.
- A czyje?
- Mojej… mojej
cioci… - skłamałam.
- Nie żartuj sobie
ze mnie, Natalia – powiedziała zdenerwowana. – Dobrze wiesz, że
cała twoja rodzina nie żyje. Ja też o tym wiem.
- Powiedziałam
cioci? – spytałam. – To jest mojej mamy. Zatrzymałam to.
- Twojej mamy?
Podniosła kartkę
do oczu. A ponowna próba wyrwania jej z rąk mojej przyjaciółki
znów spełzła na niczym.
- Tutaj pisze
Natalia Navarro – rzekła. – Ty jesteś Natalia Navarro. Nie
oszukuj mnie.
- Nie oszukuję cię.
Podała mi kartkę.
Wskazała najpierw napis „Natalia Navarro, lat dwadzieścia pięć”
a później „Badania na 99,9 % potwierdzają nowotwór piersi”.
- Pomyłka? –
spytała. – Nie wydaje mi się.
- Skoro widzisz, to
po co pytasz? – Wyrwałam jej wyniki z ręki. – Muszę powtarzać?
Posłała mi smutne
spojrzenie. Złapała mnie za ramię.
- Usiądźmy.
Zajęłyśmy miejsca
na sofie, obok siebie. Wbiłam swój wzrok w kolana, chcąc uniknąć
spojrzenia Ludmiły przeszywającego mnie na wylot.
- Wytłumaczysz mi
to? – odezwała się.
- Ale co ja mam ci
tłumaczyć? – Mój głos był cichy.
Nastała chwila
ciszy.
- Dlaczego nic mi
nie powiedziałaś?
- Nie chciałam cię
martwić.
- Jestem twoją
przyjaciółką, Naty – przypomniała mi. – Skoro Maxi wie, to ja
chyba też mam prawo.
Spojrzałam na nią
niepewnie.
- Maxi… -
zaczęłam. – Maxi nic nie wie.
Zdziwiła się.
- Jak to nic nie
wie? – spytała. – Nata, co ty wygadujesz?
- Prawdę –
odparłam. – On nic nie wie i tak ma zostać. Rozumiesz?
- Nie, nie rozumiem
– zaprzeczyła. – Mam rozumieć, że go okłamałaś?
- Nie okłamałam –
broniłam się. – Po prostu mu o tym nie powiedziałam. To nie
kłamstwo.
- A właśnie, że
tak – rzekła. – To jest nawet gorsze od kłamstwa. Pomyśl, jak
się będzie czuł, kiedy się dowie.
- Ale on się nie
dowie! – Podniosłam głos. – Robię to dla jego dobra!
- Dla jego dobra?
Dla jego dobra go okłamujesz? Przecież i tak wszystko wyjdzie na
jaw, kiedy zaczniesz się leczyć!
Nie odpowiedziałam.
Odezwałam się dopiero po chwili.
- Nie będę się
leczyć.
Zdrętwiała.
Takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Ale ja zdania nie
zmienię.
- Przepraszam, co
powiedziałaś?
- Że nie będę się
leczyć – powtórzyłam.
- Poczekaj, czegoś
tu nie rozumiem… - przerwała na moment. – Jesteś chora, czy
nie?
- Jestem.
- Więc jak to, nie
będziesz się leczyć?
- Normalnie. –
Wzruszyłam ramionami. – Nie będę. I już.
- A możesz podać
mi jeden, konkretny powód twojej głupoty?
Nie zwróciłam
uwagi na dwa ostatnie słowa.
- Moja mama się
leczyła – wyjaśniłam – i jej to nie pomogło. Dwa ostatnie
miesiące życia spędziła w szpitalu na chemioterapii, a i tak nie
żyje…
- Chciałam ci tylko
przypomnieć – Pochyliła się ku mnie – że kiedy u twojej mamy
wykryto raka, było to już końcowe stadium. Nawet ty wiesz, że nie
miała już szans.
- To nie ma
znaczenia – rzekłam. – Ja już podjęłam decyzję.
Nastała cisza,
którą przerywało tylko brzęczenie muchy. W końcu Ludmiła
odezwała się.
- Ty nie myślisz
racjonalnie.
- Możliwe.
- Maxi musi się
dowiedzieć – stwierdziła.
- Nie powiem mu.
- Jeśli nie zrobisz
tego ty, zrobię to ja.
- Nie odważysz się.
- Jesteś pewna?
Spojrzałam na nią
uważnie. Mogła to zrobić. Znałam ją.
- Tylko spróbujesz…
A koniec z naszą przyjaźnią.
Widocznie ją
zszokowało, ponieważ nie odpowiedziała nic. W jej oczach widziałam
ból.
- Jak możesz tak
mówić? – spytała cicho.
Może i nie
powinnam. Może i przesadziłam. Może i nie byłam jej warta. Ale
nie zmienię tego.
- Po prostu nie
chcę, żeby ktokolwiek wiedział – szepnęłam. – Skoro już ty
się dowiedziałaś… Nic na to nie poradzę. Ale masz nikomu nie
mówić. Ja sama im powiem, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.
Pokiwała powoli
głową.
W moich oczach
zebrały się łzy, które po chwili spłynęły po moich policzkach.
Płakałam. Znów.
Ludmiła przysunęła
się do mnie i przytuliła mnie do siebie.
- Lecz się –
poprosiła krótko.
- Nie – ucięłam.
- Dla niego… I dla
swojej mamy. Ona chce, żebyś żyła.
- Chcę być razem z
nią.
- Maxi cię
potrzebuje – przypomniała mi. – Jeśli go choć trochę kochasz,
to zgłoś się do szpitala.
- Kocham go, ale…
Ale nie chcę się leczyć – załkałam.
- Zastanów się nad
tym. Nad tym, i nad swoim życiem, które jest warte więcej niż ci
się wydaje, Natalia…
Wyciągnęłam z
pralki ostatnie rzeczy i włożyłam je do miski. Stanęłam na nogi.
Chciałam wyjść z łazienki, jednak zatrzymał mnie silny zawrót
głowy.
Oparłam się o
framugę drzwi chcąc odczekać tą sytuację. Po chwili
ustabilizowałam się i ruszyłam przed siebie.
Minęły już
kolejne dwa tygodnie, a ja ciągle nie powiedziałam nic Maxiemu.
Wcisnęłam mu kit o tym, że lekarz zadzwonił na telefon i
powiedział, że nic mi nie dolega. Na początku nie wierzył,
później jednak się przekonał. Przestał drążyć temat.
A ja z każdym dniem
czułam się coraz gorzej. Wiedziałam, że jest to tylko i wyłącznie
moja wina. W końcu rak to rak. Nie jest on przeziębieniem czy
grypą, która czasami sama przechodzi. Jego trzeba leczyć.
Wiedziałam o tym, jednak miałam swoje zdanie, którego nie
zamierzałam zmienić.
Sytuacja z Ludmiłą
nie wyglądała za ciekawie. Nikomu wprawdzie nie powiedziała, ale
wiele razy rozmawiałyśmy o tym. Ona próbowała mnie przekonać,
ale ja byłam nieczuła na jej prośby. Bałam się, że kiedyś się
wygada. Ale nie miałam innego wyboru, jak tylko jej zaufać.
Weszłam do salonu.
Zobaczyłam mojego partnera układającego rzeczy w szafkach i
szufladach.
- Gdzie jest
suszarka? – Postawiłam miskę z praniem na fotelu.
Maxi podniósł
głowę i spojrzał na mnie.
- Poczekaj chwilę,
przyniosę.
Wstał z podłogi i
skierował się w stronę schodów. Wbiegł szybko na górę, aby po
chwili wrócić z metalową suszarką na ubrania pod pachą.
Postawił ją przede
mną. Podziękowałam mu i zaczęłam swoją robotę, a on wrócił
do dalszego porządkowania różnych rzeczy.
Usiadłam na sofie
przysuwając suszarkę bliżej siebie.
Powoli i leniwie
wyciągałam z miski kolejne ubrania i wieszałam je na drutach.
Rozmyślałam przy tym o wszystkim i o niczym. I pewnie rozmyślałabym
tak dalej, gdyby nie głos Maxiego, który przywrócił mnie do
rzeczywistości.
- Naty… - zaczął.
– Mówiłaś, że wyniki nie przyszły.
Zdrętwiałam,
jednak po chwili się opanowałam.
- Bo nie przyszły…
- odparłam niepewnie.
- Ja tutaj widzę co
innego.
Oderwałam wzrok od
suszarki i przeniosłam go na mojego chłopaka, który teraz stał
przede mną.
Podniosłam się na
nogi.
- Okłamałaś mnie?
– spytał.
Pokręciłam
przecząco głową.
Znów to zrobiłam.
Znów zostawiłam wyniki na wierzchu. Znów wszystko mogło się
wydać przez moja głupotę.
- Oddaj to. –
Wyciągnęłam rękę po kartkę.
- Nie –
zaprzeczył. – Najpierw mi wszystko wytłumaczysz.
Jego głos był
stanowczy, a w jego oczach widziałam upór, ale i złość. Nie
dziwiłam mu się. Ja na jego miejscu na pewno zachowałabym się
podobnie.
Podeszłam bliżej
niego i wyrwałam mu kopertę z ręki, zanim on zdążył zareagować.
Odwróciłam się do
niego tyłem. Ruszyłam szybkim ruchem do kuchni, jednak Maxi dogonił
mnie.
Złapał mnie za
rękę i pociągnął do tyłu. Oparł mnie plecami o ścianę i
chwycił mocno mój nadgarstek, jednocześnie wyrywając z mojej
dłoni kartkę. Posłał mi ostrzegawcze spojrzenie, a ja spuściłam
głowę i wbiłam wzrok w podłogę.
Teraz nie było już
odwrotu. Musiał się o wszystkim dowiedzieć. Wiedziałam, że nie
będzie już tak prosto jak wcześniej.
- Co to jest? –
spytał, kiedy skończył czytać.
Nie podniosłam
wzroku. Nadal uporczywie wpatrywałam się w swoje stopy.
- Natalia, pytam, co
to jest?! – Podniósł głos.
- To co widzisz.
W moich oczach
zebrały się łzy. Próbowałam je hamować, jednak nie dawało to
rezultatu.
- Spójrz na mnie. –
Nie zareagowałam. – Powiedziałem, spójrz na mnie!
Wzdrygnęłam się.
Nigdy nie widziałam go tak złego. Nigdy na mnie nie krzyczał.
Powoli i z wahaniem
podniosłam głowę. Moje oczy powędrowały na jego twarz. Nie
umiałam odczytać, co ona wyraża.
- Wyjaśnij mi to.
Po moich policzkach
spłynęły łzy, jednak jego najwidoczniej to nie wzruszało.
- Nie wiedziałam
jak ci powiedzieć…
- Czego nie
wiedziałaś?! – krzyknął. – Łatwiej było mnie okłamać?
- Bałam się jak
zareagujesz.
- A jak mam
zareagować?!
Wyrwałam swoją
dłoń z jego uścisku.
- Nie krzycz na mnie
– poprosiłam i ponownie schyliłam głowę.
Nastała cisza.
Słyszałam tylko jego oddech, oraz szybkie bicie mojego serca.
Poczułam, jak chwycił mnie za ramię i pociągnął z powrotem do
salonu. Posadził mnie na fotelu, a sam kucnął obok niego.
- Dlaczego mi nic
nie powiedziałaś? – spytał cicho i spokojnie.
Przełknęłam
głośno łzy. Chwycił moją rękę.
- Co byś zrobił…
- zaczęłam – gdybyś dowiedział się, że to ty jesteś chory?
Powiedziałbyś mi?
Spojrzałam na
niego. Zagłębiłam się w jego oczach. Czekałam na odpowiedź. Po
chwili pokręcił przecząco głową.
- A dlaczego?
- Nie chciałbym cię
martwić.
- No właśnie.
Przygryzłam wargę.
- Nie przekręcaj,
Natalia. – Potrząsnął przecząco głową. – Tutaj nie chodzi o
mnie, tylko o ciebie.
Ponownie wbiłam
wzrok w swoje kolana.
- To nic takiego.
W tym momencie
zdrętwiał. Nie wiedziałam o co chodzi, jednak bałam się podnieść
głowę.
- Możesz to
powtórzyć? – Usłyszałam.
- To nic takiego.
Podniósł moją
głowę tak, że patrzyłam prosto ja na jego twarz.
- Przeczytaj to –
rozkazał podsuwając mi kartkę pod nos. – Przeczytaj.
Wzięłam do ręki
papier.
- Badania na 99,9 %
potwierdzają nowotwór piersi.
- A teraz powtórz
to, co powiedziałaś przed chwilą. – Odłożył ją na stół.
Spojrzałam na niego
niepewnie.
- To nic takiego…
- rzekłam trzeci raz.
- Czy rak to nic
takiego? – spytał. – No, pomyśl. Czy rak piersi to zwykła
choroba?
- No… Nie.
- Widzisz.
Znów nastała
chwila ciszy. Patrzyłam załzawionymi oczami na mojego chłopaka
znajdującego się naprzeciw mnie. Moje serce biło jak szalone, z
czoła spływał pot, a moje ręce trzęsły się jak galareta.
- Dlaczego mi nie
powiedziałaś? – Ponowił pytanie.
- Bałam się twojej
reakcji… - szepnęłam. – Na początku nie wiedziałam jak ci to
powiedzieć, a później było już za późno.
- Nigdy nie jest za
późno na takie rzeczy. – Pogłaskał mnie po policzku. – Lekarz
mówił, kiedy zaczynasz leczenie?
Nabrałam powietrza
w płuca, aby po chwili znowu je wypuścić.
- Nie będzie
żadnego leczenia.
- Otwórz te drzwi!
– Usłyszałam krzyk. – Natalia, otwieraj! W tym momencie!
Podeszłam do komody
i wyjęłam z szuflady kolejną paczkę chusteczek. Wyciągnęłam
jedną i wytarłam łzy spływające po moich policzkach.
Maxi od
kilkudziesięciu minut walił w drzwi do naszej sypialni. Po tym, jak
mu powiedziałam, że nie zamierzam się leczyć, bardzo, ale to
bardzo się rozzłościł. Nie chciałam wpuścić go do pokoju. Nie
chciałam, aby mnie przekonywał. Ja nie zmienię zdania.
- Jeżeli w tym
momencie nie otworzysz, to dzwonię po Leona!
Następna osoba
miała dowiedzieć się o tym, że jestem chora. Nie powiedziałam
nawet mojemu najlepszemu przyjacielowi. Z Leonem znałam się od
dziecka i nigdy nie miałam przed nim tajemnic. Oprócz tej. Ale mówi
się trudno.
- Nie pozostawiasz
mi wyboru! – wrzasnął. – Może on przemówi ci do rozsądku.
Zbiegł po schodach
na dół. Nastała cisza.
Wbiłam wzrok w
krajobraz za oknem.
Dlaczego ja? Czemu
właśnie mnie to spotkało? Ledwo otrząsnęłam się po śmierci
mojej mamy, a nagle dowiaduję się, że ja sama jestem chora. Na to
samo co ona.
Gdyby nie to, że
jej leczenie nie pomogło, pewnie zgłosiłabym się na
chemioterapię. Ale to już przesądzone. Wolę spędzić te ostatnie
miesiące w domu, z przyjaciółmi, a nie w szpitalu podłączona do
jakichś rurek i urządzeń…
Poza tym… Tęsknię.
Tęsknię za moją mamą. Ona była dla mnie najważniejszą osobą,
wciąż tak strasznie mi jej brakuje. A tam u góry… Tam ją
spotkam. Z nią będę szczęśliwa.
Ponownie usłyszałam
tupot stóp. Ktoś wbiegł po schodach. Po chwili rozległo się
pukanie do drzwi.
- Naty… Otwórz,
Natalia – powiedział ktoś.
Rozpoznałam głos
mojego przyjaciela. Powoli podeszłam do drzwi.
- Leon…?
- Wpuść mnie, Nata
– poprosił.
Oparłam się o
ścianę. Z wahaniem podniosłam rękę i już chciałam nacisnąć
klamkę, jednak w porę się cofnęłam.
- A… A gdzie jest…
Gdzie on jest?
- Na dole –
odparł. – Nie bój się, jestem tylko ja. Otwórz drzwi.
Powoli przekręciłam
klucz w zamku i otworzyłam pokój. Do środka natychmiast wszedł
Leon. Spojrzał na mnie, po czym zamknął drzwi. Chwycił mnie za
rękę i pociągnął w stronę dużego łóżka.
- Nie próbuj mnie
do niczego namówić – zastrzegłam siadając. – Słyszysz, Leon?
Jego twarz wyrażała
smutek i ból.
- Myślałem, że
mówimy sobie wszystko – rzekł.
- O tym nie wiedział
nikt… - odparłam cicho. – Nikt prócz… Prócz Ludmiły.
- Ale mi nie
powiedziałaś?
- Ona sama się
dowiedziała – wytłumaczyłam. – Znalazła wyniki…
- Pokaż je.
Wstałam i powoli
podeszłam do biurka. Na samym wierzchu leżała biała koperta z
adresem moim i adresem szpitala.
Podałam mu ją.
Wyjął z niej kartkę patrząc na mnie uważnie.
Zaczął czytać
wszystkie zdania wydrukowane czarnymi literami. Jego wyraz twarzy
zmieniał się z każdą linijką.
- Nie rozumiem
dlaczego nie chcesz się leczyć – powiedział nie podnosząc
głowy.
Ogarnęłam włosy
spadające mi na twarz i położyłam się, nie udzielając mu
odpowiedzi. Wytarłam łzę spływającą mi po policzku?
- Chcesz wiedzieć
co sądzę? – spytał. – Ale tak szczerze?
- Oczywiście –
zgodziłam się. – Mów.
Zbliżył się do
mnie. Usiadł po turecku obok mnie tak, ze doskonale widziałam jego
twarz.
- Myślę, że
jesteś głupia i nierozsądna – rzekł. – Zachowujesz się jak
kilkuletnie dziecko, któremu zabrano zabawkę. Jesteś uparta jak
osioł lub co gorzej – jak nastolatka. W ogóle nie myślisz.
Sądziłem, że jesteś mądrzejsza.
Przekręciłam się
na bok tak, że leżałam teraz tyłem do niego. Usłyszałam jak
wstaje i klęka po drugiej stronie łóżka, czyli zaraz obok mnie.
- Taka jest prawda.
Zamknęłam oczy, z
których nadal płynęły łzy.
- Jesteś moim
przyjacielem, czy nie, do cholery? – wycedziłam przez zaciśnięte
zęby.
- Jestem twoim
przyjacielem, dlatego próbuję ci przemówić do rozsądku.
- Ale ja nie zmienię
zdania!
Wtuliłam twarz w
poduszkę, która natychmiast stała się cała mokra.
- Pomyśl logicznie.
– Położył rękę na moich plecach. – Co ci to da? No,
odpowiedz mi, Naty.
- Co mi to da? –
Nadal na niego nie spojrzałam. – Będę z moją mamą. Będziemy
już zawsze razem…
- A Maxi? A ja,
Ludmiła i reszta?
I właśnie to był
największy problem. Tam, u góry była moja mama, ale tutaj byli
wszyscy, których tak kochałam, bez których również nie
wyobrażałam sobie życia.
Moje życie było
teraz bez sensu. Zagubiłam się w labiryncie i nie umiałam znaleźć
z niego wyjścia. To wszystko było ponad moje siły.
Wyciągnęłam rękę
chcąc chwycić dłoń mojego przyjaciela. Złapałam go i
przyciągnęłam bliżej siebie, po czym przytuliłam się do niego.
- Nie, Leon –
szepnęłam. – Przestań. Jestem na to za słaba.
- Bo nie chcesz być
silna – odparł. – To tylko twoja wina.
- Nie… Ja nie
potrafię…
- Wszystko
potrafisz. Wystarczy tylko trochę się postarać.
- To nie dla mnie…
Ja już nic nie zdziałam…
Nikła w oczach. Z
każdym dniem była coraz słabsza. Nie chciała jeść, nie chciała
pić. Cierpiała. Lekami przeciwbólowymi próbowała załagodzić
wszystko, co jej przeszkadzało. Potrafiła spać do godziny
czternastej, aby o dwudziestej znów położyć się do łóżka. Nie
dbała o siebie, nigdzie nie wychodziła. Nie rozmawiała za dużo,
wolała milczeć. Od kilku tygodni nie miała w rękach gitary, nie
zagrała, nie zaśpiewała. W jej oczach widziałem tylko ból i
smutek, który co chwila zwiększał się, nie pozwalając jej na
normalne funkcjonowanie.
Chciałem jej pomóc.
Widziałem, jak zatracała się w swoich myślach, ale ja nie mogłem
nic zrobić. Nie dopuszczała mnie do siebie, unikała mnie jak
ognia. Powoli zamykała się w sobie. Nikt nie mógł jej przekonać
do zmiany decyzji, nie pozwalała na to. Cierpiałem razem z nią.
Moje serce krajało się, ilekroć widziałem łzy na jej policzkach.
Płakała często i wcale się z tym nie kryła. Gdybym tylko mógł,
wziąłbym to wszystko na siebie, byleby tylko ona znów zaczęła
się cieszyć.
Ktoś zapukał do
drzwi. Ona jednak nawet nie drgnęła nadal siedziała z podkulonymi
nogami na sofie i wpatrywała się w krajobraz za oknem. Nie
reagowała na nic.
Podniosłem się z
fotela i ruszyłem aby otworzyć.
Za progiem stała
wysoka, blondwłosa kobieta. Przywitałem się z nią, po czym
wpuściłem ją do środka.
- Natalia –
odezwałem się. – Natalia, pani do ciebie.
Moja dziewczyna
odwróciła powoli głowę w naszą stronę. Nie odezwała się
jednak.
- Dzień dobry,
nazywam się Valeria Barney i jestem psychologiem.
Na twarzy Naty
wyjawiły się nieznane mi uczucia.
- Przepraszam, kim?
Blondynka spojrzała
na mnie, a w moim wzorku wyczytała zapewne bezradność.
- Jestem
psychologiem – powtórzyła. – Chciałabym z panią porozmawiać
i pani pomóc.
Dziewczyna oparła
głowę o zagłówek i zamknęła oczy.
- Kto to wymyślił?
– Zamknęła oczy. – Ty, Maxi? Chcesz mnie zdenerwować?
- Chcę ci pomóc –
poprawiłem ją. – Martwię się o ciebie.
- Nie chcę pomocy –
zaprzeczyła. – Nie chcę pomocy, nie chce żadnego przekonywania i
nie chcę rozmowy z jakąś obcą babą, która uważa, że wszystko
jest takie proste. Chce być sama, chce umrzeć w spokoju i dołączyć
do mojej mamy.
Przerażała mnie
coraz bardziej. Nie panowała nad sobą, nie wiedziała co mówi.
Bałem się o nią, tak strasznie się bałem…
- Ale, proszę pani,
ja…
- Nie! – przerwała
jej. – Nie chcę niczego słuchać! Nikt mi nie pomoże, rozumie
pani? – krzyczała. – Proszę stąd wyjść! Proszę wyjść z
mojego domu!
Kobieta spojrzała
na nią smutno, jednocześnie ruszając z powrotem do wyjścia.
Poszedłem za nią.
- Przepraszam –
rzekłem przy drzwiach. – Nie wiedziałem, że się tak zachowa.
Bardzo mi przykro.
Ona uśmiechnęła
się pocieszająco.
- Niech pani nie
przeprasza, to nie pana wina – odparła. – Pana partnerki również
nie. Jednak potrzebuje ona pomocy, i to natychmiastowej. Zarówno
fizycznej jak i psychicznej. Nie można tego lekceważyć.
- Nie lekceważę –
powiedziałem. – Ale sama pani widzi, co się z nią dzieje. Nie
wiem, jak na nią wpłynąć.
- W tym przypadku
nie można czekać na nią, trzeba działać samemu – poradziła
mi. – Niech pan spróbuje. Na pewno pan nie pożałuje, a być może
uda się panu ją przekonać.
W tym momencie
odwzajemniłem uśmiech.
- Dziękuję pani za
fatygę. – Skinąłem głową. – I jeszcze raz przepraszam.
- Nie ma za co –
odpowiedziała. – Bardzo miło było mi pana poznać, do widzenia.
- Do widzenia.
Zamknąłem za nią
drzwi, po czym wolnym krokiem udałem się do salonu.
Usiadłem obok Naty.
Dlaczego właśnie
ona? Przecież niczym nie zawiniła. Kocham ją najbardziej na
świecie i nie mogę pozwolić, by coś się jej stało. Jest dla
mnie całym światem.
Postawił przede mną
talerz z jedzeniem. Nie odwróciłam się. Nadal wpatrywałam się w
wyłączony telewizor.
- Zjedz to –
usłyszałam czyjś głos.
- Nie mam ochoty –
odparłam cicho.
- Nie pytam, czy
masz ochotę. Masz to zjeść.
Powoli odwróciłam
głowę w jego stronę. Spojrzałam w jego oczy.
- Nie rozumiesz, że
nie jestem głodna? – spytałam.
- Wierzyłem w to,
kiedy nie chciałaś jeść przez kilka godzin – rzekł. – Po
kilku dniach nie wierzę.
- To już twój
problem.
Z powrotem wlepiłam
wzrok w czarny ekran. Nie miałam nic innego do roboty.
Moje życie całkiem
się posypało. Jestem chora, a niedługo umrę. Umrę i nie będę
nikomu zawadzać. Maxi będzie mógł znaleźć sobie inną
dziewczynę, taką, która rzeczywiście da mu szczęście i której
nie będzie mógł niańczyć całymi dniami.
Westchnęłam
głęboko.
- Co ty mówisz?
Ponownie moje oczy
powędrowały na mojego chłopaka. Jego twarz wyrażała ból i
cierpienie. Czyżbym powiedziała to na głos?
- Jak możesz tak
myśleć? – spytał.
- Taka jest prawda –
szepnęłam i zamknęłam oczy.
Poczułam jego rękę
ujmującą moją dłoń.
- Naty… Otwórz
oczy – poprosił. – Spójrz na mnie.
Uparcie
powstrzymywałam łzy zbierające się pod moimi powiekami.
Podniosłam je i skierowałam wzrok na niego.
- Nigdy tak nie myśl
– rzekł. – Nie możesz tak myśleć, rozumiesz?
- Maxi… - zaczęłam
cicho. – Ale zastanów się sam… Nie chciałbyś jakiejś
dziewczyny na wzór… Na przykład Violetty, Camili czy nawet
Franceski? Takiej, której nie musiałbyś pilnować na każdym
kroku? Z którą byłbyś naprawdę szczęśliwy?
Chwycił mnie za
nadgarstki i przyciągnął do siebie.
- Nie –
zaprzeczył. – To ciebie kocham. Ciebie i nikogo więcej. Kocham
cię nad życie. Jesteś dla mnie wszystkim, Nata. Nie chcę żadnej
innej dziewczyny, chcę tylko ciebie. Żadna nigdy nie dorówna ci
ani urodą, ani charakterem. Ty jesteś najwspanialsza na świecie.
Jesteś moim życiem. Bez ciebie nic nie byłoby takie samo. Nie
przeżyłbym bez ciebie. Może i muszę cię pilnować… Ale to
dlatego, że się o ciebie boję. Dlatego, że boję się, że coś
może ci się stać. Jesteś już taka słaba… Nie chcę cię
zostawiać. Uwielbiam spędzać czas przy tobie, wtedy płynie on tak
szybko, i to nawet wtedy, kiedy siedzisz zapatrzona w wyłączony
telewizor i nie zwracasz na mnie uwagi. Uwielbiam całą ciebie, bez
żadnego wyjątku. Po prostu… kocham cię. Kocham cię jak nikogo
innego.
Otarł łzę
spływającą po moim policzku.
- Jestem
beznadziejna…
Pociągnął mnie
bliżej siebie. Wtuliłam się w jego pierś.
- Nieprawda. Jesteś
najlepszym co mnie w życiu spotkało…
Okey,
i jest druga część :) Ocenę pozostawiam wam, mi się tak jakoś
średnio podoba :D Ostatnia część prawdopodobnie za tydzień xD
Chciałam
wam jeszcze powiedzieć, że skończyły mi się ferie, a w szkole
nawał. Wczoraj w ogóle mnie nie było na komputerze, dzisiaj
nadrabiam wszystkie blogi, weszłam dopiero niedawno :/
Nie
wiem czy wiecie, ale 3 chyba była trzymiesięcznica mojego bloga :)
Dziękuję wam za wszystkie wejścia, komentarze i obserwatorów
<33333 I za prawie 100 taków xD
Zaistniała
pewna niemiła sytuacja.
Na
blogu Patrycji [http://violettamojedrugieja.blogspot.com/]
pod ostatnim postem pojawił się niemiły komentarz. Jakiś anonim
podszywał się pode mnie w nie najprzyjemniejszy sposób.
Chciałam tylko powiedzieć, ze ja tego nie napisałam, naprawdę.
Mam nadzieję, że mi wierzycie :)
Przepraszam
cię Patrycja, to naprawdę nie ja :(
Jutro
na moim drugim blogu pojawi sie kolejny rozdział na którego
serdecznie zapraszam :D
Chyba
o niczym nie zapomniałam xD
Kocham
was <3333333

Hej, hej *.*
OdpowiedzUsuńOP mi się bardzo, bardzo podoba <3
Naty idź sie leczyć ty musisz żyć! :CC
Biedna Naty cierpi, Maxi też :CC
Jak go czytałam miałam ciarki, bałam się co sie może wydarzyć xD
OP Jest niesamowity <3 Naprawdę <3
Genialny pomysł <3
Masz talent, może oddałabyś mi go tak troszeczkę? Tobie i tak dużo go zostanie xD
Ty wiesz że ja Ci wiarze co do sprawy z tym anonimem.
Skąd się biorą tacy ludzie w ogóle?? Nie mają nic lepszego do roboty? Wkurzające -,-
Gratuluje obserwatorów, wyświetleń i wszystkiego innego na co tak bardzo zasłyżyłaś <3
Pozdrawiam, czekam na kolejną wspaniałą część i życzę weny <3
Gracias <3
UsuńCudo, cudo, cudo *-*
OdpowiedzUsuńNo i smuteczeq :c
Naty, do cholery jasnej! Idź się leczyć ;-;
Jak ona umrze to ja ją chyba dobiję!
Nie no bez przesady, trochę mnie emocje ponoszą i się popłakałam ;/
Jesteś cudowna i nie rozumiem po co ten anonim się pod ciebie podszywał, gdybym się dowiedziała, kto to taki, no to zakończenie nie byłoby za fajne dla niego bądź niej -.-
Ode mnie na razie tyle i muszę wziąć się za napisanie do końca tego swojego parta -_-
Besos ;*
Gracias <3333
UsuńI leć pisać swojego parta xD
Wierze ci , że ty nie napisałaś tego chamskiego komentarza :)
OdpowiedzUsuńDruga część po prostu piękna brak mi słów
Niech Naty się leczy na ziemi ją potrzebują np : taki Maxi , który kocha ją ponad życie
Gratulacje komów i wyświetleń :D
Czekam na ostatnią część jak i na kolejny rozdział na twym drugim blogu w niecierpliwością :)
Gracias, a rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj :*
UsuńCudo *-*
OdpowiedzUsuńJa płacze ;_; To bylo takie piękne i wzruszające <3
Mam nadzieję że Naty wkońcu zacznie się leczyć :)
Pozdrawiam
Nika <3
Ej, nie płakaj xD
UsuńGracias <33
cudowne ;*
OdpowiedzUsuńdlaczego Naty nie chce się leczyć? :(
mam nadzieję, że niedługo zmądrzeje i zacznie się leczyć...
z niecierpliwością czekam na 3 część i na rozdział na drugim blogu.
ps. i ja ci wierzę, że nie napisałaś tamtego komentarza ;)
//Nati
Gracias, gracias <333
UsuńOleńko!
OdpowiedzUsuńTy bardzo dobrze wiesz, że cię uwielbiam, prawda?
W twoim wykonaniu każda historia jest wspaniała, a Naxi to już szczególnie. ♥
Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania, naprawdę. <3
Ja też cię uwielbiam, dziękuję :)
UsuńI kolejny wspaniały Part w Twoim wykonaniu. :)
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać,że Naxi jest jedną z moich ulubionych par a ty dodajesz im swoistego uroku. :3 Natalia jest Natalią. Okropnie uparta,zawzięta. A Maxi... Kochany i uroczy. ^^
Co tu dużo mówić. OP jak zwykle daje do myślenia. W pewnym sensie muszę przyznać,że rozumiem Naty i jej postawę. Chemioterapia nie należy do przyjemnych rzeczy i wcale nie daje 100% pewności na wyzdrowienie. To uzasadnione,że się boi. Ja też bym się bała. Ale tu nie o mnie chodzi. :P
Dobrze wiesz,że to u góry jest wspaniałe i niepowtarzalne. Piszesz świetnie. I jestem pewna,że jesteś inspiracją dla wielu osób. (w tym także i mnie):*
Pozdrawiam Soph ♥
Ja inspiracją? xD No dziękuję :*
UsuńJaki cudowny shot *.* Moze troche denerwowało mnie zachowanie Naty, ale tak poza tym, to swietnie. Czemu ona sie nie leczy?! Mam nadzieje, że po tym, co powiedzial jej Maxi, zgodzi sie na to leczenie.
OdpowiedzUsuńPiszesz przewspaniale, co i tak już pewnie wiesz xd Sophie dobrze mowi, że jesteś inspiracją- polać jej ;D
Pozdrawiam ;*
Gracias <3
UsuńWspaniałe opowiadanie!
OdpowiedzUsuńPrawie się popłakałam - powstrzymałam się , jakoś!
Masz ogromny talent! Nie mogę się doczekać , kolejnej części!
Pozdrawiam Klaudia :*
Dziękuję :*
UsuńJeeeej.
OdpowiedzUsuńTo było takie... takie... piękne. Prawdziwe i wzruszające.
Matko ! Niech Naty zacznie sie leczyć. Współczuję Maxi'emu. Rozumiem go !
Naty jest uparta i to bardzo, ale Maxi musi być jeszcze bardziej uparty.
Maxi jest taaaki opiekuńczy i troskliwy. Maxi jest wzorem dla innych chłopaków ;D
Ubustwiam tego bloga. Są tu takie historie z życia wzięte. I chcę Ci za to bardzo podziękować.
Liczę, że kolejna część przyniesie rezultaty dla Naty i zacznie racjonalnie myśleć.
Najbardziej ze wszystkich PAR kocham NAXI <333
Piszesz tak cudownie, jejku dziewczyno chcę twój talent *_*
Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
Pozdrawiam <3
Ty nie masz za co dziękować, ja dziękuję :)
UsuńPiękne, idealne, Perfecto <3
OdpowiedzUsuńWzruszyło mnie !
Oddaj swój talent, mam kompleksy na prawde
Czekam na następne ;)))))
Jenna
Cudowny Part <33
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł, świetnie napisany !
Boski ! Czekam na ostatnią część :D
Chciałabym wszystkim opowiedzieć jak to się skończy, ale tego nie zrobię i nie zdradze twojego cudownego zakończenia :) Kocham no po prostu kocham czytać twoje Party i już nie moge sie doczekać Leonetty <333333
Buziaki ~Weronika~
A spróbowałabyś chociaż słowo powiedzieć! xD
UsuńKocham <3333333
Ola, to było genialne <333
OdpowiedzUsuńCzytałam twojego parta w nocy, ale nie dałam rady skomentować, bardzo przepraszam :(
Normalnie, się poryczałam, na prawdę <3
Dlaczego Naty nie chce się leczyć?
Rozumiem Maxiego, też bym była na maxa wściekła :)
Mam nadzieję że ta wspaniała historia skończy się dobrze, bo wiesz że ja baaaaaardzo uwielbiam szczęśliwe zakończenia szczególnie u Naxi <3
Normalnie, nie mogę doczekać się już ich w serialu, szkoda że teraz będzie przerwa i znowu musimy czekać, no ja nie wytrzymam :) Ja nie mogę zabrać się do napisania rozdziału, cały czas tkwię w jednym punkcie i nie umiem się zebrać :(
Czekam z wielką niecierpliwością na ostatnią część :) A właśnie całkowicie wierzę ci w tej sprawie z anonimem :)
Uwielbiam cię <333
Ania
suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper :D
OdpowiedzUsuńSiadam sobie wieczorem na kompa, patrzę a tu rozdział u Ciebie! <3
OdpowiedzUsuńNa początek: Co ta Naty wyprawia? Jak to nie chce się leczyć?!
Totalnie jej odbiło, a co z Maxim, co z Lu? :(
Ma kochaną przyjaciółkę, dobrze że sama znalazła wyniki, inaczej nikt by się nie dowiedział.
Maxi jest cudowny, on ją z tego na pewno wyciągnie!
I mój Leoś... Najwspanialszy jak zwykle <3 Idealny przyjaciel, ona ma tyle ważnych dla niej ludzi dookoła siebie, jak może to robić?
Końcówka najpiękniejsza. Vilu, Fran czy Cami są cudowne ale Naty dla Maxiego najważniejsza. I tak ma być, uwielbiam ich razem, uwielbiam Twojego parta! Podobnie jak i Twój styl pisania, nie mogę się doczekać kolejnych, może kiedyś, kiedyś wymyślisz coś o Leonesce? W Twoim wydaniu wszystko czyta się świetnie!
Pozdrawiam :*
Taaaak, zua Naty :D
UsuńLeoncesce? Może kiedyś na jakiś konkurs napiszę :D
Gracias <333
Jestem... Spóźniona, ale jednak jestem.
OdpowiedzUsuńKochana, wiesz co myślę o tym parcie.
W moich oczach znowu są łzy, znowu czuję ból.
Ale warto pocierpieć i doczytać do końca.
Mam nadzieję, że zmienisz zakończenie. Bo mimo wszystko pamiętam naszą rozmowę.
Kurde,,,, To nie wiarygodne jak jedna osoba, może być utalentowana.
Jesteś chodzącym cudem, aniołem, zesłanym tu z nieba, który ma nam pokazywać co się liczy w życiu najbardziej.
Twoje opowiadanie zostawiło w moim sercu ślad. Przypomniało mi o czymś, co bardzo mnie boli.
Ale nie mam Ci tego za złe.
Ono mi w pewnym sensie dodaje siły, bo wiem, że to co robię jest dobre.
Doskonale wiem jak czuje się Maxi, bardzo mu współczuję.
A Naty... Zastanawia mnie, czy ona nie ma czasem depresji...
Czekam na 3 część. Postaram się wejść i ją skomentować. ;*
Nikoletta
Ja też pamiętam naszą rozmowę, ale zakończenia raczej nie zmienię :(
UsuńPamiętaj, że zawsze możesz do mnie napisać, ja ci pomogę <33333
Gracias <33333
Cudo <33333333333333333333333
OdpowiedzUsuńRyczę, nie płaczę, tylko po prostu ryczę
Biedna Naty ;c
Maxi musisz coś zrobić
Lu i Leon wiedzą, to dobrze, mam nadzieję, że też pomogą :)
Eh, też mam DUŻO nauki i ostatni raz na kompie byłam w środę i dopiero dzisiaj o 20:00 weszłam :*
Jak nie dzisiaj to jutro wpadnę na twojego drugiego bloga, obiecuję ;D
Czekam na następną część <3
Szkoła to zuoooo -.-
UsuńGracias :*
Nareszcie dotarłam :P
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za spóźnienie ;) Ale tak wyszło, że zaczęłam czytać twojego parta wczoraj rano, a skończyłam dopiero przed chwilą :P
No nie ważne, ja oryginał xD Wszystko pozostaje bez zmian ;)
Przechodzę więc do komentowania ^^
Cudny part <33333
Biedna Naty. Może jednak zdecyduje się na leczenie? Tylko kurcze, z każdym dniem jest coraz mniej czasu :c Mam nadzieję, że jeśli postanowi się leczyć, nie będzie już za późno :/
Tyle osób ją namawia na zmianę decyzji.. Co za uparciuch ;P Zupełnie jak ja xD
Noooo, nic już chyba nie wymyślę :/
Jak zwykle zostawię ci taaaaaaaki długi i piękny komentarz -.-
No nic. Co do tej akcji z anonimem, to w życiu nie pomyślałabym, że mogłabyś coś takiego napisać :) Nie chcę nikogo obrazić, ale z tymi anonimami to niestety często są takie problemy :/
I jeszcze tylko informuję, że na twojego drugiego bloga wpadnę dzisiaj za kilka godzin (xD) albo dopiero jutro. Przepraszam, ale ferie mi się kończą, trzeba lekcje odrobić... O ludzie, jak to brzmi ;C
Dobra, teraz już na serio kończę ;)
Pozdrowienia i całusy ;****
Jak ja lubię takie długaśne komentarze <3333333
UsuńCieszę się, że mi wierzysz :)
Ja już tydzień w szkole, to zuoooo! -.-
Gracias <3333
Cudownie <3 ty to tak świetnie opisujesz, łzy same cisną się do oczu, Jezu ja płacze! Z niecierpliwiością czekam na następną część!
OdpowiedzUsuńGracias <3
UsuńMrau, ktoś tu zmienił wygląd bloga - pięknie jest, nooo :D
OdpowiedzUsuńWgl. jaka ty popularna - fejm taki. Słów brak.
A co do OneShota... NIE ZABIJAJ MI NATY, JA CIĘ BŁAGAM. Na klęczkach, z łzami w oczach, noo... Bo będę płakać, a ja nie chcę płakać. Maxi taki biedny :(
Pięknie to wszystko napisane - jestem pod wrażeniem. No i czekam na następną część :)
Buziaki,
Carmen E.
I tak pewnie znowu go zmienię, w końcu to ja xD
UsuńKurde, nie wiem, może zabiję Naty, a może nie, się zobaczy xD
Gracias <33333
Alexandro!
OdpowiedzUsuńPrzepiękna część, naprawdę ♥ Zakochałam się w twoim stylu, co tu dużo mówić. Historia, którą opisujesz nie jest płytka, o nie. Poruszasz ważne problemy, zmuszasz do refleksji. I bardzo dobrze.
Natalia naprawdę mnie denerwuje - zgodzę się z Leonem, zachowuje się jak uparty dzieciak. Tylko wszystkich dookoła rani, powinna pozwolić sobie pomóc, ale nie. Chociaż z jednej strony ją rozumiem. W końcu straciła bardzo ważną w swoim życiu osobę, rozgoryczenie musi sięgać zenitu. Ale ma przecież przyjaciół i co najważniejsze Maxi'ego, który kocha ją nad życie. Co sam zresztą udowadnia za każdym razem. Mógłby się poddać i odejść, a jednak trwa. Piękne!
Proszę Cię, nie zabijaj mi Natalki ;< Będę płakać, już płakałam w niektórych momentach. Mam nadzieję, że w końcu się opamięta, że pójdzie na badania. Może to ostatnie słowa Maxi'ego zmienią wszystko? Modlę się o to.
Przepiękny, podsumowując ♥
Czekam na ostatnią część.
Pozdrawiam,
Eddie ;)
Gracias <333
UsuńTo ja - ten ANONIM, który ma imię, i jest nim Alexandra Comello! Odebrałaś mi kurwa pizdo moją ksywkę! To ja ją chciałam! A tak wgl. to tobie też życzę śmierci
OdpowiedzUsuńAnonimie!
UsuńWyrażasz się w niekulturalny sposób! Pozwolę sobie teraz Ciebie opisać - Jesteś popierdolonym debilem! Przestań obrażać innych! Także możesz nazywać się Alexandra Comello , ale nie podszywaj się pod innych. Chcesz być w więzieniu?! Proszę bardzo - podszywanie się pod innych jest karalne. Cóż , piszę to co myślę o Tobie Anonimie!
Alexandro! Przepraszam , że napisałam wulgaryzmy w komentarzu , ale one tyczą się tylko tego Anonima :p
Co do rozdziału - Cudowne! W pewnych momentach , łzy napływały mi do oczu! Zazdroszczę Ci talentu , kochana! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
Pozdrawiam Klaudia :*
Zacytować ci coś?
Usuń"Tu Alexandra Comello, nie chce mi się logować!"
No więc no. Chyba wszystko wiadomo..
Jeśli masz jakieś problemy, to wystarczy to napisać, ale nie w taki sposób. Krytyka jest dobra, ale uzasadniona.
Że kim jestem? Pizdą? Aha, dziękuję, nie wiedziałam, wiesz?
A tobie, Klaudio, gracias za miłe słowa <3
Zawsze jestem na końcu -.- to ja! przepraszam za to, ale taka już jestem :///
OdpowiedzUsuńTo może zacznę o OS?
Natalia - całe szczęście , że się dowiedzieli :) Pierw Ludmiła, później Maxi.
Pomogą jej. Ale mam złe przeczucie, że chyba niestety ten One Shot będzie miał smutne zakończenie. Nie wiem dlaczego ;/ Ale tak mi się wydaje.
Natalia odtrąciła pomoc wszystkich - Ludmiły, MAxiego, Leóna, pani psycholog. No ale się jej w sumie nie dziwię ://
Ma raka. - no totalna załamka :C
W niektórych momentach miałam łzy w oczach. Pięknie, po prostu pięknie ¦
Echh ... anonim się podszywa -,- to takie dziecinne i żałosne, ale taki jest świat w internetach : ///
Wierzę, że to nie Ty. BA, to na pewno nie Ty :D
Pozdrawiam i weny życzę :**
~Kath. ¦
Gracias za wszytko <333
UsuńNo i oczywiście mądra ja o mało co nie przeoczyła nówki.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, ale ze względu na to, że dziś przeczytałam właściwie w całości oba Twoje blogi i pod każdym partem zostawiłam po sobie ślad, nie mam siły na nic więcej.
Więc będzie krótko i zwięźle.
Masz ogromny talent.
Piszesz genialnie.
Ten part z resztą jak pozostałe jest cudowny, wspaniały, niesamowity.....
Czekam niecierpliwie na kolejne owoce Twojej pracy.
Dulce
Matko, dziękuję :****
UsuńMoje dwa blogi w jeden dzień? xD Podziwiam cię :P
Gracias <3
Tooo bylo piekne, cudowne, fantastyczne :-D:-D:-D
OdpowiedzUsuńNiedawno odkrylam twojego bloga i jest wspaniały
Przeczytalam go calego w pare dni ;-)
Biedna Naty :'(:'(:'(
Nie usmiercaj jej!!!!!!!
Maxi bedzie cierpiec
Jak ktos moze sie pod ciebie podszywac
No niestety taki jest swiat
Chcialamby prowadzic bloga ale nie mam takiego wspanialego talentu jak ty;-);-);-);-)
Nie chce z anonimow pisac , ale takie piekne opowiadania jakie ty piszesz trzeba komentowac
Masz po prostu talent ;-);-);-);-);-)
Pozdrawiam
Klania
Gracias, nowa czytelniczko :)
UsuńNie możesz mówić, że nie masz talentu, jeśli nie spróbujesz :)
Każdy cos potrafi xD
O, jak ślicznie...Jeszcze nie mogę opanować łez, które spływają mi po policzkach
OdpowiedzUsuńDziękuję, za tego wspaniałego parta, budzącego we mnie tyle emocji.
Masz ogromny talent, dziewczyno.
Twoje opowiadania nie są takie przesłodzone i o jakichś tam rozterkach Violi,
ale z przesłaniem, i to mi się podoba.
Maxi tak się o Naty troszczy, a ona co?!
Nie będzie się leczyć i już!!
Co za dziewczyna, mam nadzieję, że jej nie uśmiercisz,
bo znowu będę płakać :(
I biedny Maxi, jak on sobie wtedy poradzi???
Nie wiem, już brakuje mi słów- cudownie, bosko, genialnie, pięknie, ślicznie
i nie mam pojęcia, jak jeszcze.
Ale cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga,
na Twoje wzruszające opowiadania,
których z pewnością nie zapomnę do końca życia.
Dziękuję, kochana..
Nie mogę, ja płaczę
Julie W.
Bardzo dziękuję <333333
UsuńKocham <3
piękne <333333333333333333
OdpowiedzUsuńdobrze że Naty ma takiego wspaniałego chłopaka jak Maxi
W końcu przeczytałam :D
OdpowiedzUsuńZacznę może od tego anonimka..
Postanowił zmienić "swój login" - teraz podszywa się pod Gumiś;*
Nie rozumiem takich ludzi..
A teraz do OP :D
Jak zwykle cudo ♥♥♥
Nie rozumiem dlaczego ona to tak długo ukrywała..
Dlaczego nie chce się leczyć..
Ja na jej miejscu postąpiłabym inaczej
A ten tekst co powiedział jej Maxi ♥♥♥
Już nie mogę doczekać się kolejnej części ♥
Lecę czytać :3