piątek, 7 lutego 2014

ONE PART NAXI - Od dziecka byłam do Ciebie podobna cz 2


 Proszę was, przeczytajcie notkę pod partem, szczególnie ten zaznaczony fragment.
- Dobra, dziewczyny… - Federico spojrzał na zegarek. – Będziemy za jakieś półtorej godziny. Przynajmniej powinniśmy.
- Możecie robić wszystko – dodał Maxi. – Wszystko, oprócz imprez, tak?
Spojrzał na nas uważnie.
- Czy ty sądzisz, że w niecałe dwie godziny zorganizowałybyśmy imprezę? – zaśmiałam się.
- Wy jesteście zdolne do wszystkiego – rzekł Włoch. – Więc… już wszystko wiecie?
- Obyłoby się bez tej dziesięciominutowej gadki – mruknęła Ludmiła.
- To bardzo dobrze. – Jej partner nie zwracał uwagi na jej słowa. – Możemy już iść?
- Możecie iść od dwudziestu minut – przypomniałam mu.
- I właśnie teraz pójdziemy.
Maxi podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek, a Fede pożegnał się z blondynką.
Później wyszli zamykając za sobą drzwi. Chwilę później usłyszeliśmy warkot samochodu wyjeżdżającego z podwórka.
Ruszyłyśmy do salonu.
- To co? – Usiadłam wygodnie na fotelu. – Co będziemy robić?
- A co proponujesz? – Uśmiechnęła się. – Ty tutaj jesteś gospodynią.
- Gospodynią? – zaśmiałam się. – Jak chcesz. Ale naprawdę nie wiem… Nie ma żadnego ciekawego zajęcia. Możemy co najwyżej pooglądać telewizję.
- Niech będzie – westchnęła, biorąc do ręki pilota.
Włączyła telewizor i naciskając po kolei wszystkie przyciski, szukała czegoś odpowiedniego. Jednak nic nie było. Tu jakieś romanse, tu komedie, albo teleturnieje… Nic.
- Chyba, że obejrzymy jakiś film z płyty – odezwałam się.
- A macie cos?
- Coś jest… - mruknęłam. – Poszukaj w szufladzie, a ja pójdę nam zrobić coś do picia, okey?
Po otrzymaniu jej zgody ruszyłam do kuchni.
Wyciągnęłam z szafki dwie szklanki i nalałam do nich soku. Wzięłam dodatkowo jakieś chipsy, które znalazłam w szafce i wróciłam do salonu.
- Znalazłaś coś? – Postawiłam to wszystko na stole.
- Jeszcze nie…
Spojrzałam na nią. Kiedy tylko nasze oczy się spotkały, ona wstała i podeszła do mnie z jakąś kartką w ręce.
- Co to jest? – spytała.
Chciałam wziąć ją od niej, jednak odsunęła ją od siebie tak, że nie mogłam do niej sięgnąć.
- Nie powiem ci co to jest, póki tego nie zobaczę – powiedziałam patrząc na nią jak na głupią.
- Nie wiesz co to jest? – Pokręciłam przecząco głową. – To ja ci powiem. – To są wyniki ze szpitala.
Zamarłam.
Moje wyniki? Jak ona… Ach tak… Oczywiście mądra ja musiała zostawić je w tej szufladzie… Jak ja mogłam być taka nieuważna? Przecież Maxi w każdej chwili mógł ją otworzyć i zobaczyć…
Ale skoro nie on, musiał to zrobić ktoś inny. W tym przypadku Ludmiła.
- Oddaj to. – Wyciągnęłam w jej kierunku rękę. – Ludmiła, powiedziałam oddaj.
- Nie, dopóki mi nie powiesz dlaczego ja o niczym nie wiem.
W jej oczach widziałam smutek. Ból. Cierpienie.
Przeczytała. Zdążyła.
- To nie jest moje – próbowałam wybrnąć z sytuacji.
- A czyje?
- Mojej… mojej cioci… - skłamałam.
- Nie żartuj sobie ze mnie, Natalia – powiedziała zdenerwowana. – Dobrze wiesz, że cała twoja rodzina nie żyje. Ja też o tym wiem.
- Powiedziałam cioci? – spytałam. – To jest mojej mamy. Zatrzymałam to.
- Twojej mamy?
Podniosła kartkę do oczu. A ponowna próba wyrwania jej z rąk mojej przyjaciółki znów spełzła na niczym.
- Tutaj pisze Natalia Navarro – rzekła. – Ty jesteś Natalia Navarro. Nie oszukuj mnie.
- Nie oszukuję cię.
Podała mi kartkę. Wskazała najpierw napis „Natalia Navarro, lat dwadzieścia pięć” a później „Badania na 99,9 % potwierdzają nowotwór piersi”.
- Pomyłka? – spytała. – Nie wydaje mi się.
- Skoro widzisz, to po co pytasz? – Wyrwałam jej wyniki z ręki. – Muszę powtarzać?
Posłała mi smutne spojrzenie. Złapała mnie za ramię.
- Usiądźmy.
Zajęłyśmy miejsca na sofie, obok siebie. Wbiłam swój wzrok w kolana, chcąc uniknąć spojrzenia Ludmiły przeszywającego mnie na wylot.
- Wytłumaczysz mi to? – odezwała się.
- Ale co ja mam ci tłumaczyć? – Mój głos był cichy.
Nastała chwila ciszy.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Nie chciałam cię martwić.
- Jestem twoją przyjaciółką, Naty – przypomniała mi. – Skoro Maxi wie, to ja chyba też mam prawo.
Spojrzałam na nią niepewnie.
- Maxi… - zaczęłam. – Maxi nic nie wie.
Zdziwiła się.
- Jak to nic nie wie? – spytała. – Nata, co ty wygadujesz?
- Prawdę – odparłam. – On nic nie wie i tak ma zostać. Rozumiesz?
- Nie, nie rozumiem – zaprzeczyła. – Mam rozumieć, że go okłamałaś?
- Nie okłamałam – broniłam się. – Po prostu mu o tym nie powiedziałam. To nie kłamstwo.
- A właśnie, że tak – rzekła. – To jest nawet gorsze od kłamstwa. Pomyśl, jak się będzie czuł, kiedy się dowie.
- Ale on się nie dowie! – Podniosłam głos. – Robię to dla jego dobra!
- Dla jego dobra? Dla jego dobra go okłamujesz? Przecież i tak wszystko wyjdzie na jaw, kiedy zaczniesz się leczyć!
Nie odpowiedziałam. Odezwałam się dopiero po chwili.
- Nie będę się leczyć.
Zdrętwiała. Takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Ale ja zdania nie zmienię.
- Przepraszam, co powiedziałaś?
- Że nie będę się leczyć – powtórzyłam.
- Poczekaj, czegoś tu nie rozumiem… - przerwała na moment. – Jesteś chora, czy nie?
- Jestem.
- Więc jak to, nie będziesz się leczyć?
- Normalnie. – Wzruszyłam ramionami. – Nie będę. I już.
- A możesz podać mi jeden, konkretny powód twojej głupoty?
Nie zwróciłam uwagi na dwa ostatnie słowa.
- Moja mama się leczyła – wyjaśniłam – i jej to nie pomogło. Dwa ostatnie miesiące życia spędziła w szpitalu na chemioterapii, a i tak nie żyje…
- Chciałam ci tylko przypomnieć – Pochyliła się ku mnie – że kiedy u twojej mamy wykryto raka, było to już końcowe stadium. Nawet ty wiesz, że nie miała już szans.
- To nie ma znaczenia – rzekłam. – Ja już podjęłam decyzję.
Nastała cisza, którą przerywało tylko brzęczenie muchy. W końcu Ludmiła odezwała się.
- Ty nie myślisz racjonalnie.
- Możliwe.
- Maxi musi się dowiedzieć – stwierdziła.
- Nie powiem mu.
- Jeśli nie zrobisz tego ty, zrobię to ja.
- Nie odważysz się.
- Jesteś pewna?
Spojrzałam na nią uważnie. Mogła to zrobić. Znałam ją.
- Tylko spróbujesz… A koniec z naszą przyjaźnią.
Widocznie ją zszokowało, ponieważ nie odpowiedziała nic. W jej oczach widziałam ból.
- Jak możesz tak mówić? – spytała cicho.
Może i nie powinnam. Może i przesadziłam. Może i nie byłam jej warta. Ale nie zmienię tego.
- Po prostu nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział – szepnęłam. – Skoro już ty się dowiedziałaś… Nic na to nie poradzę. Ale masz nikomu nie mówić. Ja sama im powiem, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.
Pokiwała powoli głową.
W moich oczach zebrały się łzy, które po chwili spłynęły po moich policzkach. Płakałam. Znów.
Ludmiła przysunęła się do mnie i przytuliła mnie do siebie.
- Lecz się – poprosiła krótko.
- Nie – ucięłam.
- Dla niego… I dla swojej mamy. Ona chce, żebyś żyła.
- Chcę być razem z nią.
- Maxi cię potrzebuje – przypomniała mi. – Jeśli go choć trochę kochasz, to zgłoś się do szpitala.
- Kocham go, ale… Ale nie chcę się leczyć – załkałam.
- Zastanów się nad tym. Nad tym, i nad swoim życiem, które jest warte więcej niż ci się wydaje, Natalia…

Wyciągnęłam z pralki ostatnie rzeczy i włożyłam je do miski. Stanęłam na nogi. Chciałam wyjść z łazienki, jednak zatrzymał mnie silny zawrót głowy.
Oparłam się o framugę drzwi chcąc odczekać tą sytuację. Po chwili ustabilizowałam się i ruszyłam przed siebie.
Minęły już kolejne dwa tygodnie, a ja ciągle nie powiedziałam nic Maxiemu. Wcisnęłam mu kit o tym, że lekarz zadzwonił na telefon i powiedział, że nic mi nie dolega. Na początku nie wierzył, później jednak się przekonał. Przestał drążyć temat.
A ja z każdym dniem czułam się coraz gorzej. Wiedziałam, że jest to tylko i wyłącznie moja wina. W końcu rak to rak. Nie jest on przeziębieniem czy grypą, która czasami sama przechodzi. Jego trzeba leczyć. Wiedziałam o tym, jednak miałam swoje zdanie, którego nie zamierzałam zmienić.
Sytuacja z Ludmiłą nie wyglądała za ciekawie. Nikomu wprawdzie nie powiedziała, ale wiele razy rozmawiałyśmy o tym. Ona próbowała mnie przekonać, ale ja byłam nieczuła na jej prośby. Bałam się, że kiedyś się wygada. Ale nie miałam innego wyboru, jak tylko jej zaufać.
Weszłam do salonu. Zobaczyłam mojego partnera układającego rzeczy w szafkach i szufladach.
- Gdzie jest suszarka? – Postawiłam miskę z praniem na fotelu.
Maxi podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Poczekaj chwilę, przyniosę.
Wstał z podłogi i skierował się w stronę schodów. Wbiegł szybko na górę, aby po chwili wrócić z metalową suszarką na ubrania pod pachą.
Postawił ją przede mną. Podziękowałam mu i zaczęłam swoją robotę, a on wrócił do dalszego porządkowania różnych rzeczy.
Usiadłam na sofie przysuwając suszarkę bliżej siebie.
Powoli i leniwie wyciągałam z miski kolejne ubrania i wieszałam je na drutach. Rozmyślałam przy tym o wszystkim i o niczym. I pewnie rozmyślałabym tak dalej, gdyby nie głos Maxiego, który przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Naty… - zaczął. – Mówiłaś, że wyniki nie przyszły.
Zdrętwiałam, jednak po chwili się opanowałam.
- Bo nie przyszły… - odparłam niepewnie.
- Ja tutaj widzę co innego.
Oderwałam wzrok od suszarki i przeniosłam go na mojego chłopaka, który teraz stał przede mną.
Podniosłam się na nogi.
- Okłamałaś mnie? – spytał.
Pokręciłam przecząco głową.
Znów to zrobiłam. Znów zostawiłam wyniki na wierzchu. Znów wszystko mogło się wydać przez moja głupotę.
- Oddaj to. – Wyciągnęłam rękę po kartkę.
- Nie – zaprzeczył. – Najpierw mi wszystko wytłumaczysz.
Jego głos był stanowczy, a w jego oczach widziałam upór, ale i złość. Nie dziwiłam mu się. Ja na jego miejscu na pewno zachowałabym się podobnie.
Podeszłam bliżej niego i wyrwałam mu kopertę z ręki, zanim on zdążył zareagować.
Odwróciłam się do niego tyłem. Ruszyłam szybkim ruchem do kuchni, jednak Maxi dogonił mnie.
Złapał mnie za rękę i pociągnął do tyłu. Oparł mnie plecami o ścianę i chwycił mocno mój nadgarstek, jednocześnie wyrywając z mojej dłoni kartkę. Posłał mi ostrzegawcze spojrzenie, a ja spuściłam głowę i wbiłam wzrok w podłogę.
Teraz nie było już odwrotu. Musiał się o wszystkim dowiedzieć. Wiedziałam, że nie będzie już tak prosto jak wcześniej.
- Co to jest? – spytał, kiedy skończył czytać.
Nie podniosłam wzroku. Nadal uporczywie wpatrywałam się w swoje stopy.
- Natalia, pytam, co to jest?! – Podniósł głos.
- To co widzisz.
W moich oczach zebrały się łzy. Próbowałam je hamować, jednak nie dawało to rezultatu.
- Spójrz na mnie. – Nie zareagowałam. – Powiedziałem, spójrz na mnie!
Wzdrygnęłam się. Nigdy nie widziałam go tak złego. Nigdy na mnie nie krzyczał.
Powoli i z wahaniem podniosłam głowę. Moje oczy powędrowały na jego twarz. Nie umiałam odczytać, co ona wyraża.
- Wyjaśnij mi to.
Po moich policzkach spłynęły łzy, jednak jego najwidoczniej to nie wzruszało.
- Nie wiedziałam jak ci powiedzieć…
- Czego nie wiedziałaś?! – krzyknął. – Łatwiej było mnie okłamać?
- Bałam się jak zareagujesz.
- A jak mam zareagować?!
Wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku.
- Nie krzycz na mnie – poprosiłam i ponownie schyliłam głowę.
Nastała cisza. Słyszałam tylko jego oddech, oraz szybkie bicie mojego serca. Poczułam, jak chwycił mnie za ramię i pociągnął z powrotem do salonu. Posadził mnie na fotelu, a sam kucnął obok niego.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? – spytał cicho i spokojnie.
Przełknęłam głośno łzy. Chwycił moją rękę.
- Co byś zrobił… - zaczęłam – gdybyś dowiedział się, że to ty jesteś chory? Powiedziałbyś mi?
Spojrzałam na niego. Zagłębiłam się w jego oczach. Czekałam na odpowiedź. Po chwili pokręcił przecząco głową.
- A dlaczego?
- Nie chciałbym cię martwić.
- No właśnie.
Przygryzłam wargę.
- Nie przekręcaj, Natalia. – Potrząsnął przecząco głową. – Tutaj nie chodzi o mnie, tylko o ciebie.
Ponownie wbiłam wzrok w swoje kolana.
- To nic takiego.
W tym momencie zdrętwiał. Nie wiedziałam o co chodzi, jednak bałam się podnieść głowę.
- Możesz to powtórzyć? – Usłyszałam.
- To nic takiego.
Podniósł moją głowę tak, że patrzyłam prosto ja na jego twarz.
- Przeczytaj to – rozkazał podsuwając mi kartkę pod nos. – Przeczytaj.
Wzięłam do ręki papier.
- Badania na 99,9 % potwierdzają nowotwór piersi.
- A teraz powtórz to, co powiedziałaś przed chwilą. – Odłożył ją na stół.
Spojrzałam na niego niepewnie.
- To nic takiego… - rzekłam trzeci raz.
- Czy rak to nic takiego? – spytał. – No, pomyśl. Czy rak piersi to zwykła choroba?
- No… Nie.
- Widzisz.
Znów nastała chwila ciszy. Patrzyłam załzawionymi oczami na mojego chłopaka znajdującego się naprzeciw mnie. Moje serce biło jak szalone, z czoła spływał pot, a moje ręce trzęsły się jak galareta.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Ponowił pytanie.
- Bałam się twojej reakcji… - szepnęłam. – Na początku nie wiedziałam jak ci to powiedzieć, a później było już za późno.
- Nigdy nie jest za późno na takie rzeczy. – Pogłaskał mnie po policzku. – Lekarz mówił, kiedy zaczynasz leczenie?
Nabrałam powietrza w płuca, aby po chwili znowu je wypuścić.
- Nie będzie żadnego leczenia.

- Otwórz te drzwi! – Usłyszałam krzyk. – Natalia, otwieraj! W tym momencie!
Podeszłam do komody i wyjęłam z szuflady kolejną paczkę chusteczek. Wyciągnęłam jedną i wytarłam łzy spływające po moich policzkach.
Maxi od kilkudziesięciu minut walił w drzwi do naszej sypialni. Po tym, jak mu powiedziałam, że nie zamierzam się leczyć, bardzo, ale to bardzo się rozzłościł. Nie chciałam wpuścić go do pokoju. Nie chciałam, aby mnie przekonywał. Ja nie zmienię zdania.
- Jeżeli w tym momencie nie otworzysz, to dzwonię po Leona!
Następna osoba miała dowiedzieć się o tym, że jestem chora. Nie powiedziałam nawet mojemu najlepszemu przyjacielowi. Z Leonem znałam się od dziecka i nigdy nie miałam przed nim tajemnic. Oprócz tej. Ale mówi się trudno.
- Nie pozostawiasz mi wyboru! – wrzasnął. – Może on przemówi ci do rozsądku.
Zbiegł po schodach na dół. Nastała cisza.
Wbiłam wzrok w krajobraz za oknem.
Dlaczego ja? Czemu właśnie mnie to spotkało? Ledwo otrząsnęłam się po śmierci mojej mamy, a nagle dowiaduję się, że ja sama jestem chora. Na to samo co ona.
Gdyby nie to, że jej leczenie nie pomogło, pewnie zgłosiłabym się na chemioterapię. Ale to już przesądzone. Wolę spędzić te ostatnie miesiące w domu, z przyjaciółmi, a nie w szpitalu podłączona do jakichś rurek i urządzeń…
Poza tym… Tęsknię. Tęsknię za moją mamą. Ona była dla mnie najważniejszą osobą, wciąż tak strasznie mi jej brakuje. A tam u góry… Tam ją spotkam. Z nią będę szczęśliwa.
Ponownie usłyszałam tupot stóp. Ktoś wbiegł po schodach. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Naty… Otwórz, Natalia – powiedział ktoś.
Rozpoznałam głos mojego przyjaciela. Powoli podeszłam do drzwi.
- Leon…?
- Wpuść mnie, Nata – poprosił.
Oparłam się o ścianę. Z wahaniem podniosłam rękę i już chciałam nacisnąć klamkę, jednak w porę się cofnęłam.
- A… A gdzie jest… Gdzie on jest?
- Na dole – odparł. – Nie bój się, jestem tylko ja. Otwórz drzwi.
Powoli przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam pokój. Do środka natychmiast wszedł Leon. Spojrzał na mnie, po czym zamknął drzwi. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę dużego łóżka.
- Nie próbuj mnie do niczego namówić – zastrzegłam siadając. – Słyszysz, Leon?
Jego twarz wyrażała smutek i ból.
- Myślałem, że mówimy sobie wszystko – rzekł.
- O tym nie wiedział nikt… - odparłam cicho. – Nikt prócz… Prócz Ludmiły.
- Ale mi nie powiedziałaś?
- Ona sama się dowiedziała – wytłumaczyłam. – Znalazła wyniki…
- Pokaż je.
Wstałam i powoli podeszłam do biurka. Na samym wierzchu leżała biała koperta z adresem moim i adresem szpitala.
Podałam mu ją. Wyjął z niej kartkę patrząc na mnie uważnie.
Zaczął czytać wszystkie zdania wydrukowane czarnymi literami. Jego wyraz twarzy zmieniał się z każdą linijką.
- Nie rozumiem dlaczego nie chcesz się leczyć – powiedział nie podnosząc głowy.
Ogarnęłam włosy spadające mi na twarz i położyłam się, nie udzielając mu odpowiedzi. Wytarłam łzę spływającą mi po policzku?
- Chcesz wiedzieć co sądzę? – spytał. – Ale tak szczerze?
- Oczywiście – zgodziłam się. – Mów.
Zbliżył się do mnie. Usiadł po turecku obok mnie tak, ze doskonale widziałam jego twarz.
- Myślę, że jesteś głupia i nierozsądna – rzekł. – Zachowujesz się jak kilkuletnie dziecko, któremu zabrano zabawkę. Jesteś uparta jak osioł lub co gorzej – jak nastolatka. W ogóle nie myślisz. Sądziłem, że jesteś mądrzejsza.
Przekręciłam się na bok tak, że leżałam teraz tyłem do niego. Usłyszałam jak wstaje i klęka po drugiej stronie łóżka, czyli zaraz obok mnie.
- Taka jest prawda.
Zamknęłam oczy, z których nadal płynęły łzy.
- Jesteś moim przyjacielem, czy nie, do cholery? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Jestem twoim przyjacielem, dlatego próbuję ci przemówić do rozsądku.
- Ale ja nie zmienię zdania!
Wtuliłam twarz w poduszkę, która natychmiast stała się cała mokra.
- Pomyśl logicznie. – Położył rękę na moich plecach. – Co ci to da? No, odpowiedz mi, Naty.
- Co mi to da? – Nadal na niego nie spojrzałam. – Będę z moją mamą. Będziemy już zawsze razem…
- A Maxi? A ja, Ludmiła i reszta?
I właśnie to był największy problem. Tam, u góry była moja mama, ale tutaj byli wszyscy, których tak kochałam, bez których również nie wyobrażałam sobie życia.
Moje życie było teraz bez sensu. Zagubiłam się w labiryncie i nie umiałam znaleźć z niego wyjścia. To wszystko było ponad moje siły.
Wyciągnęłam rękę chcąc chwycić dłoń mojego przyjaciela. Złapałam go i przyciągnęłam bliżej siebie, po czym przytuliłam się do niego.
- Nie, Leon – szepnęłam. – Przestań. Jestem na to za słaba.
- Bo nie chcesz być silna – odparł. – To tylko twoja wina.
- Nie… Ja nie potrafię…
- Wszystko potrafisz. Wystarczy tylko trochę się postarać.
- To nie dla mnie… Ja już nic nie zdziałam…

Nikła w oczach. Z każdym dniem była coraz słabsza. Nie chciała jeść, nie chciała pić. Cierpiała. Lekami przeciwbólowymi próbowała załagodzić wszystko, co jej przeszkadzało. Potrafiła spać do godziny czternastej, aby o dwudziestej znów położyć się do łóżka. Nie dbała o siebie, nigdzie nie wychodziła. Nie rozmawiała za dużo, wolała milczeć. Od kilku tygodni nie miała w rękach gitary, nie zagrała, nie zaśpiewała. W jej oczach widziałem tylko ból i smutek, który co chwila zwiększał się, nie pozwalając jej na normalne funkcjonowanie.
Chciałem jej pomóc. Widziałem, jak zatracała się w swoich myślach, ale ja nie mogłem nic zrobić. Nie dopuszczała mnie do siebie, unikała mnie jak ognia. Powoli zamykała się w sobie. Nikt nie mógł jej przekonać do zmiany decyzji, nie pozwalała na to. Cierpiałem razem z nią. Moje serce krajało się, ilekroć widziałem łzy na jej policzkach. Płakała często i wcale się z tym nie kryła. Gdybym tylko mógł, wziąłbym to wszystko na siebie, byleby tylko ona znów zaczęła się cieszyć.
Ktoś zapukał do drzwi. Ona jednak nawet nie drgnęła nadal siedziała z podkulonymi nogami na sofie i wpatrywała się w krajobraz za oknem. Nie reagowała na nic.
Podniosłem się z fotela i ruszyłem aby otworzyć.
Za progiem stała wysoka, blondwłosa kobieta. Przywitałem się z nią, po czym wpuściłem ją do środka.
- Natalia – odezwałem się. – Natalia, pani do ciebie.
Moja dziewczyna odwróciła powoli głowę w naszą stronę. Nie odezwała się jednak.
- Dzień dobry, nazywam się Valeria Barney i jestem psychologiem.
Na twarzy Naty wyjawiły się nieznane mi uczucia.
- Przepraszam, kim?
Blondynka spojrzała na mnie, a w moim wzorku wyczytała zapewne bezradność.
- Jestem psychologiem – powtórzyła. – Chciałabym z panią porozmawiać i pani pomóc.
Dziewczyna oparła głowę o zagłówek i zamknęła oczy.
- Kto to wymyślił? – Zamknęła oczy. – Ty, Maxi? Chcesz mnie zdenerwować?
- Chcę ci pomóc – poprawiłem ją. – Martwię się o ciebie.
- Nie chcę pomocy – zaprzeczyła. – Nie chcę pomocy, nie chce żadnego przekonywania i nie chcę rozmowy z jakąś obcą babą, która uważa, że wszystko jest takie proste. Chce być sama, chce umrzeć w spokoju i dołączyć do mojej mamy.
Przerażała mnie coraz bardziej. Nie panowała nad sobą, nie wiedziała co mówi. Bałem się o nią, tak strasznie się bałem…
- Ale, proszę pani, ja…
- Nie! – przerwała jej. – Nie chcę niczego słuchać! Nikt mi nie pomoże, rozumie pani? – krzyczała. – Proszę stąd wyjść! Proszę wyjść z mojego domu!
Kobieta spojrzała na nią smutno, jednocześnie ruszając z powrotem do wyjścia. Poszedłem za nią.
- Przepraszam – rzekłem przy drzwiach. – Nie wiedziałem, że się tak zachowa. Bardzo mi przykro.
Ona uśmiechnęła się pocieszająco.
- Niech pani nie przeprasza, to nie pana wina – odparła. – Pana partnerki również nie. Jednak potrzebuje ona pomocy, i to natychmiastowej. Zarówno fizycznej jak i psychicznej. Nie można tego lekceważyć.
- Nie lekceważę – powiedziałem. – Ale sama pani widzi, co się z nią dzieje. Nie wiem, jak na nią wpłynąć.
- W tym przypadku nie można czekać na nią, trzeba działać samemu – poradziła mi. – Niech pan spróbuje. Na pewno pan nie pożałuje, a być może uda się panu ją przekonać.
W tym momencie odwzajemniłem uśmiech.
- Dziękuję pani za fatygę. – Skinąłem głową. – I jeszcze raz przepraszam.
- Nie ma za co – odpowiedziała. – Bardzo miło było mi pana poznać, do widzenia.
- Do widzenia.
Zamknąłem za nią drzwi, po czym wolnym krokiem udałem się do salonu.
Usiadłem obok Naty.
Dlaczego właśnie ona? Przecież niczym nie zawiniła. Kocham ją najbardziej na świecie i nie mogę pozwolić, by coś się jej stało. Jest dla mnie całym światem.

Postawił przede mną talerz z jedzeniem. Nie odwróciłam się. Nadal wpatrywałam się w wyłączony telewizor.
- Zjedz to – usłyszałam czyjś głos.
- Nie mam ochoty – odparłam cicho.
- Nie pytam, czy masz ochotę. Masz to zjeść.
Powoli odwróciłam głowę w jego stronę. Spojrzałam w jego oczy.
- Nie rozumiesz, że nie jestem głodna? – spytałam.
- Wierzyłem w to, kiedy nie chciałaś jeść przez kilka godzin – rzekł. – Po kilku dniach nie wierzę.
- To już twój problem.
Z powrotem wlepiłam wzrok w czarny ekran. Nie miałam nic innego do roboty.
Moje życie całkiem się posypało. Jestem chora, a niedługo umrę. Umrę i nie będę nikomu zawadzać. Maxi będzie mógł znaleźć sobie inną dziewczynę, taką, która rzeczywiście da mu szczęście i której nie będzie mógł niańczyć całymi dniami.
Westchnęłam głęboko.
- Co ty mówisz?
Ponownie moje oczy powędrowały na mojego chłopaka. Jego twarz wyrażała ból i cierpienie. Czyżbym powiedziała to na głos?
- Jak możesz tak myśleć? – spytał.
- Taka jest prawda – szepnęłam i zamknęłam oczy.
Poczułam jego rękę ujmującą moją dłoń.
- Naty… Otwórz oczy – poprosił. – Spójrz na mnie.
Uparcie powstrzymywałam łzy zbierające się pod moimi powiekami. Podniosłam je i skierowałam wzrok na niego.
- Nigdy tak nie myśl – rzekł. – Nie możesz tak myśleć, rozumiesz?
- Maxi… - zaczęłam cicho. – Ale zastanów się sam… Nie chciałbyś jakiejś dziewczyny na wzór… Na przykład Violetty, Camili czy nawet Franceski? Takiej, której nie musiałbyś pilnować na każdym kroku? Z którą byłbyś naprawdę szczęśliwy?
Chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie.
- Nie – zaprzeczył. – To ciebie kocham. Ciebie i nikogo więcej. Kocham cię nad życie. Jesteś dla mnie wszystkim, Nata. Nie chcę żadnej innej dziewczyny, chcę tylko ciebie. Żadna nigdy nie dorówna ci ani urodą, ani charakterem. Ty jesteś najwspanialsza na świecie. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nic nie byłoby takie samo. Nie przeżyłbym bez ciebie. Może i muszę cię pilnować… Ale to dlatego, że się o ciebie boję. Dlatego, że boję się, że coś może ci się stać. Jesteś już taka słaba… Nie chcę cię zostawiać. Uwielbiam spędzać czas przy tobie, wtedy płynie on tak szybko, i to nawet wtedy, kiedy siedzisz zapatrzona w wyłączony telewizor i nie zwracasz na mnie uwagi. Uwielbiam całą ciebie, bez żadnego wyjątku. Po prostu… kocham cię. Kocham cię jak nikogo innego.
Otarł łzę spływającą po moim policzku.
- Jestem beznadziejna…
Pociągnął mnie bliżej siebie. Wtuliłam się w jego pierś.
- Nieprawda. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało…

Okey, i jest druga część :) Ocenę pozostawiam wam, mi się tak jakoś średnio podoba :D Ostatnia część prawdopodobnie za tydzień xD
Chciałam wam jeszcze powiedzieć, że skończyły mi się ferie, a w szkole nawał. Wczoraj w ogóle mnie nie było na komputerze, dzisiaj nadrabiam wszystkie blogi, weszłam dopiero niedawno :/
Nie wiem czy wiecie, ale 3 chyba była trzymiesięcznica mojego bloga :) Dziękuję wam za wszystkie wejścia, komentarze i obserwatorów <33333 I za prawie 100 taków xD

Zaistniała pewna niemiła sytuacja.
Na blogu Patrycji [http://violettamojedrugieja.blogspot.com/] pod ostatnim postem pojawił się niemiły komentarz. Jakiś anonim podszywał się pode mnie w nie najprzyjemniejszy  sposób. Chciałam tylko powiedzieć, ze ja tego nie napisałam, naprawdę. Mam nadzieję, że mi wierzycie :)
Przepraszam cię Patrycja, to naprawdę nie ja :(

Jutro na moim drugim blogu pojawi sie kolejny rozdział na którego serdecznie zapraszam :D
Chyba o niczym nie zapomniałam xD
Kocham was <3333333

52 komentarze:

  1. Hej, hej *.*
    OP mi się bardzo, bardzo podoba <3
    Naty idź sie leczyć ty musisz żyć! :CC
    Biedna Naty cierpi, Maxi też :CC
    Jak go czytałam miałam ciarki, bałam się co sie może wydarzyć xD
    OP Jest niesamowity <3 Naprawdę <3
    Genialny pomysł <3
    Masz talent, może oddałabyś mi go tak troszeczkę? Tobie i tak dużo go zostanie xD
    Ty wiesz że ja Ci wiarze co do sprawy z tym anonimem.
    Skąd się biorą tacy ludzie w ogóle?? Nie mają nic lepszego do roboty? Wkurzające -,-
    Gratuluje obserwatorów, wyświetleń i wszystkiego innego na co tak bardzo zasłyżyłaś <3
    Pozdrawiam, czekam na kolejną wspaniałą część i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo, cudo, cudo *-*
    No i smuteczeq :c
    Naty, do cholery jasnej! Idź się leczyć ;-;
    Jak ona umrze to ja ją chyba dobiję!
    Nie no bez przesady, trochę mnie emocje ponoszą i się popłakałam ;/
    Jesteś cudowna i nie rozumiem po co ten anonim się pod ciebie podszywał, gdybym się dowiedziała, kto to taki, no to zakończenie nie byłoby za fajne dla niego bądź niej -.-
    Ode mnie na razie tyle i muszę wziąć się za napisanie do końca tego swojego parta -_-
    Besos ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wierze ci , że ty nie napisałaś tego chamskiego komentarza :)
    Druga część po prostu piękna brak mi słów
    Niech Naty się leczy na ziemi ją potrzebują np : taki Maxi , który kocha ją ponad życie
    Gratulacje komów i wyświetleń :D
    Czekam na ostatnią część jak i na kolejny rozdział na twym drugim blogu w niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo *-*
    Ja płacze ;_; To bylo takie piękne i wzruszające <3
    Mam nadzieję że Naty wkońcu zacznie się leczyć :)

    Pozdrawiam
    Nika <3

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowne ;*
    dlaczego Naty nie chce się leczyć? :(
    mam nadzieję, że niedługo zmądrzeje i zacznie się leczyć...
    z niecierpliwością czekam na 3 część i na rozdział na drugim blogu.
    ps. i ja ci wierzę, że nie napisałaś tamtego komentarza ;)

    //Nati

    OdpowiedzUsuń
  6. Oleńko!
    Ty bardzo dobrze wiesz, że cię uwielbiam, prawda?
    W twoim wykonaniu każda historia jest wspaniała, a Naxi to już szczególnie. ♥
    Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania, naprawdę. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. I kolejny wspaniały Part w Twoim wykonaniu. :)
    Muszę przyznać,że Naxi jest jedną z moich ulubionych par a ty dodajesz im swoistego uroku. :3 Natalia jest Natalią. Okropnie uparta,zawzięta. A Maxi... Kochany i uroczy. ^^
    Co tu dużo mówić. OP jak zwykle daje do myślenia. W pewnym sensie muszę przyznać,że rozumiem Naty i jej postawę. Chemioterapia nie należy do przyjemnych rzeczy i wcale nie daje 100% pewności na wyzdrowienie. To uzasadnione,że się boi. Ja też bym się bała. Ale tu nie o mnie chodzi. :P
    Dobrze wiesz,że to u góry jest wspaniałe i niepowtarzalne. Piszesz świetnie. I jestem pewna,że jesteś inspiracją dla wielu osób. (w tym także i mnie):*
    Pozdrawiam Soph ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki cudowny shot *.* Moze troche denerwowało mnie zachowanie Naty, ale tak poza tym, to swietnie. Czemu ona sie nie leczy?! Mam nadzieje, że po tym, co powiedzial jej Maxi, zgodzi sie na to leczenie.
    Piszesz przewspaniale, co i tak już pewnie wiesz xd Sophie dobrze mowi, że jesteś inspiracją- polać jej ;D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniałe opowiadanie!
    Prawie się popłakałam - powstrzymałam się , jakoś!
    Masz ogromny talent! Nie mogę się doczekać , kolejnej części!
    Pozdrawiam Klaudia :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeeej.
    To było takie... takie... piękne. Prawdziwe i wzruszające.
    Matko ! Niech Naty zacznie sie leczyć. Współczuję Maxi'emu. Rozumiem go !
    Naty jest uparta i to bardzo, ale Maxi musi być jeszcze bardziej uparty.
    Maxi jest taaaki opiekuńczy i troskliwy. Maxi jest wzorem dla innych chłopaków ;D
    Ubustwiam tego bloga. Są tu takie historie z życia wzięte. I chcę Ci za to bardzo podziękować.
    Liczę, że kolejna część przyniesie rezultaty dla Naty i zacznie racjonalnie myśleć.
    Najbardziej ze wszystkich PAR kocham NAXI <333
    Piszesz tak cudownie, jejku dziewczyno chcę twój talent *_*
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część.

    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne, idealne, Perfecto <3
    Wzruszyło mnie !
    Oddaj swój talent, mam kompleksy na prawde
    Czekam na następne ;)))))
    Jenna

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny Part <33
    Świetny pomysł, świetnie napisany !
    Boski ! Czekam na ostatnią część :D
    Chciałabym wszystkim opowiedzieć jak to się skończy, ale tego nie zrobię i nie zdradze twojego cudownego zakończenia :) Kocham no po prostu kocham czytać twoje Party i już nie moge sie doczekać Leonetty <333333
    Buziaki ~Weronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A spróbowałabyś chociaż słowo powiedzieć! xD
      Kocham <3333333

      Usuń
  13. Ola, to było genialne <333
    Czytałam twojego parta w nocy, ale nie dałam rady skomentować, bardzo przepraszam :(
    Normalnie, się poryczałam, na prawdę <3
    Dlaczego Naty nie chce się leczyć?
    Rozumiem Maxiego, też bym była na maxa wściekła :)
    Mam nadzieję że ta wspaniała historia skończy się dobrze, bo wiesz że ja baaaaaardzo uwielbiam szczęśliwe zakończenia szczególnie u Naxi <3
    Normalnie, nie mogę doczekać się już ich w serialu, szkoda że teraz będzie przerwa i znowu musimy czekać, no ja nie wytrzymam :) Ja nie mogę zabrać się do napisania rozdziału, cały czas tkwię w jednym punkcie i nie umiem się zebrać :(
    Czekam z wielką niecierpliwością na ostatnią część :) A właśnie całkowicie wierzę ci w tej sprawie z anonimem :)
    Uwielbiam cię <333
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  14. suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Siadam sobie wieczorem na kompa, patrzę a tu rozdział u Ciebie! <3
    Na początek: Co ta Naty wyprawia? Jak to nie chce się leczyć?!
    Totalnie jej odbiło, a co z Maxim, co z Lu? :(
    Ma kochaną przyjaciółkę, dobrze że sama znalazła wyniki, inaczej nikt by się nie dowiedział.
    Maxi jest cudowny, on ją z tego na pewno wyciągnie!
    I mój Leoś... Najwspanialszy jak zwykle <3 Idealny przyjaciel, ona ma tyle ważnych dla niej ludzi dookoła siebie, jak może to robić?
    Końcówka najpiękniejsza. Vilu, Fran czy Cami są cudowne ale Naty dla Maxiego najważniejsza. I tak ma być, uwielbiam ich razem, uwielbiam Twojego parta! Podobnie jak i Twój styl pisania, nie mogę się doczekać kolejnych, może kiedyś, kiedyś wymyślisz coś o Leonesce? W Twoim wydaniu wszystko czyta się świetnie!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, zua Naty :D
      Leoncesce? Może kiedyś na jakiś konkurs napiszę :D
      Gracias <333

      Usuń
  16. Jestem... Spóźniona, ale jednak jestem.
    Kochana, wiesz co myślę o tym parcie.
    W moich oczach znowu są łzy, znowu czuję ból.
    Ale warto pocierpieć i doczytać do końca.
    Mam nadzieję, że zmienisz zakończenie. Bo mimo wszystko pamiętam naszą rozmowę.
    Kurde,,,, To nie wiarygodne jak jedna osoba, może być utalentowana.
    Jesteś chodzącym cudem, aniołem, zesłanym tu z nieba, który ma nam pokazywać co się liczy w życiu najbardziej.
    Twoje opowiadanie zostawiło w moim sercu ślad. Przypomniało mi o czymś, co bardzo mnie boli.
    Ale nie mam Ci tego za złe.
    Ono mi w pewnym sensie dodaje siły, bo wiem, że to co robię jest dobre.
    Doskonale wiem jak czuje się Maxi, bardzo mu współczuję.
    A Naty... Zastanawia mnie, czy ona nie ma czasem depresji...

    Czekam na 3 część. Postaram się wejść i ją skomentować. ;*

    Nikoletta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pamiętam naszą rozmowę, ale zakończenia raczej nie zmienię :(
      Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie napisać, ja ci pomogę <33333
      Gracias <33333

      Usuń
  17. Cudo <33333333333333333333333
    Ryczę, nie płaczę, tylko po prostu ryczę
    Biedna Naty ;c
    Maxi musisz coś zrobić
    Lu i Leon wiedzą, to dobrze, mam nadzieję, że też pomogą :)
    Eh, też mam DUŻO nauki i ostatni raz na kompie byłam w środę i dopiero dzisiaj o 20:00 weszłam :*
    Jak nie dzisiaj to jutro wpadnę na twojego drugiego bloga, obiecuję ;D
    Czekam na następną część <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Nareszcie dotarłam :P
    Przepraszam za spóźnienie ;) Ale tak wyszło, że zaczęłam czytać twojego parta wczoraj rano, a skończyłam dopiero przed chwilą :P
    No nie ważne, ja oryginał xD Wszystko pozostaje bez zmian ;)
    Przechodzę więc do komentowania ^^
    Cudny part <33333
    Biedna Naty. Może jednak zdecyduje się na leczenie? Tylko kurcze, z każdym dniem jest coraz mniej czasu :c Mam nadzieję, że jeśli postanowi się leczyć, nie będzie już za późno :/
    Tyle osób ją namawia na zmianę decyzji.. Co za uparciuch ;P Zupełnie jak ja xD
    Noooo, nic już chyba nie wymyślę :/
    Jak zwykle zostawię ci taaaaaaaki długi i piękny komentarz -.-
    No nic. Co do tej akcji z anonimem, to w życiu nie pomyślałabym, że mogłabyś coś takiego napisać :) Nie chcę nikogo obrazić, ale z tymi anonimami to niestety często są takie problemy :/
    I jeszcze tylko informuję, że na twojego drugiego bloga wpadnę dzisiaj za kilka godzin (xD) albo dopiero jutro. Przepraszam, ale ferie mi się kończą, trzeba lekcje odrobić... O ludzie, jak to brzmi ;C
    Dobra, teraz już na serio kończę ;)
    Pozdrowienia i całusy ;****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja lubię takie długaśne komentarze <3333333
      Cieszę się, że mi wierzysz :)
      Ja już tydzień w szkole, to zuoooo! -.-
      Gracias <3333

      Usuń
  19. Cudownie <3 ty to tak świetnie opisujesz, łzy same cisną się do oczu, Jezu ja płacze! Z niecierpliwiością czekam na następną część!

    OdpowiedzUsuń
  20. Mrau, ktoś tu zmienił wygląd bloga - pięknie jest, nooo :D
    Wgl. jaka ty popularna - fejm taki. Słów brak.
    A co do OneShota... NIE ZABIJAJ MI NATY, JA CIĘ BŁAGAM. Na klęczkach, z łzami w oczach, noo... Bo będę płakać, a ja nie chcę płakać. Maxi taki biedny :(
    Pięknie to wszystko napisane - jestem pod wrażeniem. No i czekam na następną część :)
    Buziaki,
    Carmen E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak pewnie znowu go zmienię, w końcu to ja xD
      Kurde, nie wiem, może zabiję Naty, a może nie, się zobaczy xD
      Gracias <33333

      Usuń
  21. Alexandro!
    Przepiękna część, naprawdę ♥ Zakochałam się w twoim stylu, co tu dużo mówić. Historia, którą opisujesz nie jest płytka, o nie. Poruszasz ważne problemy, zmuszasz do refleksji. I bardzo dobrze.
    Natalia naprawdę mnie denerwuje - zgodzę się z Leonem, zachowuje się jak uparty dzieciak. Tylko wszystkich dookoła rani, powinna pozwolić sobie pomóc, ale nie. Chociaż z jednej strony ją rozumiem. W końcu straciła bardzo ważną w swoim życiu osobę, rozgoryczenie musi sięgać zenitu. Ale ma przecież przyjaciół i co najważniejsze Maxi'ego, który kocha ją nad życie. Co sam zresztą udowadnia za każdym razem. Mógłby się poddać i odejść, a jednak trwa. Piękne!
    Proszę Cię, nie zabijaj mi Natalki ;< Będę płakać, już płakałam w niektórych momentach. Mam nadzieję, że w końcu się opamięta, że pójdzie na badania. Może to ostatnie słowa Maxi'ego zmienią wszystko? Modlę się o to.
    Przepiękny, podsumowując ♥
    Czekam na ostatnią część.
    Pozdrawiam,
    Eddie ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. To ja - ten ANONIM, który ma imię, i jest nim Alexandra Comello! Odebrałaś mi kurwa pizdo moją ksywkę! To ja ją chciałam! A tak wgl. to tobie też życzę śmierci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie!
      Wyrażasz się w niekulturalny sposób! Pozwolę sobie teraz Ciebie opisać - Jesteś popierdolonym debilem! Przestań obrażać innych! Także możesz nazywać się Alexandra Comello , ale nie podszywaj się pod innych. Chcesz być w więzieniu?! Proszę bardzo - podszywanie się pod innych jest karalne. Cóż , piszę to co myślę o Tobie Anonimie!
      Alexandro! Przepraszam , że napisałam wulgaryzmy w komentarzu , ale one tyczą się tylko tego Anonima :p
      Co do rozdziału - Cudowne! W pewnych momentach , łzy napływały mi do oczu! Zazdroszczę Ci talentu , kochana! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
      Pozdrawiam Klaudia :*

      Usuń
    2. Zacytować ci coś?
      "Tu Alexandra Comello, nie chce mi się logować!"
      No więc no. Chyba wszystko wiadomo..
      Jeśli masz jakieś problemy, to wystarczy to napisać, ale nie w taki sposób. Krytyka jest dobra, ale uzasadniona.
      Że kim jestem? Pizdą? Aha, dziękuję, nie wiedziałam, wiesz?
      A tobie, Klaudio, gracias za miłe słowa <3

      Usuń
  23. Zawsze jestem na końcu -.- to ja! przepraszam za to, ale taka już jestem :///
    To może zacznę o OS?
    Natalia - całe szczęście , że się dowiedzieli :) Pierw Ludmiła, później Maxi.
    Pomogą jej. Ale mam złe przeczucie, że chyba niestety ten One Shot będzie miał smutne zakończenie. Nie wiem dlaczego ;/ Ale tak mi się wydaje.
    Natalia odtrąciła pomoc wszystkich - Ludmiły, MAxiego, Leóna, pani psycholog. No ale się jej w sumie nie dziwię ://
    Ma raka. - no totalna załamka :C
    W niektórych momentach miałam łzy w oczach. Pięknie, po prostu pięknie ¦
    Echh ... anonim się podszywa -,- to takie dziecinne i żałosne, ale taki jest świat w internetach : ///
    Wierzę, że to nie Ty. BA, to na pewno nie Ty :D
    Pozdrawiam i weny życzę :**

    ~Kath. ¦

    OdpowiedzUsuń
  24. No i oczywiście mądra ja o mało co nie przeoczyła nówki.
    Przepraszam, ale ze względu na to, że dziś przeczytałam właściwie w całości oba Twoje blogi i pod każdym partem zostawiłam po sobie ślad, nie mam siły na nic więcej.
    Więc będzie krótko i zwięźle.
    Masz ogromny talent.
    Piszesz genialnie.
    Ten part z resztą jak pozostałe jest cudowny, wspaniały, niesamowity.....
    Czekam niecierpliwie na kolejne owoce Twojej pracy.


    Dulce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, dziękuję :****
      Moje dwa blogi w jeden dzień? xD Podziwiam cię :P
      Gracias <3

      Usuń
  25. Tooo bylo piekne, cudowne, fantastyczne :-D:-D:-D
    Niedawno odkrylam twojego bloga i jest wspaniały
    Przeczytalam go calego w pare dni ;-)
    Biedna Naty :'(:'(:'(
    Nie usmiercaj jej!!!!!!!
    Maxi bedzie cierpiec
    Jak ktos moze sie pod ciebie podszywac
    No niestety taki jest swiat
    Chcialamby prowadzic bloga ale nie mam takiego wspanialego talentu jak ty;-);-);-);-)
    Nie chce z anonimow pisac , ale takie piekne opowiadania jakie ty piszesz trzeba komentowac
    Masz po prostu talent ;-);-);-);-);-)
    Pozdrawiam
    Klania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias, nowa czytelniczko :)
      Nie możesz mówić, że nie masz talentu, jeśli nie spróbujesz :)
      Każdy cos potrafi xD

      Usuń
  26. O, jak ślicznie...Jeszcze nie mogę opanować łez, które spływają mi po policzkach
    Dziękuję, za tego wspaniałego parta, budzącego we mnie tyle emocji.
    Masz ogromny talent, dziewczyno.
    Twoje opowiadania nie są takie przesłodzone i o jakichś tam rozterkach Violi,
    ale z przesłaniem, i to mi się podoba.
    Maxi tak się o Naty troszczy, a ona co?!
    Nie będzie się leczyć i już!!
    Co za dziewczyna, mam nadzieję, że jej nie uśmiercisz,
    bo znowu będę płakać :(
    I biedny Maxi, jak on sobie wtedy poradzi???
    Nie wiem, już brakuje mi słów- cudownie, bosko, genialnie, pięknie, ślicznie
    i nie mam pojęcia, jak jeszcze.
    Ale cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga,
    na Twoje wzruszające opowiadania,
    których z pewnością nie zapomnę do końca życia.
    Dziękuję, kochana..
    Nie mogę, ja płaczę
    Julie W.

    OdpowiedzUsuń
  27. piękne <333333333333333333
    dobrze że Naty ma takiego wspaniałego chłopaka jak Maxi

    OdpowiedzUsuń
  28. W końcu przeczytałam :D
    Zacznę może od tego anonimka..
    Postanowił zmienić "swój login" - teraz podszywa się pod Gumiś;*
    Nie rozumiem takich ludzi..

    A teraz do OP :D
    Jak zwykle cudo ♥♥♥
    Nie rozumiem dlaczego ona to tak długo ukrywała..
    Dlaczego nie chce się leczyć..
    Ja na jej miejscu postąpiłabym inaczej
    A ten tekst co powiedział jej Maxi ♥♥♥
    Już nie mogę doczekać się kolejnej części ♥
    Lecę czytać :3

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)