"Jeszcze nie jestem matką
jeszcze nie jestem
naprawdę kobietą
Drżę kiedy kołaczesz się we mnie
moje drugie serce
innym rytm mego życia
Zegar który od marca
ustanowi mi nowy czas
pozaeuropejski
Nasze serca przestukują się
ze sobą
moje głośniej
twoje dobitniej
Dwa ptaki niepewne
przyszłych lotów"
- Federico, kiedy
mam umówioną wizytę u lekarza? – spytałam poprawiając
poduszkę, którą miałam pod głową.
- Dzisiaj na
szesnastą. – Przykrył mnie kolejnym kocem. – Zimno ci?
- Trochę –
odparłam. – Dlaczego mi nie przypomniałeś?
- Nie chcę, żebyś
się denerwowała. – Objął mnie ramieniem. – Spokojnie, ja mam
wszystko pod kontrolą.
- Wiem, ale… -
zaczęłam – przygotowałabym się psychicznie.
- Kochanie. –
Podniósł mój podbródek do góry. – Ja będę przy tobie, nie
masz się o co martwić.
- Najbardziej boję
się o to – Spojrzałam w jego oczy – że coś będzie nie tak.
Że okaże się, że jedno, dwoje lub troje dzieci rozwija się
nieprawidłowo. Że lekarz powie, że muszę zostać w szpitalu, bo
ciąża jest zagrożona. A ja nie chcę zostać w szpitalu… Nie
lubię szpitali.
- Nie martw się. –
Przytulił mnie. – Na razie wszystko jest w porządku. Ale sama
wiesz, że z twoją chorobą musimy uważać bardziej. A jeśli
lekarz każe ci zostać, to niestety, będziesz musiała go
posłuchać.
- Ale… - odezwałam
się. – Będziesz mnie tam przynajmniej czasami odwiedzał?
Na twarzy Federico
pojawił się uśmiech.
- Skarbie… -
Dotknął mojego policzka. – Ja się stamtąd na krok nie ruszę.
Odwzajemniłam
uśmiech. Chwyciłam go za rękę.
- Bardzo się boję,
Federico… - szepnęłam. – A gdy coś pójdzie nie tak?
- Wszystko będzie
dobrze. – Pocałował mnie w czoło. – Obiecuję ci to, Ludmiła.
Nie pozwolę, żeby tobie, albo naszym dzieciom się coś stało.
Wpół do czwartej
Federico zaniósł mnie na rękach do samochodu. Pojechaliśmy w
stronę szpitala, gdzie miałam mieć robione badania, między innymi
USG, po którym miałam się dowiedzieć jakiej płci będzie moje
potomstwo.
Jechaliśmy już
dobre piętnaście minut. Czułam jak moje nogi pod naciskiem brzucha
ciążowego drętwieją. Spojrzałam na mojego ukochanego.
- Daleko jeszcze?
Na chwilę spuścił
wzrok z drogi i skierował go na mnie.
- Nogi? – spytał
znacząco. Pokiwałam głową. – Jeszcze jeden zakręt, dwie
minuty. Wytrzymasz?
- A mam wybór? –
mruknęłam i oparłam głowę o zagłówek.
Usłyszałam jak
Federico śmieje się pod nosem.
- Czyżby humorki
kobiet w ciąży? – spytał.
Posłałam mu
złowrogie spojrzenie.
- Boli mnie głowa,
jest mi niedobrze, drętwieją mi nogi i bolą mnie plecy, jeśli to
nazywasz „humorkami kobiet w ciąży” to tak, to właśnie to.
- Przepraszam, już
się nie obrażaj – odezwał się. – Prawie dojeżdżamy.
Rzeczywiście, po
kilku minutach podjechaliśmy pod publiczny szpital w Buenos Aires.
Federico wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył mi
drzwi. Pomógł mi wysiąść.
- Pójdę sama. –
Zaprotestowałam, kiedy chciał mnie wziąć na ręce.
- Jesteś pewna?
Pokiwałam głową,
mimo, że wcale nie byłam o tym przekonana. Przyznam się jednak, że
chciałam zrobić mu na złość. Wiem, jestem okropna.
Chwyciłam go mocno
pod rękę, a drugą położyłam na brzuchu. Opierając się na nim,
ruszyliśmy do przodu. Jednak nie przewidziałam tego, że moje nogi
po prostu mogą nie wytrzymać tego całego ciężaru jakim jestem ja
i trójka moich nienarodzonych dzieci. Już po kilku krokach poczułam
ból w kolanach. Skrzywiłam się. Federico musiał to zauważyć.
- Mówiłem, że nie
dasz rady – stwierdził.
Musiałam przyznać
mu rację. Byłam już na takim etapie, że moje ciało było po
prostu za słabe, aby samo się poruszać. Powinnam o tym wiedzieć.
Mój partner schylił
się, prawą ręką podciął mi nogi i wziął mnie na ręce.
Weszliśmy do środka przychodni.
Wokół panował
gwar. Ludzi było pełno, wszyscy czekali na swoją kolej lub biegali
w tę i we w tę w poszukiwaniu odpowiedniego gabinetu. Doszliśmy do
drzwi, za którymi miałam być zbadana. Ustawiała się do nich
bardzo długa kolejka, co najmniej kilkanaście kobiet w ciąży. Ze
swoimi partnerami, lub bez.
- Przepraszam, pani
jest ostatnia? – Federico zwrócił się do jednej z kobiet.
- Tak, ja –
potwierdziła. Przesunęła się trochę. – Proszę, niech pani
usiądzie.
Mój ukochany
posadził mnie na ławce, a sam oparł się o ścianę obok.
- Przepraszam, że
pytam – odezwała się kobieta – ale… który to miesiąc?
Uśmiechnęłam się
do niej.
- Szósty –
odparłam. – Dokładnie szósty i drugi tydzień.
- Widzę, że to
ciąża mnoga, tak?
- Tak, trojaczki –
potwierdziłam. – Dzisiaj mam dowiedzieć się jakiej będą płci.
Wcześniej nie było to możliwe, dzieci źle się ułożyły.
- Rozumiem, mam tak
samo – odparła. – Zazdroszczę pani. Potrójne szczęście.
- Owszem –
zgodziłam się. – Jednak nawet pani sobie nie wyobraża, jak
ciężko jest normalnie funkcjonować.
- Coś o tym wiem –
zaśmiała się. – Moja siostra miała ciąże bliźniaczą. Ale
dwójka dzieci to co innego niż trójka.
Jeszcze chwilę z
nią rozmawiałam, po czym zaczęłam rozmyślać…
Miałam nadzieję,
że wszystko będzie dobrze, że dzieci będą zdrowe. Nie chciałam
zostawać w szpitalu, najlepiej czułam się w domu. Tam mogłam być
sobą…
Zakręciło mi się
w głowie. Ścisnęłam mocniej rękę Federico, kiedy poczułam w
ustach nieprzyjemne uczucie. Zrobiło mi się niedobrze.
- Ludmiła, w
porządku? – spytał.
Pokręciłam
przecząco głową.
- Do łazienki?
Nim zdążyłam
odpowiedzieć, porwał mnie na ręce i szybkim krokiem udał się w
stronę toalet. Weszliśmy do środka. Od razu podszedł do jednej z
toalet, klęknął na ziemi i posadził mnie sobie na kolanach, po
czym pomógł nachylić mi się do muszli. W ostatnim momencie.
Zaczęłam wymiotować, jednocześnie zanosząc się kaszlem. Czułam
jak Federico klepie mnie po plecach, jednak nie dawało to wiele.
Wzięłam głęboki
oddech i zamknęłam oczy. Przechodziło. Powoli czułam się coraz
lepiej. Federico podał mi kawałek papieru toaletowego, którym
otarłam twarz.
- Już lepiej? –
spytał.
Pokiwałam powoli
głową. Pomógł mi usiąść. Wzięłam kilka głębszych oddechów.
- Idziemy? –
odezwałam się. – Zajmą nam kolejkę.
- Nie chcesz jeszcze
tutaj posiedzieć? – upewnił się.
- Chcę mieć to
wszystko już za sobą i wrócić do domu – odpowiedziałam.
Pogłaskał mnie po
policzku, po czym wstał i podniósł mnie do góry. Trzymając mnie
mocno otworzył drzwi i wyszliśmy na zewnątrz.
Na szczęście nie
przyszła żadna kobieta, więc kolejka się nie zmieniła. Zajęłam
swoje miejsce.
- Blado pani wygląda
– stwierdziła spoglądając na mnie z troską. – Jak się pani
czuje?
- Bywało lepiej. –
Zamknęłam oczy. – Z taką ciążą nie jest lekko. W dodatku ta
cukrzyca wszystko komplikuje.
- Ma pani cukrzycę?
– zdziwiła się.
- Od dziecka –
potwierdziłam. – Teraz, w ciąży, muszę szczególnie uważać.
- Trzeba było mówić
tak od razu – rzekła.
Podniosła się z
ławki i poszła na sam przód kolejki, który znajdował się zaraz
przy drzwiach.
- Przepraszam –
zwróciła się do kobiety z mężem będącym pierwszymi. – Ta
pani – Wskazała na mnie – nie za dobrze się czuje. Nosi ciążę
mnogą, w dodatku choruje na cukrzycę. Byliby państwo tak mili i
przepuścili ją przed sobą?
Przyszła matka
zgodziła się bez wahania. Federico znów wziął mnie na ręce i
skierował się w stronę gabinetu. Po chwili drzwi się otworzyły,
a ze środka wyszła ciężarna. Mój ukochany podziękował jeszcze
kobiecie, która nas przepuściła i razem ze mną wszedł do środka.
Położył mnie na leżance
- Dzień dobry. –
Pierwszy odezwał się lekarz. – Pani Ludmiła Ferro, dobrze
pamiętam?
- Tak, to ja.
- Przyszła pani na
wizytę kontrolną? – Wstał i podszedł do mnie. – Jak
samopoczucie?
- Nie najlepiej –
stwierdziłam. – Bez zmian.
- Dobrze… -
Zwrócił się do Federico. – A jak poziomy cukru we krwi?
- Raz lepiej, a raz
gorzej – odparł. – Czasami jest naprawdę dobrze, nieraz dajemy
korektę.
Doktor zbadał mnie
i pozadawał kilka pytań. W końcu podszedł do sprzętu USG.
- Dzisiaj mamy się
dowiedzieć jakiej płci będą dzieci, tak? – Usiadł na krześle.
Podwinęłam
koszulkę. Posmarował mi brzuch żelem, po czym chwycił za
słuchawkę i zaczął jeździć nią po nim.
- Wygląda dobrze…
- rzekł. – Nie widzę tutaj nic niepokojącego.
Spojrzałam na
monitor. Mój ukochany przysunął się bliżej i również utkwił
wzrok w ekranie.
- Nie ma żadnych
zmian, wszystko jest tak jak być powinno – stwierdził po chwili
lekarz. – Więc tak… Z tego co tutaj widzę… Będziecie państwo
mieli córkę… syna i… i jeszcze jednego syna. Proszę tylko
spojrzeć.
Wyraźnie widziałam
trzy małe kształty przypominające ludzkie ciałka. I pomyśleć,
że niecałe dwa miesiące będą one ze mną, tutaj…
Po policzkach
spłynęły mi łzy wzruszenia. Mój partner otarł je wierzchem
dłoni.
Jak na razie
wszystko układało się pomyślnie. Miałam nadzieję, że będzie
tak już do końca, do porodu…
- Kochanie – Do
salonu wszedł Federico – jak się czujesz?
- Beznadziejnie… -
szepnęłam przyciskając bolącą głowę do poduszki.
Podszedł do mnie i
kucnął tak, że jego twarz znajdowała się zaraz przy mojej.
Chwycił mnie za rękę, od razu jednak ją cofnął.
- Dlaczego nie
mówisz, że ci zimno? – Podniósł się i wyciągnął z szafki
piąty koc. Przykrył mnie nim. – Teraz lepiej?
- Trochę –
odparłam chowając zziębnięte ręce pod spód.
Nastała chwila
ciszy.
- Ludmiła…
- Tak?
- Za chwilę
przyjadą tutaj Violetta z Leonem i Marco z Francescą – rzekł. –
Pojadę z Violą i Fran do sklepu, musimy kupić wszystkie potrzebne
rzeczy dla maluchów. Zostaniesz z Leonem i Marco, dobrze?
Pokiwałam głową.
W sumie to było mi to obojętne. I mimo, że nie chciałam rozstawać
się z Federico, to przecież wiedziałam, że na zakupy musi iść.
- Będziesz ich
słuchała? Spytam ich później czy zjadłaś obiad.
- Nie jestem głodna.
- Na razie nic nie
każę ci jeść – zaprzeczył. – Później.
- Nie wiem, czy będę
miała ochotę.
- Tutaj nie chodzi o
to, czy masz ochotę – rzekł. – Musisz zjeść, żebyś siłę
miała i ty, i dzieci, zrozumiano?
Potwierdziłam
ruchem głowy.
- Kiedy przyjadą?
Pół godziny
później zadzwonił dzwonek do drzwi, a do środka weszli nasi
przyjaciele. Dziewczyny od razu zaczęły wypytywać mnie jak się
czuję. Powiedziałam im prawdę, w końcu same orientowały się w
sytuacji.
- Dziewczyny,
wychodzimy! – Usłyszałyśmy wołanie Federico.
Pożegnałam się z
Francescą i Violettą oraz moim partnerem. Wyszli z domu, a ja
zostałam sama z Leonem i Marco.
- Bardzo źle? –
spytał chłopak Violi.
- Bardzo –
potwierdziłam bez wahania. – Leon… Pomożesz… Pomożesz mi się
przekręcić przodem do was?
Podniósł mnie
lekko do góry i położył tak, że teraz byłam twarzami zwrócona
w ich stronę.
Spędziliśmy kilka
godzin na rozmawianiu o wszystkim i o niczym. Naszym tematem była na
przykład pogoda za oknem, polityka czy inne takie. Nie powiem –
bardzo przyjemnie spędziłam ten czas. W końcu, czas zawsze jest
miły, kiedy dzieli się go z najlepszymi przyjaciółmi.
O równej
osiemnastej do domu weszły moje przyjaciółki i Federico.
Obładowani byli różnego rodzaju torbami, pudłami… Nie
wiedziałam co to jest, ale zamierzałam się dowiedzieć.
- Kupiliśmy wózek
– rzekł Federico. – Dla całej trójki. Oczywiście trzy
łóżeczka, trzy przewijaki i takie tam. Wiesz, ubranka, butelki,
smoczki, zabawki.
- Mam nadzieję, że
pamiętałeś, że jedno z naszych dzieci będzie dziewczynką? –
Uśmiechnęłam się, a Fede wyraźnie się zakłopotał.
- On? – odezwała
się Francesca. – On zapomniał. My pamiętałyśmy.
Zaśmialiśmy się
wszyscy.
A co było później?
Później były kolejne godziny rozmów i śmiechu, zabawy i
bezsensownego gadania o niczym. Ale ja właśnie to lubiłam.
Przynajmniej mogłam oderwać się od tego strachu o moje dzieci,
który towarzyszył mi każdego dnia.
- Federico! –
zawołałam. – Federico, chodź szybko!
Do salonu wbiegł
mój narzeczony. Szybkim krokiem podszedł do mnie.
- Co się dzieje? –
spytał zdenerwowany. – Źle się czujesz? Niedobrze ci?
- Chodź bliżej. –
Zamknęłam oczy. – Chodź… Daj rękę.
Z wahaniem wyciągnął
dłoń w moją stronę. Chwyciłam ją i przyłożyłam ją sobie do
brzucha.
- Czujesz? –
Spojrzałam na niego. – Czujesz to?
Przez chwilę na
jego twarzy widziałam zdezorientowanie. Zdrętwiał, aby za sekundę
się uśmiechnąć.
- Czujesz? –
Ponowiłam pytanie.
- Nasze dzieci –
rzekł. – Ruszają się…
- Pierwszy raz.
Myślałam, że ta
chwila nigdy nie nastąpi. Martwiłam się, że już tak niewiele
zostało do rozwiązania, a ja jeszcze nie czułam
najdelikatniejszych ruchów mojego potomstwa. Lekarz uspokajał mnie,
że może tak być, jednak mimo wszystko bałam się, że coś może
być nie tak. Teraz miałam przynajmniej świadomość, że wszystko
jest w porządku.
- Widzisz, mówiłem,
że wszystko będzie dobrze. – Uśmiechnął się Federico. –
Masz na to dowód.
Przyznałam mu
rację.
- Dominic, Nico i
Dolores… - szepnęłam.
- Dokładnie,
kochanie. – Pocałował mój brzuch. – Trójka naszych
wspaniałych dzieci…
Wzięłam do ręki
kalendarz leżący na stole. Otworzyłam go na bieżącym miesiącu.
Od razu dostrzegłam cyfrę 19 otoczoną czerwonym kółkiem.
- 19 października –
mruknęłam sama do siebie. – Jest 15 sierpnia.
- Co tam robisz
kochanie? – Znikąd pojawił się mój partner.
W rękach trzymał
niebieski kubek z herbatą. Podszedł do mnie i usiadł na brzegu
kanapy.
- W sumie, to nic…
- westchnęłam. – Patrzę ile zostało do porodu…
- Nie zadręczaj się
tak, Lu. – Położył rękę na moim brzuchu. – Wszystko jest pod
kontrolą. Nie masz się czym martwić. To już niedługo.
- Ale ja już nie
wytrzymam – jęknęłam. – Wszystko mnie boli, Federico. Nie mogę
się normalnie poruszać, czuję się jak kaleka. Wszyscy muszą mnie
we wszystkim wyręczać, to nie jest przyjemne.
- Domyślam się –
przyznał. – Ale skarbie… Wytrzymałaś już tyle. Pomyśl, że
już za kilkadziesiąt dni będzie po wszystkim, a ty będziesz
trzymała w rękach takie małe szkraby.
- Tak naprawdę, to
to wynagradza mi wszystko. – Uśmiechnęłam się lekko. – Jednak
to nie zmienia faktu, że jest naprawdę ciężko…
- Wiem, kochanie. –
Odstawił kubek na stół. – Wierz mi, że gdybym tylko mógł,
wziąłbym całe to cierpienie na siebie. Gdybyś była zdrowa,
wszystko byłoby inaczej.
- Ale nie jestem
zdrowa… - rzekłam cicho.
Przytulił mnie do
siebie.
- Kocham cię taką
jaką jesteś i będę cię kochał zawsze, bez względu na wszystko
– rzekł. – Nic nie zmieni mojego uczucia do ciebie, będę przy
tobie do końca swoich dni.
Wtuliłam się w
niego mocno. Znów poczułam kopnięcie. Odruchowo położyłam rękę
na swoim brzuchu, ciesząc się tą chwilą. W końcu, kto by się
nie cieszył?
- Lu, idziemy już
do sypialni? – Usłyszałam głos Federico.
- Chcesz już spać?
- Tak naprawdę, to
padam z nóg – przyznał. – Ale możemy jeszcze posiedzieć…
- Nie, nie –
zaprzeczyłam. – Też jestem zmęczona. Chodźmy.
Wziął mnie na ręce
i skierował się w stronę schodów. Wszedł uważnie ze mną na
górę i ruszył do naszego pokoju. Weszliśmy do środka. Położył
mnie na łóżku, jako, że byłam już gotowa do spania.
Ściągnął z
siebie ubrania i ułożył się obok mnie, uprzednio gasząc światło.
Jak zawsze, swoją rękę położył na moim brzuchu.
- Dobranoc, kochanie
– rzekł.
- Dobrej nocy –
szepnęłam i zamknęłam oczy.
Próbowałam zasnąć.
Naprawdę tego potrzebowałam – odpoczynku po tym męczącym dniu,
podczas którego musiałam lekceważyć ten okropny ból pleców i
złe samopoczucie.
W końcu, po kilku
minutach usłyszałam chrapanie mojego ukochanego. Uśmiechnęłam
się do siebie. On też potrzebował odetchnięcia. Cały dzień
robił wszystko w domu, zajmował się wszystkimi rzeczami, które
robiłam ja, zanim jeszcze zaszłam w ciążę. Teraz nie mogłam
pomóc mu nawet w najprostszych czynnościach. Miałam wyrzuty
sumienia, kiedy patrzyłam jak on męczy się, próbując wszystko ze
sobą pogodzić, a ja leżałam bezczynnie w salonie. Chociaż
powtarzał mi, że to nie moja wina, to w głębi duszy czułam się
z tym źle.
Nie zauważyłam,
kiedy z mojej głowy wyleciały te wszystkie niepotrzebne myśli, a
ja całkowicie odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Obudził mnie silny
ból w podbrzuszu. Nie wiedziałam co się dzieje. Otworzyłam oczy,
ale nie dostrzegłam nic, bowiem w pokoju nie świeciło się żadne
światło.
Chciałam iść do
toalety.
Spojrzałam w bok i
dostrzegłam smacznie śpiącego Federico. Nie miałam serca go
budzić, jednak to było silniejsze ode mnie.
- Federico –
potrząsnęłam nim lekko. – Fede…
Wymamrotał coś pod
nosem i zakrył się szczelniej kołdrą. Westchnęłam.
- Federico,
kochanie. – Szturchnęłam go mocniej w ramię. – Feder! –
Podniosłam nieznacznie głos.
Otworzył oczy. Jego
wzrok od razu powędrował na mnie.
- Ludmiła? –
odezwał się. – Przepraszam… O co chodzi?
- Zaniesiesz mnie do
łazienki? – spytałam cicho.
Nie chciałam mówić
mu o tym bólu, który czułam. Nie chciałam go denerwować.
- Oczywiście. –
Podniósł się z łóżka.
Podszedł z mojej
strony i wziął mnie na ręce. Znów poczułam to napieranie w
podbrzuszu, zlekceważyłam to jednak.
Łokciem włączył
światło i otworzył drzwi do łazienki. Wszedł ze mną do środka.
Postawił mnie zaraz przy toalecie.
- Dasz radę sama?
- Tak –
potwierdziłam. – Mógłbyś… Mógłbyś zrobić mi coś do
picia?
- Źle się czujesz?
– Spojrzał na mnie z troską.
- Trochę… -
przyznałam.
- Zrobię ci cos
przeciwbólowego – rzekł. – Zawołaj mnie, kiedy będziesz
chciała wrócić do łóżka.
Pokiwałam głową,
a on wyszedł z łazienki. Nabrałam powietrza w płuca. Chciałam
podejść bliżej sedesu, jednak coś mnie powstrzymało. Znów
poczułam ostry ból w podbrzuszu. Teraz nie mogłam już go
zlekceważyć, jęknęłam cicho.
Odwróciłam się w
stronę drzwi zrobiłam krok do przodu. W tym momencie poczułam jak
coś ciepłego spływa mi po nodze. Spojrzałam w dół, bałam się…
Zobaczyłam krew…
- Fede… -
zawołałam słabo. Jednak to nic nie dało, nie usłyszał mnie.
Zebrałam w sobie wszystkie siły. – Federico!
Poczułam jak moje
nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a ja tracę grunt pod stopami.
Oparłam się o ścianę, jednak spełzło to na niczym. Myślałam,
że już zaliczę bliskie spotkanie z podłogą, kiedy w ostatnim
momencie poczułam pod sobą silne ramiona mojego partnera.
- Ludmiła, co się
dzieje? – Widziałam przerażenie wymalowane na jego twarzy.
- Nie wiem… -
Pokręciłam przecząco głową. – Boli mnie…
- Co cię boli?
- Brzuch… -
rzekłam cicho.
Chyba dopiero teraz
zauważył wielką kałużę krwi na podłodze.
- Jedziemy do
szpitala.
Wziął mnie na ręce
i wybiegł z łazienki. Był już na przedpokoju, kiedy nagle
zatrzymał się i zamarł.
- O co chodzi? –
wyszeptałam próbując przetrzymać ból.
- Nic… Nic
kochanie. – Zszedł na dół do salonu. Położył mnie na sofie i
sięgnął po komórkę.
Dopiero teraz
uświadomiłam sobie, że dzień wcześniej oddał nasz samochód do
warsztatu. Dlaczego akurat teraz? Co my zrobimy?
- Leon? –
Usłyszałam głos Federico. – Przyjeżdżaj. Nie zadawaj pytań,
musimy jechać do szpitala. Proszę cię, pośpiesz się!
Nasz przyjaciel coś
odpowiedział, po czym Fede od razu się rozłączył. Pobiegł na
górę, nie wiedziałam po co.
Wrócił po chwili,
ubrany, z czymś w ręce. Czym prędzej podbiegł do mnie.
- Wszystko będzie
dobrze – rzekł pomagając mi usiąść. – Zobaczysz, Lu.
Zarzucił mi na
ramiona bluzę, a moje nogi owinął kocem. Wziął mnie na ręce i
ruszył do wiatrołapu. Klęknął na podłodze, ubrał mi buty, po
czym sam założył swoje. Chwycił jeszcze kurtkę z wieszaka i
wyszedł przed dom. Zamknął drzwi.
Szybkim krokiem udał
się w stronę furtki. Wyszedł przez bramę.
Jęknęłam cicho,
ponieważ znów poczułam ból w brzuchu.
- Spokojnie,
kochanie – rzekł cicho Federico. – Wytrzymaj, błagam cię.
Ścisnęłam mocniej
jego ramię.
Kilkanaście minut
później, zauważyliśmy jadący w naszą stronę czarny samochód.
Federico od razu ruszył w jego stronę. Auto zatrzymało się zaraz
przy nas. Mój ukochany otworzył tylne drzwiczki i razem ze mną
usiadł na siedzeniu.
- Jedź do szpitala
– zwrócił się do Leona.
- Co się w ogóle
stało? – Samochód ruszył.
- Nie wiem… -
odparł mój partner. – Przecież to jest za wcześnie na poród,
do cholery!
- Federico… -
szepnęłam. – Proszę…
- Przepraszam… -
Pocałował mnie w czoło. – Po prostu się denerwuję. Spokojnie,
zaraz dojedziemy na miejsce, wytrzymaj.
Wtuliłam twarz w
jego tors i zaczęłam głęboko oddychać. Bałam się, strasznie
się bałam. Nie tyle o siebie, co o swoje dzieci. Nie chciałam, by
coś im się stało, nie wybaczyłabym sobie.
Kręciło mi się w
głowie. Robiło mi się niedobrze, starałam się jednak lekceważyć
to uczucie. Ból w podbrzuszu z każdą chwilą narastał, wydawało
mi się, że nie wytrzymam.
Zaczęłam krzyczeć.
Poczułam mocny ucisk między nogami… Wiedziałam, że już się
zaczęło.
Federico przytulił
mnie mocno do siebie, jednak to nie pomagało w złagodzeniu bólu.
Czułam krew, myślałam, że nie wytrzymam. Cierpiałam, i to
bardzo.
- Kochanie, oddychaj
głęboko – usłyszałam nad uchem głos Federico. – Proszę cię,
już prawie dojeżdżamy.
Rzeczywiście, po
momencie auto zatrzymało się. Fede wysiał ze mną z samochodu i
popędził w stronę wejścia do szpitala. Modliłam się, żeby to
skończyło się jak najszybciej. Było mi słabo, niedobrze, a ból
był nie do zniesienia…
Tak
oto prezentuje się druga część. Mam nadzieję, że się wam ona
podoba :) Jeszcze tylko trzecia, a później OP o Naxi :D
Dziękuję
za komentarze, obserwatorów i wyświetlenia, których jest naprawdę
dużo :D
Do
jutra do godziny 13:00 możecie
wysyłać jeszcze swoje part na konkurs :) Wyniki jutro :)
A
co do nagród...
Więc
tak xD
Pierwsze
miejsce - przedstawienie parta na blogu, kolaż z wybraną
osobą lub parą, oraz filmik również z jakąś osobą lub parą :)
Oprócz tego będę polecać twojego bloga przez jakiś czas xD No i
jeszcze możliwość wcześniejszego przeczytania trzeciej części
OP o Fedemile :)
Drugie
miejsce - przedstawienie parta na blogu, kolaż z wybraną
osobą lub parą oraz polecanie bloga przez jakiś czas :D I
możliwość przeczytania fragmentu trzeciej części mojego parta o
Fedemile :D
Trzecie
miejsce - przedstawienie parta na blogu, kolaż z wybraną
osobą lub parą i polecanie bloga przez jakiś czas :)
Wyróżnienie
- przedstawienie parta oraz kolaż z wybraną osobą lub parą xD
Wyróżnienia
są dwa xD
Ogólnie,
to wszystkie OP znajdą się na tym blogu :) Zrobię tylko osobną
zakładkę na nie bo uznałam, że gdybym je dodała normalnie, to
pogubilibyście się, tym bardziej, że ten blog jest z partami :D
To
chyba tyle :D
ZAPRASZAM
NA PIERWSZY ROZDZIAŁ NA MOIM DRUGIM BLOGU: [KLIK]
Kocham
was <3333
PS.
Chyba zniosę tą głupią zasadę dodawania partów w niedziele xD

Olu!
OdpowiedzUsuńMoja dzisiejsza wypowiedź będzie krótka, gdyż chcę zajrzeć na twojego drugiego bloga.
Wiedz, że psizesz niesamowicie. ♥
Gracias <33333
UsuńJak czytam twoje party to brak mi słów <333
OdpowiedzUsuńPiszesz świetnie ,wspaniale, niesamowicie, cudownie...
Jednym słowem...Boskie ^^
Zazdroszczę talentu ;***
Czekam na kolejną część <33
Pozdrawiam
~Pati~
Dziękuję xD
UsuńCzytam i otwieram gębę szeroko z podziwu!
OdpowiedzUsuńJa,ja,ja. aaaaaa.... Brakuje mi słów, żeby opisać to co dzieje się we mnie gdy czytam to co napisałaś.
Magia ^.* Wszyscy odchodzą z bloggowania, mam nadzieję, że Tobie taki pomysł nie wpadnie do głowy <3
Bo bym bez Twoich opowiadań nie wytrzymała ;**
Federico taki kochanyy ^.^ Jak tu go nie kochać ? xD
Jejku, Ludmiła. .. jak mi jej żal. Dobrze, że ma Fede przy sobie <33
KOCHAM <33
Czekam na następną część, wyniki iii ... rozdziału na Twoim drugim blogu xDD
Pozdrawiam ;*
~Kaśka Ferro~
Gracias :D
UsuńNoo, wyniki jutro :D
Pozdrawiaaam :D
Jejuuuu xD
OdpowiedzUsuńTo było niesamowite, czytałam z zapartym tchem <33333
I prawie nie mrugałam, teraz mnie oczy bolą :P
Pięknie piszesz, no nie wiem, co mam jeszcze dodać no xD Nigdy nie wiem co pisać w komentarzach pod Twoimi opowiadaniami :P
Cokolwiek bym powiedziała, to i tak w pełni nie odda moich uczuć i wrażeń :)
WOW - to chyba najlepsze słowo ^^
Znieś tą zasadę, bo nie wytrzymam tygodnia czekania :C
Chyba że wezmę udział w konkursie, wygram go i przeczytam parta wcześniej :D
Hahaha xD Trochę za późno o tym pomyślałam :P
No to czekam na trzecią część Fedemilci ^^
Zżera mnie ciekawość (dokładnie tak, jak w przypadku pierwszego rozdziału na Twoim drugim blogu :D).
To dawaj szybko ten next <33333
Czeeeeeekaaaam ^^
Pozdrawiam ;****
Gracias <3333
UsuńMoże zniosę, a może nie xD Zastanowię się, no ale chyba tak :D
Czytałam, czytalam, czytałam to chyba z 10 razy.
OdpowiedzUsuńTak mi się to spodoobalo i bolały mnie oczy.
Dlatego komętuje teraz.
I jeszcze raz musze to przeczytać.
Fedemila <33
Pozdrawiam.
Tyna : **
Napisz next o Naxi
OdpowiedzUsuńTakie pytanko: jak mogę napisać next o Naxi, skoro to jest part o Fedemile? :D
UsuńNaxi będzie po Fedemile :D
Oki a kiedy kolejny 3 o Fedmile
UsuńNie wiem dokładnie, ale niedługo :P
UsuńOki oby szybko rozdział super
UsuńGracias <3
UsuńWszystko cudnie, pięknie, świetnie [...] jak zawsze ;3 Czekam z niecierpliwością na ostatnią część i muszę Cię z góry uprzedzić, że jeśli dzieciom coś się stanie, przyjdę Cię udusić ;D Nie no, żart. Jeszcze nie mam zamiaru Cię zabić, bo to byłaby wielka strata ;P
OdpowiedzUsuńAAAAAAAAAAAAA LODO PODAŁA MOJEGO TWEETA!!!! Ale radocha <3333
Co tam z tymi dziećmi będzie, to się dowiesz w ostatniej części xD
UsuńOOO PODAŁA TWOJEGO TWEETA?? KURDE, ALE CI ZAZDROSZCZĘ NO, JA TEŻ TAK CHCĘ xD
Olu !
OdpowiedzUsuńTo było niesamowite zwłaszcza moment kiedy w nocy była w łazience bo już wiedziałam co sie wydarzy ponieważ kiedyś mi to zdradziłaś ;) Bardzo mi się podobał ten part, czytając go nie mogłam oderwać od niego oczu ! Piszesz wspaniale ale to już wiesz ;D Wiec pozdrawiam i czekam na trzecią cześć ~Weronika~
Weroo, no jeszcze pamiętam naszą rozmowę na GG:
Usuń- No, ale jak mam to napisać??
- No nwm napisz, że poszła do łazienki i poczuła, że już się zaczęło :D
- Ale to się jeszcze nie zaczęło!
- No to napisz, że czuła, że zaraz się zacznie xD
Coś w te troki :D
Dobra, gracias <33333
Oj pamiętam pamiętam :*
UsuńTo dobrze :D
UsuńKochanie... Mam taką nietypową prośbę...
OdpowiedzUsuńzaczęłam pisać shot'a dla Ciebie, ale mam go na kartce i jest niedokończony... A jutro jadę do szpitala i nie wiem, czy jak wrócę zdaże go przepisać -.-
Mogłabyś przenieść konkurs do końca poniedziałku ?
Byłabym wdzięczna .... ;) o Ile to nie problem...
A co do parta , to jest obłędny :D
Kurde... Musiałaś przerwać w takim momencie, Ty zua kobieto !?
Yhhh i teraz czekaj na c.d .... XD
No dobra, poczekam, bo kocham Twoje dzieła :D
Masz talento, ale to ci już mówiłam ;>
I ten tekst... :D Mówiłam Ci, że jestem zaszczycona :D
Wykorzystałaś go najlepiej jak można było ;)
No i Fede jest taki kochany ;)
tak bardzo się troszczy o Lu ♥
Ahhh cudo <333
Buziaki, Nikoletta :*
Do szpitala? To coś poważnego? :( Oby nie :(
UsuńPewnie, że przedłużę :) Jakbym nie mogła? :D
Twój tekst mi tak nagle przyszedł do głowy i musiaaaałam go wykorzystać :D
Gracias <3
Jejku, nawet nie zauważyłam że dodałaś rozdział na który tyle czekałam! Głupia ja xD Też nie lubię dodawać postów w niedzielę, jedynie w soboty i piątki, inne dni całościowo muszę poświęcać nauce ;/
OdpowiedzUsuńAle wracając do Femiły: będą mieli dwóch synków i córeczkę, takie miniaturki Fede i mała, słodziutka Lu <3 Biedne Ludmiła, zostawili ją z Marco i Leonem? xD Fede, Vilu i Fran spisują się idealnie, podoba mi się że tak o nią dbają <3 Czytając ostatni fragment normalnie zapomniałam o całym świecie, czyżby Lu zaczynała przedwcześnie rodzić? Mam nadzieję, że nic nie stanie się jej i dzieciom, niee, nie ma opcji! <3 Muszą żyć długo i szczęśliwie <3 xD Jedną z nagród w konkursie jest zobaczenie trzeciej części? Kiedy tylko to przeczytałam, zaczęło mi zależeć żeby zająć któreś miejsce, ja się już nie mogę doczekać kolejnej części xD Nie mówiąc o OP o Naxi <3
Wiesz, że kocham obydwa Twoje blogi prawda? Naprawdę, masz niesamowite pomysły <3
Pozdrawiam <3
No, może zajmiesz jakieś miejsce? :D Nigdy nic nie wiadomo :P
UsuńJa też kocham twojego bloga <3333
Gracias :*
geeeeeeeeeeeeeeenialny! ;*
OdpowiedzUsuńczytałam go z zapartym tchem,
a już najbardziej od momentu kiedy Ludmi
chciała pójść do łazienki i zaczęła rodzić...
jak zawsze cudownie wszystko opisałaś ;*
nie mogłam się oderwać ani na chwilę...
postawa Federico jest fantastyczna ;*
jest taki opiekuńczy dla Lu
i w ogóle wziął na siebie jej obowiązki
cóż nie wiem co jeszcze mogłabym ci napisać.
to, że uwielbiam twojego bloga już wiesz <33
czekam na kolejną część tego genialnego OP ;**
szkoda, że to będzie już ostatnia...
i na kolejne party w twoim wykonaniu, droga Olu ;D
//Nati
Boski OP <333333333
OdpowiedzUsuńMatko nawet nie wiesz jak ja to przeżywam kiedy czytam xD
Feduś jest cudowny <33
Biedna Lu :C
Leoś to wspaniały przyjaciel :)
Czekam na next
Cudownyyy <3
OdpowiedzUsuńCzekam na nextaaa <3 <3
Tak czekałam na drugą część, że aż nie zauważyłam, że ją dodałaś.. :D
OdpowiedzUsuńOlu ja już nie wiem co mam pisać! cudowny, niesamowity, poruszający part! <3
Po prostu aż mowę odbiera.
Uwielbiam to jak przedstawiasz w tych partach Lu i Fede. Niby takie same osoby jak wszędzie indziej, ale zupełnie inne. Fede taki kochany, troskliwy, wspaniały i opiekuńczy. No ideał *.*
I Lu mimo swojego strachu o dzieci i bólu i tak zrobiła Fede na złość, bo śmiał się z jej humorków :)
Powtórzę po raz setny jesteś genialna i niesamowicie utalentowana! <3
Aaaa. I jeszcze Leoś <3 Taki przyjaciel to skarb. Wielu z nas myśli, że ma super przyjaciół i w ogóle, a tak naprawdę jak dochodzi do jakiejś trudnej sytuacji, to nie mamy się do kogo zwrócić o pomoc. Fajnie, że w tym OP Lu i Fede mają takich przyjaciół na których mogą liczyć i którzy pomogą im w każdej sytuacji :)
Czekam na 3 cz. i na OP o Naxi! <3 A teraz lecę na drugiego bloga! :*
Gracias za długi komentarz, uwielbiam takie :D
UsuńEe tam, nic nowego xd
OdpowiedzUsuńSorka ale to tyle ;p
Pozdro :_*
Nie wiem o co dokładnie chodzi w tym komentarzu, ale spoko xD
UsuńLeoś i Marco gadający o polityce? Nie wyobrażam sobie tego. xd Biedna Lu,tak strasznie jest mi jej szkoda. Ten ból,strach.Wole nie zastanawiać się co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Fede,jaki on jest wspaniały. Przez czas ciąży zachowywał się jak perfekcyjna pani domu.I jak tu go nie kochać? Chwała Leonowi,że tak szybko przyjechał. Jak dobrze mieć przyjaciela na którego można liczyć.
OdpowiedzUsuńChciałabym jeszcze napomknąć o pani,która wywalczyła pierwsze miejsce Lu w kolejce,brawa dla niej. :D
Po za tym Po raz kolejny wspaniały,zapierający dech w piersiach Part.
Czekam z niecierpliwością na next i zapraszam do mnie.♥
Perfekcyjna pani domu? xD
UsuńTaaak, brawa dla tej pani :D
Gracias <333
Nie mam pojęcia co napisać :(
OdpowiedzUsuńByło to po prostu niezwykłe =)
doskonale wszystko opisujesz...
ech.. dziś się nie rozpisuję, bo muszę jeszcze coś u siebie napisać ;)
Już nie mogę się doczekać wyników ^^
buziaki :***
Gracias <333
UsuńA to leć pisać :D
A wyniki będą jednak we wtorek lub środę, ponieważ Nikoletta poprosiła o przedłużenie konkursu :D
Jak to się stało że przychodzę ostatnia?
OdpowiedzUsuńWiesz, jakoś widziałam twojego Parta, przeczytałam, a skomentować zapomniałam :) <3
No co tu dużo mówić?
Part jak zwykle piękny, cudowny, i jeszcze wieleee innych określeń mogłabym użyć aby opisać to cudooo :)
A wiesz co .. - znowu się wzruszyłam.
Nic więcej niestety nie mogę powiedzieć, ponieważ pomysłów braaak :(
Oooo ja też kocham Olu xD
Ania
Ja też czasami tak mam, że przeczytam ale zapomnę skomentować :D
UsuńGracias <333
Genialny <333333333
OdpowiedzUsuńFede taki kochany <3333
Leon i Marco rozmowiający o polityce? xD
Ten OP jest wzruszający, poruszający, niezwykły, ciekawy, niesamowity, boski, cudny.... Wymnieniać dalej? xD
Biedna Lu ;-;
Jak Lu zaczęła rodzić to nie umiałam wytrzymać tego napięcia! xd
Ja chcę już 3 część ^.^ xD
Kooochaaam <333333
Pozdraiam ;***
Z niecierpliwością czekam na część 3 <3333
Gracias za komentarz <3
UsuńŚwietny OP :)
OdpowiedzUsuńLu rodzi!! xD
Czekam na następną część! :)
W końcu napisałam ten komentarz.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam go już w sobotę, ale myślałam aby napisać Ci coś mądrego :D
Ale mi nie wyszło, więc w skrócie.
Part jest CUDNY! Ciekawe czy lekarze uratują ciążę Lu.
Twoje party są cudowne. Według mnie to jest najwspanialsze.
Zazdroszczę Ci twojego stylu pisania.
A co do zniesienia tej zasady, zgadzam się. Dodawał Party codziennie!
A tak serio to może dwa razy w tygodniu?
Pozdrawiam
Tamara
Ps.Możesz w wolnym czasie zajrzeć?- http://jest-taka-milosc-ktora-nie-umiera.blogspot.com/
Gracias <333
UsuńZ tym dodawanie partów to nie wiem :P ZObaczy się :P
A na bloga wpadnę jak znajdę czas :D