niedziela, 5 stycznia 2014

ONE PART MARCESCA - Już nikt nigdy Cię nie uderzy cz 3



 "Stosowanie przemocy wynika najczęściej z niemożności rozwiązania 
przez ludzi podstawowych problemów swojego życia, 
z niemożności kochania innych, nieumiejętności zrealizowania własnych możliwości. 
Nie mogąc kochać, człowiek zaczyna poniżać innych ludzi i sprawiać im ból.

Mijały dni, tygodnie, miesiące, a moja sytuacja wciąż się nie zmieniała. Jednak wydawało mi się, że Ezequiel z dnia na dzień był coraz gorszy, coraz bardziej brutalny… Starałam się go unikać, nie chciałam przebywać zbyt często w domu. Nie wchodziłam mu w drogę i nie dopuszczałam do niego Candelarii. Nigdy nie mogłam przewidzieć, kiedy się zdenerwuje. Wolałam, żebym to wtedy ja była w pobliżu, nie moja córka. Dotąd jej jeszcze nie uderzył, ale nie chciałam ryzykować. Byłam gotowa się poświęcić, sprawić, by to mi coś zrobił, bo wolałam to, niż gdyby on miał choćby krzyknąć na Cande.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Zostawiłam moją córkę w pokoju i poszłam do salonu, gdzie wcześniej go zostawiłam.
- Halo? – Przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Halo, Fran? – Usłyszałam głos chłopaka. – Marco z tej strony. Przeszkadzam ci w czymś?
- Nie, nie – zaprzeczyłam. – O co chodzi?
- Chciałem cię spytać, czy wyskoczyłabyś ze mną do kina? Oczywiście, tylko jako znajomi, nic więcej – zapewnił.
Przez chwilę nie mówiłam nic, po chwili jednak zebrałam się w sobie.
- Nie, Marco, to chyba nie jest dobry pomysł… - zaczęłam. – On mógłby się dowiedzieć, a wtedy… Wtedy nie byłoby za wesoło…
- Hej, Francesca, o nic się nie martw – rzekł. – Nie dowie się. A nawet jeśli, to ja nie pozwolę, żeby coś ci zrobił, przysięgam.
- Nie wiem… - wciąż byłam niepewna. – Chyba nie powinnam…
- Ufasz mi? – spytał nagle.
- Słucham? – zdziwiłam się.
- Pytam, czy mi ufasz? - powtórzył.
- Ja… - zająknęłam się. – Ja… Tak, ufam ci…
- Cieszę się. – Mogłam przysiąc, że w tym momencie się uśmiechnął. – Przyjadę po ciebie za pół godziny, weźmiemy Candelarię i zostawimy ją u Federico i Ludmiły, już wszystko załatwiłem.
- Czyli miałeś pewność, że się zgodzę? – również się uśmiechnęłam.
- Można tak powiedzieć – zaśmiał się. – Dobrze, Fran, nie przedłużam. Szykuj się. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. – Nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Odłożyłam telefon na szafkę i poszłam do pokoju mojej córki. Weszłam do środka. Cande siedziała na podłodze i układała puzzle.
- Co robisz? – Kucnęłam obok niej.
- Układam – odparła spoglądając na mnie. – Prawie kończę, mamusiu.
- To dobrze. – Uśmiechnęłam się. – Ułóż do końca i pojedziesz do cioci Ludmiły i wujka Federico.
- A ty?
- Ja… - zająknęłam się. – Ja jadę z wujkiem Marco do kina. Zostaniesz u wujka i cioci, a później po ciebie przyjedziemy, dobrze?
- Dobrze. – Pokiwała głową. – A tata ci pozwolił?
- Candusia… - zaczęłam. – Tata nic nie wie i nie może się dowiedzieć, dobrze? Nic mu nie mów, tak?
- Nie powiem – zaprzeczyła. – Mamusiu…
- Słucham, córeczko?
- Ja bym chciała mieć takiego tatusia jak wujek Marco – rzekła. – Ja go bardzo lubię, a… A taty nie. Mamusiu, a tata mnie w ogóle kocha?
Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Sama nie byłam pewna odpowiedzi. Ezequiel może i ją kochał – w co bardzo wątpiłam – ale jakoś tego nie okazywał. Gdyby rzeczywiście jej nie kochał, to na pewno już dawno by ją uderzył. Nie zrobił tego, co znaczyło, że ma jakiekolwiek uczucia względem niej. W końcu była jego córką. A to do czegoś zobowiązywało.
- Oczywiście, że cię kocha, córeczko. – Pogłaskałam ją po głowie. – Jest twoim tatą, na pewno jesteś dla niego najważniejsza.
- Naprawdę?
- Naprawdę. – Pocałowałam ją w czoło. – Dobrze, teraz układaj te puzzle, a za pół godziny przyjedzie wujek Marco i pojedziemy do wujka i cioci.
- Dobrze, mamusiu – zgodziła się dziewczynka.
Uśmiechnęłam się jeszcze, wstałam i wyszłam z pokoju.
Skierowałam się do sypialni. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne spodnie i pomarańczową bluzkę do łokcia. Skierowałam się do łazienki, ubrałam się i uczesałam. Makijażu nie zrobiłam. Był on u mnie rzadkością. Ceniłam sobie naturalność.
Kiedy byłam już gotowa, ruszyłam do mojej córeczki.
Pomogłam jej ułożyć puzzle, z którymi miała problem. Później ubrałam ją, a jej włosy związałam w dwa długie warkocze.
Nie zauważyłam, kiedy minęło pół godziny, a ja usłyszałam dzwonek do drzwi. Chwyciłam Candelarię za rączkę i zeszłam z nią na dół, kierując się do wiatrołapu. Otworzyłam drzwi, przed którymi zobaczyłam Marco.
- Hej. – Otworzyłam je szerzej. – Wchodź.
- Hej. – Wszedł do środka. – Gotowa?
- Prawie – uśmiechnęłam się. – Poczekasz chwilę? Wejdź do salonu.
Chłopak pokiwał głową. W tym momencie zauważyłam moją córkę.
- Cześć, księżniczko. – Kucnął obok niej. – Jak tam, gotowa na odwiedziny u wujka Federa i cioci Lu?
- Gotowa! – Potwierdziła mała.
- Dobrze – zaśmiał się. – Więc my pójdziemy do salonu, a mamusia jeszcze zrobić co tam miała zrobić.
- Chodź. – Cande złapała go za rękę i pociągnęła w głąb domu.
Zaśmiałam się i ruszyłam za nimi. Dziewczynka pociągnęła Marco na kanapę i kazała mu przeczytać sobie jedną z bajek.
Wbiegłam po schodach na górę, poszłam do garderoby i wyjęłam z niej czarną torebkę, do której wrzuciłam telefon, chusteczki i dokumenty.
Ponownie zeszłam na do salonu.
- Możemy już iść? – zwróciłam się do Marco.
- Oczywiście – potwierdził. – Chodź mała.
Wziął moją córeczkę na rączki i ruszył z nią do wyjścia, wcześniej przepuszczając mnie przed sobą.
Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz, zamknęłam drzwi na klucz i wrzuciłam je do torebki.
Wsiedliśmy do samochodu. Ruszyliśmy.
- Mogę wiedzieć na jaki film jedziemy? – spytałam spoglądając na chłopaka.
- Nie wiem – uśmiechnął się. – Zobaczymy co grają, i coś wybierzemy. Zdamy się na ciebie.
- Na mnie? – zdziwiłam się.
- Na ciebie – potwierdził. – Coś nie tak?
- Nie, po prostu… - zająknęłam się. – Nikt mnie nigdy nie pytał na co mam ochotę.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- Dziękuję.
Spojrzał na mnie, uśmiechnął się, a później z powrotem skierował wzrok na drogę za szybą.
Po kilkunastu minutach podjechaliśmy pod dom naszych przyjaciół. Marco wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Następnie wyciągnął z auta Candelarię i wziął ją na ręce. Przepuścił mnie pierwszą, i weszliśmy przez furtkę na podwórko Federico i Ludmiły.
Zapukałam do drzwi. Po chwili ktoś je otworzył, a ja zobaczyłam Federa.
- Cześć – powiedział. – Przywieźliście małą?
- Tak – potwierdził Marco. – Zostawimy ją i będziemy się zbierać.
Nagle przy Federico zjawiła się jego narzeczona.
- Więc wyruszacie na podbój kina? – zaśmiała się.
- Ja nic o tym nie wiem – broniłam się. – Nie wiem nawet na jaki film jedziemy.
- Fran, mówiłem ci, ja też nie wiem. – Uśmiechnął się Meksykanin.
- Marco, istnieje takie coś jak Internet – przypomniała mu blondynka. – Teraz zabierzesz Francescę do kina na jakąś niemrawą komedię albo bajkę dla dzieci, i co?
- Ja mogę obejrzeć nawet „Kopciuszka” – odparłam. – Tak dawno nie byłam w kinie…
- Tym bardziej dawajcie Candelarię i jedźcie – powiedział Fede.
Marco podał mu moją córeczkę. Ta uśmiechnęła się i pomachała nam.
- Miłej zabawy – rzekła Ludmiła.
- Dzięki – opowiedziałam. – Przyjedziemy później po Cande, tak?
- Ty już się o nic nie martw, Fran – zaśmiał się Marco. – Nic jej nie będzie.
- Nie chcę po prostu za bardzo obciążać Federico i Ludmiły…
- Francesca, co ty mówisz? – zdziwiła się blondynka. – To dla nas sama przyjemność.
- A teraz już jedźcie – dodał jej partner. – Do zobaczenia.
Pożegnaliśmy się, i ruszyliśmy z powrotem do samochodu.
Droga do kina zajęła nam dziesięć minut. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się… Z Marco miałam wiele wspólnych tematów, był moją pokrewną duszą. Interesowaliśmy się tym samym, tak dobrze się rozumieliśmy. Czasami potrafiłam zatracić się w jego zielonych oczach… Nie. Stop. Ja mam męża. Nie mogę tak myśleć. Poza tym Marco to tylko znajomy. Nie wierzę, że mogłaby mu się spodobać taka osoba jak ja…
- Jesteśmy – rzekł w pewnym momencie. – Mam nadzieję, że znajdziemy jakiś względny film.
Wysiedliśmy z auta i skierowaliśmy się w stronę budynku kina. Weszliśmy do środka.
W holu było pełno ludzi. Dzieci uciekały przed swoimi rodzicami, a ci zawzięcie je gonili, przez co tracili miejsca w kolejce.
Podeszliśmy do ściany, na której wywieszony był repertuar.
- Dobra, co tutaj mamy… - zastanowił się Marco. – Która jest godzina?
Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz.
- Wpół do piątej.
- A na jaki film chciałabyś iść? – Spojrzał na mnie.
- Mną się nie przejmuj, wybierz coś pod siebie – odparłam.
- Chyba żartujesz – powiedział. – Przyszliśmy tu razem, więc razem coś wybierzemy. Chodź.
Złapał mnie za rękę i przyciągnął bliżej.
I znów te dreszcze…
Stanęłam bliżej ściany.
- Poczytaj i powiedz, na który chcesz iść – rzekł.
Przeniosłam wzrok na tablicę przede mną. Widziałam masę tytułów, których większość nic mi nie mówiła. Większość były to filmy angielskie, chociaż zdarzały się też hiszpańskie, argentyńskie czy włoskie…
- „Trzy metry nad niebem”? – zaproponowałam odwracając się do Marco.
- Słyszałem o nim, podobno niezły – potwierdził. – Idziemy?
- Możemy iść.
- „Możemy” czy „idziemy”? – Uśmiechnął się.
- Idziemy – odwzajemniłam uśmiech. – O której grają?
- Jeśli się pośpieszymy, to zdążymy na ten za piętnaście minut. – Spojrzał na repertuar. – W międzyczasie kupimy jakiś popcorn, co ty na to?
- Eee… - zająknęłam się. – Nie wzięłam pieniędzy…
- Myślisz, że pozwoliłbym ci płacić za siebie? – zdziwił się. – Ja cię zaprosiłem, więc ja kupuję.
- Ale…
- Żadnego „ale” – przerwał mi. – Idź, usiądź na kanapie i poczekaj na mnie, dobrze?
Pokiwałam głową, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech, tak samo jak na jego.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę sofy. Usiadłam niej wygodnie. Zaczęłam wpatrywać się w Marco stojącego w kolejce.
Przy nim czułam się inna. Dawał mi poczucie, że nie jestem tylko bezużyteczną dziewczyną, za jaką uważał mnie Ezequiel. Candelaria bardzo go polubiła. Dużo o nim wspominała. Uwielbiała się z nim bawić.
Marco przychodził do nas tylko wtedy, kiedy mojego męża nie było w domu. Z jednej strony chciałam, by nas odwiedzał, ale z drugiej bałam się, że Ezequiel może kiedyś wrócić wcześniej z pracy…
Ja również lubiłam przebywać w mieszkaniu Marco. Całkiem niedawno wyprowadził się od Maxiego i Naty. Teraz mieszka kilka przecznic ode mnie. To bardzo wszystko ułatwia.
Wiele razy próbował mnie namówić, żebym odeszła od mojego męża. Tłumaczył mi to cierpliwie mając nadzieję, że w końcu zrozumiem. Ale ja nie rozumiałam. Byłam nieugięta, nie chciałam zostawiać Ezequiela.
- Możemy już wchodzić. – Obok mnie niespodziewanie zjawił się chłopak. – O czym tak rozmyślasz?
- O niczym ważnym. – Podniosłam się z kanapy. – Idziemy?
- Chodźmy.
Przepuścił mnie przed sobą i weszliśmy na salę kinową. Chwilę zajęło nam odnalezienie naszych miejsc. W końcu jednak nam się to udało i zajęliśmy je.
Po piętnastominutowych reklamach film się zaczął. Trwał on dwie godziny. Był naprawdę piękny.
Opowiadał o dwójce ludzi, którzy mimo dzielących ich różnic potrafili ze sobą być.
To tak jakbym widziała… siebie i Marco.
Różniło nas wiele. On był radosnym, energicznym chłopakiem, umiejącym postawić na swoim. Ja byłam nic nie znaczącą dziewczyną, bez perspektyw na życie, dającą poniżać się swojemu mężowi.
Jedyny różnica między nami, a tym filmem była taka, że my nigdy nie będziemy razem. Nigdy. Nie zasługuję na niego. Poza tym… Od kilku lat jestem mężatką. I nie zmienię tego. Nie mogę.

- Mamusiu, mamusiu, tata już przyjechał! – Usłyszałam wołanie mojej córki.
Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Było bardzo wcześnie, a ja nie miałam jeszcze gotowego obiadu…
- Idź do siebie, Cande – rzekłam. – Poukładaj puzzle, pobaw się, cokolwiek. Ale nie wychodź, póki cię nie zawołam, dobrze?
- Dobrze – zgodziła się mała.
Pobiegła do swojego pokoju. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Minutę później zobaczyłam mojego męża.
- Ezequiel, ja przepraszam, ale jeszcze nie ma obiadu… - zaczęłam się tłumaczyć. – Nie wiedziałam, że tak wcześnie przyjdziesz i…
Nie dokończyłam, ponieważ podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz.
- Ja naprawdę zaraz zrobię jedzenie. – Przytrzymałam się szafki. – Za dziesięć minut będzie gotowe.
- Tutaj nie chodzi o obiad, suko – warknął.
- A… A o co? – spytałam ze strachem.
Nie wiedziałam, o co mogło mu chodzić. Przecież ja nie zrobiłam nic, co mogłoby mu się nie spodobać…
- Jeszcze się pytasz? – zdenerwował się. – Nie zgrywaj idiotki. Gdzie byłaś trzy dni temu?
- Trzy dni temu? – powtórzyłam. – Ja… Byłam w domu z Candelarią…
Znów poczułam jego silną rękę na swoim policzku.
- Nie łżyj! – wrzasnął. – Myślisz, że jestem debilem? Mój znajomy widział cię w piątek z jakimś fagasem w kinie!
No tak. W piątek byłam z Marco na filmie…
- Musiało mu się przywidzieć… - broniłam się. – To nie mogłam być ja…
Niespodziewanie uderzył mnie w brzuch. Upadłam na ziemię. On kucnął obok mnie i odwrócił moją głowę w swoją stronę.
- Źle ci ze mną? – zagrzmiał. – Pytam, czy jest ci ze mną źle?!
- Nie… - skłamałam. – Jest mi bardzo dobrze.
- Więc po co do cholery – Rzucił mnie na ścianę – prowadzasz się z jakimiś chłoptasiami? Myślałaś, że się nie dowiem?
- Ale to naprawdę nie byłam ja… - Bałam się powiedzieć prawdy. – Twój znajomy musiał mnie z kimś pomylić.
- Posłuchaj mnie. – Chwycił mnie za włosy. – Masz w tej chwili powiedzieć mi, gdzie byłaś trzy dni temu, rozumiesz?
- Byłam w domu… - Nadal utrzymywałam swoją wersję.
- Nie chcesz mi powiedzieć? – zaśmiał się szyderczo. – Sam się dowiem.
Puścił mnie i wyszedł z kuchni. Słyszałam, jak wchodzi po schodach na górę.
Candelaria…
Czym prędzej podniosłam się z podłogi i najszybciej jak mogłam pobiegłam za nim. On nie mógł zrobić nic mojej córeczce… Nie pozwolę na to.
- Candelaria! – wrzasnął mój mąż. – Do mnie w tej chwili!
Moja córka wyszła niepewnie z pokoju akurat w tym momencie, w którym ja wbiegłam na górę.
- Gdzie była twoja matka w piątek? – zagrzmiał.
- Mamusia była w domku… - odparła niepewnie.
- Nie kłam! – krzyknął. – Lepiej powiedz prawdę!
- Ale ja mówię prawdę – Mała dzielnie mnie broniła.
- Tak nie będziemy rozmawiać. – Zbliżył się do niej.
Ona cofnęła się o krok i zamknęła oczy. Ezequiel podniósł rękę.
Musiałam zareagować.
Doskoczyłam do niego i w ostatnim momencie złapałam go za nadgarstek. Szybko się wyszarpnął.
- Zachciało ci się ze mną kłócić? – spytał złowrogo. – Chcesz dostać jeszcze mocniej?
Zrobiłam krok w tył.
Jednak nie spodziewałam się tego, że ponownie będzie chciał uderzyć Cande…
Odwrócił się w jej stronę. Widziałam, jak mała płacze.
Podszedł jeszcze bliżej niej. Znieruchomiała, podobnie zresztą jak ja.
Zamachnął się. I byłby ją uderzył, gdyby nie moja szybka reakcja.
W jednej chwili znalazłam się przy mojej córce i odepchnęłam ją tak, że dostałam ja zamiast niej. I wolałam to, aniżeli jej miałaby się stać krzywda.
- Biegnij, Candusia! – zawołałam. – Uciekaj!
Przerażona dziewczynka pokiwała głową, a ja usłyszałam tylko tupot jej nóżek zbiegających po schodach.
O dziwo, Ezequiel nie zamierzał jej gonić. Widocznie wolał pobić mnie. Bo byłam pewna, że teraz nastąpi ta straszna chwila…
- I co? – Klęknął obok mnie. – Opłacało mi się sprzeciwiać?
Poczułam mocne uderzenie w głowę, która odbiła się do znajdującej się za mną ściany. Czułam ból rozchodzący się po mojej czaszce.
- To co, powiesz mi, gdzie byłaś trzy dni temu? – Usłyszałam jego pytanie.
Spojrzałam na niego. W jego oczach widziałam furię podczas, gdy z moich wypływały łzy.
Nie odpowiedziałam.
Po chwili uderzył mnie w twarz.
- Tak myślałem – mruknął. – Jesteś nic nie wartą dziewuchą!
Schyliłam głowę.
Nagle Ezequiel wstał i odszedł ode mnie. Podniosłam wzrok.
Czyżby to był już koniec? Odpuścił sobie tak łatwo? Nie pobił mnie?
Nie chciałam się nad tym zastanawiać. Stanęłam na nogi i skierowałam się w stronę schodów.
Zostały mi do pokonania tylko cztery stopnie, kiedy nagle ktoś mnie popchnął, a ja runęłam na ziemię.
- Taka jesteś mądra? – Złapał mnie za szyję. – Mi nie uciekniesz. Dostaniesz teraz to, na co zasłużyłaś.
Rzucił mnie na podłogę.
Nagle poczułam ból na całym ciele. Nie wiedziałam, co się dzieje.
Podniosłam głowę i zobaczyłam nad sobą mojego męża. Trzymał w ręce kij od szczotki…
- Może to oduczy cię wałęsania się po mieście z jakimiś idiotami, i okłamywania mnie – rzekł.
Zaczął znów mnie okładać.
Wszędzie. Po plecach, bo brzuchu, po nogach, po rękach, a nawet po głowie.
Bolało. Bolało jak cholera. Nigdy chyba nie dostałam tak mocno. On również nigdy nie używał żadnych „narzędzi”…
Do głowy nasuwało mi się tylko jedno pytanie: gdzie jest Candelaria?
Miałam nadzieję, że opuściła dom, że nie ma jej nigdzie w kącie, że nie obserwuje tego, co się tu dzieje.
Dostałam w głowę. Ból był nie do zniesienia.
Czułam uderzenia na całym moim ciele.
Po chwili już nie wytrzymałam tego cierpienia, i zemdlałam… Pierwszy raz, odkąd poślubiłam Ezequiela.
I przysięgłam sobie, że był to zarówno ostatni raz…

Słyszałam wokół siebie głosy. Walczyłam z tym, żeby podnieść ciężkie powieki do góry. Czułam niewyobrażalny ból głowy, zresztą nie tylko jej.
Po kilku próbach udało mi się otworzyć oczy. Nad swoim łóżkiem zobaczyłam mężczyznę w białym fartuchu.
- Gdzie… gdzie ja jestem? – spytałam cicho. – Co się stało?
- Jest pani w szpitalu – rzekł lekarz. – Została pani pobita. Jak się pani czuje?
- Głowa… - szepnęłam. – Głowa mnie boli…
- Proszę się nie martwić, to nic dziwnego – uspokoił mnie. – Na korytarzu czekają pani znajomi. Zaprosić ich do środka, czy chce pani odpocząć?
- Nie… Proszę ich wpuścić – odparłam.
- Oczywiście.
Wyszedł z sali. Rozejrzałam się wokół. Byłam jedyną osobą leżącą w tym pomieszczeniu. Dwa łóżka stały puste. Naprzeciwko mnie znajdowało się duże okno.
Drzwi otworzyły się. Do środka weszło kilka osób.
- Francesca. – Podbiegła do mnie Camila. – Boże, Fran, jak ty się czujesz?
- W porządku – odpowiedziałam.
- Co on ci zrobił… - Ktoś chwycił mnie za rękę.
Podniosłam głowę i zobaczyłam przed sobą Federico.
- Nie wrócisz do niego – dodał. – Nie wrócisz, rozumiesz?
- Gdzie on jest? – odezwałam się.
- Zabrali go – wtrącił Maxi. – Niedługo ma być rozprawa. Gdybyś wcześniej od niego odeszła, nic takiego nie miałoby miejsca.
- A… Co się stało?
- Nie pamiętasz? – rzekł Broduey. – Ten bydlak cię pobił. Skatował cię. Jak nigdy. Byłaś nieprzytomna przez tydzień. Candelaria pobiegła po pomoc…
- Gdzie jest Cande? – przerwałam mu. – Gdzie jest moja córka?
- Spokojnie. – Ludmiła położyła mi rękę na ramieniu. – Violetta i Leon jej pilnują. Jest bezpieczna. To ona zadzwoniła na pogotowie. – Odetchnęłam z ulgą.
- Uczyłam ją – wyjaśniłam.
- I bardzo dobrze. – Uśmiechnęła się Naty. – To zdolna dziewczynka.
- Wiem. – Odwzajemniłam uśmiech. – Najzdolniejsza.
Poczułam, jak ktoś łapie mnie za dłoń. Spojrzałam w prawo i dostrzegłam tam Marco. W jego oczach widziałam ból… Martwił się o mnie?
- Powiesz nam, co się tam stało? – spytał.
- Nie chcę o tym mówić… - Zamknęłam oczy.
- Proszę, powiedz – powtórzył. – Chcemy ci tylko pomóc.
- Wiem.
Nastała cisza. Czułam spojrzenia moich przyjaciół przewiercające mnie na wylot. Zbierałam się w sobie przez kilka minut. W końcu postanowiłam wszystko im wyznać.
- Gotowałam obiad – zaczęłam. – Candelaria bawiła się w pokoju… Nagle przybiegła do mnie, powiedziała, że Ezequiel już wrócił. Przestraszyłam się, bo nie miałam jeszcze gotowego jedzenia… - Zatrzymałam się. – Zaczął na mnie krzyczeć, ale z zupełnie innego powodu. Powiedział, że jego znajomy widział nas – Spojrzałam na Marco – w piątek w kinie. Nie chciałam się przyznać. Upierałam się, że to nie byłam ja. Uderzył mnie, ale ja nadal kłamałam. Poszedł na górę. Cande była u siebie… Pobiegłam za nim. Ona też nie chciała powiedzieć mu prawdy, nie chciała mnie wydać. Chciał ją uderzyć… Nie mogłam na to pozwolić, odepchnęłam ją i kazałam jej uciekać. Nie gonił jej. Ale nagle wyszedł. Myślałam, że sobie odpuścił… Chciałam wybiec z domu, ale on złapał mnie, zanim zdążyłam zejść ze schodów. Zaczął mnie bić… To był chyba kij od szczotki. Bolało mnie wszystko, dosłownie. Jak nigdy. Myślałam, że nie przeżyję, że to jest już koniec… A później zemdlałam, nie wiem co się działo dalej.
Obolałą ręką wytarłam łzę spływającą po moim policzku.
Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego. To była najstraszniejsza rzecz, jaka mogła mnie w moim beznadziejnym życiu spotkać.
- Nie wiem co powiedzieć… - Usłyszałam głos kuzyna Natalii.
- Chyba słowa, że nam przykro, nie są tutaj na miejscu – dodał Broduey.
- Dlaczego my wcześniej nie zareagowaliśmy? – odezwała się Camila. – Dlaczego dopiero teraz?
Widziałam, jak jej mąż przytula ją do siebie i ociera łzy płynące z jej oczu.
- Francesca, dasz sobie teraz pomóc? – Za Marco stanęła Naty. – Pozwolisz nam?
Nie odpowiedziałam. Wpatrywałam się tylko we wszystkich po kolei.
- Mogłabyś zamieszkać ze mną – dodał Meksykanin. – Ty i Cande. Pomógłbym wam. Dałbym wam wszystko co najlepsze.
Znów cisza. Nie hamowałam już płaczu. Nie potrafiłam. Wolałam dać upust swoim emocjom.
- To jak? – spytała Ludmiła.
Wzięłam głęboki wdech, a po chwili znów wypuściłam powietrze z płuc.
- Nauczcie mnie żyć… - wyszeptałam. – Pokażcie mi prawdziwe życie, proszę…

Wolnym krokiem weszłam do kuchni. Oparłam się o futrynę drzwi.
- Pomóc ci? – spytałam.
Marco odwrócił się w moją stronę. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Jeśli chcesz – odparł. – Wiesz, kucharzem to ja nie jestem.
- Zaraz zobaczymy – zaśmiałam się.
Podeszłam bliżej i wzięłam od niego łyżkę, którą trzymał w ręce, po czym zanurzyłam go w garnku z zupą.
Zaczęłam się krztusić. Poczułam, jak ktoś klepie mnie po plecach.
- Aż tak bardzo źle? – jęknął.
- Przesoliłeś to na całego. – Uśmiechnęłam się.
- No, mogłem się spodziewać…
- Możemy zamówić pizzę? – zaproponowałam.
- Jadasz takie rzeczy? – zdziwił się.
- Wiesz… Nie jadłam od kilku lat, ale chyba można wrócić do dawnych lat, prawda?
- Oczywiście, że można – odparł. – To ja najpierw posprzątam, a później zadzwonię, dobrze?
- Nie, nie – zaprzeczyłam. – Ja posprzątam, a ty idź zamów.
- Dasz sobie radę?
- Pewnie. Nie takie rzeczy robiłam.
Obdarzył mnie jednym z tych swoich zniewalających uśmiechów, po czym zgodził się na moją propozycję.
Podeszłam do szafki i zaczęłam wkładać do zmywarki wszystkie talerze, łyżki i inne rzeczy, które Marco zdążył już pobrudzić. A nie było tego mało.
Chwyciłam do ręki dwie szklanki, które po chwili wyślizgnęły się z mojej dłoni i wylądowały z brzękiem na podłodze.
Zamarłam.
Usłyszałam tupot małych stópek. Po chwili poczułam, jak ktoś obejmuje moje nogi.
- Nie krzycz na mamusię – poprosiła moja córeczka. – Wujku, nie bij mamusi.
- Candusia, idź do pokoju – odezwałam się spoglądając na nią.
Mała niepewnie pokiwała głową i wybiegła z kuchni.
Nie podnosząc wzroku kucnęłam i zaczęłam rękami zbierać odłamki szkła.
Ktoś podszedł do mnie.
- Wstań – powiedział.
Zdrętwiałam. Zamknęłam oczy i powoli podniosłam się do pionu.
Poczułam jego rękę na moim policzku. Jednak nie było to uderzenie. Było to czułe dotknięcie.
- Naprawdę sądzisz, że mógłbym cię uderzyć? – spytał.
Nie odpowiedziałam. W środku byłam pewna, że on nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Jednak byłam już przyzwyczajona. Ezequiel nie miał skrupułów. Ale Marco był przecież jego zupełnym przeciwieństwem…
- Nigdy nie podniósłbym na ciebie ręki – ciągnął. – Nie zasługujesz na to. Jesteś piękną, młodą kobietą, która nie dostała w życiu tego, co powinna. Ofiarowano ci tylko ból, smutek i łzy. Ale teraz wszystko się zmieni. Twoje życie będzie zupełnie inne. Twoje, i twojej córki. Ciebie nikt nie będzie więcej poniżał, a ona nie będzie żyła w strachu, że jej własny ojciec ją uderzy.
Z moich oczu popłynęły gorzkie łzy. Spojrzałam na chłopaka stojącego przede mną.
Złapał mnie za ramiona i przyciągnął lekko do siebie. Wtuliłam się w jego tors, starając się opanować drżenie rąk.
- Już nikt nigdy cię nie uderzy… Obiecuję.

No i przedstawiam wam ostatnią część Parta o Marcesce. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni choć trochę, bo ja minimum takie zadowolenia odczuwam. Chyba nie zespułam tego na maxa i da sie to jakoś przeczytać, ja mam taką nadzieję :D
Za tydzień pojawi się tutaj pierwsza część OP o Fedemile, mam nadzieję, że wam się ona spodoba :)
Dobra. 
LUDZIE, OGŁASZAM KONKURS NA ONE PARTA! 
Jak wyżej. W ankiecie dziewięć osób zagłosowało, że weźmie udział, więc mam nadzieję, że dostanę przynajmniej kilka prac xD To co, może przedstawię wam zasady? xD 
1. OP musi być napisany przez was
2. OP może być opublikowany wcześniej na waszym blogu. 
3. OP może mieć dowolną długość. Możecie zapisać pół strony, a możecie zapisać pięćdziesiąt stron, w to nie wnikam xD 
4. OP musi dotyczyć serialu. Nie musi być Studia, to nie jest konieczne. Należy jednak zachować bohaterów :) 
5. Możecie napisać o kimkolwiek. Może być Naxi, Marcesca, Leonetta, Fedemiła, Bromila, Semi, Cares, Pablangie, Germangie, Tomasetta cokolwiek. Para jest dowolna, ale wcale nie musi być żadnego parringu, możecie napisać o jednej osobie :D 
6.  OP powinien mieć wątek. Nie musi, ale byłoby dobrze :D 
7. Udział w konkursie może wziąć każdy bez względu na to, czy jest zarejestrowanym użytkownikiem, czy nie. Nie musicie mieć własnego bloga, żeby wysłać pracę. 

Konkurs trwa od dzisiaj DO  19 STYCZNIA czyli dwa tygodnie, mam nadzieję, że nie jest to za krótki okres czasu xD
Prace należy wysyłać pod adres alexandracomello19@gmail.com a w treści należy podać wasz nick, nazwę, imię czy co tam chcecie xD
No i oczywiście nie zapomnijcie dodać pracy w załączniku xD Ja kiedyś tak miałam :P
Nagrody oczywiście będą.  Nie jakieś niewiadomo jakie, bo każdy wie jak jest, ale coś postaram się wymyślić :) Przedstawię je wam pod koniec trwania konkursu xD

Nie bójcie się brać udziału w konkursie. Nawet jeśli uważacie, że nie macie talentu, możecie spróbować :) To nie jest jakiś konkurs poprawnej polszczyzny, czy ortografii, nie jesteśmy mistrzami.
Nikt nie pisze doskonale, nawet ja xD 
Spróbujcie coś naskrobać, a może wam się spodoba i zaczniecie pisać na poważnie? Na pewno większość z was, nie wiem, czy nie wszyscy, chodzi do szkoły i dopiero się uczy, więc nikt nie będzie pisać jak zawodowiec. Ja nie gryzę, nie połykam w całości, nie zjadę po was na całej linii, bo znalazłam jakiś błąd ortograficzny czy interpunkcyjny xD Sama nieraz robię ich aż za dużo, więc rozumiem :)
Nie zmuszam, ale polecam xD

Okey, to chyba tyle xD Rozpisałam sie, ja wiem :) Jeśli jest dla was coś niezrozumiałego, to piszcie pod spodem, w komentarzach xD 

Dziękuję za komentarze pod poprzednią częścią Parta. Znaczą one dla mnie naprawdę bardzo dużo, bo to one dają siłę do dalszego pisania <33333 Dziękuję dziewczynom za rozmowy na GG i ogólnie za wszystko :)
Kocham waaaaaaaaas :****

Widzimy się za tydzień, mam nadzieję, że wytrzymacie xD Ja tymczasem idę pisać mojego parta, którego będę chciała wam za tydzień zaprezentować :D

Całujeeeeeeeeee :***********

73 komentarze:

  1. Cudowny one part.
    Marcesca < 33
    Czekam na Fedemiłe a później na Naxi < 333

    Pozdrawiam.
    Tyna :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co ?! To było piękne.Ta część podobała mi się najbardziej.Czekam na następny part.Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias, cieszę się, że się podobało <33333
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Jak ja wytrzymałam do końca? Myślałam, że zaraz zemdleję, na miejscu, jak Francesca...
    Ta część mi się chyba podobała najbardziej, ze względu na końcówkę xD Nie no, dobra. Ale wczoraj próbowałaś mnie skitować i trzymałaś w niepewności, jak się zakończy...
    Ten bydlak miał z Fran córkę... Idź, won do więzienia i wara mi od Marcesci i Candusi!
    Fran zbiła szklankę i myślała, że Marco ją uderzy... Ale wcale się nie dziwie, być katowaną przez całe życie przez męża.... Ale chłopak (hmm, mężczyzna xD) okazał się być dobry i kochający.
    Piękna końcówka <3
    Dobrze wiesz, że strasznie mi się podobał i nie kłam, że jest do dupy, bo znajdę i porozmawiam w cztery oczy ;P Oddaj talent! :C
    Pozdrawiam!
    Caro xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Nie chciałam powiedzieć, bo chciałam, żebys miała niespodziankę xD
      Nie oddam ci talentu, bo ja nie mam, a ty masz swój <33333

      Usuń
    2. Jak ty nie masz talentu, to ja jestem królową Anglii. Bijcie przede mną pokłony, poddani! :D

      Usuń
    3. Dzień dobry królowo Karolino! <333

      Usuń
  4. Boże, to było takie cuuuudowneeee *.* Po prostu słów brak.
    Ten Marco... Mrruuu! Cholera, muszę się opanować. Ale na prawdę mnie teraz nosi. No trudno... W każdym razie... Bardzo podoba mi się, jak opisujesz te wszystkie przeżycia Fran, w ogóle masz świetny styl, a ja mogłabym tylko czytać i czytać. Na moje szczęście mam jeszcze sporo OP do nadrobienia u Ciebie, także ten tego... ^^
    no...
    Opowiadanie całe cudowne i czekam na następne,
    Buziaki,
    Carmen E.

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie.Kochana naprawdę!
    Przepraszam cię ale nie mam czasu napisać nic więcej bo jadę do kościoła. xd
    Postaram się wysłać ci jakąś prace ale nie obiecuje. :*
    Kocham Sophie ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okey, rozumiem xD
      Gracias za komentarz <3333
      A wysyłaj pracę, wysyłaj xD
      Też kocham <33333

      Usuń
  6. Opiszę tą ostatnią część jednym słowem : CUDO!!!
    Nie mam się do czego przyczepić...
    ..No dobra do jednej drobnostki: włosy związałam w dwa warkocze - czy nie lepiej by było włosy zaplotłam w dwa warkocze?
    To takie co mi się rzuciło w oczy xD
    Do teraz pociągam nosem - tak, tak ... znów się popłakałam..
    Cóż tak to jest z wrażliwymi osobami.. Ale ja jestem chyba za wrażliwa xD
    Zastanawiam się, czy wziąć udział w tym konkursie..
    Muszę się zastanowić.
    Nie chcę wysyłać pracy, z której nie będę zadowolona..
    Jeszcze sobie wizerunek zepsuję xD
    Mam wziąć udział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i byłoby lepiej 'zaplotłam', ale jakoś tak napisałam xD
      Gracias <33333
      Oczywiście, że bierz udział! Ty masz sobie zepsuć wizerunek? Ciekawe czym, przecież cudnie piszesz! Bierz udział, mówię ci xD

      Usuń
  7. Kochanie Ty moje!
    To było przegenialne! Tak wspaniale opowoedziałaś nam tę historię...
    Cudowne ♥
    Rzadko się zdarza, aby Marcesca miała ten wyraz, ale Tobie to się udało... w dodatku tak fenomenalnie ^^
    Alex, z rozdziału na rozdział, ba! Z parta na part, piszesz coraz lepiej. Świetnie widzę jak mkniesz do przodu :D jesteś rewelacyjna, bardzo :)
    Buziaki :*
    Hania

    OdpowiedzUsuń
  8. Boooskiee <333
    Marcesca <3
    Brak słów po prostu genialne <33
    Czekam na OP o Fedmile <3
    Jak już wcześniej pisałam chętnie wezmę udział w konkursie ;)
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  9. Olu!
    Uwielbiam tego bloga, wiesz?
    Twój styl pisania również uwielbiam. ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. kochana, co to było ?!
    no co?!
    Jakieś cudo, normalnie ♥.
    Jestem pod wrażeniem ^^>
    Twoje opowiadanie wywarło na mnie tyle emocji, że wow.
    Nie jestem w stanie mówić ;D.
    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wszystko skończyło się dobrze ;).
    Potrafisz pisać i zabije każdego, kto powie, że jest inaczej :*.
    A co do konkursu, to nie wiem czy wezmę udział.
    Spróbuję, ale teraz mam na głowie kon. u siebie, mega shota i nowe opowiadanie...
    Dodatkowo zaczyna się szkoła...
    Sprubuję kochana, ale nie obiecuję ;c.
    Ale liczę, że otrzymasz mnóstwo wspaniałych prac. ;)
    Buziaki, Twoja Nikoletta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <33333
      Wiesz, zawsze możesz wysłać jakiś part, który już napisałaś xD
      Ale wiem, szkoła to szkoła :/
      Całuję :*

      Usuń
  11. Nie wiem co mam napisać.
    Jestem pod wielkim wrażeniem!
    To było ... po prostu idealne!
    Wywołujące emocje, uczucia!
    Kochana, jesteś tak utalentowana, że mogę.
    PO PROSTU KOCHAM ♥
    Czekam na następny o Fedemile ♥
    Nie wiesz jak ja Cię za to wielbię ^^

    Pozdrawiam
    ~~Kaśka Ferro

    OdpowiedzUsuń
  12. Hola !!
    Jak cudnie ;**
    Ooo...
    Przepięknie Ci to wyszło na prawdę...
    Chciałoby się wiele więcej...
    Ojej.. Marcuś kochany...
    Fran ma ogromne szczęście, że go spotkała...
    Candusia jak ona słodka ...<33
    Kosiam...
    Czekam na więcej !!!
    Twoja Czekoladka... <33

    ~ Amanda ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana!
    To wszystko było niesamowite <333 Masz tak wielki talent że szok :)
    Jednym słowem jestem pod wrażeniem, zresztą jak zawsze kiedy czytam twoje One Party <3
    Cieszę się że wszystko się dobrze skończyło, a Fran nareszcie znalazła prawdziwą miłość :)
    A więc czekam z niecierpliwością na OP o Fedemile ;D
    Co do konkursu - hmm zastanowię się ;)
    Nie mam talentu żeby ci dorównać :)
    Kooooocham i pozdrawiam <333
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <33333
      Ludzie, już nie gadajcie, że nie macie talentu, każdy ma talent <3333 Bierz udział! xD

      Usuń
    2. Każdy oprócz mnie xD
      Nie no, żartuję nie chce cię bardziej zdenerwować.
      Pozdraaaawiam
      Ania

      Usuń
  14. Kochana moja chciałabym się nominować do LBA♥
    Szczegóły u mnie. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam już, gracias <3333

      Usuń
    2. Zauważyłaś,że napisałam się? Tępa jestem.Wybacz.xd

      Usuń
    3. O, nie, nie zauważyłam xD Ja też jestem tępa, jesteśmy we dwie, żuffik :D

      Usuń
  15. Piękny, cudowny part <33333
    Wybacz, ale nie potrafię się rozpisywać :P
    Piszesz świetnie, zazdroszczę talentu ^^
    Pozdrawiam ;****

    OdpowiedzUsuń
  16. Ej, no po prostu nie wiem co powiedzieć :P
    Ten part był mega, boski, genialny itp.
    Piękne zakończenie ;*
    Marcesca forever :***
    W konkursie nie wezmę udziału, bo się nie nadaję xD
    A teraz czas na Fedemilkę, taaaaaak! ;D
    Już się nie mogę doczekać ^.^
    Pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      Ale spróbuj wziąć udział w konkursie, moze uda ci się cos napisać :*

      Usuń
  17. Piękne, naprawdę! <3 I czy musiało dojść aż do takiej tragedii, żeby Fran się opamiętała... Ma cudowną córeczkę, polubiłam ją najbardziej z całego opowiadania! No i oczywiście wsparcie przyjaciół, podoba mi się relacja Marcesci z Leonettą, Naxi i Femiłą, taka paczka przyjaciół <3 A do konkursu oczywiście się zgłoszę, jak coś napiszę to wyślę Ci na maila :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Zgłaszaj się, zgłaszaj, czekam na twojego parta xD

      Usuń
  18. Kochana, Cudowny OP ! <3
    Czytałam z zapartym tchem i łzami w oczach
    Jezu, jak on mógł ją tak skatować 0.0
    Ale zjawił się książę na białym koniu i ją wyciągnął z tego bagna <333
    Dzielna Candusia :*
    Kocham, Czekam na następne dzieła i życzę weny :***

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękna historia, piękna Marcesca <3 Wszystko cudowne. Piszesz naprawdę bosko, talent talentem, ale pisanie trzeba mieć w sercu, żeby przekazywać wszystkie emocje. Ty robisz to świetnie ^^ Czekam już na parta o Fedemili <3 A co do konkursu to nie wiem czy wysłać parta, ale zawsze warto spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, czyżby nowy czytelnik? xD
      Gracias <3333
      Oczywiście, że warto spróbować, to nie zaszkodzi :*

      Usuń
    2. Nie jestem nowym czytelnikiem xD Czytam twoje party od początku i pamiętam, że płakałam jak głupia przy parcie o Naxi ;-; Tylko wiesz nie chciało mi się pisać komentarzy -_- Leń ze mnie, ale teraz już będę pisała *-*

      Usuń
    3. Aa, spoko, rozumiem xD
      Okeyy :*

      Usuń
  20. Ale genialny parcior !!! Nie no ja sobie nie wyobrażam jak ktoś tak świetnie pisze !!! Kurcze geniusz pisarstwa z ciebie jest albo ewentualnie partowy geniusz :D Ale na pewno jakiś geniusz no XD Suuuuuuuuuuper :DD
    Kosmitka Zuzia

    OdpowiedzUsuń
  21. O Boże... Trafiłam tu przez przypadek
    i jakoś tytuł mnie bardzo zainteresował,
    cofnęłam do pierwszej części
    Czytam i czytam i nadziwić się nie mogę
    Taki talent. Po prostu cudownie, ja nie wiem jakich słów mogę użyć by opisać tego one parta.
    Przepięknie, przecudownie...
    Taki trudny temat, a poradziłaś sobie z nim tak doskonale..
    Aż mi się płakać chciało jak to czytałam.
    I nie mogę uwierzyć, że ty masz 13 lat...
    I taki talent...
    Och, żebym ja tak pisała!
    CuDo, cUdO, naprawdę... piękne
    Pozdrawiam i czekam na parta o Fedemili,
    na pewno będzie równie boski
    Kocham cię za tego one parta

    Julie Walter

    OdpowiedzUsuń
  22. Ygh, jestem zła... piszę już komentarz po raz trzeci, tamte mi usunęło :(
    mam nadzieję, że ten mi się w końcu uda opublikować... fajnie by było
    twój OP był genialny, fantastyczny, cudowny, wzruszający ;*
    nie wiem jak jeszcze mogłabym go opisać...
    ryczałam podczas czytania jak nie wiem co...
    najgorszy był moment, jak Ezequiel chciał uderzyć Cande
    a Fran ją obroniła, za co ten idiota ją prawie zakatował na śmierć... :((((((
    to było straszne...
    podobała mi się postawa Marco wobec Francesci... <3
    był dla niej taki kochany <33
    cieszę się ze szczęśliwego zakończenia tej historii ;**
    czekam na OP o Fedmile ;D pozdrawiam

    //Nati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger czasami jest denerwujący xD
      Gracias za komentarz <33

      Usuń
  23. Matko, Matulo, Matuleńko! XD *O*
    Czy aj jestem już w niebie?
    Happy end mi się tu kłania xd : *
    Daj mi swoją '' moc '', wenę.
    Albo po prostu daj mi jej zasmakować, proszę. :3
    Rozdział mam nadzieję daje wiele do zrozumienia.
    Ezeqiel od początku był dla Francsci tyranem.
    Co ona w nim widziała?
    To jak obiecywał jej, że nie opuści jej aż do śmierci wziął chyba za poważnie. A może on chciał śmierci swojej żony?
    Dobra, lepiej nie wnikać.
    To ile Marco i reszta przyjaciół dla niej robi, przekroczyć może ludzkie pojęcie.
    Ale widać, że Francesca jest nie ugięta, chce postawić na swoim, choć w głębi serca pragnie pomocy.
    '' - Nie dobrze mi… - Udałem obrzydzenie i zasłoniłem twarz rękami.
    - Już nie przesadzaj – zaśmiała się Francesca. – Patrz tylko, jak fajnie razem wyglądają.
    - Może i fajnie, ale aż mnie mdli… '' Marco XD
    '' - Nauczcie mnie żyć… - wyszeptałam. – Pokażcie mi prawdziwe życie, proszę… '' Mogę już popłakiwać ?
    Kochana, Fedemiłka zapewne jak i reszta, wyjdzie ci rewelacyjnie. Liczę na twój OP : * XD
    Amaizing. ( czy jak to się piszę XD )
    Proszę o następne OP :3
    Tygrysku ( XD ), zaczepisty, długaśny ( XD ) part XD
    Mam nadzieję, że wezmę udział w konkursiaku xD ^.*
    P.S. - twoje OP to pochłaniacze czasu XD
    Ciao, xoxo.
    ~ Martyna .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias za komentarz <33333
      Fedemiłke to się zobaczy za tydzień xD A następne jeszcze później xD
      Taak, pisałaś mi na GG że to pochłaniacze czasu xD No, tylko ten chyba mi wyszedł taaaaki długi no xD
      Te quiero <3333

      Usuń
  24. Dobra... jestem i piszę. XD
    To było cudne. *.* A ty jesteś najlepsza.
    Chociaż wolę Naxi, to zdecydowanie- ten trzyczęściowy OP jest najlepszym jaki czytałam. <333
    Ty jesteś najlepsza Olu. :*
    Słodki Marco, pomógł Fran i Cande.
    A Cande tak broniła swojej mamy.
    I jeszcze poprosiła Marco, żeby jej nie bił. ;33
    No szkoda, że nie będzie jeszcze czwartej części, bo byłoby fajnie.
    No, ale okeyy.
    Będzie jeszcze przecież o Fedemile. Szkoda, że dopiero za tydzień, ale okeyy, poczekam.
    Zapewne będzie warto, jak zwykle z resztą.
    No to czekam. C:

    OdpowiedzUsuń
  25. Wspaniały OP!
    Szkoda, że to ostatnia część ;c
    Czekam na OP o Fedemile :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  26. Super OP!
    Zapraszam do mnie: http://violetta-opowiadania-moje-historie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedy napiszesz OP o Naxi ??
    A poza tym kocham twojego bloga i wszystkie OP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naxi będzie po Fedemile, ale mam już pomysł na nich xD
      Gracias <3333

      Usuń
  28. Boski OP <333 (w sumie jak każdy XD)
    Czekam na Fedemiłe ;**
    Całuję ;***
    ~Nikita;***

    Ps. Wpadniesz? ---------> http://fedeletta-habla-si-puedes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Czy ja nie obserwuję twojego bloga? To dlaczego nie wiedziałam o nowych rozdziałach?? xD
      lecę :P

      Usuń
  29. O matko!!!
    Najcudowniejszy part jaki kiedykolwiek czytałam! Taki piękny, prawdziwy, szczery. Coś cudownego! <3
    Dziewczyno jesteś niesamowita, utalentowana, po prostu genialna!
    "- Nauczcie mnie żyć… - wyszeptałam. – Pokażcie mi prawdziwe życie, proszę…" - w tej wypowiedzi Fran zawarłaś wszystko, cały jej ból duszony w sobie od tylu lat.
    Francesca, która zdawała sobie sprawę ze swojej sytuacji, z bólu jaki zadaje jej mąż i cierpienia jaki przeżywała, a mimo wszystko chciała poradzić sobie sama.
    Marco, który pojawił się w odpowiednim momencie i uratował ją z opresji.
    No i oczywiście przyjaciele Fran - grupa wspaniałych ludzi, którzy weszliby za nią w ogień i którzy mimo ciągłego odpychania przez Fran zawsze byli przy niej i po jej stronie. To wszystko składa się na jedną smutną, bolesną ale także przepiękną historię, opisaną w tak wspaniały sposób, że aż dech zapiera.
    Jesteś rewelacyjna i żałuję, że dopiero odkryłam Twojego bloga. Ale wiedz, że teraz będę tutaj częstym gościem! <3
    Lece czytać inne Twoje OP! :*
    Zapraszam do mnie habla-si-puedes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias za miłe słowa <3333
      Na razie nie mam czasu, ale postaram sie zajrzeć na twojego bloga, jak tylko znajdę chwilę :) Czyli pewnie najszybciej w ferie, a to już 20 xD

      Usuń
    2. Zgadzam się z dziewczyną powyżej <333 :)
      Ten part był najcudowniejszy (jak każdy)

      Usuń
  30. hej, zostałaś nominowana do LBA na moim blogu
    szczegóły tutaj :
    http://violetta-i-leon-iwszystkojasne.blogspot.com/2014/01/lba-d_10.html

    gratuluję xd

    OdpowiedzUsuń
  31. cudny <33
    buuu... Ezwquiel ;/
    jak ty tak mogłeś ?
    chciałeś podnieść rękę na swoją własną córkę ?
    jesteś złym człowiek i idź gnić w więzieniu!
    Marcuś kochany, zaopiekował się Candusią i Francescą <3
    idę czytać teraz o Fedemile <3

    OdpowiedzUsuń
  32. lal to było takie wzruszające na pewnych momentach plakalam naprawdę był genialny po prostu brak mi slow nadal mam lzy w oczach piękny
    FRANCESCA

    OdpowiedzUsuń
  33. No i znów zachwyt i jeszcze raz zachwyt.
    I uśmiech, który pojawił się na mojej twarzy i nie chciał zniknąć.
    To wszystko przez tego cudownego parta.
    Biegnę dalej.

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)