czwartek, 9 stycznia 2014

ONE PART FEDEMIŁA - Zawsze miej nadzieję na lepsze jutro cz 1



 "Dzień
nagle wytrącony ze zwykłej kolei,
chociaż dla innych ludzi powszedni i zwykły.
Ciało już wie, jakie są pazury i kły
bólu.
Z chłodnych lśnień
jasnego wnętrza porodowej sali,
z migotliwego połysku białych łóżek i stali
narzędzi,
kiedy się głowa osuwa i ulgi szuka na krawędzi,
bo krawędź zimna i gładka
— ze wszystkich stopionych razem ostrych lśnień i błysków
rodzi się nowy słoneczny system:
dziecko i matka."

- Nie… - wyszeptałam spoglądając na monitor, na którym widniały trzy małe kropki. – Federico… Powiedz coś. Powiedz, że to niemożliwe, proszę…
W moich oczach zebrały się łzy, które po chwili spłynęły po moich policzkach. Przeniosłam wzrok na mojego ukochanego.
Ten ścisnął mocniej moją rękę.
- Doktorze, jakie są szansę, że moja partnerka donosi ciążę? – spytał niepewnie.
Lekarz spojrzał na niego z przykrością. W jego oczach widać było smutek.
- Znikome – odparł. – Praktycznie, nie ma żadnych szans…

Wpatrywałam się w przednią szybę samochodu. Moje oczy zapełnione były łzami. Trzymając rękę na brzuchu modliłam się, by wszystko to okazało się tylko snem.
Nie zauważyłam kiedy podjechaliśmy pod dom, a drzwiczki samochodu otworzyły się. Mój chłopak złapał mnie za rękę i pomógł wysiąść na zewnątrz.
Weszliśmy do domu, nie odzywając się ani słowem.
Federico otarł łzę z mojego policzka.
- Idź zmierz cukier i przyjdź na obiad – powiedział.
Pokiwałam głową i ruszyłam do salonu. Na stole leżało moje etui z gleukometrem.
Z westchnięciem usiadłam na sofie i wzięłam je do ręki. Wyjęłam z niego igłę i szybko wbiłam sobie w opuszek palca, z którego poleciała krew. Wytarłam ją o pasek włożony do licznika. Po chwili pojawiła się na nim nieduża liczba. Sto pięćdziesiąt.
Z cukrzycą zmagałam się od dziecka. Odkąd tylko pamiętam, nie ruszałam się z domu bez mojego etui z niezbędnymi rzeczami. Skazana byłam na ciągłe kontrolowanie mojego stanu. Mój cukier nie mógł być ani za wysoki, ani za niski. Było to po prostu zagrożenie mojego życia.
Federico był przy mnie cały czas. On dbał o to, abym nigdy nie zapomniała o zmierzeniu cukru. W nocy on to robił, abym ja nie musiała wstawać. Martwił się o mnie, kiedy źle się czułam… Kochałam go całym sercem.
Odłożyłam urządzenie na stół. Stanęłam na nogi i ruszyłam do kuchni.
Oparłam się o framugę drzwi. Federico spojrzał na mnie wyczekująco.
- Sto pięćdziesiąt – rzekłam wiedząc o co mu chodzi.
Skinął głową. Nałożył na talerze jedzenie, które zrobił przed naszym wyjściem i postawił je na stole. Usiadłam na jednym z krzeseł, a on zaraz naprzeciwko mnie.
Grzebałam bez celu widelcem w posiłku. Czułam na sobie wzrok mojego partnera, jednak nie podniosłam głowy.
Sztuciec wysunął się z mojej dłoni i z brzękiem spadł na ziemię. Schyliłam się po niego, i w tym momencie zrobiło mi się niedobrze.
Stanęłam na nogi i jak najszybciej mogłam, pobiegłam do łazienki. Wpadłam do niej, kucnęłam przed sedesem i pochyliłam głowę.
Zaczęłam wymiotować.
Poczułam jak ktoś klęka obok mnie. Był to oczywiście Federico. Jedną rękę położył na moim czole, a drugą zaczął masować mnie po plecach.
- Idź stąd – poprosiłam, kiedy poczułam się lepiej. – Nie patrz na to. Nie chcę, żebyś widział mnie w takim stanie.
Pomógł mi usiąść i oprzeć się o ścianę.
- Przestań, Ludmiła – rzekł. – Jesteśmy parą i nie masz się czego wstydzić.
Chwyciłam go za rękę i spojrzałam na niego. On jakby zrozumiał, i przyciągnął mnie lekko do siebie.
W jego ramionach poczułam się bezpieczna. Z moich oczu popłynęły łzy.
- Nie płacz. – Pogłaskał mnie na głowie. – Nie płacz kochanie, wszystko będzie dobrze.
- Nic nie będzie dobrze – wyszeptałam. – Nie donoszę tej ciąży. Nikt nie przeżyje. Ani ja, ani one…
- Nie mów tak. – Przycisnął mnie mocniej do siebie. – Dacie radę. Wszyscy. Cała czwórka. Wierzę w was. Już za rok będziemy dużą, szczęśliwą rodziną…

Mijały dni, tygodnie, miesiące… Ciąża się rozwijała. Mój brzuch z każdą chwilą był coraz większy, a ja coraz słabsza. Dzieci mi nie służyły. I choć tak bardzo chciałam kiedyś trzymać te malutkie kruszynki w ramionach, to wiedziałam, że być może ta chwila nigdy nie nastąpi.
Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Czasami los podrzuca nam zadania, z którymi musimy się zmierzyć. Nie zawsze są one proste, czasami wymagają wysiłku i poświęcenia, tak jak w moim przypadku.
Nie poradziłabym sobie, gdyby nie Federico. Tak naprawdę, to on dawał mi siłę na każdy kolejny dzień. Kim byłabym bez niego?
On kontrolował poziom glukozy w mojej krwi – ja nie miałam na to siły. Po tylu latach zmagania się z tą uciążliwą chorobą, po prostu zapominałam zmierzyć cukier. I to nie raz. To były notoryczne przypadki. Wstydziłam się ich.
Jednak mój ukochany to rozumiał. Próbował godzić pracę i opiekę nade mną. Nie było to proste. Ja nie mogłam przebywać sama w domu przez dłuższy czas. Musiał być ktoś przy mnie, aby pomóc mi w najprostszych choćby czynnościach.
Trójka dzieci rozwijających się wewnątrz mnie, okazywała już swoją obecność. Może nie czułam jeszcze ich ruchów, ale… po prostu wiedziałam, że tam są. Nie było wprawdzie jeszcze wiadomo, jakiej będą płci. I tak kochałam je już całym sercem, pomimo tego, że tak naprawdę wykańczały mnie fizycznie.
Otworzyłam zaspane oczy. Od razu poraziły mnie promienie słońca wpadające do pokoju przez okno znajdujące się na równoległej ścianie.
Z trudem przekręciłam się na drugi bok. Mój sporych już rozmiarów brzuch był czasami uciążliwy. Przeszkadzał, i to bardzo…
Postawiłam nogi na podłodze. Chwyciłam się szafki stojącej obok łóżka i podniosłam się do pionu.
Wolnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Nacisnęłam klamkę i wyszłam na zewnątrz.
Zeszłam po schodach na dół i udałam się do kuchni. Oparłam się o futrynę drzwi.
Mój partner stał akurat przy kuchence i gotował obiad. Chyba usłyszał, że weszłam do kuchni, bo natychmiast odwrócił się w moją stronę.
- Dlaczego nie leżysz? – spytał.
- Leżę od rana, Federico – przypomniałam mu.
- To nie ma znaczenia, jesteś za słaba, żeby sama chodzić po domu. – Podszedł do mnie. – Po co tutaj w ogóle zeszłaś? Masz odpoczywać. Zaprowadzę cię na górę.
- Nie, Fede – zaprzeczyłam. – Ja nie chcę tam być sama. Tam jest tak pusto, i cicho…
- To gdzie chcesz być?
- Nie wiem – westchnęłam. – Ale nie tam.
Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Chodź, położysz się w salonie. – Złapał mnie za ramię i pomógł dojść do sofy.
Położyłam się, a on usiadł obok mnie. Chwycił moją dłoń.
- Jak się czujesz?
- Bez zmian – odparłam. – Wciąż tak samo.
Podniosłam głowę i ułożyłam ją na jego kolanach.
- Jak je nazwiemy? – spytałam spoglądając na niego.
Uśmiechnął się.
- Nie znamy jeszcze płci – odparł.
- Wiem – potwierdziłam. – Ale możemy mieć wcześniej gotowe imiona. Co ty na to?
- No dobrze – zgodził się. – Więc co proponujesz?
- A możemy zacząć od ciebie? – Uśmiechnęłam się.
Zaśmiał się ukazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów.
- Dla dziewczynki na pewno odpada ‘Sara’ – rzekł.
- I ‘Claudia’ – dodałam. – Okropne, miałam ciotkę, która się tak nazywała. Nieznośna kobieta, naprawdę.
- Jasne, rozumiem. – Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- I w życiu chłopca nie nazwę ‘Fabricio’ – zastrzegłam.
- Dlaczego? – zaciekawił się.
- Jakoś tak. – Wzruszyłam ramionami. – Nie podoba mi się.
- A ‘Fabian’?
- Jeszcze gorzej – prychnęłam. – Nie wiem, kto wymyśla niektóre imiona.
- Ja też nie wiem. – Uśmiechnął się. – Co powiesz na ‘Rico’?
- ‘Rico’ jest świetne – zgodziłam się.
- To co, jedno mamy już załatwione?
- Tak, jedno tak – przyznałam. – A dla dziewczynki?
- ‘Esperanza’? – zaproponował.
- ‘Dolores’ jest ładniejsze – zaprzeczyłam.
- Wcale nie – zaśmiał się.
- Wcale tak – zrobiłam to samo. – ‘Esperanza’ jest za poważne. Nie pasuje do takich małych dzieci.
- Ale te małe dzieci będą kiedyś dorosłymi ludźmi, kochanie – przypomniał mi.
- Jeszcze mają czas. – Machnęłam ręką. – ‘Esperanza’ w ostateczności – dodałam po chwili.
- Jeszcze ‘Jovita’ jest ładne – rzekł.
- W sumie… - zastanowiłam się. – Też dobre.
- Czyli dla dziewczynek będzie ‘Dolores’, ‘Jovita’ i ‘Esperanza’, tak?
- Tak – powiedziałam. – Dla chłopców ‘Rico’, i jakie jeszcze?
- Może…
- Jakieś Włoskie – przerwałam mu.
- Włoskie? – zdziwił się Federico.
- Tak. Przecież będą w połowie Włochami.
- No, racja. – Uśmiechnął się. – Więc proponujesz jakieś?
- Nie znam za bardzo Włoskich imion – przyznałam. – Ale… ‘Dominic’?
- Mój tata się tak nazywa – rzekł mój narzeczony.
- Tym lepiej. – Uśmiechnęłam się. – Będzie po dziadku.
- Dobry pomysł. – Odwzajemnił uśmiech. – Jeszcze jedno nam zostało?
- Tak, ostatnie.
Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Bardziej podoba ci się ‘Mattia’ czy ‘Lorenzo’? – spytał po momencie.
Teraz to ja się zamyśliłam.
- ‘Mattia’ – odparłam.
- Tak myślałem – zaśmiał się.
- Okey. Dla dziewczynek ‘Dolores’, ‘Jovita’ i ‘Esperanza’, a dla chłopców ‘Dominic’, ‘Nico’ i ‘Mattia’.
- Zgadza się.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam się do niego. On objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
Przy nim czułam się bezpieczna. Wiedziałam, że kiedy jest obok mnie, nic złego nie może mi się stać.
Kochałam go całym sercem, a on kochał mnie. Dbał o mnie, jak nikt inny. Byliśmy wzorową parą, niedługo planowaliśmy ślub… Ale pojawił się ciąża, plany się posypały… Jednak mimo wszystko to rodzina jest najważniejsza. W tym momencie musiałam dbać nie tylko o moje zdrowie, lecz także o zdrowie naszych nienarodzonych dzieci. Teraz to one były na pierwszym miejscu, nie mogłam o tym zapominać.
Oczami wyobraźni widziałam już siebie i Federico i trójkę naszych dzieci bawiących się na podłodze w salonie.
Wierzyłam, że tak to będzie wyglądać naprawdę.
Nie chciałam się poddawać.
Choć byłam już tak słaba…

Biegłam. Biegłam przed siebie, a wiatr rozwiewał moje blond włosy. Łzy zbierające się w oczach zasłaniały całą widoczność. Nogi uginały się pod ciężarem mojego ciała.
Dotknęłam ręką mojego brzucha. Był płaski.
Czułam suchość narastającą w gardle. Oczy miałam zaczerwienione od płaczu, a policzki piekły żywym ogniem. Z każdym krokiem byłam coraz słabsza. Głowa pulsowała z bólu niewiadomego pochodzenia.
Usłyszałam płacz dziecka. Kilkorga dzieci.
Natychmiast odwróciłam się w stronę, skąd on dochodził.
Dostrzegłam trzy zawiniątka leżące na brudnej ziemi.
Ruszyłam w ich stronę. Mój krok był wolny, choć tak bardzo starałam się nadać mu choć trochę szybszego tempa.
Dotarłam do celu. Upadłam na kolana. Wyciągnęłam drżącą dłoń przed siebie, z zamiarem dotknięcia tego, co znajdowało się przede mną.
Wciąż słyszałam ten przeraźliwy szloch noworodka.
Już prawie dotykałam palcami białego materiału…
Nagle wszystko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęło.
Do moich wrażliwych uszu dobiegło głośne wycie. Zamarłam. Powoli odwróciłam głowę w jego kierunku. Nie wiedziałam, co mogę zobaczyć.
Moim oczom ukazał się wielki, czarny pies.
Nie przestraszyłabym się go tak bardzo, gdyby nie jego czerwone ślepia łypiące na mnie groźnie.
Zawył głośno. Znowu.
Zrobiłam krok do tyłu.
Psisko odwróciło swój łeb w prawo. Skierowałam wzrok w to samo miejsce.
Zawiniątka, których kilka minut temu próbowałam dotknąć, teraz znajdowały się nie więcej jak pięć metrów od zwierzęcia.
Doczłapał do nich. Nie zważając na głośny płacz dzieci, wziął jedno z nich do pyska.
Podszedł z nim do brzegu urwiska, którego wcześniej nie zauważyłam. Odwrócił się do mnie tyłem.
Stanął nad przepaścią. Wiedziałam co chce zrobić… Jednak byłam zbyt przerażona, żeby zareagować. Wpatrywałam się tylko w niego szeroko otwartymi oczami.
Czarny stwór spojrzał jeszcze raz na mnie, a później w jednym momencie otworzył paszczę, jednocześnie wypuszczając z niej dziecko.
- Nie! – krzyknęłam nagle.
Emocje wystrzeliły ze mnie, niczym z ogromnego wulkanu pozostającego przez poprzednie kilka lat w uśpieniu.
Poderwałam się na nogi.
Zaczęłam biec w stronę zwierzęcia, i leżących obok niego dwóch pozostałych zawiniątek.
Biegłam, biegłam jak najszybciej tylko mogłam, ale mimo tego wydawało mi się, że nie posuwałam się nawet o krok do przodu. Z czoła spływał pot, a serce łomotało jak szalone.
Pies wziął drugie z niemowlaków w swoje zęby. Znów podszedł do urwiska.
Usłyszałam tylko przeraźliwy płacz dzieciątka spadającego w głęboki dół, którego końca nie było widać.
- Nie! – wrzasnęłam ponownie.
Zostało jeszcze jedno.
Chciałam tam dobiec. Chciałam uratować ten ostatni dar od Boga, który miał szansę przeżyć, jeśli tylko ja się o to postaram.
Jednak mimo szaleńczego wysiłku i kolejnych łez spływających po zaczerwienionych policzkach, nie zdołałam ocalić trzeciego z noworodków.
- Nie! – Zwolniłam biegu.
Upadłam na kolana.
Kim były te dzieci? Gdzie była ich matka? Jaka normalna kobieta zostawiłaby swoje potomstwo przy wielkim, czarnym psie stanowiącym zagrożenie nie tylko zresztą dla nich, ale także dla innych ludzi?
I wtedy dotarła do mnie ta przerażająca, a zarazem smutna prawda.
To były moje dzieci.
Moje skarby, które miały urodzić się już za kilka miesięcy. Które miałam wychować razem z moim narzeczonym.
Ponownie dotknęłam mojego brzucha.
Nie miałam już żadnych wątpliwości. Moje córeczki, może synkowie nie żyli…
- Nie! – Z moich ust wydobył się głośny krzyk. Kolejny. – Nie! Niemożliwe!
Położyłam się na zimnej ziemi. Widziałam, jak zwierzę spogląda na mnie ostatni raz i odchodzi powłócząc za sobą swoim długim ogonem.
- Dlaczego?! – Podniosłam głos. – Dlaczego ja?!
Krzyczałam jeszcze długo. I mogłabym krzyczeć tak całe wieki, w końcu odebrano mi moje dzieci…
Obudził mnie mój własny krzyk. Gwałtownie otworzyłam załzawione oczy. Nad sobą zobaczyłam twarz mojego partnera.
- Ludmiła – usłyszałam jego głos. – Kochanie…
Przytulił moją głowę do swojej piersi. Drżącymi dłońmi chwyciłam jego ramię, jakbym miała go nigdy nie puszczać.
- Nie rób tak więcej – rzekł. – Nie strasz mnie tak, słyszysz?
Moje ciało przechodziły dreszcze, a z ust wydobywał się głośny szloch, który przedzierał się przez głuchą ciszę panującą w naszej sypialni.
- Spokojnie. – Jego kojący głos docierał do moich uszu. – To był tylko sen, skarbie. Nie płacz.
Otarł moje łzy czubkiem palca. Zatrzymałam jego dłoń przy mojej twarzy. Drugą dotknęłam mojego brzucha.
On nie był płaski. Czułam, że w środku znajdują się nowe życia.
Ale ten koszmar musiał coś znaczyć. Na pewno nie był to bezpodstawny sen. Wszystko ma jakiś cel.
- Śpij, kochanie – odezwał się Federico. – Zaśnij, będę przy tobie.
- Nie… - zająknęłam się. – Nie chcę spać…
Nie chciałam znów zasypiać. Znów mogłoby przyśnić mi się to samo… A tego wolałam uniknąć.
- Skarbie, musisz odpoczywać – upierał się.
- Nie… - ścisnęłam jego rękę. – Proszę…
Usłyszałam, jak wzdycha cicho, a później poczułam jak całuje mnie w czoło.
- Zaparzę ci coś na uspokojenie – powiedział. Odsunął mnie od siebie lekko. – Poczekaj tutaj, dobrze?
- Nie zostawiaj mnie – zaprzeczyłam szybko. – Nie chcę być tutaj sama.
Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jego twarz wyrażała smutek, ból… Martwił się o mnie.
Zszedł z łóżka i kucnął przede mną. Wziął do ręki etui leżące na szafce nocnej. Wyjął z niego igłę, chwycił moją dłoń i wbił ją w mój palec wskazujący. Później moją krew wytarł o pasek włożony go gleukometru. Ten po chwili piknął.
- I jak? – spytałam słabo.
- Damy korektę – stwierdził.
Pokiwałam głową. Prawą ręką podwinęłam koszulkę od piżamy, tym samym odsłaniając pompę. Mój ukochany nachylił się i ponaciskał w niej jakieś przyciski, po czym opuścił moją bluzkę.
- Dobrze jest? – odezwałam się.
- Teraz tak – przyznał.
Zasunął etui i położył je z powrotem na szafce.
Stanął na nogi.
- Chodź.
Schylił się i podniósł mnie. Oplotłam swoje ręce wokół jego szyi i oparłam głowę o jego ramię.
Wyszliśmy z sypialni. Federico zniósł mnie uważnie po schodach i zaniósł do salonu, po czym położył mnie na sofie.
- Pójdę do kuchni i zrobię ci herbatę – powiedział patrząc w moje oczy. – Siedź tutaj i czekaj. Ja będę zaraz obok. Nie bój się, rozumiesz?
Pokiwałam powoli głową. Uśmiechnął się lekko, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia.
Czułam silny ból w kręgosłupie. Mój brzuch ciążowy był dla mnie sporym obciążeniem. Nie mogłam siedzieć, bo od razu drętwiały mi nogi… Nie mogłam leżeć na plecach, bo w momencie traciłam oddech i nie mogłam ponownie go złapać… Chodzić też nie mogłam za dużo. Było mi zbyt ciężko, zaledwie po kilku krokach nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Dodatkowo moja choroba wszystko utrudniała… Dużo razy miałam za wysoki lub za niski cukier. Na szczęście praktycznie zawsze obok był Federico.
Podłożyłam rękę pod głowę i odgarnęłam włosy z twarzy. Słyszałam odgłosy dochodzące z kuchni. Tak naprawdę, to uspokajało mnie to.
Po kilku minutach do salonu wrócił mój narzeczony. Podszedł do mnie i usiadł na podłodze obok kanapy, na której leżałam.
Podał mi do ręki czerwony kubek z herbatą.
- Melisa – rzekł. – Dobrze ci zrobi.
Chwyciłam naczynie obiema rękami. Było trochę gorące, jednak nie aż tak.
Upiłam łyk.
- Opowiedz, co ci się śniło – odezwał się Federico.
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie chcesz wiedzieć.
- Chcę.
- Nie chcesz.
- Muszę wiedzieć. – Spojrzał na mnie uważnie. – A tobie zrobi się lepiej, gdy mi to opowiesz.
Zrobiłam kolejny łyk herbaty.
- Wierzysz w prorocze sny? – zapytałam.
- Zależy – odparł.
- Od czego?
- Od ich przesłania.
Pokiwałam głową ponownie zbliżając szklankę do ust.
- Miałaś taki sen? – Usłyszałam głos Fede.
- Chyba tak.
- Opowiedz mi.
Podałam mu kubek z melisą, który odstawił na stół. Spojrzał na mnie wyczekująco. Poprawiłam poduszkę na której leżałam. Mój partner chwycił mnie za rękę.
- Śniło mi się… - zaczęłam. – Śniły mi się nasze dzieci. I… i taki wielki pies. Nie mogłam ich obronić… Wrzucił wszystkie do przepaści.. Federico, żadne nie przeżyje, mówiłam ci…
Z moich oczu znów popłynęły łzy.
Mój ukochany objął mnie ramieniem i przytulił do siebie. Jedną ręką dotknął mojego brzucha.
- To był tylko sen, Ludmiła – rzekł. – Zobacz, one są w tobie. Żyją. Za kilka miesięcy urodzą się. Wychowamy je razem, słyszysz?
Podniósł się z podłogi i usiadł obok mnie na sofie. Przyciągnął mnie mocno do swojej piersi.
- Nikt nam w tym nie przeszkodzi – dodał. – Nie pozwolę na to.
     
W tym tygodniu wcześniej niż zwykle. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta - szkoła. 
Chodzi o to, że kolejny tydzień będę miała praktycznie cały zawalony. Jutro muszę zaliczyć sprawdzian z biologii przynajmniej na trójkę, a na dodatek poprawić sprawdzian z muzyki.
W poniedziałek mam sprawdzian z niemieckiego, a we wtorek test podziału na grupy, również z niemieckiego. W środę sprawdzian z historii i geografii. Kurde, nie ukrywam, że chcę pozaliczać je w miarę dobrze, szczególnie niemiecki. Biologię to już w ogóle muszę, nie ma innej opcji :/ 
Więc dodaję dzisiaj, ponieważ nie jestem pewna jak często będę wchodzić tutaj w ciągu kolejnych kilku dni. Nie zdziwcie się, jeśli nie skomentuję waszych blogów. Przeczytam - pewnie tak, ale czy skomentuję, to nie jestem tego taka pewna... Przepraszam, jeśli rzeczywiście nie zostawię komentarza.
Co do parta... Nie wiem, nie wypowiadam się, oceńcie sami :) Starałam się, ale nie wiem jak wyszło xD 
Przypominam o konkursie na OP! Dostałam już pięć prac, ale czas macie jeszcze do 19 STYCZNIA :D Jak już mówiłam, wysyłajcie je na adres e - mail, który podałam pod poprzednim postem :) Znaleźć go też możecie w zakładce "kontakt".
No, to chyba tyle :) Dziękuję za tak liczne odwiedziny, których jest już ponad 10 tysięcy, i dziękuję za kolejnych obserwatorów oraz komentarze, które zostawiacie :D
Kolejna część w niedzielę. Nie w tą, rzecz jasna xD Za tydzień w niedzielę, czyli  19 stycznia xD Kochaaaaaam was <33333333 

55 komentarzy:

  1. Oleczko!
    Jesteś doskonałą pisarką, naprawdę.
    Powtarzam ci to z każdą publikacją, ale nie mam weny na dłuższe wypowiedzi. Poza tym, powinnam się zabrać za pisania czegoś u siebie. xD
    Masz talent! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Cukrzyca.. ech.. paskudna choroba.
    Moja babcia na nią choruje :/
    Uuu.. Trójka dzieciaczków :3
    Imiona ładne, ale ja na 100% wybrałabym dla chłopczyka włoskie imię Gioele <333
    Ten sen Lu jest straszny! Ja na jej miejscu też bym krzyczała i płakała..
    Oj biedna..
    A teraz z innej beczki:
    Nie martw się! Nie tylko ty masz zawalony tydzień xD
    Ja mam w przyszłym tygodniu 5 sprawdzianów (fizyczka chciała nam dowalić 6 ale się nie zgodziliśmy) więc będę o tobie myśleć i jakoś razem przebrniemy przez to xD
    Nie mogę się doczekać nexta, bo ona musi urodzić je i wychować! Musi być happy-end
    Besos!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Taaak, szkoła to masakra :/ Ja też będę o tobie myśleć, powodzenia na tych sprawdzianach :D

      Usuń
  3. Super rozdzial <3
    Fedemiłaa <3
    Ciekawe co bedzie dalej.
    Czekam na nextaa <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. kochanie, rozumiem. Mam tak samo... Teraz mam randkę z fizyką, więc też kom. nie będzie taki, na jaki zasługujesz ;c
    To opowiadanie jest niezwykłe. Strasznie mi się podoba pomysł, chociaż bardzo smutny ;c.
    I te imiona dla dzieci. W pewnym momencie (domyśl się, w ktorym) zaczęłam się śmiać xD.
    Kocham Cię Olu, podziwiam :*
    Buziaki, Nikoletta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Oo, randka z fizyką? No, ja zaraz idę się spotkać z biologią :/
      Domyślam się, ale mówię ci, że nie masz się z czego śmiać xD No.
      Kochaaam <3333

      Usuń
  5. Na pewno nie Sara? Czuję się urażona! xD
    Fajna część, fajna, aczkolwiek kiedy wyobraziłam sobie Ludmiłę z brzuchem mieszczącym trójkę dzieci... Dobrze, że nic nie piłam wtedy :D
    Czekam oczywiście na następną część
    I mam nadzieję, że mi wszystkich nie pozabijasz!
    Buziaki,
    Carmen E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, zapomniałam, że masz na imię Sara, pardon xD
      Czy pozabijam... Nie wiem, musze się zastanowić xD
      Gracias <3333

      Usuń
    2. Myślę, że ewentualnie mogę się nie obrazić xD

      Usuń
  6. Lu... :( Mam łzy w oczach, serio. Te dzieci musza przeżyć, ja sobie nie wyobrażam jak Ludmiła z Federico mogliby cierpieć. Wtedy to ja bym miała całą klawiaturę mokrą xD
    Czekam na kolejną część,
    Justyna ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. cudny!
    jestem pad ogromnym wrażeniem ;*
    trojaczki <3
    biedna Ludmi... miała okropny sen...
    czekam na kolejnego op ;* pozdrawiam xd

    //Nati

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie <3333
    Jak zawsze wybrałaś dosyć trudny temat, a wyszło genialnie ^^
    Tu tienes muy grande talento xD (pewnie niepoprawnie, ale się uczę hiszpańskiego dopiero pół roku, a nauczycielka jest dosyć kiepska :P)
    Ale ja kocham Fedemilę, z dnia na dzień coraz mocniej ;****
    Taaa, szkoła to fatalność -.-
    Ale na szczęście już niedługo ferie ^^ (u mnie, na Podlasiu od 27 :D)
    Noooo, to chyba wszystko :)
    Powodzenia na tych sprawdzianach i jak najlepszych ocen życzę ^^
    Pozdrawiam <333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Oo, już po dwóch sprawdzianach, ale i tak beznadziejnie :/
      Dobra xD Byle do ferii :P
      Pozdraiwam <3333

      Usuń
  9. Aaa.. wreszcie Fedemiła : *
    Czekam na kolejną część i później na Naxi <33

    Pozdrawiam.
    Tyna :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny part!
    Fedemiła i trójka dzieci! <3
    Pomysł na parta bardzo mi się podoba, chociaż jest też bardzo smutny. Sen Lu przerażający i mam nadzieję, że to będzie tylko sen i nic więcej. I cała czwórka przeżyje!
    Lubię Happy Endy, ale coś mi mówi, że jest coś w tym śnie, co powoduje, że takiego szczęśliwego zakończenia nie będzie. ( Mimo to mam nadzieję, że moje przeczucie jest złe xD)
    Jesteś genialna i rewelacyjnie piszesz! <3
    Powodzenia na wszystkich sprawdzianach, obyś zaliczyła je jak najlepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      Aa, czy happy end, to się dowiesz za dwa tygodniee xD No, trochę dłużej :P

      Usuń
  11. No tak..
    Właśnie mam zaszczyt wstawić pierwszy nie do końca pochlebny komentarz na twego bloga ;p
    No bo tak..
    Fedemiłe kocham i wielbie jak też Lu i Federa. Ale lubię ich w takiej innej wersji niż przedstawiłaś :/
    Lubię Lu niezależną i zadziorną, silną i pełną energii. Chociaż podobają mi się też niektóre opowiadania gdzie jest ona szarą myszą. Ale ta niezależność - to mi się w niej podoba. A tu mam chorą i zagubiona, w pełni od innych zależną.. No poprostu mi to nie leży :/
    Pomysł jest bardzo ciekawy ale nie pasuje mi do tej pary *.*
    Gdyby to było o Naxi albo Marcesca...
    Fedemiła to już zawsze będzie dla mnie silną para z charakterem. No, takie est moje zdanie :|
    Tak na pocieszenie mogę dodać że piszesz naprawdę wspaniale i poprawnie, ciekawie :)
    Myślę że wiele nietrafnionych pomysłów przerobiła byś w arcydzieła <3
    No ale ten jakoś mnie nie przekonał. Przepraszam :|
    Wiedzę jednak że inni są zadowoleni więc moja opinia się nie przejmuj :)
    Przepraszam że z anonima ale nie mam na razie konta choć rozważam jego założenie :)
    No i wiem że nie jest łatwo pisać te one party i mieć na nie tyle pomysłów ;p Już pisałam pomysł jest świetny ale nie pasuje mi do paringu ;p

    //Milka ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że skomentowałaś :D
      Ja rozumiem, każdy ma swoje gusta, a o nich się nie dyskutuje :) Ja nie wiem, którą Fedemiłe wolę, ale lubię obydiwe :)
      Dziekuję za komentarz <3

      Usuń
  12. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu. Więcej informacji na: http://fedeletta-habla-si-puedes.blogspot.com/
    Ps. Wspaniały OP. Biedna Ludmi ;c
    Całuję;******

    ~Nikita

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja pierdzielę.
    Brak słów. *.*

    OdpowiedzUsuń
  14. Oleczko, Oluniu, Oleńko, Olusiu, Alex, Aleksandro...
    Jak to jest, że z każdym nowym partem powalasz mnie tak frnomenalnym rozdziałem? Zupełnie nowe pomysły. Każdy OP jest oryginalny, jedyny w swoim rodzaju... nic nie jest oklepane. Wszystko jest takie nowe, niewidziane nigdy wcześniej. Jesteś bardzo mądra... wpadasz na tak grnialne pomysły...
    Tak dokładnie opisujesz każdą czynność. Każde uczucia. Wszystkie ruchy. Myśli. Puę Ej nie opowiadasz własne histotie, które naprawdę odznaczają się w moim sercu. Za każdym razem niesiesz wielkie przesłanie, za co chwała Ci. Pokazujesz problemy innych ludzi. Sprawiasz, że myślę że moje życie jest najprostsze na świecie. Bardzo Ci za to dziękuję. Przepraszam, że ostatnio tak późno komentuję, ale raz blogger zawalił. Dodatkowo do przeczytania czegoś tak wspaniałego potrzebuję ciszy, spokoju, chwili czasu. Wiem, że w każdym OP zawierasz bardzo refleksyjne tematy. Pokazujesz jak niedostrzegane przez nas małe dobra mogą cieszyć kogoś o trudnym życiu. Sprawiasz,że ja chyba też zaczynam je doceniać. Tak głębokie myśli towarzyszą Ci w każdym zdaniu. Twój blog należy do najlepszych, a Ty kochanie, udowadniasz nam to za każdym razem. Jest coś co przyciąga mnie do tego bloga. Doskonale wiem czym to jest. To Twój niebywały talent, który tak raduje moje oczy. Dziękuję Ci za to, że tak idealnie potrafisz sprawić, bym miała nad czym myśleć. Kiedy czytam, czas zwalnia. Skupiam się tylko na opowiadaniu. To niesamowite, że mogę przy nim tak odpocząć i odetchnąćm lecz nie na długo. Potem zastanawiam się nad tym co będzie dalej... to nie daje mi spokoju. Nieziemsko Ci to wychodzi, kochana.
    Wiedziałam, że pewna osóbka nie będzie zbyt zadowolona z wykluczenia imienia Sara :D ja mam prorocze myśli, lecz mam nadzieję, że Ludmiła nie ma proroczych snów.
    Powiem Ci, że na serio bardzo ucieszył mnie widok tak prędko napisanego tego parta :) wspaniałe...
    Buziaki ;*
    TE QUIERO! ♥
    Hania

    OdpowiedzUsuń
  15. O mój Boże <33
    Wspaniały OP!
    + zostałaś nominowana do LBA, szczegóły na moim blogu: http://violetta-naxi-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały <33333333333
    Fedmiła <3333333333
    Masz talent <33
    Czekam na kolejną część ;**
    Pozdrawiam ;**
    + Zostałaś nominowana do LBA. Szczegóły na moim blogu: http://violetta-moja-historia-viomas.blogspot.com/ ;**

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zawsze wspaniały <3
    Kurde, jest mi źle, bo wiem, że nigdy nie napiszę nic tak pięknego i wzruszającego...

    OdpowiedzUsuń
  18. Gracias, nadrobię jak znajdę czas <333

    OdpowiedzUsuń
  19. Oo, wreszcie doczekałam się Fedemiły! <3 Więc tak, Ludmiła w ciąży z trojaczkami? Jejku, wyobraziłam ich sobie, taka wielka, szczęśliwa rodzinka! <3 I dzieci i ona muszą przeżyć, nie ma innej opcji. Fede jest taki kochany, wie jak się nią zaopiekować <3 Mam nadzieję, że złe przeczucia Lu się nie sprawdzą. Musi się dobrze skończyć! <3
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy się dobrze skończy, dowiesz się a następnych częściach xD
      Gracias :*

      Usuń
  20. Nie rozpisuję się dzisiaj ^.^
    Po prostu cudo - nic dodać, nic ująć :***

    OdpowiedzUsuń
  21. Przepraszam że dopiero teraz lecz myślałam że dodasz dopiero w niedzielę !!! Fajnie że jest wcześniej taki piękny part no poruszyłaś mnie moja ulubiona autorko OP !!! Bo mam jeszcze swoją ulubioną autorkę op ale do niej to wpadnę za chwilę XD A wracając do ciebie to jakiś zbyt duży jest twój talent XD W głowie się nie mieści może jesteś kosmitką tak jak ja :D Albo cyborgiem !!! Co do zakończenia to myślę że lepsze by było smutne XD Bo jak ja czytam to kocham albo się śmiać albo płakać :D Między innymi dlatego jesteś moją ulubioną autorką OP bo zawsze rycze na twoich opowiadaniach <3 To czekam na ciąg dalszy !!!
    Kosmitka Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko xD
      Co to zakończenia, to dowiesz się trochę później :P
      Gracias za komentarz <3333

      Usuń
  22. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu :) Szczegóły znajdziesz tu http://nasza-historia-violetty.blogspot.com/2014/01/nominacja-do-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Słońce, przepraszam że dopiero teraz komentuję ;c
    Czytałam One Parta wczoraj, ale nie dałam rady skomentować.
    Uwierz mi, to było po prostu wspaniałw <333
    Łzy, same cisnęły mi się do oczu :)
    Tak pięknie to opisałaś, zupełnie się tego nie spodziewałam na prawdę <3
    Bardzo przepraszam że dzisiaj jest taaaak krótko, ale nie mam pomysłu :(
    Pozdrawiam i koooocham <333333
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepiękny one part.
    Świetnie go napisałaś i chętnie poczytałabym kontynuację :)
    http://violettadisneypoland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny part, zresztą jak wszystkie ;3 Moja biedna Fedemiłcia :( Ale jak to kiedyś stwierdziłam, przeznaczeniem Fedemiły jest cierpienie... I tak kocham ich i wszystko co o nich <33 Jednak gdzieś głęboko w sercu mam nadzieję, że ta historia skończy się dobrze ;) Mam taką propozycję od Justyny, żeby kupić Lu pompę insulinową dla kobiet ciężarnych z cukrzycą od WOŚP xD Tak jesteśmy nienormalne, ale nie wysyłaj nas jeszcze do psychiatryka ;x
    Pozdrawiam, besos ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      Ludmiła ma pompę :D Nie potrzeba, ale dzięki, zwrócę się do was, jak jej się popsuje xD
      Besos :******

      Usuń
    2. To nie była moja propozycja, tylko znalazłam to na stronie WOŚP, a ty to przekształciłaś xD

      Usuń
    3. Hah :D No, jak już mówiłam, pompa na razie nie potrzebna :D

      Usuń
  26. Alex,mam straszną ochotę napisać ci dłuuugi komentarz aby wyrazić Twój geniusz.
    Ale tego nie zrobię.Z dwóch powodów. Pierwszy-pani od fizyki wymyśliła sobie jutro kartkówkę,mam nadzieje,że rozumiesz.xd
    A drugi-nie starczyłoby mi przymiotników aby opisać Twoje arcydzieło.:* Wspaniały,zaskakujący,niesamowity,cudowny,świetny! Jestem pod ogromnym wrażeniem.
    Kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. dziewczyno jak ty to robisz, że z każdym kolejnym OP, który czytam, nie mogę doczekać się next i chcę więcej i więcej ?
    oddaj trochę talentu, bo go masz i zawsze w niego wiesz ;***
    niesamowity <33
    Fedmiła trójka dzieciaszków *.*
    cukrzyca :C
    biedna Lu ;C
    ten sen, grr.. ;/
    Lu ma urodzić dzieciaczki, bo one na pewno będą słodkie tak jak Fedemiła <3
    czekam na next ;***

    OdpowiedzUsuń
  28. Zakochałam się w tym blogu i prędko nie od kocham ;***
    Fedemiła *.*
    Straszny ten sen Lu ;C
    Współczuje Ludmile
    Feduś jaki ty jesteś kochany <3
    Czytałam z zapartym tchem i łzami w oczach, ale mówię Ci, piękny OP <33333333333333333

    Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale nie miałam czasu :(

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)