"Dzień
nagle wytrącony ze zwykłej kolei,
chociaż dla innych ludzi powszedni i zwykły.
Ciało już wie, jakie są pazury i kły
bólu.
Z chłodnych lśnień
jasnego wnętrza porodowej sali,
z migotliwego połysku białych łóżek i stali
narzędzi,
kiedy się głowa osuwa i ulgi szuka na krawędzi,
bo krawędź zimna i gładka
— ze wszystkich stopionych razem ostrych lśnień i błysków
rodzi się nowy słoneczny system:
dziecko i matka."
- Nie… -
wyszeptałam spoglądając na monitor, na którym widniały trzy małe
kropki. – Federico… Powiedz coś. Powiedz, że to niemożliwe,
proszę…
W moich oczach
zebrały się łzy, które po chwili spłynęły po moich policzkach.
Przeniosłam wzrok na mojego ukochanego.
Ten ścisnął
mocniej moją rękę.
- Doktorze, jakie są
szansę, że moja partnerka donosi ciążę? – spytał niepewnie.
Lekarz spojrzał na
niego z przykrością. W jego oczach widać było smutek.
- Znikome –
odparł. – Praktycznie, nie ma żadnych szans…
Wpatrywałam się w
przednią szybę samochodu. Moje oczy zapełnione były łzami.
Trzymając rękę na brzuchu modliłam się, by wszystko to okazało
się tylko snem.
Nie zauważyłam
kiedy podjechaliśmy pod dom, a drzwiczki samochodu otworzyły się.
Mój chłopak złapał mnie za rękę i pomógł wysiąść na
zewnątrz.
Weszliśmy do domu,
nie odzywając się ani słowem.
Federico otarł łzę
z mojego policzka.
- Idź zmierz cukier
i przyjdź na obiad – powiedział.
Pokiwałam głową i
ruszyłam do salonu. Na stole leżało moje etui z gleukometrem.
Z westchnięciem
usiadłam na sofie i wzięłam je do ręki. Wyjęłam z niego igłę
i szybko wbiłam sobie w opuszek palca, z którego poleciała krew.
Wytarłam ją o pasek włożony do licznika. Po chwili pojawiła się
na nim nieduża liczba. Sto pięćdziesiąt.
Z cukrzycą zmagałam
się od dziecka. Odkąd tylko pamiętam, nie ruszałam się z domu
bez mojego etui z niezbędnymi rzeczami. Skazana byłam na ciągłe
kontrolowanie mojego stanu. Mój cukier nie mógł być ani za
wysoki, ani za niski. Było to po prostu zagrożenie mojego życia.
Federico był przy
mnie cały czas. On dbał o to, abym nigdy nie zapomniała o
zmierzeniu cukru. W nocy on to robił, abym ja nie musiała wstawać.
Martwił się o mnie, kiedy źle się czułam… Kochałam go całym
sercem.
Odłożyłam
urządzenie na stół. Stanęłam na nogi i ruszyłam do kuchni.
Oparłam się o
framugę drzwi. Federico spojrzał na mnie wyczekująco.
- Sto pięćdziesiąt
– rzekłam wiedząc o co mu chodzi.
Skinął głową.
Nałożył na talerze jedzenie, które zrobił przed naszym wyjściem
i postawił je na stole. Usiadłam na jednym z krzeseł, a on zaraz
naprzeciwko mnie.
Grzebałam bez celu
widelcem w posiłku. Czułam na sobie wzrok mojego partnera, jednak
nie podniosłam głowy.
Sztuciec wysunął
się z mojej dłoni i z brzękiem spadł na ziemię. Schyliłam się
po niego, i w tym momencie zrobiło mi się niedobrze.
Stanęłam na nogi i
jak najszybciej mogłam, pobiegłam do łazienki. Wpadłam do niej,
kucnęłam przed sedesem i pochyliłam głowę.
Zaczęłam
wymiotować.
Poczułam jak ktoś
klęka obok mnie. Był to oczywiście Federico. Jedną rękę położył
na moim czole, a drugą zaczął masować mnie po plecach.
- Idź stąd –
poprosiłam, kiedy poczułam się lepiej. – Nie patrz na to. Nie
chcę, żebyś widział mnie w takim stanie.
Pomógł mi usiąść
i oprzeć się o ścianę.
- Przestań, Ludmiła
– rzekł. – Jesteśmy parą i nie masz się czego wstydzić.
Chwyciłam go za
rękę i spojrzałam na niego. On jakby zrozumiał, i przyciągnął
mnie lekko do siebie.
W jego ramionach
poczułam się bezpieczna. Z moich oczu popłynęły łzy.
- Nie płacz. –
Pogłaskał mnie na głowie. – Nie płacz kochanie, wszystko będzie
dobrze.
- Nic nie będzie
dobrze – wyszeptałam. – Nie donoszę tej ciąży. Nikt nie
przeżyje. Ani ja, ani one…
- Nie mów tak. –
Przycisnął mnie mocniej do siebie. – Dacie radę. Wszyscy. Cała
czwórka. Wierzę w was. Już za rok będziemy dużą, szczęśliwą
rodziną…
Mijały dni,
tygodnie, miesiące… Ciąża się rozwijała. Mój brzuch z każdą
chwilą był coraz większy, a ja coraz słabsza. Dzieci mi nie
służyły. I choć tak bardzo chciałam kiedyś trzymać te malutkie
kruszynki w ramionach, to wiedziałam, że być może ta chwila nigdy
nie nastąpi.
Nie zawsze wszystko
układa się po naszej myśli. Czasami los podrzuca nam zadania, z
którymi musimy się zmierzyć. Nie zawsze są one proste, czasami
wymagają wysiłku i poświęcenia, tak jak w moim przypadku.
Nie poradziłabym
sobie, gdyby nie Federico. Tak naprawdę, to on dawał mi siłę na
każdy kolejny dzień. Kim byłabym bez niego?
On kontrolował
poziom glukozy w mojej krwi – ja nie miałam na to siły. Po tylu
latach zmagania się z tą uciążliwą chorobą, po prostu
zapominałam zmierzyć cukier. I to nie raz. To były notoryczne
przypadki. Wstydziłam się ich.
Jednak mój ukochany
to rozumiał. Próbował godzić pracę i opiekę nade mną. Nie było
to proste. Ja nie mogłam przebywać sama w domu przez dłuższy
czas. Musiał być ktoś przy mnie, aby pomóc mi w najprostszych
choćby czynnościach.
Trójka dzieci
rozwijających się wewnątrz mnie, okazywała już swoją obecność.
Może nie czułam jeszcze ich ruchów, ale… po prostu wiedziałam,
że tam są. Nie było wprawdzie jeszcze wiadomo, jakiej będą płci.
I tak kochałam je już całym sercem, pomimo tego, że tak naprawdę
wykańczały mnie fizycznie.
Otworzyłam zaspane
oczy. Od razu poraziły mnie promienie słońca wpadające do pokoju
przez okno znajdujące się na równoległej ścianie.
Z trudem
przekręciłam się na drugi bok. Mój sporych już rozmiarów brzuch
był czasami uciążliwy. Przeszkadzał, i to bardzo…
Postawiłam nogi na
podłodze. Chwyciłam się szafki stojącej obok łóżka i
podniosłam się do pionu.
Wolnym krokiem
ruszyłam w stronę drzwi. Nacisnęłam klamkę i wyszłam na
zewnątrz.
Zeszłam po schodach
na dół i udałam się do kuchni. Oparłam się o futrynę drzwi.
Mój partner stał
akurat przy kuchence i gotował obiad. Chyba usłyszał, że weszłam
do kuchni, bo natychmiast odwrócił się w moją stronę.
- Dlaczego nie
leżysz? – spytał.
- Leżę od rana,
Federico – przypomniałam mu.
- To nie ma
znaczenia, jesteś za słaba, żeby sama chodzić po domu. –
Podszedł do mnie. – Po co tutaj w ogóle zeszłaś? Masz
odpoczywać. Zaprowadzę cię na górę.
- Nie, Fede –
zaprzeczyłam. – Ja nie chcę tam być sama. Tam jest tak pusto, i
cicho…
- To gdzie chcesz
być?
- Nie wiem –
westchnęłam. – Ale nie tam.
Chłopak zastanowił
się przez chwilę.
- Chodź, położysz
się w salonie. – Złapał mnie za ramię i pomógł dojść do
sofy.
Położyłam się, a
on usiadł obok mnie. Chwycił moją dłoń.
- Jak się czujesz?
- Bez zmian –
odparłam. – Wciąż tak samo.
Podniosłam głowę
i ułożyłam ją na jego kolanach.
- Jak je nazwiemy? –
spytałam spoglądając na niego.
Uśmiechnął się.
- Nie znamy jeszcze
płci – odparł.
- Wiem –
potwierdziłam. – Ale możemy mieć wcześniej gotowe imiona. Co ty
na to?
- No dobrze –
zgodził się. – Więc co proponujesz?
- A możemy zacząć
od ciebie? – Uśmiechnęłam się.
Zaśmiał się
ukazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów.
- Dla dziewczynki na
pewno odpada ‘Sara’ – rzekł.
- I ‘Claudia’ –
dodałam. – Okropne, miałam ciotkę, która się tak nazywała.
Nieznośna kobieta, naprawdę.
- Jasne, rozumiem. –
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- I w życiu chłopca
nie nazwę ‘Fabricio’ – zastrzegłam.
- Dlaczego? –
zaciekawił się.
- Jakoś tak. –
Wzruszyłam ramionami. – Nie podoba mi się.
- A ‘Fabian’?
- Jeszcze gorzej –
prychnęłam. – Nie wiem, kto wymyśla niektóre imiona.
- Ja też nie wiem.
– Uśmiechnął się. – Co powiesz na ‘Rico’?
- ‘Rico’ jest
świetne – zgodziłam się.
- To co, jedno mamy
już załatwione?
- Tak, jedno tak –
przyznałam. – A dla dziewczynki?
- ‘Esperanza’? –
zaproponował.
- ‘Dolores’ jest
ładniejsze – zaprzeczyłam.
- Wcale nie –
zaśmiał się.
- Wcale tak –
zrobiłam to samo. – ‘Esperanza’ jest za poważne. Nie pasuje
do takich małych dzieci.
- Ale te małe
dzieci będą kiedyś dorosłymi ludźmi, kochanie – przypomniał
mi.
- Jeszcze mają
czas. – Machnęłam ręką. – ‘Esperanza’ w ostateczności –
dodałam po chwili.
- Jeszcze ‘Jovita’
jest ładne – rzekł.
- W sumie… -
zastanowiłam się. – Też dobre.
- Czyli dla
dziewczynek będzie ‘Dolores’, ‘Jovita’ i ‘Esperanza’,
tak?
- Tak –
powiedziałam. – Dla chłopców ‘Rico’, i jakie jeszcze?
- Może…
- Jakieś Włoskie –
przerwałam mu.
- Włoskie? –
zdziwił się Federico.
- Tak. Przecież
będą w połowie Włochami.
- No, racja. –
Uśmiechnął się. – Więc proponujesz jakieś?
- Nie znam za bardzo
Włoskich imion – przyznałam. – Ale… ‘Dominic’?
- Mój tata się tak
nazywa – rzekł mój narzeczony.
- Tym lepiej. –
Uśmiechnęłam się. – Będzie po dziadku.
- Dobry pomysł. –
Odwzajemnił uśmiech. – Jeszcze jedno nam zostało?
- Tak, ostatnie.
Chłopak zastanowił
się przez chwilę.
- Bardziej podoba ci
się ‘Mattia’ czy ‘Lorenzo’? – spytał po momencie.
Teraz to ja się
zamyśliłam.
- ‘Mattia’ –
odparłam.
- Tak myślałem –
zaśmiał się.
- Okey. Dla
dziewczynek ‘Dolores’, ‘Jovita’ i ‘Esperanza’, a dla
chłopców ‘Dominic’, ‘Nico’ i ‘Mattia’.
- Zgadza się.
Uśmiechnęłam się
i przytuliłam się do niego. On objął mnie ramieniem i pocałował
w czoło.
Przy nim czułam się
bezpieczna. Wiedziałam, że kiedy jest obok mnie, nic złego nie
może mi się stać.
Kochałam go całym
sercem, a on kochał mnie. Dbał o mnie, jak nikt inny. Byliśmy
wzorową parą, niedługo planowaliśmy ślub… Ale pojawił się
ciąża, plany się posypały… Jednak mimo wszystko to rodzina jest
najważniejsza. W tym momencie musiałam dbać nie tylko o moje
zdrowie, lecz także o zdrowie naszych nienarodzonych dzieci. Teraz
to one były na pierwszym miejscu, nie mogłam o tym zapominać.
Oczami wyobraźni
widziałam już siebie i Federico i trójkę naszych dzieci bawiących
się na podłodze w salonie.
Wierzyłam, że tak
to będzie wyglądać naprawdę.
Nie chciałam się
poddawać.
Choć byłam już
tak słaba…
Biegłam. Biegłam
przed siebie, a wiatr rozwiewał moje blond włosy. Łzy zbierające
się w oczach zasłaniały całą widoczność. Nogi uginały się
pod ciężarem mojego ciała.
Dotknęłam ręką
mojego brzucha. Był płaski.
Czułam suchość
narastającą w gardle. Oczy miałam zaczerwienione od płaczu, a
policzki piekły żywym ogniem. Z każdym krokiem byłam coraz
słabsza. Głowa pulsowała z bólu niewiadomego pochodzenia.
Usłyszałam
płacz dziecka. Kilkorga dzieci.
Natychmiast
odwróciłam się w stronę, skąd on dochodził.
Dostrzegłam trzy
zawiniątka leżące na brudnej ziemi.
Ruszyłam w ich
stronę. Mój krok był wolny, choć tak bardzo starałam się nadać
mu choć trochę szybszego tempa.
Dotarłam do
celu. Upadłam na kolana. Wyciągnęłam drżącą dłoń przed
siebie, z zamiarem dotknięcia tego, co znajdowało się przede mną.
Wciąż słyszałam
ten przeraźliwy szloch noworodka.
Już prawie
dotykałam palcami białego materiału…
Nagle wszystko,
jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęło.
Do moich
wrażliwych uszu dobiegło głośne wycie. Zamarłam. Powoli
odwróciłam głowę w jego kierunku. Nie wiedziałam, co mogę
zobaczyć.
Moim oczom ukazał
się wielki, czarny pies.
Nie
przestraszyłabym się go tak bardzo, gdyby nie jego czerwone ślepia
łypiące na mnie groźnie.
Zawył głośno.
Znowu.
Zrobiłam krok do
tyłu.
Psisko odwróciło
swój łeb w prawo. Skierowałam wzrok w to samo miejsce.
Zawiniątka,
których kilka minut temu próbowałam dotknąć, teraz znajdowały
się nie więcej jak pięć metrów od zwierzęcia.
Doczłapał do
nich. Nie zważając na głośny płacz dzieci, wziął jedno z nich
do pyska.
Podszedł z nim
do brzegu urwiska, którego wcześniej nie zauważyłam. Odwrócił
się do mnie tyłem.
Stanął nad
przepaścią. Wiedziałam co chce zrobić… Jednak byłam zbyt
przerażona, żeby zareagować. Wpatrywałam się tylko w niego
szeroko otwartymi oczami.
Czarny stwór
spojrzał jeszcze raz na mnie, a później w jednym momencie otworzył
paszczę, jednocześnie wypuszczając z niej dziecko.
- Nie! –
krzyknęłam nagle.
Emocje
wystrzeliły ze mnie, niczym z ogromnego wulkanu pozostającego przez
poprzednie kilka lat w uśpieniu.
Poderwałam się
na nogi.
Zaczęłam biec w
stronę zwierzęcia, i leżących obok niego dwóch pozostałych
zawiniątek.
Biegłam, biegłam
jak najszybciej tylko mogłam, ale mimo tego wydawało mi się, że
nie posuwałam się nawet o krok do przodu. Z czoła spływał pot, a
serce łomotało jak szalone.
Pies wziął
drugie z niemowlaków w swoje zęby. Znów podszedł do urwiska.
Usłyszałam
tylko przeraźliwy płacz dzieciątka spadającego w głęboki dół,
którego końca nie było widać.
- Nie! –
wrzasnęłam ponownie.
Zostało jeszcze
jedno.
Chciałam tam
dobiec. Chciałam uratować ten ostatni dar od Boga, który miał
szansę przeżyć, jeśli tylko ja się o to postaram.
Jednak mimo
szaleńczego wysiłku i kolejnych łez spływających po
zaczerwienionych policzkach, nie zdołałam ocalić trzeciego z
noworodków.
- Nie! –
Zwolniłam biegu.
Upadłam na
kolana.
Kim były te
dzieci? Gdzie była ich matka? Jaka normalna kobieta zostawiłaby
swoje potomstwo przy wielkim, czarnym psie stanowiącym zagrożenie
nie tylko zresztą dla nich, ale także dla innych ludzi?
I wtedy dotarła
do mnie ta przerażająca, a zarazem smutna prawda.
To były moje
dzieci.
Moje skarby,
które miały urodzić się już za kilka miesięcy. Które miałam
wychować razem z moim narzeczonym.
Ponownie
dotknęłam mojego brzucha.
Nie miałam już
żadnych wątpliwości. Moje córeczki, może synkowie nie żyli…
- Nie! – Z
moich ust wydobył się głośny krzyk. Kolejny. – Nie! Niemożliwe!
Położyłam się
na zimnej ziemi. Widziałam, jak zwierzę spogląda na mnie ostatni
raz i odchodzi powłócząc za sobą swoim długim ogonem.
- Dlaczego?! –
Podniosłam głos. – Dlaczego ja?!
Krzyczałam
jeszcze długo. I mogłabym krzyczeć tak całe wieki, w końcu
odebrano mi moje dzieci…
Obudził mnie mój
własny krzyk. Gwałtownie otworzyłam załzawione oczy. Nad sobą
zobaczyłam twarz mojego partnera.
- Ludmiła –
usłyszałam jego głos. – Kochanie…
Przytulił moją
głowę do swojej piersi. Drżącymi dłońmi chwyciłam jego ramię,
jakbym miała go nigdy nie puszczać.
- Nie rób tak
więcej – rzekł. – Nie strasz mnie tak, słyszysz?
Moje ciało
przechodziły dreszcze, a z ust wydobywał się głośny szloch,
który przedzierał się przez głuchą ciszę panującą w naszej
sypialni.
- Spokojnie. –
Jego kojący głos docierał do moich uszu. – To był tylko sen,
skarbie. Nie płacz.
Otarł moje łzy
czubkiem palca. Zatrzymałam jego dłoń przy mojej twarzy. Drugą
dotknęłam mojego brzucha.
On nie był płaski.
Czułam, że w środku znajdują się nowe życia.
Ale ten koszmar
musiał coś znaczyć. Na pewno nie był to bezpodstawny sen.
Wszystko ma jakiś cel.
- Śpij, kochanie –
odezwał się Federico. – Zaśnij, będę przy tobie.
- Nie… -
zająknęłam się. – Nie chcę spać…
Nie chciałam znów
zasypiać. Znów mogłoby przyśnić mi się to samo… A tego
wolałam uniknąć.
- Skarbie, musisz
odpoczywać – upierał się.
- Nie… - ścisnęłam
jego rękę. – Proszę…
Usłyszałam, jak
wzdycha cicho, a później poczułam jak całuje mnie w czoło.
- Zaparzę ci coś
na uspokojenie – powiedział. Odsunął mnie od siebie lekko. –
Poczekaj tutaj, dobrze?
- Nie zostawiaj mnie
– zaprzeczyłam szybko. – Nie chcę być tutaj sama.
Spojrzałam na niego
błagalnym wzrokiem. Jego twarz wyrażała smutek, ból… Martwił
się o mnie.
Zszedł z łóżka i
kucnął przede mną. Wziął do ręki etui leżące na szafce
nocnej. Wyjął z niego igłę, chwycił moją dłoń i wbił ją w
mój palec wskazujący. Później moją krew wytarł o pasek włożony
go gleukometru. Ten po chwili piknął.
- I jak? –
spytałam słabo.
- Damy korektę –
stwierdził.
Pokiwałam głową.
Prawą ręką podwinęłam koszulkę od piżamy, tym samym
odsłaniając pompę. Mój ukochany nachylił się i ponaciskał w
niej jakieś przyciski, po czym opuścił moją bluzkę.
- Dobrze jest? –
odezwałam się.
- Teraz tak –
przyznał.
Zasunął etui i
położył je z powrotem na szafce.
Stanął na nogi.
- Chodź.
Schylił się i
podniósł mnie. Oplotłam swoje ręce wokół jego szyi i oparłam
głowę o jego ramię.
Wyszliśmy z
sypialni. Federico zniósł mnie uważnie po schodach i zaniósł do
salonu, po czym położył mnie na sofie.
- Pójdę do kuchni
i zrobię ci herbatę – powiedział patrząc w moje oczy. – Siedź
tutaj i czekaj. Ja będę zaraz obok. Nie bój się, rozumiesz?
Pokiwałam powoli
głową. Uśmiechnął się lekko, po czym wstał i wyszedł z
pomieszczenia.
Czułam silny ból w
kręgosłupie. Mój brzuch ciążowy był dla mnie sporym
obciążeniem. Nie mogłam siedzieć, bo od razu drętwiały mi nogi…
Nie mogłam leżeć na plecach, bo w momencie traciłam oddech i nie
mogłam ponownie go złapać… Chodzić też nie mogłam za dużo.
Było mi zbyt ciężko, zaledwie po kilku krokach nogi odmawiały mi
posłuszeństwa. Dodatkowo moja choroba wszystko utrudniała… Dużo
razy miałam za wysoki lub za niski cukier. Na szczęście
praktycznie zawsze obok był Federico.
Podłożyłam rękę
pod głowę i odgarnęłam włosy z twarzy. Słyszałam odgłosy
dochodzące z kuchni. Tak naprawdę, to uspokajało mnie to.
Po kilku minutach do
salonu wrócił mój narzeczony. Podszedł do mnie i usiadł na
podłodze obok kanapy, na której leżałam.
Podał mi do ręki
czerwony kubek z herbatą.
- Melisa – rzekł.
– Dobrze ci zrobi.
Chwyciłam naczynie
obiema rękami. Było trochę gorące, jednak nie aż tak.
Upiłam łyk.
- Opowiedz, co ci
się śniło – odezwał się Federico.
Pokręciłam
przecząco głową.
- Nie chcesz
wiedzieć.
- Chcę.
- Nie chcesz.
- Muszę wiedzieć.
– Spojrzał na mnie uważnie. – A tobie zrobi się lepiej, gdy mi
to opowiesz.
Zrobiłam kolejny
łyk herbaty.
- Wierzysz w
prorocze sny? – zapytałam.
- Zależy –
odparł.
- Od czego?
- Od ich przesłania.
Pokiwałam głową
ponownie zbliżając szklankę do ust.
- Miałaś taki sen?
– Usłyszałam głos Fede.
- Chyba tak.
- Opowiedz mi.
Podałam mu kubek z
melisą, który odstawił na stół. Spojrzał na mnie wyczekująco.
Poprawiłam poduszkę na której leżałam. Mój partner chwycił
mnie za rękę.
- Śniło mi się…
- zaczęłam. – Śniły mi się nasze dzieci. I… i taki wielki
pies. Nie mogłam ich obronić… Wrzucił wszystkie do przepaści..
Federico, żadne nie przeżyje, mówiłam ci…
Z moich oczu znów
popłynęły łzy.
Mój ukochany objął
mnie ramieniem i przytulił do siebie. Jedną ręką dotknął mojego
brzucha.
- To był tylko sen,
Ludmiła – rzekł. – Zobacz, one są w tobie. Żyją. Za kilka
miesięcy urodzą się. Wychowamy je razem, słyszysz?
Podniósł się z
podłogi i usiadł obok mnie na sofie. Przyciągnął mnie mocno do
swojej piersi.
- Nikt nam w tym nie
przeszkodzi – dodał. – Nie pozwolę na to.
W
tym tygodniu wcześniej niż zwykle. A dlaczego? Odpowiedź jest
prosta - szkoła.
Chodzi
o to, że kolejny tydzień będę miała praktycznie cały zawalony.
Jutro muszę zaliczyć sprawdzian z biologii przynajmniej na trójkę,
a na dodatek poprawić sprawdzian z muzyki.
W
poniedziałek mam sprawdzian z niemieckiego, a we wtorek test
podziału na grupy, również z niemieckiego. W środę sprawdzian z
historii i geografii. Kurde, nie ukrywam, że chcę pozaliczać je w
miarę dobrze, szczególnie niemiecki. Biologię to już w ogóle
muszę, nie ma innej opcji :/
Więc
dodaję dzisiaj, ponieważ nie jestem pewna jak często będę
wchodzić tutaj w ciągu kolejnych kilku dni. Nie zdziwcie się,
jeśli nie skomentuję waszych blogów. Przeczytam - pewnie tak, ale
czy skomentuję, to nie jestem tego taka pewna... Przepraszam, jeśli
rzeczywiście nie zostawię komentarza.
Co
do parta... Nie wiem, nie wypowiadam się, oceńcie sami :) Starałam
się, ale nie wiem jak wyszło xD
Przypominam
o konkursie na OP! Dostałam już pięć prac, ale czas macie jeszcze
do 19 STYCZNIA :D Jak już mówiłam, wysyłajcie
je na adres e - mail, który podałam pod poprzednim postem :)
Znaleźć go też możecie w zakładce "kontakt".
No,
to chyba tyle :) Dziękuję za tak liczne odwiedziny, których jest
już ponad 10 tysięcy, i dziękuję za kolejnych obserwatorów oraz
komentarze, które zostawiacie :D
Kolejna
część w niedzielę. Nie w tą, rzecz jasna xD Za tydzień w
niedzielę, czyli 19 stycznia xD Kochaaaaaam was
<33333333

Oleczko!
OdpowiedzUsuńJesteś doskonałą pisarką, naprawdę.
Powtarzam ci to z każdą publikacją, ale nie mam weny na dłuższe wypowiedzi. Poza tym, powinnam się zabrać za pisania czegoś u siebie. xD
Masz talent! ♥
Gracias <3333 A idź pisać, idź xD
UsuńCukrzyca.. ech.. paskudna choroba.
OdpowiedzUsuńMoja babcia na nią choruje :/
Uuu.. Trójka dzieciaczków :3
Imiona ładne, ale ja na 100% wybrałabym dla chłopczyka włoskie imię Gioele <333
Ten sen Lu jest straszny! Ja na jej miejscu też bym krzyczała i płakała..
Oj biedna..
A teraz z innej beczki:
Nie martw się! Nie tylko ty masz zawalony tydzień xD
Ja mam w przyszłym tygodniu 5 sprawdzianów (fizyczka chciała nam dowalić 6 ale się nie zgodziliśmy) więc będę o tobie myśleć i jakoś razem przebrniemy przez to xD
Nie mogę się doczekać nexta, bo ona musi urodzić je i wychować! Musi być happy-end
Besos!
Gracias <333
UsuńTaaak, szkoła to masakra :/ Ja też będę o tobie myśleć, powodzenia na tych sprawdzianach :D
Super rozdzial <3
OdpowiedzUsuńFedemiłaa <3
Ciekawe co bedzie dalej.
Czekam na nextaa <3 <3
Gracias <33333
Usuńkochanie, rozumiem. Mam tak samo... Teraz mam randkę z fizyką, więc też kom. nie będzie taki, na jaki zasługujesz ;c
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest niezwykłe. Strasznie mi się podoba pomysł, chociaż bardzo smutny ;c.
I te imiona dla dzieci. W pewnym momencie (domyśl się, w ktorym) zaczęłam się śmiać xD.
Kocham Cię Olu, podziwiam :*
Buziaki, Nikoletta :*
Gracias <333
UsuńOo, randka z fizyką? No, ja zaraz idę się spotkać z biologią :/
Domyślam się, ale mówię ci, że nie masz się z czego śmiać xD No.
Kochaaam <3333
Na pewno nie Sara? Czuję się urażona! xD
OdpowiedzUsuńFajna część, fajna, aczkolwiek kiedy wyobraziłam sobie Ludmiłę z brzuchem mieszczącym trójkę dzieci... Dobrze, że nic nie piłam wtedy :D
Czekam oczywiście na następną część
I mam nadzieję, że mi wszystkich nie pozabijasz!
Buziaki,
Carmen E.
Oo, zapomniałam, że masz na imię Sara, pardon xD
UsuńCzy pozabijam... Nie wiem, musze się zastanowić xD
Gracias <3333
Myślę, że ewentualnie mogę się nie obrazić xD
UsuńEwentualnie? :D :D
UsuńLu... :( Mam łzy w oczach, serio. Te dzieci musza przeżyć, ja sobie nie wyobrażam jak Ludmiła z Federico mogliby cierpieć. Wtedy to ja bym miała całą klawiaturę mokrą xD
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejną część,
Justyna ^^
cudny!
OdpowiedzUsuńjestem pad ogromnym wrażeniem ;*
trojaczki <3
biedna Ludmi... miała okropny sen...
czekam na kolejnego op ;* pozdrawiam xd
//Nati
Gracias i również pozdrawiam <3333
UsuńPięknie <3333
OdpowiedzUsuńJak zawsze wybrałaś dosyć trudny temat, a wyszło genialnie ^^
Tu tienes muy grande talento xD (pewnie niepoprawnie, ale się uczę hiszpańskiego dopiero pół roku, a nauczycielka jest dosyć kiepska :P)
Ale ja kocham Fedemilę, z dnia na dzień coraz mocniej ;****
Taaa, szkoła to fatalność -.-
Ale na szczęście już niedługo ferie ^^ (u mnie, na Podlasiu od 27 :D)
Noooo, to chyba wszystko :)
Powodzenia na tych sprawdzianach i jak najlepszych ocen życzę ^^
Pozdrawiam <333333
Gracias <333
UsuńOo, już po dwóch sprawdzianach, ale i tak beznadziejnie :/
Dobra xD Byle do ferii :P
Pozdraiwam <3333
Aaa.. wreszcie Fedemiła : *
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejną część i później na Naxi <33
Pozdrawiam.
Tyna :**
Dziękuję i również pozdrawiam :*
UsuńCudowny part!
OdpowiedzUsuńFedemiła i trójka dzieci! <3
Pomysł na parta bardzo mi się podoba, chociaż jest też bardzo smutny. Sen Lu przerażający i mam nadzieję, że to będzie tylko sen i nic więcej. I cała czwórka przeżyje!
Lubię Happy Endy, ale coś mi mówi, że jest coś w tym śnie, co powoduje, że takiego szczęśliwego zakończenia nie będzie. ( Mimo to mam nadzieję, że moje przeczucie jest złe xD)
Jesteś genialna i rewelacyjnie piszesz! <3
Powodzenia na wszystkich sprawdzianach, obyś zaliczyła je jak najlepiej! :)
Gracias <3333
UsuńAa, czy happy end, to się dowiesz za dwa tygodniee xD No, trochę dłużej :P
No tak..
OdpowiedzUsuńWłaśnie mam zaszczyt wstawić pierwszy nie do końca pochlebny komentarz na twego bloga ;p
No bo tak..
Fedemiłe kocham i wielbie jak też Lu i Federa. Ale lubię ich w takiej innej wersji niż przedstawiłaś :/
Lubię Lu niezależną i zadziorną, silną i pełną energii. Chociaż podobają mi się też niektóre opowiadania gdzie jest ona szarą myszą. Ale ta niezależność - to mi się w niej podoba. A tu mam chorą i zagubiona, w pełni od innych zależną.. No poprostu mi to nie leży :/
Pomysł jest bardzo ciekawy ale nie pasuje mi do tej pary *.*
Gdyby to było o Naxi albo Marcesca...
Fedemiła to już zawsze będzie dla mnie silną para z charakterem. No, takie est moje zdanie :|
Tak na pocieszenie mogę dodać że piszesz naprawdę wspaniale i poprawnie, ciekawie :)
Myślę że wiele nietrafnionych pomysłów przerobiła byś w arcydzieła <3
No ale ten jakoś mnie nie przekonał. Przepraszam :|
Wiedzę jednak że inni są zadowoleni więc moja opinia się nie przejmuj :)
Przepraszam że z anonima ale nie mam na razie konta choć rozważam jego założenie :)
No i wiem że nie jest łatwo pisać te one party i mieć na nie tyle pomysłów ;p Już pisałam pomysł jest świetny ale nie pasuje mi do paringu ;p
//Milka ;-;
Ciesze się, że skomentowałaś :D
UsuńJa rozumiem, każdy ma swoje gusta, a o nich się nie dyskutuje :) Ja nie wiem, którą Fedemiłe wolę, ale lubię obydiwe :)
Dziekuję za komentarz <3
Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu. Więcej informacji na: http://fedeletta-habla-si-puedes.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPs. Wspaniały OP. Biedna Ludmi ;c
Całuję;******
~Nikita
Gracias, ie zobaczyć xD
UsuńJa pierdzielę.
OdpowiedzUsuńBrak słów. *.*
Oleczko, Oluniu, Oleńko, Olusiu, Alex, Aleksandro...
OdpowiedzUsuńJak to jest, że z każdym nowym partem powalasz mnie tak frnomenalnym rozdziałem? Zupełnie nowe pomysły. Każdy OP jest oryginalny, jedyny w swoim rodzaju... nic nie jest oklepane. Wszystko jest takie nowe, niewidziane nigdy wcześniej. Jesteś bardzo mądra... wpadasz na tak grnialne pomysły...
Tak dokładnie opisujesz każdą czynność. Każde uczucia. Wszystkie ruchy. Myśli. Puę Ej nie opowiadasz własne histotie, które naprawdę odznaczają się w moim sercu. Za każdym razem niesiesz wielkie przesłanie, za co chwała Ci. Pokazujesz problemy innych ludzi. Sprawiasz, że myślę że moje życie jest najprostsze na świecie. Bardzo Ci za to dziękuję. Przepraszam, że ostatnio tak późno komentuję, ale raz blogger zawalił. Dodatkowo do przeczytania czegoś tak wspaniałego potrzebuję ciszy, spokoju, chwili czasu. Wiem, że w każdym OP zawierasz bardzo refleksyjne tematy. Pokazujesz jak niedostrzegane przez nas małe dobra mogą cieszyć kogoś o trudnym życiu. Sprawiasz,że ja chyba też zaczynam je doceniać. Tak głębokie myśli towarzyszą Ci w każdym zdaniu. Twój blog należy do najlepszych, a Ty kochanie, udowadniasz nam to za każdym razem. Jest coś co przyciąga mnie do tego bloga. Doskonale wiem czym to jest. To Twój niebywały talent, który tak raduje moje oczy. Dziękuję Ci za to, że tak idealnie potrafisz sprawić, bym miała nad czym myśleć. Kiedy czytam, czas zwalnia. Skupiam się tylko na opowiadaniu. To niesamowite, że mogę przy nim tak odpocząć i odetchnąćm lecz nie na długo. Potem zastanawiam się nad tym co będzie dalej... to nie daje mi spokoju. Nieziemsko Ci to wychodzi, kochana.
Wiedziałam, że pewna osóbka nie będzie zbyt zadowolona z wykluczenia imienia Sara :D ja mam prorocze myśli, lecz mam nadzieję, że Ludmiła nie ma proroczych snów.
Powiem Ci, że na serio bardzo ucieszył mnie widok tak prędko napisanego tego parta :) wspaniałe...
Buziaki ;*
TE QUIERO! ♥
Hania
Gracias za tak długi komentarz <3333
UsuńTe quiero <33333
O mój Boże <33
OdpowiedzUsuńWspaniały OP!
+ zostałaś nominowana do LBA, szczegóły na moim blogu: http://violetta-naxi-story.blogspot.com/
Gracias <333333
UsuńWspaniały <33333333333
OdpowiedzUsuńFedmiła <3333333333
Masz talent <33
Czekam na kolejną część ;**
Pozdrawiam ;**
+ Zostałaś nominowana do LBA. Szczegóły na moim blogu: http://violetta-moja-historia-viomas.blogspot.com/ ;**
Gracias <3333
UsuńJak zawsze wspaniały <3
OdpowiedzUsuńKurde, jest mi źle, bo wiem, że nigdy nie napiszę nic tak pięknego i wzruszającego...
Gracias, nadrobię jak znajdę czas <333
OdpowiedzUsuńOo, wreszcie doczekałam się Fedemiły! <3 Więc tak, Ludmiła w ciąży z trojaczkami? Jejku, wyobraziłam ich sobie, taka wielka, szczęśliwa rodzinka! <3 I dzieci i ona muszą przeżyć, nie ma innej opcji. Fede jest taki kochany, wie jak się nią zaopiekować <3 Mam nadzieję, że złe przeczucia Lu się nie sprawdzą. Musi się dobrze skończyć! <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Czy się dobrze skończy, dowiesz się a następnych częściach xD
UsuńGracias :*
Nie rozpisuję się dzisiaj ^.^
OdpowiedzUsuńPo prostu cudo - nic dodać, nic ująć :***
Przepraszam że dopiero teraz lecz myślałam że dodasz dopiero w niedzielę !!! Fajnie że jest wcześniej taki piękny part no poruszyłaś mnie moja ulubiona autorko OP !!! Bo mam jeszcze swoją ulubioną autorkę op ale do niej to wpadnę za chwilę XD A wracając do ciebie to jakiś zbyt duży jest twój talent XD W głowie się nie mieści może jesteś kosmitką tak jak ja :D Albo cyborgiem !!! Co do zakończenia to myślę że lepsze by było smutne XD Bo jak ja czytam to kocham albo się śmiać albo płakać :D Między innymi dlatego jesteś moją ulubioną autorką OP bo zawsze rycze na twoich opowiadaniach <3 To czekam na ciąg dalszy !!!
OdpowiedzUsuńKosmitka Zuzia
Spoko xD
UsuńCo to zakończenia, to dowiesz się trochę później :P
Gracias za komentarz <3333
Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu :) Szczegóły znajdziesz tu http://nasza-historia-violetty.blogspot.com/2014/01/nominacja-do-lba.html
OdpowiedzUsuńGracias <3
UsuńSłońce, przepraszam że dopiero teraz komentuję ;c
OdpowiedzUsuńCzytałam One Parta wczoraj, ale nie dałam rady skomentować.
Uwierz mi, to było po prostu wspaniałw <333
Łzy, same cisnęły mi się do oczu :)
Tak pięknie to opisałaś, zupełnie się tego nie spodziewałam na prawdę <3
Bardzo przepraszam że dzisiaj jest taaaak krótko, ale nie mam pomysłu :(
Pozdrawiam i koooocham <333333
Ania
Gracias <333
UsuńNie szkodzi, ze krótki :D
Przepiękny one part.
OdpowiedzUsuńŚwietnie go napisałaś i chętnie poczytałabym kontynuację :)
http://violettadisneypoland.blogspot.com/
Gracias, postram się wpaść :)
UsuńŚwietny part, zresztą jak wszystkie ;3 Moja biedna Fedemiłcia :( Ale jak to kiedyś stwierdziłam, przeznaczeniem Fedemiły jest cierpienie... I tak kocham ich i wszystko co o nich <33 Jednak gdzieś głęboko w sercu mam nadzieję, że ta historia skończy się dobrze ;) Mam taką propozycję od Justyny, żeby kupić Lu pompę insulinową dla kobiet ciężarnych z cukrzycą od WOŚP xD Tak jesteśmy nienormalne, ale nie wysyłaj nas jeszcze do psychiatryka ;x
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, besos ;*
Gracias <3333
UsuńLudmiła ma pompę :D Nie potrzeba, ale dzięki, zwrócę się do was, jak jej się popsuje xD
Besos :******
To nie była moja propozycja, tylko znalazłam to na stronie WOŚP, a ty to przekształciłaś xD
UsuńHah :D No, jak już mówiłam, pompa na razie nie potrzebna :D
UsuńAlex,mam straszną ochotę napisać ci dłuuugi komentarz aby wyrazić Twój geniusz.
OdpowiedzUsuńAle tego nie zrobię.Z dwóch powodów. Pierwszy-pani od fizyki wymyśliła sobie jutro kartkówkę,mam nadzieje,że rozumiesz.xd
A drugi-nie starczyłoby mi przymiotników aby opisać Twoje arcydzieło.:* Wspaniały,zaskakujący,niesamowity,cudowny,świetny! Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Kocham ♥
Spoko, rozumiem :D
UsuńGracias <3333
dziewczyno jak ty to robisz, że z każdym kolejnym OP, który czytam, nie mogę doczekać się next i chcę więcej i więcej ?
OdpowiedzUsuńoddaj trochę talentu, bo go masz i zawsze w niego wiesz ;***
niesamowity <33
Fedmiła trójka dzieciaszków *.*
cukrzyca :C
biedna Lu ;C
ten sen, grr.. ;/
Lu ma urodzić dzieciaczki, bo one na pewno będą słodkie tak jak Fedemiła <3
czekam na next ;***
Się zobaczy :D
UsuńGracias <3333
Zakochałam się w tym blogu i prędko nie od kocham ;***
OdpowiedzUsuńFedemiła *.*
Straszny ten sen Lu ;C
Współczuje Ludmile
Feduś jaki ty jesteś kochany <3
Czytałam z zapartym tchem i łzami w oczach, ale mówię Ci, piękny OP <33333333333333333
Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale nie miałam czasu :(
Nie ma sprawy :)
UsuńGracias <333