Straciłem
poczucie czasu. Już nie odróżniałem nocy od dnia. Jedyne okno
znajdujące się w pomieszczeniu zasłonięte było czarną
antywłamaniową roletą. Było jeszcze gorzej niż wcześniej.
Zimniej, ciemniej...
Zrobili to.
Zgwałcili ją. Zgwałcili ją, a ja nie mogłem nic na to poradzić.
Niedługo po tym wszystkim znów przyszli. Ponownie ją związali i
zakneblowali. Nie chciałem im na to pozwolić, ale wtedy zagrozili,
że ze mną zrobią to samo. A wtedy nie mógłbym już kompletnie
nic zrobić - nie mógłbym przytulać do siebie Francescy.
Leżała na
podłodze z głową na moich kolanach.
Przyłożyłem
rękę do jej czoła. Gorączka nie znikała.
Było z nią coraz
gorzej. Męczący kaszel nie dawał jej spokoju, a przez taśmę na
ustach nie mogła nawet spokojnie się wykaszleć. Praktycznie nie
słyszałem jej głosu. Tylko czasami, kiedy ci zwyrodnialcy
przynosili coś byle jakiego do jedzenia, wypowiadała kilka słów
tym swoim słabym głosem. Powiedzenie jednego zdania stanowiło dla
niej niesamowity wysiłek.
Nie wiedziałem,
kiedy to wszystko się skończy. Sam nie czułem się najlepiej. Nie
miałem już siły na nic, ale nie mogłem pokazać swojej słabości
Francesce. Ona musiała wiedzieć, że zrobię dla niej wszystko, że
się nie poddam. Choć tak naprawdę, powoli zaczynałem tracić
nadzieję...
Do środka wszedł
jeden z nich. Zerwał taśmę z ust mojej dziewczyny i postawił na
podłodze dwa brudne talerze z czymś, co przypominało zupę. Kazał
nam to zjeść i opuścił pokój.
Odwróciłem Fran
w swoją stronę. Wziąłem do ręki miskę. Nabrałem zupy na łyżkę
i wyciągnąłem w jej kierunku. Otworzyła usta.
Z trudem
przełknęła to coś. Głód dawał się we znaki, musiała coś
zjeść.
- Nie chcę -
zaprotestowała cicho, kiedy chwyciłem drugie naczynie. - To dla
ciebie.
- Ja nie muszę -
rzekłem. - Ty bardziej tego potrzebujesz. Proszę.
Odwróciła głowę
w drugą stronę.
- Francesca,
proszę cię, nie denerwuj mnie - zastrzegłem ją. - Chcesz stracić
przytomność?
- Jeśli czegoś
nie zjesz, to też ją stracisz - odparła.
Westchnąłem.
- Mam więcej siły
od ciebie. Jedz.
Zakryła głowę
rękami.
Zrezygnowany
opuściłem miskę na dół. Podrapałem się po głowie.
- Nie wygłupiaj się - rzekłem. - Chcesz, żebym się zezłościł?
Dlaczego to robisz?
- Nie robię tego specjalnie, przepraszam - odparła cicho. - Ale ty
musisz jeść. Ostatnio też dałeś mi swoje jedzenie.
Zacisnąłem zęby.
Po co mi to wypomina? To chyba dobrze, że troszczę się o nią i
nie chcę żeby coś jej się stało, tak? Nawaliłem już tyle razy,
teraz muszę to odpokutować. To przeze mnie ją porwali, to przeze
mnie straciliśmy szansę, aby ktoś nas znalazł. Jestem matołem do
potęgi ętej, mogę zrobić chociaż tyle.
Odciągnąłem jej ręce od głowy. Odwróciłem ją w swoją stronę.
- Zjesz, czy ci się to podoba czy nie - powiedziałem stanowczo. -
Otwórz usta.
- Marco...
- Nie dyskutuj. Zaraz będziesz jadła zimne.
Westchnęła cicho, ale posłusznie otworzyła usta. Włożyłem do
nich łyżkę z zupą.
- Tego się nie da jeść - stwierdziła.
- Wiem, że jest niedobre - przyznałem. - Ale musisz to zjeść.
Dasz radę.
Po kilku kolejnych łyżkach ponownie odwróciła głowę.
- Resztę zjedz ty. Nie chcę więcej.
- Francesca, nie...
- Nie - przerwała mi. - Ja też mogę się zdenerwować.
Nie chciałem się więcej z nią kłócić. To niby dobrze, że
zmuszam ją do jedzenia, ale to coś o wyglądzie przypominającym
zupę najpewniej nie smakowało jakoś wyśmienicie.
Z westchnięciem zabrałem się do konsumowania posiłku.
To coś w ogóle nie smakowało jakby było przeznaczone do jedzenia.
Mój pies dostaje lepsze resztki.
Z trudem skończyłem jeść i odstawiłem talerz na podłogę.
- I jak? - odezwała się Fran. - Smakowało?
Spojrzałem na nią uważnie.
- O co ci chodzi? - spytałem.
Zwiesiła głowę i wbiła wzrok w swoje bose stopy.
- O nic. Przepraszam.
Przysunąłem się do niej. Nie zważając na jej sprzeciw
przytuliłem ją do siebie. Dopiero po momencie przestała się
opierać i wtuliła się we mnie.
- Wiesz, że robię to tylko dla ciebie, tak? - szepnąłem jej do
ucha.
Pokiwała powoli głową.
- Marco... - odezwała się. - Przepraszam.
- Nie przepraszaj - powiedziałem. - Nic się nie stało. Rozumiem
cię.
Drzwi otworzyły się. Do środka wszedł jeden z porywaczy. W ręce
trzymał czarną taśmę.
Podszedł do nas bez słowa. Urwał kawałek taśmy i zakleił nim
usta Francesci. Ścisnęła mocniej moją dłoń, a drugą ręką
chwyciła moje ramię. Przycisnąłem ją mocniej do siebie.
Mężczyzna wziął talerze leżące na ziemi, po czym opuścił
pokój. Usłyszałem zgrzyt klucza przekręcanego w zamku.
Nie wiedziałem, ile jeszcze mamy czekać.
Nie byłem w stanie ocenić, kiedy Francesca traciła przytomność,
a kiedy po prostu zasypiała. Było z nią źle, bardzo źle. Coraz
gorzej. Bałem się, że może jej się stać coś złego. A tego
nigdy bym nie przeżył.
Podniosłem powieki.
Mimo swojej silnej woli i postanowienia, że nie zasnę, kiedy
Francesca będzie w pełni wszystkiego świadoma, musiałem choć na
chwilę odpocząć. Nawet nie zauważyłem kiedy odpłynąłem do
krainy Morfeusza.
Przetarłem
zaspane oczy. Dostrzegłem moją dziewczynę siedzącą pod ścianą
i przypatrującą się mi z uwagą.
- Francesca -
odezwałem się. - Przepraszam... długo spałem?
Potwierdziła
skinieniem głowy.
Złapałem ją za
ręce i przyciągnąłem do siebie. Już się nie zapierała.
Pozwoliła się przytulić, choć tego nie odwzajemniła. Nie
dziwiłem się; żadna kobieta po takim czymś nie byłaby za bardzo
chętna do takich czułości.
- A ty? -
spytałem. - Nie zasnęłaś?
Pokręciła
przecząco głową.
- Możesz zasnąć
- rzekłem. - Jesteś zmęczona.
Nie odpowiedziała
mi. Westchnąłem lekko i pogłaskałem ją po włosach.
Niech oni nas jak
najszybciej. Niech nas stąd wyciągną, do cholery. Tu już nie
chodziło o mnie, głównie o Francesce. To o nią martwiłem się
bardziej o siebie samego, ona była najważniejsza. Nic nie mogło
jej się stać.
W pewnym momencie
moja dziewczyna poderwała się gwałtownie do góry. Spojrzałem na
nią zaniepokojony.
- Co się stało?
- odezwałem się. - Źle się czujesz?
Zaprzeczyła
ruchem głowy. Swoimi związanymi rękami wskazała na okno.
- Francesca,
przecież widzisz, że jest zabezpieczone roletą...
Ponownie pokręciła
przecząco głową. Spojrzała z wyczekiwaniem na okno, a później
na mnie.
O co mogło jej
chodzić? Przecież gdybyśmy mogli uciec oknem, zrobilibyśmy to już
dawno temu. Sprawdzałem, czy jest stąd jakieś wyjście i niczego
nie znalazłem.
Wsłuchałem się.
I wtedy do moich
uszu dotarł słaby dźwięk. Ktoś uderzał czymś z drugiej strony
okna. Słychać też było jakieś głosy.
Nie zastanawiając
się ani chwili, stanąłem na nogi.
Swoimi brudnymi
rękami zacząłem walić w szybę. Jak ten idiota zacząłem
wrzeszczeć, żeby nas uwolnili. Nie wiedziałem kto jest z drugiej
strony, jednak po co ktoś niezorientowany miałby dobijać się do
przypadkowego okna?
Usłyszałem
krzyki. Głosy kilku osób rozbrzmiewały echem w tym pustym domu.
Poczułem, jak
ktoś szarpie mnie za nogawkę od spodni. Spojrzałem na Francescę
siedzącą na podłodze. Kucnąłem obok niej.
- Spokojnie, Fran.
- Ująłem jej twarz w dłonie. - Wszystko będzie w porządku. Nie
bój się, rozumiesz?
Pokiwała
niespokojnie głową. W jej oczach zalśniły łzy, które po chwili
spłynęły po jej policzkach. Wytarłem je kciukiem, po czym
zerwałem taśmę z jej ust. Już nic mnie nie obchodziło.
Wzięła głęboki
oddech. Zakrztusiła się powietrzem. Poklepałem ją po plecach.
Wrzaski stały się
głośniejsze. Po chwili słychać je było tuż pod pokojem.
Drzwi otworzyły
się. Do środka wbiegł jeden z mężczyzn, ale nie ten co
wcześniej. W kilku krokach dopadł do nas.
Nawet nie zdążyłem
zareagować, kiedy chwycił Francescę za włosy i wyciągnął ją
na środek pokoju.
Do pomieszczenia
wpadło pięć osób; dwie kobiety i trzech mężczyzn. Wszyscy
uzbrojeni, trzymali w dłoniach pistolety.
Chciałem
zareagować, ale w tym samym momencie porywacz wyjął z kieszeni
czarną spluwę i przystawił ją Francesce do głowy.
- Jeden fałszywy
ruch, a dziewczyna zginie! - wrzasnął.
Zdrętwiałem.
Nie, nie mogłem na to pozwolić. Ale jak miałem go powstrzymać?
- Zostaw ją -
odezwała się jedna z kobiet. - Co da ci jej śmierć? Dostaniesz
tylko większy wyrok.
- Twój znajomy
już cię wsypał, mamy na ciebie dowody - dodał najwyższy
mężczyzna. - Lepiej dobieraj sobie koleżków.
Twarz tego
wielkiego idioty stężała. Jeszcze mocniej przycisnął pistolet do
głowy mojej dziewczyny. Ona sama już kompletnie nie próbowała się
bronić. Widziałem strach i przerażenie wymalowane na jej brudnej
twarzy. Łzy lały się strumieniami z jej oczu. Nie mogłem znieść
tego widoku.
- Zaraz odstrzelę
jej łeb!
- Puść
dziewczynę! - zażądała druga z kobiet. - Nie rób jej krzywdy!
- Odłóżcie
spluwy, inaczej będziecie mogli się z nią pożegnać!
Policjanci
spojrzeli po sobie.
- Odkładamy broń.
Nie spuszczając z
niego wzroku, położyli czarne pistolety na podłodze.
Napotkałem wzrok
jednego z mężczyzn. Kiwnął nieznacznie głową na porywacza. Nie
wiedziałem o co mu chodzi, mogłem się jedynie domyślać.
Po cichu stanąłem
na nogi i niezauważony zaszedłem tego zwyrodnialca od tyłu.
Wytrąciłem broń z jego ręki. Zdezorientował się i na chwilę
odwrócił w drugą stronę. W tym samym momencie wyrwałem Fran z
jego uścisku.
Jednak to wszystko
nie trwało długo.
Dosłownie kilka
sekund później poczułem mocne uderzenie w tył głowy. Odrzuciło
mnie do tyłu.
Ostatnią rzeczą,
jaką zarejestrował mój mózg był potwornie silny ból i słaby
krzyk Francesci...
Powoli wracałem
do świata rzeczywistego. Słyszałem wokół siebie głosy, ciche
rozmowy i inne, takie zwykłe odgłosy jakie słyszy się na co
dzień.
Otworzyłem oczy.
Od razu uderzyło mnie to jasne światło. Minęła chwila, zanim się
do niego przyzwyczaiłem.
- Marco?
Szybko
zlokalizowałem właściciela tego głosu. Moja rudowłosa
przyjaciółka siedziała na skraju mojego łóżka.
- Camila... Co się
dzieje?
- Już po
wszystkim. - odparła cicho. - Jesteście bezpieczni.
Wtedy też
dostrzegłem Lucę stojącego pod oknem.
Od razu
przypomniałem sobie całą wczorajszą akcję. Na samo wspomnienie
przeszedł mnie dreszcz.
- Gdzie jest
Francesca? - spytałem. - Wszystko z nią w porządku?
Brat mojej
dziewczyny podszedł do nas. Usiadł na krześle obok mnie.
- Powiedz lepiej,
jak ty się czujesz.
- Dobrze -
odparłem mechanicznie. - Co z Francescą? - powtórzyłem.
Mężczyzna wbił
wzrok w podłogę.
- Nie jest dobrze
- Cami odpowiedziała za niego. - Złapała jakieś ostre zapalenie
płuc. Jest wyziębiona, odwodniona, przemęczona, trochę pobita,
i... i...
- ...i zgwałcona
- wycedził Luca.
Przez moment nikt
nic nie mówił. Nikt nie miał odwagi się odezwać.
Modliłem się w
duchu, by nie wykryli nic więcej. By nie znaleźli innych problemów.
Już i tak było źle.
- Nie mogłem nic
zrobić... - powiedziałem cicho. - Nie było mnie przy tym...
Przepraszam.
Luca spojrzał na
mnie.
- To nie twoja
wina - odparł. - Dziękuję, że przy niej byłeś.
Jak mógł
dziękować mi za takie coś? To był mój obowiązek, musiałem być
przy Fran. Schrzaniłem już tyle rzeczy... Chociaż tą jedną
wykonałem dobrze.
- Idę do
Francesci. - Podniósł się z krzesła. - Odpoczywaj.
Opuścił pokój
zostawiając mnie w nim samego z Camilą. Spojrzała na mnie.
- Był dosłownie
na skraju załamania - wyjaśniła. - Dostawał białej gorączki.
Uwierz mi, z każdym dniem było coraz gorzej, wszyscy myśleliśmy,
że nie wytrzyma. Kolejne dni bez Fran były dla niego udręką.
Zresztą nie tylko dla niego. Nawet nie możesz sobie wyobrazić co
czuliśmy, kiedy dowiedzieliśmy się, że was znaleźli... to
było... - zająknęła się - to było piękne.
Na widok jej
słabego uśmiechu, kąciki moich ust mimowolnie się podniosły.
- Ile nas nie
było? - spytałem.
Spochmurniała.
- Samej Francesci
prawie miesiąc - odpowiedziała. - Ciebie i jej równe półtora
miesiąca. Fran w sumie dwa i pół miesiąca.
Dwa i pół
miesiąca to kawał czasu. W dodatku miesiąc, sama, w tych
ciemnościach. Nie wyobrażałem sobie, jak mogła czuć się wtedy
Francesca. Osamotniona w śmierdzącej, wilgotnej piwnicy.
Wiedziałem, że
ona już nigdy nie będzie taka jak wcześniej. Takie zdarzenia
pozostawiają trwały ślad w psychice człowieka. Już nie będzie
tą samą Francescą, którą poznałem, tą radosną dziewczyną
cieszącą się z najmniejszych rzeczy. Porwanie i gwałt; nigdy o
tym nie zapomni. Byłem o tym przekonany.
- Jak ona się
czuje?
Camila westchnęła.
- Lekarze
wprowadzili ją w stan śpiączki - odpowiedziała. - Była bardzo
przemęczona, nie miała siły nic powiedzieć. Ale minęło już
pięć dni, jutro będą ją wybudzać.
- Pięć dni? -
Powtórzyłem. - A ja...
- Ten facet
uderzył cię w głowę - uprzedziła moje pytanie. - Byłeś
nieprzytomny. Ale oprócz tego, nic poważnego ci nie jest,
spokojnie.
Pokiwałem ze
zrozumieniem głową.
Drzwi sali
otworzyły się. Do środka wszedł Broduey. Spojrzał na nas i
uśmiechnął się.
- Camila, chciałaś
iść do Fran - odezwał się.
Dziewczyna
podniosła się z łóżka.
- Nie obrazisz
się? Później jeszcze do ciebie przyjdę.
Uśmiechnąłem
się.
Jej chłopak
wyciągnął do niej rękę.
- Przenieśli ją
do innej sali. - Chwycił jej dłoń. - Pójdziesz prosto - wskazał
na korytarz - a później w prawo. Trzecie drzwi po lewej, numer 147.
Trafisz sama?
- Pewnie -
potwierdziła.
Pocałowała go w
policzek, pomachała mi, po czym opuściła pokój.
Brazylijczyk
podszedł do mnie i usiadł na krześle obok łóżka.
- W końcu się
obudziłeś - powiedział. - Ileż można spać?
Zaśmiałem się
pod nosem.
Cieszyłem się,
że mogę oderwać się od ponurej rzeczywistości i pożartować z
jednym ze swoich kumpli.
- Z tym bandażem
na głowie wyglądasz jak idiota - stwierdził po chwili chłopak.
- Bardzo śmieszne
- mruknąłem. - I tak wyglądam lepiej niż ty.
Broduey prychnął.
- Chciałbyś.
Wbiłem wzrok w
widok za oknem. Zaparłem się rękami o kamienny parapet.
Nie mogłem tam
wejść.
Przez szybę
widziałem ją leżącą na białym łóżku. Oczy miała otwarte,
ale mnie nie widziała.
To wszystko przeze
mnie. Przeze mnie tutaj leży, przeze mnie tak cierpi.
Czułem łzy
gromadzące się pod moimi powiekami. Ale byłem chłopakiem, do
cholery! Nie mogłem się rozkleić. Nie tutaj. Wszyscy ludzie
patrzą. Nie mogę.
- Marco.
Nie odwróciłem
się.
Popłakałem się
jak dziecko. Moi znajomi nie mogli tego zobaczyć.
- Marco, co się
stało?
Poczułem czyjąś
rękę na swoim ramieniu i rozpoznałem głos Leona. Pociągnął
mnie do tyłu. Odwróciłem się w jego stronę. Nie spojrzałem na
niego.
- Nie mogę tam
wejść...
- Dlaczego?
Przetarłem
załzawione oczy.
- Nie mogę...
- Spójrz na mnie
- zażądał. - No spójrz, nie wstydź się. Wszystko widzę.
Zrezygnowany
podniosłem głowę w górę.
Nie interesowało
mnie, co może sobie pomyśleć. Był moim kumplem, powinien mnie
rozumieć.
- To nie jest
twoja wina - powiedział. - Przestań się obwiniać.
- Gdybym wtedy nie
puścił jej samej do domu...
- Marco, zamknij
się - warknął. - To nie ma nic do rzeczy. Violetta też wiele razy
wracała wieczorem sama do domu. Wszystkie dziewczyny chociaż raz
tak robiły. To, że spotkało to akurat Francescę, nie jest wcale
twoją winą.
- A co ty byś
zrobił, gdybyś był na moim miejscu, a tam na sali leżała
Violetta?
- Nie wiem -
odparł. - I nie chcę się zastanawiać. A Francesca czeka na
ciebie, więc lepiej się ogarnij i idź do niej.
Nie
odpowiedziałem.
Po chwili poczułem
jak obejmuje mnie po przyjacielsku. Oddałem uścisk.
- Ona cię teraz
potrzebuje - powiedział. - To ty byłeś przy niej przez ostatnie
półtora miesiąca, dla niej wszystko jest teraz inne. Musisz przy
niej być.
Odsunąłem się
od niego.
- Masz rację -
przyznałem.
Odwróciłem wzrok
w stronę szyby, za którą leżała moja dziewczyna. Spojrzałem na
Leona, który kiwnął głową w stronę drzwi. Wolnym krokiem
podszedłem do nich i nacisnąłem klamkę.
Nienaoliwione
zawiasy zaskrzypiały, co poskutkowało natychmiastowym zwróceniem
na siebie uwagi Francesci. Patrzyła na mnie uważnie, dopóki nie
podszedłem do niej, usiadłem na brzegu jej łóżka i nie chwyciłem
jej za rękę.
- Jak się
czujesz? - spytałem.
- W porządku -
odparła słabo. - Co się stało? Płakałeś?
Ponownie
przetarłem oczy. Nie mogłem jej martwić.
- Nie -
zaprzeczyłem. - Coś wpadło mi do oka. Fran, jak się czujesz w
sensie... psychicznie?
Odwróciła na
chwilę głowę w drugą stronę, a jej oczy zaszły łzami.
- Marco... -
wykrztusiła po chwili. - Zawsze myślałam... że... że mój
pierwszy raz spędzę z kimś, kogo kocham. Że... że spędzę go z
tobą.
Ścisnąłem
mocniej jej rękę.
- Spokojnie,
kochanie... - szepnąłem. - Jestem przy tobie, nie płacz.
Wytarła łzy ze
swoich policzków i spojrzała na mnie.
- Kocham cię... -
powiedziała cicho.
Zdziwiłem się.
Nie wiedziałem, że po tym wszystkim co ją spotkało, ona jeszcze
potrafi wyznać komuś takie uczucia. Ale cieszyłem się.
- Ja też cię
kocham, skarbie - odparłem. - Kocham cię najbardziej na świecie.
Przyjrzałem się
jej posiniaczonym rękom, do których poprzypinana była masa
kroplówek. Bolał mnie ten widok, nikt nawet nie wiedział jak
bardzo.
- Marco...
- Tak?
- Moi rodzice
jeszcze nie przyjechali? - spytała.
Spojrzałem na nią
ze współczuciem.
Co miałem jej
powiedzieć? Że jej rodzice nie przyjadą, bo ważniejsza dla nich
jest praca? Że nie obchodzi ich własna córka?
- Nie wiem,
kochanie - skłamałem. - Musisz spytać Luki. Zawołać go?
- Jak możesz -
rzekła. - Ale przyjdziesz tutaj później, tak?
- Oczywiście. -
Uśmiechnąłem się lekko.
Podniosłem się i
w tym samym momencie drzwi sali się otworzyły, a do środka wszedł
brat Fran.
- Luca - zaczęłam
- kiedy przyjedzie mama i tata?
Nie rozumiałam,
dlaczego twarz mojego brata w jednym momencie stężała. Nie
rozumiałam, dlaczego w jego oczach pojawił się ten wielki żal.
- Luca, co się
dzieje? - spytałam. - Coś nie tak?
Pokręcił
przecząco głową.
- Z rodzicami
wszystko w porządku - odparł. - Powiedzieli, że...
Czekałam
niecierpliwie aż dokończy swoją wypowiedź.
- ...że nie mogą
zostawić pracy. Nie przyjadą.
Zamrugałam
szybciej oczami.
- Co?
- Przykro mi,
Francesca. - Chwycił moją dłoń.
Pokręciłam z
niedowierzaniem głową.
- Niemożliwe...
Minęło kilka
minut, odkąd w moich oczach wyschły łzy, a już pojawiły się
kolejne.
- Nie płacz,
siostrzyczko...
Z trudem
podniosłam się do pozycji siedzącej i wyciągnęłam ręce w
stronę swojego brata. Przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam twarz
w jego ramię.
- Wszystko będzie
dobrze, mała... - Usłyszałam głos Luki.
Nie wiedziałam,
czy wszystko może być dobrze.
Zawsze myślałam,
że rodzicom zależy żeby zapewnić nam dobre utrzymanie, i to
dlatego tak zawzięcie pracowali. Ale teraz? Teraz wiedziałam, że
tak naprawdę im na mnie nie zależy. Gdyby tak było, to
przylecieliby teraz z Włoch, tutaj, do Argentyny. Nie byli w stanie
zrobić nawet tego.
- No, daj rękę.
Z całej siły
chwyciłam jego dłoń. Z jego pomocą zestawiłam nogi na podłogę.
- Dawaj,
spróbujemy wstać.
- Nie, nie dam
rady - jęknęłam.
- Oczywiście, że
dasz radę - odezwała się Violetta. - A Marco ma dobry refleks, to
cię złapie.
Odgarnęłam włosy
z twarzy i poprawiłam bandaż na moim nadgarstku.
- Czuję się jak
idiotka - mruknęłam. - Nie mogę ustać na nogach...
- Fran, nie
chodziłaś prawie trzy miesiące - zauważyła Camila. - Pora do
tego wrócić. No, próbuj.
Westchnęłam
cicho, po czym drugą ręką chwyciłam się ramienia Marco.
-
Gotowa?
Pokiwałam
potakująco głową i z trudem stanęłam na nogi. Czułam, jak
rozciągają się wszystkie moje mięśnie, które już od tak dawna
pozostawały w praktycznym bezruchu.
W
pewnym momencie kolana się pode mną ugięły. Zapewne zaliczyłabym
bliskie spotkanie z podłogą, gdyby nie szybka reakcja mojego
chłopaka.
Zdrętwiałam,
kiedy poczułam jego rękę na moim udzie. Mój oddech przyśpieszył.
Odepchnęłam go od siebie - co nie dało zadowalających skutków.
Posadził mnie jednak z powrotem na łóżku i odsunął się ode
mnie.
-
Francesca, znowu? - spytał cicho.
Nie
odpowiedziałam.
Podciągnęłam
kolana pod brodę i zakryłam głowę rękami.
-
Zostawimy was samych - odezwał się Maxi.
Usłyszałam
kilka par nóg zmierzających w stronę drzwi. Nie podniosłam głowy.
Ktoś
zamknął drzwi.
-
Francesca - Poczułam, jak Marco siada obok mnie - Fran, spójrz na
mnie.
Nie
zareagowałam.
-
Fran, powiedziałem coś - rzekł ostrzej. - Podnieś głowę.
Ponownie
zignorowałam jego słowa.
Po
chwili jego dłonie zacisnęły się na moich rękach. Odciągnął
je ode mnie, a później podniósł moją głowę do góry.
-
Nie możesz się tak zachowywać - powiedział. - Minęły już dwa
tygodnie. Ja wiem, że ci ciężko, domyślam się, co możesz czuć,
ale nie możesz się nas bać. Nie pozwalasz chłopakom się do
ciebie zbliżyć, boisz się mnie, boisz się nawet swojego brata.
Miał
rację. Bałam się ich.
Brzydziłam
się siebie i swojego ciała. Nie mogłam patrzeć na siebie w
lustrze. Wszystko przypominało mi o gwałcie.
Wiedziałam,
że moje życie już nigdy nie będzie normalne. Że już nigdy nie
będzie tak jak kiedyś.
-
Przepraszam... - wykrztusiłam po chwili.
-
Nie chodzi o to, żebyś przepraszała - odparł. - Tylko żebyś
przynajmniej... spróbowała nam zaufać, wiesz?
Spojrzałam
na niego, a obraz przesłoniły mi łzy.
-
Nigdy nie pozwolimy zrobić ci krzywdy - ciągnął. - Jesteś dla
nas najważniejsza. Jesteś dla mnie najważniejsza.
Już
nie czułam jego uścisku na moich rękach. Nie czułam niczego.
-
Ufasz mi? - spytał.
Minęła
chwila, zanim zebrałam się w sobie. Nabrałam powietrza w płuca.
-
Ufam ci... - wyszeptałam.
I
nigdy nie przestanę.
Więc
jest i ostatnia część parta o Marcesce. Jak wam się podoba?
Czekam na opinie ;)
Ludzie,
jestem pierwszy raz od poniedziałku na komputerze. Nie miałam w
ogóle czasu, ta wymiana i to wszystko, nie wyrabiałam. Wycieczki
jakieś, ogniska, i takie tam. Ale kurde, ja nie chcę żeby oni
jechali. Chociaż już pojechali godzinę temu -.- Przecież oni
wszyscy tacy fajnie byli, ci Niemcy, Estończycy, wszyscy! Kurde, jak
im machałam to myślałam, że się rozpłaczę, serio.
Dobra,
koniec o mnie :P
Kolejny
part będzie o Fedemile, już zapraszam xD Nie wiem kiedy się
pojawi, mam nadzieję, że jak najszybciej. Ja teraz muszę nadrabiać
na necie cały tydzień Violetty :P
Dziękuję
za komentarze i wszystko, kocham was <33333


Rezerwacja dla Julki!
OdpowiedzUsuńOkey xD
UsuńWitaj, Olu!
UsuńNa wstępie chcę tylko uwzględnić, że mimo fotografii głównej bohaterki, za którą nie przepadam, bardzo podoba mi się ten szablon. Ma takie przyjemne dla oczu odcienie, które w połączeniu wyglądają naprawdę zjawiskowo.
Co zatem mogłabym napisać o historii? Jest niesamowita.
Pełna rozmaitych uczuć. Począwszy na smutku, na niebywałym szczęściu skończywszy.
Pozostało mi jedynie zadać pytanie: jak to robisz? Myślę jednak, że znam odpowiedź na to pytanie.
Zwyczajnie masz niezwyczajny talent. Sensowne zdanie, prawda? :D
Bardzo dziękuję kochanie <33333
UsuńWrócę tu <3
OdpowiedzUsuńCzekam <3333
UsuńHej, Olu ♥
Usuńwybacz, że dopiero teraz - jestem okropna ;/, ale miałam ostatnio dużo na głowię, a to pisanie rozdziału, a to szkołę, w każdym razie...
Ostatnia część ♥ I właśnie w takich momentach, zdaję sobie sprawę, że wszystko się kończy. Ale najważniejsze, że kończy szczęśliwie. Nigdy nie lubiłam ckliwych happy end'ów, ale ostatnio zmieniam nastawienie. W końcu wiadomo szczęście nie trwa wiecznie, ale cierpienie również, prawda? I wiesz, możesz być pewna, ta historia zostanie w moim sercu na zawsze ♥ Była cudowna, choć bardzo smutna, przerażająca, bo pokazywała prawdę... ale także wielką siłę jaką niesie ze sobą miłość. Jesteś niesamowita, wiesz?
Uwielbiam Marco, naprawdę zachował się jak najlepszy chłopak na świecie, był przy niej, dzielił się jedzeniem, wsparciem, i uważam, że nie powinien się obwiniać. Ta sytuacja nie była jego winną, raczej podłym zrządzeniem losu... Ale... w końcu udało im się wydostać, nawet nie wiesz, jak bardzo biło mi serce, gdy porywacz przykładał pistolet do jej głowy. Na szczęście, wszystko się dobrze skończyło, mogłam odetchnąć z ulgą ♥ Bardzo szkoda mi było Francesci, gdy dowiedziała się o swoich rodzicach, to musiał być nie lada cios. Niestety, nie wszystkie relacje między dziećmi i rodzicami są idealne... Szkoda mi także Marco, widać jak bardzo się tym wszystkim obwinia i cieszę się, że ma takich przyjaciół, jak na przykład Leona, którzy zawsze mu pomogą, którzy wysłuchają. I końcówka ♥ Taka piękna. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Fran już nigdy nie będzie taka sama, nie po tym co przeszła, ale zawsze jest ten czas, gdy trzeba ruszyć dalej. Nie wolno stanąć w miejscu. Przecież ma przyjaciół, brata i co najważniejsze Marco ♥ Który tak bardzo ją kocha. " - Ufam ci... - wyszeptałam. I nigdy nie przestanę." Czy ja płaczę? ;_;
Ogólnie, bardzo podobało mi się zakończenie i smutno mi, ze to już koniec. Eh, czekam na kolejnego parta :) Wybacz, że tak krótko, mam jeszcze parę blogów do odwiedzenia :) Na koniec, spodziewaj się komentarza na drugim blogu. Jutro albo... w każdym razie, na dniach ^^
Kocham Cię,
Edyta <3
Edytka, jak to było krótkie, to ja jestem święta ;)
UsuńDziękuję ci za tyle dobrych słów, one bardzo dużo dla mnie znaczą <3333
Kocham cię <3333333
Jeśli wkradną się jakieś błędy to z góry przepraszam, ale piszę z telefonu ;D
OdpowiedzUsuńJeju rycze jak głupia :')
Mój Marco <33
Franucha musisz być dzielna! JA I MARCUŚ W CIEBIE WIERZYMY XD
Olu, jesteś genialnaa :* piszesz wspaniale, uwielbiam Cię :* Dawaj szybciutko następnego parta :D
Boże, dziękuję <33333
UsuńWrócę jutro <3
OdpowiedzUsuńDzisiaj nie jest jutro, ale jestem :3
UsuńMoje jutro bardzo się przedłużyło :/
Francesca ufa Marco <333
Kocham :D
Biedna Marcesca tyle przeszła :( na szczęście Marco był dzielny ;)
Wtrącił broń temu bandycie :D
Fran jeszcze dojdzie do siebie, psychicznie nigdy do końca, ale przecież ma Marco ;)
Czekam na kolejnego Os :)
Cudowny. Marco nasz bohater. Na szczęście udało im się ujść cało. Myślałam, że Fran, albo Marco zastrzelą. To by było okropne. Już mi Stefana wczoraj zabili.:( Czekam na kolejny part. :)
OdpowiedzUsuńZajmuje miejsce ;) Niedługo wrócę!
OdpowiedzUsuńDodo Comello
Okeyyya xD
UsuńKochana!
UsuńWybacz mi ,że piszę dopiero teraz. Właśnie wróciłam z Kościoła. Miało tam miejsce Wielkie wydarzenie. Inkronizacja Relikwi św. Jana Pawła II. Stałam 2 godziny i omało bym nie zemdlała ;/
Okey koniec mojego ględzenia przejdę do oceniania Parta ;) Przeczytałam go dziś rano na komórce stąd moje zajęte miejsce. Niestety Anonimowo gdyż na mojej ,,wspaniałej'' Noki 500 nie mogę zalogować się na Bloggera ;/
Czytając go przypomniała mi się sytuacja jaka miała miejsce niedaleko mnie. Porwano jedną dziewczyną żądając okupu. Niestety policjanci zareagowali za późno i porywacze zabili dziewczynę :0
Pokazałaś tu także reakcję dziewczyny zgwałconej. Jej odczucie, jej myśli. Gdy czytałam o tym łzy leciały mi ciurkiem z twarzy. Rozmazałam make-up ;) Jednak warto było dla tak świetnego One Parta. Powiem Ci ,że nigdy chyba nie przeczytałam takiej wspaniałej historii za co bardzo chcę Ci podziękować!
No nic muszę kończyć! Cover do Universo sam się nie nagra :) Czekam na kolejnego Parta o Mojej Fedemili oraz Pozdrawiam Cieplutko!
Dodo Comello
PS: Zapraszam do siebie http://naxi-te-amo.blogspot.com/
Ja też nie lubię stać tak długo, znam ten ból ;)
UsuńOo, ja też mam Nokię 500 :D Ale ja się mogę zalogować xD
Hm, no cóż, porwania zdarzają się często, tak się ten świat zmienił. Niektórzy ludzie są źli, i na to nic się nie poradzi. Współczuję rodzinie tej dziewczyny.
Bardzo dziękuję za komentarz, no i czekam na cover :D
Ojeju jakie to było cudowne,to chyba twój najlepszy one part :)
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekac tego o Fedmili chociaż i tak moimi ulubionymi są te o Naxi ;)
pozdrawiam
l.v
Bardzo dziękuję ;)
UsuńAAAaaaaa
OdpowiedzUsuńŻyją <333
Nareszcie koniec tej całej psychicznej udręki :*
Szkoda mi Fran. Trzymaj się Franuśka :///
Marcuś <3333
czekam na parta o Fedemile :*
Panna Martin
Gracias :**
UsuńSuper !!!!
OdpowiedzUsuńDziękuje ;)
UsuńWrócę później <3
OdpowiedzUsuńCzekam <3333
UsuńOkej jestem !
UsuńOd czego zacząć ? Może od początku...XD
Olu ! Długo zastanawiałam się jak ułożyć słowa w jakąś w miarę sensowną wypowiedź. W końcu udało mi się zebrać myśli, a słowa same wystukują się na klawiaturze. Jestem oczarowana i zachwycona, jednak smutna iż to koniec tego One Parta. Od początku oczywiste było, że osiągnie on w naszych sercach wysoką poprzeczkę jednak wykroczył poza skalę. Opiekuńczość Marco , jego dobitne dążenie do celu, zaradność to wszystko są cechami chłopaka wręcz idealnego. Każdy twój part jest jak przestroga w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ostrzegasz nas przed złem tego świata, które z dnia na dzień wzbiera na sile. Problemy, które okazujesz nie są codziennością aczkolwiek są adekwatne do tego co może przytrafić się każdemu. Dzięki Tobie stałam się bardziej wrażliwym człowiekiem niż byłam, otworzyłaś mi oczy na codzienność. Dzięki Tobie otworzyłam się na problemy innych ... Dziękuję Ci za to. <3<3<3
czekam na następny One Part. Jestem Ciekawa co masz dla Fedemili, na jaką próbę wystawi ich los.
Kocham Cię <3<3<3
Boże, kochanie, taki piękny komentarz <33333
UsuńBardzo dziękuję, kocham cię <3333
Cudowne !
OdpowiedzUsuńJedno słowo, a może opisać to wszystko :)
No czekałam i czekałam i czekałam i się doczekałam.
Super, że żyją choć od początku było to wiadomo bo ty za bardzo ich lubisz.
Leosia nawet miłego zrobiłaś :D
Ja już czekam na party o Leonetcie, ale jak się nie myśle to jeszcze Fedemiła i Naxi :D
Czekam na kolejne ! Kocham cię <3
Miało być : jak się nie mylę xD
UsuńNo, nie mylisz się xD Niedługo Leonetta :D
UsuńDziękuję, kocham cię <3333
Ja tu jeszcze wrócę :P :D
OdpowiedzUsuńObiecuję <3
To ja zacznę może od tego, że strasznie się cieszę, że w końcu znalazłam czas na skomentowanie tego tu cudeńka :D
UsuńCzwarta część wzruszyła mnie chyba najbardziej :*
Ogólnie cały OP był jednym z Twoich najlepszych, chociaż w sumie to dla mnie wszystkie takie są <3
Marcesca wolna !!!!:D<333333
Frania moja kochana może być już szczęśliwa bo ma takiego cudownego chłopaka <333 Zazdroszczę :P
Nie będę ci tu opisywać tego arcydzieła bo na pewno znasz je na pamięć :D
Następna Fedemiła c'nie?
Mam nadzieję, że następny OP skomentuję wcześniej <3
Czekam na następny powód do jarania się (Tak, chodzi o OP)
Kocham Cię <3333
P.S. Jeśli napisałam coś niezrozumiale to dlatego, że tydzień temu miałam wypadek :P
http://www.lodovicaworldtour.com/
UsuńGłosujesz?
Dziękuję ;) Oczywiście, już głosowałam <3
UsuńI znowu na szarym końcu komentuje no cóż......
OdpowiedzUsuńWięc cały ten Op był taki cudowny <3
Marco taki uroczy był przy Fran <3
Fran zaufała mu <3
Dzięki tobie bardziej polubiłam Marcesce <3
Więc jeszcze chciałabym cię poinformować , że nie będę komentowała na twoim wręcz idealnym blogu <3333
Robię sobie przerwę od blogera ....
Mam nadzieje , że mi wybaczysz......
Obiecuje , że na drobie , ale czas na krótką przerwę <3333333 :****
Bardzo dziękuję <33333
UsuńOczywiście, że ci wybaczę ;) Wracaj do nas jak najszybciej!
Wiesz już jak bardzo nie mogłam doczekać się tej czwartej części?
OdpowiedzUsuńTaak, średnio przepadam za Marcescą a nie mogłam się już doczekać opowiadania o nich, działasz cuda! :D
Nadrobić cały tydzień 'Violetty', hmm, trochę tego jest, ja zazwyczaj włączam sobie na kompie i robię wtedy coś innego, czas szybciej leci i w ogóle xD
Dobra, nie nawijam już tylko przechodzę do parta :D
Marco ma ogromne poczucie winy, czuje się odpowiedzialny bo to w końcu facet, a oni tak potraktowali jego dziewczynę...
To musi być straszne uczucie, taka... bezradność?
Dbał o nią martwił się i patrzył jak się wykańcza, psychicznie i fizycznie.
Jak w serialu Marco cholernie mnie irytuje to tutaj strasznie mu współczuje, nie zasłużył na to :/
ii jest Cami, czyli przetrwali już najgorsze, są bezpieczni, to najważniejsze.
Dwa i pół miesiąca, jejku, ileż ona musiała wycierpieć ;/
Leon, mój Leoś jest taki kochany, zawsze wie co powiedzieć i w ogóle daje Marco wsparcie <3
Rodzice nie przyjechali i nie przyjadą, no tak, można się tego było po nich spodziewać...
Fran jednak uporała się z tym, powiedziała że go kocha.
To najważniejsze.
Trauma i cierpienie pozostały ale dalej już będzie dobrze!
Ważne, że mają siebie.
Kolejna będzie Femiła?
Cieszę się bardzo bo dawno o nich nie pisałaś, kiedy to było, jakoś w grudniu, styczniu? :D
Już nie mogę doczekać się co o nich wymyślisz.
A co dalej?
Leonesca? <3
Ja chcę moją Leonescę, w Twoim wydaniu, taak! <3
Dobra, bo zachowuję się jak mój młodszy kuzyn, nie marudzę Ci już xD
Kocham bardzo i jak zwykle czekam z niecierpliwością ♥
PS. Wakacje już za kilka tygodni, czy tylko ja nie mogę się doczekać? xD <3
Little, twój komentarz jak zwykle przepiękny <333
UsuńTa Fedemiła będzie kolejna ;) W styczniu była :D
Leoncesca... może kiedyś :D
Ja też nie mogę się doczekać :D
Dziękuję, kocham cię <3333
Wrócę za tydzień! ;D Wybacz ;*
OdpowiedzUsuńA, ostatnio zapomniałam. Cudny wygląd i gratuluję wytrzymania 6 miesięcy.
Kocham Cię :*
Dziękuję :* Czekam ;)
UsuńA co mi tam? Jestem po pisemnych, a pracy mi się pisać nie chce! ;D Mam czas do poniedziałku, aby przeczytać jeszcze 2 lektury i 6 opracowań. Damy radę, nie? Ale nie po to tu przyszłam.
UsuńParcik jest po prostu genialny. Co ja mam dużo pisać? Cholernie się cieszę, że skończyło się właściwie dobrze, aczkolwiek tak jak pisałaś, smutno. Dobrze, że Fran ma takich, a nie innych przyjaciół. Są prawdziwym skarbem. Wszyscy starają się pomóc, nie naciskają. Szczególne gratulacje należą się jednak Marco. Myślę, że go to dotyka najgłębiej. Jej brak zaufania, jej strach do jego osoby. Chociaż mówi na końcu, że ufa to chyba i tak wszyscy zdajemy sobie sprawę, że strach będzie brał tutaj górę i często będzie się odsuwała. No cóż, tego tutaj się nie przekonamy, teraz możemy sami dopisać ciąg dalszy tej historii.
Pięknie pokazałaś kwintesencję miłości. Myślę, że tego nie trzeba tłumaczyć. A jeżeli już to można to zrobić jednym słowem, jednym imieniem - MARCO. ;)
Co do rodziców Fran, to już chyba kiedyś pisałam, że mam ich za szuje jakich mało, cóż zdania nie zmieniłam chyba, że na jeszcze gorsze. Tak samo idealnie pokazałaś jak ludzie potrafią wszelkimi sposobami dążyć do fortuny, jak mają gdzieś najbliższych, a w oczach pojawiają się $$. Boli jednak to, że Fran była córką. Jest córką, a oni ją olali. I to w chwili, kiedy ta potrzebowałaby tej matczynej bliskości, dobrego słowa, miłości. Po prostu potrzebowałaby matki. Ojciec to facet, więc tu różnie mógłby być odebrany. Jak? Tego nie dane było nam się dowiedzieć. Szuje i tyle, żeby nie napisać gorzej.
Na zakończenie, żebyś nie miała wątpliwości, że jest inaczej ponownie napiszę, że Part jest cudowny. Masz talent, to nie podlega dyskusji. Szlifuj go dalej, a kiedyś kupię Twoją książkę, chyba, że stwierdzisz, że pójdziesz w innym kierunku.
Pozdrawiam ;***
Candy, bardzo się cieszę z twojego komentarza ;)
UsuńKocham cię <3333
Hej.... Tak, wiem. Durna jaa, nie skomentowałam poprzednich części. Nie będę złą jak mnie znienawidzisz, bo na wybaczenie nie zasługuję :/ Jestem okropna ;( Dobra, dość o mnie.
OdpowiedzUsuń.
.
.
OMG! To było takie piękne! Ryczałam jak głupia przy końcu. Dobrze, że wszystko się spoko skończyło. Inaczej bym się chyba załamała :(
Dzisiaj krótko i na temat, bo lecę do lekarza. Olu! Jesteś niesamowita i koniec <3 Kc :*********
Nie, nie będę cię zabijać ;)
UsuńDziękuję za komentarz, kocham cię <3333
Witaj!
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno.. Szkoła.. no niestety.
Leona w twoim opowiadaniu uwielbiam! Nie wiem czemu... jest świetny.
Rodzice nie przyjechali..
Marco jest na prawdę kochany!
Przy Fran taki romantyczny i jakby nieśmiały....
http://violletta-fanfiction.blogspot.com/
Bardzo dziękuję ;)
UsuńAle kochana, mam prośbę - nie musisz za każdym razem się reklamować, a jeśli już chcesz to zrobić, to w odpowiedniej zakładce ;)
Obiecałam ci na tamtym blogu, że wrócę i wróciłam... po tygodniu xD
OdpowiedzUsuńTak się cieszę, że wszystko dobrze się skończyło (to było wiadome, ale ciiii :D).
Czekam na kolejnego parta i jestem szczęśliwa, że to właśnie ty będziesz pisała o Marcesce *-*
Pozdrawiam, Justyna :)
Bardzo dziękuję ;)
UsuńJa też się cieszę, nie mogłabym chyba pisać o innej parze :D Nie no, mogłabym :P Ale ja kocham Marcesce <3333
Ołje :D 10 maja już :D
OdpowiedzUsuńJak ten czas leci.. wczoraj byłam przy marcu xD
Part cudowny ♥♥♥
Moja biedna Fran..
A jej rodzice..
Nie powinni mianować się rodzicami...
Ech..
Muszę twojego bloga polecić mojej przyjaciółce :3
Spodoba jej się tak jak mi ♥♥♥
Może polecę dalej..
Choć długo tu już siedzę...
Buziaczki ;***
Bardzo dziękuję <333
Usuń