- Katina!
Rozejrzałam się wokół siebie. Moje oczy rozpaczliwie szukały
ciemnowłosej dziewczynki; dziewczyny. Serce tłukło mi się w
piersi, a z czoła spływał zimny pot.
- Katina!
Stanęłam pod ścianą próbując uspokoić swój przyśpieszony
oddech.
Gdzie jest do cholery moja córka? Ona nie może przebywać sama. Nie
ma takiej opcji.
- Katina!
Usiadłam na drewnianej ławce. Ukryłam twarz w dłoniach.
Bałam się. Cholernie mocno bałam się o moją córkę.
Katiny trzeba pilnować na każdym kroku, nie można jej zostawić
samej. Nie jest na to gotowa, to jest ponad nią. Ma jedenaście lat,
ale... po prostu nie może.
- Ludmiła!
Podniosłam gwałtownie głowę. Zlokalizowałam właściciela, a
raczej właścicielkę tego głosu. Dostrzegłam moją przyjaciółkę
biegnącą w moim kierunku.
- Dlaczego ty jej nie pilnujesz? - spytała zdenerwowana. - Chcesz,
żeby coś jej się stało?
- Katina? - Podniosłam się z ławki. - Gdzie ona jest?
- Maxi siedzi z nią w samochodzie. - Chwyciła mnie za rękę. - Na
przyszłość bądź bardziej uważna. Masz szczęście, że
zatrzymaliśmy się w sklepie.
Ogarnęłam włosy z twarzy.
Starałam się nadążyć za szybkim krokiem mojej przyjaciółki.
Wyszłyśmy z galerii. Zbiegłyśmy po schodach. Kiedy znaleźliśmy
się na parkingu, w oczy od razu rzucił mi się czerwony samochód
moich przyjaciół. Przyśpieszyłam kroku. Teraz już praktycznie
biegłam, próbując nie przewrócić się na wysokich obcasach.
Otworzyłam drzwiczki od strony, z której siedziała moja córka.
- Katina. - Przyciągnęłam ją do siebie. - Boże, córeczko... Nie
rób tak nigdy więcej, dobrze?
Spojrzałam na nią.
Nie odezwała się. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć,
zupełnie jakby była wyrzeźbiona z nieskazitelnie gładkiego
kamienia.
- Nic jej nie jest - odezwał się siedzący po drugiej stronie Maxi.
- Nie denerwuj się.
Odetchnęłam głęboko. Pogłaskałam ją po policzku.
- Skarbie, przepraszam... - Podniosłam głowę i spojrzałam
najpierw na mojego przyjaciela, a później na Natalię siedzącą na
siedzeniu kierowcy. - Przepraszam, dosłownie na chwilę straciłam
ją z oczu.
Natalia i Maxi wymieli znaczące spojrzenia.
- Nie pierwszy raz - zauważył mężczyzna.
Westchnęłam cicho i przeniosłam wzrok na moją córkę.
- Pójdziemy już do domu - zadecydowałam. - Dziękuję wam.
- Nie, odwieziemy was - powiedziała Naty. - Maxi, zostań z tyłu.
Zamknęła swoje drzwiczki. Zaledwie zrobiłam to samo, a silnik
samochodu odezwał się i ruszyliśmy.
Trzymałam rękę mojej córki rzucając na nią co chwilę jakieś
ukradkowe spojrzenia. W pewnym momencie ona podniosła głowę.
Spojrzałam w jej czekoladowe oczy.
Dlaczego to musiało spotkać akurat ją? Przecież nigdy nic nie
zrobiła. Ja też nie zawiniłam. Ludzie mówią, że jeśli dziecku
coś dolega, to kiedy jego matka była w ciąży, musiała zrobić
coś złego. Ale ja nic takiego nie zrobiłam. Zawsze byłam dla
wszystkich dobra.
Wpatrywała się we mnie z tą swoją dziecięcą ufnością, którą
widziałam w jej oczach od zawsze. Kochałam ją, kochałam ją
najbardziej na świecie. Była moim słońcem na niebie, jasną nocną
gwiazdą. Nie przeżyłabym, gdyby nie ona.
Odwróciła się ode mnie w stronę Maxiego. Swoją bladą, chudą
ręką pokazała mu coś za szybą.
- Co byś chciała, księżniczko? - Objął ją ramieniem i
przytulił do siebie. - Wesołe miasteczko?
Katina pokiwała z entuzjazmem głową.
- Musisz spytać mamy. - Uśmiechnął się jej wujek. - Ale dzisiaj
chyba już nie pozwoli. Robi się późno.
Wyplątała się z jego uścisku i przeniosła wzrok na mnie.
- Mama, wesołe miasteczko? - spytała tym swoim słodkim głosikiem.
Uśmiechnęłam się.
- Wujek ma rację, słońce - odparłam. - Dzisiaj już jest późno.
Następnym razem, dobrze?
Na jej twarzy pojawił się ten uśmiech, który tak uwielbiałam.
Potwierdziła ruchem głowy.
W tym samym momencie samochód zatrzymał się przed bramą mojego
domu.
Otworzyłam drzwiczki i wysiadłam na zewnątrz. Podałam rękę
mojej córce, która chwyciła ją i wyszła z pojazdu.
- Jeszcze raz dzięki - rzekłam do moich przyjaciół.
- Nie ma za co. - Uśmiechnął się mój przyjaciel. - Ale na
przyszłość bardziej jej pilnuj.
Odwzajemniłam uśmiech, pokiwałam twierdząco głową i zamknęłam
drzwi.
Razem z Katiną ruszyłam do domu.
To nie było tak, że byłam nadopiekuńcza i bałam się ją
gdziekolwiek ją puścić. Można pomyśleć, że traktowałam ją
jak pięciolatkę podczas gdy miała ich jedenaście.
Ale nikt tak naprawdę nie wiedział co dolega Katinie.
Nie była taka jak inne dzieci. Różniła się i to bardzo. Nie
biegała ze swoimi rówieśnikami po podwórku, nie jeździła na
rowerze. Nie mówiła dużo. Odzywała się tylko wtedy, kiedy było
to konieczne. Nie integrowała się z innymi dziećmi.
Niektóre dni były dla niej udręką. Bała się dosłownie
wszystkiego. Jeszcze nigdy nie zasnęła przy zgaszonym świetle.
Potwory spod łóżka wprawiały ją w przerażenie. Często miewała
ataki histerii.
Lekarze wykluczyli autyzm. Katina potrafiła mówić i rozumiała
innych, tylko po prostu czasami nie chciała tego robić. Autyzm miał
zupełnie inne objawy, nie pasował do zachowania mojej córki.
Ale mimo jej niepełnosprawności - jeśli tak to można nazwać -
kochałam ją najbardziej na świecie. Nigdy nie pozwoliłabym jej
skrzywdzić. Nie zostawiłabym jej. Miała w końcu tylko mnie - sama
nie wiedziałam kto jest jej ojcem. Na początku wstydziłam się
takiej wpadki, wstydziłam się tego, że w tak młodym wieku
przespałam się na jakiejś imprezie z przypadkowym chłopakiem.
Miałam wtedy dziewiętnaście lat. Musiałam porzucić moje marzenia
o studiach i nauce i w pełni oddać się mojej córce.
Bałam się, że moi przyjaciele się ode mnie odwrócą. Nic takiego
się nie stało. Uznali mnie za bezmyślną i głupią, ale szybko im
przeszło. Katinę pokochali od pierwszego wejrzenia, zresztą tak
samo jak ja. Jej po prostu nie dało się nie kochać.
Katina była pogodną dziewczynką, choć bardzo nie śmiałą.
Lubiła bawić się ze mną, z moimi przyjaciółmi. Z nikim innym
nie potrafiła się tak porozumieć. Uwielbiała swoje ciocie i
wujków.
Moja córeczka była dla mnie całym światem. Była jasnym słońcem
na niebie. Nic nigdy nie przesłoni jej blasku.
Obudził mnie krzyk. Krzyk tak głośny i przeraźliwy, że pomimo iż
byłam przyzwyczajona do takich sytuacji, po całym ciele przeszły
mnie ciarki.
Odrzuciłam na bok czarną kołdrę, wstałam z łóżka i po omacku
znalazłam włącznik od lampki. Poderwałam się na nogi i czym
prędzej wybiegłam z pokoju na korytarz.
Gwałtownie wpadłam do pokoju. Zaświeciłam światło, które od
razu poraziło moje oczy, jednak się tym nie przejęłam.
Zatrzymałam się na chwilę i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Pościel na łóżku w którym sypiała moja córka, była w zupełnym
nieładzie, a ono samo było puste. Moje oczy szybko dostrzegły
Katinę kulącą się pod drewnianym biurkiem w rogu pokoju.
Zakrywała głowę rękami, a z jej ust wydobywał się ten
przerażający krzyk. Podbiegłam do niej czym prędzej. Chwyciłam
ją za ramię i wyciągnęłam spod stołu. Wrzeszczała, szarpała
się, nie mogła się uspokoić. Prawą ręką sięgnęłam do szafki
obok, gdzie trzymałam leki - na wszelki wypadek. Potrzebne one były
właśnie w takich sytuacjach. Otworzyłam drzwiczki. Serce zaczęło
mi mocniej bić, kiedy okazało się, że w środku nic nie ma.
Przytuliłam ją mocniej do siebie. Nie mogła się uspokoić.
Wyrywała się, a ja z trudem ją utrzymywałam. Po chwili wzięłam
ją na ręce. Chwiejnym krokiem wyszłam ostrożnie z pokoju i
zeszłam po schodach na dół, przy okazji potykając się kilka
razy. Bałam się, że przewrócę się z Katiną na rękach, ale nie
miałam wyboru.
Wpadłam do kuchni i od razu popędziłam do szafki z lekami.
Ogłuszający krzyk mojej córki rozbrzmiewał po całym domu. Nie
wiedziałam co teraz dzieje się w jej głowie, mogłam się tylko
domyślać. Mogłam jedynie wyobrażać sobie jak cierpi.
Otworzyłam szafkę. Trzymając moją córkę jedną ręką, drugą
przeszukiwałam dokładnie wszystkie leki. Znalazłam pudełko z
odpowiednimi tabletkami. Otworzyłam je. Było puste.
Niemożliwe. Nie. Co teraz? Co ja do cholery zrobię?
Stałam przez chwilę w miejscu, zupełnie zdezorientowana. W moich
uszach rozbrzmiewał tylko wrzask Katiny.
W końcu zadziałałam. Podbiegłam do telefonu stacjonarnego i
szybko wystukałam numer jednego z moich przyjaciół - Leona.
Odebrał dopiero po kilku sygnałach.
- Halo, Ludmiła... - Jego głos był zaspany. - Co... się
dzieje...?
W tym momencie moja córka ponownie głośno wrzasnęła.
- Leon, proszę cię, przyjedź - powiedziałam trzęsącym się
głosem. - Musisz tu przyjechać, musisz mi pomóc.
Przytuliłam Katinę mocniej do siebie.
- Ale... co się dzieje? - Trochę się rozbudził.
- Potrzebuję leków dla Katiny - wyjaśniłam. - Leon, musisz mi
pomóc, proszę cię... Ona nie wytrzyma.
- Ludmiła, spokojnie. Jakie leki? Jak się nazywają?
- Boże... Boże, nie wiem...
- Ludmiła, skup się - rozkazał mi. - Podaj mi nazwę.
Zastanowiłam się przez chwilę. W mojej głowie panował istny
rozgardiasz. Nie mogłam zebrać myśli, choć wiedziałam, że muszę
to zrobić. W końcu gdzieś w moim umyśle jakimś sposobem
znalazłam odpowiednią nazwę.
- Będę za piętnaście minut - powiedział. - Klucze mam. Czekaj na
mnie.
Rozłączył się, bez żadnego słowa więcej. Odrzuciłam telefon
na szafkę. Z Katiną na rękach skierowałam się do salonu, gdzie
usiadłam na sofie. Położyłam ją tak, że jej głowa była na
moich kolanach. Zaczęłam ją głaskać po włosach i uspakajać.
Szeptałam ciche słowa, aby zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa.
Miałam jednak wrażenie, że ona w ogóle mnie nie słyszy.
Po kwadransie; dłużącym się w nieskończoność kwadransie, za
drzwiami usłyszałam jakiś odgłos. Po chwili dało się słychać
dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Nie podniosłam głowy. W
dalszym ciągu wpatrywałam się w moją szamoczącą się córkę.
Cierpiała, bała się... a ja nie mogłam nic zrobić.
Do pomieszczenia wpadł Leon. W rękach trzymał jakąś reklamówkę.
Podbiegł do nas i padł na kolana obok sofy.
- Ile? - spytał krótko wyjmując z siatki opakowanie tabletek.
Odgarnęłam włosy z twarzy krzyczącej Katiny.
- Ja... Ja nie...
- Ludmiła - prawie że warknął. - Ile? - powtórzył. - Jedna?
Więcej?
- Ehm... Dwie - odparłam.
Otworzył pudełko. Wyciągnął z niego dwie małe, czerwone
pigułki. Przytrzymał głowę mojej córki i włożył jej do ust
leki.
- Nie denerwuj się. - Spojrzał na mnie.
Pokiwałam potakująco głową nie odrywając wzroku od Katiny.
Przymknęłam oczy.
Moja córka powoli się uspokajała. Przestawała się szarpać, nie
krzyczała już tak bardzo.
- Zaniosę ją do pokoju - odezwał się Leon. - Poczekaj tutaj na
mnie. Słyszysz?
Zdjęłam rękę z głowy mojej córeczki. Przeniosłam wzrok na
swojego przyjaciela.
Włosy miał w nieładzie, oczy zaspane. Nie dziwiłam się. W końcu
wyrwałam go ze snu w środku nocy. Ale co mogłam zrobić? Tutaj
chodziło o moją córkę.
Wziął ją na ręce i ruszył w kierunku schodów.
Wstałam i skierowałam się do kuchni. Nalałam zimnej herbaty do
zielonego kubka i upiłam łyka. Odstawiłam szklankę na blat.
Oparłam się rękami o jego powierzchnię.
Nabrałam powietrza w płuca.
Katina była dla mnie wszystkim. Takie noce - choć nie zdarzały się
zbyt często - sprawiały mi tak dużo bólu... Nigdy nie
dowiedziałam się o czym śni wtedy moja córka. Ona sama nie
wiedziała. Albo nie chciała powiedzieć.
Była zamkniętą w sobie dziewczynką. Inna niż reszta, a jednak
wyjątkowa. Mimo wszystko, mimo całego tego trudu i tych poświęceń,
nigdy nie zamieniłabym jej na nikogo innego.
Nie chciałabym mieć zupełnie zdrowej córki, zamiast Niej. To ona
była tą, którą kochałam. Była jedyna w swoim rodzaju.
Tak naprawdę... nigdy nie żałowałam, że zdecydowałam się ją
urodzić. Wprawdzie, na początku było to dla mnie szokiem. Miałam
w końcu dopiero dziewiętnaście lat. Na moim miejscu każdy
przestraszyłby się tak wielkiej odpowiedzialności.
Początki były naprawdę trudne. Miałam wrażenie, że nie nadaję
się na matkę. Nie potrafiłam przygotować mojej córce mleka,
zmienić jej pieluchy. Bałam się ją wykąpać, aby nie zrobić jej
krzywdy.
Byłam nieodpowiedzialna. I choć od początku kochałam Katinę całą
sobą, to czasami... naprawdę miałam dość. Ale to było kilka lat
temu. Teraz dorosłam, zmądrzałam i wiedziałam co chcę i powinnam
robić.
Usłyszałam czyjeś kroki. Nie odwróciłam się.
- Ludmiła.
Westchnęłam cicho.
- W porządku?
Podniosłam głowę.
Leon był moim najlepszym przyjacielem od... od zawsze. Z nim
rozumiałam się najlepiej. To z nim mogłam się zawsze dogadać. W
każdej sytuacji wiedział co powiedzieć i jak się zachować.
Byliśmy jak brat i siostra.
- Tak - odparłam. - Zasnęła?
- Zasnęła - potwierdził. Podszedł bliżej mnie. - Jak się
czujesz?
Założyłam ręce na piersi.
- Dobrze - skłamałam.
W rzeczywistości czułam się beznadziejnie. Nie tylko psychicznie,
ale i fizycznie. Głowa pulsowała mi od bólu. Źle się czułam.
Już od kilku dni.
Przyłożył swoją rękę do mojego czoła.
- Właśnie widzę - rzekł. - Masz gorączkę.
Chwycił mnie za ramię i zaprowadził do salonu. Usiedliśmy na
kanapie. Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam głowę na jego
ramieniu.
- Co się w ogóle stało? - Usłyszałam jego głos.
Ponownie westchnęłam.
- Obudziłam się, bo Katina zaczęła krzyczeć - wyjaśniłam. -
Ale nie miałam już dla niej lekarstw. Przepraszam, że zawracam ci
głowę o tej porze, ale...
- Przestań - przerwał mi. - Nie zawracasz mi głowy. Ważne, że
sytuacja już jest opanowana.
Zamknęłam oczy. Odgarnęłam włosy z twarzy.
- Jest ciężko, tak?
- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo - odparłam.
Objął mnie ramieniem.
- Mam wrażenie, że powoli zaczyna cię to przerastać - stwierdził.
- Ludmiła, pamiętaj, że my zawsze ci pomożemy.
Pokręciłam przecząco głową.
- Rozumiem. Ale nic co ma związek z Katiną, nigdy mnie nie
przerośnie. To moja córka.
To mój największy skarb.
Przepraszam. Nie
dość, że tak późno, to jeszcze krótko i beznadziejny. Ale nie
chciałam już przedłużać, więc skończyłam dzisiaj pierwszą
część. To tylko ponad sześć stron, więc długością nie
powala. Przepraszam za błędy, jeśli takie są, ale już zasypiam
na siedząco, i nie czytała, bo mi się nie chce. Jutro przeczytam i
poprawię jeśli będzie trzeba ;)
Dziękuję za waszą cierpliwość ;)
Zapraszam na mojego drugiego bloga. Czekam jeszcze na parę
komentarzy, aby opublikować kolejny rozdział :D
Mam nadzieję, że pomysł na parta i jego wykonanie choć trochę
się wam spodoba ;)
Dziękuję za wszystko, kocham was <3333333
Wrócę jutro i zawitam na drugiego ;*
OdpowiedzUsuńPO dwunastej napisałam, ze będę jutro XD
UsuńChodziło mi o dzisiaj ;-)
Mówiłaś, że coś Fedemila Ci nie idzie. Nie zgadzam się. Choć nie pojawiła się jeszcze zacna osoba chłopaka, zaczyna się magicznie.
Kochająca matka, swojej nie do końca zdrowej psychicznie córeczki. Rzadko się tak zdarza, ale przecież to... miłość. Nieobliczalna i przebiegła.
I choć dziewczynka nie narodziła się z miłości, ale ża tak powiem przez "przypadek" nie czyni ją gorszą. Matkę zresztą też.
Jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu historii.
Piszesz niesamowicie i magicznie.
Tylko pozazdrościć i próbować dorównać ;-)
Kocham Cię <33333333
Fruits
PS. Nasz Focu *.*CUUUUUUUUUDOOOO!
Bardzo dziękuję <3333
UsuńFacu rzadzi :D
Zaklepuje <3
OdpowiedzUsuńDodo Comello
Okey xD
UsuńFede ♥
OdpowiedzUsuń<3333
UsuńMoje miejsce :***
OdpowiedzUsuńJuż ci go nikt nie zabierze :D
UsuńOleńko, jesteś niesamowita.
OdpowiedzUsuńSwoim talentem literackim zasłaniasz wszystko dookoła.
Mimo młodego wieku posiadasz wielkich rozmiarów potencjał, który odpowiednio udaje ci się wykorzystywać.
Co mogę dodać? Kocham cię, nie zmieniaj się. ♥
Dziękuję, również cię kocham <333333
UsuńNonono zaskoczyłaś mnie jak nwm co :)
OdpowiedzUsuńLudmila w ciąży i to nie wiadomo z kim ?!
Katina. Ładne imię dla córeczki :)
Leonek najlepszy przyjaciel <3
Biedna Ludmilka. Podziwiam ją za to co robi dla swojej córki <3
czekam na kolejny :* Z niecierpliwością
Panna Martin
Wrócę w weekend, dobrze? :)
OdpowiedzUsuńCzekam, kochanie <333
UsuńAj em xD
UsuńTaa, znowu spóźniona, zgadza się, norma to już u mnie, prawda? :D
I to że narzekam chyba też, więc nie będę odchodzić już od tradycji i trochę się poużalam, ok? xD
Tak więc upały, kocham lato i słońce ale upały wykańczają, w wakacje niech będą ale teraz kiedy trzeba się uczyć, chodzić do szkoły... noo, to zdecydowanie nie pomaga w ostatnich tygodniach nauki xD
Nie mogę się już doczekać tych wakacji, mówię Ci o tym od kwietnia chyba xD
Jeszcze miesiąc, miesiąc i odpoczniemy! <3
Dobra, popocieszałam sama siebie więc teraz mogę przejść do parta xD
Biedna Ludmiła.
Dobrze że Maxi znalazł jej córeczkę ale jedenastolatki takie są, wszędzie ich pełno, nie powinna się obwiniać.
Strasznie jej współczuję, sama z córeczką, w środku nocy a tu takie coś :c
Leoś, jest mój Leoś, jak zwykle kochany, najwspanialszy, jedyny, cudowny, słów mi niedługo już braknie noo xD <3
Pomógł swojej przyjaciółce, przyjechał, w środku nocy, jak ja go kocham <3
Lu została matką wcześnie i musiała się zmierzyć z trudami macierzyństwa ale poradziła sobie świetnie, a to że jej córeczka nie jest do końca zdrowa... nigdy nie jest idealnie, ciekawi mnie bardzo z czego to wynika, o czym ona śni, jest wyjątkowa ale na czym to polega, hmm...
Dałaś mi do myślenia teraz tym xD
Leon nie dość że jej pomógł, to jeszcze ją pocieszył.
Ideał, mówiłam już? <3
I co ona by bez niego zrobiła... <3
Sześć stron to dużo i sama wiem jak ciężko jest tyle napisać więc nie przejmuj się, pomysł naprawdę oryginalny i jestem wyjątkowo ciekawa co będzie dalej, co jest przyczyną tego wszystkiego.
Kocham <3
Boże, no gorąco, aż za gorąco xD Nie da się wytrzymać :P
UsuńJeszcze tylko 14 dni szkoły :D No odejmując dzień wycieczki, jeden dzień po wyciecze, bo nikomu się nie chce przyjść, i ostatni tydzień bo wtedy nikt nie chodzi ;)
Tak, jaraj się Leonkiem xD
Dziekuję za komentarz, kocham cię <333
Wspaniały <33 Czekam na kolejną część :3
OdpowiedzUsuńO Matko świetny. Biedna Ludmiła ona musi cierpieć tak jak jej córeczka, na szczęście ma przyjaciół. Czekam na kolejną część. :)
OdpowiedzUsuńGracias ;)
UsuńPrzepraszam, że tak pózno no ale wiesz ile u nas w szkole jest teraz sprawdzianów :( Michał cały kalendarz ma już zawalony :D Part cudo ! Niby nie umiesz i nie lubisz pisać o tej parze, a jednak wyszło świetnie ! Leoś jaki cudowny (jak zawsze :3 ) wiesz, że ja ci nie wybaczę za to, że zrobisz czy zrobiłaś go idiotą w którymś parcie :( No, ale na razie się ciesze, że jest taki opiekuńczy i pomocny. Ludmiła biedna szkoda mi jej córki ;( Następny part zapowiada się genialnie więc czekam ! I przepraszam za to, że jeszcze nie przeczytałam tego Part co mi go wysłałaś co Fran jest... :D Lepiej nie będę kończyć :) Do zobaczenia jutro w szkole.
OdpowiedzUsuńKocham Cie <33333
Jezu, dobrze, że ten Michał to wszystko zapisuje, bo wtedy nie chyba nie miałabym pojęcia o połowie sprawdzianów :D
UsuńLeon będzie idiota, zobaczysz xD I to specjalnie dla ciebie ;)
No wiem, że nie przeczytałaś :D Bo byś mi wtedy na gg napisała :P Tak, nie kończ, to nie jest odpowiednie miejsce ;)
Dziękuję za komentarz <3333
Jakie jutro w szkole? Na gg mi właź! xD
Kocham cię <33333
Bardzo ciekawie napisany part,naprawdę :)
OdpowiedzUsuńLubię opowiadania o tej parze,chociaż mojego Fedusia jeszcze tu nie było ;D
Nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem na OP ale w twoim wykonaniu jest super. Czekam i na następną częśc i na nowy rozdział
kocham,
l.v
Wrócę niebawem ♥
OdpowiedzUsuńDo piątku <3
OdpowiedzUsuńOkey <333
UsuńJednak do soboty xD
UsuńSpóźniona, ale jestem. Kochanie to było piękne !
Mimo, że Fede jeszcze nie zawitał to wiem, że Fedemila będzie niesamowita <3
Katina <3
Piękne imię ! :D
Fantastycznie opisałaś bezradność Ludmiły, jej uczucia co do córki. Wszystko jest genialnie. Kocham Cię i czekam na następną część <3<3
Bardzo dziękuję, kocham cię <33333
UsuńDo niedzieli :*
OdpowiedzUsuńPrzepraszam.... Zabrakło mi czasu rozpisze się jutro pod 2 częścią. A to jak zwykle piękne :* Buziaczki :*
UsuńOleńkooo <33 Wybacz, że piszę dopiero teraz, ale wcześniej nie miałam czasu. :c
OdpowiedzUsuńPart jest cuudowny *_*
Nie mogę się doczekać, kiedy pojawi się Feduś. :D
Ciekawe, co z ojciem Katiny> Wyjaśnisz to, błaagam XD ?
Dawaj mi szybcuitko rodział na drugim blogu, bo już się doczekać nie mogę!!
A Leosiek jaki kochaany...Jeju ;*
Dziewczyno, masz niesamowity talent.NIE ZMARNUJ TEGO!
Kiedyś wspomnisz moje słowa XD ahaha. :*
Szyybko następna część!!! :D
Może to wyjaśnię, jeszcze pomyślę ;)
UsuńRozdział na drugim blogu pojawi się, gdy skomentują go jeszcze cztery osoby :D
Dziękuję :*
No i znowu z opóźnieniem. Cholera. ;/
OdpowiedzUsuńCóż, nie będę się nad tym rozpisywała. Miałam trochę rzeczy do załatwienia i to dlatego, obiecuję poprawę! :D
Kochanie, ten part jest po prostu genialny. Już nie raz pisałam Ci, że uwielbiam Twoje jednorazówki. Są takie idealne. Bez dwóch zdań. Problemy jakie w nich poruszasz są jedyne w swoim rodzaju, czasami rzadsze, czasami częstsze, ale występują w normalnym życiu. Może dlatego za każdym razem czytam wszystko, co piszesz z zapartym tchem. Ubóstwiam i tyle. :**
Mam nadzieję, że sprawdzian z matmy dobrze Ci poszedł. :** Tak zmieniając temat. Jak będziesz coś wiedziała to pisz. ;)
Mam też nadzieję, że rzeczywiście pomogłam. :*
Kocham Cię! I czekam na kolejną część parta. :**
Candy. <3333
Bardzo dziękuję ;)
UsuńJezu, oczywiście, że dobrze poszedł :D Jesteś cudotwórczynią, 4 dostałam! :D
Kocham cię <33333
Wspaniała część! Nie mogę się doczekać kolejnej!
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie naty-y-maxi.blogspot.com
Dziękuję ;)
UsuńHej, Olu ♥
OdpowiedzUsuńwybacz, że dopiero teraz, dużooo na głowie - szkoła i inne tego typu brednie -.- (Nienawidzę jej, wiesz?) Grrr. Ale jestem, chociaż tyle :)
Co ja Ci mogę powiedzieć o tym parcie? Że jestem nim całkowicie zachwycona? Zauroczona? Takie rzeczy są oczywiste! ♥ Kochana, naprawdę, dawno nie czytałam czegoś tak... bardzo oryginalny pomysł, wiesz? Świetne, bardzo piękne, wykonanie ♥ Podoba mi się to, że przynajmniej na razie, nie pojawia się wątek romantyczny, że ważniejsza jest relacja między Ludmiłą, a jej córką. To takie urocze, troszkę też smutne, ale wspaniałe ♥ Aż się przeraziłam, jak Katina zaczęła krzyczeć, a Lu nie mogła nic zrobić, to musiało być dla niej straszne... Dobrze, że jest jeszcze Leon. Najlepszy przyjaciel ♥ I... cóż, wiem, że to głupie, ale przez chwilę pomyślałam, że Leomiła byłaby tu fajnym wyjściem ;> Ale z Fedemiłą też będzie cudowne. Czekam na pojawienie się Federico ;>
W kilku słowach: Prawdziwe cudo! ♥ Czekam na kolejną część, kocham Cię, słońce,
Edzia ♥
Edytko moja kochana, Leomiły tutaj nie będzie xD Leon to tylko przyjaciel :D
UsuńTak, ja też nienawidzę szkoły xD
Bardzo dziękuję za komentarz ;)
Zapraszam :*
OdpowiedzUsuńhttp://violetta-tpdn.blogspot.com/p/wasza-tworczosc.html
Opowiadanie fantasy o Vilu
Ja już mówiłam. Wiesz, że jest taka zakładka jak "Poleć swojego bloga"?
UsuńPrzeczytałam dopiero teraz.
OdpowiedzUsuńJest cudny!!!
Nie moge się doczekać 2 części! Kiedy będzie?
T.Ferro
P.S. Sprawdzisz moje zamówieni na blogu "Razem możemy więcej"? Proszę!!!
Dziękuję ;) Druga część pojawi się jak tylko ją napiszę.
UsuńZamówienie widziałam, ale nie mogę się skontaktować z dziewczynami, więc czekaj na odpowiedź ;)
Kochana,
OdpowiedzUsuńTo jest coś cudownego. Napisałaś boskiego OS. *,*
Czekam na następną część <333
Całuję ;****
|Nikita|
Boski OP ;)
OdpowiedzUsuńBardzo przepraszam, że mój komentarz pojawia się tak późno, tym razem powodem jest koniec roku i te wszystkie poprawy itd. :*
Czekam na drugą część <3333
Haha, nie ma sprawy, dziękuję ;)
UsuńWow
OdpowiedzUsuńPo Marcesce spodziewałam się czegoś.. innego xD
W sumie nie wiem nawet czego
Part jak zwykle mega, hiper i dopowiedz sobie inne przymiotniki ♥♥♥
Uwielbiam jak piszesz i będę Ci to długo wypominać :P
Serio, zastanów się nad tą swoją książką, bo warto :)
Jak Ci mijają wakacje?
Ja teraz w Zakopcu siedzę.. powinien się w sumie Zalanym nazywać xD
Ciągle pada..
Ale to nawet dobrze, bo mogę czytać Twojego bloga :D
Już ciekawa jestem jak się Lu pozna z Fede ♥♥♥
Federico ♥♥ Uwielbiam go, jego głos, osobowość... ♥
A właściwie to Ruggero xD
Ech..
Lecę czytać dalej, bo nie wytrzymam tu normalnie xD
Buziaczki ;****
Wakacje, jakoś lecą, byłam u rodziny, na wycieczce, dzisiaj wróciłam, i chyba do końca wakacji siedzę w domu :D
UsuńBardzo dziękuję :)