- Co ty tutaj robisz o tej porze?
Podniosłam powieki. Od razu poraziło mnie słoneczne światło
wpadające do pokoju. - Knujesz coś.
Przewróciła teatralnie oczami.
- Chcę cię po prostu trochę rozerwać - wytłumaczyła. - Leon
powiedział mi co się stało w nocy. Zaraz ktoś przyjedzie po
Katinę, a my pójdziemy na zakupy. Pasuje?
- Nie - odparłam. - Katina śpi i ja też śpię. Jakim prawem o
godzinie ósmej robisz najazd na mój dom? Dałam ci te klucze tylko
na awaryjne przypadki.
Naciągnęłam kołdrę na głowę.
Tylko Violetta mogła wparować tutaj z samego rana. To, że ona jest
takim rannym ptaszkiem, wcale nie oznacza, że ja również uwielbiam
to wstawanie skoro świt.
No cóż, moja przyjaciółka jest w końcu nieobliczalna. Powinnam o
tym pamiętać.
- Ludmiła, idę obudzić Katinę. Przyjdę tutaj za pięć minut, a
jak dalej będziesz leżeć to przysięgam ci, że cię siłą zwlokę
z tego łóżka.
Później usłyszałam już tylko trzaśnięcie drzwi.
Westchnęłam. Jeśli nie chcę, by Violetta spełniła swoją
groźbę, to muszę jej posłuchać. Wiem, że wcale nie kłamała.
Powinnam się bać.
Zrezygnowana zrzuciłam z siebie kołdrę i usiadłam na łóżku.
Poprawiłam włosy lecące mi na twarz i przetarłam zaspane oczy.
Dzisiejsza noc była trudna. Wprawdzie Leon szybko opanował
sytuację, ale i tak ciężko mi było później zasnąć. Nie mam
pojęcia, kiedy mój przyjaciel wrócił do domu. Obiecał zostać,
dopóki nie usnę. I został.
Stanęłam na nogi i podeszłam do okna.
Z pokoju obok dochodziły głosy mojej córki i przyjaciółki.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do pokoju Katiny.
Przekroczyłam jego próg.
- O, mama już wstała - zauważyła Viola. - Czyli nie musimy
wylewać na niej wiadra zimnej wody.
- Bardzo śmieszne. - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Jak się
spało, córeczko?
Podeszła bliżej i ukucnęłam przy łóżku mojej córki.
- Fajnie - odpowiedziała i uśmiechnęła się rozbrajająco.
Cóż, niby odpowiedź taka krótka, a daje tyle szczęścia.
- Za chwilę przyjedzie po ciebie wujek z ciocią i zabiorą cię do
wesołego miasteczka - odezwała się Violetta. - Chciałaś wczoraj
jechać, tak?
Mała pokiwała entuzjastycznie głową.
- Idę do łazienki - poinformowała nas.
Wybiegła z pokoju. Zaśmiałam się cicho i usiadłam na podłodze.
- Jest wspaniała, nie?
Moja przyjaciółka pokiwała głową. - Była wspaniała od zawsze.
- Wiem.
Patrzyłam przez chwilę w miejsce, gdzie zniknęła Katina, po czym
podniosłam się na nogi.
- Idę się ubrać - powiedziałam.
Violetta odgarnęła włosy z twarzy.
- Idź, ja pójdę do kuchni. Co zrobić do jedzenia?
Wzruszyłam ramionami. - Mi obojętnie, spytaj Katiny, co chce.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do swojej sypialni.
Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej pierwsze lepsze ubranie i
ruszyłam do łazienki, gdzie umalowałam się, uczesałam i
uszykowałam. Później zeszłam na dół.
Moja córka już siedziała przy stole i pałaszowała kanapki
zrobione przez jej ciocię. Cóż, Violetta może i jest bałaganiarą,
leniem śmierdzącym, panną zarozumiałą, ale gotować do gotuje
ona świetnie. No i jest wspaniałą przyjaciółką. A to się chyba
liczy najbardziej, prawda? Dobrze mieć przy sobie kogoś, kto cię
zawsze wysłucha i pomoże. Violka na pewno była taką osobą.
- Myślałam, że wymyślisz coś lepszego - mruknęłam stając obok
niej.
Spojrzała na mnie spod byka.
- Przyjedź do niej, obudź ją, uszykuj jej śniadanie, a jej i tak
nie pasuje - skwitowała. - Co, może kurczaka mam ci usmażyć?
- Zapomniałaś dodać „wbrew jej woli” - uśmiechnęłam się.
Violetta prychnęła i odwróciła się do mnie plecami.
- Przecież żartuję - zaśmiałam się. - Lubię kanapki.
Usiadłam przy stole obok Katiny i wzięłam z talerza jedną kromkę.
- Gdzie planujesz mnie porwać? - spytałam.
Spojrzała na mnie.
- To zależy, ile czasu będą mieli Francesca i Marco - odparła. -
Muszą później jechać pozałatwiać jakieś papiery co do tej
firmy, którą odziedziczyła Fran, a sama wiesz, ile zachodu z tym
mają.
Pokiwałam głową.
- Byłaś u nich? Jak Francesca się trzyma?
Westchnęła ciężko.
- Bez zmian - odpowiedziała. - Marco mówi, że nadal płacze po
nocach, nie chce nic mówić, mało je... Ma nadzieję, że w tym
wesołym miasteczku choć trochę się rozerwie, że humor jej się
poprawi. Ale później i tak wszystko pryśnie. Zapewne, gdy tylko
przekroczą próg tej agencji. Dalej nie rozumiem, dlaczego teraz
muszą się z tym wszystkim uganiać, jakby nie mogli tego zrobić,
gdy Francesca dojdzie trochę do siebie.
- Dobrze wiesz, że nie mają wyboru - wytłumaczyłam jej. - Chociaż
też lepiej byłoby, gdyby mogli z tym trochę poczekać.
Pokiwała twierdząco głową.
- Na szczęście już prawie wszystko mają załatwione. Za dwa dni
lecą do Włoch wszystko zakończyć.
Nie potrafiłam wyobrazić sobie bólu i cierpienia Francesci. Nigdy
nie zapomnę dnia, w którym powiedziała nam, że jej rodzice
zginęli w wypadku. Nie wiedziałam jak to jest stracić kogoś, kogo
kocha się nad życie. Jednak gdybym ja straciła Katinę, moje życie
straciłoby wszelki sens.
Spojrzałam na moją córkę.
Jej ciemnobrązowe oczy patrzyły na mnie z taką troską i
ufnością... Była kimś, kto potrafił zastąpić wszystko i
wszystkich. Nie potrzebowałam nikogo więcej oprócz niej.
- Ostatni sklep - powiedziałam przekładając reklamówki do drugiej
ręki.
Violetta spojrzała na mnie.
- Wczoraj otworzyli tutaj jakiś nowy - rzekła. - Na pewno będą
jakieś promocje, wejdziemy do niego na końcu.
Spojrzałam na nią spod przymrużonych oczu.
- A skąd ty masz tyle pieniędzy? - spytałam podejrzliwie.
Odgarnęła włosy z twarzy.
- Od Leona - wzruszyła ramionami.
- Sam ci tak dał? - zdziwiłam się. - Z dobrego serca?
Moja przyjaciółka odchrząknęła lekko.
- Nie - odparła. - Zabrałam mu, bo mnie zdenerwował. Nie patrz się
tak na mnie. Idziemy do tego sklepu. - Chwyciła mnie za rękę i
pociągnęła w stronę wejścia.
Jakąś godzinę później, obładowane reklamówkami i torbami
wychodziłyśmy z galerii.
- Wiesz co? - spytałam upijając łyka kawy z plastikowego kubka,
którego trzymałam w ręce. - Już wyobrażam sobie minę Leona,
kiedy wejdziesz z tym wszystkim do domu. A jak powiesz mu ile
wydałaś... Przecież on cię przez najbliższy rok do sklepu nie
puści.
Spojrzała na mnie spod byka.
- Już nie przesadzaj - prychnęła.
- Ja tylko mówię jaka je...
Nie dokończyłam zdania. Potknęłam się o jakiegoś bezdomnego psa
leżącego na ziemi. Reklamówki wypadły mi z rąk, podobnie jak
kawa, która poleciała do przodu i zatrzymała się dopiero na
jakimś młodym mężczyźnie przechodzącym obok.
- O Boże - Zakryłam usta dłonią. - Boże, przepraszam!
Chłopak spojrzał na swoją białą koszulkę, na której widniała
teraz wielka, brązowa plama. Westchnął cicho.
- Przepraszam pana, przepraszam. - Podeszłam do niego. - Ja panu
jakoś to wynagrodzę, przepraszam!
Usłyszałam za plecami śmiech Violetty, ale nie zareagowałam.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Taki wstyd przy obcym
mężczyźnie... Czy ja naprawdę muszę być taką niezdarą?
- Nic się nie stało - odparł z uśmiechem.
- Ależ jak to nic się nie stało? - Oburzyłam się. - Oczywiście,
że się stało! Niech mi pan da chwilę, zaraz coś wymyślę...
Podrapałam się po głowie.
- Nic się nie stało - powtórzył. - I proszę nie mówić do mnie
„pan”. Jestem Federico. - Wyciągnął do mnie rękę.
- Ludmiła. - Podałam mu dłoń. Uścisnął ją lekko. - A to
jest...
Odwróciłam się za siebie. Jednak nie było tam Violetty.
- Em... To była Violetta, moja przyjaciółka - poprawiłam się. -
Ale gdzieś zniknęła...
Mężczyzna zaśmiał się uroczo. Przeniosłam wzrok na jego
ubranie.
- Jeszcze raz pana... cię przepraszam - rzekłam. - Jestem taką
pokraką...
- Nie mów tak, każdemu się może zdarzyć - przerwał mi. - To
naprawdę nic wielkiego.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Ale i tak muszę ci to jakoś wynagrodzić
Ponownie się zaśmiał. Przeczesał ręką swoje włosy postawione
wysoko na żel i uśmiechnął się rozbrajająco.
- Możesz mi się odpłacić, dając się namówić na jakąś kawę.
Odgarnęłam moje włosy z twarzy.
- Hmm na kawę? - zaciekawiłam się. - Czy to dobry pomysł?
Praktycznie się nie znamy...
- Właśnie dlatego cię zapraszam - wytłumaczył. - Przecież
możemy się poznać bliżej.
Schylił się i podniósł z ziemi torby, które wcześniej wypadły
mi z rąk. Podał mi je.
- To jak będzie? - spytał.
Uśmiechnęłam się.
Rozważałam wszystkie za i przeciw. Więcej było pozytywów.
Negatywy praktycznie nie istniały. Cóż, czy mogę sobie zaszkodzić
zwykłym wypadem do kawiarni?
- Cóż... dobrze - odpowiedziałam. - Kiedy ci pasuje?
Zaśmiał się. - A kiedy pasuje tobie?
- Obojętnie. - Wzruszyłam ramionami.
Podrapał się po głowie i sprawdził coś w telefonie. Czyżby to
jeden z tych typów, które zapisują wszystkie ważne sprawy w
telefonie?*
- Może być jutro o siedemnastej? - Spojrzał na mnie.
Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. - Jak najbardziej.
Odwzajemnił uśmiech. Znów poprawił włosy.
- Więc do zobaczenia.
- Tak - zaśmiałam się. - A ta koszulka...
- Mówiłem ci już, że nic takiego się nie stało - wszedł mi w
zdanie. - To był zwykły wypadek, tak?
Chwyciłam wygodniej reklamówki.
- Chciałam tylko powiedzieć, że jest bardzo ładna - wyjaśniłam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko znów jego rozbrajający śmiech i
ten wzrok, który przewiercał mnie na wylot.
Cóż, w końcu to nie jest zabronione, prawda?
Otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg swojego domu. Od razu
usłyszałam radosny krzyk mojej córki, a po chwili poczułam, jak
przytula się do moich nóg.
- Cześć, kochanie. - Rzuciłam na bok zakupy. - Już
przyjechaliście? Jak było?
Mała podniosła główkę do góry i spojrzała na mnie.
- Fajnie - odparła krótko. - Ale dlaczego ciocia była taka smutna?
I się popłakała?
Zmarszczyłam brwi. - Ciocia Francesca?
Katina pokiwała głową.
Musiało być z nią naprawdę źle, skoro rozklejała się w takich
miejscach. Cóż, nie wiem jak ja bym się czuła, gdyby to moi
rodzice nagle zginęli, a ja miałabym na głowie tylko i wyłącznie
załatwianie spraw związanych z rodzinnym biznesem, który beze mnie
zakończyłby swoją działalność.
- Ciocia Francesca ostatnio źle się czuje, wiesz, skarbie? -
Pogłaskałam ją po włosach. - Nie przejmuj się. Idź do swojego
pokoju, później do ciebie przyjdę, dobrze? Ciocia i wujek są w
salonie?
Potwierdziła skinieniem głowy, po czym wybiegła z przedpokoju.
Zdjęłam buty z nóg i rzuciłam je w kąt, po czym boso skierowałam
się do salonu.
Zobaczyłam moich przyjaciół siedzących na sofie. Marco trzymał w
ręku pilot i skakał nim po wszystkich kanałach, a Francesca leżała
z głową na jego kolanach i bawiła się palcami jego drugiej dłoni.
- Cześć wam.
Podeszłam bliżej i usiadłam na podłodze obok kanapy. Oparłam o
nią głowę.
- Podobno Violetta wyciągnęła cię na zakupy - odezwał się mój
przyjaciel. - Żyjesz jakoś?
Zaśmiałam się pod nosem.
- Daję radę - odparłam. - Ale Violka nagle gdzieś zniknęła.
Wiecie może gdzie jest?
- Tak, Leon dzwonił czy jesteś w domu, bo tamta się już
przypałętała - wtrąciła bezbarwnym głosem Włoszka.
Spojrzałam na nią.
W jej oczach czaiło się tyle smutku i przykrości... Było mi jej
tak żal. Chociaż to naprawdę nie było nic nowego, bo od kilku
tygodni widziałam ją tylko w takim stanie... To było naprawdę
ciężko.
- Jak się czujesz? - spytałam z troską.
Westchnęła cicho.
- Mała plotkara - mruknęła pod nosem. - Powiedziała ci już?
Pokiwałam potakująco głową. - A miałam nie wiedzieć?
Opuściła rękę i położyła ją sobie na kolanie. Zamknęła
oczy.
- Nie, ale to nic takiego - zaprzeczyła. - Po prostu... jak
zobaczyłam te wszystkie karuzele i huśtawki, to przypomniało mi
się takie jedno wesołe miasteczko we Włoszech, w San Daniele, do
którego chodziłam z rodzicami w każdą niedzielę.
Odwróciła głowę w drugą stronę. Wtuliła twarz w tors swojego
partnera, a ten objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
Usłyszałam, jak cicho szlocha.
Położyłam rękę na jej ramieniu i ścisnęłam je lekko.
Przeniosłam wzrok na Marco, który tylko wzruszył bezradnie
ramionami.
- Zaraz jej przejdzie - powiedział. - Nie przejmuj się.
Odgarnęłam włosy z twarzy. Postanowiłam zmienić temat.
- Hmm... - zamyśliłam się. - Macie jutro chwilę czasu?
Marco zaśmiał się.
- Zależy na co - odparł. - Jeśli chodzi o pilnowanie tej małej
rozrabiary, to chwila się znajdzie.
Uśmiechnęłam się. - Miała dzisiaj dobry humor?
- Wyjątkowo dobry - podkreślił. - Nauczyła się nawet kilka
włoskich zwrotów od Francesci. No i oczywiście, oskubała nas ze
wszystkich pieniędzy.
Podrapałam się po głowie.
- Oddam wam wszystko, ale dopiero za tydzień, okey?
- Daj spokój. - Machnął ręką. - W końcu Fran jest chrzestną.
Załóżmy, że to taki prezent na urodziny.
- Katina miała urodziny miesiąc temu - zauważyłam ze śmiechem.
Chwycił między palce kosmyk włosów swojej narzeczonej.
- To taki dodatek - uśmiechnął się. - Poza tym, my też nieźle
się bawiliśmy. „Aaa, Marco, zdejmij mnie z tego Diabelskiego
Młyna, za wysoko jest! Zaraz wylecę przez tą barierkę!”
Francesca uderzyła go w ramię, nawet nie podnosząc głowy.
- Idiota - mruknęła.
- I nie zapominajmy, że była przypięta pasami, a ja trzymałem ją
tak mocno, że nie było możliwości, żeby wypadła. To już Katina
mniej się bała!
Włoszka spojrzała na niego i wytarła mokre od łez oczy.
- Dobrze wiesz, że mam lęk wysokości. Poza tym zostałam zmuszona
do wejścia do tego wagonu. To wszystko było wbrew mojej woli.
Zaśmiałam się.
I dlatego właśnie uważałam, że ta dwójka tworzy parę idealną.
Marco potrafił wyciągnąć Francesce z najgłębszego doła,
poprawić jej humor w najgorszych momentach. A Francesca... ona
umiała zwyzywać go od najgorszych, jeżeli zostawił mokry ręcznik
w łazience. Ale oczywiście, po momencie przychodziła do niego i
przepraszała go, jednocześnie obiecując, że więcej się tak nie
zachowa. Cóż, jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby dotrzymała
słowa.
- Ale co? - odezwałam się. - Dobrze było? Katina była grzeczna?
Czarnowłosa pokiwała głową.
- Jak Aniołek. No, może przesadzam. Ale słuchała się nas -
zaśmiała się cicho. - Jaką miałaś sprawę? Chcesz jutro gdzieś
wyjść?
Uśmiechnęłam się. Podniosłam się z podłogi i usiadłam na
sofie.
- O piątej, jeśli możecie - odpowiedziałam.
- A gdzie się wybierasz, jeśli można spytać?
Odchrząknęłam lekko.
- Wiecie... - zająknęłam się. - Chciałam skoczyć do sklepu,
kupić to i owo do domu...
Zauważyłam, jak Francesca rzuca Marco porozumiewawcze spojrzenie.
Później znów przeniosła wzrok na mnie.
- Marco będzie jutro jechał do tego nowego sklepu, co go otworzyli
na starym mieście - zauważyła. - Napisz co chcesz, to kupi przy
okazji, a później ci przywiezie.
Uśmiechnęła się ironicznie.
Przygryzłam wargę.
- Nie, nie... - zaprzeczyłam. - Nie będę was obciążać...
Dziewczyna podniosła się gwałtownie do pionu. Musiało ją chyba
zaboleć głowa, bo za chwilę z głośnym jękiem opadła znowu na
swojego narzeczonego. On odgarnął jej włosy z twarzy i przyłożył
rękę do policzka.
- Szkoda, że jeszcze nie podskoczyłaś.
- To nie był dobry pomysł - przyznała.
Zaśmiałam się.
Marco spojrzał na mnie uważnie.
- A ty się nie śmiej, tylko mów prawdę - rzekł. - Nie chcesz iść
do sklepu, prawda?
Chwyciłam gumkę leżącą na ławie i związałam nią swoje
potargane włosy.
- Oczywiście, że chcę iść do sklepu. Nie wierzycie mi?
- Nie.
Francesca znów usiadła, tym razem jednak wolniej i delikatniej.
- Wstydzisz się jego, tak? - Wskazała na Marco. - Nie chcesz przy
nim mówić? Spokojnie, on już idzie. - Odwróciła się w jego
stronę. - Przyniesiesz mi jakieś tabletki na ból głowy? Ludmiła
powinna mieć, ona zawsze ma.
Chłopak zaśmiał się.
- Przyniosę - zgodził się. - I zrobię ci herbatę, żeby dłużej
zeszło. W tym czajniku woda gotuje się dziesięć minut,
powinnyście zdążyć.
Podniósł się z kanapy i wyszedł z pokoju, zostawiając na same.
- A teraz - Francesca usiadła w siadzie skrzyżnym - masz mi
wszystko powiedzieć. Gdzie chcesz iść? Poznałaś kogoś?
Zgromiłam ją wzrokiem.
- Wylałam na niego kawę - uściśliłam.
Zaśmiała się głośno.
- No to rzeczywiście wspaniałe okoliczności, nie ma co. I co ci
powiedział?
- Nic.
- Zdenerwował się? Nawrzeszczał na ciebie?
- Mądra jesteś? - Spojrzałam na nią jak na idiotkę. -
Oczywiście, że nie.
Nachyliła się w moją stronę.
- Więc co?
Westchnęłam i podrapałam się po głowie.
Ta dziewczyna potrafiła wyciągnąć z człowieka wszystko. Jej
wzrok przewiercał mnie na wylot tak, że nie mogłam niczego przed
nią ukryć.
- Tak dziwnie mówił. - Nie odpowiedziałam na jej pytanie. - Wiesz,
że podobnie do ciebie? Też tak przeciągał niektóre słowa. To
mógł być Włoch?
- Jak miał na imię?
- Em... - zastanowiłam się przez chwilę. - Coś na „F”...
Fortunico... nie, nie... Fade... Fe...
- Federico? - Przerwała mi.
Klasnęłam w dłonie. - Tak, tak. Federico. To włoskie imię?
Pokiwała potakująco głową.
- Ale co ci powiedział?
Ponownie westchnęłam.
- Chciałam mu to jakoś wynagrodzić - wytłumaczyłam. -
Powiedział, że zrobię to, jeśli dam się zaprosić na kawę. Na
początku nie byłam przekonana, ale jakoś mnie namówił.
Francesca zakryła usta ręką chcąc zagłuszyć swój
entuzjastyczny pisk.
Przygryzłam wargę.
- To... popilnujecie jutro Katiny? - spytałam niepewnie.
- Oczywiście! - krzyknęła. - Mieliśmy prawdzie coś tam załatwić,
ale...
- To nie - weszłam jej w zdanie. - Nie chcę psuć wam planów.
Machnęła ręką. - To nic ważnego. Przyjedziemy po nią o
czwartej, może być?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ ona przytuliła mnie z całej
siły. Zaczęła coś mamrotać, że ona wiedziała, że była
przekonana, dodała nawet parę zdań po włosku.
Cóż, cieszyłam się, że chociaż na chwilę zapomniała o tej
swojej dołującej sprawie.
Co nie zmieniało faktu, że mogła sobie oszczędzić te gadki.
Mimo wszystko, nie zamieniłabym jej na nikogo innego.
To była w końcu Francesca, tak?
*na cześć kolegi z klasy ;)
*na cześć kolegi z klasy ;)
Ile to już minęło od ostatniego parta? Trzynaście dni? Prawie
dwa tygodnie. Bardzo was przepraszam. Zawiodłam chyba samą siebie,
a co dopiero was... Ale prawda jest taka, że utknęłam w jednym
momencie i nie mogłam ruszyć do przodu. Dopiero wczoraj dostałam
nagłego przypływu weny i zaczęłam pisać. W taki oto sposób
powstała druga część ;) Wiem, że jest beznadziejna, krótka, za
dużo w niej niepotrzebnych zdań, fragmentów czy dialogów, ale ja
naprawdę nie umiałam inaczej. Po prostu nie potrafię pisać o
Fedemile.
Cóż, mam nadzieję, że oczu wam nie wypali.
Nie wiem jak wy ze mną wytrzymujecie ;) Ja na waszym miejscu bym
dostała nerwicy, wyszła stąd i więcej tutaj nie zajrzała xD
I dlatego właśnie wam dziękuję <3 Jesteście wspaniali. Mam
najlepszych czytelników pod słońcem.
Co do trzeciej części. Cóż, ona pojawi się, jak zechce moja
wena. A ona jest głupia i przychodzi jak jej się chce. Nic na to
nie poradzę, jej wina. Marność tego parta również.
Zapraszam na rozdział trzynasty na moim drugim blogu ;)
Jeszcze coś? Chyba nie. Gdyby coś, to zedytuję, jak mi się coś
przypomni ;)
Nie wiem czy wiecie, ale was kocham. Dziwne? Może, ale prawdzie
<333 Serio was kocham, uwielbiam <3333
Wasza głupia, nienormalna Ola [beztalencie]. ;)

Miejsce dla tej idiotki Weroniki ;)
OdpowiedzUsuńJa- idiotka, ty- beztalencie ! Jasne bo uwierzę :)
UsuńNo to tak. Miałam opóznienie, ale ale już wszystko nadrobiłam !
Przez te prymicje spało u mnie dużo osób i było zamieszanie, ale już pojechali więc może być długi kom :D
Rozdział jak zwykle świetny :*
Ty zawsze piszesz, że Ci się nie podoba co, że jak my z tobą wytrzymujemy, a tak na prawdę to to co piszesz jest boskie :) No w szkole coś tam mówiłaś, że Violka na te zakupy będzie miała kasę bo z portfela Leona sobie kartę wezmie :D Violka jak to Violka :) Przyszła obudziła koleżankę nawet śniadanie zrobiła :D No mi to się troche chciało śmiać jak Lu zaczęła przedstawiać Viole a jej już tam nie było ;) Więc Lu już Fede poznała i to w jakich okolicznościach wylać kawę na przypadkowego chłopaka który póznej z nią będzie :) Przeznaczenie :* Jutro jak do szkoły przyjdę to mi opowiesz co planujesz w następnej części, a jak nie będziesz wiedzieć czegoś to kto Ci pomoże ? A no ja Ci pomogę tak samo jak Ci pomogłam wymyślić coś o Leonettcie na którą czekam :D Teraz pora na Fran. Taka biedna straciła rodziców i jeszcze sprawy z tą firmą, która będzie jej ich przypominać :( Mam nadzieję, że nie popadnie w żadną depresję i że się szybko pozbiera bo smutna Fran, to nie to samo co wesoła i zaganiana Fran. Przecież ty nie pozwolisz żeby jej się coś stało, za bardzo ją lubisz :D Marco pocieszyć ją zawsze umie. Taki ma dar. Mam nadzieję, że w następnej części wszystko dobrze się potoczy :***
Czekam na next !
Kocham Cię ty moje beztalencie <333
P.S. To chyba mój drugi co do wielkości komentarz ! Dla Ciebie wszystko :D
Dziękuję, głąbie :*
UsuńZajmuję.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam, ale czasu brak. Wrócę wieczorem jak już poprasuję. ;D
Jestem! :D
UsuńZobacz, jak szybko. :)
Normalnie się poprawiam. :P Dobra, nie miałam pisać o sobie.
No i mamy spotkanie Femiły, czy jak kto tam woli Fedemiły. Może nie lubisz o nich pisać, ale z pewnością wychodzi Ci to fantastycznie, tak jak o pozostałych parach. Jestem pod wrażeniem. Serio.
Ty i beztalencie? To gdzie ja mam siebie wpisać? Pod beztalencie do potęgi N chyba. Nie zgadzam się z tym, że tak się oceniasz. Więcej wiary.
Jak z Tobą wytrzymujecie? To wcale nie jest takie trudne. Po prostu kochamy to, co piszesz. Bo piszesz świetnie!
Dobra, mykam. Muszę się zabrać za rozdział.
Kocham Cię! :*
Candy.
Haha, nie przesadzaj xD
UsuńDziękuję, też cię kocham <3
Kochanie,
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem, trzynastodniowy odstęp, między publikacjami, nie jest tak wielką stratą. Według mnie, dokładnie w takich częstotliwościach powinno się coś dodawać. Wtedy, jest większa pewność, że wszyscy, stali czytelnicy, zdążą przeczytać.
Nie preferuję opisanego przez ciebie połączenia, aczkolwiek o tym prawdopodobnie dobrze wiesz.
Wyznaję jednak zasadę: nie liczą się wątki, lecz pisarka.
Wszystko, co opisujesz wydaje mi się tak prawdopodobne, możliwe.
Tak naprawdę, żadne twoje dzieło nie jest mi obce.
Dziękuję za to, co mogłam dziś przeczytać.
Dziękuję Julka ;)
UsuńNareszcie się doczekałam!
OdpowiedzUsuńMoja Fedemiłka w wydaniu Oli to normalnie Arcydzieło wszechczasów!
To było takie słodkie jak go przepraszała a potem Feder zaprasza ją na kawę *0*
Biedna Francesca. Moja biedactwo ;( Ale jest Marco mój wybawiciel ;) Znaczy wybawiciel Fran xD
Violetta i Leon para wybuchowo idealna ;P
Przepraszam ale musiałam to napisać hehehe wredna ja ;/
Dobrze ja się już żegnam i z niecierpliwością czekam na kolejną część!
Aha zapomniałabym
I LOVE THIS BLOG! I LOVE OLA AND I LOVE NAXI, FEDEMIŁA, LEONETTA, MARCESCA!
http://naxi-te-amo.blogspot.com/
Bardzo dziękuję, Dorota ;)
UsuńPostaram się wpaść.
Super. Bardzo szybko mi się czytało, nawet nie zauważyłam, a już byłam przy końcu. Czekam na next. Na serio super. :)
OdpowiedzUsuńHyhy, dziękuję ;)
UsuńAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa moja Fedmiłka :*
OdpowiedzUsuńWiesz co?
Part, czy raczej jego kolejna częśc, cudowny :) Naprawdę super.
Jest kochana Violka, Ludmiłka moja i boski Fede z włosami postawionymi do góry :)
Ale on musi kochac żel do włosów. Swoją drogą jestem ciekawa jakiego używa. Kupiłabym taki mojemu chłopakowi :D
Urzekły mnie dialogi między Fran i Marco. Ubóstwiam ich, na serio !
Są taką idealną parą, że awww :*
Kocham i ich, i Ciebie <333
Czekam na next i zadaje bardzo ważne pytania:
Kto był ojcem Katiny i dlaczego miał czelnośc zostawi Ludmiłkę samą?
Co to był za okropny facet.
Kooooooooochaaaaaaaaaaam <3
C
A ja sama nie wiem kto był ojcem Katiny, także no xD
UsuńDziękuję ;)
Fedemiła <3333
OdpowiedzUsuńCudowny OP!
Szkoda mi Fran :c
Lu poznała Fede! Aaaa *.*
Całuję ;****
|Nikita|
Dziękuję bardzo xD
UsuńCudo♥
OdpowiedzUsuńCZEKAM NA NEXT!!!!!!!!!!!!!!!!
Dziękuję ;)
UsuńUuuu Fedemila *.* Początki wielkiej miłooości <3
OdpowiedzUsuńgvdbsnmfshfb Boże Marco *.* Jak ja go kooocham ♥ XD
Jeju, Francesca :c Biedna moja :c
Fedemila, jeju *o*
Dawaj szybciutko następny bo normalnie nie wytrzymam XD
Życzę Ci weny Kochana. <333
Wena się przyda, dziękuję ;)
UsuńMeine Platzkarte ! Kapitel einmalig !
OdpowiedzUsuńZdziwiona ?! XD
Tylko tyle słów po niemiecku znałam, żeby opisać twój rozdział. Inne, które znam są bezużyteczne. Może przetłumaczę ?
* Moje miejsce ! Rozdział niespotykany.
Ale wrócę opinię dokończyć później, na drugim blogu zjawię się jutro <3
Haha, nie musisz tłumaczyć, zrozumiałam xD
UsuńOkey, czekam ;)
It's me !! :-PMam ostatnio szajbę na języki obce...zauważyłaś ??
UsuńKochanie obiecałam wrócić i troszkę się rozpisać. Mam zamiar dotrzymać obietnicy.
Więc uważam, że niesamowicie piszesz o Fedemili !
Podoba mi się, że wplotłaś do niego trochę Marcesci i, że mogłam się trochę pośmiać.
Karina...uwielbiam tę małą. Jest cudowna <3
Szkoda mi Francesci i Katiny w szczególności. Życie, dorastanie, pierwsze kroki i upadki...bez ojca, który będzie stał obok, uśmiechał się i pomagał stanąć na nogach. To wszystko jest takie realne, prawdziwe. Pięknie napisane, widać iż wyszło spod twej dłoni. Nic innego nie jest w stanie tak zauroczyć. Kocham Cię i czekam na następny <3<3
*Katina ...
UsuńPrzepraszam, ale piszę z telefonu i wiesz...ten domyślny tryb wyrazów :P
Haha, okey, ja właśnie dlatego nie lubię trybu słownika xD
UsuńDziękuję za komentarz, kocham cię <3
Wrócę <3
OdpowiedzUsuńOkkey ;)
UsuńEj, ej, ja Ci zaraz tutaj dam beztalencie!
UsuńGdybym ja potrafiła chociażby w połowie pisać tak dobrze jak Ty to byłam przeeszczęśliwa, wiesz? A Ty się beztalenciem nazywasz, no nie denerwuj mnie nawet! xD
Trzynaście dni to wcale nie tak długo, wiem dobrze jak to jest kiedy traci się wenę a przecież nie ma nic na siłę - mi też cały rozdział idzie opornie i cóż, mam nadzieję że jakoś przez to przebrnę xD
Pamiętaj, że już za jakieś dwa tygodnie odejdzie nam ten stres, zmęczenie, niewsypanie, obowiązki, wtedy wszystko będzie inaczej i wena sama przyjdzie ;)
Ej, patrz, nie narzekałam!
To u mnie aż dziwne ale dobra, ponarzekałam Ci wczoraj więc dziś już sobie odpuszczę, do następnego razu oczywiście xD
Przechodząc więc do parta, to jaki śliczny gif z Fede i Lu! Jakie ona te włosy ma piękne, takie długie, jasne, pozazdrościć tylko! :D
Violetta jest wspaniała, Lu narzeka a tak naprawdę założę się że jest szczęśliwa, ma wspaniałą przyjaciółkę która troszczy się o nią i z samego rana zabiera na zakupy, nic tak w końcu nie poprawi dziewczynie humoru :D
No i oczywiście Leoś, chce im pomóc, zająć się małą, mój kochanyy! <3
Vilu - dużo jej można zarzucić ale potrafi gotować, taka umiejętność to duża zaleta! :D Chciała wylać na Lu wiadro zimnej wody? xD
No cóż, to już lepiej że faktycznie sama dała radę zwlec się z łóżka :D
Biedna Francesca, ona to naprawdę zawsze ma pod górkę :D
A Ludmiła... cóż, jej nie jest łatwo ale sama przyznaje że kocha swoją córkę najbardziej na świecie i że nie potrafiłaby bez niej żyć.
Rola matki nie jest prosta ale wcale nie taka ma być, prawda? Ważne że ma przy sobie kogoś kogo kocha bezgranicznie i kto kocha ją.
Violetta zabrała pieniądze Leonowi? xD
Ej no, ta to sobie potrafi w życiu radzić! :D
Wkurzył ją, to niech teraz za to pokutuje xD
Ludmiła biedna wpada na Fede a Vilu jeszcze się śmieje, nie ma to jak wsparcie przyjaciółki :D
Ale jemu chyba to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie bo zaprosił ją na kawę, chyba się sobie spodobali, taa, chyba... :D
Biedna Fran ale widać że trochę się rozerwała i ważne że ma przy sobie Marco, Katinie udało się ich rozruszać na wesołym miasteczku :D
Miała urodziny miesiąc temu, cóż, miesiąc to w końcu bardzo niedawno, prezenty może jeszcze dostawać xD
Dobrze że Lu ma takich oddanych przyjaciół i że z małą będzie miał kto zostać, gdy pójdzie na swoją pierwszą randkę z Fede! :D
Wiem że komentarz jest beznadziejny ale ostatnio nie potrafię napisać dosłownie nic, nawet zwykłego komentarza xD Przepraszam, następnym razem postaram się lepiej, co do weny to nie martw się, pamiętaj że jeszcze tylko dwa tygodnie do pełni szczęścia! :D Jak to brzmi, niedawno pisałam Ci 'dwa miesiące', teraz dwa tygodnie, czas strasznie szybko leci, oby do wakacji też tak zleciało bo mi już się bardzo dłuży niestety xD
Kocham Cię i czekam na część trzecią, mam nadzieję że niedługo uda Ci się coś napisać <3
Chcę odpowiedzieć jakoś sensownie, ale mi pewnie nie wyjdzie, bo mnie plecy bolą :P Skolioza -.- Muszę iść poleżeć xD
UsuńAle dziękuję ci bardzo, kochanie za taki piękny długi i wcale nie beznadziejny komentarz, uwielbiam takie <3
Kocham cię <3333
jdfsygjasdfhkgauklshdjkaGSBF,R ♥
OdpowiedzUsuńPoczątek miłości Fedemilki <333
Pięknnnny :*
Yo grito en la cara'' Esto es épico. Me enamoré de esta'' ♥♥♥♥♥
(jednak słownik Hiszpańskiego się przydał. Dziękuję Mamusiu ! :D)
Dziękuję ;)
UsuńHej, Olu ♥
OdpowiedzUsuńByłam już na drugim blogu, to oczywiście, nie mogłabym zapomnieć i o tym. Zwłaszcza, że ta część i w ogóle cały ten OnePart, pomysł na niego, samo wykonanie, bardzo mi się podoba. No niezmiernie wręcz ♥
Jejku, cudownie, że Ludmiła ma tylu wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze będą, bez względu na wszystko. Widać, że to dzięki nim nadal się trzyma, nie poddaje, choć czasem na pewno jest ciężko.
W tym OP bardzo podoba mi się postać Violetty, zerwałaś trochę z kanonem, i nie zrobiłaś z niej Panny Idealnej. O nie, raczej bałaganiarę, leniucha, ale jednak niesamowitą przyjaciółkę. A to się liczy najbardziej, prawda? ♥ Fajnie, że postanowiła gdzieś wyciągnąć Ludmiłę, pomóc jej się rozerwać, może też trochę odpocząć od wszystkich obowiązków. Wiadomo, taki dzień przyda się raz na jakiś czas, a na pewno nie zaszkodzi :) I cóż, ja wiedziałam, że coś się stanie podczas tego wypadu. I się nie przeliczyłam... niby zwykły wypadek, niefortunne wydarzenie, a przyniosło tak wiele. Nową znajomość, nowe perspektywy. I może, motyw z rozlanym napojem troszkę oklepany, ale to nieważne, ponieważ tu pasuje idealnie, a przy okazji, dzięki twojemu stylowi nabiera pięknego sensu. Nic dodać, nic ująć ♥
Dalej, bardzo mi szkoda Francesci ;c Widać, że bardzo przeżywa stratę rodziców, ale szczerze... kto z Nas by tego nie robił? Teraz jeszcze ma te całe problemy z firmą, eh. Ale Ona też wciąż ma przyjaciół, ma Marco, który potrafi ją rozweselić na każdym kroku. Tak świetnie się dopełniają ♥ Nawet oboje stwierdzili, że coś jest nie tak w zachowaniu Ludmiły. I potem, ta ich rozmowa, aww ♥ Włoszka cieszy się szczęściem Ludmiły, może dostrzega już w tym jakąś przyszłość? Kto wie ;>
A Katina jest cudowna, o! Musiałam to napisać, hyhy ♥
Kochana, wybacz, że tylko tyle. Mam jeszcze kilka miejsc do obskoczenia.
Kocham, czekam na część trzecią, bez względu na to, ile to potrwa. I nie mów, umiesz pisać o Fedemili, naprawdę ♥,
Edyta <3
Bardzo dziękuję za piękny komentarz ;)
UsuńKocham cię <3
Skoro ty jesteś beztalenciem, to ja jestem Święta Weronika -.-
OdpowiedzUsuńBoziu! To jest piękne ;* Naprawdę ^-^
Pamiętaj proszę, że nadal tu jestem i nadal się dziwie, skąd ty bierzesz ten wyjątkowy talent <3
Kocham Cię ♥ ♥ ♥
Dziękuję, też cię kocham <3
UsuńMoje miejsce ;)
OdpowiedzUsuńDawno mnie tutaj nie było -,-.
OdpowiedzUsuńWszystko czytała, ale albo zapomniała, albo nie miałam do tego głowy. Przepraszam najmocniej na świecie.
Co mogę Ci powiedzieć? Druga część jest fantastyczna i choć może masz problemy z pisaniem o Fedemili idzie Ci to wspaniale.
Cieszę się, że nie próbujesz utrzymać Violetty jako osoby bez skazy. Jest to cudowne.
Poznanie Lu z Federico.. jak w amerykańskich filmów :3. Kocham takie sprawy!
Jest to jeden z gorszych komentarzy jakie w życiu napisałam. Przepraszam.
Życzę Ci weny ;*
Pamiętaj !- Ola nie jest beztalenciem ;-)!
Kocham <333333
Fruits
Komentarz jest cudny, dziekuję ;)
UsuńJestem i ja. Na ostatnim,honorowym miejscu xD Wiem, że miałam być we wtorek, a jestem dopiero dzisiaj, ale czasu nie miałam jak to ja xd
OdpowiedzUsuńMuszę zacząć od tego, że znowu Francia cierpi :c Dlaczego jej i mi to robisz? ;-; Niedługo dojdzie do tego, że ją uśmiercisz. Tak szczerze to mi by to pasowało, bo lubię czytać smutne party xD Tylko jakbyś już się zdecydowała na uśmiercenie Fran to niech umrze w jakiś spektakularny sposób, na przykład niech w ją kartony zabiją XD Jeny, odbiegłam od tematu xd
Uuu Federico ;3 Oryginalne to ich pierwsze spotkanie, tylko obawiam się, że ta plama po kawie może nie zejść xd Lu może mu nową kupić. Chociaż, ja takie ciacho wolałabym oglądać bez koszuli. Zapewne ma mraśną klatę ^^
Viola jaka mądra. Obrobiła mi Leośka, nieładnie xD Ja na jego miejscu chowałabym kasę gdzieś, gdzie Violka nie znajdzie, na przykład w moim portfelu. Na pewno byłyby tam bezpieczne XD
Eh, co mogę jeszcze napisać? A, już wiem. Czy lekarze nie stwierdzili u Katiny jakichś zaburzeń psychicznych albo wad rozwoju? Czy w ogóle Ludmiła była z nią u lekarza? Tak jakoś na jedenastolatkę to ona mi nie "wygląda" w sensie, że zachowanie xd
Ty beztalencie?! A w mordę to chcesz? Nie żebym Ci groziła, ale ja jestem w stanie Cię odnaleźć i nie będzie wesoło ^^ Masz tak ogromny talent, że ja to mogę się schować za drzewem, choć i tak mojego "talentu" (musiałam w cudzysłowiu) przy twoim nie widać :/
Cieszę się, że udało Ci się napisać parta bez mojej pomocy, bo zapewne wiele bym nie zdziałała. Ale jak będziesz potrzebować pomocy w czymkolwiek to pisz do mnie, ja postaram się pomóc.
Nie chce mi się więcej pisać, bo zmęczona jestem, a prezentacja na informatykę nie tknięta -.- Mam już dosyć tej szkoły...
No dobrze, nie przedłużam już. Wspomnę tylko, że czekam na kolejną część hehehe
Buziaki :*
Agata :)
Boże, jaka ja jestem szybka xD
UsuńCóż, nie odpisałam, bo w niedzielę pisałam referat z muzyki, wczoraj cały dzień zawalony, dopiero dzisiaj jestem przy komputerze, alleluja -.-
Dziękuję za komentarz, kocham <3
Genialny rozdział jak zawsze. A co się dzieje z Katina ( czyt. czy ma jakieś zaburzenia psychiczne czy coś tam ) ? A Fedemiła w rwoim wykonaniu genialna. Do kolejnego,
OdpowiedzUsuńDomenica
Po wielu nieudanych próbach w końcu mogę napisać ten komentarz ;)
OdpowiedzUsuńCo by to było gdybym nie była ostatnia? xD
Żeby Cię już nie zanudzać dodam tylko: Przepraszam <3333
Ty- beztalencie? O nie, powinno być Ty- najlepsza pisarka dziejów
Dlaczego? Bo nie dość, że masz talent to męczysz się nad taką Fedemiłą, żebym (np. taka ja) mogła się pozachwycać :*
Co do samego parta myślę, że wiesz jak mi się podoba ;)
Czekam na trzecią część <3
P.S. Następny OP po Fedemili o Naxi?
I tak, Naxi xD
UsuńSklerozę mam ^^
"Violetta może i jest bałaganiarą, leniem śmierdzącym, panną zarozumiałą"
OdpowiedzUsuńRozwaliło mnie to xD
Dziewczyno, skąd ty bierzesz te pomysły?
Powinnaś pisać scenariusze do "Dlaczego ja?" "Ukryta prawda" etc.
A Part cudny ♥♥♥
Zresztą.. jak zwykle ;)
Moje oko zauważyło kilka literówek.. Drobne, malutkie...
Piszę byś wiedziała :) i mi też wytykała xD
Tak dla naszego dobra ;)
Jak pierwsze o tej załamanej Fran napisałaś (jeszcze nie wspomniałaś o wypadku) to mi się ostatni part przypomniał.. I to co ona przeżyła ;c
Moja biedulka..
Będę chyba pamiętać go do końca..
A ten też zapowiada się ciekawie :D
Fede dostał z kawy xD
Ty to masz pomysły xD
Viola w swoim OP była kasjerką, Fede oberwał z kawy..
Zazdroszczę takiej wyobraźni ;***
Lecę dalej ♥♥♥
Nie mam już sił, ale muszę przeczytać :D
Buziaczki ;***
btw. lecę też po paluszki :3 bo popcornu nie mam jak zrobić xD
Bardzo dziękuję <33333
Usuń