poniedziałek, 4 listopada 2013

ONE PART NAXI - Żyj tak, jakbyśmy żyli z Tobą cz 1



"Wysusz łzy, które mi oczy palą,
bo wciąż tylko ze smutku się żalą
i odezwij się choć na moment
mimo, iż tamte chwile są nieocenione.

Co zostało?
Wspomnienia to za mało.

Brakuje mi Ciebie strasznie,
powietrze wciąż Tobą pachnie
i minęło już tyle dni,
a wciąż jesteś na mnie zły.

Co mi pozostało?
Czy tęsknota to za mało?

Teraz marzę by popatrzeć Ci w oczy,
nie mogąc jak zwykle zasnąć w nocy
więc czekam na niezwykły cud,
by móc zobaczyć Cię znów"
 


- To nie mogą być oni… - wyszeptałam drżącym głosem. – Nie mogą…
Z moich oczu, jak ze strumieni popłynęły łzy. Upadłam na kolana, zakryłam twarz rękami i zaniosłam się głośnym płaczem.
To nieprawda. Policja się pomyliła, to ktoś inny. Jacyś inni ludzie, nie moja rodzina.
Ktoś złapał mnie za ramiona i pomógł mi wstać. Wtuliłam się w tą osobę.
- Leon, to nie mogą być oni… - powtórzyłam.
- Przykro mi, Naty – odparł cicho.
Zaczęłam jeszcze głośniej płakać. Mój kuzyn objął mnie ramieniem i wyprowadził z tego koszmarnego miejsca, zwanego kostnicą.

- Maxi był naprawdę świetnym przyjacielem. – Camila co chwila wycierała łzy, podczas przemowy. – Był dobry, lojalny, sprawiedliwy. Zawsze wiedział co powiedzieć, jak pocieszyć czy doradzić. Nigdy się na nim nie zawiodłam. To on był przy mnie, kiedy byłam smutna i ponura. Starał się wtedy mnie rozśmieszyć. Sam był wulkanem energii – wszędzie było go pełno, ale to właśnie nadawało mu charakteru. Uwielbiał się wygłupiać, kochał śpiewać, tańczyć i komponować. To było jego życiem. Chociaż teraz skończył już swoją ziemską wędrówkę to wierzę, że tam u góry, on nadal zajmuje się swoim hobby, rozwija swoje zainteresowania przekazując miłość do muzyki Mechi i Pablo. O nich też trzeba oczywiście wspomnieć… - Przerwała na chwilę. – Ja, jako matka chrzestna Mercedes mogę powiedzieć, że zarówno ona, jak i jej brat, byli cudownymi dziećmi. Byli kochanymi czterolatkami ciekawymi świata i chcącymi odkrywać wszystko po kolei. A pomimo tak młodego wieku widać było ich wielkie zainteresowanie muzyką i miłość do niej. Wszyscy doskonale wiemy, że Natalia i Maxi coraz bardziej zaszczepiali w nich uwielbienie do fortepianu czy gitary. Niestety, Naty nie może tego robić dalej, ale jestem pewna – zresztą jak wszyscy – że ich tata nie odpuści i nadal będzie kontynuował tą misję. Dziękuję.
Zeszła z ambony i wróciła do ławki. Usiadła obok swojego narzeczonego – Brodueya – i przytuliła się do niego.
- Czy jeszcze ktoś z rodziny zmarłych chce zabrać głos? – spytał kapłan.
- Ja – powiedziałam cicho i wstałam z krzesła.
Weszłam na podwyższenie. Wzięłam głęboki oddech.
- To wszystko stało się tak nagle – zaczęłam. – Z dnia na dzień. Jednego wieczoru siedziałam szczęśliwa z moją rodziną, rano żegnałam ich, kiedy wsiadali do samochodu, a po południu musiałam zidentyfikować ich ciała. Ta myśl, że już nigdy nie zobaczę mojego męża, moich ukochanych dzieci, jest przerażająca. Życie bez nich już nigdy nie będzie takie same… - Zastanowiłam się. Po chwili kontynuowałam, jednak inaczej, niż dotychczas. – Wiesz, jakie to dla mnie ważne, by dzieci mnie pamiętały, Maxi. Zrób wszystko, by wspomnienia nie wygasły. Usiądź z nimi każdego wieczoru, otwórz album ze zdjęciami i powspominajcie razem wszystkie szczęśliwe chwile, które zdarzyły się w ciągu tych czterech lat. Spraw też, by pokochały muzykę tak, jak ty czy ja. Nie pozwól im zapomnieć, że tutaj – na Ziemi – jest ich mama, która kocha ich całym sercem i nigdy nie przestanie… - Przy ostatnich słowach mój głos się załamał.
W jednym momencie zrobiło mi się gorąco. Powoli, chwiejnym krokiem zeszłam po schodkach. Od razu podszedł do mnie mój kuzyn. Złapałam się jego ręki. Nie zwracając uwagi na innych ludzi, razem z nim wyszłam z kościoła stukając głośno obcasami moich czarnych szpilek.

Po skończonym nabożeństwie w kościele, pozostało nam jeszcze ceremonia na cmentarzu. Patrzyłam przygnębiona, jak ze świątyni wynoszone są trzy trumny – jedna duża, brązowa i dwie małe, białe.
Obok mnie stali moi przyjaciele. Wszyscy, bez wyjątku. Mój kuzyn – Leon – trzymał mnie za rękę.
W pewnym momencie podeszła do nas jakaś kobieta.
- Pani to Natalia Ponte? – spytała mnie. Pokiwałam głową. – Jestem Martina Rico.
- O co chodzi?
- Muszę się Pani do czegoś przyznać – rzekła niepewnie. – To ja spowodowałam ten wypadek. Naprawdę, nie chciałam, po prostu nie zauważyłam jak Pani mąż z dziećmi wyjeżdżają zza zakrętu. Ja naprawdę…
- Jak Pani śmie? – przerwałam jej. – Jak Pani śmie tutaj przychodzić? Zniszczyła Pani moje życie i ma pani czelność zjawiać się na pogrzebie najważniejszych dla mnie osób? Pani jest… Pani jest… - Nie umiałam znaleźć właściwego określenia.
Czułam tyle nienawiści do tej kobiety… Nie wiedziałam skąd ona się we mnie brała, przecież nigdy taka nie byłam. Ale przecież ta osoba przyczyniła się do śmierci mojego męża i moich ukochanych szkrabów…
Ktoś położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Marco.
- Proszę stąd odejść – powiedział do kobiety. – I niech Pani nie zjawia się na cmentarzu.
- Oczywiście. – Kobieta pokiwała głową. – Jeszcze raz przepraszam.
- Pani przepraszam nie wróci życia mojej rodzinie – rzekłam cicho.
Spojrzała tylko na mnie z bólem w oczach, po czym odwróciła się i odeszła w swoją stronę.

Schyliłam się i położyłam na trumnie dużą wiązankę z napisem „Ostatnia droga”. Klęknęłam na mokrej trawie wpatrując się w trzy drewniane pudła, w których leżeli moi najbliżsi, w których leżała moja nadzieja, moje szczęście.
Wycierając łzy stanęłam powoli na nogi. Odwróciłam się w stronę swoim przyjaciół. Zrezygnowana podeszłam do nich i przytuliłam się do mojej przyjaciółki – Ludmiły.
Czy życie musi być takie trudne?

Maximiliano Ponte
Ur. 17 marca 1996 roku.
Zm. 6 października 2021 roku.
W wieku 25 lat.
Zginął śmiercią tragiczną.
Na zawsze w pamięci rodziców, żony i przyjaciół.

Taki właśnie napis widniał na nagrobku. Pod spodem wisiała jednak jeszcze jedna tabliczka.
Mercedes i Pablo Ponte
Ur. 11 listopada 2017 roku.
Zm. 6 października 2021 roku.
W wieku 4 lat.
Zginęli śmiercią tragiczną.
Powiększyli grono Aniołków.

Zapaliłam jeszcze jednego znicza i postawiłam na kamiennej płycie. Poprawiłam wazon z różami i z powrotem usiadłam na ławce.
Nagle poczułam czyjeś ręce na ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie. Uspokoiłam się jednak, kiedy zobaczyłam za sobą Brodueya i Camilę.
- Przestraszyłeś mnie – powiedziałam cicho odwracając się w stronę grobu.
- Przepraszam, nie chciałem – odparł chłopak. – Przyszliśmy po ciebie.
Nie odpowiedziałam. Wpatrywałam się nadal w nagrobek.
- Naty, jest już późno, ściemnia się i robi się zimno – odezwała się Cami. – Odprowadzimy cię do domu.
- Nie chcę stąd iść – rzekłam.
- A chcesz się przeziębić? – spytał Broduey. – Jeszcze tego by brakowało. Chodź.
Złapał mnie za rękę i pociągnął lekko do góry.
- Poczekaj chwilę. – Wyrwałam swoją dłoń i ukucnęłam obok grobu.
Zdjęłam pokrywkę jednego ze zniczy. Zgasł. Zgasł tak samo, jak zgasła moja nadzieja na szczęśliwe życie. Tylko, że znicz mogłam zapalić, nadziei – nie.
Wyjęłam z kieszeni pudełko zapałek. Wyciągnęłam ostatnią ze środka i odpaliłam ją, jednak zgasła. Próbowałam jeszcze kilka razy, aż w końcu zdarł się jej łebek.
- Macie zapałki? – Odwróciłam się w stronę swoich przyjaciół.
Brazylijczyk wygrzebał coś z kurtki. Ukląkł obok mnie i sam zapalił świeczkę.
- Możemy już iść? – spytał pomagając mi się podnieść.
- Sekunda – odparłam.
Przeżegnałam się i odmówiłam w myślach modlitwę.
- Teraz możemy – rzekłam spoglądając na Brodueya i Camilę.
Mimo, że moje życie było już tylko bezsensownym istnieniem, to cieszyłam się, że mam przy sobie tak wspaniałych przyjaciół. Po śmierci Maxiego, Mechi i Pablo zamieszkałam razem z moim kuzynem – Leonem – jego żoną – Violettą – i pięcioletnią córeczką – Albitą. Nie pozwolili mi zostać samej w domu, który przywoływał we mnie tak wiele wspomnień… Mimo, że radosnych, to w rzeczywistości tak bolesnych…

- Dzisiaj macie urodziny, dzieci – powiedziałam wycierając łzy. – Wszystkiego najlepszego, moje kochane. Pamiętam… Mechi, chciałaś dostać na urodziny nową lalkę? Nie mogę ci jej dać, ale jestem pewna, że tatuś na pewno dotrzymał obietnicy. Dla ciebie, Pablo prezent jest już kupiony. Zrobiłam to już dawno temu. Leży teraz w szafie, w salonie i dalej czeka na ciebie. Tobie na pewno tatuś też coś kupi. Bo co to za urodziny bez prezentów, prawda?
Wytarłam twarz chusteczką i schowałam ją z powrotem do kieszeni.
- Maxi… - zaczęłam. – Tęsknię. Tęsknię straszliwie, a moja psychika już nie wytrzymuje. Codziennie budzę się, mając przed oczami twarz, tak mi ciebie brakuje… Brakuje mi twojego uśmiechu, twojego głosu, twoich palców wygrywających melodię na pianinie i twoich silnych ramion obejmujących mnie. Chciałabym, żebyś był tu przy mnie. Obiecaliśmy dzieciom wyjazd do Wesołego Miasteczka, pamiętasz? Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy – bo ja już nie mogę – i zabierzesz je tam. To jest ich marzenie, dobrze o tym wiesz. Ich marzeniem jest też nauczyć się grać na pianinie i na gitarze. Wierzę, że im pomożesz.
Spojrzałam na trzy zdjęcia znajdujące się na nagrobku. Na jednym widniała mała, uroczo uśmiechająca się brunetka – Mercedes, a na drugim równie mały i równie słodki szatyn – Pablo. Na samej górze za to, znajdował się mężczyzna z brązowymi, kręconym włosami – które przykrywała nieodłączna czapka – z szerokim uśmiechem i śmiejącymi się oczami. Mężczyzna, który obdarzył mnie tak wielką miłością, z którym założyłam rodzinę…
- Synku, córeczko… - wyszeptałam. – Maxi… Tak mi was brakuje… Dlaczego mi to zrobiliście? Dlaczego mnie zostawiliście? Nie ważne… Obiecuję, jeszcze dzisiaj do was dołączę. Dalej będziemy tworzyć szczęśliwą rodzinę…
Najpierw powiedziałam te słowa wcale nie zastanawiając się nad ich sensem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, ze jest to możliwe. Dlaczego ja nie wpadłam na to wcześniej?
- Jeszcze dzisiaj… - powtórzyłam cicho i zaniosłam się głośnym płaczem.

- Jestem – powiedziałam wchodząc do kuchni.
Znajdowali się w niej już Leon z Violettą i Albą. Mój kuzyn stał właśnie przy kuchni i coś gotował, a jego żona siedziała na krześle, naprzeciwko swojej córki i dawała jej jeść.
- Ciocia! – krzyknęła mała, zerwała się z siedzenia i podbiegła do mnie. – Długo cię nie było! Znowu byłaś u wujka, Mechi i Pablo?
Kucnęłam przed nią i uśmiechnęłam się smutno. Co jak co, ale małe dziecko nie powinno wiedzieć, jak cierpię.
- Tak, byłam u nich – powiedziałam. – Złożyłam Mercedes i Pablowi życzenia od ciebie.
- A myślałam, że zapomnisz. – Uśmiechnęła się z ulgą.
- Jak mogłabym zapomnieć? Niemożliwe.
- Ciociu, płakałaś? – spytała zmartwiona. – A obiecałaś, że już nie będziesz. Wiesz, mamusia i tatuś powiedzieli mi niedawno, że wujek Maxi, Mechi i Pablo są teraz u góry, u Bozi i widzą wszystko i nie chcą, żebyś była smutna.
- Wiem, Alba – odparłam. – Wiem, że nie chcą. Masz bardzo mądrych rodziców. Ale teraz idź i jedz, bo mama czeka.
Dziewczyna pokiwała głową, przytuliła mnie i wróciła na swoje miejsce. Podniosłam się i spojrzałam na moich przyjaciół.
- Idę do siebie – powiedziałam.
- Za chwilę będzie kolacja – odezwał się Leon.
- Nie jestem głodna – odparłam. – Zjadłam coś na mieście. Nie ważne, jestem zmęczona i idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc – odpowiedzieli.
Weszłam po schodach na górę i skierowałam się do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi. Nie miałam klucza ze względu bezpieczeństwa – jak to stwierdzili Violetta, Leon i reszta moich przyjaciół.
Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Płakałam długo. Po pewnym czasie ktoś zapukał do drzwi.
- Potrzeba ci czegoś, Naty? – Rozpoznałam głos Violi.
- Nie, nie trzeba – zaprzeczyłam wycierając łzy.
Usłyszałam jak kroki powoli oddalają się do mojego pokoju.
Nic nie miało już sensu.

Hej! Przedstawiam wam pierwszą część mojego One Parta :) Ja się nie wypowiadam za dużo na jego temat, powiem tylko, że nie wyszedł mi tak jak chciałam. Ocenę pozostawiam wam :)
Okey... Pod moim pierwszym postem zobaczyłam 6 komentarzy, co mnie bardzo ucieszyło :) Mam też już trzech obserwatorów.
Proszę was, jeśli podoba wam się to, co piszę - nadzieję zawsze można mieć - to polećcie mojego bloga innym :) Warto wiedzieć, co kto sądzi o moim blogu :) Byłabym bardzo wdzięczna.
To chyba tyle... Co do drugiej części, to może jeszcze w tym tygodniu :) Mam już wprawdzie napisaną, ale może sobie poczekać.
Aha! Za chwilę z boku zamieszczę ankietę, o kim chcielibyście kolejnego Parta :) Co prawda, mam pomysł na Fedemiłę, ale postaram się wam dogodzić :)
Jeszcze raz dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania i ponownego komentowania :D

31 komentarzy:

  1. Zaklepuję sobie pierwsze miejsce!
    Skomentuję potem, bo nie zdążę na "Violettę"! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę ten komentarz już drugi raz, ponieważ poprzedni mi się nie zapisał...
      Dziewczyno! To była piękne. <3
      Uśmierciłaś moją ulubioną postać, ale idealnie to opisałaś, więc się nie obrażam. :)

      Usuń
    2. Jej, bardzo dziękuję :)
      Uśmierciłam Maxiego, bo zawsze wszyscy uśmiercają Naty, więc coś zmieniłam :P
      Cieszę się, że się podobało :) Choć talentem nigdy ci nie dorównam :)

      I jeszcze jedno... Mogłabyś informować mnie o nowych rozdziałach na swoim blogu? Bo nie wiem czemu, ale z boku, na liście mam napisane, że ostatni rozdział opublikowałaś ponad miesiąc temu... Nie wiem, czy mam zepsutego bloggera??
      Ale byłaby wdzięczna, gdybyś mnie informowała :)
      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!

      Usuń
  2. Ola! Ja tu ryczę! xd
    Tusz mi się rozmazał! xD
    Tak pięknie to wszystko opisałaś, ta pasje, wszystkie uczucia. To piękne!
    A następny OP niech będzie o Femile!
    O mam pytanie! xD
    Czy tu będą tylko OP o parach które są w serialu czy niektóre takie zmyślone np. Cares, Lenarico itp xD
    PS. Zapraszam do mnie : http://zycie-to-nie-pargraf.blogspot.com/
    Evelcia<33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę cię, że ci się podoba :) Nie spodziewałam się :P
      A co do par, to nie wiem... Może będą zmyślone, ale to się jeszcze zobaczy :)
      A na bloga zajrzę później, bo lecę oglądać :D

      Usuń
  3. Wow... jedyne co mogę ci napisać przed zalaniem klawiatury moimi łzami to... ups, zepsuła się :-D
    No więc part totalnie mnie wzruszył... Jak nigdy...
    Płakałam kiedy go czytałam, po prostu płakałam... A ja nigdy nie płaczę...
    Trudno mnie zmiękczyć i nigdy nad niczym nie płakałam... nawet na pogrzebie wujka który był mi naprawdę bliski...
    Wymyśliłaś to po prostu przepięknie...
    Ten pogrzeb Maxiego... pomijając to, że to moja ulubiona postać w całym serialu...
    I te dzieci...
    Nie mogę doczekać się drugiej części
    Zastanawiam się, co zrobi Naty...
    No i oczywiście uwielbiam Leona za to, że się nią tak interesuje...
    One Part jest po prostu przepiękny...
    Nie wiem jakich użyć słów, żeby to wyrazić... ale spróbuję
    mistrzowski, wzruszający i cudowny... sorry ale mam mały zasób słownictwa :-D
    Czekam na next :-D♥♥♥

    Życzę weny na kolejne party, i Pozdrawiam :-D
    Kriena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, serio on aż tak się podoba? Nie wierzę :P Niemożliwe, żeby moje wypociny aż tak wzruszały :P
      Mimo to, bardzo dziękuję :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Droga Alexandro! Piszę ten komentarz drugi raz, bo za pierwszym się nie pokazało xd
    Pamiętasz, jak w notce powitalnej napisałam, że się na pewno nie zawiodę? Nie zawiodłam się ;)
    Zacznijmy od tego, że Part wyszedł ci świetnie. Ryczę. Może nie tyle co płaczę, ale łza poleciała. To takie wzruszające...
    Tragizm, jaki spotkał rodzinę Ponte jest nie do określenia. Maxi, Mechi i Pablo odeszli ze świata żywych, ale wciąż tak jakby byli z Naty. Nie poddała się, rozmawiała z nimi, modliła się...
    Kiedy mówiła, że niedługo do nich dołączy, totalnie mnie zszokowało.
    Życie jest niespodzianką. Życie jest niesprawiedliwe i okrutne. Pomimo to dziewczyna się nie poddała.
    Z niecierpliwością czekam na 2 część. To jest takie piękne <3
    Ech.. tamten komentarz był dłuższy, no ale nie pamiętam dokładnie, co tam pisałam xd
    Cóż jeszcze mogę dodać? Może to, że cieszę się, że pokazałaś swój talent. Dziękuję z całego serduszkaa :*
    Pozdrawiam,
    Caro <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      No już mi tak tutaj nie słódź :)
      Bardzo się starłam, żeby przekazać te wszystkie uczucia :) Nie wiem czy mi się udało, ale cieszę się, że się podoba :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. WOW !!! <3333
    SUPER BLOG !!!
    Już go kocham ♥♥
    Piszesz świetnie, fantastycznie !!! <333
    Kocham Cię ;***
    Ps. Możesz mnie informować o rozdziałach ?

    Wpadniesz do mnie ?
    http://milosc-pokona-wszystkie-przeszkody.blogspot.com/

    Pozdrawiam Caroline ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, cieszę się, że ci się podoba :)
      To już kolejna osoba :)
      Bardzo dziękuję :)
      A na bloga za chwilę wpadnę :)

      Usuń
  6. Jejku, popłakałam się. Nigdy nie czytałam takiego czegoś.
    Masz dziewczyno ogromny talent, ogromny!
    Wiesz.. to z reguły Naty zawsze jest ta poszkodowaną :x a tutaj proszę .. Maxi.
    Jest to moja ulubiona postać, w sumie Naxi to moja ulubiona para. Od zawsze, na zawsze.
    Dziękuję, ze podałaś mi link do twojego bloga, trafia do ulubionych!
    Kocham i czekam z niecierpliwością na rozdział, twoja N <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, kolejna osoba, która tak zachwyca się moimi wypocinami :)
      Nie sądzę, żaby to było aż tak dobre :P
      Wiesz, twój blog i tak jest o niebo lepszy :) Ja dopiero zaczynam :P
      Tak, ja wiem, zawsze to z Naty się coś dzieje, więc postanowiłam zmienić :)
      Bardzo dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  7. dziewczyno to było niesamowite <333
    szkoda, że go uśmierciłaś, ale opisałaś to tak cudownie, że nie mam za to pretensji ;*
    Naty bądź dzielna i nie poddawaj się ;)
    oni na pewno chcą żebyś była szczęśliwa *.*
    Albita, słodka <3
    czekam na kolejną część i inne Party, bo masz talent i Ci go zazdroszczę <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że się podobało :) Bardzo mnie to cieszy, choć się nie spodziewałam tak pozytywnych komentarzy :)
      Nie przesadzaj, piszę aż tak dobrze :P
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Zostawiłaś mi linka bloga, ale nie spodziewałam się czegoś takiego..
    Myślałam że będzie to normalny szczęśliwy, dzień,a tu pogrzeb :(
    To było piękne <3 Tyle emocji, i tak pięknie je opisałaś..<33
    Łzy, same cisnęły mi się do oczu, i nie mogłam ich powstrzymać..
    Rzadko płacze, czytając opowiadania, ale to wzbudziło we mnie takie emocje, że coś ruszyło mnie pd środka..
    Jestem ci wdzięczna za to że opisujesz tak pięknie te uczucia, które trzymasz w środku ;)
    I za to właśnie cię kocham <333
    Piszesz wspaniale, i nic więcej nie mogę napisać..Po prostu nie umiem..
    Wybacz mi....
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja mam ci wybaczać, dziewczyno?
      Za to, że zostawiłaś mi tak fantastyczny komentarz? Tego się nie wybacza, za to się dziękuje :)
      Więc dziękuję :) Takie komentarze naprawdę wiele dla mnie znaczą, no dobrze jest wiedzieć, że komuś podoba się to, co piszesz :)
      Twój blog również jest wspaniały, uwielbiam go <3
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  9. piękny dodałam twój blog do ulubionych pa pa czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  10. Już od pierwszych słów się zakochałam. Tak wspaniale piszesz !
    Wzruszyłam się <3 Och, jaki wspaniały pomysł !
    Bosz, kocham Cię za to opowiadanie i w ogóle ! Pięknie wszystko opisujesz !
    Talent to ty dziewczyno masz ogromny !
    Ojśś... Przepraszam, że taki krótki komentarz i tak dale, ale mnie palec boli i mi trudno pisać ;D
    Czekam na dalsze losy...

    Nikki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Nie, ja wcale nie piszę tak dobrze! To są tylko jakieś moje wypociny, nie przesadzajcie :P
      Nie szkodzi, ja sama nie umiem pisać długich komentarzy :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Jejku, takie cudowne i ogólnie ą ę <3
    Wspaniały pomysł i wykonanie! I tytuł wszystko mówi...
    Genialny przekaz uczuć, naprawdę, oklaski na stojąco! ;3
    Informuj o nowych postach, będę czytać ;)

    No i wpadnij do mnie przy okazji - byłoby mi miło ;) I proszę, skomentuj też:
    http://violetta-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Cieszę się, że się podoba :)

      Widzę, że na swoim blogu już daleko zaszłaś, więc trochę mi zajmie przeczytanie go :P Ale przeczytam, obiecuję :)
      Przeczytam i dodam do obserwowanych :) A ty mojego dodasz do obserwowanych? Byłoby mi mega miło :)

      Usuń
  12. Cudowne. To pierwszy post przy którym się popłakałam. Masz talent, bo trzeba mieć talent, żeby wywołać u ludzi płacz opowiadaniem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowna historia.
    Czytam ją już drugi raz - za pierwszym nie skomentowałam, bo byłam z fona xD
    Piszesz bardzo dobrze.
    Miło się czyta <333
    Lecę do nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  14. To bylo piekne !!!!!
    Bylo piekne chociaz pozbawilas zycia naprzystojniejszego chlopaka na swiecie !!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że mój mąż jest najprzystojniejszy :D
      Gracias <3

      Usuń
  15. Boże cudoooo
    Nie wiem który raz to czytam ale znowu ryczę
    Mój Maxiu umarł!!!
    Mój 2 mąż umarł!

    Nie ma nic gorszegó!
    Zabiję!
    Zapraszam do siebie
    http://milosctoniebajkanaxi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)