bo
wciąż tylko ze smutku się żalą
i
odezwij się choć na moment
mimo,
iż tamte chwile są nieocenione.
Co
zostało?
Wspomnienia
to za mało.
Brakuje
mi Ciebie strasznie,
powietrze
wciąż Tobą pachnie
i
minęło już tyle dni,
a
wciąż jesteś na mnie zły.
Co
mi pozostało?
Czy
tęsknota to za mało?
Teraz
marzę by popatrzeć Ci w oczy,
nie
mogąc jak zwykle zasnąć w nocy
więc
czekam na niezwykły cud,
by
móc zobaczyć Cię znów"
- To nie mogą być
oni… - wyszeptałam drżącym głosem. – Nie mogą…
Z moich oczu, jak ze
strumieni popłynęły łzy. Upadłam na kolana, zakryłam twarz
rękami i zaniosłam się głośnym płaczem.
To nieprawda.
Policja się pomyliła, to ktoś inny. Jacyś inni ludzie, nie moja
rodzina.
Ktoś złapał mnie
za ramiona i pomógł mi wstać. Wtuliłam się w tą osobę.
- Leon, to nie mogą
być oni… - powtórzyłam.
- Przykro mi, Naty –
odparł cicho.
Zaczęłam jeszcze
głośniej płakać. Mój kuzyn objął mnie ramieniem i wyprowadził
z tego koszmarnego miejsca, zwanego kostnicą.
- Maxi był naprawdę
świetnym przyjacielem. – Camila co chwila wycierała łzy, podczas
przemowy. – Był dobry, lojalny, sprawiedliwy. Zawsze wiedział co
powiedzieć, jak pocieszyć czy doradzić. Nigdy się na nim nie
zawiodłam. To on był przy mnie, kiedy byłam smutna i ponura.
Starał się wtedy mnie rozśmieszyć. Sam był wulkanem energii –
wszędzie było go pełno, ale to właśnie nadawało mu charakteru.
Uwielbiał się wygłupiać, kochał śpiewać, tańczyć i
komponować. To było jego życiem. Chociaż teraz skończył już
swoją ziemską wędrówkę to wierzę, że tam u góry, on nadal
zajmuje się swoim hobby, rozwija swoje zainteresowania przekazując
miłość do muzyki Mechi i Pablo. O nich też trzeba oczywiście
wspomnieć… - Przerwała na chwilę. – Ja, jako matka chrzestna
Mercedes mogę powiedzieć, że zarówno ona, jak i jej brat, byli
cudownymi dziećmi. Byli kochanymi czterolatkami ciekawymi świata i
chcącymi odkrywać wszystko po kolei. A pomimo tak młodego wieku
widać było ich wielkie zainteresowanie muzyką i miłość do niej.
Wszyscy doskonale wiemy, że Natalia i Maxi coraz bardziej
zaszczepiali w nich uwielbienie do fortepianu czy gitary. Niestety,
Naty nie może tego robić dalej, ale jestem pewna – zresztą jak
wszyscy – że ich tata nie odpuści i nadal będzie kontynuował tą
misję. Dziękuję.
Zeszła z ambony i
wróciła do ławki. Usiadła obok swojego narzeczonego – Brodueya
– i przytuliła się do niego.
- Czy jeszcze ktoś
z rodziny zmarłych chce zabrać głos? – spytał kapłan.
- Ja –
powiedziałam cicho i wstałam z krzesła.
Weszłam na
podwyższenie. Wzięłam głęboki oddech.
- To wszystko stało
się tak nagle – zaczęłam. – Z dnia na dzień. Jednego wieczoru
siedziałam szczęśliwa z moją rodziną, rano żegnałam ich, kiedy
wsiadali do samochodu, a po południu musiałam zidentyfikować ich
ciała. Ta myśl, że już nigdy nie zobaczę mojego męża, moich
ukochanych dzieci, jest przerażająca. Życie bez nich już nigdy
nie będzie takie same… - Zastanowiłam się. Po chwili
kontynuowałam, jednak inaczej, niż dotychczas. – Wiesz, jakie to
dla mnie ważne, by dzieci mnie pamiętały, Maxi. Zrób wszystko, by
wspomnienia nie wygasły. Usiądź z nimi każdego wieczoru, otwórz
album ze zdjęciami i powspominajcie razem wszystkie szczęśliwe
chwile, które zdarzyły się w ciągu tych czterech lat. Spraw też,
by pokochały muzykę tak, jak ty czy ja. Nie pozwól im zapomnieć,
że tutaj – na Ziemi – jest ich mama, która kocha ich całym
sercem i nigdy nie przestanie… - Przy ostatnich słowach mój głos
się załamał.
W jednym momencie
zrobiło mi się gorąco. Powoli, chwiejnym krokiem zeszłam po
schodkach. Od razu podszedł do mnie mój kuzyn. Złapałam się jego
ręki. Nie zwracając uwagi na innych ludzi, razem z nim wyszłam z
kościoła stukając głośno obcasami moich czarnych szpilek.
Po skończonym
nabożeństwie w kościele, pozostało nam jeszcze ceremonia na
cmentarzu. Patrzyłam przygnębiona, jak ze świątyni wynoszone są
trzy trumny – jedna duża, brązowa i dwie małe, białe.
Obok mnie stali moi
przyjaciele. Wszyscy, bez wyjątku. Mój kuzyn – Leon – trzymał
mnie za rękę.
W pewnym momencie
podeszła do nas jakaś kobieta.
- Pani to Natalia
Ponte? – spytała mnie. Pokiwałam głową. – Jestem Martina
Rico.
- O co chodzi?
- Muszę się Pani
do czegoś przyznać – rzekła niepewnie. – To ja spowodowałam
ten wypadek. Naprawdę, nie chciałam, po prostu nie zauważyłam jak
Pani mąż z dziećmi wyjeżdżają zza zakrętu. Ja naprawdę…
- Jak Pani śmie? –
przerwałam jej. – Jak Pani śmie tutaj przychodzić? Zniszczyła
Pani moje życie i ma pani czelność zjawiać się na pogrzebie
najważniejszych dla mnie osób? Pani jest… Pani jest… - Nie
umiałam znaleźć właściwego określenia.
Czułam tyle
nienawiści do tej kobiety… Nie wiedziałam skąd ona się we mnie
brała, przecież nigdy taka nie byłam. Ale przecież ta osoba
przyczyniła się do śmierci mojego męża i moich ukochanych
szkrabów…
Ktoś położył mi
rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Marco.
- Proszę stąd
odejść – powiedział do kobiety. – I niech Pani nie zjawia się
na cmentarzu.
- Oczywiście. –
Kobieta pokiwała głową. – Jeszcze raz przepraszam.
- Pani przepraszam
nie wróci życia mojej rodzinie – rzekłam cicho.
Spojrzała tylko na
mnie z bólem w oczach, po czym odwróciła się i odeszła w swoją
stronę.
Schyliłam się i
położyłam na trumnie dużą wiązankę z napisem „Ostatnia
droga”. Klęknęłam na mokrej trawie wpatrując się w trzy
drewniane pudła, w których leżeli moi najbliżsi, w których
leżała moja nadzieja, moje szczęście.
Wycierając łzy
stanęłam powoli na nogi. Odwróciłam się w stronę swoim
przyjaciół. Zrezygnowana podeszłam do nich i przytuliłam się do
mojej przyjaciółki – Ludmiły.
Czy życie musi być
takie trudne?
Maximiliano Ponte
Ur. 17 marca 1996
roku.
Zm. 6
października 2021 roku.
W wieku 25 lat.
Zginął śmiercią
tragiczną.
Na zawsze w
pamięci rodziców, żony i przyjaciół.
Taki właśnie napis
widniał na nagrobku. Pod spodem wisiała jednak jeszcze jedna
tabliczka.
Mercedes i Pablo
Ponte
Ur. 11 listopada
2017 roku.
Zm. 6
października 2021 roku.
W wieku 4 lat.
Zginęli śmiercią
tragiczną.
Powiększyli
grono Aniołków.
Zapaliłam jeszcze
jednego znicza i postawiłam na kamiennej płycie. Poprawiłam wazon
z różami i z powrotem usiadłam na ławce.
Nagle poczułam
czyjeś ręce na ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie. Uspokoiłam
się jednak, kiedy zobaczyłam za sobą Brodueya i Camilę.
- Przestraszyłeś
mnie – powiedziałam cicho odwracając się w stronę grobu.
- Przepraszam, nie
chciałem – odparł chłopak. – Przyszliśmy po ciebie.
Nie odpowiedziałam.
Wpatrywałam się nadal w nagrobek.
- Naty, jest już
późno, ściemnia się i robi się zimno – odezwała się Cami. –
Odprowadzimy cię do domu.
- Nie chcę stąd
iść – rzekłam.
- A chcesz się
przeziębić? – spytał Broduey. – Jeszcze tego by brakowało.
Chodź.
Złapał mnie za
rękę i pociągnął lekko do góry.
- Poczekaj chwilę.
– Wyrwałam swoją dłoń i ukucnęłam obok grobu.
Zdjęłam pokrywkę
jednego ze zniczy. Zgasł. Zgasł tak samo, jak zgasła moja nadzieja
na szczęśliwe życie. Tylko, że znicz mogłam zapalić, nadziei –
nie.
Wyjęłam z kieszeni
pudełko zapałek. Wyciągnęłam ostatnią ze środka i odpaliłam
ją, jednak zgasła. Próbowałam jeszcze kilka razy, aż w końcu
zdarł się jej łebek.
- Macie zapałki? –
Odwróciłam się w stronę swoich przyjaciół.
Brazylijczyk
wygrzebał coś z kurtki. Ukląkł obok mnie i sam zapalił świeczkę.
- Możemy już iść?
– spytał pomagając mi się podnieść.
- Sekunda –
odparłam.
Przeżegnałam się
i odmówiłam w myślach modlitwę.
- Teraz możemy –
rzekłam spoglądając na Brodueya i Camilę.
Mimo, że moje życie
było już tylko bezsensownym istnieniem, to cieszyłam się, że mam
przy sobie tak wspaniałych przyjaciół. Po śmierci Maxiego, Mechi
i Pablo zamieszkałam razem z moim kuzynem – Leonem – jego żoną
– Violettą – i pięcioletnią córeczką – Albitą. Nie
pozwolili mi zostać samej w domu, który przywoływał we mnie tak
wiele wspomnień… Mimo, że radosnych, to w rzeczywistości tak
bolesnych…
- Dzisiaj macie
urodziny, dzieci – powiedziałam wycierając łzy. – Wszystkiego
najlepszego, moje kochane. Pamiętam… Mechi, chciałaś dostać na
urodziny nową lalkę? Nie mogę ci jej dać, ale jestem pewna, że
tatuś na pewno dotrzymał obietnicy. Dla ciebie, Pablo prezent jest
już kupiony. Zrobiłam to już dawno temu. Leży teraz w szafie, w
salonie i dalej czeka na ciebie. Tobie na pewno tatuś też coś
kupi. Bo co to za urodziny bez prezentów, prawda?
Wytarłam twarz
chusteczką i schowałam ją z powrotem do kieszeni.
- Maxi… -
zaczęłam. – Tęsknię. Tęsknię straszliwie, a moja psychika już
nie wytrzymuje. Codziennie budzę się, mając przed oczami twarz,
tak mi ciebie brakuje… Brakuje mi twojego uśmiechu, twojego głosu,
twoich palców wygrywających melodię na pianinie i twoich silnych
ramion obejmujących mnie. Chciałabym, żebyś był tu przy mnie.
Obiecaliśmy dzieciom wyjazd do Wesołego Miasteczka, pamiętasz? Mam
nadzieję, że dotrzymasz obietnicy – bo ja już nie mogę – i
zabierzesz je tam. To jest ich marzenie, dobrze o tym wiesz. Ich
marzeniem jest też nauczyć się grać na pianinie i na gitarze.
Wierzę, że im pomożesz.
Spojrzałam na trzy
zdjęcia znajdujące się na nagrobku. Na jednym widniała mała,
uroczo uśmiechająca się brunetka – Mercedes, a na drugim równie
mały i równie słodki szatyn – Pablo. Na samej górze za to,
znajdował się mężczyzna z brązowymi, kręconym włosami –
które przykrywała nieodłączna czapka – z szerokim uśmiechem i
śmiejącymi się oczami. Mężczyzna, który obdarzył mnie tak
wielką miłością, z którym założyłam rodzinę…
- Synku, córeczko…
- wyszeptałam. – Maxi… Tak mi was brakuje… Dlaczego mi to
zrobiliście? Dlaczego mnie zostawiliście? Nie ważne… Obiecuję,
jeszcze dzisiaj do was dołączę. Dalej będziemy tworzyć
szczęśliwą rodzinę…
Najpierw
powiedziałam te słowa wcale nie zastanawiając się nad ich sensem.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, ze jest to możliwe. Dlaczego ja
nie wpadłam na to wcześniej?
- Jeszcze dzisiaj…
- powtórzyłam cicho i zaniosłam się głośnym płaczem.
- Jestem –
powiedziałam wchodząc do kuchni.
Znajdowali się w
niej już Leon z Violettą i Albą. Mój kuzyn stał właśnie przy
kuchni i coś gotował, a jego żona siedziała na krześle,
naprzeciwko swojej córki i dawała jej jeść.
- Ciocia! –
krzyknęła mała, zerwała się z siedzenia i podbiegła do mnie. –
Długo cię nie było! Znowu byłaś u wujka, Mechi i Pablo?
Kucnęłam przed nią
i uśmiechnęłam się smutno. Co jak co, ale małe dziecko nie
powinno wiedzieć, jak cierpię.
- Tak, byłam u nich
– powiedziałam. – Złożyłam Mercedes i Pablowi życzenia od
ciebie.
- A myślałam, że
zapomnisz. – Uśmiechnęła się z ulgą.
- Jak mogłabym
zapomnieć? Niemożliwe.
- Ciociu, płakałaś?
– spytała zmartwiona. – A obiecałaś, że już nie będziesz.
Wiesz, mamusia i tatuś powiedzieli mi niedawno, że wujek Maxi,
Mechi i Pablo są teraz u góry, u Bozi i widzą wszystko i nie chcą,
żebyś była smutna.
- Wiem, Alba –
odparłam. – Wiem, że nie chcą. Masz bardzo mądrych rodziców.
Ale teraz idź i jedz, bo mama czeka.
Dziewczyna pokiwała
głową, przytuliła mnie i wróciła na swoje miejsce. Podniosłam
się i spojrzałam na moich przyjaciół.
- Idę do siebie –
powiedziałam.
- Za chwilę będzie
kolacja – odezwał się Leon.
- Nie jestem głodna
– odparłam. – Zjadłam coś na mieście. Nie ważne, jestem
zmęczona i idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc –
odpowiedzieli.
Weszłam po schodach
na górę i skierowałam się do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi.
Nie miałam klucza ze względu bezpieczeństwa – jak to stwierdzili
Violetta, Leon i reszta moich przyjaciół.
Zrezygnowana
rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Płakałam długo.
Po pewnym czasie ktoś zapukał do drzwi.
- Potrzeba ci
czegoś, Naty? – Rozpoznałam głos Violi.
- Nie, nie trzeba –
zaprzeczyłam wycierając łzy.
Usłyszałam jak
kroki powoli oddalają się do mojego pokoju.
Nic nie miało już
sensu.
Hej!
Przedstawiam wam pierwszą część mojego One Parta :) Ja się nie
wypowiadam za dużo na jego temat, powiem tylko, że nie wyszedł mi
tak jak chciałam. Ocenę pozostawiam wam :)
Okey...
Pod moim pierwszym postem zobaczyłam 6 komentarzy, co mnie bardzo
ucieszyło :) Mam też już trzech obserwatorów.
Proszę
was, jeśli podoba wam się to, co piszę - nadzieję zawsze można
mieć - to polećcie mojego bloga innym :) Warto wiedzieć, co kto
sądzi o moim blogu :) Byłabym bardzo wdzięczna.
To
chyba tyle... Co do drugiej części, to może jeszcze w tym tygodniu
:) Mam już wprawdzie napisaną, ale może sobie poczekać.
Aha!
Za chwilę z boku zamieszczę ankietę, o kim chcielibyście
kolejnego Parta :) Co prawda, mam pomysł na Fedemiłę, ale postaram
się wam dogodzić :)
Jeszcze
raz dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania i ponownego
komentowania :D

Zaklepuję sobie pierwsze miejsce!
OdpowiedzUsuńSkomentuję potem, bo nie zdążę na "Violettę"! :D
Piszę ten komentarz już drugi raz, ponieważ poprzedni mi się nie zapisał...
UsuńDziewczyno! To była piękne. <3
Uśmierciłaś moją ulubioną postać, ale idealnie to opisałaś, więc się nie obrażam. :)
Jej, bardzo dziękuję :)
UsuńUśmierciłam Maxiego, bo zawsze wszyscy uśmiercają Naty, więc coś zmieniłam :P
Cieszę się, że się podobało :) Choć talentem nigdy ci nie dorównam :)
I jeszcze jedno... Mogłabyś informować mnie o nowych rozdziałach na swoim blogu? Bo nie wiem czemu, ale z boku, na liście mam napisane, że ostatni rozdział opublikowałaś ponad miesiąc temu... Nie wiem, czy mam zepsutego bloggera??
Ale byłaby wdzięczna, gdybyś mnie informowała :)
Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!
Ola! Ja tu ryczę! xd
OdpowiedzUsuńTusz mi się rozmazał! xD
Tak pięknie to wszystko opisałaś, ta pasje, wszystkie uczucia. To piękne!
A następny OP niech będzie o Femile!
O mam pytanie! xD
Czy tu będą tylko OP o parach które są w serialu czy niektóre takie zmyślone np. Cares, Lenarico itp xD
PS. Zapraszam do mnie : http://zycie-to-nie-pargraf.blogspot.com/
Evelcia<33
Cieszę cię, że ci się podoba :) Nie spodziewałam się :P
UsuńA co do par, to nie wiem... Może będą zmyślone, ale to się jeszcze zobaczy :)
A na bloga zajrzę później, bo lecę oglądać :D
Wow... jedyne co mogę ci napisać przed zalaniem klawiatury moimi łzami to... ups, zepsuła się :-D
OdpowiedzUsuńNo więc part totalnie mnie wzruszył... Jak nigdy...
Płakałam kiedy go czytałam, po prostu płakałam... A ja nigdy nie płaczę...
Trudno mnie zmiękczyć i nigdy nad niczym nie płakałam... nawet na pogrzebie wujka który był mi naprawdę bliski...
Wymyśliłaś to po prostu przepięknie...
Ten pogrzeb Maxiego... pomijając to, że to moja ulubiona postać w całym serialu...
I te dzieci...
Nie mogę doczekać się drugiej części
Zastanawiam się, co zrobi Naty...
No i oczywiście uwielbiam Leona za to, że się nią tak interesuje...
One Part jest po prostu przepiękny...
Nie wiem jakich użyć słów, żeby to wyrazić... ale spróbuję
mistrzowski, wzruszający i cudowny... sorry ale mam mały zasób słownictwa :-D
Czekam na next :-D♥♥♥
Życzę weny na kolejne party, i Pozdrawiam :-D
Kriena
Jeju, serio on aż tak się podoba? Nie wierzę :P Niemożliwe, żeby moje wypociny aż tak wzruszały :P
UsuńMimo to, bardzo dziękuję :)
Pozdrawiam!
Droga Alexandro! Piszę ten komentarz drugi raz, bo za pierwszym się nie pokazało xd
OdpowiedzUsuńPamiętasz, jak w notce powitalnej napisałam, że się na pewno nie zawiodę? Nie zawiodłam się ;)
Zacznijmy od tego, że Part wyszedł ci świetnie. Ryczę. Może nie tyle co płaczę, ale łza poleciała. To takie wzruszające...
Tragizm, jaki spotkał rodzinę Ponte jest nie do określenia. Maxi, Mechi i Pablo odeszli ze świata żywych, ale wciąż tak jakby byli z Naty. Nie poddała się, rozmawiała z nimi, modliła się...
Kiedy mówiła, że niedługo do nich dołączy, totalnie mnie zszokowało.
Życie jest niespodzianką. Życie jest niesprawiedliwe i okrutne. Pomimo to dziewczyna się nie poddała.
Z niecierpliwością czekam na 2 część. To jest takie piękne <3
Ech.. tamten komentarz był dłuższy, no ale nie pamiętam dokładnie, co tam pisałam xd
Cóż jeszcze mogę dodać? Może to, że cieszę się, że pokazałaś swój talent. Dziękuję z całego serduszkaa :*
Pozdrawiam,
Caro <3
Hej :)
UsuńNo już mi tak tutaj nie słódź :)
Bardzo się starłam, żeby przekazać te wszystkie uczucia :) Nie wiem czy mi się udało, ale cieszę się, że się podoba :D
Pozdrawiam :)
WOW !!! <3333
OdpowiedzUsuńSUPER BLOG !!!
Już go kocham ♥♥
Piszesz świetnie, fantastycznie !!! <333
Kocham Cię ;***
Ps. Możesz mnie informować o rozdziałach ?
Wpadniesz do mnie ?
http://milosc-pokona-wszystkie-przeszkody.blogspot.com/
Pozdrawiam Caroline ♥
Jezu, cieszę się, że ci się podoba :)
UsuńTo już kolejna osoba :)
Bardzo dziękuję :)
A na bloga za chwilę wpadnę :)
Jejku, popłakałam się. Nigdy nie czytałam takiego czegoś.
OdpowiedzUsuńMasz dziewczyno ogromny talent, ogromny!
Wiesz.. to z reguły Naty zawsze jest ta poszkodowaną :x a tutaj proszę .. Maxi.
Jest to moja ulubiona postać, w sumie Naxi to moja ulubiona para. Od zawsze, na zawsze.
Dziękuję, ze podałaś mi link do twojego bloga, trafia do ulubionych!
Kocham i czekam z niecierpliwością na rozdział, twoja N <3
No proszę, kolejna osoba, która tak zachwyca się moimi wypocinami :)
UsuńNie sądzę, żaby to było aż tak dobre :P
Wiesz, twój blog i tak jest o niebo lepszy :) Ja dopiero zaczynam :P
Tak, ja wiem, zawsze to z Naty się coś dzieje, więc postanowiłam zmienić :)
Bardzo dziękuję za komentarz :)
dziewczyno to było niesamowite <333
OdpowiedzUsuńszkoda, że go uśmierciłaś, ale opisałaś to tak cudownie, że nie mam za to pretensji ;*
Naty bądź dzielna i nie poddawaj się ;)
oni na pewno chcą żebyś była szczęśliwa *.*
Albita, słodka <3
czekam na kolejną część i inne Party, bo masz talent i Ci go zazdroszczę <333
Super, że się podobało :) Bardzo mnie to cieszy, choć się nie spodziewałam tak pozytywnych komentarzy :)
UsuńNie przesadzaj, piszę aż tak dobrze :P
Pozdrawiam :)
Zostawiłaś mi linka bloga, ale nie spodziewałam się czegoś takiego..
OdpowiedzUsuńMyślałam że będzie to normalny szczęśliwy, dzień,a tu pogrzeb :(
To było piękne <3 Tyle emocji, i tak pięknie je opisałaś..<33
Łzy, same cisnęły mi się do oczu, i nie mogłam ich powstrzymać..
Rzadko płacze, czytając opowiadania, ale to wzbudziło we mnie takie emocje, że coś ruszyło mnie pd środka..
Jestem ci wdzięczna za to że opisujesz tak pięknie te uczucia, które trzymasz w środku ;)
I za to właśnie cię kocham <333
Piszesz wspaniale, i nic więcej nie mogę napisać..Po prostu nie umiem..
Wybacz mi....
Pozdrawiam Ania
Co ja mam ci wybaczać, dziewczyno?
UsuńZa to, że zostawiłaś mi tak fantastyczny komentarz? Tego się nie wybacza, za to się dziękuje :)
Więc dziękuję :) Takie komentarze naprawdę wiele dla mnie znaczą, no dobrze jest wiedzieć, że komuś podoba się to, co piszesz :)
Twój blog również jest wspaniały, uwielbiam go <3
Również pozdrawiam :)
piękny dodałam twój blog do ulubionych pa pa czekam na next
OdpowiedzUsuńFajnie, że się podoba :)
UsuńDziękuję i pozdrawiam :D
Już od pierwszych słów się zakochałam. Tak wspaniale piszesz !
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się <3 Och, jaki wspaniały pomysł !
Bosz, kocham Cię za to opowiadanie i w ogóle ! Pięknie wszystko opisujesz !
Talent to ty dziewczyno masz ogromny !
Ojśś... Przepraszam, że taki krótki komentarz i tak dale, ale mnie palec boli i mi trudno pisać ;D
Czekam na dalsze losy...
Nikki ♥
Dziękuję :)
UsuńNie, ja wcale nie piszę tak dobrze! To są tylko jakieś moje wypociny, nie przesadzajcie :P
Nie szkodzi, ja sama nie umiem pisać długich komentarzy :D
Pozdrawiam :)
Jejku, takie cudowne i ogólnie ą ę <3
OdpowiedzUsuńWspaniały pomysł i wykonanie! I tytuł wszystko mówi...
Genialny przekaz uczuć, naprawdę, oklaski na stojąco! ;3
Informuj o nowych postach, będę czytać ;)
No i wpadnij do mnie przy okazji - byłoby mi miło ;) I proszę, skomentuj też:
http://violetta-story.blogspot.com
Hej :)
UsuńCieszę się, że się podoba :)
Widzę, że na swoim blogu już daleko zaszłaś, więc trochę mi zajmie przeczytanie go :P Ale przeczytam, obiecuję :)
Przeczytam i dodam do obserwowanych :) A ty mojego dodasz do obserwowanych? Byłoby mi mega miło :)
Cudowne. To pierwszy post przy którym się popłakałam. Masz talent, bo trzeba mieć talent, żeby wywołać u ludzi płacz opowiadaniem. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńGracias <3333
UsuńRównież pozdrawiam :*
Cudowna historia.
OdpowiedzUsuńCzytam ją już drugi raz - za pierwszym nie skomentowałam, bo byłam z fona xD
Piszesz bardzo dobrze.
Miło się czyta <333
Lecę do nexta :D
Gracias <3333
UsuńTo bylo piekne !!!!!
OdpowiedzUsuńBylo piekne chociaz pozbawilas zycia naprzystojniejszego chlopaka na swiecie !!!!!!!!
Ja wiem, że mój mąż jest najprzystojniejszy :D
UsuńGracias <3
Boże cudoooo
OdpowiedzUsuńNie wiem który raz to czytam ale znowu ryczę
Mój Maxiu umarł!!!
Mój 2 mąż umarł!
Nie ma nic gorszegó!
Zabiję!
Zapraszam do siebie
http://milosctoniebajkanaxi.blogspot.com/