piątek, 8 listopada 2013

ONE PART NAXI - Żyj tak, jakbyśmy żyli z Tobą cz 2



"Pozostaw kochany w swej pamięci
ogrom naszych wspólnych chwil.
Jakbyśmy w bezczasie byli zaklęci
kiedy płomień przestanie się tlić.

Nieuniknione jest przecież przemijanie
a wraz z nim nieodłączny smutek i ból.
Jest czas na narodziny i umieranie
i moment rozstania, by spotkać się znów.

Nie ma na Ziemi wieczności,
tańczymy z niepewnym dniem
Bóg na nas spogląda z wysokości,
zabierze Ciebie , zabierze mnie.

Jeśli odejdę pierwsza - uśmiechnij się,
będę być może stała obok Ciebie gdzieś.
Chcę widzieć jak życie nadal cieszy Cię
kiedy pamiętasz tę "lepszą" mnie..."


Nie zauważyłam, że zasnęłam. Kiedy się obudziłam, zegarek wskazywał pierwszą w nocy. Przetarłam oczy. Na stoliku obok mojego łóżka paliła się lampka, a obok niej leżał telefon.
Czy teraz jest dobry moment, aby dołączyć do mojej rodziny?
Jest noc, wszyscy śpią niczego nieświadomi…
Tak, to ta chwila.
Podniosłam się z łóżka, wzięłam telefon i wolnym krokiem skierowałam się do łazienki.
Weszłam do niej, napuściłam do wanny gorącej wody i wyciągnęłam z szafki cztery żyletki. Cztery żyletki, a mogą zrobić tak wiele.
Poczekałam, aż wanna napełni się wodą po brzegi. Kiedy to się stało, weszłam do niej, nie ściągając z siebie ubrania. Telefon położyłam na koszu na pranie, stojącym obok.
Zakręciłam kran i wzięłam do ręki żyletki. Z moich oczu popłynęły łzy, mimo to nie zrezygnowałam z wcześniej ustalonego planu.
Powoli zbliżyłam żyletkę do nadgarstka i zdecydowanym ruchem przejechałam nią po nim. Poczułam wielki ból, więc zacisnęłam zęby, nadal się tnąc.
Przeszłam do drugiej ręki. Robiło mi się słabo. Gorąca woda działała swoje.
Nagle usłyszałam w głowie czyjś głos.
Nie rób tego, Naty.
- Maxi? – wyszeptałam przerażona, rozpoznając głos swojego ukochanego.
Nie rób tego – powtórzył. – Życie jest zbyt wartościowe, żeby się go pozbywać.
- Maxi, ja nie mogę żyć bez was… - Czułam, jak zamykają mi się oczy.
Jesteśmy przy tobie cały czas – powiedział. – Jestem ja, jest Mechi i jest Pablo. Natalia, wykorzystaj swoje życie w pełni. Pamiętaj, my jesteśmy z tobą.
- Nie mam na to siły – rzekłam cicho.
Znajdź ją w sobie. Wróć do śpiewania i tańczenia i na nowo zacznij cieszyć się życiem. Naucz się to robić wiedząc, że ja i dzieci patrzymy na ciebie z góry. Daj z siebie wszystko, zwłaszcza teraz.
- Teraz?
Musisz przeżyć, Nata. Nie możesz umrzeć. Masz na Ziemi ludzi, którzy cię potrzebują. My zobaczymy się, kiedy przyjdzie na to czas. Teraz ratuj się.
Głos ucichł. Już nie słyszałam nic. Jednak wiedziałam jedno – muszę żyć. Maxi by tego chciał.
Podniosłam ciężką ręką, z której lała się krew i sięgnęłam nią po telefon. Ostatkami sił wybrałam numer Violetty. Słyszałam sygnał i zaspany głos mojej przyjaciółki.
- Naty? – spytała. – Co się dzieje Naty?
- Jestem w łazience… - rzekłam po cichu, a potem odpłynęłam…

- Maxi? Dzieci? – Wpatrywałam się tępo w trzy osoby stojące kilkanaście metrów ode mnie. – To wy?
Owe postaci odwróciły się w moją stronę.
- Mama! Mama! – zaczęły krzyczeć dzieci i podbiegły do mnie z szerokimi uśmiechami na twarzy.
Kucnęłam i wyciągnęłam do nich ręce. Rzuciły mi się w ramiona, a z moich oczu popłynęły łzy.
- Mechi? Pablo? – Nie dowierzałam. – Tak was długo nie widziałam…
- My widzieliśmy cię codziennie, mamusiu – odezwała się Mechi. – Dlaczego płakałaś? Przecież my jesteśmy tutaj tacy szczęśliwi!
- Właśnie, mamusiu – dodał Pablo. – Codziennie bawimy się z tatusiem! Uczy nas grać i tańczyć i codziennie opowiada nam o tobie, wiesz? Tylu rzeczy nie wiedzieliśmy!
- Dzieci, pójdziecie się pobawić? – Usłyszałam czyjś głos.
Podniosłam głowę i zobaczyłam przed sobą mojego męża.
- Ale my chcemy jeszcze z mamusią… - poprosiła nasza córeczka.
- Wiem, ale ja muszę jeszcze z mamusią porozmawiać. – Uśmiechnął się lekko. – Obiecuję, za chwilę się z nią zobaczycie.
- No dobrze – odparł Pablo. – Chodź, Mechi. – Pociągnął siostrę w nieznanym mi kierunku.
Kiedy dzieciaki zniknęły, mój mąż podszedł bliżej mnie.
- Maxi… - zaczęłam. – Nie wierzę… Gdzie ja jestem?
- Jesteś w niebie, Naty – odparł chwytając moją rękę.
- W niebie? – zdziwiłam się. – Ale jak to? Czy ja…?
- Nie zadawaj na razie pytań, tylko spójrz tam. – Wskazał ręką w prawo. – Patrz uważnie i słuchaj wszystkiego.
Objął mnie ramieniem, a ja posłusznie skierowałam wzrok we wskazanym kierunku.
Zobaczyłam salę szpitalną. Dostrzegłam kogoś leżącego na łóżku, a wokół kilku lekarzy. Udzielali tej osobie pierwszej pomocy. Po chwili przestali.
- Straciliśmy ją – stwierdził ponuro jeden z ludzi w białym fartuchu.
- Próbuj dalej – odezwał się drugi i kontynuował reanimację.
Po chwili i on przestał.
- To na nic – rzekł. – Kolejny zgon.
- Zawołajcie do sali wszystkich, którzy stoją na korytarzu – powiedziała jedyna kobieta. – Niech się pożegnają.
Lekarze wyszli z pomieszczenia. Dopiero wtedy zauważyłam twarz osoby leżącej na łóżku.
To byłam ja.
Zdrętwiałam, a Maxi przyciągnął mnie do siebie ramieniem.
Do środka weszli moi przyjaciele. Byli Leon z Violettą, Marco z Fran, Broduey z Camilą i Federico z Ludmiłą.
- Gdzie dzieci? – spytałam spoglądając na mojego męża.
- Zostały z ojcem Violetty – odparł. – Patrz dalej.
Mój kuzyn ukląkł obok łóżka i złapał moją poranioną rękę. Przyłożył ją do twarzy.
- Nie rób nam tego, Naty… - wyszeptał, a w jego oczach zobaczyłam łzy. – Nie zostawiaj nas…
Wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu płakali. Dziewczyny otwarcie. Chłopcy próbowali to powstrzymać, jednak nie wychodziło im to za bardzo.
Z drugiej mojej strony podeszła Ludmiła.
- Dlaczego to zrobiłaś? – spytała. – Powinnaś żyć, Natalia…
Jeszcze kilkanaście minut trwało to pożegnanie. W końcu moi przyjaciele wyszli na korytarz.
- Co to było, Maxi? – odwróciłam się. – Co to znaczy? Czy mnie już z nimi nie ma?
- Popełniłaś samobójstwo, Naty – rzekł. – Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie mogę żyć bez was – odparłam. – Ale zadzwoniłam do Violetty. Przyszli za późno.
- Kochanie… - Przybliżył się do mnie. – Musisz żyć. Musisz dać z siebie wszystko. Zrób do dla mnie i dla dzieci. Zrób to, czego ja już nie zdążyłem.
- Przecież nie mogę – powiedziałam zdezorientowana. – Przecież…
- Wszystko może się zmienić – przerwał mi. – Samobójcy dostają drugą szansę. Masz jeszcze możliwość powrotu na Ziemię, do nich. – Wskazał na moich przyjaciół, którzy teraz znajdowali się na korytarzu. – Oni cię potrzebują. Chcą, żebyś rozświetlała każdy ich dzień swoim uśmiechem. To, że mnie i dzieciaków już nie ma, to nie znaczy, że z tobą również powinno tak być. Widocznie tak musiało być, musieliśmy zginąć. Bóg nie zrobił tego bez powodu. Myślę, że On też chciałby, żebyś była szczęśliwa.
Nastała chwila ciszy, podczas której wpatrywałam się w mojego męża. Z moich oczu płynęły łzy, a on co chwila je wycierał.
- To co ja mam robić? – spytałam cicho.
- Wybór należy do ciebie, Naty – odpowiedział. – Masz dwa wyjścia możesz wrócić na Ziemię, żyć dalej i być szczęśliwą, zadowoloną dziewczyną. Możesz też zostać tutaj, ze mną, z Mechi i Pablem, ale pamiętaj – wyrządzisz wielką krzywdę naszym przyjaciołom.
- Jak będzie lepiej? – wyszeptałam. – Co zrobiłbyś na moim miejscu?
- Nie mogę się wypowiadać na ten temat, Natalia – rzekł. – To ty musisz zdecydować. Ale pomyśl – jeszcze tyle rzeczy możesz zrobić tam, na dole. Tam masz dużo możliwości.
- Ale tutaj mam was…
- My jesteśmy przy tobie cały czas – powtórzył. – Widzimy cię codziennie, rozmawiamy o tobie. Obserwujemy cię. Miej poczucie, że jesteśmy obok.
- Nie wiem, Maxi… - powiedziałam. – Nie wiem co mam robić.
- Pomyśl spokojnie – odrzekł. – Masz na to kilka minut. Po tym czasie już nie będziesz mogła wrócić.
Przytulił mnie do siebie mocno. Zamknęłam oczy.
Czy wrócić na Ziemię? Dostałam drugą szansę i mogę ją wykorzystać, ale czy się odważę? Nie wiem, naprawdę nie wiem… To niezdecydowanie jest okropne… Tutaj mam swojego męża, mam ukochane dzieci, za którymi tak strasznie tęskniłam, ale na dole są wszyscy moi przyjaciele, którzy tak bardzo pomagali mi przez ten czas. Kocham ich całym sercem, ale moją rodzinę też kocham. Chcę znów spędzać wieczory w otoczeniu moich najbliższych, tulić dzieci do snu, uspokajać, kiedy w nocy przyśni im się jakiś koszmar. Chcę znów czuć te silne ramiona Maxiego obejmujące mnie, jego oddech na mojej szyi, kiedy się do niego przytulam. To wszystko mogę dostać teraz, jeśli tylko zechcę.
Jednak na Ziemi czekają na mnie moi przyjaciele, osoby, które tak wiele dla mnie zrobiły. Mój ukochany kuzyn Leon, który był przy mnie w tych najcięższych chwilach. Moja przyjaciółka – Ludmiła, która pilnowała, żebym nie płakała tak często. Inni również dużo dla mnie zrobili.
Jestem wdzięczna córeczce Violi i Leona – Albie, że próbowała wywołać na mojej twarzy uśmiech. Dług wdzięczności mam też u synka Marco i Fran – Adriana, który podchodził do mnie, przytulał się i potrafił trwać tak nawet godzinę. Te dzieciaczki również kochałam całym sercem i strasznie za nimi tęskniłam.
Maxi powiedział, że on, Mercedes i Pablo patrzą na mnie cały czas. Są przy mnie.
Czy wrócić? A może lepiej zostać tutaj?
- Wracam na Ziemię. – Oderwałam się od mojego męża.
- Dobry wybór. – Uśmiechnął się, spoglądając na mnie.
- I tak będę straszliwe tęsknić. – Zasmuciłam się.
- Natalia, nie tęsknij. – Ujął moje dłonie w swoje ręce. – Pamiętaj, że jesteśmy przy tobie.
- Będę pamiętać… - wyszeptałam. – Mogę pożegnać się z dziećmi?
Skinął głową, odwrócił się i zawołał je. Przybiegły po kilku sekundach.
- Co mamusiu teraz zrobisz? – spytała Mechi. – Zostajesz z nami?
- Nie, córeczko. – Klęknęłam przy niej. – Wracam do wujka Leona, do cioci Ludmiły, do Alby, do Adriana i do innych.
- Tatuś nam mówił – odezwał się Pablo. – Mówił nam, że na pewno będziesz chciała wrócić.
Spojrzałam na mojego męża i uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham was bardzo. – Przytuliłam je do siebie. – Kocham was i zawsze będę pamiętać.
- Mamusiu, ale nie płacz, tam na dole – poprosiła moja córeczka. – Nie lubimy, jak płaczesz.
- Nie będę płakać – obiecałam. – Od dzisiaj będę wesoła. Będę cieszyć się ze wszystkiego. Będę radosna, że mam tak wspaniałe dzieci, wiecie?
- Tylko się nie smuć – dodał Pablo. – Bo wtedy my też będziemy smutni.
- Kocham was. – Powtórzyłam i ponownie przytuliłam je do siebie.
- My ciebie też kochamy, mamusiu – odparły.
Stanęłam na nogi.
- Idziemy mamusiu – rzekła Mercedes. – Pa pa.
- Cześć, dzieciaczki. – Pocałowałam je w policzki. – Do zobaczenia.
Odbiegły gdzieś, machając mi. Odwróciłam się do mojego męża.
- Musimy się pożegnać – stwierdziłam cicho.
Spojrzał na mnie pełnym czułości wzrokiem i przycisnął mnie z całej siły do swojej piersi.
- W końcu przyjdzie taki moment, że spotkamy się znowu – rzekł. – Wtedy już zostaniemy razem na zawsze.
- Będę czekać – odparłam.
- Ja też, Naty – wyszeptał. – Wszystko będzie dobrze
Powoli zbliżył swoje usta do moich. Złączyły się one w głębokim, pełnym uczucia pocałunku. Zamknęłam oczy.
Nie otworzyłam ich już więcej w tym miejscu.

Moje powieki były ciężkie. Walczyłam z całych sił, żeby je otworzyć. W końcu udało mi się i podniosłam je do góry.
Nie zobaczyłam jednak nic. Moim oczom ukazał się tylko biały materiał.
Wokół słyszałam tylko jakieś głosy. Ktoś był obok.
Zebrałam w sobie wszystkie siły i poruszyłam nogą. W pomieszczeniu zapanowała cisza. Ktoś zdjął z mojej twarzy to przykrycie.
- Ona żyje – stwierdził z szokiem mężczyzna stojący nade mną. – To cud.
Za chwilę obok niego pojawiła się jakaś kobieta.
- Czy pani mnie słyszy? – spytała. – Proszę pani?
Pokiwałam powoli głową.
- Jedziemy z nią na OIOM – zarządził lekarz. – Szybko, nie mamy czasu!
Czułam, jak łóżko na którym leżałam, poruszyło się. Oczy miałam lekko przymknięte, ale i tak widziałam wszystko, co dzieje się wokół mnie.
Wyjechaliśmy na korytarz. Zapanowało tam poruszenie.
- Co się dzieje? – Usłyszałam głos Leona. – Gdzie ją wywozicie?
- Dziewczyna żyje, jedziemy na intensywną terapię – odparł lekarz.
- Żyje? – spytała niedowierzająco Violetta i podbiegła do mnie. – To niesamowite… Naty, słyszysz mnie?
- Słyszę… - wyszeptałam słabym głosem.
- Wszystko będzie dobrze, Natalia. – Do łóżka podbiegła Ludmiła. – Dasz radę!
- Proszę się odsunąć, wjeżdżamy na salę – rzekła lekarka.
I co mogę powiedzieć w tym momencie?
Nic. Żyję.

Wieczorem – warto wspomnieć, że cała ta sytuacja miała miejsce w nocy – zostałam przeniesiona na normalną salę. Leżałam na niej sama, ponieważ była to sala jednoosobowa.
Siedziałam właśnie oparta o ścianę i czytałam jakąś gazetę, którą pożyczyłam od pewnej starszej pani z pokoju obok. Nagle do pomieszczenia wparowali moi przyjaciele. Podbiegli od razu do mnie.
- Naty – zaczął Leon. – Jak ty się czujesz? Wszystko dobrze?
- Właśnie – dodała Francesca. – Nic cię nie boli?
- Nie, wszystko w porządku – odparłam i uśmiechnęłam się lekko.
Wszyscy obecni spojrzeli na mnie ze zdumieniem.
- Nata… - zaczął niepewnie Broduey. – Ty się uśmiechasz?
Pokiwałam potakująco głową.
- Co tak na ciebie wpłynęło? – zaciekawiła się Camila.
- Możecie mi nie wierzyć, ale… Widziałam się z Maxim, z Mechi i z Pablem.
- Widziałaś się z nimi? – zdziwiła się Violetta.
- Wiem, głupio to brzmi – rzekłam. – Ale to prawda. Rozmawiałam z nimi. Maxi wytłumaczył mi jedną ważną rzecz. Powiedział, że muszę żyć i uświadomił mi, że oni są przy mnie cały czas.
Spojrzałam na wszystkich moich przyjaciół po kolei.
- Nie wierzycie mi, co? – spytałam. – Nie szkodzi. Wiedziałam, że…
- Wierzymy ci, Natalia – przerwał mi Marco. – Przynajmniej ja.
- Naprawdę? – Uśmiechnęłam się.
- Ja też ci wierzę – dodał mój kuzyn.
I tak uwierzyli mi wszyscy. Przyjęli do wiadomości to, że widziałam się ze swoim zmarłym mężem i ze zmarłymi dziećmi. Czy to takie nieprawdopodobne?

Zostałam sama w sali.
Ściągnęłam z siebie kołdrę i stanęłam na nogi.
Chwiejnym krokiem podeszłam do okna. Zapatrzyłam się w krajobraz roztaczający się naprzeciwko szpitala – park, drzewa, małżeństwa spacerujące z dziećmi…
Mówiłem, że wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w górę, na bezchmurne niebo.
- Dziękuję… - wyszeptałam, a za moich oczu popłynęły łzy.
Łzy szczęścia.
   
Cześć! Widzimy się znowu :) Przedstawiam wam drugą cześć mojego One Parta o Naxi.
Ogólnie, pisząc tego Parta, chciałam przedstawić kilka ważnych rzeczy:
- to, jak w ciężkich chwilach ważna jest pomoc przyjaciół,
- to, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko, i że przezwycięży nawet śmierć,
- to, że jeśli ktoś z rodziny odchodzi z tego świata, wcale nie oznacza, że odchodzi od nas,
- to, że zmarły chce, żeby jego rodzina była szczęśliwa.
Co ja o nim sądzę? Sądzę, że jest do niczego, beznadziejny i bezsensowny :/ Nie podoba mi się i jestem świadoma, że wam również nie będzie się podobał. Nie zdziwiłabym się, gdybym pod tym postem zobaczyła mega negatywne komentarze.
Co do komentarzy… Bardzo dziękuję! Pierwszą część skomentowało jedenaście osób, co mnie bardzo zaskoczyło :) Naprawdę nie spodziewałam się.
Liczba obserwatorów wzrosła już do dziesięciu, a w tym momencie wyświetlenia wynoszą 511 wejść :) Strasznie dziękuję!
Ale bardzo proszę – jeśli czytacie, to skomentujcie! To naprawdę bardzo motywuje. Nawet to jedno „super” od anonima :)
Nie oczekuję tylko pozytywnych komentarzy. I zdaję sobie sprawę, że pod tą częścią będzie wiele krytyki i hejtów…
Okey, to chyba tyle :) Mimo wszystko zapraszam do czytania!
Aha, kolejny One Part będzie o Leonetcie, ponieważ to na nią było najwięcej głosów. Nie wiem, kiedy się pojawi, ale zaczęłam już pisać i postaram się sprężyć :)

PS. Zapraszam do zakładki "Bohaterowie" :) A swoje blogi możecie polecać w zakładce "Poleć swojego bloga" :)

46 komentarzy:

  1. Ojej, piękne! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie <3 Aż nie mam słów aby to pisać :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, piękne... Na pierwszej części płakałam. Cudownie piszesz i to wcale nie jest beznadziejne oraz bezsensowne. Czekam na twoją dalszą twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Wiesz, ja i tak nie jestem z tego zadowolona, ale super, że Ci się podoba :)

      Usuń
  4. Po prostu siedzę i ryczę!
    Napisałaś to tak pięknie, że po prostu brak mi słów ! <33
    To wcale NIE jest beznadziejne czy bezsensowne.
    To jest piękne, fantastyczne, wzruszające po prostu the best ! ;****
    Kocham tego bloga !!! <3333
    Życzę Ci weny i więcej takich rozdziałów !! <333

    Pozdrawiam Caroline ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny tak bardzo miły komentarz :)
      Cieszę się, że tak się podoba <3
      Dzięki, wena się przyda :D

      Usuń
  5. Nie wiem co powiedzieć... To cudowne w jaki sposób ukazałaś śmierć bliskich nam osób. Wiem jak to boli kiedy traci się kogoś bliskiego. Piękne, po prostu piękne. Łzy aż same napływają do oczu i nie jestem w stanie ich powstrzymać. Czekam na kolejnego parta, a że o Leonetcie to jeszcze lepiej bo ich kocham <3
    Buziaki ;*
    ~Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę aż tak się podoba?? Jestem zaskoczona, nie spodziewałam się :)
      Ale ja i tak nie jestem z niego zadowolona :(
      Nie wyszedł mi :/
      Okey, nie przynudzam :D Dziękuję bardzo!

      Usuń
  6. Popłakałam się na końcu... Niesamowity przekaz. Brak mi słów, ale jestem pewna, ze już niedługo ktoś mnie wyręczy długim komentarzem, w którym ujmie wszystko to co czułam :)
    Dziękuje za niesamowity part,
    *Lissa*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Wiesz, długie komentarze wcale nie są tak potrzebne :P Ale nie ukrywam, że takie wolę, ponieważ wtedy bardziej wiem co kto sądzi o tym co piszę, a to mnie motywuje :)
      Nie dziękuj, to ja dziękuję, że weszłaś na mojego bloga :)

      Usuń
  7. Nie no cz.1 była piękna ale to....\
    JEST JESZCZE PIĘKNIEJSZE !!!!!
    Popłakałam się tu znowu :-D
    Uwielbiam cię dziewczyno ♥♥♥♥
    Piszesz tak wzruszająco, że nawet roślinka by się popłakała
    To takie słodkie jak Leon się przejmuje Naty
    No i Maxi ( moja ulubiona postać ♥ ) był extra!!!!!! Kocham :-D
    Uwielbiam jak piszesz :-D
    Kocham to!!!!
    Czekam ze zniecierpliwieniem na next :*
    Pozdrawiam i życzę pięknej weny :-D
    Kriena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie przesadzaj, mi się tam nie podoba :P
      Ale skoro wam tak, to się cieszę :D Naprawdę :)
      Dziękuję <3

      Usuń
  8. Popłakałam się

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałaś nominowana do LBA ;)
    Więcej informacji tutaj :
    http://leon-y-vilu-na-zawsze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne... Ile w tym Parcie uczuć i emocji... po prostu... REWELACJA :*
    To, jak Naty próbowała popełnić samobójstwo było straszne. Chciała znaleźć się wśród swojej rodziny zostawiając przy tym najbliższych przyjaciół. Na całe szczęście Maxi pokazał jej, co tak naprawdę powinna wybrać. To prawda- chociaż zmarli odeszli, to tak naprawdę są ciągle przy nas. Nie warto tracić życia tylko dlatego, by znaleźć się u boku swoich ukochanych. Oni byli, są i będą przy nas zawsze.
    Nie wiem co jeszcze napisać... Dobrze, że Natalia żyje. I to jest najważniejsze.
    Z niecierpliwością czekam na kolejnego Parta o Leonettcie.
    Pozdrawiam,
    Caro <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj :P Starałam się, ale nie wyszło tak jak chciałam :(
      Ale cieszę się, że tobie się podoba.
      Taak, następny Part o Leonetcie :)
      Pozdrawiam <3333

      Usuń
  11. coś pięknego masz prawdziwy talent do pisania kocham twojego bloga

    OdpowiedzUsuń
  12. ogólnie nie pokazało mi się, że dodałaś ;(
    ale dzięki temu, że pokazało mi się, że dodałaś post z nominacjami, przeczytałam Parta ;**
    dziewczyno to było cudne! <333
    opisałaś to tak niesamowicie, że teraz bym najchętniej wyściskała z całych sił <3
    czytając to pojedyńcze łzy mi spływały :(
    Naty chciała popełnić samobójstwo by być z nimi, ale Maxi jej wszystko wytłumaczył i wróciła *.*
    nie opuścili jej nawet na chwilę
    nie mogę doczekać się kolejnego Parta ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko tobie nie pokazało się, że nie dodałam :( Na innych blogach było to samo :(
      Skoro pokazało się, że dodałam tego posta z nominacjami, to może to tylko jednorazowe coś...? No nie wiem, zobaczy się przy następnym Parcie :)
      Ale już mi tutaj tak nie słódź! Mi osobiście się to nie podoba, ale wasza opinia jest w końcu ważniejsza :)
      Dziękuję i pozdrawiam <33333

      Usuń
  13. Kochanie, nie mogę, po prostu nie daje rady.
    Płakałam od początku do końca. Rozmowa Maxiego z Naty.
    Przepraszam, ale nie zostawię długiego komentarza.. po prostu nie wiem co napisać.
    To zaparło mi dech w piersiach. Boże.. płacze nadal.
    Kocham Cię utalentowana pisareczko ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to mogło być tak wzruszające? Po twoich komentarzu wnioskuję: owszem, mogło.
      Choć wcale w to nie wierzę.
      Jak już pisałam, mi się ta część nie podoba :/
      Ale jestem naprawdę szczęśliwa, że tobie tak przypadła do gustu :)
      Ja również cię kocham, dużo bardziej ode mnie utalentowana pisareczko <3333

      Usuń
  14. Płaczę.
    Naprawdę nie wiem co pisać, bo to wszystko było takie cudowne, a jednocześnie takie przygnębiające...
    Nie mam pojęcia co zrobiłabym na jej miejscu. Ta decyzja wymagała wielkiej odwagi.
    Straciła osoby, które kochała najbardziej na świecie, ale teraz wie, że musi żyć dalej.
    Przepraszam Cię, ale chyba nic więcej nie napisze. Nie dlatego, że mi się nie chce, tylko strasznie mnie wzruszyłaś.
    Mnie łatwo poruszyć, ale ty zrobiłaś to wyjątkowo. Jestem pełna podziwu.
    Potrafisz pisać z uczuciem, podczas gdy ja... nie, nie skomentuję tego co marna Sapphire robi, ty jesteś świetna <3
    Pisz dalej, bo robisz to cudownie. Nigdy nie przestawiaj.
    Twoja fanka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, jestem naprawdę zaskoczona tak miłym komentarzem :)
      I to od ciebie <333 Bo uważam, że ty piszesz cudownie.
      Kiedy znalazłam twojego bloga o Naxi, od razu się w nim zakochałam. Komentowałam z anonima, bo nie miałam jeszcze konta na bloggerze.
      Wiesz dobrze, że piszesz dużo lepiej ode mnie. Ja dopiero zaczynam, a i tak nie idzie mi tot ak dobrze jak tobie.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam
      Również twoja fanka <3333

      Usuń
  15. Cudowne <33333
    Zapraszam do siebie: http://fedemila-walczacy-o-szczescie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że się podoba <3333
      Za chwilę zajrzę na bloga :D Skoro mój się podoba, może zaobserwujesz? Taka mała prośba :*

      Usuń
  16. świetnie piszesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jesteś świetna w pisaniu ,gratuluje inwencji ,strasznie się wzruszyłam przy obydwóh częściach płakałam i niemogłam przestać czytać

    OdpowiedzUsuń
  18. Ile ty masz lat?
    Coś mi się kojarzy, że 13, ale po tym OP stwierdzam, że 13 to jest zdecydowanie za mało.
    Dałabym Ci 16-18 lat.
    Piszesz na tak poważne tematy i tak ciekawie, że nie jeden samobójca zmieniłby swoje postanowienie.
    Podczas czytania moje policzki stały się mokre od łez.
    Brat tylko spojrzał na mnie i na monitor i już wiedział o co chodzi.
    Poruszająca, piękna historia.
    Cóż dodać więcej?
    Kocham Cię <333
    Patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam 13 lat :)
      Cieszę się, że się podoba i dziękuję za komentarz <333

      Usuń
  19. Pięknie to napisałaś. Siedzę i płaczę ze wzruszenia

    OdpowiedzUsuń
  20. <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  21. Siedzę, a łzy płyną mi ciurkiem po twarzy, piszesz świetnie, w prawdzie nie lubie smutnych opowieści, ale takie jak twoje mogłabym czytać 24h na okrągło. Masz talent dziewczyno i go nie zmarnuj!!!
    Ola :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdział super popłakałam się szkoda mi Naty

    OdpowiedzUsuń
  23. popłakałam sie świetnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeju, jakie to było piękne.
    Przepraszam, że ten komentarz będzie tak krótki, przepraszam, że jest tylko pod tą częścią, przepraszam, ale jeszcze tyle mam do nadrobienia.....
    Wzruszyłam się. Ten One Part był przepiękny. Cudownie go napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  25. Siedzę i ryczę ;(
    Cudowny :**
    Ja w życiu nie potrafiłabym napisać czegoś tak wzruszającego <3
    Niesamowite <3
    Buziaczki :**
    Caat :3

    OdpowiedzUsuń
  26. Codo cudo i cudooooo
    Kocham tego OS
    Piękne!!!

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)