ogrom
naszych wspólnych chwil.
Jakbyśmy
w bezczasie byli zaklęci
kiedy
płomień przestanie się tlić.
Nieuniknione
jest przecież przemijanie
a
wraz z nim nieodłączny smutek i ból.
Jest
czas na narodziny i umieranie
i
moment rozstania, by spotkać się znów.
Nie
ma na Ziemi wieczności,
tańczymy
z niepewnym dniem
Bóg
na nas spogląda z wysokości,
zabierze
Ciebie , zabierze mnie.
Jeśli
odejdę pierwsza - uśmiechnij się,
będę
być może stała obok Ciebie gdzieś.
Chcę
widzieć jak życie nadal cieszy Cię
kiedy
pamiętasz tę "lepszą" mnie..."
Nie zauważyłam,
że zasnęłam. Kiedy się obudziłam, zegarek wskazywał pierwszą w
nocy. Przetarłam oczy. Na stoliku obok mojego łóżka paliła się
lampka, a obok niej leżał telefon.
Czy teraz jest dobry
moment, aby dołączyć do mojej rodziny?
Jest noc, wszyscy
śpią niczego nieświadomi…
Tak, to ta chwila.
Podniosłam się z
łóżka, wzięłam telefon i wolnym krokiem skierowałam się do
łazienki.
Weszłam do niej,
napuściłam do wanny gorącej wody i wyciągnęłam z szafki cztery
żyletki. Cztery żyletki, a mogą zrobić tak wiele.
Poczekałam, aż
wanna napełni się wodą po brzegi. Kiedy to się stało, weszłam
do niej, nie ściągając z siebie ubrania. Telefon położyłam na
koszu na pranie, stojącym obok.
Zakręciłam kran i
wzięłam do ręki żyletki. Z moich oczu popłynęły łzy, mimo to
nie zrezygnowałam z wcześniej ustalonego planu.
Powoli zbliżyłam
żyletkę do nadgarstka i zdecydowanym ruchem przejechałam nią po
nim. Poczułam wielki ból, więc zacisnęłam zęby, nadal się
tnąc.
Przeszłam do
drugiej ręki. Robiło mi się słabo. Gorąca woda działała swoje.
Nagle usłyszałam w
głowie czyjś głos.
Nie rób tego,
Naty.
- Maxi? –
wyszeptałam przerażona, rozpoznając głos swojego ukochanego.
Nie rób tego –
powtórzył. – Życie jest zbyt wartościowe, żeby się go
pozbywać.
- Maxi, ja nie mogę
żyć bez was… - Czułam, jak zamykają mi się oczy.
Jesteśmy przy
tobie cały czas – powiedział. – Jestem ja, jest Mechi i
jest Pablo. Natalia, wykorzystaj swoje życie w pełni. Pamiętaj, my
jesteśmy z tobą.
- Nie mam na to siły
– rzekłam cicho.
Znajdź ją w
sobie. Wróć do śpiewania i tańczenia i na nowo zacznij cieszyć
się życiem. Naucz się to robić wiedząc, że ja i dzieci patrzymy
na ciebie z góry. Daj z siebie wszystko, zwłaszcza teraz.
- Teraz?
Musisz przeżyć,
Nata. Nie możesz umrzeć. Masz na Ziemi ludzi, którzy cię
potrzebują. My zobaczymy się, kiedy przyjdzie na to czas. Teraz
ratuj się.
Głos ucichł. Już
nie słyszałam nic. Jednak wiedziałam jedno – muszę żyć. Maxi
by tego chciał.
Podniosłam ciężką
ręką, z której lała się krew i sięgnęłam nią po telefon.
Ostatkami sił wybrałam numer Violetty. Słyszałam sygnał i
zaspany głos mojej przyjaciółki.
- Naty? – spytała.
– Co się dzieje Naty?
- Jestem w łazience…
- rzekłam po cichu, a potem odpłynęłam…
- Maxi? Dzieci? –
Wpatrywałam się tępo w trzy osoby stojące kilkanaście metrów
ode mnie. – To wy?
Owe postaci
odwróciły się w moją stronę.
- Mama! Mama! –
zaczęły krzyczeć dzieci i podbiegły do mnie z szerokimi
uśmiechami na twarzy.
Kucnęłam i
wyciągnęłam do nich ręce. Rzuciły mi się w ramiona, a z moich
oczu popłynęły łzy.
- Mechi? Pablo? –
Nie dowierzałam. – Tak was długo nie widziałam…
- My widzieliśmy
cię codziennie, mamusiu – odezwała się Mechi. – Dlaczego
płakałaś? Przecież my jesteśmy tutaj tacy szczęśliwi!
- Właśnie,
mamusiu – dodał Pablo. – Codziennie bawimy się z tatusiem! Uczy
nas grać i tańczyć i codziennie opowiada nam o tobie, wiesz? Tylu
rzeczy nie wiedzieliśmy!
- Dzieci,
pójdziecie się pobawić? – Usłyszałam czyjś głos.
Podniosłam głowę
i zobaczyłam przed sobą mojego męża.
- Ale my chcemy
jeszcze z mamusią… - poprosiła nasza córeczka.
- Wiem, ale ja
muszę jeszcze z mamusią porozmawiać. – Uśmiechnął się lekko.
– Obiecuję, za chwilę się z nią zobaczycie.
- No dobrze –
odparł Pablo. – Chodź, Mechi. – Pociągnął siostrę w
nieznanym mi kierunku.
Kiedy dzieciaki
zniknęły, mój mąż podszedł bliżej mnie.
- Maxi… -
zaczęłam. – Nie wierzę… Gdzie ja jestem?
- Jesteś w
niebie, Naty – odparł chwytając moją rękę.
- W niebie? –
zdziwiłam się. – Ale jak to? Czy ja…?
- Nie zadawaj na
razie pytań, tylko spójrz tam. – Wskazał ręką w prawo. –
Patrz uważnie i słuchaj wszystkiego.
Objął mnie
ramieniem, a ja posłusznie skierowałam wzrok we wskazanym kierunku.
Zobaczyłam salę
szpitalną. Dostrzegłam kogoś leżącego na łóżku, a wokół
kilku lekarzy. Udzielali tej osobie pierwszej pomocy. Po chwili
przestali.
- Straciliśmy ją
– stwierdził ponuro jeden z ludzi w białym fartuchu.
- Próbuj dalej –
odezwał się drugi i kontynuował reanimację.
Po chwili i on
przestał.
- To na nic –
rzekł. – Kolejny zgon.
- Zawołajcie do
sali wszystkich, którzy stoją na korytarzu – powiedziała jedyna
kobieta. – Niech się pożegnają.
Lekarze wyszli z
pomieszczenia. Dopiero wtedy zauważyłam twarz osoby leżącej na
łóżku.
To byłam ja.
Zdrętwiałam, a
Maxi przyciągnął mnie do siebie ramieniem.
Do środka weszli
moi przyjaciele. Byli Leon z Violettą, Marco z Fran, Broduey z
Camilą i Federico z Ludmiłą.
- Gdzie dzieci? –
spytałam spoglądając na mojego męża.
- Zostały z
ojcem Violetty – odparł. – Patrz dalej.
Mój kuzyn ukląkł
obok łóżka i złapał moją poranioną rękę. Przyłożył ją do
twarzy.
- Nie rób nam
tego, Naty… - wyszeptał, a w jego oczach zobaczyłam łzy. – Nie
zostawiaj nas…
Wszyscy
znajdujący się w pomieszczeniu płakali. Dziewczyny otwarcie.
Chłopcy próbowali to powstrzymać, jednak nie wychodziło im to za
bardzo.
Z drugiej mojej
strony podeszła Ludmiła.
- Dlaczego to
zrobiłaś? – spytała. – Powinnaś żyć, Natalia…
Jeszcze
kilkanaście minut trwało to pożegnanie. W końcu moi przyjaciele
wyszli na korytarz.
- Co to było,
Maxi? – odwróciłam się. – Co to znaczy? Czy mnie już z nimi
nie ma?
- Popełniłaś
samobójstwo, Naty – rzekł. – Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie mogę żyć
bez was – odparłam. – Ale zadzwoniłam do Violetty. Przyszli za
późno.
- Kochanie… -
Przybliżył się do mnie. – Musisz żyć. Musisz dać z siebie
wszystko. Zrób do dla mnie i dla dzieci. Zrób to, czego ja już nie
zdążyłem.
- Przecież nie
mogę – powiedziałam zdezorientowana. – Przecież…
- Wszystko może
się zmienić – przerwał mi. – Samobójcy dostają drugą
szansę. Masz jeszcze możliwość powrotu na Ziemię, do nich. –
Wskazał na moich przyjaciół, którzy teraz znajdowali się na
korytarzu. – Oni cię potrzebują. Chcą, żebyś rozświetlała
każdy ich dzień swoim uśmiechem. To, że mnie i dzieciaków już
nie ma, to nie znaczy, że z tobą również powinno tak być.
Widocznie tak musiało być, musieliśmy zginąć. Bóg nie zrobił
tego bez powodu. Myślę, że On też chciałby, żebyś była
szczęśliwa.
Nastała chwila
ciszy, podczas której wpatrywałam się w mojego męża. Z moich
oczu płynęły łzy, a on co chwila je wycierał.
- To co ja mam
robić? – spytałam cicho.
- Wybór należy
do ciebie, Naty – odpowiedział. – Masz dwa wyjścia możesz
wrócić na Ziemię, żyć dalej i być szczęśliwą, zadowoloną
dziewczyną. Możesz też zostać tutaj, ze mną, z Mechi i Pablem,
ale pamiętaj – wyrządzisz wielką krzywdę naszym przyjaciołom.
- Jak będzie
lepiej? – wyszeptałam. – Co zrobiłbyś na moim miejscu?
- Nie mogę się
wypowiadać na ten temat, Natalia – rzekł. – To ty musisz
zdecydować. Ale pomyśl – jeszcze tyle rzeczy możesz zrobić tam,
na dole. Tam masz dużo możliwości.
- Ale tutaj mam
was…
- My jesteśmy
przy tobie cały czas – powtórzył. – Widzimy cię codziennie,
rozmawiamy o tobie. Obserwujemy cię. Miej poczucie, że jesteśmy
obok.
- Nie wiem, Maxi…
- powiedziałam. – Nie wiem co mam robić.
- Pomyśl
spokojnie – odrzekł. – Masz na to kilka minut. Po tym czasie już
nie będziesz mogła wrócić.
Przytulił mnie
do siebie mocno. Zamknęłam oczy.
Czy wrócić na
Ziemię? Dostałam drugą szansę i mogę ją wykorzystać, ale czy
się odważę? Nie wiem, naprawdę nie wiem… To niezdecydowanie
jest okropne… Tutaj mam swojego męża, mam ukochane dzieci, za
którymi tak strasznie tęskniłam, ale na dole są wszyscy moi
przyjaciele, którzy tak bardzo pomagali mi przez ten czas. Kocham
ich całym sercem, ale moją rodzinę też kocham. Chcę znów
spędzać wieczory w otoczeniu moich najbliższych, tulić dzieci do
snu, uspokajać, kiedy w nocy przyśni im się jakiś koszmar. Chcę
znów czuć te silne ramiona Maxiego obejmujące mnie, jego oddech na
mojej szyi, kiedy się do niego przytulam. To wszystko mogę dostać
teraz, jeśli tylko zechcę.
Jednak na Ziemi
czekają na mnie moi przyjaciele, osoby, które tak wiele dla mnie
zrobiły. Mój ukochany kuzyn Leon, który był przy mnie w tych
najcięższych chwilach. Moja przyjaciółka – Ludmiła, która
pilnowała, żebym nie płakała tak często. Inni również dużo
dla mnie zrobili.
Jestem wdzięczna
córeczce Violi i Leona – Albie, że próbowała wywołać na mojej
twarzy uśmiech. Dług wdzięczności mam też u synka Marco i Fran –
Adriana, który podchodził do mnie, przytulał się i potrafił
trwać tak nawet godzinę. Te dzieciaczki również kochałam całym
sercem i strasznie za nimi tęskniłam.
Maxi powiedział,
że on, Mercedes i Pablo patrzą na mnie cały czas. Są przy mnie.
Czy wrócić? A
może lepiej zostać tutaj?
- Wracam na
Ziemię. – Oderwałam się od mojego męża.
- Dobry wybór. –
Uśmiechnął się, spoglądając na mnie.
- I tak będę
straszliwe tęsknić. – Zasmuciłam się.
- Natalia, nie
tęsknij. – Ujął moje dłonie w swoje ręce. – Pamiętaj, że
jesteśmy przy tobie.
- Będę
pamiętać… - wyszeptałam. – Mogę pożegnać się z dziećmi?
Skinął głową,
odwrócił się i zawołał je. Przybiegły po kilku sekundach.
- Co mamusiu
teraz zrobisz? – spytała Mechi. – Zostajesz z nami?
- Nie, córeczko.
– Klęknęłam przy niej. – Wracam do wujka Leona, do cioci
Ludmiły, do Alby, do Adriana i do innych.
- Tatuś nam
mówił – odezwał się Pablo. – Mówił nam, że na pewno
będziesz chciała wrócić.
Spojrzałam na
mojego męża i uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham was
bardzo. – Przytuliłam je do siebie. – Kocham was i zawsze będę
pamiętać.
- Mamusiu, ale
nie płacz, tam na dole – poprosiła moja córeczka. – Nie
lubimy, jak płaczesz.
- Nie będę
płakać – obiecałam. – Od dzisiaj będę wesoła. Będę
cieszyć się ze wszystkiego. Będę radosna, że mam tak wspaniałe
dzieci, wiecie?
- Tylko się nie
smuć – dodał Pablo. – Bo wtedy my też będziemy smutni.
- Kocham was. –
Powtórzyłam i ponownie przytuliłam je do siebie.
- My ciebie też
kochamy, mamusiu – odparły.
Stanęłam na
nogi.
- Idziemy mamusiu
– rzekła Mercedes. – Pa pa.
- Cześć,
dzieciaczki. – Pocałowałam je w policzki. – Do zobaczenia.
Odbiegły gdzieś,
machając mi. Odwróciłam się do mojego męża.
- Musimy się
pożegnać – stwierdziłam cicho.
Spojrzał na mnie
pełnym czułości wzrokiem i przycisnął mnie z całej siły do
swojej piersi.
- W końcu
przyjdzie taki moment, że spotkamy się znowu – rzekł. – Wtedy
już zostaniemy razem na zawsze.
- Będę czekać
– odparłam.
- Ja też, Naty –
wyszeptał. – Wszystko będzie dobrze
Powoli zbliżył
swoje usta do moich. Złączyły się one w głębokim, pełnym
uczucia pocałunku. Zamknęłam oczy.
Nie otworzyłam
ich już więcej w tym miejscu.
Moje powieki były
ciężkie. Walczyłam z całych sił, żeby je otworzyć. W końcu
udało mi się i podniosłam je do góry.
Nie zobaczyłam
jednak nic. Moim oczom ukazał się tylko biały materiał.
Wokół słyszałam
tylko jakieś głosy. Ktoś był obok.
Zebrałam w sobie
wszystkie siły i poruszyłam nogą. W pomieszczeniu zapanowała
cisza. Ktoś zdjął z mojej twarzy to przykrycie.
- Ona żyje –
stwierdził z szokiem mężczyzna stojący nade mną. – To cud.
Za chwilę obok
niego pojawiła się jakaś kobieta.
- Czy pani mnie
słyszy? – spytała. – Proszę pani?
Pokiwałam powoli
głową.
- Jedziemy z nią na
OIOM – zarządził lekarz. – Szybko, nie mamy czasu!
Czułam, jak łóżko
na którym leżałam, poruszyło się. Oczy miałam lekko
przymknięte, ale i tak widziałam wszystko, co dzieje się wokół
mnie.
Wyjechaliśmy na
korytarz. Zapanowało tam poruszenie.
- Co się dzieje? –
Usłyszałam głos Leona. – Gdzie ją wywozicie?
- Dziewczyna żyje,
jedziemy na intensywną terapię – odparł lekarz.
- Żyje? – spytała
niedowierzająco Violetta i podbiegła do mnie. – To niesamowite…
Naty, słyszysz mnie?
- Słyszę… -
wyszeptałam słabym głosem.
- Wszystko będzie
dobrze, Natalia. – Do łóżka podbiegła Ludmiła. – Dasz radę!
- Proszę się
odsunąć, wjeżdżamy na salę – rzekła lekarka.
I co mogę
powiedzieć w tym momencie?
Nic. Żyję.
Wieczorem – warto
wspomnieć, że cała ta sytuacja miała miejsce w nocy – zostałam
przeniesiona na normalną salę. Leżałam na niej sama, ponieważ
była to sala jednoosobowa.
Siedziałam właśnie
oparta o ścianę i czytałam jakąś gazetę, którą pożyczyłam
od pewnej starszej pani z pokoju obok. Nagle do pomieszczenia
wparowali moi przyjaciele. Podbiegli od razu do mnie.
- Naty – zaczął
Leon. – Jak ty się czujesz? Wszystko dobrze?
- Właśnie –
dodała Francesca. – Nic cię nie boli?
- Nie, wszystko w
porządku – odparłam i uśmiechnęłam się lekko.
Wszyscy obecni
spojrzeli na mnie ze zdumieniem.
- Nata… - zaczął
niepewnie Broduey. – Ty się uśmiechasz?
Pokiwałam
potakująco głową.
- Co tak na ciebie
wpłynęło? – zaciekawiła się Camila.
- Możecie mi nie
wierzyć, ale… Widziałam się z Maxim, z Mechi i z Pablem.
- Widziałaś się z
nimi? – zdziwiła się Violetta.
- Wiem, głupio to
brzmi – rzekłam. – Ale to prawda. Rozmawiałam z nimi. Maxi
wytłumaczył mi jedną ważną rzecz. Powiedział, że muszę żyć
i uświadomił mi, że oni są przy mnie cały czas.
Spojrzałam na
wszystkich moich przyjaciół po kolei.
- Nie wierzycie mi,
co? – spytałam. – Nie szkodzi. Wiedziałam, że…
- Wierzymy ci,
Natalia – przerwał mi Marco. – Przynajmniej ja.
- Naprawdę? –
Uśmiechnęłam się.
- Ja też ci wierzę
– dodał mój kuzyn.
I tak uwierzyli mi
wszyscy. Przyjęli do wiadomości to, że widziałam się ze swoim
zmarłym mężem i ze zmarłymi dziećmi. Czy to takie
nieprawdopodobne?
Zostałam sama w
sali.
Ściągnęłam z
siebie kołdrę i stanęłam na nogi.
Chwiejnym krokiem
podeszłam do okna. Zapatrzyłam się w krajobraz roztaczający się
naprzeciwko szpitala – park, drzewa, małżeństwa spacerujące z
dziećmi…
Mówiłem, że
wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęłam się.
Spojrzałam w górę, na bezchmurne niebo.
- Dziękuję… -
wyszeptałam, a za moich oczu popłynęły łzy.
Łzy szczęścia.
Cześć!
Widzimy się znowu :) Przedstawiam wam drugą cześć mojego One
Parta o Naxi.
Ogólnie,
pisząc tego Parta, chciałam przedstawić kilka ważnych rzeczy:
-
to, jak w ciężkich chwilach ważna jest pomoc przyjaciół,
-
to, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko, i że przezwycięży
nawet śmierć,
-
to, że jeśli ktoś z rodziny odchodzi z tego świata, wcale nie
oznacza, że odchodzi od nas,
-
to, że zmarły chce, żeby jego rodzina była szczęśliwa.
Co
ja o nim sądzę? Sądzę, że jest do niczego, beznadziejny i
bezsensowny :/ Nie podoba mi się i jestem świadoma, że wam również
nie będzie się podobał. Nie zdziwiłabym się, gdybym pod tym
postem zobaczyła mega negatywne komentarze.
Co
do komentarzy… Bardzo dziękuję! Pierwszą część skomentowało
jedenaście osób, co mnie bardzo zaskoczyło :) Naprawdę nie
spodziewałam się.
Liczba
obserwatorów wzrosła już do dziesięciu, a w tym momencie
wyświetlenia wynoszą 511 wejść :) Strasznie dziękuję!
Ale
bardzo proszę – jeśli czytacie, to skomentujcie! To naprawdę
bardzo motywuje. Nawet to jedno „super” od anonima :)
Nie
oczekuję tylko pozytywnych komentarzy. I zdaję sobie sprawę, że
pod tą częścią będzie wiele krytyki i hejtów…
Okey,
to chyba tyle :) Mimo wszystko zapraszam do czytania!
Aha,
kolejny One Part będzie o Leonetcie, ponieważ to na nią było
najwięcej głosów. Nie wiem, kiedy się pojawi, ale zaczęłam już
pisać i postaram się sprężyć :)
PS.
Zapraszam do zakładki "Bohaterowie" :) A swoje blogi
możecie polecać w zakładce "Poleć swojego bloga" :)

Ojej, piękne! <3
OdpowiedzUsuńPięknie <3 Aż nie mam słów aby to pisać :*
OdpowiedzUsuńCieszę się, że się podobało <3
UsuńBoże, piękne... Na pierwszej części płakałam. Cudownie piszesz i to wcale nie jest beznadziejne oraz bezsensowne. Czekam na twoją dalszą twórczość :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję :) Wiesz, ja i tak nie jestem z tego zadowolona, ale super, że Ci się podoba :)
UsuńPo prostu siedzę i ryczę!
OdpowiedzUsuńNapisałaś to tak pięknie, że po prostu brak mi słów ! <33
To wcale NIE jest beznadziejne czy bezsensowne.
To jest piękne, fantastyczne, wzruszające po prostu the best ! ;****
Kocham tego bloga !!! <3333
Życzę Ci weny i więcej takich rozdziałów !! <333
Pozdrawiam Caroline ♥
Kolejny tak bardzo miły komentarz :)
UsuńCieszę się, że tak się podoba <3
Dzięki, wena się przyda :D
Nie wiem co powiedzieć... To cudowne w jaki sposób ukazałaś śmierć bliskich nam osób. Wiem jak to boli kiedy traci się kogoś bliskiego. Piękne, po prostu piękne. Łzy aż same napływają do oczu i nie jestem w stanie ich powstrzymać. Czekam na kolejnego parta, a że o Leonetcie to jeszcze lepiej bo ich kocham <3
OdpowiedzUsuńBuziaki ;*
~Aga
Naprawdę aż tak się podoba?? Jestem zaskoczona, nie spodziewałam się :)
UsuńAle ja i tak nie jestem z niego zadowolona :(
Nie wyszedł mi :/
Okey, nie przynudzam :D Dziękuję bardzo!
Popłakałam się na końcu... Niesamowity przekaz. Brak mi słów, ale jestem pewna, ze już niedługo ktoś mnie wyręczy długim komentarzem, w którym ujmie wszystko to co czułam :)
OdpowiedzUsuńDziękuje za niesamowity part,
*Lissa*
Dziękuję <3
UsuńWiesz, długie komentarze wcale nie są tak potrzebne :P Ale nie ukrywam, że takie wolę, ponieważ wtedy bardziej wiem co kto sądzi o tym co piszę, a to mnie motywuje :)
Nie dziękuj, to ja dziękuję, że weszłaś na mojego bloga :)
Nie no cz.1 była piękna ale to....\
OdpowiedzUsuńJEST JESZCZE PIĘKNIEJSZE !!!!!
Popłakałam się tu znowu :-D
Uwielbiam cię dziewczyno ♥♥♥♥
Piszesz tak wzruszająco, że nawet roślinka by się popłakała
To takie słodkie jak Leon się przejmuje Naty
No i Maxi ( moja ulubiona postać ♥ ) był extra!!!!!! Kocham :-D
Uwielbiam jak piszesz :-D
Kocham to!!!!
Czekam ze zniecierpliwieniem na next :*
Pozdrawiam i życzę pięknej weny :-D
Kriena
Nie, nie przesadzaj, mi się tam nie podoba :P
UsuńAle skoro wam tak, to się cieszę :D Naprawdę :)
Dziękuję <3
Popłakałam się
OdpowiedzUsuń<33333
UsuńZostałaś nominowana do LBA ;)
OdpowiedzUsuńWięcej informacji tutaj :
http://leon-y-vilu-na-zawsze.blogspot.com/
Dziękuję <3333
UsuńPiękne... Ile w tym Parcie uczuć i emocji... po prostu... REWELACJA :*
OdpowiedzUsuńTo, jak Naty próbowała popełnić samobójstwo było straszne. Chciała znaleźć się wśród swojej rodziny zostawiając przy tym najbliższych przyjaciół. Na całe szczęście Maxi pokazał jej, co tak naprawdę powinna wybrać. To prawda- chociaż zmarli odeszli, to tak naprawdę są ciągle przy nas. Nie warto tracić życia tylko dlatego, by znaleźć się u boku swoich ukochanych. Oni byli, są i będą przy nas zawsze.
Nie wiem co jeszcze napisać... Dobrze, że Natalia żyje. I to jest najważniejsze.
Z niecierpliwością czekam na kolejnego Parta o Leonettcie.
Pozdrawiam,
Caro <3
Nie przesadzaj :P Starałam się, ale nie wyszło tak jak chciałam :(
UsuńAle cieszę się, że tobie się podoba.
Taak, następny Part o Leonetcie :)
Pozdrawiam <3333
coś pięknego masz prawdziwy talent do pisania kocham twojego bloga
OdpowiedzUsuńDzięki <33333
Usuńogólnie nie pokazało mi się, że dodałaś ;(
OdpowiedzUsuńale dzięki temu, że pokazało mi się, że dodałaś post z nominacjami, przeczytałam Parta ;**
dziewczyno to było cudne! <333
opisałaś to tak niesamowicie, że teraz bym najchętniej wyściskała z całych sił <3
czytając to pojedyńcze łzy mi spływały :(
Naty chciała popełnić samobójstwo by być z nimi, ale Maxi jej wszystko wytłumaczył i wróciła *.*
nie opuścili jej nawet na chwilę
nie mogę doczekać się kolejnego Parta ;***
Nie tylko tobie nie pokazało się, że nie dodałam :( Na innych blogach było to samo :(
UsuńSkoro pokazało się, że dodałam tego posta z nominacjami, to może to tylko jednorazowe coś...? No nie wiem, zobaczy się przy następnym Parcie :)
Ale już mi tutaj tak nie słódź! Mi osobiście się to nie podoba, ale wasza opinia jest w końcu ważniejsza :)
Dziękuję i pozdrawiam <33333
Kochanie, nie mogę, po prostu nie daje rady.
OdpowiedzUsuńPłakałam od początku do końca. Rozmowa Maxiego z Naty.
Przepraszam, ale nie zostawię długiego komentarza.. po prostu nie wiem co napisać.
To zaparło mi dech w piersiach. Boże.. płacze nadal.
Kocham Cię utalentowana pisareczko ♥
Czy to mogło być tak wzruszające? Po twoich komentarzu wnioskuję: owszem, mogło.
UsuńChoć wcale w to nie wierzę.
Jak już pisałam, mi się ta część nie podoba :/
Ale jestem naprawdę szczęśliwa, że tobie tak przypadła do gustu :)
Ja również cię kocham, dużo bardziej ode mnie utalentowana pisareczko <3333
Płaczę.
OdpowiedzUsuńNaprawdę nie wiem co pisać, bo to wszystko było takie cudowne, a jednocześnie takie przygnębiające...
Nie mam pojęcia co zrobiłabym na jej miejscu. Ta decyzja wymagała wielkiej odwagi.
Straciła osoby, które kochała najbardziej na świecie, ale teraz wie, że musi żyć dalej.
Przepraszam Cię, ale chyba nic więcej nie napisze. Nie dlatego, że mi się nie chce, tylko strasznie mnie wzruszyłaś.
Mnie łatwo poruszyć, ale ty zrobiłaś to wyjątkowo. Jestem pełna podziwu.
Potrafisz pisać z uczuciem, podczas gdy ja... nie, nie skomentuję tego co marna Sapphire robi, ty jesteś świetna <3
Pisz dalej, bo robisz to cudownie. Nigdy nie przestawiaj.
Twoja fanka <3
Jeju, jestem naprawdę zaskoczona tak miłym komentarzem :)
UsuńI to od ciebie <333 Bo uważam, że ty piszesz cudownie.
Kiedy znalazłam twojego bloga o Naxi, od razu się w nim zakochałam. Komentowałam z anonima, bo nie miałam jeszcze konta na bloggerze.
Wiesz dobrze, że piszesz dużo lepiej ode mnie. Ja dopiero zaczynam, a i tak nie idzie mi tot ak dobrze jak tobie.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam
Również twoja fanka <3333
Cudowne <33333
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie: http://fedemila-walczacy-o-szczescie.blogspot.com/
Fajnie, że się podoba <3333
UsuńZa chwilę zajrzę na bloga :D Skoro mój się podoba, może zaobserwujesz? Taka mała prośba :*
świetnie piszesz :-)
OdpowiedzUsuńJesteś świetna w pisaniu ,gratuluje inwencji ,strasznie się wzruszyłam przy obydwóh częściach płakałam i niemogłam przestać czytać
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz :*
UsuńIle ty masz lat?
OdpowiedzUsuńCoś mi się kojarzy, że 13, ale po tym OP stwierdzam, że 13 to jest zdecydowanie za mało.
Dałabym Ci 16-18 lat.
Piszesz na tak poważne tematy i tak ciekawie, że nie jeden samobójca zmieniłby swoje postanowienie.
Podczas czytania moje policzki stały się mokre od łez.
Brat tylko spojrzał na mnie i na monitor i już wiedział o co chodzi.
Poruszająca, piękna historia.
Cóż dodać więcej?
Kocham Cię <333
Patka
Ja mam 13 lat :)
UsuńCieszę się, że się podoba i dziękuję za komentarz <333
Och ach ! ;*
OdpowiedzUsuńPięknie to napisałaś. Siedzę i płaczę ze wzruszenia
OdpowiedzUsuńGracias <3333
Usuń<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
OdpowiedzUsuń<33333333333333333333333333
UsuńSiedzę, a łzy płyną mi ciurkiem po twarzy, piszesz świetnie, w prawdzie nie lubie smutnych opowieści, ale takie jak twoje mogłabym czytać 24h na okrągło. Masz talent dziewczyno i go nie zmarnuj!!!
OdpowiedzUsuńOla :)
Jeju @,@
OdpowiedzUsuńRozdział super popłakałam się szkoda mi Naty
OdpowiedzUsuńpopłakałam sie świetnie piszesz
OdpowiedzUsuńJeju, jakie to było piękne.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że ten komentarz będzie tak krótki, przepraszam, że jest tylko pod tą częścią, przepraszam, ale jeszcze tyle mam do nadrobienia.....
Wzruszyłam się. Ten One Part był przepiękny. Cudownie go napisałaś.
Siedzę i ryczę ;(
OdpowiedzUsuńCudowny :**
Ja w życiu nie potrafiłabym napisać czegoś tak wzruszającego <3
Niesamowite <3
Buziaczki :**
Caat :3
Codo cudo i cudooooo
OdpowiedzUsuńKocham tego OS
Piękne!!!