"Dzień skrył się cały
za łuną zachodu,
noc lampy zapala
na ściemniałym niebie,
zaczajone w kącie
cicho się skrada
wspomnienie
- dalekie wspomnienie.
za łuną zachodu,
noc lampy zapala
na ściemniałym niebie,
zaczajone w kącie
cicho się skrada
wspomnienie
- dalekie wspomnienie.
Jak kartki zerwane
ze starych kalendarzy
pożółkłe odbitki
w albumie sprzed lat,
czas śpiewa balladę
życia - które przemija
wspomnienie
- przeszłości ślad.
ze starych kalendarzy
pożółkłe odbitki
w albumie sprzed lat,
czas śpiewa balladę
życia - które przemija
wspomnienie
- przeszłości ślad.
Obrazy się snują
przeplatają wstęgą
jak rzeka wezbrana
rwąca, niespokojna,
myślom natłoczonym
kto da ukojenie ?
wspomnienie
- serdeczne wspomnienie."
przeplatają wstęgą
jak rzeka wezbrana
rwąca, niespokojna,
myślom natłoczonym
kto da ukojenie ?
wspomnienie
- serdeczne wspomnienie."
Pięć miesięcy w
śpiączce. Pięć miesięcy cholernej niepewności i strachu o to,
co może stać się za moment. Pięć miesięcy bezustannego czuwania
przy nieprzytomnej i składanie do Boga modłów o to, by jednak
pozwolił jej wrócić do naszego świata.
Każda chwila mogła
okazać się tą ostatnią. Dziewczyna pod ciągłym nadzorem lekarzy
w obawie przed nagłą utratą życia, nie dawała oznak, że
cokolwiek czuje. Nikt nie wiedział, czy coś słyszy, czy myśli.
Nigdy się nie poruszyła, sama z siebie nie wykonała najprostszego
ruchu. Była zdana na łaskę pielęgniarek, rodziny i przyjaciół,
którzy pomagali znaleźć jej wygodną pozycję kierując się tylko
jej niewyraźnymi odczuciami wymalowanymi na jej twarzy.
Nie można było
dowiedzieć się czegokolwiek o jej samopoczuciu. Tylko czasami nagle
dostawała drgawek co sygnalizowało odczuwany przez nią ból.
Byłem przy niej
cały czas. Trzymając ją za rękę prosiłem Tego u góry, by dał
jej szansę się obudzić. Nie chciałem jej zostawiać, jednak
czasami było to nieuniknione, gdyż musiałem wrócić do domu i się
odświeżyć.
Jej matka nie mogła
przy niej być. Pracowała i utrzymywała siebie i swoją córkę.
Camila ojca nie miała – uciekł zaraz po narodzinach Cami. Innej
rodziny moja dziewczyna również nie posiadała.
Nasi przyjaciele
zjawiali się w szpitalu kilka razy dziennie. Oni chodzili na
niektóre zajęcia w Studio. Ja zrezygnowałem ze wszystkich, aby
tylko być przy mojej rudowłosej miłości.
Zdawałem sobie
sprawę doskonale, że ona nie będzie niczego pamiętać. Pogodziłem
się z tym, choć było to bardzo trudne. Nie potrafiłem myśleć o
tym, że jej wszystkie wspomnienia wyblakły, że nic po nich nie
zostało. Nie pamięta mnie, naszych przyjaciół i swojej matki.
Nie pamięta nic.
Pięć miesięcy
walki o nią nie dawały efektów. Nie zapowiadało się na to, żeby
Camila miała się kiedykolwiek obudzić. Ciśnienie raz skaczące w
górę, a raz spadające w dół kilka razy już było zagrożeniem
jej życia, którego nie mogła w pełni wykorzystać.
Żadnego ruchu.
Mimika jej twarzy zmieniała się tylko wtedy, kiedy cierpiała, co
na szczęście zdarzało się rzadko. Nie mogłem patrzeć na jej
ból, który pielęgniarki za każdym razem próbowały złagodzić.
Czasami trwało to nawet kilkanaście minut, podczas których
niecierpliwie czekałem na to, by móc wrócić do swojej ukochanej,
chwycić jej dłoń i nadal czuwać przy niej bez odpoczynku.
Kiedy już to
następowało, siedziałem przy niej wpatrując się w jej bladą,
nieruchomą twarz, na której już od tak dawna nie widziałem
uśmiechu. Mimo to, on nadal siedział w mojej głowie. W dalszym
ciągu widziałem te czarne jak dwa węgle oczy, które wpatrywały
się we mnie z uwagą. Ciągle słyszałem jej wdzięczny głos
mówiący coś do mnie, a nawet śpiewający piosenki płynące z
głębi jej serca, które w dalszym ciągu biło, które walczyło o
normalne życie.
Pięć miesięcy
wyjętych z życia jest straszną rzeczą. Nie wiedzieć co stało
się przez prawie pół roku… Jednak to nic w porównaniu do
utracenia wspomnień z całego życia, co niestety spotkało Camilę.
I chociaż nie było
znaków dowodzących tego, że moja dziewczyna może odzyskać
przytomność, to ja nie traciłem nadziei. Siedziała ona gdzieś
tam we mnie w środku, i chociaż nie dawała sygnału, że w ogóle
jest – istniała. Istniała, chociaż z każdym dniem zmniejszała
się, a ja nie mogłem nic na to poradzić. Ale choćby zmniejszyła
się do rozmiarów mikroskopijnych, to nigdy tak naprawdę nie
zniknie. Nie może.
Była we mnie, w
moich przyjaciołach, w nauczycielach i innych bliskich. Nie mogła
tak po prostu odejść, nic po sobie nie pozostawiając.
A jednak…
Zostawiłaby wspomnienia. Ale nie dla Camili. Jej wspomnienia
zniknęły bezpowrotnie. Mogłem tylko prosić Boga o to, by
zdecydował się je wrócić jej choć po części.
Dzisiaj mijało
dokładnie pięć miesięcy i sześć dni od wypadku, a tym samym od
zapadnięcia Camili w śpiączkę.
Jak co dzień
siedziałem przy jej łóżku, trzymając jej kruchą dłoń i
nieprzerwanie błagając o cud. Dzisiejszy dzień był bardzo
niespokojny. W ciągu kilku godzin Cami miała już kilka napadów
drgawek, nie wiadomo czym wywołanych. Bardzo się o nią martwiłem.
Lekarze nie wiedzieli co zrobić, aby zapobiec kolejnym takim atakom.
Patrzyłem na bladą,
nieruchomą twarz rudowłosej, jakby chcąc z niej cokolwiek
wyczytać. Wiedziałem jednak, że jest to niemożliwe.
Nagle zaczęło się
z nią dziać coś niedobrego. Jej drobne ciało zaczęło drgać ze
zdwojoną siłą. Widać było, że nie zwiastuje to niczego
wesołego.
Czym prędzej
podniosłem się z krzesła i wybiegłem na korytarz. Zawołałem
dwie pielęgniarki stojące niedaleko. Po chwili znajdowały się one
już w środku.
- Alba, leć po
lekarza! – Krzyknęła jedna podbiegając do łóżka i próbując
uspokoić Camilę.
Na jej twarzy
malował się strach. Trzymając moją dziewczynę za ramiona ciągle
coś do niej mówiła mając nadzieję, że ta zareaguje.
Stałem tak z boku,
nie wiedząc co mam robić. Nie miałem odwagi podejść do Rudej.
Bałem się, bałem się o nią, oraz o to, że mógłbym przyczynić
się do czegoś złego.
Do sali wpadła
pielęgniarka, a za nią mężczyzna w białym fartuchu. Spojrzał
przelotnie na mnie.
Po sekundzie znalazł
się przy łóżku Camili. Nachylił się, a później kiwnął w
stronę kobiet. Odwrócił się do mnie.
- Proszę stąd
wyjść – powiedział podchodząc bliżej.
- Ale… - zacząłem.
- Musi Pan stąd
wyjść – przerwał mi. – Nie ma innej opcji.
- Ale co się z nią
dzieje? – zapytałem. – Niech mi Pan powie!
Mężczyzna spojrzał
na mnie uważnie.
- Budzi się.
Zamurowało mnie.
Nie mogłem uwierzyć. Czyli prośby moje i moich przyjaciół jednak
coś dały. Zdarzył się cud.
Wyszedłem na
korytarz. Nadal nieprzytomny stanąłem obok ściany i wpatrzyłem
się w sufit. Moje życie z powrotem nabiera sensu.
- Broduey! –
Usłyszałem czyjś głos.
Zauważyłem
biegnących w moją stronę Leona i Marco.
- Co jest? –
spytał chłopak Violetty podchodząc do mnie.
Przeniosłem na nich
mój wzrok.
- Broduey, co dzieje
się z Camilą? – odezwał się Marco. – Czy ona…
Pokręciłem
przecząco głową, nie dając mu dokończyć. Wiedziałem co miał
na myśli.
- Budzi się… -
wyszeptałem. – Budzi się…
Moi przyjaciele
spojrzeli na mnie zdumieni, ale w ich oczach mogłem dostrzec
szczęście.
Uścisnęliśmy się
bratersko w trójkę.
Teraz może być już
tylko lepiej. Będzie ciężko, jestem tego świadomy, ale nie możemy
się poddać. Musimy pomóc Camili, ona teraz tego potrzebuje –
wsparcia przyjaciół, których już nie pamięta…
Pustka. Nic więcej.
Wielka czarna dziura, której dna nie widać.
Nie wiedziałam nic.
Nie miałam pojęcia gdzie jestem, kim jestem… Byłam zupełnie
zagubiona. Bałam się, choć sama nie wiedziałam czego. Czułam się
tutaj tak obco, tak nieswojo…
Obudziłam się
kilka godzin temu. Przed momentem wyszedł ode mnie jakiś lekarz.
Zapytał, czy może wpuścić do środka moich przyjaciół.
Przyjaciół? Ja mam
przyjaciół? Nie pamiętam nic.
Mimo strachu,
niezdecydowania i całej tej okropnej niewiedzy, zgodziłam się.
Siedziałam na łóżku
opierając się o jego oparcie. Na nogach zgiętych wpół zarzucony
miałam koc. Wpatrując się w okno, za którym widać było jakiś
park, rozmyślałam, co teraz może się stać.
Nagle ktoś zapukał
do drzwi. Spojrzałam w ich stronę, a po chwili one otworzyły się.
Do środka weszło
kilkoro ludzi. Pierwsza szła niska dziewczyna o czarnych włosach,
za nią chłopak w żółtej czapce, a na końcu ciemnoskóry
nastolatek. Obcokrajowiec.
Wszyscy trzej
podeszli do mojego łóżka. Nie wiedzieli za bardzo jak się
zachować.
Najwyższy chłopak
kucnął przy łóżku.
- Jak ty się
czujesz? – spytał.
Wbiłam w niego
zdezorientowane spojrzenie. Kim on mógł być? Nie pamiętałam, nie
pamiętałam nic. Tak jakby ktoś gumką wytarł wszystko to, co w
mojej głowie było zapisane ołówkiem.
- Nie pamiętasz? –
odezwał się widząc mój wzrok.
Pokręciłam
przecząco głową spoglądając na pozostałych stojących przy moim
łóżku. Ich twarze wyrażały zmartwienie.
- Zacznijmy od
początku – zaproponował chłopak w czapce. – Ja jestem Maxi. –
Wyciągnął do mnie rękę.
Wahałam się przez
chwilę, lecz w końcu podałam mu swoją dłoń. Uścisnął ją
lekko, delikatnie się do mnie uśmiechając.
- Ja jestem
Francesca. – Czarnowłosa usiadła na krześle obok mnie. – Mnie
też nie znasz?
Nie odpowiedziałam,
tylko spojrzałam jej uważnie w oczy. Zobaczyłam w nich smutek,
ból…
- Tam jest Broduey.
– Wskazała na obcokrajowca.
Ponownie spojrzałam
na chłopaka. On także wyciągnął rękę.
- Nawet nie wiesz,
jak za tobą tęskniłem – rzekł, kiedy dotknęłam jego dłoni.
- Również bym się
przedstawiła, ale… - odezwałam się po raz pierwszy.
Później
zawstydzona spuściłam głowę na dół. Nie pamiętać własnego
imienia?
- Nie martw się,
nie masz się czego wstydzić. – Usłyszałam głos dziewczyny.
Skierowałam wzrok
na nią. Jak to, nie mam się czego wstydzić? W końcu nic nie
pamiętam.
- Ty jesteś Camila
– dodała. – Camila Torres.
Pokiwałam
potakująco głową. Przynajmniej tego byłam już świadoma.
Wiedziałam jak mam na imię, a to chyba najważniejsze.
- Możecie… -
zaczęłam nieśmiało. – Możecie powiedzieć mi coś więcej o…
o mnie?
Maxi, Broduey i
Francesca uśmiechnęli się.
- Oczywiście. –
Ten pierwszy usiadł na brzegu łóżka. – Więc… Nazywasz się
Camila Torres, masz osiemnaście lat… Mieszkasz tak jak my w Buenos
Aires, w Argentynie.
- Kochasz muzykę –
dodał Broduey. – Cudownie śpiewasz i tańczysz. Uczęszczasz do
prestiżowej szkoły Studio OnBeat gdzie chodzimy również my
– Wskazał na siebie i swoich towarzyszy – oraz reszta naszych
przyjaciół.
- Ja… - zająknęłam
się. – Ja śpiewam?
- Dokładnie –
zgodziła się Francesca. – Śpiewasz sopranem. Grasz też na
pianinie i gitarze. No i tańczysz.
Spojrzałam na nią
uważniej.
- Nie jesteś
Argentynką… - powiedziałam niepewnie. – Masz inny akcent…
Dziewczyna
uśmiechnęła się.
- Nie, jestem
Włoszką – potwierdziła. – Przeprowadziłam się tutaj, będąc
dzieckiem. Wiesz, ty pomogłaś mi się zaaklimatyzować. Jesteśmy
najlepszymi przyjaciółkami.
- Naprawdę? –
spytałam, a ona pokiwała głową. – A… mówiliście jeszcze coś
o innych…
- Tak – odezwał
się Broduey. – Taka nasza paczka najlepszych przyjaciół. W sumie
jest nas… Dziesięcioro, łącznie z tobą.
- Ze mną?
- Pewnie – odparł
chłopak. – Jesteś naszą najlepszą przyjaciółką i… -
zatrzymał się.
Spojrzałam na niego
podejrzliwie.
- I co? –
zaciekawiłam się. – Proszę cię, dokończ.
Posłał mi niepewne
spojrzenie.
- I moją
dziewczyną… - rzekł z wahaniem.
Wbiłam w niego
zdezorientowany wzrok. Byłam jego dziewczyną? Byliśmy parą? Ale
ja nic nie pamiętam… Nie mam żadnych wspomnień związanych z tym
chłopakiem…
- Oczywiście
wszyscy wiemy jaka jest sytuacja – ciągnął Broduey. – Więc
możesz być spokojna. Wiem, że nic nie pamiętasz i musiałbym być
wielkim idiotą, gdybym cię do czegoś zmuszał.
Pokiwałam ze
zrozumieniem głową.
- Trochę źle się
czuję z tą całą sytuacją, bo domyślam się, że może być wam
ciężko i…
- Nami się nie
przejmuj – przerwał mi Maxi. – Ty jesteś teraz najważniejsza.
To tobie będzie najtrudniej, nie nam.
- A… - zaczęłam.
– Co się w ogóle stało? Ja nic nie wiem, nic nie pamiętam.
W moich oczach
zebrały się nieproszone łzy, które uparcie powstrzymywałam.
- Spokojnie. –
Francesca pogłaskała mnie po plecach. – My wszystko ci powiemy.
Nie martw się.
Podniosłam głowę
spoglądając po kolei na nich wszystkich.
- Więc… - zaczął
Broduey. – Jesteś w szpitalu, ale o tym chyba już wiesz. Tak…
Obudziłaś się kilka godzin temu, po pięciomiesięcznej śpiączce…
- Co? – przerwałam
mu zszokowana.
- Cami, spokojnie –
powtórzyła Włoszka. – Posłuchaj go do końca.
- Dobrze,
przepraszam – wydukałam zawstydzona.
- Nic się nie stało
– odparł obcokrajowiec. – Okey, to na czym skończyłem… A,
tak. Byłaś nieprzytomna przez pięć miesięcy. Tak naprawdę, to
nie zapowiadało się na to, żebyś miała się kiedykolwiek
obudzić. Byliśmy przy tobie, ale powoli traciliśmy nadzieję.
- Było naprawdę
ciężko – kontynuował Maxi. – Nie dawałaś jakiegokolwiek
znaku. Nie wiedzieliśmy czy słyszysz, czy myślisz. Kompletnie nic.
Chcieliśmy siedzieć przy tobie cały czas, ale niestety nie było
to możliwe. Twoja mama pracowała. Tylko Broduey nie odstępował
cię na krok. Zrezygnował z zajęć w Studio, by być tutaj, w
szpitalu.
Przeniosłam wzrok
na wspomnianego chłopaka.
- Naprawdę? –
spytałam.
- Naprawdę. –
Skinął głową. – Nie chciałem cię zostawić… Camila… Ja
mimo wszystko nadal cię kocham. Kocham cię i mam nadzieję, że
kiedyś przypomnisz sobie te wszystkie chwile, które spędziliśmy
razem i pokochasz mnie na nowo.
Nie wiedziałam, co
miałam mu odpowiedzieć. Czułam, że coś mnie łączy z tym
chłopakiem, ale… Nie pamiętałam nic. W mojej głowie nie
istniało żadne wspomnienie, w którym by on był.
- Wiesz, ja nic nie
pamiętam, więc…
- Rozumiem –
przerwał mi. – Rozumiem wszystko, Cami. Ale moje uczucie się do
ciebie nie zmieni.
- Zapewniam cię, że
jeśli tylko coś do ciebie znów poczuję, to nie będę się z tym
kryła – rzekłam. – Ale… chociaż nic nie pamiętam, to mam
przeczucie… Mam przeczucie, że jesteś dla mnie kimś ważnym.
Wiem, że to głupie, ale…
- To wcale nie jest
głupie – wtrąciła się Francesca. – Ty i Broduey byliście
naprawdę wspaniałą parą. Bardzo się kochaliście, i dnia bez
siebie nie mogliście wytrzymać.
- Serio? –
Uśmiechnęłam się. – Aż tak?
- Aż tak –
potwierdził Maxi, również się uśmiechając. – Szkoda, że tego
nie pamiętasz.
- Szkoda, że nie
pamiętam nic – mruknęłam spuszczając głowę.
- Ej, nie martw się,
Cam. – Usłyszałam głos chłopaka w czapce. – Spróbujemy ci
wszystko sobie przypomnieć, okey?
Spojrzałam na
niego.
- Z tego co słyszę,
wnioskuję, że jesteście dobrymi przyjaciółmi – powiedziałam.
- Najlepszymi –
potwierdził Broduey.
- I skromnymi –
prychnęła Francesca.
- Przecież nie
będziemy się z tym kryć. – Maxi żartobliwie wyprostował się i
poprawił czapkę.
Na mojej twarzy
pojawił jeszcze większy się uśmiech.
- A tak naprawdę –
odezwała się Fran. Odwróciłam się w jej stronę. – Tak
naprawdę, to straszliwie tęskniłam.
Nie zorientowałam
się, kiedy przytuliła mnie mocno do siebie. Czy mogłam być jej aż
tak bliska? Zdziwiłam się, ale po chwili wahania odwzajemniłam
uścisk.
- Chyba powinnam
powiedzieć to samo, ale…
- Nie szkodzi, Cami.
– Odsunęłyśmy się od siebie. – Rozumiem.
Posłałam jej
kolejny uśmiech.
- Chciałabyś
jeszcze coś wiedzieć? – spytał Broduey.
Skierowałam wzrok
na niego.
- Może… A moja
rodzina? – podsunęłam.
Moi znajomi
wymienili zmartwione spojrzenia.
- No tak… -
Obcokrajowiec odchrząknął. – Jesteś jedynaczką. Opiekuje się
tobą twoja mama, a twój ojciec… Swojego ojca nie znałaś, bo
zostawił was zaraz po twoich narodzinach. Innej rodziny nie masz.
Pokiwałam powoli
głową. Powinno mi być przykro, że mój ojciec odszedł od nas.
Powinno, ale nie jest. Dlaczego? Sama nie wiem. Przecież go nie
pamiętam, może to dlatego.
- A gdzie moja…
Moja mama? – spytałam niepewnie.
- Jest na wyjeździe
służbowym – rzekł Maxi. – Nie chciała wyjeżdżać, ale musi
pracować, żeby was utrzymać. Już do niej dzwoniliśmy, ma
przyjechać za kilka godzin.
Znów skinęłam
głową.
Nastała niezręczna
cisza.
- A jak ty się w
ogóle czujesz? – odezwała się Francesca.
- Dobrze… chyba…
- rzekłam z wahaniem.
- Chyba? –
powiedział chłopak w czapce. – Nic cię nie boli?
- Trochę głowa,
ale lekarz powiedział, że to normalne. – Uśmiechnęłam się
lekko. – Tylko powiedzcie mi… Jak to się stało, że ja się
tutaj znalazłam? W dalszym ciągu nie mam o niczym pojęcia.
- Można zacząć od
tego – odezwał się Broduey – że byliśmy w Studio na
zajęciach. Mieliśmy mieć lekcje tańca. Byłaś razem z Francescą
w szatni. Zadzwonił dzwonek, więc zaczęłyście biec, żeby za
bardzo się nie spóźnić. Sala od tańca była piętro niżej, więc
musiałyście zejść po schodach. Teraz możesz się już domyśleć,
co się stało… Tym bardziej, że schody były śliskie.
- Zrobiło się duże
zamieszanie – kontynuował Maxi. – Nasza grupa siedziała pod
klasą, bo nauczyciel jeszcze nie przyszedł. Wtedy usłyszeliśmy
huk i krzyk Franceski. Wszyscy oczywiście pobiegliśmy w stronę,
skąd on dochodził. Z sal powybiegali nauczyciele, uczniowie…
Próbowano cię ocucić, ale bez skutków. Fran powiedziała, że
uderzyłaś głową o ścianę, a później o ziemię. Wezwano
pogotowie. Zabrano cię. Do szpitala przyjechali również Broduey, i
nauczyciele ze Studia. Marco – czyli chłopak Franceski – zabrał
ją do domu. Reszta naszych znajomych zdecydowała się zostać na
zajęciach.
- Później wszyscy
przyszli tutaj – ciągnęła Włoszka. – Lekarze na początku nie
chcieli nic powiedzieć o twoim stanie. Mówili tylko, że jesteś
nieprzytomna. Twoja mama była w delegacji, musieliśmy czekać aż
wróci, żeby uzyskać jakiekolwiek informacje. Przyjechała jakiś
czas później. Rozmawiała z lekarzem, później poszła do sali, w
której leżałaś. Upoważniła lekarza do udzielenia nam informacji
o tobie. Wtedy nam powiedział, że straciłaś pamięć. Powiedział
też… że niepewne jest to, że kiedykolwiek się obudzisz. Nie
wyobrażasz sobie nawet, jaki to był dla nas cios. To tak po krótce.
Nie wiedziałam co
mam powiedzieć. Jak miałam na to zareagować? Miałam płakać, że
stało się takie coś? Czy cieszyć się, że mimo wszystko… żyję?
- To… - wybąkałam.
– Było ze mną aż tak źle?
- Jeśli mam być
szczery – rzekł. – Było z tobą bardzo źle, Cami. Twój stan
potrafił w jednej godzinie być bardzo dobry, a w drugiej już mógł
zagrażać twojemu życiu. Nie dawałaś jakiegokolwiek znaku, że
się obudzisz. Byłem przy tobie cały czas, nie mogłem patrzyć jak
cierpisz, gdy cię coś boli. Nie chciałem cię zostawiać samej
nawet wtedy, kiedy była tu twoja mama. Nie mogłem przegapić
chwili, kiedy zdarzy się cud, kiedy odzyskasz przytomność.
Spojrzałam na
niego.
- Wiesz, chociaż
nie pamiętam – zaczęłam. – To dziękuję ci, że byłeś przy
mnie. Dziękuję wam wszystkim. – Te słowa skierowałam do
Franceski i Maxiego.
- Nie masz za co
dziękować, Camila. – Uśmiechnął się brunet. – Reszcie
podziękujesz, kiedy przyprowadzimy ich później do ciebie, dobrze?
Pokiwałam
potakująco głową.
- Później, czyli
kiedy? – spytałam.
- Może jutro? –
zaproponowała Francesca. – Dzisiaj już masz chyba dość wrażeń,
a jeszcze ma przyjechać twoja mama. Poza tym, robi się późno. My
też się będziemy zbierać.
- Okey, rozumiem –
rzekłam.
- Chciałbym zostać
Cami, ale domyślam się, że chciałabyś pobyć sama – odezwał
się Broduey. – Od jutra wracam do Studia. Miałem wrócić już
wczoraj, ale od paru dni było z tobą źle, nie chciałem odchodzić.
Przyjdę do ciebie jutro przed lekcjami, mam nadzieję, że nie masz
nic przeciwko?
- Nie, oczywiście,
że nie. – Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. – Będę
czekać.
- Super. –
Odwzajemnił uśmiech.
Pożegnałam się z
moimi przyjaciółmi. Podnieśli się z krzeseł, z łóżka i
skierowali się w kierunku drzwi.
- Poczekajcie! –
Zatrzymałam ich. Odwrócili się w moją stronę.
- O co chodzi? –
spytał Brodueya.
- Ty też nie jesteś
stąd. – Wskazałam na niego.
- Nie, nie jestem. –
Uśmiechnął się. – Pochodzę z Brazylii.
- Aha. – Skinęłam
głową. – Ale ty jesteś Ar… Argentynkiem. – Zwróciłam się
do Maxiego.
- Argentyńczykiem –
poprawił mnie, śmiejąc się.
- O to mi chodziło.
– Uśmiechnęłam się.
- Tak, jestem
Argentyńczykiem – powiedział.
- Okey. – Znów
skinęłam głową. – To chyba wszystko. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia,
Camila.
Wyszli z pokoju
zostawiając mnie sam na sam ze swoimi wspomnieniami, których nie
miałam, a o które chciałam walczyć…
Za oknem
rozpościerał się piękny krajobraz. Wielki zielony park, po
którym, biegały dzieci, a za nimi ich rodzice, poprawiał mój
humor. Wspaniale było widzieć, że jednak ktoś jest szczęśliwy.
Czy ja byłam taka? Sama nie wiedziałam. Ta cała niewiedza była
straszna… Wiedziałam tylko podstawowe rzeczy. Byłam świadoma jak
mam na imię, na nazwisko, co lubię robić, jakich mam przyjaciół…
Ale to wciąż mało. To nic w porównaniu ze wspomnieniami z całego
życia, których nie mam. Nie mam i prawdopodobnie nigdy nie
odzyskam.
Rozmawiałam z
lekarzem. Wytłumaczył mi wszystko. Moja głowa doznała silnego
urazu. Uszkodzeniu przede wszystkim uległ ośrodek pamięci, gdzie
zapisane były wszystkie moje wspomnienia. Doktor powiedział, że
szanse, że moja pamięć wróci, są znikome. Wiadomo – jakieś
tam są, ale wynoszą one… 10 %? Może mniej? Nie wiem, nie znam
się na tym.
Był u mnie także
dyrektor Studia – Antonio. Rozmawiałam z nim, nawet się
śmialiśmy. Opowiadał mi różne ciekawe rzeczy związane ze mną,
ze szkołą i nie tylko.
Studio OnBeat
chce wypłacić mi odszkodowanie.
Ale ja nie chcę
odszkodowania. Chcę moje z powrotem wspomnienia.
Do pokoju
szpitalnego wpadały promienie słońca, rozświetlając wnętrze
swoim blaskiem. Zafascynowana wpatrywałam się w cienie tańczące
po podłodze. Wyglądały tak pięknie.
W pewnym momencie
drzwi sali się otworzyły, a do środka wpadła jakaś kobieta. Od
razu podbiegła do mojego łóżka i przytuliła mnie.
- Córeczko… -
powtarzała. – Jak się cieszę… Tak tęskniłam…
Zdezorientowana nie
wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Czyżby to była moja mama?
Odsunęła się na
ode mnie na długość swoich ramion i spojrzała na mnie.
- Jesteś moją
mamą? – spytałam cicho.
- Tak, córeczko –
odparła. – Jestem twoją mamą. Camilciu, tak się bałam… - Po
jej policzku spłynęła łza.
- Nie… Nie płacz…
- zatrzymałam się – mamo… - dokończyłam z wahaniem. – Nie
płacz, wszystko będzie dobrze…
Powiedziałam tak,
mimo, że sama w to nie wierzyłam. Ciężko było uwierzyć w coś
takiego. Czy mogło być dobrze? Czy człowiek, który stracił
pamięć może żyć normalnie?
Tego nie wiedziałam.
Dowiedzieć się jednak miałam w najbliższym czasie…
Czeeść :)
Przychodzę do
was - jak co tydzień - z kolejną częścią mojego Parta :)
Tym razem się na
jego temat nie wypowiem. Całkowitą ocenę pozostawiam wam.
Będzie jeszcze
trzecia część :) A tydzień po niej pojawi się nowy OP o Marcesce
- tytuł możecie znaleźć w Spisie Treści xD
Mam dla was pewną
wiadomość. Nie wiem czy dobrą, czy złą :P Wpadłam na pomysł,
aby napisać świątecznego... w sumie to wigilijnego Parta :) Będzie
on o Naxi, a tytuł również jest podany w Spisie Treści xD
Okey.
Bardzo dziękuję
za wszystkie wejścia, komentarze i głosy w ankiecie :D Dziękuję
czterem nowym obserwatorom xD Dziękuję Hani za tak długi
komentarz, ale dziękuję również wszystkim innym, którzy
zostawili choć kilka słów. One naprawdę dużo dla mnie znaczą :)
Dziękuję
wszystkim dziewczynom za rozmowy na GG i mam nadzieję, że będziemy
dalej tak super ze sobą pisać xD
A tak na
marginesie: jak wam minęły Mikołajki? :D
Ja się muszę
pochwalić xD Dostałam od przyjaciółki poduszkę, kubek i
podkładkę pod myszkę z Violetty :D Jaram się :P
Mam wrażenie, że
o czymś zapomniałam... :P Aj, nie wiem xD Najwyżej później
dopiszę :P
Okey, to chyba
tyle :)
Więc, widzimy
się za tydzień xD Wtedy przeczytacie trzecią część OP o Bromili
:D
Jeszcze raz
dziękuję :D
Kochaaam was
<33333333333
Całuję
:******************

O czymś zapomniałaś, powiadasz? No, ja ci nie pomogę, bo nie wiem o czym mogłaś zapomnieć ;)
OdpowiedzUsuńCo ja ci mogę napisać? A, już wiem :D Aaaaaaa, jak ja się cieszę, że wstawiłaś tego genialnego, cudownego parcika ;) Nie, no. Jaram się jak głupia :)) Biedna Camila... Jak mi ich szkoda :( Wszystkich oczywiście, ale w szczególności Cami (Biedactwo, nie pamięta nawet swojej rodziny), Broadway'a (O jej! Ona Camilę tak bardzo kocha, a ona go nawet nie pamięta :(), Francesci (Kochanie moje obwinia SIEBIE!) i mamy Cami (Boże! To musi być straszne uczucie, jak własna córka cię nie pamięta!). O kurde, ale krótkie zdanie! No, na czym to skończyłam??? A, mam nadzieję, że Cami odzyska pamięć :D Hahahahahahhahahahhahahahahahahhaha!!
Tylko ty wiesz z czego się śmieje :P I niech tak pozostanie :)
W momencie pisania komentarza jestem pierwsza, ale znając mnie i moją szybkość (IRONIA!) pisania komentarzy to się to zmieni :P A tak na marginesie, to przepraszam, że piszę ci takie głupoty :/
Co do pisania na gg... cała przyjemność po mojej stronie :D
Kocham <3333
Jejej, jaki długi komentarz :D
UsuńMasz rację, jesteś pierwsza xD Mi sie to praktycznie nigdy nie udaje :P
Jakie tam znowu głupoty? xD Kocham takie komentarze <3333
Całuję :*************
Kurde, chciałam być pierwsza, ale napisanie sensownego komentarza zajmuje mi trochę czasu...
OdpowiedzUsuńZamurowało mnie. W jednej chwili chciałam się uśmiechać, a w drugiej już płakać.
Nie wiem, jak to jest nie mieć wspomnień, tylko pustkę w głowie, natomiast jakby utożsamiłam się z sytuacją Camili. W jednym momencie nawet moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Dziwne, prawda?
Pomimo braku świadomości dziewczyny, kim jest, to jednak zaufała Broadwayowi, Francesce i Maxiemu. Obawy były, ale to chwilowe.
Myślę, że w trzeciej części nas zaskoczysz, jak zwykle. Z niecierpliwością na nią czekam jak i na świątecznego OP :D A tak na marginesie, też uwielbiam z Tobą pisać ;D
Marcesca <33
Wybacz, że taki kom. Nierozgarnięta ze mnie osoba.
Caro xx
Cieszę się, że ci się podobało :)
UsuńStarałam się, nie wiem jak wyszło xD
Kochaaaaam cię <3333333333333
Teeeeż cię kocffaaam <3333 :D
Usuń<33333333333 :****
UsuńMoja kochana Olu.
OdpowiedzUsuńWiesz jak ja cię kocham ?
Na pewno wiesz, a jak nie to dowiesz się na następnej rozmowie na gg :D
Nie powiem ci o czym zapomniałaś do nie mam pojęcia.
A teraz przejdźmy do Parta.
Już go czytałam, ale jak już wiesz zawsze czytam długi raz i przeżywam go tak samo.
Boski, świetny, niepowtarzalny, rewelacyjny !!! <33333
Już nie mogę się doczekać trzeciej części, żeby przeczytać ją jeszcze raz ;****
Czekam na Parta o Marcescie i na wigilijnego o Naxi *.*
Co ja tu mogę jeszcze napisać ?
Kocham cię i życzę weny skarbie !!!! <3333
Pozdrawiam Nutella ;*
Moja kochana Karolino.
UsuńJa też cię kocham <333333
Jak już ci na GG pisałam, part o Marcesce za dwa tygodnie :P
No, a wigilijny trochę wcześniej :D 24 grudnia, jak się można domyślić xd
Całuję :************
Ha ha ha no spoczko to ja czekam na 3 część o Bromi, Marcesce i świątecznego o Naxi *.*
UsuńKocham ♥
Nutella ;*
Ps. piękny wygląd !!! <3333333
Usuńjeju, jeju, jeju....
OdpowiedzUsuńNie wiem co powiedzieć... Fantastyczny pomysł na opowiadanie! A wykonanie? Perfecto!
Dopiero pierwszy wpis, który przeczytałam a już wiem, że zostanę to na zawsze <333
Poważnie... Mimo, że nie przepadam za tymi dwoma postaciami Brodwey'a i Camili, ale u Ciebie ich kocham :)
I tak pięknie a zarazem smutno opisałaś jej śpiączkę... To jak przyjaciele ją wspierali....
Mam zaszklone oczy i walczę, by się nie rozpłakać, a wszystko przez Ciebie .
Czekam na rozdział z Marcesscą i lece czytać następne.
Na koniec dodam tylko, że od razu nominuje Cię do LBA a po szczegóły zajrzyj później na mojego bloga. Wpis o LBA pojawi się dzisiaj wieczorem, bądź jutro.
Buziaczki, Twoja Nikoletta :*
Cieszę się, że się podobało :)
UsuńJa w twoim blogu od wczoraj się zakochałam <333333
Oo, już LBA? Super, dziękuję :**
Całuję :******************
Hmmm, od czego tu zacząć?
OdpowiedzUsuńMoże od tego, że właśnie przeczytałam twój kolejny part, który tak bosko ci wyszedł ;D
Jak zwykle wszystko pięknie i niesamowicie.
Już mi weny brakuje na komentarze bo za każdym razem mogłabym pod twoimi partami pisać to samo: pięknie, genialnie, świetnie, niesamowicie.
Ach, ciężko być oryginalnym, kiedy ktoś tak pisze ;)
No ale się wysilę :P
Twój part bardzo mnie poruszył.
Jacy oni wszyscy wspaniali: Fran, Broduey i Maxi. Wierzę że pomogą Cami wszystko sobie przypomnieć :)
Biedna dziewczyna. To takie straszne mieć pustkę w głowie i nic nie pamiętać.
Zero wspomnień. Nie wiesz kto jest kim. Nie poznajesz nawet najbliższej rodziny. Ja bym tak nie mogła :(
I pomyśleć że to przez jeden głupi wypadek na schodach..
Wszystko pięknie ci wyszło, jak już chyba wspominałam ;)
Pięknie opisane emocje i przeżycia.
No i taki ten part dłuuuugi :D
Czekam na zakończenie tej historii.
Ma być szczęśliwe! ;*
No i świąteczny part o Naxi ;D
Suuuper pomysł. Na pewno przeczytam, nie wiem tylko czy w Wigilię się wyrobię :P
No tak, to by było na tyle :)
Pozdrawiam :***
Dziękuję za taki długi komentarz :)
UsuńA zakończenie poznasz za tydzień xD
Ee tam, on wcale nie jest długi :D
Kochaam <333
Przybywam!! Jak Super Man :-D Albo Kevin w święta :-D
OdpowiedzUsuńDobra, ja już ci pisałam, że czekam i że ten... ale...
no niezbyt się spodziewałam, że będzie tak świetny...
chociaż po tobie...
to można się wszystkiego spodziewać....
To zaczynam oceniać...
Duuuużooo Brodueya... ( chyba tak to się pisze, nie?? )
Cami się wybudziła??? Szok!! :-D
To naprawdę piękne, że oni tak się o nią troszczą... ♥♥♥
Niezbyt przepadam za brazylijczykiem, ale tutaj jest ukazany tak słodko... że normalnie...
Rzygam Tęczą :-D!!!
Pisałam ci już kiedyś, że kocham ciebie i twoje opowiadanie?? Jak nie, to jeszcze raz piszę :-D
I Love You :***
Czekam na 3 część kochana :-D
Nie mogę się doczekać niedzieli :***
Kocham i Pozdrawiam
Kriena ( ♥ :** )
Dziękuję za komentarz :)
UsuńJa tak naprawdę to nie wiem, jak się pisze to imię xD Jakoś tak piszę :D
Ja też cię kocham <333333
Tylko tydzień xD
Całuję :*****************
Cześć! Przed chwilą napisałam ci sensowny komentarz, aczkolwiek coś mi się zacięło, więc nie mogłam go dodać. Przepraszam, ale nie dam rady napisać już czegoś podobnego, więc moja wypowiedź będzie niesamowicie krótka. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Przepraszam, ale to wina bloggera. ;)
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że wcześniej nie skomentowałam tej publikacji, ale jakoś zabrakło mi weny. Nawet teraz mam jej tyle, co nic, ale postaram się coś tam naskrobać.
Bromi - nigdy specjalnie nie przepadałam za tym połączeniem. osobiście preferuję Cami i Andreasa, ale u ciebie podoba mi się każdy parring. Idealnie opisujesz uczucia bohaterów. Ogólnie, nie mam się doc czego przyczepić.
Pozdrawiam! :)
Hej :)
UsuńDziękuję za komentarz <33333
Ja tam lubię Bromilę <333 Kocham ją!
Całuję :*************
Cudne <3
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogłam doczekać tej części, codziennie wchodziłam i sprawdzałam czy nie ma ;D
No dobrze, wiem że dodajesz tylko w soboty, ale to była tylko moja taka głupia nadzieja <3 :)
Co do One Parta:
Jak cudownie że Cami się obudziła ;) Bałam się że to nigdy nie nastanie..Aaaa ta scenka z Brodueyem...Ooo jaka słodka <3 Na prawdę, czy ja zawsze czytając twoje Party muszę ryczeć?
Chyba tak już mam :)
Ale...To okropne że ona nic , a nic nie pamięta....Nawet Maxiego...Franceski..A tym bardziej Brodueya i swojej mamy *-*
A co do tego świątecznego Parta o Naxi..Oczywiście że tak <3 To na pewno będzie wspaniałe, tak jak każdy :)
Wiesz, ja też chciałam napisać na swoim blogu z One Partami, jak i z opowiadaniami świąteczny rozdzialik <333 Nawet miałam już na niego pomysł..
Mikołajki? Cudoooowne <3
Ja dostałam dwie płyty z Violetty - z czego się meeega cieszę <3 , cieplutkie nauszniki :) , gwiazdkę która świeci mi w ciemności ;) , duuużo słodyczy + Od kolegi na mikołajki w szkole..Naszyjnik z kształcie serca z takimi małymi diamencikami :) .
Kocham cię, i pozdrawiam <333 :)
Ania
No widzisz, ja dodaję zawsze w niedziele :D
UsuńA ty na swoim blogu, oczywście, też pisz te świąteczne rozdziały i OP xD
Oo, zazdroszczę ci tych płyt xD Ale ja dostałam dzisiaj od cioci pieniądze (xD) więc zamówię sobie na Allegro obydwie płyty :D
Kocham <3333333333
Kochanan przepraszam
OdpowiedzUsuńMój komentarz będzie krociótki. Bardzo źle się czuję.
Part jest jeszcze lepazy niż ostatni.
Poryczałam się. Na serio, nie żartuje
Broduey tyle poświęcił.
Przyjaciele tyle poświęcili.
Każdy tak bardzo się starał.
5 miesięcy to mega dużo czasu, więc cieszę się, że nikt nie zaniedbywał Cami, a jej chłopak nadal ją kocha.
Napisałaś to wszystko tak cudownie. Przeczytałam już rano, dokładnie 12 minut później po dodaniu, ale z pośpiechu nie mogłam zostawić komentarza.
Na serio mi się bardzo podobało.
Cały tydzień czekałam i kolejny tydzień będę czekać :)
Kocham ;*
Hania
Dziękuję Hania, za komentarz :D
UsuńCiesze się, że się podobało :)
Tak, kolejna część za tydzień xD
Też kocham <333
Zapomniałam, bardzo ci dziękuję za wymienienie ♥
OdpowiedzUsuńNie ma za co :*
Usuńświetny one part! dobrze, że Camila się wybudziła ze śpiączki... ma świetnych przyjaciół, na których może zawsze liczyć <3
OdpowiedzUsuńjednak ma jakieś przebłyski pamięci i świadomości, więc jak dla mnie to dobrze wróży...
z niecierpliwoscią czekam na trzecią część i twoje kolejne oneparty <3
bardzo fajnie piszesz
//Nati
Cieszę się, że się podobało :)
UsuńTak, przebłyski ma, a co będzie dalej, to się dowiesz za tydzień :)
Dziękuję <33333
Jak pięknie!
OdpowiedzUsuńSama już nie wiem co mam napisać. To, co ty tutaj umieszczasz, przechodzi ludzkie pojęcie.
To jest takie piękneeeeee <3333
Wzruszyłam się :*
Tak ślicznie opisujesz te wszystkie wydarzenia i emocje bohaterów!
Wiem że już to wiele razy powtarzałam, ale po prostu nie mogę o tym nie napisać.
Biedna Cami. To okropne, co jej się przydarzyło. Na szczęście ma wspaniałych przyjaciół i chłopaka, na których zawsze może liczyć.
Broduey tak się dla niej poświęcił. Zrezygnował z lekcji w studiu, żeby nie opuszczać swojej dziewczyny ani na chwilę.
Tylko pozazdrościć takiego chłopaka ;)
Mam nadzieję że wszystko co Broduey zrobił dla Camili zostanie wynagrodzone.
Czekam na ostatnią część parta :)
Wiem, że się nie zawiodę :**
Więc.. do niedzieli <3333
Ola ;*
Dziękuję za taki długi komentarz <3333
UsuńNie przesadzaj ;P
Do niedzieli xD
Kocham <33333
Niesamowity!
OdpowiedzUsuńCudownie opisałaś całą historię! Nie wyobrażam sobie nie pamiętać swoich przyjaciół,chłopaka. Świetnie w czułaś się w role Camili tego jaka jest zagubiona. Nie wie co się dzieje,kim jest.Przez 5 miesięcy jakby w ogóle jej nie było. I jeszcze Broduey. Nie lubię go.Wręcz nie znoszę.Te jego różowe rurki.xD Dzięki Tobie spojrzałam na niego inaczej. Można powiedzieć,że zaczynam go tolerować. xD Za co bardzo Ci dziękuję. Nie mogę doczekać się trzeciej części!
Przepraszam,że taki krótki ale dopiero zaczynam w 'blogowym' świecie. ♥
Pozdrawiam Sophie. :*
Dziękuję za komentarz :)
UsuńJa tam lubię Brodueya xD Bardzo go lubię xD
Cieszę się, że go zaczynasz tolerować :D
Nie szkodzi, ze krótki :P Nie, on wcale nie jest krótki, co ja gadam :D Jest świetny :)
Kocham <3333
Dziękuje,że dziękujesz mi za komentarz. xD
UsuńPrzepraszam odwala mi dzisiaj. Czekolada źle za mnie działa. =D
Uważaj bo jeszcze dzięki tobie go polubię. c:
Miłego wieczoru. ♥♥♥♥
I bardzo dobrze: polub go xD
UsuńJak to brzmi... :P
Dziekuję i wzajemnie :*****
No, jak to brzmi?? Sorki, ale nie jestem zbyt ogarnięta, więc wiesz :-) A chciałabym się dowiedzieć, jak dla Oli brzmi "I bardzo dobrze: polub go xD" :D A, jeszcze jedno. Pamiętaj, że kocham <333
UsuńNo, i PISZ TE OP! Przepraszam, że się unoszę :***
Całuję :*
No bo gdyby to tak wziąć na logikę: polub go :P Jak dla mnie trochę dziwne xD
UsuńA OP o Naxi już kończę, spokojnie :D
cudne <3
OdpowiedzUsuńDziekuję <333
UsuńPiękne ♥ Czekam na trzecią część :3
OdpowiedzUsuńPisz tego parta wigilijnego, pisz, pisz, pisz :)
Pozdrawiam ^^
Cieszę się, ze się podoba :)
UsuńPiszę, piszę xD
Kocham <333
Niesamowicie jak zawsze <3
OdpowiedzUsuńBardzo dobry pomysł z tym świątecznym partem.
Przy okazji zaproszę cię tu:
http://leonescaporsiempre.blogspot.com/?m=1
Dopiero dzisiaj odkryłam ten blog, ale bardzo mi się spodobał. Może wpadniesz?
Dziękuję za komentarz :)
UsuńMoże wpadnę :D
Bosko piszesz zazdroszczę ci inspiracji i weny ale cóż widocznie nie każdy może prowadzić bloga a swoją drogą mam prośbę mogła byś zajrzeć na mojego bloga i dać mi kilka wskazówek to jego link http://sory-of-leonetta.blogspot.com ... czekam na next pozdrawiam //klaudia
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz :)
UsuńNa bloga postaram się zajrzeć xD
Marcela przybyła !
OdpowiedzUsuńZ opóźnieniem, ale to jak zawsze :(
Jestem na samym szarym końcu, zapewne nawet już nie czytasz tego koma :(
No ale trudno ;*
Kocham twoje party.
KONIEC !
ale ty wiesz, wiesz to wszystko ;*
Nie dam rady wymyślić nic sensowniejszego.
Powiem krótko, świetny Part czekam na następne ;*
MARCELA *.*
No jak mogłabym nie czytać? xD Czekałam, aż skomentujesz <3333
UsuńDziękuję za komentarz.
Kocham <3333
Cudeńko
OdpowiedzUsuńJulia
Dziękuję <333
UsuńWybacz, jestem głupia, ale moja leniwa osoba nie miała weny do napisania komentarza. Wybacz Adżacie, ona tak ma.
OdpowiedzUsuńBoże, nie chciałabym być w podobnej sytuacji. W ogóle to podziwiam Broadwaya, że tak dzielnie przy niej czuwa. Nie wiem czy dałabym tak radę. Cóż, podobno miłość czyni nas lepszymi ludźmi...
Gdybym ja wybudziła się po śpiączce, moja kochana rodzicielka wmówiłaby mi, że jestem dobra z matmy, wprost kocham fizykę i ubóstwiam chemię. Takiego kujona by ze mnie zrobiła.
Mnie to my wykorzystali, a tu? Prawdziwi przyjaciele.
Przez Ciebie boję się wchodzić po schodach, a mama nie chce zamontować w domu windy. Stracę pamięć i wmówią mi dziwne rzeczy, ja nie chce!
Ogólnie mówiąc, wybrałaś świetny temat do opisania, także jestem bardzo ciekawa kontynuacji. Nie spotkałam się jeszcze z taką miniaturką.
Prześlicznie to opisałaś.
Mam nadzieję, że mimo wszystko ta historia skończy się szczęśliwie :)
Pozdrawiam i życzę duuużooo weny ;**
Jej, cieszę się, że zajrzałaś :D
UsuńSzczerze, to ja uwielbiam twoje komentarze xD Nie tylko u mnie, ale na innych blogach też :D I ty pewnie wiesz czemu :P
Noo, moi rodzice wmówiliby mi to samo xD
Ja pomimo tego OP dalej chodzę po schodach, a nawet biegam :D Już parę razy zleciałam i żyję xD
Dziękuję za komentarz, a jak to się skończy, dowiesz się w niedzielę <333
Całuję :*******
przepraszam, że komentuje z wielkim opóźnieniem, ale szkoła jest i ja nie wyrabiam :C
OdpowiedzUsuńcudny <333
obudziła się, tylko szkoda, że nawet jednej rzeczy nie pamięta :C
ale kochani przyjaciele będę jej przypominać <33
czekam na koelejną ;***
Nie ma sprawy, rozumiem xD
UsuńDziękuję za komentarz <333
To było świetne. Czytam, czytam..i dopiero teraz przypomniało mi się o komentarzach.
OdpowiedzUsuńNaprawdę genialne, tak pięknie opisałaś ich uczucia, emocje..Błędów także nie zauważyłam. Naprawdę genialne, nie ma co przedłużać, bo każdy wie jak jest.(: <3
Saludo&amo
Martini=*
Gracias, cieszę się, że się podoba <3333
UsuńTe amo <3 Tak długo szukałam czegoś o Bromili i wreszcie znalazłam ! Jupiiii !
OdpowiedzUsuńCudownie piszesz i już nie mogę się doczekać One Parta o Naxi, bo to moja ulubiona para. Na pewno będę tu wpadała częściej.
Zielona
Gracias <33333
UsuńWpadaj częściej, zapraszam xD
z tego co widzę dużo osób zostawia baaaardzooo długie komentarze.
OdpowiedzUsuńA moje są takie skromniutkie...
Chyba czas to zmienić xD
Czytając poprzednią część miałam nadzieję, że Cami się obudzi..
No i się obudziła, ale, chcąc nie chcąc, wywołała tym u siebie smutek.
U swoich przyjaciół też. Ja np. nie chciałabym by moja przyjaciółka nie pamiętałaby niczego..
To byłoby straszne!
Ale niestety realne.. Każdemu może się to przydarzyć.
Niestety teraz padło na Cami i jej przyjaciół. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie no i..
W jakiś romantyczny sposób odzyska pamięć.. Może przez pocałunek z Brodueyem?...
Hah.. Marzenia..
Rozdział genialny jak zwykle. Lecę do nexta, bo nie wytrzymam.
Zakończenie genialne.. Trzymające w napięciu..
Dobra! Koniec Patka! Leć dalej bo nie wytrzymasz >.<
No! I takiej długości już mogą być moje komy xD
UsuńGracias <333
UsuńZostawiają długie komentarze, a ja takie uwielbiam normalnie :**
Ogólnie uwielbiam wszystkich, którzy czytają moje wypociny xD
Te quiero <3333
:DD
Usuń