niedziela, 29 grudnia 2013

ONE PART MARCESCA - Już nikt nigdy Cie nie uderzy cz 2

    
Nie wiem, ile spałam. Nie wiem, ile byłam nieświadoma tego, co działo się wokół. Obudziłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam w pobliżu jakieś głosy. Podniosłam ciężkie powieki. Zobaczyłam kogoś nad sobą, ale dopiero po chwili dostrzegłam w tej postaci moją przyjaciółkę.
- Obudziła się. – Odetchnęła z ulgą. Zwróciła się do kogoś stojącego obok. – Zanieś ją na kanapę.
Poczułam jak czyjeś ręce podnoszą mnie w górę. Syknęłam cicho z bólu, jaki poczułam na moim obolałym ciele.
- Spokojnie. – Usłyszałam głos Maxiego. – Jeszcze chwila, Fran.
Położył mnie na miękkiej sofie.
- Otwórz oczy – poprosiła Naty.
Zrobiłam to. Dojrzałam moją przyjaciółkę klęczącą obok mnie, i mojego przyjaciela stojącego zaraz przy niej.
- Możesz usiąść? – spytał chłopak.
Pokiwałam powoli głową. Maxi podparł mi plecy ręką i podniósł do góry.
- Boże, co on ci zrobił… - szepnął.
Po moich policzkach spłynęły łzy.
- Nie płacz – rzekła Natalia. – Co cię boli?
- Wszystko… – odparłam słabo.
Maxi wyszedł z pokoju, aby po chwili wrócić do niego z plastikowym woreczkiem pełnym lodu, wyjętym z zamrażalki.
Naty odsunęła się, aby zrobić miejsce swojemu narzeczonemu. Ten kucnął przy mnie. Przyłożył lód do mojego policzka. Jęknęłam cicho.
- To ci pomoże – uspokoił mnie. – Naprawdę. – Spojrzał gdzieś w dół. – Pokaż rękę.
Trzymając woreczek jedną ręką, chwycił moją dłoń i podniósł ją do góry. Teraz również ja zauważyłam szeroką ranę na moim przedramieniu. Wokół niej dostrzegłam zaschniętą krew, co nie wyglądało za ciekawie.
- Natalia, przynieś miskę z wodą. – Odwrócił się do dziewczyny.
Ona pokiwała głową i udała się do łazienki. Maxi spojrzał na mnie.
- Co się tutaj stało? – spytał.
- Nie widzisz…? – odparłam. – To, co zawsze.
- Francesca, jak ty wyglądasz… – westchnął. – To nie jest normalne. Każda kobieta na twoim miejscu już dawno odeszłaby od niego.
- Maxi, przestań – poprosiłam. – Ja nie jestem „każda kobieta”. Możesz na razie o tym nie mówić?
- Jak mogę o tym nie mówić? – zdenerwował się. – Fran, on jest niebezpieczny! Zobacz, co ci zrobił! On cię dosłownie skatował!
- Nie pierwszy raz… - spuściłam głowę.
- Nie pierwszy, i nie ostatni – rzekł.
- Słuchaj, Maxi, ja już się przyzwyczaiłam – mruknęłam.
- Do czego? – zapytał. – Do poniżania? Do traktowania jak psa?
Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Przepraszam, Francesca, ale to chyba najlepsze określenie. To prawda. Ty chyba nie widzisz swoich rąk, swoich nóg, całego swojego ciała. Wszędzie masz ślady, które nigdy nie znikną. Ale największy ślad zostanie w twojej psychice.
Wzruszyłam ramionami.
- A… - Odezwałam się. – A… A ten Marco? Jak on… jak…
- Jak zareagował? – przerwał mi Maxi. – A jak ty byś zareagowała na jego miejscu? Usiadłabyś wyluzowana w fotelu i oglądała telewizję?
- Głupie pytanie…? – spytałam niepewnie.
- Bardzo głupie – potwierdził. – Ale ci odpowiem. No cóż… Tak naprawdę, to nie pytał o nic. Poszedł tylko do swojego pokoju. Mówiłem ci, że mieszka ze mną i z Naty? – Pokręciłam przecząco głową. – Tylko tymczasowo, dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś mieszkania. Więc poszedł do siebie, wszyscy się porozjeżdżali… Dziewczyny oczywiście były trochę niespokojne, ale jakoś opanowaliśmy sytuację.
- Mogłam tam w ogóle nie przychodzić… - jęknęłam. – Przeze mnie są same problemy. Może powinnam…
- Przestań! – podniósł głos. – Nie wypowiadaj tych słów! Nie waż się nawet tak myśleć! Zabraniam ci!
- Też będziesz mną rządził? – Skierowałam wzrok na swoje kolana.
- Nie… - westchnął. – Nie chodzi o to… Spójrz na mnie, Francesca.
Powoli przeniosłam oczy na niego.
- Nikt nie chce tobą rządzić – powiedział. – No, może oprócz Niego. Wszyscy chcą ci tylko pomóc.
Przygryzłam wargę. Nie chciałam odpowiadać. Nie chciałam znowu go okłamywać, że nie chcę pomocy. Chciałam, i to bardzo, ale bałam się. Po prostu się bałam.
- To jest zimne. – Podniosłam rękę z zamiarem odjęcia lodu od mojego policzka.
Mój przyjaciel złapał mnie za nadgarstek.
- To ma być zimne – odparł. – Nie ruszaj.
- Ale…
- Nie kłóć się – odezwał się. – I tak będziesz miała to całe spuchnięte. Już masz. Może lód chociaż trochę pomoże.
- Nawet jak pomoże, to dzisiaj, a najpóźniej jutro znowu dostanę. I to o wiele mocniej.
Nie zdążył odpowiedzieć, bo do pokoju weszła Natalia z miską. Podeszła do nas i kucnęła obok kanapy. Zamoczyła jakąś ściereczkę w wodzie.
- Ostrzegam, będzie szczypać – rzekła.
I miała rację. Kiedy tylko przyłożyła mokry materiał do mojej rany, poczułam niemiłosierne szczypanie. Zacisnęłam zęby.
Naty obmyła zranione miejsce i owinęła je bandażem, który wcześniej przyniosła z łazienki. Potem odniosła wszystko na miejsce.
- Możesz to już zabrać? – Wskazałam na woreczek, który Maxi wciąż trzymał przy mojej twarzy.
- W sumie, to tak. – Położył go na stole. – Coś jeszcze cię boli?
- Maxi, wszystko… - odparłam. – Dosłownie…
Spojrzał na mnie z żalem w oczach.
- Chodź tu do mnie. – Wyciągnął ramiona i przyciągnął mnie mocno do siebie.
Syknęłam cicho z bólu jaki zadał mi przyciskając swoje silne ręce do mojego posiniaczonego ciała.
- Przepraszam – rozluźnił uścisk.
Po moich policzkach spłynęły łzy.
Siedzieliśmy tak przez chwilę. Po tym czasie mój przyjaciel odsunął mnie od siebie na długość swoich ramion.
- Teraz nam powiedz, co tu się w ogóle stało – rzekł.
Westchnęłam.
- No, a co się mogło stać? – Otarłam łzę z policzka. – Przyjechaliśmy, weszliśmy do domu… A później… Później wpadł w jakiś szał… Jak zawsze. Sami wiecie… Zaczął mnie bić. Tak strasznie mnie bolało… Po tym wszystkim zasnęłam…
- Bardzo przestraszyliśmy się, kiedy weszliśmy do domu i zobaczyliśmy cię na ziemi – odezwała się Naty. – Dobrze, że zostawiłaś nam klucze. Nie odbierałaś telefonu, musieliśmy przyjechać. Baliśmy się o ciebie.
- Niepotrzebnie – powiedziałam cicho. – Nic takiego mi się nie stało.
- Ale mogło, Francesca – uświadomił mi Maxi. – Znasz go lepiej niż my. Powinnaś wiedzieć takie rzeczy.
- Jestem zahartowana – uparłam się. – Wytrzymałam już tyle…
- A w dalszym ciągu dajesz się tak traktować? – przerwała mi Naty. – Fran, proszę cię, weź się za siebie. Zawalcz w końcu.
- Możecie przestać? – spytałam. – Przyjechaliście tutaj, żeby prawić mi morały?
- Nie – zaprzeczył mój przyjaciel. – Przyjechaliśmy, bo się o ciebie martwiliśmy. I martwimy się nadal.
- Nie macie o co się martwić – mruknęłam.
- Fran, ty sama siebie nie słyszysz – odparła Nata. – Nie wiesz co mówisz.
- Wiem doskonale co mówię – uparłam się.
- Właśnie chyba nie bardzo – powiedział Maxi. – Gdybyś wiedziała co mówisz, to na pewno by to tak nie zabrzmiało. Jak to nie mamy się o co martwić? Ten wstrętny bydlak leje cię, katuje, a my stoimy z boku i patrzymy na to wszystko, bo ty nie chcesz pomocy!
- Właśnie: nie chcę! – Podniosłam głos. – Czy wy nie rozumiecie jednej najważniejszej rzeczy? Ja nie mam wyjścia, nie mogę od niego odejść! Mamy dziecko, zapomnieliście o tym?
- Słuchaj, Cande też nie może tak żyć! – Maxi potrząsnął mną. – Krzywdzisz i siebie, i ją równocześnie!
- Nic nie wiecie! – krzyknęłam. – Nie wypowiadajcie się na ten temat! Dla mnie to nic nowego, że jestem bita! Nie jest też dla mnie żadną nowością, że ktoś mnie poniża, zastrasza czy pomiata mną! Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, miałam na to dwadzieścia sześć lat! Od dziecka nie znam innego traktowania! Nie wyobrażam sobie innego życia, nie wiem jak ono wygląda, rozumiecie?
Czy ja musiałam to powiedzieć? Musiałam się wygadać? To co powiedziałam, dotarło do mnie dopiero po chwili. Wyjawiłam moim przyjaciołom swoją największą tajemnicę, o której nikt nigdy nie wiedział i nie miał się w życiu dowiedzieć. Oczywiście oprócz Camili, która ze swoją inteligencją trochę tego wszystkiego się domyślała…
Widziałam zszokowane spojrzenia Maxiego i Naty. Nie wiedzieli co powiedzieć. Oni na pewno nigdy nie pomyśleli przez co przeszłam w dzieciństwie. Myśleli, że byłam tak szczęśliwa jak oni, a moje problemy zaczęły się dopiero po wyjściu za mąż. Ale nie… Ja nigdy szczęścia nie zaznałam, a takie traktowanie było dla mnie normą już od maleńkości…
- Francesca, co ty… - zaczęła Natalia.
- Nie, nie ważne – przerwałam jej w połowie. – Zapomnijcie o tym. Ja wcale tego nie powiedziałam. To tylko wasza wyobraźnia, tego nie było, okey?
- Jak mamy o tym zapomnieć? – zdenerwował się mój przyjaciel. – Nie da się zapomnieć o tym co przed chwilą powiedziałaś! Co to miało znaczyć?
- Już wam powiedziałam – rzekłam. – Nic takiego, nie drążcie tematu.
- Fran, proszę cię! – odezwała się brunetka. – Zaczęłaś, to skończ!
- Nic nie zaczęłam i nic nie będę kończyć – odparłam. – To jest tylko i wyłącznie moja sprawa! – Podniosłam głos. – Nie wtrącajcie się, jeśli nikt was o to nie prosi! Nie potrzebuje was! Ani was, ani nikogo innego!
To nie była prawda. Potrzebowałam ich, i to bardzo. Tylko oni mnie wspierali i pomagali mu. U nich mogłam zawsze przenocować, a oni z chęcią opiekowali się Cande, gdy tylko przyszła taka potrzeba.
Zobaczyłam ból i smutek w oczach moich przyjaciół.
- Przykro nam, że tak mówisz, Francesca – powiedział Maxi.
- Jakoś mało mnie to obchodzi. – Spojrzałam na niego złowrogo. – Nie chcę was widzieć. Wyjdźcie stąd, chcę zostać sama.
Wymienili zmartwione spojrzenia. Jednak posłusznie wstali i skierowali się do drzwi.
- Ktoś przywiezie później Candelarię – rzekła Naty, znajdując się już przy drzwiach.
Pokiwałam tylko głową.
Wyszli, zostawiając mnie samą w tym dużym domu. W domu, w którym przeżyłam taki koszmar, ale z którego mogłam wynieść również dobre wspomnienia… W końcu to tutaj wychowałam moją córeczkę, mój skarb, całe moje szczęście.
Zrozpaczona położyłam się na sofie. Wtuliłam twarz w poduszkę. Pozwoliłam, by po moich policzkach popłynęły łzy, mocząc ją. Nie przejmowałam się tym.
Przesadziłam. Nie powinnam tak traktować Maxiego i Natalii. Byli w końcu moimi przyjaciółmi i chcieli mi tylko pomóc. Za ostro zareagowałam. Byłam do niczego, nie mogłam nawet docenić starań tych, którzy się o mnie martwili, i którzy byli zawsze przy mnie. Nie zasługiwałam na to by żyć… Ale musiałam. Dla mojej córeczki, dla Cande, która była dla mnie całym światem, bez której nie mogłabym funkcjonować. To był mój skarb, moje życie… Kochałam ją tak, jak nikt inny. Chciałam dać jej całą tą miłość, której ja nigdy nie dostałam od moich rodziców. Chciałam, żeby ona poznała życie lepiej niż ja, i żeby żyła zupełnie inaczej, niż jej matka…

Stałam przy kuchni. Ubrana w szary dres i z włosami związanymi w kuca gotowałam obiad. Oczywiście wybrałam takie ubrania, które zakryły moje posiniaczone ręce i nogi. Później zrobiłam makijaż, który ukrywał wszystkie ślady wczorajszej sytuacji na mojej twarzy. Jednak nadal widoczne było to opuchnięcie na policzku. Na szczęście nie bardzo.
Ktoś zapukał do drzwi.
Zestawiłam patelnię z ognia, wytarłam ręce o ścierkę i ignorując rozdzierający ból w kolanie ruszyłam, aby je otworzyć.
Ledwo to zrobiłam, do środka wbiegła moja córeczka.
- Mamusia! – Przytuliła się do moich nóg. – Mamusia, jak się czujesz?
- Candusia. – Kucnęłam przy niej. – Bardzo dobrze, słoneczko. Idź do pokoju i rozbierz się dobrze?
Dziewczynka pokiwała głową i pobiegła do salonu.
Stanęłam na nogi. Dostrzegłam stojącego w drzwiach Marco. Na pewno to on przywiózł Candelarię.
- Cześć. – Przywitał się. – Przyprowadziłem Cande, tak jak kazała mi Naty.
- Cześć, dziękuję. – Uśmiechnęłam się. – Może wejdziesz na chwilę?
- Jeśli nie jesteś zajęta – odwzajemnił uśmiech.
- Nie, coś ty – zapewniłam go. – Wchodź.
Chłopak zamknął drzwi. Ruszyłam w głąb domu, a on za mną. Skierowałam się do kuchni.
- Napijesz się czegoś? – spytałam wchodząc do niej.
- Nie dziękuję, nie mam ochoty – odmówił.
- Przepraszam cię, ale jestem zajęta obiadem, więc… - zaczęłam. – Usiądź może, ja za chwilę się do ciebie dosiądę.
Chłopak zgodził się i posłusznie usiadł przy stole.
Wróciłam do przygotowywania posiłku. Nie miałam pojęcia, kiedy Ezequiel wróci z pracy, wolałam jednak być przygotowana na wszystko. Wczoraj zdenerwował się, kiedy nie było kolacji, ale dzisiaj mógł zjawić się już na obiad.
- Kulejesz? – Usłyszałam pytanie Marco.
Odwróciłam głowę w jego stronę. Patrzył na mnie podejrzliwym wzrokiem. Nie wiedziałam czy był świadomy tego, co dzieje się w moim domu, czy moi przyjaciele coś mu powiedzieli. Oby nie. Nie potrzebuję litości.
- Tak… - odparłam niepewnie. – Przewróciłam się. To nic takiego.
Jednak Marco nie wyglądał na przekonanego. Mimo to pokiwał potakująco głową.
- Nie powinnaś iść z tym do lekarza?
- Nie, nie ma takiej potrzeby – powiedziałam. – Poboli, poboli i przestanie. Jak zawsze.
Wyłączyłam kuchenkę i wytarłam ręce.
Usiadłam na krześle, naprzeciw bruneta.
- Jesteś pewien, że nie chcesz się czegoś napić? – spytałam.
- Jestem pewien. – Uśmiechnął się. – Francesca, powiedz mi coś o sobie.
- Coś o mnie… - westchnęłam. – O mnie nie ma co mówić. Wiodę życie jak każda inna kobieta. Mam męża, dziecko… zajmuję się domem. Nic ciekawego.
Gdyby tylko właśnie tak to wyglądało. Gdybym rzeczywiście mogła żyć tak jak inne kobiety w moim wieku, szczęśliwe, z perspektywami na przyszłość… Ale nie było mi to dane. Widocznie od samego początku byłam spisana na takie męki. To nie zależało ode mnie.
- A ty?
- Ja? No cóż… - zaczął. – Mam dwadzieścia siedem lat, żadnej dziewczyny, narzeczonej, żony… Ale to już wiesz – zaśmiał się. – Ciągle czekam na tę jedyną. Ale ile można?
- Czasami na prawdziwą miłość trzeba poczekać – odrzekłam.
- Tak to sobie tłumaczę. – Spojrzał na mnie uważniej. – Nie chcę być wścibski, ale… Co ci się stało w twarz?
Odruchowo przyłożyłam rękę do obolałego policzka. Chyba nie było tego aż tak bardzo widać?
- A to… - zająknęłam się. – Mówiłam ci, przewróciłam się. To od tego.
- Naprawdę?
- Czy to przesłuchanie? – spytałam. – Tak, naprawdę.
- Francesca… - rzekł niepewnie – bo wiesz… Maxi i Naty trochę mi powiedzieli o…
- Co ci powiedzieli? – przerwałam mu.
- Wszystko – uciął.
- No nie wierzę… - mruknęłam.
- W sumie… Nie chcieli mi powiedzieć – poprawił. – Wyciągnąłem to z nich. Wiesz, gdybym wiedział to nie byłbym taki ciekawski… Nie wiń ich za to.
- Nie zamierzam nikogo winić – powiedziałam. – Ale nie chcę kolejnej osoby, która będzie mi wmawiać, że mam odejść od Ezequiela.
- A nie byłoby to najlepszym rozwiązaniem?
- Nie – zaprzeczyłam. – On jest moim mężem, mamy córkę, która potrzebuje ojca.
- Okey, ja rozumiem, ale… Ale ja widziałem, co się wczoraj wydarzyło, Francesca.
- Nie powinieneś. – Spuściłam głowę.
Nastała krępująca cisza. Nie zamierzałam się odzywać. Ja wiedziałam swoje.
- Możesz na mnie spojrzeć?
Z wahaniem podniosłam głowę i skierowałam wzrok na jego twarz.
- Wiesz… Nie znam cię długo – rzekł. – Ale trochę wiem o tym, co przeżywasz.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Kiedy byłem mały, mieszkałem z rodzicami – kontynuował. – Mój ojciec przesadzał z alkoholem, bił moją mamę… Chciała się z nim rozwieść, ale… Ale nie zdążyła. Zakatował ją na śmierć dzień przed umówioną wizytą u adwokata.
W jego oczach zauważyłam ból. Sytuacja jego matki była podobna do mojej sytuacji, z jedną tylko różnicą – Ezequiel nie pił. Ale co z tego? Bił mnie i było to widać, to się liczy. Tylko, że ja nie mogę się z nim rozwieść. Boję się. Matka Marco chciała zostawić swojego męża, ale on na to nie pozwolił. Pewnie uznał, że jeśli ona nie może być z nim, to nie może być już nikim innym. Ezequiel też był zdolny coś takiego zrobić. Znałam go. Aż za dobrze.
- Przykro mi – powiedziałam cicho.
- Tutaj nie chodzi o to, czy jest ci przykro czy nie – odparł. – Wiesz, kiedy Maxi i Natalia opowiedzieli mi co dzieje się u was w domu, to od razu przed moimi oczami pojawił się mój ojciec, moja matka i ja. Twoja historia jest tak podobna do historii mojej matki. Ona nie zdążyła zadziałać, ale ty możesz, ponieważ masz przyjaciół, którzy ci pomogą. Ona nie miała nikogo.
- A nie mówiłam… - Osunęłam się na krześle.
- O co chodzi? – zdziwił się chłopak.
- Wiedziałam, że ty też będziesz prawił mi kazania – rzekłam. – Jesteś kolejną osobą, która chce za mnie decydować. Ale zrozum jedno – ja nie potrzebuję pomocy.
Kolejny raz skłamałam. To łgarstwo powtarzałam na każdym kroku, choć w żadnym wypadku nie było ono prawdą.
Tak naprawdę, to chciałam, żeby ktoś mi pomógł. Chciałam, żeby ktoś wyciągnął mnie z tego bagna. Ale bałam się. Kogo? Można się domyślić.
- Nie, nie chcę prawić ci żadnych kazań – westchnął. – Ale…
- Świetnie – przerwałam mu. – Napijesz się soku?
Nie czekając na jego odpowiedź podniosłam się z krzesła. Kuśtykając doszłam do szafki. Wyjęłam z niej dwie szklanki i karton z sokiem. Nalałam go do kubków i wzięłam je do rąk.
- Daj. – Marco wstał i podszedł do mnie. Przejął napoje. – Wylejesz.
Oparłam się o szafkę przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę. Chłopak postawił szklanki na stole i wrócił do mnie.
- Złap się mnie – rzekł.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chwyć się mnie, pomogę ci dojść do stołu.
Niepewnie podniosłam rękę i położyłam ją na jego ramieniu. On uśmiechnął się i złapał mnie za drugą. Doprowadził mnie do krzesła i pomógł mi na nim usiąść.
- Dziękuję – powiedziałam.
Usiadł na swoim miejscu i wziął do ręki szklankę z sokiem. Zrobiłam to samo. Upiłam łyk.
- Chcesz jeszcze o czymś porozmawiać? – Odstawiłam ją na stół.
- W sumie… - zamyślił się. – Co lubisz robić?
- Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. – Wzruszyłam ramionami
- Jak to? – zdziwił się. – Przecież to proste. Powiedz tylko, czym się zajmujesz, co sprawia ci przyjemność?
- Czym się mogę zajmować… - westchnęłam. – Zajmuję się domem, sprzątam, gotuję… A przyjemność? Nie mam jej za wiele, ale prawdziwą radość czuję, kiedy widzę, że Cande jest szczęśliwa – uśmiechnęłam się. – Na tym zależy mi najbardziej. Jej uśmiech jest dla mnie najlepszą nagrodą…
- Kochasz ją – to było stwierdzenie.
- I to jak – zgodziłam się. – Najbardziej na świecie. Jest dla mnie najjaśniejszym słońcem, które świeci nawet w pochmurny dzień. Nie jest to możliwe, ale Cande to potrafi.
W tym momencie do kuchni wbiegła moje córeczka.
- Mamusiu, mamusiu, tata chyba już przyjechał. – Podbiegła do mnie.
Natychmiast zerwałam się na nogi. Pomimo bólu w kolanie dokuśtykałam do okna. Wyjrzałam przez nie. Na podjeździe stał czarny samochód należący do mojego męża. Oblał mnie zimny pot. W środku już czułam ten ogromny strach i gniew Ezequiela, kiedy zobaczyłby siedzącego tutaj Marco
- Jesteś autem? – Odwróciłam się w jego stronę.
- Nie, ja…
- Dobra – przerwałam mu. – Tym lepiej. Musisz stąd iść. W tej chwili, Marco.
- Co? Ale…
- On nie może cię tutaj zobaczyć – ponownie się wtrąciłam. – Zabiłby cię w momencie. Musisz stąd uciekać, Marco, naprawdę.
Podeszłam do niego najszybciej jak umiałam i chwyciłam go za rękę. W tym momencie jakby… przeszył mnie jakiś prąd. Szybko jednak otrząsnęłam się.
- Wyjdź tędy. – Pociągnęłam go w kierunku drzwi tarasowych. – Poczekaj, aż wejdzie do domu. Nie daj mu się zauważyć.
Chłopak pokiwał głową posyłając mi pełne żalu spojrzenie. Współczuł mi, ale w tym momencie było to akurat najmniej ważne.
Otworzyłam drzwi i wypchnęłam go na zewnątrz, jednocześnie żegnając się z nim.
- Candusia, idź do pokoju, dobrze? – kucnęłam przy córeczce. – Mamusia musi ugotować obiad. Za chwilkę do ciebie przyjdę, tak?
Mała pokiwała głową, odwróciła się i pobiegła do swojej sypialni.
Stanęłam przy kuchni z zamiarem dokończenia obiadu. I w tym momencie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi…

Nie rozumiałem jej. Widziałem, że się bała. Nie znałem jej długo, ale wiedziałem co czuje. Może nie dokładnie, ale domyślałem się. Moja matka przeszła przez to samo co Francesca. Przez równie okropne piekło, z którego nie zdążyła się wydostać. A Fran ma szansę. Tylko dlaczego nie chce jej wykorzystać?
Otworzyłem drzwi i wszedłem do domu. Udałem się do kuchni, gdzie znajdowali się już Maxi z Natalią. Przywitałem się z nimi.
- I co, Francesca coś mówiła? – spytał Maxi.
- Tak… - Usiadłem na krześle. – Rozmawialiśmy przez jakiś czas… Ale przyjechał…
- Nie wymawiaj tego imienia – przerwała mi Naty.
- Nie zamierzałem – rzekłem. – Jej mąż… Francesca kazała mi od razu wyjść tylnym wyjściem.
- Nie zauważył cię? – upewnił się chłopak.
- Nie, na szczęście nie.
- Będzie trzeba później zadzwonić do Fran – stwierdził. – Ale jak nie będzie chciała z nami rozmawiać…
- I tak odbierze – rzekła jego dziewczyna. – Kiedyś Federico ostro ją ochrzanił, jak nie odbierała telefonu. Pamiętasz, Maxi?
- Coś mi się przypomina… - Podrapał się po głowie. – Zresztą, nie tylko Feder na nią wtedy nawrzeszczał. Wszyscy nieźle jej nazdaliśmy. Może i wtedy przesadziliśmy. Ale szczerze? Należało jej się. Martwiliśmy się o nią, a ona tak po prostu nie odbierała telefonu, bo była na nas zła. To niczego nie wyjaśnia.
- Chyba jest coś nie tak z jej nogą… - powiedziałem niepewnie. – Kuleje.
- Można się było tego spodziewać. – Natalia wyjęła talerze ze zmywarki. – Nieraz tak było. To nie nowość.
Na tym nasza rozmowa się zakończyła.
Wiedziałem, jak martwią się o Francescę. Ja w głębi duszy też się martwiłem, choć znałem ją dopiero od wczoraj. Chciałem jej pomóc, zresztą tak samo jak reszta naszych przyjaciół. Ale najpierw to ona musiała wykazać taką chęć. Bez tego nie można nic zrobić. Moja matka nigdy się nie użalała, nie prosiła nikogo o pomoc. Uważała, że poradzi sobie sama. Radziła sobie do pewnego czasu. W końcu było już za późno, na jakąkolwiek reakcję.
Wciąż pamiętam te ciągłe awantury w domu. Te krzyki, kłótnie, podczas których zawsze chowałem się pod swoje łóżko. Tam czułem się bezpieczny. I choć mój ojciec nigdy mnie nie uderzył, to bałem się go. Wiele razy byłem świadkiem tego, jak podle traktuje moją matkę. Widziałem, jak bił ją, czasami do nieprzytomności. A ona nie reagowała, poddawała się mu.
Wiedziałem, co czuje córka Franceski – Candelaria. Kiedy byłem w jej, wieku, przeżywałem dokładnie to samo. Codziennie tylko strach, strach, i nic więcej. Moja matka chroniła mnie jak tylko mogła, była naprawdę dobrym człowiekiem… Były z Francescą tak do siebie podobne…

- Maxi, wyłącz te nudy… - jęknęła Naty, próbując zabrać swojemu chłopakowi pilota. – Proszę cię…
- Poczekaj chwilę, obejrzymy do końca. – Chłopak wpatrywał się uporczywie w telewizor.
- Ale, Maxi… - Moja kuzynka położyła głowę na jego kolanach. – Mam zacząć płakać, żebyś mnie w końcu posłuchał?
Dwudziestodziewięciolatek nawet na nią nie spojrzał. Był zbyt zajęty meczem emitowanym w telewizji.
Zrezygnowana dziewczyna westchnęła ze złością, podniosła się i nerwowym krokiem chciała wyjść z salonu.
- Gdzie idziesz? – spytał zdziwiony Maxi, odwracając wzrok od telewizora.
- Jak najdalej od ciebie – mruknęła.
Na te słowa szybko się podniósł i podszedł do niej.
- Nawet się do mnie nie zbliżaj – wysyczała. – Idź, oglądaj sobie mecz, który jest ważniejszy ode mnie! Proszę bardzo!
Siedziałem na sofie i przyglądałem się im z zaciekawieniem. Natalia już dobre kilkanaście minut próbowała zwrócić na siebie uwagę Maxiego. Niestety, bezskutecznie.
- Naty…
- Nie – przerwała mu. – Nie cierpię, kiedy ktoś mnie ignoruje. Szczególnie ty, Maxi. I wiesz co? Powiem ci, że…
- Natalia! – Podniósł głos. – Możesz dać dojść mi do słowa?
Dziewczyna zatrzymała się. Spojrzała na swojego partnera z ponagleniem. Ten wziął głęboki wdech.
- Dobra, może przesadziłem. – Moja kuzynka chciała coś powiedzieć, ale nie pozwolił jej. – Na pewno przesadziłem – poprawił się. – Przepraszam, Naty. Wiem, jedno głupie „przepraszam”, ale…
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i ruszyła do wiatrołapu. Maxi westchnął i przeniósł wzrok na mnie.
- Przejdzie jej – powiedziałem. – Znam ją, jest w końcu moją kuzynką.
- Tak myślę… - mruknął. – Ciekawe kto przyszedł.
Jak na zawołanie, do salonu wpadła mała dziewczynka. Podbiegła ona do Maxiego.
- Cześć wujku. – Przytuliła się do jego nóg.
- Cześć, malutka. – Ten zaśmiał się i pogłaskał ją po głowie.
- Wujku, ja wcale nie jestem malutka! – zaprzeczyła. – Jestem już taka duża! Prawie jak ty, wiesz?
- Faktycznie, przepraszam – Uśmiechnął się. – Zapomniałem, że tak szybko rośniesz. Jesteś z mamą?
- Mamusia rozmawia z ciocią – rzekła dziewczynka. Odwróciła głowę, i wtedy dostrzegł mnie. – O, wujek!
Nazwała mnie wujkiem? Oczywiście, nie żebym się nie cieszył, ale było to dla mnie coś nowego…
- Mogę tak na ciebie mówić? – Podeszła do mnie.
- Pewnie, że tak – zgodziłem się. - Będę twoim wujkiem, tak?
- Tak, tak – Cande pokiwała głową. – Mam następnego wujka! Słyszałaś, mamusiu?
Mała odwróciła się i pobiegła do przedpokoju. Ja uśmiechnąłem się, wstałem i poszedłem za nią.
W przedpokoju stała Francesca we własnej osobie. Na twarzy miała czarne okulary przeciwsłoneczne, którymi prawdopodobnie chciała zakryć opuchnięty policzek. Nie dawało to wiele, ale nie spływało również na niczym.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Później przeniosła wzrok na swoją córkę, a później na przyjaciół.
- Wiecie… - zaczęła nieśmiało. – Bo ja…
- Nie będziemy tutaj stali – przerwał jej Maxi. – Wejdź do salonu.
Dziewczyna pokiwała głową.
Chwyciła Candelarię za rączkę i razem z nią weszła w głąb domu.
- Napijesz się czegoś? – spytała Natalia.
- Nie, dziękuję. – Fran usiadła na fotelu. – Ja… Przyszłam was przeprosić… - Spuściła głowę. – Za to, jak się wcześniej zachowałam. Poniosło mnie… Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać, rozumiemy. – Maxi stanął obok swojej dziewczyny.
Ta spojrzała na niego z niechęcią i odsunęła się kilka kroków w prawo.
Czarnowłosa spojrzała na mnie z pytaniem wymalowanym w oczach, jakby chcąc o coś zapytać.
- Pokłócili się – wyjaśniłem krótko.
- O co?
- Maxi był zbyt zajęty meczem, żeby zwrócić uwagę na Natalię. Ona się trochę zdenerwowała i…
- A jak miałam się nie zdenerwować? – przerwała mu. – Już mówiłam, że nienawidzę, kiedy ktoś mnie ignoruje.
- Ignorowałeś ją? –Francesca spojrzała na swojego przyjaciela.
- Nie… - zaczął. – Nie chciałem… Tak wyszło, zapatrzyłem się…
- Tak wyszło? – zbulwersowała się jego dziewczyna. – Co wyszło? Siedziałam obok ciebie, prosiłam cię, żebyś na mnie spojrzał, a ty ani na chwilę wzroku od tego pudła nie oderwałeś!
Fran uśmiechnęła się lekko, wstała, i podeszła do Naty.
- Nata – rzekła. – Proszę cię, nie przesadzaj… Wiesz dobrze, jaki jest Maxi. Jesteście parą już dziesięć lat, nie możesz złościć się na niego za takie coś.
- Francesca, jak ja mogę być spokojna w takiej chwili? – spytała.
- Pomyśl, Natalia, jakim partnerem jest Maxi – kontynuowała, nie zważając na jej słowa. – Lepszego tylko ze świecą szukać. Trafiłaś na odpowiednią osobę, nie to co ja. Chciałabym być na twoim miejscu, ale widocznie nie mnie było to dane, tylko tobie. Nie zmarnuj tego.
Ta patrzyła się na nią przez chwilę bez słowa. Po momencie jednak odezwała się.
- Masz rację – rzekła. – Może przesadziłam… Zareagowałam zbyt impulsywnie.
Odwróciła się w stronę Maxiego.
- Przepraszam.
- To ja przepraszam. – Chłopak podszedł do niej. – Powinienem cię posłuchać. Obiecuję, że już nigdy tak nie zrobię.
Przytulił ją do siebie.
- Nie dobrze mi… - Udałem obrzydzenie i zasłoniłem twarz rękami.
- Już nie przesadzaj – zaśmiała się Francesca. – Patrz tylko, jak fajnie razem wyglądają.
- Może i fajnie, ale aż mnie mdli…
W tym momencie przez salon przeleciała poduszka i trafiła wprost w moją głowę.
- Za co to? – spytałem spoglądając na moją kuzynkę.
- Za darmo, za to się nie płaci – prychnęła tamta. – Następnym razem pomyśl za nim coś powiesz!
- Tak to już jest z kobietami, przyzwyczajaj się. – Uśmiechnął się Maxi.
- Ty też chcesz dostać? – spojrzała na niego.
- Wszystko, byle byś nigdy nie przestała mnie kochać. – Pocałował ją w nos, na co ta się zaśmiała.
- A… - odezwała się czarnowłosa. – Jak już mówiłam… Chciałam was przeprosić.
- A jak ja już mówiłem, nic się nie stało – rzekł nasz przyjaciel.
- Właśnie, Fran. – Zgodziła się jego dziewczyna. – To nic takiego.
- Dziękuję. – Uśmiechnęła się.
Była wyjątkowa. Jej uśmiech był magiczny. Nie znałem jej długo. Bo ile? Jeden dzień? Ale to nie zmieniało faktu, że ta czarnowłosa dziewczyna była najlepszą ze wszystkich, które do tej pory poznałem…
   
Dodaję wcześniej niż zazwyczaj. No, ale niedziela niedzielą :)
Oto druga część OP o Marcesce xD
Za tydzień trzecia, a później Fedemiła :)
Nie wiem, jak mi to wyszło... Sami oceńcie.
Dziękuję wam wszystkim, za tyle komentarzy pod poprzednią częścią! Kocham was <3333
I dziękuję za 39 obserwatorów <33333
Dzisiaj się nie rozpisuję z faktu, że jest już wpół do pierwszej... No, ale chciałam dodać teraz, bo jutro (a raczej dzisiaj xD) wracam do domuuuu xD Jestem u siostry, wiecie, święta i te sprawy...
No to macie kilka godzin szybciej xD
W domu będę pewnie pod wieczór, nie wiem o której dokładnie, bo nie wiem kiedy wyjeżdżamy... Ale postaram się wejść na komputer :)
Te quierooooo <33333333333333333

63 komentarze:

  1. PIERWSZA!!!
    Ha, mówiłam, że będę czatować? ;) Zaraz przybędzie normalny komentarz xd
    C.xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jestem boska, co nie? :D
      Przybywam WRESZCIE z normalnym komentarzem, wybacz, że dopiero teraz...
      Francesca miała i nadal ma trudne życie. Jej mąż ją bije, to jest straszne :/ Jak czytałam pierwszą część to myślałam, że zaraz zemdleję...
      Marco też przeżył podobne sprawy w dzieciństwie.
      Nie chcę się o tym rozpisywać, wiedz tylko, że genialny OP, temat trudny, ale dałaś sobie świetnie radę i czekam na 3 część.
      Kocham,
      C. xx

      Usuń
    2. Czekałam się doczekałam xD
      Gracias za komentarz :*
      Te quiero <333

      Usuń
  2. Wapaniały!!!
    Brak słów normalnie;)
    Pisz dalej! Widać, że sprawia ci to ogromną przyjemność xD
    Chcę następny;)
    Biedna Franuś....
    Ale Marcuś ją uratuje;***
    Jeszcze raz kocham i zapraszam do siebie:
    www.marcesca-stories.blogspot.com
    <3333333333333333333333333333
    Pozdrawiam,
    Lena Tavelli;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, pisanie sprawia mi przyjemność :)
      Gracias za komentarz <333

      Usuń
  3. Cudo <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
    Wspaniale piszesz!
    Trzecia jestem?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju, pięknie :***
    Cudowny parcik ^.^
    Biedna Fran. Jak ten Ezequiel mógł ją tak skatować?! No ja sobie po prostu tego nie wyobrażam.. ;/
    Ale dobrze że ma takich wspaniałych przyjaciół :) Nie rozumieją jej, to fakt, ale są przy niej i ją wspierają a to jest najważniejsze :*
    Teraz tak myślę że co by się działo z Fran gdyby nie mogła na nikogo liczyć? Gdyby nie znała Cami, Brodueya, Maxiego i Naty...
    To by było straszne :c
    No i jest przecież jeszcze Marco ;D
    Ktoś kto może odmienić życie Fran xD
    A ta końcówka dała mi nadzieję na to że coś między nimi może zaiskrzyć :P
    No to chyba tyle ^.^
    Czekam niecierpliwie na ostatnią część parta o Marcesce oraz na
    późniejszy parcik o Fedemili :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333333
      Czy następna część będzie ostatnia? Szczerze to powiem, że nie wiem xD Być może będzie jeszcze czwarta, ale nie jestem pewna xD
      Te quiero <3333

      Usuń
  5. Brak słów, kochana <333
    Zresztą jak zawsze, oczywiście w pozytywnym znaczeniu :)
    Na początku było mi trochę smutno, że Fran odrzuciła Maxiego i Naty, ale potem ich przeprosiła i ponownie jestem Happy ;D
    Marco jest taki kochany, tak bardzo przejmuje się Franceską, zresztą jak każdy z jej przyjaciół..
    Ooooo Candusia ma nowego wujka? Będzie ciekawie <3
    Nawet gdyby były cztery części to nawet lepiej, bo twoje One Party są tak genialne że mogłabym je czytać po tysiąc razy <3
    Bo to właśnie twoje OP mnie pocieszają kiedy jestem smutna <333
    Czekam z niecierpliwością na następny Part o mojej kochanej Marcesce :)
    Kochana korzystając z okazji życzę ci szczęśliwego nowego roku, w szkole samych szóstek, a przede wszystkim weny i zdrowia.
    Pozdrawiam i kocham :) <333
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias, gracias <33333
      Gracias za życzenia i wzajemnie :*****

      Usuń
  6. Ohoho, nowy wspaniały part ;D
    Ludzie, i co ja mam napisać????
    Pomysłów na komentarze mi już brakuje :P
    Ale postaram się naskrobać coś sensownego xD

    Biedna Francesca... Co ten drań jej zrobił? Jak dla mnie cud że przeżyła! Kurcze, ja sama powoli przestaję ją rozumieć. No bo przecież jej mąż doprowadził ją do tak fatalnego stanu, a ona chce do niego wrócić? Nieeee, ja na to nie pozwalam xD Chociaż obawiam się że mam mało do gadania w tej sprawie :P
    Idę więc dalej. Fran & Marco.. Bardzo mi się spodobał fragment z ich rozmową. Szkoda trochę że Francesca obawia się przed nim otworzyć. Co akurat jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Mam jednak nadzieję że w końcu zaufa Marco :)

    Co do kłótni Naty i Maxiego xD Żeby wszyscy mieli tylko takie problemy. Na tle tego co przeżywa Fran powód ich kłótni to absurd. Nawet nie zdają sobie sprawy z tego jakie mieli w życiu szczęście :)
    No właśnie, moja mama tak często do mnie mówi xD

    Okej, to chyba skończyłam ;*
    Nareszcie ;D
    Nie mogę się doczekać kolejnej części parta czy może raczej kolejnych części parta xD
    A później będzie Fedemilka <3333

    No to jak ja to mam w zwyczaju - do niedzieli ^^
    Pozdrawiam,
    Ola ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Graciaaaas <3333333
      Co do części, to się zobaczy xD
      Te quieroooo :******

      Usuń
  7. Ale super !!! Co ty jesteś za geniusz jeden i czemu cię nie ma w encyklopedii najwspanialszych pisarzy ??? Nie do pomyślenia normalnie !!! Ta Marcesca <333333333 Ufielbiam :D Ty, a co powiesz na sylwestrowy part ??? Rozważ to :D Ozdrawiam <33333333
    Kosmitka Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, gracias <33333333
      Bez przesady :P
      Sylwestrowy OP?? Chyba nie... Sylwester już we wtorek, to mało czasu, a poza tym nie mam pomysłu :(
      Te quiero <33333

      Usuń
  8. to dzisiaj jestem 5 ?? super
    może kiedyś uda mi się pierwszej ;*
    ale o tym mogę sobie chyba pomarzyć :((
    no ale warto mieć nadzieję xd
    cuuuuuuuudowny ten OP ;**
    ''W tym momencie jakby… przeszył mnie jakiś prąd.'' - genialne ;*
    Marco się chyba zakochał we Fran ;**
    też bym chciała tak umieć opisywać uczucia jak ty ! <33
    Kocham cię! <3
    czekam na 3 część OP o Marcesce
    i na kolejne OP ;** pozdrawiam ;D
    cóż ostatnio mi wyszedł chyba dłuższy, ale jakkoś nie mam dzisiaj weny na długiego koma:(
    //Nati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jednak nie 5 :( może kiedyś...

      Usuń
    2. Nie martw się <3

      Usuń
    3. Gracias za komentarz <3333333
      I właśnie nie martw się - kiedyś będziesz pierwsza :***

      Usuń
  9. Świetny !!! <3333333
    Pięknie opisałaś co odczuwają bohaterowie !!! <3333
    Marco w Fran ? ^.^
    Super !!!! <333
    Przyjaciele zawsze pomogą :D
    Mieć takich jak ona to skarb !!! <3333
    Marco ją uratuje ????
    Na pewno ;******
    Kochanie ty moje, kocham cię wiesz :****
    Pisz szybko trzecią część :)
    Pozdrawiam >.<

    Nutella ;*

    Ps. Skomentowałam Ci zaległe Party :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias za komentarz <33333
      Ja też cię te quiero <33333333
      Całuję :*****

      Usuń
  10. Kurde kocham cię !
    Ten part jest tak wspaniały, że brak mi słów<3
    Jesteś wspaniała i masz taki talent, że oo ! Love You:D
    A tak przy okazji może kiedyś napiszesz jakiegoś parta na temat Fedemiły lub ewentualnie Diemiły - Kurde w tedy uwielbiałabym cię jeszcze bardziej ( nie wiem czy w ogóle da się bardziej ale ok <3 )

    Naty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też cię kurde kocham!
      A raczej Te quiero <33333
      Fedemiła będzie po Marcesce xD Czyli niedługo :P
      Całuję :*****

      Usuń
  11. Jak ta Fran mnie denerwuje, mogłaby w końcu być z Marco! :D Uwielbiam wątek jej córeczki, wyobraziłam sobie taką miniaturkę Francesci <3 Maxi z Naty są cudowni, prawdziwi przyjaciele. Kocham Twój styl pisania! <3 Pozdrawiam i czekam na część trzecią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333333
      Ja też cię kocham <33333
      Całuję :******

      Usuń
  12. Kurde, Fran mogłaby już przestać, przecież potrzebuje pomocy, ale nie woli być katowana :c Jej przyjaciele są przecież tacy kochani
    W twoich OP najbardziej uwielbiam to, że opisujesz uczucia bohaterów
    Mam nadzieję, że w końcu będzie z Marco :*
    Kochana wiesz, że napisałaś świetnie ? Jeśli nie to wierz teraz :D
    Czekam na następne One Party
    P.S. Przepraszam, że dopiero dzisiaj przeczytałam i skomentowałam One Pert o Naxi. Wybaczysz mi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      Nie szkodzi xD Zaraz zresztą pójdę zobaczyć twój komentarz, chyba, że już go widziałam :P
      Kocham <3333

      Usuń
  13. Super one part.
    Bardzo lubie Marcesce.
    Czy po Fedemile będzie Naxi??

    Pozdrawiam.
    Tyna : **

    OdpowiedzUsuń
  14. Załamałam się. Myślałam, że już skomentowałam tę publikację.
    No trudno, będzie trzeba to nadrobić.
    Kocham Marcescę! (Wprawdzie nie tak bardzo jak Naxi, ale jednak. ♥)
    Świetnie wszystko opisujesz, naprawdę. <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak dobrze, że zostawiłaś mi info, że jest coś u cb bo blogger się nie zaktualizował ;c
    Tak czy inaczej jestem pod wrażeniem.
    Podjęłaś się tak trudnego tematu, a zrealizowanie go przychodzi Ci z taką łatwością...
    Jest dużo dialogów, ale to nie odbiera shotowi emocjonalności i to jest bardzo dobre.
    Ostatnio wzniecam się jak w opowiadaniu jest jakieś przesłanie...
    I wiesz co?
    U ciebie ono jest i to bardzo wyraźne.
    Uwielbiam Twoje opowiadania, każde co raz bardziej ;).
    A odpowiadając na pytanie, które zostawiłaś u mnie...
    Jedna dziewczyna mi powiedziała, że całe moje opowiadanie to jedna wielka dramaturgia... więc jeśli jej wierzyć, to tak xD .
    Jeszcze raz mówię, że jest perfecto i się żegnam :)
    Buziaki, Nikoletta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem, co z tym bloggerem jest :P
      Ale okey.
      Ja wiem, że dużo dialogów. Ale ja nie umiem pisać inaczej :( Ale będę się starać <333
      Oo, dramaturgia w epilogu? No to ja jestem ciekawa... :)
      Gracias y te quiero <3333

      Usuń
  16. Zabiję Cię za coś takiego, no niech tylko Cię dorwę!
    Moja biedna Fran i mój Marcuś :( Będę płakać! Jak mogłaś tego nie skończyć?!
    Mam czekać CAŁY TYDZIEŃ?!
    Phi, wypraszam sobie!!!
    Ale dobra, dobra, przeczytałam dwie części na raz no i... WoW! Świetnia historia i na prawdę czekam na to, jak się skończy.
    Mam nadzieję, że przynajmniej Fran się wyrwie od tego faceta...
    No, bardzo dobrze piszesz, a ja czekam na następną część :)
    Buziaki,
    Carmen E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      Tydzień to wcale nie tak długo :) Wytrzymasz :D
      Buziaki :*

      Usuń
  17. Cudowny OP <3333
    Biedna Fran!
    Czekam na następną część<3333
    Buziaczki ;******
    *Veronika*

    OdpowiedzUsuń
  18. W końcu udało mi się przeczytać.
    Wiesz sylwester te sprawy. xD
    Jak każdy poprzedni OP poradziłaś sobie doskonale.Idealnie wpasowałaś dużą ilość dialogów. Całość razem perfekcyjnie się trzyma. Po raz kolejny wspaniale opisałaś towarzyszące im emocje.
    Muszę ci się przyznać,że przez chwilę kiedy Cande wpadła do salony,myślałam ,że Fran się opanowała i postanowiła wyprowadzić się od swojego męża no ale cóż...
    Mam nadzieje na happy end. :3
    Oby czas szybko zleciał do niedzieli. ♥
    Kocham Soph :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias za komentarz <33333
      Szybko zleci, nie martw się xD
      Te quiero <33333

      Usuń
  19. Kochanie moje najcudowniejsze,
    Jak ja kocham czytać Twoje słowa. Są tak piękne. Ten idealny język, którym się posługujesz jest wspaniały. Ujawniasz nam smutne, lecz możliwe historie. Pokazujesz, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Uczysz nas- ja czuję się Twoją uczennicą. Piszesz tak treściwie,a jednak rozbudowanie :) to piękne. Po prostu pięne. Mogłaby się wcxytywać i wczytywać. Przekaz jest cudowny. Takie prawdy nam pokazałaś.... cud, miód i malina.
    Kochanie, nie wiem co powiedzieć. Może to, że bardzo mnie inspirujesz. Pamiętam jak dopiero zaczynałaś pisać. Teraz Twój blog jest bardzo znany. Jestem z Ciebie dumna z całego serduszka. Pewnie to dla Ciebie nie ważne, ale tak jest. Mam tylko jedno pytanko: czy kuzynką Fran nie była Cami?
    Bardzo Ci kocham,
    Hania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Haniu, ty chyba nawet nie wiesz jak ja kocham twoje komentarze <33333
      W sumie, to w moim opowiadaniu jest tak, że Fran jest kuzynką Camili, a Marco jest kuzynem Naty xD Przynajmniej to miałam na myśli, chyba, że się gdzieś tam pomyliłam :)
      Te quiero <333333333

      Usuń
  20. A!!!
    Marco się zakochał xD
    Biedna Fran.. Mieć takiego męża.. Koszmar :/
    Według mnie jeśli chce jak najlepiej dla swojej córeczki to powinna odejść od męża.
    Powinna przestać się bać.
    Eh.. Jak zwykle wyszło świetnie.
    Już nie mogę się doczekać nexta..
    Teraz lecę do świątecznego OP - zostawiłam go sobie na deserek :3

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniały OP ^.^
    Kocham Marcescę prawie tak samo jak Naxi ;D
    Lubię też Fedemiłę, więc czekam na kolejne OP o Fedemile i Naxi :)

    PS. Jeśli będziesz mieć czas i ochotę to zapraszam na mojego bloga o naxi :)
    http://violetta-naxi-story.blogspot.com/

    Pozdrawiam ! :3

    OdpowiedzUsuń
  22. A czemu mi się nie pochwaliłaś, że napisałaś drugą część? :D
    To jest świetne... ja już czekam na 3 część. A napiszesz jeszcze 4? XD
    Bo to jest świetne, boskie, cudowne, wspaniałe, przecudne...brak słów. xd
    Czemu wszyscy potrafią tak ślicznie pisać, a ja nie? :(
    <333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, bo myślałam, ze wiesz xD
      Nie, trzecia będzie ostatnia :)
      Ty też piszesz cudownie <333
      Gracias <3

      Usuń
  23. Cudo <33333333333333333333333333333333333333
    Marcesca <333333
    Normalnie geniusz <33
    Jestem zła że dopiero teraz znalazłam tego bloga :((
    Biedna Frna :C
    Normalnie brak słów ;***
    Pozdrawiam ;*
    Z niecierpliwością czekam na następną część ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      To nie bądź zła, lepiej późno niż wcale xD
      Do niedzieli :*

      Usuń
  24. Ale cudo normalnie. <333 Zachwyciłam się. ;3
    Ale szkoda mi Fran... Nie chce się biedaczka uwolnić od tego bydlaka... ;// Smutno. Ale żyje dla Cande. *.* Gdyby nie ona to... Wolę nie myśleć. :(
    Marco zna Francescę jeden dzień i już się tak jara. :D Ale fajnie no. ;) A ja tak strasznie kocham Marcescę, że nie wiem. ;*
    Te problemy, bicie itd... To dodaje takiego uroku.. ;)
    Yyy... trzeba spać chyba iść... Więc ja już się żegnam. ;/
    TE AMO! <33
    CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA NEXT!
    Do niedzieli szybko zleci. <3
    Całuję i pozdrawiam. ♥♥♥
    Nikki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      A idź spać i się wyśpij tam :)
      Te quiero <333

      Usuń
  25. Jak zwykle ostatnia xD
    Ja to mam szczęściem, nie no pozazdrościć! xD
    Ola!
    Ten OP był cudny *-*
    Jest to tak pięknie napisane że brakuje mi słów( co się zdarza bardzo bardzo często xD)
    Pomysł jest naprawdę trudny do wykonania, a ty sobie tak dobrze z tym poradziłaś <33
    Te quiero ;**

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj, ja dopiero teraz znalazłam twojego bloga -.- Jestem na siebie meega zła.
    Nie potrafię pisać długich komentarzy! Niestety : /
    MARCESCA <333 KOCHAM <33
    Bardzo podoba mi się twój styl pisania.
    KOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM <333

    Nie wiem czy powinnam, bo nie dorastam Ci do pięt, ale zapraszam na mojego bloga. Pojawił się już pierwszy rozdział o Marcesce <3
    Link: http://quiero-estar-donde-estas-tu.blogspot.com/
    Pozdrawiam
    ~~Kaśka Ferro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, kolejna czytelniczka? <33333
      Ja też nie umiem pisać długich komentarzy xD
      Oo, jak o Marcesce to lecę xD

      Usuń
    2. Oj dziękuję Ci *__*
      Bardzo zależy mi na twojej opinii <333

      Usuń
    3. Już dodałam bloga do obserwowanych :*

      Usuń
  27. BOŻE, JUŻ JESTEM XD
    Wybacz, ale latam od bloga do bloga, bo zalegałam z komentarzami, a ja tak komentować lubię, mimo, że zaszywam się gdzieś tam na szarym końcu.
    Hyhy, no to tak:
    Jezu, biedny Marco. Oboje zetknęli się z trudnościami losu, z tym, że ona nadal tkwi w bagnie, a on zdołał się wydostać. Ich znajomość bynajmniej nie jest przypadkiem. Podobne doświadczenia życiowe są podstawą do zacieśnienia relacji. On może jej pomóc. Sam to przeżył, więc na pewno tłumaczy lepiej od innych. Wie, co czuje Francesca.
    Ja mu dam, nokautować Marcusia. Dobrze, że drzwi mieli tylne. Kurde, ja nie mam innych, jedynie przez balkon bym mogła wypuścić, ale wtedy sama bym go zabiła. Ooo i windy też nie mam, jak już ubolewam. Jestem żałosna XD
    Bufon (syn, Maxi, debil w czapce) typowy menszczysna, nie umie się zachować, no wstyd. Naxi powalające, kocham ich w każdej odsłonie ^ ^
    Aj biliiifff Marcescaaa <3
    Świetnie Olu, jak zawsze, co ja się będę rozwijać. Na zakończenie historii walnę ci długą przemowę, teraz mam gorącą randkę z lodówką. Przyjaciółki na zawsze <3
    Te amo (ja też sobie zaszpanuję hiszpańskim, wybrałam tą krótszą wersję, bo ta dłuższa jest za długa, i spróbuj ktoś się doszukać w mej zacnej przemowie logiki - chyba się zgubiłam) <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, Gracias za komentarz <333
      Szpanuje hiszpańskim chyba już od dwóch czy trzech postów, i podoba mi sie to, więc będę szpanować dalej xD
      Idź na randkę z lodówką, ja dopiero wróciłam, nieźle było :D
      Logiki się doszukałam choć było ciężko :P Żartuję, kocham twoje komentarz, te quiero normalnie <333333333

      Usuń
  28. przeprasza, przeprasza, przepraszam i po setki razy przepraszam, a za co ? to chyba Ci wiadome, a jak nie to za to, że z mega opóźnieniem komentuję, ale musiałam przegapić :C
    wybacz ;***
    ta część jak poprzednia cudowna <33
    Maxi i Naty zobaczyli ją w aż tak złym stanie :C
    Marcuś odprowadził Canusie, ale dzięki temu mógł porozmawiać z Francescą <3
    Fran oni co mówią, mają rację
    Cande mówi do Marcusia wujek <3
    idę czytać next'y ;***
    jeszcze raz przepraszam ;*

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)