Nie wiem, ile
spałam. Nie wiem, ile byłam nieświadoma tego, co działo się
wokół. Obudziłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam w pobliżu
jakieś głosy. Podniosłam ciężkie powieki. Zobaczyłam kogoś nad
sobą, ale dopiero po chwili dostrzegłam w tej postaci moją
przyjaciółkę.
- Obudziła się. –
Odetchnęła z ulgą. Zwróciła się do kogoś stojącego obok. –
Zanieś ją na kanapę.
Poczułam jak czyjeś
ręce podnoszą mnie w górę. Syknęłam cicho z bólu, jaki
poczułam na moim obolałym ciele.
- Spokojnie. –
Usłyszałam głos Maxiego. – Jeszcze chwila, Fran.
Położył mnie na
miękkiej sofie.
- Otwórz oczy –
poprosiła Naty.
Zrobiłam to.
Dojrzałam moją przyjaciółkę klęczącą obok mnie, i mojego
przyjaciela stojącego zaraz przy niej.
- Możesz usiąść?
– spytał chłopak.
Pokiwałam powoli
głową. Maxi podparł mi plecy ręką i podniósł do góry.
- Boże, co on ci
zrobił… - szepnął.
Po moich policzkach
spłynęły łzy.
- Nie płacz –
rzekła Natalia. – Co cię boli?
- Wszystko… –
odparłam słabo.
Maxi wyszedł z
pokoju, aby po chwili wrócić do niego z plastikowym woreczkiem
pełnym lodu, wyjętym z zamrażalki.
Naty odsunęła się,
aby zrobić miejsce swojemu narzeczonemu. Ten kucnął przy mnie.
Przyłożył lód do mojego policzka. Jęknęłam cicho.
- To ci pomoże –
uspokoił mnie. – Naprawdę. – Spojrzał gdzieś w dół. –
Pokaż rękę.
Trzymając woreczek
jedną ręką, chwycił moją dłoń i podniósł ją do góry. Teraz
również ja zauważyłam szeroką ranę na moim przedramieniu. Wokół
niej dostrzegłam zaschniętą krew, co nie wyglądało za ciekawie.
- Natalia, przynieś
miskę z wodą. – Odwrócił się do dziewczyny.
Ona pokiwała głową
i udała się do łazienki. Maxi spojrzał na mnie.
- Co się tutaj
stało? – spytał.
- Nie widzisz…? –
odparłam. – To, co zawsze.
- Francesca, jak ty
wyglądasz… – westchnął. – To nie jest normalne. Każda
kobieta na twoim miejscu już dawno odeszłaby od niego.
- Maxi, przestań –
poprosiłam. – Ja nie jestem „każda kobieta”. Możesz na razie
o tym nie mówić?
- Jak mogę o tym
nie mówić? – zdenerwował się. – Fran, on jest niebezpieczny!
Zobacz, co ci zrobił! On cię dosłownie skatował!
- Nie pierwszy raz…
- spuściłam głowę.
- Nie pierwszy, i
nie ostatni – rzekł.
- Słuchaj, Maxi, ja
już się przyzwyczaiłam – mruknęłam.
- Do czego? –
zapytał. – Do poniżania? Do traktowania jak psa?
Podniosłam głowę
i spojrzałam na niego.
- Przepraszam,
Francesca, ale to chyba najlepsze określenie. To prawda. Ty chyba
nie widzisz swoich rąk, swoich nóg, całego swojego ciała.
Wszędzie masz ślady, które nigdy nie znikną. Ale największy ślad
zostanie w twojej psychice.
Wzruszyłam
ramionami.
- A… - Odezwałam
się. – A… A ten Marco? Jak on… jak…
- Jak zareagował? –
przerwał mi Maxi. – A jak ty byś zareagowała na jego miejscu?
Usiadłabyś wyluzowana w fotelu i oglądała telewizję?
- Głupie pytanie…?
– spytałam niepewnie.
- Bardzo głupie –
potwierdził. – Ale ci odpowiem. No cóż… Tak naprawdę, to nie
pytał o nic. Poszedł tylko do swojego pokoju. Mówiłem ci, że
mieszka ze mną i z Naty? – Pokręciłam przecząco głową. –
Tylko tymczasowo, dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś mieszkania.
Więc poszedł do siebie, wszyscy się porozjeżdżali… Dziewczyny
oczywiście były trochę niespokojne, ale jakoś opanowaliśmy
sytuację.
- Mogłam tam w
ogóle nie przychodzić… - jęknęłam. – Przeze mnie są same
problemy. Może powinnam…
- Przestań! –
podniósł głos. – Nie wypowiadaj tych słów! Nie waż się nawet
tak myśleć! Zabraniam ci!
- Też będziesz mną
rządził? – Skierowałam wzrok na swoje kolana.
- Nie… -
westchnął. – Nie chodzi o to… Spójrz na mnie, Francesca.
Powoli przeniosłam
oczy na niego.
- Nikt nie chce tobą
rządzić – powiedział. – No, może oprócz Niego. Wszyscy chcą
ci tylko pomóc.
Przygryzłam wargę.
Nie chciałam odpowiadać. Nie chciałam znowu go okłamywać, że
nie chcę pomocy. Chciałam, i to bardzo, ale bałam się. Po prostu
się bałam.
- To jest zimne. –
Podniosłam rękę z zamiarem odjęcia lodu od mojego policzka.
Mój przyjaciel
złapał mnie za nadgarstek.
- To ma być zimne –
odparł. – Nie ruszaj.
- Ale…
- Nie kłóć się –
odezwał się. – I tak będziesz miała to całe spuchnięte. Już
masz. Może lód chociaż trochę pomoże.
- Nawet jak pomoże,
to dzisiaj, a najpóźniej jutro znowu dostanę. I to o wiele
mocniej.
Nie zdążył
odpowiedzieć, bo do pokoju weszła Natalia z miską. Podeszła do
nas i kucnęła obok kanapy. Zamoczyła jakąś ściereczkę w
wodzie.
- Ostrzegam, będzie
szczypać – rzekła.
I miała rację.
Kiedy tylko przyłożyła mokry materiał do mojej rany, poczułam
niemiłosierne szczypanie. Zacisnęłam zęby.
Naty obmyła
zranione miejsce i owinęła je bandażem, który wcześniej
przyniosła z łazienki. Potem odniosła wszystko na miejsce.
- Możesz to już
zabrać? – Wskazałam na woreczek, który Maxi wciąż trzymał
przy mojej twarzy.
- W sumie, to tak. –
Położył go na stole. – Coś jeszcze cię boli?
- Maxi, wszystko…
- odparłam. – Dosłownie…
Spojrzał na mnie z
żalem w oczach.
- Chodź tu do mnie.
– Wyciągnął ramiona i przyciągnął mnie mocno do siebie.
Syknęłam cicho z
bólu jaki zadał mi przyciskając swoje silne ręce do mojego
posiniaczonego ciała.
- Przepraszam –
rozluźnił uścisk.
Po moich policzkach
spłynęły łzy.
Siedzieliśmy tak
przez chwilę. Po tym czasie mój przyjaciel odsunął mnie od siebie
na długość swoich ramion.
- Teraz nam powiedz,
co tu się w ogóle stało – rzekł.
Westchnęłam.
- No, a co się
mogło stać? – Otarłam łzę z policzka. – Przyjechaliśmy,
weszliśmy do domu… A później… Później wpadł w jakiś szał…
Jak zawsze. Sami wiecie… Zaczął mnie bić. Tak strasznie mnie
bolało… Po tym wszystkim zasnęłam…
- Bardzo
przestraszyliśmy się, kiedy weszliśmy do domu i zobaczyliśmy cię
na ziemi – odezwała się Naty. – Dobrze, że zostawiłaś nam
klucze. Nie odbierałaś telefonu, musieliśmy przyjechać. Baliśmy
się o ciebie.
- Niepotrzebnie –
powiedziałam cicho. – Nic takiego mi się nie stało.
- Ale mogło,
Francesca – uświadomił mi Maxi. – Znasz go lepiej niż my.
Powinnaś wiedzieć takie rzeczy.
- Jestem zahartowana
– uparłam się. – Wytrzymałam już tyle…
- A w dalszym ciągu
dajesz się tak traktować? – przerwała mi Naty. – Fran, proszę
cię, weź się za siebie. Zawalcz w końcu.
- Możecie przestać?
– spytałam. – Przyjechaliście tutaj, żeby prawić mi morały?
- Nie – zaprzeczył
mój przyjaciel. – Przyjechaliśmy, bo się o ciebie martwiliśmy.
I martwimy się nadal.
- Nie macie o co się
martwić – mruknęłam.
- Fran, ty sama
siebie nie słyszysz – odparła Nata. – Nie wiesz co mówisz.
- Wiem doskonale co
mówię – uparłam się.
- Właśnie chyba
nie bardzo – powiedział Maxi. – Gdybyś wiedziała co mówisz,
to na pewno by to tak nie zabrzmiało. Jak to nie mamy się o co
martwić? Ten wstrętny bydlak leje cię, katuje, a my stoimy z boku
i patrzymy na to wszystko, bo ty nie chcesz pomocy!
- Właśnie: nie
chcę! – Podniosłam głos. – Czy wy nie rozumiecie jednej
najważniejszej rzeczy? Ja nie mam wyjścia, nie mogę od niego
odejść! Mamy dziecko, zapomnieliście o tym?
- Słuchaj, Cande
też nie może tak żyć! – Maxi potrząsnął mną. – Krzywdzisz
i siebie, i ją równocześnie!
- Nic nie wiecie! –
krzyknęłam. – Nie wypowiadajcie się na ten temat! Dla mnie to
nic nowego, że jestem bita! Nie jest też dla mnie żadną nowością,
że ktoś mnie poniża, zastrasza czy pomiata mną! Zdążyłam się
już do tego przyzwyczaić, miałam na to dwadzieścia sześć lat!
Od dziecka nie znam innego traktowania! Nie wyobrażam sobie innego
życia, nie wiem jak ono wygląda, rozumiecie?
Czy ja musiałam to
powiedzieć? Musiałam się wygadać? To co powiedziałam, dotarło
do mnie dopiero po chwili. Wyjawiłam moim przyjaciołom swoją
największą tajemnicę, o której nikt nigdy nie wiedział i nie
miał się w życiu dowiedzieć. Oczywiście oprócz Camili, która
ze swoją inteligencją trochę tego wszystkiego się domyślała…
Widziałam
zszokowane spojrzenia Maxiego i Naty. Nie wiedzieli co powiedzieć.
Oni na pewno nigdy nie pomyśleli przez co przeszłam w dzieciństwie.
Myśleli, że byłam tak szczęśliwa jak oni, a moje problemy
zaczęły się dopiero po wyjściu za mąż. Ale nie… Ja nigdy
szczęścia nie zaznałam, a takie traktowanie było dla mnie normą
już od maleńkości…
- Francesca, co ty…
- zaczęła Natalia.
- Nie, nie ważne –
przerwałam jej w połowie. – Zapomnijcie o tym. Ja wcale tego nie
powiedziałam. To tylko wasza wyobraźnia, tego nie było, okey?
- Jak mamy o tym
zapomnieć? – zdenerwował się mój przyjaciel. – Nie da się
zapomnieć o tym co przed chwilą powiedziałaś! Co to miało
znaczyć?
- Już wam
powiedziałam – rzekłam. – Nic takiego, nie drążcie tematu.
- Fran, proszę cię!
– odezwała się brunetka. – Zaczęłaś, to skończ!
- Nic nie zaczęłam
i nic nie będę kończyć – odparłam. – To jest tylko i
wyłącznie moja sprawa! – Podniosłam głos. – Nie wtrącajcie
się, jeśli nikt was o to nie prosi! Nie potrzebuje was! Ani was,
ani nikogo innego!
To nie była prawda.
Potrzebowałam ich, i to bardzo. Tylko oni mnie wspierali i pomagali
mu. U nich mogłam zawsze przenocować, a oni z chęcią opiekowali
się Cande, gdy tylko przyszła taka potrzeba.
Zobaczyłam ból i
smutek w oczach moich przyjaciół.
- Przykro nam, że
tak mówisz, Francesca – powiedział Maxi.
- Jakoś mało mnie
to obchodzi. – Spojrzałam na niego złowrogo. – Nie chcę was
widzieć. Wyjdźcie stąd, chcę zostać sama.
Wymienili zmartwione
spojrzenia. Jednak posłusznie wstali i skierowali się do drzwi.
- Ktoś przywiezie
później Candelarię – rzekła Naty, znajdując się już przy
drzwiach.
Pokiwałam tylko
głową.
Wyszli, zostawiając
mnie samą w tym dużym domu. W domu, w którym przeżyłam taki
koszmar, ale z którego mogłam wynieść również dobre
wspomnienia… W końcu to tutaj wychowałam moją córeczkę, mój
skarb, całe moje szczęście.
Zrozpaczona
położyłam się na sofie. Wtuliłam twarz w poduszkę. Pozwoliłam,
by po moich policzkach popłynęły łzy, mocząc ją. Nie
przejmowałam się tym.
Przesadziłam. Nie
powinnam tak traktować Maxiego i Natalii. Byli w końcu moimi
przyjaciółmi i chcieli mi tylko pomóc. Za ostro zareagowałam.
Byłam do niczego, nie mogłam nawet docenić starań tych, którzy
się o mnie martwili, i którzy byli zawsze przy mnie. Nie
zasługiwałam na to by żyć… Ale musiałam. Dla mojej córeczki,
dla Cande, która była dla mnie całym światem, bez której nie
mogłabym funkcjonować. To był mój skarb, moje życie… Kochałam
ją tak, jak nikt inny. Chciałam dać jej całą tą miłość,
której ja nigdy nie dostałam od moich rodziców. Chciałam, żeby
ona poznała życie lepiej niż ja, i żeby żyła zupełnie inaczej,
niż jej matka…
Stałam przy kuchni.
Ubrana w szary dres i z włosami związanymi w kuca gotowałam obiad.
Oczywiście wybrałam takie ubrania, które zakryły moje
posiniaczone ręce i nogi. Później zrobiłam makijaż, który
ukrywał wszystkie ślady wczorajszej sytuacji na mojej twarzy.
Jednak nadal widoczne było to opuchnięcie na policzku. Na szczęście
nie bardzo.
Ktoś zapukał do
drzwi.
Zestawiłam patelnię
z ognia, wytarłam ręce o ścierkę i ignorując rozdzierający ból
w kolanie ruszyłam, aby je otworzyć.
Ledwo to zrobiłam,
do środka wbiegła moja córeczka.
- Mamusia! –
Przytuliła się do moich nóg. – Mamusia, jak się czujesz?
- Candusia. –
Kucnęłam przy niej. – Bardzo dobrze, słoneczko. Idź do pokoju i
rozbierz się dobrze?
Dziewczynka pokiwała
głową i pobiegła do salonu.
Stanęłam na nogi.
Dostrzegłam stojącego w drzwiach Marco. Na pewno to on przywiózł
Candelarię.
- Cześć. –
Przywitał się. – Przyprowadziłem Cande, tak jak kazała mi Naty.
- Cześć, dziękuję.
– Uśmiechnęłam się. – Może wejdziesz na chwilę?
- Jeśli nie jesteś
zajęta – odwzajemnił uśmiech.
- Nie, coś ty –
zapewniłam go. – Wchodź.
Chłopak zamknął
drzwi. Ruszyłam w głąb domu, a on za mną. Skierowałam się do
kuchni.
- Napijesz się
czegoś? – spytałam wchodząc do niej.
- Nie dziękuję,
nie mam ochoty – odmówił.
- Przepraszam cię,
ale jestem zajęta obiadem, więc… - zaczęłam. – Usiądź może,
ja za chwilę się do ciebie dosiądę.
Chłopak zgodził
się i posłusznie usiadł przy stole.
Wróciłam do
przygotowywania posiłku. Nie miałam pojęcia, kiedy Ezequiel wróci
z pracy, wolałam jednak być przygotowana na wszystko. Wczoraj
zdenerwował się, kiedy nie było kolacji, ale dzisiaj mógł zjawić
się już na obiad.
- Kulejesz? –
Usłyszałam pytanie Marco.
Odwróciłam głowę
w jego stronę. Patrzył na mnie podejrzliwym wzrokiem. Nie
wiedziałam czy był świadomy tego, co dzieje się w moim domu, czy
moi przyjaciele coś mu powiedzieli. Oby nie. Nie potrzebuję
litości.
- Tak… - odparłam
niepewnie. – Przewróciłam się. To nic takiego.
Jednak Marco nie
wyglądał na przekonanego. Mimo to pokiwał potakująco głową.
- Nie powinnaś iść
z tym do lekarza?
- Nie, nie ma takiej
potrzeby – powiedziałam. – Poboli, poboli i przestanie. Jak
zawsze.
Wyłączyłam
kuchenkę i wytarłam ręce.
Usiadłam na
krześle, naprzeciw bruneta.
- Jesteś pewien, że
nie chcesz się czegoś napić? – spytałam.
- Jestem pewien. –
Uśmiechnął się. – Francesca, powiedz mi coś o sobie.
- Coś o mnie… -
westchnęłam. – O mnie nie ma co mówić. Wiodę życie jak każda
inna kobieta. Mam męża, dziecko… zajmuję się domem. Nic
ciekawego.
Gdyby tylko właśnie
tak to wyglądało. Gdybym rzeczywiście mogła żyć tak jak inne
kobiety w moim wieku, szczęśliwe, z perspektywami na przyszłość…
Ale nie było mi to dane. Widocznie od samego początku byłam
spisana na takie męki. To nie zależało ode mnie.
- A ty?
- Ja? No cóż… -
zaczął. – Mam dwadzieścia siedem lat, żadnej dziewczyny,
narzeczonej, żony… Ale to już wiesz – zaśmiał się. –
Ciągle czekam na tę jedyną. Ale ile można?
- Czasami na
prawdziwą miłość trzeba poczekać – odrzekłam.
- Tak to sobie
tłumaczę. – Spojrzał na mnie uważniej. – Nie chcę być
wścibski, ale… Co ci się stało w twarz?
Odruchowo
przyłożyłam rękę do obolałego policzka. Chyba nie było tego aż
tak bardzo widać?
- A to… -
zająknęłam się. – Mówiłam ci, przewróciłam się. To od
tego.
- Naprawdę?
- Czy to
przesłuchanie? – spytałam. – Tak, naprawdę.
- Francesca… -
rzekł niepewnie – bo wiesz… Maxi i Naty trochę mi powiedzieli
o…
- Co ci powiedzieli?
– przerwałam mu.
- Wszystko –
uciął.
- No nie wierzę…
- mruknęłam.
- W sumie… Nie
chcieli mi powiedzieć – poprawił. – Wyciągnąłem to z nich.
Wiesz, gdybym wiedział to nie byłbym taki ciekawski… Nie wiń ich
za to.
- Nie zamierzam
nikogo winić – powiedziałam. – Ale nie chcę kolejnej osoby,
która będzie mi wmawiać, że mam odejść od Ezequiela.
- A nie byłoby to
najlepszym rozwiązaniem?
- Nie –
zaprzeczyłam. – On jest moim mężem, mamy córkę, która
potrzebuje ojca.
- Okey, ja rozumiem,
ale… Ale ja widziałem, co się wczoraj wydarzyło, Francesca.
- Nie powinieneś. –
Spuściłam głowę.
Nastała krępująca
cisza. Nie zamierzałam się odzywać. Ja wiedziałam swoje.
- Możesz na mnie
spojrzeć?
Z wahaniem
podniosłam głowę i skierowałam wzrok na jego twarz.
- Wiesz… Nie znam
cię długo – rzekł. – Ale trochę wiem o tym, co przeżywasz.
Spojrzałam na niego
zdziwiona.
- Kiedy byłem mały,
mieszkałem z rodzicami – kontynuował. – Mój ojciec przesadzał
z alkoholem, bił moją mamę… Chciała się z nim rozwieść, ale…
Ale nie zdążyła. Zakatował ją na śmierć dzień przed umówioną
wizytą u adwokata.
W jego oczach
zauważyłam ból. Sytuacja jego matki była podobna do mojej
sytuacji, z jedną tylko różnicą – Ezequiel nie pił. Ale co z
tego? Bił mnie i było to widać, to się liczy. Tylko, że ja nie
mogę się z nim rozwieść. Boję się. Matka Marco chciała
zostawić swojego męża, ale on na to nie pozwolił. Pewnie uznał,
że jeśli ona nie może być z nim, to nie może być już nikim
innym. Ezequiel też był zdolny coś takiego zrobić. Znałam go. Aż
za dobrze.
- Przykro mi –
powiedziałam cicho.
- Tutaj nie chodzi o
to, czy jest ci przykro czy nie – odparł. – Wiesz, kiedy Maxi i
Natalia opowiedzieli mi co dzieje się u was w domu, to od razu przed
moimi oczami pojawił się mój ojciec, moja matka i ja. Twoja
historia jest tak podobna do historii mojej matki. Ona nie zdążyła
zadziałać, ale ty możesz, ponieważ masz przyjaciół, którzy ci
pomogą. Ona nie miała nikogo.
- A nie mówiłam…
- Osunęłam się na krześle.
- O co chodzi? –
zdziwił się chłopak.
- Wiedziałam, że
ty też będziesz prawił mi kazania – rzekłam. – Jesteś
kolejną osobą, która chce za mnie decydować. Ale zrozum jedno –
ja nie potrzebuję pomocy.
Kolejny raz
skłamałam. To łgarstwo powtarzałam na każdym kroku, choć w
żadnym wypadku nie było ono prawdą.
Tak naprawdę, to
chciałam, żeby ktoś mi pomógł. Chciałam, żeby ktoś wyciągnął
mnie z tego bagna. Ale bałam się. Kogo? Można się domyślić.
- Nie, nie chcę
prawić ci żadnych kazań – westchnął. – Ale…
- Świetnie –
przerwałam mu. – Napijesz się soku?
Nie czekając na
jego odpowiedź podniosłam się z krzesła. Kuśtykając doszłam do
szafki. Wyjęłam z niej dwie szklanki i karton z sokiem. Nalałam go
do kubków i wzięłam je do rąk.
- Daj. – Marco
wstał i podszedł do mnie. Przejął napoje. – Wylejesz.
Oparłam się o
szafkę przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę. Chłopak
postawił szklanki na stole i wrócił do mnie.
- Złap się mnie –
rzekł.
Spojrzałam na niego
zdziwiona.
- Chwyć się mnie,
pomogę ci dojść do stołu.
Niepewnie podniosłam
rękę i położyłam ją na jego ramieniu. On uśmiechnął się i
złapał mnie za drugą. Doprowadził mnie do krzesła i pomógł mi
na nim usiąść.
- Dziękuję –
powiedziałam.
Usiadł na swoim
miejscu i wziął do ręki szklankę z sokiem. Zrobiłam to samo.
Upiłam łyk.
- Chcesz jeszcze o
czymś porozmawiać? – Odstawiłam ją na stół.
- W sumie… -
zamyślił się. – Co lubisz robić?
- Nie wiem, nigdy
się nad tym nie zastanawiałam. – Wzruszyłam ramionami
- Jak to? –
zdziwił się. – Przecież to proste. Powiedz tylko, czym się
zajmujesz, co sprawia ci przyjemność?
- Czym się mogę
zajmować… - westchnęłam. – Zajmuję się domem, sprzątam,
gotuję… A przyjemność? Nie mam jej za wiele, ale prawdziwą
radość czuję, kiedy widzę, że Cande jest szczęśliwa –
uśmiechnęłam się. – Na tym zależy mi najbardziej. Jej uśmiech
jest dla mnie najlepszą nagrodą…
- Kochasz ją – to
było stwierdzenie.
- I to jak –
zgodziłam się. – Najbardziej na świecie. Jest dla mnie
najjaśniejszym słońcem, które świeci nawet w pochmurny dzień.
Nie jest to możliwe, ale Cande to potrafi.
W tym momencie do
kuchni wbiegła moje córeczka.
- Mamusiu, mamusiu,
tata chyba już przyjechał. – Podbiegła do mnie.
Natychmiast zerwałam
się na nogi. Pomimo bólu w kolanie dokuśtykałam do okna.
Wyjrzałam przez nie. Na podjeździe stał czarny samochód należący
do mojego męża. Oblał mnie zimny pot. W środku już czułam ten
ogromny strach i gniew Ezequiela, kiedy zobaczyłby siedzącego tutaj
Marco
- Jesteś autem? –
Odwróciłam się w jego stronę.
- Nie, ja…
- Dobra –
przerwałam mu. – Tym lepiej. Musisz stąd iść. W tej chwili,
Marco.
- Co? Ale…
- On nie może cię
tutaj zobaczyć – ponownie się wtrąciłam. – Zabiłby cię w
momencie. Musisz stąd uciekać, Marco, naprawdę.
Podeszłam do niego
najszybciej jak umiałam i chwyciłam go za rękę. W tym momencie
jakby… przeszył mnie jakiś prąd. Szybko jednak otrząsnęłam
się.
- Wyjdź tędy. –
Pociągnęłam go w kierunku drzwi tarasowych. – Poczekaj, aż
wejdzie do domu. Nie daj mu się zauważyć.
Chłopak pokiwał
głową posyłając mi pełne żalu spojrzenie. Współczuł mi, ale
w tym momencie było to akurat najmniej ważne.
Otworzyłam drzwi i
wypchnęłam go na zewnątrz, jednocześnie żegnając się z nim.
- Candusia, idź do
pokoju, dobrze? – kucnęłam przy córeczce. – Mamusia musi
ugotować obiad. Za chwilkę do ciebie przyjdę, tak?
Mała pokiwała
głową, odwróciła się i pobiegła do swojej sypialni.
Stanęłam przy
kuchni z zamiarem dokończenia obiadu. I w tym momencie usłyszałam
dźwięk otwieranych drzwi…
Nie rozumiałem jej.
Widziałem, że się bała. Nie znałem jej długo, ale wiedziałem
co czuje. Może nie dokładnie, ale domyślałem się. Moja matka
przeszła przez to samo co Francesca. Przez równie okropne piekło,
z którego nie zdążyła się wydostać. A Fran ma szansę. Tylko
dlaczego nie chce jej wykorzystać?
Otworzyłem drzwi i
wszedłem do domu. Udałem się do kuchni, gdzie znajdowali się już
Maxi z Natalią. Przywitałem się z nimi.
- I co, Francesca
coś mówiła? – spytał Maxi.
- Tak… - Usiadłem
na krześle. – Rozmawialiśmy przez jakiś czas… Ale przyjechał…
- Nie wymawiaj tego
imienia – przerwała mi Naty.
- Nie zamierzałem –
rzekłem. – Jej mąż… Francesca kazała mi od razu wyjść
tylnym wyjściem.
- Nie zauważył
cię? – upewnił się chłopak.
- Nie, na szczęście
nie.
- Będzie trzeba
później zadzwonić do Fran – stwierdził. – Ale jak nie będzie
chciała z nami rozmawiać…
- I tak odbierze –
rzekła jego dziewczyna. – Kiedyś Federico ostro ją ochrzanił,
jak nie odbierała telefonu. Pamiętasz, Maxi?
- Coś mi się
przypomina… - Podrapał się po głowie. – Zresztą, nie tylko
Feder na nią wtedy nawrzeszczał. Wszyscy nieźle jej nazdaliśmy.
Może i wtedy przesadziliśmy. Ale szczerze? Należało jej się.
Martwiliśmy się o nią, a ona tak po prostu nie odbierała
telefonu, bo była na nas zła. To niczego nie wyjaśnia.
- Chyba jest coś
nie tak z jej nogą… - powiedziałem niepewnie. – Kuleje.
- Można się było
tego spodziewać. – Natalia wyjęła talerze ze zmywarki. –
Nieraz tak było. To nie nowość.
Na tym nasza rozmowa
się zakończyła.
Wiedziałem, jak
martwią się o Francescę. Ja w głębi duszy też się martwiłem,
choć znałem ją dopiero od wczoraj. Chciałem jej pomóc, zresztą
tak samo jak reszta naszych przyjaciół. Ale najpierw to ona musiała
wykazać taką chęć. Bez tego nie można nic zrobić. Moja matka
nigdy się nie użalała, nie prosiła nikogo o pomoc. Uważała, że
poradzi sobie sama. Radziła sobie do pewnego czasu. W końcu było
już za późno, na jakąkolwiek reakcję.
Wciąż pamiętam te
ciągłe awantury w domu. Te krzyki, kłótnie, podczas których
zawsze chowałem się pod swoje łóżko. Tam czułem się
bezpieczny. I choć mój ojciec nigdy mnie nie uderzył, to bałem
się go. Wiele razy byłem świadkiem tego, jak podle traktuje moją
matkę. Widziałem, jak bił ją, czasami do nieprzytomności. A ona
nie reagowała, poddawała się mu.
Wiedziałem, co
czuje córka Franceski – Candelaria. Kiedy byłem w jej, wieku,
przeżywałem dokładnie to samo. Codziennie tylko strach, strach, i
nic więcej. Moja matka chroniła mnie jak tylko mogła, była
naprawdę dobrym człowiekiem… Były z Francescą tak do siebie
podobne…
- Maxi, wyłącz te
nudy… - jęknęła Naty, próbując zabrać swojemu chłopakowi
pilota. – Proszę cię…
- Poczekaj chwilę,
obejrzymy do końca. – Chłopak wpatrywał się uporczywie w
telewizor.
- Ale, Maxi… -
Moja kuzynka położyła głowę na jego kolanach. – Mam zacząć
płakać, żebyś mnie w końcu posłuchał?
Dwudziestodziewięciolatek
nawet na nią nie spojrzał. Był zbyt zajęty meczem emitowanym w
telewizji.
Zrezygnowana
dziewczyna westchnęła ze złością, podniosła się i nerwowym
krokiem chciała wyjść z salonu.
- Gdzie idziesz? –
spytał zdziwiony Maxi, odwracając wzrok od telewizora.
- Jak najdalej od
ciebie – mruknęła.
Na te słowa szybko
się podniósł i podszedł do niej.
- Nawet się do mnie
nie zbliżaj – wysyczała. – Idź, oglądaj sobie mecz, który
jest ważniejszy ode mnie! Proszę bardzo!
Siedziałem na sofie
i przyglądałem się im z zaciekawieniem. Natalia już dobre
kilkanaście minut próbowała zwrócić na siebie uwagę Maxiego.
Niestety, bezskutecznie.
- Naty…
- Nie – przerwała
mu. – Nie cierpię, kiedy ktoś mnie ignoruje. Szczególnie ty,
Maxi. I wiesz co? Powiem ci, że…
- Natalia! –
Podniósł głos. – Możesz dać dojść mi do słowa?
Dziewczyna
zatrzymała się. Spojrzała na swojego partnera z ponagleniem. Ten
wziął głęboki wdech.
- Dobra, może
przesadziłem. – Moja kuzynka chciała coś powiedzieć, ale nie
pozwolił jej. – Na pewno przesadziłem – poprawił się. –
Przepraszam, Naty. Wiem, jedno głupie „przepraszam”, ale…
W tym momencie
zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i
ruszyła do wiatrołapu. Maxi westchnął i przeniósł wzrok na
mnie.
- Przejdzie jej –
powiedziałem. – Znam ją, jest w końcu moją kuzynką.
- Tak myślę… -
mruknął. – Ciekawe kto przyszedł.
Jak na zawołanie,
do salonu wpadła mała dziewczynka. Podbiegła ona do Maxiego.
- Cześć wujku. –
Przytuliła się do jego nóg.
- Cześć, malutka.
– Ten zaśmiał się i pogłaskał ją po głowie.
- Wujku, ja wcale
nie jestem malutka! – zaprzeczyła. – Jestem już taka duża!
Prawie jak ty, wiesz?
- Faktycznie,
przepraszam – Uśmiechnął się. – Zapomniałem, że tak szybko
rośniesz. Jesteś z mamą?
- Mamusia rozmawia z
ciocią – rzekła dziewczynka. Odwróciła głowę, i wtedy
dostrzegł mnie. – O, wujek!
Nazwała mnie
wujkiem? Oczywiście, nie żebym się nie cieszył, ale było to dla
mnie coś nowego…
- Mogę tak na
ciebie mówić? – Podeszła do mnie.
- Pewnie, że tak –
zgodziłem się. - Będę twoim wujkiem, tak?
- Tak, tak – Cande
pokiwała głową. – Mam następnego wujka! Słyszałaś, mamusiu?
Mała odwróciła
się i pobiegła do przedpokoju. Ja uśmiechnąłem się, wstałem i
poszedłem za nią.
W przedpokoju stała
Francesca we własnej osobie. Na twarzy miała czarne okulary
przeciwsłoneczne, którymi prawdopodobnie chciała zakryć
opuchnięty policzek. Nie dawało to wiele, ale nie spływało
również na niczym.
Spojrzała na mnie i
uśmiechnęła się. Później przeniosła wzrok na swoją córkę, a
później na przyjaciół.
- Wiecie… -
zaczęła nieśmiało. – Bo ja…
- Nie będziemy
tutaj stali – przerwał jej Maxi. – Wejdź do salonu.
Dziewczyna pokiwała
głową.
Chwyciła Candelarię
za rączkę i razem z nią weszła w głąb domu.
- Napijesz się
czegoś? – spytała Natalia.
- Nie, dziękuję. –
Fran usiadła na fotelu. – Ja… Przyszłam was przeprosić… -
Spuściła głowę. – Za to, jak się wcześniej zachowałam.
Poniosło mnie… Przepraszam.
- Nie masz za co
przepraszać, rozumiemy. – Maxi stanął obok swojej dziewczyny.
Ta spojrzała na
niego z niechęcią i odsunęła się kilka kroków w prawo.
Czarnowłosa
spojrzała na mnie z pytaniem wymalowanym w oczach, jakby chcąc o
coś zapytać.
- Pokłócili się –
wyjaśniłem krótko.
- O co?
- Maxi był zbyt
zajęty meczem, żeby zwrócić uwagę na Natalię. Ona się trochę
zdenerwowała i…
- A jak miałam się
nie zdenerwować? – przerwała mu. – Już mówiłam, że
nienawidzę, kiedy ktoś mnie ignoruje.
- Ignorowałeś ją?
–Francesca spojrzała na swojego przyjaciela.
- Nie… - zaczął.
– Nie chciałem… Tak wyszło, zapatrzyłem się…
- Tak wyszło? –
zbulwersowała się jego dziewczyna. – Co wyszło? Siedziałam obok
ciebie, prosiłam cię, żebyś na mnie spojrzał, a ty ani na chwilę
wzroku od tego pudła nie oderwałeś!
Fran uśmiechnęła
się lekko, wstała, i podeszła do Naty.
- Nata – rzekła.
– Proszę cię, nie przesadzaj… Wiesz dobrze, jaki jest Maxi.
Jesteście parą już dziesięć lat, nie możesz złościć się na
niego za takie coś.
- Francesca, jak ja
mogę być spokojna w takiej chwili? – spytała.
- Pomyśl, Natalia,
jakim partnerem jest Maxi – kontynuowała, nie zważając na jej
słowa. – Lepszego tylko ze świecą szukać. Trafiłaś na
odpowiednią osobę, nie to co ja. Chciałabym być na twoim miejscu,
ale widocznie nie mnie było to dane, tylko tobie. Nie zmarnuj tego.
Ta patrzyła się na
nią przez chwilę bez słowa. Po momencie jednak odezwała się.
- Masz rację –
rzekła. – Może przesadziłam… Zareagowałam zbyt impulsywnie.
Odwróciła się w
stronę Maxiego.
- Przepraszam.
- To ja przepraszam.
– Chłopak podszedł do niej. – Powinienem cię posłuchać.
Obiecuję, że już nigdy tak nie zrobię.
Przytulił ją do
siebie.
- Nie dobrze mi… -
Udałem obrzydzenie i zasłoniłem twarz rękami.
- Już nie
przesadzaj – zaśmiała się Francesca. – Patrz tylko, jak fajnie
razem wyglądają.
- Może i fajnie,
ale aż mnie mdli…
W tym momencie przez
salon przeleciała poduszka i trafiła wprost w moją głowę.
- Za co to? –
spytałem spoglądając na moją kuzynkę.
- Za darmo, za to
się nie płaci – prychnęła tamta. – Następnym razem pomyśl
za nim coś powiesz!
- Tak to już jest z
kobietami, przyzwyczajaj się. – Uśmiechnął się Maxi.
- Ty też chcesz
dostać? – spojrzała na niego.
- Wszystko, byle byś
nigdy nie przestała mnie kochać. – Pocałował ją w nos, na co
ta się zaśmiała.
- A… - odezwała
się czarnowłosa. – Jak już mówiłam… Chciałam was
przeprosić.
- A jak ja już
mówiłem, nic się nie stało – rzekł nasz przyjaciel.
- Właśnie, Fran. –
Zgodziła się jego dziewczyna. – To nic takiego.
- Dziękuję. –
Uśmiechnęła się.
Była wyjątkowa.
Jej uśmiech był magiczny. Nie znałem jej długo. Bo ile? Jeden
dzień? Ale to nie zmieniało faktu, że ta czarnowłosa dziewczyna
była najlepszą ze wszystkich, które do tej pory poznałem…
Dodaję
wcześniej niż zazwyczaj. No, ale niedziela niedzielą :)
Oto
druga część OP o Marcesce xD
Za
tydzień trzecia, a później Fedemiła :)
Nie
wiem, jak mi to wyszło... Sami oceńcie.
Dziękuję
wam wszystkim, za tyle komentarzy pod poprzednią częścią! Kocham
was <3333
I
dziękuję za 39 obserwatorów <33333
Dzisiaj
się nie rozpisuję z faktu, że jest już wpół do pierwszej... No,
ale chciałam dodać teraz, bo jutro (a raczej dzisiaj xD) wracam do
domuuuu xD Jestem u siostry, wiecie, święta i te sprawy...
No
to macie kilka godzin szybciej xD
W
domu będę pewnie pod wieczór, nie wiem o której dokładnie, bo
nie wiem kiedy wyjeżdżamy... Ale postaram się wejść na komputer
:)
Te
quierooooo <33333333333333333

PIERWSZA!!!
OdpowiedzUsuńHa, mówiłam, że będę czatować? ;) Zaraz przybędzie normalny komentarz xd
C.xx
No to czekaaaam xD
UsuńAle jestem boska, co nie? :D
UsuńPrzybywam WRESZCIE z normalnym komentarzem, wybacz, że dopiero teraz...
Francesca miała i nadal ma trudne życie. Jej mąż ją bije, to jest straszne :/ Jak czytałam pierwszą część to myślałam, że zaraz zemdleję...
Marco też przeżył podobne sprawy w dzieciństwie.
Nie chcę się o tym rozpisywać, wiedz tylko, że genialny OP, temat trudny, ale dałaś sobie świetnie radę i czekam na 3 część.
Kocham,
C. xx
Czekałam się doczekałam xD
UsuńGracias za komentarz :*
Te quiero <333
Wapaniały!!!
OdpowiedzUsuńBrak słów normalnie;)
Pisz dalej! Widać, że sprawia ci to ogromną przyjemność xD
Chcę następny;)
Biedna Franuś....
Ale Marcuś ją uratuje;***
Jeszcze raz kocham i zapraszam do siebie:
www.marcesca-stories.blogspot.com
<3333333333333333333333333333
Pozdrawiam,
Lena Tavelli;*
Taak, pisanie sprawia mi przyjemność :)
UsuńGracias za komentarz <333
Cudo <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
OdpowiedzUsuńWspaniale piszesz!
Trzecia jestem?
Gracias <33333
UsuńTak, trzecia jesteś xD
Jeju, pięknie :***
OdpowiedzUsuńCudowny parcik ^.^
Biedna Fran. Jak ten Ezequiel mógł ją tak skatować?! No ja sobie po prostu tego nie wyobrażam.. ;/
Ale dobrze że ma takich wspaniałych przyjaciół :) Nie rozumieją jej, to fakt, ale są przy niej i ją wspierają a to jest najważniejsze :*
Teraz tak myślę że co by się działo z Fran gdyby nie mogła na nikogo liczyć? Gdyby nie znała Cami, Brodueya, Maxiego i Naty...
To by było straszne :c
No i jest przecież jeszcze Marco ;D
Ktoś kto może odmienić życie Fran xD
A ta końcówka dała mi nadzieję na to że coś między nimi może zaiskrzyć :P
No to chyba tyle ^.^
Czekam niecierpliwie na ostatnią część parta o Marcesce oraz na
późniejszy parcik o Fedemili :***
Gracias <3333333
UsuńCzy następna część będzie ostatnia? Szczerze to powiem, że nie wiem xD Być może będzie jeszcze czwarta, ale nie jestem pewna xD
Te quiero <3333
Brak słów, kochana <333
OdpowiedzUsuńZresztą jak zawsze, oczywiście w pozytywnym znaczeniu :)
Na początku było mi trochę smutno, że Fran odrzuciła Maxiego i Naty, ale potem ich przeprosiła i ponownie jestem Happy ;D
Marco jest taki kochany, tak bardzo przejmuje się Franceską, zresztą jak każdy z jej przyjaciół..
Ooooo Candusia ma nowego wujka? Będzie ciekawie <3
Nawet gdyby były cztery części to nawet lepiej, bo twoje One Party są tak genialne że mogłabym je czytać po tysiąc razy <3
Bo to właśnie twoje OP mnie pocieszają kiedy jestem smutna <333
Czekam z niecierpliwością na następny Part o mojej kochanej Marcesce :)
Kochana korzystając z okazji życzę ci szczęśliwego nowego roku, w szkole samych szóstek, a przede wszystkim weny i zdrowia.
Pozdrawiam i kocham :) <333
Ania
Gracias, gracias <33333
UsuńGracias za życzenia i wzajemnie :*****
Ohoho, nowy wspaniały part ;D
OdpowiedzUsuńLudzie, i co ja mam napisać????
Pomysłów na komentarze mi już brakuje :P
Ale postaram się naskrobać coś sensownego xD
Biedna Francesca... Co ten drań jej zrobił? Jak dla mnie cud że przeżyła! Kurcze, ja sama powoli przestaję ją rozumieć. No bo przecież jej mąż doprowadził ją do tak fatalnego stanu, a ona chce do niego wrócić? Nieeee, ja na to nie pozwalam xD Chociaż obawiam się że mam mało do gadania w tej sprawie :P
Idę więc dalej. Fran & Marco.. Bardzo mi się spodobał fragment z ich rozmową. Szkoda trochę że Francesca obawia się przed nim otworzyć. Co akurat jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Mam jednak nadzieję że w końcu zaufa Marco :)
Co do kłótni Naty i Maxiego xD Żeby wszyscy mieli tylko takie problemy. Na tle tego co przeżywa Fran powód ich kłótni to absurd. Nawet nie zdają sobie sprawy z tego jakie mieli w życiu szczęście :)
No właśnie, moja mama tak często do mnie mówi xD
Okej, to chyba skończyłam ;*
Nareszcie ;D
Nie mogę się doczekać kolejnej części parta czy może raczej kolejnych części parta xD
A później będzie Fedemilka <3333
No to jak ja to mam w zwyczaju - do niedzieli ^^
Pozdrawiam,
Ola ;*
Graciaaaas <3333333
UsuńCo do części, to się zobaczy xD
Te quieroooo :******
Ale super !!! Co ty jesteś za geniusz jeden i czemu cię nie ma w encyklopedii najwspanialszych pisarzy ??? Nie do pomyślenia normalnie !!! Ta Marcesca <333333333 Ufielbiam :D Ty, a co powiesz na sylwestrowy part ??? Rozważ to :D Ozdrawiam <33333333
OdpowiedzUsuńKosmitka Zuzia
Oo, gracias <33333333
UsuńBez przesady :P
Sylwestrowy OP?? Chyba nie... Sylwester już we wtorek, to mało czasu, a poza tym nie mam pomysłu :(
Te quiero <33333
to dzisiaj jestem 5 ?? super
OdpowiedzUsuńmoże kiedyś uda mi się pierwszej ;*
ale o tym mogę sobie chyba pomarzyć :((
no ale warto mieć nadzieję xd
cuuuuuuuudowny ten OP ;**
''W tym momencie jakby… przeszył mnie jakiś prąd.'' - genialne ;*
Marco się chyba zakochał we Fran ;**
też bym chciała tak umieć opisywać uczucia jak ty ! <33
Kocham cię! <3
czekam na 3 część OP o Marcesce
i na kolejne OP ;** pozdrawiam ;D
cóż ostatnio mi wyszedł chyba dłuższy, ale jakkoś nie mam dzisiaj weny na długiego koma:(
//Nati
a jednak nie 5 :( może kiedyś...
UsuńNie martw się <3
UsuńGracias za komentarz <3333333
UsuńI właśnie nie martw się - kiedyś będziesz pierwsza :***
Świetny !!! <3333333
OdpowiedzUsuńPięknie opisałaś co odczuwają bohaterowie !!! <3333
Marco w Fran ? ^.^
Super !!!! <333
Przyjaciele zawsze pomogą :D
Mieć takich jak ona to skarb !!! <3333
Marco ją uratuje ????
Na pewno ;******
Kochanie ty moje, kocham cię wiesz :****
Pisz szybko trzecią część :)
Pozdrawiam >.<
Nutella ;*
Ps. Skomentowałam Ci zaległe Party :D
Gracias za komentarz <33333
UsuńJa też cię te quiero <33333333
Całuję :*****
Kurde kocham cię !
OdpowiedzUsuńTen part jest tak wspaniały, że brak mi słów<3
Jesteś wspaniała i masz taki talent, że oo ! Love You:D
A tak przy okazji może kiedyś napiszesz jakiegoś parta na temat Fedemiły lub ewentualnie Diemiły - Kurde w tedy uwielbiałabym cię jeszcze bardziej ( nie wiem czy w ogóle da się bardziej ale ok <3 )
Naty
Ja też cię kurde kocham!
UsuńA raczej Te quiero <33333
Fedemiła będzie po Marcesce xD Czyli niedługo :P
Całuję :*****
Jak ta Fran mnie denerwuje, mogłaby w końcu być z Marco! :D Uwielbiam wątek jej córeczki, wyobraziłam sobie taką miniaturkę Francesci <3 Maxi z Naty są cudowni, prawdziwi przyjaciele. Kocham Twój styl pisania! <3 Pozdrawiam i czekam na część trzecią :)
OdpowiedzUsuńGracias <3333333
UsuńJa też cię kocham <33333
Całuję :******
Kurde, Fran mogłaby już przestać, przecież potrzebuje pomocy, ale nie woli być katowana :c Jej przyjaciele są przecież tacy kochani
OdpowiedzUsuńW twoich OP najbardziej uwielbiam to, że opisujesz uczucia bohaterów
Mam nadzieję, że w końcu będzie z Marco :*
Kochana wiesz, że napisałaś świetnie ? Jeśli nie to wierz teraz :D
Czekam na następne One Party
P.S. Przepraszam, że dopiero dzisiaj przeczytałam i skomentowałam One Pert o Naxi. Wybaczysz mi ?
Gracias <3333
UsuńNie szkodzi xD Zaraz zresztą pójdę zobaczyć twój komentarz, chyba, że już go widziałam :P
Kocham <3333
Super one part.
OdpowiedzUsuńBardzo lubie Marcesce.
Czy po Fedemile będzie Naxi??
Pozdrawiam.
Tyna : **
Gracias <333
UsuńTak, po Fedemile będzie Naxi :*
Załamałam się. Myślałam, że już skomentowałam tę publikację.
OdpowiedzUsuńNo trudno, będzie trzeba to nadrobić.
Kocham Marcescę! (Wprawdzie nie tak bardzo jak Naxi, ale jednak. ♥)
Świetnie wszystko opisujesz, naprawdę. <3
Gracias <333333
UsuńJak dobrze, że zostawiłaś mi info, że jest coś u cb bo blogger się nie zaktualizował ;c
OdpowiedzUsuńTak czy inaczej jestem pod wrażeniem.
Podjęłaś się tak trudnego tematu, a zrealizowanie go przychodzi Ci z taką łatwością...
Jest dużo dialogów, ale to nie odbiera shotowi emocjonalności i to jest bardzo dobre.
Ostatnio wzniecam się jak w opowiadaniu jest jakieś przesłanie...
I wiesz co?
U ciebie ono jest i to bardzo wyraźne.
Uwielbiam Twoje opowiadania, każde co raz bardziej ;).
A odpowiadając na pytanie, które zostawiłaś u mnie...
Jedna dziewczyna mi powiedziała, że całe moje opowiadanie to jedna wielka dramaturgia... więc jeśli jej wierzyć, to tak xD .
Jeszcze raz mówię, że jest perfecto i się żegnam :)
Buziaki, Nikoletta :*
Właśnie nie wiem, co z tym bloggerem jest :P
UsuńAle okey.
Ja wiem, że dużo dialogów. Ale ja nie umiem pisać inaczej :( Ale będę się starać <333
Oo, dramaturgia w epilogu? No to ja jestem ciekawa... :)
Gracias y te quiero <3333
Zabiję Cię za coś takiego, no niech tylko Cię dorwę!
OdpowiedzUsuńMoja biedna Fran i mój Marcuś :( Będę płakać! Jak mogłaś tego nie skończyć?!
Mam czekać CAŁY TYDZIEŃ?!
Phi, wypraszam sobie!!!
Ale dobra, dobra, przeczytałam dwie części na raz no i... WoW! Świetnia historia i na prawdę czekam na to, jak się skończy.
Mam nadzieję, że przynajmniej Fran się wyrwie od tego faceta...
No, bardzo dobrze piszesz, a ja czekam na następną część :)
Buziaki,
Carmen E.
Gracias <3333
UsuńTydzień to wcale nie tak długo :) Wytrzymasz :D
Buziaki :*
Cudowny OP <3333
OdpowiedzUsuńBiedna Fran!
Czekam na następną część<3333
Buziaczki ;******
*Veronika*
W końcu udało mi się przeczytać.
OdpowiedzUsuńWiesz sylwester te sprawy. xD
Jak każdy poprzedni OP poradziłaś sobie doskonale.Idealnie wpasowałaś dużą ilość dialogów. Całość razem perfekcyjnie się trzyma. Po raz kolejny wspaniale opisałaś towarzyszące im emocje.
Muszę ci się przyznać,że przez chwilę kiedy Cande wpadła do salony,myślałam ,że Fran się opanowała i postanowiła wyprowadzić się od swojego męża no ale cóż...
Mam nadzieje na happy end. :3
Oby czas szybko zleciał do niedzieli. ♥
Kocham Soph :*
Gracias za komentarz <33333
UsuńSzybko zleci, nie martw się xD
Te quiero <33333
Kochanie moje najcudowniejsze,
OdpowiedzUsuńJak ja kocham czytać Twoje słowa. Są tak piękne. Ten idealny język, którym się posługujesz jest wspaniały. Ujawniasz nam smutne, lecz możliwe historie. Pokazujesz, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Uczysz nas- ja czuję się Twoją uczennicą. Piszesz tak treściwie,a jednak rozbudowanie :) to piękne. Po prostu pięne. Mogłaby się wcxytywać i wczytywać. Przekaz jest cudowny. Takie prawdy nam pokazałaś.... cud, miód i malina.
Kochanie, nie wiem co powiedzieć. Może to, że bardzo mnie inspirujesz. Pamiętam jak dopiero zaczynałaś pisać. Teraz Twój blog jest bardzo znany. Jestem z Ciebie dumna z całego serduszka. Pewnie to dla Ciebie nie ważne, ale tak jest. Mam tylko jedno pytanko: czy kuzynką Fran nie była Cami?
Bardzo Ci kocham,
Hania
Gracias <333
UsuńHaniu, ty chyba nawet nie wiesz jak ja kocham twoje komentarze <33333
W sumie, to w moim opowiadaniu jest tak, że Fran jest kuzynką Camili, a Marco jest kuzynem Naty xD Przynajmniej to miałam na myśli, chyba, że się gdzieś tam pomyliłam :)
Te quiero <333333333
A!!!
OdpowiedzUsuńMarco się zakochał xD
Biedna Fran.. Mieć takiego męża.. Koszmar :/
Według mnie jeśli chce jak najlepiej dla swojej córeczki to powinna odejść od męża.
Powinna przestać się bać.
Eh.. Jak zwykle wyszło świetnie.
Już nie mogę się doczekać nexta..
Teraz lecę do świątecznego OP - zostawiłam go sobie na deserek :3
Gracias <333
UsuńNext w niedzielę xD
Geniusz *.^
OdpowiedzUsuńGracias <3
UsuńWspaniały OP ^.^
OdpowiedzUsuńKocham Marcescę prawie tak samo jak Naxi ;D
Lubię też Fedemiłę, więc czekam na kolejne OP o Fedemile i Naxi :)
PS. Jeśli będziesz mieć czas i ochotę to zapraszam na mojego bloga o naxi :)
http://violetta-naxi-story.blogspot.com/
Pozdrawiam ! :3
Gracias <3
UsuńPostaram się zajrzeć :*
A czemu mi się nie pochwaliłaś, że napisałaś drugą część? :D
OdpowiedzUsuńTo jest świetne... ja już czekam na 3 część. A napiszesz jeszcze 4? XD
Bo to jest świetne, boskie, cudowne, wspaniałe, przecudne...brak słów. xd
Czemu wszyscy potrafią tak ślicznie pisać, a ja nie? :(
<333333
A, bo myślałam, ze wiesz xD
UsuńNie, trzecia będzie ostatnia :)
Ty też piszesz cudownie <333
Gracias <3
Cudo <33333333333333333333333333333333333333
OdpowiedzUsuńMarcesca <333333
Normalnie geniusz <33
Jestem zła że dopiero teraz znalazłam tego bloga :((
Biedna Frna :C
Normalnie brak słów ;***
Pozdrawiam ;*
Z niecierpliwością czekam na następną część ;***
Gracias <333
UsuńTo nie bądź zła, lepiej późno niż wcale xD
Do niedzieli :*
Ale cudo normalnie. <333 Zachwyciłam się. ;3
OdpowiedzUsuńAle szkoda mi Fran... Nie chce się biedaczka uwolnić od tego bydlaka... ;// Smutno. Ale żyje dla Cande. *.* Gdyby nie ona to... Wolę nie myśleć. :(
Marco zna Francescę jeden dzień i już się tak jara. :D Ale fajnie no. ;) A ja tak strasznie kocham Marcescę, że nie wiem. ;*
Te problemy, bicie itd... To dodaje takiego uroku.. ;)
Yyy... trzeba spać chyba iść... Więc ja już się żegnam. ;/
TE AMO! <33
CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA NEXT!
Do niedzieli szybko zleci. <3
Całuję i pozdrawiam. ♥♥♥
Nikki.
Gracias <3333
UsuńA idź spać i się wyśpij tam :)
Te quiero <333
Jak zwykle ostatnia xD
OdpowiedzUsuńJa to mam szczęściem, nie no pozazdrościć! xD
Ola!
Ten OP był cudny *-*
Jest to tak pięknie napisane że brakuje mi słów( co się zdarza bardzo bardzo często xD)
Pomysł jest naprawdę trudny do wykonania, a ty sobie tak dobrze z tym poradziłaś <33
Te quiero ;**
Gracias <333
UsuńJa też cię te quiero <3333
Oj, ja dopiero teraz znalazłam twojego bloga -.- Jestem na siebie meega zła.
OdpowiedzUsuńNie potrafię pisać długich komentarzy! Niestety : /
MARCESCA <333 KOCHAM <33
Bardzo podoba mi się twój styl pisania.
KOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM <333
Nie wiem czy powinnam, bo nie dorastam Ci do pięt, ale zapraszam na mojego bloga. Pojawił się już pierwszy rozdział o Marcesce <3
Link: http://quiero-estar-donde-estas-tu.blogspot.com/
Pozdrawiam
~~Kaśka Ferro
oo, kolejna czytelniczka? <33333
UsuńJa też nie umiem pisać długich komentarzy xD
Oo, jak o Marcesce to lecę xD
Oj dziękuję Ci *__*
UsuńBardzo zależy mi na twojej opinii <333
Już dodałam bloga do obserwowanych :*
UsuńBOŻE, JUŻ JESTEM XD
OdpowiedzUsuńWybacz, ale latam od bloga do bloga, bo zalegałam z komentarzami, a ja tak komentować lubię, mimo, że zaszywam się gdzieś tam na szarym końcu.
Hyhy, no to tak:
Jezu, biedny Marco. Oboje zetknęli się z trudnościami losu, z tym, że ona nadal tkwi w bagnie, a on zdołał się wydostać. Ich znajomość bynajmniej nie jest przypadkiem. Podobne doświadczenia życiowe są podstawą do zacieśnienia relacji. On może jej pomóc. Sam to przeżył, więc na pewno tłumaczy lepiej od innych. Wie, co czuje Francesca.
Ja mu dam, nokautować Marcusia. Dobrze, że drzwi mieli tylne. Kurde, ja nie mam innych, jedynie przez balkon bym mogła wypuścić, ale wtedy sama bym go zabiła. Ooo i windy też nie mam, jak już ubolewam. Jestem żałosna XD
Bufon (syn, Maxi, debil w czapce) typowy menszczysna, nie umie się zachować, no wstyd. Naxi powalające, kocham ich w każdej odsłonie ^ ^
Aj biliiifff Marcescaaa <3
Świetnie Olu, jak zawsze, co ja się będę rozwijać. Na zakończenie historii walnę ci długą przemowę, teraz mam gorącą randkę z lodówką. Przyjaciółki na zawsze <3
Te amo (ja też sobie zaszpanuję hiszpańskim, wybrałam tą krótszą wersję, bo ta dłuższa jest za długa, i spróbuj ktoś się doszukać w mej zacnej przemowie logiki - chyba się zgubiłam) <3.
Oo, Gracias za komentarz <333
UsuńSzpanuje hiszpańskim chyba już od dwóch czy trzech postów, i podoba mi sie to, więc będę szpanować dalej xD
Idź na randkę z lodówką, ja dopiero wróciłam, nieźle było :D
Logiki się doszukałam choć było ciężko :P Żartuję, kocham twoje komentarz, te quiero normalnie <333333333
przeprasza, przeprasza, przepraszam i po setki razy przepraszam, a za co ? to chyba Ci wiadome, a jak nie to za to, że z mega opóźnieniem komentuję, ale musiałam przegapić :C
OdpowiedzUsuńwybacz ;***
ta część jak poprzednia cudowna <33
Maxi i Naty zobaczyli ją w aż tak złym stanie :C
Marcuś odprowadził Canusie, ale dzięki temu mógł porozmawiać z Francescą <3
Fran oni co mówią, mają rację
Cande mówi do Marcusia wujek <3
idę czytać next'y ;***
jeszcze raz przepraszam ;*
Nie no, nie ma sprawy :D
UsuńGracias <333