"Zabijając, stajesz się
mordercą.
Napadając, zyskujesz
swych przyszłych napastników;
znieważając, zniewagę;
niepokojąc, niepokój."
Bita i zastraszana w
dzieciństwie. Poniewierana i traktowana jak służąca w przymusowym
małżeństwie. Nie kochana przez nikogo, prócz przyjaciół.
Czasami chcąca po prostu zniknąć z powierzchni ziemi. Żyjąca
tylko dla swojej córeczki. W dzień udająca twardą, a w nocy
wypłakująca łzy w poduszkę. Pragnąca tylko prawdziwej miłości
i końca tej katorgi.
Taka właśnie
byłam.
Siedziałam z moją
córcią w pokoju. Układałyśmy razem puzzle na podłodze. Nagle
usłyszałyśmy głośny wrzask.
- Francesca!
Wzdrygnęłam się.
Moja córeczka spojrzała na mnie przestraszona.
- Poczekaj tutaj
Cande – powiedziałam. – Nie wychodź z pokoju, dobrze?
Mała pokiwała
głową. Podniosłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i
szybko zbiegłam po schodach na dół. Udałam się do kuchni.
Zastałam tam mojego
męża. Męża, którego nie kochałam, którego się bałam. Stał
koło stołu z rękami założonymi na piersi. Na jego twarzy
malowała się wściekłość.
- Gdzie jest
kolacja? – spytał zdenerwowany.
- Ja.. ja nie… -
Na śmierć zapomniałam, że dzisiaj wraca wcześniej z pracy. –
Bo… ja…
Podszedł bliżej
mnie i zamachnął się. Zamknęłam oczy czekając na cios, który
po chwili poczułam na moim policzku.
- To ja przychodzę
styrany po całym dniu pracy, a tutaj nawet kolacji nie ma? –
Zagrzmiał. – Haruję na ciebie, na to dziecko, i co dostaję w
zamian? Jesteś nic nie wartą dziewuchą, bezużyteczną i…
- Przepraszam,
Ezequiel, ja… - weszłam mu w zdanie. Nie dokończyłam jednak,
ponieważ ten znów mnie uderzył. Tym razem dostałam w łuk
brwiowy. I to tak mocno, że aż się zatoczyłam. Na szczęście
zdążyłam złapać się szafki.
- Nigdy nie waż mi
się przerywać – warknął. – Za kogo ty się uważasz? Ja
rządzę w tym domu, to mnie masz słuchać. Ty nie masz tutaj nic do
powiedzenia. Zrozumiałaś?
- Tak, rozumiem… -
wyszeptałam uparcie powstrzymując łzy zbierające się w moich
oczach.
- Masz szczęście –
mruknął – A teraz znikaj z domu. Nie chcę cię dzisiaj widzieć.
I nawet nie próbuj mnie denerwować.
Pokiwałam głową i
szybkim krokiem wyszłam z kuchni.
Powiedział mi,
żebym go nie denerwowała co oznacza, że nie ma humoru. W każdej
chwili może wybuchnąć z byle powodu, a tego wolałam uniknąć.
Wbiegłam po
schodach na górę i ruszyłam do pokoju mojej córki.
- Candelaria –
Otworzyłam drzwi. – Chodź, wychodzimy.
- A gdzie mamusiu? –
Podeszła do mnie. – Co ci stało?
Podniosłam rękę i
dotknęłam miejsca, w które uderzył mnie mój mąż. Na swoich
palcach zobaczyłam krew.
- Nic córeczko –
zaprzeczyłam. – Nic mi nie jest. Idziemy do cioci Camili.
Wzięłam ją na
ręce, wyłączyłam światło i wyszłam na korytarz. Uważnie
zeszłam z nią na dół i skierowałam się do wiatrołapu.
Postawiłam małą
na podłodze, założyłam jej buty i kurtkę. Zarzuciłam na siebie
bluzę, głowę zakryłam kapturem, chwyciłam córeczkę za rękę i
bez słowa wyszłam z domu.
Razem z Cande
przemierzałam ciemne ulice Buenos Aires oświetlone tylko
pojedynczymi latarniami. Wpatrując się w swoje nogi starałam się
ukryć przed przechodzącymi obok ludźmi rany na mojej twarzy:
rozciętą brew, obolały policzek, na którym na pewno jutro pojawi
się niemiły ślad po uderzeniu…
- Mamusiu, weź mnie
na rączki. – Usłyszałam głos mojej córci.
Spojrzałam na nią.
To była tylko pięcioletnia dziewczynka, a już musiała przechodzić
przez takie coś.
Mimo, że moje ręce
były praktycznie bezwładne, mimo, że nie miałam siły nimi
cokolwiek robić, pochyliłam się i podniosłam moją córeczkę.
Do domu mojej
kuzynki i jej męża miałam spory kawałek. Nie zważałam jednak na
to i dzielnie szłam przed siebie, dźwigając w ramionach
dwudziestokilogramową dziewczynkę. Było ciężko, było bardzo
ciężko. Dosłownie słaniałam się na nogach. Myślałam, że nie
wytrzymam. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
Na szczęście po
kilku minutach skręciłam w ulicę, przy której mieszkała Camila i
Broduey.
Jedną ręką
otworzyłam furtkę i weszłam z Candelarią na podwórko. Podeszłam
do drzwi domu i zapukałam.
Po chwili te
otworzyły się i zobaczyłam w nich moją przyjaciółkę. Spojrzała
na mnie i na moją córkę. Później złapała mnie za ramię i
wciągnęła do środka.
- Broduey, chodź do
mnie! – krzyknęła zamykając drzwi.
Wbiłam wzrok w
podłogę.
Nie protestowałam,
kiedy Camila zabrała Cande z moich ramion. Nie sprzeciwiałam się,
kiedy mój przyjaciel chwycił mnie za rękę i zdecydowanym ruchem
pociągnął do kuchni, a później posadził na krześle.
Ściągnął kaptur
z mojej głowy i podniósł ją tak, żebym spojrzała na niego.
- Co on ci znowu
zrobił? – Dotknął mojej rany.
- Nie… -
szepnęłam. – To była moja wina…
- Twoja?
Pokiwałam powoli
głową i spuściłam wzrok na dół.
- Bo… - zaczęłam.
– Zapomniałam, że dzisiaj wraca wcześniej z pracy… Nie
zrobiłam kolacji.
- Uderzył cię za
coś takiego? – spytał.
- To była moja wina
– powtórzyłam. – A później jeszcze przerwałam mu, jak zaczął
coś mówić i.. i znowu dostałam.
- Francesca, on nie
ma prawa cię bić. – Słyszałam to już wiele razy, a oni mimo to
wcale nie przestawali tego powtarzać. – Nie ma prawa podnosić na
ciebie ręki.
- Ma prawo –
odparłam cicho. – Jest moim mężem, ojcem mojej córki.
- Mężem, nie
katem! – Broduey podniósł głos, na co drgnęłam. – Okey…
Nie możesz dać się tak traktować, Fran.
- Już dałam –
odpowiedziałam. – Broduey, ja należę do niego. To jego mam
słuchać.
- Dziewczyno, ty
sama siebie nie słyszysz. – Złapał mnie za ramiona i potrząsnął
mną. – Nie wiesz co mówisz. Nie jesteś niczyją własnością!
Twoja psychika jest kompletnie zniszczona!
Moja psychika była
niszczona od dziecka. Od dziecka byłam traktowana jak śmieć.
Przyzwyczaiłam się już do tego, że nie jestem swoją
właścicielką.
Moi przyjaciele nie
wiedzieli przez co przeszłam w dzieciństwie. Wszyscy myślą, że
wychowałam się w szczęśliwej rodzinie, pełnej miłości i
dobroci – to nieprawda. Tylko moja kuzynka, Camila domyślała się,
co dzieje się u mnie w domu. Jestem jednak pewna, że nigdy nie
przypuszczałaby, jak to wyglądało naprawdę.
- Wiem o tym –
rzekłam spokojnie. – I jestem też świadoma, gdzie jest moje
miejsce, Broduey.
- Francesca zastanów
się nad swoimi słowami – nakazał mi. – Wszystko co mówisz,
jest nieprawdą. Spójrz tylko na mnie i na Camilę: czy ja ją biję?
Czy katuję ją i uważam za swoją własność? Czy Leon traktuję
Violettę jak śmiecia? Maxi Natalię? Federico Ludmiłę? Pomyśl o
sobie, pomyśl o swoim dziecku!
- Ezequiel nigdy nie
podniósł ręki na Candelarię – wyszeptałam ze spuszczoną
głową.
- Jeszcze nie –
uściślił. – Ale dobrze wiesz, że prędzej czy później to
nastąpi. Choćbyś nie wiem jak bardzo chciała temu zapobiec.
- Nieprawda –
zaprzeczyłam.
- Nie oszukuj się –
powiedział. – I pomyśl czy chcesz takiego dzieciństwa dla swojej
córki.
Oczywiście, że nie
chciałam. Ja sama przeżyłam piekło na ziemi, w dalszym ciągu
przez nie przechodzę. Nie mam jednak w sobie tyle siły, aby się
postawić.
Podniosłam rękę i
przyłożyłam ją do szczypiącej rany.
- Nie dotykaj tego.
– Broduey złapał mnie za nadgarstek i odciągnął go. –
Poczekaj, przyniosę wodę utlenioną.
- Nie, nie trzeba…
- próbowałam zaprzeczyć.
- Trzeba, nie kłóć
się – uparł się chłopak. – Siedź tutaj, za chwilę przyjdę.
Wyszedł na chwilę
z kuchni, aby po momencie wrócić z buteleczką wody utlenionej w
jednej ręce i wacikami w drugiej.
Usiadł na krześle
naprzeciwko mnie i zmoczył jeden z wacików.
- Odchyl głowę –
rzekł.
Posłuchałam go.
Przyłożył wilgotny puch do mojego łuku brwiowego, z którego
płynęła krew. Szczypanie nasiliło się jeszcze bardziej.
Zacisnęłam zęby i syknęłam z bólu.
- Spokojnie. –
Usłyszałam głos Brodueya. – Jeszcze chwila.
Odkaził ranę i
zakleił ją plastrem.
- Tutaj na pewno
będziesz miała jutro ślad. – Dotknął miejsca, w które uderzył
mnie wcześniej mój mąż.
- Wiem –
mruknęłam. – Założę okulary.
- Myślisz, że pod
okularami tego nie widać? – spytał.
- Na pewno mniej.
Posłał mi
powątpiewające spojrzenie.
- Idę do Cande. –
Podniosłam się z miejsca.
- Camila ją usypia,
są w pokoju obok. – Wskazał na ścianę.
Pokiwałam głową i
wolnym krokiem skierowałam się we właściwym kierunku. Znalazłszy
się pod drzwiami, po cichu je otworzyłam i weszłam do środka.
Moja kuzynka leżała
na łóżku obok swojej chrześnicy. Kiedy zauważyła mnie,
podniosła się do góry.
- Śpi? –
zapytałam cicho.
- Jeszcze nie. –
Uśmiechnęła się lekko. – Zasypia.
- Dzięki –
rzekłam.
Ruda wyszła z
pokoju, a ja ułożyłam się wygodnie obok mojej córki.
- Mamusiu –
usłyszałam jej cichy głosik. – Mocno cię tata uderzył?
Candelaria była
bardzo mądra jak na swój wiek. Była w pełni świadoma, co dzieje
się w naszym domu. Wiele razy pytała, czy jej ojciec ją kocha.
Nigdy nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć.
- Nie, córeczko. –
Pogłaskałam ją po głowie. – Lekko. Nie przejmuj się, kochanie,
śpij.
- Kocham cię,
mamusiu.
- Ja ciebie też
kocham, słoneczko… - szepnęłam. – Kocham cię najbardziej na
świecie…
To tylko dla
Candelarii żyłam. Ona każdego dnia dawała mi siłę, aby podnieść
się z łóżka i dalej przeżywać te katorgi. Jej uśmiech był
najpiękniejszym prezentem, jaki mogłam dostać. Zależało mi tylko
na jej szczęściu.
Dlatego nie mogłam
sobie wybaczyć, że skazuję ją na takie coś.
Chciałam, żeby
czuła się ważna. Żeby wiedziała, że ktoś ją kocha. Pragnęłam
dać jej miłość, której ja nigdy nie zaznałam i już nie zaznam.
Moim marzeniem było, żeby Cande wyrosła na mądrą dziewczynę i
żeby ułożyła sobie życie, zupełnie inne od mojego. Żeby
znalazła sobie męża, który będzie ją kochał, dbał o nią.
Nigdy nie
pozwoliłabym podnieść na nią ręki. W najgorszych moich snach nie
przyśniło mi się, żeby Ezequiel ją uderzył. Mnie bił, ale do
niej nigdy się nie zbliżył. Była w końcu jego córką.
Leżąc tak i
rozmyślając nie zauważyłam, kiedy moja córeczka zasnęła.
Delikatnie odsunęłam ją od siebie, przykryłam kołdrą i wstałam
z łóżka.
Skierowałam się do
drzwi. Miałam już nacisnąć klamkę, kiedy usłyszałam rozmowę
Brodueya i Camili.
- Z nią jest bardzo
źle – rzekł chłopak. – Sama zresztą wiesz, znasz ją.
- Nie mogę patrzeć,
jak on ją tak traktuje. – Cichy głos Camili. – Przecież ona
się załamuje, z każdym dniem staje się coraz słabsza. Niedługo
całkiem się stoczy, Broduey.
- Problem w tym –
zaczął – że nie możemy jej pomóc, jeśli ona sama nie będzie
tego chciała.
- Ona sama nie wie,
że chce – powiedziała dziewczyna. – Już się do tego tak
przyzwyczaiła, że stało się to dla niej rutyną, niczym dziwnym,
rozumiesz?
- Oczywiście, że
rozumiem… - Chciałam już wyjść, ale on po chwili kontynuował.
– Powiedz mi, Camila… Ty zawsze coś ukrywałaś. Ukrywałaś
jakieś fakty o Fran. Nigdy nie chciałaś mi nic powiedzieć.
Nie, Cami, nawet nie
próbuj… - pomyślałam.
- Nie, co ty, ja
miałabym coś ukrywać? – Moja przyjaciółka zdecydowanie nie
umiała kłamać. – Niby dlaczego?
- Camila, mnie nie
oszukasz – powiedział twardo Brazylijczyk.
- Nie oszukuję cię,
ja…
Ona po prostu nie
znała całej prawdy. Mogłaby powiedzieć. Mogłaby powiedzieć
tylko to, czego się domyśla. A czego mogła się domyślać?
Patologii w domu? Znęcania się zarówno psychicznego, jak i
fizycznego nad dzieckiem? Wysługiwania się nim?
Nie. Mogłam się
założyć, że jej jedyne przypuszczenia dotyczyły tego, że mój
ojciec i moja matka nie spędzali ze mną odpowiednio dużo czasu. Ta
koszmarna prawda była dostępna tylko dla moich nieżyjących już
rodziców i dla męża, do którego poślubienia zostałam zmuszona.
Przecież rodzina Comello musiała zachować dobrą reputację,
oddając rękę jedynej córki mężczyźnie z rodu Rodriguezów.
Nacisnęłam ręką
klamkę i wyszłam z pokoju. Zamknęłam drzwi i udałam się do
salonu, gdzie zostałam moich przyjaciół siedzących obok siebie na
sofie.
- Rozmawialiście o
mnie, prawda? – spytałam.
Małżeństwo
spojrzało na siebie.
- Posłuchaj,
Francesca – Camila wstała – Chodzi o to…
- Nie – przerwałam
jej. – Nie chcę tego słuchać.
- Ale Fran, ty tak
nie możesz – uparła się moja kuzynka. – Nie rozumiesz, że
robisz wielką krzywdę sobie i Cande?
- Ona potrzebuje
ojca! – zaprotestowałam.
- Właśnie, ojca. –
Broduey podszedł do nas. – A ten, z którym mieszkacie, na ojca
się nie nadaje! Ani na ojca, ani na męża!
Miał rację. Oboje
mieli rację. Zresztą, wszyscy moi przyjaciele mieli rację. Ale ja
nie byłabym zdolna odejść od Ezequiela. Zemściłby się. Nie
chodziło tu o mnie – przetrwałam już tyle, to przetrwałabym
również to. Na ciele miałam wiele znaków, które pokazywały do
czego może się posunąć, ale mimo to, sobą przejmowałam się
najmniej. Szczególnie na myśli miałam moich przyjaciół, moją
córkę. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby przeze mnie Ezequiel
wyrządził im jakąś krzywdę.
- Przestańcie. –
Po moich policzkach spłynęły łzy. – Przestańcie. Robicie to
specjalnie? Nie wiecie, jak się czuję. Nie wiecie, więc nie
wypowiadajcie się. Dajcie mi spokój, proszę was…
- Francesca, my
chcemy ci tylko pomóc – odezwała się Cami.
- Nie… -
szepnęłam. – Dajcie mi spokój, błagam. O nic więcej was nie
proszę, tylko o to.
Camila i Broduey
znów wymienili spojrzenia.
- Okey… -
westchnął chłopak. – Chodźcie usiąść. Obejrzymy coś.
Pokiwałam głową.
Usadowiłam się w
fotelu. Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam się o nie.
Wpatrzyłam się w jakiś durny teleturniej lecący w telewizji.
Koło fortuny.
Zabawne, zupełnie, jak moje życie… Brałam, co wylosowałam.
Nigdy nie oddawałam nagrody mówiąc, że mi nie pasuje. Czasami
wylosowałam bankrut. Moje konto wtedy się resetowało. Ale po
chwili i tak wracało do poprzedniego stanu.
Ale ten teleturniej
w telewizji był dla ochotników. Ja na grę w moim życiu byłam
skazana. Grałam w nią wbrew mojej woli. Grałam, a każdą karą za
złą odpowiedź było zadanie mi kolejnego bolesnego ciosu.
Mogłabym tak
siedzieć i rozmyślać jeszcze długo. Mogłabym, ale byłam już
tak zmęczona – właśnie tą grą – że nawet nie zauważyłam,
kiedy zasnęłam.
Kiedy się
obudziłam, przez okno wpadały promienie słoneczne. Nie byłam już
w salonie – leżałam w łóżku, które zawsze zajmowałam razem z
moją córką, kiedy nocowałam w domu Camili i Brodueya. Candelarii
nie było obok mnie. Słyszałam tylko jej wesoły głos rozmawiający
z moimi przyjaciółmi.
Powoli podniosłam
się do pozycji siedzącej i stanęłam na nogi. Podeszłam do okna,
z którego widać było wielki ogród mojej kuzynki. Ona kochała
kwiaty i dbała o swoje podwórko najlepiej jak tylko mogła.
Ruszyłam w stronę
drzwi. Nacisnęłam klamkę i wyszłam na korytarz. Hałasy, które
wcześniej słyszałam, nagle ucichły.
Zdezorientowana
udałam się do salonu. Kiedy nikogo tam nie zastałam, przeszłam do
kuchni. Ledwo przekroczyłam jej próg, coś mnie zaskoczyło.
Zakryłam usta dłonią.
Sto lat, sto lat,
niech żyje, żyje nam!
Sto lat, sto lat,
niech żyje, żyje nam!
Jeszcze raz, jeszcze
raz, niech żyje, żyje nam!
Niech żyje nam!
Podeszła do mnie
moja kuzynka. W rękach trzymała mały tort ze świeczką w
kształcie dwudziestki szóstki.
Dwadzieścia sześć
lat koszmaru.
Pomimo lekkiego
szoku uśmiechnęłam się.
- Pomyśl życzenie
i zdmuchnij świeczki – powiedziała.
Niech ta katorga się
skończy.
Nabrałam powietrza
w płuca. Dmuchnęłam, a ogień zgasł.
Camila odstawiła
tort na stole, a do mnie podbiegła moja córeczka.
- Wszystkiego
najlepszego mamusiu! – rzekła. – Masz już dwadzieścia sześć
lat, jesteś już bardzo duża!
Kucnęłam przed nią
i przytuliłam ją do siebie.
- Dziękuję,
Candusia – powiedziałam. – Dziękuję.
- Ja pójdę pokroić
tort! – zaoferowała się dziewczynka.
Oderwała się ode
mnie, a ja stanęłam na nogi.
- Wszystkiego
najlepszego – Przede mną znalazła Camila – wszystkiego
najlepszego w dniu urodzin, Fran. Czego ja ci mogę życzyć? Chyba
tylko tego, żebyś zaczęła być szczęśliwa. Żebyś przejrzała
na oczy, odeszła od Ezequiela i znalazła kogoś, kto na ciebie
zasługuje. Na ciebie, i na Cande.
- Camila… -
zaczęłam.
- Nie – przerwała
mi. – Są twoje urodziny Francesca, nie chcę się z tobą kłócić,
masz przeżyć ten dzień radośnie.
- Dokładnie. –
Zgodził się Broduey stając obok swojej żony. – Wszystkiego
najlepszego, Fran. Spełnienia marzeń i wszystkiego, czego tylko
pragniesz.
Złapał mnie za
ramię, przyciągnął do siebie i pocałował mnie w czoło.
- Dziękuję –
powiedziałam. – Naprawdę, dziękuję. Zupełnie zapomniałam, że
mam dzisiaj urodziny.
- Domyśliliśmy
się. – Uśmiechnęła się Cami.
- Pokroiłam tort! –
Usłyszeliśmy głos mojej córki.
Wszyscy troje
spojrzeliśmy w jej kierunku. Siedziała ona przy stole, w ręce
trzymając łyżkę, którą „kroiła” tort. W rzeczywistości
był on cały rozgrzebany.
- Kochanie, wujek z
ciocią na pewno długo go robili. – Podeszłam do niej. –
Zobacz, co zrobiłaś. – Wskazałam na niego.
- No, trochę nie
wyszło… - przyznała.
- Nie szkodzi. –
Podeszła do nas Camila. – I tak jedziemy później do Natalii i
Maxiego.
Posłałam jej
zdziwione spojrzenie.
- Właściwie, to
musimy się już zbierać – dodał Broduey. – Mieliśmy być tam
na pierwszą.
- To która jest
godzina? – spytałam
- Dwunasta
trzydzieści – odparł. – Po prostu długo spałaś.
- Choć, dam ci coś
do przebrania. – Moja kuzynka złapała mnie za rękę.
Pociągnęła mnie
za sobą, jednak po chwili zatrzymała się.
- Nie widać tego
tak bardzo… - Dotknęła mojego policzka.
- Mówiłam… -
mruknęłam.
Trzymając moją
córkę za rękę, razem z moimi przyjaciółmi weszłam po schodkach
prowadzących do domu Naty i Maxiego. Cande – jak zawsze –
zadzwoniła dzwonkiem. Po chwili drzwi się otworzyły, a ja
zobaczyłam w nich niską brunetkę.
- Cześć –
powiedziała uśmiechając się. – Wchodźcie, czekamy na was.
Posłusznie
weszliśmy do środka. Pomogłam Candelarii ściągnąć buty.
Weszliśmy wszyscy
do salonu.
- Dostaliśmy sygnał
od Camili – zaczął Maxi – że Cande rozbroiła wam tort. Więc
zrobiliśmy nowy.
Po zaśpiewaniu dla
mnie sto lat i złożeniu mi życzeń – co bardzo mnie krępowało,
bo nie lubiłam takich rzeczy – dostałam kilka prezentów. Od
Ludmiły i Federico – którzy w międzyczasie dołączyli do nas –
otrzymałam piękny srebrny łańcuszek. Leon i Violetta, którzy
przybyli trochę spóźnieni, podarowali mi kilka ozdobnych
bibelotów, podobnie jak Camila i Broduey oraz Naty i Maxi.
Przez okno
zauważyłam, jak pod dom podjechał jakiś samochód.
- No, wreszcie jest…
- Natalia odetchnęła z ulgą.
Nie zważając na
pytania moje i moich przyjaciół pobiegła do drzwi. Czekaliśmy
przez chwilę, aż w końcu wróciła do salonu. Ale nie sama –
obok niej szedł wysoki, przystojny brunet.
Od razu zauważyłam
jego zielone oczy i bujną czuprynę. To z pewnością przyciągało
wzrok każdej kobiety.
- To jest Marco –
powiedziała Hiszpanka. – Jest moim kuzynem… W sumie, to takim
dalszym. Piąta woda po kisielu, wiecie. Przeprowadził się tutaj z
Meksyku.
Wszyscy po kolei
zaczęli witać się z nowym gościem. Ja byłam ostatnia.
- Ty jesteś na
pewno Francesca, tak? – Podszedł do mnie. – Dzisiejsza
solenizantka? Natalia mi mówiła. Niestety, nie mam nic dla ciebie,
bo moja ukochana kuzynka poinformowała mnie o tym dopiero pół
godziny temu.
- Oj, wypadło mi z
głowy – broniła się dziewczyna.
- Tak, jestem
Francesca. – Uśmiechnęłam się lekko. – Nic nie szkodzi, nie
potrzebuję żadnych prezentów. To jest moja córeczka, Candelaria.
– Wskazałam na stojącą obok mnie kruszynkę.
- Jaka piękna
dziewczynka. – Marco kucnął przed Cande. – Słodka. Jestem
Marco.
- Wyglądasz bardzo
miło – rzekła mała. – Nie tak jak mój tata. I pewnie też nie
krzyczysz tak jak on.
- Candusia, idź się
pobaw do pokoju. – Popchnęłam ją lekko w kierunku drzwi. Była
gadatliwa, lepiej, żeby nie powiedziała nic niepotrzebnego. I tak
już wydała za dużo. Co ten Marco mógł sobie pomyśleć? – Za
chwilkę do ciebie przyjdę, dobrze?
Moja córcia
pokiwała głową i wybiegła z salonu.
- Candelaria czasami
gada głupoty – wytłumaczyłam nerwowo, spoglądając na chłopaka.
– Ma bujną wyobraźnię.
Widać było, że
Marco nie za bardzo uwierzył. Przeniosłam błagalny wzrok na moich
przyjaciół.
- Okey – odezwała
się Violetta. – Dlaczego tak stoimy? Maxi, przynieś talerzyki. Ja
pokroję tort, a reszta… Reszta niech siada.
- Francesca, chodź
ze mną – rzekł Maxi. – Pomożesz mi.
Ruszyłam z nim do
kuchni. Przepuścił mnie pierwszą w drzwiach, a sam wszedł za mną.
- To nie wyglądało
za ciekawie – powiedział kiedy znaleźliśmy się w środku.
- Wiem –
przyznałam. – Ale co ja mogłam zrobić?
Spojrzał na mnie
uważnie.
- Camila powiedziała
mi, co się wczoraj stało.
- Ty też będziesz
mi prawił kazanie? – spytałam. – Proszę cię, Maxi, tylko nie
to.
- Nie, nie będę –
zaprzeczył. – Te nasze kazania już nic nie dają. – Podszedł
do mnie i przytulił mnie do siebie. – Wszystkiego najlepszego z
okazji urodzin, Fran. Jeszcze raz.
- Dziękuję… -
wyszeptałam, a z moich oczu poleciały łzy.
Tacy przyjaciele to
skarb.
Spotkanie trwało w
najlepsze. Siedzieliśmy wszyscy w salonie i rozmawialiśmy. Poznałam
bliżej kuzyna Natalii.
Marco to dobry
chłopak. Przyjechał do Buenos Aires z Meksyku i nie ma tutaj za
wielu przyjaciół, znajomych. Nie ma także żony, narzeczonej czy
nawet dziewczyny. Jest singlem bo uważa, że żadna kobieta jeszcze
go nie urzekła. Pech chciał, że wszystkie, które do tej pory
spotykał, były zapatrzonymi w siebie laluniami, z toną makijażu
na twarzy. Zależało im tylko na pieniądzach, na niczym więcej.
Nie były zdolne do miłości.
Zielone oczy Marco
mnie przyciągały. Nie mogłam oderwać wzroku od jego czarnych
włosów. Jego szeroki uśmiech odsłaniający białe zęby po prostu
hipnotyzował. A kiedy tak na mnie patrzył, czułam ciepło
rozpływające się po całym moim ciele. Może było to dziwne.
Znałam go niecałe cztery godziny. Ale ja nigdy nie czułam niczego
takiego. Przy moim mężu w żaden sposób nie czułam się
wyjątkowa, wręcz przeciwnie – gorsza, beznadziejna.
Ale jak wiadomo,
nawet te przyjemne chwile – nie zdarzające się często – nie
trwają wiecznie. Tak było i tym razem.
Nasze rozmowy
przerwało głośne walenie w drzwi wejściowe. Wzdrygnęłam się.
Moi przyjaciele spojrzeli po sobie ze strachem.
- Candusia, chodź,
pójdziemy do pokoju. – Ludmiła złapała dziewczynkę za rękę.
- Dziewczyny, idźcie
na górę – odezwał się Federico. – Wszystkie. Francesca też.
- Nie, chłopaki –
zaprzeczyłam. – Wy idźcie. Ja zostanę tutaj.
- Chyba oszalałaś
– rzekł Leon. – Mamy cię tutaj zostawić samą?
- Znacie go –
uparłam się. – On jest nieobliczalny. Zrobi wam krzywdę!
- Prędzej zrobi
krzywdę tobie – powiedział Maxi. – Fran, mówimy ci coś, idź
z dziewczynami do pokoju!
- Nie, nie
rozumiecie? Nie chcę wam sprawiać kłopotów, nie powinnam była
tutaj w ogóle przychodzić. Zobaczcie, co się teraz dzieje!
- To nie jest twoja
wina, Francesca. – Podszedł do mnie Broduey. – Niczym nie
zawiniłaś. Ale teraz idź stąd, proszę cię.
- Nigdzie nie idę –
obstawiałam przy swoim.
- Zaraz zaprowadzę
cię tam siłą! – zagroził mi Maxi.
W tym momencie
usłyszeliśmy jeszcze głośniejsze walenie w drzwi.
Dziewczyny pobiegły
na górę zostawiając nas samych.
- Zostań –
zgodził się Leon. – Ale trzymaj się Maxiego. Nie odchodź od
niego.
Pokiwałam nerwowo
głową. Podeszłam do mojego przyjaciela i schowałam się za jego
plecami.
Broduey ruszył do
wiatrołapu. Słuchać było dźwięk otwieranych drzwi.
- Gdzie jest
Francesca? – Usłyszeliśmy ryk.
Skuliłam się.
Poczułam, jak ktoś staje za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam
za sobą Marco. Zupełnie niezorientowanego w sytuacji. Nie uciekał
jednak, tylko czekał na to, co się wydarzy.
Ja również
czekałam. Bałam się.
- Franceski tutaj
nie ma – odpowiedział spokojnie Broduey.
- Nie łżyj, wiem,
ze jest u was! – wrzasnął. – Za kogo ona się uważa?
Nie usłyszałam
odpowiedzi mojego przyjaciela, ponieważ po chwili do salonu wparował
mój mąż.
- A tutaj jesteś…
- syknął.
Zamknęłam oczy.
- Zostaw ją. –
Maxi odsunął mnie jeszcze bardziej za siebie tak, że znalazłam
się między nim a Marco. – I wynoś się.
- Przyszedłem po
to, co należy do mnie – warknął.
- Ona nie należy do
ciebie! – Federico podniósł głos. – Nie jest twoją
własnością!
- Owszem, jest. I
teraz pójdzie ze mną. – Chwycił mnie za rękę i pociągnął
gwałtownie w swoją stronę tak, że prawie się przewróciłam.
- Nigdzie z tobą
nie pójdzie. – Ku mojemu zdziwieniu podbiegł do nas Marco.
Odciągnął mnie od Ezequiela.
- Ty się kochasiu
lepiej nie wtrącaj! – krzyknął. – Chyba, że chcesz, żeby
obić ci tą piękną buźkę.
- Marco, zostaw… -
wyszeptałam.
- Francesca,
przestań. – Leon zbliżył się do mnie. – Nie zgadzaj się na
to!
- To ja będę
decydować, na co się będzie zgadzać – powiedział mój mąż. –
A Ty – Złapał mnie mocno za nadgarstek. – Jeszcze pożałujesz.
Nie zważając na
starania moich przyjaciół, pociągnął mnie brutalnie za sobą.
Nie opierałam się – i tak by to nic nie dało. Nie hamowałam już
łez, które spływały po moich policzkach.
Wyciągnął mnie
siłą na dwór. Nie zważał na to, że trawa jest mokra od deszczu,
a ja nie mam na nogach butów.
Otworzył drzwi
samochodu i wepchnął mnie na tylne siedzenie.
Podczas szaleńczej
jazdy, w czasie której nie zwracał uwagi na ograniczenia prędkości
i przepisy, nie byłam w stanie zebrać myśli. Mojej serce waliło
jak młot, słone łzy moczyły moją twarz. Bałam się tego, co
miało za chwilę nastąpić.
Po chwili
wjechaliśmy na nasze podwórko. Nie ruszałam się. Usłyszałam
dźwięk otwieranych drzwi. Kilka sekund później poczułam jak
Ezequiel łapie mnie za rękę i wyciąga z samochodu. Popchnął
mnie mocno w stronę drzwi.
Potykając się o
własne nogi weszłam do domu. Ledwo przekroczyłam jego próg,
poczułam mocne uderzenie w twarz.
- I co? – Chwycił
mnie za szyję. – Teraz już nie ma przy tobie twoich żałosnych
przyjaciół.
Pchnął mnie na
ścianę. Odbiłam się o nią i upadłam na ziemię. On kopnął
mnie w brzuch. Jęknęłam cicho z bólu.
Klęknął obok
mnie. Złapał mnie za włosy i podniósł do góry.
- Czy ty jeszcze nie
zapamiętałaś najważniejszej rzeczy? – spytał. – Mnie masz
się słuchać!
- Przepraszam… -
szepnęłam.
- Teraz mnie
przepraszasz? – zaśmiał się szyderczo. – Już nic ci to nie
da.
Ponownie uderzył
mnie w twarz. Tym razem pięścią.
Puścił mnie i
wstał z klęczek. Stanął nade mną.
Bił mnie wszędzie.
Po całym ciele. Po nogach, po rękach, bo brzuchu, po plecach, po
głowie… Nie krzyczałam, nie miało to żadnego sensu. Pozwoliłam
jednak moim łzom spływać po twarzy.
Ból przejmował
całe moje ciało. Wszystko bolało mnie niemiłosiernie. Ezequiel
wpadł w szał, bił mnie bez opamiętania.
Poranionymi rękami
próbowałam zakryć swoją głowę. Czułam ciepłą krew
wypływającą z ran, które zrobił mój mąż.
- Masz nauczkę na
następny raz. – Usłyszałam jego głos przy moim uchu. Chwycił
mocno moją głowę i odwrócił ją w swoją stronę. – Jeszcze
jedna taka sytuacja, a dostaniesz o wiele mocniej. Rozumiesz?
Pokiwałam powoli
głową.
Uderzył mnie w
brzuch.
- Pytam się, czy
mnie rozumiesz? – warknął.
- Ro…Rozumiem –
zająknęłam się.
Rzucił mną o
ścianę.
- Masz mi jeszcze
coś do powiedzenia?
- Przepraszam… -
powtórzyłam drżącym głosem bojąc się jeszcze bardziej go
zdenerwować.
Ponownie chwycił
mnie za włosy.
- Wiesz co ci
jeszcze powiem? – Czułam jego śmierdzący oddech na mojej twarzy.
– Słyszałaś to już, ale uświadomię ci to jeszcze raz. Jesteś
nic nie wartą suką. Beze mnie nic nie znaczysz. Ciesz się, że tak
wysoko ustawiony człowiek jak ja, w ogóle się z tobą zadaje.
Po tych słowach
odszedł. Zostawił mnie tam zmarzniętą, obolałą, leżącą na
zimnych płytkach.
Nie płakałam już.
Nawet na to nie miałam siły. Czułam zarówno ból fizyczny, jak i
psychiczny. Nie wiedziałam, który jest gorszy.
Całe moje życie
było bez sensu. Nie pierwszy raz zostałam tak potraktowana przez
mojego męża. Mimo to, za każdym razem cierpiałam coraz bardziej,
z każdym uderzeniem ginęłam w potoku brudnych myśli.
- Co ja takiego
zrobiłam? – zapytałam sama siebie. – Boże, czym zawiniłam?! -
krzyknęłam.
Byłam już
wykończona. Nie zorientowałam się, kiedy nie wytrzymałam już
bólu, i ignorując go, odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Widzicie, tak to
jest, jak się wybierze trudny temat. Ja sobie niestety taki wzięłam,
i wyszło jak wyszło. Nie przewidziałam, że mogę po prostu nie
dać rady.
Wiem, jest to
długie. Ogólnie, to ma trzynaście stron, a kolejne części raczej
nie będą krótsze. Będzie ich trzy lub cztery, tego jeszcze nie
wiem.
Okey, nie
przynudzam.
Weszłam szybko na
laptopa, żeby dodać tego OP, ale już spadam, bo na 10 jadę do
Domu Kultury na przedstawienie... Znaczy ja występuję :P W piątek
w szkole, a dzisiaj tam xD
Więc dziewczyny -
dzisiaj chyba mnie na GG nie będzie. Później przyjeżdża rodzina,
więc jak się dostanę na kompa, to gdzieś pod wieczór :)
Kolejna część za
tydzień xD
A we wtorek OP
Wigilijny o Naxi, jeśli oczywiście będę miała dostęp do
internetu :P Bo moja rodzina jest czasami wredna, jak już zresztą
mówiłam, i nic nie jest pewne xD
Dziękuję
dziewczynom za rozmowy na GG, dziękuję za kolejnych obserwatorów -
w sumie jest ich 32 - i dziękuję za nominację do LBA, którą
postaram się nadrobić w tym tygodniu, jeśli dam radę :)
I dziękuję
wszystkim za życzenia urodzinowe <333333333
Kocham was
wszystkich <3333333

Cześć! Przepraszam, ale nie dam rady się rozpisać.
OdpowiedzUsuńTy doskonale wiesz, że jesteś świetną pisarką.
Pozdrawiam! ♥
Zapraszam na nowy rozdział:
violetta-and-her-world.blogspot.com
Dziękuję <333
UsuńTwój rozdział już skomentowałam :)
świetnie sobie z tym poradziłaś. ;)
OdpowiedzUsuńPoważnie, jestem pod ogromnym wrażeniem.
To naprawdę trudny temat. Przemoc i znięcanie się psychiczne.
Widzę, że idealnie ukazujesz na swoim blogu to, co ja staram się pokazywać na swoim.
Różne barwy życia.
Jestem pod ogromnym wrażeniem i składam hołd Twojemu talentowi ;* .
Nie wiem co jeszcze powiedzieć...
Przecież wiesz, że kocham wszystkie Twoje pomysły i opowiadania...
Wiesz, że czekam ze zniecierpliwieniem na ciąg dalszy...
Wiesz, że chcę świąteczne opowiadanie o Naxi...
Wiesz, że zawsze z uśmiechem na twarzy wchodzę na Twojego bloga.
Że napawam się każdym napisanym przez Ciebie słowem...
To wszystko wiesz, więc nie przestawaj nigdy pisać. ♥ .
Bez Ciebie ten internet był by pustym miejscem :*
Nikolatta. :*
WESOŁYCH ŚWIĄT!
Starasz się ukazywać uczucia na swoim blogu, i świetnie ci to wychodzi, naprawdę :)
UsuńDziękuję za komentarz <33333
Również Wesołych Świąt :****
Na początku chciałabym złożyć ci życzenia świąteczne bo później może już nie być okazji. :)
OdpowiedzUsuńTak więc,wesołych świąt. :*
Part świetnie napisany.
To dosyć trudny temat a ty doskonale dałaś sobie z nim radę.
Jest mi strasznie szkoda Fran,biedna całe życie było dla niej udręką.
A teraz? Ten jej powalony mężulek.
Dobrze,że ma tak wspaniałych przyjaciół,którzy rzucili by się za nią w ogień.
Nie mogę się doczekać aż Marco przyjdzie jej na ratunek ( przynajmniej mam taką nadzieje :) ).
Szczerze mówiąc to na początku myślałam,że to Marco będzie tym złym. xD
hahah Głupia jestem. =D
Genialny,chciałabym pisać tak świetnie jak ty. ♥
Kocham Soph :*
Dziękuję za życzenia, i wzajemnie <3333
UsuńJa nawet nie pomyślałam, że Marco mógłby być zły xD
Przyjdzie jej na ratunek, przyjdzie :D
Dziękuję za komentarz :)
Kocham <3333333333333333
Ekstra OP!
OdpowiedzUsuńBoże, ale Fran ma powalonego mężulka.
Szkoda mi jej :(
Nie mogę się doczekać następnego <33333
Pozdrawiam ;*******
~Nica~
Dziękuję za komentarz <3333
UsuńŚwietny one part kocham Marcesce < 33
OdpowiedzUsuńPozdrawia.
Tyna : **
Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam <3333
UsuńCo ja ci mam powiedzieć? Jestem i jak zwykle się nie zawiodłam :)
OdpowiedzUsuńAle wiesz co? Ja to chyba nigdy nie będę pierwsza ;c
Zaskoczyłaś mnie, i to bardzo..To co działo się u Franceski jak była mała jest okropne :( Na szczęście ma jeszcze przyjaciół i swoją słodziutką córeczkę - Cande :)
Ona jest taka kochana, bardzo zazdroszczę ci że piszesz tak wspaniale..
Ogólnie każdy twój One Part jest pełen uczuć, i po prostu magiczny <333
Czytając tego Parta myślałam sobie: Jak taką kochaną dziewczynę jak Fran mogło spotkać coś takiego..Jak myślę o tym jej głupim mężu to...ahh...lepiej nie mówić :)
Ołjeeee Marcuś broni Franceski c: Wspaniale! :)
Już się nie mogę doczekać co z tego wyniknie..
Jeśli każdy twój Part o Marcesce ma być taki długi, to ja już jestem Happy <333
No nic, muszę niestety teraz czekać do wtorku na Świąteczny One Part, oraz do soboty na następną część..
Zapraszam również na mojego bloga z One Partami, już jutro powinien tam pojawić się Mój świąteczny Part, jeśli nie to we wtorek <333
Pozdrawiam i kocham
Ania
Kiedyś na pewno będziesz pierwsza :)
UsuńOP we wtorek xD
Czekam na OP u ciebie <3333
Całuję :******
Śliczny OP ;*
OdpowiedzUsuńja bym nie potrafiła tego tak wspaniale opisać <3
biedna Francesca :(
dobrze, że może liczyć na wspaniałych przyjaciół <3
mam nadzieję, że Marco ją uratuje od tego okrutnego tyrana...
Kocham twoje One Party <33
czekam na kolejną część o Marcesce i na świątecznego OP też ;*
pozdrawiam xd
ŻYCZĘ WESOŁYCH ŚWIĄT I UDANEGO SYLWESTRA ;D
//Nati
Dziękuję za komentarz <333
UsuńRównież życzę wesołych świąt i udanego sylwestra :)
Kocham <3333
Alex, przeszłaś samą siebie.
OdpowiedzUsuńTwe słowa były tak głębokie, tak bardzo mnie urzekły.
Popłakałam się. Łzy same spływały po moim policzku.
Ja na serio nie mam pojęcia co mogę powiedzieć. Zazwyczaj słowa same do mnie przychodzą, a teraz nie wiem co mogłabym powiedzieć.
Może to, że sama sobie zazdroszczę, że nie mam takiej rodziny.
Jedną z rzeczy, których się boję to taka przyszłość.
Fran nie jest silna, i nie chodzi tu o siłę fizyczną, tylko psychiczną. Mam nadzieję, że Francesca uświadomi sobie co tak naprawdę robi, a raczej nie robi.
Matko, Ty tak pięknie piszesz :D pozazdrościć ^^
Na serio zabrakło mi słów :')
W tym parcie pokazujesz jak ważni są przyjaciele i rodzina. Jesteś wielka, kochana.
Mocno ściskam,
Hania
Dziękuję, Haniu, za komentarz <3333
UsuńKocham :*******
Matulo ! Moje oczy przy fragmencie bicia Francesci zrobiły się zaszklone.
OdpowiedzUsuńAlexandro ( przejdziemy na ty ? XD ) piszesz z takim , jak to opisać... no z taką realnością, że sami mogliśmy to przeżywać czytając tego Parta ;'D
Genialny, cudowny, na pewno realny ;D oraz zaskakujący.
Ach ten Ezequiel -,-' Kat dla Fran,na prawdę... ;/
I Cande.. właśnie mała Candelaria.. co ona przeżywa ;'c
Z tego męża Francesci to nie człowiek, mąż... to istny tyran -o-
Przekonałaś mnie, że na LBA zasłużyłaś w stu+ procentach ^ ^
Znajdziesz czas na wejście i porozmawianie ze mną na gg ? ;D xd ( oczywiście jeśli znajdziesz chwilę xd ; * )
Powodzenia w przedstawieniu xd ; *
Zapraszam do mnie, choć piszesz ode mnie 1000000000 razy lepiej xd ;3
Czekam na NEXT ;33
Ciao, xoxo Alexandro xd
~ Martyna .
Dziękuję za komentarz :)
UsuńTwojego bloga już zaczęłam czytać, ale jestem dopiero na 3 rozdziale xD Nie miałam za bardzo czasu, bo szkoła, i sama wiesz... Teraz niby święta, ale wyjeżdżam do rodziny i w ogóle... Przeczytam na pewno, ale jak mówię, nie wiem kiedy xD
Na GG jestem, praktycznie cały czas, więc napisz do mnie :)
Kooocham <3333
Biedna Francesca ;-; Co za palant z Ezequiela, eh :/ Jak można tak traktowac kobietę... Szczęście, że jeszcze nie znęca się nad córką.
OdpowiedzUsuńMarco obrania Fran, to takie uroczee :)
Czekam na następne części i na wigilijnego parta ;3
Dziękuję za komentarz <3
UsuńWybrałaś bardzo trudny temat, ale wyszło Ci to wspaniale. <3
OdpowiedzUsuńBiedna Francesca. :C
Jak on tak może ją traktować? :C
Dobrze, że Fran ma przyjaciół, którzy chcą jej bronić. <3
Czekam na kolejną część. <3
Pozdrawiam, Karo. :3
Dziękuję za komentarz <333
UsuńKolejna część za tydzień :)
Pozdrawiam :**
Cudowne, co ja mam jeszcze pisać? Za każdym OP jest tak samo, mega genialnie.
OdpowiedzUsuńPrzecież wiesz że cie kocham xd
Gracias <3333
UsuńTeż cię kocham <333
Żyłka nauki hiszpańskiego?
UsuńMam nadzieję, że tak xd
A tak jakoś xD Chciałabym się uczyć hiszpańskiego, ale nie ma gdzie :(
UsuńJest gdzie - na pewno.
UsuńMożesz zacząć na busuu.com - to jest darmowe i można się sporo nauczyć.
Oo, zajrzę, jak będę miała czas :)
UsuńGracias y te quiero <333
Fran ma córeczkę ale te części z nimi są sweet
OdpowiedzUsuńMarcesca- uwielbiam ich
Kiedy czytałam te części o Fran i tym Ezaquielu to łzy mi leciały strumieniami :( szkoda mi Francesci nie zasługuje na taki los
Czekam na next'a i One Parta o Naxi
Życzę wesołych świąt i weny
Dziękuję za miłe słowa xD
UsuńRównież życzę wesołych świąt <333
Kochana! Ja sie nie rozpisuje bo piszę o 1 w nocy xd
OdpowiedzUsuńOP jest świetny! ;*
Wesołych świat! ;**
Evelcia<33
Gracias :*
UsuńWESOŁYCH ŚWIĄT <3333
O mój Boże...
OdpowiedzUsuńTen part był taki że aż brak mi słów. Może nieziemski będzie najlepszym określeniem..?
Podjęłaś rzeczywiście bardzo trudny temat. Zwłaszcza jak na trzynastolatkę. Jestem w twoim wieku i nie wyobrażam sobie żebym mogła coś takiego tak realnie opisywać i przedstawić taką trudną historię zupełnie tak, jakbym to ja ją przeżywała (pomijając fakt że w przeciwieństwie do ciebie wogóle nie mam talentu pisarskiego).
Biedna Fran, tak mi jej żal :c Nie dziwię się że ma zepsutą psychikę po tym co przeżyła w dzieciństwie oraz tym co przeżywa teraz. Tak to każdy potrafi być mądry ze swoimi radami: odejdź od niego, nie pozwól się tak traktować, pomyśl o swoim dziecku itp. Ale w rzeczywistości dla takiej kobiety wcale nie jest to proste. Kiedyś oglądałam taki film dokumentalny albo reportaż o kobietach które były bite i zastraszane przez mężów. I z ich perspektyw to wszystko inaczej wygląda. Albo zdążyły się już przyzwyczaić, albo po prostu się boją, że same sobie nie poradzą.
Całe szczęście że Francesca może liczyć na swoich przyjaciół. Naprawdę im na niej zależy, bo mimo że jej nie rozumieją, nie zostawili jej. Gdyby nie oni i ich pomoc, byłoby jej dużo ciężej. Zwykle kobiety, które jak ona doznają przemocy, odcinają się od reszty świata. Ale niestety, nie zdziwię się, jeśli po tym co teraz zaszło, Ezequiel zabroni jej kontaktów z przyjaciółmi.
Ostatnia nadzieja w Marco ^^ Jak jego postać wpłynie na Francescę? Czy dzięki znajomości z nim coś zmieni się w jej życiu? Może odkryje że poczuła do chłopaka z Meksyku coś więcej i zapragnie zawalczyć o swoje szczęście? Tego niestety póki co mogę się jedynie domyślać :)
Chyba mój komentarz powoli dobiega końca xD
Nawet się rozpisałam ;)
Podsumowując, ten part był cudowny, genialny, niesamowity. Po prostu nieziemski <3
Po raz kolejny przeszłaś samą siebie (co wcale nie jest takie proste, bo na razie tylko tobie się to udało (znaczy tylko ty do tej pory przeszłaś samą siebie (chodzi o to że nie spotkałam jeszcze nikogo to pisze lepsze one party (oto ja i moje niezrozumiałe przemyślenia (jeju, ile tu nawiasów))))) ;***
Czekam baaaaardzo niecierpliwie na kolejną część :)
I jestem baaaaardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Fran ;)
A tymczasem wesołych świąt i nie do niedzieli lecz tym razem do wtorku. Nie zawiedź nas, proszę <33333
Jestem mega ciekawa co przygotowałaś w wigilijnym parcie o Naxi ^^ Oby temat był nieco lżejszy bo nie chcę się dołować w święta :P
Żartuję, wszystko co napiszesz przeczytam z przemiłą chęcią ;D
Dobra, tym razem na serio już kończę xD
Życzę wesołych, pogodnych i spokojnych świąt oraz czasu na dodanie parta <3
Do wtorku, mam nadzieję ;D
Pozdrawiam,
Ola ;*
Oo, Jezu, Gracias, za tak długi komentarz <3333
UsuńJaram się "Gracias" xD
Koooocham <333333
Ryczę już po tytule, przeczytałam (na razie) 1/4, siedzę z chusteczkami w dłoni, skomentuje dłużej, ale zaraz jak przeczytam całość i przestanę płakać :(
OdpowiedzUsuńNo to idę odpowiedzieć na ten pod spodem xD
UsuńDobra, uspokoiłam się... Co za szmata, walony dupek! Co on sobie wyobraża, ma się za jakiegoś boga czy jak? Nieee, tak być nie będzie... On tego pożałuje! Będzie się w piekle smażył, całe wieki! Fran nie jest jego własnością, i koniec! Na szczęście pojawił się Marcuś... On zaprowadzi jeszcze porządek, chyba... A skoro już jesteśmy przy nim, przejdźmy do rzeczy, jedynego wątka, który mnie rozśmieszył i sprawił, że na mojej twarzy zagościł uśmiech, a mianowicie... Marco HISZPANEM, który przybył z MEKSYKU do ARGENTYNY?! O.o Światowy chłopak :D A do tego taki słodki, dzielny, opiekuńczy... On nie pozwoli, żeby ta wredna małpa (grrrr) tak traktowała biedną Francescę... Mam przynajmniej taką nadzieję :/ No bo, czym ona sb właściwie zasłużyła na takie traktowanie? To się po prostu musi zmienić... A tak na marginesie, jestem mega ciekawa, dlaczego nikt nie wie o tym, jak biedna Fran była traktowana przez rodziców? Szacunek i miłość w KAŻDYM domu... Yhy, bo uwierzę :/
OdpowiedzUsuńDobra, już kończę. Poruszę jeszcze tylko jeden temacik... Jezu! Jaka ty jesteś cudowna! Twoje party... Takie piękne, życiowe, długie, mądre, z przesłaniem... Nie no, kocham cię normalnie xD
No i podziękowania... Dziękuję...
*za to, że twoje party napełniają mnie taką wiedza życiową,
*za to, że są tak bardzo genialne,
*za to, że mogę je czytać,
*za to, że dziękujesz za rozmowy na GG, choć tak naprawdę to powinnam ci dziękować,
*za to, że po prostu jesteś :)
Aaaaaaaaa, i wszystkiego naj z okazji świąt B.N i Nowego Roczku :) Życzę ci, aby najbliższy czas był owocny we wszystko czego pragniesz, zdrowia, szczęścia, pomyślności, itd. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi ^-^
Tamtaramtamtam, no i jak chyba zobaczyłaś pozbyłam się tego cholernego lenia! Dziękuj Agacie :* No, niestety, ma wena jeszcze nie wróciła z ferii :(
KONIEC!
I nie dziękuj za koma, bo nie masz za co! Może i wyszedł ciut długi, ale i tak beznadziejny. To chyba cud się stanie, jak coś z niego w ogóle zrozumiesz :(
Ok, nie przynudzam. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO i POWODZENIA wszystkich partów :D Pozdrawiam <33
Rzeczywiście, Marco światowy chłopak, głupia jestem, nie pomyślałam xD
UsuńDziękuję za komentarz BO BYŁ DŁUGI!
Kocham twoje komentarze <333333
I nie beznadziejny :)
Całuję :******
Jezu, Ola. *.*
OdpowiedzUsuńBrak mi słów...
To jest cudowne, boskie, świetne, najlepsze. I jeszcze takie długie. *_______*
Przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś nie miałam wcześniej czasu.
Nie mogę się doczekać OP z Naxi, ale mnie we wtorek nie będzie. :/ Przeczytam najwyżej w środę, chyba że kuzyn mi użyczy komputer, w co wątpię. XD
Dziękuję za komentarz <333
UsuńTo nic, że cię nie będzie, przeczytasz w środę xD
Niech ci użyczy komputer, ja mam taki sam problem z moim bratem xD
Kooocham <333333
Moja kochana Alexandro, ten OP jest CUDOWNY!
OdpowiedzUsuńBoże, biedna Fran ma psychicznego męża, współczuję jej ;(
Życzę weny i czekam zniecierpliwością na next! <33333
WESOŁYCH ŚWIĄT!
Całuję ;*****
~Veronika~
Gracias <333
UsuńJa również życzę Wesołych Świąt xD
Kocham <3333
Przybywam z lekkim opóźnieniem :P
OdpowiedzUsuńPo prostu wcześniej jakoś nie miałam czasu. To przez te świąteczne szaleństwo xD
Part jest niesamowity że aż odebrało mi mowę. Całe szczęście że nie potrzebuję jej do pisania komentarza ;D
Wspaniale to wszystko opisałaś. Poruszyłaś bardzo trudny temat. O takich rzeczach to się kręci filmy i pisze powieści. A ty wstawiasz o tym parta na swojego niepozornego bloga o bohaterach z Violetty. Kto by przypuszczał że można tu znaleźć takie historie O.o ?
Ten Ezeqiel (czy jakoś tak) ale bym mu przywaliła ;/
Zawsze mnie wkurza używanie przemocy na bezbronnych osobach. I na zwierzętach. No bo co ci biedny piesio zrobił że masz się na nim wyżywać? Za to powinny być kary pozbawienia wolności na 5-10 lat! Dla mnie jest niepojęte jak można tak krzywdzić zwierzątka. Zwłaszcza że sama mam pieska :*
Wiem, wiem, odbiegłam od tematu xD
Hmmm, ale co by tu jeszcze napisać? Bo nie mam pomysłu ;( Niestety nie umiem się rozpisywać i nie zostawię ci tu tak pięknego i długiego komentarza jak moja kochana Alejandra Pasquarelli <3
Zostawię jedynie to coś, co nawet w połowie nie wyraża mojego uwielbienia dla ciebie i twojego talentu :***
Dziękuję za komentarz :)
UsuńI w pełni się z tobą zgadzam xD Nikt nie powinien doznać przemocy - ani ludzie, ani zwierzęta :)
Cieszę się z każdego komentarza, a szczególnie z twojego, więc niczym się nie martw xD
Te quieroooo <33333333333
Widzę, że przerzuciłaś się na hiszpański ^^ Najpierw "gracias", teraz "te quiero" ;D
UsuńPozdrawiam i życzę wesołych, ciepłych i rodzinnych świąt bez smutków oraz zmartwień :*** No i wymarzonych prezentów ;D
Ja to bym chciała dostać książki, ale nie takie szkolne i naukowe xD
Chociaż pewnie przynajmniej jedna taka się trafi ;/
Aaa, wiesz, szpanuję tymi słówkami, które umiem xD
UsuńDziękuję za życzenia, oo, jak późno odpowiadam xD
Już po wigilii, a ja na szczęście żadnej książki nie mam :)
A mam ich w domu tyle, że kolejne mi nie potrzebne :)
No więc gracias y te quiero <33333
To ty miałaś urodziny? XD Czemu ja nic nie wiem, jestem głupia. Wszystkiego najlepszego, zaległe, ale jest ^ ^
OdpowiedzUsuńMoże zacznę od tego, że wybrałaś świetny temat na OP. Popularny wątek, pozornie prosty do opisania, ale to zwykłe pomówienia.
Czy Tobie się udało? Nie bój się, nie powiem nie, ponieważ jestem zachwycona :)
Skupiłaś się na emocjach Francescy, co jest bardzo ważne. Myślała o tym non stop, czyli tak jak każda pokrzywdzona osoba.
Pewne wydarzenia zmuszają nas do różnych decyzji, niekoniecznie tych dobrych. Przeszłość Francescy musiała być okrutna.
Nagle pojawia się Marco i choć jeszcze nic do niego nie czuję, wiadomo, że odegra ważną rolę w jej życiu. Zasługuję na szczęście, ale musi przejść jeszcze długą drogę.
Przyjaciele namawiają ją do odejścia, ale nie zdają sobie sprawy z tego, jakie to dla niej trudne. Chcą dla niej jak najlepiej, fakt, jednak gdyby sami znaleźli się w takiej sytuacji na pewno postąpiliby inaczej niż teraz mówią. Oczywiście mają rację, ale zależy od charakteru człowieka. A Francesca jest raczej słaba psychicznie i nie umie zaprzestać agresji męża.
Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Marco musi jej pomóc... Ale nic nie jest proste, życie.
Ciekawa historia, chcę już kontynuację! <3
A co to jutro jest? A no święta (mamo, jeśli kupisz mi encyklopedię, wiedz, że już nie jestem twoją córką)! :D
Życzę ci mega wesołych świąt, dużo żarcia, prezentów (czyli nie książek pt "Nauka jest fajna"), Naxi, Femiły, Marcescy, Bromi, Leonetty, weny i uśmiechuu ^ ^
Lajf is bjutiful, myślimy pozytywie.
Aaa, dziękuję za życzenia xD
UsuńŚwięta, nooo, a ja też nie chcę dostać żadnych książek xD Módlmy się o to! :P
Kontynuacja w niedzieleeeee xD
Te quiero <33333
Ach, ja książkę chcę, ale jakąś ciekawą, o życiu, a nie o zgłębianiu tajemnic geometrii czy układu krwionośnego człowieka.
UsuńPech taki, że moja mama jest nauczycielką i kto tam wie, co jej do głowy przyjdzie ^ ^
Jeszcze mi pamiętnik Violetty kupi i będę z nim tak sexi chadzać po szkole. Wszyscy będą się zachwycać, wszyscy chłopacy się we mnie zakochają, bo wykreuję się na ludzką wersję jednorożca.
I taki Tomasz, Leon i Darek będą mi grali piosenki Biebera pod balkonem.
Mamo, nie, nie rób tego XD
Już po, a ja nie mam KOLEJNEJ książki xD I dobrze, trzy półki mi wystarczają xD
UsuńPamiętnik Violetty, nieźle no xD
Bieber zawsze spoko xD
dziewczyno ty masz niesamowity talent <333
OdpowiedzUsuńto było cudnie napisane, ale historia smutna :C
jednakże niestety tak w życiu jest i to jest najgorsze :C
biedna Francesca :C
na dodatek, że przeżywała męczarnię w dzieciństwie to teraz też :C
przez Ezequiela zapomniała nawet o swoich urodzinach ;C
ale jej kochani przyjaciele pamiętali <3
poznała Marco, od którego nie może odkleić oczu przez jego oczka i włoski <3
Ezequiel ;/
Marco nawet staną w jej obronie *.*
po mimo że nie znał jej, ale i tak to zrobił <3
mam nadzieję, że dzięki Marcusiowi, wszystko w życiu Francesci się ułoży <3
no i jeszcze słodka Cande <3
czekam na niecierpliwością na next część oraz na wigilijnego OP o Naxi <33
Gracias za komentarz :**
UsuńTaaak, jutro OP Wigilijny, jeśli dostanę się do komputera xD
Te quieroooo <33333333333
Ojejkuu, to było... straszne ale zarazem cudowne <3 Wyobraziłam sobie Fran ze swoją małą córeczką <3 Szkoda tylko, że Marco nie jest ojcem. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach im się ułoży. I czekam jutro na oneshota o Naxi! <3 Pozdrawiam :))
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz <333
UsuńNo hej :D
OdpowiedzUsuńPewnie sobie myślisz że jestem nową czytelniczką, ale nie :P
Już wcześniej wchodziłam na twojego bloga. Pisałam komentarze z anonima i podpisywałam się "Tini S."
Może kojarzysz? :)
Długo mnie nie było, ale powód tej nieobecności wyjaśniłam już na blogu Patki w pogaduszkach, wejdź jak cię to interesuje w co wątpię :P
Powiem krótko: szlaban ;<
A teraz dosyć tej bezsensownej gadaniny. Przejdę do komentowania twojego cudownego parta.
Przez długą nieobecność przegapiłam Bromilę, ale obiecuję nadrobić po powrocie. Tylko nie wiem jak wytrzymam miesiąc nie wiedząc jak skończyła się historia Fran o.O
Taa, ostatnio strasznie polubiłam Lodo, Fran i Marcescę <333
Ten part to istne cudo. Nic dodać, nic ująć ;**
Wcześniej nie miałam takiej możliwości, ale teraz mam - więc tylko dodaję ten komentarz i dołączam do twoich obserwatorów. Szczęśliwa :D ?
Na koniec składam zaległe życzenia urodzinowe i zaległe życzenia świąteczne :)
Wszystkiego najlepszego, siostro (właśnie się skapnęłam, że mamy takie same "nazwiska" XD - Comello <333)
Pozdrawiam ;**
Aaaa, no rzeczywiście pomyślałam, ze jesteś nową czytelniczką xD
UsuńNie no, rozumiem twoją nieobecność :)
To je szlaban, tego nie ogarniesz :D
Dziękuję za miłe słowa <3333
Kooocham siostro <3333
Dobra, jestem.... Wiem, przepraszam, że tak późno, ale teraz są święta i może wszystko nadrobię....
OdpowiedzUsuńWybaczysz mi prawda??
Bo mam taką nadzieję....
Dobra, to lecę z moją opinią na ten temat.....
Chyba ją już znasz, bo ci chyba pisałam na gg..... ale cóż....
No więc przyznaję, wybrałaś trudny temat.... nie napisałabym czegoś takiego, bo dla mnie za trudne.... zbyt ciężki dla mnie temacik....
Ale ty poradziłaś sb..... ŚWIETNIE!!
A Dlaczego??
Cóż, zawsze tak jest....
Niekochająca rodzina, niekochający mąż....
Ukochana córka, wsparcie przyjaciół....
Ale brak pewności siebie...
Powiem szczerze, że płakałam....
Naprawdę....
Marco wstawiał się za Fran, chociaż praktycznie jej nie znał....
Piękna rzecz....
Sama chciałabym mieć takich znajomych jak Fran...
Pocieszenie, oparcie ( to chyba to samo.... xD )....
Nie wiem, co ci mam jeszcze napisać....
Nie ma słów, aby opisać tego OP....
Dodam jedynie....
Że cię uwielbiam....
Ba.... kocham jako blogerkę....
Ale gada się z tobą jeszcze lepiej....
Uwielbiam cię.... ♥♥
Czekam na next kochana :D
Weny!! :-D
Pozdro
Kriena
Nie no, jasne, że ci wybaczę xD
UsuńOo, gracias za super słowa :))
Kooocham <3333
Hola!!
OdpowiedzUsuńOoo...
Hermoso, hermoso <33
Jak zawsze fenomenalny OP
Marceska ... ♥♥♥
PS. Zapraszam do mnie !!!
~ Amanda
byłam już i mam cię w obserwowanych xD
UsuńGracias <3333
Hej! Moja koleżanka Cami Amiga natchnęła mnie do czytania opowiadań i muszę stwierdzić ze twoje opowiadania są jednymi z najlepszych jakie czytałam.Mam jedno pytanie. Czy napiszesz one parta o Leonettcie? <3 ;*
OdpowiedzUsuńGracias <333
UsuńOP o Leonetcie już był, a następny będzie po Naxi, a Naxi pędzie po Fedemili, która jest po Marcesce xD
Mam nadzieję, że zrozumiałaś :)
Czyli tak prościej mówiąc, Leonetta będzie już niedługo xD
Hejo ;*******
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za to straszliwe opóźnienie !!!!! <33333
Biedna Francesca ;(
Była bita, zastraszana i wykorzystywana jako służąca ;((((((
Nikomu nie życzę takiego dzieciństwa !!! <3333
Idę czytać 2 część :D
Kocham Nutella ;*
Hejo :)
UsuńGracias za komentarz y te quiero <333
Oj tak. Bardzo trudny temat sobie wybrałaś.
OdpowiedzUsuńTrudny, ale często występujący w świecie.
Mało osób zdaje sobie z niego sprawę.
Szkoda mi Francesci..
Mieć takiego męża jak Ez.. ech.. Nie wytrzymałabym.
Mało kto by wytrzymał.
Mam nadzieję, że Fran w końcu od niego odejdzie.
***
Podziwiam Cię.
Piszesz cudownie. Wybierasz tematy o których ludzie nie chcą rozmawiać..
Których się wstydzą..
Co do OP to genialny.
Zapewne z polskiego masz 5 :3
Lecę do nexta.
Ciao :***
Oo, gracias <3333
UsuńZ polskiego to ja mam co roku 6 xD
Ciao <3
Cudo! Płakałam jak dziecko przez calutki rozdział. I jak tak czytałam, to miałam nadzieje, że się nigdy nie skończy! Ale niestey..:( Cóż , nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejną część. Moja cierpliwość wystawiona na wielką próbe ;D .
OdpowiedzUsuń