niedziela, 22 grudnia 2013

ONE PART MARCESCA - Już nikt nigdy cię nie uderzy cz 1


 

"Zabijając, stajesz się
mordercą.
Napadając, zyskujesz
swych przyszłych napastników;
znieważając, zniewagę;
niepokojąc, niepokój."

Bita i zastraszana w dzieciństwie. Poniewierana i traktowana jak służąca w przymusowym małżeństwie. Nie kochana przez nikogo, prócz przyjaciół. Czasami chcąca po prostu zniknąć z powierzchni ziemi. Żyjąca tylko dla swojej córeczki. W dzień udająca twardą, a w nocy wypłakująca łzy w poduszkę. Pragnąca tylko prawdziwej miłości i końca tej katorgi.
Taka właśnie byłam.

Siedziałam z moją córcią w pokoju. Układałyśmy razem puzzle na podłodze. Nagle usłyszałyśmy głośny wrzask.
- Francesca!
Wzdrygnęłam się. Moja córeczka spojrzała na mnie przestraszona.
- Poczekaj tutaj Cande – powiedziałam. – Nie wychodź z pokoju, dobrze?
Mała pokiwała głową. Podniosłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i szybko zbiegłam po schodach na dół. Udałam się do kuchni.
Zastałam tam mojego męża. Męża, którego nie kochałam, którego się bałam. Stał koło stołu z rękami założonymi na piersi. Na jego twarzy malowała się wściekłość.
- Gdzie jest kolacja? – spytał zdenerwowany.
- Ja.. ja nie… - Na śmierć zapomniałam, że dzisiaj wraca wcześniej z pracy. – Bo… ja…
Podszedł bliżej mnie i zamachnął się. Zamknęłam oczy czekając na cios, który po chwili poczułam na moim policzku.
- To ja przychodzę styrany po całym dniu pracy, a tutaj nawet kolacji nie ma? – Zagrzmiał. – Haruję na ciebie, na to dziecko, i co dostaję w zamian? Jesteś nic nie wartą dziewuchą, bezużyteczną i…
- Przepraszam, Ezequiel, ja… - weszłam mu w zdanie. Nie dokończyłam jednak, ponieważ ten znów mnie uderzył. Tym razem dostałam w łuk brwiowy. I to tak mocno, że aż się zatoczyłam. Na szczęście zdążyłam złapać się szafki.
- Nigdy nie waż mi się przerywać – warknął. – Za kogo ty się uważasz? Ja rządzę w tym domu, to mnie masz słuchać. Ty nie masz tutaj nic do powiedzenia. Zrozumiałaś?
- Tak, rozumiem… - wyszeptałam uparcie powstrzymując łzy zbierające się w moich oczach.
- Masz szczęście – mruknął – A teraz znikaj z domu. Nie chcę cię dzisiaj widzieć. I nawet nie próbuj mnie denerwować.
Pokiwałam głową i szybkim krokiem wyszłam z kuchni.
Powiedział mi, żebym go nie denerwowała co oznacza, że nie ma humoru. W każdej chwili może wybuchnąć z byle powodu, a tego wolałam uniknąć.
Wbiegłam po schodach na górę i ruszyłam do pokoju mojej córki.
- Candelaria – Otworzyłam drzwi. – Chodź, wychodzimy.
- A gdzie mamusiu? – Podeszła do mnie. – Co ci stało?
Podniosłam rękę i dotknęłam miejsca, w które uderzył mnie mój mąż. Na swoich palcach zobaczyłam krew.
- Nic córeczko – zaprzeczyłam. – Nic mi nie jest. Idziemy do cioci Camili.
Wzięłam ją na ręce, wyłączyłam światło i wyszłam na korytarz. Uważnie zeszłam z nią na dół i skierowałam się do wiatrołapu.
Postawiłam małą na podłodze, założyłam jej buty i kurtkę. Zarzuciłam na siebie bluzę, głowę zakryłam kapturem, chwyciłam córeczkę za rękę i bez słowa wyszłam z domu.
Razem z Cande przemierzałam ciemne ulice Buenos Aires oświetlone tylko pojedynczymi latarniami. Wpatrując się w swoje nogi starałam się ukryć przed przechodzącymi obok ludźmi rany na mojej twarzy: rozciętą brew, obolały policzek, na którym na pewno jutro pojawi się niemiły ślad po uderzeniu…
- Mamusiu, weź mnie na rączki. – Usłyszałam głos mojej córci.
Spojrzałam na nią. To była tylko pięcioletnia dziewczynka, a już musiała przechodzić przez takie coś.
Mimo, że moje ręce były praktycznie bezwładne, mimo, że nie miałam siły nimi cokolwiek robić, pochyliłam się i podniosłam moją córeczkę.
Do domu mojej kuzynki i jej męża miałam spory kawałek. Nie zważałam jednak na to i dzielnie szłam przed siebie, dźwigając w ramionach dwudziestokilogramową dziewczynkę. Było ciężko, było bardzo ciężko. Dosłownie słaniałam się na nogach. Myślałam, że nie wytrzymam. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
Na szczęście po kilku minutach skręciłam w ulicę, przy której mieszkała Camila i Broduey.
Jedną ręką otworzyłam furtkę i weszłam z Candelarią na podwórko. Podeszłam do drzwi domu i zapukałam.
Po chwili te otworzyły się i zobaczyłam w nich moją przyjaciółkę. Spojrzała na mnie i na moją córkę. Później złapała mnie za ramię i wciągnęła do środka.
- Broduey, chodź do mnie! – krzyknęła zamykając drzwi.
Wbiłam wzrok w podłogę.
Nie protestowałam, kiedy Camila zabrała Cande z moich ramion. Nie sprzeciwiałam się, kiedy mój przyjaciel chwycił mnie za rękę i zdecydowanym ruchem pociągnął do kuchni, a później posadził na krześle.
Ściągnął kaptur z mojej głowy i podniósł ją tak, żebym spojrzała na niego.
- Co on ci znowu zrobił? – Dotknął mojej rany.
- Nie… - szepnęłam. – To była moja wina…
- Twoja?
Pokiwałam powoli głową i spuściłam wzrok na dół.
- Bo… - zaczęłam. – Zapomniałam, że dzisiaj wraca wcześniej z pracy… Nie zrobiłam kolacji.
- Uderzył cię za coś takiego? – spytał.
- To była moja wina – powtórzyłam. – A później jeszcze przerwałam mu, jak zaczął coś mówić i.. i znowu dostałam.
- Francesca, on nie ma prawa cię bić. – Słyszałam to już wiele razy, a oni mimo to wcale nie przestawali tego powtarzać. – Nie ma prawa podnosić na ciebie ręki.
- Ma prawo – odparłam cicho. – Jest moim mężem, ojcem mojej córki.
- Mężem, nie katem! – Broduey podniósł głos, na co drgnęłam. – Okey… Nie możesz dać się tak traktować, Fran.
- Już dałam – odpowiedziałam. – Broduey, ja należę do niego. To jego mam słuchać.
- Dziewczyno, ty sama siebie nie słyszysz. – Złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną. – Nie wiesz co mówisz. Nie jesteś niczyją własnością! Twoja psychika jest kompletnie zniszczona!
Moja psychika była niszczona od dziecka. Od dziecka byłam traktowana jak śmieć. Przyzwyczaiłam się już do tego, że nie jestem swoją właścicielką.
Moi przyjaciele nie wiedzieli przez co przeszłam w dzieciństwie. Wszyscy myślą, że wychowałam się w szczęśliwej rodzinie, pełnej miłości i dobroci – to nieprawda. Tylko moja kuzynka, Camila domyślała się, co dzieje się u mnie w domu. Jestem jednak pewna, że nigdy nie przypuszczałaby, jak to wyglądało naprawdę.
- Wiem o tym – rzekłam spokojnie. – I jestem też świadoma, gdzie jest moje miejsce, Broduey.
- Francesca zastanów się nad swoimi słowami – nakazał mi. – Wszystko co mówisz, jest nieprawdą. Spójrz tylko na mnie i na Camilę: czy ja ją biję? Czy katuję ją i uważam za swoją własność? Czy Leon traktuję Violettę jak śmiecia? Maxi Natalię? Federico Ludmiłę? Pomyśl o sobie, pomyśl o swoim dziecku!
- Ezequiel nigdy nie podniósł ręki na Candelarię – wyszeptałam ze spuszczoną głową.
- Jeszcze nie – uściślił. – Ale dobrze wiesz, że prędzej czy później to nastąpi. Choćbyś nie wiem jak bardzo chciała temu zapobiec.
- Nieprawda – zaprzeczyłam.
- Nie oszukuj się – powiedział. – I pomyśl czy chcesz takiego dzieciństwa dla swojej córki.
Oczywiście, że nie chciałam. Ja sama przeżyłam piekło na ziemi, w dalszym ciągu przez nie przechodzę. Nie mam jednak w sobie tyle siły, aby się postawić.
Podniosłam rękę i przyłożyłam ją do szczypiącej rany.
- Nie dotykaj tego. – Broduey złapał mnie za nadgarstek i odciągnął go. – Poczekaj, przyniosę wodę utlenioną.
- Nie, nie trzeba… - próbowałam zaprzeczyć.
- Trzeba, nie kłóć się – uparł się chłopak. – Siedź tutaj, za chwilę przyjdę.
Wyszedł na chwilę z kuchni, aby po momencie wrócić z buteleczką wody utlenionej w jednej ręce i wacikami w drugiej.
Usiadł na krześle naprzeciwko mnie i zmoczył jeden z wacików.
- Odchyl głowę – rzekł.
Posłuchałam go. Przyłożył wilgotny puch do mojego łuku brwiowego, z którego płynęła krew. Szczypanie nasiliło się jeszcze bardziej. Zacisnęłam zęby i syknęłam z bólu.
- Spokojnie. – Usłyszałam głos Brodueya. – Jeszcze chwila.
Odkaził ranę i zakleił ją plastrem.
- Tutaj na pewno będziesz miała jutro ślad. – Dotknął miejsca, w które uderzył mnie wcześniej mój mąż.
- Wiem – mruknęłam. – Założę okulary.
- Myślisz, że pod okularami tego nie widać? – spytał.
- Na pewno mniej.
Posłał mi powątpiewające spojrzenie.
- Idę do Cande. – Podniosłam się z miejsca.
- Camila ją usypia, są w pokoju obok. – Wskazał na ścianę.
Pokiwałam głową i wolnym krokiem skierowałam się we właściwym kierunku. Znalazłszy się pod drzwiami, po cichu je otworzyłam i weszłam do środka.
Moja kuzynka leżała na łóżku obok swojej chrześnicy. Kiedy zauważyła mnie, podniosła się do góry.
- Śpi? – zapytałam cicho.
- Jeszcze nie. – Uśmiechnęła się lekko. – Zasypia.
- Dzięki – rzekłam.
Ruda wyszła z pokoju, a ja ułożyłam się wygodnie obok mojej córki.
- Mamusiu – usłyszałam jej cichy głosik. – Mocno cię tata uderzył?
Candelaria była bardzo mądra jak na swój wiek. Była w pełni świadoma, co dzieje się w naszym domu. Wiele razy pytała, czy jej ojciec ją kocha. Nigdy nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć.
- Nie, córeczko. – Pogłaskałam ją po głowie. – Lekko. Nie przejmuj się, kochanie, śpij.
- Kocham cię, mamusiu.
- Ja ciebie też kocham, słoneczko… - szepnęłam. – Kocham cię najbardziej na świecie…
To tylko dla Candelarii żyłam. Ona każdego dnia dawała mi siłę, aby podnieść się z łóżka i dalej przeżywać te katorgi. Jej uśmiech był najpiękniejszym prezentem, jaki mogłam dostać. Zależało mi tylko na jej szczęściu.
Dlatego nie mogłam sobie wybaczyć, że skazuję ją na takie coś.
Chciałam, żeby czuła się ważna. Żeby wiedziała, że ktoś ją kocha. Pragnęłam dać jej miłość, której ja nigdy nie zaznałam i już nie zaznam. Moim marzeniem było, żeby Cande wyrosła na mądrą dziewczynę i żeby ułożyła sobie życie, zupełnie inne od mojego. Żeby znalazła sobie męża, który będzie ją kochał, dbał o nią.
Nigdy nie pozwoliłabym podnieść na nią ręki. W najgorszych moich snach nie przyśniło mi się, żeby Ezequiel ją uderzył. Mnie bił, ale do niej nigdy się nie zbliżył. Była w końcu jego córką.
Leżąc tak i rozmyślając nie zauważyłam, kiedy moja córeczka zasnęła. Delikatnie odsunęłam ją od siebie, przykryłam kołdrą i wstałam z łóżka.
Skierowałam się do drzwi. Miałam już nacisnąć klamkę, kiedy usłyszałam rozmowę Brodueya i Camili.
- Z nią jest bardzo źle – rzekł chłopak. – Sama zresztą wiesz, znasz ją.
- Nie mogę patrzeć, jak on ją tak traktuje. – Cichy głos Camili. – Przecież ona się załamuje, z każdym dniem staje się coraz słabsza. Niedługo całkiem się stoczy, Broduey.
- Problem w tym – zaczął – że nie możemy jej pomóc, jeśli ona sama nie będzie tego chciała.
- Ona sama nie wie, że chce – powiedziała dziewczyna. – Już się do tego tak przyzwyczaiła, że stało się to dla niej rutyną, niczym dziwnym, rozumiesz?
- Oczywiście, że rozumiem… - Chciałam już wyjść, ale on po chwili kontynuował. – Powiedz mi, Camila… Ty zawsze coś ukrywałaś. Ukrywałaś jakieś fakty o Fran. Nigdy nie chciałaś mi nic powiedzieć.
Nie, Cami, nawet nie próbuj… - pomyślałam.
- Nie, co ty, ja miałabym coś ukrywać? – Moja przyjaciółka zdecydowanie nie umiała kłamać. – Niby dlaczego?
- Camila, mnie nie oszukasz – powiedział twardo Brazylijczyk.
- Nie oszukuję cię, ja…
Ona po prostu nie znała całej prawdy. Mogłaby powiedzieć. Mogłaby powiedzieć tylko to, czego się domyśla. A czego mogła się domyślać? Patologii w domu? Znęcania się zarówno psychicznego, jak i fizycznego nad dzieckiem? Wysługiwania się nim?
Nie. Mogłam się założyć, że jej jedyne przypuszczenia dotyczyły tego, że mój ojciec i moja matka nie spędzali ze mną odpowiednio dużo czasu. Ta koszmarna prawda była dostępna tylko dla moich nieżyjących już rodziców i dla męża, do którego poślubienia zostałam zmuszona. Przecież rodzina Comello musiała zachować dobrą reputację, oddając rękę jedynej córki mężczyźnie z rodu Rodriguezów.
Nacisnęłam ręką klamkę i wyszłam z pokoju. Zamknęłam drzwi i udałam się do salonu, gdzie zostałam moich przyjaciół siedzących obok siebie na sofie.
- Rozmawialiście o mnie, prawda? – spytałam.
Małżeństwo spojrzało na siebie.
- Posłuchaj, Francesca – Camila wstała – Chodzi o to…
- Nie – przerwałam jej. – Nie chcę tego słuchać.
- Ale Fran, ty tak nie możesz – uparła się moja kuzynka. – Nie rozumiesz, że robisz wielką krzywdę sobie i Cande?
- Ona potrzebuje ojca! – zaprotestowałam.
- Właśnie, ojca. – Broduey podszedł do nas. – A ten, z którym mieszkacie, na ojca się nie nadaje! Ani na ojca, ani na męża!
Miał rację. Oboje mieli rację. Zresztą, wszyscy moi przyjaciele mieli rację. Ale ja nie byłabym zdolna odejść od Ezequiela. Zemściłby się. Nie chodziło tu o mnie – przetrwałam już tyle, to przetrwałabym również to. Na ciele miałam wiele znaków, które pokazywały do czego może się posunąć, ale mimo to, sobą przejmowałam się najmniej. Szczególnie na myśli miałam moich przyjaciół, moją córkę. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby przeze mnie Ezequiel wyrządził im jakąś krzywdę.
- Przestańcie. – Po moich policzkach spłynęły łzy. – Przestańcie. Robicie to specjalnie? Nie wiecie, jak się czuję. Nie wiecie, więc nie wypowiadajcie się. Dajcie mi spokój, proszę was…
- Francesca, my chcemy ci tylko pomóc – odezwała się Cami.
- Nie… - szepnęłam. – Dajcie mi spokój, błagam. O nic więcej was nie proszę, tylko o to.
Camila i Broduey znów wymienili spojrzenia.
- Okey… - westchnął chłopak. – Chodźcie usiąść. Obejrzymy coś.
Pokiwałam głową.
Usadowiłam się w fotelu. Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam się o nie. Wpatrzyłam się w jakiś durny teleturniej lecący w telewizji.
Koło fortuny. Zabawne, zupełnie, jak moje życie… Brałam, co wylosowałam. Nigdy nie oddawałam nagrody mówiąc, że mi nie pasuje. Czasami wylosowałam bankrut. Moje konto wtedy się resetowało. Ale po chwili i tak wracało do poprzedniego stanu.
Ale ten teleturniej w telewizji był dla ochotników. Ja na grę w moim życiu byłam skazana. Grałam w nią wbrew mojej woli. Grałam, a każdą karą za złą odpowiedź było zadanie mi kolejnego bolesnego ciosu.
Mogłabym tak siedzieć i rozmyślać jeszcze długo. Mogłabym, ale byłam już tak zmęczona – właśnie tą grą – że nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.

Kiedy się obudziłam, przez okno wpadały promienie słoneczne. Nie byłam już w salonie – leżałam w łóżku, które zawsze zajmowałam razem z moją córką, kiedy nocowałam w domu Camili i Brodueya. Candelarii nie było obok mnie. Słyszałam tylko jej wesoły głos rozmawiający z moimi przyjaciółmi.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i stanęłam na nogi. Podeszłam do okna, z którego widać było wielki ogród mojej kuzynki. Ona kochała kwiaty i dbała o swoje podwórko najlepiej jak tylko mogła.
Ruszyłam w stronę drzwi. Nacisnęłam klamkę i wyszłam na korytarz. Hałasy, które wcześniej słyszałam, nagle ucichły.
Zdezorientowana udałam się do salonu. Kiedy nikogo tam nie zastałam, przeszłam do kuchni. Ledwo przekroczyłam jej próg, coś mnie zaskoczyło. Zakryłam usta dłonią.

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam!
Niech żyje nam!

Podeszła do mnie moja kuzynka. W rękach trzymała mały tort ze świeczką w kształcie dwudziestki szóstki.
Dwadzieścia sześć lat koszmaru.
Pomimo lekkiego szoku uśmiechnęłam się.
- Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki – powiedziała.
Niech ta katorga się skończy.
Nabrałam powietrza w płuca. Dmuchnęłam, a ogień zgasł.
Camila odstawiła tort na stole, a do mnie podbiegła moja córeczka.
- Wszystkiego najlepszego mamusiu! – rzekła. – Masz już dwadzieścia sześć lat, jesteś już bardzo duża!
Kucnęłam przed nią i przytuliłam ją do siebie.
- Dziękuję, Candusia – powiedziałam. – Dziękuję.
- Ja pójdę pokroić tort! – zaoferowała się dziewczynka.
Oderwała się ode mnie, a ja stanęłam na nogi.
- Wszystkiego najlepszego – Przede mną znalazła Camila – wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, Fran. Czego ja ci mogę życzyć? Chyba tylko tego, żebyś zaczęła być szczęśliwa. Żebyś przejrzała na oczy, odeszła od Ezequiela i znalazła kogoś, kto na ciebie zasługuje. Na ciebie, i na Cande.
- Camila… - zaczęłam.
- Nie – przerwała mi. – Są twoje urodziny Francesca, nie chcę się z tobą kłócić, masz przeżyć ten dzień radośnie.
- Dokładnie. – Zgodził się Broduey stając obok swojej żony. – Wszystkiego najlepszego, Fran. Spełnienia marzeń i wszystkiego, czego tylko pragniesz.
Złapał mnie za ramię, przyciągnął do siebie i pocałował mnie w czoło.
- Dziękuję – powiedziałam. – Naprawdę, dziękuję. Zupełnie zapomniałam, że mam dzisiaj urodziny.
- Domyśliliśmy się. – Uśmiechnęła się Cami.
- Pokroiłam tort! – Usłyszeliśmy głos mojej córki.
Wszyscy troje spojrzeliśmy w jej kierunku. Siedziała ona przy stole, w ręce trzymając łyżkę, którą „kroiła” tort. W rzeczywistości był on cały rozgrzebany.
- Kochanie, wujek z ciocią na pewno długo go robili. – Podeszłam do niej. – Zobacz, co zrobiłaś. – Wskazałam na niego.
- No, trochę nie wyszło… - przyznała.
- Nie szkodzi. – Podeszła do nas Camila. – I tak jedziemy później do Natalii i Maxiego.
Posłałam jej zdziwione spojrzenie.
- Właściwie, to musimy się już zbierać – dodał Broduey. – Mieliśmy być tam na pierwszą.
- To która jest godzina? – spytałam
- Dwunasta trzydzieści – odparł. – Po prostu długo spałaś.
- Choć, dam ci coś do przebrania. – Moja kuzynka złapała mnie za rękę.
Pociągnęła mnie za sobą, jednak po chwili zatrzymała się.
- Nie widać tego tak bardzo… - Dotknęła mojego policzka.
- Mówiłam… - mruknęłam.

Trzymając moją córkę za rękę, razem z moimi przyjaciółmi weszłam po schodkach prowadzących do domu Naty i Maxiego. Cande – jak zawsze – zadzwoniła dzwonkiem. Po chwili drzwi się otworzyły, a ja zobaczyłam w nich niską brunetkę.
- Cześć – powiedziała uśmiechając się. – Wchodźcie, czekamy na was.
Posłusznie weszliśmy do środka. Pomogłam Candelarii ściągnąć buty.
Weszliśmy wszyscy do salonu.
- Dostaliśmy sygnał od Camili – zaczął Maxi – że Cande rozbroiła wam tort. Więc zrobiliśmy nowy.
Po zaśpiewaniu dla mnie sto lat i złożeniu mi życzeń – co bardzo mnie krępowało, bo nie lubiłam takich rzeczy – dostałam kilka prezentów. Od Ludmiły i Federico – którzy w międzyczasie dołączyli do nas – otrzymałam piękny srebrny łańcuszek. Leon i Violetta, którzy przybyli trochę spóźnieni, podarowali mi kilka ozdobnych bibelotów, podobnie jak Camila i Broduey oraz Naty i Maxi.
Przez okno zauważyłam, jak pod dom podjechał jakiś samochód.
- No, wreszcie jest… - Natalia odetchnęła z ulgą.
Nie zważając na pytania moje i moich przyjaciół pobiegła do drzwi. Czekaliśmy przez chwilę, aż w końcu wróciła do salonu. Ale nie sama – obok niej szedł wysoki, przystojny brunet.
Od razu zauważyłam jego zielone oczy i bujną czuprynę. To z pewnością przyciągało wzrok każdej kobiety.
- To jest Marco – powiedziała Hiszpanka. – Jest moim kuzynem… W sumie, to takim dalszym. Piąta woda po kisielu, wiecie. Przeprowadził się tutaj z Meksyku.
Wszyscy po kolei zaczęli witać się z nowym gościem. Ja byłam ostatnia.
- Ty jesteś na pewno Francesca, tak? – Podszedł do mnie. – Dzisiejsza solenizantka? Natalia mi mówiła. Niestety, nie mam nic dla ciebie, bo moja ukochana kuzynka poinformowała mnie o tym dopiero pół godziny temu.
- Oj, wypadło mi z głowy – broniła się dziewczyna.
- Tak, jestem Francesca. – Uśmiechnęłam się lekko. – Nic nie szkodzi, nie potrzebuję żadnych prezentów. To jest moja córeczka, Candelaria. – Wskazałam na stojącą obok mnie kruszynkę.
- Jaka piękna dziewczynka. – Marco kucnął przed Cande. – Słodka. Jestem Marco.
- Wyglądasz bardzo miło – rzekła mała. – Nie tak jak mój tata. I pewnie też nie krzyczysz tak jak on.
- Candusia, idź się pobaw do pokoju. – Popchnęłam ją lekko w kierunku drzwi. Była gadatliwa, lepiej, żeby nie powiedziała nic niepotrzebnego. I tak już wydała za dużo. Co ten Marco mógł sobie pomyśleć? – Za chwilkę do ciebie przyjdę, dobrze?
Moja córcia pokiwała głową i wybiegła z salonu.
- Candelaria czasami gada głupoty – wytłumaczyłam nerwowo, spoglądając na chłopaka. – Ma bujną wyobraźnię.
Widać było, że Marco nie za bardzo uwierzył. Przeniosłam błagalny wzrok na moich przyjaciół.
- Okey – odezwała się Violetta. – Dlaczego tak stoimy? Maxi, przynieś talerzyki. Ja pokroję tort, a reszta… Reszta niech siada.
- Francesca, chodź ze mną – rzekł Maxi. – Pomożesz mi.
Ruszyłam z nim do kuchni. Przepuścił mnie pierwszą w drzwiach, a sam wszedł za mną.
- To nie wyglądało za ciekawie – powiedział kiedy znaleźliśmy się w środku.
- Wiem – przyznałam. – Ale co ja mogłam zrobić?
Spojrzał na mnie uważnie.
- Camila powiedziała mi, co się wczoraj stało.
- Ty też będziesz mi prawił kazanie? – spytałam. – Proszę cię, Maxi, tylko nie to.
- Nie, nie będę – zaprzeczył. – Te nasze kazania już nic nie dają. – Podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Fran. Jeszcze raz.
- Dziękuję… - wyszeptałam, a z moich oczu poleciały łzy.
Tacy przyjaciele to skarb.

Spotkanie trwało w najlepsze. Siedzieliśmy wszyscy w salonie i rozmawialiśmy. Poznałam bliżej kuzyna Natalii.
Marco to dobry chłopak. Przyjechał do Buenos Aires z Meksyku i nie ma tutaj za wielu przyjaciół, znajomych. Nie ma także żony, narzeczonej czy nawet dziewczyny. Jest singlem bo uważa, że żadna kobieta jeszcze go nie urzekła. Pech chciał, że wszystkie, które do tej pory spotykał, były zapatrzonymi w siebie laluniami, z toną makijażu na twarzy. Zależało im tylko na pieniądzach, na niczym więcej. Nie były zdolne do miłości.
Zielone oczy Marco mnie przyciągały. Nie mogłam oderwać wzroku od jego czarnych włosów. Jego szeroki uśmiech odsłaniający białe zęby po prostu hipnotyzował. A kiedy tak na mnie patrzył, czułam ciepło rozpływające się po całym moim ciele. Może było to dziwne. Znałam go niecałe cztery godziny. Ale ja nigdy nie czułam niczego takiego. Przy moim mężu w żaden sposób nie czułam się wyjątkowa, wręcz przeciwnie – gorsza, beznadziejna.
Ale jak wiadomo, nawet te przyjemne chwile – nie zdarzające się często – nie trwają wiecznie. Tak było i tym razem.
Nasze rozmowy przerwało głośne walenie w drzwi wejściowe. Wzdrygnęłam się. Moi przyjaciele spojrzeli po sobie ze strachem.
- Candusia, chodź, pójdziemy do pokoju. – Ludmiła złapała dziewczynkę za rękę.
- Dziewczyny, idźcie na górę – odezwał się Federico. – Wszystkie. Francesca też.
- Nie, chłopaki – zaprzeczyłam. – Wy idźcie. Ja zostanę tutaj.
- Chyba oszalałaś – rzekł Leon. – Mamy cię tutaj zostawić samą?
- Znacie go – uparłam się. – On jest nieobliczalny. Zrobi wam krzywdę!
- Prędzej zrobi krzywdę tobie – powiedział Maxi. – Fran, mówimy ci coś, idź z dziewczynami do pokoju!
- Nie, nie rozumiecie? Nie chcę wam sprawiać kłopotów, nie powinnam była tutaj w ogóle przychodzić. Zobaczcie, co się teraz dzieje!
- To nie jest twoja wina, Francesca. – Podszedł do mnie Broduey. – Niczym nie zawiniłaś. Ale teraz idź stąd, proszę cię.
- Nigdzie nie idę – obstawiałam przy swoim.
- Zaraz zaprowadzę cię tam siłą! – zagroził mi Maxi.
W tym momencie usłyszeliśmy jeszcze głośniejsze walenie w drzwi.
Dziewczyny pobiegły na górę zostawiając nas samych.
- Zostań – zgodził się Leon. – Ale trzymaj się Maxiego. Nie odchodź od niego.
Pokiwałam nerwowo głową. Podeszłam do mojego przyjaciela i schowałam się za jego plecami.
Broduey ruszył do wiatrołapu. Słuchać było dźwięk otwieranych drzwi.
- Gdzie jest Francesca? – Usłyszeliśmy ryk.
Skuliłam się. Poczułam, jak ktoś staje za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Marco. Zupełnie niezorientowanego w sytuacji. Nie uciekał jednak, tylko czekał na to, co się wydarzy.
Ja również czekałam. Bałam się.
- Franceski tutaj nie ma – odpowiedział spokojnie Broduey.
- Nie łżyj, wiem, ze jest u was! – wrzasnął. – Za kogo ona się uważa?
Nie usłyszałam odpowiedzi mojego przyjaciela, ponieważ po chwili do salonu wparował mój mąż.
- A tutaj jesteś… - syknął.
Zamknęłam oczy.
- Zostaw ją. – Maxi odsunął mnie jeszcze bardziej za siebie tak, że znalazłam się między nim a Marco. – I wynoś się.
- Przyszedłem po to, co należy do mnie – warknął.
- Ona nie należy do ciebie! – Federico podniósł głos. – Nie jest twoją własnością!
- Owszem, jest. I teraz pójdzie ze mną. – Chwycił mnie za rękę i pociągnął gwałtownie w swoją stronę tak, że prawie się przewróciłam.
- Nigdzie z tobą nie pójdzie. – Ku mojemu zdziwieniu podbiegł do nas Marco. Odciągnął mnie od Ezequiela.
- Ty się kochasiu lepiej nie wtrącaj! – krzyknął. – Chyba, że chcesz, żeby obić ci tą piękną buźkę.
- Marco, zostaw… - wyszeptałam.
- Francesca, przestań. – Leon zbliżył się do mnie. – Nie zgadzaj się na to!
- To ja będę decydować, na co się będzie zgadzać – powiedział mój mąż. – A Ty – Złapał mnie mocno za nadgarstek. – Jeszcze pożałujesz.
Nie zważając na starania moich przyjaciół, pociągnął mnie brutalnie za sobą. Nie opierałam się – i tak by to nic nie dało. Nie hamowałam już łez, które spływały po moich policzkach.
Wyciągnął mnie siłą na dwór. Nie zważał na to, że trawa jest mokra od deszczu, a ja nie mam na nogach butów.
Otworzył drzwi samochodu i wepchnął mnie na tylne siedzenie.
Podczas szaleńczej jazdy, w czasie której nie zwracał uwagi na ograniczenia prędkości i przepisy, nie byłam w stanie zebrać myśli. Mojej serce waliło jak młot, słone łzy moczyły moją twarz. Bałam się tego, co miało za chwilę nastąpić.
Po chwili wjechaliśmy na nasze podwórko. Nie ruszałam się. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Kilka sekund później poczułam jak Ezequiel łapie mnie za rękę i wyciąga z samochodu. Popchnął mnie mocno w stronę drzwi.
Potykając się o własne nogi weszłam do domu. Ledwo przekroczyłam jego próg, poczułam mocne uderzenie w twarz.
- I co? – Chwycił mnie za szyję. – Teraz już nie ma przy tobie twoich żałosnych przyjaciół.
Pchnął mnie na ścianę. Odbiłam się o nią i upadłam na ziemię. On kopnął mnie w brzuch. Jęknęłam cicho z bólu.
Klęknął obok mnie. Złapał mnie za włosy i podniósł do góry.
- Czy ty jeszcze nie zapamiętałaś najważniejszej rzeczy? – spytał. – Mnie masz się słuchać!
- Przepraszam… - szepnęłam.
- Teraz mnie przepraszasz? – zaśmiał się szyderczo. – Już nic ci to nie da.
Ponownie uderzył mnie w twarz. Tym razem pięścią.
Puścił mnie i wstał z klęczek. Stanął nade mną.
Bił mnie wszędzie. Po całym ciele. Po nogach, po rękach, bo brzuchu, po plecach, po głowie… Nie krzyczałam, nie miało to żadnego sensu. Pozwoliłam jednak moim łzom spływać po twarzy.
Ból przejmował całe moje ciało. Wszystko bolało mnie niemiłosiernie. Ezequiel wpadł w szał, bił mnie bez opamiętania.
Poranionymi rękami próbowałam zakryć swoją głowę. Czułam ciepłą krew wypływającą z ran, które zrobił mój mąż.
- Masz nauczkę na następny raz. – Usłyszałam jego głos przy moim uchu. Chwycił mocno moją głowę i odwrócił ją w swoją stronę. – Jeszcze jedna taka sytuacja, a dostaniesz o wiele mocniej. Rozumiesz?
Pokiwałam powoli głową.
Uderzył mnie w brzuch.
- Pytam się, czy mnie rozumiesz? – warknął.
- Ro…Rozumiem – zająknęłam się.
Rzucił mną o ścianę.
- Masz mi jeszcze coś do powiedzenia?
- Przepraszam… - powtórzyłam drżącym głosem bojąc się jeszcze bardziej go zdenerwować.
Ponownie chwycił mnie za włosy.
- Wiesz co ci jeszcze powiem? – Czułam jego śmierdzący oddech na mojej twarzy. – Słyszałaś to już, ale uświadomię ci to jeszcze raz. Jesteś nic nie wartą suką. Beze mnie nic nie znaczysz. Ciesz się, że tak wysoko ustawiony człowiek jak ja, w ogóle się z tobą zadaje.
Po tych słowach odszedł. Zostawił mnie tam zmarzniętą, obolałą, leżącą na zimnych płytkach.
Nie płakałam już. Nawet na to nie miałam siły. Czułam zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny. Nie wiedziałam, który jest gorszy.
Całe moje życie było bez sensu. Nie pierwszy raz zostałam tak potraktowana przez mojego męża. Mimo to, za każdym razem cierpiałam coraz bardziej, z każdym uderzeniem ginęłam w potoku brudnych myśli.
- Co ja takiego zrobiłam? – zapytałam sama siebie. – Boże, czym zawiniłam?! - krzyknęłam.
Byłam już wykończona. Nie zorientowałam się, kiedy nie wytrzymałam już bólu, i ignorując go, odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Widzicie, tak to jest, jak się wybierze trudny temat. Ja sobie niestety taki wzięłam, i wyszło jak wyszło. Nie przewidziałam, że mogę po prostu nie dać rady.
Wiem, jest to długie. Ogólnie, to ma trzynaście stron, a kolejne części raczej nie będą krótsze. Będzie ich trzy lub cztery, tego jeszcze nie wiem.
Okey, nie przynudzam.
Weszłam szybko na laptopa, żeby dodać tego OP, ale już spadam, bo na 10 jadę do Domu Kultury na przedstawienie... Znaczy ja występuję :P W piątek w szkole, a dzisiaj tam xD
Więc dziewczyny - dzisiaj chyba mnie na GG nie będzie. Później przyjeżdża rodzina, więc jak się dostanę na kompa, to gdzieś pod wieczór :)
Kolejna część za tydzień xD
A we wtorek OP Wigilijny o Naxi, jeśli oczywiście będę miała dostęp do internetu :P Bo moja rodzina jest czasami wredna, jak już zresztą mówiłam, i nic nie jest pewne xD
Dziękuję dziewczynom za rozmowy na GG, dziękuję za kolejnych obserwatorów - w sumie jest ich 32 - i dziękuję za nominację do LBA, którą postaram się nadrobić w tym tygodniu, jeśli dam radę :)
I dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe <333333333
Kocham was wszystkich <3333333

67 komentarzy:

  1. Cześć! Przepraszam, ale nie dam rady się rozpisać.
    Ty doskonale wiesz, że jesteś świetną pisarką.
    Pozdrawiam! ♥
    Zapraszam na nowy rozdział:
    violetta-and-her-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie sobie z tym poradziłaś. ;)
    Poważnie, jestem pod ogromnym wrażeniem.
    To naprawdę trudny temat. Przemoc i znięcanie się psychiczne.
    Widzę, że idealnie ukazujesz na swoim blogu to, co ja staram się pokazywać na swoim.
    Różne barwy życia.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem i składam hołd Twojemu talentowi ;* .
    Nie wiem co jeszcze powiedzieć...
    Przecież wiesz, że kocham wszystkie Twoje pomysły i opowiadania...
    Wiesz, że czekam ze zniecierpliwieniem na ciąg dalszy...
    Wiesz, że chcę świąteczne opowiadanie o Naxi...
    Wiesz, że zawsze z uśmiechem na twarzy wchodzę na Twojego bloga.
    Że napawam się każdym napisanym przez Ciebie słowem...
    To wszystko wiesz, więc nie przestawaj nigdy pisać. ♥ .
    Bez Ciebie ten internet był by pustym miejscem :*
    Nikolatta. :*

    WESOŁYCH ŚWIĄT!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starasz się ukazywać uczucia na swoim blogu, i świetnie ci to wychodzi, naprawdę :)
      Dziękuję za komentarz <33333
      Również Wesołych Świąt :****

      Usuń
  3. Na początku chciałabym złożyć ci życzenia świąteczne bo później może już nie być okazji. :)
    Tak więc,wesołych świąt. :*
    Part świetnie napisany.
    To dosyć trudny temat a ty doskonale dałaś sobie z nim radę.
    Jest mi strasznie szkoda Fran,biedna całe życie było dla niej udręką.
    A teraz? Ten jej powalony mężulek.
    Dobrze,że ma tak wspaniałych przyjaciół,którzy rzucili by się za nią w ogień.
    Nie mogę się doczekać aż Marco przyjdzie jej na ratunek ( przynajmniej mam taką nadzieje :) ).
    Szczerze mówiąc to na początku myślałam,że to Marco będzie tym złym. xD
    hahah Głupia jestem. =D
    Genialny,chciałabym pisać tak świetnie jak ty. ♥
    Kocham Soph :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia, i wzajemnie <3333
      Ja nawet nie pomyślałam, że Marco mógłby być zły xD
      Przyjdzie jej na ratunek, przyjdzie :D
      Dziękuję za komentarz :)
      Kocham <3333333333333333

      Usuń
  4. Ekstra OP!
    Boże, ale Fran ma powalonego mężulka.
    Szkoda mi jej :(
    Nie mogę się doczekać następnego <33333
    Pozdrawiam ;*******
    ~Nica~

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny one part kocham Marcesce < 33

    Pozdrawia.
    Tyna : **

    OdpowiedzUsuń
  6. Co ja ci mam powiedzieć? Jestem i jak zwykle się nie zawiodłam :)
    Ale wiesz co? Ja to chyba nigdy nie będę pierwsza ;c
    Zaskoczyłaś mnie, i to bardzo..To co działo się u Franceski jak była mała jest okropne :( Na szczęście ma jeszcze przyjaciół i swoją słodziutką córeczkę - Cande :)
    Ona jest taka kochana, bardzo zazdroszczę ci że piszesz tak wspaniale..
    Ogólnie każdy twój One Part jest pełen uczuć, i po prostu magiczny <333
    Czytając tego Parta myślałam sobie: Jak taką kochaną dziewczynę jak Fran mogło spotkać coś takiego..Jak myślę o tym jej głupim mężu to...ahh...lepiej nie mówić :)
    Ołjeeee Marcuś broni Franceski c: Wspaniale! :)
    Już się nie mogę doczekać co z tego wyniknie..
    Jeśli każdy twój Part o Marcesce ma być taki długi, to ja już jestem Happy <333
    No nic, muszę niestety teraz czekać do wtorku na Świąteczny One Part, oraz do soboty na następną część..
    Zapraszam również na mojego bloga z One Partami, już jutro powinien tam pojawić się Mój świąteczny Part, jeśli nie to we wtorek <333
    Pozdrawiam i kocham
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś na pewno będziesz pierwsza :)
      OP we wtorek xD
      Czekam na OP u ciebie <3333
      Całuję :******

      Usuń
  7. Śliczny OP ;*
    ja bym nie potrafiła tego tak wspaniale opisać <3
    biedna Francesca :(
    dobrze, że może liczyć na wspaniałych przyjaciół <3
    mam nadzieję, że Marco ją uratuje od tego okrutnego tyrana...
    Kocham twoje One Party <33
    czekam na kolejną część o Marcesce i na świątecznego OP też ;*
    pozdrawiam xd

    ŻYCZĘ WESOŁYCH ŚWIĄT I UDANEGO SYLWESTRA ;D
    //Nati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz <333
      Również życzę wesołych świąt i udanego sylwestra :)
      Kocham <3333

      Usuń
  8. Alex, przeszłaś samą siebie.
    Twe słowa były tak głębokie, tak bardzo mnie urzekły.
    Popłakałam się. Łzy same spływały po moim policzku.
    Ja na serio nie mam pojęcia co mogę powiedzieć. Zazwyczaj słowa same do mnie przychodzą, a teraz nie wiem co mogłabym powiedzieć.
    Może to, że sama sobie zazdroszczę, że nie mam takiej rodziny.
    Jedną z rzeczy, których się boję to taka przyszłość.
    Fran nie jest silna, i nie chodzi tu o siłę fizyczną, tylko psychiczną. Mam nadzieję, że Francesca uświadomi sobie co tak naprawdę robi, a raczej nie robi.
    Matko, Ty tak pięknie piszesz :D pozazdrościć ^^
    Na serio zabrakło mi słów :')
    W tym parcie pokazujesz jak ważni są przyjaciele i rodzina. Jesteś wielka, kochana.
    Mocno ściskam,
    Hania

    OdpowiedzUsuń
  9. Matulo ! Moje oczy przy fragmencie bicia Francesci zrobiły się zaszklone.
    Alexandro ( przejdziemy na ty ? XD ) piszesz z takim , jak to opisać... no z taką realnością, że sami mogliśmy to przeżywać czytając tego Parta ;'D
    Genialny, cudowny, na pewno realny ;D oraz zaskakujący.
    Ach ten Ezequiel -,-' Kat dla Fran,na prawdę... ;/
    I Cande.. właśnie mała Candelaria.. co ona przeżywa ;'c
    Z tego męża Francesci to nie człowiek, mąż... to istny tyran -o-
    Przekonałaś mnie, że na LBA zasłużyłaś w stu+ procentach ^ ^
    Znajdziesz czas na wejście i porozmawianie ze mną na gg ? ;D xd ( oczywiście jeśli znajdziesz chwilę xd ; * )
    Powodzenia w przedstawieniu xd ; *
    Zapraszam do mnie, choć piszesz ode mnie 1000000000 razy lepiej xd ;3
    Czekam na NEXT ;33
    Ciao, xoxo Alexandro xd
    ~ Martyna .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Twojego bloga już zaczęłam czytać, ale jestem dopiero na 3 rozdziale xD Nie miałam za bardzo czasu, bo szkoła, i sama wiesz... Teraz niby święta, ale wyjeżdżam do rodziny i w ogóle... Przeczytam na pewno, ale jak mówię, nie wiem kiedy xD
      Na GG jestem, praktycznie cały czas, więc napisz do mnie :)
      Kooocham <3333

      Usuń
  10. Biedna Francesca ;-; Co za palant z Ezequiela, eh :/ Jak można tak traktowac kobietę... Szczęście, że jeszcze nie znęca się nad córką.
    Marco obrania Fran, to takie uroczee :)
    Czekam na następne części i na wigilijnego parta ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Wybrałaś bardzo trudny temat, ale wyszło Ci to wspaniale. <3
    Biedna Francesca. :C
    Jak on tak może ją traktować? :C
    Dobrze, że Fran ma przyjaciół, którzy chcą jej bronić. <3
    Czekam na kolejną część. <3
    Pozdrawiam, Karo. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz <333
      Kolejna część za tydzień :)
      Pozdrawiam :**

      Usuń
  12. Cudowne, co ja mam jeszcze pisać? Za każdym OP jest tak samo, mega genialnie.
    Przecież wiesz że cie kocham xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <3333
      Też cię kocham <333

      Usuń
    2. Żyłka nauki hiszpańskiego?
      Mam nadzieję, że tak xd

      Usuń
    3. A tak jakoś xD Chciałabym się uczyć hiszpańskiego, ale nie ma gdzie :(

      Usuń
    4. Jest gdzie - na pewno.
      Możesz zacząć na busuu.com - to jest darmowe i można się sporo nauczyć.

      Usuń
    5. Oo, zajrzę, jak będę miała czas :)
      Gracias y te quiero <333

      Usuń
  13. Fran ma córeczkę ale te części z nimi są sweet
    Marcesca- uwielbiam ich
    Kiedy czytałam te części o Fran i tym Ezaquielu to łzy mi leciały strumieniami :( szkoda mi Francesci nie zasługuje na taki los
    Czekam na next'a i One Parta o Naxi
    Życzę wesołych świąt i weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa xD
      Również życzę wesołych świąt <333

      Usuń
  14. Kochana! Ja sie nie rozpisuje bo piszę o 1 w nocy xd
    OP jest świetny! ;*
    Wesołych świat! ;**
    Evelcia<33

    OdpowiedzUsuń
  15. O mój Boże...
    Ten part był taki że aż brak mi słów. Może nieziemski będzie najlepszym określeniem..?

    Podjęłaś rzeczywiście bardzo trudny temat. Zwłaszcza jak na trzynastolatkę. Jestem w twoim wieku i nie wyobrażam sobie żebym mogła coś takiego tak realnie opisywać i przedstawić taką trudną historię zupełnie tak, jakbym to ja ją przeżywała (pomijając fakt że w przeciwieństwie do ciebie wogóle nie mam talentu pisarskiego).

    Biedna Fran, tak mi jej żal :c Nie dziwię się że ma zepsutą psychikę po tym co przeżyła w dzieciństwie oraz tym co przeżywa teraz. Tak to każdy potrafi być mądry ze swoimi radami: odejdź od niego, nie pozwól się tak traktować, pomyśl o swoim dziecku itp. Ale w rzeczywistości dla takiej kobiety wcale nie jest to proste. Kiedyś oglądałam taki film dokumentalny albo reportaż o kobietach które były bite i zastraszane przez mężów. I z ich perspektyw to wszystko inaczej wygląda. Albo zdążyły się już przyzwyczaić, albo po prostu się boją, że same sobie nie poradzą.

    Całe szczęście że Francesca może liczyć na swoich przyjaciół. Naprawdę im na niej zależy, bo mimo że jej nie rozumieją, nie zostawili jej. Gdyby nie oni i ich pomoc, byłoby jej dużo ciężej. Zwykle kobiety, które jak ona doznają przemocy, odcinają się od reszty świata. Ale niestety, nie zdziwię się, jeśli po tym co teraz zaszło, Ezequiel zabroni jej kontaktów z przyjaciółmi.

    Ostatnia nadzieja w Marco ^^ Jak jego postać wpłynie na Francescę? Czy dzięki znajomości z nim coś zmieni się w jej życiu? Może odkryje że poczuła do chłopaka z Meksyku coś więcej i zapragnie zawalczyć o swoje szczęście? Tego niestety póki co mogę się jedynie domyślać :)

    Chyba mój komentarz powoli dobiega końca xD
    Nawet się rozpisałam ;)
    Podsumowując, ten part był cudowny, genialny, niesamowity. Po prostu nieziemski <3
    Po raz kolejny przeszłaś samą siebie (co wcale nie jest takie proste, bo na razie tylko tobie się to udało (znaczy tylko ty do tej pory przeszłaś samą siebie (chodzi o to że nie spotkałam jeszcze nikogo to pisze lepsze one party (oto ja i moje niezrozumiałe przemyślenia (jeju, ile tu nawiasów))))) ;***

    Czekam baaaaardzo niecierpliwie na kolejną część :)
    I jestem baaaaardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Fran ;)
    A tymczasem wesołych świąt i nie do niedzieli lecz tym razem do wtorku. Nie zawiedź nas, proszę <33333
    Jestem mega ciekawa co przygotowałaś w wigilijnym parcie o Naxi ^^ Oby temat był nieco lżejszy bo nie chcę się dołować w święta :P
    Żartuję, wszystko co napiszesz przeczytam z przemiłą chęcią ;D

    Dobra, tym razem na serio już kończę xD
    Życzę wesołych, pogodnych i spokojnych świąt oraz czasu na dodanie parta <3
    Do wtorku, mam nadzieję ;D
    Pozdrawiam,
    Ola ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, Jezu, Gracias, za tak długi komentarz <3333
      Jaram się "Gracias" xD
      Koooocham <333333

      Usuń
  16. Ryczę już po tytule, przeczytałam (na razie) 1/4, siedzę z chusteczkami w dłoni, skomentuje dłużej, ale zaraz jak przeczytam całość i przestanę płakać :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobra, uspokoiłam się... Co za szmata, walony dupek! Co on sobie wyobraża, ma się za jakiegoś boga czy jak? Nieee, tak być nie będzie... On tego pożałuje! Będzie się w piekle smażył, całe wieki! Fran nie jest jego własnością, i koniec! Na szczęście pojawił się Marcuś... On zaprowadzi jeszcze porządek, chyba... A skoro już jesteśmy przy nim, przejdźmy do rzeczy, jedynego wątka, który mnie rozśmieszył i sprawił, że na mojej twarzy zagościł uśmiech, a mianowicie... Marco HISZPANEM, który przybył z MEKSYKU do ARGENTYNY?! O.o Światowy chłopak :D A do tego taki słodki, dzielny, opiekuńczy... On nie pozwoli, żeby ta wredna małpa (grrrr) tak traktowała biedną Francescę... Mam przynajmniej taką nadzieję :/ No bo, czym ona sb właściwie zasłużyła na takie traktowanie? To się po prostu musi zmienić... A tak na marginesie, jestem mega ciekawa, dlaczego nikt nie wie o tym, jak biedna Fran była traktowana przez rodziców? Szacunek i miłość w KAŻDYM domu... Yhy, bo uwierzę :/

    Dobra, już kończę. Poruszę jeszcze tylko jeden temacik... Jezu! Jaka ty jesteś cudowna! Twoje party... Takie piękne, życiowe, długie, mądre, z przesłaniem... Nie no, kocham cię normalnie xD

    No i podziękowania... Dziękuję...
    *za to, że twoje party napełniają mnie taką wiedza życiową,
    *za to, że są tak bardzo genialne,
    *za to, że mogę je czytać,
    *za to, że dziękujesz za rozmowy na GG, choć tak naprawdę to powinnam ci dziękować,
    *za to, że po prostu jesteś :)

    Aaaaaaaaa, i wszystkiego naj z okazji świąt B.N i Nowego Roczku :) Życzę ci, aby najbliższy czas był owocny we wszystko czego pragniesz, zdrowia, szczęścia, pomyślności, itd. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi ^-^

    Tamtaramtamtam, no i jak chyba zobaczyłaś pozbyłam się tego cholernego lenia! Dziękuj Agacie :* No, niestety, ma wena jeszcze nie wróciła z ferii :(

    KONIEC!
    I nie dziękuj za koma, bo nie masz za co! Może i wyszedł ciut długi, ale i tak beznadziejny. To chyba cud się stanie, jak coś z niego w ogóle zrozumiesz :(
    Ok, nie przynudzam. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO i POWODZENIA wszystkich partów :D Pozdrawiam <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, Marco światowy chłopak, głupia jestem, nie pomyślałam xD
      Dziękuję za komentarz BO BYŁ DŁUGI!
      Kocham twoje komentarze <333333
      I nie beznadziejny :)
      Całuję :******

      Usuń
  18. Jezu, Ola. *.*
    Brak mi słów...
    To jest cudowne, boskie, świetne, najlepsze. I jeszcze takie długie. *_______*
    Przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś nie miałam wcześniej czasu.
    Nie mogę się doczekać OP z Naxi, ale mnie we wtorek nie będzie. :/ Przeczytam najwyżej w środę, chyba że kuzyn mi użyczy komputer, w co wątpię. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz <333
      To nic, że cię nie będzie, przeczytasz w środę xD
      Niech ci użyczy komputer, ja mam taki sam problem z moim bratem xD
      Kooocham <333333

      Usuń
  19. Moja kochana Alexandro, ten OP jest CUDOWNY!
    Boże, biedna Fran ma psychicznego męża, współczuję jej ;(
    Życzę weny i czekam zniecierpliwością na next! <33333
    WESOŁYCH ŚWIĄT!
    Całuję ;*****
    ~Veronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      Ja również życzę Wesołych Świąt xD
      Kocham <3333

      Usuń
  20. Przybywam z lekkim opóźnieniem :P
    Po prostu wcześniej jakoś nie miałam czasu. To przez te świąteczne szaleństwo xD
    Part jest niesamowity że aż odebrało mi mowę. Całe szczęście że nie potrzebuję jej do pisania komentarza ;D
    Wspaniale to wszystko opisałaś. Poruszyłaś bardzo trudny temat. O takich rzeczach to się kręci filmy i pisze powieści. A ty wstawiasz o tym parta na swojego niepozornego bloga o bohaterach z Violetty. Kto by przypuszczał że można tu znaleźć takie historie O.o ?
    Ten Ezeqiel (czy jakoś tak) ale bym mu przywaliła ;/
    Zawsze mnie wkurza używanie przemocy na bezbronnych osobach. I na zwierzętach. No bo co ci biedny piesio zrobił że masz się na nim wyżywać? Za to powinny być kary pozbawienia wolności na 5-10 lat! Dla mnie jest niepojęte jak można tak krzywdzić zwierzątka. Zwłaszcza że sama mam pieska :*
    Wiem, wiem, odbiegłam od tematu xD
    Hmmm, ale co by tu jeszcze napisać? Bo nie mam pomysłu ;( Niestety nie umiem się rozpisywać i nie zostawię ci tu tak pięknego i długiego komentarza jak moja kochana Alejandra Pasquarelli <3
    Zostawię jedynie to coś, co nawet w połowie nie wyraża mojego uwielbienia dla ciebie i twojego talentu :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      I w pełni się z tobą zgadzam xD Nikt nie powinien doznać przemocy - ani ludzie, ani zwierzęta :)
      Cieszę się z każdego komentarza, a szczególnie z twojego, więc niczym się nie martw xD
      Te quieroooo <33333333333

      Usuń
    2. Widzę, że przerzuciłaś się na hiszpański ^^ Najpierw "gracias", teraz "te quiero" ;D
      Pozdrawiam i życzę wesołych, ciepłych i rodzinnych świąt bez smutków oraz zmartwień :*** No i wymarzonych prezentów ;D
      Ja to bym chciała dostać książki, ale nie takie szkolne i naukowe xD
      Chociaż pewnie przynajmniej jedna taka się trafi ;/

      Usuń
    3. Aaa, wiesz, szpanuję tymi słówkami, które umiem xD
      Dziękuję za życzenia, oo, jak późno odpowiadam xD
      Już po wigilii, a ja na szczęście żadnej książki nie mam :)
      A mam ich w domu tyle, że kolejne mi nie potrzebne :)
      No więc gracias y te quiero <33333

      Usuń
  21. To ty miałaś urodziny? XD Czemu ja nic nie wiem, jestem głupia. Wszystkiego najlepszego, zaległe, ale jest ^ ^
    Może zacznę od tego, że wybrałaś świetny temat na OP. Popularny wątek, pozornie prosty do opisania, ale to zwykłe pomówienia.
    Czy Tobie się udało? Nie bój się, nie powiem nie, ponieważ jestem zachwycona :)
    Skupiłaś się na emocjach Francescy, co jest bardzo ważne. Myślała o tym non stop, czyli tak jak każda pokrzywdzona osoba.
    Pewne wydarzenia zmuszają nas do różnych decyzji, niekoniecznie tych dobrych. Przeszłość Francescy musiała być okrutna.
    Nagle pojawia się Marco i choć jeszcze nic do niego nie czuję, wiadomo, że odegra ważną rolę w jej życiu. Zasługuję na szczęście, ale musi przejść jeszcze długą drogę.
    Przyjaciele namawiają ją do odejścia, ale nie zdają sobie sprawy z tego, jakie to dla niej trudne. Chcą dla niej jak najlepiej, fakt, jednak gdyby sami znaleźli się w takiej sytuacji na pewno postąpiliby inaczej niż teraz mówią. Oczywiście mają rację, ale zależy od charakteru człowieka. A Francesca jest raczej słaba psychicznie i nie umie zaprzestać agresji męża.
    Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Marco musi jej pomóc... Ale nic nie jest proste, życie.
    Ciekawa historia, chcę już kontynuację! <3
    A co to jutro jest? A no święta (mamo, jeśli kupisz mi encyklopedię, wiedz, że już nie jestem twoją córką)! :D
    Życzę ci mega wesołych świąt, dużo żarcia, prezentów (czyli nie książek pt "Nauka jest fajna"), Naxi, Femiły, Marcescy, Bromi, Leonetty, weny i uśmiechuu ^ ^
    Lajf is bjutiful, myślimy pozytywie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, dziękuję za życzenia xD
      Święta, nooo, a ja też nie chcę dostać żadnych książek xD Módlmy się o to! :P
      Kontynuacja w niedzieleeeee xD
      Te quiero <33333

      Usuń
    2. Ach, ja książkę chcę, ale jakąś ciekawą, o życiu, a nie o zgłębianiu tajemnic geometrii czy układu krwionośnego człowieka.
      Pech taki, że moja mama jest nauczycielką i kto tam wie, co jej do głowy przyjdzie ^ ^
      Jeszcze mi pamiętnik Violetty kupi i będę z nim tak sexi chadzać po szkole. Wszyscy będą się zachwycać, wszyscy chłopacy się we mnie zakochają, bo wykreuję się na ludzką wersję jednorożca.
      I taki Tomasz, Leon i Darek będą mi grali piosenki Biebera pod balkonem.
      Mamo, nie, nie rób tego XD

      Usuń
    3. Już po, a ja nie mam KOLEJNEJ książki xD I dobrze, trzy półki mi wystarczają xD
      Pamiętnik Violetty, nieźle no xD
      Bieber zawsze spoko xD

      Usuń
  22. dziewczyno ty masz niesamowity talent <333
    to było cudnie napisane, ale historia smutna :C
    jednakże niestety tak w życiu jest i to jest najgorsze :C
    biedna Francesca :C
    na dodatek, że przeżywała męczarnię w dzieciństwie to teraz też :C
    przez Ezequiela zapomniała nawet o swoich urodzinach ;C
    ale jej kochani przyjaciele pamiętali <3
    poznała Marco, od którego nie może odkleić oczu przez jego oczka i włoski <3
    Ezequiel ;/
    Marco nawet staną w jej obronie *.*
    po mimo że nie znał jej, ale i tak to zrobił <3
    mam nadzieję, że dzięki Marcusiowi, wszystko w życiu Francesci się ułoży <3
    no i jeszcze słodka Cande <3
    czekam na niecierpliwością na next część oraz na wigilijnego OP o Naxi <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias za komentarz :**
      Taaak, jutro OP Wigilijny, jeśli dostanę się do komputera xD
      Te quieroooo <33333333333

      Usuń
  23. Ojejkuu, to było... straszne ale zarazem cudowne <3 Wyobraziłam sobie Fran ze swoją małą córeczką <3 Szkoda tylko, że Marco nie jest ojcem. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach im się ułoży. I czekam jutro na oneshota o Naxi! <3 Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  24. No hej :D
    Pewnie sobie myślisz że jestem nową czytelniczką, ale nie :P
    Już wcześniej wchodziłam na twojego bloga. Pisałam komentarze z anonima i podpisywałam się "Tini S."
    Może kojarzysz? :)
    Długo mnie nie było, ale powód tej nieobecności wyjaśniłam już na blogu Patki w pogaduszkach, wejdź jak cię to interesuje w co wątpię :P
    Powiem krótko: szlaban ;<

    A teraz dosyć tej bezsensownej gadaniny. Przejdę do komentowania twojego cudownego parta.
    Przez długą nieobecność przegapiłam Bromilę, ale obiecuję nadrobić po powrocie. Tylko nie wiem jak wytrzymam miesiąc nie wiedząc jak skończyła się historia Fran o.O
    Taa, ostatnio strasznie polubiłam Lodo, Fran i Marcescę <333
    Ten part to istne cudo. Nic dodać, nic ująć ;**
    Wcześniej nie miałam takiej możliwości, ale teraz mam - więc tylko dodaję ten komentarz i dołączam do twoich obserwatorów. Szczęśliwa :D ?
    Na koniec składam zaległe życzenia urodzinowe i zaległe życzenia świąteczne :)
    Wszystkiego najlepszego, siostro (właśnie się skapnęłam, że mamy takie same "nazwiska" XD - Comello <333)
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, no rzeczywiście pomyślałam, ze jesteś nową czytelniczką xD
      Nie no, rozumiem twoją nieobecność :)
      To je szlaban, tego nie ogarniesz :D
      Dziękuję za miłe słowa <3333
      Kooocham siostro <3333

      Usuń
  25. Dobra, jestem.... Wiem, przepraszam, że tak późno, ale teraz są święta i może wszystko nadrobię....
    Wybaczysz mi prawda??
    Bo mam taką nadzieję....

    Dobra, to lecę z moją opinią na ten temat.....

    Chyba ją już znasz, bo ci chyba pisałam na gg..... ale cóż....

    No więc przyznaję, wybrałaś trudny temat.... nie napisałabym czegoś takiego, bo dla mnie za trudne.... zbyt ciężki dla mnie temacik....
    Ale ty poradziłaś sb..... ŚWIETNIE!!
    A Dlaczego??
    Cóż, zawsze tak jest....
    Niekochająca rodzina, niekochający mąż....
    Ukochana córka, wsparcie przyjaciół....
    Ale brak pewności siebie...

    Powiem szczerze, że płakałam....
    Naprawdę....
    Marco wstawiał się za Fran, chociaż praktycznie jej nie znał....
    Piękna rzecz....

    Sama chciałabym mieć takich znajomych jak Fran...
    Pocieszenie, oparcie ( to chyba to samo.... xD )....

    Nie wiem, co ci mam jeszcze napisać....
    Nie ma słów, aby opisać tego OP....

    Dodam jedynie....
    Że cię uwielbiam....
    Ba.... kocham jako blogerkę....
    Ale gada się z tobą jeszcze lepiej....
    Uwielbiam cię.... ♥♥
    Czekam na next kochana :D
    Weny!! :-D
    Pozdro
    Kriena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, jasne, że ci wybaczę xD
      Oo, gracias za super słowa :))
      Kooocham <3333

      Usuń
  26. Hola!!
    Ooo...
    Hermoso, hermoso <33
    Jak zawsze fenomenalny OP
    Marceska ... ♥♥♥
    PS. Zapraszam do mnie !!!

    ~ Amanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłam już i mam cię w obserwowanych xD
      Gracias <3333

      Usuń
  27. Hej! Moja koleżanka Cami Amiga natchnęła mnie do czytania opowiadań i muszę stwierdzić ze twoje opowiadania są jednymi z najlepszych jakie czytałam.Mam jedno pytanie. Czy napiszesz one parta o Leonettcie? <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias <333
      OP o Leonetcie już był, a następny będzie po Naxi, a Naxi pędzie po Fedemili, która jest po Marcesce xD
      Mam nadzieję, że zrozumiałaś :)
      Czyli tak prościej mówiąc, Leonetta będzie już niedługo xD

      Usuń
  28. Hejo ;*******
    Przepraszam za to straszliwe opóźnienie !!!!! <33333
    Biedna Francesca ;(
    Była bita, zastraszana i wykorzystywana jako służąca ;((((((
    Nikomu nie życzę takiego dzieciństwa !!! <3333
    Idę czytać 2 część :D

    Kocham Nutella ;*

    OdpowiedzUsuń
  29. Oj tak. Bardzo trudny temat sobie wybrałaś.
    Trudny, ale często występujący w świecie.
    Mało osób zdaje sobie z niego sprawę.
    Szkoda mi Francesci..
    Mieć takiego męża jak Ez.. ech.. Nie wytrzymałabym.
    Mało kto by wytrzymał.
    Mam nadzieję, że Fran w końcu od niego odejdzie.
    ***
    Podziwiam Cię.
    Piszesz cudownie. Wybierasz tematy o których ludzie nie chcą rozmawiać..
    Których się wstydzą..
    Co do OP to genialny.
    Zapewne z polskiego masz 5 :3
    Lecę do nexta.
    Ciao :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, gracias <3333
      Z polskiego to ja mam co roku 6 xD
      Ciao <3

      Usuń
  30. Cudo! Płakałam jak dziecko przez calutki rozdział. I jak tak czytałam, to miałam nadzieje, że się nigdy nie skończy! Ale niestey..:( Cóż , nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejną część. Moja cierpliwość wystawiona na wielką próbe ;D .

    OdpowiedzUsuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)