Stracić
wspomnienia, to najgorsza rzecz, jaka może spotkać człowieka.
Złamane serce boli, ale domaga się wspomnień tej najważniejszej
osoby. To często spotykana rzecz – nie ma miłości, są
wspomnienia.
Ale co, gdy role się
odwracają? Gdy prawdą jest – jest miłość, nie ma wspomnień?
- Camila, przebrałaś
się? – Do drzwi zapukała moja przyjaciółka. – Za chwilę
zaczynają się zajęcia z Gregorio.
- Wiem, wiem –
odparłam. – Wejdź na chwilę, drzwi są otwarte.
Razem z Francescą
przebierałyśmy się na zajęcia taneczne. Byłyśmy w Studio, w
szatni. Znaczy, teraz byłam w łazience, a Włoszka dobijała się
do mnie.
Weszła do środka.
- Co ty tutaj robisz
tak długo? – spytała.
- Nie mogę związać
włosów – westchnęłam. – Pomożesz mi?
- Tak, pewnie. –
Podeszła do mnie i wzięła z mojej ręki gumkę i szczotkę. –
Kucnij.
Posłusznie
przeszłam do niskiej pozycji.
Moja przyjaciółka
męczyła się z moją fryzurą przez chwilę, w końcu jednak
skończyła.
- Wielkie dzięki. –
Stanęłam na nogi. – Możemy już iść?
- Czekałam tylko na
ciebie – przypomniała mi. – Chodź.
Akurat wychodziłyśmy
z szatni, kiedy zabrzmiał dzwonek. Szybkim krokiem udałyśmy się w
stronę schodów prowadzących na piętro niżej, gdzie znajdowała
się sala taneczna. Weszłyśmy na stopnie.
- Uwaga, schody są
mokre! – krzyknęła pani woźna.
Odwróciłam się za
siebie. To był błąd.
Moja noga
poślizgnęła się na mokrym schodku. Ja straciłam równowagę i
spadłam na dół. Czułam, jak moje ciało obija się o wszystkie
stopnie.
Później poczułam
mocne uderzenie w głowę. Po chwili jeszcze jedno.
Słyszałam wokół
poruszenie. Kilka razy wyłapałam swoje imię. Moja głowa bolała
niemiłosiernie. Nie pamiętam, co stało się później. Straciłam
przytomność…
Camila… Moja
ukochana Camila. Moje światełko w ciemnym tunelu, moja nadzieja,
moja gwiazda nocna na bezchmurnym niebie, moje słońce
rozświetlające każdy dzień swoją jasnością. Moje życie, moje
szczęście, mój tlen.
A teraz właśnie ta
moja radość leży nieprzytomna na sali szpitalnej.
Sam nie wiem, jak to
się mogło stać.
Nie było mnie przy
tym, czego bardzo żałuję. Może wtedy mógłbym zapobiec jakoś
upadkowi Cami?
- Czy ktoś z
rodziny panny Torres przyjedzie? – spytał lekarz wychodząc z
gabinetu.
- Dzwoniłem do jej
matki, jest w podróży służbowej w innym mieście, ale już
wyjechała i będzie za jakiś czas – odparłem. – Panie
doktorze, co z nią?
- Przykro mi, nie
mogę udzielać takich informacji osobom nieupoważnionym. – To
powiedziawszy, odszedł.
Zrezygnowany oparłem
się o ścianę i westchnąłem głośno. Później osunąłem się
na podłogę i ukryłem twarz w dłoniach.
Siedziałem tak
jakiś czas i pewnie siedziałbym nadal, gdyby do rzeczywistości nie
przywrócił mnie głos jednej z moich przyjaciółek.
- Broduey, wiadomo
coś? – spytała Francesca siadając obok mnie.
- Lekarze nie chcą
nic powiedzieć – odpowiedziałem. – Nie mogą o niczym
informować ludzi spoza rodziny.
- To wszystko moja
wina… - jęknęła dziewczyna. – Tylko i wyłącznie moja… To
ja powinnam być na miejscu Cami… - Po jej policzkach spłynęły
łzy.
- Nie, Fran,
przestań – rzekłem. – Nie gadaj takich głupot, wiesz, że to
nieprawda.
- A co, może nie
wolałbyś, żebym to ja leżała tam zamiast niej? – zapytała.
- Francesca,
wolałbym, żeby żadna z was tam nie leżała – odrzekłem. –
Nie obwiniaj się. Nie zrobiłaś niczego, co przyczyniłoby się do
upadku Cami.
- Ale… ale…
- Gdzie jest Marco?
– przerwałem jej.
- Nie wiem, Broduey,
to teraz nieistotne – odparła wycierając twarz.
- Właśnie, że
bardzo istotne – zaprzeczyłem. – Mówił, że będzie cię
pilnował.
- To widocznie się
nie spisał. – Z jej oczu znów popłynęły łzy.
- Fran, czy ty mu
uciekłaś? – spytałem.
- Broduey, przestań
– poprosiła dziewczyna. – Teraz najważniejsza jest Cami, a nie
to, co zrobiłam.
Westchnąłem.
Podniosłem się z podłogi i wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Wszedłem w książkę telefoniczną i wybrałem numer mojego
przyjaciela. Odebrał po kilku sygnałach.
- Halo?
- Siema, Marco –
powiedziałem. – Mam sprawę. Jest tam może gdzieś koło ciebie
Francesca?
- Chwila, jest w
pokoju… Zaraz ci ją dam.
- Obawiam się, że
w pokoju może jej nie być – mruknąłem.
- Co? – zdziwił
się chłopak. – Co ty mówisz, Broduey?
- To, co jest prawdą
– odparłem. – Fran przed chwilą przyszła do szpitala. Nie
miałeś na nią uważać?
- Jak to, jest w
szpitalu? – spytał. – Uciekła? Jaki ja jestem głupi… Zaraz
tam będę, stary, pilnuj jej.
- Pilnuję jej cały
czas – potwierdziłem. – Przyjeżdżaj.
Po tych słowach
rozłączyłem się. Wróciłem do mojej przyjaciółki.
- Marco zaraz
będzie. – Usiadłem obok niej.
- Po co do niego
dzwoniłeś? – Spojrzała na mnie załzawionymi oczami, w których
widziałem wyrzut. – Będzie na mnie zły.
- Nie będzie zły.
– Przytuliłem ją lekko. – Chociaż ma do tego pełne prawo.
Obiecał twojemu bratu, że będzie cię miał na oku. Wiesz dobrze,
jak wściekły byłby Luca, gdyby dowiedział się, że cię Marco
cię nie przypilnował.
- Wiem… -
westchnęła. – Nie będzie zły?
- Nie będzie –
zapewniłem ją. – On nie umie się na ciebie denerwować.
Francesca pokiwała
głową. Zacząłem rozmyślać o wypadku Camili.
Dlaczego akurat ona?
Przecież nie zrobiła nic złego.
Już kiedyś była
mowa o tym, żeby przenieść szatnię dziewczyn na dół, koło sali
od tańca, a przebieralnię chłopaków zrobić na piętrze. Głównym
tego powodem był fakt, że dziewczyny o wiele dłużej przebierają
się na zajęcia, a kiedy muszą zbiegać na dół, zajmuje im to
jeszcze więcej czasu. Poza tym jest ryzyko, że mogą zrobić sobie
krzywdę.
I co? Nauczyciele
wykrakali. Pech chciał, że dziewczyną, która zrobiła sobie
krzywdę, jest Camila.
Nie wiem, co się z
nią dzieje. Lekarze nic nie mówią, bo nie jestem z rodziny.
Trzymają Cami cały czas na jakichś badaniach, tylko tej rzeczy
jestem świadomy. Muszę czekać, aż przyjedzie jej mama. Dzwoniłem,
żeby ją o wszystkim poinformować. Miała przełożyć jakieś
spotkanie w swojej firmie i przyjechać tutaj.
Moje rozmyślenia
przerwał Marco. Zauważyłem go, jak biegnie od końca korytarza w
naszą stronę.
- Francesca! –
Klęknął obok niej. – Francesca, co ty tutaj robisz? Dlaczego mi
uciekłaś?
Dziewczyna nie
odpowiedziała. Spojrzała tylko na swojego chłopaka, po czym
nieśmiało przysunęła się do niego i przytuliła go.
Marco spojrzał na
mnie ze znakiem pytania wymalowanym na twarzy.
- Bo nie chciałeś
mnie puścić… - odparła cicho Włoszka.
- Nie chciałem cię
puścić, bo obiecałem twojemu bratu, że będę na ciebie uważał
– wytłumaczył. – Poza tym, sama widzisz, że jeszcze nic nie
wiadomo. Najpierw musi przyjechać tutaj mama Camili.
- Ale ja nie mogę
wytrzymać tej niewiedzy, Marco – jęknęła. – I muszę być
tutaj, przecież Cami to moja przyjaciółka.
- Rozumiem –
odparł chłopak. – Ale mogłaś mnie uprzedzić, ze wychodzisz.
Krzyknąć, albo coś.
- Wiem… -
mruknęła. – Przepraszam.
- Nie ma za co –
powiedział. – Tylko nie rób tak więcej.
- Dobrze –
zgodziła się dziewczyna.
Marco oparł się o
ścianę i objął Francescę ramieniem.
- Wiadomo coś? –
spytał.
- Na razie nic –
odparłem. – Nie udzielają informacji osobom spoza rodziny.
- A może Antoniowi
by coś powiedzieli? – podsunął.
- Nie, nie –
zaprzeczyłem. – Był tutaj razem z Pablo. Próbowali coś
wyciągnąć, ale dowiedzieli się tylko tyle, że Camila cały czas
jest na jakichś badaniach.
Meksykanin tylko
pokiwał głową. Później pogrążył się w rozmyślaniach i
zaczął wpatrywać się w białą ścianę naprzeciw której
siedzieliśmy.
- Reszta ma przyjść?
– Usłyszeliśmy głos Franceski.
- Tak, Leon dzwonił
niedawno i powiedział, że przyjdą jak zajęcia się skończą –
odpowiedział jej chłopak. – Została im jeszcze lekcja z
Gregorio.
W tym momencie
zadzwonił mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i nacisnąłem
zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham?
- Broduey? –
Usłyszałem głos mamy Camili. – Powiedz mi, na którym piętrze
jesteście?
- Na trzecim –
odparłem. – Wjedzie Pani windą i później musi Pani iść
korytarzem w prawo.
- Dobrze, dziękuję
ci – rzekła. – Jestem pod szpitalem, za chwilę będę.
Po tych słowach
rozłączyła się.
Spojrzałem na moich
przyjaciół.
- Mama Camili za
chwilę przyjdzie – powiedziałem.
- W końcu –
mruknęła Fran.
Rzeczywiście. Po
kilku minutach zauważyłem, jak od końca korytarza biegnie w naszą
stronę Pani Torres.
We troje
podnieśliśmy się z podłogi.
- Gdzie jest Camila?
– spytała natychmiast. – Gdzie ona jest?
- Spokojnie proszę
Pani – odezwałem się. – Cami jest na badaniach. Musi Pani
porozmawiać z lekarzem, bo ani nam, ani nauczycielom nie chcieli nic
powiedzieć.
- No dobrze… A
gdzie jest lekarz?
Rozejrzałem się po
korytarzu. Mężczyznę zauważyłem obok jednych drzwi.
- Tam. – Wskazałem
ręką w jego kierunku.
Kobieta
zlokalizowała go wzrokiem, po czym od razu do niego podbiegła.
Odwróciłem się do
moich przyjaciół.
- Za chwilę się
wszystkiego dowiemy – powiedziałem.
- Ale na razie
lepiej poczekajmy tutaj – dodał Marco przyciskając do siebie
płaczącą Francescę. Spojrzał na nią. – Ej, nie płacz już,
kochanie. – Otarł jej łzę z policzka. – Wszystko będzie
dobrze.
Dziewczyna pokiwała
głową. Westchnęła i przytuliła się mocniej do niego.
Spojrzałem w prawo.
Nagle dostrzegłem pielęgniarki wyjeżdżające z łóżkiem z
jakiegoś pokoju.
Przypatrzyłem się
dokładnie osobie na nim leżącej. Moje serce zabiło szybciej,
kiedy zauważyłem, że tą osobą jest Camila.
Rzuciłem
zaniepokojone spojrzenie Marco, co odwzajemnił. Fran nic nie
widziała. Jednak chyba zaniepokoiło ją, że nic nie mówimy, bo
podniosła głowę.
- Co jest? –
spytała podejrzliwie.
Jej wzrok skierował
się w miejsce, gdzie przed chwilą patrzyłem ja.
Najpierw zdrętwiała.
Marco na wszelki wypadek złapał ją mocniej za nadgarstek.
- Puść mnie –
zażądała próbując się wyrwać.
- Przestań,
Francesca – odparł. – Chyba nie chcesz robić tutaj scen?
- Jakich scen? –
spojrzała na niego. – Chcę tylko…
- Nie, Fran –
przerwał jej. – Poczekaj.
- Ja tam idę –
odezwałem się.
Marco pokiwał głową
i mocniej przyciągnął do siebie niespokojną Francescę.
Podszedłem do
łóżka, na którym widziałem moją dziewczynę.
- Przepraszam –
odezwałem się do pielęgniarek. – Co z nią?
- Jest Pan kimś z
rodziny? – spytała jedna z nich.
- Nie, ale…
- Przepraszamy, ale
nie możemy udzielać takich informacji – przerwała mi. – Proszę
spytać lekarza.
Westchnąłem.
- Gdzie ją
zabieracie?
- Przenosimy ją na
odpowiednią salę – odparła kobieta o blond włosach.
- Mogę na chwilę…?
– Skinąłem głową na Cami.
Pielęgniarki
wymieniły spojrzenia, ale po chwili zgodziły się.
Uklęknąłem przy
łóżku i chwyciłem rękę Camili. Przyłożyłem ją sobie do
twarzy.
- Wszystko będzie
dobrze, kochanie – wyszeptałem.
Ucałowałem jej
dłoń i ostrożnie ułożyłem z powrotem wzdłuż jej ciała.
Wstałem na nogi.
- Nie martw się –
odezwała się jednak z pielęgniarek. – Ona… - Spojrzała w
kartę. – Camila jest na pewno silna. Da sobie radę.
- Tak, wiem… -
westchnąłem. – Jest bardzo silna.
Uśmiechnęły się
do mnie, a później odjechały razem z Cami w stronę sali
pacjentów.
Wróciłem do moich
przyjaciół.
- I co? – spytała
od razu Fran.
- Nie słyszeliście?
– zdziwiłem się lekko.
- Słyszeliśmy
wszystko. – Marco przycisnął do siebie mocniej dziewczynę. –
Francesca jest trochę nieprzytomna.
- Musimy czekać na
mamę Camili. – Kiwnąłem głową. – Albo na lekarza.
W tym momencie
zauważyliśmy naszych przyjaciół zmierzających w naszą stronę.
Byli to Leon z Violettą, Naty z Maxim, Federico z Ludmiłą, a na
końcu szła Angie.
- Wiadomo coś? –
Pierwsza podbiegła do nas Violetta.
Westchnąłem,
pokręciłem przecząco głową i usiadłem na krześle stojącym za
mną. Zakryłem twarz rękami.
- Camilę przenieśli
przed chwilą na salę. – Usłyszałem głos Marco. – Jest
nieprzytomna, a więcej nic nie wiadomo.
- Będę musiała
coś powiedzieć Antoniowi… - zamyśliła się Angie. – Tylko,
co… Tylko co…
- Pytaliście
lekarza? – odezwał się Leon. – On na pewno by coś powiedział.
- Nie udziela
informacji osobom niespokrewnionym – odparłem zrezygnowany.
- Ale mama Camili
już przyjechała – dodała cicho Francesca. – Rozmawiają.
- Chociaż tyle –
westchnął słabo Maxi.
Ktoś usiadł obok
mnie. Podniosłem głowę i zobaczyłem Naty.
- Broduey, przecież
znasz Cami – powiedziała szeptem. – Ona będzie walczyć cały
czas, nie podda się. Jest silną dziewczyną.
- Wiem, Natalia. –
Pokiwałem głową. – Wiem o tym doskonale.
Dziewczyna
uśmiechnęła się lekko po czym wstała i wtuliła się w swojego
chłopaka.
Chwilę później z
gabinetu lekarskiego wybiegła Pani Torres.
- Proszę Pani, to
sala numer 46! – krzyknął za nią lekarz.
- Oczywiście –
odparła zdenerwowana kobieta. – Proszę im wszystko powiedzieć. –
Wskazała na naszą grupę.
Szybkim krokiem
ruszyła w stronę sali, na którą kilka minut temu zawieziono
Camilę.
Mężczyzna w białym
fartuchu zamknął drzwi gabinetu i podszedł do nas, na co ja się
podniosłem.
- Jesteście
znajomymi, tak? – spytał.
- Tak, to są
przyjaciele, a ja jestem nauczycielką tej dziewczyny. Jestem za nich
odpowiedzialna. – Blondynka wyciągnęła rękę do lekarza. –
Angeles Saramego.
- Jorge Rodriguez,
miło mi. – Uścisnął rękę Angie. – Zostałem upoważniony do
udzielenia wam informacji o stanie naszej nowej pacjentki… Camili
Torres, dobrze pamiętam?
- Tak, tak –
potwierdziła Angie. – Słuchamy.
Wszyscy wbili w
mężczyznę zniecierpliwione spojrzenie. Ten nabrał powietrza w
płuca, aby za chwilę je wypuścić.
- No dobrze… -
zaczął. – Sytuacja nie jest za ciekawa. Dziewczyna spadła ze
schodów. Na szczęście żadnych złamań nie ma, jest tylko trochę
poobijana. Znaleźliśmy jednak kilka urazów wewnętrznych, a
mianowicie jeden, najważniejszy… Pod wpływem dwóch silnych
uderzeń w głowę, nasza pacjentka doznała uszkodzenia mózgu. Nie
zagraża to na szczęście jej życiu, będzie ona w pełni sprawna,
ale… Wypadek spowodował amnezję, co oznacza, że dziewczyna nie
będzie niczego pamiętała.
- Ale… -
zająknąłem się. – Jak to niczego?
- Uraz jest zbyt
duży, by była to tylko utrata wspomnień z kilku lat wstecz –
westchnął lekarz. – Jednak nie to jest najgorsze.
- Niech Pan nie
obija w bawełnę, tylko mówi prosto – odezwała się Violetta.
- Oczywiście –
zgodził się. – Najgorsze jest to, że pacjentka zapadła w
śpiączkę samoistną. Nie mamy pewności, że kiedykolwiek się z
niej wybudzi.
W tym momencie mój
świat legł w gruzach.
Nigdy się nie
wybudzi… To nie może być prawdą.
Moja Camila… Musi
się wybudzić. Nie przeżyję, jeśli nie będę słyszał jej
cudownego głosu, jeśli nie będę widział jej błyszczących oczu
i uśmiechu na wiecznie rumianej twarzy. Nie wytrzymam, jeśli nie
będę czuł jej delikatnych palców chowających się w mojej dłoni,
jeśli nie będę mógł przytulać do siebie jej kruchego ciała,
jeśli nie będę miał możliwości zatapiania twarzy w jej gęstych,
rudych włosach.
Zakręciło mi się
w głowie. Zrobiłem krok w tył i oparłem się o ścianę.
- Wszystko w
porządku? – zaniepokoił się lekarz. – Może wody?
- Nie, nie dziękuję…
– odparłem słabo siadając na krześle.
- Na pewno? –
upewnił się.
- Tak, tak… -
potwierdziłem zakrywając twarz rękami. – Nic mi nie jest.
- Niemożliwe… -
Usłyszałem szloch Franceski, na co podniosłem głowę. – To nie
możliwe! To nie może być prawda!
- Spokojnie –
odezwał się mężczyzna. – Proszę się…
- Niech Pan powie,
że to nieprawda – nalegała dziewczyna. – Niech Pan powie, że
Pan sobie tylko żartuje!
Marco przytulił ją
do siebie i zaczął głaskać po głowie.
- Cicho, kochanie –
powiedział. – Tylko spokojnie.
- Marco, proszę
cię, wyjdź z Francescą na dwór – odezwała się Angie. –
Spróbuj ją jakoś uspokoić.
Chłopak pokiwał
głowę i razem z płaczącą Włoszką udał się w stronę wyjścia,
cały czas ją do siebie przyciskając.
- Czy możemy do
niej wejść? – zapytała cicho Violetta trzymając się kurczowo
ręki Leona.
- W tej chwili jest
to niedozwolone – odparł lekarz. – Wpuściliśmy tylko matkę
pacjentki. Jeśli jej stan się nie pogorszy, to będzie można do
niej wejść za dwa dni. Ale to nie jest pewne.
- Dobrze, dziękujemy
bardzo – rzekła Angie.
- Przepraszam, muszę
wracać do gabinetu – powiedział mężczyzna. – Do widzenia.
Pożegnaliśmy się,
a on odszedł. Kiedy zniknął za drzwiami swojego pokoju, nasza
nauczycielka zwróciła się do nas.
- Dobrze dzieciaki –
zaczęła. – Wiem, że to ciężka sytuacja, ale nie możemy tutaj
tak stać, sami wiecie. Mam prośbę do chłopców. Leon, Maxi,
Federico, odprowadźcie dziewczyny do domów, dobrze? – Chłopcy
pokiwali głowami. – Marco też zaprowadzi Francescę… Broduey,
może wróć do siebie i odpocznij?
- Nie ma takiej
potrzeby – odparłem nieprzytomnie.
- Ale Broduey –
Kobieta usiadła obok mnie. – Nie możesz tutaj tak cały czas
siedzieć, chyba rozumiesz?
- Muszę przy niej
być – rzekłem. – Angie, czy ty rozumiesz, że ona może się
nigdy nie obudzić?
- Broduey… -
westchnęła. – Nie martw się, obudzi się. My w to wierzymy i ty
też musisz wierzyć. Znaleźliśmy się wszyscy w beznadziejnej
sytuacji i jesteśmy tego świadomi, ale nie możemy się poddawać.
Camila też się nie podda.
- Wiem –
odpowiedziałem. – Znam ją, Angie. Znam ją bardziej, niż ona
samą siebie, uwierz mi.
Nauczycielka
uśmiechnęła się lekko.
- Skoro nie chcesz
iść do domu, to przynajmniej zadzwoń do swoich rodziców, żeby
się nie niepokoili. – Dała za wygraną. – Albo nie, ja
zadzwonię.
- Dzięki, Angie –
rzekłem cicho.
- Nie masz za co
dziękować. – Podniosła się z krzesła. – Tylko proszę, idź
później do domu, dobrze?
Pokiwałem
potakująco głową.
- Okey, dzieciaki…
- zastanowiła się ciotka Violetty. – Chłopcy odprowadzą
dziewczyny do domu, tak? – Wszyscy pokiwali głowami. – Ja muszę
wrócić jeszcze do Studia porozmawiać z Antoniem, Pablo i z innymi
o tym wszystkim.
- Trzymaj się
Broduey. – Usłyszałem głos Leona.
Później wszyscy
odeszli, zostawiając mnie samego.
Podniosłem się i
wolnym krokiem udałem się w stronę sali numer 46, na której
leżała moja dziewczyna.
Podszedłem do okna,
po którego drugiej stronie znajdowała się sala chorych. Na łóżku
stojącym obok okna dostrzegłem Camilę.
Obok niej na krześle
siedziała jej matka. Trzymała jej rękę, przyciskając ją sobie
do twarzy.
W tym momencie nie
wytrzymałem. Położyłem dłoń na szybie, a po moich policzkach
popłynęły łzy, których tak dawno nie czułem…
Przepraszam,
że daję wam do czytania takie coś :(
Przepraszam,
że nie wyszło, chociaż się starałam :(
Przepraszam
Aniu, że dedykuję ci taki bezsens :(
Miałam
pomysł, wizję, miałam wszystko, a wyszło takie dziadostwo... Ta
część jest masakryczna, kolejne chyba są trochę lepsze. Ale
obiecałam, więc dodaję.
Dziękuję
za komentarze, za odwiedziny, za oceny i za to, że jesteście :)
Okey,
koniec rozwodzenia się nad moim Partem.
Na
pewno słyszeliście, że Aga odchodzi z TFF. Każdy na bank czytał
tego bloga, w tym jej wspaniałe Cares, które tak cudownie pisała.
Choć dla mnie bezkonkurencyjnie jest Bromila, to Cares bardzo
polubiłam właśnie dzięki Ag. Na szczęście zostały jeszcze trzy
cudowne dziewczyny, które TFF będą prowadzić nadal :) Ale i tak
będzie mi bardzo brakować Agi i jej Cares :(
Kolejna
część jak zawsze za tydzień xD U mnie już przyjęła się
niedziela jako dzień dodawania xD
Aha...
Nienawidzę Disneya za tą przerwę w Violetcie! Przecież ja nie
wytrzymam do 30 grudnia, nooo! A wy, co o tym sądzicie? Jedyna w tym
dobra rzecz jest taka, że Violetta będzie leciała dłużej xD
I
jeszcze jedno: możecie podawać mi już jakies pomysły na Fedemiłę,
na razie nie mam nic xD
Jeszcze
raz dziękuję za komentarze <33333
Słuchajcie
albumu Universoooo <33333
Pozdrawiam
:****
PS.
Z tego tutaj miejsca pozdrawiam Inę (Karolinę Stossel), która
wczoraj wieczorem siedziała na Bestach, zamiast pisać prolog na
swojego bloga, i która wymusiła ode mnie, żebym jej przesłała
mojego Parta o Bromili xD Ale ma szczęście, że prolog już dodała
:D Kocham <3333 (Widzisz, nie zapomniałam) xD
PS2. Piszcie na moje GG: 49282391 xD To nowe, założone wczoraj, bo tamtego ściągnęłam sobie starą wersję i się zacinała :/ Tak więc do Marty: jak co, to pisz na to :D
PS3.
Czy byłby ktoś chętny do zrobienia mi nagłówka na mojego bloga?
Ja za bardzo się na tym nie znam, a o szablon już się staram jakiś
czas i nici z tego... :( Albo może znacie kogoś, kto robi jakieś
nagłówki? Jakby co, to piszcie na GG xD
Pozdrawiam jeszcze raz <333333

Superr.!
OdpowiedzUsuńDziś krótko.
Czekam i kocham ! ;***
// Gabi Verdas
Dziękuję za komentarz <333
UsuńBosko! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję <333
UsuńNo, Jesuuu! Miałam naprawdę długiego koma, ale przez przypadek usunęłam!
OdpowiedzUsuńOk, zaczynam od początku...
Tam ta ra dam tam tam!
No, matkoooo! Dziewczyno!
Teraz to jestem wkurzona!
Ja z tobą niedługo zasłabnę...
Jak Ty możesz?! Olu...!!! Piszesz, że to Coś (bo to na pewno na inne miano nie zasługuje :/) co ja wstawiam u mnie na blogu to jest fajne, a to cudeńkoo u Ciebie to bezsens i dziadostwo? Nie, nie tak bawić się nie będziemy! Jak ci kiedyś...yyyyghhh... Ja się cała trzęsę! Jak to można obrażać tak genialnego parta?
Ręce mi opadają! Tylko mojego bloga ze znanych mi można obrażać, rozumiesz? Co jak co, ale ja tego tak nie zostawię... W ramach kary, chciałam Ci napisać, że przestanę obserwować i czytać tego bloga, ale jak powszechnie wiadomo Twój bloguśśś zbyt mocno zasiedlił ( taa, moje słownictwo XD) się w moim serduszku,
aby wykonać tak drastyczny ruch. Taka kara z mojej strony skończyłaby się pewnieee tym, że zapadłabym na jakąś poważną chorobę psychiczną, więc lepiej nie ryzykować...
Yhym i moje przypuszczenia się sprawdziły! Tamten kom wcale nie był taki długi :)
I owszem, o tym, że Ag ODESZŁA (bo już jej nie ma) z TFF wiem... Ba, ja się prawie z tego powodu rozryczałam! No bo jednego dnia była taka euforia, bo Majeczka napisała, że Aga zostaje, a następnego: Aga
się jednak żegna. Pomimo tego, że kocham Ksenie, Maję i Maddy to uważam, że TFF bez Agi nie będzie już takie samo :( Smutna prawda, ale prawda :(
Emmm, co jeszcze? A... Chętnie napisałabym do Ciebie na gg, ale pewien "mądry" człowiek (czyt.ja) zepsuł
kompa i nie chce mu (czyt.mi) się wszystkiego od nowa instalować!
Nie, serio. Muszę coś zrobić ze swoim leniem :/
I jak również nie jestem zbyt dobra w robieniu nagłówków, więc Ci nie pomogę :(
Następne części SĄ lepsze od tej, powiadasz?
Nie wiem, nie mam pojęcia, jak Ty to robisz, że masz czas na pisanie tego tak szybko :D
No, i powtarzam: Dla mnie tydzień wyczekiwania na coś tak pięknego to jest DŁUGOOO!
Dobra, kończę koma, bo już Cię pewnie trochę bardzo znudził.
Napisałabym dłuższego, i bardziej bym Cię pomęczyła tym marudzeniem, ale boję się, że zejdziesz na zawał :( Widzisz? Troszczę się o twe życie ;P
Kocham <33 PaPa :)
Booże, znowu taki dłuuuugi komentarz?? xD Nie no, ja cię kochaaam <3333
UsuńAle do rzeczy :P
Twój Part był cudowny (za chwilę ide go przeczytać jeszcze raz :P) a mój bez sensu xD
No to instaluj szybko nowe GG i pisz, a co ty myślisz? :D
Nie, mnie nie nudza takie dłuuugie komenty xD
Kochaaaaaam <333333
No widzę widzę xD ;*******
OdpowiedzUsuńA ja miałam nadzieję, że zapomnisz i wygram ! <3333
No, ale cóż ja mogę ? ;p
Co do parta.
No boski !!!!! <3333
Co prawda już go czytałam, ale przeczytałam sobie jeszcze raz i zakochałam się od nowa ! *.*
Piszesz tak genialnie, że ja tego opisać nie umiem.
Po prostu brak mi słów ( w pozytywnym znaczeniu ;p )
No i ja wiem co będzie dalej, ale i tak z z niecierpliwością czekam na kolejną część !!! <333
Kocham Cię <3333333333333333
Twoja Ina ;*
Dobra, muszę odpowiedzieć xD
UsuńA widzisz, nie zapomniałam :D Skleroza przeszła :P
I nie przesadzaj, przecież to jakieś dziadostwo jest :)
Cii....! Nikomu masz nie mówić co dalej!
Ja też cię kochaaaaam <333333
Ja ci dam badziewie !!!
UsuńKochanie uświadom sobie, że piszesz wspaniale, niepowtarzalnie, magicznie, bosko, przepięknie, zajefajnie i po prostu jesteś zajebista ( przepraszam za słownictwo xD )
Kocham tego bloga <33333
Pozdrawiam Ina ;*
Nie kłam, kłamstwo to grzech ciężki xD
UsuńNie muszę kłamać bo taka jest prawda :D
UsuńWcale nie xD
UsuńWcale tak ! <3333
UsuńNie :*******
UsuńOoooo słońce dziękuję <3 Jesteś taka kochana ;)
OdpowiedzUsuńCo ty mówisz jaki bezsens? To było przewspaniałe..
To jak pięknie opisałaś uczucia Brodueya, było magiczne <3
I pomimo że już nie są razem widać jak bardzo mu na niej zależy ;D
Jak to Cami może się nie wybudzić ze śpiączki? Nie, nie nie wierzę!
Ona musi się obudzić, nie ma innego wyjścia...
To wspaniale że przyjaciele pomagają Brodueyowi w takich trudnych chwilach <3
To są właśnie prawdziwi przyjaciele , którzy nie zostawią cię w nieprzyjemnych sytuacjach :)
Właśnie tacy jak ty <3 Jesteś moim lekarstwem na ból, przepisem na szczęście, moją muzą,
Moją Olą, którą tak bardzoooo kocham ;)
Dziękuję ci że jesteś <333
I jeszcze raz ci powtarzam..To nie była żadna masakra..To było niesamowite, cudowne, bajeczne i nie wiem co mam jeszcze powiedzieć...Jednym słowem : fenomenalne ;)
Dokładnie ja też jestem megaaa wściekła przez tą przerwę we Violetcie..Ludzie ja nie wytrzymam!
Ale jednym plusem jest to że że chociaż ten okropny pocałunek Caxi, będzie dopiero w nowym roku..
Co do Uniwerso to zakochałam się po prostu w jej piosenkach..Lodo ma po prostu piękny głos <3
Kocham cię i pozdrawiam
Ania
Dziękuję za komentarz, kochanie <3333
UsuńCieszę się, że podobał ci się ten bezsens :)
Ja też cię bardzo kochaaaaam <3333
Nie, ja sobie obliczyłam, że 26 odcinek wyemitują 30 grudnia, a właśnie w 26 będzie pocałunek Caxi :/ Nie wytrzymam!
Taak, uwielbiam Universo i Lodo <3333333
Też kochaaaam :********
Jakaś przesympatyczna istota zaprosiła mnie na swoją historię, więc jestem. I się cieszę, bo ślicznie ci to wyszło <3
OdpowiedzUsuńBoże, biedna Camila. Ja tysiąc razy wyrąbałam się ze schodów i żyję. MOGŁAM ZGINĄĆ :O otarłam się o śmierć!
Całe życie się posypało... Może stracić osobę, którą bardzo kocha. Takie oczekiwanie jest najgorsze. Mam nadzieję, że ta historia doczeka się happy endu.
Baaardzo fajnie piszesz <3 Wciąż cierpię, po twojej pięknej miniaturce o Naxi. Lubię płakać tak ^^
Uwielbiam Cię! <3
Oo, ty nawet nie wiesz ile razy ja zleciałam ze schodów :P I też żyję xD
UsuńNie przesadzaj, ani to, ani Naxi jakies cudne nie było :)
Też cię kocham <3333333
cudne zapraszam do siebie <3 http://truskawkowykrem.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDziękuję <33333
UsuńŁzy w oczach
OdpowiedzUsuńZaczęłaś przepięknie. Wspomnienia. Nawet jeśli jesteśmy smutcy, pocieszą nas wesołe fragmenty naszego życia.
Czasami są też złe wspomnienia. Ale one jednak też są dobre. To na nich się uczyliśmy. To one nas motywowały.
Jest tak, że niektóre wspomnienia znikają. Jest to spowodowane głównie czasem. To on kradnie nam fragmenty naszego życia. Są też takie sytuacje, gdy tracimy wspomnienia przez wypadek. Na szczęście nie zdaża się to bardzo często, ale to jeszcze bardziej motywuje do użalania się nad sobą. Coś w stylu "dlaczego akurat ona" albo "to powinnam być ja".
Do tej historii świetnie pasuje "Jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy".
Początek był spokojny i taki dla każdego normalny: dziewczyny szykują się do następnej lekcji, czeszą, przebierają. Wszystko oczywiście pobiera dużo czasu, więc gdy dziewczyny usłyszały dzwonek, włàczyły w nogach szybki bieg i popędziły w kierunku sali lekcyjnej.
Niestety coś po prostu musiało się stać. Więc, aby przerwać to jakże radosne życie nastolatków: wypadek. No nie mogłaby ta pani woźna trochę później umyć tych schodów?!
Cami, biedna Cam. Nawet nie wyobrażam sobie jaki to musiał być ból. Chociaż i tak pewnie nie większy niż ból jej przyjaciół, a szczególnie Brodueya, kiedy dowiedzieli się, że być może już nigdy więcej nie będą mogli porozmawiać z Camilą. Każdy z nich w pierwszej możliwej sytuacji, zrobił wszystko, aby dowiedzieć się co jest z ich przyjaciółką.
Fran oczywiście się obwinia. Pewnie czuje się odpowiedzialna za wszystkich i za wszystko. Chciałaby, aby absotunie wszystko chodziło sprawnie jak w szwajcarskim zegarku. Niestety, nie wszystko układa nam się tak jak tego chcemy. Czasami zdarzają się sytuacje na które my nie mamy wpływu, chociaż tak bardzo byśmy chcieli. To nie my całkowicie rządzimy swoim życiem. Ono zależy od naszych przodków, naszych przyjaciół. To co było ma wielki wpływ na to co jest. Chociaż my też mamy wielki wpływ na to co skę z nami dzieję. To w końcu nasze wybory. Ale trzeba też pamiętać, że my mamy też jakiś wpływ na życie naszych potomków i przyjaciół. Francesca chyba o tym wiedziała i myślała, że mogła zapobiedz tej sytuacji.
Mama Camili pokazuje, że nie ważne gdzie się jest, matka zrobi wszystko dla swoich dzieci. To przecież ona wychowała Camilę. To w Cami jest cząstka jej mamy. Nie wiem jaka była relacja między rudą, a jej mamą, ale to nie ważne, bo każda mama, kiedy dowie się o krzywdzie córki, rzuci wszysko, aby tylko być przy niej.
Między Camilą i Brodem musiała być wielka więź. Na pewno wiele razem przeszli. Pewnie Broduey wolałby być na miejscu Camili. Zrobiłby tak wiele, aby ona... żyła. Poruszyłaś ważny temat, jakim jest wypadek bliskiej osoby. Pojawiło się bardzo wiele uczuć. To właśnie wspomnienia towarzyszyły każdej myśli. To jednak one sprawiły, że z każdą sekundą Broduey bardziej cierpiał. Myślał o tym, że powinien być przy niej. Podobnie jak Francesca chciał wziąć na siebie całąodpowiedzialność. To sprawiło, że cała sytuacja bolała go jeszcze bardziej. Co prawda potwierdził, że wróci do domu, ale szczerze w to wątpie. Czy ktoś z nas w takiej sytuacji zostawiłby osobę, którą kocha? Odpowiedź jest oczywista: nie. Zapewne nawet nie pomyślał o tym, aby wrócić do domu. Kiedy po raz pierwszy zobaczył Cami nie wiedział jeszcze co się dzieje. Nie wiem. Może jego myśli były bardziej pozytywne, a może bardziej negatywne nż po rozmowie z lekarzem. Myśl, że osoba którą tak bardzo kocha może się już nie wybudzić, to prawie tak jakby umarła. A nawet jeśli się wybudzi, będzie bardzo, ale to bardzo ciężko. Jedynym plusem będzie to, że każde wspomnienie związane z Camilą Broduey przeżyje na nowo. Ale co komu z takiego mizernego plusa? Tak na serio nic. Broduey pewnie nawet o tym nie pomyślał. Na pewno zastanawiał się nad przeszłością i przyszłością. O tym co było, i o tym co mogłoby sięzdarzyć.
Nawet nie wiesz z jaką niecierpliwością czekałam na ten rozdział, ale się opłacało, bo tak jak już napisałam jest boski, cudowny, niesamowisy, piękny... Po prostu nie z tej ziemi
Buziaki ;*
Komentarz był trochę dłuższy, zale usunęłam najmniej potrzebne wątki ze względu na limit. A co do Agi to na pewno każdy ubolewa, ale tak jak Aga napisał: dużo u niej się zmieniło. My już raczejnic nie zrobimy.
UsuńBoże, jaki długi koemntarz :) Uwielbiam takie <3333333
UsuńTak, Aga pisze naprawdę świetnie, szkoda, że zrezygnowała :(
Dziękuję :*****
O nie! Cami nic ni pamięta! Mam nadzieję, że pamięć jej wróci.
OdpowiedzUsuńŚwietny <333
Pozdrawiam ;**
~Veronika~
Dziękuję za komentarz :)
UsuńA czy pamięć jej wróci - tego dowiesz się w następnych częściach xD
ten one part jest świetny, tylko strasznie smutny.. biedny broduey ( nie wiem czy tak się to pisze xd)
OdpowiedzUsuńczekam na kolejną część
nati
Part miał być smutny :)
UsuńCieszę się, że się podoba xD
Wiesz, tak naprawde to ja też nie wiem jak się pisze jego imię :D Ja piszę Broduey :D
Pozdrawiam <3333
Wobec tego dobrze piszesz :D
UsuńDobra, jestem :-D
OdpowiedzUsuńDodaję zaległy komentarz ( dzięki za przypomnienie o nim :-D )
Ok to zacznę od tego że...
Jest to jeden z najpiękniejszych partów jakie czytałam :-D
Nie no wszystko w nim jest to co lubię....
Smutek... ( tylko czasem uśmiechałam się pod nosem z Fran )...
Biedny Broduey... Szkoda mi go... Jak nigdy.... ( niezbyt lubię jego postać, ale tu jest piękny )...
Marco jak zawsze.... taki dobry dla Fran... A ona tylko martwi się o Cami...
I jeszcze chce być na jej miejscu.... ( Wtedy to by się Marco zapłakał :-( )
Podsumowanie: Kocham ten Part!!! I czekam na 2 cz....
No więc kocham twojego bloga...
Kocham ciebie...
I twoje ( jak ty to nazwałaś :-D ) wypociny, które uważasz za nieudane...
I ja tutaj ogłaszam takie coś:
PRZEKONAJMY OLE ŻE MA JEDNEGO Z NAJLEPSZYCH BLOGÓW OP!!!!!!!!!!!!!!!
Dajemy, to taka moja akcja świąteczna specjalnie dla Oli :*
Dobra, ja kończę, bo się za bardzo rozpiszę :-D
Czekam na next :-D Pozdrawiam!!!
Kocham cię normalnie <33333
Twoja Kriena :-D
Dziękuję za komentarz <333
UsuńAkcja świąteczna, taaak? Urodzinowa może też :D Urodziny mam niedługo :D
Ale nie no, bez przesady :D
Kochaaaam <3333
OOOOO to na gg wtedy ci napiszę życzenia :-D
UsuńJakie bez przesady???
To prawda jest :-D
Kriena :***
świetny <333
OdpowiedzUsuńbiedna Camila :C
Brodway jej nawet na minutę nie chce opuścić ;C
może się nigdy nie wybudzić ? :O
mam nadzieję, że tak nie będzie.
czekam na next ;****
Dziękuję za komentarz :)
UsuńA jak będzie - tego dowiesz się w niedzielę :P
Pozdraawiam <333
Mimo, że to dwa dni nie wytrzymam do niedzieli :C
Usuńale będzie trzeba ;***
Pozdrawiam ;**
Wytrzymasz, nie bój się :D
UsuńJak zwykle part wspaniale ci wyszedł :)
OdpowiedzUsuńNie rozpisuję się jednak bo zaraz muszę już wychodzić do szkoły :P
Pozdrawiam :***
Dziękuję za komentarz :)
UsuńPozdraaawiam <333
Jak zwykle part wyszedł Ci cudownie ! <3 (A i przy okazji sorry, że tak późno komentuje, ale nie mam czasu)
OdpowiedzUsuńCami miała wypadek, Broadway się załamał, Francesca też... ;( Wszystko się wali!
Nasza rudowłosa piękniusia w śpiączce. Jej! Tylko jej nie uśmiercaj czy coś w tym stylu. (xd)
Skoda mi wszystkich, najbardziej Fran.
Hmm.... Czekam na next! Czyli następny part i Bromi i na pary o Femili. <3
Noo, i w tym parcie o Femili [jak tak ładnie prosisz to powiem ;)] niech Lu będzie dobra, Federico taki zły i groźny i niech się nienawidzą (like it!)
No to chyba tyle.
Papa!
Twoja Nikki ♥
Nie ma sprawy :D
UsuńA co będzie dalej, to się dowiesz w kolejnej części xD
Na parta o Fedemili mam już pomysł (no dobra, nie mój xD) i jest trochę inny od twojego, ale mam nadzieję, ze ci sie spodoba :
Papa <33333333333
Heloł, zawitałam sobie WRESZCIE po długim braku neta na Parciku o Brodmile.
OdpowiedzUsuńChociaż nie przepadam za Brodmiłą, to tym Partem rozwaliłaś system. Normalnie bomba! :D
Te schody są przeklęte...
Brodi (haha xD) lepiej nie idź tamtymi schodami, bo jeszcze wylądujesz w szpitalu jak Camila.
NIEEEEEE!!! Ona nie może być w śpiączce.
Zaraz dostanę zawału i też będę w śpiączce xd
Oby się wybudziła... Musi. Bo się poryczę ;(
Francesca normalnie palpitacji serca by dostała, tak się o swoją przyjaciółkę zamartwiała, nie mówiąc już o Broadwayu.
A ta końcówka... Nie, teraz to się już poryczałam. ;C Chłopak tak się zamartwia o dziewczynę, nie rozumie, dlaczego to właśnie ją spotkało... Szkoda mi go... bardzo.
Jezu, nie wiem co jeszcze napisać. Może to, że cię podziwiam? :)
Na gg ci już pisałam, że cudo i wql... UWIERZ MI :*
Ehh... co tu jeszcze naskrobać?
Całuję,
Caro :*
A! Zapomniałabym! ;d
UsuńZ niecierpliwością czekam na 2 i 3 część <3
Kochaam <3
Śmiałam sie z twojego komentarza :D W dobrym sensie oczywiście :P
UsuńDziękuję za komentarz <3333333
Kochaaaam :*
Part ci wyszedł genialny,
OdpowiedzUsuńŚwietny i niepowtarzalny.
Cały czas nas zaskakujesz.
Trochę zbyt dramatyzujesz,
Bo naprawdę piszesz dobrze,
Tak dojrzale i tak mądrze.
Super, hiper, genial, extra.
Czekam na twojego nexta.
Pozdrawiam <3
¡Anonim!
Jej, jaki fajny wierszyk xD
UsuńPierwszy raz taki widzę :P
Dziękuję <3333333333
Tak na początek: WOW
OdpowiedzUsuńJak ty to robisz?
Każdy twój part tak świetnie ci wychodzi.
Każdy twój part czytam z wielką przyjemnością.
Za każdym razem tworzysz nową, piękną historię.
Za każdym razem czymś mnie zaskakujesz.
Po prostu zakochałam się w twoim blogu i w tym, jak piszesz.
Bromila.
O tej parze jest stosunkowo mało blogów.
Jest jednak sporo o takich paringach, których nie ogarniam, np. Cares i Semi (?).
Szczerze to nie mam pojęcia, skąd one się wzięły.
Ale mniejsza o to.
Nie paring się przecież liczy, tylko fabuła i przesłanie.
Ale cieszę się że u ciebie jest Bromila. Lubię tę parę.
A mimo wszystko przyjemniej czyta się o parach, które się lubi :)
Jak już pisałam, najważniejsze są fabuła i przesłanie.
A to ci wyszło świetnie!
Chociaż trochę przygnębiająco.
Ale jest ciekawie i dużo się dzieje.
Wspaniale opisujesz przeżycia i emocje bohaterów.
To kocham w tobie najbardziej <3
Ogółem wszystko wyszło ci pięknie.
Bardzo wciągnęłam się w tą historię i nie mogę doczekać się nexta.
Więc... do niedzieli :)
Wiem że się nie zawiodę :*
Ola ;*
Kocham takie komentarze <33333
UsuńBardzo lubię je czytać :)
Ja osobiście uwielbiam Bromilę, ale rozumiem innych, którzy wolą Semi czy Cares.Czasami jakaś odmiana jest dobra :D Ja np. lubię czytać o tych parringach, choć najlepiej mi się pisze o Bromili xD
Dziękuję, że skomentowałaś :)
Do niedzieli, moja imienniczko <33333
ŚWIETNY PART & SUPER BLOG!
OdpowiedzUsuńPrzestań wreszcie pisać że twoje party są do bani, bo nie są!
Czy ty serio nie widzisz jak czytelnicy cię uwielbiają?
Piszą takie mega długie komentarze, normalnie jak na wyścigi. Kto napisze dłuższy ten lepszy!
Ostatnio wszystkich pobiła Hanna Blaszak. Napisała tak długi komentarz jakby pisała wypracowanie na polski. Nawet nadała mu tytuł [Hahaha;D]
Nie wiem czy to nie jest lekka przesada. Mi się wydaje że jest. Długie komentarze są fajne i sama lubię je czytać;P Ale ten był taki jakiś nudny. Dużo słów, mało treści. Ale jak miała wenę to napisała. Ważne żeby ci się podobało.
A najlepszy jak dla mnie pomysł z wierszykiem<3 Są jednak jeszcze jacyś oryginalni ludzie;*
Już chciałam napisać że pod następnym rozdziałem będzie pewnie kilka takich wierszyków, ale może po przeczytaniu tego niektórzy się ogarną;P
No tak, wiem, trochę obiegłam od tematu;)
Ale chodziło mi o to, że wszyscy cię tu kochają<3
Piszesz świetnie, pogódź się z tym;)
A te wszystkie długie komentarze są
tego dowodem. Wszystkim tu zależy byś czuła się uwielbiana i doceniana<3
Dziękuję za komentarz :)
UsuńSzczerze? Twój komentarz dał mi powera xD Nie wiem czemu, jakos tak :D
Ja bardzo lubię czytać długie komentarze :D Hania naprawdę mnie zaskoczyła swoim xD Mi się podobał, przynajmniej wiem kto co o mnie myśli :) I wiem też, czy udało mi sie przekazać emocje :D
Taak, ten wierszyk też mi sie podobał <333
Dziękuję za twój komentarz :***** Bardzo dziękuję, naprawdę :)
Pozdrawiam <3333
Więc zacznę od końca xD
OdpowiedzUsuńCzy dalej jest to aktualne z tym nagłówkiem? Z chęcią mogę pomóc - zrobiłam np. taki http://violettapolskapolonia.blogspot.com/
A teraz do OP
Mnie bardzo przypadł do gustu.
Podziwiam cię, bo ja chyba nie umiałabym pisać jako chłopak ( w pewnym momencie i tak napisałabym coś z końcówką żeńską >.<)
Tak jak poprzednie OP ten jest cudowny, ten sposób wyrażania emocji.
Kocham to!
Nie, z nagłówkiem to już nieaktualne, Maja zrobiła mi taki piękny :*
UsuńAle dzięki, że chciałaś pomóc :)
Wiesz, ja też mam nieraz problemy z tym pisaniem jako chłopak xD
Np. jak pisałam drugą część o Marcesce, to czytam końcówkę, a to normalnie jakbym pisała z perspektywy Fran xD A wtedy akurat pisałam jako Marco xD
Gracias za komentarz <3333