niedziela, 1 grudnia 2013

ONE PART BROMILA - Utracone wspomnienia cz 1


Tą część dedykuję Ani Mochalskiej.


Stracić wspomnienia, to najgorsza rzecz, jaka może spotkać człowieka. Złamane serce boli, ale domaga się wspomnień tej najważniejszej osoby. To często spotykana rzecz – nie ma miłości, są wspomnienia.
Ale co, gdy role się odwracają? Gdy prawdą jest – jest miłość, nie ma wspomnień?

- Camila, przebrałaś się? – Do drzwi zapukała moja przyjaciółka. – Za chwilę zaczynają się zajęcia z Gregorio.
- Wiem, wiem – odparłam. – Wejdź na chwilę, drzwi są otwarte.
Razem z Francescą przebierałyśmy się na zajęcia taneczne. Byłyśmy w Studio, w szatni. Znaczy, teraz byłam w łazience, a Włoszka dobijała się do mnie.
Weszła do środka.
- Co ty tutaj robisz tak długo? – spytała.
- Nie mogę związać włosów – westchnęłam. – Pomożesz mi?
- Tak, pewnie. – Podeszła do mnie i wzięła z mojej ręki gumkę i szczotkę. – Kucnij.
Posłusznie przeszłam do niskiej pozycji.
Moja przyjaciółka męczyła się z moją fryzurą przez chwilę, w końcu jednak skończyła.
- Wielkie dzięki. – Stanęłam na nogi. – Możemy już iść?
- Czekałam tylko na ciebie – przypomniała mi. – Chodź.
Akurat wychodziłyśmy z szatni, kiedy zabrzmiał dzwonek. Szybkim krokiem udałyśmy się w stronę schodów prowadzących na piętro niżej, gdzie znajdowała się sala taneczna. Weszłyśmy na stopnie.
- Uwaga, schody są mokre! – krzyknęła pani woźna.
Odwróciłam się za siebie. To był błąd.
Moja noga poślizgnęła się na mokrym schodku. Ja straciłam równowagę i spadłam na dół. Czułam, jak moje ciało obija się o wszystkie stopnie.
Później poczułam mocne uderzenie w głowę. Po chwili jeszcze jedno.
Słyszałam wokół poruszenie. Kilka razy wyłapałam swoje imię. Moja głowa bolała niemiłosiernie. Nie pamiętam, co stało się później. Straciłam przytomność…

Camila… Moja ukochana Camila. Moje światełko w ciemnym tunelu, moja nadzieja, moja gwiazda nocna na bezchmurnym niebie, moje słońce rozświetlające każdy dzień swoją jasnością. Moje życie, moje szczęście, mój tlen.
A teraz właśnie ta moja radość leży nieprzytomna na sali szpitalnej.
Sam nie wiem, jak to się mogło stać.
Nie było mnie przy tym, czego bardzo żałuję. Może wtedy mógłbym zapobiec jakoś upadkowi Cami?
- Czy ktoś z rodziny panny Torres przyjedzie? – spytał lekarz wychodząc z gabinetu.
- Dzwoniłem do jej matki, jest w podróży służbowej w innym mieście, ale już wyjechała i będzie za jakiś czas – odparłem. – Panie doktorze, co z nią?
- Przykro mi, nie mogę udzielać takich informacji osobom nieupoważnionym. – To powiedziawszy, odszedł.
Zrezygnowany oparłem się o ścianę i westchnąłem głośno. Później osunąłem się na podłogę i ukryłem twarz w dłoniach.
Siedziałem tak jakiś czas i pewnie siedziałbym nadal, gdyby do rzeczywistości nie przywrócił mnie głos jednej z moich przyjaciółek.
- Broduey, wiadomo coś? – spytała Francesca siadając obok mnie.
- Lekarze nie chcą nic powiedzieć – odpowiedziałem. – Nie mogą o niczym informować ludzi spoza rodziny.
- To wszystko moja wina… - jęknęła dziewczyna. – Tylko i wyłącznie moja… To ja powinnam być na miejscu Cami… - Po jej policzkach spłynęły łzy.
- Nie, Fran, przestań – rzekłem. – Nie gadaj takich głupot, wiesz, że to nieprawda.
- A co, może nie wolałbyś, żebym to ja leżała tam zamiast niej? – zapytała.
- Francesca, wolałbym, żeby żadna z was tam nie leżała – odrzekłem. – Nie obwiniaj się. Nie zrobiłaś niczego, co przyczyniłoby się do upadku Cami.
- Ale… ale…
- Gdzie jest Marco? – przerwałem jej.
- Nie wiem, Broduey, to teraz nieistotne – odparła wycierając twarz.
- Właśnie, że bardzo istotne – zaprzeczyłem. – Mówił, że będzie cię pilnował.
- To widocznie się nie spisał. – Z jej oczu znów popłynęły łzy.
- Fran, czy ty mu uciekłaś? – spytałem.
- Broduey, przestań – poprosiła dziewczyna. – Teraz najważniejsza jest Cami, a nie to, co zrobiłam.
Westchnąłem. Podniosłem się z podłogi i wyciągnąłem z kieszeni telefon. Wszedłem w książkę telefoniczną i wybrałem numer mojego przyjaciela. Odebrał po kilku sygnałach.
- Halo?
- Siema, Marco – powiedziałem. – Mam sprawę. Jest tam może gdzieś koło ciebie Francesca?
- Chwila, jest w pokoju… Zaraz ci ją dam.
- Obawiam się, że w pokoju może jej nie być – mruknąłem.
- Co? – zdziwił się chłopak. – Co ty mówisz, Broduey?
- To, co jest prawdą – odparłem. – Fran przed chwilą przyszła do szpitala. Nie miałeś na nią uważać?
- Jak to, jest w szpitalu? – spytał. – Uciekła? Jaki ja jestem głupi… Zaraz tam będę, stary, pilnuj jej.
- Pilnuję jej cały czas – potwierdziłem. – Przyjeżdżaj.
Po tych słowach rozłączyłem się. Wróciłem do mojej przyjaciółki.
- Marco zaraz będzie. – Usiadłem obok niej.
- Po co do niego dzwoniłeś? – Spojrzała na mnie załzawionymi oczami, w których widziałem wyrzut. – Będzie na mnie zły.
- Nie będzie zły. – Przytuliłem ją lekko. – Chociaż ma do tego pełne prawo. Obiecał twojemu bratu, że będzie cię miał na oku. Wiesz dobrze, jak wściekły byłby Luca, gdyby dowiedział się, że cię Marco cię nie przypilnował.
- Wiem… - westchnęła. – Nie będzie zły?
- Nie będzie – zapewniłem ją. – On nie umie się na ciebie denerwować.
Francesca pokiwała głową. Zacząłem rozmyślać o wypadku Camili.
Dlaczego akurat ona? Przecież nie zrobiła nic złego.
Już kiedyś była mowa o tym, żeby przenieść szatnię dziewczyn na dół, koło sali od tańca, a przebieralnię chłopaków zrobić na piętrze. Głównym tego powodem był fakt, że dziewczyny o wiele dłużej przebierają się na zajęcia, a kiedy muszą zbiegać na dół, zajmuje im to jeszcze więcej czasu. Poza tym jest ryzyko, że mogą zrobić sobie krzywdę.
I co? Nauczyciele wykrakali. Pech chciał, że dziewczyną, która zrobiła sobie krzywdę, jest Camila.
Nie wiem, co się z nią dzieje. Lekarze nic nie mówią, bo nie jestem z rodziny. Trzymają Cami cały czas na jakichś badaniach, tylko tej rzeczy jestem świadomy. Muszę czekać, aż przyjedzie jej mama. Dzwoniłem, żeby ją o wszystkim poinformować. Miała przełożyć jakieś spotkanie w swojej firmie i przyjechać tutaj.
Moje rozmyślenia przerwał Marco. Zauważyłem go, jak biegnie od końca korytarza w naszą stronę.
- Francesca! – Klęknął obok niej. – Francesca, co ty tutaj robisz? Dlaczego mi uciekłaś?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Spojrzała tylko na swojego chłopaka, po czym nieśmiało przysunęła się do niego i przytuliła go.
Marco spojrzał na mnie ze znakiem pytania wymalowanym na twarzy.
- Bo nie chciałeś mnie puścić… - odparła cicho Włoszka.
- Nie chciałem cię puścić, bo obiecałem twojemu bratu, że będę na ciebie uważał – wytłumaczył. – Poza tym, sama widzisz, że jeszcze nic nie wiadomo. Najpierw musi przyjechać tutaj mama Camili.
- Ale ja nie mogę wytrzymać tej niewiedzy, Marco – jęknęła. – I muszę być tutaj, przecież Cami to moja przyjaciółka.
- Rozumiem – odparł chłopak. – Ale mogłaś mnie uprzedzić, ze wychodzisz. Krzyknąć, albo coś.
- Wiem… - mruknęła. – Przepraszam.
- Nie ma za co – powiedział. – Tylko nie rób tak więcej.
- Dobrze – zgodziła się dziewczyna.
Marco oparł się o ścianę i objął Francescę ramieniem.
- Wiadomo coś? – spytał.
- Na razie nic – odparłem. – Nie udzielają informacji osobom spoza rodziny.
- A może Antoniowi by coś powiedzieli? – podsunął.
- Nie, nie – zaprzeczyłem. – Był tutaj razem z Pablo. Próbowali coś wyciągnąć, ale dowiedzieli się tylko tyle, że Camila cały czas jest na jakichś badaniach.
Meksykanin tylko pokiwał głową. Później pogrążył się w rozmyślaniach i zaczął wpatrywać się w białą ścianę naprzeciw której siedzieliśmy.
- Reszta ma przyjść? – Usłyszeliśmy głos Franceski.
- Tak, Leon dzwonił niedawno i powiedział, że przyjdą jak zajęcia się skończą – odpowiedział jej chłopak. – Została im jeszcze lekcja z Gregorio.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Tak, słucham?
- Broduey? – Usłyszałem głos mamy Camili. – Powiedz mi, na którym piętrze jesteście?
- Na trzecim – odparłem. – Wjedzie Pani windą i później musi Pani iść korytarzem w prawo.
- Dobrze, dziękuję ci – rzekła. – Jestem pod szpitalem, za chwilę będę.
Po tych słowach rozłączyła się.
Spojrzałem na moich przyjaciół.
- Mama Camili za chwilę przyjdzie – powiedziałem.
- W końcu – mruknęła Fran.
Rzeczywiście. Po kilku minutach zauważyłem, jak od końca korytarza biegnie w naszą stronę Pani Torres.
We troje podnieśliśmy się z podłogi.
- Gdzie jest Camila? – spytała natychmiast. – Gdzie ona jest?
- Spokojnie proszę Pani – odezwałem się. – Cami jest na badaniach. Musi Pani porozmawiać z lekarzem, bo ani nam, ani nauczycielom nie chcieli nic powiedzieć.
- No dobrze… A gdzie jest lekarz?
Rozejrzałem się po korytarzu. Mężczyznę zauważyłem obok jednych drzwi.
- Tam. – Wskazałem ręką w jego kierunku.
Kobieta zlokalizowała go wzrokiem, po czym od razu do niego podbiegła.
Odwróciłem się do moich przyjaciół.
- Za chwilę się wszystkiego dowiemy – powiedziałem.
- Ale na razie lepiej poczekajmy tutaj – dodał Marco przyciskając do siebie płaczącą Francescę. Spojrzał na nią. – Ej, nie płacz już, kochanie. – Otarł jej łzę z policzka. – Wszystko będzie dobrze.
Dziewczyna pokiwała głową. Westchnęła i przytuliła się mocniej do niego.
Spojrzałem w prawo. Nagle dostrzegłem pielęgniarki wyjeżdżające z łóżkiem z jakiegoś pokoju.
Przypatrzyłem się dokładnie osobie na nim leżącej. Moje serce zabiło szybciej, kiedy zauważyłem, że tą osobą jest Camila.
Rzuciłem zaniepokojone spojrzenie Marco, co odwzajemnił. Fran nic nie widziała. Jednak chyba zaniepokoiło ją, że nic nie mówimy, bo podniosła głowę.
- Co jest? – spytała podejrzliwie.
Jej wzrok skierował się w miejsce, gdzie przed chwilą patrzyłem ja.
Najpierw zdrętwiała. Marco na wszelki wypadek złapał ją mocniej za nadgarstek.
- Puść mnie – zażądała próbując się wyrwać.
- Przestań, Francesca – odparł. – Chyba nie chcesz robić tutaj scen?
- Jakich scen? – spojrzała na niego. – Chcę tylko…
- Nie, Fran – przerwał jej. – Poczekaj.
- Ja tam idę – odezwałem się.
Marco pokiwał głową i mocniej przyciągnął do siebie niespokojną Francescę.
Podszedłem do łóżka, na którym widziałem moją dziewczynę.
- Przepraszam – odezwałem się do pielęgniarek. – Co z nią?
- Jest Pan kimś z rodziny? – spytała jedna z nich.
- Nie, ale…
- Przepraszamy, ale nie możemy udzielać takich informacji – przerwała mi. – Proszę spytać lekarza.
Westchnąłem.
- Gdzie ją zabieracie?
- Przenosimy ją na odpowiednią salę – odparła kobieta o blond włosach.
- Mogę na chwilę…? – Skinąłem głową na Cami.
Pielęgniarki wymieniły spojrzenia, ale po chwili zgodziły się.
Uklęknąłem przy łóżku i chwyciłem rękę Camili. Przyłożyłem ją sobie do twarzy.
- Wszystko będzie dobrze, kochanie – wyszeptałem.
Ucałowałem jej dłoń i ostrożnie ułożyłem z powrotem wzdłuż jej ciała.
Wstałem na nogi.
- Nie martw się – odezwała się jednak z pielęgniarek. – Ona… - Spojrzała w kartę. – Camila jest na pewno silna. Da sobie radę.
- Tak, wiem… - westchnąłem. – Jest bardzo silna.
Uśmiechnęły się do mnie, a później odjechały razem z Cami w stronę sali pacjentów.
Wróciłem do moich przyjaciół.
- I co? – spytała od razu Fran.
- Nie słyszeliście? – zdziwiłem się lekko.
- Słyszeliśmy wszystko. – Marco przycisnął do siebie mocniej dziewczynę. – Francesca jest trochę nieprzytomna.
- Musimy czekać na mamę Camili. – Kiwnąłem głową. – Albo na lekarza.
W tym momencie zauważyliśmy naszych przyjaciół zmierzających w naszą stronę. Byli to Leon z Violettą, Naty z Maxim, Federico z Ludmiłą, a na końcu szła Angie.
- Wiadomo coś? – Pierwsza podbiegła do nas Violetta.
Westchnąłem, pokręciłem przecząco głową i usiadłem na krześle stojącym za mną. Zakryłem twarz rękami.
- Camilę przenieśli przed chwilą na salę. – Usłyszałem głos Marco. – Jest nieprzytomna, a więcej nic nie wiadomo.
- Będę musiała coś powiedzieć Antoniowi… - zamyśliła się Angie. – Tylko, co… Tylko co…
- Pytaliście lekarza? – odezwał się Leon. – On na pewno by coś powiedział.
- Nie udziela informacji osobom niespokrewnionym – odparłem zrezygnowany.
- Ale mama Camili już przyjechała – dodała cicho Francesca. – Rozmawiają.
- Chociaż tyle – westchnął słabo Maxi.
Ktoś usiadł obok mnie. Podniosłem głowę i zobaczyłem Naty.
- Broduey, przecież znasz Cami – powiedziała szeptem. – Ona będzie walczyć cały czas, nie podda się. Jest silną dziewczyną.
- Wiem, Natalia. – Pokiwałem głową. – Wiem o tym doskonale.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko po czym wstała i wtuliła się w swojego chłopaka.
Chwilę później z gabinetu lekarskiego wybiegła Pani Torres.
- Proszę Pani, to sala numer 46! – krzyknął za nią lekarz.
- Oczywiście – odparła zdenerwowana kobieta. – Proszę im wszystko powiedzieć. – Wskazała na naszą grupę.
Szybkim krokiem ruszyła w stronę sali, na którą kilka minut temu zawieziono Camilę.
Mężczyzna w białym fartuchu zamknął drzwi gabinetu i podszedł do nas, na co ja się podniosłem.
- Jesteście znajomymi, tak? – spytał.
- Tak, to są przyjaciele, a ja jestem nauczycielką tej dziewczyny. Jestem za nich odpowiedzialna. – Blondynka wyciągnęła rękę do lekarza. – Angeles Saramego.
- Jorge Rodriguez, miło mi. – Uścisnął rękę Angie. – Zostałem upoważniony do udzielenia wam informacji o stanie naszej nowej pacjentki… Camili Torres, dobrze pamiętam?
- Tak, tak – potwierdziła Angie. – Słuchamy.
Wszyscy wbili w mężczyznę zniecierpliwione spojrzenie. Ten nabrał powietrza w płuca, aby za chwilę je wypuścić.
- No dobrze… - zaczął. – Sytuacja nie jest za ciekawa. Dziewczyna spadła ze schodów. Na szczęście żadnych złamań nie ma, jest tylko trochę poobijana. Znaleźliśmy jednak kilka urazów wewnętrznych, a mianowicie jeden, najważniejszy… Pod wpływem dwóch silnych uderzeń w głowę, nasza pacjentka doznała uszkodzenia mózgu. Nie zagraża to na szczęście jej życiu, będzie ona w pełni sprawna, ale… Wypadek spowodował amnezję, co oznacza, że dziewczyna nie będzie niczego pamiętała.
- Ale… - zająknąłem się. – Jak to niczego?
- Uraz jest zbyt duży, by była to tylko utrata wspomnień z kilku lat wstecz – westchnął lekarz. – Jednak nie to jest najgorsze.
- Niech Pan nie obija w bawełnę, tylko mówi prosto – odezwała się Violetta.
- Oczywiście – zgodził się. – Najgorsze jest to, że pacjentka zapadła w śpiączkę samoistną. Nie mamy pewności, że kiedykolwiek się z niej wybudzi.
W tym momencie mój świat legł w gruzach.
Nigdy się nie wybudzi… To nie może być prawdą.
Moja Camila… Musi się wybudzić. Nie przeżyję, jeśli nie będę słyszał jej cudownego głosu, jeśli nie będę widział jej błyszczących oczu i uśmiechu na wiecznie rumianej twarzy. Nie wytrzymam, jeśli nie będę czuł jej delikatnych palców chowających się w mojej dłoni, jeśli nie będę mógł przytulać do siebie jej kruchego ciała, jeśli nie będę miał możliwości zatapiania twarzy w jej gęstych, rudych włosach.
Zakręciło mi się w głowie. Zrobiłem krok w tył i oparłem się o ścianę.
- Wszystko w porządku? – zaniepokoił się lekarz. – Może wody?
- Nie, nie dziękuję… – odparłem słabo siadając na krześle.
- Na pewno? – upewnił się.
- Tak, tak… - potwierdziłem zakrywając twarz rękami. – Nic mi nie jest.
- Niemożliwe… - Usłyszałem szloch Franceski, na co podniosłem głowę. – To nie możliwe! To nie może być prawda!
- Spokojnie – odezwał się mężczyzna. – Proszę się…
- Niech Pan powie, że to nieprawda – nalegała dziewczyna. – Niech Pan powie, że Pan sobie tylko żartuje!
Marco przytulił ją do siebie i zaczął głaskać po głowie.
- Cicho, kochanie – powiedział. – Tylko spokojnie.
- Marco, proszę cię, wyjdź z Francescą na dwór – odezwała się Angie. – Spróbuj ją jakoś uspokoić.
Chłopak pokiwał głowę i razem z płaczącą Włoszką udał się w stronę wyjścia, cały czas ją do siebie przyciskając.
- Czy możemy do niej wejść? – zapytała cicho Violetta trzymając się kurczowo ręki Leona.
- W tej chwili jest to niedozwolone – odparł lekarz. – Wpuściliśmy tylko matkę pacjentki. Jeśli jej stan się nie pogorszy, to będzie można do niej wejść za dwa dni. Ale to nie jest pewne.
- Dobrze, dziękujemy bardzo – rzekła Angie.
- Przepraszam, muszę wracać do gabinetu – powiedział mężczyzna. – Do widzenia.
Pożegnaliśmy się, a on odszedł. Kiedy zniknął za drzwiami swojego pokoju, nasza nauczycielka zwróciła się do nas.
- Dobrze dzieciaki – zaczęła. – Wiem, że to ciężka sytuacja, ale nie możemy tutaj tak stać, sami wiecie. Mam prośbę do chłopców. Leon, Maxi, Federico, odprowadźcie dziewczyny do domów, dobrze? – Chłopcy pokiwali głowami. – Marco też zaprowadzi Francescę… Broduey, może wróć do siebie i odpocznij?
- Nie ma takiej potrzeby – odparłem nieprzytomnie.
- Ale Broduey – Kobieta usiadła obok mnie. – Nie możesz tutaj tak cały czas siedzieć, chyba rozumiesz?
- Muszę przy niej być – rzekłem. – Angie, czy ty rozumiesz, że ona może się nigdy nie obudzić?
- Broduey… - westchnęła. – Nie martw się, obudzi się. My w to wierzymy i ty też musisz wierzyć. Znaleźliśmy się wszyscy w beznadziejnej sytuacji i jesteśmy tego świadomi, ale nie możemy się poddawać. Camila też się nie podda.
- Wiem – odpowiedziałem. – Znam ją, Angie. Znam ją bardziej, niż ona samą siebie, uwierz mi.
Nauczycielka uśmiechnęła się lekko.
- Skoro nie chcesz iść do domu, to przynajmniej zadzwoń do swoich rodziców, żeby się nie niepokoili. – Dała za wygraną. – Albo nie, ja zadzwonię.
- Dzięki, Angie – rzekłem cicho.
- Nie masz za co dziękować. – Podniosła się z krzesła. – Tylko proszę, idź później do domu, dobrze?
Pokiwałem potakująco głową.
- Okey, dzieciaki… - zastanowiła się ciotka Violetty. – Chłopcy odprowadzą dziewczyny do domu, tak? – Wszyscy pokiwali głowami. – Ja muszę wrócić jeszcze do Studia porozmawiać z Antoniem, Pablo i z innymi o tym wszystkim.
- Trzymaj się Broduey. – Usłyszałem głos Leona.
Później wszyscy odeszli, zostawiając mnie samego.
Podniosłem się i wolnym krokiem udałem się w stronę sali numer 46, na której leżała moja dziewczyna.
Podszedłem do okna, po którego drugiej stronie znajdowała się sala chorych. Na łóżku stojącym obok okna dostrzegłem Camilę.
Obok niej na krześle siedziała jej matka. Trzymała jej rękę, przyciskając ją sobie do twarzy.
W tym momencie nie wytrzymałem. Położyłem dłoń na szybie, a po moich policzkach popłynęły łzy, których tak dawno nie czułem…

Przepraszam, że daję wam do czytania takie coś :(
Przepraszam, że nie wyszło, chociaż się starałam :(
Przepraszam Aniu, że dedykuję ci taki bezsens :(
Miałam pomysł, wizję, miałam wszystko, a wyszło takie dziadostwo... Ta część jest masakryczna, kolejne chyba są trochę lepsze. Ale obiecałam, więc dodaję. 
Dziękuję za komentarze, za odwiedziny, za oceny i za to, że jesteście :)
Okey, koniec rozwodzenia się nad moim Partem.
Na pewno słyszeliście, że Aga odchodzi z TFF. Każdy na bank czytał tego bloga, w tym jej wspaniałe Cares, które tak cudownie pisała. Choć dla mnie bezkonkurencyjnie jest Bromila, to Cares bardzo polubiłam właśnie dzięki Ag. Na szczęście zostały jeszcze trzy cudowne dziewczyny, które TFF będą prowadzić nadal :) Ale i tak będzie mi bardzo brakować Agi i jej Cares :(
Kolejna część jak zawsze za tydzień xD U mnie już przyjęła się niedziela jako dzień dodawania xD
Aha... Nienawidzę Disneya za tą przerwę w Violetcie! Przecież ja nie wytrzymam do 30 grudnia, nooo! A wy, co o tym sądzicie? Jedyna w tym dobra rzecz jest taka, że Violetta będzie leciała dłużej xD
I jeszcze jedno: możecie podawać mi już jakies pomysły na Fedemiłę, na razie nie mam nic xD
Jeszcze raz dziękuję za komentarze <33333
Słuchajcie albumu Universoooo <33333
Pozdrawiam :****

PS. Z tego tutaj miejsca pozdrawiam Inę (Karolinę Stossel), która wczoraj wieczorem siedziała na Bestach, zamiast pisać prolog na swojego bloga, i która wymusiła ode mnie, żebym jej przesłała mojego Parta o Bromili xD Ale ma szczęście, że prolog już dodała :D Kocham <3333 (Widzisz, nie zapomniałam) xD

         PS2. Piszcie na moje GG:  49282391 xD To nowe, założone wczoraj, bo tamtego ściągnęłam sobie starą wersję i się zacinała :/ Tak więc do Marty: jak co, to pisz na to :D

PS3. Czy byłby ktoś chętny do zrobienia mi nagłówka na mojego bloga? Ja za bardzo się na tym nie znam, a o szablon już się staram jakiś czas i nici z tego... :( Albo może znacie kogoś, kto robi jakieś nagłówki? Jakby co, to piszcie na GG xD

          Pozdrawiam jeszcze raz <333333

50 komentarzy:

  1. Superr.!
    Dziś krótko.
    Czekam i kocham ! ;***
    // Gabi Verdas

    OdpowiedzUsuń
  2. No, Jesuuu! Miałam naprawdę długiego koma, ale przez przypadek usunęłam!
    Ok, zaczynam od początku...

    Tam ta ra dam tam tam!
    No, matkoooo! Dziewczyno!
    Teraz to jestem wkurzona!
    Ja z tobą niedługo zasłabnę...
    Jak Ty możesz?! Olu...!!! Piszesz, że to Coś (bo to na pewno na inne miano nie zasługuje :/) co ja wstawiam u mnie na blogu to jest fajne, a to cudeńkoo u Ciebie to bezsens i dziadostwo? Nie, nie tak bawić się nie będziemy! Jak ci kiedyś...yyyyghhh... Ja się cała trzęsę! Jak to można obrażać tak genialnego parta?
    Ręce mi opadają! Tylko mojego bloga ze znanych mi można obrażać, rozumiesz? Co jak co, ale ja tego tak nie zostawię... W ramach kary, chciałam Ci napisać, że przestanę obserwować i czytać tego bloga, ale jak powszechnie wiadomo Twój bloguśśś zbyt mocno zasiedlił ( taa, moje słownictwo XD) się w moim serduszku,
    aby wykonać tak drastyczny ruch. Taka kara z mojej strony skończyłaby się pewnieee tym, że zapadłabym na jakąś poważną chorobę psychiczną, więc lepiej nie ryzykować...
    Yhym i moje przypuszczenia się sprawdziły! Tamten kom wcale nie był taki długi :)
    I owszem, o tym, że Ag ODESZŁA (bo już jej nie ma) z TFF wiem... Ba, ja się prawie z tego powodu rozryczałam! No bo jednego dnia była taka euforia, bo Majeczka napisała, że Aga zostaje, a następnego: Aga
    się jednak żegna. Pomimo tego, że kocham Ksenie, Maję i Maddy to uważam, że TFF bez Agi nie będzie już takie samo :( Smutna prawda, ale prawda :(
    Emmm, co jeszcze? A... Chętnie napisałabym do Ciebie na gg, ale pewien "mądry" człowiek (czyt.ja) zepsuł
    kompa i nie chce mu (czyt.mi) się wszystkiego od nowa instalować!
    Nie, serio. Muszę coś zrobić ze swoim leniem :/
    I jak również nie jestem zbyt dobra w robieniu nagłówków, więc Ci nie pomogę :(
    Następne części SĄ lepsze od tej, powiadasz?
    Nie wiem, nie mam pojęcia, jak Ty to robisz, że masz czas na pisanie tego tak szybko :D
    No, i powtarzam: Dla mnie tydzień wyczekiwania na coś tak pięknego to jest DŁUGOOO!
    Dobra, kończę koma, bo już Cię pewnie trochę bardzo znudził.
    Napisałabym dłuższego, i bardziej bym Cię pomęczyła tym marudzeniem, ale boję się, że zejdziesz na zawał :( Widzisz? Troszczę się o twe życie ;P
    Kocham <33 PaPa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Booże, znowu taki dłuuuugi komentarz?? xD Nie no, ja cię kochaaam <3333
      Ale do rzeczy :P
      Twój Part był cudowny (za chwilę ide go przeczytać jeszcze raz :P) a mój bez sensu xD
      No to instaluj szybko nowe GG i pisz, a co ty myślisz? :D
      Nie, mnie nie nudza takie dłuuugie komenty xD
      Kochaaaaaam <333333

      Usuń
  3. No widzę widzę xD ;*******
    A ja miałam nadzieję, że zapomnisz i wygram ! <3333
    No, ale cóż ja mogę ? ;p
    Co do parta.
    No boski !!!!! <3333
    Co prawda już go czytałam, ale przeczytałam sobie jeszcze raz i zakochałam się od nowa ! *.*
    Piszesz tak genialnie, że ja tego opisać nie umiem.
    Po prostu brak mi słów ( w pozytywnym znaczeniu ;p )
    No i ja wiem co będzie dalej, ale i tak z z niecierpliwością czekam na kolejną część !!! <333
    Kocham Cię <3333333333333333

    Twoja Ina ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, muszę odpowiedzieć xD
      A widzisz, nie zapomniałam :D Skleroza przeszła :P
      I nie przesadzaj, przecież to jakieś dziadostwo jest :)
      Cii....! Nikomu masz nie mówić co dalej!
      Ja też cię kochaaaaam <333333

      Usuń
    2. Ja ci dam badziewie !!!
      Kochanie uświadom sobie, że piszesz wspaniale, niepowtarzalnie, magicznie, bosko, przepięknie, zajefajnie i po prostu jesteś zajebista ( przepraszam za słownictwo xD )
      Kocham tego bloga <33333

      Pozdrawiam Ina ;*

      Usuń
    3. Nie kłam, kłamstwo to grzech ciężki xD

      Usuń
    4. Nie muszę kłamać bo taka jest prawda :D

      Usuń
    5. Wcale tak ! <3333

      Usuń
  4. Ooooo słońce dziękuję <3 Jesteś taka kochana ;)
    Co ty mówisz jaki bezsens? To było przewspaniałe..
    To jak pięknie opisałaś uczucia Brodueya, było magiczne <3
    I pomimo że już nie są razem widać jak bardzo mu na niej zależy ;D
    Jak to Cami może się nie wybudzić ze śpiączki? Nie, nie nie wierzę!
    Ona musi się obudzić, nie ma innego wyjścia...
    To wspaniale że przyjaciele pomagają Brodueyowi w takich trudnych chwilach <3
    To są właśnie prawdziwi przyjaciele , którzy nie zostawią cię w nieprzyjemnych sytuacjach :)
    Właśnie tacy jak ty <3 Jesteś moim lekarstwem na ból, przepisem na szczęście, moją muzą,
    Moją Olą, którą tak bardzoooo kocham ;)
    Dziękuję ci że jesteś <333
    I jeszcze raz ci powtarzam..To nie była żadna masakra..To było niesamowite, cudowne, bajeczne i nie wiem co mam jeszcze powiedzieć...Jednym słowem : fenomenalne ;)
    Dokładnie ja też jestem megaaa wściekła przez tą przerwę we Violetcie..Ludzie ja nie wytrzymam!
    Ale jednym plusem jest to że że chociaż ten okropny pocałunek Caxi, będzie dopiero w nowym roku..
    Co do Uniwerso to zakochałam się po prostu w jej piosenkach..Lodo ma po prostu piękny głos <3
    Kocham cię i pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, kochanie <3333
      Cieszę się, że podobał ci się ten bezsens :)
      Ja też cię bardzo kochaaaaam <3333
      Nie, ja sobie obliczyłam, że 26 odcinek wyemitują 30 grudnia, a właśnie w 26 będzie pocałunek Caxi :/ Nie wytrzymam!
      Taak, uwielbiam Universo i Lodo <3333333
      Też kochaaaam :********

      Usuń
  5. Jakaś przesympatyczna istota zaprosiła mnie na swoją historię, więc jestem. I się cieszę, bo ślicznie ci to wyszło <3
    Boże, biedna Camila. Ja tysiąc razy wyrąbałam się ze schodów i żyję. MOGŁAM ZGINĄĆ :O otarłam się o śmierć!
    Całe życie się posypało... Może stracić osobę, którą bardzo kocha. Takie oczekiwanie jest najgorsze. Mam nadzieję, że ta historia doczeka się happy endu.
    Baaardzo fajnie piszesz <3 Wciąż cierpię, po twojej pięknej miniaturce o Naxi. Lubię płakać tak ^^
    Uwielbiam Cię! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, ty nawet nie wiesz ile razy ja zleciałam ze schodów :P I też żyję xD
      Nie przesadzaj, ani to, ani Naxi jakies cudne nie było :)
      Też cię kocham <3333333

      Usuń
  6. cudne zapraszam do siebie <3 http://truskawkowykrem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Łzy w oczach
    Zaczęłaś przepięknie. Wspomnienia. Nawet jeśli jesteśmy smutcy, pocieszą nas wesołe fragmenty naszego życia.
    Czasami są też złe wspomnienia. Ale one jednak też są dobre. To na nich się uczyliśmy. To one nas motywowały.
    Jest tak, że niektóre wspomnienia znikają. Jest to spowodowane głównie czasem. To on kradnie nam fragmenty naszego życia. Są też takie sytuacje, gdy tracimy wspomnienia przez wypadek. Na szczęście nie zdaża się to bardzo często, ale to jeszcze bardziej motywuje do użalania się nad sobą. Coś w stylu "dlaczego akurat ona" albo "to powinnam być ja".
    Do tej historii świetnie pasuje "Jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy".
    Początek był spokojny i taki dla każdego normalny: dziewczyny szykują się do następnej lekcji, czeszą, przebierają. Wszystko oczywiście pobiera dużo czasu, więc gdy dziewczyny usłyszały dzwonek, włàczyły w nogach szybki bieg i popędziły w kierunku sali lekcyjnej.
    Niestety coś po prostu musiało się stać. Więc, aby przerwać to jakże radosne życie nastolatków: wypadek. No nie mogłaby ta pani woźna trochę później umyć tych schodów?!
    Cami, biedna Cam. Nawet nie wyobrażam sobie jaki to musiał być ból. Chociaż i tak pewnie nie większy niż ból jej przyjaciół, a szczególnie Brodueya, kiedy dowiedzieli się, że być może już nigdy więcej nie będą mogli porozmawiać z Camilą. Każdy z nich w pierwszej możliwej sytuacji, zrobił wszystko, aby dowiedzieć się co jest z ich przyjaciółką.
    Fran oczywiście się obwinia. Pewnie czuje się odpowiedzialna za wszystkich i za wszystko. Chciałaby, aby absotunie wszystko chodziło sprawnie jak w szwajcarskim zegarku. Niestety, nie wszystko układa nam się tak jak tego chcemy. Czasami zdarzają się sytuacje na które my nie mamy wpływu, chociaż tak bardzo byśmy chcieli. To nie my całkowicie rządzimy swoim życiem. Ono zależy od naszych przodków, naszych przyjaciół. To co było ma wielki wpływ na to co jest. Chociaż my też mamy wielki wpływ na to co skę z nami dzieję. To w końcu nasze wybory. Ale trzeba też pamiętać, że my mamy też jakiś wpływ na życie naszych potomków i przyjaciół. Francesca chyba o tym wiedziała i myślała, że mogła zapobiedz tej sytuacji.
    Mama Camili pokazuje, że nie ważne gdzie się jest, matka zrobi wszystko dla swoich dzieci. To przecież ona wychowała Camilę. To w Cami jest cząstka jej mamy. Nie wiem jaka była relacja między rudą, a jej mamą, ale to nie ważne, bo każda mama, kiedy dowie się o krzywdzie córki, rzuci wszysko, aby tylko być przy niej.
    Między Camilą i Brodem musiała być wielka więź. Na pewno wiele razem przeszli. Pewnie Broduey wolałby być na miejscu Camili. Zrobiłby tak wiele, aby ona... żyła. Poruszyłaś ważny temat, jakim jest wypadek bliskiej osoby. Pojawiło się bardzo wiele uczuć. To właśnie wspomnienia towarzyszyły każdej myśli. To jednak one sprawiły, że z każdą sekundą Broduey bardziej cierpiał. Myślał o tym, że powinien być przy niej. Podobnie jak Francesca chciał wziąć na siebie całąodpowiedzialność. To sprawiło, że cała sytuacja bolała go jeszcze bardziej. Co prawda potwierdził, że wróci do domu, ale szczerze w to wątpie. Czy ktoś z nas w takiej sytuacji zostawiłby osobę, którą kocha? Odpowiedź jest oczywista: nie. Zapewne nawet nie pomyślał o tym, aby wrócić do domu. Kiedy po raz pierwszy zobaczył Cami nie wiedział jeszcze co się dzieje. Nie wiem. Może jego myśli były bardziej pozytywne, a może bardziej negatywne nż po rozmowie z lekarzem. Myśl, że osoba którą tak bardzo kocha może się już nie wybudzić, to prawie tak jakby umarła. A nawet jeśli się wybudzi, będzie bardzo, ale to bardzo ciężko. Jedynym plusem będzie to, że każde wspomnienie związane z Camilą Broduey przeżyje na nowo. Ale co komu z takiego mizernego plusa? Tak na serio nic. Broduey pewnie nawet o tym nie pomyślał. Na pewno zastanawiał się nad przeszłością i przyszłością. O tym co było, i o tym co mogłoby sięzdarzyć.
    Nawet nie wiesz z jaką niecierpliwością czekałam na ten rozdział, ale się opłacało, bo tak jak już napisałam jest boski, cudowny, niesamowisy, piękny... Po prostu nie z tej ziemi
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz był trochę dłuższy, zale usunęłam najmniej potrzebne wątki ze względu na limit. A co do Agi to na pewno każdy ubolewa, ale tak jak Aga napisał: dużo u niej się zmieniło. My już raczejnic nie zrobimy.

      Usuń
    2. Boże, jaki długi koemntarz :) Uwielbiam takie <3333333
      Tak, Aga pisze naprawdę świetnie, szkoda, że zrezygnowała :(
      Dziękuję :*****

      Usuń
  8. O nie! Cami nic ni pamięta! Mam nadzieję, że pamięć jej wróci.
    Świetny <333
    Pozdrawiam ;**
    ~Veronika~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      A czy pamięć jej wróci - tego dowiesz się w następnych częściach xD

      Usuń
  9. ten one part jest świetny, tylko strasznie smutny.. biedny broduey ( nie wiem czy tak się to pisze xd)
    czekam na kolejną część
    nati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Part miał być smutny :)
      Cieszę się, że się podoba xD
      Wiesz, tak naprawde to ja też nie wiem jak się pisze jego imię :D Ja piszę Broduey :D
      Pozdrawiam <3333

      Usuń
    2. Wobec tego dobrze piszesz :D

      Usuń
  10. Dobra, jestem :-D
    Dodaję zaległy komentarz ( dzięki za przypomnienie o nim :-D )
    Ok to zacznę od tego że...

    Jest to jeden z najpiękniejszych partów jakie czytałam :-D
    Nie no wszystko w nim jest to co lubię....
    Smutek... ( tylko czasem uśmiechałam się pod nosem z Fran )...
    Biedny Broduey... Szkoda mi go... Jak nigdy.... ( niezbyt lubię jego postać, ale tu jest piękny )...
    Marco jak zawsze.... taki dobry dla Fran... A ona tylko martwi się o Cami...
    I jeszcze chce być na jej miejscu.... ( Wtedy to by się Marco zapłakał :-( )

    Podsumowanie: Kocham ten Part!!! I czekam na 2 cz....

    No więc kocham twojego bloga...
    Kocham ciebie...
    I twoje ( jak ty to nazwałaś :-D ) wypociny, które uważasz za nieudane...
    I ja tutaj ogłaszam takie coś:
    PRZEKONAJMY OLE ŻE MA JEDNEGO Z NAJLEPSZYCH BLOGÓW OP!!!!!!!!!!!!!!!

    Dajemy, to taka moja akcja świąteczna specjalnie dla Oli :*
    Dobra, ja kończę, bo się za bardzo rozpiszę :-D

    Czekam na next :-D Pozdrawiam!!!
    Kocham cię normalnie <33333
    Twoja Kriena :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz <333
      Akcja świąteczna, taaak? Urodzinowa może też :D Urodziny mam niedługo :D
      Ale nie no, bez przesady :D
      Kochaaaam <3333

      Usuń
    2. OOOOO to na gg wtedy ci napiszę życzenia :-D
      Jakie bez przesady???
      To prawda jest :-D
      Kriena :***

      Usuń
  11. świetny <333
    biedna Camila :C
    Brodway jej nawet na minutę nie chce opuścić ;C
    może się nigdy nie wybudzić ? :O
    mam nadzieję, że tak nie będzie.
    czekam na next ;****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      A jak będzie - tego dowiesz się w niedzielę :P
      Pozdraawiam <333

      Usuń
    2. Mimo, że to dwa dni nie wytrzymam do niedzieli :C
      ale będzie trzeba ;***

      Pozdrawiam ;**

      Usuń
    3. Wytrzymasz, nie bój się :D

      Usuń
  12. Jak zwykle part wspaniale ci wyszedł :)
    Nie rozpisuję się jednak bo zaraz muszę już wychodzić do szkoły :P
    Pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zwykle part wyszedł Ci cudownie ! <3 (A i przy okazji sorry, że tak późno komentuje, ale nie mam czasu)
    Cami miała wypadek, Broadway się załamał, Francesca też... ;( Wszystko się wali!
    Nasza rudowłosa piękniusia w śpiączce. Jej! Tylko jej nie uśmiercaj czy coś w tym stylu. (xd)
    Skoda mi wszystkich, najbardziej Fran.
    Hmm.... Czekam na next! Czyli następny part i Bromi i na pary o Femili. <3
    Noo, i w tym parcie o Femili [jak tak ładnie prosisz to powiem ;)] niech Lu będzie dobra, Federico taki zły i groźny i niech się nienawidzą (like it!)
    No to chyba tyle.
    Papa!

    Twoja Nikki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :D
      A co będzie dalej, to się dowiesz w kolejnej części xD
      Na parta o Fedemili mam już pomysł (no dobra, nie mój xD) i jest trochę inny od twojego, ale mam nadzieję, ze ci sie spodoba :
      Papa <33333333333

      Usuń
  14. Heloł, zawitałam sobie WRESZCIE po długim braku neta na Parciku o Brodmile.
    Chociaż nie przepadam za Brodmiłą, to tym Partem rozwaliłaś system. Normalnie bomba! :D
    Te schody są przeklęte...
    Brodi (haha xD) lepiej nie idź tamtymi schodami, bo jeszcze wylądujesz w szpitalu jak Camila.
    NIEEEEEE!!! Ona nie może być w śpiączce.
    Zaraz dostanę zawału i też będę w śpiączce xd
    Oby się wybudziła... Musi. Bo się poryczę ;(
    Francesca normalnie palpitacji serca by dostała, tak się o swoją przyjaciółkę zamartwiała, nie mówiąc już o Broadwayu.
    A ta końcówka... Nie, teraz to się już poryczałam. ;C Chłopak tak się zamartwia o dziewczynę, nie rozumie, dlaczego to właśnie ją spotkało... Szkoda mi go... bardzo.
    Jezu, nie wiem co jeszcze napisać. Może to, że cię podziwiam? :)
    Na gg ci już pisałam, że cudo i wql... UWIERZ MI :*
    Ehh... co tu jeszcze naskrobać?
    Całuję,
    Caro :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Zapomniałabym! ;d
      Z niecierpliwością czekam na 2 i 3 część <3
      Kochaam <3

      Usuń
    2. Śmiałam sie z twojego komentarza :D W dobrym sensie oczywiście :P
      Dziękuję za komentarz <3333333
      Kochaaaam :*

      Usuń
  15. Part ci wyszedł genialny,
    Świetny i niepowtarzalny.
    Cały czas nas zaskakujesz.
    Trochę zbyt dramatyzujesz,
    Bo naprawdę piszesz dobrze,
    Tak dojrzale i tak mądrze.
    Super, hiper, genial, extra.
    Czekam na twojego nexta.
    Pozdrawiam <3
    ¡Anonim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, jaki fajny wierszyk xD
      Pierwszy raz taki widzę :P
      Dziękuję <3333333333

      Usuń
  16. Tak na początek: WOW
    Jak ty to robisz?
    Każdy twój part tak świetnie ci wychodzi.
    Każdy twój part czytam z wielką przyjemnością.
    Za każdym razem tworzysz nową, piękną historię.
    Za każdym razem czymś mnie zaskakujesz.
    Po prostu zakochałam się w twoim blogu i w tym, jak piszesz.

    Bromila.
    O tej parze jest stosunkowo mało blogów.
    Jest jednak sporo o takich paringach, których nie ogarniam, np. Cares i Semi (?).
    Szczerze to nie mam pojęcia, skąd one się wzięły.
    Ale mniejsza o to.
    Nie paring się przecież liczy, tylko fabuła i przesłanie.
    Ale cieszę się że u ciebie jest Bromila. Lubię tę parę.
    A mimo wszystko przyjemniej czyta się o parach, które się lubi :)

    Jak już pisałam, najważniejsze są fabuła i przesłanie.
    A to ci wyszło świetnie!
    Chociaż trochę przygnębiająco.
    Ale jest ciekawie i dużo się dzieje.
    Wspaniale opisujesz przeżycia i emocje bohaterów.
    To kocham w tobie najbardziej <3
    Ogółem wszystko wyszło ci pięknie.
    Bardzo wciągnęłam się w tą historię i nie mogę doczekać się nexta.
    Więc... do niedzieli :)
    Wiem że się nie zawiodę :*
    Ola ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham takie komentarze <33333
      Bardzo lubię je czytać :)
      Ja osobiście uwielbiam Bromilę, ale rozumiem innych, którzy wolą Semi czy Cares.Czasami jakaś odmiana jest dobra :D Ja np. lubię czytać o tych parringach, choć najlepiej mi się pisze o Bromili xD
      Dziękuję, że skomentowałaś :)
      Do niedzieli, moja imienniczko <33333

      Usuń
  17. ŚWIETNY PART & SUPER BLOG!

    Przestań wreszcie pisać że twoje party są do bani, bo nie są!
    Czy ty serio nie widzisz jak czytelnicy cię uwielbiają?
    Piszą takie mega długie komentarze, normalnie jak na wyścigi. Kto napisze dłuższy ten lepszy!
    Ostatnio wszystkich pobiła Hanna Blaszak. Napisała tak długi komentarz jakby pisała wypracowanie na polski. Nawet nadała mu tytuł [Hahaha;D]
    Nie wiem czy to nie jest lekka przesada. Mi się wydaje że jest. Długie komentarze są fajne i sama lubię je czytać;P Ale ten był taki jakiś nudny. Dużo słów, mało treści. Ale jak miała wenę to napisała. Ważne żeby ci się podobało.
    A najlepszy jak dla mnie pomysł z wierszykiem<3 Są jednak jeszcze jacyś oryginalni ludzie;*
    Już chciałam napisać że pod następnym rozdziałem będzie pewnie kilka takich wierszyków, ale może po przeczytaniu tego niektórzy się ogarną;P

    No tak, wiem, trochę obiegłam od tematu;)
    Ale chodziło mi o to, że wszyscy cię tu kochają<3
    Piszesz świetnie, pogódź się z tym;)
    A te wszystkie długie komentarze są
    tego dowodem. Wszystkim tu zależy byś czuła się uwielbiana i doceniana<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Szczerze? Twój komentarz dał mi powera xD Nie wiem czemu, jakos tak :D
      Ja bardzo lubię czytać długie komentarze :D Hania naprawdę mnie zaskoczyła swoim xD Mi się podobał, przynajmniej wiem kto co o mnie myśli :) I wiem też, czy udało mi sie przekazać emocje :D
      Taak, ten wierszyk też mi sie podobał <333
      Dziękuję za twój komentarz :***** Bardzo dziękuję, naprawdę :)
      Pozdrawiam <3333

      Usuń
  18. Więc zacznę od końca xD
    Czy dalej jest to aktualne z tym nagłówkiem? Z chęcią mogę pomóc - zrobiłam np. taki http://violettapolskapolonia.blogspot.com/
    A teraz do OP
    Mnie bardzo przypadł do gustu.
    Podziwiam cię, bo ja chyba nie umiałabym pisać jako chłopak ( w pewnym momencie i tak napisałabym coś z końcówką żeńską >.<)
    Tak jak poprzednie OP ten jest cudowny, ten sposób wyrażania emocji.
    Kocham to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, z nagłówkiem to już nieaktualne, Maja zrobiła mi taki piękny :*
      Ale dzięki, że chciałaś pomóc :)
      Wiesz, ja też mam nieraz problemy z tym pisaniem jako chłopak xD
      Np. jak pisałam drugą część o Marcesce, to czytam końcówkę, a to normalnie jakbym pisała z perspektywy Fran xD A wtedy akurat pisałam jako Marco xD
      Gracias za komentarz <3333

      Usuń

Proszę, skomentuj, to przecież zabiera tak niewiele czasu, a daje dużo więcej :)